[28-?] Czyżby kolejne pokolenie utraconych złudzeń*?

Kilka dni temu Zbigniew Hołdys opublikował w sieci felieton Piramida zwierząt, który nie został opublikowany we Wprost. Powinienem chyba w tym miejscu zaznaczyć, że bardzo lubię jego teksty, zwłaszcza te dotyczące naszej rzeczywistości. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy czytałem po nocach jego  blog, który kiedyś prowadził na interii, a który potem niestety chyba popadł w niełaskę lub zapomnienie, a na pewno nieregularność. Teraz pisze do wspomnianego Wprost, a od czasu do czasu można na niego wpaść na blipie. Podejrzewam też, że każdy blipowicz Wam powie, że ZH jest typem człowieka, obok którego ciężko przejść obojętnie. Jednych zmusza do myślenia, innych irytuje i wkurza. Ja jestem z tych zmuszanych, choć chyba sam przywoływany ma na ten temat inne zdanie (lub zdania nie ma, wszak o mnie wiedzieć nie musi:P )

A teraz ad rem (lub do adremu, jak kto woli:P). Przeczytajcie Piramidę, bo tam pojawia się ostra krytyka wobec naszej klasy politycznej i naszych politycznych „gwiazdorów” w szczególności pana viceMarszałka i pani posłanki rodem z PiS. Jest też wzmianka o tropicielu wszelkich agentów i ministrze od armii… Diagnoza jest prosta – klasa polityczna jest zła, przeżarta i niezmienna. I ta niezmienność jest tym, co jest bardzo złą wróżbą – bo, jak myślicie, spośród kogo wybierać będziemy za kilka miesięcy? I czyje twarze oglądać będziemy kiedy ruszy nowa kadencja? No właśnie – te same…

…czytaj dalej»

[27-?] Kto za to zapłaci? Pan… pani… społeczeństwo…

Mamy rok wyborczy – coraz mocniej to widać, słychać, czuć.. Partie już niedługo zaczną przekrzykiwać się nie tylko w obelgach rzucanych w twarze i plecy przeciwników, ale także zaczną składać coraz bardziej szczodre propozycje.. Zaczął PIS, Beata Szydło w TOK fm tłumaczyła, że Państwo musi obywatelom pomagać…

Tym, których dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 1080 zł, państwo wypłacałoby dodatek po 600 zł na każde dziecko. W przypadku emerytów i rencistów otrzymujących do na głowę do 800 zł, świadczenie wynosiłoby od 250 zł do 700 zł.

Hmm.. już to gdzieś kiedyś kurde widziałem, słyszałem i już mnie to kiedyś irytowało. Jak to się nazywało… no tak – becikowe. Beeeeecikowe. Beeeeczymy jak barany, a będziemy beeeeeczeć jeszcze głośniej. Po ktoś kiedyś uzna, że warto jednak za te ich rozrzutność zapłacić. I to nie oni będą na to ściubić, tylko my. Te cudowne dodatki, zasiłki i wyprawki nie są brane z kosmosu, tylko z naszych portfeli. Dlatego kiedy przyjdzie Ci drogi obywatelu zagłosować, nie patrz na to co Ci obiecują, tylko ile z Twojej kieszeni chcą wyjąć pieniędzy. Z Twojej kieszeni i – co jeszcze piękniejsze – z kieszeni Twoich dzieci. Bo to one ten dług będą spłacać… Swoją drogą, dość ciekawe rozwiązanie. Wiemy, że Europa walczy z kryzysem finansowym, wiemy, że dziura budżetowa jest coraz większa, wreszcie wiemy, że widmo bankructwa coraz ciemniejszym się kładzie na naszym kontynencie cieniem. A co proponuje partia opozycyjna – rozdawnictwo państwowej kasy. Zamiast cięć i racjonalizacji wydatków – zasiłkowanie. Wobec takich argumentów nie pozostaje mi nic innego jak tylko siąść, wyciągnąć rękę i powiedzieć Wam wszystkim grzecznie „Dej, pane, dej…”

…czytaj dalej»

[25-?] Z internetu, czyli… za darmo?

Pytanie na dziś – czy jesteśmy gotowi płacić za treści publikowane w Internecie? Odpowiedź na dziś – a po co?

W chwili obecnej koncepcja jest prosta – korzystamy z internetu, jako z darmowego źródła informacji i nie tylko informacji. Wychodzimy z założenia, że jeżeli informacja jest ciekawa, to powinna zostać ona obejrzana przez tak dużą liczbę internautów, że wydawca lub twórca informacji, zarobi na reklamach, które obejrzymy na jego stronie przy czytaniu jego informacji. Taka jest teoria, tyle tylko, że ten model się powoli przestaje sprawdzać. Jak już pisałem, wydawane są coraz większe pieniądze, na coraz większe kampanie, które mają coraz mniejszą skuteczność i jakoś nikt jeszcze nie spytał, co się, do jasnej ciasnej, dzieje.

…czytaj dalek»

[21-?] Dewaluacja słów… i innych takich tam…

Hańba! Zdrada! Tchórzostwo! Honor! Wstyd! Żenada! I cała masa innych równie czułych słówek, rzucana, wypowiadana, wreszcie cedzona przez ludzi, którzy… nie mają już nic do powiedzenia. Ich słowo nic nie znaczy, zmieniają poglądy jak rękawiczki, a najlepiej się czują, kiedy mogą rzucać w swoich rozmówców błotem i jeszcze udawać, że im przystoi… Że oni są moralnie upoważnieni do takiego zachowania.. wstyd mi wtedy… a straszne jest to, że im już jest wszystko jedno. Nie mają nic innego, moją jedynie jadzić… a im mniej maja do powiedzenia, tym większych słów używają, aby zwrócić na siebie uwagę… wiec będzie tylko gorzej.

A kolejni już stoją w kolejce. Ponieważ nie istnieją bez mocnych słów, twardych kwestii i skandalu, będą szukać okazji. I zawsze będą na nie… Taki pan Dubieniecki… mąż swojej żony, zięć swego teścia… roku temu – zwykły człek. Dziś – wielka persona świata polityki. Rozdaje karty, sufluje Wielkiemu Wujowi (mniejszemu), kto wie, może będzie z tego kariera.. Może zostanie posłem, może ministrem… A wszystko dlatego, że wie kiedy w odpowiednim czasie rzucić jakiś pikantniejszy kawałek…

…czytaj dalej»

[19-?] Tropem krakowskich samobójców…

Niewątpliwie wpływ na postrzeganie ruchu ulicznego ma to, po której stronie kierownicy się znajdujemy. Kierowcy mają pretensje do wszystkiego co się rusza po drodze i jej okolicach, pasażerowie zwykle wciskają wirtualne pedały w podłogę, rowerzyści robią co mogą, by mieć oczy dookoła głowy, a piesi… piesi wychodzą z założenia, że są nieśmiertelni.

Taka oto sytuacja – gość przebiega przez aleje w miejscu niedozwolonym – tuż przed wiaduktem nad torami kolejowymi prowadzącymi do dworca głównego – i w sumie nie było by to nic dziwnego, gdyby nie to, że była godzina 18sta, ciemno, mokro i pada, gość ma na sobie czarny płaszcz i biegnie pod parasolem.. szansa żeby go wypatrzyć z rozsądnej odległości, naprawdę minimalna.. najwyraźniej gdzieś nieopodal ma niezłego save’a…

…czytaj dalej»

[18-?] Czas na zmiany w reklamie

Reklama dźwignią handlu. Podobno. Reklama sprawia, że kupujemy to, co inni wmawiają nam, że jest nam potrzebne. Drobny szkopuł w tym, że reklamy jest tak dużo i jest tak uciążliwa, że w zasadzie przestajemy ją zauważać. Przynajmniej ta reklama w klasycznym ujęciu. Z tą reklamą jest po prostu tak, jak z pociągiem który przejeżdża za naszym oknem, albo z pralką, która pracuje za ścianą, albo z radiem, które trzeszczy. Na początku irytuje i przeszkadza a potem staje się białym szumem. Białym szumem, którego po prostu nie zauważamy.

Aby udowodnić swoją tezę, wpis rozpocznę od pytania – jaką reklamę ostatnio zapamiętaliście. Jakąkolwiek reklamę z jakiegokolwiek nośnika. Może coś z billboardu? Może jakaś reklama w ostatnio czytanym tygodniku lub czasopiśmie? Może jakaś zasłyszana w radiu? (tu muszę przyznać, skutecznością zadziwia mnie reklama lidla, reklama lidla, reklama lidla i – aby się nie powtarzać – reklama lidla). A może widzieliście jakiś fajny banner w sieci? To pytanie oczywiście kieruję do tych nieszczęśliwców, którzy jeszcze nie stosują adblocka – i wierzcie mi, ta drobna aplikacja sprawia, że życie człowieka staje się znacznie prostsze i przyjemniejsze.

…czytaj dalej»

Dlaczego zachwycające nie zachwyca?

Po pierwsze, coraz intensywniej doznaję tego, że doba ma jedynie 24h i nie sposób tego faktu w żaden sposób nagiąć. Te 24 godziny trwają każda po 60 minut i to też jest fakt obiektywny. I żebym nie wiem jak się starał, inaczej nie będzie, co oznacza, że istnieje tylko określona liczba czynności, którą w każdą z tych 24 godzin można wsadzić. Co oznacza, że na więcej niż owa czasowa pojemność pozwala, miejsca nie ma, co oznacza, że blog jest zaniedbany… Inna sprawa, zamiast jojczeć mógłbym się sam ze sobią wziąć za bary i ustawić kolejność i wszystko tak, aby ciut jeszcze wcisnąć.. ale jest jak jest, a raczej czasem po prostu nie ma nic…

Po drugie.. to zapewne wstydliwe wyznanie, dopiero niedawno zetknąłem się z Ferdydurke. To znaczy oczywiście w szkole, w liceum, na lekcjach języka polskiego Ferdydurke omawiane było, ja nawet w tym udział brałem, nawet pracę jakąś na ten temat pisałem, co nie znaczy, że samo Ferdydurke czytałem… Błąd okazało się, a raczej okazuje się teraz, że wtedy błędem było nie czytać, bo warte to czytania. Albo przynajmniej wysłuchania. Ja wysłuchałem, a Piotr Fronczewski czytał. Im lepiej on czytał, tym lepiej ja słuchałem i tym bardziej żałowałem, że dopiero teraz wiem, o czym pisał Gombrowicz, a co teraz ja słuchałem co Fronczewski czytał…

…czytaj więcej»

[15-4] Parytety sposobem na wszystko…

Usłyszane w radiu: prezydent Francji proponuje, aby w zarządach spółek obowiązywał parytet płci i w ciągu najbliższych lat wymogiem będzie, aby rady składały się w połowie z kobiet i mężczyzn bo tak jest lepiej. Równouprawnienie jego mać.

Nie mam tu nic do kobiet, wręcz przeciwnie – uważam, że powinny mieć prawo robić wszystko co chcą. Chcą rządzić, zarządzać, dyrektorować – proszę bardzo. Jedno co mi się nie podoba, to dawać komuś coś tylko dlatego, że jest brunetem a nie blondynem. Że jest gejem, a nie heterykiem.

Jako szowinista widzę tą sytuację następująco – jakaś pani zostaje dokoptowana do władzy nie dlatego, że jest świetna, ma rewelacyjne pomysły lub fantastyczne wyniki, ale dlatego że.. wie pani, potrzebujemy spełnić wymogi parytetowe. W tej sytuacji warto wziąć najgłupszą z kobiet, bo przynajmniej nie będzie a) stanowić konkurencji b) nie będzie się upierać, że coś wie lub umie skoro… no i c) taką nieco głupszą będzie znacznie łatwiej sobie podporządkować. Skąd Państwo (w rozumieniu władza) wie, że dla jakiegokolwiek biznesu znaczenie ma to, czy zarządzają nim sami faceci i jaki wpływ na dalszy los firmy będzie miał fakt obsadzenia rady w 50% kobietami? What the fuck?

…czytaj dalej»

[14-4] Trzy mgnienia Empiku…

Jak się człowiek czasem zderzy z namiastką kultury, to mu potem wyraz zdziwienia z twarzy zejść nijak nie może… I chodzi taki otumaniony, zaraz po tym gdy zobaczy że…

… na półce bestsellerów znajdują się tuż obok siebie pozycje spisane przez Wojciecha Manna, Wojciecha Cejrowskiego i… Kingę Rusin, lub kogoś, kto choć Kingi Rusin nie przypomina, to może się za nią podpisać. Wiem o czym pisze Wojciech Mann i wiem, że akurat on ma coś do powiedzenia – „Rock.Mann czyli jak nie zostałem saksofonistą” jest jedną z książek, która leżakuje (dojrzewa, hie, hie) na półce i jest w trakcie czytania. Lektura to przyjemna, lekka ale przede wszystkim ciekawa i pokazująca nieznany powszechnie świat. O Podróżniku WC już pisałem i zdania nie zmieniam – to raczej pozycja dla tych, którzy są w Cejrowskim zaczytani, niż dla tych, którzy dopiero zaczynają z nim podróżnicze przygody – ale to też czyta się dobrze. Natomiast nie mam zupełnie ochoty dowiadywać się, co ma do powiedzenia Kinga Rusin, która… …czytaj dalej»

[4] Obejrzane – Tego się nie da oglądać…

"Jak to się robi" czyli wielka blaga Piotra Tymochowicza. Hardcore totalny, a jak się to ogląda, to się wszystko w człowieku przewraca. A co jest najgorsze to to, że po pierwsze - ci ludzie w to wierzą, po drugie inni ludzie wierzą w to co wierzą ci pierwsi, a po trzecie.. i nie wiem czy to jest najgorsze czy najbardziej rozbrajające - jak się tych wszystkich "mądrości" posłucha,...

Back to Top