Mój czas to pieniądz… a czas innych?

Za każdym razem, kiedy zaczynam pisać coś z wątku „Czas to pieniądz” zaskakuje mnie, że dla tego tematu znajduję nowe aspekty. Że czas to waluta, że warto zadbać o to, aby go nie tracić bezsensownie, a także że trzeba uważać na tych, co z naszego czasu lubią robić użytek na własny… hmm.. użytek;-) Dużo więc było o traktowaniu czasu w kontekście czysto egoistycznym. A jak traktujemy czas innych? I jak powinniśmy go traktować? Continue readingMój czas to pieniądz… a czas innych?

Gdy bańka pęknie

Zauważyliście, że ostatnio dobrze nam się żyje? Otaczamy się mądrymi ludźmi, wszyscy myślimy podobnie, wyznajemy te same wartości. Oszołomy są gdzieś tam, daleko, ale cywilizacja trzyma się mocno, chroniąc się, chroniąc nas przed barbarzyńcami.

W zasadzie nie mamy poważnych zmartwień, nie znamy głodu, chłodu czy ubóstwa, z poważnych problemów przejmując się tylko tym, że ta czy owa reklama okazała się jednak manipulacją, a ten czy ów produkt jest wystarczająco wege. Cudowne czasy.

Przypuszczam, że to jeden z nieprzewidzianych efektów algorytmów socialmediowych. Pojęcie baniek czy bąbelków w social mediach nie jest niczym nowym – zjawisko już znane, opisane, zbadane i potwierdzone. Ponieważ lubimy mieć rację, otaczamy się ludźmi, którzy się z nami zgadzają, niezauważalnie separując od tych, którzy mają inne poglądy. Teraz zresztą dość łatwo przychodzi nam wykluczanie opinii i danych które są nam nie po myśli – dajemy unfollow i świat staje się znośniejszy.

Równocześnie słuchając tych, z którymi opiniami się zgadzamy, przyjmujemy ich narrację, i tych spoza naszego kręgu z łatwością nazywamy czarnogrodem, ciemnogrodem, baranami, idiotami, kłamcami, oszustami, manipulantami, hołotą, zdrajcami.
Continue readingGdy bańka pęknie

Teraz – najlepszy, jedyny czas

Od ostatniego wpisu na niecodziennym mija prawie miesiąc. Trochę strach sprawdzać kiedy był opublikowany ostatni podcast. I najsmutniejsze jest to, jedyną wyraźną przyczyną tego, że przestałem regularnie pisać jest to, że przyszło do mnie i zaprzyjaźniło się ze mną uczucie… zmęczenia pisaniem. Choć tak naprawdę w rozmowie z samym sobą nazywam tę emocję „rzyg na pisanie”. Taki odruch.

Z drugiej strony, niezmiernie mi tego pisania brakuje. Brakuje porządkowania myśli, brakuje satysfakcji z tego, że blog pęcznieje w treść, brakuje przyjemności z nagrywania nowych tekstów na podcast, bo… to też bardzo lubię. Tylko pomyślałem sobie, że nie chcę odgrzewać starych kawałków, a tych nowych jakoś przestało przybywać. Zaklęte koło.

Swoją drogą, zaraz obok „rzygu na pisanie” leży sobie „rzyg na słuchanie swojego głosu”. Mało kto chyba lubi słuchać samego siebie, a kiedy jesteś jednoosobowym bycikiem internetowym, to nie ma że boli, trzeba sie odsłuchać. No i kiedy się odsłuchujesz, oprócz tego dziwnego wrażenia słuchania swojego głosu, dochodzi jeszcze słuchanie wszystkich mankamentów, wszystkich „yyyyeeeee”, wszystkich manieryzmów… i są takie dni, kiedy to męczy bardziej. I ostatnio tych dni było więcej. Continue readingTeraz – najlepszy, jedyny czas

Gdy wydawanie pieniędzy nie boli

Pamiętam, jak kilka lat temu w korporacyjnym sklepiku dokonywałem jednej ze swoich pierwszych płatności kartą zbliżeniową. Zakup nie był duży, pewnie bułka (raczej dwie), sok pomarańczowy i pastella z suszonych pomidorów. Lata mijają a zestaw wciąż ten sam… jedyne co się zmieniło, to napój mleczno-kawowy (latte) został zastąpiony espresso. Podszedłem do kasy, wyjąłem kartę, zbliżyłem, piknęło, zakup dokonany. Ale że już? Już. No tak to działa.

Pamiętam, że coś mi wtedy zazgrzytało. Wydało mi się to wręcz zbyt proste, aby mogło być prawdziwe. Zbyt łatwe. Proces płatności sprowadził się do prostego piiiiik; Jakie to fajne, jakie to przyjemne, jakie to… trudne do ogarnięcia moim małym rozumkiem. I wydaje mi się, że niesie to za sobą, dość poważne konsekwencje. Continue readingGdy wydawanie pieniędzy nie boli

Dlaczego zostałem sponsorem, to znaczy patronem

Historia jest absurdalnie krótka i dowodzi, że choć jestem centusiem z Krakowa, bywam też wydatkowo nierozsądny i impulsywny. Wszystko zaczęło się od linku podrzuconego przez Pawła. Nie było nawet jednego komentarza, było jedynie wrzucone – https://patronite.pl/maltreting; Od kliknięcia (bo zwykle wierzę Pawłowi i klikam w to co podeśle) do decyzji „wspieram” minęło niewiele czasu. Impuls, dobrze pomyślana nawigacja i już jestem chudszy o kilkanaście złotych. Sorry Maltreting, ale jeszcze nie zdecyduję się na najwyższy pakiet. Ale może jeszcze kiedyś, kto wie…

Nie chodzi więc o to jak to zrobiłem, ale dlaczego. Dlaczego z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowałem się płacić za coś, co mogę mieć w zasadzie za darmo. Bo w Internecie wszystko jest za darmo ;-) Moją motywacją nie było także to, co autor obiecuje w swoim profilu… Nie to, że to nie są fajne rzeczy, ale… no nie dla mnie. Więc dlaczego? Continue readingDlaczego zostałem sponsorem, to znaczy patronem

Słowa mają moc – Feedback, czyli informacja zwrotna

Zacznę od prehistorii. Kilka lat temu miałem ogromną przyjemność prowadzić szkolenia przygotowujące liderów i rachmistrzów do Narodowego Spisu Powszechnego w zakresie obsługi telefonu i aplikacji mobilnej, która ten spis wspierała. Sama praca była nader ciekawa, możliwość sprawdzenia się w nowej roli, duża intensywność i przy okazji niezwykłe doświadczenie „występowania” przed ludźmi. Przeprowadziłem pewnie koło 40 szkoleń, w tym 30 samodzielnie a 10 w duecie. Do dziś pamiętam, jak ważna była herbatka i coś na gardło w każdej przerwie.

Każde szkolenie kończyłem klasycznym:

„Szanowni Państwo, za chwilę rozdam karteczki, które pozwolą Państwu ocenić tak samo szkolenie, jak i prowadzącego. Gorąco zachęcam do przekazania mi uwag, zwłaszcza krytycznych, gdyż jest to jedyny sposób, aby ułatwić życie następnych uczestników”.

Brzmi jak frazes, ale dla mnie to było ważne. Oczywiście, super się czyta, że wszystkie szkolenia powinny być takie jak to, które przeprowadziłem, ale to z czego mogłem czerpać najwięcej, była rzeczowa krytyka. Wskazanie błędu. Nie pastwienie się, ale zwrócenie uwagi – tu i tu był taki a taki błąd. Pamiętam „powinien Pan być bardziej asertywny” i „mówimy ‚tę’ a nie ‚tą’.” Z asertywnością chyba nie mam problemu, co się zaś tyczy kwestii „tę” i „tą” o ile pamiętam, obie formy są dopuszczalne w mowie, acz „tę” jest bardziej poprawna. Continue readingSłowa mają moc – Feedback, czyli informacja zwrotna

A to wszystko miało trwać, najwyżej pięć lat

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Pierwszy dzień w nowej pracy. Pierwsza wizyta na drugim piętrze w korporacyjnym biurze i pierwsze w życiu zderzenie z open space, na którym siedziało ponad 150 osób. Pamiętam też towarzysząca mi gwałtowną potrzebę ucieczki. Na przekór zostałem ;-) I tak trwam.

Właśnie rozpoczyna się siódmy rok mojej pracy w Tesco, a to nadal nie jest szkic na mój pożegnalny mail. Wczoraj usłyszałem – pilnuj się, bo jak się zapomnisz, to następnym razem ockniesz się przy dwucyfrówce.
Continue readingA to wszystko miało trwać, najwyżej pięć lat

Po co niecodziennemu fejsbuk

Bardzo dobre pytanie. Lubię takie. Trochę w moim stylu. Nawet bardzo w moim stylu, skoro sam je nie raz zadałem. Nawet publicznie. O tu je zadałem. Oczywiście, że na fejsbuku… Tym bardziej że do Fejsa stosunek mam nieco… chłodny. Ooo tu – Fejsbuku cześć i dzięki za ryby, Fejsbuka kiepski pomysł czy Kto nam psuje social media.

A mimo to, od miesiąca Niecodzienny jest na fejsie i choć spektakularnych wyników brak, to powodem tego braku jest chyba przede wszystkim moje nieogarnięcie tematu i brak pomysłu na komunikację tam. I pewne wątpliwości, czy ja naprawdę i aby na pewno chcę tam z Niecodziennym być. I jak to jest, że na fejsbuku niecodzienny jest, skoro moje podejście do tematu w zasadzie się nie zmieniło… Continue readingPo co niecodziennemu fejsbuk

A jeśli miłość nie jest lekiem na całe zło?

Zastanawialiście się kiedyś, czym jest miłość? Nawet więcej, zastanawialiście się, kto nas uczy tego, czym jest miłość? Co pomaga nam definiować to uczucie, co wchodzi w jego skład? Na wszelki wypadek dorzucamy sobie jeszcze takie określenia jak „wielka miłość”, „prawdziwa miłość”.

I doprecyzuję, że chodzi mi tu o miłość między dwojgiem początkowo obcych sobie ludzi. Nie chodzi mi o miłość braterską, która jest chyba pewną wersją przyjaźni. Nie chodzi mi także o miłość macierzyńską/tacierzyńską, bo ta jest raczej… Gatunkowo ewolucyjna i bliska chęci przetrwania. Chodzi mi o tę miłość, którą chłopak (dziewczyna) chce wyznać dziewczynie (lub chłopakowi) ze swoich marzeń i snów. Continue readingA jeśli miłość nie jest lekiem na całe zło?

Krytyka totalna 2.0

Dziś będzie wpis o mediach, komunikacji i polityce. No tak jakoś wyszło. Przyczynkiem do wpisu jest sytuacja, jaka miała miejsce w zeszłym tygodniu, kiedy ktoś opiekujący się profilem społecznościowym Ministerstwa Kultury i dziedzictwa narodowego postanowił życzyć maturzystom powodzenia, ale niestety język giętki oddawszy to, co pomyślała głowa, wywinął mu jeszcze orzełka i życzenia złożył maturzystą. W tym miejscu przepraszam wszystkich językowych purystów, no ale wiecie – klawiatura nie takie rzeczy potrafiła przyjąć. Tu wpisujący się zreflektował i dość szybko błąd iście bolesny* poprawił, ale Internet nie wybacza, nie zapomina, a na to wszystko Facebook pozwala podglądnąć historię zmian w poście.  

No stało się. O czym ja chcę pisać? Otóż nie o błędzie, ale o reakcji na niego. Chwilę po tym, jak ktoś edycję postu zauważył, ludzie obecnej władzy nieprzychylni postanowili potknięcie wykorzystać, rozpowszechnić i napiętnować. Heheszki w służbie poważnej, brutalnej politycznej naparzance. Ktoś chyba nawet został oddelegowany do innych zajęć za ten, jak widzicie, śmiertelny w swych konsekwencjach błąd. Continue readingKrytyka totalna 2.0

Tydzień w pigułce, odsłona siódma

Majówka mnie rozregulowała. Zamiast dać oddech i pozwolić znaleźć czas na wszystko, wszystko było w pogoni. W efekcie zamiast zrobić nadmiar, mam niedosyt, niedoróbkę i wrażenie nieco wytracanego impasu. Może to oznaki zadyszki… Mocno rwany tydzień z mną. Tydzień znaczony potknięciami, ale też pozwalający zweryfikować na czym mi zależy i dający nadzieję, że po potknięciach można się podnieść i wrócić. Cóż, dobre i to, choć wolałbym się nie potykać.

Raz po raz wraca myśl – nie znajdę na wszystko czasu. Zwłaszcza, że lubię pospać, zwłaszcza że jestem leniwcem. No i nadal mam kłopoty z robieniem jednej rzeczy na raz i skupieniem się na niej tak, aby móc ją rozpocząć, przepracować i zamknąć. Wciąż się rozpraszam. Wciąż szukam. Wciąż próbuję kilka sroczek za ogon złapać. I to bardzo chaotycznie. Przydałoby się to jakoś uporządkować. Continue readingTydzień w pigułce, odsłona siódma

Pokusa bycia kimś innym

Lubimy podpatrywać innych. Przyglądać się cudzym zachowaniom, podziwiać ich śmiałość lub krytykować bezczelność. Patrząc tylko na jakiś fragmencik cudzej rzeczywistości, jesteśmy przekonani, że temu komuś na pewno jest lepiej, na pewno jest łatwiej i na bank jego działania przynosi lepsze efekty. Jesteśmy przekonani, że jego wątpliwości są mniejsze, lub nie ma ich wcale. Skupiając się na tym, co widzimy, przychodzi nam do głowy, że może warto się zainspirować.. A kiedy inspiracja nie wystarcza, próbujemy naśladować, nawet kopiować. 

Z jakiegoś przedziwnego powodu, dość łatwo przychodzi nam kwestionowanie swoich wyborów (cholera, a może to tylko ja tak mam… ) Swojej intuicji (o tym miał być cały wpis… i będzie). Kiedy najważniejszy jest dla nas szybki efekt, korci nas wejście w cudzą formę. Równocześnie przekładamy formę nad treść. Bo to się sprawdziło, bo to działa, bo tędy droga. Czy aby na pewno?

Próba wiarygodnego odwzorowania kogoś obcego jest… karkołomna. Prawdopodobieństwo powodzenia raczej niewielkie, za to ryzyko dopuszczenia się karykatury znaczne. A jednak zafascynowani rzekomymi efektami osiąganymi przez kogoś innego lecimy w to rozwiązanie. jak ćma do ognia. Będzie bolało.
Continue readingPokusa bycia kimś innym

Ile (powinno być) twórcy w tworzywie

Oberwało mi się ostatnio, że za mało mnie w moich tekstach. Że piszę tak bardzo dużo słów, a tak mało w tym człowieka. To w sumie może być jedna z bolączek Niecodziennego (może nie tylko niecodziennego a wszystkich moich prywatnych projektów).

Ci, którzy piszą po amatorsku (znaczy z pasji, a nie wykształcenia) potrafią pisać tylko o sobie, tylko o tym, czego doświadczyli. To drugie ze zdań, które od dobrych kilkunastu miesięcy mi w głowie siedzi. Znowu celne, znowu prawdziwe. Znowu chyba bardzo mnie dotyczące.
Continue readingIle (powinno być) twórcy w tworzywie

Mruczando, bo dobrze sobie pomruczeć

Wszystko zaczęło się od potrzeby. Kiedy zacząłem nagrywać podcast, jednym z wyzwań było to, jak podcast powinien się zaczynać. Ponieważ od czasu do czasu słucham Freakonomics a także Michała Szafrańskiego szukałem pomysłu na muzyczkę wprowadzającą, która odda klimat.. która mi się nie znudzi. Wyzwanie tym większe, że nie miałem żadnego konkretnego motywu w głowie. Dużo czasu spędzonego na audiojungle, kilka momentów „ooo.. to bliskie” (np. takie ukulele) i za każdym razem było nie to…

Szukam, szukam, szukam, tracę nadzieję i aby nie utknąć gotów jestem wybrać coś, co jest „okej” choć nie jestem całkiem przekonany, ale na szczęście nagle przyszedł moment olśnienia.  Continue readingMruczando, bo dobrze sobie pomruczeć

Finanse osobiste, czy warto spisywać wydatki

W swoich skromnych progach staram się Was od czasu do czasu zachęcić do spróbowania małych, prostych rzeczy, które owocują czasem zupełnie nieprzewidzianymi efektami. Jak już pisałem, w małych rzeczach drzemie wielka moc, ale głównym powodem jest to, że bardzo często mogę Wam powiedzieć – wiem że to działa, bo sam tego spróbowałem. Wtedy wiem, o czym piszę, a jeśli mam okazję, mogę też wyjaśnić trochę bardziej szczegółowo skąd taka, a nie inna propozycja wynika.

Wspominałem Wam już, że warto z rozwagą zarządzać swoim czasem, polecałem Wam książkę Michała Szafrańskiego o finansach osobistych, opowiedziałem Wam, że w zasadzie bez odczuwania jakichkolwiek trudności można oszczędzić tysiąc złotych w rok (zupełnie bez wysiłku ;-) ). Pokazałem, że świat się zmienia na tyle, że człowiek dobrze po 30stce może dorosnąć do pre-paida. Co dziś mam dla Was?

Dziś chce Was zachęcić do spisywania swoich wydatków. Nie tylko dlatego, że to pomaga w planowaniu domowego budżetu, ale dlatego, że w jakiś zupełnie niezrozumiały sposób, to wpływa na to, ile pieniędzy zostaje Wam w portfelu / na koncie. Continue readingFinanse osobiste, czy warto spisywać wydatki

Tydzień w pigułce, odsłona szósta

Ten tydzień przebiegał zupełnie wbrew planom. Nauczył pokory wobec pomysłów na poranek, ale też pokazał, że siła dobrego wstawania nie drzemie w budzeniu się o określonej porze (choć to pomaga), ale w znajdowaniu czasu dla siebie. Okazuje się, że nie ma nic mitycznego w 5:30, to nie jest godzina, kiedy wydarza się cud. Ale liczy się to, jak wstajesz. I bardzo warto to sobie przećwiczyć.

Druga rzecz, którą ten tydzień pokazał – nawet jeśli ja jestem pewien, że ruszyłem z bloków, to… wciąż nie ruszyłem się daleko od startu. Wszystko przede mną. Co prawda kierunek obrany, jednocześnie nic jeszcze nie zmieniłem. Dopiero zaczynam i długa, długa droga przede mną.

Mam do siebie żal o to, że sobota była bez wpisu. Mimo wszystko noc zarwana na podróż kochanym PKP odcisnęła swe piętno i nie podołałem. Traktuję to jako potknięcie, a nie jako wielki problem.
Continue readingTydzień w pigułce, odsłona szósta

Czy może istnieć świat bez fifirifi

Wifi jest z nami od blisko 20 lat. Choć początki tej technologii datowane są na 1971 rok, to do naszej rzeczywistości, klienta końcowego, weszły w 1999 roku. Było to na tyle przełomowe, że Apple prezentując tę nowość w iBookach nakłoniło Phila Schillera do skoku z kilku metrów. Ludzie nie zrozumieli, co Jobs i spółka im pokazują. Internet bez kabla, możesz nawet wyskoczyć z okna i ciągle będziesz online.

Jobs tłumaczył to też z wykorzystaniem hula hoop;-)

Od tamtej pory WiFi towarzyszy nam na codzień. Jest w pracy, jest w domu, jest w restauracji, jest w hotelu, jest w autobusie, byłoby fajnie, gdyby był w pociągu. Jest naszą ucieczką od dodatkowych kosztów za transmisję danych kiedy podróżujemy. Stało się naszą codziennością. Do tego stopnia, że można znaleźć Wi-Fi jako dorysowywany, fundamentalny element piramidy potrzeb Masłowa.

Continue readingCzy może istnieć świat bez fifirifi

Nie zapominajmy

Wpis zupełnie obok moich codziennych rozważań i bojów z codziennością. Wpis obok komunikacji, zabawnych potyczek, rozważań. Wpis inspirowany wizytą w muzeum, która zapadnie w mojej pamięci na długo. Wizycie, która wycisza, która chwyta za gardło, która każe się bać. Wizyta, która każdemu polecam.

Muzeum od zawsze pamiętam jako… nudę. Szkolne wycieczki, aby zobaczyć całkowicie nieciekawy zbiór rzeczy, których nie rozumiem, których nikt nie potrafi dobrze sprzedać, które wiąże się ze snuciem po muzealnych korytarzach, a jedyną rozrywką jest jazda w muzealnych papciach po parkiecie. Na całe szczęście, od kilku lat muzea przechodzą przedefiniowanie. Continue readingNie zapominajmy

Ruch pozorny

Zdarza się Wam czasem tak, że siedzicie w pociągu, przy oknie, gotowi do odjazdu. Uwagę czymś macie zajętą, kątem oka widzicie ruch za oknem spodziewacie się, że właśnie ruszyła maszyna po szynach ospale i nagle się okazuje, że owszem ruszyła maszyna, ale nie Wasza, tylko odjazd pociągu z innego peronu dał Wam poczucie ruchu. Wy siedzicie nadal w tym samym miejscu.

Zwodnicze uczucie. Zresztą ma miejsce nie tylko w przypadku pociągów;) Do tego, aby zrozumieć swój błąd, potrzeba punktu odniesienia. Trzeba zrozumieć w jakim układzie człowiek się znajduje. Gdzie gwiazdy, a gdzie ich odbicie. Moim punktem odniesienia stały się dwie rozmowy, oddzielone od siebie od niespełna 12 godzin. Dwie zupełnie różne osoby, dwa zupełnie różne światy, dwa wcale nie odległe od siebie pytania, wcale niełatwe wnioski. Continue readingRuch pozorny

Wielka siła małych rzeczy

Gdyby każdy Polak przekazał codziennie jedną złotówkę na jakiś dobry cel, to w kwartał mamy do dyspozycji… a po roku… Gdyby każdy z nas wymienił żarówki na energooszczędne to całościowo oszczędzilibyśmy…. a gdybyśmy wszyscy przesiedli się na rowery go nagle okazałoby się, że nie potrzebujemy inwestycji drogowych. A gdybyśmy wszyscy odkręcali zakrętki od butelek przed wrzuceniem ich do śmieci, to nagle potrzebowalibyśmy mniej siły żeby śmieci zgniatać…

Zawsze drażniły mnie tak zestawione motywacje do działania. Zbyt często stoją one w kontrze do następującej myśli – no dobra, może i ja się skuszę i zadziałam, ale nie ma opcji żeby wszyscy to zrobili, więc cały mój wysiłek psu na budę. To także pytanie do każdych powszechnych wyborów, na ile jeden głos, mój głos będzie ważył w całej masie. Co prawda ja mam wrażenie że niegłosowanie to ułatwianie wygranej zwycięzcy, ale np. prof Robert Gwiazdowski za każdym razem podkreśla, że chodzenie do wyborów nic nie zmienia. A ten profesor raczej mądry jest;)

Równocześnie, może zamiast martwić się wszystkim dookoła, trzeba się jednak zabrać za siebie i skupić na sobie i na zmianach, które w sobie mogę wprowadzać. Nie wszystko na raz.
Continue readingWielka siła małych rzeczy

Mleć czy być

Zaczynamy nowy tydzień, a wraz z nim przede mną 6 nowych postów do napisania. Każdy post to pusty ekran, który dopiero zasypię literkami. Za każdym razem mały i duży stresik. Jak tym razem wyjdzie? Na ile uda mi się przekazać myśl. Co będzie, jeśli się zatnę w połowie myśli. Nic się nie stanie, zobowiązanie zaciągnąłem tylko u siebie, nikt mnie nie rozlicza. Równocześnie boję się wyłomu w regule. Odstępstwa. Nadkruszonego postanowienia. Wyjątku, który zacznie podważać przyjęte zasady. Tym bardziej dobrze się pilnować.

Są takie chwile w życiu żółwia, kiedy czuje, że powinien podjąć decyzję. Zapewne jest tak, że ciężar tej decyzji widzi tylko żółw. Otaczający świat pędzi pochłonięty swoimi ważnymi sprawami, a żółw się zatrzymał i duma. Słucha siebie i czuje, że go coś od wewnątrz zżera. Może sam niepotrzebnie kombinuje. Może to wszystko jest bardzo proste, tylko nie wszystko widać z perspektywy żółwia. Żółw, jak to żółw z każdej bajki, nie lubi pośpiechu, źle się czuje będąc raptusem. Żółw duma.

Continue readingMleć czy być

Tydzień w pigułce, odcinek piąty choć tydzień szósty

Wracam do koncepcji podsumowania tego, co się w ostatnim tygodniu wydarzyło. Wracam, ponieważ w zeszłym tygodniu (święta) podsumowania zabrakło (bo święta). Dobrze, że były święta, bo mam wymówkę;-)

Projekt pt. „zmiana” trwa i zdobywa nowe przyczółki i oblicza. Wpisów w kategorii „dziennik” jest już blisko 40. Podcastów nagrałem już ponad 20… dwadzieścia. Niecodzienny otworzył się na Facebooka, itunes, tunein, znalazłem też opcję dla Androida. 

Dobry tydzień za mną i wydarzyło się to głównie dzięki Wam. Dziękuję. Continue readingTydzień w pigułce, odcinek piąty choć tydzień szósty

Porozmawiajmy o emailu

Email ważna rzecz. Dość osobista, nawet jeśli masz ich kilka (a najprawdopodobniej masz ich kilka). Ten oficjalny, ten zawodowy, ten prywatny, ten spamerski. I jeszcze ten o którym nikt nie wie. I jeszcze jeden o którym to już naprawdę nikt nie wie. co ja mówię, taki mail to mam tylko ja. Masz też kilka skrzynek, o których zapomniałeś. Albo bardzo chcesz zapomnieć;) I pewnie masz też kilka skrzynek, o których nawet nie wiesz.

Email wiele rzeczy ułatwia, ale trafia na niego tak wiele spamu i syfu, że ciężko się czasem w tym odnaleźć. Mail czasem kradnie uwagę, może doprowadzić do kradzieży Twoich pieniędzy lub innych majętności. Trudno sobie wyobrazić naszą rzeczywistość bez maili. Jak byśmy wtedy pracowali? Pewnie efektywniej…

Dlaczego chcę rozmawiać o mailu? Bo chcę Ci wytłumaczyć, dlaczego Twój mail jest dla mnie ważny. Chcę Ci też wytłumaczyć, dlaczego miałbyś / miałabyś chcieć dać mi namiar na siebie ;-)
Continue readingPorozmawiajmy o emailu

Czas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne

Czas kończyć tę trylogię;-) Część pierwsza o walucie, część druga o złodziejaszkach. Część trzecia będzie najważniejsza. Dotyczy tego, co sam mogę i powinienem zmieniać w swoim podejściu do tego, w co się angażuję i jak panuję nad swoim czasem. O czym pamiętać może każde z nas i co każdemu z nas może ułatwiać codzienność.

Mamy dużo na głowie. Dużo planów, zadań, pomysłów. Często chcielibyśmy zrobić wszystko, najlepiej wszystko na raz. Ale… to nie może się udać. Próbujemy upchnąć jak najwięcej, próbujemy skondensować ile się da, łapiemy wszystkie sroczki za ogon. Nie chodzi nawet o to, że wypełniamy dzień pod korek, ale… tu nie rozchodzi się tym razem o rozplanowanie dnia, ale o zasadę ciut szerszą.

W rzeczach małych, chodzi o to, żebyśmy się nie pozwalali okradać z drobniaków. Bo tak jak z pozornie małych rzeczy można zrobić 1000 złotych w rok, tak z rzeczy krótkich, kilkunasto sekundnowych, robią się rzeczy minutowe. Tak powstają nie tyle zbędne, co złe nawyki, a czas przecieka nam przez palce. Tylko nawet jeśli zdołamy załatać dziury, pytanie brzmi co z tym „uratowanym” czasem zrobimy?
Continue readingCzas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne

Czas to pieniądz – uważaj na kieszonkowców

Pisałem o tym, że czas jest walutą, która zyskuje na wartości. Im szybciej żyjemy, im więcej jest podmiotów, które chciałyby na nas zarobić, tym cenniejszy nasz czas się staje. Na moje oko powinniśmy nauczyć się nim obracać dokładnie tak samo, jak to robimy ze złotówkami czy dolarami… no dobra, to może nie jest najlepsze porównanie, biorąc pod uwagę naszą świadomość zarządzania pieniędzmi. W każdym razie, zachęcam, aby się nad tym zastanowić.

Myślałem, żeby temu tematowi były poświęcone dwie notki – o tym kto nam czas kradnie i o tym, żebyśmy unikali tego, aby się na drobne rozmieniać. Tylko że choć widzę granicę między tymi dwoma wątkami, to jest ona płynna. Kiedy próbuję wyjąć jeden z nich, coś mi kuleje i ciężko mi te elementy pozbierać w sensowną całość. Z drugiej strony, próba spisania tego „na raz” jest za długa. Więc zostaje mi rozbicie tego na części.

Continue readingCzas to pieniądz – uważaj na kieszonkowców

Ludzie, róbcie ludziom dobrze

Dziś miałem napisać coś zupełnie innego. W ogóle, tematów, które w głowie siedzą ostatnio dość dużo się nagromadziło i muszę powoli je zacząć zrzucać, ale… no dziś nie mogę. Dziś muszę inaczej.

To był dobry dzień. Od samego początku, aż do szczęśliwego końca. Tak, trochę mu w tym pomogłem – o czym zaraz dwa słowa, ale… dużo dobrej energii dostałem dziś od innych (samemu też starałem się przekazywać dalej). I całkiem bezczelnie proszę o więcej i do więcej Was zachęcam.

Continue readingLudzie, róbcie ludziom dobrze

Co jest najważniejsze w planowaniu 

Święta, święta i po świętach, ale ja nie o świętowaniu. Raczej o tym, jak świętowanie (i inne okoliczności) wpłynęły na moje blogowe plany i jak się z tym czuję… Zerknijmy na ostatnich kilka dni…

Wielki piątek: dzień jest na tyle spokojny, że mogę pokusić się o Krótki poradnik jak się budzić. Uważam go za całkiem niezły, wiem, że będę przygotowywał jego wersję głosową.

Wielka sobota: sobotę od jakiegoś czasu traktuję jako dzień odstępstwa, pozwalam sobie zaplanować dłuższe spanie – z premedytacją. Ale wieczorem wymyśliłem, żeby niedzielny poranek umotywować (zgodnie z własnym poradnikiem) nagraniem. Poza tym, sobota nie była taka całkiem bezowocna, popełniłem wpis: Ale zgodzi się pan ze mną

Wielka niedziela: trudniejsza pobudka, bo poprzedzona późniejszym położeniem się spać. Poranek bogaty w rzeczy do zrobienia, ograniczony czasowo bo jesteśmy poumawiani. Mam dwie możliwości:

Zagryźć zęby i zrobić wszystko, co sobie zaplanowałem. Najlepiej na raz i równocześnie 

Dać sobie kilka sekund i zrozumieć co z perspektywy dzisiejszego poranka jest ważne i urealnić to, co zrobić się uda.

Continue readingCo jest najważniejsze w planowaniu 

Ale zgodzi się pan ze mną

Leniwy korporacyjny dzień pracy. Niedawno wybiła jedenasta. Siedzimy przy biureczkach, ktoś pewnie uciekł do kuchni na zasłużoną kawę. Dzwoni telefon, ktoś się niewyraźnie przedstawia, mówi także dość szybko z jakiej firmy dzwoni i zaczyna sprzedawać. Zwykle sprzedaje coś, czego absolutnie nie potrzebuję.  Wtedy zwykle proszę o powtórzenie imienia rozmówcy, firmy, a następnie chcę aby w swoim systemie czy kajeciku zaznaczył, że nie życzę sobie więcej telefonów. Po tej prośbie zwykle życzę miłego dnia i temat zwykle jest zamknięty.

Tym razem rozmówca postanowił spróbować raz jeszcze i użył znienawidzonego przeze mnie zwrotu „ale zgodzi się Pan ze mną”. Na to jedno zdanie, a raczej jego początek mam alergię. Bo to nie jest przypadkowy zwrot. To wyćwiczona i wypracowana strategia aby podnieść efektywność tych „cold call”. 

Continue readingAle zgodzi się pan ze mną

Krótki poradnik jak się budzić – tak się zaczyna każdy dobry dzień

Lubię pisać swoje teksty tak, żeby pointa była na ich końcu, często będąc zaprzeczeniem tezy postawionej w tytule. Dziś będzie inaczej, na wypadek gdybyś przeczytał / przeczytała tylko jeden akapit z całej notki, tylko dwa zdania. Te zdania:

Masz ogromny wpływ na to, jaki będzie Twój dzień i bardzo niewiele trzeba, aby był dobry. Wystarczy, że obudzisz się z chęcią sprawienia sobie małej przyjemności.

Tu nie ma żadnego innego sekretu. Żadnego tajnego przejścia ani ukrytego znaczenia. Nie ma zaklęcia, żadnego „abrakadabra”. Jest tylko zwrócenie uwagi na drobny kontekst i podpowiedź jak go wykorzystać. Prawie jak ze „zrozumieniem logo Carrefoura„. Pokazanie, zachęcenie i uśmiech na drogę. Nie zamierzam Cię do niczego zmuszać, powiem Ci tylko, że z mojej perspektywy, to ma sens i działa. I szkoda by było, żebyś tego nie spróbował.

Inne teksty o porannym wstawaniu znajdziesz tu:

Continue readingKrótki poradnik jak się budzić – tak się zaczyna każdy dobry dzień

Niecodzienne szorty – odsłona pierwsza

Dzisiejszy wpis będzie inny. Poszarpany. Pociachany. Dzisiaj po raz pierwszy „szorty”. Albo prawie po raz piewrszy, bo już raz mi się takie coś zdarzyło popełnić. O tu >

Czym są szorty? Poza tym że to takie krótkie spodenki (ha ha, no nie mogę, jeszcze mnie suszy) to są to krótkie tematy, które zapewne nigdy nie doczekają się rozwinięcia w dłuższą formę. Czy dlatego że nie potrafię lać wody? Potrafię. Ale nie chcę. I równocześnie nie chce tych tematów zgubić. Więc skoro nie doczekały się na pełną formę, zostają rzucone na czytelnicze pożarcie w taki oto sposób.

Szorty nie są w założeniu cykliczne ani regularne. Szorty będą wrzutkami sporadycznymi, kiedy się ich nazbiera więcej i kiedy zacznę czuć wyrzuty sumienia, że je za długo sezonuję.

Continue readingNiecodzienne szorty – odsłona pierwsza

Back to Top
Otrzymuj nowe posty na maila ;)Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zostaw swój email i bądźmy w kontakcie.

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »