10 - tyle minut czytania

Dawno dawno temu, jeszcze zanim byli premierzy polowali kamieniami na dinozaury, polska reklama przekonywała, że cukier krzepi. A potem okazało się, że i owszem, jest w cukrze energia, ale coraz bardziej uświadamiamy sobie (a może raczej uświadamiane nam jest) że w nadmiarze cukier jednak szkodzi i uzależnia. Tylko jest tak słodki (i tak wszechobecny) że trudno go sobie odmówić. Tym bardziej, że nie szkodzi już, natychmiast, od razu, ale jak przystało na każdego truciciela, nie spieszy się, za to plony zbiera jak złoto (wniosek – cukier umie w odroczoną satysfakcję).

Facebook, działa troszkę jak cukier, bo zrozumiał, że potrzebujemy małych przyjemności. Najlepiej dużo, nawet jeśli nie dużych. Badania pokazały, że facebookowe reakcje, powiadomienia, komentarze w odpowiedzi na nasze posty i inne aktywności w tym serwisie działają na nasz mózg, który utożsamia je z przyjemnością i tryska dopaminą jak nastolatek bez opamiętania. Od tego też się uzależniliśmy i bez wielkiego zastanowienia sięgamy po więcej i domagamy się częściej.

W sposób absolutnie fantastyczny Facebook zrozumiał, że wystarczy dawać poczucie satysfakcji i łechtać odpowiednie ośrodki w mózgu, a ludzie na niemal każdym poziomie wiedzy, zamożności i odpowiedzialności lądują na głodzie, na którym FB, jak przystało na mądrego dealera, zarabia, odpowiednio dawkując i wyceniając działki. A na głodzie są teraz i jednostki i instytucje i poważne biznesy, które na FB muszą być. Przy czym, jak już tam wejdziesz, to… po Tobie. 

Ale nie o tym podobieństwie myśle. 

Tego wpisu możesz odsłuchać, bo autor lubi bawić się w radio

Dziwna lekcja historii

W latach 30 XX wieku w stanach zjednoczonych zaczęła rosnąć liczba zachorowań i śmierci spowodowanych przez raka płuc. Choroba, która wcześniej była raczej rzadkim powodem zgonów, weszła na ścieżkę prowadzącą do tytułu „najpowszechniejszego raka Ameryki północnej”. Co ciekawe, jeśli popatrzy się na to z naszej perspektywy, krzywe popularności papierosów i zachorowań są dziwnie zbieżne… ale w połowie ubiegłego wieku ta korelacja zdecydowanie nie była oczywista.

Dopiero wyniki prowadzonych w latach ’50, zakrojonych na szeroką skalę badań, zwróciły uwagę polityków, a papierosy, które w trakcie I i II wojny światowej były popularyzowane przez wojsko, zaczęły być mniej przychylnie widziane na salonach. Za tą nieprzychylnością poszły także ograniczenia:

1967 – Zakaz reklamy telewizyjnej papierosów w Wielkiej Brytanii

1971 – zakaz reklamy telewizyjnej papierosów w USA (ale same marki pojawiały się jeszcze później w telewizji, choć bez jednoznacznego promowania „dymka”)

1997 – zakaz reklamy papierosów na billboardach i tzw outdoorze czy w środkach komunikacji publicznej

2003-2005 – kolejne ograniczenia reklamowe dla wyrobów tytoniowych w Wielkiej Brytanii. 

Od 2003 roku WHO zarządziła umieszczanie komunikatów o szkodliwości palenia na opakowaniach wyrobów tytoniowych (niezależnie od skuteczności tej komunikacji).

Od późnych lat 90 kolejne kraje zakazują palenia w miejscach publicznych, w tym w pubach i restauracjach. 

W 2004 roku palenie zostało zakazane w Butanie, a od tamtej pory podobne restrykcje wprowadzają inne, nieco egzotyczne z naszej perspektywy kraje, ale Nowa Zelandia chce być wolna od papierosów w roku 2025 a Finlandia w 2040. 

Wkrótce może wydarzyć się więc coś, co z punktu widzenia naszych rodziców w kontekście zdrowia i wolności osobistej było niewyobrażalne. Ale też, mimo oczywistej szkodliwości, zajęło nam blisko 100 lat dojście do momentu, w którym coś w sposób oczywisty szkodliwego dla ludzi (nadal na całym świecie 7 milionów ludzi umiera rocznie na choroby związane z papierosami) zostaje radykalnie ograniczone. 

I co to ma wspólnego z cukrem… 

Wyobrażacie sobie akcyzę na słodycze? Albo ostrzeżenia o szkodliwości na butelkach Coca-Coli lub opakowaniu Princessy… prawdę powiedziawszy, ja tak, chociaż zapewne dopiero za kilka lat. Mało tego, uważam, że tego potrzebujemy, podobnie jak prowadzonej na szeroką skalę edukacji o odżywianiu. Musimy się nauczyć rozumieć co jemy i jak to wpływa na nasze zdrowie. Musimy przestać dawać się nabrać na etykietkę „bio” czy „eko” i sprawdzić ile cukrów / węglowodanów tam się chowa (a także soli i innych dziwnych składników). 

Nie próbuję promować jakiejś jednej cudownej diety, dla wszystkich, ale wierzę, że wszystkim nam powinno zależeć na zwiększaniu świadomości wobec tego co jemy i.. jeść z głową 😉

A Zuckerberg…?

Trzymajcie się foteli, bo teraz będę bluźnił. Wcześniej jeszcze jedna mała dygresja.

Youval Noah Harari w Sapiens opisuje jak nasz gatunek podbijał i kolonizował tereny, na których, zanim tam dotarliśmy, rządziły gigantyczne zwierzęta – na przykład w Australii mega, 2-3 metrowe kangury czy wombaty. Te wielkie zwierzęta nie były ewolucyjnie przygotowane do zmierzenia się z sapiens, który z wrodzoną sobie gracją palił i rabował (niekoniecznie gwałcił) ale odbijał ich przestrzeń z szybkością, której nie umieli odpowiedzieć i… karłowacieli, oddając pole i dostosowując się do nowych warunków. 

Wydaje mi się, że tak jak mega zwierzęta nie były przygotowane na drapieżność sapiens, tak my i nasze prawo nie byliśmy gotowi na Internet, a w szczególności na social media.

I bardzo skwapliwie z braku jakiejkolwiek regulacji skorzystali i teraz kiedy tylko ktoś o jakiejś regulacji wspomina, od razu podnosi się krzyk o ograniczeniu wolności… pytanie tylko czy aby na pewno dzieje się to z korzyścią dla nas, czy dla nich?

Co się dzieje w ogrodzie, którego nie pielęgnujesz? Nawet jeśli masz tam najpiękniejsze kwiaty, krzewy, drzewa, jak nie będziesz o niego dbać, zarośnie. Więc nie pielęgnujesz go dlatego, aby ograniczać wolność kwiatów, ale aby zachować pewien porządek i nie zatracić się w chaosie. Chyba powoli dochodzimy do momentu, w którym musimy zacząć trochę ogarniać nasz ogródek, bo robi się tu straszny syf.

Krąg pierwszy, bezkarność 

Facebook nie odpowiada za to, jak wykorzystywana jest platforma, a wszystko wskazuje na to, że wykorzystując dostępne na platformie narzędzia wpływano na wyniki wyborów w USA i w Wielkiej Brytanii (a stawiam złotówki przeciw orzechom, że skoro udało się rozbujać, rozchwiać i podważyć demokratyczne procesy starych demokracji, podobne mechanizmy i działania są stosowane także u nas).

Scott Galloway, którego tezy i spostrzeżenia ostatnio chłonę ponad rozsądną przyzwoitość, słusznie (moim zdaniem) dowodzi, że gdyby w podobnym stopniu na wyniki wyborów wpływała dostarczana w McDonaldzie psychoaktywna wieprzo- czy wołowina (na ten przykład od rosyjskich dostawców), ktoś mógłby mieć do nich pretensje i powiedzieć – nie mieszaj się do naszej polityki, jesteś odpowiedzialny za to, co sprzedajesz.

Czy Facebook jest odpowiedzialny? „Jesteśmy platformą, nie ograniczamy wypowiedzi”. Well.. „with great power comes great responsibility”.

Krąg drugi, globalność

Czy moźecie mi powiedzieć, z jakiego powodu malo kto z Was ma profil na „vkontakte”? Albo dlaczego nie korzystacie z Baidu? Czemu czuję się nieswojo, kiedy w kinie widzę film animowany wyprodukowany przez Alibabę? Natomiast nie mamy żadnych problemów z bezkrytycznym oddawaniem się w ręce platform amerykańskich… 

Nie chodzi mi o to aby bić w globalistyczny alarm, chcemy korzystać z tych narzędzi ponieważ są wygodne, przybliżają nas, właściwie wykorzystane pozwalają na zdobywanie wiedzy, środków. Ale dlaczego uważamy, że powinniśmy jako społeczeństwo bezkrytycznie przyjmować i narzucać ich politykę. Dlaczego pozwalamy się traktować jak gorszy sort, grając na ich boisku na ich zasadach i jeszcze im za to płacąc? Zachowujemy się jak frankowicze wobec banków, które obiecują oszukując, a potem czujemy się zaskoczeni, że jednak ktoś chce na nas zarabiać.. zachowujemy się jak tambylcy oddając to co nasze, za koraliki.

Nie chodzi mi o to, żeby z tego nie korzystać, ale żeby jednak zacząć rozumieć, że pozwalamy amerykańskim algorytmom modelować nasze życie. A jak skwapliwie pokazuje prezydent Donald Trump, nie wszystko co amerykańskie i w kolorze złota jest wartościowe.

Krąg trzeci, szkodliwość

Wyobraźcie sobie, że każdego ranka do waszych domów dostarczana jest darmowa Gazeta, w której znajdujecie dedykowany zbiór informacji o świecie, który w części jest prawdziwy, w części propagandowy, w części całkowicie zakłamany, ale ponieważ na okładce jest słodki kociak to codziennie tę gazetę przeglądacie. Taką samą gazetę (choć o zupełnie innej treści) dostaje też Wasz partner, Wasi rodzice i Wasze dzieci. Nikt nie kontroluje tego co jest w środku, nikt nie weryfikuje treści. 

Z czasem ta darmowa Gazeta staje się waszym oknem na świat, waszym filtrem na rzeczywistość. Co zrobicie, kiedy sięgając kiedyś po gazetę Waszych bliskich okaże się, że zawarte tam są kłamstwa. O świecie, o historii, o Was? Czy przypadkiem nie jest tak, że ktoś powinien jednak określić zasady, co w takiej gazecie może się znaleźć? Lejce oddano nam, ale, zdaje się że nie dość, że nie umiemy się nimi posługiwać, to jeszcze ktoś skwapliwie z tego korzysta. I za bardzo nie znamy jego intencji.

Jakże łatwo jest sprawić, by ludzie uwierzyli w kłamstwo, a jak trudno jest naprawić tego skutki

Mark Twain

Czy to znaczy, że Social media są istotą zła?

Nie. I nie zostały stworzone w złym celu. Ani nie są zarządzane przez złych ludzi. Ale są zarządzane przez ludzi, których najważniejszym zadaniem jest gromadzenie pieniędzy i niekoniecznie zdają sobie sprawę z tego, na ile ich działanie jest szkodliwe dla społeczeństw.

To nie pierwszy raz w historii, kiedy jakiś wynalazek, w miarę jego poznawania, zaczyna pokazywać swoje nie tak korzystne oblicze. Przytoczony wcześniej tytoń, albo heroina, albo morfina. Azbest, węgiel, ropa. Pestycydy, nawozy, plastik. Czy naprawdę trudno nam sobie wyobrazić cukier i Social media w tym towarzystwie?

Dostaliśmy dostęp do pudełka zapałek i uczymy się podpalać świat. Nie znamy konsekwencji, ale ufamy, że „będzie dobrze”. Za małą wodą zwykli mawiać Hope for the best, prepare for the worst. Zacznijmy zauważać, że niekontrolowana informacja, która rozprzestrzenia się szybciej niż potrafimy to sobie wyobrazić, może być niosącą iskierkę radości reklamą, ale też iskrą rozpalającą samosądy czy czystki etniczne. A wydawało się, że akurat w kwestii szkodliwości piętnowania określonych grup społecznych czy narodów czy ras xx wiek nas czegoś nauczył.

Kto miałby to regulować?

Nie wiem. Nie ma żadnych świętości ani rady starszych, która miałaby legitymacje ludu. Ostatnie lata skutecznie do tego doprowadziły. Kłamstwa, pomówienia, plotki i bezkarność w dyskusji.. krzyku publicznym doprowadziły do tego, że nikt nikomu nie ufa. Nikt nikomu nie wierzy. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, wokół siebie widzimy wrogów. Potrzebujemy odnaleźć nowy sposób rozmowy. Zdaje się, że kiedy Bóg chciał skłócić ludzi, pomieszał im języki, by nie mogli się ze sobą dogadać. W xxi wieku, mimo iź mówimy językami wielu, do wywołania nam zawrotów głowy wystarcza nam face…book (i spólka).

Regulacje nie zawsze są złe. Regulacje dbają o porządek, a czasami zwracają uwagę na szkodliwe zachowania. Zakaz handlu w niedziele wydawał się niemożliwy do wdrożenia, szkodliwy, nieludzki. Wdrożony został i… żyjemy. I naprawdę nie musimy kupować w niedzielę.

To co.. regulujemy Facebooka?;)

źródła:

https://www.cancer.org/latest-news/the-study-that-helped-spur-the-us-stop-smoking-movement.html

https://www.cdc.gov/tobacco/data_statistics/fact_sheets/fast_facts/index.htm

https://en.wikipedia.org/wiki/Smoking_ban

https://en.wikipedia.org/wiki/Tobacco_packaging_warning_messages
https://www.snopes.com/fact-check/did-mark-twain-say-its-easier-to-fool-people-than-to-convince-them-that-they-have-been-fooled/

Ilustracja wpisu zostala stworzona z wykorzystaniem zdjecia Mae Mu z Unsplash

Podyskutujmy

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.