17 - tyle minut czytania
  1. Wiem, znowu popełniłem przerwę w pisaniu. Mógłbym się tłumaczyć, że czas który normalnie bym poświęcił na tygodniówkę (lub na cokolwiek innego) poświęcam na ogarnianie typera na Euro; I niestety nie jest to zabawa bezobsługowa, bo – pewnie trochę ze względu na format i „usprawnienia” które wymyślam i wdrażam, wymaga ona pewnie około dwóch godzin w każdym dniu meczowym. Mniej więcej tyle czasu zajmuje mi administracja, aktualizacja wyników, przygotowywanie treści maila, przygotowanie danych do personalizacji maila i cała reszta małych i dużych rzeczy.
  2. To co z mojej strony jest niezmiernie fajnego w typerze to to, że mogę go sobie rozwijać. Lubię sprawczość pt – dziś wymyślam, dziś wdrażam, w najgorszym razie zepsuję (trochę chojraczę, czuję dużą odpowiedzialność, żeby w czasie turnieju wszystko działało jak powinno), a przy okazji się uczę.

    Wspomniałem o personalizacji… chodzi o to, że pomyślałem że w tym roku będę nękał graczy codziennymi mailami z przypomnieniem jakie są mecze do obstawienia. Potem uznałem, że fajnie by było te maile uzupełnić o to, co podpowiadają bukmacherzy, potem uznałem, że byłoby spoko, gdyby w treści znalazła się też informacja jak komu poszło. I tu zaczęły się schody.
  3. Wszystko dlatego, że system o który gra jest oparta to jest WordPress + wtyczka do typowania, która nie uwzględnia mailingów. Miałem jakąś wtyczkę do tego, ale przy tygodniówce zacząłem korzystać z mailerlite i tak już zostało, więc maile do graczy lecą z MailerLite. I wszystko pięknie, mogę sobie dodać pole „imię” i ono pięknie działa, ale samo imię to żadna personalizacja. A czy da się jakoś aktualizować wyniki…

    No cóż, da się, tylko do tego trzeba skorzystać z Google Sheets i aplikacji zapier, która na całe szczęście łączy się z Mailerlite. Więc teraz ten jeden mail, który każdy użytkownik dostaje, to jest wcale nie mało dłubania po mojej stronie i jeszcze upewniania się, czy wszystko co zrobiłem zadziałało dobrze, czy jednak mam trochę „bugów” do poprawienia. Się uczę się.
  4. Żeby pokazać o co chodzi i jak to działa.

Biorę to

robię trochę szacher macher z wynikami przygotowując to

i w efekcie dzięki magii Zapiera otrzymuję to (i to otrzymują wszyscy gracze):

Zastanawiam się, czy dążę do tego, żeby ludzie przestali wchodzić na stronę, bo wszystko dostają podane ładnie na maila… Cały czas mi się wydaje, że tak jest wygodniej.

A czy będzie personalizacja w tygodniówce? Nie sądzę… ale jeśli będzie zasadna, to czemu nie.

  1. Po co ja o tym wszystkim piszę? Nie narzekam, nic z tych rzeczy. Jedynie zauważam, że zajmuje mi to więcej czasu niż byłbym skłonny przyznać. Równocześnie jest to dowód na wymówkę pt. „Nie mam czasu na newsletter.pl„.

    Cholera – jak się okazuję mam czas, tylko trwonię go na strasznie dużo małych rzeczy (pisałem już o tym – Czas to pieniądz, uważaj na kieszonkowców i Czas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne);

    Nawet przeszło mi przez myśl „chcę i ogarnę te newslettery, ale muszę odpuścić tygodniówkę” tylko że… to nie tak działa. Tygodniówka tygodniówką, newslettery newsletterami. Obie wymagają różnego podejścia. Newslettery to śmierć od tysiąca cięć, wymaga regularnego dodawania treści. Tygodniówka – wymaga tego, żeby siąść na tyłku i ją napisać.
  2. Wspominałem już kiedyś, że jest taka zacna aplikacja StoopInbox do newsletterów (de facto osobna skrzynka na którą newslettery wpadają). Wygodna rzecz, tylko autentycznie przygniotła mnie ilość newsletterów na które jestem zapisany, co z kolei oznacza, że najlepsze nawet narzędzie wymięka, bo element białkowy nie ogarnia tego, na co się zapisał.

    Wniosek – muszę ograniczyć liczbę otrzymywanych maili także tam, ale próba „to wypiszę się z tych, których nie czytam” nie zadziałała. Czytaj – kilka odłączyłem, ale to wciąż było za mało, żeby dało zauważalny efekt. Więc teraz jestem w trybie „zostawię tylko te, które na pewno chcę czytać”. Zobaczymy, czy tym razem się uda.
  3. A co z Subskrypcje.pl? Cóż… też są w trybie kilkumiesięcznego „on hold”. A równocześnie, ostatnio wpadł w moje łapki ciekawy raport o tym, jaki jest rynek i jakie są trendy subskrypcyjne, a na forum KFN widziałem wątek w którym użytkownicy dzielą się tymi usługami, za który warto jest płacić co miesięczny abonament. Co oznacza, że mam treść, którą warto by było wykorzystać i napisać wpis lub dwa pod tamtym adresem.
    Mam treść, ale ponieważ dokupiłem domenę z błędem (subskrybcje.pl) więc to prawie to samo, prawda?
  4. Zrobiła mi się strasznie długa dygresja wstępna. Przechodząc zatem do pierwszej myśli tygodniówki, czy ten Internet to aby na pewno dobra rzecz? Czy przypadkiem świat bez Internetu nie byłby lepszy? I nie do końca chodzi mi o mój prywatny świat, nie mam pojęcia co bym robił, gdyby nie było Internetu, szeroko rozumianego digitalu. Nie wiem jakbym zarabiał na życie, gdyby nie powszechna potrzeba „digitalizierung”. Więc ja byłbym bardzo w lesie.
    Ale skoro świat nie kręci się wokół mnie, to.. wracam do pytania, czy przypadkiem świat bez Internetu nie byłby lepszy?
  5. Z jednej strony Internet daje wolność, daje dostęp do nieprzebranych zasobów wiedzy, daje możliwość niemal darmowego kontaktu z ludźmi rozsianymi po całym świecie. Dzięki Internetowi możemy się uczyć od najlepszych specjalistów z dowolnej dziedziny z całego świata, weryfikować informacje, odkrywać niesamowitych ludzi ich niezwykłe pasje i niesamowite projekty. Internet pozwala też się łączyć w małe i duże grupki zupełnie obcych sobie ludzi, których czasem łączy jakaś idea albo jakaś chęć, aby potem wspolnie wspierać najprzeróżniejsze inicjatywy – te czysto biznesowe ale też te charytatywne. Wniosek – Internet jest super i daje nam bardzo dużo. Nie próbuję tego kwestionować, ale… Zysk jaki nam daje Internet, nie jest całkiem czysty.
  6. Z samej natury rzeczy Internet daje nam popalić nawalając na nas nieustającą lawinę informacji wszelakich. Ogromna ilość bodźców, którą nasz umysł próbuje ogarnąć, wyłapać w niej nie tyle to, co ważne i wartościowe, ale to co słodkie lub niebezpieczne. Ale ten ciągły szum i ilość napierających zewsząd danych nas męczy i gubi. Za dużo możliwości i wyboru nie pomaga. Przy czym gdyby to była jedyna bolączka Internetu, w dłuższej perspektywie znaleźlibyśmy jakieś blokery.
  7. Zapewne to tylko wrażenie, ale – nie tylko na moje oko – Internet przyspiesza zmiany, jakie zachodzą w bardzo realnej rzeczywistości. Te dobre i te złe.

    Internet dzięki algorytmom, które są skonfigurowane tak, aby zwiększać zyski, ogłupia nas. Łapie naszą uwagę kotkami, pieskami, głupotkami, które są takie cudowne i takie słodziutkie, że nie umiemy sobie tego odmówić. Co gorsza, w efekcie cała reszta rzeczy wydaje się trudniejsza i nie tak atrakcyjna. Rozleniwiamy naszą głowę i wcześniej nam się odechciewa robić rzeczy ciut bardziej wymagające. Może nie powinienem generalizować, może to tylko mnie ogłupia i rozleniwia…
  8. Oddaliśmy prywatność. Dzięki temu że wszystko jest ze wszystkim połączone i rejestrowane, można dość łatwo dojść gdzie ktoś jest, z kim ktoś jest, z kim rozmawia. Jeszcze niekoniecznie o czym, ale te metadane pozwalają na ogromne i doskonałe analizowanie naszego zachowania (chyba już linkowałem o rozmowie Sekielskiego z przedstawicielem fundacji Panoptykon).
  9. Natomiast największym problemem wydaje mi się to, że zupełnie nie ogarniamy tego, że ktoś może wykorzystać całe dobrodziejstwo Internetu przeciwko nam. Że podchwytując trendy świata poznawanego przez memy i niusiki zacznie nam dewastować rzeczywistość fakenewsami, półprawdami i rozmywaniem wszelkiej autentyczności. Że nakarmimy ponad wszelki rozsądek wszystkie głupie teorie a potem będziemy musieli mądrze kiwać głową i mówić – to też jest nasze społeczeństwo, nie możemy ich wykluczać. Głupotę bym akurat wykluczał. Schlebianie głupocie to populizm.
  10. Nie jestem pewien, czy to co napisałem wybrzmiało to tak, jakbym chciał (mógłbym przepisać powyższy akapit, ale wolę napisać nowy… ). Największą ceną Internetu jaki mamy, nie jest abonament, ale to, że różni rodzimi i obcy macherzy od manipulacji wiedzą / świadomością / prawdą dostali do rączek tak cudowne narzędzie i tak szybko nauczyli się go skutecznie używać, wpływając na rzeczywistość wedle własnego widzimisie, bezkarnie i bez skrupułów, a my nie mamy pojęcia jak sobie z tymi chuliganami, którzy coraz bardziej przypominają służby, poradzić. I wcale nie wiem, czy potrafimy to odkręcić. I nie wiem, czy potrafimy wyjąć wtyczkę.
  11. A czy gdyby nie było Internetu, to czy oni by nas nie mogli ogłupiać telewizją? Po pierwsze, jak pokazują zastępy armii Jacka Kurskiego, już to robią (próbują), ale po drugie – z jakiegoś przedziwnego powodu, telewizję znacznie łatwiej wyłączyć. Może jest po prostu mniej interaktywna.
  12. Domykając temat. Smuci mnie to, jak ze sobą w sieci rozmawiamy i jak w sieci komentujemy rzeczywistość. Zaakceptowaliśmy już powszechne krytykanctwo i prostactwo, a buractwo występuje nie tylko pod anonimem, ale też pod imieniem, nazwiskiem i uśmiechniętym zdjęciem. Kto wie, może będziemy też kiedyś w ten sposób nagrywać te swoje przemyślenia w formie krótkich filmików wideo… to by dopiero było, zobaczyć te wszystkie emocje wyplute do kamery. Wszyscy tacy piękni i młodzi.

    Już teraz jest źle, urządziliśmy sobie w Internecie prawdziwe szambo, ale najsmutniejsze jest chyba to, że postanowiliśmy sprawdzić jak to jest, jak będzie gorzej. A będzie.
  13. Dochodzimy wreszcie do wątku który jakoś zupełnie nie chce się przykleić do naszej odpornej na wszystko władzy, ale dobrze by było, żebyśmy o tym nie zapomnieli. Otóż wszystko wskazuje na to, że nasza własna władza została zhakowana kilka miesięcy temu i kto chciał, mógł sobie naszą władzę czytać – wystarczyło, że znał hasło do prywatnego konta ministra w polskim rządzie. A że sobie owo hasło latało po sieci, to każdy chętny mógł. Niemniej jednak, gdyby tylko o to szło, to ja bym ich rozgrzeszył, każdemu może się zdarzyć. Najlepszym się zdarzało. Zdarzało się Hillary, zdarzyło się Bezosowi, no kto jeszcze nie był zhakowany ten życia nie zna. Ale.. No, tu jest jedno wielkie ale (o którym chciano by, byśmy zapomnieli, ale ja będę pamiętliwy).
  14. Moim zdaniem, największym błędem naszej władzy, za który powinni odpowiedzieć, było stosowanie do ustaleń i wewnętrznej komunikacji prywatnych maili utrzymywanych przez komercyjnych polskich i zagranicznych dostawców. Administrowanych, zarządzanych, zabezpieczanych przez niewiadomo kogo. I o ile to wcale nie musi mieć znaczenia dla Kowalskiego, to dla ministra, premiera i ludzi, którzy z nimi korespondują już tak. Jeżeli zdarza się komukolwiek pomyśleć, że dziewczyna zbyt kuso ubrana robi to nieroztropnie, to nasi politycy prosili się o to. I prawdę powiedziawszy nie wiem czemu nadal są na swoich stanowiskach.
  15. I jak tak patrzę na te zmęczone oczy polskiej nieudolnej opozycji, to myślę sobie czy my już musimy być na to skazani? I tu z ratunkiem przychodzi mi myśl

Ja w tym widzę ratunek. Najoględniej rzecz ujmując, jesteśmy beznadziejni w przewidywaniu przyszłości (co pokazuje często typer) ale w szczególności nie bardzo potrafimy przewidywać rzeczy, które są… z perspektywy teraz – niemożliwe. Po prostu zmiana czasem musi przyjść i się stać. Więc ja bym tylko prosił. Niech przyjdzie już.

  1. Słuchałem sobie ostatnio Pivot (niestety nie umiem złapać tego, który to był odcinek) ale pojawił się wątek sztucznej inteligencji i bardzo podobała mi się definicja sztucznej inteligencji jaką mamy w tym momencie – algorytmy i moc obliczeniowa, która pozwala nam rozwiązywać zdefiniowane problemy.

    Ciekaw jestem, czy przyrost mocy obliczeniowej pozwoli nam na stworzenie algorytmów, które zaczną definiować nowe, nieznane dotychczas problemy, po to, aby je rozwiązać. Czy sztuczna inteligencja zacznie zadawać pytania, na które my nie wpadniemy, które są poza naszą percepcją…

    Póki co jednak, jeszcze przez chwilę będziemy (sobie nawzajem) troszkę potrzebni. Może nie bardzo bardzo, ale choć ciut.
  2. Zawsze mi się wydawało, że lepsze organizacje są lepsze, bo są lepiej zorganizowane. Mają lepsze procedury, niekoniecznie lepszą kontrolę, ale co do zasady, mniej jest w nich sytuacji, w których ktoś czegoś nie wie, ktoś o czymś zapomni.

    Na tej zasadzie, na jakiej działają linie lotnicze lub NASA – to doskonałe organizacje, bo mają jasno określone cele i priorytety (bezpieczeństwo). Mają procedury i zabezpieczenia, a kiedy wydarza się wypadek, mają to przebadane na 10tą stronę, bo dzięki temu mogą podobnych błędów uniknąć w przyszłości. Co ważne, to podejście zostało jakoś zakodowane w kulturę korporacji i nawet kiedy zmieniają się ludzie, to zasady obowiązują, a kiedy wprowadzana jest zmiana, to organizacja ją po prostu umie zastosować.

    Więc wydawało mi się, że tak wygląda hierarchia efektywnych biznesów – od chaosu do porządku.
  3. Tylko, że przez parę organizacji już przeszedłem, żadna z nich nie przypominała NASA z mojej wizji, a mimo to niektóre z tych organizacji musiały zwijać żagle, a inne cały czas rosną w siłę i zdobywają rynek. Wszędzie popełniane są podobne błędy, z podobną częstotliwością i z podobnym brakiem systemowych rozwiązań.

    Więc może niektóre organizacje są lepsze, dlatego że lepiej są w stanie działać w chaosie i nieogarze? I nie musi chodzić o to, że pracują w nich bardziej zaradni czy pomysłowi ludzie. Czasem to tylko ludzie poddani większej presji ze strony przełożonych i umiejący tę presję sprzedać dalej. I jakoś się toczy. Determinujące wszystko małe różnice.
  4. Niedawno mieliśmy dzień ojca, a mi po Twitterze śmignęła taka informacja

Według Eurostatu i GUS, matki wychowujące samotnie dzieci stanowią 19,4 proc. polskich rodzin i jest to jeden z najwyższych wskaźników w Europie (wyższy jedynie na Łotwie – 29,1 proc., Litwie, w Estonii oraz Słowacji). 2,8 proc. to samotni ojcowie. Podczas spisu w 2011 roku 2,1 mln Polek zadeklarowało, że samotnie wychowują dzieci. Samotnych ojców było 329 tysięcy, co daje łączną liczbę 2,5 mln rodziców, którzy opiekują się potomstwem bez partnera.

Blisko 20% samotnych matek. No robi mi w głowie szum.

  1. A przecież tak się staramy, żeby zrobić to pierwsze dobre wrażenie…
  1. Potem, po latach w sytuacji zupełnie nieprzewidzianej, pojawia się potrzeba lockdownu, na co wszyscy rodzice odpowiadają gromkim …

Cóż, pewne rzeczy są jakie są.

  1. Wydaje mi się, że Grubsona po raz pierwszy usłyszałem w kawałku „One”, a teraz proszę, takie o to smaczne rzeczy z Redbullem robią:
  1. Na drugą nóżkę nieprzestający mnie zaskakiwać szerokością swoich talentów Rowan Atkinson:
  1. Ten kawałek chciałem Wam pokazać w poprzedniej tygodniówce, ale wtedy zniknął w otchłaniach internetu. Ale wrócił. Więc… na pohybel stereotypom:
  1. Dwa oblicza słońca…

    Trochę pomarańczka…

ale taka ciut przerażająca

  1. Na koniec, ponieważ nie sposób przewidzieć kiedy i gdzie pozwoli nam się wybrać CoVID i wszystkie jego szalone odmiany, zabiorę was na prezentację prosto z Polinezji, gdzie żyje mnóstwo Happy people:

(jeśli będziecie dociekliwi, zobaczycie że tekst tego występu został popełniony przez kogoś innego… ale jest naprawdę dobrze sprzedany).

  1. Taka o to tygodniówka pisana w czasie Euro. Kiedy będzie następna? Bardzo bym chciał by była za tydzień… Niestety.. w tej to kwestii jestem ostrożny. Mając do wyboru jednak nie wypuszczenie tygodniówki, lub wypuszczenie jej w środku tygodnia, jak widzisz wybrałem mniejsze zło, ryzykując że mniej osób w maila zerknie…

Podyskutujmy

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to Top
Co Cię skłoni do otworzenia maila w niedzielę po 20?

Nową Tygodniówkę wysyłam raz w tygodniu - między piątkiem, a niedzielą. Ponad połowa zapisanych na nią czytelników, otwiera ją w ciągu pierwszych 12h od wysłania. Dołącz do nich

zostaw maila i otrzymuj nowe wydanie Tygodniówki prosto do swojej skrzynki.

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »