8 - tyle minut czytania
  1. Rzecz o zarządzaniu czasem. Mój problem z powiadomieniami i oparciem się o powiadomienia sprowadza się do nieumiejętności zarządzania moim czasem. Nie umiem, więc pozwalam żeby powiadomienia dyktowały mi czym się zajmować. O jakości mojej pracy nie świadczy szybkość odpowiedzi (choć zapewne jest miła dla oczekującego odpowiedzi). Ale umiejętność kontrolowania w co wchodzę. Ponieważ nie umiem zaplanować swojego czasu, rzucam się na pierwszą rzecz, którą mogę się zająć, jeśli umiem ją zrobić – robię ją, jeśli nie umiem jej zrobić, prokrastynuję. Nie ma priorytetu. Jest przerzutność. Świat się nie zawali jeśli nie przeczytam tego maila natychmiast. ogarnij to Wicie.
  2. Z jakiegoś przedziwnego powodu wydaje mi się, że ten twit jest bardzo znakiem naszych czasów. 

Trochę bardzo niezwykłe.

  1. Kiedy rysowałem, mniej pisałem. Kiedy więcej piszę, mniej jestem głową w temacie rysowania. Trzeba by to pogodzić, bo lubię jedno i drugie. Opcja w której nie robię jednego i drugiego bo nie mam czasu na jedno i drugie jest sprytną wymówką, ale… no nie do końca z tym moim „nie mam czasu” tak to wygląda. Po prostu muszę powybierać na co czas poświęcam. 
  2. W temacie czasu – seriale. To się chyba prosi o jakąś osobną notkę, ale seriali jest tyle, że ciężko się na któryś zdecydować… i całej masy seriali nie mam nawet głowy próbować. Do tego stopnia, że choć wiedźmińską sagę bardzo lubię, to jakoś nie mogę się przemóc żeby Wiedźmina oglądać. Pewnie dobrze by się było przełamać… nie wiem jeszcze kiedy.
  3. Łamigłówki – bardzo, bardzo lubię. Są takie, które mają rzekomo bardzo trudny poziom, i które jestem w stanie „ogarnąć” relatywnie szybko. Ale są takie, które… no zacinają mnie. W tym momencie są dwie takie „złośnice”: 
Jedna jest od niedawna, druga od chyba dwóch lat bezczelnie oporna. Nie poddajemy się. 
  1. Sięgnąłem po „Pan raczy żartować, panie Feynman”. I tu taki cytat.

„Jest coś niedobrego z ludźmi: nie uczą się przez zrozumienie, tylko jakoś inaczej, pewnie na pamięć. Ich wiedza jest taka krucha”

  1. wydawało mi się, ze najgłupsze co można zrobić, to uczyć się do testów. Bardzo w punkt to spostrzeżenie Feynmana. Nie umiemy się uczyć. Paradoksalnie, nikt nas nie uczył. Tu kilka podpowiedzi.
  2. Feynman opisuje swoje doświadczenia ze świadomym śnieniem. Kilkanaście lat temu Bartek opowiadał mi o tym – o możliwości uświadomienia sobie we śnie, że się śni, i przejęcie świadomej kontroli nad wydarzeniami, jakie mają miejsce za zamkniętymi powiekami. Dodatkowo, ciekawą rzeczą jest świadome zasypianie – czyli skupienie się nad tym co pojawia się w naszej głowie przed zaśnięciem i przyglądnięcie się temu. Sprawdzam.  
  3. „Pan raczy żartować, panie Feynman” – czytając te książkę czuje się głupi. Czasem nie rozumiem tego o czym autor pisze, czasem nie umiem sobie tego wyobrazić. Rzeczy które były dla niego oczywiste „za małolata” dla mnie są czarną magią. Zdarzają się fragmenty, które odbieram troszkę jak obcojęzyczny film. Nie znam szczegółów fabuły, ale staram się nadążyć za wątkami i nie zgubić się w głównym nurcie opowieści. A nadal jesteśmy przed projektem Manhattan.  
  4. Podejście do Spotify nie wiem juz które. Skoro już apple nauczył mnie płacenia za subksrybcję i z mniejszym się to wiąże obrzydzeniem, to… Dajemy się przekonać Mateuszowi, który zachęca do zaprzyjaźnienia się ze  Spotify. Dlaczemu? Gdyż podobno doskonale podpowiada muzykę, czego Apple w zasadzie nie robi (a cała rozmowa zaczęła się od tego, że przeczytałem przytoczone przez Michała Kreczmara badania dot UX platform vod). No to sie przekojajmy. 
  5. I jeszcze raz sięgam do Feynman’a i tu kolejne z jego spostrzeżeń: W zabawie nie chodzi o to, żeby wszystko wiedzieć. Ale warto próbować, próbować, próbować. Mam wrażenie ze z początkiem roku ludzie maja duża ochotę do eksperymentowania. Nie tylko ja, ale także obserwowani przeze mnie Bartek Pucek czy Ferris o eksperymentowaniu piszą. A może jest tak, ze zwracam na to uwagę tylko dlatego, że to także moje doświadczenie… 
  6. Nowy cykl w ramach tygodnika… a co też panie autorze pisałeś 10 lat temu.. Było coś? No cóż, było, między innymi:
    1. „Takie polskie…” – czyli jakie?
    2. W drodze do Hurghady
    3. Prawdziwych przyjaciół poznajesz w Hurghadzie
  7. Ekspozycja produktów w sklepie sportowym. O.o https://hotelcreative.com/work/ robi wrażenie… jak nie lubię po sklepach chodzić i ni cholery się na dizajnie nie znam, to chylę czoła.
  8. Uwaga do samego siebie. Jeśli czytasz swoją notkę i coś Ci w niej zgrzyta, to daj sobie chwilę, podejdź do niej jeszcze raz a potem popraw, żeby nie zgrzytało. Ta o płaceniu gotówką na tym skorzystała.
  9. A w temacie gotówki.. w poniedziałek 100wa dosłownie mi wyparowała z portfela. Bez żadnych wielkich zakupów. Ale nie ma inflacji. 
  10. Wreszcie, wiele lat po tym jak skończyły się czasy mojej ogólnokształcącej edukacji, sięgnąłem po Trans-Atlantyk. Wstyd mi, że tak późno. Już od przemowy czuć stylistyczny rozmach i bezkompromisowość autora. I mierzenie się z Polskością… Bronienie jej przed Polakami. I mierzenie się z tym, jak to jest przez prawdziwych Polaków odebrane. Ale najpiękniejsze i tak jest to, jak sobie autor z tym radzi, pokazując, jak bardzo wynika to z niezrozumienia.

Ale na cóż mnie jakieś boje z umarłą Polską przedwojenną czy też z przebrzmiałym stylem dawniejszego patriotyzmu, gdy mam inne i bardziej uniwersalne kłopoty? Czyż traciłbym czas na te przeczasiałe drobiazgi? Jestem z tych ambitnych strzelców, którzy, jeśli pudłują, to tylko do grubszej zwierzyny.”

  1. „Sam zaś Trans-Atlantyk jest przerażająco „na czasie” po tylu, tylu latach. Nic się nie zmieniamy.
  2. Bez przeglądarki na telefonie da się żyć. Zaskakująco. Odkąd zdecydowałem się na to ograniczenie (a to już trzy tygodnie) jedynie sporadycznie było to trudnością (choćby wtedy, kiedy chciałem synowi puścić coś na YouTube… aha, YouTube na telefonie też nie mam… ). A poza tym – mało co jest niezbędne do natychmiastowego sprawdzania. Da się z tym żyć;-) Czasem łapie się na myśli – a to bym sobie wskoczył na fb czy na tt i kiedy tego zrobić nie mogę, świat się nie wali. Ograniczam na telefonie nawet ilość maili, które sprawdzam, włącznie z tym, który przez jakiś czas był podstawowy. I… żyje się. Świat się nie wali.
  3. Po zabawie ziemniaczanej i zmianie diety wydawało mi się, że w tym temacie jestem twardym zawodnikiem. I cóż, wydawało mi się 😉 Usłyszałem – „po powrocie z diety zapewne i tak zostnę na ograniczonym cukrze i zapewne bez kawy”. I ta myśl „bez kawy” zrobiła mi wow… Gotowość do odstawienia kawy, której nie uznaję za napój życia, robi na mnie wrażenie. I na takie rzeczy mogą się decydować tylko prawdziwie hardcorowi zawodnicy. Mam jeszcze dużo do nauki.  
  4. Jakiś czas temu miałem styczność z aplikacją Appointy . I wracam do moich obserwacji z tego zetknięcia, ponieważ po raz kolejny jestem pod ogromnym wrażeniem obsługi klienta. Jedyny rodzaj czatu, który pomagał, a nie przeszkadzał. Skupienie się na tym, jak można pomóc klientowi. To jest tak dobrze robione, że nawet popełniłem dla nich recenzję na google. I powtarzam jeszcze tu – niesamowita obsługa klienta. 
  5. Po pierwszych kilku dniach, coraz bardziej lubimy się ze Spotify. Najbardziej za to, że potrafi zaskoczyć. Na przykład Progressive Electronic on the Late Night Highway… wooooaaaaa. I zupełnie nie brakuje Apple Music. 
  6. Kilka dni temu sięgnąłem po „Słońce i jej kwiaty” Rupi Kaur, autorki „Mleka i miodu”. Wit sięga po poezję… ale to przede wszystkim dlatego, że Rupi potrafi spisywać moje myśli i ubierać je w moje słowa. O ile „Mleko i miód” połknąłem nie raz na raz, o tyle „Słońce i jej kwiaty” zmusza mnie do pokory. Ilość emocji, ilość bólu, ilość krzywdy, którą autorka dzieli się z czytelnikiem sprawia, że mam czasem lęk przed przewracaniem kartki po kolejną cząstkę jej opowieści. Dużo ostrożniej czytam, dużo rozważniej. Zaskakująca lektura.

Tak wyglądały zapiski z trzeciego tygodnia. Zobaczymy co przyniesie kolejnych 7 dni 😉

Zapis na dostawę tego, co niecodzienne

Jeśli tylko chcesz dowiedzieć się o tym, że coś napisałem - zostaw e-mail. Obiecuję, nie spamować;)

3 thoughts on “Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki

  1. W temacie podpowiadania muzyki Google Music jest/był chyba jednak najlepszy. Aktualnie nie używam, ale kiedyś tak i wtedy robiło to na mnie wrażenie. Ile starej muzyki sobie przypomniałem z tych podpowiedzi kontekstowych 🙂
    A teraz też Spotify, bo ile można układać od nowa swoje ulubione i playlisty 😉

    1. Ja jestem niezdrowo ostrożny wobec google’a. To nadal jest moja podstawowa (i wyłączna wyszukiwarka), i często korzystam z Docs’ow, ale jakoś coraz mniej chętnie wpuszczam ich na swoje urządzenia. Nawet chrome wylądował na końcu przeglądarek których używam.. a z Google music nigdy nie korzystałem…

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.