Miesiąc: styczeń 2020

  • Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka

    1. Michał Kreczmar polecił to: https://www.ben-evans.com/presentations a ja widzę w tym nawiązania do rzeczy, które tydzień temu pokazywał Bartek Pucek. Cholera… przyjemnie w tej mojej nowej bańce 😀 Ale tak poza wszystkim, mocno wciągająca prezentacja. Raz po raz mam z niej krzyk – wow. O wow. 

    Jakie miałem te o Wow? 

    • – Smartfony dorosły, więc nie nie ma co oczekiwać spektakularnych zmian (bo jesteśmy na etapie korekt, a nie wymyślania). To moje osobiste wow, bo w dwóch slajdach gość zamyka mój pomysł na notkę „fetysz innowacyjności”.  
    • – na ile to wszyscy inni uczą się stosować technologię w swoich dziedzinach, a na ile to technologia postanawia rozszerzyć swoją obecność w dziedzinach.
    • – o tym jak roście ecommerce, ale ile ma jeszcze do urośnięcia. 
    • – o tym że wszystko idzie falami. 
    • – o tym, że nic nie jest tak nowe jak nam się wmawia 😉
    • – o tym jak się zmieniają zachowania zakupowe ludzi
    • – i jestem bardzo ciekaw kiedy reklama skuma, że musi wymyślić siebie na nowo, bo ludzie przestają mieć czas na oglądanie telewizji (ale nie na innego rodzaju rozrywkę).
    • – także o tym, że USA już nie są największym rynkiem mobile, ani ecommerce, i że będziemy mieli więcej TikToków.

    Cholernie ciekawa prezentacja. A Ben Evans trafia od razu na listę ludzi, których obserwuję i na których newsletter będę czekał. A do tego pisze bardzo ciekawe artykuły.

    1. Tym czasem w Polsce, o Polsce napisał Rafał Stec:

    „Przywykliśmy, że media teoretycznie publiczne zdegenerowały się do plugawych propagandowych szczekaczek, które masakrują umysły dzień w dzień, więc niespecjalnie przejmujemy się także tym, że duże medium prywatne daje się przekupić politykom, proponuje im notoryczną uległość.” 

    Swoją drogą, minął kolejny tydzień, WP ma się dobrze. To jest absolutnie niesamowite. Ludzie, pozwalacie się kłamać. Bez wazeliny.  

    1. Nie wierze w kuloodpornych na wszystko, więc przyjdzie i taki moment, kiedy zmiecie wszystko i wszystkich z obecnego rozdania. NIe mam na myśli rozdania dziennikarskiego, a rozdania politycznego. Mam tylko nadzieję, ze przyjdzie zanim trzeba będzie wszystko stawiać od nowa. Straszne jest tylko, czy to co czeka na nas za rogiem, będzie lepsze. Chciałbym.
    2. Czytamy dalej „Pan raczy żartować, panie Feynman” i dowiadujemy się, że pluton jest pierwiastkiem wytworzonym przez człowieka… ale kurde jak? To trzeba doczytać.
    3. Jak się okazuje (opierając się wciąż na tej samej lekturze), nawet największe tajemnice strzeżone są kombinacją admin | admin i pochodnymi… Wnioski – oczywisty jest taki, że najsłabszym ogniwem większości zabezpieczeń jest człowiek. I że warto zachęcać do – unikalnych haseł i korzystania z menadżerów haseł. I Two Factor Authentication. A potem i tak się okaże, że jednak człowiek i socjotechnika – hasło domyślne, albo hasło zapisane na karteczce przyklejonej do klawiatury / szuflady, albo hasło oparte o datę.  
    4. Feynman podpowiada też, że czasem wystarczy zapytać. O cokolwiek. O wszystko. W najgorszym razie, usłyszysz nie. Co jest po drugiej stronie strachu? Czasem wystarczy zapytać.
    5. I jeszcze spostrzeżenie dotyczące tego, jak się uczymy. Nie tylko tego, że nie umiemy się uczyć, ale że nie można uczyć rysunku tak, jak się uczy fizyki, co wcale nie wypada korzystnie dla fizyki. Nie tylko nie umiemy się uczyć. Zdaje mi się, że z uczeniem innych też mamy kłopoty.
    6. 9 porad od seniorów…  Do mnie najbardziej przemawia 

    A do Ciebie?

    1. Ten Podcast robił furorę już w zeszłym roku. Sześcioodcinkowy reportaż kryminalny pt. Śledztwo Pisma (https://open.spotify.com/episode/12NzslM1zVn1LHRdSwGoVf?si=5wHVHhPYRq2okTCdGubzLQ ). Otwiera oczy z niedowierzania. I nawet jeśli słuchając mam trochę uwag „technicznych” do sposobu realizacji, to jednak tematyka, opowieść sprawia, że człowiek zostaje ze szczęką gdzieś na wysokości kostek. I zastanawia się, powielokroć, czy sam mógłby zostać bohaterem takiego reportażu…
    2. Robert podpowiada Youtube’owy materiał tłumaczący zastosowanie AI. Jak już pisałem, mam do Google coraz większy dystans i robię się cholernie ostrożny wobec takich projektów, ale z drugiej strony muszę przyznać –   https://www.youtube.com/playlist?list=PLjq6DwYksrzz_fsWIpPcf6V7p2RNAneKc 
    3. Takie dziwne pytanie mnie dopadło, kiedy kończyłem jeść słoik masła orzechowego… Nie, nie zjedzony na raz. ale skąd z kalorii kilogramy? Co, dlaczego, perche. No bo rzecz jasna znaczenie ma nie ilosć jedzonka, a treść jedzonka. Brawo Wit, jakże odkrywcze. Wszystko dlatego, że dotychczas nie musiałem temu poświęcać najmniejszej z myśli. To się zmienia. Przynajmniej na jakiś czas. Choćby na tydzień, w którym jednak będę liczył. Rekomendowana mi aplikacja – fitatu  / fatsecret. Hmm… Na ten moment skusiłem się na „My Fitness Pal” i uczymy się siebie. Jestem ciekawy, bo np. totalnie mnie zaskakuje ilość kalorii w bułce. Ale jak to że aż tyle. Ech, taka dzika nauka.   
    4. Wracamy do wątku okienka żywieniowego – jemy wyłącznie w godzinach 7:30 (easy) – 18:30 (no nie wiem czy ogarnę czasowo). To o której jem wieczorem zależy wyłącznie od tego, ile czasu zajmie mi gotowanie obiadu. Odgrzewanie tego z wczoraj idzie szybciej (zaskoczenie). Ale jestem strasznie wolnym kuchcikiem.
    5. Niecodzienny na głos dostał polecenie. Totalnie niespodziewane. W newsletterze od najlepszepolskiepodcasty.pl 

    O czym bym nie wiedział, gdyby nie pokazał mi tego Wojciech. I wiecie co… cholernie to miłe 😉

    1. Ok, wszyscy wiemy, że Azjaci jedzą pałeczkami. Ale czy wiemy że to się przekłada także na sposób przygotowania jedzenia? I że to może być trochę bardziej efektywny sposób? I że w różnych regionach wykorzystuje się różne pałeczki? Się nie spodziewałem 😉 https://www.youtube.com/watch?v=tSciinXdGhI
    2. W kwestii skąd czerpiemy wiedzę o świecie. Na przykładzie Koronawirus, czyli choroba, która pojawiła się w Chinach i szybko przykuła uwagę mediów na całym świecie. Łatwo wpaść w panikę, dobrze wiedzieć co się dzieje i komu wierzyć. Na ten przykład podczytywać tu: https://www.theguardian.com/science/coronavirus
    3. Wierzę w mailing, już o tym pisałem. To nawet nie chodzi o kreatywność, a o skuteczność tego narzędzia i to że nie jest ono takie „sexy” jak wszystko co można zrobić w Internecie. Jestem też trochę świrem jeśli chodzi o pisanie i jak to robić dobrze. I zwracam uwagę na to, jak tworzyć skuteczne mailingi. I w sumie ważne są dwie rzeczy. Po pierwsze, pamietać o szacunku dla odbiorcy i mieć na uwadze jego czas. Rozwiązaniem jest stosować proste zasady – krótko, na temat, z oczekiwaną akcją. Po drugie, od każdej zasady są wyjątki i czasem dłuższa forma też może się sprawdzić, pod warunkiem że jest uzasadniona. Że jest wypełniona treścią a nie literkami zbitymi w słowa. Co mnie tchnęło do tej refleksji – propozycja tego, jak wygląda szablon przygotowany przez Amazon. Jestem dziwny, ale zachwycają mnie takie rzeczy. Uczmy się ich. 
    1. Dużo bardziej podoba mi się to, jak się mnie uczy Spotify niż to jak sie mnie uczył TikTok. To wszystko jednak kwestia odpowiednio zrobionej kanapki – poczytaj SIłę Nawyku i to jak promuje się przeboje radiowe. I jeszcze w temacie Spotify – Niecodzienny na głos jest też już na Spotify. A co 😉 Aczkolwiek Podcasty na Spotify są dla mnie niezrozumiałe, ale to dlatego, że ja chcę szukać podcastów nie po polsku. I tu jest ciut mniej wygodnie. 
    2. Ponieważ jestem freakiem finansów osobistych, kiedy gdzieś pojawia się test „o finansach”, to ja chcę go zrobić. WIęc tu jest: https://financialengines.com/financial-literacy-quiz i jedno z pytań brzmi – jeśli wziąłeś pożyczkę na kwotę 20 tysięcy dolarów na 20% / rocznie (drakoński procent, swoją drogą) to jaką kwotę musisz oddać po 4 latach, jeśli nie spłaciłeś żadnych odsetek. Od razu poszedłem w obliczenia i karnie liczę te swoje domniemane odsetki, w pierwszym roku robi się 24, drugim 28,8, w trzecim 34,56, w czwartym 41, 472. Zaznaczamy odpowiedź powyżej 40 tysięcy. Brawo ja. Czy to dobra odpowiedź? Tak, dobra, ale haczyk jest gdzie indziej. Dowolna kwota przy 20% odsetek podwaja się w ciągu mniej więcej 3.5 roku. Magia procentu składanego. Za każdym razem wali mnie prosto w twarz. Miejcie baczenie na każdy mały procencik. 
    3. Jeszcze z tego testu – jakiej wysokości wydatków związanych z kosztami medycznymi może się spodziewać małżeństwo przechodzące na emeryturę w wieku 65 lat przez cały czas trwania emerytury? 266k$; No… ta kwota bije w głowę.
    4. Rapowanie „z głowy”, jako przykład mindfulness. Chris Turner w ciekawym wykładzie opowiada o tym, jak to robić.  https://youtu.be/jWYog0fiBxQ
    5. Mam słabość do komików. Tym bardziej, że czasem w swoich śmieszno zabawnych programach dają do myślenia. Moje nowe odkrycie – Alice Fraser. https://youtu.be/M4MlaRGcFHI
    6. Czasem szukając pomysłu na szablon prezentacji można trafić na zaskakujące rzeczy. Na przykład na takie… I to też makes me think: 
    1. Słońce i jej kwiaty – podtrzymuję, przemocna rzecz. Przedobra rzecz. Nie dla delikatessen.

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

  • Tik tok i zawód przyszłości

    Trochę z racji potrzeb zawodowych, trochę z ciekawości własnej, staram się mieć oczy otwarte i wiedzieć jakie nowe serwisy / gadżety / usługi pojawiają się w użyciu. Żaden ze mnie early adopter, najczęściej wystarcza mi samo „aha, jest taki serwis” i nie ma we mnie imperatywu „musisz tam mieć konto”. Przy czym jesienią zeszłego roku zbyt często słyszałem „Wicie, TikTok jest naprawdę spoko” oraz, „Wicie, nie zrozumiesz”, żeby to zlekceważyć. Opór wewnętrzny miałem wielki, ale trzeba było spróbować. Żeby choć trochę być na bieżąco. 

    Rzekomo boom na TikToka jest wielki. W lutym 2019 można było przeczytać o wielkim fenomenie, milionach (dokładnie sześciu milionach) pobrań, które miały świadczyć o tym, że to wielki zwycięzca serc, umysłów i komórek Polaków. Ta liczba robi wrażenie, choć jak się zerknie w zestawienie Gemiusa za grudzień 2019, to TikTok nie pojawia się wśród top 20 aplikacji w Pl. Co oznacza z jego popularnością jest ciut mniej kolorowo. Tylko… czy to aby na pewno ma znaczenie?

    (więcej…)
  • Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki

    1. Rzecz o zarządzaniu czasem. Mój problem z powiadomieniami i oparciem się o powiadomienia sprowadza się do nieumiejętności zarządzania moim czasem. Nie umiem, więc pozwalam żeby powiadomienia dyktowały mi czym się zajmować. O jakości mojej pracy nie świadczy szybkość odpowiedzi (choć zapewne jest miła dla oczekującego odpowiedzi). Ale umiejętność kontrolowania w co wchodzę. Ponieważ nie umiem zaplanować swojego czasu, rzucam się na pierwszą rzecz, którą mogę się zająć, jeśli umiem ją zrobić – robię ją, jeśli nie umiem jej zrobić, prokrastynuję. Nie ma priorytetu. Jest przerzutność. Świat się nie zawali jeśli nie przeczytam tego maila natychmiast. ogarnij to Wicie.
    2. Z jakiegoś przedziwnego powodu wydaje mi się, że ten twit jest bardzo znakiem naszych czasów. 

    Trochę bardzo niezwykłe.

    1. Kiedy rysowałem, mniej pisałem. Kiedy więcej piszę, mniej jestem głową w temacie rysowania. Trzeba by to pogodzić, bo lubię jedno i drugie. Opcja w której nie robię jednego i drugiego bo nie mam czasu na jedno i drugie jest sprytną wymówką, ale… no nie do końca z tym moim „nie mam czasu” tak to wygląda. Po prostu muszę powybierać na co czas poświęcam. 
    2. W temacie czasu – seriale. To się chyba prosi o jakąś osobną notkę, ale seriali jest tyle, że ciężko się na któryś zdecydować… i całej masy seriali nie mam nawet głowy próbować. Do tego stopnia, że choć wiedźmińską sagę bardzo lubię, to jakoś nie mogę się przemóc żeby Wiedźmina oglądać. Pewnie dobrze by się było przełamać… nie wiem jeszcze kiedy.
    3. Łamigłówki – bardzo, bardzo lubię. Są takie, które mają rzekomo bardzo trudny poziom, i które jestem w stanie „ogarnąć” relatywnie szybko. Ale są takie, które… no zacinają mnie. W tym momencie są dwie takie „złośnice”: 
    Jedna jest od niedawna, druga od chyba dwóch lat bezczelnie oporna. Nie poddajemy się. 
    1. Sięgnąłem po „Pan raczy żartować, panie Feynman”. I tu taki cytat.

    „Jest coś niedobrego z ludźmi: nie uczą się przez zrozumienie, tylko jakoś inaczej, pewnie na pamięć. Ich wiedza jest taka krucha”

    1. wydawało mi się, ze najgłupsze co można zrobić, to uczyć się do testów. Bardzo w punkt to spostrzeżenie Feynmana. Nie umiemy się uczyć. Paradoksalnie, nikt nas nie uczył. Tu kilka podpowiedzi.
    2. Feynman opisuje swoje doświadczenia ze świadomym śnieniem. Kilkanaście lat temu Bartek opowiadał mi o tym – o możliwości uświadomienia sobie we śnie, że się śni, i przejęcie świadomej kontroli nad wydarzeniami, jakie mają miejsce za zamkniętymi powiekami. Dodatkowo, ciekawą rzeczą jest świadome zasypianie – czyli skupienie się nad tym co pojawia się w naszej głowie przed zaśnięciem i przyglądnięcie się temu. Sprawdzam.  
    3. „Pan raczy żartować, panie Feynman” – czytając te książkę czuje się głupi. Czasem nie rozumiem tego o czym autor pisze, czasem nie umiem sobie tego wyobrazić. Rzeczy które były dla niego oczywiste „za małolata” dla mnie są czarną magią. Zdarzają się fragmenty, które odbieram troszkę jak obcojęzyczny film. Nie znam szczegółów fabuły, ale staram się nadążyć za wątkami i nie zgubić się w głównym nurcie opowieści. A nadal jesteśmy przed projektem Manhattan.  
    4. Podejście do Spotify nie wiem juz które. Skoro już apple nauczył mnie płacenia za subksrybcję i z mniejszym się to wiąże obrzydzeniem, to… Dajemy się przekonać Mateuszowi, który zachęca do zaprzyjaźnienia się ze  Spotify. Dlaczemu? Gdyż podobno doskonale podpowiada muzykę, czego Apple w zasadzie nie robi (a cała rozmowa zaczęła się od tego, że przeczytałem przytoczone przez Michała Kreczmara badania dot UX platform vod). No to sie przekojajmy. 
    5. I jeszcze raz sięgam do Feynman’a i tu kolejne z jego spostrzeżeń: W zabawie nie chodzi o to, żeby wszystko wiedzieć. Ale warto próbować, próbować, próbować. Mam wrażenie ze z początkiem roku ludzie maja duża ochotę do eksperymentowania. Nie tylko ja, ale także obserwowani przeze mnie Bartek Pucek czy Ferris o eksperymentowaniu piszą. A może jest tak, ze zwracam na to uwagę tylko dlatego, że to także moje doświadczenie… 
    6. Nowy cykl w ramach tygodnika… a co też panie autorze pisałeś 10 lat temu.. Było coś? No cóż, było, między innymi:
      1. „Takie polskie…” – czyli jakie?
      2. W drodze do Hurghady
      3. Prawdziwych przyjaciół poznajesz w Hurghadzie
    7. Ekspozycja produktów w sklepie sportowym. O.o https://hotelcreative.com/work/ robi wrażenie… jak nie lubię po sklepach chodzić i ni cholery się na dizajnie nie znam, to chylę czoła.
    8. Uwaga do samego siebie. Jeśli czytasz swoją notkę i coś Ci w niej zgrzyta, to daj sobie chwilę, podejdź do niej jeszcze raz a potem popraw, żeby nie zgrzytało. Ta o płaceniu gotówką na tym skorzystała.
    9. A w temacie gotówki.. w poniedziałek 100wa dosłownie mi wyparowała z portfela. Bez żadnych wielkich zakupów. Ale nie ma inflacji. 
    10. Wreszcie, wiele lat po tym jak skończyły się czasy mojej ogólnokształcącej edukacji, sięgnąłem po Trans-Atlantyk. Wstyd mi, że tak późno. Już od przemowy czuć stylistyczny rozmach i bezkompromisowość autora. I mierzenie się z Polskością… Bronienie jej przed Polakami. I mierzenie się z tym, jak to jest przez prawdziwych Polaków odebrane. Ale najpiękniejsze i tak jest to, jak sobie autor z tym radzi, pokazując, jak bardzo wynika to z niezrozumienia.

    Ale na cóż mnie jakieś boje z umarłą Polską przedwojenną czy też z przebrzmiałym stylem dawniejszego patriotyzmu, gdy mam inne i bardziej uniwersalne kłopoty? Czyż traciłbym czas na te przeczasiałe drobiazgi? Jestem z tych ambitnych strzelców, którzy, jeśli pudłują, to tylko do grubszej zwierzyny.”

    1. „Sam zaś Trans-Atlantyk jest przerażająco „na czasie” po tylu, tylu latach. Nic się nie zmieniamy.
    2. Bez przeglądarki na telefonie da się żyć. Zaskakująco. Odkąd zdecydowałem się na to ograniczenie (a to już trzy tygodnie) jedynie sporadycznie było to trudnością (choćby wtedy, kiedy chciałem synowi puścić coś na YouTube… aha, YouTube na telefonie też nie mam… ). A poza tym – mało co jest niezbędne do natychmiastowego sprawdzania. Da się z tym żyć;-) Czasem łapie się na myśli – a to bym sobie wskoczył na fb czy na tt i kiedy tego zrobić nie mogę, świat się nie wali. Ograniczam na telefonie nawet ilość maili, które sprawdzam, włącznie z tym, który przez jakiś czas był podstawowy. I… żyje się. Świat się nie wali.
    3. Po zabawie ziemniaczanej i zmianie diety wydawało mi się, że w tym temacie jestem twardym zawodnikiem. I cóż, wydawało mi się 😉 Usłyszałem – „po powrocie z diety zapewne i tak zostnę na ograniczonym cukrze i zapewne bez kawy”. I ta myśl „bez kawy” zrobiła mi wow… Gotowość do odstawienia kawy, której nie uznaję za napój życia, robi na mnie wrażenie. I na takie rzeczy mogą się decydować tylko prawdziwie hardcorowi zawodnicy. Mam jeszcze dużo do nauki.  
    4. Jakiś czas temu miałem styczność z aplikacją Appointy . I wracam do moich obserwacji z tego zetknięcia, ponieważ po raz kolejny jestem pod ogromnym wrażeniem obsługi klienta. Jedyny rodzaj czatu, który pomagał, a nie przeszkadzał. Skupienie się na tym, jak można pomóc klientowi. To jest tak dobrze robione, że nawet popełniłem dla nich recenzję na google. I powtarzam jeszcze tu – niesamowita obsługa klienta. 
    5. Po pierwszych kilku dniach, coraz bardziej lubimy się ze Spotify. Najbardziej za to, że potrafi zaskoczyć. Na przykład Progressive Electronic on the Late Night Highway… wooooaaaaa. I zupełnie nie brakuje Apple Music. 
    6. Kilka dni temu sięgnąłem po „Słońce i jej kwiaty” Rupi Kaur, autorki „Mleka i miodu”. Wit sięga po poezję… ale to przede wszystkim dlatego, że Rupi potrafi spisywać moje myśli i ubierać je w moje słowa. O ile „Mleko i miód” połknąłem nie raz na raz, o tyle „Słońce i jej kwiaty” zmusza mnie do pokory. Ilość emocji, ilość bólu, ilość krzywdy, którą autorka dzieli się z czytelnikiem sprawia, że mam czasem lęk przed przewracaniem kartki po kolejną cząstkę jej opowieści. Dużo ostrożniej czytam, dużo rozważniej. Zaskakująca lektura.

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

  • Płacić tylko gotówką? W 2020 roku?

    Jestem w fazie testowania rozmaitych pomysłów na nawyki i badania na sobie, co z tego wynika. Jedną z pierwszych prób było codzienne pisanie, potem poranne, wczesne wstawanie, zabawa z dietą, zimnymi prysznicami. Na tym się jednak nie skończyło, a niedawno podzieliłem się wrażeniami związanymi z tygodniówką i dniem bez wydawania pieniędzy.

    Ten wpis to małe podsumowania trzeciego z eksperymentów finansowych, jakie w ostatnim czasie postanowiłem na sobie przeprowadzić. Tym razem postanowiłem spróbować płacić tylko gotówką. Choć z drobnymi ustępstwami. Dałem sobie przyzwolenie na płacenie telefonem za parking i bilety komunikacji miejskiej, ew. bilety kolejowe i paliwo (czyli zrobiłem całkiem sporą lista wykluczeń…).

    (więcej…)
  • Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2

    Bez zbędnych wstępów. Co też ciekawego mnie złapało w tym tygodniu

    1. Początki mierzenia się z prokrastynację nie są łatwe. Na razie jestem na etapie zwiększania własnej świadomości co mi czas kradnie i jak bardzo nie umiem sobie z tym poradzić. Potrzebuję determinacji do tego, żeby zamykać głowę na czas i nie pozwalać jej uciekać za bardzo. Będzie ćwiczone. Bez paniki. Krok po kroku. Trzeba się pilnować. I wyłączyć powiadomienia większości aplikacji. Nic osobistego, po prostu krzycząc odwracają uwagę. Niepotrzebnie. Niby już poograniczałem, ale nie dość.  
    2. Pierwszy kontakt z metodą Pomodoro (ustaw sobie okresy 25 minut na pracę + 5 minut przerwy) zaskakująco… przyjemne. I zdaje się efektywne. I… mam nadzieję, coś z tego będzie. Korzystam z aplikacji „Be Focused” ( https://apps.apple.com/us/app/be-focused-focus-timer/id973134470 ) – łatwa, prosta, wygodna. No cholera chyba się polubimy.
    3. Łatwiej mi było z metodą Pomodoro w domu (home office) niż w biurze. Troszkę dlatego, że łatwiej było się wyłączyć na określony czas od bodźców. Siedząc za firmowym biurkiem zdarzało się nie raz, że ktoś podszedł, podpytał, wytrącił z tego w czym w danym momencie byłem głową. Muszę nauczyć się mówić „przepraszam, za moment”. To w sumie coś, o czym pisano w „one second head” – to Ty decydujesz, kiedy i komu poświęcisz swoją uwagę. Naucz się świadomie odmawiać. 
    4. Ostatnia myśl związana z Pomodoro… Tu jak w medytacji. Od czasu do czasu, coś sprawi, że Twoje skupienie związane z oddechem i niemyśleniem o niczym zostanie przerwane i pomkniesz uwagą za jakimś mniej lub bardziej ważnym skojarzeniem. Właśnie wtedy powinieneś „gently, but firmly” sprowadzić uwagę do tego, na czym Ty chcesz ją skupić. Bez krytyki, bez żalu, ale z pewnym wysiłkiem wrócić głową w miejsce, w którym w danym momencie chcesz ją mieć. I to samo zauważam przy pracowym rozproszeniu. Moje rozwiązanie? Zauważam, a następnie wykonuje pewien wysiłek aby wrócić na chciane tory. Ćwiczymy. Pierwsze efekty są malutkie, ale dają nadzieję.   
    5. Just Jammin Gramatika (wspominałem w zeszłym tygodniu) zapętlony w tle nadal się sprawdza. Zobaczymy jak długo. Nie chciałbym sobie obrzydzić tego kawałka.
    6. Finowie udostępnili darmowy kurs o podstawach sztucznej inteligencji. Brzmi interesująco, chyba się skusze. https://www.elementsofai.com/ 
    7. Cytat, który zwrócił moją uwagę: „Point of view is worth 80 IQ points” – Alan Key, z książki The Everything Store.
    8. Ze specjalną dedykacja dla pana Prezydenta Kochanego naszego „Jeśli jesteś pochodzenia europejskiego albo azjatyckiego, istnieje duża szansa, w przedziale od jednego do czterech procent, ze masz neandertalskie DNA” – Ludzie, krótka historia o tym, jak spieprzylismy wszystko, Tom Philips. I równocześnie dygresja… im więcej czytasz, tym więcej masz treści, do której możesz się odnieść. Swoją droga, im więcej czytasz, tym częściej trafiasz na podobne argumenty (co sprawia ze a – może jednak tych argumentów jest skończona ilość, b – jest szansa ze lepiej je zapamiętasz). Tym razem o roli kotwiczenia w percepcji rzeczywistości (por. Choice Factory).
    9. Droga rzeczywistości, podpowiadacz mi te książkę – Thinking Fast and słów – trzeci raz w ciągu miesiąca. Tak, obiecuje przeczytać, ale proszę, bądź bardziej subtelna. 
    10. Queen Anne’s Revenge od CubicFun – kilka godzin bardzo przyjemnej (a momentami niezdrowo frustrującej) rozrywki. Ale daje takie efekty;)
    1. Organizowanie wydarzeń na fb w kontekście zaproszeń na imprezę. Może i wygodne, ale średnio efektywne.
    2. Na listę książek do przeczytania, a może raczej do sprawdzenia czy na te listę trafi pozycja Davida Epsteina – Range, why generalists triumph in specialised world. Wszystko na podstawie wspomnianej rozmowy na Recode Decode. Ale większa pokusa jest tez sprawdzenie co ten człowiek. napisał, bo mówi bardzo ciekawie.
    3. Od kilku tygodni jestem posiadaczem AirPodsów. Wszystko dlatego, że kolejne Earpodsy postanowiły zakończyć (albo prawie zakończyć) swój żywot, losowo puszczając muzykę / podcast kiedy nie miałem na to ochoty. Na moje (absolutnie) niewymagające ucho, słuchawki od Apple robią robotę – dźwięk, jakość wykonanie, cena – wszytko gra. Dlatego postanowiłem spróbować wersji bezkabelkowej. Wrażenia… są tak samo wygodne, ładowanie (dzięki case’owi) nie stanowi problemu, trzeba uważać, bo potrafią wypaść z ucha w najmniej spodziewanym momencie, mikrofon chyba zbiera zbyt dużo dźwięków z otoczenia, ale też może to być konsekwencja tego, że lubię słuchać na jednym uchu… O ile w zamkniętej, cichej przestrzeni nie ma z tym problemów, o tyle na ulicy to rozwiązanie się nie sprawdza. Muszę przekonać się czy używanie obu słuchawek rozwiązuje ten problem.
    4. Druga uwaga do Airpodsów – zapomniałem jak wygodne jest korzystanie z pilota na słuchawkach – bez sięgania do telefonu zmiana głośności, szybkie przewijanie (reklam w podcastach). No cóż, tego AirPods (gen1) nie oferują. Ale można to robić via Siri. Tylko czy ja chcę / umiem / polubię podgłaśnianie przez Siri… Trzeba się będzie przekonać.
    5. W ramach ciekawostek, a zdaje sie mało kto o tym wie, zachęcam do podglądnięcia „ważnych miejsc” jakie w ramach danych lokalizacyjnych gromadzi iOS (Ustawienia -> prywatność -> usługi lokalizacji -> usługi systemowe -> ważne miejsca). Można sobie całkiem sporo powspominać   Ciekawe czemu ukryli to tak głęboko… i tak, można to zdezaktywować. Albo przynamniej poczuć się lepiej nie widząc, że te dane są gromadzone.
    6. I w sumie jeszcze jedna dziwna refleksja o iOSie i „mądrości” tego systemu. Słownik – działa spoko, o ile zrobisz jedną literówkę w słowie. Zrobisz dwie i dokonuje się Panic kernel, czyli nie ma bata, aby podpowiedział co chciałeś napisać. Polska język trudna język. 
    7. Lubię Penna Jillette. Dawno temu wydawał mi się głośnym amerykańskim komikiem, który umie w iluzję. Potem okazało się, że jest świetnym amerykańskim iluzjonistą, umiejącym w humor. Potem okazało się, że jest sceptykiem, ateistą i że lubi zaszczepiać zdroworozsądkowe podejście do świata (poszukaj BullSh!t), a potem okazało się, że gość też świetnie pisze i „przez niego” wywróci mi się cały sposób w jaki się odżywiam, zgubię i nie odzyskam (przez jak na razie 2 lata) ponad 10kg. Więc, joke’s on me, i nadal lubię Penna Jillette. Kiedy więc okazało się, że Ferriss (wobec którego jestem sceptyczny) nagrał 2h rozmowę z nim, wiedziałem, że będę musiał jej posłuchać. Jednym z początkowych wątków tej rozmowy jest prowadzenie dziennika (na które nie mam, nigdy nie miałem ochoty. Nie Codzienny w tytule jest tu pewnego rodzaju podpowiedzią. Aaaale, Penn opisał swój rytuał porannego pisania, który obejmuje także „codzienne czytanie historii, czyli tego co napisał rok, 10 lat temu i 20 lat temu”. I dopowiedział, że to trochę jak podróż w czasie i rozmawianie z samym sobą z przeszłości i… wiesz co chłopie, jak mało kto potrafisz złożyć obietnicę. Ostatnim razem kiedy to zrobiłeś, powiedziałeś że nic tak nie smakuje, jak gotowana kukurydza po monodiecie (uwierzyłem Ci, choć nie spróbowałem) i zmieniłeś moją dietę. Tym razem Ci się nie uda. Nie uda Ci się. 
    8. Swoją drogą, już raz przytaczałem na niecodziennym tekst z przed 10 lat. I, prawdę powiedziawszy, bez wstydu. A nawet z małą satysfakcją. Zarówno z treści jaki z formy.
    9. Jak już jesteśmy przy wypominkach, to tak wygląda tekst napisany mniej więcej 10 lat temu, bo w styczniu 2010. I z jakiegoś powodu jest tam otagowana Beata Kempa. Ta sama, która w tym tygodniu dała popis w Brukseli. No po prostu czad. Uwłaczający spektakl, uwłaczający aktorzy
    10. Jeszcze jedna rzecz o wywiadzie Penna Jillette. Na koniec rozmowy z Ferrissem, pytany o to, co chciałby dodać, czy jest coś nad czym teraz się zastanawia, powiedział, że biorąc pod uwagę ilość hejtu jaki się wylewa zewsząd w sieci, i widząc że social media zamiast nas łączyć doprowadzają do coraz głębszych podziałów, i będąc przekonanym, że najlepsze są pokojowe rewolucje, zastanawia się, w jaki sposób możemy zejść z tej szkodliwej drogi. I ukuł zwrot, który stosuje, aby unikać podziałów na My i Oni. Podziałów, który jest szkodliwy i konfliktowy. Jilette interesował w szczególności podział na tych, którzy głosowali na Trumpa i na resztę. I pracuje nad tym, aby mówić „Those of us, who voted for Trump”. Genialne. Those of us. Genialne. Biorąc pod uwagę, że język, którego używamy w polityce, ale w dowolnym innym aspekcie naszej rzeczywistości ma znaczenie, jest kurcze pod wielkim wrażeniem. Those of us.  
    11. Anka przypomniała mi film z 9 dobrymi radami od pewnego Austarlijczyka dla młodych ludzi.

      https://www.youtube.com/watch?v=yoEezZD71sc

      I sam film znałem, to co mnie wytrąciło, to to, że zaczyna się od od słów – mając 37.9 lat, podzielę się z Wami swoimi obserwacjami. I tu dwa prztyczki w mój pyrkaty (zdaje się wciąż) nos. Po pierwsze, dobre ma te rady. Po drugie, nie wiem, czy ja potrafiłbym znaleźć swoje, tak dobre i tak dobrze podane 9 rad dla młodych. Niemała zazdrość. Duże uznanie.
    12. Artykuł o serwisie OnlyFans, i jak zmienia się zarabianie na soft (a pewnie i hard) porno. https://www.1843magazine.com/people/onlyfans-a-day-in-the-life-of-a-topless-creator Z tego artykułu dwa cytaty

      On any given day, 100m users visit porn sites owned by the company Mindgeek, such as Pornhub, RedTube and YouPorn. As with any industry in decline, as profits crumble, labour rights and pay are affected. Female performers may be paid £300 for a shoot, with another £100 thrown in for extra sex acts. As a result, performers are pushed into performing more hardcore scenes to make money.

      This illusion of proximity is critical to OnlyFans’ appeal. “Hardcore porn is easy to come by, but a relationship with a girl is hard to get,” explains Andrew, a 42-year-old engineer from Sheffield. “But with OnlyFans you get it.” He’s been following Brooks since September 2018 and estimates he spends around £300 a month on her page. He believes that Brooks does care for him. “If I go quiet and don’t take part in things for a few days, she notices and will start messaging me and asking me how I am.” I ask Andrew if it feels like he and Brooks are in a relationship. He pauses. “It’s difficult to define,” he says finally. “There are times when it feels like we almost are a couple.”
    13. Książka skończona w tym tygodniu – Ludzie, krótka historia o tym, jak wszystko spieprzyliśmy. Dość posępny, choć napisany lekkim językiem, przegląd małych i dużych porażek ludzkości. No na błędach to my się nie uczymy. Niestety. Przyjemna lektura, choć to zupełnie inny kaliber niż Sapiens. 
    14. Kilka dni temu zobaczyłem taką „checklistę” i mnie zmroziło. Nie umiem sobie siebie wyobrazić w miejscu, które oczekuje takiego raportowania od swoich pracowników. Bardzo możliwe, że to działa. Bardzo możliwe, że to podnosi efektywność. Bardzo możliwe. Mam chyba niesamowitą ilość szczęścia, że nie muszę i nigdy dotychczas nie musiałem, wypełniać takiej listy. 

    źródełko: https://www.facebook.com/donaldkropkapl/photos/a.1538450336270943/2689722517810380/

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Poprzedni wpis tygodniowy znajdziesz tu:
    Czy w 2020 roku będę pisał więcej? Może…

  • Tygodniówka i dzień bez wydatków, czyli moje eksperymenty na finansach osobistych

    Pieniądze, to dziwna rzecz. Niby szczęścia nie dają, a wielu szczęście z nimi utożsamia. Niezależnie od tego ile ich masz, chcesz mieć ich więcej. Niby są takie materialne, a jednak to co nosimy w kieszeni / portfelu to tylko reprezentacja pewnej wartości, która działa tylko dlatego, że w nią wierzymy. Mówiąc o wierze… Ufamy i czujemy wartość zapisaną w formie cyferek na wirtualnym koncie w wirtualnym banku, choć ich na oczy nie widzieliśmy, ale kiedy ktoś mówi o „kryptowalucie” mówimy – to się nie przyjmie, choć nasz poziom rozumienia tego „jak to działa” jest, wbrew pozorom, podobny (równie nijaki).

    Inaczej wydaje się pieniądze zarobione, inaczej powierzone, inaczej te trudno zdobyte, inaczej te, które łatwo przyszły. W zasadzie nie ma takich pieniędzy których nie potrafilibyśmy roztrwonić. Inaczej czujemy wydatek pieniędzy, które mamy fizycznie w portfelu (banknot), inaczej te, które wymagają przeciągnięcia kartą i potwierdzenia transakcji pinem. Jeszcze inaczej te, które robią tylko biiiip i znikają z naszej karty / telefonu. Co więcej, inaczej gra się w Monopoly kiedy używasz „zabawkowych” pieniędzy, inaczej gdy masz w garści „prawdziwe zielone”. 

    Inaczej wydajemy pieniądze w wirtualnym pokerze, inaczej kiedy na stole znajdują się rzeczywiste monety (nawet, jeśli to grosze czy relatywnie niewielkie kwoty). Inaczej działa nasza psychika kiedy obserwujemy giełdę i „gramy w akcje na niby”, a inaczej kiedy zaczniemy inwestować. Dziwna rzecz 😉

    (więcej…)
  • Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…

    📆 Tygodnik 2020 – Tydzień pierwszy – rozbiegówka

    Spróbujemy pisać regularnie, ale trochę inaczej. Czyli rzeczy, które mi zostały w głowie i którymi chce się w razie czego sam ze sobą podzielić.

    1. Skonfiguruj swój telefon, aby korzystać z niego lepiej – Artykuł zaskoczył mnie tym, że w tym temacie wciąż są proste rzeczy do zmieniania. Pisałem już o tym, żeby zmieniać swój telefon tak, żeby był mniej atrakcyjny i wszyscy uważają mnie w tej kwestii za hardcore’a („czemu Twój telefon jest czarno-biały”? Ekran Ci się zepsuł?). A tu (https://medium.com/better-humans/how-to-set-up-your-iphone-for-productivity-focus-and-your-own-longevity-bb27a68cc3d8#c11d) znalazłem kilka innych ciekawych rzeczy. Od prościutkich – zmień nazwę telefonu, do absurdalnych (ale tym bardziej kuszących) – wyłącz trwale Safari. I dowolną inną przeglądarkę. Oookej, let’s take it for a spin.

      Zwróćcie też uwagę na wzmiankę o tym, jak zmienia się zachowanie wobec „wirtualnego asystenta” kiedy jest głosem kobiecym i męskim. 
    2. Jakoś tak się złożyło, że kilka dni temu postanowiłem zmierzyć się z pomysłami Tima Ferrissa i… to co testuję, to pisanie / pracowanie przy jednym zapętlonym kawałku. Czemu tak? Bo to ma być wyciszające a nie angażujące. Cały czas jeszcze szukam tego kawałka, który będzie moim tłem, ale… próbujemy z Gramatikiem i myślę że się lubimy. Swoją drogą, zamierzam zapoznać się z newsletterem Tima Ferrissa (5 bullet friday) i… zobaczymy co to przyniesie. Ciekawie otwiera na nowe. 
    3. Jeszcze w temacie Ferrissa, bardzo przyjemnie słuchało się jego rozmowy z Jamie Foxx’em, choć to zasługa głównie tego, co miał do powiedzenia Foxx, a nie to co od siebie dodawał Ferriss. Nadstawianie mikrofonu to może być zwyczajnie za mało.
    4. Mam (przynajmniej na moment w którym to piszę) głód pisania. I postanowienie – wygospodaruj na to czas. Na pisanie. Do siebie, dla siebie. Rzeczy, które mogą być dziennikiem, ale wcale nie muszą. Znajdź formułę, a nie chowaj się za tym, ze nie masz formuły. Spróbuj. To nie gryzie. 
    5. Chce więcej czytać. Chcę eksperymentować z czytaniem. Z szybkim czytaniem, z czytaniem regularnym. Z czytaniem jednej książki w tygodniu. Nie chodzi o wyżyłowanie się i mienie do siebie pretensji. Spróbujmy po prostu brać co tydzień jakąś książkę i próbować w nią wchodzić. Nie ścigam się z nikim. Skoro umiem znaleźć czas na ćwiczenia (codzienne) to czemu miałbym nie znaleźć na to czasu. To moja decyzja. Granie w gry jest spoko (nawet jeśli jestem absolutną lamą). Seriale bywają spoko (ale miej proporcje mocium panie), ogarnij się i czytaj. Tym bardziej, że masz jeszcze kilka godzin podróży w tygodniu, przynajmniej jeszcze przez kilka tygodni. 
    6. Wciąż jestem jeszcze przed planowaniem 2020 (tak, wiem, zaczął się kilka dni temu). Założenie jest takie, żeby wykorzystać na to lepiej przyszły tydzień. Na ten moment jestem jeszcze bardzo wcześnie w fazie podsumowywania tego co działo się w poprzednim roku. 
    7. Cytat, który mi w głowie trochę siedzi. Autorem Scott Gallaway (coś czuję, że jego będzie dużo w moich tygodniówkach)
    Scott Galloway, FckdEx

    Dziki jest ten świat. 

    1. Książka skończona w tym tygodniu – Choice Factory, Richard Shotton – rzecz o zachowaniach społecznych, przekonaniach i nudge’ach jakie można wykorzystać przygotowując komunikację, a chcąc przekonać odbiorcę do działania, m.in pozytywny i negatywny społeczny dowód zaufania, ból ponoszonego kosztu, klątwa wiedzy… mam wrażenie, że dużo już z tego znam, a równocześnie zaraz po przeczytaniu mam przekonanie, że muszę jeszcze raz przez tą książkę przejść, bo czytanie rozwlekłem tak bardzo, że niewiele z niej pamietam. 
    2. Ważne – Choice Factory posiada także ciekawy zbiór książek, o tym jak podejmujemy decyzje i jak dokonujemy wyborów.
    3. Trochę w nawiązaniu do wspomnianej książki, a także do fragmentu podcastu Recode-Decode i rozmowy Kary Swisher z Davidem Epsteinem – anegdotki są super, ale to zbyt często zbyt uproszczone przedstawienie rzeczywistości. Bystander Effect, na podstawie morderstwa w Nowym Jorku o tym, jak to znieczulica sprawiła, że mimo 37(lub 38) świadków zdarzenia, nikt nie zareagował na dźganie kobiety – trzy osoby zareagowały, ale to się pomija. Epstein z kolei kwestionuje regułę 10 tysięcy godzin wobec istoty naturalnych predyspozycji i… pewnie coś w tym jest, tzn predyspozycje ułatwiają wejście w jakiś temat, co sprawia, że wysiłek potrzebny do osiągnięcia efektu jest inny (lub inaczej odbierany). Istotą jest jednak, aby nie przyjmować łatwych rozwiązań jako leku na całe zło. Zapewne nie jest to tak piękne, ani jednoznaczne, ani efektywne jak o tym mówią, tylko mało kto to sprawdza.
    4. Swoją drogą, jestem cholernie ciekaw jakie firmy w Polsce maja działy marketingu, które pozwalają sobie na eksperymentowanie i szukanie takich komunikacyjnych „sztuczek”…
    5. Istota wartości. Czytałem – For goodness sex i tam stoi mocno napisane – zanim porozmawiamy o seksie, porozmawiajmy o wartościach. Twoich i Twojego domu. Teraz czytam How to stop procrastinating i tam stoi jak byk zanim dam Ci rady, jak przestać przekładać rzeczy na później, porozmawiajmy o wartościach. Wychodzi na to, ze ta rozkmina mnie nie ominie 
    6. Książka skończona w pociągu – How to stop procrastinating – S.J. Scott. Brzmi to troszkę tak, jakbym się próbował brać za bary ze swoim poważnym mankamentem… cóż, nie łudzę się, nie mam ambicji zostania mistrzem efektywności, ale mam ochotę spróbować paru technik, które wyczytałem. Ciut więcej świadomości w działaniu, troszkę więcej świadomego decydowania, próba  korzystania z Pomodoro, może nutka planowania… dużo zmian, co niesie ze sobą spore ryzyko niepowodzenia. Jest zapał, jest ciekawość, jest świadomość ryzyka i tego, że nie będzie kolorowo, ani łatwo. Zobaczymy, co będzie. Ważne, żebym zrobił ćwiczenia, które są w książce.
    7. Mam w zwyczaju organizować raz do roku spotkanie dla bliskich i troszkę dalszych znajomych, zabieram ich do kina na seans, który sam dla nich wybieram, taka mała tradycja, która trwa już 15 lat. Ten dzień i wieczór przynosi wiele dobrych emocji i wiele przyjemności, niestety jest poprzedzony całkiem spora dawką wiadomości, które rozpoczynają się od słów „Wit bardzo mi przykro, ale…”. I doskonale rozumiem powody, równocześnie za każdym razem jest to gorzka pigułka. Na całe szczęście, całkiem spora grupa dociera, czyniąc – jak wspomniałem, ten wieczór wyjątkowym. Ale i tak strach czasem odbierać telefon.
    8. Wiedziałem, że mam fetysz kubkowy – są kubki z których lubię pić i takie, które w jakiś przedziwny sposób w dotyku robią mi meeeh. Wszyscy mamy swoje dziwactwa. To czego nie wiedziałem, to to, że mam także fetysz ołówka. A dokładniej, fetysz zastruganego ołówka. Wydawało mi się, że ołówek jest ołówek, i zaostrzony jest zaostrzony. No rocket science. Aż do czasu, kiedy trafiła mi się zastrugaczka (po krakowsku), temperówka (ogólnopolskie) oszczytko/ostrzytko (po poznańsku) które ostrzyło jakoś tak… bardziej przysadziście. Niby wszystko ok, ale był w tym jakiś przedziwny dyskomfort. Myślałem że to złuda, ale kilka dni później zaostrzyłem ponownie i znowu wrażenie – wszystko gra aaaale,  jednak nie. Zmieniłem zastrugaczkę i… wszystko wróciło do normy, głowa się uspokoiła. Tak. Mam fetysz zastruganego ołówka.

    Tak wygląda mój mind dump z pierwszego tygodnia. Zobaczymy co przyniesie kolejnych 7 dni 😉

    [jetpack_subscription_form title=”Zapis na dostawę tego, co niecodzienne” subscribe_text=”Jeśli tylko chcesz dowiedzieć się o tym, że coś napisałem – zostaw e-mail. Obiecuję, nie spamować;)” subscribe_button = „Zapisz mnie”]