Tydzień w pigułce, odsłona szósta

Ten tydzień przebiegał zupełnie wbrew planom. Nauczył pokory wobec pomysłów na poranek, ale też pokazał, że siła dobrego wstawania nie drzemie w budzeniu się o określonej porze (choć to pomaga), ale w znajdowaniu czasu dla siebie. Okazuje się, że nie ma nic mitycznego w 5:30, to nie jest godzina, kiedy wydarza się cud. Ale liczy się to, jak wstajesz. I bardzo warto to sobie przećwiczyć.

Druga rzecz, którą ten tydzień pokazał – nawet jeśli ja jestem pewien, że ruszyłem z bloków, to… wciąż nie ruszyłem się daleko od startu. Wszystko przede mną. Co prawda kierunek obrany, jednocześnie nic jeszcze nie zmieniłem. Dopiero zaczynam i długa, długa droga przede mną.

Mam do siebie żal o to, że sobota była bez wpisu. Mimo wszystko noc zarwana na podróż kochanym PKP odcisnęła swe piętno i nie podołałem. Traktuję to jako potknięcie, a nie jako wielki problem.
Continue readingTydzień w pigułce, odsłona szósta

Czy może istnieć świat bez fifirifi

Wifi jest z nami od blisko 20 lat. Choć początki tej technologii datowane są na 1971 rok, to do naszej rzeczywistości, klienta końcowego, weszły w 1999 roku. Było to na tyle przełomowe, że Apple prezentując tę nowość w iBookach nakłoniło Phila Schillera do skoku z kilku metrów. Ludzie nie zrozumieli, co Jobs i spółka im pokazują. Internet bez kabla, możesz nawet wyskoczyć z okna i ciągle będziesz online.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=zxPkD9y7_uo&start=4213]

Jobs tłumaczył to też z wykorzystaniem hula hoop;-)
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=HFngngjy4fk]

Od tamtej pory WiFi towarzyszy nam na codzień. Jest w pracy, jest w domu, jest w restauracji, jest w hotelu, jest w autobusie, byłoby fajnie, gdyby był w pociągu. Jest naszą ucieczką od dodatkowych kosztów za transmisję danych kiedy podróżujemy. Stało się naszą codziennością. Do tego stopnia, że można znaleźć Wi-Fi jako dorysowywany, fundamentalny element piramidy potrzeb Masłowa.

Continue readingCzy może istnieć świat bez fifirifi

Nie zapominajmy

Wpis zupełnie obok moich codziennych rozważań i bojów z codziennością. Wpis obok komunikacji, zabawnych potyczek, rozważań. Wpis inspirowany wizytą w muzeum, która zapadnie w mojej pamięci na długo. Wizycie, która wycisza, która chwyta za gardło, która każe się bać. Wizyta, która każdemu polecam.

Muzeum od zawsze pamiętam jako… nudę. Szkolne wycieczki, aby zobaczyć całkowicie nieciekawy zbiór rzeczy, których nie rozumiem, których nikt nie potrafi dobrze sprzedać, które wiąże się ze snuciem po muzealnych korytarzach, a jedyną rozrywką jest jazda w muzealnych papciach po parkiecie. Na całe szczęście, od kilku lat muzea przechodzą przedefiniowanie. Continue readingNie zapominajmy

Ruch pozorny

Zdarza się Wam czasem tak, że siedzicie w pociągu, przy oknie, gotowi do odjazdu. Uwagę czymś macie zajętą, kątem oka widzicie ruch za oknem spodziewacie się, że właśnie ruszyła maszyna po szynach ospale i nagle się okazuje, że owszem ruszyła maszyna, ale nie Wasza, tylko odjazd pociągu z innego peronu dał Wam poczucie ruchu. Wy siedzicie nadal w tym samym miejscu.

Zwodnicze uczucie. Zresztą ma miejsce nie tylko w przypadku pociągów;) Do tego, aby zrozumieć swój błąd, potrzeba punktu odniesienia. Trzeba zrozumieć w jakim układzie człowiek się znajduje. Gdzie gwiazdy, a gdzie ich odbicie. Moim punktem odniesienia stały się dwie rozmowy, oddzielone od siebie od niespełna 12 godzin. Dwie zupełnie różne osoby, dwa zupełnie różne światy, dwa wcale nie odległe od siebie pytania, wcale niełatwe wnioski. Continue readingRuch pozorny

Wielka siła małych rzeczy

Gdyby każdy Polak przekazał codziennie jedną złotówkę na jakiś dobry cel, to w kwartał mamy do dyspozycji… a po roku… Gdyby każdy z nas wymienił żarówki na energooszczędne to całościowo oszczędzilibyśmy…. a gdybyśmy wszyscy przesiedli się na rowery go nagle okazałoby się, że nie potrzebujemy inwestycji drogowych. A gdybyśmy wszyscy odkręcali zakrętki od butelek przed wrzuceniem ich do śmieci, to nagle potrzebowalibyśmy mniej siły żeby śmieci zgniatać…

Zawsze drażniły mnie tak zestawione motywacje do działania. Zbyt często stoją one w kontrze do następującej myśli – no dobra, może i ja się skuszę i zadziałam, ale nie ma opcji żeby wszyscy to zrobili, więc cały mój wysiłek psu na budę. To także pytanie do każdych powszechnych wyborów, na ile jeden głos, mój głos będzie ważył w całej masie. Co prawda ja mam wrażenie że niegłosowanie to ułatwianie wygranej zwycięzcy, ale np. prof Robert Gwiazdowski za każdym razem podkreśla, że chodzenie do wyborów nic nie zmienia. A ten profesor raczej mądry jest;)

Równocześnie, może zamiast martwić się wszystkim dookoła, trzeba się jednak zabrać za siebie i skupić na sobie i na zmianach, które w sobie mogę wprowadzać. Nie wszystko na raz.
Continue readingWielka siła małych rzeczy

Mleć czy być

Zaczynamy nowy tydzień, a wraz z nim przede mną 6 nowych postów do napisania. Każdy post to pusty ekran, który dopiero zasypię literkami. Za każdym razem mały i duży stresik. Jak tym razem wyjdzie? Na ile uda mi się przekazać myśl. Co będzie, jeśli się zatnę w połowie myśli. Nic się nie stanie, zobowiązanie zaciągnąłem tylko u siebie, nikt mnie nie rozlicza. Równocześnie boję się wyłomu w regule. Odstępstwa. Nadkruszonego postanowienia. Wyjątku, który zacznie podważać przyjęte zasady. Tym bardziej dobrze się pilnować.

Są takie chwile w życiu żółwia, kiedy czuje, że powinien podjąć decyzję. Zapewne jest tak, że ciężar tej decyzji widzi tylko żółw. Otaczający świat pędzi pochłonięty swoimi ważnymi sprawami, a żółw się zatrzymał i duma. Słucha siebie i czuje, że go coś od wewnątrz zżera. Może sam niepotrzebnie kombinuje. Może to wszystko jest bardzo proste, tylko nie wszystko widać z perspektywy żółwia. Żółw, jak to żółw z każdej bajki, nie lubi pośpiechu, źle się czuje będąc raptusem. Żółw duma.

Continue readingMleć czy być

Tydzień w pigułce, odcinek piąty choć tydzień szósty

Wracam do koncepcji podsumowania tego, co się w ostatnim tygodniu wydarzyło. Wracam, ponieważ w zeszłym tygodniu (święta) podsumowania zabrakło (bo święta). Dobrze, że były święta, bo mam wymówkę;-)

Projekt pt. „zmiana” trwa i zdobywa nowe przyczółki i oblicza. Wpisów w kategorii „dziennik” jest już blisko 40. Podcastów nagrałem już ponad 20… dwadzieścia. Niecodzienny otworzył się na Facebooka, itunes, tunein, znalazłem też opcję dla Androida. 

Dobry tydzień za mną i wydarzyło się to głównie dzięki Wam. Dziękuję. Continue readingTydzień w pigułce, odcinek piąty choć tydzień szósty

Porozmawiajmy o emailu

Email ważna rzecz. Dość osobista, nawet jeśli masz ich kilka (a najprawdopodobniej masz ich kilka). Ten oficjalny, ten zawodowy, ten prywatny, ten spamerski. I jeszcze ten o którym nikt nie wie. I jeszcze jeden o którym to już naprawdę nikt nie wie. co ja mówię, taki mail to mam tylko ja. Masz też kilka skrzynek, o których zapomniałeś. Albo bardzo chcesz zapomnieć;) I pewnie masz też kilka skrzynek, o których nawet nie wiesz.

Email wiele rzeczy ułatwia, ale trafia na niego tak wiele spamu i syfu, że ciężko się czasem w tym odnaleźć. Mail czasem kradnie uwagę, może doprowadzić do kradzieży Twoich pieniędzy lub innych majętności. Trudno sobie wyobrazić naszą rzeczywistość bez maili. Jak byśmy wtedy pracowali? Pewnie efektywniej…

Dlaczego chcę rozmawiać o mailu? Bo chcę Ci wytłumaczyć, dlaczego Twój mail jest dla mnie ważny. Chcę Ci też wytłumaczyć, dlaczego miałbyś / miałabyś chcieć dać mi namiar na siebie 😉
Continue readingPorozmawiajmy o emailu

Czas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne

Czas kończyć tę trylogię;-) Część pierwsza o walucie, część druga o złodziejaszkach. Część trzecia będzie najważniejsza. Dotyczy tego, co sam mogę i powinienem zmieniać w swoim podejściu do tego, w co się angażuję i jak panuję nad swoim czasem. O czym pamiętać może każde z nas i co każdemu z nas może ułatwiać codzienność.

Mamy dużo na głowie. Dużo planów, zadań, pomysłów. Często chcielibyśmy zrobić wszystko, najlepiej wszystko na raz. Ale… to nie może się udać. Próbujemy upchnąć jak najwięcej, próbujemy skondensować ile się da, łapiemy wszystkie sroczki za ogon. Nie chodzi nawet o to, że wypełniamy dzień pod korek, ale… tu nie rozchodzi się tym razem o rozplanowanie dnia, ale o zasadę ciut szerszą.

W rzeczach małych, chodzi o to, żebyśmy się nie pozwalali okradać z drobniaków. Bo tak jak z pozornie małych rzeczy można zrobić 1000 złotych w rok, tak z rzeczy krótkich, kilkunasto sekundnowych, robią się rzeczy minutowe. Tak powstają nie tyle zbędne, co złe nawyki, a czas przecieka nam przez palce. Tylko nawet jeśli zdołamy załatać dziury, pytanie brzmi co z tym „uratowanym” czasem zrobimy?
Continue readingCzas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne

Czas to pieniądz – uważaj na kieszonkowców

Pisałem o tym, że czas jest walutą, która zyskuje na wartości. Im szybciej żyjemy, im więcej jest podmiotów, które chciałyby na nas zarobić, tym cenniejszy nasz czas się staje. Na moje oko powinniśmy nauczyć się nim obracać dokładnie tak samo, jak to robimy ze złotówkami czy dolarami… no dobra, to może nie jest najlepsze porównanie, biorąc pod uwagę naszą świadomość zarządzania pieniędzmi. W każdym razie, zachęcam, aby się nad tym zastanowić.

Myślałem, żeby temu tematowi były poświęcone dwie notki – o tym kto nam czas kradnie i o tym, żebyśmy unikali tego, aby się na drobne rozmieniać. Tylko że choć widzę granicę między tymi dwoma wątkami, to jest ona płynna. Kiedy próbuję wyjąć jeden z nich, coś mi kuleje i ciężko mi te elementy pozbierać w sensowną całość. Z drugiej strony, próba spisania tego „na raz” jest za długa. Więc zostaje mi rozbicie tego na części.

Continue readingCzas to pieniądz – uważaj na kieszonkowców

Back to Top