Kategoria: blog

  • Tygodniówka wakacyjna, delikatnie oszukiwana #28.21

    Tygodniówka wakacyjna, odrobinę oszukiwana #28.21

    1. Dziś witam Cię z puszczy Noteckiej. Dużo lasu świerkowego dookoła, dużo ciszy (czasem tylko łaciną w polskim wydaniu przerywaną). Dużo, mam nadzieję, nic-nie-robienia. Tak, zamierzam praktykować „nada para haker”. To zwrot podkradziony od W. Cejrowskiego i Wyspy na prerii (kiedy uznawałem, że umiem schować sobie w kieszeń rozbieżności światopoglądowe i czytać podróżniczo ignorując politykę)… No ale tak W.Cejrowski jak i R.Ziemkiewicz wyprowadzili mnie z tego błędu.
    2. Czas wakacyjny może obfitować w ograniczenie ilości czasu spędzanego przed komputerem – choć czy tak będzie, czas pokaże. Oznacza to również mniej czasu online, co z kolei oznacza uboższą tygodniówkę. Na to jednak mam pewien plan, o czym za chwilę.
    3. Będzie jeszcze słówko dopisane do zeszłotygodniowej tygodniówki i cienia, jaki kładzie za sobą Internet… Usłyszałem jeden argument, który wydaje mi się bardzo zasadny. Dzięki Internetowi, tak powszechnemu, tak szybkiemu, zdołaliśmy przejść przez pandemię pierwsze półtora roku z CoVIDem bez radykalnego przemodelowywania naszej rzeczywistości. Czy świat się zmienił? Tak, ale Internet pozwolił nam (znacznej części nas) nadal pracować, nadal zarabiać, nadal utrzymywać swój poziom. Totalnego załamania nie było. W dużej mierze, dzięki temu, że co tylko się dało, przenieśliśmy w przestrzeń. online.
    4. Z Pandemią mam jeden obrazek, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Prosto z Wimbledonu:

    Robi mi to ciary.

    1. Równocześnie, dziś na Wimbledonie zostanie rozegrany finał mistrzostw Europy. Mistrzostw rozgrywanych na całym kontynencie, w niektórych miejscach na pełnych kibiców stadionach. Zupełnie tak, jakby nie było na świecie od kilkunastu miesięcy żadnej przestawiającej naszą rzeczywistość choroby, jakiej boi się cały świat. Genialny pomysł przemieszania ludzi bez możliwości zapewnienia im jakiejkolwiek ochrony. Głupota? Nieodpowiedzialność? Nie wiem czy da się policzyć ile osób będzie miało styczność z nową odmianą wirusa ze względu na takie, dość swobodne podejście organizatorów do tego turnieju, ale… mam wrażenie, że mogliśmy sobie tego oszczędzić.
    2. Równocześnie mam wrażenie, że UEFA zorganizowała turniej, który był daleki od sprawiedliwości. Znalazłem nawet ładne podsumowanie popełnione przy okazji meczu Anglików z Duńczykami pokazujące rozbieżność pomiędzy tym, ile w trakcie turnieju musieli podróżować Anglicy, a ile reprezentacja prosto z Kopenhagi. I podobny handicap miało kilka innych drużyn – gospodarzy. Cała reszta musiała wędrować po kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów pomiędzy meczami.
    3. A my i tak to oglądamy… what’s wrong with us.
    4. Euro się skończyło, to już ten moment, kiedy mogę znowu wyłączyć przeglądarkę w swoim telefonie. Trochę mi tego brakowało. A raczej trochę mi tego zbywało.
    5. Jak zapewne wiesz, mam słabość do rysunków, najchętniej piłuje oko. Ciekawe, czy jak się dobrze przyglądnę oku tak bardzo z bliska, to będę lepiej oczko rysował…
    https://twitter.com/Time4learns/status/1410148318559105027?s=20
    1. Jak zapewne wiesz, mam słabość do rysunków. I jestem pod wrażeniem, jak można zrobić coś, z niczego. I uznaję, że tak nie wolno, że to powinno być zakazane.
    https://www.facebook.com/veriapriyatno/posts/353500092811363
    1. Zaprzyjaźniony kreatywny kiedyś powiedział o mnie, że jestem typem człowieka, który słysząc jakiś pomysł, jakiś projekt do zrealizowania zwykle znajduje wszystkie (mam nadzieję dobre) powody, dla których to się nie może udać, a potem zaczynam kminić jak to zrobić, żeby jednak to zrealizować. Równocześnie, mam sobie za złe, że jestem często dużo bardziej thinker niż doer. A czasem nawet overthinker. Tym bardziej ma dla mnie wartość, kiedy rzeczy się wydarzają, nawet jeśli są pozornie tak oczywiste, jak dodanie nowego produktu do oferty platformy sprzedaży internetowej. Ani to było proste, ani szybkie, ani łatwe. Ale jest. Cholera, jest.
    2. Więc teraz już w trybie wakacyjnym – skorzystam z rady mądrzejszych od siebie, a nawet bardzo mądrej głowy, i skorzystam z pewnego wytrychu i postanowię skorzystać z pokazania Ci tekstu, który popełniłem kilka lat temu. W tym tygodniu będzie to tekst pisany na stronie „mamdosc.pl” we wrześniu 2006 roku. Mam takie dziwne wrażenie, że nawet wtedy jakoś nie byłem bardzo optymistyczny. Zatem zapraszam Cię do zerknięcia w tekst pisany do Wolfa…

    Gdy ciszę burzy ktoś… gdy burza ciszy w głowie huczy…

    Nie śpisz Wolf? Powinieneś.. czasem warto spać.. Oczy zmrużyć, powiekom pozwolić ciążyć, oddech wyrównać, myślom dać czas na ucieczkę i wędrówkę w innych stanach świadomości.. stanach zjednoczonych, stanach zniewolonych, stanach pustych i wszystkich innych, których dotychczas jeszcze nie udało się odwiedzić.. zniszczyć i zdewastować…

    Bracie-cześć-później, wiesz, niż obiecywałem piszę list,
    ale się trochę zapomniałem.
    U mnie jest wielki fest – Ty to samo miałeś

    wciąż dokucza trwały zez duszy z ciałem.

    Widzisz Wolf.. popatrz, taki ja i taki Ty.. W dzień jak każdy, mogło by się zdawać. Budzisz się i wiesz, że coś dzieje się. Nie wiedzieć dla czego i jakim prawem, ktoś pragnie Twój z ziemią zrównać świat. To co Twoje odebrać, to co żywe zabić, to co kruche złamać.. Oczywiście, kiedy pierwsze chwile dnia łapiesz, jeszcze tego nie wiesz.. choć pewnie powoli, świadomość niezwykłości w świadomość wdziera się.

    A może jest zupełnie inaczej. Nie wiesz nic, poranek do poranka podobny, niczym nie zachwiany tok normalności. W radiu tylko słyszysz jakieś rzeczy niepojęte, że agresję ktoś zaczął, że napadł, że wkroczył.. Nagle audycję przerywa ktoś i brak dzwięków świdruje przestrzeń.. A potem wystrzał, wybuch, huk i chaos w jednej sekundzie budzi się.. Świat nagle na głowie staje, życie – które jeszcze wczoraj mogło wydawać się bezpieczne – w śmiertelnym znajduje się zagrożeniu. Wszyscy, czyli każdy. Oni, czyli my.. W oczach rodzi się przerażenie, w ciele żądza przetrwania. Bez względu na koszt, na straty i ofiary. Byle tylko przetrwać, byle tylko nie zginąć, byle tylko dalej być..

    Szlajam się, nucę pieśń, nic się nie zmieniło
    Z nieba pada pierwszy śnieg, moja pierwsza miłość.
    Dzisiaj nów, jestem zdrów, piję tylko wino,
    było źle, ale znów, dobrze, jak to zimą.

    Nagle okazuje się, że wszystko co masz to iluzja. życie, jak już wspomniałem, jest puchem, prochem, iskrą co lada sekunda może zgasnąć. Za szybko lub może właśnie we właściwym czasie. Wszystko co posiadasz, przestaje mieć znaczenie, tak długo, jak długo nie możesz za nie kupić nawet sekundy istnienia. Z dnia na dzień poznajesz co to głód, chłód czy ziąb. Uczysz się nowych słów.. Wiesz już kto Wróg, kto szpicel. Ze strachem wychodzisz na ulicę, choć przecież we własnym mieszkaniu – jeśli wciąż jeszcze je masz – nie jest bezpieczniej. Ufać chcesz, ale komu.. Buntować się, ale z kim.. Samemu? Przeciw ilu? Przeciw całemu światu? Zresztą, może łatwiej przeciw nim, niŜ wbrew własnym ideom stać. W piersiach rodzi się krzyk, wolności zew. Lecz czy ktoś nie zdławi go, nim pierwsze westchnienie na świat wyjdzie?

    Co dzień dowiadujesz się, że przyjaciół zabrał los.. Los? Tak łatwiej powiedzieć.. Mniej mieli szczęścia, zabłąkana kula trafiła ich.. Albo zdradziecki nóż.. Albo cudza głupota, albo własna odwaga, albo.. zresztą, co za różnica – trup, jest trup. Tylko pustka cholerna, gdzie był kiedyś ktoś. I pytanie dlaczego? W imię czego? Jakich zasad.. W imię narodu? Ziemi? Ludzi? Ojczyzny? Przeciw komu.. i czy to był najlepszy na to wszystko czas.. Na to nie ma dobrego czasu. Jest tylko konieczność.. a czasem jej brak.

    Pełny luz, szczypie mróz, grzeją jak popadnie,
    jedzie niebem Wielki Wóz, jedzie wcale ładnie.
    Pytasz mnie jak mi mknie. życie jak onanizm,
    jedno co zmienia się, to bród za paznokciami.

    Więc co.. o co walczymy? O lepsze jutro? O wolny świat? O możliwości? O marzenia.. Jak zawsze, o byt. O pamięć o nas, o przodkach. O to by mozna mówić – JA! O to by głupoty głosić, i w swoim bagnie swoje urządzać kąpiele. Aby do własnego kibla szczać i z własnych garnków własne jedzenie jeść. żeby własne toasty własnym językiem wznieść, żeby na własny sposób kochać się, rodzić i szczeźć. żeby nad własnym grobem, własne dzieci wiedziały kto leŜy tu. żeby we własnym domu, własne rozwiązywać problemy i z własnym losem za bary się brać.
    Czy to zbyt wiele? A może zbyt mało by się o to bić? W zasadzie, dla Polaków – co do bitki i wypitki chętni i skorzy są zawsze – każdy powód jest dobry i nie ma zbyt błahego. Ale też, ten powód dla każdego powinien być wystarczający. By nie dać obcym, we własną pluć twarz. Umieć powiedzieć basta! Dość! WON. Bo co moje, jest moje. Bez walki nie oddam. I już.

    Słowa dwa: szafa gra, ściąłem się na jeża,
    wczoraj czułem tan sam strach, nikt mi nie dowierza.
    Jakoś bez śmiesznych łez, jestem bardziej mądry.
    Pachnie noc, szczeka pies, dojrzewają wągry.

    Walczysz o co – o to już pytałem. Walczysz z kim.. wszystko jasne. Ale dla kogo? Dla siebie? Zapewne też.. dla rodziny? Bez dwóch zdań. Ale są też tacy, co z Twojej walki będą korzystać. Dla własnych celów, i dla własnej przyjemności. I może się zdarzyć że własną głupotą do stanu sprzed wojny powrócą.. Co wtedy? Kto ostrzeże ich? Kto da im w pysk? Kto zadba, by historia, co lubi się powtarzać, na inne tym razem wykoleiła się tory?
    I czy pamiętać będą za miesiąc, za rok lub za dwa, czy będą pamiętać że o ich prawa też walczył ktoś? I że ich obowiązkiem jest – nie czcić, bo czym że ta cześć dziś jest, ale służyć tak, by więcej nikt nie musiał podnosić broni. By nikt nie musiał w strachu znów żyć. By codzienność była.. codziennością, a nie przetrwaniem kolejnego świtu, czy zmierzchu czy nocy..

    Miałem sen, wstaje dzień, sen kobiety pierwszej,
    byłem w niej, wstaje dzień, nieporadnym wierszem.
    Miałem sen, wstaje dzień, czuję się zmęczony,
    wstaje dzień, ten sam lęk, kończę, pa, ukłony.

    Tak Wolf.. Kolejna już przed nami noc. Noc burzy, błyskawic i deszczu co o szyby bębnić chce. Na polu wiatr chłosta gałęzie i konary drzew, ulice puste, zasłane kałużami. Gdzieś jeszcze, czasem przemyka przechodzień.. To znowu zawiany do domu wraca między nieznanymi mu bramami. Ktoś zaśpiewa, to ryknie ktoś znów. Tak to już jest.. Tylko niektórzy, zlani zimnym potem budzą się, gdy kolejny usłyszą grzmot. Kiedy niebo przeszywa metaliczny błysk, ich oczy wilgotne są od łez.. Irracjonalny strach i lęk..

    Ja dziękuje Wolf. Tyle lat potrzeba było mi, żeby zrozumieć. Docenić. Podziękować. By słysząc syreny, świadomym być, jak wiele zrobili, jak wiele zawdzięczam. Jak wiele zawdzięczasz także i Ty.. To nie zbawiciele, to nie Chrystusi. To ludzie, jak ja i Ty, co w odpowiednim momencie umieli w obronie własnych praw stanąć. A Ty, potrafiłbyś? A ja…?

    Taka, tym razem, nieoczywista i trochę oszukana tygodniówka. Więcej tego samego już za tydzień.

  • Tygodniówka pisana z miłością – Tygodniówka #7.21

    1. Ten obrazek powinien być dla Ciebie znajomy:

    Pytanie które z nim jest związane, to… co z tym obrazkiem jest nie tak? A są z nim nie tak przynajmniej dwie rzeczy. Obie są oczywiste i przynajmniej o jednej z nich była mowa na lekcjach geografii.

    1. Po pierwsze, Europocentryzm. Jesteśmy świecie przekonani o tym, że Europa jest w samym środku ziemskiego świata, w końcu od zawsze ta taką mapę znamy, więc nic dziwnego że zdaje nam się, że świat powinien wokół Europy się kręcić. Nie kręci się.
    2. Ale po drugie, ta mapa to jedno wielkie uproszczenie prowadzące do przekłamania. Wszystko dlatego, że rysujemy coś, co jest kulą, na siatkę walca, zupełnie nie wiedząc, jak bardzo nam to zakłamuje rzeczywistość. Mnie zaskoczył ten

    i chciałem zrozumieć czy naprawdę, a po drugie, dlaczego.

    1. Propozycję przedstawienia świata takim, jakim go widzimy i kojarzymy zaproponował w XVI wieku Merkator i się przyjęło. Przyjęło się, choć zapominamy o wadach tego rozwiązania – jak znalazłem w Wikipedii:

    duże zniekształcenia przy przedstawianiu obszarów w wysokich szerokościach geograficznych, trudny pomiar odległości na mapach w małej skali, zniekształcenia powierzchni na mapach o małej skali (Grenlandia leżąca blisko bieguna północnego ma powierzchnie zbliżoną do Afryki).

    więc… jak jest naprawdę?

    1. Tu mamy dwa rozwiązania. Pierwszym jest spróbować odwzorować świat trochę bardziej prawdziwie i na taki zabieg pokusiła się firma AuthaGraph i zrobili to tak:

    Ciężko mi się odnaleźć w tak przedstawionym świecie.

    1. Drugie rozwiazanie, to spróbować pokazać, co jest nie tak z mapą, którą znamy. Tu z pomocą z kolei przychodzi TrueSize pozwalając przenieść nam dowolny kraj i porównać go w odpowiedniej skali z dowolnym miejscem na ziemi. Na przykład możemy zobaczyć jak wyglądała by Wielka Polska w kontekście Afryki:

    1. W ogóle w Afryce okazuje się zaskakująco pojemna, co uchwycił w swoim projekcie niemiecki projektant Kai Krause

    1. Więcej o tym zagadnieniu możecie przeczytać na stronach Benchmark.pl, Newsweek.pl czy CrazyNauka.
      I pomyśleć że wszystko to zaczęło się od jednego obrazka wypatrzonego na LinkedIn…

    2. A tak w ogóle, to możemy sobie pooglądać Ziemię prosto z orbity

    Radźcie sobie z tą piękną symulacją, płaskoziemcy.

    1. Jakie są najgorętsze marketingowe słowa ostatnich kilku lat?

    Idę o zakład, że słowem / serwisem trendem początku 2021 jest Clubhouse. Ale w cieniu tych wszystkich słówek dzieją się także inne, ciekawe rzeczy, związane z technologią, która jest z nami od 50 lat. Mowa o mailach, a konkretniej o newsletterach.Ostatnio Twitter postanowił kupić Reveue i stworzyć swoją konkurencję dla Substacka, Facebook – jak się okazuje – przygotowuje swoje narzędzia dla osób tworzących newslettery, nie mogę więc być dłużny i…Tworzę sobie newsletter.pl;

    1. Chciałem o tym napisać już w zeszłym tygodniu, ale wówczas byłem jeszcze na etapie zdobywania tej domeny i wcale nie byłem pewien, czy uda mi się ją kupić. Wolałem dmuchać na zimne i nie zapeszyć.Mam na tę domenę pomysł (choć to jeszcze za mało, wszak miałem / mam też pomysł na subskrypcje.pl a mimo to, niewiele się tam dzieje. Więc z pokorą i nieśmiałością przygotowuję sobie treść do tego serwisu.

    Trochę zmęczył mnie ostatnio WordPress (choć niecodzienny się z niego nie rusza), więc szukam alternatywy, na razie opierając sobie wszystko o Notion i mając oczy szeroko otwarte na docelowe rozwiązanie (mam już jednego kandydata, i czekam aż wejdą w etap beta, kiedy ja zgubię jedno „alfa” z obecnego etapu newslettera).

    Jaki mam pomysł? On się jeszcze klaruje, ale chcę zacząć od newslettera o newsletterach opartego o katalog newsletterów (jeszcze raz napiszę newsletter i sam pogryzę klawiaturę). W każdym razie chcę zebrać mailingi warte czasu czytelników. Tak.. na początek.

    1. Żeby nie być gołosłownym – jeśli jesteś ciekaw jaki jest stan prac na dziś (i pamiętasz że to jest wersja alfa alfa), to zapraszam Cię

    Tak może wyglądać newsletter.pl
    1. Mam też do Ciebie prośbę. Może jest jakiś newsletter, który czytasz / znasz / lubisz i chcesz się nim podzielić? A może sam(a) newsletter tworzysz i pokażesz mi go? Jeśli jeszcze zechcesz dorzucić zdanie lub dwa o tym, dlaczego akurat ten mailing polecasz – będę Ci ogromnie zobowiązany. Wystarczy że podzielisz się nim ze mną w odpowiedzi na ten mail.

    2. Nie spodziewałem się, że w krótkim czasie zapiszę się do tak wielu newsletterów… Jak na razie, w ramach researchu, gromadzenia nowych źródeł i poszukując ciekawych treści dopisałem się do ponad 40 subskrypcji. Mam nadzieję, że uda mi się w tym wszystkim nie pogubić. Szkoda by było. Moje okienko w StoopInbox wygląda teraz tak:

    1. Aż się zastanawiam, jaka jest magiczna liczba newsletterów, które „idzie ogarnąć”. Moja hipoteza i bardzo intuicyjna, nie potwierdzona żadnymi badaniami odpowiedź brzmi – siedem. Bo to ładna liczba jest.

    2. Dziś święto, przez jednych nazywanych świętem miłości, przez innych świętem komercyjnej miłości. Ale to też doskonały pretekst aby przypomnieć Ci te obrazki, kreski Yehuda Devir

    Myślę sobie, że jak tam wejdziesz, to na długie minuty wsiąkniesz, śmiejąc się i widząc dużo siebie.

    Jest też i polski rysownik którego pracę lubię oglądać, choć są one ciut bardziej dla dorosłych – ciekawych odsyłam do Boli Blog

    1. Mam też słabość do gier towarzyskich. Nie mam tu na myśli gry planszowe (choć i te lubię), ale gry które mają zachęcić nas do rozmowy, zamiast do patrzenia w kolejny ekran. Pierwszą z takich gier spotkałem w poznańskiej Powolności i są one ciekawym punktem wyjścia do rozmowy właśnie. Na walentynki natomiast proponuję zerknąć w grę dla par – Harmonię

    1. A taki kawałek o miłości popełnił całkiem niedawno Sambor:
    1. Żyjemy w tak pokręconych czasach, że rzeczy które wydarzyły się w środę, wydają się zdarzeniami z niemal poprzedniej epoki. Chociaż akurat to co działo się w środę było właśnie takim wydarzeniem, których można się było spodziewać w szczęśliwie minionych nam czasach.
    1. Nie chcę tu robić polityki i tłumaczyć, czy mi się ta akcja podobała, czy nie. Nie chce się zastanawiać czy chodzi o pieniądze, wolność czy zdrowie. Nie w tym rzecz.

      Chodzi mi o to, że ta akcja miała ogromną moc i wystarczyło doświadczać jej świadomie przez kilka minut żeby dojść do wniosku – nie, nie chcę żyć w rzeczywistości, w której słyszę tylko takie komunikaty, albo nie słyszeć żadnej wolnej treści – to jest trochę bardzo przerażające.

      Ale równie mocno robi mi w głowie miazgę to, że to była ledwie środa, a my już możemy o tym zapominać…

    2. Na to wszystko dziś jeszcze dostałem taki cytat:

    i zastanawiam się, czy aby na pewno sobie z tym radzę. Już pomijam ten szalony zapis na nadmiar newsletterów, ale czy umiem filtrować bodźce. Czy umiem ograniczać wszechobecny szum. Nawet jeśli o tym myślę, nawet jeśli o tym piszę, nawet jeśli poograniczałem telefon na wiele różnych sposobów, to wcale nie jestem pewien, że to jest wystarczające.

    1. Czemu potrzebujemy wolnych mediów? Bo sami nie mamy czasu na to, aby ktoś próbował tłumaczyć nam świat. Bo zbyt duże jest ryzyko, że bez żadnej „kontry” będzie nam wtłaczana do głów tylko jedna wizja świata. A to jest niebezpieczne. I kiedy myślisz że to niemożliwe, aby takie rzeczy działy się w środku europy w XXI wieku, że nikt nikogo nie chce ograniczać, że to tylko chęć opodatkowania bogatych, to proponuję Ci – dowiedz się więcej o tym, jak (nie)działają media na Węgrzech i jak to się stało, że opozycjonista stał się autokratą, który nie toleruje żadnego zdania odrębnego. Posłuchaj najnowszego Raportu o stanie świata Dariusza Rosiaka. Jak zawsze, bardzo warto.

    2. Tu przykład tego, czemu mogą przysłużyć się wolne media. Niestety odpłatny artykuł w NYT (choć koszt wcale nie jest duży – 2 dolary miesięcznie) o tym, jak można deanonimizownać metadane gromadzone do celów marketingowych przy pomocy naszych własnych telefonów i zainstalowanych aplikacji, oraz jak w ten sposób zobrazować atak na Capitol. Cholera, otwiera oczy. I nie, zdecydowanie nie czyni mnie spokojniejszym, raczej przeraża jak wiele można o nas wiedzieć i jak bardzo nie jesteśmy tego świadomi.

    3. Nie chcę twierdzić, że media zawsze są dobre, że nie ulegają wpływom, że nie tworzą własnej rzeczywistości. Że czasem potrzeba wielu, wielu lat aby o tematach „o których szumiało w środowisku” móc pisać i mówić otwartym tekstem. Do czego piję? Będzie piłkarsko.

      Myślę, że dla większości facetów z mojego pokolenia jednym z pierwszych wielkich momentów polskiego sportu jest medal piłkarskiej reprezentacji na olimpiadzie w Barcelonie. I szkoda tylko, że ten medal – o czym dotychczas nie wiedziałem – ma nie całkiem fiołkami pachnące tło. Szczegóły w Kopalni i rozmowie Szymona Jadczaka z Autorem

    4. Czy wiecie że… Disney skwapliwie wykorzystywał swoje animacje w różnych produkcjach celem niebagatelnych oszczędności? Zapewne i pieniędzy i czasu.
    1. A skoro mowa o filmach i produkcji, pieniądzach i reklamie to… Marcinie, sparafrazuję Cię – nie pokazujcie tego w żadnej agencji, bo Was znienawidzą:
    1. Trochę inne spojrzenie, na kwestię porzuconego koszyka:
    1. Kiedy za na ulicy króluje mróz mamy ten komfort, że możemy się schować w naszych ciepłych mieszkaniach. Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia co my. I właśnie dlatego podziwiam inicjatywę Wrocławia, który postanowił udostępnić Tramwaj zwany ogrzewaniem.

    2. A o czym była zeszłoroczna, walentynkowa tygodniówka?

    • O pani Joannej „fuckers wpadł mi do oka” Lichockiej
    • O agresji w polityce
    • O tym, jakie zawody mają największe poważanie
    • o tym, ile podatków płaci Amazon
    • i wspomnienie piłkarza, którego prawie każdy piłkarz ocenia źle, choć nawet nie wie, jak niewiele wie.
    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. 

    Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak
  • Thinking fast and slow

    Spis rzeczy związanych z Kahnemanem i Tverskim

  • Nigdy nie sądziłem ze zrobię – wersja A.D. 2020

    Nie ma żadnej tradycji, która skłaniałaby mnie do tego, abym co roku pisał podsumowanie tego, jak mi ostatnie 12 miesięcy minęło. Dość powiedzieć, że ostatnie takie podsumowanie napisałem w grudniu 2017, więc z tą regularnością u mnie bywa różnie. Ale… Ten rok jest troszkę inny. I to nie tylko ze względu na CoVID. Ten rok jest dziwny po prostu.

    Rzucam okiem na to, co się przez ostatnie 12 miesięcy działo i próbuję wyłapać te elementy, które są dla mnie osobiście niespodziewane. Nie myślę o osiągnięciach spodziewanych, albo wydarzeniach które po prostu miały mieć miejsce. Chce połapać te wszystkie rzeczy, które każą mi wymazać z mojego słownika słowo „Nigdy” i karzą mnie za każde jego użycie.

    (więcej…)

  • Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs

    Zbiór cytatów i myśli które pojawiły się przy lekturze Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs:

    zaczęlo się od podcastu u Joe Rogana, o którym pisałem i linkowałem w spóźniona tygodniówka na dziwny czas

    Na razie cała na biało wjechała książka o Epidemiach autorstwa Michaela Osterholma, którego można posłuchać w przeciekawym wywiadzie u Joe Rogana.


    A potem wróciłem pojawił się w tygodniówka w terminie akurat do porannej kawy

    Słówko o epidemii i o tym jak bardzo spadła na nas ona niespodziewanie. Że nikt tego nie mógł przewidzieć. Że to czarny łabędź. Czytam książkę, która opisuje przerażająco dokładnie stan obecny, próbuje wyjaśnić co z czym jest skorelowane, co z czego wynika, co ile wymaga czasu (np. wytworzenie szczepionki), pokazuje też ile to będzie kosztować. Taka mądra ksiażka. Kilka cytatów:

    Since the fall of the Soviet Union, the world has changed. The nonprofit Fund for Peace’s Fragile States Index was much higher in 2016 than a similar study would have showed in 1975, and it is more difficult now than it was forty years ago to get the international community to work together to achieve a common goal. Today, there are more than forty countries with no more than a marginal ability to govern.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    Today, we live in a just-in-time-delivery economy where virtually nothing is warehoused for future sales, let alone stockpiled for a crisis situation. Not even the parts and components necessary to manufacture these critical supplies are warehoused or stockpiled. When a rolling global pandemic takes its toll on the working population of a city in Asia, for example, the products and supplies that come from that city—and perhaps nowhere else—that we need to respond to a rapidly growing pandemic will not be available. No amount of money can buy something that doesn’t exist.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    Pandemic can shut down regional, national, or even international commerce, which in turn can lead to economic chaos, which in turn can lead to destruction of confidence in unstable governments. If a government’s authority is shaky to begin with, the stress of a pandemic can lead to a failed state, which in turn can lead to anarchism and terrorism. At the same time, while the pandemic is occurring, other endemic and noninfectious diseases are still affecting the population, the combination of which can eventually tax or even break the existing healthcare delivery system.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    Every time there is a new, serious viral outbreak, such as Ebola in 2012 and Zika in 2016, there is a public outcry, a demand to know why a vaccine wasn’t available to combat this latest threat. Next a public health official predicts a vaccine will be available in x number of months. These predictions almost always turn out to be wrong. And even if they’re right, there are problems in getting the vaccine production scaled up to meet the size and location of the threat, or the virus has receded to where it came from and there is no longer a demand for prevention or treatment.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    As vaccine development progresses, there are various internal tests, and then animal testing. Then there are three phases of human trials. Phase I tests safety. Phase II tests various dosage levels for safety and effectiveness. Phase III tests the actual effectiveness of the drug or vaccine on a large enough cohort of human subjects to allow for variations in response, factoring in considerations such as how the vaccine affects children, teens, persons over sixty-five, persons with an immunocompromising condition, pregnant women, and so on. Today a pharmaceutical company can expect that getting a new vaccine licensed will take more than a decade of work and a billion dollars of investment.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    The irony is that there’s really no reward for being the one who anticipates the challenge.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    I wiecie co, najsmutniejsze w tej ksiażce jest to, ze ona została napisana w 2017 roku. Badum tsss.

    Pamiętam o tym, że ocenianie jakości proroctwa z perspektywy efektów, jest okraszone znacznym błędem (gdyż widzimy wyraźnie to proroctwo, które się spełniło, a nie wszystkie inne, które też zostały przygotowane przez bardzo mądrych ludzi). O tym efekcie pisał już Gladwell. Ale to, jak bardzo lekceważymy znane zagrożenia, to zdecydowanie przerażająca wizja.


    Ale to nie koniec, bo kilka cytatów znajdziecie we wpisie mafia, rocznica, niewygodna tolerancja:

    Cały czas mamy wrażenie, że obecna epidemia jest czymś historycznie wyjątkowym. Że to niby czarny łabędź. Zjawisko, którego nie sposób przewidzieć, bo historia go nie zna. Hmm… Tylko że nie trzeba sięgać daleko (w czasie) aby zobaczyć bardzo podobne wydarzenia – rozprzestrzenianie się SARS czy MERS w odpowiednio 2003 roku i 2012. I wiecie co jest najgorsze? Nie to, że nie potrafiliśmy go przewidzieć, najsmutniejsze jest to, że nie potrafiliśmy wyciągnąć wniosków i się przygotować. Jedyne co różni SARS i MERS od Covid-19 jest to, że w przeciwieństwie do poprzedników, ten wirus jest tu. Kilka smutnych cytatów dotyczących SARS. Smutnych, bo cholernie znajomo brzmiących.

    “The only tools we had to control SARS were ones we’ve had for hundreds of years.”

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    And it’s not just the emerging world that isn’t prepared. As Klain noted, “There is not a city in the U.S. with more than three isolation beds, other than New York. New York has eight.”

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    What eventually stopped the spread was not high-tech medicine, since there wasn’t any specific treatment for SARS. Instead it was implementing impeccable infection control, including isolating patients and making healthcare workers wear protective gear, and then intensive follow-up of both healthcare workers and community contacts, with immediate isolation if they showed any early symptoms of SARS. By mid-May, it looked like the outbreak had tapered off, and Ontario lifted its state of emergency. Within days of the proclamation, the hospitals started filling up again with infected patients. Containment efforts went back into a full-court press, and it took another five weeks before SARS was truly under control in Toronto.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    That’s the challenge of proactive public health practice. If you prevent something from happening because of your actions, you’ll always be second-guessed as to whether the action was necessary.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    Zbliżając się do końca, przytoczone cytaty znajdziecie w Tango zaufania, (nie)fajna nauka i Man-ah

    Kiedy pojawiły się pierwsze komentarze dotyczące CoVID-19, mówiliśmy (w tym ja) albo że „hola hola, grypa jest groźniejsza”, i zderzaliśmy się z drugą opinią „ej, ale to nie jest grypa!”. I wiecie co, chyba wszyscy mieliśmy racje. CoVID-19 nie jest grypą, ale grypa może być groźniejsza i nie, nie jesteśmy na nią lepiej przygotowani. Rzecz w tym, że z grypą jesteśmy oswojeni (bo co roku jest sezon na grypę), a po drugie na grypę mamy przecież szczepionki. Tylko że (i tu muszę znaleźć źródełko) ze skutecznością tych szczepionek może być różnie. Ważna uwaga – nie dołączam do grona antyszczepionkowców, nie próbuję twierdzić że szczepionki są złe, podnoszę tylko argumenty, zachęcające do sprawdzenia efektywności szczepionek na grypę, bo tu możemy się mocno zdziwić (ja się zdziwiłem, spodziewając się skuteczności porównywalnej do tego, jak radzi sobie np. szczepionka na ospę, czyniąc te chorobę niemal nieistniejącą).

    A catastrophic influenza pandemic will unfold like a slow-motion tsunami, lasting six to eighteen months. In 1918, there were three distinct waves of disease over a two-year period, and that is what we could face again.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    Our best estimate today is that only $35 to $40 million of public and industry support globally is being spent on researching game-changing influenza vaccines. This investment pales in comparison to the $1 billion spent annually on HIV vaccine. Imagine what we could do if research on a game-changing influenza vaccine was funded at a similar level to HIV and done in a coordinated and collaborative manner.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    what gets counted is what gets acted upon. Therefore, I have always stressed disease surveillance: the science of finding and counting cases. This is critical. If we don’t know about a disease or outbreak, we can’t do anything about it.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker

    [wd_hustle id=”5″ type=”embedded”/]

  • Good strategy, Bad strategy

    Zbiór cytatów i moich notatek jakie pojawiły się przy lekturze tej książki:

    W tym tygodniu skończyłem czytać Good strategy Bad strategy Richarda Rumelta. Już o tej książce pisałem. Jeszcze będę o niej pisał. Świetna pozycja, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Powinienem był ją przeczytać wcześniej. Jakieś dwa lata wcześniej. Byłbym lepszym strategiem. Albo spokojniejszym strategiem.
    Od czasu do czasu polecam książki, polecam takie, które powinni przeczytać wszyscy, i tę książkę też powinni przeczytać wszyscy wanna be stratedzy.
  • Co też sobie w tej książce zaznaczyłem? Choćby to:
  • Treating strategy like a problem in deduction assumes that anything worth knowing is already known – that only computation is required. A good strategy is, in the end, a hypothesis about what will work. Not a wild theory, but an educated judgment.

    Good Strategy Bad Strategy: The Difference and Why It Matters – Richard Rummelt

    If you fail to identify and analyze the obstacles, you don’t have a strategy. Instead, you have either a stretch goal, a budget, or a list of things you wish would happen.

    Good Strategy Bad Strategy: The Difference and Why It Matters – Richard Rummelt

    Importantly, opportunities, challenges, and changes don’t come along in nice annual packages.

    Good Strategy Bad Strategy: The Difference and Why It Matters – Richard Rummelt

    The need for true strategy work is episodic, not necessarily annual.

    Good Strategy Bad Strategy: The Difference and Why It Matters – Richard Rummelt

    “Without action, the world would still be an idea.”

    Good Strategy Bad Strategy: The Difference and Why It Matters – Richard Rummelt

    [wd_hustle id=”5″ type=”embedded”/]

  • Na macOS e-deklaracji PIT za 2019 rok nie złożysz… zbyt łatwo. Za 2020 też się da.

    1. Każdy z nas musi płacić podatki, bo tylko dwie rzeczy są pewne w życiu – śmierć i podatki. Raz do roku składamy zeznanie PIT. Ponieważ mamy XXI wiek, możemy to robić przez Internet. Tzn chyba możemy. Jeszcze w zeszłym roku mogliśmy. Ale teraz nic już nie jest takie pewne.
    2. Całe zamieszanie pojawia się w momencie, w którym Ty chcesz złożyć e-deklaracje, odpalasz dedykowany i przygotowany przez ministerstwo program (który przecież rok temu na to pozwalał), a teraz po wyborze właściwego formularza okazuje się, że… formularz się nie ładuje. Więc zaczynasz szukać powodu. Aktualizacja Readera? Aktualizacja Air? Aktualizacja e-deklaracji? A może to konsekwencja przejścia na Catalinę (wszystkie te scenariusze rozważałem i każda z tych opcji podobała mi się coraz bardziej).

    Aktualizacja 15.02.2021: Sprawdzone na MacBook Air M1 z BigSur – ciągle działa, tylko zmienił się sposób pobrania pliku Adobe Readera.

    Skąd można pobrać odpowiednią wersję Adobe?

    Tu strona www: https://www.adobe.com/devnet-docs/acrobatetk/tools/ReleaseNotesDC/continuous/dccontinuousseptember2018ooc.html

    Ale będzie się domagała skorzystania z FTP. Polecam FileZilla, logowanie bez nazwy użytkownika i hasła, ścieżka:

    /pub/adobe/reader/mac/AcrobatDC/1801120063

    i pobieramy pkg albo dmg


    Z tego artykułu dowiesz się co zrobić, jeśli przy próbie ładowania formularza w e-deklaracje program przestaje reagować.

    Aby wszystko zadziałało poprawnie, potrzebujesz wcześniejszej wersji Adobe – dokładniej Acrobat Readera wersji 18.011.20063.

    Nie możesz mieć zainstalowanej innej wersji Readera, a nawet jeśli instalowałeś go dopiero niedawno, może się okazać że potrzebujesz zainstalować go ponownie.

    Jeśli mimo przeinstalowania Adobe formularz nie chce się załadować – sprawdź jakie wtyczki do przeglądarek masz zainstalowane i czy przypadkiem nie siedzi tam Adobe PDFViewer.plugin <– może być potrzebne odinstalowanie tej wtyczki.


    1. Ten punkt muszę dopisać, ponieważ uwagę zwrócono mi na Twitterze

    Stąd tu muszę dodać, że sytuacja którto ma znaczenie w momencie, kiedy próbuję złożyć deklarację samodzielnie przygotowaną, a nie tę którą przygotował za mnie / dla mnie urząd skarbowy. W szczególności i w moim przypadku jest to Pit 28 (którego urząd nie przygotowuje). Ale sprawdziło się także przy Pit36.

    1. Możliwe było robienie tego przez odrębną aplikację, przez wtyczkę do Adobe Readera i przez portal Twój e-Pit.
    2. W 2020 roku, jak już pisałem, Ministerstwo Finansów postanowiło przestać wspierać e-deklaracje na Mac’a:

    jeśli ktoś, jak ja, wypełniał pit 28, a potem postanowił po miesiącu wypełnić pit 36, to całą operację (odinstalowanie Acrobat Readera, pobranie instalatora, zainstalowanie Acrobat Readera DC, wskazanie w edeklaracjach programu do obsługi PDF) trzeba powtórzyć. Ale – i to jest najważniejsze – działa.

    SZCZEGÓŁY ROZWIĄZANIA: HTTPS://MOBIRANK.PL/2019/03/17/CO-ZROBIC-JESLI-E-DEKLARACJE-2019-NIE-DZIALAJA-NA-KOMPUTERZE-MAC/

    Czasem przeinstalowanie Adobe nie wystarcza

    Jeśli przeinstalowanie Adobe nie pomogło, winne utrzymania się problemu mogą być wtyczki safari. Wejdź do katalogu library/internet plugins i zobacz, czy siedzi tam Adobe PDFViewer.plugin, jeśli siedzi – usuń i sprawdź czy i tym razem eDeklaracje się wykrzaczą po próbie uruchomienia formularza.

    Aha, nie wierz proszę we wszystko co przeczytasz w Internecie, kiedy radzą Ci usuwanie czegokolwiek z Twojego komputera. Rób to z głową. O tym sposobie usuwania tej wtyczki możesz przeczytać na oficjalnej stronie Adobe;

    Jeśli utknęłaś / utknąłeś w tym miejscu i mimo dalszych prób nie udało Ci się rozwiązać tego problemu – daj proszę znać. Postaram się pomóc.

    Niestety, absurdów w podejściu ministerstwa jest więcej ;( Wracam do przerwanej wyliczanki i (nie) skutecznych rozwiązań dla Mac’owców, które ministerstwo przedstawia.

    1. Nie działają (zbyt łatwo) edeklaracje „stand alone”, więc może pomoże wtyczka do Adobe Readera? Bardzo chętnie. Wtyczka jest dedykowana pod system Windows. Wiec.. nie, nie wyślesz eDeklaracji bezpośrednio z Adobe (i tak, na Windows to możliwe).
    2. No to może usługa Twój e-PIT. Spróbujmy. W Safari? Nie. To może w Chrome… cóż, nie gdyż:
    1. To może Firefox? Cóż.. Firefox odpala Adobe, który – patrz punkt szósty – nie ma wtyczki, więc mogę sobie powachlować.
    2. Ok. Może jednak jestem debilem i nie widzę jakiegoś prostego rozwiązania. Przecież nie wykluczą z buta Mac’owców. Nie są tacy. Widać ja jestem komputerowo bardziej lewy niż mi się wydawało. Poproszę Ministerstwo o informację, jak powinienem ustawić sprzęt. Mam do wyboru
    1. To może czat? Po doświadczeniach z Appointy, uwierzyłem że czat może być pomocny. Więc czat.
    1. Bo i po co komu porada specjalisty w okresie kiedy będzie składał zeznanie. Infolinia najlepiej działa wtedy, kiedy jest nieczynna. I nie, nie przywidziało mi się.
    1. No to lecimy z mailem, a w nim krótkie pytanie:
      Chciałbym się dowiedzieć, jak należy mieć skonfigurowany system / aplikację macOS aby móc złożyć zeznanie PIT28 za rok 2019 przez Internet.

      Swoje pytanie, zgodnie z podana instrukcją, musiałem podlać całkiem zacną dawną swoich danych.

    2. Mail wysłałem w piątek, 21 lutego w południe. Pit28 muszę złożyć do 2 marca. Stan na godzinę 13 w środę – poza obietnicą udzielenia odpowiedzi najszybciej jak to możliwe, to brak dalszych wieści.
    3. Jest czwartek, mam odpowiedź:

    Dzień dobry.W odpowiedzi na zgłoszenie informujemy, że na stronie https://www.podatki.gov.pl/komunikaty-techniczne/ dla użytkowników Win XP/Vista, Linux i MacOS korzystających z aplikacji e-Deklaracje Desktop zamieszczono stosowny komunikat https://www.podatki.gov.pl/komunikaty-techniczne/e-deklaracje-desktop-koniec-wsparcia-dla-win-xp-vista-linux-i-macos/.

    Jednocześnie informujemy, iż w związku z usunięciem z formularzy VAT pola „data urodzenia” dla osoby fizycznej w zakładce Wtyczka do przesyłania interaktywnych formularzy PDF (https://www.podatki.gov.pl/media/5645/e-deklaracje-wtyczka_v-7-1-1.msi) opublikowano nową wersję wtyczki (plug-in). W celu podpisania deklaracji danymi autoryzującymi konieczne jest pobranie i zainstalowanie w systemie nowej wersji wtyczki 7.1.1.

    Dla poprawnego składania deklaracji drogą elektroniczną do Systemu e-Deklaracje za pomocą udostępnionych narzędzi konieczny jest. min. system Windows 7.

    Serdecznie przepraszamy za utrudnienia.

    Odpowiedź od Zespołu Pomocy Technicznej Portalu Podatkowego
    1. Przemilczam już formę przytoczonej odpowiedzi, a może raczej jej kolejność. Ale w każdym razie, na moje rozeznanie na macOS nie złożysz deklaracji Pit (macOS nie obsługuje wtyczek instalowanych przez msi). Sorry Winnetou. Deal with it.
    2. Jakie znalazłem rozwiązania?
      1. Przeinstalowanie „na czysto” / od nowa Adobe Readera do 18.011.20063 odinstalowując inne wersje tego oprogramowania, zrobienie tego przez eDeklaracje – udało się, a zatem da się, choć.. no cóż, wiąrze się to z koniecznością wielokrotnej zabawy a Adobe Acrobat Readerem.
      2. Zainstaluję parallels, albo inną wirtualną maszynę i zainstaluję Windowsa na swoim komputerze (kto jeszcze tego nigdy nie robił rączka do góry)
      3. Znajdę kogoś, kto ma w domu PCeta (czyli pójdę do rodziców) i tam to zrobię.
      4. Wyślę deklarację papierową. Taki będę internetowy.

    A miało być tak pięknie.

    Ważna informacja dodatkowa. Skoro czytasz tego maila, to jesteś na etapie wypełniania swojego PIT’a. Jeśli tak, zachęcam Cię do skorzystania z opcji i przekazania 1% na wybraną przez siebie OPP. Jeśli już to robisz i robisz to od lat – dziękuję. Jesteś małym wielkim bohaterem. Jeśli jeszcze tego nie robisz, lub nie wiesz komu swój 1% miałbyś przeznaczyć, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Tik tok i zawód przyszłości

    Trochę z racji potrzeb zawodowych, trochę z ciekawości własnej, staram się mieć oczy otwarte i wiedzieć jakie nowe serwisy / gadżety / usługi pojawiają się w użyciu. Żaden ze mnie early adopter, najczęściej wystarcza mi samo „aha, jest taki serwis” i nie ma we mnie imperatywu „musisz tam mieć konto”. Przy czym jesienią zeszłego roku zbyt często słyszałem „Wicie, TikTok jest naprawdę spoko” oraz, „Wicie, nie zrozumiesz”, żeby to zlekceważyć. Opór wewnętrzny miałem wielki, ale trzeba było spróbować. Żeby choć trochę być na bieżąco. 

    Rzekomo boom na TikToka jest wielki. W lutym 2019 można było przeczytać o wielkim fenomenie, milionach (dokładnie sześciu milionach) pobrań, które miały świadczyć o tym, że to wielki zwycięzca serc, umysłów i komórek Polaków. Ta liczba robi wrażenie, choć jak się zerknie w zestawienie Gemiusa za grudzień 2019, to TikTok nie pojawia się wśród top 20 aplikacji w Pl. Co oznacza z jego popularnością jest ciut mniej kolorowo. Tylko… czy to aby na pewno ma znaczenie?

    (więcej…)
  • Płacić tylko gotówką? W 2020 roku?

    Jestem w fazie testowania rozmaitych pomysłów na nawyki i badania na sobie, co z tego wynika. Jedną z pierwszych prób było codzienne pisanie, potem poranne, wczesne wstawanie, zabawa z dietą, zimnymi prysznicami. Na tym się jednak nie skończyło, a niedawno podzieliłem się wrażeniami związanymi z tygodniówką i dniem bez wydawania pieniędzy.

    Ten wpis to małe podsumowania trzeciego z eksperymentów finansowych, jakie w ostatnim czasie postanowiłem na sobie przeprowadzić. Tym razem postanowiłem spróbować płacić tylko gotówką. Choć z drobnymi ustępstwami. Dałem sobie przyzwolenie na płacenie telefonem za parking i bilety komunikacji miejskiej, ew. bilety kolejowe i paliwo (czyli zrobiłem całkiem sporą lista wykluczeń…).

    (więcej…)
  • Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…

    📆 Tygodnik 2020 – Tydzień pierwszy – rozbiegówka

    Spróbujemy pisać regularnie, ale trochę inaczej. Czyli rzeczy, które mi zostały w głowie i którymi chce się w razie czego sam ze sobą podzielić.

    1. Skonfiguruj swój telefon, aby korzystać z niego lepiej – Artykuł zaskoczył mnie tym, że w tym temacie wciąż są proste rzeczy do zmieniania. Pisałem już o tym, żeby zmieniać swój telefon tak, żeby był mniej atrakcyjny i wszyscy uważają mnie w tej kwestii za hardcore’a („czemu Twój telefon jest czarno-biały”? Ekran Ci się zepsuł?). A tu (https://medium.com/better-humans/how-to-set-up-your-iphone-for-productivity-focus-and-your-own-longevity-bb27a68cc3d8#c11d) znalazłem kilka innych ciekawych rzeczy. Od prościutkich – zmień nazwę telefonu, do absurdalnych (ale tym bardziej kuszących) – wyłącz trwale Safari. I dowolną inną przeglądarkę. Oookej, let’s take it for a spin.

      Zwróćcie też uwagę na wzmiankę o tym, jak zmienia się zachowanie wobec „wirtualnego asystenta” kiedy jest głosem kobiecym i męskim. 
    2. Jakoś tak się złożyło, że kilka dni temu postanowiłem zmierzyć się z pomysłami Tima Ferrissa i… to co testuję, to pisanie / pracowanie przy jednym zapętlonym kawałku. Czemu tak? Bo to ma być wyciszające a nie angażujące. Cały czas jeszcze szukam tego kawałka, który będzie moim tłem, ale… próbujemy z Gramatikiem i myślę że się lubimy. Swoją drogą, zamierzam zapoznać się z newsletterem Tima Ferrissa (5 bullet friday) i… zobaczymy co to przyniesie. Ciekawie otwiera na nowe. 
    3. Jeszcze w temacie Ferrissa, bardzo przyjemnie słuchało się jego rozmowy z Jamie Foxx’em, choć to zasługa głównie tego, co miał do powiedzenia Foxx, a nie to co od siebie dodawał Ferriss. Nadstawianie mikrofonu to może być zwyczajnie za mało.
    4. Mam (przynajmniej na moment w którym to piszę) głód pisania. I postanowienie – wygospodaruj na to czas. Na pisanie. Do siebie, dla siebie. Rzeczy, które mogą być dziennikiem, ale wcale nie muszą. Znajdź formułę, a nie chowaj się za tym, ze nie masz formuły. Spróbuj. To nie gryzie. 
    5. Chce więcej czytać. Chcę eksperymentować z czytaniem. Z szybkim czytaniem, z czytaniem regularnym. Z czytaniem jednej książki w tygodniu. Nie chodzi o wyżyłowanie się i mienie do siebie pretensji. Spróbujmy po prostu brać co tydzień jakąś książkę i próbować w nią wchodzić. Nie ścigam się z nikim. Skoro umiem znaleźć czas na ćwiczenia (codzienne) to czemu miałbym nie znaleźć na to czasu. To moja decyzja. Granie w gry jest spoko (nawet jeśli jestem absolutną lamą). Seriale bywają spoko (ale miej proporcje mocium panie), ogarnij się i czytaj. Tym bardziej, że masz jeszcze kilka godzin podróży w tygodniu, przynajmniej jeszcze przez kilka tygodni. 
    6. Wciąż jestem jeszcze przed planowaniem 2020 (tak, wiem, zaczął się kilka dni temu). Założenie jest takie, żeby wykorzystać na to lepiej przyszły tydzień. Na ten moment jestem jeszcze bardzo wcześnie w fazie podsumowywania tego co działo się w poprzednim roku. 
    7. Cytat, który mi w głowie trochę siedzi. Autorem Scott Gallaway (coś czuję, że jego będzie dużo w moich tygodniówkach)
    Scott Galloway, FckdEx

    Dziki jest ten świat. 

    1. Książka skończona w tym tygodniu – Choice Factory, Richard Shotton – rzecz o zachowaniach społecznych, przekonaniach i nudge’ach jakie można wykorzystać przygotowując komunikację, a chcąc przekonać odbiorcę do działania, m.in pozytywny i negatywny społeczny dowód zaufania, ból ponoszonego kosztu, klątwa wiedzy… mam wrażenie, że dużo już z tego znam, a równocześnie zaraz po przeczytaniu mam przekonanie, że muszę jeszcze raz przez tą książkę przejść, bo czytanie rozwlekłem tak bardzo, że niewiele z niej pamietam. 
    2. Ważne – Choice Factory posiada także ciekawy zbiór książek, o tym jak podejmujemy decyzje i jak dokonujemy wyborów.
    3. Trochę w nawiązaniu do wspomnianej książki, a także do fragmentu podcastu Recode-Decode i rozmowy Kary Swisher z Davidem Epsteinem – anegdotki są super, ale to zbyt często zbyt uproszczone przedstawienie rzeczywistości. Bystander Effect, na podstawie morderstwa w Nowym Jorku o tym, jak to znieczulica sprawiła, że mimo 37(lub 38) świadków zdarzenia, nikt nie zareagował na dźganie kobiety – trzy osoby zareagowały, ale to się pomija. Epstein z kolei kwestionuje regułę 10 tysięcy godzin wobec istoty naturalnych predyspozycji i… pewnie coś w tym jest, tzn predyspozycje ułatwiają wejście w jakiś temat, co sprawia, że wysiłek potrzebny do osiągnięcia efektu jest inny (lub inaczej odbierany). Istotą jest jednak, aby nie przyjmować łatwych rozwiązań jako leku na całe zło. Zapewne nie jest to tak piękne, ani jednoznaczne, ani efektywne jak o tym mówią, tylko mało kto to sprawdza.
    4. Swoją drogą, jestem cholernie ciekaw jakie firmy w Polsce maja działy marketingu, które pozwalają sobie na eksperymentowanie i szukanie takich komunikacyjnych „sztuczek”…
    5. Istota wartości. Czytałem – For goodness sex i tam stoi mocno napisane – zanim porozmawiamy o seksie, porozmawiajmy o wartościach. Twoich i Twojego domu. Teraz czytam How to stop procrastinating i tam stoi jak byk zanim dam Ci rady, jak przestać przekładać rzeczy na później, porozmawiajmy o wartościach. Wychodzi na to, ze ta rozkmina mnie nie ominie 
    6. Książka skończona w pociągu – How to stop procrastinating – S.J. Scott. Brzmi to troszkę tak, jakbym się próbował brać za bary ze swoim poważnym mankamentem… cóż, nie łudzę się, nie mam ambicji zostania mistrzem efektywności, ale mam ochotę spróbować paru technik, które wyczytałem. Ciut więcej świadomości w działaniu, troszkę więcej świadomego decydowania, próba  korzystania z Pomodoro, może nutka planowania… dużo zmian, co niesie ze sobą spore ryzyko niepowodzenia. Jest zapał, jest ciekawość, jest świadomość ryzyka i tego, że nie będzie kolorowo, ani łatwo. Zobaczymy, co będzie. Ważne, żebym zrobił ćwiczenia, które są w książce.
    7. Mam w zwyczaju organizować raz do roku spotkanie dla bliskich i troszkę dalszych znajomych, zabieram ich do kina na seans, który sam dla nich wybieram, taka mała tradycja, która trwa już 15 lat. Ten dzień i wieczór przynosi wiele dobrych emocji i wiele przyjemności, niestety jest poprzedzony całkiem spora dawką wiadomości, które rozpoczynają się od słów „Wit bardzo mi przykro, ale…”. I doskonale rozumiem powody, równocześnie za każdym razem jest to gorzka pigułka. Na całe szczęście, całkiem spora grupa dociera, czyniąc – jak wspomniałem, ten wieczór wyjątkowym. Ale i tak strach czasem odbierać telefon.
    8. Wiedziałem, że mam fetysz kubkowy – są kubki z których lubię pić i takie, które w jakiś przedziwny sposób w dotyku robią mi meeeh. Wszyscy mamy swoje dziwactwa. To czego nie wiedziałem, to to, że mam także fetysz ołówka. A dokładniej, fetysz zastruganego ołówka. Wydawało mi się, że ołówek jest ołówek, i zaostrzony jest zaostrzony. No rocket science. Aż do czasu, kiedy trafiła mi się zastrugaczka (po krakowsku), temperówka (ogólnopolskie) oszczytko/ostrzytko (po poznańsku) które ostrzyło jakoś tak… bardziej przysadziście. Niby wszystko ok, ale był w tym jakiś przedziwny dyskomfort. Myślałem że to złuda, ale kilka dni później zaostrzyłem ponownie i znowu wrażenie – wszystko gra aaaale,  jednak nie. Zmieniłem zastrugaczkę i… wszystko wróciło do normy, głowa się uspokoiła. Tak. Mam fetysz zastruganego ołówka.

    Tak wygląda mój mind dump z pierwszego tygodnia. Zobaczymy co przyniesie kolejnych 7 dni 😉

    [jetpack_subscription_form title=”Zapis na dostawę tego, co niecodzienne” subscribe_text=”Jeśli tylko chcesz dowiedzieć się o tym, że coś napisałem – zostaw e-mail. Obiecuję, nie spamować;)” subscribe_button = „Zapisz mnie”]