Miesiąc: styczeń 2021

  • ♪ When you’re strange ♪ – Tygodniówka #5.21

    1. Skąd ten tytuł? Otóż od kilku dni ten kawałek chodzi mi po głowie. Wszystko dlatego, że zgodnie z tym co napisałem w zeszłym tygodniu, próbuje nieco poprawić swoją wiedzę o szachach. Moja chęć i ciekawość jest dokarmiana przez sposób, w jaki o szachach opowiada wspomniany już „GothamChess„. Oprócz tego, że tłumaczy otwarcia i obrony, streamuje także swoje gry i komentuje w ich trakcie swoje obserwacje. Przerażające jest jak gość potrafi rozciągnąć czas gry. Dla mnie pojedynek 5 czy 10 minutowy trwa 5 czy 10 minut, a on mimo upływu tego samego czasu, potrafi wcisnąć tam często wiele scenariuszy i rozwiązań, których zarysu czy zalążku nadal na szachownicy nie jestem w stanie nas zobaczyć.
    2. W trakcie jednego z takich pojedynków, zaczął sobie nucić

    People are strange when you’re a stranger

    Faces look ugly when you’re alone

    Women seem wicked when you’re unwanted

    1. Tekst robi robotę, tempo robi robotę, okazuje się wreszcie, że to the Doors:

    Well.. Brawo Wicie za Twoją edukację muzyczną. Niemniej jednak ta właśnie melodia jest ze mną od tygodnia.

    1. Co ciekawe, nie wiedziałem, że jest film o the Doors z narracją Johnnego Deppa:
    https://vimeo.com/288955462
    1. Z tą piosenką, jest związany jeszcze jeden punkt. We wtorek nie bardzo mogłem spać i obudziłem się o 5tej. Uznałem że to nieprzyzwoitość o tej porze wstawać, więc posiłowałem się jeszcze przez kilka minut, potem poddałem uznając – może tak właśnie zaczyna się tegoroczny cykl porannego wstawania (na który bardzo czekam).

    Co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym porankiem? Można pomedytować, poczytać, popisać dziennik. Można też posłuchać piosenki. Zrobiłem to właśnie, i wtedy mnie tchnęło:

    Jakie to jest dziwne, robić jedną rzecz na raz.

    było to tak dziwne, że musiałem to zaraz zapisać (żeby nie zapomnieć). Ale też musiałem opanować potrzebę robienia czegoś równocześnie (np. czytania). A niezwykłą siłę miało siąść na tył krześle, włożyć słuchawki, zamknąć oczy, posłuchać muzyki.

    1. Proszę, zrób to. Spróbuj. To tylko dwie minuty. Doorsi się do tego nadają, ale może masz coś co pasuje Ci bardziej. Posłuchaj muzyki i wyłącznie na tym się skup.
    2. Jest takie określenie, które kocha każde korpo – „to nie problem, to wyzwanie (w przebraniu)„. Wszystko dlatego, że nikt, a zwłaszcza przełożeni, nie lubi słuchać o problemach. Często zdarza się, że w rozmowie pojawia się dokładnie to mądre sformułowanie, które ma pomóc odpowiednio się do zadania nastawić. Prawdę powiedziawszy, zawsze mi ono zgrzyta i wydaje mi się takim… niezręcznie stosowanym wytrychem, który wcale nie demonstruje umiejętności dobrego motywowania.

    Ale w tym tygodniu usłyszałem też sposób podejścia do zadania, który wydaje mi się absolutnie genialny.

    Za każdym razem kiedy przystępuję do zadania, wiem, że je rozwiąże.

    Rozbraja mnie prostota i siła tego nastawienia. Wiem, że to będzie trudne, wiem że to będzie wymagające, ale wiem, że dam radę.

    Czy to rozwiązanie ma jakieś cienie? Tak, osobie ambitnej trudno czasem odpuścić, kiedy zadanie jest np. niewykonalne, albo wymaga więcej szczęścia niż umiejętności. Ale i tak jestem zachwycony tą metodą. Zamierzam z niej skorzystać.

    1. Kojarzysz Claude Monet? To ten impresonista, który potrafił namalować Kobietę z parasolką:

    albo taki mostek i taką rzekę

    1. Rzecz w tym, że ten gość w liście do przyjaciela, napisał tak:

    I have gone back to some things that can’t possibly be done: water, with weeds waving at the bottom. It is a wonderful sight, but it drives one crazy to try to paint it. But that is the kind of thing I am always tackling.

    Claude Monet

    Zwrócę tylko uwagę, że ten most narysował w 1874, a ten list napisał w 1890.

    Natomiast te słowa poprzedziła także taka uwaga:

    I am distressed, almost discouraged, and fatigued to the point of feeling slightly ill. What I am doing is no good, and in spite of your confidence I am very much afraid that my efforts will all lead to nothing.

    Claude Monet

    Ktoś coś mówił o niemocy twórczej? Albo o trudnościach?

    1. Zaskakuje mnie, że jednak skorzystam z tego, poniższego znaleziska, ale jakże mi ładnie do wątku pasuje. Quora podrzuca mi ostatnio „prawdy o życiu o których nie chcemy pamiętać” albo „prawdy o życiu których sobie nie uświadamiamy” i choć większość z nich trąci Coelho, to czasem trafiają się ciut bardziej szczęśliwe zestawy, a w tym zestawieniu znalazłem:

    You quit in 2 situations:

    When a challenge is tougher and you have beginner level skills.
    When you have advanced level skills and the challenge is too easy.

    1. A Monetowi Lilie wyszły, między innymi tak:

    No cóż, zdaje się, że warte paru monet 😉

    1. Wszystkie ilustracje zaczerpnąłem wprost z Arts and Culture od Google. Dość mocno wjechała tam grywalizacja, bo dostałem taką odznakę

    „Udało Ci się poświęcić czas na obejrzenie obrazu”. Równocześnie mnie to i śmieszy i przeraża.

    1. Czy hasło „GameStop” coś Ci mówi? Wcale nie musi, ale… może powinno. Rzecz bowiem tyczy się amerykańskiej giełdy i spółki, która nagle wystrzeliła jak rakieta, sprawiając, że drobni inwestorzy zarabiają krocie, a niektóre fundusze inwestycyjne drżą w posadach. W tle pojawia się Elon Musk (którego przedstawiać nie trzeba) i Michael Burry (którego zna ten, kto czytał / oglądał Big Short).

    Warto zwrócić na to uwagę, bo są głosy które twierdzą, że to może konkretnie rozbujać całą amerykańską giełdę, a to z kolei może mieć wpływ na światową gospodarkę. Jeśli chcesz zrozumieć i dowiedzieć się więcej, zerknij w ten artykuł o GameStop i jego ciąg dalszy

    1. Przy czym, proszę, zanim uwierzysz ze to walka Dawida z Goliatem (i pamiętaj że ta historia ma drugie dno, porównaj z Outliers Gladwella), że WallStreet nie pozwala bogatym upaść a biednym zarobić i że to wszystko spisek aby uciśniać uciśnionych, spróbuj dowiedzieć się więcej.

    Posłuchaj podcastu Pivot, gdzie Galloway zwraca uwagę na to, że „ej, wzrosnąć z 4 dolarów do 40 można, kiedy ktoś źle ocenia wartość, ale kiedy cena winduje do 400 to dzieje się coś jeszcze”. Dowiedz się, dlaczego niektóre aplikacje musiały wstrzymać obsługę niektórych transakcji; Zastanów się, co będzie, kiedy tłum który wali drzwiami oknami po akcje, nagle będzie chciał tymi samymi drzwiami i oknami wyjść. Równie szybko.

    1. A przede wszystkim, patrz na wykres.

    Ale nie ten, bo ten niewiele mówi. Jeśli możesz, patrz na dłuższą perspektywę:

    I zadaj sobie pytanie – co jest normą, co jest odstępstwem, co jest ryzykiem i czego należy się spodziewać w nieodległej przyszłości.

    lecz nagle możesz zacząć spadać w dół. A to już nie to samo.

    1. Nieźle się 2021 zaczyna. Natomiast tu jeszcze, w ramach przerywnika, dostępny na Netflixie „Death to 2020”, podsumowujący minione 12 miesięcy.

    Netflix nazywa to „Oryginal Comedy Event”. Im dłużej to oglądałem, tym bardziej uświadamiałem sobie, jak bardzo różnimy się z Netflixem z rozumieniem „Comedy”. To wytrawna satyra, która z gracją kopie tam, gdzie boli najbardziej. Śmiech? Chyba w przebraniu.

    1. Wracając do przerwanego wątku – czym w ogóle się ten GameStop zajmuje? To tradycyjny (czyli taki, który ma fizyczne sklepy) sprzedawca gier komputerowych i wszystkiego co z nimi związane. Sprzedawca, który kombinuje jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości i stać się nowym Netflixem.
    2. Skoro o zarabianiu na grach mowa, taki ładny wykresik o tym, jak zmieniały się dochody w branży gier w ostatnich 50 latach:

    i cały artykuł zagadnieniu poświęcony

    1. Gry i dochody, a więc gry i wydatki. Dziś przed moje oczka trafiła gra Rip Them Off, którą chyba nabędę drogą kupna. Tower Defense with Economic management i to jeszcze podlana minimalistycznym sosem Zdaje się, że przepadłem…
    1. Podzielę się Wami także podsumowaniem badania o kompetencjach finansowych polskich, choć nie tylko, uczniów. Jest nie najgorzej, Polscy 15 latkowie demonstrują wiedzę i zachowanie lepsze od średniej dla badanych krajów, wyniki plasują ich też na miejscu 4 z 20 przebadanych krajów. Ale… cały czas jest jeszcze pole do poprawy.

    Nastolatkowie wiedzę czerpią przede wszystkim z domu (94%) i z Internetu (79%). Nie mają podręczników (13%) i kiedy pojawiają się pytania o konkretne, podstawowe pojęcia, to potrafią dobrze zdefiniować 7 z 18 badanych pojęć.

    Dziewczęta niemal we wszystkich badanych krajach okazały się być bardziej niezależne w wydawaniu pieniędzy. Chłopcy częściej deklarowali, że pytają rodziców o zgodę.

    Polscy piętnastolatkowie znacznie rzadziej niż rówieśnicy z badanych krajów posiadają konto w banku. Średnia OECD to 54%, z kolei tylko 34% uczniów z Polski ma dostęp do konta. Jest to niekorzystne, ponieważ dostęp do konta bankowego i płatności kartą podnosi kompetencje finansowe o odpowiednio 5,4 i 4%.

    1. Od kilku lat, z różną intensywnością pojawia się w różnych krajach pomysł wprowadzenia minimalnego, gwarantowanego dochodu. Ja mam z tym zgrzyt, bo wcale nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, ale niektórzy to badają, żeby decyzje nie były podejmowane na czuja.

    To badanie dowodzi, że minimalny przychód gwarantowany (w wysokości 20% zarobków) nie wpływa negatywnie na produktywność. Choć jak się człowiek wczyta w to badanie, to nie jest to klasyczne „czy się stoi, czy się leży”, ale raczej zagwarantowanie pewnej podstawy, w ramach wynagrodzenia.

    W związku z tym nie jestem pewien, czy to jest minimalny dochód, czy zwiększanie przychodu, i gdyby to udowadniało, że pracujemy mniej efektywnie, to było by krucho.

    1. Jak sądzisz – jaka część rzutów w NBA to rzuty za 3 punkty? (Już o tym kiedyś było w tygodniówce).

    20 lat temu, to było 17%.

    10 lat temu 22%.

    5 lat temu 28%.

    W tym momencie zbliża się do 40%, a równo połowa drużyn oddaje więcej, niż 40 rzutów na 100 zza lini 724 centymetrów od kosza (co ciekawe, w Europie „3jki” rzuca się z bliższa, bo wystarczy stać 6,75 od kosza).

    To jest zdaje się optymalizacja efektywności. Źródełko: WSJ

    1. Polska taka piękna. Taka różnorodna. Z jednej strony można trafić na znakomitą kampanię o tolerancji:

    (brawo Karolina!)

    A z drugiej, potrafimy z miłością do bliźniego na ustach i w sercach robić…

    Ja nie wiem co ja myślę.

    1. Podtrzymując cykl, o czym pisałem w tygodniówce rok temu?
      • o wszechobecnej inspiracji
      • porady od seniorów
      • o okienkach żywieniowych i liczeniu kalorii
      • o finansach i edukacji finansowej (no się bardzo nie spodziewałem)
      • i ile trzeba mieć w portfelu, żeby móc w USA chorować na emeryturze

    Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego.

    Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Odkryłem też magiczny sposób na wcześniejsze wysłanie tygodniówki. Muszę ja wcześniej zacząć pisać.

    Ilustracją dzisiejszej tygodniówki jest ptaszek, który był łaskaw w tym tygodniu podglądać mnie przy pracy.

  • Licząc na owoce wytrwałości – tygodniówka #4.21

    1. Zacznijmy od szachów. Nie sądziłem, że Gambit Królowej będzie tym impulsem, który popchnie mnie do odświeżenia sobie tej gry, ale… skoro nikt z czytelników nie chce ze mną grać (nikt wyzwania nie podjął) postanowiłem zmierzyć się z tym „wołaniem” sam. Z pokorą (bo wołanie to przez kilkanaście lat nie było w żaden sposób adresowane), ale też z pewną determinacją – tym razem będę bardziej wytrwały.

    2. Mogłem pójść na chess.com (gdzie kilka lat temu założyłem konto, ale nie chciałem płacić za wersję premium), ale w Klanie Michała Szafrańskiego ktoś polecił serwis Lichess i tam się skierowałem. Serwis pozwala na granie z ludźmi, z komputerem (na różnych poziomach), także rozwiązywanie szachowych łamigłówek. Spróbowałem łamigłówek, żeby sobie troszkę odświeżyć pamięć i sposób szachowego myślenia, a potem spróbowałem zagrać. Na początek z komputerem, bo to na bycie ośmieszonym przez innego gracza nie miałem śmiałości (zbieranie bęcków od procesora mniej boli… może mniej szyderczo się śmieje).

    3. O jej… bolało. Najgorsze nawet nie było to, że że nie przegrałem (spodziewałem się tego). Ale bolała przede wszystkim pustka w głowie po pierwszym ruchu. Tzn ruszyłem piona (zresztą dokładnie tak, jak ruszyłem go w zaproponowanej Tobie wersji), komputer odpowiedział, a mnie sparaliżowało. Nie miałem pojęcia co robię, więc… zamarłem. To była pierwsza lekcja pokory. A potem była spodziewana klęska.
    4. Nic nie widzę na szachownicy. Tak bardzo, że czasem zaskakuje mnie jak bardzo wpycham się w paszczę lwa. Nawet nie lwa, byle lwiątka, które jeszcze ma mleko pod nosem. Nie, to nie był przypadek. To było po prostu upokarzające. W związku z czym zacząłem szukać ratunku.

    5. Tak trafiłem na kanał GothamChess i spróbowałem się dowiedzieć jakichkolwiek podstaw o otwarciach, żeby wiedzieć chociaż odrobinę więcej o tym co tu się wydarza. Nie spodziewałem się, że to może być tak interesujące, ale niepostrzeżenie zacząłem spędzać na tym kanale więcej czasu (co z kolei może się odbić na jakości tygodniówki).
    6. Kto by pomyślał, że będę oglądał jak ktoś rozgrywa kolejne partie z botem Beth Harmon… I że to będzie tak rozrywkowe.

    Czy ja właśnie oglądam, jak ktoś gra w gry? Chyba właśnie dopadł mnie e-sport.

    1. Czy ta cała edukacja mi w czymkolwiek pomogła? Cóż.. nie. W kolejnych próbach znów byłem rozgromiony bez cienia wyrozumiałości. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi determinacji i zacznę jednak cokolwiek ogarniać i nie zostanę taką lamą bardzo długo.

    2. A jak tam idzie z moim pisaniem bezwzrokowym?

    No więc… dziwnie.

    To nieustająca walka z własnymi przyzwyczajeniami. Rzecz nie w tym, ze nie umiem pisać bez skupiania się na tym gdzie który klawisz jest, ale co i rusz łapie się na tym ze moje ręce i moja głowa samodzielnie wraca do pisania trzema, czterema palcami, zamiast 10 na czym mi zależy.

    Wraca, bo tak już umie, bo tak jest szybciej, bo tak jest mniej wysiłkowo. Pisanie 10 palcami wymaga i skupienia i kontroli. Świadomości pisania. A przy okazji est jedynie obietnicą, że będzie lepiej. Kiedyś. Równocześnie – choć nie umiem tego wyjaśnić, mam wrażenie, że jestem bliżej przejścia na ten system, niż byłem kiedykolwiek wcześniej.

    Znowu, pytanie czy wytrwam.

    1. Jak dziś pamiętam moment, w którym wpadła w moje ręce książka „Rysuję krok po kroku postacie” (Ta książka jest w kilku wersjach i każda bajecznie skłania do prostych a rozróżnialnych rysunków). Pamiętam, że wsiąkłem od pierwszego rysunku, od kucharza, którego naszkicowałem sobie na paragonie po zakupie książki z resztą. Od tego zaczęła się moja przygoda z rysowaniem, które daje lepsze i gorsze efekty. Ogromnie dużo frajdy miałem z książką kurs rysowania zwierząt z kreskówek i tak nauczyłem się rysować m.in. tygryska. A teraz razem z najnowszym nabytkiem rysowanie dla przyjemności piłuję sobie kota.

    Ewolucja kota, po mojemu

    Ciekawe gdzie mnie to zaprowadzi.

    1. Na wszelki wypadek powstrzymam się od donoszenia Ci, jak idą moje postępy w graniu na ukulele. W trosce o Twoje uszy.

    2. A skoro już była mowa o kotach, to czy wiesz, że w Krakowie obowiązuje roczna opłata, za posiadanie psa? To niby żadne wielkie pieniądze i jest mnóstwo wykluczeń, ale… podatek od posiadania psa? Serio?
    3. Miłośniku czworonogów – pilnuj swojego portfela…

    1. Będzie odrobinę bliżej mojej przestrzeni zawodowej, ale… tu przeciekawy artykuł o tym, czy aby na pewno eCommerce wygrał rok 2020

    Co zwróciło moją uwagę?

    po pierwsze my (nerdy, geeki, czytacze) łakniemy trendów i cały czas wyprzedzamy świat i widzimy rzeczy, które jeszcze nie dzieją się w masie, do tego mamy trochę skrzywioną psychikę i „szukamy znaków”.

    Po drugie – przy całym wielkim wzroście eCommerce i warunkach które mu tak bardzo sprzyjały, wciąż 84% handlu dzieje się w sklepach brick&mortar (US).

    Po trzecie – może właśnie obserwujemy zmiany w handlu tradycyjnym, i rola sklepów będzie bardzo inna (podobnie mówi Galloway pokazując po co apple’owi były i są sklepy offline).

    A przy okazji możecie dowiedzieć się po co sklepom zrobiła klimatyzacja i jaki wpływ na handel miały schody ruchome.

    1. Taką reklamę wypatrzyłem na LinkedIn:
    1. Z tą jedną myślą chciałbym Cię zostawić, jeśli po głowie chodzą Ci pytania związane ze swoją produktywnością, efektywnością…
    1. Przyznam Ci się też do mojego małego mancrush – jest nim Mathew McConaughy, co prawdę powiedziawszy zaskakuje mnie nawet bardzo. Zaskakuje, nie dlatego, że McConaughy zyskał sławę w „Czasie zabijania” (co jak sam mówi, stało się „w przeciągu jednej nocy”). Skorzystam z okazji i przytoczę tę znakomitą scenę

    Absolutnie nie pamiętałem jaka plejada aktorów grała w tym filmie. Szkopuł w tym, że McConaughey potem wpadł w rolę gościa od filmów romantycznych i jakoś zupełnie wyleciał mi z radaru. Owszem, była chwila kiedy znów się przypomniał w Podwójnej grze, ale na dobre (dla mnie) wrócił w kombo Detektyw, Wilk z Wall Street (stąd przecież pochodzi mruczando otwierające moje nagrania) i Dallas Buyers Club (wszystkie gorąco polecam). Potem rzecz jasna był Interstellar, a ja nadrobiłem w między czasie Lincoln Lawyer.

    1. Drobny przerywnik muzyczny, z ostatniego wymienionego filmu. No po prostu uwielbiam.

    Choć może powinienem był zalinkować tę wersję… jako ze miła i dla ucha i dla oka.

    1. Wracając do McConaughey’a, bo gość ciekawie mówi (nie tylko Alright, alright, alright, ciekawie motywuje (już go w tygodniówce przytaczałem), czasem realizuje przewrotne projekty (np. przez godzinę pije kawę w deszczu… naprawdę, wiem, że nigdy nie zrozumiem Youtube’a), ale potrafi też wysłać człowieka do spania, o czym uroczo opowiada Michael Buble:

    1. Tu możesz posłuchać opowieści i dać się porwać Mathew do snu. I nie, nie musisz za to płacić 80 dolarów.

    https://www.youtube.com/watch?v=DrInLTXcL-w
    1. Przedostatnia rzecz związana odrobinę z Mathew, która doskonale wpisuje się w koncept „uważaj co opowiadasz, czasem jeszcze ktoś to zapamięta„. Niektóre rzeczy powstają przypadkiem, a potem Cię prześladują, przez całe życie.

    1. John Cena… i pomyśleć, że to gość o którym usłyszałem, po raz pierwszy w życiu na przetargu dla brand hero dla jednej z sieci handlowych. Serio. Serio. I to spotkanie tez było bardzo serio. Tylko niełatwo było utrzymać serio miny.

    To jeszcze na deser, tu John Cena uczy Wolverin’a, jak robić grzeczny trashtalk. O matko, za dużo youtube’a wjechało.

    1. No dobra, to już ostatni kawałek… z małą dedykacją. Kiedyś Ola wspomniała, że jeśli ktoś chce jej zrobić przyjemność, to powinien jej pokazać półnagiego mężczyznę w czapce. Olu, jeśli czytasz:

    1. okazuje się też, że… mogę Cię też zachęcić do zerknięcia w to, o czym pisałem rok temu. I to będzie nowy cykl – o czym rok temu była tygodniówka:

      • był impeachment Trumpa
      • był Feinman, który raczy żartować
      • był Gombrowicz
      • o próbach ze Spotify
    2. Są takie zespoły w F1, które potrafią pokrzyżować plany swoim kierowcom w sposób iście koncertowy. I takie, które potrafią dokonać na torze (dosłownie) cudu.
    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    1. Od kilku tygodni obiecuję sobie, że następną tygodniówkę napiszę i wyślę wcześniej. I od kilku tygodni okazuje się, że tygodniówka kończy się pisać coraz później. Nie chcę się zarzekać, ale… może następnym razem się uda?

    2. Dla najwytrwalszych – popis niezwykłych umiejętności można dać nawet, kiedy jesteś przebrany za Donuta, czy nawet mniej wyróżnialne coś…

    https://www.youtube.com/watch?v=QZShA_a-5r8
  • „To digress” znaczy błądzić – Tygodniówka #3.21

    1. Czasem łatwiej mi myśli wyrazić w języku obcym. Zwięźlej, prościej. Nie chodzi tylko o to, że można jednym obcym słowem ująć to, co wymaga wielu słów opisowych w naszym, ale pewnie ze względu na wszechobecność języka obcego, wchodzą nam te słowa i są ciut bardziej pod ręką.
    2. Czasem jednak trafia się błędne wykorzystanie zwrotu (bo byłem przekonany, że znaczy co innego), a czasem ten zwrot ma drugie znaczenie, które też potrafi być zaskakująco trafne. I tym sposobem, dochodzimy to tytułu.
    3. Bo ja uwielbiam dygresje. Wtrącenia. Dopowiedzenia. Wycieczki (czasem także krajoznawcze). Otwieranie kolejnych szufladek w kolejnych szufladkach bo akurat mi się coś przypomniało. Jestem człowiekiem od zbyt długich wstępów i zbyt częstych dygresji. Dotychczas byłem przekonany że to efekt elokwencji, oczytania, chęci podzielenia się jakąś dodatkową ciekawostką, ale w tym tygodniu, trochę bardzo przypadkiem dowiedziałem się, że

    A to dużo zmienia.

    1. Za chwilę do błądzenia wrócę, tylko wcześniej drobne wtrącenie. Od czasu do czasu Tygodniówka zmienia się w moją małą sesję terapeutyczną i tak będzie i tym razem, ponieważ podzielę się z Tobą myślą wprost z mojego dziennika.. dzienniczka.. z moich zapisków, które akurat dziś wyglądały tak:
    Tak, naprawdę tak do siebie piszę. Tak, naprawdę na różowo.
    1. Na wszelki wypadek zrobię małą transkrypcję tego co widzisz i dopiszę to, czego nie widzisz, bo to że oprogramowanie iPadOS potrafi mnie rozczytać, nie znaczy że Ty potrafisz. Zatem

    Czy znam swój cel? Czy wiem co chcę osiągnąć? No więc nie. Nawet nie za bardzo go szukam. Trochę mnie tego nauczyło życie, ze rzeczy „zdobywam” along the way, robiąc przy tym inne rzeczy. Czy boję się postawić cel, bo boję się że go nie zrealizuję? A może dlatego, że boję się mu poświęcić? Zagryźć zęby i robić z większym zobowiązaniem to, co sobie postanowiłem.

    Tu dopisek – bo najgorsze co może się stać, że postawię sobie cel, i zagryzę zęby i wtedy mi się nie uda.. i co wtedy?

    Ale niestety często jest też tak, że osiągam (coś, przyp. Autora) – bez poświęcania temu 1000 godzin. To może być efekt szczęścia, to może być efekt „good enough” albo trochę „pr’u” i tego, że jestem wyszczekanym typem. Równocześnie, mam do siebie pretensje, bo wiem, ile w tym przypadku, wiem ile szczęścia i wiem, czy raczej przypuszczam, że gdybym miał w sobie „drive” i determinację mojej siostry (albo dowolnego innego człowieka który umie w systematyczność), to byłoby lepiej.

    Czy ja się właśnie zorientowałem, że próbuję sprostać czysto wirtualnemu przeciwnikowi? Czy naprawdę próbuję przeskoczyć nieistniejącą poprzeczkę, której istnienie znam tylko ja, i nie umiem sobie odpuścić, że jej nie mogę pokonać?

    1. Łącząc kropki, zamykając szufladki – wychodzi mi na to, że zamiast określać cele i do nich dążyć, rozmieniam się trochę w dygresje, przez co błądzę, zamiast przybliżać się do celu. Przytaczana już w tygodniówce zasada Warrena Buffeta – określ pięć rzeczy i na nich się skup, zamiast rozpisywać listę w nieskończoność.

      No właśnie, a ja nawet za bardzo listy nie spisałem. Cholera.
    2. Napisałem, że moje „zdobycze” dzieją się przy okazji, nie w efekcie rozmyślnego planu. Trochę sobie mieszam w głowie, bo tu jest kilka wątków.

      Niektóre rzeczy powstają, bo pozwalam sobie próbować. Rzadko kiedy z przekonaniem „to będzie długi, utrzymany w czasie projekt”. Zazwyczaj „spróbuję i jakoś to będzie”.
      – Rzeczy pisane „do Wolfa” powstały, bo uznałem – a może zacznę pisać. Tym sposobem powstało 60 tekstów w niespełna 2 lata.
      – Niecodzienny powstał chwile później i trwa już ponad 10 lat. W jego ramach powstał dziennik, bo czemu miałbym nie spróbować pisać codziennie (i napisałem w tym cyklu prawie 60 notek).
      – Powstały też 53 nagrania w ramach Niecodziennego na głos i nagrałem kilkadziesiąt fragmentów bajek.
      – Teraz piszę 55 tygodniówkę…

      Notka do samego siebie – zaczynam przypadkowo, zazwyczaj przerażony koniecznością wytrwałości i dalekim horyzontem trwania projektu, ale dość we mnie wytrwałości, żeby kolejne cegiełki dobudowywać.

      Nigdy nie miałem w głowie głodu nagród, a mimo to, mam „na swoim sumieniu” m.in. srebrne Effie, Mixxy, Kreatury (liczba mnoga w każdym przypadku nieprzypadkowa), ale one nie były celem. One pojawiły się przy okazji otwierając kolejne możliwości.

      Może to w tym rzecz – w tych drobnych, błahych decyzjach, które możemy podjąć, które owocują w najprzedziwniejszych momentach.

      Pracę w Tesco dostałem, ponieważ umiałem bawić się słowem „na zawołanie” i napisać krótki wierszyk o winogronach (tez przypadek że akurat tę stronę gazetki otworzył Arek). Pracując w Tesco miałem okazję (przypadek) współuczestniczyć, a czasem prowokować projekty z Heniem (brand hero), które przyniosły nagrody. Dzięki nagrodom Arek poszedł w świat, a ja mogłem zmierzyć się z większym poletkiem i pracować nad serwisem kulinarnym, co z kolei (być może) pozwoliło mi lepiej pracować przy Kuchnii Lidla, co z kolei przyniosło Effie (choć byłem tylko ostatnim elementem bardzo długiej sztafety).

      Wszystko to dzięki szczęściu, ale też umiejętnościom zdobywanym po drodze. I wykorzystywaniu okazji.
    3. Strach pomyśleć, co by było gdyby było w tej mojej podróży więcej celowości, a mniej dygresji.
    4. Czy Ty też zwróciłaś / zwróciłeś uwagę że moje „piśmiennicze” projekty dziwnie urywają się w okolicach progu 50-60 tekstów? Czy Ty też poczułaś że Tygodniówka niebezpiecznie zbliża się do tego progu?
    5. Pisz dziennik (albo prowadź dowolną formę zapisków). Pisz ją ręcznie (bo wolniej wtedy myślisz). To pomaga myśleć. To pomaga odkrywać siebie. Nie wiesz, do jakich dojdziesz wniosków, jeśli nie spróbujesz. Nie wiem czy to coś od razu będzie rewolucją w Twojej czasoprzestrzeni, ale bardzo warto.
    6. A o wartości dziennika możecie posłuchać też jednej z rozmów Tima Ferrisa. Tym razem to rozmowa z Jimem Loehrem, o tym jak wspierać własną psychikę. W tej rozmowie pojawia się wątek naszego wewnętrznego głosu, że jest bezkarny i nie bierze za nic odpowiedzialności, za to przyjmuje bardzo wygodną pozycję recenzenta.

      Ale jest też pytanie, co by zobaczył świat, gdyby ten nasz wewnętrzny głos został wyświetlony nad naszą głową. I najważniejsza myśl:

    That’s the greatest thing a parent can do is to kind of help their sons and daughters develop magnificent voices of wisdom that are coaching them all the time with the right stuff. So kind of the rule of thumb that we use, let’s say you’re a competitor, the way you speak to yourself as the way you would speak to someone you deeply cared about during that competitive event, what would you say to them?

    Tim.blog
    1. Moją rolą jako rodzica jest nie tylko poradzić sobie z moim własnym głosem wewnętrznym (a mamy sobie trochę do powiedzenia), ale jest odpowiednio nastroić głos w głowie Jaśka. Chciałbym, żeby słyszał spokój, i przekonanie, że ogarnie. Takie moje świadome zadanie.
    2. Na linkedin trafiłem taką historię

    W skrócie – ktoś wyrzucił 18kg mięsa. To o czym zapominamy, to to, że te 18kg mięsa musiało zostać wyprodukowane (60 kg dwutlenku węgla za kilogram) a potem przetransportowane dając łącznie 1.1 ton CO2 emisji. Wykorzystano też na tę produkcję 270,000l wody. A na koniec ktoś to wyrzuca do śmieci. Nie dajemy sobie sprawy z… wagi? ciężaru niektórych naszych decyzji.

    1. W ramach zamykania minionego roku Marta poleciła mi ćwiczenie Kompas Roku – darmowe ćwiczenie / kwestionariusz, który ma pomóc w podsumowaniu roku 2020 i dobrze wejść w i dobrze zaplanować 2021. Na razie jedyne czego się o sobie dowiedziałem to to, że mam problem z pisaniem o swoich emocjach. Nawet kiedy wszystko zamyka się w przestrzeni kartki, którą zobaczę, wypełnię i przeczytam tylko ja.
    2. Świat się zmienia, czy nam się to podoba, czy nie. Zmienia się kultura, zmienia się sztuka, zmienia się rozrywka. Nie tylko dlatego że CoVID, CoVID tylko pewne rzeczy przyspieszył. Skoro ludzie coraz mniej czasu spędzają oglądając telewizję (i słusznie, bo tam niewiele jest do oglądania), a coraz więcej z nas gra w rozmaite gry, nic dziwnego, że i w grach się pojawiają reklamy i marketerzy.

      Pamiętam, że kiedy słyszałem o tym lata temu przy okazji bodaj któregoś wydania Fify, pomyślałem sobie – serio? Ktoś będzie kupował reklamę na wirtualnych bandach wirtualnych stadionów? No cóż.. to dowodzi tylko mojej ograniczonej wyobraźni. Gorąco polecam prezentację o tym, jak moda dzieje się w wirtualnych światach i dlaczego wolimy wydawać pieniądze na wirtualne ciuchy zamiast wirtualnych map.
    Prezentacja autorstwa Joanny frety Kurkowskie https://www.canva.com/design/DAETAm_dUlo/GTXkdi4QnSbSAe5m_LgiKQ/view
    1. Na drugą nóżkę smutny i przekrojowy artykuł o tym, czemu CyberPunkowi nie całkiem wyszło. Co gorsza, z tego artykułu wynika, że za bardzo nie mogło wyjść.
    2. W tym tygodniu nie skończyłem czytać żadnej książki (ale kilka napocząłem), natomiast zapisałem się też na kurs SEO, konkretniej na kurs PapaSEO. Nie zamierzam zostać macherem od SEO, ale uznałem, że… to wiedza, która może mi się przydać (choćby przy subksrybcjach, ale i w bardziej codziennej pracy).

      Na razie jednak robię sobie czasem drobne poprawki przy tekstach na niecodziennym i jedną z nich jest korekta przy Jak lepiej wykorzystać LinkedIn do szukania pracy. Nadal uważam że to dobry tekst i dobra porada, więc poprawiłem mu odrobinę opis metą. I wtedy mnie tchnęło, aby dodać jedną myśl i zwrócić uwagę na jeden aspekt tym, którzy są poszukujący, czy jak to teraz lubi pokazywać LinkedIn „Open to Work”

      Kiedy szukasz pracy, to to jest Twój problem. Nie oczekuj, że ludzie będą rozwiązywać Twój problem (czy Ty rozwiązywałaś / rozwiązywałeś cudze problemy? Bezinteresownie? Z zaangażowaniem?). Ludzie nie mają potrzeby pamiętać o Twoim problemie. Ludzie nie chcą Twoich problemów.

      Kiedy szukasz pracy, skup się na tym co potrafisz i jakie problemy umiesz rozwiązać. Jaki ból umiesz uśmierzyć. To musisz przekazać, to muszą zapamiętać, to muszą wiedzieć chcąc Cię polecić dalej. Nie zakładaj że ludzie zobaczą Twoje umiejętności zapisane od linijki (lub nie) w cv, skojarzą fakty i pomyślą – tego człowieka nam trzeba. Daj się znaleźć jako rozwiązanie.

      Że tak trudniej? Trudniej. Ale Ty podobno chcesz znaleźć pracę
    3. kiedy okazuje się, że do Augumented reality nie potrzebujesz żadnych drogich glassess, tylko potrzebujesz bardzo dobrego pomysłu. Pomysł ważniejszy od budżetu.
    1. W zeszłym tygodniu wspominałem, że rozważam sprzedaż bitcoinów (czego ostatecznie nie zrobiłem), ale za to jest człowiek, którego pamięć może być warta jakieś 200 milionów dolarów (lub troszkę mniej, w zależności od tego, jaki będzie akurat kurs). W każdym razie, pan ma jeszcze dwie próby aby odgadnąć swoje hasło do portfela, gdzie przechowuje dane o swoich bitcoinach. Trzymam kciuki.
    2. A skoro o pieniądzach mowa, to okazuje się, że autor wspomnianych w zeszłym tygodniu „Psychology of Money” prowadzi bloga (na który trafiłem absolutnym przypadkiem, jeszcze łapiąc się na tym – ej, ten koleś pisze znajomo). W każdym razie, na tym blogu zebrał m.in. „prawa rządzące wszechświatem” a wśród nich wypisał następujące:

    Brandolini’s law: “The amount of energy needed to refute bullsh*t is an order of magnitude bigger than to produce it.”

    Parkinson’s Law: Work expands to fill the time available for its completion.

    Wiio’s laws: “Communication usually fails, except by accident.”

    Z dopiskiem:

    “If a message can be understood in different ways, it will be understood in just that way which does the most harm.”

    Co wie każdy mężczyzna który choć raz rozmawiał z kobietą;)

    1. Artykuł o tym, w jaki sposób algorytmy Facebooka prowokują do bycia bardziej radykalnym, nagradzając radykalność i ostrość opinii większymi zasięgami. Tym sposobem, nawet jeśli tylko przypadkiem, Facebook zamiast radzić sobie z problemem, zmienia ludzi w trolli. Zło. Więc podtrzymuje, Facebook jest jak cukier, jedno i drugie trzeba poddać regulacjom.
    2. Kiedyś wydawało mi się, że Rowan Atkinson to Jaś Fasola i kropka. A potem raz po raz przekonywałem się, ile krzywdy (choć pewnie i całkiem sporo dolarów) Jaś Fasola Atkinsonowi przysporzył. Przyjemne odkrycie:
    1. Pozostajemy w wątku muzycznym. Zacznijmy od instrumentalistów. Choć całe nagranie warte jest wysłuchania, to w szczególności polecam ostatnie 4 minuty. Bo ja nie wiem jak ten pan tymi palcami na tych strunach wywija, że mu taki dźwięk wychodzi:

    Thunderstruck. Na cztery nuty i smyczek. Zbieram szczękę.

    1. No ale są też ludzie, którzy nie potrzebują żadnego instrumentu.

    Czy wiesz skąd znasz tego pana? Gdzie go widziałaś / widziałeś pierwszy raz?

    1. W temacie oglądania rzeczy zaległych, wreszcie skusiłem się na Gambit Królowej i zaczynam rozumieć czemu wzrosło zainteresowanie szachami. Partyjkę anyone? Jeśli chcesz ze mną zagrać, to wybacz że nie będzie losowania, ja zagram białymi i otworzę grę – Pion na E4.

    Chcesz zagrać? Wyślij mi swój ruch na blog[at]niecodzienny.net

    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak.

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Noworoczne porządki – Tygodniówka #2.21

    1. Kiedy skończyłem pisać poprzednią tygodniówkę, miałem poczucie niedosytu. Wrażenie, że z tą tygodniówką się w jakimś stopniu spieszyłem. Nawet jeśli była wysłana jeszcze później, niż zwykle. I nie chodzi o to, że była urwana, albo że zapomniałem jakiegoś wątku, że czegoś Ci czytelniczko / czytelniku poskąpiłem. To było niejasne poczucie – „umiem lepiej”. Zaraz obok tej myśli, było też przerażenie – że Ty, czytelniczko, czytelniku to doskonale wyczujesz. Może nieświadomie, ale podskórnie będziesz to czuć. I jeśli to stanie się regułą, to mogę stracić Twoje zainteresowanie… niebezpieczna gra. Tym bardziej że guziczek „zrezygnuj z tygodniówki” masz bardzo pod ręką.
    2. Z drugiej strony, naiwnością moją jest wierzyć, że każda tygodniówka będzie znakomita (jeśli będę miał trochę szczęścia, to znakomitych będzie jedna na kilka, a nie na kilkanaście). Prawo równania do średniej (tak, tak, Kahneman. Dziś zresztą będzie zaskakująco dużo Kahnemana, nawet jeśli nie będzie go wprost wywołanego). Tylko że jedynym sposobem pisania tych lepszych tekstów, jest pisanie w ogóle. A z pisaniem w ogóle wiąże się pisanie przeciętne. I trzeba się z tym pogodzić.
    3. To w sumie jest ciekawa myśl, jaki warto obrać cel, jak mierzyć swoją własną efektywność? Czy patrzeć przez pryzmat liczby zdobytych szczytów (jednostkowe sukcesy), czy dbać o to, aby konsekwentnie być powyżej średniej. Bo z tym powyżej średniej to brzmi na prostsze zadanie, ale zdaje się ze „konsekwentnie” jest właśnie drogą do komplikacji.Tak, w tej tygodniówce znowu będzie o sile procenta składanego w funkcji czasu.
    4. Wracając do punktu 2. Aby móc mieć na koncie rzeczy bardzo dobre, trzeba pogodzić się z tym, że trzeba mieć na koncie także rzeczy przeciętne (a nawet – o zgrozo – słabe). Tym, co pomaga, to wytrwałość, z angielskiego „perseverance”.
    5. Małe wtrącenie. Już to w tygodniówce pokazywałem, ale przypomnę, bo z tym słowem tego człowieka kojarzę. Czyli o znaczeniu wytrwałości w negocjacjach:

    (inna rzecz – przykleiło mi się to dokładnie dlatego, że on na to zwrócił uwagę i sposób w jaki to zrobił).

    1. Sztuka wytrwałości… ja już kiedyś o tym pisałem, że warto trwać, nawet gdy ziemia nadal nie zadrżała

    2. Zawsze też przypominam o tym, że po drugiej stronie wytrwałości, jest umiejętność odpuszczenia i benefity, które się z tym wiążą. Bo kiedy odpuszczasz jakiś cel i związane z nim marzenia (Kahneman nazywał to sunk cost), to równocześnie odzyskujesz czas i energię i zapał. Tak, warto pamiętać o upside of quitting.

    3. Czy ja już wspominałem, że bardzo nie umiem odpuszczać? Że bywam często uparty jak osioł? Nie zawsze robię wszystko raz po raz tak samo łudząc się, że tym razem osiągnę inny efekt – to definicja szaleństwa. Czasem jednak niepotrzebnie fiksuję się na jakimś aspekcie domagając się, aby rzeczywistość mi sprzyjała. Poświęcam temu zbyt dużo czasu. Może warto nad tym popracować? Inna sprawa, że często robię rzeczy nie mając jasno określonego celu działania. Co też jest średnio mądre.

    4. Siła procentu składanego w funkcji czasu na dwóch obrazkach (z wstępem opisowym). Od kilku lat, jest moim rytuałem, aby po nowym roku wkopać choinkę bożonarodzeniową. Wybierana na święta choinka jest niewielka (bo musi się zmieścić w mieszkaniu, bo musi się zmieścić do auta, bo muszę mieć dość sił aby ją do mieszkania i z mieszkania wynieść), więc po wkopaniu zwykle wygląda tak:

    Choinka AD 2020 na tle mroźnej polskiej zimy

    Ale jeśli pozwolić by działała na nią funkcja czasu, to ani człowiek się obejrzy, efekt jest taki:

    Trzeba mieć „tylko” czas i miejsce. I trochę szczęścia, aby po drodze jakieś robactwo, albo kataklizm (powódź / susza / pożar) się do naszej inwestycji choinki nie dobrało.

    1. W tym tygodniu skończyłem czytać Psychology of Money. Wspominał o niej Ali Abdaal, jestem niemal pewien że miał ją na swojej liście Bartek Pucek, albo przewinęła się na jego slacku.

    To zbiór felietonów traktujących o podejściu do pieniędzy i o tym, dlaczego ich nie rozumiemy, albo rozumiemy je źle. O czym zapominamy i czego nie chcemy brać pod uwagę, kiedy w grę wchodzą pieniądze. Także o tym, że finansom osobistym bliżej do prognozy pogody, niż planowaniu podróży w kosmos. Kilka cytatów z tej książki:

    1. Effectively all of Warren Buffett’s financial success can be tied to the financial base he built in his pubescent years and the longevity he maintained in his geriatric years. His skill is investing, but his secret is time. That’s how compounding works.

      Many bets fail not because they were wrong, but because they were mostly right in a situation that required things to be exactly right.

      Mostly right… aua.

      Control over doing what you want, when you want to, with the people you want to, is the broadest lifestyle variable that makes people happy.

      i dlatego zaczynamy dzień od wdzięczności. Bo to ustawia nasz kontekst, bo to dba o nasz nerw błędny, bo to nas nic nie kosztuje.

      I think most people, deep down, want to be wealthy. They want freedom and flexibility, which is what financial assets not yet spent can give you. But it is so ingrained in us that to have money is to spend money that we don’t get to see the restraint it takes to actually be wealthy.

      Every bit of savings is like taking a point in the future that would have been owned by someone else and giving it back to yourself.

      One-degree increase in body temperature has been shown to slow the replication rate of some viruses by a factor of 200.

      A tego o gorączkach nie wiedziałem…

      what you should learn when you make a mistake because you did not anticipate something is that the world is difficult to anticipate. That’s the correct lesson to learn from surprises: that the world is surprising.

    2. Graham was constantly experimenting and retesting his assumptions and seeking out what works—not what worked yesterday but what works today.

      Genialna rzecz. Wiedzieć że coś działało – to jedno. Wiedzieć dlaczego, drugie. Rozumieć żę to zę działało kiedyś nie oznacza, ze będzie działało jutro- trzecie. Nie ma co się przywiązywać do swoich własnych dotychczasowych rozwiązań.

      The simple idea that most people wake up in the morning trying to make things a little better and more productive than wake up looking to cause trouble is the foundation of optimism.

      Pessimism just sounds smarter and more plausible than optimism.

      to brzmi zdecydowanie za bardzo jak ja (por. człowiek, który wszystko neguje

      Only 2.5% of Americans owned stocks on the eve of the great crash of 1929 that sparked the Great Depression.

      To mnie cokolwiek zaskakuje. Jak to jest, że zjawisko, które dotykało bezpośrednio ledwie 2.5% amerykanów, zmiotło całą gospodarkę i wywołało wstrząsy na całym świecie..

      Beating the market should be hard; the odds of success should be low. If they weren’t, everyone would do it, and if everyone did it there would be no opportunity. So no one should be surprised that the majority of those trying to beat the market fail to do so.

      I tu wracamy do istoty średniej. Wcale nie jest łatwo być lepszym niż średnia. A kiedy trwale chcesz być lepszym, od swojej własnej przeciętności, to… stale się rozwijasz. Jak to ubrać w funkcję czasu, to efekty mogą być niezwykłe… tylko trzeba czekać. Tylko że zbyt często chcę już. Umieć, mieć, już.

    3. Jeszcze o średniej. Wszyscy jesteśmy przekonani o tym, że jesteśmy lepsi niż średnia. Może nie znamy się lepiej niż przeciętny człowiek na fizyce jądrowej, ale jesteśmy przekonani, że jesteśmy kierowcą lepszym niż przeciętny i kochankiem lepszym niż średnia.

      Ostatnio zdarzyło mi się o tym myśleć. O tym jakim jestem kierowcą, rzecz jasna. Oczywiście że jestem przekonany o tym, że umiem dobrze prowadzić samochód tylko… skąd niby to moje przekonanie?

      Smutna konstatacja jest taka, że kiedy patrzę na to jak się zachowuję za kierownicą, to w miejsce mojego przekonania, powinienem zainwestować wiele w świadome prowadzenie. Mniej uwag do świata, więcej do siebie i ułatwianie innym korzystanie z drogi, zamiast zakładanie „zdążę, zmieszczę się, wykorzystam jego / jej reakcję”. Coś mi się zdaje, że w korzystaniu ze wspólnej drogi chodzi o to, abyśmy wszyscy bezpiecznie dojechali do celu, a nie my dojechali pierwsi.

      Bądźmy świadomymi kierowcami. (A Tobie życzę bycia lepszym (od przeciętnego) kochankiem).
    4. Wątkiem, który dość mocno przebija się przez całą „psychologię pieniądza” jest to, że lekceważymy wagę czasu. Jako niezbędnego elementu siły procenta składanego, ale także jego wpływu na to, jak my się zmieniamy. Jak w miarę upływu lat zmieniają się nasze doświadczenie, nasze możliwości, nasze potrzeby. I jak bardzo zmienią się w raz z upływem kolejnych. Nad tym drugim chyba wcale się nie zastanawiamy.

    5. Czytając „Psychology…” miałem też niejasne przeczucie, że dojrzewa we mnie czas na zmiany w sposobie, w jaki piszę. Nie tyle zmiana pisania, ile zmiana w pisaniu. Czytałem książkę o pieniądzach, a równocześnie narastało we mnie przekonanie, że powinienem poświęcić trochę uwagi sposobowi w jaki tworzę narrację. Albo wręcz, że powinienem pomyśleć o narracji. To jest jeszcze mgliste, ale… może uda się to uchwycić. Jeśli uchwycę, jeśli wdrożę.. na pewno poczujesz to w tygodniówce.

    6. Taki jestem mądry bo czytam te wszystkie książki. O tym jak inwestować, o tym co w inwestowaniu mądre, a co niewłaściwe. O tym co i kiedy przynosi zyski. O właściwych i niewłaściwych strategiach. A jak przychodzi co do czego i widzę taki wykres:

    To mam taką myśl (choć bitcoinów mam tylko tyle, ile dostałem na prezent i tylko dlatego na to patrzę) – a gdyby tak teraz sprzedać, poczekać jak spadnie i za te same pieniądze znowu kupić…

    1. I wtedy właśnie, na całe moje szczęście, idę z tym pomysłem do Arka (który od kilku lat dzieli się wiedzą o bitcoinach i innych kryptowalutach) i pytam, czy jest coś na rzeczy, bo mam taki pomysł żeby zamieszać, kupić sprzedać, zarobić, na co Arek podsumowuje mnie krótko:

    Taki chciałem być mądry i oczytany, a jak przychodzi co do czego, to robię to, czego robić w zasadzie nie należy. Ech, Wicie, Wicie, Wicie.. idź Ty z tymi swoimi książkami w cholerę.

    1. Aaa.. będzie jeszcze jeden wykresik, albo dwa. Od kilku lat chodzi mi po głowie zakup złota. Nie za żadne wielkie pieniądze, nie chce w to wkładać całych swoich oszczędności, ale chociaż trochę kruszcu mieć bym chciał. W 2020 roku ceny złota trochę oszalały podskakując sobie o 25% i w efekcie wykresik za ostatnie 5 lat wygląda tak

    a za 20 lat…

    Ale jak się popatrzy w perspektywie lat 40, to okaże się że..

    właśnie wróciliśmy do poziomu z roku 1980 i średnia stopa zwrotu w tym okresie wynosi jakieś -0.2%. Tarąąąąą. Bądź tu mądry.

    1. Istota cierpliwości. 10 lat temu bardzo chciałem mieć różne rzeczy, taki a taki telefon, taki a taki komputer. Wtedy nie było mnie stać na iPhone’a. Jeszcze 6 lat temu Mac był poza moim zasięgiem. I pamiętam, że byłem przekonany, że tak już będzie. Zupełnie nie czułem tego, że moje możliwości rosną na tyle szybko, że już niedługo to wszystko będzie w moim zasięgu.A teraz gdy jest… po pierwsze, boję się tego, żeby się do tego nie przyzwyczaić. Nie uznać, że „to już mój poziom na zawsze”, bo zdecydowanie zbyt łatwo człowiek się do dobrego przyzwyczaja, a los potrafi sobie z takich przyzwyczajeń zadrwić.I po drugie… okazuje się, że kiedy już mogę, to wcale nie zawsze chcę (inna rzecz, że mogę, także dlatego, że umiałem sobie czasem odmówić). Przewrotna rzecz, ten czas.

    2. Noworoczne porządki dotykają także niecodziennego. Wszystko dlatego, że przez ostatni rok przyzwyczaiłem się do tygodniówek, a w mojej głowie tygodniówka to nawet bardziej mailing niż wpis na bloga – za to blog jest bardzo zgrabny, repozytorium treści. Postanowiłem więc pozmieniać trochę stronę, aby lepiej tę zmianę oddawało. Teraz mam niecny pomysł pozmieniać troszkę mailing (żeby się go dobrze czytało). Muszę tylko znaleźć kogoś, kto mi w tym pomoże, bo mnie osobiście to przerasta. Tzn wiem mniej więcej czego chcę, ale absolutnie nie umiem w estetykę, więc czas zwrócić się do specjalistów. Uwaga! Szukam!

    3. To wszystko zbiegło się też z tym, że poczytałem trochę o tagowaniu wordpressowym i jego wpływie na SEO i choć robiłem to zupełnie nie w związku z Niecodziennym, to i tu nastał czas zmian, gdyż jest tu trochę do poprawy. A ponieważ zmieniać to albo wszystko, albo wcale, to…

    Więc gdyby się okazało że coś nie działa – to wszystko moja wina.

    1. Czy Niecodzienny wróci na Facebooka? Kurczę… nie wiem. Wiem natomiast, że z sikania pod wiatr niewiele dobrego wynika więc może nie warto się z rzeczywistością boksować, tylko grzecznie dawać szansę się znaleźć. Więc… może jednak wróci.

    2. Ale z tym Facebookiem to nie jest zbyt kolorowo. Trochę zachłanny jest i wszystko chce wiedzieć i zewsząd chce wiedzieć. W ostatnim tygodniu pojawiła się informacja, że zamierza wspólnie gromadzić dane z WhatsApp i Facebooka (co miało być bardzo trudne i wręcz nieracjonalne do wykonania). W ramach rekontry dostali m.in. takie coś:

    A ja przy okazji podrzucę pod rozwagę jeszcze te argumenty:

    https://www.linkedin.com/posts/jakubjeziorny_privacy-prywatnoagjafd-activity-6753993841445023744-sNRC
    1. więc… ja bym chętnie przeszedł na Signal, ale korzystam z tego, z czego korzystają moi znajomi. Więc… chodźcie na Signal. Albo Telegram. Albo coś innego, ale proszę zostawmy tego cholernego Facebooka, niech bawi się sam. Karmimy (i to głupio) algorytmy, które nam nie służą.

    2. W kontekście rzeczy, które nam nie służą, zgodnie z obietnicą i zapowiedzią (!) popełniłem kolejny tekst na subskrypcjach. Żeby było ciekawiej, to tekst o tym, że na subskrypcje trzeba uważać i mieć je pod kontrolą. Mam wrażenie, że zanim napiszę o tym, co w subskrypcjach fajnego, muszę się obwarować wszystkim, co trzeba mieć na uwadze, kiedy z subskrypcji się korzysta. Więc następny tekst będzie o tym, jak z najpopularniejszych subskrypcji można się wypisać.

    3. Pozostając w temacie usług płatnych, mam dwa pytania:

      • Czy kontrolujesz swoje subskrypcje? Jeśli tak, to jak? Masz do tego jakąś aplikację? A może excel? A może idziesz na żywioł?

      • Czy wiesz jaki jest miesięczny poziom Twoich usługowych wydatków? Tych całkiem prywatnych. Mnie zaskoczyło, że przebiłem poziom 400 złotych miesięcznie. A na pewno nie policzyłem (jeszcze) wszystkiego.

    4. Wspominałem kiedyś o tym, że lubię kawę i że z czasem moje podejście do kawy się zmieniało, i że nawet rozważałem zakup automatycznego ekspresu do kawy. Stanęło na tym, że kupiłem sobie kawiarkę (a jakże, Bialetti) i z czasem kupiłem także młynek żarnowy (Baratza Virtuoso). Wiedziałem, że aby otrzymać dobrą kawę, trzeba umieć ją dobrze zmielić. Wiedziałem, że do kawiarki trzeba mielić trochę grubiej, niż do ekspresu. No więc mieliłem… Dopiero dziś się przekonałem, że mieliłem… za grubo. Bo zmielona powinna być jak sól stołowa, a ja mieliłem trochę bardziej jak sól morska. Jak człowiek Wit nie doczyta, to dowymyśli.

    5. Nowe porządki objęły także newslettery, do których jestem zapisany. Wszystko dlatego, że zacząłem korzystać z aplikacji StoopInbox, która jest klientem pocztowym z nowym adresem, ale dedykowanym do newsletterów. Brzmi skomplikowanie, ale jest zdecydowanie prostsze w użyciu. Chodzi o to, żeby zapisując się do newsletterów korzystać z tej dedykowanej aplikacji (i dedykowanego adresu e-mail). Co to daje? Po pierwsze, Wszystkie newslettery w jednym miejscu. Po drugie, wszystkie inne maile (nie bójmy się tego słowa – ważniejsze maile) w innym miejscu. Mam nadzieję, że dzięki temu będę miał upragniony porządek i w skrzynce i w newsletterach. Mam też nadzieję, że dobrze dobrane newslettery zaowocują ciekawymi tygodniówkami.

    6. Niebezpiecznie dużo osób wokół mnie zaczęło morsować. Ja już wiem jak to się skończy. Wcale nie wiem czy mi się to podoba, ale wiem jak to się skończy. I wtedy się okaże, że branie zimnych pryszniców to nie to samo.

    7. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    A na koniec zostawię CIę jeszcze z płytą, która ostatnio mi dobrze robi na uszy, nawet jeśli nie jest już pierwszej młodości. I zanim zaczniesz wytykać palcami, pamiętaj – Ty także nie jesteś już pierwszej młodości. Ale nic to, najlepsze przed nami.

  • Czas na nowy sezon tygodniówki – S02E01

    1. No więc zaczynamy nowy tygodniówkowy sezon. To jest trochę nie do pomyślenia. I od razu napotykam drobny problem z nazewnictwem. Czy powinienem raczej stosować kolejną numerację (i to by była tygodniówka 52), czy jednak zacząć od zera, ale w drugim sezonie, wtedy stosując zapis Tygodniówka 1.2021 albo Tygodniówka S02E01. Ja i moje problemy pierwszego świata.
    2. Dzisiejsza tygodniówka będzie krótsza (słowo). Wszystko dlatego, że jestem wciąż jeszcze w trybie świątecznym, przez co było ostatnio więcej grania w gry planszowe niż internetów. To bardzo dobra opcja, polecam. Ty grasz (z przyjemnością) a świat nadal się kręci, czy tego chcesz, czy nie.
    3. Lubimy to, co przynosi nowy rok. Nowe otwarcie, nowa czysta kartka, czyste konto. Tak już kiedyś otwierałem nowe, na niecodziennym. Ten nowy początek to całkowicie abstrakcyjna rzecz, bo dzieje się tylko w naszej głowie, ale daje pozytywny bodziec do działania. Trochę jak spowiedź – uwalnia, choć wszechświat ma absolutnie gdzieś daty zapisywane w notesach i kalendarzach. Taki nowy, regularny początek, dobra rzecz. Gdyby go nie było, trzeba by go wymyślić.
    4. Ten nowy początek, to także okazja do tego aby raz jeszcze spróbować rzeczy, których nie udało się zrealizować w poprzednim roku. Tym sposobem w jakiś przedziwny sposób znów próbuje się nauczyć pisać bezwzrokowo na klawiaturze.

      Nie jest łatwo, bo już umiem tak pisać, tylko że teraz (znowu) chce to robić mądrze i właściwie. Mądrze i właściwie oznacza pisanie dziesięcioma palcami, a nie tylko czterema czy pięcioma jak dotychczas to robiłem.

      Tak, dokładnie o tym pisałem w lutym zeszłego roku. I przyzwyczajenie wygrało z poprawnością. Zupełnie bez przekonania w miniony wtorek siadłem znów do aplikacji KeyKey która ma uczyć bezwzrokowego pisania i… wciągnęło mnie. Na tyle, że tę tygodniówkę próbuję pisać właśnie w ten sposób i.. muszę się pilnować. Żeby trzymać ręce na klawiaturze, żeby odpowiednie palce naciskały odpowiednie klawisze.

      Na razie oznacza to dużo bardziej świadome pisanie, wymagające więcej wysiłku (tak, to także stąd zapowiedź krótszej tygodniówki). Niemniej jednak powolutku widzę małe postępy, więc może tym razem się uda. Co jeśli się nie uda? Nic. Warto próbować i tak.
    5. A skoro przypomniałem tekst o gromadzeniu wiedzy, będzie o szczepionce. Zacznijmy ode mnie.

      Dotychczas myślałem, że mam na ten temat wyrobione zdanie – szczepionki są spoko, ta była zrobiona dość szybko (może nawet za szybko) więc nie mam się gdzie spieszyć. Jak przyjdzie moja kolej to może będzie wiadomo o niej więcej.

      Bardzo ładnie Wicie. Bardzo dyplomatycznie i w ogóle. Nawet usłyszałem że moje podejście może być wynikiem oceny ryzyka i pewnie może to mieć trochę sensu. Ale… brzmię trochę jak wyszczekany antyszczepionkowiec, który w dodatku ukrywa się w szafie. Bo z mojej wypowiedzi wybrzmiewa powątpiewanie, tylko zawoalowane w ładne słówka. Co do zasady mówię przecież – nie spieszno mi, bo mam wrażenie, że to mi może zaszkodzić.

      No to jak z Tobą Wicie jest?
    6. W tym miejscu jest czas na dwa artykuły. O tym, dlaczego w ogóle możliwy był tak szybki proces wypracowania rozwiązania. Gdyż podeszliśmy do tego bardzo naukowo. Jak już zrozumieliśmy powagę sytuacji, to niemal kto żyw rzucił się, żeby tego wirusa pokonać.

      A przy okazji, mieliśmy furę szczęścia. To nie jest tak, że w ciągu kilku miesięcy wymyśliliśmy nową szczepionkę. Całkiem sporo pracy już było wykonane, trochę się na taki scenariusz szykowaliśmy, pojawiły się środki, wolontariusze, pozytywne wyniki – dzięki temu mamy nie jedną, a kilka szczepionek.
    7. Więc… Chcę się zaszczepić. Tak szybko, jak to będzie możliwe. Bo tym sposobem pomagam nie sobie, a innym ludziom. Pomagam pozbyć się tego świństwa i wzmacniam odporność. Ułatwiam podejmować decyzję innym. Chcę wrócić do normalności możliwości pracy z ludźmi i spotykania się z ludźmi. Chcę dawać przykład, a nie dzielić włosa na czworo.
    8. W nowy roku zaczynamy nową listę przeczytanych książek. Pierwsza która trafia na właściwą stronę jest „Powiedziała” autorstwa Megan Twohey oraz Jodi Kantor. Mocna rzecz. Spodziewałem się tekstu skupionego przede wszystkim na Weinsteinie i ruchu #MeToo (i od razu podrzucę swój tekst na ten temat ale dostałem dużo więcej.

      Autorki poruszyły też wątki związane z aferami Trumpa (jestem bardzo ciekawy czy po opuszczeniu Białego Domu nie zaczną się pojawiać rozmaite doniesienia o tym złotym chłopcu), oraz o Brecie Kavanaugh.

      Przytłaczająco smutny tekst, pokazujący jak wolno zmienia się świat. Pokazujący też jak bardzo różni się świat kobiet i mężczyzn. Że to nie odkrywcze? No może i nie… ale z jakiegoś powodu pozwalamy aby te nierówności trwały sobie w najlepsze, trochę jakby czekając na to, aż przyjdzie ktoś i to za nas posprząta, poukłada. Niestety, rzeczy nie dzieją się same. Bardzo polecam lekturę.
    9. W książce jest też ciekawy wątek zatrudnienia przez Weinsteina izraelskiej agencji, której zadaniem było z jednej strony szerzenie dezinformacji w kręgu autorów nieprzychylnego tekstu, ale także zadbanie o to, aby „przejąć” wyszukiwarkę i pozycjonować pomyślne producentowi teksty pod kluczowymi frazami. Koszty operacji szły w setki tysięcy dolarów.. no cóż, czyżby w internecie nie wszystko było za darmo?
    10. Kilka tygodni temu pisałem o tym aby zamiast mówić o szczęściu pracować nad zadowoleniem. Tym razem trafiłem na taki cytat:
      Niech i Wam towarzyszy.
    11. Czy wiecie, że Amazon podobnie jak Google i Apple będzie oferował mapy? Ciekawe co nam to przyniesie i jak jeszcze poprawi jakość rozwiązań, z których już teraz korzystamy. Ciekawe też na czym będą zarabiać…
    12. Więc mówisz że działasz sam, a może raczej z trzema kuplami po godzinach piszecie jakiś mały projekcik, ale nikt się tym przecież nie przejmie ani nie zainteresuje… Cóż… okazuje się, że we czterech można napisać grę, w którą będzie grało w miesiącu pół miliarda ludzi. Trochę dla mnie ta skala jest niepojęta.
    13. Dokończyłem też obiecywany w zeszłym tygodniu tekst podsumowujący mój rok 2020. Wyszło mi z tego ponad 2,5 tysiąca słów… więc jeśli czujesz niedosyt po dzisiejszej tygodniówce, zapraszam Cię do tego podsumowania – 10 rzeczy, które każą mi zrezygnować ze słowa nigdy.
    14. A czy pojawiło się coś nowego na subskrypcje? Niestety nie. Ale… chciałbym w tym tygodniu napisać tekst o tym, dlaczego uważam, że potrzebujesz trzymać rękę na pulsie swoich subskrypcji (choć wcale nie musisz mieć do tego aplikacji).
    15. Informacja techniczna – udało mi się (dzięki podpowiedzi życzliwych ludzi) dodać jeszcze jeden element do domeny, rejestr DMARC. Dzięki temu tygodniówka powinna trafiać do czytelników nawet lepiej. Ciekawe czy to coś da..

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie alessandro fazari z serwisu Unsplash