10 - tyle minut czytania

Tygodniówka wakacyjna, odrobinę oszukiwana #28.21

  1. Dziś witam Cię z puszczy Noteckiej. Dużo lasu świerkowego dookoła, dużo ciszy (czasem tylko łaciną w polskim wydaniu przerywaną). Dużo, mam nadzieję, nic-nie-robienia. Tak, zamierzam praktykować „nada para haker”. To zwrot podkradziony od W. Cejrowskiego i Wyspy na prerii (kiedy uznawałem, że umiem schować sobie w kieszeń rozbieżności światopoglądowe i czytać podróżniczo ignorując politykę)… No ale tak W.Cejrowski jak i R.Ziemkiewicz wyprowadzili mnie z tego błędu.
  2. Czas wakacyjny może obfitować w ograniczenie ilości czasu spędzanego przed komputerem – choć czy tak będzie, czas pokaże. Oznacza to również mniej czasu online, co z kolei oznacza uboższą tygodniówkę. Na to jednak mam pewien plan, o czym za chwilę.
  3. Będzie jeszcze słówko dopisane do zeszłotygodniowej tygodniówki i cienia, jaki kładzie za sobą Internet… Usłyszałem jeden argument, który wydaje mi się bardzo zasadny. Dzięki Internetowi, tak powszechnemu, tak szybkiemu, zdołaliśmy przejść przez pandemię pierwsze półtora roku z CoVIDem bez radykalnego przemodelowywania naszej rzeczywistości. Czy świat się zmienił? Tak, ale Internet pozwolił nam (znacznej części nas) nadal pracować, nadal zarabiać, nadal utrzymywać swój poziom. Totalnego załamania nie było. W dużej mierze, dzięki temu, że co tylko się dało, przenieśliśmy w przestrzeń. online.
  4. Z Pandemią mam jeden obrazek, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Prosto z Wimbledonu:

Robi mi to ciary.

  1. Równocześnie, dziś na Wimbledonie zostanie rozegrany finał mistrzostw Europy. Mistrzostw rozgrywanych na całym kontynencie, w niektórych miejscach na pełnych kibiców stadionach. Zupełnie tak, jakby nie było na świecie od kilkunastu miesięcy żadnej przestawiającej naszą rzeczywistość choroby, jakiej boi się cały świat. Genialny pomysł przemieszania ludzi bez możliwości zapewnienia im jakiejkolwiek ochrony. Głupota? Nieodpowiedzialność? Nie wiem czy da się policzyć ile osób będzie miało styczność z nową odmianą wirusa ze względu na takie, dość swobodne podejście organizatorów do tego turnieju, ale… mam wrażenie, że mogliśmy sobie tego oszczędzić.
  2. Równocześnie mam wrażenie, że UEFA zorganizowała turniej, który był daleki od sprawiedliwości. Znalazłem nawet ładne podsumowanie popełnione przy okazji meczu Anglików z Duńczykami pokazujące rozbieżność pomiędzy tym, ile w trakcie turnieju musieli podróżować Anglicy, a ile reprezentacja prosto z Kopenhagi. I podobny handicap miało kilka innych drużyn – gospodarzy. Cała reszta musiała wędrować po kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów pomiędzy meczami.
  3. A my i tak to oglądamy… what’s wrong with us.
  4. Euro się skończyło, to już ten moment, kiedy mogę znowu wyłączyć przeglądarkę w swoim telefonie. Trochę mi tego brakowało. A raczej trochę mi tego zbywało.
  5. Jak zapewne wiesz, mam słabość do rysunków, najchętniej piłuje oko. Ciekawe, czy jak się dobrze przyglądnę oku tak bardzo z bliska, to będę lepiej oczko rysował…
https://twitter.com/Time4learns/status/1410148318559105027?s=20
  1. Jak zapewne wiesz, mam słabość do rysunków. I jestem pod wrażeniem, jak można zrobić coś, z niczego. I uznaję, że tak nie wolno, że to powinno być zakazane.
  1. Zaprzyjaźniony kreatywny kiedyś powiedział o mnie, że jestem typem człowieka, który słysząc jakiś pomysł, jakiś projekt do zrealizowania zwykle znajduje wszystkie (mam nadzieję dobre) powody, dla których to się nie może udać, a potem zaczynam kminić jak to zrobić, żeby jednak to zrealizować. Równocześnie, mam sobie za złe, że jestem często dużo bardziej thinker niż doer. A czasem nawet overthinker. Tym bardziej ma dla mnie wartość, kiedy rzeczy się wydarzają, nawet jeśli są pozornie tak oczywiste, jak dodanie nowego produktu do oferty platformy sprzedaży internetowej. Ani to było proste, ani szybkie, ani łatwe. Ale jest. Cholera, jest.
  2. Więc teraz już w trybie wakacyjnym – skorzystam z rady mądrzejszych od siebie, a nawet bardzo mądrej głowy, i skorzystam z pewnego wytrychu i postanowię skorzystać z pokazania Ci tekstu, który popełniłem kilka lat temu. W tym tygodniu będzie to tekst pisany na stronie „mamdosc.pl” we wrześniu 2006 roku. Mam takie dziwne wrażenie, że nawet wtedy jakoś nie byłem bardzo optymistyczny. Zatem zapraszam Cię do zerknięcia w tekst pisany do Wolfa…

Gdy ciszę burzy ktoś… gdy burza ciszy w głowie huczy…

Nie śpisz Wolf? Powinieneś.. czasem warto spać.. Oczy zmrużyć, powiekom pozwolić ciążyć, oddech wyrównać, myślom dać czas na ucieczkę i wędrówkę w innych stanach świadomości.. stanach zjednoczonych, stanach zniewolonych, stanach pustych i wszystkich innych, których dotychczas jeszcze nie udało się odwiedzić.. zniszczyć i zdewastować…

Bracie-cześć-później, wiesz, niż obiecywałem piszę list,
ale się trochę zapomniałem.
U mnie jest wielki fest – Ty to samo miałeś

wciąż dokucza trwały zez duszy z ciałem.

Widzisz Wolf.. popatrz, taki ja i taki Ty.. W dzień jak każdy, mogło by się zdawać. Budzisz się i wiesz, że coś dzieje się. Nie wiedzieć dla czego i jakim prawem, ktoś pragnie Twój z ziemią zrównać świat. To co Twoje odebrać, to co żywe zabić, to co kruche złamać.. Oczywiście, kiedy pierwsze chwile dnia łapiesz, jeszcze tego nie wiesz.. choć pewnie powoli, świadomość niezwykłości w świadomość wdziera się.

A może jest zupełnie inaczej. Nie wiesz nic, poranek do poranka podobny, niczym nie zachwiany tok normalności. W radiu tylko słyszysz jakieś rzeczy niepojęte, że agresję ktoś zaczął, że napadł, że wkroczył.. Nagle audycję przerywa ktoś i brak dzwięków świdruje przestrzeń.. A potem wystrzał, wybuch, huk i chaos w jednej sekundzie budzi się.. Świat nagle na głowie staje, życie – które jeszcze wczoraj mogło wydawać się bezpieczne – w śmiertelnym znajduje się zagrożeniu. Wszyscy, czyli każdy. Oni, czyli my.. W oczach rodzi się przerażenie, w ciele żądza przetrwania. Bez względu na koszt, na straty i ofiary. Byle tylko przetrwać, byle tylko nie zginąć, byle tylko dalej być..

Szlajam się, nucę pieśń, nic się nie zmieniło
Z nieba pada pierwszy śnieg, moja pierwsza miłość.
Dzisiaj nów, jestem zdrów, piję tylko wino,
było źle, ale znów, dobrze, jak to zimą.

Nagle okazuje się, że wszystko co masz to iluzja. życie, jak już wspomniałem, jest puchem, prochem, iskrą co lada sekunda może zgasnąć. Za szybko lub może właśnie we właściwym czasie. Wszystko co posiadasz, przestaje mieć znaczenie, tak długo, jak długo nie możesz za nie kupić nawet sekundy istnienia. Z dnia na dzień poznajesz co to głód, chłód czy ziąb. Uczysz się nowych słów.. Wiesz już kto Wróg, kto szpicel. Ze strachem wychodzisz na ulicę, choć przecież we własnym mieszkaniu – jeśli wciąż jeszcze je masz – nie jest bezpieczniej. Ufać chcesz, ale komu.. Buntować się, ale z kim.. Samemu? Przeciw ilu? Przeciw całemu światu? Zresztą, może łatwiej przeciw nim, niŜ wbrew własnym ideom stać. W piersiach rodzi się krzyk, wolności zew. Lecz czy ktoś nie zdławi go, nim pierwsze westchnienie na świat wyjdzie?

Co dzień dowiadujesz się, że przyjaciół zabrał los.. Los? Tak łatwiej powiedzieć.. Mniej mieli szczęścia, zabłąkana kula trafiła ich.. Albo zdradziecki nóż.. Albo cudza głupota, albo własna odwaga, albo.. zresztą, co za różnica – trup, jest trup. Tylko pustka cholerna, gdzie był kiedyś ktoś. I pytanie dlaczego? W imię czego? Jakich zasad.. W imię narodu? Ziemi? Ludzi? Ojczyzny? Przeciw komu.. i czy to był najlepszy na to wszystko czas.. Na to nie ma dobrego czasu. Jest tylko konieczność.. a czasem jej brak.

Pełny luz, szczypie mróz, grzeją jak popadnie,
jedzie niebem Wielki Wóz, jedzie wcale ładnie.
Pytasz mnie jak mi mknie. życie jak onanizm,
jedno co zmienia się, to bród za paznokciami.

Więc co.. o co walczymy? O lepsze jutro? O wolny świat? O możliwości? O marzenia.. Jak zawsze, o byt. O pamięć o nas, o przodkach. O to by mozna mówić – JA! O to by głupoty głosić, i w swoim bagnie swoje urządzać kąpiele. Aby do własnego kibla szczać i z własnych garnków własne jedzenie jeść. żeby własne toasty własnym językiem wznieść, żeby na własny sposób kochać się, rodzić i szczeźć. żeby nad własnym grobem, własne dzieci wiedziały kto leŜy tu. żeby we własnym domu, własne rozwiązywać problemy i z własnym losem za bary się brać.
Czy to zbyt wiele? A może zbyt mało by się o to bić? W zasadzie, dla Polaków – co do bitki i wypitki chętni i skorzy są zawsze – każdy powód jest dobry i nie ma zbyt błahego. Ale też, ten powód dla każdego powinien być wystarczający. By nie dać obcym, we własną pluć twarz. Umieć powiedzieć basta! Dość! WON. Bo co moje, jest moje. Bez walki nie oddam. I już.

Słowa dwa: szafa gra, ściąłem się na jeża,
wczoraj czułem tan sam strach, nikt mi nie dowierza.
Jakoś bez śmiesznych łez, jestem bardziej mądry.
Pachnie noc, szczeka pies, dojrzewają wągry.

Walczysz o co – o to już pytałem. Walczysz z kim.. wszystko jasne. Ale dla kogo? Dla siebie? Zapewne też.. dla rodziny? Bez dwóch zdań. Ale są też tacy, co z Twojej walki będą korzystać. Dla własnych celów, i dla własnej przyjemności. I może się zdarzyć że własną głupotą do stanu sprzed wojny powrócą.. Co wtedy? Kto ostrzeże ich? Kto da im w pysk? Kto zadba, by historia, co lubi się powtarzać, na inne tym razem wykoleiła się tory?
I czy pamiętać będą za miesiąc, za rok lub za dwa, czy będą pamiętać że o ich prawa też walczył ktoś? I że ich obowiązkiem jest – nie czcić, bo czym że ta cześć dziś jest, ale służyć tak, by więcej nikt nie musiał podnosić broni. By nikt nie musiał w strachu znów żyć. By codzienność była.. codziennością, a nie przetrwaniem kolejnego świtu, czy zmierzchu czy nocy..

Miałem sen, wstaje dzień, sen kobiety pierwszej,
byłem w niej, wstaje dzień, nieporadnym wierszem.
Miałem sen, wstaje dzień, czuję się zmęczony,
wstaje dzień, ten sam lęk, kończę, pa, ukłony.

Tak Wolf.. Kolejna już przed nami noc. Noc burzy, błyskawic i deszczu co o szyby bębnić chce. Na polu wiatr chłosta gałęzie i konary drzew, ulice puste, zasłane kałużami. Gdzieś jeszcze, czasem przemyka przechodzień.. To znowu zawiany do domu wraca między nieznanymi mu bramami. Ktoś zaśpiewa, to ryknie ktoś znów. Tak to już jest.. Tylko niektórzy, zlani zimnym potem budzą się, gdy kolejny usłyszą grzmot. Kiedy niebo przeszywa metaliczny błysk, ich oczy wilgotne są od łez.. Irracjonalny strach i lęk..

Ja dziękuje Wolf. Tyle lat potrzeba było mi, żeby zrozumieć. Docenić. Podziękować. By słysząc syreny, świadomym być, jak wiele zrobili, jak wiele zawdzięczam. Jak wiele zawdzięczasz także i Ty.. To nie zbawiciele, to nie Chrystusi. To ludzie, jak ja i Ty, co w odpowiednim momencie umieli w obronie własnych praw stanąć. A Ty, potrafiłbyś? A ja…?

Taka, tym razem, nieoczywista i trochę oszukana tygodniówka. Więcej tego samego już za tydzień.

Podyskutujmy

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to Top
Co Cię skłoni do otworzenia maila w niedzielę po 20?

Nową Tygodniówkę wysyłam raz w tygodniu - między piątkiem, a niedzielą. Ponad połowa zapisanych na nią czytelników, otwiera ją w ciągu pierwszych 12h od wysłania. Dołącz do nich

zostaw maila i otrzymuj nowe wydanie Tygodniówki prosto do swojej skrzynki.

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »