Mój czas to pieniądz… a czas innych?

Za każdym razem, kiedy zaczynam pisać coś z wątku „Czas to pieniądz” zaskakuje mnie, że dla tego tematu znajduję nowe aspekty. Że czas to waluta, że warto zadbać o to, aby go nie tracić bezsensownie, a także że trzeba uważać na tych, co z naszego czasu lubią robić użytek na własny… hmm.. użytek😉 Dużo więc było o traktowaniu czasu w kontekście czysto egoistycznym. A jak traktujemy czas innych? I jak powinniśmy go traktować? Continue readingMój czas to pieniądz… a czas innych?

Gdy bańka pęknie

Zauważyliście, że ostatnio dobrze nam się żyje? Otaczamy się mądrymi ludźmi, wszyscy myślimy podobnie, wyznajemy te same wartości. Oszołomy są gdzieś tam, daleko, ale cywilizacja trzyma się mocno, chroniąc się, chroniąc nas przed barbarzyńcami.

W zasadzie nie mamy poważnych zmartwień, nie znamy głodu, chłodu czy ubóstwa, z poważnych problemów przejmując się tylko tym, że ta czy owa reklama okazała się jednak manipulacją, a ten czy ów produkt jest wystarczająco wege. Cudowne czasy.

Przypuszczam, że to jeden z nieprzewidzianych efektów algorytmów socialmediowych. Pojęcie baniek czy bąbelków w social mediach nie jest niczym nowym – zjawisko już znane, opisane, zbadane i potwierdzone. Ponieważ lubimy mieć rację, otaczamy się ludźmi, którzy się z nami zgadzają, niezauważalnie separując od tych, którzy mają inne poglądy. Teraz zresztą dość łatwo przychodzi nam wykluczanie opinii i danych które są nam nie po myśli – dajemy unfollow i świat staje się znośniejszy.

Równocześnie słuchając tych, z którymi opiniami się zgadzamy, przyjmujemy ich narrację, i tych spoza naszego kręgu z łatwością nazywamy czarnogrodem, ciemnogrodem, baranami, idiotami, kłamcami, oszustami, manipulantami, hołotą, zdrajcami.
Continue readingGdy bańka pęknie

Teraz – najlepszy, jedyny czas

Od ostatniego wpisu na niecodziennym mija prawie miesiąc. Trochę strach sprawdzać kiedy był opublikowany ostatni podcast. I najsmutniejsze jest to, jedyną wyraźną przyczyną tego, że przestałem regularnie pisać jest to, że przyszło do mnie i zaprzyjaźniło się ze mną uczucie… zmęczenia pisaniem. Choć tak naprawdę w rozmowie z samym sobą nazywam tę emocję „rzyg na pisanie”. Taki odruch.

Z drugiej strony, niezmiernie mi tego pisania brakuje. Brakuje porządkowania myśli, brakuje satysfakcji z tego, że blog pęcznieje w treść, brakuje przyjemności z nagrywania nowych tekstów na podcast, bo… to też bardzo lubię. Tylko pomyślałem sobie, że nie chcę odgrzewać starych kawałków, a tych nowych jakoś przestało przybywać. Zaklęte koło.

Swoją drogą, zaraz obok „rzygu na pisanie” leży sobie „rzyg na słuchanie swojego głosu”. Mało kto chyba lubi słuchać samego siebie, a kiedy jesteś jednoosobowym bycikiem internetowym, to nie ma że boli, trzeba sie odsłuchać. No i kiedy się odsłuchujesz, oprócz tego dziwnego wrażenia słuchania swojego głosu, dochodzi jeszcze słuchanie wszystkich mankamentów, wszystkich „yyyyeeeee”, wszystkich manieryzmów… i są takie dni, kiedy to męczy bardziej. I ostatnio tych dni było więcej. Continue readingTeraz – najlepszy, jedyny czas

Back to Top