1. Znowu obsuwa w terminie dostawy, która przeszkadza. Przeszkadza Tobie spodziewać się tekstu, do tego stopnia, że może Cię rozdrażnić i zniechęcić. Przeszkadza mi, bo wzbudza we mnie poczucie winy i podkopuje przyjemność z pisania. Zło.
  2. Na drugą nóżkę, nie chce pisać na siłę. To ma być przyjemność dla mnie i dla Ciebie. Jeśli Ty przestaniesz czerpać przyjemność, to przestaniesz czytać. Jeśli ja przestanę czerpać i zrobię to „z musu”, to boje się, że to poczujesz i co gorsza, to też Ci nie będzie dawać przyjemności. I też stracę Twoją uwagę. Zło.
  3. Tak, serio mi na tym zależy. Przy całym moim przekonaniu, że „piszę dla siebie, bo czuje i potrzebuję i to porządkuje mi myśli”, zależy mi bardzo na tym, jak odbierasz moje pisanie. Nie chodzi o głaskologię i powtarzanie „mądry Wit, mądry Wit”, tylko o to, że Ty wiesz dużo wiecej, niż mi mówisz i ja bym chciał żebyś myślała* o mnie dobrze. Trochę próżny Wit.
  4. Kiedy budzą się we mnie wątpliwości trafiam też na taki cytat:

Some people hear the rule „Write every day” and do it and don’t improve. They are just being dutiful. That is the way of the Goody Two-shoes. It is a waste of energy because it takes tremendous effort to just follow the rules if your heart isn’t into it. If you find that this is your basic attitude, then stop writing. Stay away from it for a week or a year. Wait until you are hungry to say something, until there is an aching in you to speak. Then come back.

Natalie Goldberg

Cholera… to naprawdę wzmacnia we mnie głos „może jednak odpuścić”…

Ale asertywny głos wewnętrzny mówi mi: Nie. Jeszcze nie. Jeszcze tym razem nie składam broni (ani pióra). Równocześnie chciałem abyś wiedziała*, że ta nieregularność i ta obsuwa nie jest mi obojętna.

  1. Poza tym, są takie rzeczy, które wydarzyły się w tym tygodniu, które zrobiły mi cholerny smutek. Oczywiście że chodzi o nasze państwo. Bo nawet jeśli takie rzeczy działy się wcześniej (na zgromadzeniach kibiców i podobnych), to trochę nie kumam tego, jak to jest możliwe, że na jakimkolwiek zgromadzeniu grupa anonimowych osób wchodzi w tłum z pałkami (WIDOCZNYMI!) a następnie wycofuje się w miejsce, w którym stoi kordon prewencji.
  1. Jaki bandzior (no a takie trochę mam odczucie, że zamaskowany, nieoznakowany człowiek z narzędziem którym może i robi komuś krzywdę to bandzior) wycofuje się w stronę policji. Jaki kibol, który właśnie rozkręcał zadymę chowa się wśród mundurowych… no chyba że to nie bandzior, tylko funkcjonariusz… i to z kolei sprawia, że mój mózg staje w poprzek. Bo, choć jak pisał Sapkowski (upraszczając) kiedy zbyt duże uprawnienia dasz służbom do łapania bandytów, to w dziwnym sposób bandyci staną się policją.
  2. No cóż… zdaje się, że z pałami w tłum weszli antyterroryści. Dziwny to czas, kiedy polskie kobiety stają się przeciwnikiem, na którego wysyłamy antyterrorystów.
  3. Moment oddechu, tym bardziej że obejrzałem sobie to nagranie jeszcze kilka razy i może trzeba na to spojrzeń inaczej. Chcę wierzyć, że żyjemy w normalnym, demokratycznym państwie, a nie w jakimś państewku reżimowym. Że nadal obowiązują jakieś zasady, przepisy i jest odpowiedzialność za podjęte decyzje i działania, a nie że wszędzie dookoła nas są ludzie chorzy z nienawiści i urojenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie widzę wszystkiego. Że jest mi pokazywane to co mam zobaczyć i podpowiadane jest mi to co mam myśleć.

    Czy może być tak, że istniało zagrożenie, które trzeba było rozwiązać w taki, a nie inny sposób i podjęta akcja była – paradoksalnie – zabezpieczeniem uczestniczących w zgromadzeniu, a nie im na szkodę. W takich okolicznościach.. zachowanie które widziałem, w dobrym kryminale czy sensacji opisane byłoby – potrzebujemy kozaka, który w ten tłum wejdzie i zrobi porządek bez robienia szumu, a potem rzucimy go na pożarcie mediów – mamy ochotnika? Mamy dla niego zabezpieczenie? Działajcie.

    To mógłby być nawet moment kulminacyjny kryminału. Tylko czy my mamy do czynienia z takim właśnie kryminałem / thrillerem politycznym?
  4. Przyznaję. Mogę wiedzieć za mało, ale i tak zaskakuje mnie to, że jeden z najlepszych (tak mi się wydaje) polskich dziennikarzy – komentatorów potrafi powiedzieć o tym zachowaniu, że wydaje się dalece nieadekwatne. Powtórzę, co widziałem – nieoznakowany, wyćwiczony i uzbrojony mężczyzna wchodzi w tłum i pałuje teleskopową pałką manifestujących. I to jest nieadekwatne.
  5. Jeszcze mamy do tego obrazek. Rzekomo satyryczny, niestety bardzo nieśmieszny.
  1. Aaaa właśnie dziennikarze. Wspominałem, że lubię posłuchać Mazurka i lubię posłuchać Piaseckiego. I cholera jasna, przechodzi mi. Tym bardziej, że wśród gości imć Mazurka pojawia się regularnie pan Dworczyk (który jeśli nie kłamie, to często mija się z prawdą), pan Suski, szansę do poprawy swojego wizerunku otrzymywał pan Szumowski, pan Sasin, pan Zybertowicz… z kolei u Konrada Piaseckiego częstym gościem jest choćby pan Czarnecki. I wiesz, mam z tym problem.

    Dziwnym trafem większość tych rozmów bardzo źle się starzeje. Ponieważ widzę i słyszę to jako odbiorca, to jako że nie mam pamięci złotej rybki to nie rozumiem, czemu tych ludzi zaprasza się dalej, skoro wszyscy wiemy, że będą dalej kłamać. A mimo to, są zapraszani do audycji i nadal mogą w dobrym humorze zatruwać i zakłamywać rzeczywistość.

    Od dziennikarza naprawdę oczekuję czegoś więcej niż podstawienia mikrofonu rozmówcy i czegoś więcej niż błyskotliwych pytań i wznoszenia oczu do nieba, kiedy zaproszony gość zaczyna opowiadać swoje bajki.
  2. Na początku roku, o czym wspominałem, dostałem łamigłówkę zręcznościową.

Jakieś pół roku temu zacząłem tracić nadzieję, że uda mi się ją rozwikłać, ale… jednak we wtorek, całkowitym przypadkiem się udało. Wszystko dlatego, że udało mi się rozwikłać jeszcze jedną…

i uznałem że skoro udało się z najnowszą, to muszę wrócić do tej zapomnianej. I pewnie bym ją ponownie porzucił, gdyby nie to, że przez przypadek udało mi się ją rozłożyć (bez świadomości jak) a potem zepsuć (czyli złożyć na amen.. Natomiast już wiedziałem że to jest możliwe, więcej przez cały tydzień walczyłem, walczyłem i wywalczyłem. Teraz już wiem jak ją złożyć i rozłożyć.

  1. I to jest moja podpowiedź na prezent świąteczny w tym tygodniu. Łamigłówki od Hanayama; Niech towarzyszą i zajmują głowę możliwie długo. Wtedy też satysfakcja z rozwikłania jest odpowiednio większa.
  2. W tygodniówce podrzucałem też nagrania wybuchu w Beirucie. Teraz chcę Ci pokazać kawał niesamowitej analizy, która tego wypadku dotyczy. Niemal jak CSI NewYork (moim zdaniem chyba najlepsze CSI). Bardzo warto zobaczyć:
  1. Nie może zabraknąć pięknego zdjęcia słońca. No po prostu nie może. Za każdym razem kiedy trafiam na takie zdjęcie uświadamiam sobie, w jak niezwykłych czasach żyjemy, kiedy możemy na co dzień, z bliska, bardzo bliska oglądać cuda świata i to bez wychodzenia z domu. Dla większości ludzi z pokolenia naszych rodziców, słońce to była ta wielka źółtopomarańczowa kula na niebie (przepraszam za zbyt duże uproszczenie). A my możemy obejrzeć ją tak… prawie pod mikroskopem.
  1. Skoro jesteśmy przy rzeczach niezwykłych – rzuć okiem na to, jak wyglądał trening Żelaznego Mike’a w czasach, kiedy był najlepszym na świecie bokserem. 
https://twitter.com/timelesssports_/status/1218579049871761409?s=20
  1. Nasza rzeczywistość to także influencerzy… ale ta reakcja na „zrobię to jak influencer” jest absolutnie cudowna: 
  1. Po wrzuceniu trzech linków z Twittera chyba najwyższy czas „przyznać” się, że postanowiłem się z tą platformą rozstać (póki co tymczasowo, nie wykluczam jednak, że permanentnie). Dlaczemu? To był ciąg wydarzeń:
  • jakiś Pan poseł opublikował zdjęcia mocno niestosowne swojej sekretarki
  • tłumaczył się, że ktoś mu się włamał na konto
  • uznaję, że to głupie tłumaczenie, ale też przychodzi mi do głowy, co ja bym mówił, gdyby mi się ktoś włamał
  • ale po co by mi się miał ktoś włamywać, skoro nie mam żadnej wielkiej grupy czytających
  • skoro nie mam grupy czytających, to… po co mi w zasadzie ten twitter.. czy więcej zyskuję (wiedzy i informacji) czy więcej tracę czas i nerwy… bilans wyszedł niekorzystnie, więc się z TT rozstaję.

Zobaczymy na jak długo. Bez dramy. To absolutnie #nikogo.

  1. Zaraz za TT wyleciał ode mnie Instagram. I już byłem naprawdę blisko pożegnania się także z Facebookiem, tylko że… to by oznaczało pożegnanie się także Messengerem (dla mnie w tym momencie wartością FB jest głownie rola komunikatora, a nie źródła wiedzy). Na ten moment się na to nie zdecydowałem, ale spróbuję się lepiej pilnować. Brać poprawkę na to, ile czasu na FB spędzam. Pozwalam sobie rzucić okiem na powiadomienia (o ile się jakieś pojawią), ale postanowienie brzmi – nie scrollować, nie postować.

    Tak, to oznacza że nie będzie wrzucania tygodniówki na FB. I’m going deeper underground czy jakoś tak.
  1. To nie koniecznie jest mądre w kontekście mojej pracy i zawodowych zainteresowań. Co gorsza… pomijając zagadnienia zawodowe, skąd ja będę teraz czerpał pomysły i wieści do tygodniówki? I czy będę łaskaw odpowiedzieć, na pytanie zawarte w tytule?

    Cóż… tym razem dużo czasu zajęło mi przygotowanie materiałów do pracy (aby móc podzielić się wiedzą z zakresu digital marketingu). Szkolenie w poniedziałek, a ja jeszcze je porządkuję… przy czym przyszło mi do głowy, że… może warto by było podzielić się tym, co przygotuję z Tobą. Chcesz?
  2. Czy wiesz że (mam nadzieję że nie wiesz), że we wrześniu w Europie zarejestrowano więcej samochodów elektrycznych niż tych z napędem Diesla?
  1. A przy okazji, rzućmy okiem, jakie kolory samochodów były najpopularniejsze w Polsce w ostatnich trzydziestu latach:
  1. Bardzo lubię pizzę… taką robię w domu:

Ale to tylko pretekst (i okazja do pochwalenia się), bo do pizzy lubię oliwę, w której ktoś zanurzył ostrą paprykę i chilli. Nie każda smakową oliwa mi pasuje, ale ten zestaw zawsze był moim pierwszym wyborem. A w tym tygodniu odkryłem oliwę cztery pieprze i omamo..

Ja Cię pieprzę jakie to dobre. Gorąco polecam, przyznając się równocześnie do tego, że powolutku w mojej głowie pieprz > chilli.

  1. Na koniec wpisu pokażę Ci jeszcze jak 7dmy sezon zamyka John Oliver.

Tak bardzo czuję się jak on (choć nie mam takiego studia), ale nawet mi, wielkiemu domatorowi już się uszami wylewa spędzanie większości dnia między kuchnią a salonem.

Na całe szczęście ten parszywy rok zbliża się ku końcowi. 2021 nie ma wysoko zawieszonej poprzeczki na bycie lepszym. Mam nadzieję, że ten rok, co będzie przed nami, uwolni dużo pozytywnej energii, której nie udało się wykorzystać ze względu na ograniczenia pandemiczne…

* Tak jak pisałem w 43 Tygodniówce, mierzę się z problem jak zwracać się do czytelnika kiedy piszę tygodniówkę. I wbrew powszechnej konwencji, zamierzam zwracać się do Ciebie, Czytelniku, „w wersji kobiecej”. Taki eksperyment. Ciekaw jestem czy dla Ciebie ma to jakiekolwiek znaczenie. Się przekonajmy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to Top