1. Naprawdę korciło mnie, aby wzorem wielu innych maili, tygodniówka numer 50 była podsumowaniem mijających 12 miesięcy, ale uznałem że – to jednak za wcześnie. Ten wybieg zamierzam zastosować za tydzień, aby z kolei styczniową tygodniówkę (bo… chyba będzie tygodniówkowy ciąg dalszy w roku 2021) zacząć od rzucenie okiem na śmiałe lub nie śmiałe1 plany na rok 2021.

  2. Nie spodziewałem się natomiast, że przyjdzie mi do głowy, aby zamieszczać w tygodniówce życzenia świąteczne, tym bardziej że uważam je za rzecz bardzo osobistą i bardzo rodzinną (na więcej pozwolę sobie przedsylwestrowo).

    Bożonarodzeniowo pozwolę sobie życzyć Ci czasu spokoju i odetchnięcia od mocno pokręconej w tym roku codzienności. Czasu spędzonego z samą / samym sobą. Tak, życzę Ci właśnie chwili dla siebie.

  3. Skoro jednak uznałem, że nie czas na podsumowania, to staję przed zadaniem popełnienia regularnej tygodniówki i temu wyzwaniu zamierzam sprostać. A że o wyzwaniach mowa…

    Wspominałem o tym, że przymierzam się do zmiany sposobu wysyłania tygodniówki – postanowiłem pożegnać MailerLite na rzecz GetResponse, ale napotkałem trudności. Jedną jest kwestia przyzwyczajenia (bo wiem co i gdzie i jak w MailerLite działa), drugą jest to że pewnych funkcjonalności, z którymi już się w ML zaprzyjaźniłem, w GetResponse nie znajduję.

    Wydaje mi się także, że to może być błąd techniczny w procesie pisania i przygotowywania tygodniówki. Do tej pory wyglądało to tak, że zbierałem materiały w ciągu tygodnia w linkowni, którą przygotowałem sobie w Notion, potem zaczynałem pisać całość w ramach dedykowanej strony w Notion właśnie, następnie przerzucałem całość do WordPressa (gdzie dokonywałem poprawek językowych, i robiłem korekty techniczne, wrzucałem poszczególne materiały do zaembedowania, wgrywałem zdjęcia) tak aby całość dobrze wyglądała na blogu.

    Po opublikowaniu notki mogłem przystąpić do przygotowania wysyłki w MailerLite na podstawie RSS’a do wpisu, ale żeby to dobrze zadziałało, musiałem jeszcze raz zrobić korektę techniczną (obrazki zaciągane prosto z bloga pogarszają czytelność mailingu na komórki), zadbać o dobre wskazanie materiałów video, zrobić wysyłkę testową, poprawić jakieś drobiazgi, wysłać mailing właściwy.

    Zwykle właśnie wtedy okazywało się, że zrobiłem głupi błąd w linkowaniu, i to co powinno kierować do notki z tego tygodnia kieruje do notki z zeszłego. Brawo Wit, taki jesteś internetowy.

    Nie pomagał też sposób w jaki piszę tygodniówkę. Bo nie tylko piszę ją w punktach, to jeszcze uznałem że te punkty powinny być czasem zagnieżdżone, poprzetykane często jakimś materiałem wideo, jakimś zdjęciem, a żaden edytor tego nie lubi i chętnie się w tej mojej „strukturze” gubi, co z kolei oznacza, że niejednokrotnie w ustach moich musiałem mleć przekleństwa.

    Co gorsza, miałem pełną świadomość niedoskonałości tego rozwiązania, zwłaszcza że błędy wyłapane na etapie wysyłki dobrze poprawić także na blogu, co nie zawsze robiłem, a to z kolei oznacza, że niektóre tygodniówki z maila różnią się z tymi które są zamieszczone na blogu. Jedyne co mogę w tym miejscu dodać od siebie, to ¯\_(ツ)_/¯

    No więc tak, ciągle się uczę. Głównie na swoich błędach.

  4. Teraz to wszystko postanowiło wystrzelić mi prosto w nos w momencie, w którym pomyślałem o zmianie. Co gorsza, zdaje się, że nie ma lepszej drogi, jak siąść do całego procesu jeszcze raz i pomyśleć nad mądrzejszym sposobem pisania tygodniówki. Wiem że:
    • systemy mailingowe są kapryśne. Każdy oferuje swoje wyczesane rozwiązania, ale mało który z nich pozwoli na wygodne przekładanie treści między systemami. Wniosek – dobrze by się było od nich uniezależnić.
    • To z kolei oznacza, że dobrze by było wymyślić i pracować na własnym szablonie mailingu, z którego byłbym zadowolony, a nie dostosowywać się do tego, co w danym momencie oferują usługodawcy. Nawet skłonny byłbym za niego zapłacić (coś ostatnio mój krakowski wąż jakby słabiej kąsał w kieszeni). Tylko cóż z tego, że skłonny jestem zapłacić, skoro nie widzę takiego, który jest wart kupienia. Inna rzecz – nie całkiem to rozumiem, nie rozumiem dlaczego tak skwapliwie ignorujemy siłę email marketingu, uznając ją za mało sexy. Ja bardzo wierzę w emaila. Nie kumam. Ale to oznacza, że nie kumam tego, że ludzie nie rozumieją na co wydają pieniądze.
    • Nie mam ochoty pisać tygodniówki w html, ale chciałbym mieć tygodniówkę gotową w html. Przewrotne, wiem. I pozornie się wykluczające, ale na całe szczęście wcale tak być nie musi.
      Dlaczego chcę mieć tygodniówkę w html? Bo wtedy właśnie uzyskuję niezależność od systemu wysyłkowego (pod warunkiem, że pozwoli mi ten html wgrać… tak, to też będzie kryterium wyboru). Mój szablon html pozwoli mi też chociaż trochę kontrolować to jak treść wygląda na komórce (a tu kluczowa jest dla mnie czytelność).
      Dlaczego nie chce pisać w html? Bo to kurczę nie jest wygodne. A z drugiej strony, źle przygotowany tekst (tzn taki który jest pełen niepotrzebnych znaczników, preformatowany przez edytor, czyni przekładanie na html niewygodnym i czasochłonnym). Czy jest rozwiązanie pośrednie?
    • no właśnie jest – Markdown; Uproszczony system tagowania tekstu, który łatwo przekłada się m.in. na html, a równocześnie nie jest koszmarkiem do pisania. Wygodny, bo to system, który można stosować choćby w notatniku czy notatkach, nie wymaga instalowania niczego dodatkowego, natomiast potrzebuje potem interpretatora Markdown->html (i tu z pomocą przychodzi choćby Dillinger) Czy to rozwiązanie ma wady? Ma. Muszę się go nauczyć i się z nim zaprzyjaźnić. A to nie zawsze jest łatwe.
    • Czy mogę to robić w Notion… no właśnie chyba niestety nie. Coś się niedobrego dzieje przy przeklejaniu (albo ja jeszcze niedoskonale z tego korzystam). Poza tym jestem wygodny, i na etapie w którym się Markdown uczę, chciałbym jednak mieć podgląd tego, jak to wygląda i dlatego stosuję iA Writer który ma wbudowaną opcję podglądu, oraz – co równie ważne – możliwość eksportowania do wybranego, także zdefiniowanego szablonu. Ma też wadę, jest ustrojstwem płatnym (ha! A jednak mój wąż wciąż ma się dobrze), ale na razie korzystam z dwutygodniowego darmowego okresu próbnego. I… cholera, wygodne to jest. Jeśli tylko będzie działało tak jak mi się marzy, to może to właśnie będzie poszukiwane rozwiązanie.
    • Równocześnie chciałbym, marzy mi się, aby dla Ciebie nie robiło to żadnej różnicy. Chociaż nie, chciałbym, aby Tobie było zdecydowanie wygodniej.
  5. Czy powyższe zdania przynależą do tygodniówki? Innymi słowy, czy jestem pewien, że to wszystko co opisałem jest interesujące dla Ciebie, czytelnika? Trochę się boję, że Cię znudziłem, acz z drugiej strony widzisz jak działa i jakie konsekwencje ma siła przyzwyczajenia, wytrzymałość rozwiązań prowizorycznych, opisałem Ci błędny proces i wstępne rozwiązanie zmierzające do naprawienia go (naprawa zaczyna się od obserwacji), pokazałem Ci też że jest coś takiego jak Markdown i wspomniałem o nowej aplikacji IA Writer. I jeszcze na to wszystko przyznałem się do trudnej myśli, że może jednak Notion nie jest tak idealny jakby, chciał wierzyć, że jest. Więc… tak, to ważna część tygodniówki.

  6. Cały czas mam z tyłu głowy pytanie – czy to oznacza że zbliżam się do końca mojej fascynacji Notion? Nie, raczej nie. Bo Notion doskonale sprawdza mi się jako organizator (przy całej mojej dezorganizacji), i jest doskonały do gromadzenia treści, pracy na wielu urządzeniach, i współpracy z innymi. Tak, moja słabość do Notion nadal ma się dobrze;)

  7. Trochę w tle tych rozważań pojawia się myśl, czy to wszystko nie wpłynie jakoś na niecodziennego… Bo wpłynąć niebezpiecznie może. Kolejnym usprawnieniem jest pisanie tekstu gotowego do publikacji w obu miejscach… ale to zapewne niesie za sobą konsekwencje dla serwisu. Co gorsza, nie znajduję na to pytanie odpowiedzi w sieci. Jakbym robił coś zupełnie uparcie „po swojemu”. Przecież musi się dać to zrobić proście. No cholera musi.

  8. Czy zgodnie z zeszłotygodniową zapowiedzią, zrobiłem coś z subskrypcje.pl? Nie tyle ile bym chciał, niestety. Powstał zrąb pierwszego tekstu, ale jeszcze nie jestem gotowy, by go opublikować. Tak, wiem, nie ma mną co czekać.

  9. Dostałem w tym tygodniu prezent Trochę to przewrotne. Bo albo troszkę złośliwe (na zasadzie dopingu – Wicie, nie bądź miękka buła, tylko skończ czytać coś zaczął), albo – jeśli prezent nie był moimi z Kahnemanem zmaganiami inspirowany, to muszę przyznać że dostałem w prezencie genialną książkę i genialne jest także to, że ktoś pomyślał, że może mi się spodobać.

  10. Jedna ciekawa obserwacja z tym związana, choć Kindle pokazuje % pozostały do końca książki, prawdę powiedziawszy już zwątpiłem, że w tym roku uda mi się ją skończyć. Ale… sprawdziłem w wydaniu książkowym gdzie jestem i… może jednak nie jest tak źle. Może wciąż się to udać do końca grudnia (tym bardziej że jeszcze kilka luźniejszych dni przede mną)… Nie spodziewałem się, że to się może udać, więcej – ja już postawiłem na tej opcji krzyżyk. Ale skoro meta ha horyzoncie, spinam poślady;)

  11. Kahneman wywołany co tablicy krzyczy: cytuj. Co też niniejszym czynić zamierzam.

    When you pay attention to a threat, you worry—and the decision weights reflect how much you worry. Because of the possibility effect, the worry is not proportional to the probability of the threat.

    people who face very bad options take desperate gambles, accepting a high probability of making things worse in exchange for a small hope of avoiding a large loss. Risk taking of this kind often turns manageable failures into disasters. The thought of accepting the large sure loss is too painful, and the hope of complete relief too enticing, to make the sensible decision that it is time to cut one’s losses. This is where businesses that are losing ground to a superior technology waste their remaining assets in futile attempts to catch up. Because defeat is so difficult to accept, the losing side in wars often fights long past the point at which the victory of the other side is certain, and only a matter of time.

    People overestimate the probabilities of unlikely events. People overweight unlikely events in their decisions.

    You do not always focus on the event you are asked to estimate. If the target event is very likely, you focus on its alternative.

    there is general agreement on one major cause of underweighting of rare events, both in experiments and in the real world: many participants never experience the rare event!

    The probability of a rare event will (often, not always) be overestimated, because of the confirmatory bias of memory. Thinking about that event, you try to make it true in your mind. A rare event will be overweighted if it specifically attracts attention. Separate attention is effectively guaranteed when prospects are described explicitly (“99% chance to win $1,000, and 1% chance to win nothing”). Obsessive concerns (the bus in Jerusalem), vivid images (the roses), concrete representations (1 of 1,000), and explicit reminders (as in choice from description) all contribute to overweighting. And when there is no overweighting, there will be neglect.

    When it comes to rare probabilities, our mind is not designed to get things quite right. For the residents of a planet that may be exposed to events no one has yet experienced, this is not good news.

    (Nie wypada mi komentować Kahnemana, ale trochę o tym w zeszłym tygodniu pisałem – nie ogarniamy tego, jak krótko jesteśmy na tym świecie. Jako jednostka, ale też jako gatunek. Tylko bardzo nie umiemy sobie tego wyobrazić)

    “We shouldn’t focus on a single scenario, or we will overestimate its probability. Let’s set up specific alternatives and make the probabilities add up to 100%.”

    Closely following daily fluctuations is a losing proposition, because the pain of the frequent small losses exceeds the pleasure of the equally frequent small gains.

    we refuse to cut losses when doing so would admit failure, we are biased against actions that could lead to regret, and we draw an illusory but sharp distinction between omission and commission, not doing and doing, because the sense of responsibility is greater for one than for the other.

    In the presence of sunk costs, the manager’s incentives are misaligned with the objectives of the firm and its shareholders, a familiar type of what is known as the agency problem. Boards of directors are well aware of these conflicts and often replace a CEO who is encumbered by prior decisions and reluctant to cut losses. The members of the board do not necessarily believe that the new CEO is more competent than the one she replaces. They do know that she does not carry the same mental accounts and is therefore better able to ignore the sunk costs of past investments in evaluating current opportunities.

    people expect to have stronger emotional reactions (including regret) to an outcome that is produced by action than to the same outcome when it is produced by inaction.

    Their recommendation is that you should not put too much weight on regret; even if you have some, it will hurt less than you now think.

    A bad outcome is much more acceptable if it is framed as the cost of a lottery ticket that did not win than if it is simply described as losing a gamble.

    Gdybym czytał w papierze, miałbym bardzo pokreśloną książkę (a nie lubię po książkach kreślić).

    Równocześnie oswajam się z myślą, że będę Kahnemana czytał po polsku. Na wszelki wypadek, aby mieć pewność, czy wszystko zrozumiałem. I tak, obok Finansowego Ninja i Najgorszego Człowieka na świecie, trafi do listy książek bardzo polecanych.

  12. Oprócz tego, że wróciłem do Kahnemana, sięgnąłem w tym tygodniu także po „To ja, Szpilka” Ciszewskiego. Lektura miła, łatwa, lekka (choć kryminał) i przyjemna. Połknięta w trzy wieczory. Można, jeśli potraktujemy jako czystą rozrywkę, ale nie, nie jest to pozycja obowiązkowa. Natomiast jeśli to początek serii, to zapewne po kolejne części też sięgnę – wszystko przez słabość do głównej bohaterki.

  13. W moje oczy rzucił się w tym tygodniu I widzę tu mały smaczek, który będzie dotyczył mojej zawodowej przyszłości, a mianowicie widzę tu przesłankę do tego, jak będzie wyglądała przyszłość reklamy. Widzę ją tym bardziej, że troszkę już o tym pisałem. Bo to co widzimy wyżej, to jest przykład (niekoniecznie zamierzonej) ale jednak reklamy. I to takiej reklamy, której nie blokuje Adblock.
    Bo nam się wydaje, a raczej ostatnie lata nas umacniały w przekonaniu, że – każdy powinien się reklamować, każda reklama działa, i że reklama może być tania. No więc właśnie nie. Myślę, że powoli dochodzimy do momentu, w którym marketerzy (zwłaszcza marek masowych) chcąc wbić się do głów mas, będą musieli sięgnąć po nowy arsenał. Muszą / musimy skumać, że ludzie nie oglądają telewizji, w internetach skłonni są za możliwość wyciszenia reklamy zapłacić, a to z kolei oznacza, że trzeba będzie szukać nowych sposobów dotarcia. I jeśli sposobem jest dotarcia dzięki serialowi na Netflixie, to wierzcie mi panie i panowie, tanie i łatwe to nie będzie. Skąd wiem? Otóż wiem stąd, że wiem ile polskich (i nie tylko polskich) reklamodawców pomyślało sobie – machniemy sobie serial na YouTube. I wiecie co? Chyba nikomu się nie udało. Co nie jest szczególnie zaskakujące – stworzyć dobry serial to sztuka, a każdy twórca jeśli ma taką możliwość, woli realizować swoje wizje i swoje projekty, a nie świadczyć usługę użyczania kreatywności producentowi dowolnego produktu, a potem słuchać że „logo ma być większe i bardziej na środku”.

  14. Inspiracja i sztuka potrafi bezczelnie czychać wszędzie. Nawet w taksówce w Bombaju

  15. To jeszcze nie koniec inspirowania się taxi. Tym razem jednak przeniesiemy się w trybie natychmiastowym do innej stolicy, bo do Londynu i zerkniemy w kilka tajemnic jakie przekazał czytelnikom taksówkarz; Ta, która spodobała mi się najbardziej to:

    Kiedy słyszymy, że klient/klientka jedzie na rozmowę o pracę to dobrze jest zatrzymać się kilkadziesiąt metrów przed wejściem lub poczekać przed wjazdem do biura kilka minut i dać ochłonąć nerwom. To nie mój pomysł. To sugestie pasażerów przez te kilka lat.

    O nerwach nieodłącznych rozmowie o pracę powinien pamiętać każdy szukający nowego pracownika do zespołu. Przecież wiesz, że sytuacja jest stresująca. Poświeć 10 minut na to, żeby Twój rozmówca poczuł się komfortowo. Czymże jest te 10 minut w kontekście wielu tygodni, miesięcy, a może i lat które będziecie wspólnie pracować. Głupio by było stracić dobrego pracownika dlatego, że nerwy go zjadły. Więc, jak zawsze, dbaj o innych aby dbać o siebie.

  16. Tygodniówkę zacząłem od tego, że w moje oczy trafiają różne podsumowania. Robią je Ci całkiem duzi. Google na przykład na wiele sposobów dzieli się z nami tym, co było dla nas ważne w mijających miesiącach i udostępnia takie podsumowanie: Ale robi też podsumowanie w formie wideo . Zachęcam też do zobaczenia strony Year 2020 in search, gdzie można zerknąć w dedykowane wyniki dla Polski.

  17. Jest też jeszcze krótka rozmowa z Muskiem, i kogo jak kogo, ale jego biznesmeni powinni posłuchać. Bo chyba warto dowiedzieć się, co akurat ten gość ma do powiedzenia na temat znaczenia zysku i jego roli:
    Tu natomiast znajdziesz ciekawy wybór wniosków z tej rozmowy, warty Twojej uwagi

  18. Tygodniówka zadomowiła się niedzielenie. Mi się zadomowiła – bo mam więcej czasu na jej przygotowanie w niedzielę, niż w piątek, ale i czytelnikom się także zadomowiła, bo ostatnią jej edycję otworzyło blisko 60% czytelników. Więc spodziewam się, że w najbliższym czasie niedzielną zostanie.


  1. Nie uznaję tego, za błąd ortograficzny, to celowe igranie i figle z Twoim i moim językiem. ↩︎

To już koniec #49 tygodniówki. i to ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki.

Ilustracją tygodniówki jest zdjęcie autorstwa Tim Mossholder z serwisu Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to Top