Miesiąc: marzec 2021

  • Wszystko zaczyna się od koncepcji – Tygodniówka #13.21

    1. Nie wiem jak Ty, ale ja czuję się zmęczony. Czy może raczej przyznaję się przed Tobą / przed sobą do bycia zmęczonym. W kość daje to, że to zmęczenie się utrzymuje i nie jest wynikiem jakiegoś jednego, konkretnego wysiłku, jednego konkretnego zdarzenia, ale raczej efektem otaczającej / przytłaczającej rzeczywistości. Ta rzeczywistość nie tyle przygniata całą swoją gracją do gruntu, jedynie jest stałym ciężarem na barkach. Troszkę jakby ktoś wrzucił na grzbiet dodatkowe kilogramy, których za nic w świecie nie chce zdjąć. Na całe szczęście zmęczenie nie odbiera wszystkich sił, ale jedynie / aż nie pozwala dobrze wypocząć, albo działać w pełni. Takie efekty spędzania pewnie 90% czasu przez ostatnie 12 miesięcy w 60m kwadratowych.
    2. Kiedyś Rafał Ziemkiewicz, kiedy jeszcze pisał do Rzeczpospolitej (początek XXI wieku?) i nie odkleił się tak bardzo, jak miało to miejsce już jakiś czas temu, użył takiego porównania – że robienie w biznesu w Polsce ma się tak do robienia w biznesu w normalnych warunkach, jak pływanie w basenie pełnym kisielu do pływania w basenie pełnym wody. Dwie różne dyscypliny. No a ja mam wrażenie, że to zmęczenie objawia się tym, że wszystko co robię dzieje się w kisielu właśnie.
    3. Chciałbym nad tym zmęczeniem popracować. Wydaje mi się równocześnie, że jednak nie umiem upchnąć tego co robię lepiej w dostępnej mi jednostce czasu i sposobem na to, żeby ciut lepiej wypoczywać może być jednak ograniczenie ilości rzeczy, które próbuję robić. Chciałbym też (o naiwności) wrócić do wcześniejszego pisania tygodniówki. I nie wcześniejszego w znaczeniu w niedzielę przed 21, ale tak raczej w… chyba się nie odważę tego napisać – w piątek… W piątek to się może nie udać, ale może chociaż w sobotę? Naprawdę chcę spróbować. Więc może się zdarzyć (choć niczego nie deklaruję) że następna tygodniówka zaatakuje Cię drogi czytelniku w sobotę.
    4. W tym tygodniu ukłuła mnie nieprzyjemna myśl. Rok temu, kiedy pandemia się rozpoczynała, trochę nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Raczej spodziewaliśmy się, że i tym razem zagrożenie „przejdzie bokiem”. Kilka miesięcy później zrozumieliśmy, że to się tak nie potoczy, ale też widzieliśmy wzmożony wysiłek naukowców i mieliśmy nadzieję, że to da dobry efekt. Późna jesień przyniosła coraz lepsze wieści o szepionce, i z początkiem tego roku na całym świecie rozpoczęły się akcje powszechnych szczepień i to kilkoma rodzajami specyfików, co dawało nadzieję, że już wkrótce „temat będziemy mogli uznać za zamknięty”. No cóż, trzecia fala dobitnie pokazuje, że jeszcze nie i być może nawet długo, długo nie. W tym miejscu pojawia się ta nieprzyjemna myśl – a jeśli CoVID-19 nie będzie z nami przez kilkanaście miesięcy, ale kilka lat? Co jeśli przyjdzie nam się mierzyć z kolejnymi wariacjami tego paskudztwa… ta perspektywa mocno podcięła mi nastrój. Tym bardziej, że nie mam pojęcia jak bardzo nam to zmieni rzeczywistość, jak bardzo da nam w kość ta dziura w życiorysie…
    5. Jeszcze w połowie ubiegłej dekady wydawało nam się / mogło się nam wydawać, że żyjemy w dość uporządkowanym świecie, który rozwija się ku świetlanej przyszłości i jedynym naszym zmartwieniem powinno być to, kiedy przyjdzie zła sztuczna inteligencja i nas zje. Otwarte granice, wszystko tanie, nakręcony konsumpcjonizm – hulaj dusza, piekła nie ma. Zmartwień nie ma, wojen (w naszej części świata) nie ma. A teraz? Świat trochę jakby w klinczu. Już nie tylko Amerykanie groźnie patrzą na Chińczyków, ale teraz już coraz częściej wszyscy na wszystkich patrzymy spode łba. Brytole ogrywają Unię Europejską, Unia Europejska rozgrywa siebie wewnętrznie, Amerykanie szukają sporu z Europą… Wszystko zgodnie z myślą „#WeFirst”.
    6. Bartosz lubi przypominać, że teorie gier dowodzą, że zawsze najlepiej wychodzi się na kooperacji. No dobra, podkreśla Bartosz, prawie zawsze. Warunkiem chowającym się w „prawie” jest „tak długo, jak nie ma ograniczonych zasobów”. Kiedy nie wszyscy mają i mogą mieć wszystko pod dostatkiem, w łeb biorą wszystkie ustalenia i zasady, a góruje jedynie „historię piszą zwycięzcy” i trzeba zrobić wszystko, aby móc tę historię pisać właśnie. Zdaje się ze tylko Rosjanie i Chińczycy przyglądają się temu wszystkiemu dziwnie uśmiechając się pod nosem. Brawo my.
    7. No i rzecz jasna w tym wszystkim jeszcze my, wielki naród wybrańców. Jedyny kraj na świecie, który epidemię pokonał już tyle razy (copyright Marcin), tylko jakoś w całym zamieszaniu nikt nie poinformował samego wirusa. Trochę bardzo strach ceny, jaką (za)płacimy za każde z tych zwycięstw.
    8. Aaaaale dość już marudzenia i pisania o rzeczach, o których nie mam wszak pojęcia. Porozmawiajmy za tym, ecommerce (o którym pojęcie mam tylko troszkę większe). Zacznijmy od posta, jaki dwa tygodnie temu widziałem na LinkedIn:

    i… myślę sobie, że powoli dojrzewamy do tego, aby nasz ecommerce pod tym kątem przypominał chiński.

    1. W Chinach bardzo ważnym elementem ekosystemu ecommerce są influencerzy, którzy zachęcają do zrobienia zakupów. I nie robią tego w sposób zawoalowany czy w formule sponsoringu na swoim kanale, ale jest to część platformy ecommerce’owej. Jest to tak istotny element ich e-biznesu, że kiedy Jack Ma wziął udział w rywalizacji z pracownikami swojego przedsiębiorstwa, to zadania obejmowały nie tylko logistykę czy „pozowanie” do zdjęcia, ale wręcz „kto sprzeda więcej szminek”:
    1. Teraz kontekst – odnosząc się do dokumentów emisyjnych Allegro, penetracja Ecommerce w Chinach wynosi 27%, przy 8% w PL, 12% w DE, 15% w US i 18% w UK. Co to oznacza? Otóż oznacza to, że w Polsce (ale też w całej Europie) poziom konkurencji jest na jeszcze relatywnie niskim poziomie. Kilka lat temu sprzedając coś online wystarczyło mieć dobrą cenę i dobre zdjęcie, podstawowy opis. Teraz oczekiwania rosną – trzeba mieć więcej dobrej jakości treści, więcej zdjęć, najlepiej jeszcze mieć jakieś wideo i dużo dobrych opinii. Tylko że kiedy to wszystko już będzie standardem, jak się drogi sprzedawco wyróżnisz? Jak sprawisz, że ktoś zrobi zakupy właśnie u Ciebie? Jak go przekonasz, że ma wybrać ten a nie inny produkt – do tego będą pomocni właśnie zatrudnieni influencerzy.
    2. Uważam, że zaczniesz mądrze swoją ofertę promować, ponieważ okaże się, że będzie to tańsze rozwiazanie. Tzn będzie kosztować, ale będzie tańsze. Dotychczas nikt nie musiał tego robić, bo konkurencja tego nie wymuszała. Ale zacznie.
    3. Żeby było zabawniej, okazuje się że… „to się dzieje”. Konkretnie w Nordstrom. A że to może przypominać telezakupy mango? Hmm.. może to i chiński chłyt materkingowy, ale działa.. Pamiętaj że na YouTube znajdują się ludzie, którzy uważają że można w ten sposób poznawać gazetki marketingowe.
    4. I nie będę nic pisał o tym, że jakoś dwa lata temu zachęcałem do tego Lidla. Ani jednym słówkiem.
    5. Pamiętam, że jak młody chłopak, myślę że jeszcze przed 10. urodzinami, siedziałem w piwnicy i oglądałem ten album:
    1. Słowem wyjaśnienia – nie siedziałem w piwnicy za karę – moi rodzice uczynili z piwnicy bardzo przytulne pomieszczenie (brzmi coraz lepiej). Jasne, z drewnianą podłogą, i zapełnione regałami z książkami. No i ten album był jedną z nich.
    2. Salvador Dali… w mojej głowie jest gościem, który był artystą, ale tworzył – powtórzę, w mojej głowie, dość dawno. Dość dawno oznacza tak… pewnie najdalej w pierwszej połowie XX wieku. Tak to zakodowałem jako chłopak i tak już zostało.
    3. O ile skojarzyłbym go z tym obrazem:

    to raczej z tymi już nie

    I tak w ogóle, to bardzo zachęcam do zapoznania się z większą częścią jego prac; Ale ale… czemu o tym wspominam?

    1. Bo trafiłem na wywiad telewizyjny z Dalim. I mnie tchnęło – jak to możliwe, żeby on brał udział w takim przedsięwzięciu i żeby nie był to seans spirytystyczny.
      Tu mała, bardzo współczesna dygresja

    Wracając do Dalego, nic dziwnego, że mógł udzielać wywiadu w telewizji, skoro żył do 1989 roku, to nic w tym dziwnego… Rzeczony wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=QrFEyN2bx3E

    To co mnie absolutnie ujęło to fragment:

    – jak postępują prace nad portretem?

    Był gotowy w 15 minut.

    Stworzył pan całość w 15 minut?

    Koncept tak, teraz czas na realizację.

    Wow. To mi robi w głowie szum. Sztuka rozdzielana między konceptem, a realizacją.

    Tylko że nie zawsze sztukę, a twórcę w szczególności udaje się zrozumieć… tu inny wywiad, z tym samym twórcą:

    Przy czym zupełnie nie kumam tu prowadzącego, który zupełnie nie nadążał intelektualnie w rozmowie i próbował przez to wszystko obśmiać. Przykro się to ogląda. A kiedy już przyszło do autografu, deklasacja była namacalna niemal tak bardzo, jak gdyby Dali interlokutora okładał pięknie zdobioną laską.

    Dla odmiany, jeszcze jeden materiał TV gdzie uczestnicy próbują odkryć kto jest bohaterem odcinka. Pyszna zabawa.

    1. Dali malował wąsami, a współcześni potrafią malować w Playstation 5. I to jak:
    1. Jest coś niezwykłego w oglądaniu efektów 6 lat ćwiczeń zebranych w niespełna 15 minutowy film. Postęp w funkcji czasu.
    1. No cóż.. jak widać zachwyca mnie doskonalenie umiejętności, ale potrafi mnie też zachwycić fizyka, czyli… czy można umieścić 9 gwoździ na jednym gwoździu…
    1. Dwie ciekawostki o Facebooku. Jedna taka, że… razem z Amazonem są największymi lobbystami w Ameryce

    Wydają na ten cel więcej pieniędzy, niż choćby producenci papierosów…

    A równocześnie… zagadka – jeżeli FB ma 2,8 mld użytkowników (o.O), to… ile fałszywych kont usuwa ciągu kwartału?

    Skala robi wrażenie. I FB zatrudnia w tym celu armię 35 tysięcy moderatorów, a część z nich zgłasza się z objawami PTSD, z jakimi zwykle mierzą się żołnierze wracający z frontu…

    1. Na zakończenie jeszcze krótki materiał o tym, jak język kształtuje i determinuje nasze myślenie. Nie musimy być świadomi, to się po prostu dzieje…
    1. O czym pisałem w tygodniówce rok temu?
    • o tym, że coś jest nie tak z biznesem, który bankrutuje w ciągu miesiąca bez dochodu
    • o rysowaniu i rysowaniu z Apple Pencil
    • o nauce mycia rąk i jak dobrze można to pokazać
    • były szachy zrobione z Lego (trochę wierzyć mi się nie chce, że to było rok temu)

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Małe jest piękne – Tygodniówka #12.21

    1. W tym tygodniu tygodniówka przegrywa ze swędzącymi zębami. Nie, nie moimi. Czworonoga. Układ jest prosty – jeśli ja nie zadbam o to, żeby jego swędziało mniej, to on zadba o to, aby wszystko co w zasięgu szczęk zostało sprawdzone na przydatność sprawiania ulgi zębom. Jedynym sposobem jest zmęczyć czworonoga. I tak właśnie zaczyna się tygodniówka.
    2. I tak miała się zacząć od szczeniaka, ponieważ to właśnie ten element najmocniej zmienił się w mojej rzeczywistości. Nowy członek stada, który skradł nie tylko serce, ale też skutecznie kradnie i uwagę i czas.

    Podtrzymuję też spostrzeżenie, że teoria teorią, przeczytane książki przeczytanymi książkami, a jak przychodzi co do czego, to pies i tak wie swoje i najczęściej wie lepiej. Bo nawet jeśli troszkę się dowiedziałem i zapamiętałem że:

    • psa uczy się nagradzając pożądane zachowanie
    • powinienem nagradzać częściej i chętniej bo i tak będę to robił za rzadko
    • pies uczy się powoli
    • pies na początku nic nie umie i nic nie rozumie (w sumie nic dziwnego, ma ledwie kilka tygodni, ciężko od niego wymagać dojrzałości), a już najmniej rozumie co się do niego mówi i czego się od niego oczekuje

    To jak przychodzi co do czego, to patrzę w te jego oczy (zmęczone jak moje) i próbuję się dowiedzieć czego chcesz człowieku.. to znaczy psie.

    1. Mam też nieodparte wrażenie, że to co działa na te inne opisywane i pokazywane psy, niekoniecznie działa na mojego. I nie dlatego że on jest nie kumaty, tylko dlatego że ja po prostu nie wiem jak się za to dobrze zabrać. Więc dokształcam się dalej. Jak wyglądał świat przed youtube’m? Nie mam pojęcia. Czekam też bardzo na moment, w którym będziemy mogli pójść na zajęcia do psiego przedszkola…
    2. Zresztą nie ja jeden. Rynek artykułów, produktów, usług związanych ze zwierzętami przeżywa prawdziwy rozkwit. W marcu 2015 pisano że ten rynek jest wart 2mld złotych. W 2020 to już 5 mld a wszystko przyspiesza także przez pandemię. Przytaczałem prezentację Romana Łozińskiego, jak zmieniało się zapotrzebowanie na towarzystwo zwierzaka, potwierdza to także zainteresowanie względem frazy szczeniak w Google:

    I jako że popyt nakręca ceny, to ceny rosną, ale nie, ten fenomen nie dotyczy tylko naszego kraju. Tak samo na punkcie zwierząt oszaleli choćby i Niemcy. I nie ma w tym nic złego o ile kiedy nastaną ciut normalniejsze czasy nasza słabość względem przygarniętych braci mniejszych, nie zamieni się w znużenie i porzucanie ich…

    1. Sam się tego cholernie boję. Przez dłuższy czas (mierzony w latach, nie tygodniach) studziłem rodzinne zapędy, powtarzając że to musi być dobrze przemyślana decyzja. <am nadzieję, że taką właśnie decyzję podjęliśmy i nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy tego zwierzaka kiedyś w przyszłości chcieć oddać, to i tak się boję, że nastawienie nastawieniem, a rzeczywistość może to i tak brutalnie zweryfikować.
    2. Nie tylko małe psy i kotki są piękne. Jak się okazuje, pancerniki też

    Swoją drogą, nie wiedziałem, że pancerniki są takie malutkie.

    1. Kiedy nastaną normalniejsze czasy… oj, obawiam się nie prędko. Wszystko dlatego, że nie widzę przesłanek, które miały by zwiastować poprawę. Raczej kłują mnie w oczy te rzeczy, które każą się bać.
    • Pierwsza wartość, którą znowu codziennie obserwujemy to liczba pozytywnych wyników testów jaka dzień po dniu ogłaszana jest przez ministerstwo zdrowia. Tyle tylko, że… mam takie dziwne przeczucie, że akurat tą wartością w jakiś magiczny sposób miłościwie nam rządzący mogą chcieć manipulować, wiedząc na czym skupia się uwaga tłumu. A gdzie tłum nie patrzy?
    • Tłum nie zwraca tak bacznej uwagi na to, jaka część testów daje wynik pozytywny, a nawet jeśli zwraca, to jakby tego do końca nie rozumie. No to zacznijmy od początku. Jaka część testów daje pozytywny wynik?
    • Na przykład wg danych z soboty 20 marca, 30% przeprowadzonych testów dało wynik pozytywny. W niedzielę 21 marca poinformowano, że blisko 35% testów dało wynik pozytywny. Ale znowu, to brzmi cokolwiek abstrakcyjnie. To może, dla porównania, spróbujemy się przekonać jaka część testów przeprowadzanych w Niemczech, Holandii, czy Hiszpanii daje wyniki pozytywne?
      W Niemczech 6,8%, w Holandii 7,4%, w Hiszpanii 4.9%. I to wszystko są wyniki z kilku ostatnich dni marca.
    1. Tak wygląda tabela krajów z najwyższymi odsetkami pozytywnych wyników z 18 marca:
    https://ourworldindata.org/grapher/positive-rate-daily-smoothed?tab=table

    Nie ma to tamto, jesteśmy w doborowym towarzystwie.

    1. Jak widzę ten wynik, to przypomina mi się taki stary dowcip o tym jak do celnika podchodzi mężczyzna i mówi:
      „proszę Pana, za chwilę przez granicę będzie przejeżdżał konwój 10 ciężarówek, w jednej z nich ukryta jest kontrabanda, i jeśli wskaże pan w której, to wygrywa pan premię za udaremnienie przemytu. To która?”

      „Trzecia”, bez namysłu odpowiada celnik.\

      „Brawo, zgadł Pan”\

      „Wiem, już od kilku tygodni zawsze trafiam”.
    2. Nie wiem, może jesteśmy doskonali w typowaniu osób które przechodzą CoVID i tylko ich kierujemy na badanie (albo przynajmniej robimy to powielokroć lepiej niż cały świat), albo… zupełnie nie wiemy co robimy.
    3. Chyba najbardziej mnie drażni to, że miłościwie nam rządzący nie mają pojęcia co się dzieje. Tzn patrzą na te wyniki z wypiekami, podejrzewam że minister zdrowia boi się odbierać poranny telefon, kiedy informują go o „wynikach za poprzedni dzień”. Ale czy robią coś poza poza obserwowaniem słupków z przekonaniem, że będzie lepiej. Kiedyś. Już za chwilę. Albo jednak trochę później. Słyszę o tym, że „idzie front, idzie burza, nikt nic nie wie”. W sumie nie było kiedy się przygotować, przecież tej epidemii nie ma co się bać, jej już w zasadzie nie ma. Szkoda że nikt o tym wirusa nie poinformował.

      Jestem bardzo ciekaw, czy ktoś prowadzi jakieś badanie, skąd te wzrosty. Gdzie są siewcy, gdzie są ogniska… Czy ktoś próbuje to jakkolwiek opanować, zastopować czy tylko uznajemy że „musimy w lockdown”, i że trzeba „tańczyć z młotkiem” (co jest nawiązaniem do amatorskiego tekstu z medium.

      Takie mam niestety wrażenie, że mamy u władzy amatorów… Z wyjątkiem Managera Najwyższej klasy, pana Obajtka. Ten jest geniuszem z Pcimia. Nie jesteśmy go godni.
    4. Niestety, ten cokolwiek amatorski sposób zarządzania sytuacją powoduje wzmożenie komunikatów spiskowych. Jakimś cudem doprowadzili do tego, że ludzie zamiast wiedzieć więcej i rozumieć więcej, zaczynają coraz głośniej widzieć w Pandemii zamach na ich wolność, na wprowadzanie wielkiego resetu, na dalsze ogłupienie mas, na powolne gotowanie społeczeństw nakazując im noszenie maseczek…

      Boję się, że te rozbudzone demony i demoniątka nie pójdą prędko spać i będą truć ludziom głowy.
    5. Lubiłem od czasu do czasu posłuchać Macieja Wieczorka. Miałem wrażenie, że w ciekawy sposób podsumowywał pewne nieroztropne zachowania finansowe, do ciekawych rozwiązań zachęcał, zwracał uwagę na cienie powszechnych i promowanych usług (jak choćby wynajem długoterminowy), ale… ostatnio widziałem jego materiał o tym, że prowadzenie JDG to finansowe samobójstwo, a w nim (przy kilku ciekawych spostrzeżeniach) dorzucił że (upraszczam) – zatrudniając się w swojej własnej spółce możesz płacić 1/8 składki ZUS zamiast całości. I prawdę powiedziawszy, witki mi opadły.

      Tak, rozumiem, przychód, zysk największą wartością, ale przy tym modelu to jest odbieranie pieniędzy, które państwo (społeczeństwo) potrzebuje. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – daleko mi do chwalenia ZUSu, ale to jest szukanie sposobu na bycie bardziej mądrym niż reszta, nie płacąc tego, co płacą inni. Innymi słowy – pielęgnowanie „polaka cwaniaka”. A na to mam przepotężna alergię. Umiemy kombinować.. czasem nazywamy to zaradnością, ale… naprawdę nie chcę żyć w kraju w którym każdy chce mnie zrobić…
    6. W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że można stworzyć sobie adres email z emotikonów. Ale dlaczego zatrzymywać się na adresie email. Jest już taka usługa Yat która pozwala Ci tworzyć swoją internetową personę składającą się z emotikonów, ponieważ jak twierdzą twórcy ciekawiej jest przedstawiać się 🤖👻👑, a nie [wit@niecodzienny.net]; No cóż, czuję się staro.
    7. Ponieważ czuję się staro, to lubię piosenki, które już słyszałem, ale chętnie dobrze zmiksowane. I zupełnym przypadkiem trafiłem na taki kawałek:

    a potem poszło błyskawicznie i zacząłem niekontrolowanie klikać…

    A potem jeszcze było to, i to, i jeszcze to… W tym momencie poczułem, że błądzę między tymi kawałkami jak nie przymierzając po pornhubie (to Wit wie czym jest pornhub…?).. więc w poszukiwaniu szczęśliwego zakończenia trafiłem jeszcze na ten kawałek, w którym pan robi jakieś takie rzeczy głosem, że zupełnie mi do pana nie pasuje

    na wideo które jest po prostu kreatywnie przepiękne (w moim rozumieniu estetyki i kreatywności)

    i jeszcze na koniec zostawię tę nutkę:

    1. Mówiłem ze to już koniec? Kłamałem. Jeszcze posłuchaj tego:
    1. A tak w ogóle, to czy wiesz co nam robi śpiewanie? Ja nie przypuszczałem, ale ten pan postanowił to sprawdzić:

    Najpiękniejsze zdanie w tym filmie brzmi „i’m asking for courage, not talent”. Jakie proste. Jakie ładne.

    1. Czas tygodniówkę kończyć, bo pies błagalnie patrzy, aby go zabrać na sikanie… Ma naprawdę dobre argumenty.
    1. Pamiętaj proszę o tym, aby przekazać swój 1% podatku potrzebującym. Jeśli jeszcze nie wiesz komu, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    I to już koniec na dziś. Do przeczytania za tydzień.

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa Cindy Tang z serwisu Unsplash

  • Trudna sztuka balansu – Tygodniówka #11.21

    1. W sobotę miałem możliwość przejechania się trochę po Małopolsce drogami lokalnymi i zrodziło to dziwne pytania i obserwacje. Dotychczas nawet jeśli jeździłem w jakąś dłuższa trasę, to zwykle – dla wygody, bezpieczeństwa, przepustowości – decydowałem się na drogi krajowe, ekspresowe, autostrady. Tym razem przejechałem się zupełnie inaczej i…
    2. Spostrzeżenie i pytania niewyszukane dla typowego mieszczucha – jak ci ludzie – mieszkańcy mijanych miast, miasteczek, miejscowości i wsi – żyją? Z czego żyją? Ile zarabiają, ile potrzebują na życie. Jak wygląda ich dzień? Jak by wyglądało moje życie w takich okolicznościach? Ile musiałbym pracować? Czy stać mnie teraz na to, żeby tak żyć? Jakbym się w takiej codzienności odnalazł? Jak bardzo by była inna od tej, którą znam… Z czego bym zrezygnował? Co bym zyskał?
    3. Wydaje mi się, że teraz to wszystko jest niemożliwe. Ale nie mam pojęcia, co będzie moją potrzebą za 3, 5, 10 lat. Jeszcze kilka miesięcy temu takie pytania w ogóle mi się w głowie nie pojawiały, a teraz… teraz są na wyciągnięcie ręki.
    4. W ogóle ta praca, dziwna rzecz. Kilka lat temu rzeczą oczywistą było – pracuje się 8h dziennie, 5 dni w tygodniu, jakieś 230 dni w roku. Tak wyglądała praca moich rodziców (choć mama z racji dyżurów pracowała chyba więcej), tata przez kilkanaście lat pracował na swoim biznesie też miał raczej nienormowany czas pracy. Dla mnie pewnym punktem odniesienia w głowie był etat. Tylko że…powoli dochodzę do momentu, w którym zaczynam myśleć o wycenianiu swojego czasu i tego, na co ten czas poświęcam. W tej perspektywie dziwnie kusząca pojawia się myśl – czy aby na pewno chcę całego etatu? Ale wtedy będę zarabiał mniej… Ale może wcale nie muszę zarabiać więcej, może to nie do końca o to chodzi?

    5. Więc o co chodzi? Nadal nie mam pojęcia, ale naprawdę rozumiem to, że warto złapać ten balans miedzy tym co niezbędne, tym co potrzebne, a tym co chciane. Dla mnie (Ciebie) indywidualnie. Bo nie ma takiego rozwiązania, które będzie odpowiednie dla wszystkich. Pracujemy aby żyć, ale kiedy to mamy zapewnione, zaczynamy gromadzić. Gromadzenie rzeczy jest niepotrzebne (oddajemy nasz przepracowany czas za coś, czego niekoniecznie potrzebujemy). Możemy też gromadzić środki… Ale gromadzenie dla gromadzenia… no nie wiem. Gromadzenie dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa – no tak bardzo tak, tylko ten poziom bezpieczeństwa może być absolutnie różny, w różnych okolicznościach i jeszcze do tego zmieniać się w czasie. Co trochę utrudnia (acz nie wyklucza) rozważania.

    6. Pierwszy przerywnik muzyczny:

    (choć aż się prosi, żeby nucić tę piosenkę)

    1. Teraz mnie tchnęło, choć wcale się za bardzo nie ukrywa, że system może promować tych, którzy odkładają i tych którzy wydają. Cóż, od kilku dobrych lat system zdecydowanie wspiera tych drugich (i jeszcze zachęca do tego, żebyśmy kupowali za pieniądze, których nie mamy).
    2. Jest jeszcze druga rzecz, która mnie tchnęła jadąc szosą w zasadzie asfaltową. Poczułem, że jestem skażony trochę rzeczywistością, którą znam, w której aby móc w ogóle funkcjonować, trzeba mieć rozmach nieomal światowy. To moja nieszczęsna perspektywa, którą wykształciło Tesco, Lidl, Biedronka (i nie chodzi że robię tam zakupy, tylko że dla każdej z tych firm pracowałem, i zawsze ogromną przyjemność czułem ze świadomości skali i rozmachu działań tych firm). Tę perspektywę podlewam też interesując się rozmaitymi startupami, czy obserwując perypetie firm, o oddziaływaniu jeśli nie niemal globalnym, to takich, które „dotykają” tysięcy ludzi. W związku z powyższym, celowanie w cokolwiek poniżej tego rozmiaru kapelusza wydaje się absolutnie mikro. Absolutnie pozbawione biznesowego polotu, wdzięku i materii. Tylko że kiedy tę ocenę wypowiadam, to czuję że to jest zła, błędna i strasznie krótka perspektywa. Musiałem to nazwać, aby zobaczyć.

    3. Kiełkuje we mnie myśl i świadomość, że można robić rzeczy o mniejszym zasięgu i żyć z tym szczęśliwie. Można robić biznes którego nie trzeba skalować na cały świat i to jest ok. Można robić biznes, który nie jest korporacją i to też może być sposób na dobre życie. Nie wiem jak to zrobić, ale… „Tworzenie Amazon killera” nie musi być misją, ambicją, celem każdego. I to wcale nie jest nic złego. Tylko że inne pomysły niż „podbijanie wszechświata” albo „bycie lider-killerem” nie rozpalają wyobraźni mas, nie zdobywają uwagi mediów, nie przynoszą sławy, chwały, pieniędzy inwestorów
    4. Jakieś dwa lata temu leżąc na kuszetce w pociągu relacji Kraków -> Poznań słuchałem tego odcinka podcastu Michała Szafrańskiego i zacząłem rozumieć, że na 99% nie będę przedsiębiorcą i na 99% nie będę człowiekiem bardzo bogatym. Pamiętam, że to spostrzeżenie przyszło z pewnym smutkiem, z czymś ocierającym się o przyznanie się (przed sobą samym) do porażki. To nadal nie jest przyjemna myśl, ale jakoś mi z nią łatwiej.
    5. Jest jeszcze jedna rzecz związana z pracą. Kiedy nie masz zajęcia, któremu się poświęcasz, praca jest doskonałym motywatorem. Kiedy nie masz własnego celu, nadaje Ci go zatrudniający. Oczywiście, że są chwile, kiedy możesz chcieć takiego właśnie braku doświadczyć, aby nabrać oddechu albo perspektywy, ale długotrwały brak – może wpędzić w duże problemy. I zdecydowanie nie mam tu na myśli problemów finansowych. Więcej o tym przeczytasz w „Po Piśmie” Jacka Dukaja.
    6. Wszystko co piszę, piszę z perspektywy gościa, który może korzystać z tego, co zgromadzili przodkowie. Dzięki wielu szczęśliwym zbiegom okoliczności, udało się rodzinie zebrać majątek, który pozwala mi na przykład żyć bez kredytu na mieszkanie. To sprawia, że nie muszę pracować przez kolejnych 10-15 czy nawet 30 lat pracować, aby móc spłacać zobowiązanie zaciągnięte w banku. Ja nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie to może być obciążenie dla głowy i jak bardzo nie ma wtedy czasu na takie rozkminy jak moja.
    7. Równocześnie doświadczamy przecież zmian w modelu pracy, które całkiem niedawno były nie do pomyślenia. Od niemal roku oswajamy się z HomeOffice’m i rozwiązanie, które dla wielu miałobyć tak pożądanym, okazuje się mieć więcej cieni niż blasków. Coraz więcej i coraz głośniej mówi się o zmianach w ilości czasu, jaki będziemy spędzali w pracy. Może doświadczymy krótszego, bo np. 7h dnia pracy.. a może dotknie nas czterodniowy tydzień pracy. Cieżko mi to sobie wyobrazić, ale może równie trudno było sobie wyobrazić wolne od pracy weekendy i niedziele niehandlowe. A jednak są. Jestem też ciekaw, czy – na co zwraca uwagę twórca aplikacji mmhmm, czy naprawdę wrócimy do tego, aby oddawać 2h dziennie codziennie na dojazd do pracy. W szalonych czasach przyszło nam żyć.
    8. Mam takie wrażenie, że na wszelki wypadek nie powinienem w najbliższym czasie wybierać się w jakiekolwiek podróże.
    9. Całkiem przypadkiem trafiłem na dobre słówko komentarza do popełnionego dwa tygodnie temu rogu obfitości
    1. Jeszcze w kwestii utrzymania balansu, pozwól że skradnę Ci kilka minut materiałem, który przecież nie ma prawa Cię zainteresować. No bo co może być ciekawego w zabawie piórkiem i kilkoma kawałkami drewna… To co, Ty klikasz, i wracamy do rozmowy za 5 minut.

    Aż się prosi zadać pytanie które spokojnie można przypisać Wojewódzkiemu – No wszystko to bardzo piękne, ale ciekawe co nam pani pokaże w następnym odcinku…

    1. Taka zabawa z piórkiem całkiem ładna jest. I taka wciągające. I nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałaś / nie widziałeś. Chyba że jednak lubisz gruzińskie masz talent i masz dobrą pamięć, to wtedy kilka lat temu mogłaś / mogłeś zobaczyć…

    Ej, chwila moment, przecież właśnie to widziałem. No ale skoro lubimy piosenki które już kiedyś widzieliśmy, to czemu nie performance który już ktoś popełnił. Cóż… świat nawet w sztuce zjada własny ogon. \

    Nie, nie jestem pasjonatem gruzińskich reality show. Ale śmiało i czasem z zaskakującymi wynikami korzystam z wyszukiwarki 😉

    1. A co kiedy człowiek słyszy klasykę… metalu po raz pierwszy, to jakich reakcji możemy się spodziewać? Zwłaszcza jeśli ten słuchający jest wyczesanym perkusistą i postanawia odtworzyć perkusję po jednorazowym odsłuchaniu… Takie rzeczy można zobaczyć o proszę tu:

    Co mi przypomina, że można by znowu obejrzeć Whiplash.

    1. W sieci można zobaczyć jak ten perkusista (Larnell Lewis) reaguje na to, jak inni grają jego muzykę. Albo zobaczyć, jak inni perkusiści komentują jak on gra jakiś kawałek po jednokrotnym odsłuchaniu. Aaaa.. jak reagują dzieci które słyszą po raz pierwszy Metallicę? Ooo tak:
    1. Tu się przyznam, że ja Metalliki zacząłem słuchać właśnie od Hardwired… no cóż, niektórzy dojrzewają naprawdę późno. A potem, jak pamiętacie, Metallica przyjechała do Polski (kiedy jeszcze można było koncertować) i zrobili to:

    Pamiętajmy też, że w Pradze zagrali… Jozina..

    1. Różne newslettery czytam, ale… kiedy na mojej drodze pojawia się wpis dotyczący domen, mailingów, emotikonów i TikToka, nie umiem mu się oprzeć. Poznajcie historie człowieka, który postanowił kupić 300 kazachskich domen z emotikonów, stworzyć na nich usługę obsługi maili i wypromował ją m.in. na TikToku; Roku 2021, naprawdę dajesz radę.
    2. Czy można grać w grę komputerową, wziąć udział w konkursie w którym 1. nagrodą jest 1000$, przegrać z co najmniej czterema zawodnikami, a i tak zostać milionerem? Cóż… Można, jeśli brałaś/brałeś udział w turnieju w 2011 roku, a za miejsce 4-8 nagrodą było… 25 BTC. Także tak… nagroda w funkcji czasu.
    3. W temacie Bitcoina, wspominałem że (dzięki Arkowi) jestem właścicielem jakiejś bardzo niewielkiego ułamka tej waluty. I jak pisałem na początku roku, kiedy ta posiadana przeze mnie cząsteczka była warta około 900 złotych rozważałem jej sprzedaż, ale tego nie zrobiłem. No to dziś, ta sama cząsteczka jest warta ponad 1450 złotych. #toNieJestNormalne.
    4. Jeszcze o tym, co nie jest normalne… Kiedy okazuje się, że łódki tym szybciej pływają, im mniej są w wodzie, to ja tu czegoś nie rozumiem. Ale takie rzeczy dziać się będą właśnie w Americas Cup, gdzie łódki (to jeszcze łódki) pływać będą z prędkością blisko 100km/h.
    5. W tym tygodniu świętowaliśmy międzynarodowy dzień kobiet. I prawdę powiedziawszy – choć jestem pewien że mi się za to oberwie – smutne to czasy, kiedy nadal tego święta potrzebujemy. Nie mam problemu z tym, żeby nie sprawiać przyjemności kobietom, mam problem z tym, że potrzebujemy do tego pretekstu.. i że nie robimy tego bez okazji, na co dzień. I – co ważniejsze – sprawiamy wrażenie, jakbyśmy uważali, że świętowanie 8marca załatwia sprawę na pozostałe 364 dni w roku. I że goździkiem rozwiązujemy różne płace, różne traktowanie…
    6. W ramach różnych dziwnych eksperymentów, w tym żywieniowych, chodzi mi po głowie jeszcze jeden. Jeść mniej węglowodanów. I nie chodzi mi o to, żeby jeszcze chudnąć (więc to nie będzie nowa dieta) ale… żeby spróbować sobie wybrać jeden dzień kiedy będę ich jadł mniej. Takie głupie pomysły przychodzą mi do głowy po wpisie u Michała Śliwińskiego i zerknięcia w artykuł u Tima Ferrisa o Slow Carb Diet.

    Dopiero potem uświadomiłem sobie, że w zasadzie poniedziałkowa głodówka to właśnie taki „dzień bez węglowodanów (między innymi)”. Jeszcze nie wiem co z tym zrobię.. Ale po głowie chodzi.

    1. Ilustracją dzisiejszego wpisu jest najnowszy domownik… A tu i on w całej swojej 8 tygodniowej krasie.
    Proszę państwa, oto Fokus

    Tak się chyba nazywa żebrolajkowanie…czy coś?

    1. Wspominałem o tym, że czytałem kilka książek o wychowaniu psa, że oglądałem filmiki o wychowywaniu szczeniaka, że staram się tu trochę swojej wiedzy zdobyć ale… kiedy przyszło co do czego, to absolutnie zgłupiałem i niemal wszystkiego zapomniałem. Tyle o przekładaniu teorii w praktykę.
    2. Pamiętaj proszę o tym, aby przekazać swój 1% podatku potrzebującym. Jeśli jeszcze nie wiesz komu, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    I to już koniec na dziś. Do przeczytania za tydzień.

  • Suma wszystkich strachów – Tygodniówka #10.21

    1. Kilka tygodni temu wspominałem (#5.21), że do wszystkich swoich zadań można podchodzić z myślą – „wiem, że to zrobię, wiem, że to rozwiąże”. I ta myśl nie jest pełna pychy, ale wiążę się z genialnym przekonaniem o tym, że umiejętności wsparte wiedzą, zaangażowaniem i determinacją zaowocują pożądanym rozwiązaniem. Oczywiście, czasem trafi się i twardy orzech, którego nie sposób napocząć i wtedy ta pewność siebie ma gorzki posmak, ale i tak uważam, że to jest znakomity punkt wyjścia. Obiecywałem też, że spróbuję się do tej metody stosować. No cóż, chwilowo mi nie wychodzi.
    2. Zachodzę w głowę, czemu w ostatnich tygodniach trudniej mi z tygodniówką. Czemu wymaga pewnej obowiązkowości, czemu podszyta jest wątpliwością „czy pisać, czy publikować, czy dawać znać, że napisałem”. Może lepiej zapalić panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek – tekst napisać i nikomu o tym nie mówić? Nigdzie się z nim nie wypuszczać…

    Tygodniówka ma jeszcze do tego jasno określony termin do wypełnienia i dotrzymania, a ja bardzo przepadam za deklaracjami, zobowiązaniami.

    1. Narasta we mnie przekonanie, że wszędzie wokół jest za dużo wszystkiego, treści zwłaszcza. Skąd tego tyle? Po co to komu? Kogo karmimy słowami, zdjęciami, danymi? Czy my – ludzkość – tego potrzebujemy? Czy potrzebujemy wiedzieć wszystko o wszystkich? Czy potrzebujemy podglądać jak inni żyją, co robią, co myślą?

    A jeśli my dzielimy się swoją rzeczywistością, to dlaczego to ma jakkolwiek determinować nasze doświadczanie? Dlaczego liczba polubień zdjęcia / statusu czegokolwiek może determinować jakość danej chwili. Przeżywanie zbiorowe? Pomijając już to, jak dużo wszystkiego jest na pokaz, cudze lubisie nie determinują smaku naszej rzeczywistości.

    1. Do zabawy rzecz jasna dołączają marki, które z jednej strony chcą być tam gdzie ludzie (żeby móc im coś sprzedać), chcą gadać po ludzkiemu (aby im coś sprzedać), chcą to robić intensywnie (aby sprzedawać więcej) i nie mogą oddać pola w żadnym miejscu (bo wtedy sprzedawać będzie ktoś inny). A ponieważ gramy na poletku ogarnianym przez algorytmy, to nie możemy nagle przestać treści produkować, bo algorytmy są tak ustawione, że brak nowości karze zapomnieniem, a zapomnienie oznacza brak sprzedaży. Więc wszystkiego musi być więcej, choć nie ma opcji, żeby ktokolwiek był w stanie to przetworzyć. Gonimy w piętkę, ciekawe czy kiedyś strzelą bezpieczniki.
    2. Od kiedy większą wartość od jakości ma ilość? To chyba pochodna wszystkich mądrych badań, które mówią „liczy się liczba kontaktów odbiorcy z komunikatem” (która musi cały czas rosnąć wraz ze wzrostem liczby komunikatów konkurencji) wsparta „musi być prosto, bo inaczej nie zapamięta”. Sam to przecież mówię i podpowiadam, bo wiem, że wszystko inne byłoby droższe i zapewne mniej skuteczne, a napewno bardziej ryzykowne. Myślę że Gombrowicz z Sienkiewiczem prychnęliby mi prosto w twarz.
    3. Może trzeba się często i dużo przypominać wtedy, kiedy nie ma się nic do powiedzenia? A kiedy się nie ma nic do powiedzenia, tym bardziej nie można pozwolić na zapomnienie?
    4. Swoją drogą, w czasie kiedy wszystko w Internecie musi być szybkie i zwięzłe, facet który ma miliony subów wrzuca blisko 50 minutowy materiał

    będący pogłębioną recenzją (i który sam w sobie jest perełką video). To co mnie fascynuje, to to, jak bardzo on – twórca – rozumie, że jego materiał wcale nie musi być oglądany liniowo i pomaga widzom się w nim odnaleźć. Spodziewam się, że tego będzie więcej. A przy okazji – jego wideo ma już ponad 2mln widzów.

    1. W zeszłym tygodniu (#9.21) pisałem o kreatywności, którą masowo uwalnia TikTok. To – bardzo możliwe – pozwala nam na odkrycie nieznanych talentów. Na wybicie się ludzi, którzy z różnych powodów bez tego narzędzia nie mieliby okazji do tego, aby zostać zauważonym, ale… jakim kosztem? Choć przecież „nie można przykładać ceny” do postępu i innowacji.
    2. Trafiłem też na ciekawą uwagę u Kuby Klawitera w ostatnim, choć może jednak bardziej poprzednim, techweeku:

    Ci wszyscy Kołczowie w internecie mówią, że należy zakładać podcasty i być aktywnym w social mediach (bo to jest droga do sukcesu – przypis Wita). A gdyby ci Kołczowie mówili, że wszyscy mamy zostać stolarzami, to też byśmy tak reagowali? Nie, bo nie chcemy żeby nam się krzesła pod tyłkiem rozpadały.

    Kuba Klawiter

    No… trochę bardzo w punkt. Jakoś tak łatwiej nam uwierzyć że wszyscy możemy być piękni młodzi i bogaci dlatego, że jesteśmy piękni i mądrzy i wszyscy chcą naszej mądrości (bo chcą mądrości innych), ale jakoś nikt nie chce być piękny młody i bogaty dlatego, że potrafi coś zrobić, bo zrobienie czegoś dobrze już nie jest takie łatwe i wymaga jednak coś umieć.

    1. Kiedy wydaje Ci się, że wszystko już wiesz i umiesz i rozumiesz, a w razie czego wymyślisz, i nagle przychodzi ktoś z drewnianym kijkiem i mówi Ci – patrz i podziwiaj.
    1. Czuję się zmęczony byciem stale online. Nie sądziłem, że to napiszę / poczuję. Ale tak jest. Nie czuję wartości w byciu online. Nie czuję też, żebym sam wnosił wartość będąc online. Wręcz zazdroszczę tym, którzy śmiało prowadzą życie w realu. Może, powolutku, dojrzewa we mnie myśl, żeby obrać ten kierunek… Choć na razie bardziej przeraża, niż kusi.
    2. Na cały ten świat pełen nikomu niepotrzebnej treści, pcham się jeszcze ja ze swoją tygodniówką. Brak mi pokory chyba. Ale na pewno nie brak mi wątpliwości. Tym bardziej, że z tygodniówka jest jak z robieniem prezentacji w dobie Covidu – Gapisz się w swój ekran dzieląc się swoją myślą i… nie widzisz w zasadzie reakcji. Masz tylko nadzieję, że po czasie nie usłyszysz – hej, możesz powtórzyć? Bo byłeś „on mute”.
    3. Wracając do kwestii „podejścia”. Można działać z przekonaniem „rozwiąże”, albo – i to jest częściej moja myśl – „to jest zapewne ten raz, kiedy się potknę”. Tzn zwykle zaczynam od „spróbuję, co mi szkodzi” ale zupełnie nie mam wyrobionego mechanizmu „odpuszczania” i… boję się odpuścić, bo to się źle kończy. Dlatego trwam w ćwiczeniach, trwam w głodówkach, trwam w zimnych prysznicach bo boję się, że odstępstwo od reguły zniszczy regułę i nie będzie powrotu. Silny świadomością własnej słabości.
    4. Tym bardziej, że jak nikt znam te moje projekty (?), które z czasem trafiały na zawieszenie. Tak było z Wolfem, tak było codziennym niecodziennym, tak było z nagraniami do podcastu… cmentarzysko moich projektów ma się dobrze, pielęgnuję je w głowie dość skwapliwie.
    5. W tym momencie niemal słyszę narastający szmer szeptów „terapia, terapia, terapia”, bo to na terapii możesz rozwiązać te wszystkie problemy z pomocą zawodowca. To jest bardzo możliwe, ale jeszcze do tego nie dorosłem. Nie w tym rzecz, że mam problem z samą koncepcją terapii. Myślę, że to co do zasady genialna rzecz, że to się staje pewną higieną i że zaczynamy o swoje zdrowie psychiczne dbać… tak jak dbamy o zęby i dbamy o oczy i chodzimy na siłkę, to pewnie warto zadbać też o swoją psyche, a skoro do kościołów nam jakby mniej po drodze (tzn. mi) to nic dziwnego że terapeuci wchodzą w to miejsce. Więc – znakomicie, że to przestaje być tabu. Mniej znakomicie że jeszcze nie umiem z tego skorzystać.
    6. To wszystko jest w głowie. I choć to cokolwiek (dla mnie) zaskakujące, to oddam głos zawodnikowi MMA, który właśnie przegrał swoją walkę, ale sposób w jaki odpowiada na pytania, sposób w jaki opowiada o swoim podejściu. Wow.
    1. Polecam zobaczyć całą jego (Israela Adesanya) obecność na konferencji. To co mówi, to jak mówi, to jak pięknie to kontrastuje choćby z typowym wywiadem z piłkarzem po zakończeniu meczu. Nie mogłem przestać słuchać.
    2. Jak wspominałem, książki po które ostatnio sięgam dotyczą wychowywania i zrozumienia psów, ponieważ w najbliższym czasie w mojej codzienności pojawi się czworonóg. Gorąco polecam Culture Clash autorstwa Jean Donaldson, choć im więcej czytałem, tym bardziej narastało we mnie przekonanie – mogę tego nie ogarnąć (co nie oznacza, że zamierzam złożyć broń). To w ogóle dość dziwne doświadczenie, że im więcej w danym temacie czytałem, tym więcej mam wątpliwości wobec sprawdzonego sposobu radzenia sobie z własnym psem. No cóż, zobaczymy.
    3. To co mnie tchnęło, to jest podkreślanie (a to już z kolei w kilku źródłach), że tym co ma ogromną wartość w szkoleniu dogadywaniu się ze zwierzęciem, jest umiejętność błyskawicznego nagrodzenia psa (w tym konkretnym przypadku) za zachowanie, którego sobie życzymy. Jeśli tego nie zrobimy – pies uzna, że nie warto tego zachowania powtarzać, ale też jeśli zrobimy to za późno, to pies uzna, że nagradzamy inne zachowanie, niż nam się wydaje, że nagradzamy. I to jest podchwytliwe. Ale po uszach dało mi inne spostrzeżenie.

    Jeżeli wiemy, że tak trudne jest dobre wychwycenie momentu wartego nagrody i umiejętność zaakcentowania tego u psa że wątpimy w skuteczność tej metody szkoleniowej, to skąd nasze przekonanie, że tak doskonale będziemy potrafili ukarać psa za niewłaściwe zachowanie (czego próbowanie, wedle książek, które czytałem, też nie jest najlepszym pomysłem, bo wcale nie będzie efektywne).

    1. Koty to jednak są… przekocury:
    https://www.youtube.com/watch?v=hrW5KX1cqIg

    i co, nadal uważasz, że kot coś strącił „przypadkiem”?

    1. A ta pani też jest przekocica:
    1. I jeszcze jedna pani, która jest zdecydowanie jak wino.
    https://www.instagram.com/p/B7tiAVYhND5

    To jaka jest Twoja wymówka? (A, tak poza wszystkim gorąco polecam rzucenie okiem na profil Kobieta zawsze młoda

    1. Wspominałem o tym, że oglądam jak inni grają w szachy? Wspominałem. I że się uczę trochę też wspominałem. Lepiej mi idzie oglądanie, niż się uczenie, ale stockfisha na poziomie 4 już parę razy ograłem… ale dużo więcej razy on ograł mnie… Do grania z pierwiastkiem ludzkim jeszcze nie mam śmiałości. W każdym razie, okazuje się, że… najstarsza gra na świecie, staje się również najchętniej oglądaną grą w Internecie.

    GenZ – Here we come, and we gonna take your toys.

    1. W zeszłym tygodniu wspominałem o tym, że krucho jest z naszą polityką prorodzinną, gdybyśmy próbowali ją mierzyć liczbą nowych urodzeń (która u nas spadła do poziomy 350k w roku 2020) to spodziewają się, że w Stanach Zjednoczonych będzie o 300 tysięcy urodzeń mniej w 2021. Nieoczywiste efekty koronawirusa.
    2. I jeszcze jedna ważna rzecz – większość z nas doświadcza tego, że zoomy (i wszelkiego rodzaju inne telekonferencje) męczą ponad miarę. Nic to, że siedzimy w domu, nie tracimy czasu na dojazdy, a jednak czujemy się cokolwiek jak zombie. Są po temu cztery powody:
    • Za dużo kontaktu wzrokowego (się okazuje, że nam nie służy)
    • Gapienie się nam siebie nam nie służy
    • brak ruchu nam nie służy
    • tele konferencje wymagają od nas większego zaangażowania
      Więcej w artykule podsumowującym wyniki badań Stanforda
    1. Nie wiem, czy ogarniasz bitcoina i blockchain. Czy rozumiesz czym są, czym się od siebie różnią, dlaczego to przyszłość finansów. Nie rozumiesz? Mam wrażenie, że mało kto rozumie (ale tak rozumie rozumie i potrafi wytłumaczyć). Ale aby podbić stawkę, spytam, co powiesz o… kolekcjonowaniu krytposztuki. Czego? Hmm… kolekcjonerskich dzieł cyfrowych, za które można płacić krypto walutą. Takie rzeczy oferuje między innymi SuperRare.co. Czuję się staro. Nawet bardzo. Ale może Ty coś z tego zrozumiesz.
    2. Nawiązując delikatnie do ilustracji dzisiejszego wydania, nieśmiało przypominam, że… „dzięcioł, dzięcioł, dzięcioł” jest do odsłuchania.

    A tu do zobaczenia

    1. A o czym była tygodniówka rok temu?
    • O tym jak sprzedawać nieruchomości
    • o wdzięczności
    • o newsletterach (to się chyba robi motyw przewodni)
    • o tym, że Charlize Theron nie umie śpiewać

    Nieustannie przypominam i będę wspominał o tym jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak