Miesiąc: kwiecień 2012

  • Wolność słowa w Polsce jest zagrożona?

    Skoro zaczynamy od pytań absurdalnych, to dopełnijmy drugim – a kogo porąbało?

    W Polsce można powiedzieć wszystko. Można powiedzieć, że premier do zdrajca, że wszyscy ministrowie ds. zagranicznych to rosyjscy szpiedzy, można mówić o tym gdzie stało ZOMO i czy żona prezydenta to czarownica. Można nawet mówić o tym, co się ma w swojej torebce i jakoś nikt nie widzi powodu, aby cokolwiek komukolwiek zakazać mówić.

    Problemem pierwszym dla niektórych może być to, że nie wszyscy wszystkiego muszą chcieć słuchać. Że nie ma prawdy objawionej o polityce, zamachu, gospodarce.

    Problemem drugim jest to, że można powiedzieć wszystko i to bezkarnie. Bez odpowiedzialności, bez potrzeby liczenia się z konsekwncjami.. A – chyba już to kiedyś cytowałem Młynarskiego – twarz wróćmy słowu, bo bez twarzy, największe słowo nic nie waży.

    Swoją drogą, jak kogoś nie stać na prowadzenie własnej telewizji, niech sobie zrobi kanał na Youtube. Potencjalny zasięg będzie miał ogromny, a wszystko to za frajer.

    Na to wszystko Hofman bredzi coś o tym, aby zapewnić katolikom równe prawa w życiu publicznym. Może się pogubiłem, ale ktoś im czegoś broni? Jakieś prawa odbiera? Dyskryminuje? Znaczy że co, w Ameryce biją murzynów, a w Polsce biją katoli?

  • 1% podatku dla partii politycznych? Jestem na tak!

    Dziś rano w radiu TokFm Jacek Żakowski w rozmowie z Łukaszem Gibałą przekonywał, że koncepcja aby przekazywać jeden procent podatku na partie polityczne w sposób podobny do tego, jak wolno nam przekazać część płaconego podatku na organizację pożytku publicznego to zło wcielone. Jednym z używanych argumentów jest twierdzenie, że przy takim rozwiązaniu to bogaci będą decydować o władzy a zwykli ludzie będą mieli mniej do powiedzenia i że to doprowadzi do tego by bogaci się bogacili a biedni pozostawali biedni… Pozwolę się sobie z tą tezą nie zgodzić.

    Po pierwsze, takie rozwiązanie pozwala na płacenie tym, którym chcemy płacić. Nie tym, którzy akurat w tej chwili są przy żłobie/korycie/władzy. Co więcej, pozwala nam podejmować decyzję co rok, a nie co cztery lata. Oznacza to, że nasi kochani politycy musieliby się częściej starać o nasze „tak”. Może zaczęli by coś robić… Poza tym, może trudniej zdobyte pieniądze (bo trzeba za nimi pochodzić) wydaje się inaczej, niż te, które wpaść muszą.

    Po drugie, bogaci zazwyczaj nie są bogaci dlatego, że są głupi. Zwykle aby zdobyć pewien kapitał, trzeba wykazać się determinacją, skutecznością (czasem bezwzględnością), ale aby te pieniądze utrzymać, trzeba umieć je liczyć i wydawać. Jak wydasz za dużo – tracisz. Jak wydasz źle – tracisz. Jak przechomikujesz – tracisz. Jaki z tego wniosek? Bogaci znają wartość pieniędzy. Co więcej, bogaci to czasem także ludzie rozsądni, wyrachowani, znający związek między przyczyną i skutkiem. Państwo powinno być wyrachowane, rozsądne, wypłacalne. Powinno wiedzieć ile ma i ile może wydać. Wniosek – wolę, żeby ewentualny większy wpływ na wybór władzy mieli ludzie, którzy pracują pieniędzmi, niż ludzie, którzy oczekują, że ktoś im pieniądze da. Poza tym, nie oszukujmy się, bogate oszołomy znajdują po każdej stronie sceny politycznej.

    Mądrych jest raczej mniej, niż głupich. Wykształconych, utalentowanych, pracowitych jest mniej niż leniwych, małorozgarniętych i sfrustrowanych. Niewielu jest ludzi, którzy odnoszą sukces. Ale wg opinii pana Jacka perspektywa, w której odrobinę większy wpływ na naszą rzeczywistość mają ludzie, którzy coś osiągnęli, jest przerażająca. No tak, być rządzonym przez ludzi, którzy coś wiedzą… Brrrr… Ohydztwo… Nie takeśmy się walcząc o demokrację umawiali…