15 - tyle minut czytania
  1. Zobaczyć, aby zrozumieć. Ten filmik pokazywałem już na FB, ale mam wrażenie że on najlepiej pokazuje jak i – przede wszystkim dlaczego – powinniśmy myć ręce dłużej. I nie chodzi o żadne śpiewanie pod nosem „happy birthday” (choć jako Wiślak uważam że doskonale się sprawdza „jak długo na Wawelu” :D ), ale o to, żeby to robić dokładnie. I to jest też doskonała podpowiedź dla wszystkich chcących coś wytłumaczyć – jeśli możesz – pokaż, nie opisuj.
  1. Za mną kolejny odcinek nauki robienia kawy w kawiarce Bialetti. Jeszcze nie umiem ogarnąć grubości mielenia (gdyż nie posiadam dobrego młynka) aaale już wiem, że – do kawiarki wlewamy gorącą wodę (aby skrócić czas ekstrakcji i możliwie krótko gotować kawę – dłuższe gotowanie = gorycz), stawiamy kawę na średni ogień (na indukcji daję 6tkę), i kiedy kawa zaczyna bulgotać – zdejmujemy ją. Wtedy jest delikatniejsza.
  2. Cały czas mam problem z kaloriami. Ze zrozumieniem kalorii. Chciałbym wiedzieć, jak kalorie przekładają się na wagę. I – jeszcze ważniejsze – ile trwa odkładanie sie kalorii, czyli „ile czasu potrzebuje nasz organizm, aby zamienić kalorie na masę”. Nie umiem wyobraźnia ogarnąć tego, jak 100g orzeszków solonych może mieć 612 kcal, a te 612kcal to mniej więcej 1/3 dziennego zapotrzebowania energetycznego. I jak ta energia się przekłada na masę. No jak?
  3. Bo, gdybyście o tym nie wiedzieli, kiedy chcemy zrzucić trochę kilogramów, to nie robimy tego przez pot (relatywnie niewiele wagi tą drogą tracimy), ale przez wydech (wydalając CO2). Przez wydech? Ale jak to? Przecież to nie możliwe. No cóż… To popatrzmy na to inaczej, trochę na odwrót. Skąd bierze się masa drzewa? Z wody? Ze słońca? Z nawozu? Nie, z powietrza. Serio, z powietrza. Ale jak to jak to jak to? No tak to, że przy procesie fotosyntezy, drzewo zamienia CO2 na C i O2. O2 oddaje, C zatrzymuje. C robi masę.
  1. To swoją drogą jest przyczynek do tego, jak nas (nie) uczą, albo jak bardzo się nie umiemy uczyć. Uczymy się by zapamiętać, nie by zrozumieć. To mnie za każdym razem smuci.
  2. Wracając do moich kalorii. Wychodzi na to, że nie ma jakiejś jednej „złotej zasady”. Raczej wszystko zależne jest od aktywności, trawienia i indywidualnego metabolizmu. Awrrrr… I klucz kryje się w metaboliźmie. Skomplikowane to nasze ciało. Szukam i czytam dalej, Nadal próbuję zrozumieć, ile czasu ciało potrzebuje na zamianę tej garści orzeszków na energię i decyzję, czy wykorzysta, czy zmagazynuje…
  3. O rysowaniu… Pamiętam że moja przygoda z odświeżonym rysowaniem zaczęła się przypadkowo od książki „jak rysować postacie” i zakochałem się w tym, ze mogę (umiem) narysować kucharza na paragonie i on wygląda jak kucharz. To było dla mnie olśnienie, które doprowadziło do tego, ze teraz rysuję oczy, które chyba wyglądają jak oczy. Natomiast tu jest inna podpowiedź jak rysować: 
  1. Jeszcze w temacie rysowania i tego że kiedy mózg coś sobie ubzdura i tego chce, to to dostanie. Kiedy Apple pokazało Pencil’a po raz pierwszy, pomyślałem – nigdy tego nie kupię. Wtedy nawet nie myślałem, że kiedykolwiek będę cokolwiek rysował. Kiedy wypuścili dwójkę, byłem przekonany – nigdy tego nie kupię. Potem zacząłem sobie szkicować, potem Bartek powiedział że on bardzo lubi notatki z pomocą Pencila robić… wrrrr… Przecież mi to nie potrzebne… ale zacząłem wokół tego chodzić. Ale to niepotrzebnie drogie.. zacząłem kombinować. Szukać z drugiej ręki… powtarzać sobie, żę tego nie potrzebuję. No ale żeby nie przynudzać… Od miesiąca mam Pencila. I Procreate. I uczę się rysować z jego pomocą… I cholera to jest tak zupełnie inne od szkicowania…
Procreate, Pencil, Kawa, Wit
  1. Ale ludzie z Pencilem i Procreate cuda potrafią zrobić: 
  1. Jest takie danie, które robię raz na pięć lat. Lasagna z przepisu z Australijskiego Masterchefa. To niezmiennie pół dnia spędzonego w kuchni, które potem można podsumować 30 sekundowym filmikiem, ale… o mamo, jakie to jest smaczne. Nieskromny w tym względzie jestem…
  1. Mówi się, czasem o tym, że życie jest najlepszym nauczycielem. No to teraz przyjdzie nam się pouczyć ekonomii. O tym, że nie wszystko może być „just in time”, o tym, że wiele z tego co mieliśmy za pewnik, jest jednak fikcją. O tym, że kiedy jest dobry czas, to trzeba oszczędzać na gorsze momenty, a nie wierzyć, że tak jak jest, będzie zawsze (dotyczy i obywateli i firm i państwa). Bo to naprawdę słabe, kiedy załatwia nas miesiąc przestoju. My nie wiemy co będzie za tydzień, ale już teraz mówimy, że będziemy masowo potrzebowali pomocy. To źle świadczy także o nas. Bo to znaczy, że żyjemy wyłącznie z dnia na dzień. Że nie umiemy przewidywać. I jasne, że ciężko jest się przygotować na takie coś jak ta choroba, ale dotychczas przyszedł jedynie strach i już on nas rozkłada na łopatki.
  2. I dobrze by było coś produkować, bo produkcja potrzebnych artykułów, ma dużo większą wartość niż najlepsza nawet usługa. To jedna z moich bolączek – ja nie produkuję nic namacalnego. Nie stawiam muru, nie wytwarzam nic, nawet maseczki nie umiem uszyć. Nic z moich 15 lat zawodowej pracy nie jest realne, rzeczywiste. To kiepsko o mnie świadczy. Bieżąca sytuacja może nas nauczyć weryfikacji tego co namacalne. Może jednak przestaniemy wierzyć w tokeny wartości osobistej (mój prywatny rzyg). Nikt chyba nie wie jak bedize wyglądał świat za tym wirażem, ale jak już zaczniemy wracać do jakotakiej równowagi, to bedziemy musieli przypomnieć sobie jak się stawia fundamenty. Na usługi przyjdzie pora w drugiej, trzeciej, czwartej kolejności. A my w większości usługami stoimy. I jesteśmy do tego trudnego czasu nieprzygotowani (nikt nam w tych przygotowaniach nie pomagał, ale do tej pory bardzo chcieliśmy mówić o tym, że trzeba pielęgnować w sobie samodzielność).
  3. Jest jeszcze problem tego, że różne są usługi i różna jest ich wartość. Możemy uznać, że bezpieczeństwo czy edukacja są formą usługi świadczonej przez część ludzi, tylko z jakiegoś przedziwnego powodu, uznaliśmy, że mamy usługi, za które jesteśmy skłonni więcej płacić niż policjantowi, pielęgniarce czy nauczycielowi. A teraz jak trwoga, to pędzimy do nich z prośbą „ratuj”.
  4. Ostatnia rzecz, która może nam się w tym wszystkim najmniej podobać. Może się zdarzyć, że na usługę, którą świadczymy teraz zapotrzebowanie będzie mniejsze, za to będziemy mogli / musieli robić inne rzeczy, które dotychczas nie były w obszarze naszego chcę. Mało przyjemna perspektywa, zwłaszcza w świecie, w którym przecież każdy może być każdym.
  5. Słówko o epidemii i o tym jak bardzo spadła na nas ona niespodziewanie. Że nikt tego nie mógł przewidzieć. Że to czarny łabędź. Czytam książkę, która opisuje przerażająco dokładnie stan obecny, próbuje wyjaśnić co z czym jest skorelowane, co z czego wynika, co ile wymaga czasu (np. wytworzenie szczepionki), pokazuje też ile to będzie kosztować. Taka mądra ksiażka. Kilka cytatów:

Since the fall of the Soviet Union, the world has changed. The nonprofit Fund for Peace’s Fragile States Index was much higher in 2016 than a similar study would have showed in 1975, and it is more difficult now than it was forty years ago to get the international community to work together to achieve a common goal. Today, there are more than forty countries with no more than a marginal ability to govern.

Today, we live in a just-in-time-delivery economy where virtually nothing is warehoused for future sales, let alone stockpiled for a crisis situation. Not even the parts and components necessary to manufacture these critical supplies are warehoused or stockpiled. When a rolling global pandemic takes its toll on the working population of a city in Asia, for example, the products and supplies that come from that city—and perhaps nowhere else—that we need to respond to a rapidly growing pandemic will not be available. No amount of money can buy
something that doesn’t exist.

Pandemic can shut down regional, national, or even international commerce, which in turn can lead to economic chaos, which in turn can lead to destruction of confidence in unstable governments. If a government’s authority is shaky to begin with, the stress of a pandemic can lead to a failed state, which in turn can lead to anarchism and terrorism. At the same time, while the pandemic is occurring, other endemic and noninfectious diseases are still affecting the population, the combination of which can eventually tax or even break the existing healthcare
delivery system.

Every time there is a new, serious viral outbreak, such as Ebola in 2012 and Zika in 2016, there is a public outcry, a demand to know why a vaccine wasn’t available to combat this latest threat. Next a public health official predicts a vaccine will be available in x number of months. These predictions almost always turn out to be wrong. And even if they’re right, there are problems in getting the vaccine production scaled up to meet the size and location of the threat, or the virus has receded to where it came from and there is no longer a demand for prevention or treatment.

As vaccine development progresses, there are various internal tests, and then animal testing. Then there are three phases of human trials. Phase I tests safety. Phase II tests various dosage levels for safety and effectiveness. Phase III tests the actual effectiveness of the drug or vaccine on a large enough cohort of human subjects to allow for variations in response, factoring in considerations such as how the vaccine affects children, teens, persons over sixty-five, persons with an immunocompromising condition, pregnant women, and so on. Today a pharmaceutical company can expect that getting a new vaccine licensed will take more than a decade of work and a billion dollars of investment.

The irony is that there’s really no reward for being the one who anticipates the challenge.

Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker
  1. I wiecie co, najsmutniejsze w tej ksiażce jest to, ze ona została napisana w 2017 roku. Badum tsss.
  2. Pamiętam o tym, że ocenianie jakości proroctwa z perspektywy efektów, jest okraszone znacznym błędem (gdyż widzimy wyraźnie to proroctwo, które się spełniło, a nie wszystkie inne, które też zostały przygotowane przez bardzo mądrych ludzi). O tym efekcie pisał już Gladwell. Ale to, jak bardzo lekceważymy znane zagrożenia, to zdecydowanie przerażająca wizja.
  3. Bardzo zgrabnie wykorzystał to pewnego razu FORD przewidując wszystko, co stanie się na torze wyścigu LeMans. Jak to zrobili? Przeczytajcie: https://www.shots.net/news/view/93728-ford-predict-results-of-24-hours-of-le-mans (dzięki Łukasz).
  4. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że o wszystkim się dyskutuje, że politycy analizują, opowiadają, ich konferencje trwają zdecydowanie za długo. No do dla odmiany, zobaczmy jak to robi wojsko. 
  1. Często jest tak, że spodziewamy się, że ktoś zrobi za nas. Że zadecyduje, zbada, rozwiąże. Cóż… wychodzi mi na to, że mamy czasy w których powinniśmy przestać liczyć na naszych rządzących (bo… nawet jeśłi nas nie okłamują wprost, to dobierają fakty i narrację do swoich potrzeb), i zrozumieć, że to w naszej gestii pozostaje wiele rzeczy. Dostosowanie, zależne od nas, nie od rządzących. Mogę to robić i jednostki i organizacje, które – tak de facto – nie muszą, bo działają w biznesie. Ale czują odpowiedzialność wobec ludzi (czego niestety zbyt często nie mogę powiedzieć o politykach, ale to chyba dlatego, że zbyt wielu wśród nich małych ludzi). Tak to robią choćby w Anglii: 
  1. Ciekaw jestem, czy jest taki moment w życiu jednostki, kiedy stwierdza, że zasięg jego odpowiedzialności daleko wykracza poza jego najbliższy krąg rodzinny. Że jego sprawczość wynikająca z pozycji zawodowej, autorytetu przeniosła się na wyższy poziom i teraz od tego czy coś się zadzieje czy nie, zależy od niego. Ciekaw jestem, czy to rodzi się / budzi się w człowieku samodzielnie (w odpowiedniej chwili), czy może wynika z ludzi, którzy go kształtują i uczą a w pewnym momencie to także uświadamiają… a może potrzebuje bodźca i takiego stuknięcia w czoło – Wodzu, to właśnie teraz. To Ty jesteś tą jednostką, której warto, żeby inni słuchali. Masz moc. Masz sprawczość. Ciekawe…
  2. Wpadłem na pomysł dodania drobnego elementu do strony Okna Johari. Uznałem, że zainteresowanym może być łatwiej skusić się, na zrobienie sobie tego ćwiczenia, kiedy zobaczą przykładowy rezultat. Więc dodałem „Przykładowe Okno Johari„. Wiecie co, może kiedyś się nauczę, nie robić rzeczy na produkcji. Zapewne zaraz po tym, jak nauczę się stawiać środowisko testowe. Póki co, wszystko stoi, także.. trzymajcie kciuki ;)
  3. Potrzeba matką wynalazku. Kiedy Twój syn ma za dużo czasu i energii, a Ty nie chcesz żeby siedział cały dzień przed ekranem, stajesz na głowie, aby zorganizować mu czas. Jak się okazuje, można zrobić szachy prawie z niczego. Wystarczy chcieć i oto powstają Lego Szachy. Samodzielnie ogarnięte. Zwracam uwagę, że każda figura jest odpowiednio dobrana ;) Nic tylko grać ;-)

Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

Dane do PIT’a:
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

Nawet najdłuższe wpisy się kończą.
Kolejna tygodniówka już w najbliższy piątek
Aby jej nie przegapić - zostaw maila, bądźmy w kontakcie.

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »

Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
Gdy żyjemy tylko jednym tematem
Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas

Od dziś kartka znowu będzie pusta…

Podyskutujmy

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to Top
Otrzymuj nowe posty na maila ;)Jeśli zainteresował Cię ten wpis, zostaw swój email i bądźmy w kontakcie.

Otrzymasz jednego maila w tygodniu, publikowaną w piątki tygodniówkę. Oraz niecodziennego maila od czasu do czasu;-)

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »