13 - tyle minut czytania
  1. Kilka tygodni temu wspominałem (#5.21), że do wszystkich swoich zadań można podchodzić z myślą – „wiem, że to zrobię, wiem, że to rozwiąże”. I ta myśl nie jest pełna pychy, ale wiążę się z genialnym przekonaniem o tym, że umiejętności wsparte wiedzą, zaangażowaniem i determinacją zaowocują pożądanym rozwiązaniem. Oczywiście, czasem trafi się i twardy orzech, którego nie sposób napocząć i wtedy ta pewność siebie ma gorzki posmak, ale i tak uważam, że to jest znakomity punkt wyjścia. Obiecywałem też, że spróbuję się do tej metody stosować. No cóż, chwilowo mi nie wychodzi.
  2. Zachodzę w głowę, czemu w ostatnich tygodniach trudniej mi z tygodniówką. Czemu wymaga pewnej obowiązkowości, czemu podszyta jest wątpliwością „czy pisać, czy publikować, czy dawać znać, że napisałem”. Może lepiej zapalić panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek – tekst napisać i nikomu o tym nie mówić? Nigdzie się z nim nie wypuszczać…

Tygodniówka ma jeszcze do tego jasno określony termin do wypełnienia i dotrzymania, a ja bardzo przepadam za deklaracjami, zobowiązaniami.

  1. Narasta we mnie przekonanie, że wszędzie wokół jest za dużo wszystkiego, treści zwłaszcza. Skąd tego tyle? Po co to komu? Kogo karmimy słowami, zdjęciami, danymi? Czy my – ludzkość – tego potrzebujemy? Czy potrzebujemy wiedzieć wszystko o wszystkich? Czy potrzebujemy podglądać jak inni żyją, co robią, co myślą?

A jeśli my dzielimy się swoją rzeczywistością, to dlaczego to ma jakkolwiek determinować nasze doświadczanie? Dlaczego liczba polubień zdjęcia / statusu czegokolwiek może determinować jakość danej chwili. Przeżywanie zbiorowe? Pomijając już to, jak dużo wszystkiego jest na pokaz, cudze lubisie nie determinują smaku naszej rzeczywistości.

  1. Do zabawy rzecz jasna dołączają marki, które z jednej strony chcą być tam gdzie ludzie (żeby móc im coś sprzedać), chcą gadać po ludzkiemu (aby im coś sprzedać), chcą to robić intensywnie (aby sprzedawać więcej) i nie mogą oddać pola w żadnym miejscu (bo wtedy sprzedawać będzie ktoś inny). A ponieważ gramy na poletku ogarnianym przez algorytmy, to nie możemy nagle przestać treści produkować, bo algorytmy są tak ustawione, że brak nowości karze zapomnieniem, a zapomnienie oznacza brak sprzedaży. Więc wszystkiego musi być więcej, choć nie ma opcji, żeby ktokolwiek był w stanie to przetworzyć. Gonimy w piętkę, ciekawe czy kiedyś strzelą bezpieczniki.
  2. Od kiedy większą wartość od jakości ma ilość? To chyba pochodna wszystkich mądrych badań, które mówią „liczy się liczba kontaktów odbiorcy z komunikatem” (która musi cały czas rosnąć wraz ze wzrostem liczby komunikatów konkurencji) wsparta „musi być prosto, bo inaczej nie zapamięta”. Sam to przecież mówię i podpowiadam, bo wiem, że wszystko inne byłoby droższe i zapewne mniej skuteczne, a napewno bardziej ryzykowne. Myślę że Gombrowicz z Sienkiewiczem prychnęliby mi prosto w twarz.
  3. Może trzeba się często i dużo przypominać wtedy, kiedy nie ma się nic do powiedzenia? A kiedy się nie ma nic do powiedzenia, tym bardziej nie można pozwolić na zapomnienie?
  4. Swoją drogą, w czasie kiedy wszystko w Internecie musi być szybkie i zwięzłe, facet który ma miliony subów wrzuca blisko 50 minutowy materiał

będący pogłębioną recenzją (i który sam w sobie jest perełką video). To co mnie fascynuje, to to, jak bardzo on – twórca – rozumie, że jego materiał wcale nie musi być oglądany liniowo i pomaga widzom się w nim odnaleźć. Spodziewam się, że tego będzie więcej. A przy okazji – jego wideo ma już ponad 2mln widzów.

  1. W zeszłym tygodniu (#9.21) pisałem o kreatywności, którą masowo uwalnia TikTok. To – bardzo możliwe – pozwala nam na odkrycie nieznanych talentów. Na wybicie się ludzi, którzy z różnych powodów bez tego narzędzia nie mieliby okazji do tego, aby zostać zauważonym, ale… jakim kosztem? Choć przecież „nie można przykładać ceny” do postępu i innowacji.
  2. Trafiłem też na ciekawą uwagę u Kuby Klawitera w ostatnim, choć może jednak bardziej poprzednim, techweeku:

Ci wszyscy Kołczowie w internecie mówią, że należy zakładać podcasty i być aktywnym w social mediach (bo to jest droga do sukcesu – przypis Wita). A gdyby ci Kołczowie mówili, że wszyscy mamy zostać stolarzami, to też byśmy tak reagowali? Nie, bo nie chcemy żeby nam się krzesła pod tyłkiem rozpadały.

Kuba Klawiter

No… trochę bardzo w punkt. Jakoś tak łatwiej nam uwierzyć że wszyscy możemy być piękni młodzi i bogaci dlatego, że jesteśmy piękni i mądrzy i wszyscy chcą naszej mądrości (bo chcą mądrości innych), ale jakoś nikt nie chce być piękny młody i bogaty dlatego, że potrafi coś zrobić, bo zrobienie czegoś dobrze już nie jest takie łatwe i wymaga jednak coś umieć.

  1. Kiedy wydaje Ci się, że wszystko już wiesz i umiesz i rozumiesz, a w razie czego wymyślisz, i nagle przychodzi ktoś z drewnianym kijkiem i mówi Ci – patrz i podziwiaj.
  1. Czuję się zmęczony byciem stale online. Nie sądziłem, że to napiszę / poczuję. Ale tak jest. Nie czuję wartości w byciu online. Nie czuję też, żebym sam wnosił wartość będąc online. Wręcz zazdroszczę tym, którzy śmiało prowadzą życie w realu. Może, powolutku, dojrzewa we mnie myśl, żeby obrać ten kierunek… Choć na razie bardziej przeraża, niż kusi.
  2. Na cały ten świat pełen nikomu niepotrzebnej treści, pcham się jeszcze ja ze swoją tygodniówką. Brak mi pokory chyba. Ale na pewno nie brak mi wątpliwości. Tym bardziej, że z tygodniówka jest jak z robieniem prezentacji w dobie Covidu – Gapisz się w swój ekran dzieląc się swoją myślą i… nie widzisz w zasadzie reakcji. Masz tylko nadzieję, że po czasie nie usłyszysz – hej, możesz powtórzyć? Bo byłeś „on mute”.
  3. Wracając do kwestii „podejścia”. Można działać z przekonaniem „rozwiąże”, albo – i to jest częściej moja myśl – „to jest zapewne ten raz, kiedy się potknę”. Tzn zwykle zaczynam od „spróbuję, co mi szkodzi” ale zupełnie nie mam wyrobionego mechanizmu „odpuszczania” i… boję się odpuścić, bo to się źle kończy. Dlatego trwam w ćwiczeniach, trwam w głodówkach, trwam w zimnych prysznicach bo boję się, że odstępstwo od reguły zniszczy regułę i nie będzie powrotu. Silny świadomością własnej słabości.
  4. Tym bardziej, że jak nikt znam te moje projekty (?), które z czasem trafiały na zawieszenie. Tak było z Wolfem, tak było codziennym niecodziennym, tak było z nagraniami do podcastu… cmentarzysko moich projektów ma się dobrze, pielęgnuję je w głowie dość skwapliwie.
  5. W tym momencie niemal słyszę narastający szmer szeptów „terapia, terapia, terapia”, bo to na terapii możesz rozwiązać te wszystkie problemy z pomocą zawodowca. To jest bardzo możliwe, ale jeszcze do tego nie dorosłem. Nie w tym rzecz, że mam problem z samą koncepcją terapii. Myślę, że to co do zasady genialna rzecz, że to się staje pewną higieną i że zaczynamy o swoje zdrowie psychiczne dbać… tak jak dbamy o zęby i dbamy o oczy i chodzimy na siłkę, to pewnie warto zadbać też o swoją psyche, a skoro do kościołów nam jakby mniej po drodze (tzn. mi) to nic dziwnego że terapeuci wchodzą w to miejsce. Więc – znakomicie, że to przestaje być tabu. Mniej znakomicie że jeszcze nie umiem z tego skorzystać.
  6. To wszystko jest w głowie. I choć to cokolwiek (dla mnie) zaskakujące, to oddam głos zawodnikowi MMA, który właśnie przegrał swoją walkę, ale sposób w jaki odpowiada na pytania, sposób w jaki opowiada o swoim podejściu. Wow.
  1. Polecam zobaczyć całą jego (Israela Adesanya) obecność na konferencji. To co mówi, to jak mówi, to jak pięknie to kontrastuje choćby z typowym wywiadem z piłkarzem po zakończeniu meczu. Nie mogłem przestać słuchać.
  2. Jak wspominałem, książki po które ostatnio sięgam dotyczą wychowywania i zrozumienia psów, ponieważ w najbliższym czasie w mojej codzienności pojawi się czworonóg. Gorąco polecam Culture Clash autorstwa Jean Donaldson, choć im więcej czytałem, tym bardziej narastało we mnie przekonanie – mogę tego nie ogarnąć (co nie oznacza, że zamierzam złożyć broń). To w ogóle dość dziwne doświadczenie, że im więcej w danym temacie czytałem, tym więcej mam wątpliwości wobec sprawdzonego sposobu radzenia sobie z własnym psem. No cóż, zobaczymy.
  3. To co mnie tchnęło, to jest podkreślanie (a to już z kolei w kilku źródłach), że tym co ma ogromną wartość w szkoleniu dogadywaniu się ze zwierzęciem, jest umiejętność błyskawicznego nagrodzenia psa (w tym konkretnym przypadku) za zachowanie, którego sobie życzymy. Jeśli tego nie zrobimy – pies uzna, że nie warto tego zachowania powtarzać, ale też jeśli zrobimy to za późno, to pies uzna, że nagradzamy inne zachowanie, niż nam się wydaje, że nagradzamy. I to jest podchwytliwe. Ale po uszach dało mi inne spostrzeżenie.

Jeżeli wiemy, że tak trudne jest dobre wychwycenie momentu wartego nagrody i umiejętność zaakcentowania tego u psa że wątpimy w skuteczność tej metody szkoleniowej, to skąd nasze przekonanie, że tak doskonale będziemy potrafili ukarać psa za niewłaściwe zachowanie (czego próbowanie, wedle książek, które czytałem, też nie jest najlepszym pomysłem, bo wcale nie będzie efektywne).

  1. Koty to jednak są… przekocury:

i co, nadal uważasz, że kot coś strącił „przypadkiem”?

  1. A ta pani też jest przekocica:
https://twitter.com/SAStars/status/857322451180683264?s=20
  1. I jeszcze jedna pani, która jest zdecydowanie jak wino.

To jaka jest Twoja wymówka? (A, tak poza wszystkim gorąco polecam rzucenie okiem na profil Kobieta zawsze młoda

  1. Wspominałem o tym, że oglądam jak inni grają w szachy? Wspominałem. I że się uczę trochę też wspominałem. Lepiej mi idzie oglądanie, niż się uczenie, ale stockfisha na poziomie 4 już parę razy ograłem… ale dużo więcej razy on ograł mnie… Do grania z pierwiastkiem ludzkim jeszcze nie mam śmiałości. W każdym razie, okazuje się, że… najstarsza gra na świecie, staje się również najchętniej oglądaną grą w Internecie.

GenZ – Here we come, and we gonna take your toys.

  1. W zeszłym tygodniu wspominałem o tym, że krucho jest z naszą polityką prorodzinną, gdybyśmy próbowali ją mierzyć liczbą nowych urodzeń (która u nas spadła do poziomy 350k w roku 2020) to spodziewają się, że w Stanach Zjednoczonych będzie o 300 tysięcy urodzeń mniej w 2021. Nieoczywiste efekty koronawirusa.
  2. I jeszcze jedna ważna rzecz – większość z nas doświadcza tego, że zoomy (i wszelkiego rodzaju inne telekonferencje) męczą ponad miarę. Nic to, że siedzimy w domu, nie tracimy czasu na dojazdy, a jednak czujemy się cokolwiek jak zombie. Są po temu cztery powody:
  • Za dużo kontaktu wzrokowego (się okazuje, że nam nie służy)
  • Gapienie się nam siebie nam nie służy
  • brak ruchu nam nie służy
  • tele konferencje wymagają od nas większego zaangażowania
    Więcej w artykule podsumowującym wyniki badań Stanforda
  1. Nie wiem, czy ogarniasz bitcoina i blockchain. Czy rozumiesz czym są, czym się od siebie różnią, dlaczego to przyszłość finansów. Nie rozumiesz? Mam wrażenie, że mało kto rozumie (ale tak rozumie rozumie i potrafi wytłumaczyć). Ale aby podbić stawkę, spytam, co powiesz o… kolekcjonowaniu krytposztuki. Czego? Hmm… kolekcjonerskich dzieł cyfrowych, za które można płacić krypto walutą. Takie rzeczy oferuje między innymi SuperRare.co. Czuję się staro. Nawet bardzo. Ale może Ty coś z tego zrozumiesz.
  2. Nawiązując delikatnie do ilustracji dzisiejszego wydania, nieśmiało przypominam, że… „dzięcioł, dzięcioł, dzięcioł” jest do odsłuchania.

A tu do zobaczenia

  1. A o czym była tygodniówka rok temu?
  • O tym jak sprzedawać nieruchomości
  • o wdzięczności
  • o newsletterach (to się chyba robi motyw przewodni)
  • o tym, że Charlize Theron nie umie śpiewać

Nieustannie przypominam i będę wspominał o tym jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

Dane do PIT’a:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

KRS: 0000186434

Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

Podyskutujmy

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to Top
Co Cię skłoni do otworzenia maila w niedzielę po 20?

Nową Tygodniówkę wysyłam raz w tygodniu - między piątkiem, a niedzielą. Ponad połowa zapisanych na nią czytelników, otwiera ją w ciągu pierwszych 12h od wysłania. Dołącz do nich

zostaw maila i otrzymuj nowe wydanie Tygodniówki prosto do swojej skrzynki.

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »