1. Czasem łatwiej mi myśli wyrazić w języku obcym. Zwięźlej, prościej. Nie chodzi tylko o to, że można jednym obcym słowem ująć to, co wymaga wielu słów opisowych w naszym, ale pewnie ze względu na wszechobecność języka obcego, wchodzą nam te słowa i są ciut bardziej pod ręką.
  2. Czasem jednak trafia się błędne wykorzystanie zwrotu (bo byłem przekonany, że znaczy co innego), a czasem ten zwrot ma drugie znaczenie, które też potrafi być zaskakująco trafne. I tym sposobem, dochodzimy to tytułu.
  3. Bo ja uwielbiam dygresje. Wtrącenia. Dopowiedzenia. Wycieczki (czasem także krajoznawcze). Otwieranie kolejnych szufladek w kolejnych szufladkach bo akurat mi się coś przypomniało. Jestem człowiekiem od zbyt długich wstępów i zbyt częstych dygresji. Dotychczas byłem przekonany że to efekt elokwencji, oczytania, chęci podzielenia się jakąś dodatkową ciekawostką, ale w tym tygodniu, trochę bardzo przypadkiem dowiedziałem się, że

A to dużo zmienia.

  1. Za chwilę do błądzenia wrócę, tylko wcześniej drobne wtrącenie. Od czasu do czasu Tygodniówka zmienia się w moją małą sesję terapeutyczną i tak będzie i tym razem, ponieważ podzielę się z Tobą myślą wprost z mojego dziennika.. dzienniczka.. z moich zapisków, które akurat dziś wyglądały tak:
Tak, naprawdę tak do siebie piszę. Tak, naprawdę na różowo.
  1. Na wszelki wypadek zrobię małą transkrypcję tego co widzisz i dopiszę to, czego nie widzisz, bo to że oprogramowanie iPadOS potrafi mnie rozczytać, nie znaczy że Ty potrafisz. Zatem

Czy znam swój cel? Czy wiem co chcę osiągnąć? No więc nie. Nawet nie za bardzo go szukam. Trochę mnie tego nauczyło życie, ze rzeczy „zdobywam” along the way, robiąc przy tym inne rzeczy. Czy boję się postawić cel, bo boję się że go nie zrealizuję? A może dlatego, że boję się mu poświęcić? Zagryźć zęby i robić z większym zobowiązaniem to, co sobie postanowiłem.

Tu dopisek – bo najgorsze co może się stać, że postawię sobie cel, i zagryzę zęby i wtedy mi się nie uda.. i co wtedy?

Ale niestety często jest też tak, że osiągam (coś, przyp. Autora) – bez poświęcania temu 1000 godzin. To może być efekt szczęścia, to może być efekt „good enough” albo trochę „pr’u” i tego, że jestem wyszczekanym typem. Równocześnie, mam do siebie pretensje, bo wiem, ile w tym przypadku, wiem ile szczęścia i wiem, czy raczej przypuszczam, że gdybym miał w sobie „drive” i determinację mojej siostry (albo dowolnego innego człowieka który umie w systematyczność), to byłoby lepiej.

Czy ja się właśnie zorientowałem, że próbuję sprostać czysto wirtualnemu przeciwnikowi? Czy naprawdę próbuję przeskoczyć nieistniejącą poprzeczkę, której istnienie znam tylko ja, i nie umiem sobie odpuścić, że jej nie mogę pokonać?

  1. Łącząc kropki, zamykając szufladki – wychodzi mi na to, że zamiast określać cele i do nich dążyć, rozmieniam się trochę w dygresje, przez co błądzę, zamiast przybliżać się do celu. Przytaczana już w tygodniówce zasada Warrena Buffeta – określ pięć rzeczy i na nich się skup, zamiast rozpisywać listę w nieskończoność.

    No właśnie, a ja nawet za bardzo listy nie spisałem. Cholera.
  2. Napisałem, że moje „zdobycze” dzieją się przy okazji, nie w efekcie rozmyślnego planu. Trochę sobie mieszam w głowie, bo tu jest kilka wątków.

    Niektóre rzeczy powstają, bo pozwalam sobie próbować. Rzadko kiedy z przekonaniem „to będzie długi, utrzymany w czasie projekt”. Zazwyczaj „spróbuję i jakoś to będzie”.
    – Rzeczy pisane „do Wolfa” powstały, bo uznałem – a może zacznę pisać. Tym sposobem powstało 60 tekstów w niespełna 2 lata.
    – Niecodzienny powstał chwile później i trwa już ponad 10 lat. W jego ramach powstał dziennik, bo czemu miałbym nie spróbować pisać codziennie (i napisałem w tym cyklu prawie 60 notek).
    – Powstały też 53 nagrania w ramach Niecodziennego na głos i nagrałem kilkadziesiąt fragmentów bajek.
    – Teraz piszę 55 tygodniówkę…

    Notka do samego siebie – zaczynam przypadkowo, zazwyczaj przerażony koniecznością wytrwałości i dalekim horyzontem trwania projektu, ale dość we mnie wytrwałości, żeby kolejne cegiełki dobudowywać.

    Nigdy nie miałem w głowie głodu nagród, a mimo to, mam „na swoim sumieniu” m.in. srebrne Effie, Mixxy, Kreatury (liczba mnoga w każdym przypadku nieprzypadkowa), ale one nie były celem. One pojawiły się przy okazji otwierając kolejne możliwości.

    Może to w tym rzecz – w tych drobnych, błahych decyzjach, które możemy podjąć, które owocują w najprzedziwniejszych momentach.

    Pracę w Tesco dostałem, ponieważ umiałem bawić się słowem „na zawołanie” i napisać krótki wierszyk o winogronach (tez przypadek że akurat tę stronę gazetki otworzył Arek). Pracując w Tesco miałem okazję (przypadek) współuczestniczyć, a czasem prowokować projekty z Heniem (brand hero), które przyniosły nagrody. Dzięki nagrodom Arek poszedł w świat, a ja mogłem zmierzyć się z większym poletkiem i pracować nad serwisem kulinarnym, co z kolei (być może) pozwoliło mi lepiej pracować przy Kuchnii Lidla, co z kolei przyniosło Effie (choć byłem tylko ostatnim elementem bardzo długiej sztafety).

    Wszystko to dzięki szczęściu, ale też umiejętnościom zdobywanym po drodze. I wykorzystywaniu okazji.
  3. Strach pomyśleć, co by było gdyby było w tej mojej podróży więcej celowości, a mniej dygresji.
  4. Czy Ty też zwróciłaś / zwróciłeś uwagę że moje „piśmiennicze” projekty dziwnie urywają się w okolicach progu 50-60 tekstów? Czy Ty też poczułaś że Tygodniówka niebezpiecznie zbliża się do tego progu?
  5. Pisz dziennik (albo prowadź dowolną formę zapisków). Pisz ją ręcznie (bo wolniej wtedy myślisz). To pomaga myśleć. To pomaga odkrywać siebie. Nie wiesz, do jakich dojdziesz wniosków, jeśli nie spróbujesz. Nie wiem czy to coś od razu będzie rewolucją w Twojej czasoprzestrzeni, ale bardzo warto.
  6. A o wartości dziennika możecie posłuchać też jednej z rozmów Tima Ferrisa. Tym razem to rozmowa z Jimem Loehrem, o tym jak wspierać własną psychikę. W tej rozmowie pojawia się wątek naszego wewnętrznego głosu, że jest bezkarny i nie bierze za nic odpowiedzialności, za to przyjmuje bardzo wygodną pozycję recenzenta.

    Ale jest też pytanie, co by zobaczył świat, gdyby ten nasz wewnętrzny głos został wyświetlony nad naszą głową. I najważniejsza myśl:

That’s the greatest thing a parent can do is to kind of help their sons and daughters develop magnificent voices of wisdom that are coaching them all the time with the right stuff. So kind of the rule of thumb that we use, let’s say you’re a competitor, the way you speak to yourself as the way you would speak to someone you deeply cared about during that competitive event, what would you say to them?

Tim.blog
  1. Moją rolą jako rodzica jest nie tylko poradzić sobie z moim własnym głosem wewnętrznym (a mamy sobie trochę do powiedzenia), ale jest odpowiednio nastroić głos w głowie Jaśka. Chciałbym, żeby słyszał spokój, i przekonanie, że ogarnie. Takie moje świadome zadanie.
  2. Na linkedin trafiłem taką historię

W skrócie – ktoś wyrzucił 18kg mięsa. To o czym zapominamy, to to, że te 18kg mięsa musiało zostać wyprodukowane (60 kg dwutlenku węgla za kilogram) a potem przetransportowane dając łącznie 1.1 ton CO2 emisji. Wykorzystano też na tę produkcję 270,000l wody. A na koniec ktoś to wyrzuca do śmieci. Nie dajemy sobie sprawy z… wagi? ciężaru niektórych naszych decyzji.

  1. W ramach zamykania minionego roku Marta poleciła mi ćwiczenie Kompas Roku – darmowe ćwiczenie / kwestionariusz, który ma pomóc w podsumowaniu roku 2020 i dobrze wejść w i dobrze zaplanować 2021. Na razie jedyne czego się o sobie dowiedziałem to to, że mam problem z pisaniem o swoich emocjach. Nawet kiedy wszystko zamyka się w przestrzeni kartki, którą zobaczę, wypełnię i przeczytam tylko ja.
  2. Świat się zmienia, czy nam się to podoba, czy nie. Zmienia się kultura, zmienia się sztuka, zmienia się rozrywka. Nie tylko dlatego że CoVID, CoVID tylko pewne rzeczy przyspieszył. Skoro ludzie coraz mniej czasu spędzają oglądając telewizję (i słusznie, bo tam niewiele jest do oglądania), a coraz więcej z nas gra w rozmaite gry, nic dziwnego, że i w grach się pojawiają reklamy i marketerzy.

    Pamiętam, że kiedy słyszałem o tym lata temu przy okazji bodaj któregoś wydania Fify, pomyślałem sobie – serio? Ktoś będzie kupował reklamę na wirtualnych bandach wirtualnych stadionów? No cóż.. to dowodzi tylko mojej ograniczonej wyobraźni. Gorąco polecam prezentację o tym, jak moda dzieje się w wirtualnych światach i dlaczego wolimy wydawać pieniądze na wirtualne ciuchy zamiast wirtualnych map.
Prezentacja autorstwa Joanny frety Kurkowskie https://www.canva.com/design/DAETAm_dUlo/GTXkdi4QnSbSAe5m_LgiKQ/view
  1. Na drugą nóżkę smutny i przekrojowy artykuł o tym, czemu CyberPunkowi nie całkiem wyszło. Co gorsza, z tego artykułu wynika, że za bardzo nie mogło wyjść.
  2. W tym tygodniu nie skończyłem czytać żadnej książki (ale kilka napocząłem), natomiast zapisałem się też na kurs SEO, konkretniej na kurs PapaSEO. Nie zamierzam zostać macherem od SEO, ale uznałem, że… to wiedza, która może mi się przydać (choćby przy subksrybcjach, ale i w bardziej codziennej pracy).

    Na razie jednak robię sobie czasem drobne poprawki przy tekstach na niecodziennym i jedną z nich jest korekta przy Jak lepiej wykorzystać LinkedIn do szukania pracy. Nadal uważam że to dobry tekst i dobra porada, więc poprawiłem mu odrobinę opis metą. I wtedy mnie tchnęło, aby dodać jedną myśl i zwrócić uwagę na jeden aspekt tym, którzy są poszukujący, czy jak to teraz lubi pokazywać LinkedIn „Open to Work”

    Kiedy szukasz pracy, to to jest Twój problem. Nie oczekuj, że ludzie będą rozwiązywać Twój problem (czy Ty rozwiązywałaś / rozwiązywałeś cudze problemy? Bezinteresownie? Z zaangażowaniem?). Ludzie nie mają potrzeby pamiętać o Twoim problemie. Ludzie nie chcą Twoich problemów.

    Kiedy szukasz pracy, skup się na tym co potrafisz i jakie problemy umiesz rozwiązać. Jaki ból umiesz uśmierzyć. To musisz przekazać, to muszą zapamiętać, to muszą wiedzieć chcąc Cię polecić dalej. Nie zakładaj że ludzie zobaczą Twoje umiejętności zapisane od linijki (lub nie) w cv, skojarzą fakty i pomyślą – tego człowieka nam trzeba. Daj się znaleźć jako rozwiązanie.

    Że tak trudniej? Trudniej. Ale Ty podobno chcesz znaleźć pracę
  3. kiedy okazuje się, że do Augumented reality nie potrzebujesz żadnych drogich glassess, tylko potrzebujesz bardzo dobrego pomysłu. Pomysł ważniejszy od budżetu.
  1. W zeszłym tygodniu wspominałem, że rozważam sprzedaż bitcoinów (czego ostatecznie nie zrobiłem), ale za to jest człowiek, którego pamięć może być warta jakieś 200 milionów dolarów (lub troszkę mniej, w zależności od tego, jaki będzie akurat kurs). W każdym razie, pan ma jeszcze dwie próby aby odgadnąć swoje hasło do portfela, gdzie przechowuje dane o swoich bitcoinach. Trzymam kciuki.
  2. A skoro o pieniądzach mowa, to okazuje się, że autor wspomnianych w zeszłym tygodniu „Psychology of Money” prowadzi bloga (na który trafiłem absolutnym przypadkiem, jeszcze łapiąc się na tym – ej, ten koleś pisze znajomo). W każdym razie, na tym blogu zebrał m.in. „prawa rządzące wszechświatem” a wśród nich wypisał następujące:

Brandolini’s law: “The amount of energy needed to refute bullsh*t is an order of magnitude bigger than to produce it.”

Parkinson’s Law: Work expands to fill the time available for its completion.

Wiio’s laws: “Communication usually fails, except by accident.”

Z dopiskiem:

“If a message can be understood in different ways, it will be understood in just that way which does the most harm.”

Co wie każdy mężczyzna który choć raz rozmawiał z kobietą;)

  1. Artykuł o tym, w jaki sposób algorytmy Facebooka prowokują do bycia bardziej radykalnym, nagradzając radykalność i ostrość opinii większymi zasięgami. Tym sposobem, nawet jeśli tylko przypadkiem, Facebook zamiast radzić sobie z problemem, zmienia ludzi w trolli. Zło. Więc podtrzymuje, Facebook jest jak cukier, jedno i drugie trzeba poddać regulacjom.
  2. Kiedyś wydawało mi się, że Rowan Atkinson to Jaś Fasola i kropka. A potem raz po raz przekonywałem się, ile krzywdy (choć pewnie i całkiem sporo dolarów) Jaś Fasola Atkinsonowi przysporzył. Przyjemne odkrycie:
  1. Pozostajemy w wątku muzycznym. Zacznijmy od instrumentalistów. Choć całe nagranie warte jest wysłuchania, to w szczególności polecam ostatnie 4 minuty. Bo ja nie wiem jak ten pan tymi palcami na tych strunach wywija, że mu taki dźwięk wychodzi:

Thunderstruck. Na cztery nuty i smyczek. Zbieram szczękę.

  1. No ale są też ludzie, którzy nie potrzebują żadnego instrumentu.

Czy wiesz skąd znasz tego pana? Gdzie go widziałaś / widziałeś pierwszy raz?

  1. W temacie oglądania rzeczy zaległych, wreszcie skusiłem się na Gambit Królowej i zaczynam rozumieć czemu wzrosło zainteresowanie szachami. Partyjkę anyone? Jeśli chcesz ze mną zagrać, to wybacz że nie będzie losowania, ja zagram białymi i otworzę grę – Pion na E4.

Chcesz zagrać? Wyślij mi swój ruch na blog[at]niecodzienny.net

  1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak.

Dane do PIT’a:
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to Top