Miesiąc: marzec 2020

  • Tygodniówka w terminie. Akurat do porannej kawy.

    1. Zobaczyć, aby zrozumieć. Ten filmik pokazywałem już na FB, ale mam wrażenie że on najlepiej pokazuje jak i – przede wszystkim dlaczego – powinniśmy myć ręce dłużej. I nie chodzi o żadne śpiewanie pod nosem „happy birthday” (choć jako Wiślak uważam że doskonale się sprawdza „jak długo na Wawelu” 😀 ), ale o to, żeby to robić dokładnie. I to jest też doskonała podpowiedź dla wszystkich chcących coś wytłumaczyć – jeśli możesz – pokaż, nie opisuj.
    https://www.facebook.com/GoVetOficial/videos/2922309251329214/UzpfSTE2MTU5ODE2MDA6MTAyMTk4NjU5ODQzNTI3ODU/
    1. Za mną kolejny odcinek nauki robienia kawy w kawiarce Bialetti. Jeszcze nie umiem ogarnąć grubości mielenia (gdyż nie posiadam dobrego młynka) aaale już wiem, że – do kawiarki wlewamy gorącą wodę (aby skrócić czas ekstrakcji i możliwie krótko gotować kawę – dłuższe gotowanie = gorycz), stawiamy kawę na średni ogień (na indukcji daję 6tkę), i kiedy kawa zaczyna bulgotać – zdejmujemy ją. Wtedy jest delikatniejsza.
    2. Cały czas mam problem z kaloriami. Ze zrozumieniem kalorii. Chciałbym wiedzieć, jak kalorie przekładają się na wagę. I – jeszcze ważniejsze – ile trwa odkładanie sie kalorii, czyli „ile czasu potrzebuje nasz organizm, aby zamienić kalorie na masę”. Nie umiem wyobraźnia ogarnąć tego, jak 100g orzeszków solonych może mieć 612 kcal, a te 612kcal to mniej więcej 1/3 dziennego zapotrzebowania energetycznego. I jak ta energia się przekłada na masę. No jak?
    3. Bo, gdybyście o tym nie wiedzieli, kiedy chcemy zrzucić trochę kilogramów, to nie robimy tego przez pot (relatywnie niewiele wagi tą drogą tracimy), ale przez wydech (wydalając CO2). Przez wydech? Ale jak to? Przecież to nie możliwe. No cóż… To popatrzmy na to inaczej, trochę na odwrót. Skąd bierze się masa drzewa? Z wody? Ze słońca? Z nawozu? Nie, z powietrza. Serio, z powietrza. Ale jak to jak to jak to? No tak to, że przy procesie fotosyntezy, drzewo zamienia CO2 na C i O2. O2 oddaje, C zatrzymuje. C robi masę.
    1. To swoją drogą jest przyczynek do tego, jak nas (nie) uczą, albo jak bardzo się nie umiemy uczyć. Uczymy się by zapamiętać, nie by zrozumieć. To mnie za każdym razem smuci.
    2. Wracając do moich kalorii. Wychodzi na to, że nie ma jakiejś jednej „złotej zasady”. Raczej wszystko zależne jest od aktywności, trawienia i indywidualnego metabolizmu. Awrrrr… I klucz kryje się w metaboliźmie. Skomplikowane to nasze ciało. Szukam i czytam dalej, Nadal próbuję zrozumieć, ile czasu ciało potrzebuje na zamianę tej garści orzeszków na energię i decyzję, czy wykorzysta, czy zmagazynuje…
    3. O rysowaniu… Pamiętam że moja przygoda z odświeżonym rysowaniem zaczęła się przypadkowo od książki „jak rysować postacie” i zakochałem się w tym, ze mogę (umiem) narysować kucharza na paragonie i on wygląda jak kucharz. To było dla mnie olśnienie, które doprowadziło do tego, ze teraz rysuję oczy, które chyba wyglądają jak oczy. Natomiast tu jest inna podpowiedź jak rysować: 
    https://www.facebook.com/Schrittanleitungen/posts/653305885507549
    1. Jeszcze w temacie rysowania i tego że kiedy mózg coś sobie ubzdura i tego chce, to to dostanie. Kiedy Apple pokazało Pencil’a po raz pierwszy, pomyślałem – nigdy tego nie kupię. Wtedy nawet nie myślałem, że kiedykolwiek będę cokolwiek rysował. Kiedy wypuścili dwójkę, byłem przekonany – nigdy tego nie kupię. Potem zacząłem sobie szkicować, potem Bartek powiedział że on bardzo lubi notatki z pomocą Pencila robić… wrrrr… Przecież mi to nie potrzebne… ale zacząłem wokół tego chodzić. Ale to niepotrzebnie drogie.. zacząłem kombinować. Szukać z drugiej ręki… powtarzać sobie, żę tego nie potrzebuję. No ale żeby nie przynudzać… Od miesiąca mam Pencila. I Procreate. I uczę się rysować z jego pomocą… I cholera to jest tak zupełnie inne od szkicowania…
    Procreate, Pencil, Kawa, Wit
    1. Ale ludzie z Pencilem i Procreate cuda potrafią zrobić: 
    1. Jest takie danie, które robię raz na pięć lat. Lasagna z przepisu z Australijskiego Masterchefa. To niezmiennie pół dnia spędzonego w kuchni, które potem można podsumować 30 sekundowym filmikiem, ale… o mamo, jakie to jest smaczne. Nieskromny w tym względzie jestem…
    1. Mówi się, czasem o tym, że życie jest najlepszym nauczycielem. No to teraz przyjdzie nam się pouczyć ekonomii. O tym, że nie wszystko może być „just in time”, o tym, że wiele z tego co mieliśmy za pewnik, jest jednak fikcją. O tym, że kiedy jest dobry czas, to trzeba oszczędzać na gorsze momenty, a nie wierzyć, że tak jak jest, będzie zawsze (dotyczy i obywateli i firm i państwa). Bo to naprawdę słabe, kiedy załatwia nas miesiąc przestoju. My nie wiemy co będzie za tydzień, ale już teraz mówimy, że będziemy masowo potrzebowali pomocy. To źle świadczy także o nas. Bo to znaczy, że żyjemy wyłącznie z dnia na dzień. Że nie umiemy przewidywać. I jasne, że ciężko jest się przygotować na takie coś jak ta choroba, ale dotychczas przyszedł jedynie strach i już on nas rozkłada na łopatki.
    2. I dobrze by było coś produkować, bo produkcja potrzebnych artykułów, ma dużo większą wartość niż najlepsza nawet usługa. To jedna z moich bolączek – ja nie produkuję nic namacalnego. Nie stawiam muru, nie wytwarzam nic, nawet maseczki nie umiem uszyć. Nic z moich 15 lat zawodowej pracy nie jest realne, rzeczywiste. To kiepsko o mnie świadczy. Bieżąca sytuacja może nas nauczyć weryfikacji tego co namacalne. Może jednak przestaniemy wierzyć w tokeny wartości osobistej (mój prywatny rzyg). Nikt chyba nie wie jak bedize wyglądał świat za tym wirażem, ale jak już zaczniemy wracać do jakotakiej równowagi, to bedziemy musieli przypomnieć sobie jak się stawia fundamenty. Na usługi przyjdzie pora w drugiej, trzeciej, czwartej kolejności. A my w większości usługami stoimy. I jesteśmy do tego trudnego czasu nieprzygotowani (nikt nam w tych przygotowaniach nie pomagał, ale do tej pory bardzo chcieliśmy mówić o tym, że trzeba pielęgnować w sobie samodzielność).
    3. Jest jeszcze problem tego, że różne są usługi i różna jest ich wartość. Możemy uznać, że bezpieczeństwo czy edukacja są formą usługi świadczonej przez część ludzi, tylko z jakiegoś przedziwnego powodu, uznaliśmy, że mamy usługi, za które jesteśmy skłonni więcej płacić niż policjantowi, pielęgniarce czy nauczycielowi. A teraz jak trwoga, to pędzimy do nich z prośbą „ratuj”.
    4. Ostatnia rzecz, która może nam się w tym wszystkim najmniej podobać. Może się zdarzyć, że na usługę, którą świadczymy teraz zapotrzebowanie będzie mniejsze, za to będziemy mogli / musieli robić inne rzeczy, które dotychczas nie były w obszarze naszego chcę. Mało przyjemna perspektywa, zwłaszcza w świecie, w którym przecież każdy może być każdym.
    5. Słówko o epidemii i o tym jak bardzo spadła na nas ona niespodziewanie. Że nikt tego nie mógł przewidzieć. Że to czarny łabędź. Czytam książkę, która opisuje przerażająco dokładnie stan obecny, próbuje wyjaśnić co z czym jest skorelowane, co z czego wynika, co ile wymaga czasu (np. wytworzenie szczepionki), pokazuje też ile to będzie kosztować. Taka mądra ksiażka. Kilka cytatów:

    Since the fall of the Soviet Union, the world has changed. The nonprofit Fund for Peace’s Fragile States Index was much higher in 2016 than a similar study would have showed in 1975, and it is more difficult now than it was forty years ago to get the international community to work together to achieve a common goal. Today, there are more than forty countries with no more than a marginal ability to govern.

    Today, we live in a just-in-time-delivery economy where virtually nothing is warehoused for future sales, let alone stockpiled for a crisis situation. Not even the parts and components necessary to manufacture these critical supplies are warehoused or stockpiled. When a rolling global pandemic takes its toll on the working population of a city in Asia, for example, the products and supplies that come from that city—and perhaps nowhere else—that we need to respond to a rapidly growing pandemic will not be available. No amount of money can buy
    something that doesn’t exist.

    Pandemic can shut down regional, national, or even international commerce, which in turn can lead to economic chaos, which in turn can lead to destruction of confidence in unstable governments. If a government’s authority is shaky to begin with, the stress of a pandemic can lead to a failed state, which in turn can lead to anarchism and terrorism. At the same time, while the pandemic is occurring, other endemic and noninfectious diseases are still affecting the population, the combination of which can eventually tax or even break the existing healthcare
    delivery system.

    Every time there is a new, serious viral outbreak, such as Ebola in 2012 and Zika in 2016, there is a public outcry, a demand to know why a vaccine wasn’t available to combat this latest threat. Next a public health official predicts a vaccine will be available in x number of months. These predictions almost always turn out to be wrong. And even if they’re right, there are problems in getting the vaccine production scaled up to meet the size and location of the threat, or the virus has receded to where it came from and there is no longer a demand for prevention or treatment.

    As vaccine development progresses, there are various internal tests, and then animal testing. Then there are three phases of human trials. Phase I tests safety. Phase II tests various dosage levels for safety and effectiveness. Phase III tests the actual effectiveness of the drug or vaccine on a large enough cohort of human subjects to allow for variations in response, factoring in considerations such as how the vaccine affects children, teens, persons over sixty-five, persons with an immunocompromising condition, pregnant women, and so on. Today a pharmaceutical company can expect that getting a new vaccine licensed will take more than a decade of work and a billion dollars of investment.

    The irony is that there’s really no reward for being the one who anticipates the challenge.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker
    1. I wiecie co, najsmutniejsze w tej ksiażce jest to, ze ona została napisana w 2017 roku. Badum tsss.
    2. Pamiętam o tym, że ocenianie jakości proroctwa z perspektywy efektów, jest okraszone znacznym błędem (gdyż widzimy wyraźnie to proroctwo, które się spełniło, a nie wszystkie inne, które też zostały przygotowane przez bardzo mądrych ludzi). O tym efekcie pisał już Gladwell. Ale to, jak bardzo lekceważymy znane zagrożenia, to zdecydowanie przerażająca wizja.
    3. Bardzo zgrabnie wykorzystał to pewnego razu FORD przewidując wszystko, co stanie się na torze wyścigu LeMans. Jak to zrobili? Przeczytajcie: https://www.shots.net/news/view/93728-ford-predict-results-of-24-hours-of-le-mans (dzięki Łukasz).
    4. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że o wszystkim się dyskutuje, że politycy analizują, opowiadają, ich konferencje trwają zdecydowanie za długo. No do dla odmiany, zobaczmy jak to robi wojsko. 
    1. Często jest tak, że spodziewamy się, że ktoś zrobi za nas. Że zadecyduje, zbada, rozwiąże. Cóż… wychodzi mi na to, że mamy czasy w których powinniśmy przestać liczyć na naszych rządzących (bo… nawet jeśłi nas nie okłamują wprost, to dobierają fakty i narrację do swoich potrzeb), i zrozumieć, że to w naszej gestii pozostaje wiele rzeczy. Dostosowanie, zależne od nas, nie od rządzących. Mogę to robić i jednostki i organizacje, które – tak de facto – nie muszą, bo działają w biznesie. Ale czują odpowiedzialność wobec ludzi (czego niestety zbyt często nie mogę powiedzieć o politykach, ale to chyba dlatego, że zbyt wielu wśród nich małych ludzi). Tak to robią choćby w Anglii: 
    https://www.facebook.com/waitroseandpartners/photos/rpp.81027643206/10157321707358207/
    1. Ciekaw jestem, czy jest taki moment w życiu jednostki, kiedy stwierdza, że zasięg jego odpowiedzialności daleko wykracza poza jego najbliższy krąg rodzinny. Że jego sprawczość wynikająca z pozycji zawodowej, autorytetu przeniosła się na wyższy poziom i teraz od tego czy coś się zadzieje czy nie, zależy od niego. Ciekaw jestem, czy to rodzi się / budzi się w człowieku samodzielnie (w odpowiedniej chwili), czy może wynika z ludzi, którzy go kształtują i uczą a w pewnym momencie to także uświadamiają… a może potrzebuje bodźca i takiego stuknięcia w czoło – Wodzu, to właśnie teraz. To Ty jesteś tą jednostką, której warto, żeby inni słuchali. Masz moc. Masz sprawczość. Ciekawe…
    2. Wpadłem na pomysł dodania drobnego elementu do strony Okna Johari. Uznałem, że zainteresowanym może być łatwiej skusić się, na zrobienie sobie tego ćwiczenia, kiedy zobaczą przykładowy rezultat. Więc dodałem „Przykładowe Okno Johari„. Wiecie co, może kiedyś się nauczę, nie robić rzeczy na produkcji. Zapewne zaraz po tym, jak nauczę się stawiać środowisko testowe. Póki co, wszystko stoi, także.. trzymajcie kciuki 😉
    3. Potrzeba matką wynalazku. Kiedy Twój syn ma za dużo czasu i energii, a Ty nie chcesz żeby siedział cały dzień przed ekranem, stajesz na głowie, aby zorganizować mu czas. Jak się okazuje, można zrobić szachy prawie z niczego. Wystarczy chcieć i oto powstają Lego Szachy. Samodzielnie ogarnięte. Zwracam uwagę, że każda figura jest odpowiednio dobrana 😉 Nic tylko grać 😉

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
    Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
    Gdy żyjemy tylko jednym tematem
    Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas

    1. W tym tygodniu nie będzie o samym KoronaWirusie, raczej o tym jakie piętno na naszej (mojej) rzeczywistości odciska. O KoronaWirusie pisze się dużo, bardzo dużo, często błędnie i nadmiar informacji (a często tylko nadmiar słów) nie pomaga. Musimy czekać i zdać się na specjalistów. Fascynuje mnie natomiast to, że najwięcej o tym wirusie mogę dowiedzieć się śledząc dobrze wybranych ludzi na TT albo oglądając wartościowe materiały na YT. To są moje źródła informacji. Przechodząc do tygodniówki…
    2. Mam wrażenie, że od początku 2020 zapisałem się na więcej newsletterów niż to miało miejsce przez ostatnie 10 lat. I z dużo wiekszą świadomością, przyjemnością i celowością. Vive le email.
    3. Równocześnie teraz się okazuję, że nie mam strategii (joke’s on me) na to, jak sobie z tymi newsletterami poradzić. Cierpię na syndrom „inbox 0” i… teraz sam sobie robię krzywdę, zapisując się do kolejnych. Chyba będzie potrzeba zastosowania jakiejś „rule of thumb”, poprzez ograniczenie tych newsletterów na które mam czas i głowę i tych które będą wyłącznie się gromadzić i kurzyć. Jakieś podpowiedzi, anyone?
    4. Swoją drogą, wydawało mi się, że kiedy będę w domu, moja tygodniówka będzie puchła. Będę czytał więcej, słuchał więcej, ogólnie że będę lepszym człowiekiem. A potem jeszcze pojawił się motyw „Social distancing” i „siedź w domu, dla siebie i dla społeczeńśtwa”, co też powinno oznaczać – masz więcej czasu. Tyle tylko że siedzenie w domu z sześciolatkiem, który też ma dużo czasu (i jeszcze więcej energii), sprawia że moja przestrzeń jest radykalnie przeorganizowywana. I zamiast mieć więcej czasu, mam mniej, trudniejszego w zaplanowaniu czasu (wymówka). Do tego stopnia, że nawet nie wiem, czy jest sens pisać tygodniówkę. Bo ona będzie jeszcze bardziej o „ja ja ja” niż zwykle.
    5. Skoro już siedzimy w domu, to może produktywnie. Wykorzystajmy czas na porządki, także w książkach. Trwa próba zrobienia selekcji książek w domowej bibliotece, które a) będą jeszcze (raz) czytane, b) nie będą czytane, można je dać do ludzi, c) te z którymi nie wiem co zrobić. Najciekawsza jest oczywiście grupa c. Obiecuje sobie poświecić każdej książce z tej grupy 15 minut i ocenić, czy zostaje, czy idzie w świat.
    6. Na pierwszy ogień poszła króciutka „Szczęście czy fart”, czyli kolejna pozycja z gatunku ocierającego się o kołczowanie. Ale bez indoktrynacji, za to ze zwróceniem uwagi, że szczęście to organizowanie przestrzeni i sprzyjających warunków. Czyta się błyskawicznie, czy zmienia radykalnie pogląd.. nie, raczej przypomina. Zawsze i wszędzie zaczynamy od siebie i pamiętamy o tym, że wiele od nas zależy. Cieszę się, że to przeczytałem.
    7. Kilka innych książek sprawdzonych i pozostawionych do przeczytania, to „50 minutów psychologii współczesnej”, „jak nakarmić dyktatora”. Ale muszę poczekać, bo na razie cała na biało wjechała książka o Epidemiach autorstwa Michaela Osterholma, którego można posłuchać w przeciekawym wywiadzie u Joe Rogana.
    1. Cały czas nie umiem ogarnąć, jak to jest, że facet, którego kojarzę głównie z gal UFC przeprowadza tak cholernie ciekawe wywiady. Ameryka to jest jednak niezwykły kraj. A w kwestii epidemii… no nie, nie będę zdradzał zakończenia. W kolejne ustawiłem też Dżumę, Camus.
    2. Porządki objęły także filmy. Druga selekcja. W pierwszej odpadło jakieś 300-400 filmów, w drugiej kolejne 150. Z bólem serca zostawiam / skłonny jestem oddać te filmy, ale… duża część z nich jest dostępna w niektórych streamingach (przynajmniej przez czas / co czas jakiś), ale też łapię się na tym że już nie mam w domu sprzętu, na którym mógłbym te zgromadzone filmy odtworzyć. Na szczęście „na wsi” jeszcze jakiś odtwarzacz DVD jest. Ciekawe czy działa.
    3. Co zostawiłem? M.in. Skyfall, Dziewczynę z Tatuażem, Ojca Chrzestnego, Piratów z Karaibów, Leaving Las Vegas, Wszyscy jesteśmy Chrystusami (którego nadal nie mam odwagi obejrzeć), sześć sezonów West Wing, Pan życia i śmierci, Nolanowa trylogia Batmana…
    4. Apropos sprzętu… Ponieważ jest kryzys, to kminie nad wydatkami, i ponieważ jest kwarantanna, to myślę o konsoli do grania. Miałem PS2, miałem PS3, teraz obie są sprzedane. Jakoś nie umiem się odnaleźć w przestawieniu na Xboxa, więc po głowie chodzi zakup PS4, zaczekać na PS5, a może jednak skusić się na Nintendo Switch o którym słyszałem wiele dobrego. Aaaale… Jestem tak bardzo casualowym graczem, nie bardzo mogę grać w strzelanki (mój błędnik na ma to swoje świetne pomysły) że rozważam… Apple Arcade. Tzn. jak na moje potrzeby (i umiejętności) Arcade jako rozrywka – wystarcza. Ale żeby wykorzystać ciut większy ekran, chciałbym skorzystać z połączenia z Apple TV. Tylko teraz zgryz, czy kupować teraz rozwiazanie z przed kliku lat (Apple TV 4K), czy zaczekać na nową generację, która albo będzie warta kupienia, albo będzie sprawcą obniżenia kosztów 4K. Tylko kiedy to nastąpi… i bądź tu mądry.
    5. W temacie Apple i tego, że nowy IPad coraz bardziej przypomina komputer, włącznie z tą wyczesaną klawiaturo / stojako / obudową.. za 1500 złotych. Klawiatura za 1500 złotych, IPad niezmiennie za 4.500; I z jednej strony mam wrażenie – takiego wyczesanego stojaka dotychczas nie widziałem, ale ta cena mnie nokautuje.
    6. I wreszcie w temacie nokautujących cen, a zatem finansów osobistych i oszczędności… Teraz dość mocno jesteśmy skupieni na walce z Covid-19, ale jak już się z tym uporamy (a uporamy, nie wiemy tylko jakim kosztem) to przyjdzie nam zmierzyć się z kryzysem. Dużym, bo problemy sieją się szeroko. Branża turystyczna, eventową, gastronomiczna, usługi wszelakie, wynajem krótkoterminowy – to wszystko oberwie. Wróć, to wszystko już obrywa. To będzie miało przełożenie na system bankowy (bo kredyty nadal trzeba będzie spłacać, a w czasach prosperity kredyty były dawane z szerokim gestem… cholera, to już gdzieś graliśmy). Dorzućmy do tego fakt, że problemy są globalne, cena ropy poleciała na pysk (tak tak, mamy wojnę na tym rynku, a cena ropy jest najniższa od 2002 roku, bo duzi chłopcy chcą sobie coś udowodnić). I jeszcze linie lotnicze będą w tarapatach. Ostatnią szczyptą którą doprawimy to danie będzie jeszcze kryzys zaufania. Powszechnego. Wszystkiego do wszystkich. Ludzi do władzy i ludzi do ludzi (bo tak długo, jak nie będziemy wiedzieli jak sobie z wirusem poradzić, tak długo każdy jest potencjalnym zagrożeniem. Zagrożeniem dla mnie i dla mojej rodziny, więc wybacz, to nic osobistego, ale trzymajmy się na dystans). Czyli… tak na moje rozeznanie, za rogiem czycha kryzys.
    7. Skoro jestem taki mądry, to pewnie się do tego kryzysu przygotowałem. Cóż… nie. I to jest w tym wszystkim najbardziej dla mnie irytujące. Niby mam dość, żeby być spokojnym w perspektywie miesiąca, dwóch, pięciu (tak długo jak długo złotówka jeszcze lekko dycha), natomiast to co mam bardzo szybko może być warte zdecydowanie mniej, jeśli nie nic, a ja nie umiem za bardzo zrobić teraz cokolwiek, żeby temu zapobiec (na to jest za późno, na to za mało umiem). A równocześnie mam za mało, żeby kryzys wykorzystać do zgromadzenia więcej (bo tak, historia raz po raz udowadnia, że kryzys to najlepszy czas na to, żeby się wzbogacić.. jeśli się tylko umie.. albo ma dość cojones).
    8. To czego nie rozumiem, to tego czemu nasze Państwo postanawia czynić pieniądz tańszym (obniżając stopy procentowe), ale utrzymując zobowiązania wobec przedsiębiorców, które mogą ich tylko dobić, udając że zasiłek w wysokości 5 tysięcy złotych cokolwiek zmieni. Nic nie zmieni, co skwapliwie wykazał Robert Gwiazdowski.
    9. Ważna rzecz – tylko dzięki temu, że kilka lat temu zacząłem robić jakiekolwiek oszczędności, teraz mam jeszcze resztki włosów na głowie i jeszcze dość dobrze śpię. Udało mi się zgromadzić poduszkę finansową, która mimo złożenia wypowiedzenia ze efektem na połowę marca (brawo Wit, zawsze miałeś wyczucie czasu), pozwala mi spokojnie (jeszcze przez chwilę) czekać na to, co będzie za zakrętem. I równocześnie przeraża mnie, jak (wedle statystyk) niewielu ludzi ma ten komfort… Z tego miejsca, raz jeszcze wielkie dzięki @Michał Szafrański i @Maciej Samcik. A jak ktoś woli w obrazku, to tu kilka podpowiedzi jak zacząć.
    1. Niezmiennie przypominam – oszczędzanie nie musi być trudne. Za to trzeba zacząć. Nawet od bardzo małych kwot. I najlepiej tak, żeby nie było potrzebne nasze zaangażowanie – tu o tym, jak można oszczędzić 1000 złotych bez wysiłku.
    2. I tu dochodzimy do jednego wniosku. Jak już się sytuacja troszeczkę uspokoi, zacznę się uczyć inwestowania. Z dwóch powodów. Po pierwsze, bo to już ten czas (kiedy trzymanie więcej pieniędzy na koncie / lokacie przestaje być dowodem rozsądku, a raczej przesłanką do podkreślenia niezaradności). Po drugie… bo każda nauka zaczyna się od stanu 0. Skoro (mam wrażenie) mnie na to stać, to nie warto tracić czasu i odwlekać tego. Trzeba zacząć.
    3. W sumie wątek nauki wymaga komentarza. Bo nagle okazało się, że nauczyciele są ważni i potrzebni, bo ktoś jednak pomaga nam w wychowaniu dzieci i pomaga w zorganizowaniu im kilku godzin dziennie, codziennie. Nagle zostali zauważeni przez rodziców i przez władzę. Tę samą władzę, która rok temu postanowiła zastąpić nauczycieli na egzaminach leśnikami i strażakami. Równocześnie nagle wzrosło też zapotrzebowanie na lekarzy i pielęgniarzy (obu płci). Podpowiedź dla władzy – szanujcie ludzi wszystkich zawodów, bo jak się okazuje, każdego kogo obrażacie, potem nagle potrzebujecie. To wam jeszcze wybuchnie w twarz.
    4. Smutne też jest to, że wydaje nam się, że będziemy mogli przenieść dotychczasową edukację z dnia na dzień ze szkoły do chmury. I nagle uważamy za zasadne oczekiwanie, że wszyscy nauczyciele w ciągu kilku dni przejdą do płynnego obsługiwania nowych narzędzi i że nauczą tego nasze dzieci. I że mają na to sprzęt, którego przecież nikt im nie dostarcza. A wszystko zrobi to grupa ludzi, których nie szanujemy i którym nie płacimy, ani nie rozwijamy. Przecież to się kupy nie trzyma.
    5. Aha, i jak zawsze wszyscy lepiej od nauczycieli wiemy, jak powinni uczyć w czasie epidemii. Nie wiemy. Nie znamy się na tym. Nie musimy być we wszystkim najmądrzejsi. Weźmy na wstrzymanie, proszę.
    6. Skoro nie mam czasu pisać i czytać, rysuję. Wróciłem do piłowania oka.

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
    Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
    Gdy żyjemy tylko jednym tematem

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • Gdy żyjemy tylko jednym tematem

    Dziś tygodniówka inna, bo i czasy cokolwiek szalone. Część pierwsza o wszystkim innym. Część druga o tym, o czym wszyscy mówią.

    1. Nie przepadam za modelem subskrypcyjnym. Uważam, że to jest skubanie po złotówce. I nie rzecz w tym, że to zło z założenia, ale mam wrażenie, że ostatnio wszyscy oszaleli na tym punkcie i robią co mogą, aby rozwiązanie jednorazowej płatności zamienić na płatność wielorazową. Irytujące jest to (moim zdaniem) zwłaszcza w przypadku oprogramowania. Niektóre firmy DTC (direct to customer) próbuja przejść na ten model relacji z klientem, gdyż jest on dobrym zabezpieczeniem – pozwala przewidzieć ile towaru będziemy potrzebować, jaki wpływ mamy mniej więcej zagwarantowany. Co prawda, czasem to też jest fikcja (million dolar shave club wygląda bardzo ładnie, ale to chyba była wydmuszka zrobiona specjalnie dla Gillette). Słyszeliście o abonamencie do kawiarni? A o tym że inni próbowali i nie zawsze im wychodziło? https://info.trendwatching.com/innovation-of-the-day-panera
    2. Czasem są takie rzeczy, które otwierają oczy i zachwycają. W miejscach, których bym o to nie podejrzewał. O turbo wow. 
    https://www.facebook.com/photoagedor/photos/a.884365094930090/1260843107282285

    źródło: https://mymodernmet.com/arianne-clement-senior-citizen-portraits/

    1. Kiedy wszyscy zachwycają się marketingiem Pornhubu (choćby jego ostatnią otwartością premium dla Włoch), ja zaczynam mieć z nim problem. A równocześnie, to trochę problem ze sobą samym. Bo problem pornhub’a osadza się o problem z porno. I teraz tak… Czuję się jakbym, wychodził z szafy, choć mam wrażenie, że to absolutnie pozorne. Więc…

      O tym się nie mówi, ale pornografia jest czymś co lubimy (choć samo słowo zgrzyta jak piach w ustach). O tym się nie mówi, to się ogląda w ciemności, to się ogląda pokątnie i po kątach. Ale się ogląda. Ja oglądam (to jest mój coming out). Ja lubię. Nie w nadmiarze (chyba) ale… oglądam. Także na pornhubie, który jest taki fajny, taki współczesny, taki marketingowy, że niemal lajfstajlowy. To pierwszy problem.

      Pornografia to nie lajfstajl. Podobnie jak Mission Impossible nie jest Twoim (moim) codziennym dniem w pracy. Ani Dexter. Ani nawet Klan. A już na pewno nie „Moda na sukces”. Nie i już.Druga rzecz, to to, że jestem przyzwyczajony do tego, że oglądając coś na Youtube, albo na Netflixie, albo na HBO to widząc obsadę wiem, że ludzie biorący udział w tym przedsięwzięciu, zrobili to świadomie i wyrazili na to świadomą zgodę. I przenoszę domniemanie tej zgody także na pornhuba. Jakbym nigdy w życiu nie słyszał o kobietach zmuszanych do seksu i prostytucji.

      Czy świadomie oglądałem film z kimś kto był do seksu zmuszony? Nie. Czy mam absolutną pewność, że ludzie których oglądałem wyrazili na to obopólną zgodę… no… nie. Czy dla mnie to jest spoko? Nie. Także przy najlepszym marketingu świata, chyba jednak muszę przemodelować swoje zachowanie. Bo taki jest problem z pornhubem; https://traffickinghub.com
    2. W tej części miało nie być o Wirusie i nie bedzie o wirusie, ale co racja, to racja: 
    1. Mam listę książek, które są trochę moim wyrzutem sumienia, zaczęte a niedokończone. A tu ktoś wyciągnął lęki prosto z mojej głowy:
    https://www.facebook.com/jarek.kozlowski.rysunki/posts/3619850311389539
    1. Sprzedajecie czasem coś przez Internet? Czy to coś co sprzedajecie, ma w sobie kartę pamięci? Albo sprzedajecie karty pamięci? A jesteście pewni, że je wyczyściliście? Skutecznie? Znakomicie. To teraz poczytajcie co z kart można wyciągnąć 😉 https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/co-wygrzebalismy-z-kupionych-kart-pamieci-opowiesci-ku-przestrodze/

    Druga lista związana jest oczywiście z KoronaWirusem. Z czym by innym.

    1. Staram się być możliwie spokojny. Bez świrowania. Bez czytania czego popadnie. Bez snucia wniosków o rzeczach, na których się nie znam. Bez nakręcania paniki. Bez dzielenia się tym, co ktoś gdzieś usłyszał, a co zawsze jest pewną informacją od znajomego znajomego z ministerstwa. To nakręca panikę. Przy wszystkich zastosowanych działaniach, nie jest mi łatwo. A uważam się za rozsądnego człowieka.
    2. W tym wszystkim, doceniam tych, którzy tonują nastroje swoich najbliższych. Którzy zarażają spokojem. Są bezcenni i niezastąpieni. Panika osłabia. Spokój podpowiada jak sobie radzić. Spokój dostaje ogromne wsparcie od wiedzy. Szukajmy wiedzy, nie emocji.
    3. Patrzymy na to, co dzieje się we Włoszech bojąc się, że i u nas sytuacja będzie tak wyglądała. Tak, może tak wyglądać, ale to zależy w równym stopniu od nas, co od władz. Przygotowana lub nieprzygotowana władza to jedno. Zachowanie ludzi to drugie. Czy cały świat wygląda jak Italia? Nie. Czy wszystko zaczęło się we Włoszech? Nie. Więc zobaczmy czy gdzieś indziej dzieje się inaczej, niż we Włoszech:
    4. Zatem jest dość prosta metoda. #StayTheFuckHome czyli #ZostańKurwaWDomu.
      Akcja mająca na celu powstrzymanie pandemii COVID-19 | #StayTheFuckHome
    5. Jeden ważny artykuł który pokazuje, jak czytać liczby, dlaczego źle je czytamy, na co powinniśmy patrzeć. I że strach powinien nas motywować do działania a nie paraliżować. Mamy wpływ na otoczenie, mamy wpływ na efekt. Bardzo dobry artykuł. Gorąco polecam. Są tam dane, wykresy, statystyki. Lubię artykuły, które podpowiadają nam zrozumienie. To taki właśnie artykuł.
    6. W szczególności jeden z poruszonych w nim wątków daje do myślenia. To nie są ćwiczenia, to nie jest zabawa, to nie jest fantastyka. To się dzieje.
    1. Wszystkich, którzy uważają że msza jest spoko pomysłem zachęcam do poszukania informacji o 31. pacjencie w Korei Południowej.
    2. A teraz jeszcze dwa filmiki, które pomagają trochę się w tym odnaleźć. Pierwszy to Uwaga Nagłowy Bełkot (który mógłby zaniechać takiego właśnie tytułu odcinka), ale dał mi dużo spokoju ducha.
    1. A tu wywiad z człowiekiem który spokojnie mówi o tym co działa:
    1. A ponieważ nie możemy cały czas żyć w lęku, czasem trzeba się pośmiać. Więc…

    I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że komunikat jest prawdziwy 😉

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
    Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments

    1. Nie całkiem przypadkiem, ale bardzo niespodziewanie zacząłem czytać o sprawdzonych technikach sprzedaży nieruchomości w USA (Ninja Selling: Subtle Skills. Big Results.). Narasta we mnie przekonanie, że zaproponowane narzędzia można stosować w każdym biznesie, nie są dedykowane wyłącznie nieruchomościom i nie tylko w Stanach, przy czym trzeba brać poprawkę na to, że ja zdecydowanie nie umiem sprzedawać. Nie mniej jednak, całą koncepcję można sprowadzić do „żeby robić biznes, trzeba mówić do ludzi”, a także „żeby robić dobry biznes, trzeba mówić do ludzi i dostarczać im wartość”. Bardzo chcę, żeby to właśnie tak działało.
    2. O samej książce zapewne więcej będzie za tydzień, ale dziś jeszcze jeden kontekst, który ma znaczenie zanim zaczniemy myśleć o sprzedaży (czy czymkolwiek czym się akurat chcemy zajmować). Wiele w codzienności zależy od naszego nastawienia (dlatego warto się dobrze nastrajać), a jedna z podpowiedzi brzmi – pamiętaj, aby codziennie rano okazać wdzięczność wobec świata. Bądź wdzięczny, bądź pokorny. Potem ruszaj w świat i zdobywaj go. Potrzebowałem chwili żeby znaleźć mój powód do wdzięczności.
    3. Jestem wdzięczny za wolność, niezależność. Za to, że nie ciąży mi kredyt, za to że nikt nie ma nade mną władzy i kontroli. Za to, że mogę dość spokojnie patrzeć w przyszłość. Że ta wolność jest niezwykłą dla mnie wartością. Piszę to (i powtarzam to sobie rankiem) z pewną ostrożnością, nie chcąc zapeszyć, nie chcąc sprowokować losu do pokazania mi gdzie moje miejsce. Ja wiem gdzie moje miejsce i wiem, że wszystko co mam jest nic nie warte, kiedy przyjdzie się zmierzyć z Poważnym Problemem. Nie próbuję z niego drwić ani go wywoływać. Ale uświadomienie sobie tej wolności, daje mi dużo, tym bardziej że…
    4. No cóż, po raz kolejny w swoim życiu zaczynam „the in-between moment”. No wiecie, ten moment gdy to co trwało dotychczas już się kończy, a to co ma jeszcze być, dopiero nadejdzie.  
    https://www.facebook.com/JoeGordonLevitt/videos/1145778445445818/
    1. To jest znów ten moment, kiedy przychodzi do mnie kolejny Egzamin w szkole latania. Po dwóch latach od lądowania w Poznaniu, przyszedł czas pożegnać miasto koziołków. Robię krok w nieznane, będąc równocześnie przekonanym że nie jest to krok wstecz. Poznałem tu wyjątkowych ludzi, nauczyłem się nowych rzeczy, przyczyniłem się do zdobycia dwóch fajnych marketingowych nagród i zepsułem TyTubo. Not bad 😉
    2. Specjalnie dla Pawła, który zna się na żartach, a którego możecie oglądać na YouTube, przyszła kolej na garść statystyk. W ostatnich dwóch latach trasę Kraków Poznań lub z powrotem przemierzyłem w sumie 160 razy, robiąc ponad 73tysiące kilometrów, spędzając tak zdecydowanie za dużo czasu. Ale byłem grzeczny, cierpliwy, wyrozumiały gdyż #kochamPKP.
    3. Na pożegnanie się z agencją zobaczyłem na tablicy taką definicję:

    Strateg i Mediowiec to tacy akanci, tylko że jeden jest od kontaktowania się z rzeczywistością, a drugi z technologią.

    Karolina

    I myślę sobie… to ładne co Karolina wymyśliła. Ale zdolni kopyrajterzy tak mają. Potrafią kondensować.

    1. W ostatnich dniach mojej agencyjnej rzeczywistości przyszło mi do głowy pytanie – Wit, czym dla Ciebie jest dobra reklama? Czy to:
      1. Przekaz z pierwiastkiem boskim, który ludzie raz widząc, zapamiętują i potrafią przytoczyć, czy
      2. Komunikat, który wsparty odpowiednio dobrym budżetem zostanie z ludźmi przez powtórzenie i wmłotkowanie im tego do głów.
    2. Dla mnie, to zawsze była bramka numer 1. Wierzyłem w to, że komunikat > powtórzenie. A mądrzejsi ode mnie (Arek, Piotr) mówili – Wit, przyjdą inni i zasypią Cię, a raczej Twoje wymyślne kreacje milionami monet jak tylko będą chcieli. Że dobry komunikat to wisienka na torcie mediowym. Nie wierzyłem. Potrzebowałem lat, żeby tego doświadczyć i nadal nie mogę się z tym pogodzić. Pogodzić z tym, że komunikat (zwłaszcza reklamowy), który ma większą siłę i znaczenie od budżetu, to cholerny czarny łabędź. A istotą czarnego łabędzia jest to, że jest rzadki. Tak rzadki, że prawie niewystępujący w przyrodzie..
    3. Tylko, że ja widziałem czarnego łabędzia. I wciąż wierzę, że zobaczę kolejne. O naiwności.
    4. O zarządzaniu czasem. Kiedy zaczynasz dzień od sprawdzenia skrzynki odbiorczej, pozwalasz, aby cudze problemy organizowały Twój dzień. Masz do wyboru – podporządkować swój dzień pod swoją agendę, albo żyć i mierzyć się z agendami innych. Mój problem polega na tym, że nie mam agendy, więc pozwalam na to, aby cudza agenda planowała mi rzeczywistość. To nie jest dobre.
    5. Wracam do pomodoro. To wymaga pewnej celowości. Więc wracam. Bo sobie poszedłem, zapomniałem, zapuściłem. Zatem jeszcze raz. Zacznijmy powoli. Zróbmy sobie w najbliższym tygodniu przynajmniej jedno zadanie w tym modelu. Przekonajmy się.
    6. Dlaczego jedno zadanie? żeby nie spalić. Się. Żeby nie było zajarania, które kończy się w popiołach. Nawyki buduje się cierpliwością i małymi kroczkami, a nie radykalną zmianą (radykalna zmiana zachowania może się wydarzyć, kiedy dzieje się radykalna zmiana otoczenia, resztę nawyków budujemy ostrożnie i cierpliwie).
    7. O newsletterach. Już o tym pisałem, że wierzę w to, że właśnie przeżywają renesans. Że po zachłyśnięciu się sołszalami, zaczniemy doceniać (zapewne nie wszyscy) wartość w newsletterze. Także dlatego, że newsletter nie podlega kaprysowi żadnego algorytmu, tylko naszego świadomego działania. Widzę, coraz bardziej, że doceniam dobre newslettery. Że pilnuję, aby ich czytać. Ze muszę pilnować, aby mnie nie zasypały. Ale… to jest właśnie moje źródło wiedzy. Natomiast widzę po sobie, że w ostatnich tygodniach otworzyłem się na więcej treści w ten sposób dostarczanej. I dobrze mi z tym.
    8. Newslettery potrafią być źródłem wiedzy także niespodziewanej. Wspominałem o tym, że chcę liczyć kalorie (przestałem, poległem). Ale zapisując się do aplikacji, zapisałem się także (bez celowości, a już na pewno bez przekonania że będę z tego korzystał) do newslettera MyFitnessPall. Choć z aplikacji juz nie korzystam, stała się rzecz dziwna i zacząłem zauważać i czytać newslettery, które do mnie przesyłali. Bo miały dobry tytuł. Bo zawierały ciekawe artykuły. Bo trafiały w moją ciekawość.
    9. Kluczem w dostarczaniu treści, jest – podobnie jak w sprzedaży nieruchomości w USA 😀 – dostarczanie wartości dodanej. Wartość dodana jest chciana, nawet jeśli newsletter jest nie chciany. Był niechciany, przyniósł wartość, stał się chciany. Bez nagabywania. Po prostu przynosząc odpowiedź na pytania, które mnie zaintrygują.
    10. Jakie pytania? Te o pomysły na śniadania – proszę, 10 pomysłów na śniadania do przygotowania, albo to, kiedy nie umiem sobie w głowie poukładać, jak duże znaczenie ma nie tyle to, ile jedzenie waży, na ile jest objętościowe, a to ile ma kalorii. Zwyczajnie moja głowa nie do końca ogarnia tego, jak zdradziecka może być garść (albo dwie) orzechów. Tu jest mała podpowiedź: https://blog.myfitnesspal.com/7-portion-size-mistakes-youre-probably-making/ Nie znalazłbym tego, gdyby nie newsletter. Drzemie w nich siła, tylko trzeba trafiać z wartością do szukających wartości. Nie byle czym do wszystkich. Chyba że masz za dużo pieniędzy, wtedy patrz punkt 7.
    11. Dziwne pomysły. Tym razem od Ferrisa. A może tak, kiedy ktoś pyta Cię o „to co robimy”, „gdzie idziemy”, „co jemy”, nie odpowiadać „A na co masz ochotę” tylko wyjść z inicjatywą i „to może dzisiaj spróbujemy XXX” czyli uczenia się wychodzenia z propozycją. Brzmi… niezwykle prosto. Wychodzić z inicjatywą. Biorę pod rozkminę.
    12. Jak to tiktok może człowieka zaskoczyć.

    Ale czekaj, przecież to jest TyTubo a nie TikTok… No tak, ale wszedłem tam nie tylko dla legginsów, i nagle się okazało, ze jest tam Jessica Alba (nie rozumiem do końca po co) i jest tam Charlize Theron i ona ma chyba pomysł. No i opublikowała ten skecz. A ze jest śmieszny, to się nim dzielę. A Tiktoka (jako że oddaję telefon do firmy) na mojej komórce nie ma, to się chyba więcej nie spotkamy. Przynajmniej przez chwilę.

    1. Nie wiem jak to się dzieje, że tak dobrze nam wychodzi bycie obrzydliwymi. Nie rozumiem. Oczywiście, powinienem pamiętać aby nigdy, przenigdy nie czytać komentarzy w Internecie bo to jest zło. Tym razem się skusiłem i jest mi wstyd. 
    https://www.facebook.com/koscierzyna24info/videos/809337309545673/
    1. Jacy my wszyscy jesteśmy mądrzy i idealni i wszystko potrafimy najlepiej. Wszyscy z partii ĘĄ. uech.
    2. Natomiast oczywiście że zawsze można liczyć na życzliwych. 

    Przecież to jakaś paranoja..

    1. Aż nie wierzę, że to robię, bo mam z tym człowiekiem problem. Tak mi się przynajmniej dotychczas wydawało. Ale to pewnie dlatego, że oglądam świat i poznawałem go przez szkiełko telewizora. A on kurde kłamie (mam prawie 40 lat i wciąż na nowo zaskakuje mnie spostrzeżenie, że telewizja kłamie… czasem świadomie, a czasem nieświadomie przekłamuje… ). Może zatem przestanę… może zatem nauczę się wyrabiać zdanie przez poznanie, a nie przez podglądanie. No w każdym razie, podzielę się z Wami fajną, krótką historią miłosną.
    https://www.facebook.com/lgbt.kph/videos/479357512969255/

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko"
    
    KRS: 0000186434
    
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…