Blog

  • Trudna sztuka balansu – Tygodniówka #11.21

    1. W sobotę miałem możliwość przejechania się trochę po Małopolsce drogami lokalnymi i zrodziło to dziwne pytania i obserwacje. Dotychczas nawet jeśli jeździłem w jakąś dłuższa trasę, to zwykle – dla wygody, bezpieczeństwa, przepustowości – decydowałem się na drogi krajowe, ekspresowe, autostrady. Tym razem przejechałem się zupełnie inaczej i…
    2. Spostrzeżenie i pytania niewyszukane dla typowego mieszczucha – jak ci ludzie – mieszkańcy mijanych miast, miasteczek, miejscowości i wsi – żyją? Z czego żyją? Ile zarabiają, ile potrzebują na życie. Jak wygląda ich dzień? Jak by wyglądało moje życie w takich okolicznościach? Ile musiałbym pracować? Czy stać mnie teraz na to, żeby tak żyć? Jakbym się w takiej codzienności odnalazł? Jak bardzo by była inna od tej, którą znam… Z czego bym zrezygnował? Co bym zyskał?
    3. Wydaje mi się, że teraz to wszystko jest niemożliwe. Ale nie mam pojęcia, co będzie moją potrzebą za 3, 5, 10 lat. Jeszcze kilka miesięcy temu takie pytania w ogóle mi się w głowie nie pojawiały, a teraz… teraz są na wyciągnięcie ręki.
    4. W ogóle ta praca, dziwna rzecz. Kilka lat temu rzeczą oczywistą było – pracuje się 8h dziennie, 5 dni w tygodniu, jakieś 230 dni w roku. Tak wyglądała praca moich rodziców (choć mama z racji dyżurów pracowała chyba więcej), tata przez kilkanaście lat pracował na swoim biznesie też miał raczej nienormowany czas pracy. Dla mnie pewnym punktem odniesienia w głowie był etat. Tylko że…powoli dochodzę do momentu, w którym zaczynam myśleć o wycenianiu swojego czasu i tego, na co ten czas poświęcam. W tej perspektywie dziwnie kusząca pojawia się myśl – czy aby na pewno chcę całego etatu? Ale wtedy będę zarabiał mniej… Ale może wcale nie muszę zarabiać więcej, może to nie do końca o to chodzi?

    5. Więc o co chodzi? Nadal nie mam pojęcia, ale naprawdę rozumiem to, że warto złapać ten balans miedzy tym co niezbędne, tym co potrzebne, a tym co chciane. Dla mnie (Ciebie) indywidualnie. Bo nie ma takiego rozwiązania, które będzie odpowiednie dla wszystkich. Pracujemy aby żyć, ale kiedy to mamy zapewnione, zaczynamy gromadzić. Gromadzenie rzeczy jest niepotrzebne (oddajemy nasz przepracowany czas za coś, czego niekoniecznie potrzebujemy). Możemy też gromadzić środki… Ale gromadzenie dla gromadzenia… no nie wiem. Gromadzenie dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa – no tak bardzo tak, tylko ten poziom bezpieczeństwa może być absolutnie różny, w różnych okolicznościach i jeszcze do tego zmieniać się w czasie. Co trochę utrudnia (acz nie wyklucza) rozważania.

    6. Pierwszy przerywnik muzyczny:

    (choć aż się prosi, żeby nucić tę piosenkę)

    1. Teraz mnie tchnęło, choć wcale się za bardzo nie ukrywa, że system może promować tych, którzy odkładają i tych którzy wydają. Cóż, od kilku dobrych lat system zdecydowanie wspiera tych drugich (i jeszcze zachęca do tego, żebyśmy kupowali za pieniądze, których nie mamy).
    2. Jest jeszcze druga rzecz, która mnie tchnęła jadąc szosą w zasadzie asfaltową. Poczułem, że jestem skażony trochę rzeczywistością, którą znam, w której aby móc w ogóle funkcjonować, trzeba mieć rozmach nieomal światowy. To moja nieszczęsna perspektywa, którą wykształciło Tesco, Lidl, Biedronka (i nie chodzi że robię tam zakupy, tylko że dla każdej z tych firm pracowałem, i zawsze ogromną przyjemność czułem ze świadomości skali i rozmachu działań tych firm). Tę perspektywę podlewam też interesując się rozmaitymi startupami, czy obserwując perypetie firm, o oddziaływaniu jeśli nie niemal globalnym, to takich, które „dotykają” tysięcy ludzi. W związku z powyższym, celowanie w cokolwiek poniżej tego rozmiaru kapelusza wydaje się absolutnie mikro. Absolutnie pozbawione biznesowego polotu, wdzięku i materii. Tylko że kiedy tę ocenę wypowiadam, to czuję że to jest zła, błędna i strasznie krótka perspektywa. Musiałem to nazwać, aby zobaczyć.

    3. Kiełkuje we mnie myśl i świadomość, że można robić rzeczy o mniejszym zasięgu i żyć z tym szczęśliwie. Można robić biznes którego nie trzeba skalować na cały świat i to jest ok. Można robić biznes, który nie jest korporacją i to też może być sposób na dobre życie. Nie wiem jak to zrobić, ale… „Tworzenie Amazon killera” nie musi być misją, ambicją, celem każdego. I to wcale nie jest nic złego. Tylko że inne pomysły niż „podbijanie wszechświata” albo „bycie lider-killerem” nie rozpalają wyobraźni mas, nie zdobywają uwagi mediów, nie przynoszą sławy, chwały, pieniędzy inwestorów
    4. Jakieś dwa lata temu leżąc na kuszetce w pociągu relacji Kraków -> Poznań słuchałem tego odcinka podcastu Michała Szafrańskiego i zacząłem rozumieć, że na 99% nie będę przedsiębiorcą i na 99% nie będę człowiekiem bardzo bogatym. Pamiętam, że to spostrzeżenie przyszło z pewnym smutkiem, z czymś ocierającym się o przyznanie się (przed sobą samym) do porażki. To nadal nie jest przyjemna myśl, ale jakoś mi z nią łatwiej.
    5. Jest jeszcze jedna rzecz związana z pracą. Kiedy nie masz zajęcia, któremu się poświęcasz, praca jest doskonałym motywatorem. Kiedy nie masz własnego celu, nadaje Ci go zatrudniający. Oczywiście, że są chwile, kiedy możesz chcieć takiego właśnie braku doświadczyć, aby nabrać oddechu albo perspektywy, ale długotrwały brak – może wpędzić w duże problemy. I zdecydowanie nie mam tu na myśli problemów finansowych. Więcej o tym przeczytasz w „Po Piśmie” Jacka Dukaja.
    6. Wszystko co piszę, piszę z perspektywy gościa, który może korzystać z tego, co zgromadzili przodkowie. Dzięki wielu szczęśliwym zbiegom okoliczności, udało się rodzinie zebrać majątek, który pozwala mi na przykład żyć bez kredytu na mieszkanie. To sprawia, że nie muszę pracować przez kolejnych 10-15 czy nawet 30 lat pracować, aby móc spłacać zobowiązanie zaciągnięte w banku. Ja nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie to może być obciążenie dla głowy i jak bardzo nie ma wtedy czasu na takie rozkminy jak moja.
    7. Równocześnie doświadczamy przecież zmian w modelu pracy, które całkiem niedawno były nie do pomyślenia. Od niemal roku oswajamy się z HomeOffice’m i rozwiązanie, które dla wielu miałobyć tak pożądanym, okazuje się mieć więcej cieni niż blasków. Coraz więcej i coraz głośniej mówi się o zmianach w ilości czasu, jaki będziemy spędzali w pracy. Może doświadczymy krótszego, bo np. 7h dnia pracy.. a może dotknie nas czterodniowy tydzień pracy. Cieżko mi to sobie wyobrazić, ale może równie trudno było sobie wyobrazić wolne od pracy weekendy i niedziele niehandlowe. A jednak są. Jestem też ciekaw, czy – na co zwraca uwagę twórca aplikacji mmhmm, czy naprawdę wrócimy do tego, aby oddawać 2h dziennie codziennie na dojazd do pracy. W szalonych czasach przyszło nam żyć.
    8. Mam takie wrażenie, że na wszelki wypadek nie powinienem w najbliższym czasie wybierać się w jakiekolwiek podróże.
    9. Całkiem przypadkiem trafiłem na dobre słówko komentarza do popełnionego dwa tygodnie temu rogu obfitości
    1. Jeszcze w kwestii utrzymania balansu, pozwól że skradnę Ci kilka minut materiałem, który przecież nie ma prawa Cię zainteresować. No bo co może być ciekawego w zabawie piórkiem i kilkoma kawałkami drewna… To co, Ty klikasz, i wracamy do rozmowy za 5 minut.

    Aż się prosi zadać pytanie które spokojnie można przypisać Wojewódzkiemu – No wszystko to bardzo piękne, ale ciekawe co nam pani pokaże w następnym odcinku…

    1. Taka zabawa z piórkiem całkiem ładna jest. I taka wciągające. I nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałaś / nie widziałeś. Chyba że jednak lubisz gruzińskie masz talent i masz dobrą pamięć, to wtedy kilka lat temu mogłaś / mogłeś zobaczyć…

    Ej, chwila moment, przecież właśnie to widziałem. No ale skoro lubimy piosenki które już kiedyś widzieliśmy, to czemu nie performance który już ktoś popełnił. Cóż… świat nawet w sztuce zjada własny ogon. \

    Nie, nie jestem pasjonatem gruzińskich reality show. Ale śmiało i czasem z zaskakującymi wynikami korzystam z wyszukiwarki 😉

    1. A co kiedy człowiek słyszy klasykę… metalu po raz pierwszy, to jakich reakcji możemy się spodziewać? Zwłaszcza jeśli ten słuchający jest wyczesanym perkusistą i postanawia odtworzyć perkusję po jednorazowym odsłuchaniu… Takie rzeczy można zobaczyć o proszę tu:

    Co mi przypomina, że można by znowu obejrzeć Whiplash.

    1. W sieci można zobaczyć jak ten perkusista (Larnell Lewis) reaguje na to, jak inni grają jego muzykę. Albo zobaczyć, jak inni perkusiści komentują jak on gra jakiś kawałek po jednokrotnym odsłuchaniu. Aaaa.. jak reagują dzieci które słyszą po raz pierwszy Metallicę? Ooo tak:
    1. Tu się przyznam, że ja Metalliki zacząłem słuchać właśnie od Hardwired… no cóż, niektórzy dojrzewają naprawdę późno. A potem, jak pamiętacie, Metallica przyjechała do Polski (kiedy jeszcze można było koncertować) i zrobili to:

    Pamiętajmy też, że w Pradze zagrali… Jozina..

    1. Różne newslettery czytam, ale… kiedy na mojej drodze pojawia się wpis dotyczący domen, mailingów, emotikonów i TikToka, nie umiem mu się oprzeć. Poznajcie historie człowieka, który postanowił kupić 300 kazachskich domen z emotikonów, stworzyć na nich usługę obsługi maili i wypromował ją m.in. na TikToku; Roku 2021, naprawdę dajesz radę.
    2. Czy można grać w grę komputerową, wziąć udział w konkursie w którym 1. nagrodą jest 1000$, przegrać z co najmniej czterema zawodnikami, a i tak zostać milionerem? Cóż… Można, jeśli brałaś/brałeś udział w turnieju w 2011 roku, a za miejsce 4-8 nagrodą było… 25 BTC. Także tak… nagroda w funkcji czasu.
    3. W temacie Bitcoina, wspominałem że (dzięki Arkowi) jestem właścicielem jakiejś bardzo niewielkiego ułamka tej waluty. I jak pisałem na początku roku, kiedy ta posiadana przeze mnie cząsteczka była warta około 900 złotych rozważałem jej sprzedaż, ale tego nie zrobiłem. No to dziś, ta sama cząsteczka jest warta ponad 1450 złotych. #toNieJestNormalne.
    4. Jeszcze o tym, co nie jest normalne… Kiedy okazuje się, że łódki tym szybciej pływają, im mniej są w wodzie, to ja tu czegoś nie rozumiem. Ale takie rzeczy dziać się będą właśnie w Americas Cup, gdzie łódki (to jeszcze łódki) pływać będą z prędkością blisko 100km/h.
    5. W tym tygodniu świętowaliśmy międzynarodowy dzień kobiet. I prawdę powiedziawszy – choć jestem pewien że mi się za to oberwie – smutne to czasy, kiedy nadal tego święta potrzebujemy. Nie mam problemu z tym, żeby nie sprawiać przyjemności kobietom, mam problem z tym, że potrzebujemy do tego pretekstu.. i że nie robimy tego bez okazji, na co dzień. I – co ważniejsze – sprawiamy wrażenie, jakbyśmy uważali, że świętowanie 8marca załatwia sprawę na pozostałe 364 dni w roku. I że goździkiem rozwiązujemy różne płace, różne traktowanie…
    6. W ramach różnych dziwnych eksperymentów, w tym żywieniowych, chodzi mi po głowie jeszcze jeden. Jeść mniej węglowodanów. I nie chodzi mi o to, żeby jeszcze chudnąć (więc to nie będzie nowa dieta) ale… żeby spróbować sobie wybrać jeden dzień kiedy będę ich jadł mniej. Takie głupie pomysły przychodzą mi do głowy po wpisie u Michała Śliwińskiego i zerknięcia w artykuł u Tima Ferrisa o Slow Carb Diet.

    Dopiero potem uświadomiłem sobie, że w zasadzie poniedziałkowa głodówka to właśnie taki „dzień bez węglowodanów (między innymi)”. Jeszcze nie wiem co z tym zrobię.. Ale po głowie chodzi.

    1. Ilustracją dzisiejszego wpisu jest najnowszy domownik… A tu i on w całej swojej 8 tygodniowej krasie.
    Proszę państwa, oto Fokus

    Tak się chyba nazywa żebrolajkowanie…czy coś?

    1. Wspominałem o tym, że czytałem kilka książek o wychowaniu psa, że oglądałem filmiki o wychowywaniu szczeniaka, że staram się tu trochę swojej wiedzy zdobyć ale… kiedy przyszło co do czego, to absolutnie zgłupiałem i niemal wszystkiego zapomniałem. Tyle o przekładaniu teorii w praktykę.
    2. Pamiętaj proszę o tym, aby przekazać swój 1% podatku potrzebującym. Jeśli jeszcze nie wiesz komu, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    I to już koniec na dziś. Do przeczytania za tydzień.

  • Suma wszystkich strachów – Tygodniówka #10.21

    1. Kilka tygodni temu wspominałem (#5.21), że do wszystkich swoich zadań można podchodzić z myślą – „wiem, że to zrobię, wiem, że to rozwiąże”. I ta myśl nie jest pełna pychy, ale wiążę się z genialnym przekonaniem o tym, że umiejętności wsparte wiedzą, zaangażowaniem i determinacją zaowocują pożądanym rozwiązaniem. Oczywiście, czasem trafi się i twardy orzech, którego nie sposób napocząć i wtedy ta pewność siebie ma gorzki posmak, ale i tak uważam, że to jest znakomity punkt wyjścia. Obiecywałem też, że spróbuję się do tej metody stosować. No cóż, chwilowo mi nie wychodzi.
    2. Zachodzę w głowę, czemu w ostatnich tygodniach trudniej mi z tygodniówką. Czemu wymaga pewnej obowiązkowości, czemu podszyta jest wątpliwością „czy pisać, czy publikować, czy dawać znać, że napisałem”. Może lepiej zapalić panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek – tekst napisać i nikomu o tym nie mówić? Nigdzie się z nim nie wypuszczać…

    Tygodniówka ma jeszcze do tego jasno określony termin do wypełnienia i dotrzymania, a ja bardzo przepadam za deklaracjami, zobowiązaniami.

    1. Narasta we mnie przekonanie, że wszędzie wokół jest za dużo wszystkiego, treści zwłaszcza. Skąd tego tyle? Po co to komu? Kogo karmimy słowami, zdjęciami, danymi? Czy my – ludzkość – tego potrzebujemy? Czy potrzebujemy wiedzieć wszystko o wszystkich? Czy potrzebujemy podglądać jak inni żyją, co robią, co myślą?

    A jeśli my dzielimy się swoją rzeczywistością, to dlaczego to ma jakkolwiek determinować nasze doświadczanie? Dlaczego liczba polubień zdjęcia / statusu czegokolwiek może determinować jakość danej chwili. Przeżywanie zbiorowe? Pomijając już to, jak dużo wszystkiego jest na pokaz, cudze lubisie nie determinują smaku naszej rzeczywistości.

    1. Do zabawy rzecz jasna dołączają marki, które z jednej strony chcą być tam gdzie ludzie (żeby móc im coś sprzedać), chcą gadać po ludzkiemu (aby im coś sprzedać), chcą to robić intensywnie (aby sprzedawać więcej) i nie mogą oddać pola w żadnym miejscu (bo wtedy sprzedawać będzie ktoś inny). A ponieważ gramy na poletku ogarnianym przez algorytmy, to nie możemy nagle przestać treści produkować, bo algorytmy są tak ustawione, że brak nowości karze zapomnieniem, a zapomnienie oznacza brak sprzedaży. Więc wszystkiego musi być więcej, choć nie ma opcji, żeby ktokolwiek był w stanie to przetworzyć. Gonimy w piętkę, ciekawe czy kiedyś strzelą bezpieczniki.
    2. Od kiedy większą wartość od jakości ma ilość? To chyba pochodna wszystkich mądrych badań, które mówią „liczy się liczba kontaktów odbiorcy z komunikatem” (która musi cały czas rosnąć wraz ze wzrostem liczby komunikatów konkurencji) wsparta „musi być prosto, bo inaczej nie zapamięta”. Sam to przecież mówię i podpowiadam, bo wiem, że wszystko inne byłoby droższe i zapewne mniej skuteczne, a napewno bardziej ryzykowne. Myślę że Gombrowicz z Sienkiewiczem prychnęliby mi prosto w twarz.
    3. Może trzeba się często i dużo przypominać wtedy, kiedy nie ma się nic do powiedzenia? A kiedy się nie ma nic do powiedzenia, tym bardziej nie można pozwolić na zapomnienie?
    4. Swoją drogą, w czasie kiedy wszystko w Internecie musi być szybkie i zwięzłe, facet który ma miliony subów wrzuca blisko 50 minutowy materiał

    będący pogłębioną recenzją (i który sam w sobie jest perełką video). To co mnie fascynuje, to to, jak bardzo on – twórca – rozumie, że jego materiał wcale nie musi być oglądany liniowo i pomaga widzom się w nim odnaleźć. Spodziewam się, że tego będzie więcej. A przy okazji – jego wideo ma już ponad 2mln widzów.

    1. W zeszłym tygodniu (#9.21) pisałem o kreatywności, którą masowo uwalnia TikTok. To – bardzo możliwe – pozwala nam na odkrycie nieznanych talentów. Na wybicie się ludzi, którzy z różnych powodów bez tego narzędzia nie mieliby okazji do tego, aby zostać zauważonym, ale… jakim kosztem? Choć przecież „nie można przykładać ceny” do postępu i innowacji.
    2. Trafiłem też na ciekawą uwagę u Kuby Klawitera w ostatnim, choć może jednak bardziej poprzednim, techweeku:

    Ci wszyscy Kołczowie w internecie mówią, że należy zakładać podcasty i być aktywnym w social mediach (bo to jest droga do sukcesu – przypis Wita). A gdyby ci Kołczowie mówili, że wszyscy mamy zostać stolarzami, to też byśmy tak reagowali? Nie, bo nie chcemy żeby nam się krzesła pod tyłkiem rozpadały.

    Kuba Klawiter

    No… trochę bardzo w punkt. Jakoś tak łatwiej nam uwierzyć że wszyscy możemy być piękni młodzi i bogaci dlatego, że jesteśmy piękni i mądrzy i wszyscy chcą naszej mądrości (bo chcą mądrości innych), ale jakoś nikt nie chce być piękny młody i bogaty dlatego, że potrafi coś zrobić, bo zrobienie czegoś dobrze już nie jest takie łatwe i wymaga jednak coś umieć.

    1. Kiedy wydaje Ci się, że wszystko już wiesz i umiesz i rozumiesz, a w razie czego wymyślisz, i nagle przychodzi ktoś z drewnianym kijkiem i mówi Ci – patrz i podziwiaj.
    1. Czuję się zmęczony byciem stale online. Nie sądziłem, że to napiszę / poczuję. Ale tak jest. Nie czuję wartości w byciu online. Nie czuję też, żebym sam wnosił wartość będąc online. Wręcz zazdroszczę tym, którzy śmiało prowadzą życie w realu. Może, powolutku, dojrzewa we mnie myśl, żeby obrać ten kierunek… Choć na razie bardziej przeraża, niż kusi.
    2. Na cały ten świat pełen nikomu niepotrzebnej treści, pcham się jeszcze ja ze swoją tygodniówką. Brak mi pokory chyba. Ale na pewno nie brak mi wątpliwości. Tym bardziej, że z tygodniówka jest jak z robieniem prezentacji w dobie Covidu – Gapisz się w swój ekran dzieląc się swoją myślą i… nie widzisz w zasadzie reakcji. Masz tylko nadzieję, że po czasie nie usłyszysz – hej, możesz powtórzyć? Bo byłeś „on mute”.
    3. Wracając do kwestii „podejścia”. Można działać z przekonaniem „rozwiąże”, albo – i to jest częściej moja myśl – „to jest zapewne ten raz, kiedy się potknę”. Tzn zwykle zaczynam od „spróbuję, co mi szkodzi” ale zupełnie nie mam wyrobionego mechanizmu „odpuszczania” i… boję się odpuścić, bo to się źle kończy. Dlatego trwam w ćwiczeniach, trwam w głodówkach, trwam w zimnych prysznicach bo boję się, że odstępstwo od reguły zniszczy regułę i nie będzie powrotu. Silny świadomością własnej słabości.
    4. Tym bardziej, że jak nikt znam te moje projekty (?), które z czasem trafiały na zawieszenie. Tak było z Wolfem, tak było codziennym niecodziennym, tak było z nagraniami do podcastu… cmentarzysko moich projektów ma się dobrze, pielęgnuję je w głowie dość skwapliwie.
    5. W tym momencie niemal słyszę narastający szmer szeptów „terapia, terapia, terapia”, bo to na terapii możesz rozwiązać te wszystkie problemy z pomocą zawodowca. To jest bardzo możliwe, ale jeszcze do tego nie dorosłem. Nie w tym rzecz, że mam problem z samą koncepcją terapii. Myślę, że to co do zasady genialna rzecz, że to się staje pewną higieną i że zaczynamy o swoje zdrowie psychiczne dbać… tak jak dbamy o zęby i dbamy o oczy i chodzimy na siłkę, to pewnie warto zadbać też o swoją psyche, a skoro do kościołów nam jakby mniej po drodze (tzn. mi) to nic dziwnego że terapeuci wchodzą w to miejsce. Więc – znakomicie, że to przestaje być tabu. Mniej znakomicie że jeszcze nie umiem z tego skorzystać.
    6. To wszystko jest w głowie. I choć to cokolwiek (dla mnie) zaskakujące, to oddam głos zawodnikowi MMA, który właśnie przegrał swoją walkę, ale sposób w jaki odpowiada na pytania, sposób w jaki opowiada o swoim podejściu. Wow.
    1. Polecam zobaczyć całą jego (Israela Adesanya) obecność na konferencji. To co mówi, to jak mówi, to jak pięknie to kontrastuje choćby z typowym wywiadem z piłkarzem po zakończeniu meczu. Nie mogłem przestać słuchać.
    2. Jak wspominałem, książki po które ostatnio sięgam dotyczą wychowywania i zrozumienia psów, ponieważ w najbliższym czasie w mojej codzienności pojawi się czworonóg. Gorąco polecam Culture Clash autorstwa Jean Donaldson, choć im więcej czytałem, tym bardziej narastało we mnie przekonanie – mogę tego nie ogarnąć (co nie oznacza, że zamierzam złożyć broń). To w ogóle dość dziwne doświadczenie, że im więcej w danym temacie czytałem, tym więcej mam wątpliwości wobec sprawdzonego sposobu radzenia sobie z własnym psem. No cóż, zobaczymy.
    3. To co mnie tchnęło, to jest podkreślanie (a to już z kolei w kilku źródłach), że tym co ma ogromną wartość w szkoleniu dogadywaniu się ze zwierzęciem, jest umiejętność błyskawicznego nagrodzenia psa (w tym konkretnym przypadku) za zachowanie, którego sobie życzymy. Jeśli tego nie zrobimy – pies uzna, że nie warto tego zachowania powtarzać, ale też jeśli zrobimy to za późno, to pies uzna, że nagradzamy inne zachowanie, niż nam się wydaje, że nagradzamy. I to jest podchwytliwe. Ale po uszach dało mi inne spostrzeżenie.

    Jeżeli wiemy, że tak trudne jest dobre wychwycenie momentu wartego nagrody i umiejętność zaakcentowania tego u psa że wątpimy w skuteczność tej metody szkoleniowej, to skąd nasze przekonanie, że tak doskonale będziemy potrafili ukarać psa za niewłaściwe zachowanie (czego próbowanie, wedle książek, które czytałem, też nie jest najlepszym pomysłem, bo wcale nie będzie efektywne).

    1. Koty to jednak są… przekocury:
    https://www.youtube.com/watch?v=hrW5KX1cqIg

    i co, nadal uważasz, że kot coś strącił „przypadkiem”?

    1. A ta pani też jest przekocica:
    1. I jeszcze jedna pani, która jest zdecydowanie jak wino.
    https://www.instagram.com/p/B7tiAVYhND5

    To jaka jest Twoja wymówka? (A, tak poza wszystkim gorąco polecam rzucenie okiem na profil Kobieta zawsze młoda

    1. Wspominałem o tym, że oglądam jak inni grają w szachy? Wspominałem. I że się uczę trochę też wspominałem. Lepiej mi idzie oglądanie, niż się uczenie, ale stockfisha na poziomie 4 już parę razy ograłem… ale dużo więcej razy on ograł mnie… Do grania z pierwiastkiem ludzkim jeszcze nie mam śmiałości. W każdym razie, okazuje się, że… najstarsza gra na świecie, staje się również najchętniej oglądaną grą w Internecie.

    GenZ – Here we come, and we gonna take your toys.

    1. W zeszłym tygodniu wspominałem o tym, że krucho jest z naszą polityką prorodzinną, gdybyśmy próbowali ją mierzyć liczbą nowych urodzeń (która u nas spadła do poziomy 350k w roku 2020) to spodziewają się, że w Stanach Zjednoczonych będzie o 300 tysięcy urodzeń mniej w 2021. Nieoczywiste efekty koronawirusa.
    2. I jeszcze jedna ważna rzecz – większość z nas doświadcza tego, że zoomy (i wszelkiego rodzaju inne telekonferencje) męczą ponad miarę. Nic to, że siedzimy w domu, nie tracimy czasu na dojazdy, a jednak czujemy się cokolwiek jak zombie. Są po temu cztery powody:
    • Za dużo kontaktu wzrokowego (się okazuje, że nam nie służy)
    • Gapienie się nam siebie nam nie służy
    • brak ruchu nam nie służy
    • tele konferencje wymagają od nas większego zaangażowania
      Więcej w artykule podsumowującym wyniki badań Stanforda
    1. Nie wiem, czy ogarniasz bitcoina i blockchain. Czy rozumiesz czym są, czym się od siebie różnią, dlaczego to przyszłość finansów. Nie rozumiesz? Mam wrażenie, że mało kto rozumie (ale tak rozumie rozumie i potrafi wytłumaczyć). Ale aby podbić stawkę, spytam, co powiesz o… kolekcjonowaniu krytposztuki. Czego? Hmm… kolekcjonerskich dzieł cyfrowych, za które można płacić krypto walutą. Takie rzeczy oferuje między innymi SuperRare.co. Czuję się staro. Nawet bardzo. Ale może Ty coś z tego zrozumiesz.
    2. Nawiązując delikatnie do ilustracji dzisiejszego wydania, nieśmiało przypominam, że… „dzięcioł, dzięcioł, dzięcioł” jest do odsłuchania.

    A tu do zobaczenia

    1. A o czym była tygodniówka rok temu?
    • O tym jak sprzedawać nieruchomości
    • o wdzięczności
    • o newsletterach (to się chyba robi motyw przewodni)
    • o tym, że Charlize Theron nie umie śpiewać

    Nieustannie przypominam i będę wspominał o tym jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Lęk w rogu obfitości – Tygodniówka #9.21

    1. Ten wpis miał się nazywać „Cornucopia FOMO”, ale pomyślałem, że wszystkie spam filtry by raczej zwariowały, a Ty miałabyś / miałbyś wątpliwości czy ten mail w ogóle otwierać. Zostajemy przy „Lęk w rogu obfitości”.
    2. FOMO, to oczywiście akronim – fear of missing out, czyli lęk przed tym, że nas coś ominie. To jeden z tych powodów, dla których ciężko nam zrezygnować z serwisów społecznościowych albo informacyjnych. Boimy się (świadomie lub nie), że kiedy nie jesteśmy „na bieżąco”, to coś nas omija. Od tego, aby być na bieżąco i „online” mamy rzecz jasna pełne najciekawszych aplikacji smartfony i niemal darmowy Internet. Niemal zawsze, niemal wszędzie. Aby uniknąć nieprzyjemnego uczucia leżącego i podstaw FOMO zgadzamy się na bycie bombardowanym powiadomieniami (wciąż jeszcze nie nauczyliśmy się tego za dobrze kontrolować). One z kolei potrafią nam zrobić strzały dopaminy, abyśmy byli często na „małym” haju i tak to się kręci.
    3. Natalia Hatalska ostatnio postanowiła pójść niemal na czołowe zderzenie i przez miesiąc korzystała z „dumb phone”, ograniczonego do w zasadzie wyłącznie do funkcji rozmów i sms (choć czyniła od tego wyjątki). Jej wrażenia z tego miesiąca możesz przeczytać w tym wpisie
    4. Dziwnie się to czyta, kiedy samemu stosuję rozmaite sposoby „psucia” swojego telefonu, od szarego ekranu zaczynając, przez rezygnowanie z wielu aplikacji i niemal wszystkich powiadomień, na pożegnaniu z przeglądarką. No cóż.. nie najmądrzejszy ten mój smartfon.
    5. Kto mnie za, zapewne wie że często mówię o sobie per „leniwiec”. I tak też jest, takim siebie widzę. Przynajmniej do czasu, kiedy nie złapię się na tym, że w ciągu dnia, ale już po pracy, szukam czasu i sposobności na to, żeby pograć na ukulele, poszkicować, pouczyć się gry w szachy, zmierzyć trochę z wymyślonymi projektami, pokombinować z wordpressem, pouczyć się SEO, poczytać, napisać tygodniówkę, napisać trochę dziennika…

    Wszystko to staram się zmieścić w kilka godzin, które zostają mi „za dnia” to… zawsze mam wrażenie NieDośćDobrze.

    Nie dość dużo czytam, nie dość dużo szkicuję, nie dość dużo gram.

    Zawsze mi się wydawało, że to przede wszystkim efekt mojego braku organizacji czasu. Że pozwalam mu za bardzo przeciekać między palcami, że jestem zbyt rozkojarzony żeby robić te wszystkie rzeczy efektywnie. A co jeśli to nie tak?

    1. A co jeśli powodem jest to, że próbuję za dużo. I to nie tyle jest za dużo dla mnie, co po prostu za dużo. Teraz to pewnie przesadziłem. Natomiast… może jednak trzeba posłuchać przytaczanego już przeze mnie Buffeta i wybrać tylko kilka rzeczy, które chcę doskonalić, żeby to mogło przynieść efekty. Nie sądziłem, że kiedyś pomyślę, że taka selekcja mi będzie potrzebna.
    2. Stąd właśnie Cornucopia FOMO… Boję się cokolwiek odpuścić, żeby nie stracić… Bo też wszystko to co robię, sprawia mi pewną przyjemność (trudno mnie skłonić do robienia rzeczy, które nie są mi w smak).
    3. Na to wszystko trafiłem na taki cytat u Tima Ferrisa, którzy przypisuje trenerowi mistrzyni olimpijskiej:

    “Do as little as needed, not as much as possible.”

    Henk Kraaijenhof

    No.. sam nie wiem.. ale.. może skorzystam.

    1. Tylko że… nie zawsze umiem się powstrzymać od tego, aby biec po aparat, kiedy prosto z mojego okna mogę ustrzelić taką wiewiórkę..
    1. Pozostając w klimacie „rogu obfitości”, przyznam się, że w ramach przygotowań do newsletter.pl zakopałem się w takiej ilości newsletterów, że nie wiem jak się w nich podgarniać. Co gorsza, to też utrudnia przygotowywanie tygodniówki, bo dałem się przytłoczyć treścią. Zło. Muszę to sobie uporządkować. Co prawda, z tego też urodził się jeszcze jeden pomysł ale…

    Mniej, Wit.. na Boga, mniej. I po kolei.

    1. Znasz moje podejście do TikToka.. nie przepadamy za sobą. Ale… trafiłem na artykuł, który tłumaczy, że dzięki uproszczeniu wielu skomplikowanych funkcjonalności, Tiktok uwalnia kreatywność. Że to co dotychczas wymagało umiejętności, sprzętu i programu, teraz można załatwić bardzo prostym filtrem i uwolnić kreatywność. Na dowód swoich obserwacji, autor przytacza najciekawsze „trendy” i rozwiązania, które się na TikToku pojawiają, na ten przykład:

    I to jest ten moment, w którym sobie myślę, cholera… a może właśnie tak, może to jednak jest znakomity katalizator kreatywności, którego potrzebowała ludzkość…

    1. No i właśnie wtedy trafiam też na:

    i wtedy myślę sobie – nie, chyba jednak nie…?

    1. W czasie kiedy Generacja Z robi dziwne rzeczy do telefonu, grupa przedstawicieli trochę starszego posadziła na Marsie pojazd, którego jedną z części jest aparat, który robi takie zdjęcia:
    https://www.facebook.com/360creator/photos/751877672136721

    No że wow.

    1. NATOmiast (hłe, hłe) równie ciekawe jest zobaczyć, jak wyglądały nasze zdjęcia powierzchni Marsa sprzed prawie 60 lat:

    W ten sposób możemy właściwie zobaczyć postęp.

    1. W tym tygodniu Główny Urząd Statystyczny opublikował dane dotyczące stanu ludności w Polsce w 2020 roku. Tu znajdziesz cały ciekawy artykuł podsumowujący te wyniki ja natomiast zwrócę Twoją uwagę na: Urodzenia w ostatnich latach:

    2017: 400 tysięcy
    2018: 388 tysięcy
    2019: 375 tysięcy
    2020: 350 tysięcy,

    500 plus my ass.

    Dla równowagi, popatrzmy także na wyniki śmiertelności:
    2017: 402 tysiące
    2018: 413 tysięcy
    2019: 409 tysięcy
    2020: 476 tysięcy

    1. Zaczynając troszkę od końca. W roku 2020 było więcej o 67 tysięcy zmarłych, niż w 2019. To oznacza przyrost o ponad 16%. Brzmi naprawdę na to, że sobie z tą epidemią radzimy jak złoto.
    2. Równocześnie, jak informuje ministerstwo zdrowia, z powodu CoVID zmarło w sumie prawie 44 tysiące osób (stan na koniec lutego 2021). Czyli.. to prawie tak, jakby co 10 osoba, która zmarła w ciągu ostatnich 12 miesięcy zmarła na CoVID.
    3. To ja tylko tu zostawię, na deser. Ku pamięci

    Narciarskie mądrości prezydenta na wszelki wypadek przemilczę.

    1. Wracając do urodzeń – zła wiadomość jest taka, że jak z kolei informuje Dziennik gazeta prawna, styczeń 2021 przyniósł najmniej urodzeń spośród wszystkich „styczni” od dekady.
    1. Porozmawiajmy zatem o seksie. Ale tylko chwileczkę i tylko w wyjątkowo samczy sposób. Czy wiesz, dlaczego akurat punkt G? Gdyż G jest pierwszą literą nazwiska Gräfenberg, który prowadził badania m.in. nad kobiecą seksualnością ale… tak po prawdzie to nie on punkt G odkrył. Odkryła go Beverly Whipple ale nie chciała, aby punkt dostał imię(?) po niej. I takich rzeczy dowiaduje się człowiek oglądając niestosowne rzeczy na Youtube.
    2. To jeszcze słówko o YouTube, gdyż… okazuje się, że czasem od piosenki wykonywanej przez światowej sławy artystę, ciekawsze są komentarze pod filmem.
    1. O czym była tygodniówka rok temu?
    • O covidowej panice
    • o podcaście poświęconym Czernobylowi
    • o marketingu podkreślającym kobiecość
    • o książce dedykowanej strategii (dobrej i złej)
    • i o tym, że Murinho da się lubić
    1. Ponieważ powolutku nadchodzi czas składania deklaracji PIT (i chyba jednak nie da się tego zrobić na Macu;/) to…

    Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .
    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    W tym tygodniu Tygodniówka koszmarnie późno. I był taki moment, w którym już już już prawie złożyłem broń i pomyślałem – cholera, tym razem nic z tego nie będzie. Okazuje się jednak, że bardziej od napisania złej Tygodniówki przeraża mnie myśl, że jej nie napiszę i przerwę już całkiem spory łańcuszek. Więc… trochę bardzo przerażony stawiam ostatnią kropkę. A ponieważ jest późno, to o szachach napiszę za tydzień. W końcu.

  • „It’s a kind of magic” – Tygodniówka #8.21

    1. Dziś zacznę od cytatu, a raczej od prawa, ponieważ trzecie prawo Artura C. Clarke’a brzmi:

    Any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic.

    Artur C. Clarke

    I choć może się wydawać, że to wstęp do rozmów o technologii, to będzie jednak trochę o magii i o tym, że wynika ona z niezrozumienia. Dość często niezrozumienia matematyki.

    1. Zagadka, co by się stało, gdybyśmy wzięli nową talię kart, podzielili ją na dwie połowy (nazwijmy je stosami A i B), a potem przetasowali w taki sposób, że po każdej karcie ze stosu A jest jedna karta ze stosu B.

    Właśnie doświadczam tego, że opisywanie tasowania kart słowami jest cokolwiek karkołomne.

    Ale gdybyśmy tak karty przetasowali, to co byśmy mieli? W zasadzie to nic, poza tym, że mielibyśmy przemieszane naprzemian karty. Ale gdybyśmy zrobili to uważnie i zrobili to ponownie… a potem jeszcze 6 razy, to wrócilibyśmy do pierwotnego układu kart.

    Tylko z tą uważnością, jest mały haczyk.

    1. Otóż, ma znaczenie, czy za każdym razem kiedy tasujemy karty, to wierzchnia karta pozostaje na wierzchu po przetasowaniu, czy staje się drugą kartą. Przy pierwszym scenariuszu – potrzebujemy 8 przetasowań aby wrócić „na start”. Przy drugim – 52 przetasowania. A jak zaczniemy mieszać to… jeszcze nie wiem co się stanie. Choć mam wrażenie, że musi na to istnieć jakiś wzór.
    2. Tym bardziej, że dysponując odpowiednią kombinacją obu scenariuszy – opartą o system dwójkowy – możemy ułożyć wierzchnią kartę na dowolnym miejscu w talii. Taka sztuczka. Brzmi skomplikowanie, ale tak działa.

    Tak nam robi matematyka, której do końca nie kumamy, ale odpowiednio zastosowana może nam robić znak zapytania w oczach.

    1. Opisany wyżej sposób tasowania nazywa się „Faro shuffle”, pochodzi od gry w faro właśnie i wygląda tak:
    1. W każdym razie całą masę iluzji moglibyśmy lepiej zrozumieć, gdybyśmy znali podstawę matematyczną. Kombinacja zręczności, pamięci i pewnych zasad pozwala doskonale manipulować kartami i naszą percepcją. Nie chodzi o to, że to jest niemożliwe, czasem jest jedynie niewyobrażalne.
    2. Z tą naszą wiedzą i magią też jest tak, że bardzo często to, czego nie rozumiemy, tłumaczymy właśnie magią, przyrodą, zjawiskami nadprzyrodzonymi, Bogiem. W tym miejscu niestety nie mogę sobie przypomnieć gdzie to przeczytałem (bo to przecież nie jest moja myśl), przypuszczam że to mogło być w Sapiens Harariego, że wszędzie tam gdzie nie umieliśmy zrozumieć tego, co się wydarzało, widzieliśmy Boga (lub bogów). Im więcej wiemy, tym mniej przestrzeni w której moglibyśmy się doszukiwać dowodów na istnienie znajdujemy. Pozostaje nam wiara.
    3. Może to nie był Harari, tylko Gervais:
    https://www.youtube.com/watch?v=MBfeEIVH3n0
    1. Z rzeczy, których nie rozumiem… Czy raczej trochę nie bardzo umiem ją sobie ogarnąć moim małym rozumkiem, ale z racji zawodowych zderzyłem się z tym w zeszłym tygodniu i wciąż jeszcze nie umiem się otrząsnąć.
    https://www.facebook.com/psychoija/posts/1149115158880487

    Te liczby robią na mnie niesamowite wrażenie. I jasne, może to nie jest najbardziej rzetelnie przeprowadzone badanie, ale 39%.. 2 na 5 kobiet mierzyły się z sytuacją, w której nie stać je było na zakup środków higienicznych, które są im zwyczajnie potrzebne. 81%, czyli 4 na 5 kobiet doświadczyło sytuacji w której środków potrzebowało, a ich nie miało skąd zdobyć.

    Mam takie wrażenie, że gdyby to dotyczyło facetów sprawa byłaby dawno rozwiązana. Kobiece problemy kwitujemy „radź sobie z tym”, bo my teraz wysyłamy pojazd na Marsa.

    1. Świat się troszkę zmienia. Szkocja i Nowa Zelandia wyznaczają w tej sprawie nowe kierunki i wprowadzają darmowe środki higieniczne ale… robi mi to w głowie szum.

    Powszechność problemu, intymność i pewnego rodzaju „podstawowość” problemy, który trwa, choć można by go było relatywnie łatwo rozwiązać.

    1. Jest dość niezwykłe, jak czasami mała rzecz potrafi zmienić radykalnie sytuację. Jak czasem prosty zabieg sprawia, że zachowujemy się inaczej… ciut bardziej efektywnie. Jak można zoptymalizować czas wsiadania do metra? Tak:
    1. Ten typ działań nazywa się „Nudge” i w wielkiej Brytanii jest był nawet urząd, który się tym zajmował, tylko że się [trochę uniezależnił])https://www.bi.team). W teorii brzmi to pięknie – znajdować drobne rozwiązania, które dają duże efekty, niestety w rzeczywistości, nie wszystko złoto co się świeci.
    2. W tym tygodniu w szkole rysowania padło na uczenie się twarzy. A takie są tego efekty:
    I nie, szyderco, to nie jest mój autoportret.
    1. Trafiłem też przypadkiem na taki kawałek muzyczny i od kilku dni bardzo mocno mi on towarzyszy (dla mnie to doskonałe tło do działania w ramach metody Pomodoro):

    Nie wiem po co temu panu tyle strun w gitarze, ani nie mam pojęcia jak on to robi, ale muzycznie mi to bardzo odpowiada.

    1. We wrześniu pisałem że czasem warto dodać sobie jakiś znaczek przed imieniem na LinkedIn aby w ten sposób wyłapać czy ktoś do Was pisze z automatu. Przez długi czas wydawało mi się to zupełnie nieistotne, ale w tym tygodniu dostałem zaproszenie, które brzmiało bardzo fajnie, gdyby nie jedna mała rzecz:
    1. LinkedIn rady daje wszelakie. Na przykład podpowiada, jak efektywniej składać ubrania:
    1. A o czym tygodniówka była rok temu?
    • o Notatkach i Notion
    • Troszkę o Amazonie i strategii
    • O tym, czego oczekuje od swoich pracowników Tesla
    • O jednym procencie
    • O składaniu zeznań podatkowych na Macu (swoją drogą, sprawdziłem, w tym roku opisana metoda – delikatnie zmodyfikowana – nadal działa)
    • i o rekomendacji, którą otrzymałem, a którą cały czas traktuję jak powód do dumy.
    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego.
      Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    1. Tym razem tygodniówka jest krótsza. Gdyż przez pół tygodnia próbowałem się uczyć tasować karty…
  • Tygodniówka pisana z miłością – Tygodniówka #7.21

    1. Ten obrazek powinien być dla Ciebie znajomy:

    Pytanie które z nim jest związane, to… co z tym obrazkiem jest nie tak? A są z nim nie tak przynajmniej dwie rzeczy. Obie są oczywiste i przynajmniej o jednej z nich była mowa na lekcjach geografii.

    1. Po pierwsze, Europocentryzm. Jesteśmy świecie przekonani o tym, że Europa jest w samym środku ziemskiego świata, w końcu od zawsze ta taką mapę znamy, więc nic dziwnego że zdaje nam się, że świat powinien wokół Europy się kręcić. Nie kręci się.
    2. Ale po drugie, ta mapa to jedno wielkie uproszczenie prowadzące do przekłamania. Wszystko dlatego, że rysujemy coś, co jest kulą, na siatkę walca, zupełnie nie wiedząc, jak bardzo nam to zakłamuje rzeczywistość. Mnie zaskoczył ten

    i chciałem zrozumieć czy naprawdę, a po drugie, dlaczego.

    1. Propozycję przedstawienia świata takim, jakim go widzimy i kojarzymy zaproponował w XVI wieku Merkator i się przyjęło. Przyjęło się, choć zapominamy o wadach tego rozwiązania – jak znalazłem w Wikipedii:

    duże zniekształcenia przy przedstawianiu obszarów w wysokich szerokościach geograficznych, trudny pomiar odległości na mapach w małej skali, zniekształcenia powierzchni na mapach o małej skali (Grenlandia leżąca blisko bieguna północnego ma powierzchnie zbliżoną do Afryki).

    więc… jak jest naprawdę?

    1. Tu mamy dwa rozwiązania. Pierwszym jest spróbować odwzorować świat trochę bardziej prawdziwie i na taki zabieg pokusiła się firma AuthaGraph i zrobili to tak:

    Ciężko mi się odnaleźć w tak przedstawionym świecie.

    1. Drugie rozwiazanie, to spróbować pokazać, co jest nie tak z mapą, którą znamy. Tu z pomocą z kolei przychodzi TrueSize pozwalając przenieść nam dowolny kraj i porównać go w odpowiedniej skali z dowolnym miejscem na ziemi. Na przykład możemy zobaczyć jak wyglądała by Wielka Polska w kontekście Afryki:

    1. W ogóle w Afryce okazuje się zaskakująco pojemna, co uchwycił w swoim projekcie niemiecki projektant Kai Krause

    1. Więcej o tym zagadnieniu możecie przeczytać na stronach Benchmark.pl, Newsweek.pl czy CrazyNauka.
      I pomyśleć że wszystko to zaczęło się od jednego obrazka wypatrzonego na LinkedIn…

    2. A tak w ogóle, to możemy sobie pooglądać Ziemię prosto z orbity

    Radźcie sobie z tą piękną symulacją, płaskoziemcy.

    1. Jakie są najgorętsze marketingowe słowa ostatnich kilku lat?

    Idę o zakład, że słowem / serwisem trendem początku 2021 jest Clubhouse. Ale w cieniu tych wszystkich słówek dzieją się także inne, ciekawe rzeczy, związane z technologią, która jest z nami od 50 lat. Mowa o mailach, a konkretniej o newsletterach.Ostatnio Twitter postanowił kupić Reveue i stworzyć swoją konkurencję dla Substacka, Facebook – jak się okazuje – przygotowuje swoje narzędzia dla osób tworzących newslettery, nie mogę więc być dłużny i…Tworzę sobie newsletter.pl;

    1. Chciałem o tym napisać już w zeszłym tygodniu, ale wówczas byłem jeszcze na etapie zdobywania tej domeny i wcale nie byłem pewien, czy uda mi się ją kupić. Wolałem dmuchać na zimne i nie zapeszyć.Mam na tę domenę pomysł (choć to jeszcze za mało, wszak miałem / mam też pomysł na subskrypcje.pl a mimo to, niewiele się tam dzieje. Więc z pokorą i nieśmiałością przygotowuję sobie treść do tego serwisu.

    Trochę zmęczył mnie ostatnio WordPress (choć niecodzienny się z niego nie rusza), więc szukam alternatywy, na razie opierając sobie wszystko o Notion i mając oczy szeroko otwarte na docelowe rozwiązanie (mam już jednego kandydata, i czekam aż wejdą w etap beta, kiedy ja zgubię jedno „alfa” z obecnego etapu newslettera).

    Jaki mam pomysł? On się jeszcze klaruje, ale chcę zacząć od newslettera o newsletterach opartego o katalog newsletterów (jeszcze raz napiszę newsletter i sam pogryzę klawiaturę). W każdym razie chcę zebrać mailingi warte czasu czytelników. Tak.. na początek.

    1. Żeby nie być gołosłownym – jeśli jesteś ciekaw jaki jest stan prac na dziś (i pamiętasz że to jest wersja alfa alfa), to zapraszam Cię

    Tak może wyglądać newsletter.pl
    1. Mam też do Ciebie prośbę. Może jest jakiś newsletter, który czytasz / znasz / lubisz i chcesz się nim podzielić? A może sam(a) newsletter tworzysz i pokażesz mi go? Jeśli jeszcze zechcesz dorzucić zdanie lub dwa o tym, dlaczego akurat ten mailing polecasz – będę Ci ogromnie zobowiązany. Wystarczy że podzielisz się nim ze mną w odpowiedzi na ten mail.

    2. Nie spodziewałem się, że w krótkim czasie zapiszę się do tak wielu newsletterów… Jak na razie, w ramach researchu, gromadzenia nowych źródeł i poszukując ciekawych treści dopisałem się do ponad 40 subskrypcji. Mam nadzieję, że uda mi się w tym wszystkim nie pogubić. Szkoda by było. Moje okienko w StoopInbox wygląda teraz tak:

    1. Aż się zastanawiam, jaka jest magiczna liczba newsletterów, które „idzie ogarnąć”. Moja hipoteza i bardzo intuicyjna, nie potwierdzona żadnymi badaniami odpowiedź brzmi – siedem. Bo to ładna liczba jest.

    2. Dziś święto, przez jednych nazywanych świętem miłości, przez innych świętem komercyjnej miłości. Ale to też doskonały pretekst aby przypomnieć Ci te obrazki, kreski Yehuda Devir

    Myślę sobie, że jak tam wejdziesz, to na długie minuty wsiąkniesz, śmiejąc się i widząc dużo siebie.

    Jest też i polski rysownik którego pracę lubię oglądać, choć są one ciut bardziej dla dorosłych – ciekawych odsyłam do Boli Blog

    1. Mam też słabość do gier towarzyskich. Nie mam tu na myśli gry planszowe (choć i te lubię), ale gry które mają zachęcić nas do rozmowy, zamiast do patrzenia w kolejny ekran. Pierwszą z takich gier spotkałem w poznańskiej Powolności i są one ciekawym punktem wyjścia do rozmowy właśnie. Na walentynki natomiast proponuję zerknąć w grę dla par – Harmonię

    1. A taki kawałek o miłości popełnił całkiem niedawno Sambor:
    1. Żyjemy w tak pokręconych czasach, że rzeczy które wydarzyły się w środę, wydają się zdarzeniami z niemal poprzedniej epoki. Chociaż akurat to co działo się w środę było właśnie takim wydarzeniem, których można się było spodziewać w szczęśliwie minionych nam czasach.
    1. Nie chcę tu robić polityki i tłumaczyć, czy mi się ta akcja podobała, czy nie. Nie chce się zastanawiać czy chodzi o pieniądze, wolność czy zdrowie. Nie w tym rzecz.

      Chodzi mi o to, że ta akcja miała ogromną moc i wystarczyło doświadczać jej świadomie przez kilka minut żeby dojść do wniosku – nie, nie chcę żyć w rzeczywistości, w której słyszę tylko takie komunikaty, albo nie słyszeć żadnej wolnej treści – to jest trochę bardzo przerażające.

      Ale równie mocno robi mi w głowie miazgę to, że to była ledwie środa, a my już możemy o tym zapominać…

    2. Na to wszystko dziś jeszcze dostałem taki cytat:

    i zastanawiam się, czy aby na pewno sobie z tym radzę. Już pomijam ten szalony zapis na nadmiar newsletterów, ale czy umiem filtrować bodźce. Czy umiem ograniczać wszechobecny szum. Nawet jeśli o tym myślę, nawet jeśli o tym piszę, nawet jeśli poograniczałem telefon na wiele różnych sposobów, to wcale nie jestem pewien, że to jest wystarczające.

    1. Czemu potrzebujemy wolnych mediów? Bo sami nie mamy czasu na to, aby ktoś próbował tłumaczyć nam świat. Bo zbyt duże jest ryzyko, że bez żadnej „kontry” będzie nam wtłaczana do głów tylko jedna wizja świata. A to jest niebezpieczne. I kiedy myślisz że to niemożliwe, aby takie rzeczy działy się w środku europy w XXI wieku, że nikt nikogo nie chce ograniczać, że to tylko chęć opodatkowania bogatych, to proponuję Ci – dowiedz się więcej o tym, jak (nie)działają media na Węgrzech i jak to się stało, że opozycjonista stał się autokratą, który nie toleruje żadnego zdania odrębnego. Posłuchaj najnowszego Raportu o stanie świata Dariusza Rosiaka. Jak zawsze, bardzo warto.

    2. Tu przykład tego, czemu mogą przysłużyć się wolne media. Niestety odpłatny artykuł w NYT (choć koszt wcale nie jest duży – 2 dolary miesięcznie) o tym, jak można deanonimizownać metadane gromadzone do celów marketingowych przy pomocy naszych własnych telefonów i zainstalowanych aplikacji, oraz jak w ten sposób zobrazować atak na Capitol. Cholera, otwiera oczy. I nie, zdecydowanie nie czyni mnie spokojniejszym, raczej przeraża jak wiele można o nas wiedzieć i jak bardzo nie jesteśmy tego świadomi.

    3. Nie chcę twierdzić, że media zawsze są dobre, że nie ulegają wpływom, że nie tworzą własnej rzeczywistości. Że czasem potrzeba wielu, wielu lat aby o tematach „o których szumiało w środowisku” móc pisać i mówić otwartym tekstem. Do czego piję? Będzie piłkarsko.

      Myślę, że dla większości facetów z mojego pokolenia jednym z pierwszych wielkich momentów polskiego sportu jest medal piłkarskiej reprezentacji na olimpiadzie w Barcelonie. I szkoda tylko, że ten medal – o czym dotychczas nie wiedziałem – ma nie całkiem fiołkami pachnące tło. Szczegóły w Kopalni i rozmowie Szymona Jadczaka z Autorem

    4. Czy wiecie że… Disney skwapliwie wykorzystywał swoje animacje w różnych produkcjach celem niebagatelnych oszczędności? Zapewne i pieniędzy i czasu.
    1. A skoro mowa o filmach i produkcji, pieniądzach i reklamie to… Marcinie, sparafrazuję Cię – nie pokazujcie tego w żadnej agencji, bo Was znienawidzą:
    1. Trochę inne spojrzenie, na kwestię porzuconego koszyka:
    1. Kiedy za na ulicy króluje mróz mamy ten komfort, że możemy się schować w naszych ciepłych mieszkaniach. Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia co my. I właśnie dlatego podziwiam inicjatywę Wrocławia, który postanowił udostępnić Tramwaj zwany ogrzewaniem.

    2. A o czym była zeszłoroczna, walentynkowa tygodniówka?

    • O pani Joannej „fuckers wpadł mi do oka” Lichockiej
    • O agresji w polityce
    • O tym, jakie zawody mają największe poważanie
    • o tym, ile podatków płaci Amazon
    • i wspomnienie piłkarza, którego prawie każdy piłkarz ocenia źle, choć nawet nie wie, jak niewiele wie.
    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. 

    Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak
  • Tylko to się w życiu liczy… Tygodniówka #6.21

    1. Spodziewam się, że to będzie krótka tygodniówka… Obawiam się, że może być – co nawet gorsze – uboga w treść. Mając do wyboru lanie wody, albo przyznanie się (także przed samym sobą), że tym razem nie odrobiłem zadania domowego, wybieram jednak to drugie. W jakiś taki niezwykły sposób w sukurs z pomocą przychodzi Piotr Bukartyk z piosenką:

    1. Na przewrotną osłodę mogę tylko dopowiedzieć, że zeszłotygodniowa tygodniówka była lepsza (o czym nie wiedzieć czemu mniejsza niż zwykle grupa czytelników zdołała się przekonać). Druga dobra wiadomość jest taka, że najprawdopodobniej przyszłotygodniowa też będzie lepsza. Tak bardzo duże znaczenie ma kontekst.

    2. Dowód znaczenia kontekstu – ten sam szary kolor w otoczeniu jaśniejszym sprawia zupełnie inne wrażenie, niż w otoczeniu ciemnym. Więc… nawet jeśli to to samo, to wygląda zupełnie inaczej.

    Kwadraty opisane A i B są tego samego koloru.

    Żeby było zabawniej, nawet jeśli wiesz, że to ten sam kolor, to Twoje oczy i Twój mózg twierdzą coś zupełnie innego. O tym mówi nam choćby Kahneman.

    źródełko: Wikipedia

    1. W tym tygodniu zostałem zapytany, w zupełnie niespodziewanych okolicznościach, o Niecodziennego.
      – Czy ja z tego żyję?
      Oj nie, bardzo nie.

      – Ale to jest trochę dzielenie się swoją intymnością
      No cóż.. trochę inaczej nie umiem.

    Nie chce wracać do tego, dlaczego piszę (kiedyś próbowałem to już rozwikłać), ale może dwa słowa o tej intymności. Może być wszakże tak, że choć sam się do tego nie przyznam, jest we mnie jakaś dziwna nutka ekshibicjonisty, która znajduje ujście właśnie w taki sposób.

    Czy to jest intymne…? nie umiem tego ocenić. Ani jakości, ani wartości. Jest we mnie ogromny podziw dla ludzi, którzy mają wewnętrzne niezachwiane przekonanie o jakości swojej pracy. Mi jest nawet ciężko powiedzieć, czy to intymne.

    1. Ja już to kiedyś o swoim pisaniu usłyszałem.

    „Wit, czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że to jest pornografia”?

    Żeby było ciekawiej, to nie była uwaga to żadnych tekstów erotycznych. To była uwaga osoby, która zarabiała na życie pisząc, i w ten sposób oceniła moje teksty do Wolfa pisane. Wtedy zupełnie tego nie zrozumiałem, czy teraz rozumiem lepiej? Wcale nie jestem pewien.

    Do kompletu mogę dodać tylko, że tak, wiem, nie da się mnie / moich tekstów komentować.

    1. Zaproszę Cię jeszcze do krótkiej podróży w czasie. W podstawówce do której chodziłem, funkcjonowały tzw. Indeksy, w których oprócz ocen wyrażanych liczbą, nauczyciele mieli za zadanie wpisywać także oceny opisowe po każdym semestrze. Dziś właśnie trafiłem na opisy sprzed, ach joj, 25 lat:

    Deszyfrować?

    Staraj się o większą komunikatywność, jasność wywodu. To samo dotyczy stylu pisania.

    Podtrzymuję swoją opinię sprzed roku, szczególnie o roztrzepaniu. Wit ma zawsze swój interesujący, choć b. trudny do wyrażenia jak i do obrony punkt widzenia.

    No cóż, lata mijają, Wit się wiele nie zmienia.

    1. Będzie jeszcze humor ze szkolnego dzienniczka

    Mam niejasne wrażenie, że treść uwagi była inspirowana przez absolutnie genialną polonistkę, p. Ulę.

    1. Mamy podróż w czasie, to tu jest ciekawy zestaw informacji o tym, czego do końca nie kumamy w związku ze starzeniem się. Taki najbardziej podstawowy wniosek jest taki, że… nie wszyscy będziemy starzeć się tak samo i to jak się będziemy starzeć, zależy także bardzo od nas.

    Od tych nudnych rzeczy, takich jak styl życia, odżywianie się ruch, sen. Wszystkie te rzeczy mogą wpłynąć na to, czy dotknie nas demencja (a wedle autora dotyka 14% powyżej 70 roku życia, co z kolei oznacza, że 86% osób powyżej tego wieku demencji nie ma), oraz wpływa na nasza sprawność seksualną.

    Więc – musisz dobrze spać, aby mieć długo dobry seks. To ja Ci życzę dobrej nocy. Tzn. jeszcze nie teraz, ale tak na koniec tygodniówki, to bardzo chętnie.

    1. A tak w ogóle, to naukowcy potrafią „odpalić” mózg człowieka, który spędził wiele lat w śpiączce. Mózg startuje się ultradźwiękami. No że wow.

    2. W kontekście humoru coś, czego się w tygodniówce sam nie spodziewałem, a zatem żart prowadzącego:

    Żyły sobie myszy. Wszyscy na nie polowali, wszyscy chcieli zeżreć. W obawie o byt biologiczny gatunku myszy postanowiły wysłać poselstwo do mądrego puchacza, który cieszył się sławą nieomylnego na cały las.

    Przybyło poselstwo na miejsce i powiada:

    – Mądry puchaczu, wszyscy na nas polują, wszyscy zżerają. I koty… I sowy… I bociany… Co mamy robić?

    Zanurzył puchacz myśl w swą mądrość niezmierzoną i odrzekł:

    – Uważam, że powinnyście zmienić się w jeże… mając kolce obronicie się przed każdym napastnikiem.

    Powróciło ucieszone poselstwo do rodzinnej nory:

    Puchacz znalazł radę! Zmienimy się w jeże!

    Wśród powszechnej radości znaleźli się także wśród mysz malkontenci:

    – No ale jak my się w te jeże zmienimy?

    Chwila konsternacji. Postanowiono wysłać poselstwo do puchacza jeszcze raz. Przybyli pod puchaczowe drzewo i proszą:

    Mądry puchaczu, powiedz nam, jak mamy się w te jeże zmienić…

    Natręctwo myszy wyprowadziło puchacza z równowagi.

    Nie zawracajcie mi głowy głupimi szczegółami! Ja jestem od strategii i wytyczania kierunków!

    1. Znowu wróciłem do czytania zbyt wielu książek na raz, przez co żadnej skończyć nie mogę. Mam tylko nadzieję, że potem kończył je będę hurtowo. W tym momencie na rozkładzie mam „Talk triggers” (b. Dobra), „The strategy journal”, „Priceless”, Mistrza i Małogarzatę (choć będę musiał spytać internetów czemu jest ona uznawana za największe arcydzieło) oraz The Culture Clash. Cytaty będą, jak tylko skończę. Czyli nie prędko.
    2. Ta ostatnia pozycja jest o tym, że ludzie za bardzo psów nie kumają, i nie powinni się dziwić że pies będzie robił wszystko za jedzenie, a nie wszystko dlatego, że „w ten sposób zaspokoi ego ukochanego właściciela”.

    No, ale psy za jedzenie potrafią naprawdę mocne rzeczy. Na przykład takie:

    Nie wiem czym tego psa karmią, że w połowie biegu potrafi wrzucić hamulec zadem… coś mi się zdaje, że kawiorem.

    1. Pozostając w temacie karmienia – robot wspomagający:

    1. Ciekawy zbiór uwag dotyczących finansów osobistych od Morgana Hausela, autora Money Psychology. Na zachętę:

    No one is as impressed with your possessions as much as you are

    Most financial mistakes come when you try to force things to happen faster than is required.

    Embrace and accept your flaws and build a financial plan around them

    1. I jeszcze dorzucę nową odsłonę wykresu, który pokazywałem w zeszłym tygodniu:

    I z jednej strony akcja GameStop jest wciąż warta 10krotnie więcej niż była warta w sierpniu 2020, ale jak ktoś kupował pod koniec stycznia, to mogło go zaboleć. Tym bardziej, że mamy w zwyczaju (ponownie Kahneman) błyskawicznie księgować mentalnie zyski, i kiedy są one mniejsze niż zaksięgowaliśmy, to nas to boli.

    1. Ale my bardzo chcemy osiągać cele szybko. Najlepiej od razu. Najlepiej bez wysiłku. Najlepiej dzięki szczęściu. I dlatego właśnie gorąco polecam obejrzenie materiału:

    który to wszystko ładnie policzył.

    1. Na drugą nóżkę dopowiem tylko, że gdyby tylko władza chciała, to mogłaby wykorzystać naszą naiwność wobec loterii i zastosować ją jako mechanizm do nauki oszczędzania, ale… władzy to chyba nie po myśli. Władza uważa, że kiedy ludzie oszczędzają, to gospodarka ma się gorzej, więc lepiej, żebyśmy nie oszczędzali. No cóż, ja mam w tej kwestii interesujący, choć trudny do wyrażenia i obronienia punkt widzenia.

    2. A o czym była tygodniówka w zeszłym roku?

      • o procentach i ich odwracalności
      • o dobrej i złej strategii
      • o dziennikach więziennych Archera
      • o newsletterach (a jakże)
      • o niespodziewanych konsekwencjach płacenia tylko gotówką

    Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. 

    Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Głęboko wierzę w to, że za tydzień będzie lepsza tygodniówka. Time will tell.

  • ♪ When you’re strange ♪ – Tygodniówka #5.21

    1. Skąd ten tytuł? Otóż od kilku dni ten kawałek chodzi mi po głowie. Wszystko dlatego, że zgodnie z tym co napisałem w zeszłym tygodniu, próbuje nieco poprawić swoją wiedzę o szachach. Moja chęć i ciekawość jest dokarmiana przez sposób, w jaki o szachach opowiada wspomniany już „GothamChess„. Oprócz tego, że tłumaczy otwarcia i obrony, streamuje także swoje gry i komentuje w ich trakcie swoje obserwacje. Przerażające jest jak gość potrafi rozciągnąć czas gry. Dla mnie pojedynek 5 czy 10 minutowy trwa 5 czy 10 minut, a on mimo upływu tego samego czasu, potrafi wcisnąć tam często wiele scenariuszy i rozwiązań, których zarysu czy zalążku nadal na szachownicy nie jestem w stanie nas zobaczyć.
    2. W trakcie jednego z takich pojedynków, zaczął sobie nucić

    People are strange when you’re a stranger

    Faces look ugly when you’re alone

    Women seem wicked when you’re unwanted

    1. Tekst robi robotę, tempo robi robotę, okazuje się wreszcie, że to the Doors:

    Well.. Brawo Wicie za Twoją edukację muzyczną. Niemniej jednak ta właśnie melodia jest ze mną od tygodnia.

    1. Co ciekawe, nie wiedziałem, że jest film o the Doors z narracją Johnnego Deppa:
    https://vimeo.com/288955462
    1. Z tą piosenką, jest związany jeszcze jeden punkt. We wtorek nie bardzo mogłem spać i obudziłem się o 5tej. Uznałem że to nieprzyzwoitość o tej porze wstawać, więc posiłowałem się jeszcze przez kilka minut, potem poddałem uznając – może tak właśnie zaczyna się tegoroczny cykl porannego wstawania (na który bardzo czekam).

    Co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym porankiem? Można pomedytować, poczytać, popisać dziennik. Można też posłuchać piosenki. Zrobiłem to właśnie, i wtedy mnie tchnęło:

    Jakie to jest dziwne, robić jedną rzecz na raz.

    było to tak dziwne, że musiałem to zaraz zapisać (żeby nie zapomnieć). Ale też musiałem opanować potrzebę robienia czegoś równocześnie (np. czytania). A niezwykłą siłę miało siąść na tył krześle, włożyć słuchawki, zamknąć oczy, posłuchać muzyki.

    1. Proszę, zrób to. Spróbuj. To tylko dwie minuty. Doorsi się do tego nadają, ale może masz coś co pasuje Ci bardziej. Posłuchaj muzyki i wyłącznie na tym się skup.
    2. Jest takie określenie, które kocha każde korpo – „to nie problem, to wyzwanie (w przebraniu)„. Wszystko dlatego, że nikt, a zwłaszcza przełożeni, nie lubi słuchać o problemach. Często zdarza się, że w rozmowie pojawia się dokładnie to mądre sformułowanie, które ma pomóc odpowiednio się do zadania nastawić. Prawdę powiedziawszy, zawsze mi ono zgrzyta i wydaje mi się takim… niezręcznie stosowanym wytrychem, który wcale nie demonstruje umiejętności dobrego motywowania.

    Ale w tym tygodniu usłyszałem też sposób podejścia do zadania, który wydaje mi się absolutnie genialny.

    Za każdym razem kiedy przystępuję do zadania, wiem, że je rozwiąże.

    Rozbraja mnie prostota i siła tego nastawienia. Wiem, że to będzie trudne, wiem że to będzie wymagające, ale wiem, że dam radę.

    Czy to rozwiązanie ma jakieś cienie? Tak, osobie ambitnej trudno czasem odpuścić, kiedy zadanie jest np. niewykonalne, albo wymaga więcej szczęścia niż umiejętności. Ale i tak jestem zachwycony tą metodą. Zamierzam z niej skorzystać.

    1. Kojarzysz Claude Monet? To ten impresonista, który potrafił namalować Kobietę z parasolką:

    albo taki mostek i taką rzekę

    1. Rzecz w tym, że ten gość w liście do przyjaciela, napisał tak:

    I have gone back to some things that can’t possibly be done: water, with weeds waving at the bottom. It is a wonderful sight, but it drives one crazy to try to paint it. But that is the kind of thing I am always tackling.

    Claude Monet

    Zwrócę tylko uwagę, że ten most narysował w 1874, a ten list napisał w 1890.

    Natomiast te słowa poprzedziła także taka uwaga:

    I am distressed, almost discouraged, and fatigued to the point of feeling slightly ill. What I am doing is no good, and in spite of your confidence I am very much afraid that my efforts will all lead to nothing.

    Claude Monet

    Ktoś coś mówił o niemocy twórczej? Albo o trudnościach?

    1. Zaskakuje mnie, że jednak skorzystam z tego, poniższego znaleziska, ale jakże mi ładnie do wątku pasuje. Quora podrzuca mi ostatnio „prawdy o życiu o których nie chcemy pamiętać” albo „prawdy o życiu których sobie nie uświadamiamy” i choć większość z nich trąci Coelho, to czasem trafiają się ciut bardziej szczęśliwe zestawy, a w tym zestawieniu znalazłem:

    You quit in 2 situations:

    When a challenge is tougher and you have beginner level skills.
    When you have advanced level skills and the challenge is too easy.

    1. A Monetowi Lilie wyszły, między innymi tak:

    No cóż, zdaje się, że warte paru monet 😉

    1. Wszystkie ilustracje zaczerpnąłem wprost z Arts and Culture od Google. Dość mocno wjechała tam grywalizacja, bo dostałem taką odznakę

    „Udało Ci się poświęcić czas na obejrzenie obrazu”. Równocześnie mnie to i śmieszy i przeraża.

    1. Czy hasło „GameStop” coś Ci mówi? Wcale nie musi, ale… może powinno. Rzecz bowiem tyczy się amerykańskiej giełdy i spółki, która nagle wystrzeliła jak rakieta, sprawiając, że drobni inwestorzy zarabiają krocie, a niektóre fundusze inwestycyjne drżą w posadach. W tle pojawia się Elon Musk (którego przedstawiać nie trzeba) i Michael Burry (którego zna ten, kto czytał / oglądał Big Short).

    Warto zwrócić na to uwagę, bo są głosy które twierdzą, że to może konkretnie rozbujać całą amerykańską giełdę, a to z kolei może mieć wpływ na światową gospodarkę. Jeśli chcesz zrozumieć i dowiedzieć się więcej, zerknij w ten artykuł o GameStop i jego ciąg dalszy

    1. Przy czym, proszę, zanim uwierzysz ze to walka Dawida z Goliatem (i pamiętaj że ta historia ma drugie dno, porównaj z Outliers Gladwella), że WallStreet nie pozwala bogatym upaść a biednym zarobić i że to wszystko spisek aby uciśniać uciśnionych, spróbuj dowiedzieć się więcej.

    Posłuchaj podcastu Pivot, gdzie Galloway zwraca uwagę na to, że „ej, wzrosnąć z 4 dolarów do 40 można, kiedy ktoś źle ocenia wartość, ale kiedy cena winduje do 400 to dzieje się coś jeszcze”. Dowiedz się, dlaczego niektóre aplikacje musiały wstrzymać obsługę niektórych transakcji; Zastanów się, co będzie, kiedy tłum który wali drzwiami oknami po akcje, nagle będzie chciał tymi samymi drzwiami i oknami wyjść. Równie szybko.

    1. A przede wszystkim, patrz na wykres.

    Ale nie ten, bo ten niewiele mówi. Jeśli możesz, patrz na dłuższą perspektywę:

    I zadaj sobie pytanie – co jest normą, co jest odstępstwem, co jest ryzykiem i czego należy się spodziewać w nieodległej przyszłości.

    lecz nagle możesz zacząć spadać w dół. A to już nie to samo.

    1. Nieźle się 2021 zaczyna. Natomiast tu jeszcze, w ramach przerywnika, dostępny na Netflixie „Death to 2020”, podsumowujący minione 12 miesięcy.

    Netflix nazywa to „Oryginal Comedy Event”. Im dłużej to oglądałem, tym bardziej uświadamiałem sobie, jak bardzo różnimy się z Netflixem z rozumieniem „Comedy”. To wytrawna satyra, która z gracją kopie tam, gdzie boli najbardziej. Śmiech? Chyba w przebraniu.

    1. Wracając do przerwanego wątku – czym w ogóle się ten GameStop zajmuje? To tradycyjny (czyli taki, który ma fizyczne sklepy) sprzedawca gier komputerowych i wszystkiego co z nimi związane. Sprzedawca, który kombinuje jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości i stać się nowym Netflixem.
    2. Skoro o zarabianiu na grach mowa, taki ładny wykresik o tym, jak zmieniały się dochody w branży gier w ostatnich 50 latach:

    i cały artykuł zagadnieniu poświęcony

    1. Gry i dochody, a więc gry i wydatki. Dziś przed moje oczka trafiła gra Rip Them Off, którą chyba nabędę drogą kupna. Tower Defense with Economic management i to jeszcze podlana minimalistycznym sosem Zdaje się, że przepadłem…
    1. Podzielę się Wami także podsumowaniem badania o kompetencjach finansowych polskich, choć nie tylko, uczniów. Jest nie najgorzej, Polscy 15 latkowie demonstrują wiedzę i zachowanie lepsze od średniej dla badanych krajów, wyniki plasują ich też na miejscu 4 z 20 przebadanych krajów. Ale… cały czas jest jeszcze pole do poprawy.

    Nastolatkowie wiedzę czerpią przede wszystkim z domu (94%) i z Internetu (79%). Nie mają podręczników (13%) i kiedy pojawiają się pytania o konkretne, podstawowe pojęcia, to potrafią dobrze zdefiniować 7 z 18 badanych pojęć.

    Dziewczęta niemal we wszystkich badanych krajach okazały się być bardziej niezależne w wydawaniu pieniędzy. Chłopcy częściej deklarowali, że pytają rodziców o zgodę.

    Polscy piętnastolatkowie znacznie rzadziej niż rówieśnicy z badanych krajów posiadają konto w banku. Średnia OECD to 54%, z kolei tylko 34% uczniów z Polski ma dostęp do konta. Jest to niekorzystne, ponieważ dostęp do konta bankowego i płatności kartą podnosi kompetencje finansowe o odpowiednio 5,4 i 4%.

    1. Od kilku lat, z różną intensywnością pojawia się w różnych krajach pomysł wprowadzenia minimalnego, gwarantowanego dochodu. Ja mam z tym zgrzyt, bo wcale nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, ale niektórzy to badają, żeby decyzje nie były podejmowane na czuja.

    To badanie dowodzi, że minimalny przychód gwarantowany (w wysokości 20% zarobków) nie wpływa negatywnie na produktywność. Choć jak się człowiek wczyta w to badanie, to nie jest to klasyczne „czy się stoi, czy się leży”, ale raczej zagwarantowanie pewnej podstawy, w ramach wynagrodzenia.

    W związku z tym nie jestem pewien, czy to jest minimalny dochód, czy zwiększanie przychodu, i gdyby to udowadniało, że pracujemy mniej efektywnie, to było by krucho.

    1. Jak sądzisz – jaka część rzutów w NBA to rzuty za 3 punkty? (Już o tym kiedyś było w tygodniówce).

    20 lat temu, to było 17%.

    10 lat temu 22%.

    5 lat temu 28%.

    W tym momencie zbliża się do 40%, a równo połowa drużyn oddaje więcej, niż 40 rzutów na 100 zza lini 724 centymetrów od kosza (co ciekawe, w Europie „3jki” rzuca się z bliższa, bo wystarczy stać 6,75 od kosza).

    To jest zdaje się optymalizacja efektywności. Źródełko: WSJ

    1. Polska taka piękna. Taka różnorodna. Z jednej strony można trafić na znakomitą kampanię o tolerancji:

    (brawo Karolina!)

    A z drugiej, potrafimy z miłością do bliźniego na ustach i w sercach robić…

    Ja nie wiem co ja myślę.

    1. Podtrzymując cykl, o czym pisałem w tygodniówce rok temu?
      • o wszechobecnej inspiracji
      • porady od seniorów
      • o okienkach żywieniowych i liczeniu kalorii
      • o finansach i edukacji finansowej (no się bardzo nie spodziewałem)
      • i ile trzeba mieć w portfelu, żeby móc w USA chorować na emeryturze

    Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego.

    Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Odkryłem też magiczny sposób na wcześniejsze wysłanie tygodniówki. Muszę ja wcześniej zacząć pisać.

    Ilustracją dzisiejszej tygodniówki jest ptaszek, który był łaskaw w tym tygodniu podglądać mnie przy pracy.

  • Licząc na owoce wytrwałości – tygodniówka #4.21

    1. Zacznijmy od szachów. Nie sądziłem, że Gambit Królowej będzie tym impulsem, który popchnie mnie do odświeżenia sobie tej gry, ale… skoro nikt z czytelników nie chce ze mną grać (nikt wyzwania nie podjął) postanowiłem zmierzyć się z tym „wołaniem” sam. Z pokorą (bo wołanie to przez kilkanaście lat nie było w żaden sposób adresowane), ale też z pewną determinacją – tym razem będę bardziej wytrwały.

    2. Mogłem pójść na chess.com (gdzie kilka lat temu założyłem konto, ale nie chciałem płacić za wersję premium), ale w Klanie Michała Szafrańskiego ktoś polecił serwis Lichess i tam się skierowałem. Serwis pozwala na granie z ludźmi, z komputerem (na różnych poziomach), także rozwiązywanie szachowych łamigłówek. Spróbowałem łamigłówek, żeby sobie troszkę odświeżyć pamięć i sposób szachowego myślenia, a potem spróbowałem zagrać. Na początek z komputerem, bo to na bycie ośmieszonym przez innego gracza nie miałem śmiałości (zbieranie bęcków od procesora mniej boli… może mniej szyderczo się śmieje).

    3. O jej… bolało. Najgorsze nawet nie było to, że że nie przegrałem (spodziewałem się tego). Ale bolała przede wszystkim pustka w głowie po pierwszym ruchu. Tzn ruszyłem piona (zresztą dokładnie tak, jak ruszyłem go w zaproponowanej Tobie wersji), komputer odpowiedział, a mnie sparaliżowało. Nie miałem pojęcia co robię, więc… zamarłem. To była pierwsza lekcja pokory. A potem była spodziewana klęska.
    4. Nic nie widzę na szachownicy. Tak bardzo, że czasem zaskakuje mnie jak bardzo wpycham się w paszczę lwa. Nawet nie lwa, byle lwiątka, które jeszcze ma mleko pod nosem. Nie, to nie był przypadek. To było po prostu upokarzające. W związku z czym zacząłem szukać ratunku.

    5. Tak trafiłem na kanał GothamChess i spróbowałem się dowiedzieć jakichkolwiek podstaw o otwarciach, żeby wiedzieć chociaż odrobinę więcej o tym co tu się wydarza. Nie spodziewałem się, że to może być tak interesujące, ale niepostrzeżenie zacząłem spędzać na tym kanale więcej czasu (co z kolei może się odbić na jakości tygodniówki).
    6. Kto by pomyślał, że będę oglądał jak ktoś rozgrywa kolejne partie z botem Beth Harmon… I że to będzie tak rozrywkowe.

    Czy ja właśnie oglądam, jak ktoś gra w gry? Chyba właśnie dopadł mnie e-sport.

    1. Czy ta cała edukacja mi w czymkolwiek pomogła? Cóż.. nie. W kolejnych próbach znów byłem rozgromiony bez cienia wyrozumiałości. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi determinacji i zacznę jednak cokolwiek ogarniać i nie zostanę taką lamą bardzo długo.

    2. A jak tam idzie z moim pisaniem bezwzrokowym?

    No więc… dziwnie.

    To nieustająca walka z własnymi przyzwyczajeniami. Rzecz nie w tym, ze nie umiem pisać bez skupiania się na tym gdzie który klawisz jest, ale co i rusz łapie się na tym ze moje ręce i moja głowa samodzielnie wraca do pisania trzema, czterema palcami, zamiast 10 na czym mi zależy.

    Wraca, bo tak już umie, bo tak jest szybciej, bo tak jest mniej wysiłkowo. Pisanie 10 palcami wymaga i skupienia i kontroli. Świadomości pisania. A przy okazji est jedynie obietnicą, że będzie lepiej. Kiedyś. Równocześnie – choć nie umiem tego wyjaśnić, mam wrażenie, że jestem bliżej przejścia na ten system, niż byłem kiedykolwiek wcześniej.

    Znowu, pytanie czy wytrwam.

    1. Jak dziś pamiętam moment, w którym wpadła w moje ręce książka „Rysuję krok po kroku postacie” (Ta książka jest w kilku wersjach i każda bajecznie skłania do prostych a rozróżnialnych rysunków). Pamiętam, że wsiąkłem od pierwszego rysunku, od kucharza, którego naszkicowałem sobie na paragonie po zakupie książki z resztą. Od tego zaczęła się moja przygoda z rysowaniem, które daje lepsze i gorsze efekty. Ogromnie dużo frajdy miałem z książką kurs rysowania zwierząt z kreskówek i tak nauczyłem się rysować m.in. tygryska. A teraz razem z najnowszym nabytkiem rysowanie dla przyjemności piłuję sobie kota.

    Ewolucja kota, po mojemu

    Ciekawe gdzie mnie to zaprowadzi.

    1. Na wszelki wypadek powstrzymam się od donoszenia Ci, jak idą moje postępy w graniu na ukulele. W trosce o Twoje uszy.

    2. A skoro już była mowa o kotach, to czy wiesz, że w Krakowie obowiązuje roczna opłata, za posiadanie psa? To niby żadne wielkie pieniądze i jest mnóstwo wykluczeń, ale… podatek od posiadania psa? Serio?
    3. Miłośniku czworonogów – pilnuj swojego portfela…

    1. Będzie odrobinę bliżej mojej przestrzeni zawodowej, ale… tu przeciekawy artykuł o tym, czy aby na pewno eCommerce wygrał rok 2020

    Co zwróciło moją uwagę?

    po pierwsze my (nerdy, geeki, czytacze) łakniemy trendów i cały czas wyprzedzamy świat i widzimy rzeczy, które jeszcze nie dzieją się w masie, do tego mamy trochę skrzywioną psychikę i „szukamy znaków”.

    Po drugie – przy całym wielkim wzroście eCommerce i warunkach które mu tak bardzo sprzyjały, wciąż 84% handlu dzieje się w sklepach brick&mortar (US).

    Po trzecie – może właśnie obserwujemy zmiany w handlu tradycyjnym, i rola sklepów będzie bardzo inna (podobnie mówi Galloway pokazując po co apple’owi były i są sklepy offline).

    A przy okazji możecie dowiedzieć się po co sklepom zrobiła klimatyzacja i jaki wpływ na handel miały schody ruchome.

    1. Taką reklamę wypatrzyłem na LinkedIn:
    1. Z tą jedną myślą chciałbym Cię zostawić, jeśli po głowie chodzą Ci pytania związane ze swoją produktywnością, efektywnością…
    1. Przyznam Ci się też do mojego małego mancrush – jest nim Mathew McConaughy, co prawdę powiedziawszy zaskakuje mnie nawet bardzo. Zaskakuje, nie dlatego, że McConaughy zyskał sławę w „Czasie zabijania” (co jak sam mówi, stało się „w przeciągu jednej nocy”). Skorzystam z okazji i przytoczę tę znakomitą scenę

    Absolutnie nie pamiętałem jaka plejada aktorów grała w tym filmie. Szkopuł w tym, że McConaughey potem wpadł w rolę gościa od filmów romantycznych i jakoś zupełnie wyleciał mi z radaru. Owszem, była chwila kiedy znów się przypomniał w Podwójnej grze, ale na dobre (dla mnie) wrócił w kombo Detektyw, Wilk z Wall Street (stąd przecież pochodzi mruczando otwierające moje nagrania) i Dallas Buyers Club (wszystkie gorąco polecam). Potem rzecz jasna był Interstellar, a ja nadrobiłem w między czasie Lincoln Lawyer.

    1. Drobny przerywnik muzyczny, z ostatniego wymienionego filmu. No po prostu uwielbiam.

    Choć może powinienem był zalinkować tę wersję… jako ze miła i dla ucha i dla oka.

    1. Wracając do McConaughey’a, bo gość ciekawie mówi (nie tylko Alright, alright, alright, ciekawie motywuje (już go w tygodniówce przytaczałem), czasem realizuje przewrotne projekty (np. przez godzinę pije kawę w deszczu… naprawdę, wiem, że nigdy nie zrozumiem Youtube’a), ale potrafi też wysłać człowieka do spania, o czym uroczo opowiada Michael Buble:

    1. Tu możesz posłuchać opowieści i dać się porwać Mathew do snu. I nie, nie musisz za to płacić 80 dolarów.

    https://www.youtube.com/watch?v=DrInLTXcL-w
    1. Przedostatnia rzecz związana odrobinę z Mathew, która doskonale wpisuje się w koncept „uważaj co opowiadasz, czasem jeszcze ktoś to zapamięta„. Niektóre rzeczy powstają przypadkiem, a potem Cię prześladują, przez całe życie.

    1. John Cena… i pomyśleć, że to gość o którym usłyszałem, po raz pierwszy w życiu na przetargu dla brand hero dla jednej z sieci handlowych. Serio. Serio. I to spotkanie tez było bardzo serio. Tylko niełatwo było utrzymać serio miny.

    To jeszcze na deser, tu John Cena uczy Wolverin’a, jak robić grzeczny trashtalk. O matko, za dużo youtube’a wjechało.

    1. No dobra, to już ostatni kawałek… z małą dedykacją. Kiedyś Ola wspomniała, że jeśli ktoś chce jej zrobić przyjemność, to powinien jej pokazać półnagiego mężczyznę w czapce. Olu, jeśli czytasz:

    1. okazuje się też, że… mogę Cię też zachęcić do zerknięcia w to, o czym pisałem rok temu. I to będzie nowy cykl – o czym rok temu była tygodniówka:

      • był impeachment Trumpa
      • był Feinman, który raczy żartować
      • był Gombrowicz
      • o próbach ze Spotify
    2. Są takie zespoły w F1, które potrafią pokrzyżować plany swoim kierowcom w sposób iście koncertowy. I takie, które potrafią dokonać na torze (dosłownie) cudu.
    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    1. Od kilku tygodni obiecuję sobie, że następną tygodniówkę napiszę i wyślę wcześniej. I od kilku tygodni okazuje się, że tygodniówka kończy się pisać coraz później. Nie chcę się zarzekać, ale… może następnym razem się uda?

    2. Dla najwytrwalszych – popis niezwykłych umiejętności można dać nawet, kiedy jesteś przebrany za Donuta, czy nawet mniej wyróżnialne coś…

    https://www.youtube.com/watch?v=QZShA_a-5r8
  • „To digress” znaczy błądzić – Tygodniówka #3.21

    1. Czasem łatwiej mi myśli wyrazić w języku obcym. Zwięźlej, prościej. Nie chodzi tylko o to, że można jednym obcym słowem ująć to, co wymaga wielu słów opisowych w naszym, ale pewnie ze względu na wszechobecność języka obcego, wchodzą nam te słowa i są ciut bardziej pod ręką.
    2. Czasem jednak trafia się błędne wykorzystanie zwrotu (bo byłem przekonany, że znaczy co innego), a czasem ten zwrot ma drugie znaczenie, które też potrafi być zaskakująco trafne. I tym sposobem, dochodzimy to tytułu.
    3. Bo ja uwielbiam dygresje. Wtrącenia. Dopowiedzenia. Wycieczki (czasem także krajoznawcze). Otwieranie kolejnych szufladek w kolejnych szufladkach bo akurat mi się coś przypomniało. Jestem człowiekiem od zbyt długich wstępów i zbyt częstych dygresji. Dotychczas byłem przekonany że to efekt elokwencji, oczytania, chęci podzielenia się jakąś dodatkową ciekawostką, ale w tym tygodniu, trochę bardzo przypadkiem dowiedziałem się, że

    A to dużo zmienia.

    1. Za chwilę do błądzenia wrócę, tylko wcześniej drobne wtrącenie. Od czasu do czasu Tygodniówka zmienia się w moją małą sesję terapeutyczną i tak będzie i tym razem, ponieważ podzielę się z Tobą myślą wprost z mojego dziennika.. dzienniczka.. z moich zapisków, które akurat dziś wyglądały tak:
    Tak, naprawdę tak do siebie piszę. Tak, naprawdę na różowo.
    1. Na wszelki wypadek zrobię małą transkrypcję tego co widzisz i dopiszę to, czego nie widzisz, bo to że oprogramowanie iPadOS potrafi mnie rozczytać, nie znaczy że Ty potrafisz. Zatem

    Czy znam swój cel? Czy wiem co chcę osiągnąć? No więc nie. Nawet nie za bardzo go szukam. Trochę mnie tego nauczyło życie, ze rzeczy „zdobywam” along the way, robiąc przy tym inne rzeczy. Czy boję się postawić cel, bo boję się że go nie zrealizuję? A może dlatego, że boję się mu poświęcić? Zagryźć zęby i robić z większym zobowiązaniem to, co sobie postanowiłem.

    Tu dopisek – bo najgorsze co może się stać, że postawię sobie cel, i zagryzę zęby i wtedy mi się nie uda.. i co wtedy?

    Ale niestety często jest też tak, że osiągam (coś, przyp. Autora) – bez poświęcania temu 1000 godzin. To może być efekt szczęścia, to może być efekt „good enough” albo trochę „pr’u” i tego, że jestem wyszczekanym typem. Równocześnie, mam do siebie pretensje, bo wiem, ile w tym przypadku, wiem ile szczęścia i wiem, czy raczej przypuszczam, że gdybym miał w sobie „drive” i determinację mojej siostry (albo dowolnego innego człowieka który umie w systematyczność), to byłoby lepiej.

    Czy ja się właśnie zorientowałem, że próbuję sprostać czysto wirtualnemu przeciwnikowi? Czy naprawdę próbuję przeskoczyć nieistniejącą poprzeczkę, której istnienie znam tylko ja, i nie umiem sobie odpuścić, że jej nie mogę pokonać?

    1. Łącząc kropki, zamykając szufladki – wychodzi mi na to, że zamiast określać cele i do nich dążyć, rozmieniam się trochę w dygresje, przez co błądzę, zamiast przybliżać się do celu. Przytaczana już w tygodniówce zasada Warrena Buffeta – określ pięć rzeczy i na nich się skup, zamiast rozpisywać listę w nieskończoność.

      No właśnie, a ja nawet za bardzo listy nie spisałem. Cholera.
    2. Napisałem, że moje „zdobycze” dzieją się przy okazji, nie w efekcie rozmyślnego planu. Trochę sobie mieszam w głowie, bo tu jest kilka wątków.

      Niektóre rzeczy powstają, bo pozwalam sobie próbować. Rzadko kiedy z przekonaniem „to będzie długi, utrzymany w czasie projekt”. Zazwyczaj „spróbuję i jakoś to będzie”.
      – Rzeczy pisane „do Wolfa” powstały, bo uznałem – a może zacznę pisać. Tym sposobem powstało 60 tekstów w niespełna 2 lata.
      – Niecodzienny powstał chwile później i trwa już ponad 10 lat. W jego ramach powstał dziennik, bo czemu miałbym nie spróbować pisać codziennie (i napisałem w tym cyklu prawie 60 notek).
      – Powstały też 53 nagrania w ramach Niecodziennego na głos i nagrałem kilkadziesiąt fragmentów bajek.
      – Teraz piszę 55 tygodniówkę…

      Notka do samego siebie – zaczynam przypadkowo, zazwyczaj przerażony koniecznością wytrwałości i dalekim horyzontem trwania projektu, ale dość we mnie wytrwałości, żeby kolejne cegiełki dobudowywać.

      Nigdy nie miałem w głowie głodu nagród, a mimo to, mam „na swoim sumieniu” m.in. srebrne Effie, Mixxy, Kreatury (liczba mnoga w każdym przypadku nieprzypadkowa), ale one nie były celem. One pojawiły się przy okazji otwierając kolejne możliwości.

      Może to w tym rzecz – w tych drobnych, błahych decyzjach, które możemy podjąć, które owocują w najprzedziwniejszych momentach.

      Pracę w Tesco dostałem, ponieważ umiałem bawić się słowem „na zawołanie” i napisać krótki wierszyk o winogronach (tez przypadek że akurat tę stronę gazetki otworzył Arek). Pracując w Tesco miałem okazję (przypadek) współuczestniczyć, a czasem prowokować projekty z Heniem (brand hero), które przyniosły nagrody. Dzięki nagrodom Arek poszedł w świat, a ja mogłem zmierzyć się z większym poletkiem i pracować nad serwisem kulinarnym, co z kolei (być może) pozwoliło mi lepiej pracować przy Kuchnii Lidla, co z kolei przyniosło Effie (choć byłem tylko ostatnim elementem bardzo długiej sztafety).

      Wszystko to dzięki szczęściu, ale też umiejętnościom zdobywanym po drodze. I wykorzystywaniu okazji.
    3. Strach pomyśleć, co by było gdyby było w tej mojej podróży więcej celowości, a mniej dygresji.
    4. Czy Ty też zwróciłaś / zwróciłeś uwagę że moje „piśmiennicze” projekty dziwnie urywają się w okolicach progu 50-60 tekstów? Czy Ty też poczułaś że Tygodniówka niebezpiecznie zbliża się do tego progu?
    5. Pisz dziennik (albo prowadź dowolną formę zapisków). Pisz ją ręcznie (bo wolniej wtedy myślisz). To pomaga myśleć. To pomaga odkrywać siebie. Nie wiesz, do jakich dojdziesz wniosków, jeśli nie spróbujesz. Nie wiem czy to coś od razu będzie rewolucją w Twojej czasoprzestrzeni, ale bardzo warto.
    6. A o wartości dziennika możecie posłuchać też jednej z rozmów Tima Ferrisa. Tym razem to rozmowa z Jimem Loehrem, o tym jak wspierać własną psychikę. W tej rozmowie pojawia się wątek naszego wewnętrznego głosu, że jest bezkarny i nie bierze za nic odpowiedzialności, za to przyjmuje bardzo wygodną pozycję recenzenta.

      Ale jest też pytanie, co by zobaczył świat, gdyby ten nasz wewnętrzny głos został wyświetlony nad naszą głową. I najważniejsza myśl:

    That’s the greatest thing a parent can do is to kind of help their sons and daughters develop magnificent voices of wisdom that are coaching them all the time with the right stuff. So kind of the rule of thumb that we use, let’s say you’re a competitor, the way you speak to yourself as the way you would speak to someone you deeply cared about during that competitive event, what would you say to them?

    Tim.blog
    1. Moją rolą jako rodzica jest nie tylko poradzić sobie z moim własnym głosem wewnętrznym (a mamy sobie trochę do powiedzenia), ale jest odpowiednio nastroić głos w głowie Jaśka. Chciałbym, żeby słyszał spokój, i przekonanie, że ogarnie. Takie moje świadome zadanie.
    2. Na linkedin trafiłem taką historię

    W skrócie – ktoś wyrzucił 18kg mięsa. To o czym zapominamy, to to, że te 18kg mięsa musiało zostać wyprodukowane (60 kg dwutlenku węgla za kilogram) a potem przetransportowane dając łącznie 1.1 ton CO2 emisji. Wykorzystano też na tę produkcję 270,000l wody. A na koniec ktoś to wyrzuca do śmieci. Nie dajemy sobie sprawy z… wagi? ciężaru niektórych naszych decyzji.

    1. W ramach zamykania minionego roku Marta poleciła mi ćwiczenie Kompas Roku – darmowe ćwiczenie / kwestionariusz, który ma pomóc w podsumowaniu roku 2020 i dobrze wejść w i dobrze zaplanować 2021. Na razie jedyne czego się o sobie dowiedziałem to to, że mam problem z pisaniem o swoich emocjach. Nawet kiedy wszystko zamyka się w przestrzeni kartki, którą zobaczę, wypełnię i przeczytam tylko ja.
    2. Świat się zmienia, czy nam się to podoba, czy nie. Zmienia się kultura, zmienia się sztuka, zmienia się rozrywka. Nie tylko dlatego że CoVID, CoVID tylko pewne rzeczy przyspieszył. Skoro ludzie coraz mniej czasu spędzają oglądając telewizję (i słusznie, bo tam niewiele jest do oglądania), a coraz więcej z nas gra w rozmaite gry, nic dziwnego, że i w grach się pojawiają reklamy i marketerzy.

      Pamiętam, że kiedy słyszałem o tym lata temu przy okazji bodaj któregoś wydania Fify, pomyślałem sobie – serio? Ktoś będzie kupował reklamę na wirtualnych bandach wirtualnych stadionów? No cóż.. to dowodzi tylko mojej ograniczonej wyobraźni. Gorąco polecam prezentację o tym, jak moda dzieje się w wirtualnych światach i dlaczego wolimy wydawać pieniądze na wirtualne ciuchy zamiast wirtualnych map.
    Prezentacja autorstwa Joanny frety Kurkowskie https://www.canva.com/design/DAETAm_dUlo/GTXkdi4QnSbSAe5m_LgiKQ/view
    1. Na drugą nóżkę smutny i przekrojowy artykuł o tym, czemu CyberPunkowi nie całkiem wyszło. Co gorsza, z tego artykułu wynika, że za bardzo nie mogło wyjść.
    2. W tym tygodniu nie skończyłem czytać żadnej książki (ale kilka napocząłem), natomiast zapisałem się też na kurs SEO, konkretniej na kurs PapaSEO. Nie zamierzam zostać macherem od SEO, ale uznałem, że… to wiedza, która może mi się przydać (choćby przy subksrybcjach, ale i w bardziej codziennej pracy).

      Na razie jednak robię sobie czasem drobne poprawki przy tekstach na niecodziennym i jedną z nich jest korekta przy Jak lepiej wykorzystać LinkedIn do szukania pracy. Nadal uważam że to dobry tekst i dobra porada, więc poprawiłem mu odrobinę opis metą. I wtedy mnie tchnęło, aby dodać jedną myśl i zwrócić uwagę na jeden aspekt tym, którzy są poszukujący, czy jak to teraz lubi pokazywać LinkedIn „Open to Work”

      Kiedy szukasz pracy, to to jest Twój problem. Nie oczekuj, że ludzie będą rozwiązywać Twój problem (czy Ty rozwiązywałaś / rozwiązywałeś cudze problemy? Bezinteresownie? Z zaangażowaniem?). Ludzie nie mają potrzeby pamiętać o Twoim problemie. Ludzie nie chcą Twoich problemów.

      Kiedy szukasz pracy, skup się na tym co potrafisz i jakie problemy umiesz rozwiązać. Jaki ból umiesz uśmierzyć. To musisz przekazać, to muszą zapamiętać, to muszą wiedzieć chcąc Cię polecić dalej. Nie zakładaj że ludzie zobaczą Twoje umiejętności zapisane od linijki (lub nie) w cv, skojarzą fakty i pomyślą – tego człowieka nam trzeba. Daj się znaleźć jako rozwiązanie.

      Że tak trudniej? Trudniej. Ale Ty podobno chcesz znaleźć pracę
    3. kiedy okazuje się, że do Augumented reality nie potrzebujesz żadnych drogich glassess, tylko potrzebujesz bardzo dobrego pomysłu. Pomysł ważniejszy od budżetu.
    1. W zeszłym tygodniu wspominałem, że rozważam sprzedaż bitcoinów (czego ostatecznie nie zrobiłem), ale za to jest człowiek, którego pamięć może być warta jakieś 200 milionów dolarów (lub troszkę mniej, w zależności od tego, jaki będzie akurat kurs). W każdym razie, pan ma jeszcze dwie próby aby odgadnąć swoje hasło do portfela, gdzie przechowuje dane o swoich bitcoinach. Trzymam kciuki.
    2. A skoro o pieniądzach mowa, to okazuje się, że autor wspomnianych w zeszłym tygodniu „Psychology of Money” prowadzi bloga (na który trafiłem absolutnym przypadkiem, jeszcze łapiąc się na tym – ej, ten koleś pisze znajomo). W każdym razie, na tym blogu zebrał m.in. „prawa rządzące wszechświatem” a wśród nich wypisał następujące:

    Brandolini’s law: “The amount of energy needed to refute bullsh*t is an order of magnitude bigger than to produce it.”

    Parkinson’s Law: Work expands to fill the time available for its completion.

    Wiio’s laws: “Communication usually fails, except by accident.”

    Z dopiskiem:

    “If a message can be understood in different ways, it will be understood in just that way which does the most harm.”

    Co wie każdy mężczyzna który choć raz rozmawiał z kobietą;)

    1. Artykuł o tym, w jaki sposób algorytmy Facebooka prowokują do bycia bardziej radykalnym, nagradzając radykalność i ostrość opinii większymi zasięgami. Tym sposobem, nawet jeśli tylko przypadkiem, Facebook zamiast radzić sobie z problemem, zmienia ludzi w trolli. Zło. Więc podtrzymuje, Facebook jest jak cukier, jedno i drugie trzeba poddać regulacjom.
    2. Kiedyś wydawało mi się, że Rowan Atkinson to Jaś Fasola i kropka. A potem raz po raz przekonywałem się, ile krzywdy (choć pewnie i całkiem sporo dolarów) Jaś Fasola Atkinsonowi przysporzył. Przyjemne odkrycie:
    1. Pozostajemy w wątku muzycznym. Zacznijmy od instrumentalistów. Choć całe nagranie warte jest wysłuchania, to w szczególności polecam ostatnie 4 minuty. Bo ja nie wiem jak ten pan tymi palcami na tych strunach wywija, że mu taki dźwięk wychodzi:

    Thunderstruck. Na cztery nuty i smyczek. Zbieram szczękę.

    1. No ale są też ludzie, którzy nie potrzebują żadnego instrumentu.

    Czy wiesz skąd znasz tego pana? Gdzie go widziałaś / widziałeś pierwszy raz?

    1. W temacie oglądania rzeczy zaległych, wreszcie skusiłem się na Gambit Królowej i zaczynam rozumieć czemu wzrosło zainteresowanie szachami. Partyjkę anyone? Jeśli chcesz ze mną zagrać, to wybacz że nie będzie losowania, ja zagram białymi i otworzę grę – Pion na E4.

    Chcesz zagrać? Wyślij mi swój ruch na blog[at]niecodzienny.net

    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak.

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Noworoczne porządki – Tygodniówka #2.21

    1. Kiedy skończyłem pisać poprzednią tygodniówkę, miałem poczucie niedosytu. Wrażenie, że z tą tygodniówką się w jakimś stopniu spieszyłem. Nawet jeśli była wysłana jeszcze później, niż zwykle. I nie chodzi o to, że była urwana, albo że zapomniałem jakiegoś wątku, że czegoś Ci czytelniczko / czytelniku poskąpiłem. To było niejasne poczucie – „umiem lepiej”. Zaraz obok tej myśli, było też przerażenie – że Ty, czytelniczko, czytelniku to doskonale wyczujesz. Może nieświadomie, ale podskórnie będziesz to czuć. I jeśli to stanie się regułą, to mogę stracić Twoje zainteresowanie… niebezpieczna gra. Tym bardziej że guziczek „zrezygnuj z tygodniówki” masz bardzo pod ręką.
    2. Z drugiej strony, naiwnością moją jest wierzyć, że każda tygodniówka będzie znakomita (jeśli będę miał trochę szczęścia, to znakomitych będzie jedna na kilka, a nie na kilkanaście). Prawo równania do średniej (tak, tak, Kahneman. Dziś zresztą będzie zaskakująco dużo Kahnemana, nawet jeśli nie będzie go wprost wywołanego). Tylko że jedynym sposobem pisania tych lepszych tekstów, jest pisanie w ogóle. A z pisaniem w ogóle wiąże się pisanie przeciętne. I trzeba się z tym pogodzić.
    3. To w sumie jest ciekawa myśl, jaki warto obrać cel, jak mierzyć swoją własną efektywność? Czy patrzeć przez pryzmat liczby zdobytych szczytów (jednostkowe sukcesy), czy dbać o to, aby konsekwentnie być powyżej średniej. Bo z tym powyżej średniej to brzmi na prostsze zadanie, ale zdaje się ze „konsekwentnie” jest właśnie drogą do komplikacji.Tak, w tej tygodniówce znowu będzie o sile procenta składanego w funkcji czasu.
    4. Wracając do punktu 2. Aby móc mieć na koncie rzeczy bardzo dobre, trzeba pogodzić się z tym, że trzeba mieć na koncie także rzeczy przeciętne (a nawet – o zgrozo – słabe). Tym, co pomaga, to wytrwałość, z angielskiego „perseverance”.
    5. Małe wtrącenie. Już to w tygodniówce pokazywałem, ale przypomnę, bo z tym słowem tego człowieka kojarzę. Czyli o znaczeniu wytrwałości w negocjacjach:

    (inna rzecz – przykleiło mi się to dokładnie dlatego, że on na to zwrócił uwagę i sposób w jaki to zrobił).

    1. Sztuka wytrwałości… ja już kiedyś o tym pisałem, że warto trwać, nawet gdy ziemia nadal nie zadrżała

    2. Zawsze też przypominam o tym, że po drugiej stronie wytrwałości, jest umiejętność odpuszczenia i benefity, które się z tym wiążą. Bo kiedy odpuszczasz jakiś cel i związane z nim marzenia (Kahneman nazywał to sunk cost), to równocześnie odzyskujesz czas i energię i zapał. Tak, warto pamiętać o upside of quitting.

    3. Czy ja już wspominałem, że bardzo nie umiem odpuszczać? Że bywam często uparty jak osioł? Nie zawsze robię wszystko raz po raz tak samo łudząc się, że tym razem osiągnę inny efekt – to definicja szaleństwa. Czasem jednak niepotrzebnie fiksuję się na jakimś aspekcie domagając się, aby rzeczywistość mi sprzyjała. Poświęcam temu zbyt dużo czasu. Może warto nad tym popracować? Inna sprawa, że często robię rzeczy nie mając jasno określonego celu działania. Co też jest średnio mądre.

    4. Siła procentu składanego w funkcji czasu na dwóch obrazkach (z wstępem opisowym). Od kilku lat, jest moim rytuałem, aby po nowym roku wkopać choinkę bożonarodzeniową. Wybierana na święta choinka jest niewielka (bo musi się zmieścić w mieszkaniu, bo musi się zmieścić do auta, bo muszę mieć dość sił aby ją do mieszkania i z mieszkania wynieść), więc po wkopaniu zwykle wygląda tak:

    Choinka AD 2020 na tle mroźnej polskiej zimy

    Ale jeśli pozwolić by działała na nią funkcja czasu, to ani człowiek się obejrzy, efekt jest taki:

    Trzeba mieć „tylko” czas i miejsce. I trochę szczęścia, aby po drodze jakieś robactwo, albo kataklizm (powódź / susza / pożar) się do naszej inwestycji choinki nie dobrało.

    1. W tym tygodniu skończyłem czytać Psychology of Money. Wspominał o niej Ali Abdaal, jestem niemal pewien że miał ją na swojej liście Bartek Pucek, albo przewinęła się na jego slacku.

    To zbiór felietonów traktujących o podejściu do pieniędzy i o tym, dlaczego ich nie rozumiemy, albo rozumiemy je źle. O czym zapominamy i czego nie chcemy brać pod uwagę, kiedy w grę wchodzą pieniądze. Także o tym, że finansom osobistym bliżej do prognozy pogody, niż planowaniu podróży w kosmos. Kilka cytatów z tej książki:

    1. Effectively all of Warren Buffett’s financial success can be tied to the financial base he built in his pubescent years and the longevity he maintained in his geriatric years. His skill is investing, but his secret is time. That’s how compounding works.

      Many bets fail not because they were wrong, but because they were mostly right in a situation that required things to be exactly right.

      Mostly right… aua.

      Control over doing what you want, when you want to, with the people you want to, is the broadest lifestyle variable that makes people happy.

      i dlatego zaczynamy dzień od wdzięczności. Bo to ustawia nasz kontekst, bo to dba o nasz nerw błędny, bo to nas nic nie kosztuje.

      I think most people, deep down, want to be wealthy. They want freedom and flexibility, which is what financial assets not yet spent can give you. But it is so ingrained in us that to have money is to spend money that we don’t get to see the restraint it takes to actually be wealthy.

      Every bit of savings is like taking a point in the future that would have been owned by someone else and giving it back to yourself.

      One-degree increase in body temperature has been shown to slow the replication rate of some viruses by a factor of 200.

      A tego o gorączkach nie wiedziałem…

      what you should learn when you make a mistake because you did not anticipate something is that the world is difficult to anticipate. That’s the correct lesson to learn from surprises: that the world is surprising.

    2. Graham was constantly experimenting and retesting his assumptions and seeking out what works—not what worked yesterday but what works today.

      Genialna rzecz. Wiedzieć że coś działało – to jedno. Wiedzieć dlaczego, drugie. Rozumieć żę to zę działało kiedyś nie oznacza, ze będzie działało jutro- trzecie. Nie ma co się przywiązywać do swoich własnych dotychczasowych rozwiązań.

      The simple idea that most people wake up in the morning trying to make things a little better and more productive than wake up looking to cause trouble is the foundation of optimism.

      Pessimism just sounds smarter and more plausible than optimism.

      to brzmi zdecydowanie za bardzo jak ja (por. człowiek, który wszystko neguje

      Only 2.5% of Americans owned stocks on the eve of the great crash of 1929 that sparked the Great Depression.

      To mnie cokolwiek zaskakuje. Jak to jest, że zjawisko, które dotykało bezpośrednio ledwie 2.5% amerykanów, zmiotło całą gospodarkę i wywołało wstrząsy na całym świecie..

      Beating the market should be hard; the odds of success should be low. If they weren’t, everyone would do it, and if everyone did it there would be no opportunity. So no one should be surprised that the majority of those trying to beat the market fail to do so.

      I tu wracamy do istoty średniej. Wcale nie jest łatwo być lepszym niż średnia. A kiedy trwale chcesz być lepszym, od swojej własnej przeciętności, to… stale się rozwijasz. Jak to ubrać w funkcję czasu, to efekty mogą być niezwykłe… tylko trzeba czekać. Tylko że zbyt często chcę już. Umieć, mieć, już.

    3. Jeszcze o średniej. Wszyscy jesteśmy przekonani o tym, że jesteśmy lepsi niż średnia. Może nie znamy się lepiej niż przeciętny człowiek na fizyce jądrowej, ale jesteśmy przekonani, że jesteśmy kierowcą lepszym niż przeciętny i kochankiem lepszym niż średnia.

      Ostatnio zdarzyło mi się o tym myśleć. O tym jakim jestem kierowcą, rzecz jasna. Oczywiście że jestem przekonany o tym, że umiem dobrze prowadzić samochód tylko… skąd niby to moje przekonanie?

      Smutna konstatacja jest taka, że kiedy patrzę na to jak się zachowuję za kierownicą, to w miejsce mojego przekonania, powinienem zainwestować wiele w świadome prowadzenie. Mniej uwag do świata, więcej do siebie i ułatwianie innym korzystanie z drogi, zamiast zakładanie „zdążę, zmieszczę się, wykorzystam jego / jej reakcję”. Coś mi się zdaje, że w korzystaniu ze wspólnej drogi chodzi o to, abyśmy wszyscy bezpiecznie dojechali do celu, a nie my dojechali pierwsi.

      Bądźmy świadomymi kierowcami. (A Tobie życzę bycia lepszym (od przeciętnego) kochankiem).
    4. Wątkiem, który dość mocno przebija się przez całą „psychologię pieniądza” jest to, że lekceważymy wagę czasu. Jako niezbędnego elementu siły procenta składanego, ale także jego wpływu na to, jak my się zmieniamy. Jak w miarę upływu lat zmieniają się nasze doświadczenie, nasze możliwości, nasze potrzeby. I jak bardzo zmienią się w raz z upływem kolejnych. Nad tym drugim chyba wcale się nie zastanawiamy.

    5. Czytając „Psychology…” miałem też niejasne przeczucie, że dojrzewa we mnie czas na zmiany w sposobie, w jaki piszę. Nie tyle zmiana pisania, ile zmiana w pisaniu. Czytałem książkę o pieniądzach, a równocześnie narastało we mnie przekonanie, że powinienem poświęcić trochę uwagi sposobowi w jaki tworzę narrację. Albo wręcz, że powinienem pomyśleć o narracji. To jest jeszcze mgliste, ale… może uda się to uchwycić. Jeśli uchwycę, jeśli wdrożę.. na pewno poczujesz to w tygodniówce.

    6. Taki jestem mądry bo czytam te wszystkie książki. O tym jak inwestować, o tym co w inwestowaniu mądre, a co niewłaściwe. O tym co i kiedy przynosi zyski. O właściwych i niewłaściwych strategiach. A jak przychodzi co do czego i widzę taki wykres:

    To mam taką myśl (choć bitcoinów mam tylko tyle, ile dostałem na prezent i tylko dlatego na to patrzę) – a gdyby tak teraz sprzedać, poczekać jak spadnie i za te same pieniądze znowu kupić…

    1. I wtedy właśnie, na całe moje szczęście, idę z tym pomysłem do Arka (który od kilku lat dzieli się wiedzą o bitcoinach i innych kryptowalutach) i pytam, czy jest coś na rzeczy, bo mam taki pomysł żeby zamieszać, kupić sprzedać, zarobić, na co Arek podsumowuje mnie krótko:

    Taki chciałem być mądry i oczytany, a jak przychodzi co do czego, to robię to, czego robić w zasadzie nie należy. Ech, Wicie, Wicie, Wicie.. idź Ty z tymi swoimi książkami w cholerę.

    1. Aaa.. będzie jeszcze jeden wykresik, albo dwa. Od kilku lat chodzi mi po głowie zakup złota. Nie za żadne wielkie pieniądze, nie chce w to wkładać całych swoich oszczędności, ale chociaż trochę kruszcu mieć bym chciał. W 2020 roku ceny złota trochę oszalały podskakując sobie o 25% i w efekcie wykresik za ostatnie 5 lat wygląda tak

    a za 20 lat…

    Ale jak się popatrzy w perspektywie lat 40, to okaże się że..

    właśnie wróciliśmy do poziomu z roku 1980 i średnia stopa zwrotu w tym okresie wynosi jakieś -0.2%. Tarąąąąą. Bądź tu mądry.

    1. Istota cierpliwości. 10 lat temu bardzo chciałem mieć różne rzeczy, taki a taki telefon, taki a taki komputer. Wtedy nie było mnie stać na iPhone’a. Jeszcze 6 lat temu Mac był poza moim zasięgiem. I pamiętam, że byłem przekonany, że tak już będzie. Zupełnie nie czułem tego, że moje możliwości rosną na tyle szybko, że już niedługo to wszystko będzie w moim zasięgu.A teraz gdy jest… po pierwsze, boję się tego, żeby się do tego nie przyzwyczaić. Nie uznać, że „to już mój poziom na zawsze”, bo zdecydowanie zbyt łatwo człowiek się do dobrego przyzwyczaja, a los potrafi sobie z takich przyzwyczajeń zadrwić.I po drugie… okazuje się, że kiedy już mogę, to wcale nie zawsze chcę (inna rzecz, że mogę, także dlatego, że umiałem sobie czasem odmówić). Przewrotna rzecz, ten czas.

    2. Noworoczne porządki dotykają także niecodziennego. Wszystko dlatego, że przez ostatni rok przyzwyczaiłem się do tygodniówek, a w mojej głowie tygodniówka to nawet bardziej mailing niż wpis na bloga – za to blog jest bardzo zgrabny, repozytorium treści. Postanowiłem więc pozmieniać trochę stronę, aby lepiej tę zmianę oddawało. Teraz mam niecny pomysł pozmieniać troszkę mailing (żeby się go dobrze czytało). Muszę tylko znaleźć kogoś, kto mi w tym pomoże, bo mnie osobiście to przerasta. Tzn wiem mniej więcej czego chcę, ale absolutnie nie umiem w estetykę, więc czas zwrócić się do specjalistów. Uwaga! Szukam!

    3. To wszystko zbiegło się też z tym, że poczytałem trochę o tagowaniu wordpressowym i jego wpływie na SEO i choć robiłem to zupełnie nie w związku z Niecodziennym, to i tu nastał czas zmian, gdyż jest tu trochę do poprawy. A ponieważ zmieniać to albo wszystko, albo wcale, to…

    Więc gdyby się okazało że coś nie działa – to wszystko moja wina.

    1. Czy Niecodzienny wróci na Facebooka? Kurczę… nie wiem. Wiem natomiast, że z sikania pod wiatr niewiele dobrego wynika więc może nie warto się z rzeczywistością boksować, tylko grzecznie dawać szansę się znaleźć. Więc… może jednak wróci.

    2. Ale z tym Facebookiem to nie jest zbyt kolorowo. Trochę zachłanny jest i wszystko chce wiedzieć i zewsząd chce wiedzieć. W ostatnim tygodniu pojawiła się informacja, że zamierza wspólnie gromadzić dane z WhatsApp i Facebooka (co miało być bardzo trudne i wręcz nieracjonalne do wykonania). W ramach rekontry dostali m.in. takie coś:

    A ja przy okazji podrzucę pod rozwagę jeszcze te argumenty:

    https://www.linkedin.com/posts/jakubjeziorny_privacy-prywatnoagjafd-activity-6753993841445023744-sNRC
    1. więc… ja bym chętnie przeszedł na Signal, ale korzystam z tego, z czego korzystają moi znajomi. Więc… chodźcie na Signal. Albo Telegram. Albo coś innego, ale proszę zostawmy tego cholernego Facebooka, niech bawi się sam. Karmimy (i to głupio) algorytmy, które nam nie służą.

    2. W kontekście rzeczy, które nam nie służą, zgodnie z obietnicą i zapowiedzią (!) popełniłem kolejny tekst na subskrypcjach. Żeby było ciekawiej, to tekst o tym, że na subskrypcje trzeba uważać i mieć je pod kontrolą. Mam wrażenie, że zanim napiszę o tym, co w subskrypcjach fajnego, muszę się obwarować wszystkim, co trzeba mieć na uwadze, kiedy z subskrypcji się korzysta. Więc następny tekst będzie o tym, jak z najpopularniejszych subskrypcji można się wypisać.

    3. Pozostając w temacie usług płatnych, mam dwa pytania:

      • Czy kontrolujesz swoje subskrypcje? Jeśli tak, to jak? Masz do tego jakąś aplikację? A może excel? A może idziesz na żywioł?

      • Czy wiesz jaki jest miesięczny poziom Twoich usługowych wydatków? Tych całkiem prywatnych. Mnie zaskoczyło, że przebiłem poziom 400 złotych miesięcznie. A na pewno nie policzyłem (jeszcze) wszystkiego.

    4. Wspominałem kiedyś o tym, że lubię kawę i że z czasem moje podejście do kawy się zmieniało, i że nawet rozważałem zakup automatycznego ekspresu do kawy. Stanęło na tym, że kupiłem sobie kawiarkę (a jakże, Bialetti) i z czasem kupiłem także młynek żarnowy (Baratza Virtuoso). Wiedziałem, że aby otrzymać dobrą kawę, trzeba umieć ją dobrze zmielić. Wiedziałem, że do kawiarki trzeba mielić trochę grubiej, niż do ekspresu. No więc mieliłem… Dopiero dziś się przekonałem, że mieliłem… za grubo. Bo zmielona powinna być jak sól stołowa, a ja mieliłem trochę bardziej jak sól morska. Jak człowiek Wit nie doczyta, to dowymyśli.

    5. Nowe porządki objęły także newslettery, do których jestem zapisany. Wszystko dlatego, że zacząłem korzystać z aplikacji StoopInbox, która jest klientem pocztowym z nowym adresem, ale dedykowanym do newsletterów. Brzmi skomplikowanie, ale jest zdecydowanie prostsze w użyciu. Chodzi o to, żeby zapisując się do newsletterów korzystać z tej dedykowanej aplikacji (i dedykowanego adresu e-mail). Co to daje? Po pierwsze, Wszystkie newslettery w jednym miejscu. Po drugie, wszystkie inne maile (nie bójmy się tego słowa – ważniejsze maile) w innym miejscu. Mam nadzieję, że dzięki temu będę miał upragniony porządek i w skrzynce i w newsletterach. Mam też nadzieję, że dobrze dobrane newslettery zaowocują ciekawymi tygodniówkami.

    6. Niebezpiecznie dużo osób wokół mnie zaczęło morsować. Ja już wiem jak to się skończy. Wcale nie wiem czy mi się to podoba, ale wiem jak to się skończy. I wtedy się okaże, że branie zimnych pryszniców to nie to samo.

    7. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    A na koniec zostawię CIę jeszcze z płytą, która ostatnio mi dobrze robi na uszy, nawet jeśli nie jest już pierwszej młodości. I zanim zaczniesz wytykać palcami, pamiętaj – Ty także nie jesteś już pierwszej młodości. Ale nic to, najlepsze przed nami.