Blog

  • Przesezonowana tygodniówka #23.21

    1. Nie, nie przegapiłaś / przegapiłeś kilku ostatnich tygodniówek. Po prostu ich nie było. Siedziały w mojej głowie i im dłużej siedziały, tym trudniej było je wypuścić. Nie brakowało wieczorów, kiedy mógłbym je spisać. Brakowało determinacji do tego, żeby zacząć składać literki. A raczej dokończyć składać, bo część tygodniówki (nr 21) zaraz zobaczysz.
    2. Znowu pojawiło się widmo „porzucenia”, ale tym razem pomyślałem – hej, mam Ci kilka fajnych rzeczy do pokazania i naprawdę chcę Ci je pokazać i głupio mi będzie, jak zostaną w głowie. Więc tym razem tygodniówka będzie zapewne rwana, chaotyczna, ale… chcę wierzyć, że i tak warto się nią z Tobą podzielić. Mam wrażenie że to dobry wpis i nie chcę go stracić.
    3. Czy to odblokuje kolejne wydania? Nie mam pojęcia. Nie śmiem przypuszczać. Tym bardziej, że przede mną dość intensywny czas Euro. Tak, wiem że nie gram, ale jak wspominałem, przygotowałem Typera i wiem, że on będzie skutecznym czasopochłaniaczem (bo staram się go robić dobrze i na czas). Tym bardziej zapraszam Cię do dołączenia – Tu czeka na Ciebie Twoje własne Euro powołanie
    4. Bardzo, bardzo, bardzo chciałem Ci pokazać to:
    https://twitter.com/opolukord/status/1400493639223189507

    Tak powinno być w każdym barze. To takie proste. To takie ważne.

    1. To o czym miały być poprzednie tygodniówki? Miały być trochę o polityce. Polskiej. Nie o twardym Andrzeju, ale o tym, o co wydawało mi się, w polityce chodzi. Więc pisałem tak…

    1. Muszę się przyznać do nowo odkrytej naiwności. Bo wydawało mi się, że ludziom idącym do władzy zwykle o coś chodzi. Że mają jakąś wizję, jakiś plan, czegoś chcą. Mają w duszy jakiś wielki projekt, który chcieliby zrealizować aby spełnić – często cudzymi rękami – jakieś swoje marzenie. Niestety, nasz obecny rząd to chyba nie jest ten przypadek.
    2. Bo kiedy uznam, że im o nic nie chodzi, że nie mają żadnej wizji wielkie Polski, żadnego planu na to, żeby za 3, za 5, za 10 lat było w naszym kraju lepiej, że jedyne o co chodzi, to o to, aby przedłużyć sobie władzę, to zaczynam ich kumać.

      Przy takich założeniach potrzebna jest tylko sprawna kalkulacja – ile potrzebujemy, czego potrzebujemy aby zostać u władzy. Nie potrzebujemy wizji, potrzebujemy głosów. A skoro nie mamy nic lepszego do zaproponowania, to musimy te głosy kupić. Więc szukajmy tych grup, które kupić nam najtaniej i tym sposobem zajedziemy kasztanką na której doczłapiemy do kolejnej kadencji.
    3. Mam niejasne wrażenie, że przyjdzie za to zapłacić. Chciałem napisać „nam”, ale jak zawsze mam wrażenie, że płacić nie będziemy my, ile nasze dzieci. I to nie będzie tylko kwestia wydania określonej kwoty. To niestety będzie nieodczuwalne, bo będzie to zapłata niezrealizowaną szansą, zaległością rozwojową między nami, a konkurencją / zagranicą, szklanym sufitem, który trzeba będzie na nowo rozbijać. Jak zawsze będą jednostki, którym to nie zrobi różnicy, ale odnoszę wrażenie że coraz śmielej żyjemy sobie na krechę, mając doskonałe wytłumaczenie – skoro wszyscy się zadłużają, to czemu my mielibyśmy tego nie robić.

      Bo może moglibyśmy być mądrzejsi? Nie… to nie nasz przypadek.
    4. Patrząc na współczesną władzę (ale nie tylko tę nad Wisłą, ale zerkając bardzo szeroko), zastanawia mnie czasem, jak doszliśmy do miejsca cywilizacyjnego w którym jesteśmy. Bo teraz (zachodnim) światem rządzą korporacje i one z uporem pchają go w stronę zysków i wyzysków, a rządy trochę zajmują się głównie sobą i przedłużaniem swojego bytu. Nie mniej jednak, wcześniej te rządy musiałyby trochę bardziej z pomysłem i z wizją, niż te nasze, bo w przeciwnym wypadku bylibyśmy mocno w lesie.
    5. Niewiarygodnym wydaje mi się władza, która potrafi rozbudzić ambicje narodu. Która potrafi stawiać cele i zadania, które łączą społeczeństwo. Niewiarygodną wydaje się władza, która snuje plany poza najbliższe tygodnie czy miesiące. Władza, która mówi o czymś innym niż tylko „płać podatki” albo „pobieraj zasiłek”. Władza, która rzuca obywatelom wyzwanie w nieznane… a potem jeszcze potrafi dać temu szansę a wyzwanie udaje się spełnić.
    6. Od dwóch tygodni zamiast czytać, słucham podcastu. I to, żeby było zabawniej, podcastu z przed 2 lat, o wydarzeniach z przed lat 50…
    13 minutes to the moon
    1. To jest w ogóle niesamowita rzecz. Postawić wyzwanie, które w danym momencie jest nieosiągalne dla nikogo na świecie. Nie wiedzieć jak się za to zabrać, nie wiedzieć czy to jest możliwe, nie mieć żadnego wujka googla którego można o to spytać, ale „dowieźć to” w terminie. Nie bez strat, ale i z wielką nauką na przyszłość, z wypracowaniem procedur, z tworzeniem zabezpieczeń dla zabezpieczeń. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej uważam że na tej podstawie powinny powstawać podręczniki zarządzania projektami. Od analizy (Rosjanie robią większe rakiety, potrzebujemy zadania którego nie można rozwiązać większą rakietą), do jasnego określenia celu (postawimy człowieka na księżycu i sprowadzimy go z powrotem, choć dotychczas nie udało nam się nawet na dobre zobaczyć drugiej strony księżyca), z przygotowaniem się na różne ewentualności (różne dziwne scenariusze tego co może pójść nie tak i jak możemy swój cel osiągnąć) i elastyczność oraz zaangażowanie ludzi w ten projekt.

    W tym miejscu urwałem pisanie. A teraz dopisuję resztę.

    1. Niezwykłe też jest to, że to zadanie, ten cel postawił prezydent po półtora roku swojej prezydentury.

    Niezwykłe też jest to, że niewiele ponad rok później ten prezydent został zastrzelony, a projekt i tak został zrealizowany.

    1. Najbardziej mnie i wkurza i przeraża, że gdyby ktoś przede mną postawił taki projekt, powiedziałbym „człowieku, to się nie uda”. Wit, człowiek który wszystko neguje. Mam tylko cień nadziei, że nawet w takiej sytuacji mógłbym pomyśleć „może i nie ma prawa się udać, ale ch! działamy”.
    2. Wiesz jaka była średnia wieku ludzi, którzy znajdowali się w centrum kontroli lotów podczas misji Apollo 11?

      Masz jakiekolwiek przypuszczenie?

      No więc ta średnia wynosiła 26 lat. Dwadzieścia sześć.

      I pomyśleć, że większość z nich od tamtej pory nie miała szansy zrobić w życiu nic bardziej spektakularnego. To może zrobić człowiekowi krzywdę.
    3. A czy wiesz może czy Armstrong i Aldrin spędzili na księżycu? 21 godzin 36 minut.
      Czy spali na księżycu? No oni akurat nie (i to będzie kolejne pytanie), ale oprócz nich po powierzchni księżyca spacerowało jeszcze 10 innych astronautów (ktoś pamięta ich imiona / nazwiska?).
      Najdłużej na księżycu została misja Apollo 17, spędzając tam blisko 75 godzin (zabrakło im 22 sekund do pełnej, 75 godziny). I tu przechodzimy do istoty sprawy – jak się śpi na księżycu?
    4. Biorąc pod uwagę to, że liczy się każdy kilogram i każdy centymetr kwadratowy przestrzeni, szukano najlżejszego i najmniej zajmującego miejsce rozwiązania. Tym sposobem zdecydowano się na… hamak. Na księżycu śpi się na hamaku. Czy można być bardziej wychillowanym?
    5. 12 osób stanęło na księżycu… Ciekawe, czy dożyjemy czasów, w których kolejka na księżyc będzie taka, jak kolejka na Everest:
    1. Jeśli masz chwilę, zerknij na

    Film o tym, że ziemia w ostatnim roku złapała krótki oddech, ale boję się, że to bardzo krótki przerywnik… Zdaje się, że turystyka spodziewa się „poCovidowego” odbicia, jakiego jeszcze świat nie widział. W tym miejscu skorzystam z podpatrzonego niedawno cytatu:

    Trochę przeraża mnie (dużo przerażeń w tym „numerze”) ile matrixowyoh wizji się sprawdza…

    1. Zaskakuje mnie to, jak dużo w tygodniówce pojawia się wątków kosmicznych. Można by odnieść wrażenie, że zgłębiam ten temat… no nie bardzo. Ale jak już się z nim zetknę, to jest cholernie interesujący. Więc się dzielę. Posłuchaj tego podcastu. Naprawdę wciąga.
    2. Więc zderzam sobie naszą władzę z tamtymi czasami i prawdę powiedziawszy, to nie kumam co tu się wydarzyło. Mało tego, mam wrażenie, że dotychczas żyliśmy sobie w błogim czasie i w zasadzie nie miało znaczenia, kto rządzi. Czy to ktoś mądry, czy głupi, czy ma plan, czy tylko chce dużo obiecywać. Jak się jednak popatrzy na otoczenie, to zaczynamy żyć w ciut mniej poukładanych i spokojnych czasach. I w tym miejscu trochę zaczyna przerażać mnie, że mamy władzę, która nagminnie kłamie i to kłamie nie tylko do swoich, ale i do sąsiadów. Mamy władzę, która ze wszystkimi się wadzi (z wyjątkiem Orbana, którego mało kto rozumie). Mamy władzę, która dąży do zwarć z trybunałami, sądami, dyplomacją i… prawdę powiedziawszy nie wiem jak długo jeszcze będą nam na to pozwalać i w imię czego. Czy przypadkiem Europie nie będzie łatwiej powiedzieć

    Z tą Polską zawsze są kłopoty
    Kaleka troszczy się i drży
    Lecz uspokaja ich gospodarz
    Pożółkły dłonią głaszcząc wąs
    Mój kraj pomocną dłoń im poda
    Potem, niech rządzą się, jak chcą

    Jacek Kaczmarski, Jałta
    1. Ale chronić nas będzie wicepremier ds bezpieczeństwa… co prawda nie wie gdzie jest Rzeszów a gdzie Szczecin, ale za to jest strategiem że ho ho.
    2. W tym miejscu obiecane słówko do opozycji. Tylko jeden punkt, bo więcej szkoda na Was czasu. Jesteście frajeremi. Z francuskiego „frażer”. Rozgrywa Was dziadunio, a wy umiecie tylko powiedzieć tak proszę pana, dobrze proszę pana, przepraszam proszę pana. I gracie nieudolnie w jego grę. Jesteście frajerami.

      To nie jest tak, że PiS nie ma z kim przegrać. PiS nie przegra z wami, bo nic nie umiecie.

      Koalicjo Obywatelska, w sytuacji kiedy polityka zagraniczna leży, CoVID zabija ponad 70 tysięcy polaków, władza uwłaszcza się na państwowym, premier kłamie, naprawdę najważniejsze jest zbieranie podpisów pod likwidacją TVP Info? Powtórzę, jesteście frajerami. Jesteście jak Ziobro – absolutnym zerem.
    3. Czy to znaczy że PiS już teraz i na zawsze? No więc uważam, że nie. Tylko brakuje nam magika, który zmieni optykę. Który zmieni narrację. Który zmieni opowieść. Bo tego potrzeba, aby ruszyć ludzi. Wizji, opowieści, wytłumaczenia ludziom, co jest pięć. PiS jest żenujący, prymitywny, bezwartościowy. Kłamie i oszukuje. Trzeba zmienić poletko, trzeba zmienić scenerię, trzeba zmienić klimat. Czy potrafię to zrobić? Nie, ale to nie jest moje zadanie. Ja tym nie zarabiam na życie i nie mam przyjemności w modelowaniu innym życia.
    4. Bo to wszystko jest kwestia pewnej narracji. I tak długo, jak patrzymy tam, gdzie ktoś chcemy żebyśmy patrzyli, rzeczywistość wydaje się cokolwiek niezrozumiała. Ale to często prosta sztuczka, którą trzeba na spokojnie rozczytać
    1. Dość o polityce. Czas się pozachwycać. Aby nabrać perspektywy, rzućmy okiem w kosmos. Nie najbardziej odległy.
    1. A czy Polska może być zachwycająca? O mamo jak może…
    1. Być może wiesz, być może pamiętasz, w zeszłym roku włączyłem sobie głodówki przez cały dzień raz na tydzień. Z tego robiło się raczej 36 / 37h. To wcale nie jest bardzo wymagające, natomiast nie podobało mi się to, że moja waga jeździła sobie góra dół w ciągu tygodnia. W związku z tym, wprowadziłem zmianę. Zamiast 1 / tygodniu 36h, od maja próbuję 5 razy w tygodniu jeść w układzie 16 / 8, tzn 16 godzin nie jem, 8 godzin jem. Brzmi jak wyzwanie, ale z drugiej strony, to jest alternatywna wersja „nie jem po 17”. I już. Jeśli chcesz wiedzieć więcej o intermittent fasting, zerknij tu
    1. Chyba dwa lata temu popełniłem (wraz z Izą) prezentację o YouTube i o tym, że to nie jest serwis social mediowy, a baza wiedzy – dokładnie na tej samej zasadzie na jakiej Google nie jest serwisem społecznościowym. Jedną z tez którą wtedy postawiliśmy, było to, że YT jest miejscem na którym każdy znajdzie coś, co go interesuje, niezależnie od tego, czy to szachy, jajka kinder czy nauka gry na harmonijce ustnej. No to ja teraz znalazłem materiał o tym, czy można rozwiązać Sudoku, kiedy masz tylko 4 podane liczby (i dwa dodatkowe warunki). Kurczę, można.
    1. I to koniec tygodniówki. Potrzebowałem ją napisać. Potrzebowałem się odblokować. Mam nadzieję, że zobaczymy się w przyszłym tygodniu. Póki co jednak zapraszam do typera.
  • Brak mi cierpliwości – Tygodniówka #20.21

    1. Brak mi cierpliwości. Nie tyle tej, która pozwala ze spokojem czekać na coś, co ma swój jasno określony termin, ale tej, która pozwala zawierzyć w trwającą zmianę, postęp, przyrost które przychodzą z czasem. Nie widzimy, nie doświadczamy, nie bardzo potrafimy wyobrazić sobie efekt działania procenta składanego, jeśli mamy szczęście (i czas), potrafi nas czasem uderzyć to, co niewyobrażalne.
    2. Brak mi cierpliwości. No bo kto ma czas czekać 20 lat aż urośnie drzewo (porównaj ta tygodniówka, punkt 9). Kto ma czas czekać, zwłaszcza gdy nie ma gwarancji, że wszystko pójdzie tak, jak się chce. Zwłaszcza że rzadko kiedy wszystko idzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, zwykle życie narzuca pewne kompromisy, z którymi nie sposób negocjować – nie mamy tu zwykle dobrej pozycji, pozostaje nam te warunki zaakceptować i się do nich dostosować. Więc cierpliwość to ryzyko. Ja chcę już.
    3. Brak mi cierpliwości i wyobraźni by przewidzieć co się stanie możliwe. To podobno efekt tego, że nasi przodkowie żyli na sawannie i wyobraźnia nasza jest ograniczona głównie do tego, co mogli zobaczyć. Także ponieważ w trawach Afryki wszystko poruszało się liniowo, nasze zdolności pojmowania przerasta coś, co rośnie wykładniczo. I nawet jeśli to rozumiemy, to z wyobrażeniem sobie tego jest źle. W każdym razie (nawet jeśli nie umiem dobrze przytoczyć tego argumentu) również z tego powodu – jak mawia Bartek – sztuczna inteligencja przyjdzie i nas zje. A może już nas zjada.
    4. Ogólnie to z naszą wyobraźnią jest krucho. Jak przytoczyłem w zeszłym tygodniu, trochę nie do ogarnięcia jest ten cały wszechświat, nie najlepiej nam idzie także z ewolucją. I tu podzielę się z Tobą przeciekawą rozmową Rickiego Gervaisa i Richarda Dawkinsa:
    1. Z tego filmiku jest też ten wierszyk:

    A million million spermatozoa
    All of them alive;
    Out of their cataclysm but one poor Noah
    Dare hope to survive.

    And among that billion minus one
    Might have chanced to be
    Shakespeare, another Newton, a new Donne—
    But the One was Me.

    Shame to have ousted your betters thus,
    Taking ark while the others remained outside!
    Better for all of us, froward Homunculus,
    If you’d quietly died!

    ifth Philosopher’s Song // Aldous Huxley
    1. So…
    1. W ogóle w tej przytoczonej rozmowie jest moment, w którym prowadzący próbuje podpuścić trochę Gervais’a pytaniem o to, które z trzech drzwi (wierzę w Boga, nie wierzę w Boga, nie wiem) by wybrał, na co ten pięknie odpowiada – to pytanie jest w założeniach błędne, ponieważ miesza istotne kategorie – wiedzy i wiary. Chyba to co mnie najbardziej ujmuje to intelekt, który potrafi takie rzeczy i sprzeczności wyłapać w lot. Ot podziw dla błyskotliwości.
    2. Nie wiem czy wiecie, ale jest istotna różnica między komikami brytyjskimi i amerykańskimi, i o tym znakomicie opowiada Stephen Fry

    To jest w ogóle ciekawy wątek – to nazwane przekonanie amerykanów, że wszystko jest w zasięgu naszej sprawczości. Że naprawdę możemy się tego nauczyć. Że każdy z nas może się tego nauczyć. Że może się tego nauczyć sam. I z jednej strony to jest oczywiście źródełko zarobku dla wszystkich, którzy nas o tym przekonują, a cały czas z jakiegoś powodu (bo to trudne) nie chcemy zostać i nikt nas nie nakłania do tego, aby zostać stolarzami… Ale naprawdę kupuję tę amerykańską wersję sprawczości.

    1. Zaraz wrócę do komików, ale jeszcze o sprawczości i o tym, że każdy nosi w sobie arcydzieło w podcaście Tima Ferrisa. W tej rozmowie jest znakomite nawiązanie do Jordana, który na każdym treningu udowadniał, że należy mu się miejsce w drużynie, który wchodził w trening i zostawiał z siebie 100%, co wynikało (miało wynikać) z jego determinacji i dążenia do rozwoju. Smutna myśl – rzadko kiedy mam w sobie te właśnie 100% determinacji… w mojej głowie jakoś tak wybrzmiewa „ryby robiły na niby, żaby na aby aby, a rak byle jak”. Myślę, że dużo we mnie podejścia żab, choć równocześnie największą satysfakcję mam wtedy, kiedy naprawdę daję z siebie wszystko, kiedy głowa pracuje na dużych obrotach. To fajne jest…
    2. Jeśli komik amerykański jest odzwierciedleniem amerykańskiego podejścia do życia, w humorze brytyjskim każdy możne zobaczyć kawałek siebie, to… co można powiedzieć o nas, podłóg naszych komików? Chyba nie mam śmiałości odpowiadania na to pytanie.
    3. Wracając do Stephena Fry’a, który zdradza pewien mały żarcik, jaki autorka Harry’ego Pottera zostawiła w kilku swoich książkach specjalnie dla niego…

    I niezwykłe jest to, jak człowiek który ma przecież ogromne doświadczenie w pracy głosem, musi się czasem zmierzyć z niezrozumiałą, także dla niego, blokadą we własnej głowie. Budzi to we mnie trochę pokory.

    1. Od czasu do czasu YouTube zaskakuje swoich widzów tym, jakie treści podrzuca i promuje. Czasem to może prowadzić do abstrakcyjnie wysokich wyświetleń bardzo długich materiałów, a czasem można usłyszeć jak Piotr Fronczewski opowiada żart…
    1. Brak mi cierpliwości i brak mi wyobraźni i nie brak mi smutku gdy czytam:

    Bo najgorsze w tym twicie jest to, że to może być prawda. Zarówno to, ile jest osób w Polsce zarabiających powyżej 10 tysięcy złotych na rękę jak i to, że nie można pod nich robić polityki. Będzie trochę o polityce. Z cierpko optymistycznym finałem.

    1. Jeszcze taki komentarz:

    Więc wedle zamysłów straci tylko ten, kto ma z czego tracić. Całą resztę trzeba rządowo wspomagać. Bo nie chodzi o to, żeby wypracował, ale żeby miał od Państwa. Państwo takie dobre i takie bogate, to ma.

    Mamy w Polsce słabość do równania w dół. Nie można ciągnąć poziomu do góry i nakręcać atmosfery do rozwoju, bo to męczące. Lepiej mniej wymagać, więcej obiecać, rozdać póki jest co. A potem? Potem martwił się będzie ktoś inny. Czy myśmy (a raczej czy nasi rodzice) już tego nie przerabiali? I czy przypadkiem nie jest tak, że jednym z powodów tego, że wciąż musimy gonić zachód Europy jest to, że u nas wszystko było Państwowe i w dobrobycie i na kredyt, a „Zachód” wtedy ciułał i pracował… Więc my chcemy JUŻ być jak ten zachód, tylko że mamy do nadrobienia kilkadziesiąt lat, ale my chcemy Już! Hmm… może nie tylko mi brak cierpliwości.

    1. Obawiam się, że my tej „dziury” do zachodu nie przeskoczymy na samym chcieniu. Obawiam się też, że za to wszystko co nam rząd ładnie na nowo ułoży, przyjdzie nam zapłacić (raczej nie nam, raczej naszym dzieciom). I mam tylko jedną pozytywną myśl – ten rząd nie bardzo umie w takie duże zmiany, większość rzeczy których dotknął, to spaprał, wyjątkiem jest robienie tego, co pozwala utrzymać się przy władzy, więc… ten rachunek będzie rósł. Ale czy resztę pomysłów zdołają wprowadzić – szczerze wątpię. Tak, to jest ten cierpko optymistyczny finał.
    2. Równocześnie… czy taki kraj, który dba o swoich obywateli to dobry kraj? Czy taki kraj, który zabiega o to, aby rodziny miały środki, to dobry kraj? Czy taki kraj, który chce ułatwiać zdobywanie własnego mieszkania to dobry kraj? Czy taki kraj który mówi – zagwarantujemy Ci łatwiejszy start to dobry kraj? No niby tak tylko…

      to cały czas ten sam kraj, który mówi – jeśli zarabiasz 10 tysięcy złotych, to jesteś bogaczem.
      to cały czas ten sam kraj, który mówi – jeśli masz 2.5 tysiąca złotych emerytury, to to jest godna emerytura.
      to cały czas ten sam kraj, który mówi że trzeba walczyć z układem tworząc nawet mocniejszy układ i traktuje państwowe jak własne
      Kraj, w którym NIK oskarża premiera, premier mówi że „business as usual” a Ty wiesz, że prokuratura się tym nie zajmie bo to obrzydliwy system naczyń połączonych.
      To cały czas kraj, w którym wydajemy miliardy na telewizję, której mało kto chce oglądać, w której mówimy lekarzom i pielęgniarkom „nikt Was tu nie trzyma” a na koniec mamy ponad 70 tysięcy zgonów Covidowych (o których prezydent mówi – „zapewniają mnie, że radzimy sobie świetnie, najlepiej w Europie”).

      Więc, który kraj jest tym prawdziwym? I jaki jest ten kraj, w którym chcę żyć?
    3. Ale to też kraj mieszkań po kilkanaście tysięcy złotych za metr, kraj w którym na ulicy pełno jest samochodów wartych setki tysięcy złotych (czyli jeździmy samochodami wartymi połowę mieszkania albo i lepiej). I to nie wygląda na 5-6 % społeczeństwa (tak, tak, tak, Kahneman mówi „what you see is all there is” i zaraz dopowiada „and you haven’t seen enough”. Więc mam zapewne skrzywiony obraz.

      Ale albo nie umiem dobrze zobaczyć 5-6%, albo widzę tylko topowe 5-6%, albo wszystko to mamy na kredyt. A kredyty mają to do siebie, że trzeba je spłacać.
    4. Naiwnie też dodam, że tu nie chodzi o to, że złym pomysłem jest mądre dystrybuowanie pieniędzy. Tak, cholernie ważne jest, żeby dawać możliwości ludziom warunki, do poprawiania swojego bytu. Cholernie ważne jest dla mnie to, żeby ludzie którzy nie mają, mogli mieć. I myślę że Ci, którzy mają, skłonni są pomóc, pod warunkiem że będzie to robione z głową.

      Czyli zamiast w 
      „daj mi pieniądze, należą mi się” 
      wierzę w 
      „daj mi szansę, należy mi się”. 

      Kontrargument? Niektórzy są w takiej sytuacji, że dla nich żadne „szanse” nie mają już znaczenia. Oni potrzebują pieniędzy i ratunku dziś, bo nie mają czasu czekać na żadne lepsze jutro. Tylko że to jest (chcę wierzyć) margines. I tak, margines powinniśmy ratować… tylko kiedy margines staje się powszechnością, to… w moim odczuciu we are doing something wrong. 

      To chyba spina się z tym cholernym amerykańskim przekonaniem – każdy powinien mieć możliwość. Tak. Wyrównujmy mądrze szanse, aby dbać o dziś i o jutro i o pojutrze. Zamiast żyć nad stan dziś, aby zapłacił za to ktoś jutro lub pojutrze. Tylko ta wiara w to, że jutro lub pojutrze zapłaci ktoś inny… I że w ogóle lepiej się martwić jutro lub pojutrze niż dziś..
    5. Dla równowagi muszę pokazać Ci coś ładnego. Na przykład Jowisza:
    https://twitter.com/insta_science/status/1393731503645941762
    1. Skoro jeteśmy przy Jowiszu, to całkiem niedaleko jest Europa… Podobnie niepodobny księżyc:

    Ładny i całkiem fotogeniczny ten nasz układ Słoneczny.

    1. Więc chodź, pomaluj mój świat, na żółto i na różowo… Nasza planeta też umie w kolory…
    https://twitter.com/MagdalenaW_/status/1390572668198563843?s=20

    To może trochę tłumaczyć bańkę tulipanową z XVII wieku….

    1. Chciałem napisać coś o tym co się dzieje na bliskim wschodzie, ale w ząb tego nie rozumiem. Przyglądam się, słucham (Raport o stanie świata czy Polityka Insight) i jest to dla mnie całkowicie niewyobrażalne. Sytuacja jest chyba beznadziejna, ale z drugiej strony, czy można się dziwić desperacji, kiedy rzucisz okiem na taki postęp w czasie…
    1. Za każdym razem kiedy przymierzałem się do symulatora lotów przerażała mnie ilość różnych dziwnych pokręteł, wskaźników, wajch i guziczków które wypełniały ekran. Nic nie rozumiałem, wszystkiego było za dużo. Najwyraźniej, brakowało mi tego:
    1. Co jest nie tak w tym wykresie

    (to rozkład „maturalny” dla wybranych przedmiotów nieścisłych) i dlaczego to nie jest tylko polski problem? Tu wyjaśnienia znajdziesz w komentarzach ale ja zachęcam do przeczytania Freakonomics ktora tłumaczy, co łączy nauczycieli i zawodników Sumo…

    1. Ostatnia obserwacja na dziś – czy najtrudniejszym słowem do poprawnego użycia w języku polskim może być słowo Bynajmniej? Czy kiedykolwiek słyszałaś / słyszałeś by ktokolwiek użył tego słowa właściwie? Czy potrafisz go użyć w zdaniu?
    2. Pisanie tygodniówki po nocy przypomina mi pisanie po nocach wypracowania na język polski. Wtedy zbyt często zdarzało się, że moja praca była nie na temat. A teraz…?
    3. Pamiętaj proszę, że zapraszam Cię do typowania wyniku mistrzostw Europy 2020 na https://jakiwynik.com

  • Spokojnie, to tylko teoria – Tygodniówka #19.21

    1. W tym tygodniu, w mojej głowie, krążą pytania wokół „enough”, czyli „dość”. Bo w teorii to jest piękne i proste. Dojść do momentu, w którym to „dość” się osiąga, i od tego poziomu można uznać, że ten aspekt mamy zaspokojony. I to w sumie niezależnie od tego, czego to „dość” dotyczy. „Dość” osiągnięte, spokój wewnętrzny i nirwana ciut bliżej.
    2. Ale kiedy to „dość” przenieść w swój świat, to… czy da się to jednoznacznie wskazać ile to jest dość? A nawet jeśli jesteśmy w stanie określić poziom, to czy przypadkiem nie uznamy, że „jednokrotnie osiągnięte dość” jest jednak niewystarczające i byłoby dobrze, żeby to „dość” było stałe i trwałe? No i czy w ogóle „dość” może być trwałe w czasie… Bo może wczorajsze dość, nie jest wystarczającym dziś. Nie tylko dlatego, że nasze postrzeganie się zmieniło (choć mogło – wczoraj nie wiedzieliśmy czegoś, co ma istotne znaczenie dziś), ale czasem zmienia się cała sytuacja, zmieniają się warunki, które na wartość naszego pożądanego, domniemanego „dość” wpływają.
    3. W prasie i w Internecie można przeczytać że średnio szef jednej z 350 największych amerykańskich firm zarabiał 320 razy więcej od średniego wynagrodzenia pracownika i prawdę powiedziawszy mam tu taki… niesmak dysproporcji. Nie chodzi o zazdrość, ale czuję, że jest to jakaś przeginka. Inna rzecz, skoro tyle mu płacą, to może być tyle wart… (ok, Obajtkowi też całkiem sporo płacą, co do wartości nie jestem przekonany). Tylko pytanie czy ja umiałbym określić poziom swojego wynagrodzenia jako „dość” i czy umiałbym się tego trzymać. Zawsze do tej pory chciałem więcej, niż było kładzione na stole, ale jakbym się zachował (i przy jakim poziomie powiedziałbym – wystarczy) gdyby oferta była właśnie z tych „nieprzyzwoitych”. Nie wiem czy bym potrafił. Nie wiem czy to jest normalne. Nawet jeśli wiem, że na pewnym poziomie, to nie pieniądze są motywatorem i nawet coraz mocniej we mnie narasta myśl, że nie jest rolą pracodawcy dbać o motywację pracownika, to… cholera, jaki poziom zarobków jest „enough”. Średnia? Dwie średnie? Cztery? Dziesięć? Przy jakim poziomie zaczyna się człowiek czuć nieswojo? A może po prostu uznaje – właśnie tyle jestem wart….
    4. Więc może „dość” powinno być uniwersalne, albo ustalane przez jakiś komitet, czy inne gremium. Bo skoro mi samemu wcale nie łatwo, to może jednak ktoś obok stojący będzie potrafił i uzna – Tobie tyle już wystarczy, Tobie już dość. Tylko czy dość może być takie samo dla wszystkich? I czy to dobrze taki „sufit” nakładać? I to zarówno dla mnie, jak i dla społeczeństwa – bo jeśli przyjąć, że „nie dość” motywuje do działania, to kiedy tej akurat motywacji zabraknie – zwłaszcza w masie, to może się okazać, że rozwój nam przystopuje. Więc z takim ograniczaniem chyba trzeba ostrożnie. Z drugiej strony…
    5. Z drugiej strony, np. w takiej lidze NBA (podobno najlepszej lidze świata) obowiązuje przysłowiowy tak zwany salary cap, czyli narzucenie ile dany klub może wydać na pensje swoich zawodników i jakoś to im w rozwoju i ściąganiu najlepszych zawodników nie przeszkadza… Ale ale, dopowie zaraz ktoś znający ten światek, może i klub ma ograniczenia, ale już sponsorzy indywidualni, albo kontrakty od firm odzieżowych czy innych już pod to ograniczenie nie wpadają, więc nawet jeśli podstawa ma swoje limity, to najlepsi w tej lidze mogą wzbogacić się jak nigdzie indziej.
    6. Tak… to kolejny dowód na to, że kreatywność pojawia się tam, gdzie pojawiają się ograniczenia.
    7. Jeśli zaś mowa o ograniczeniach, to dwa słówko związane z Covidem, którego już mamy powyżej uszu. Pierwszy jest taki, że jest takie zacne narzędzie pomagające sprawdzić dostępność szczepionek i dostępność w poszczególnych miastach. To dla tych, którzy zanim zadzwonią na infolinię chcą sprawdzić, czy jest z czym dzwonić.
      Druga myśl jest taka, że ja już nie liczę na powrót do normalności, nie wiem nawet za bardzo czym ta nowa / stara normalność miała by być. Ja już tylko (?) chcę, żeby było mniej pandemicznie. I wtedy już będzie naprawdę dobrze.
    8. Słowo o szachach. Choć powinienem pewnie przemilczeć, zamiast się pogrążać, ale w tym tygodniu zdecydowanie więcej przegrywam, niż wygrywam. Zamiast być coraz lepszy, jestem coraz bardziej ślepy. Strasznie to frustrujące. Równocześnie, to czego szachy uczą, to tego, że szybko jest okazja do rewanżu (albo – ostatnio częściej – zebrania kolejnego oklepu).
    9. Ale cały czas z przyjemnością materiały o szachach oglądam. Na przykład tu demonstracja pamięci zdaje się najlepszego szachisty świata:
    https://www.youtube.com/watch?v=eC1BAcOzHyY;

    Co ten gość ma za pamięć, to ja nie wiem.

    1. W tym tygodniu na instagramie śmigneło mi zdjęcie, o którym nie wiedziałem co myśleć. Wręcz wydawało mi się celowym (i sztucznym) pogarszaniem swojego wizerunku :
    https://www.instagram.com/p/CONwyy_DhOM/

    ale, kiedy popatrzyłem trochę na profil autorki to chyba chodzi o przywrócenie prawdzowości rzeczywistości Instagrama.


    Tak bardzo nie umiemy w świat bez filtrów… tak bardzo. I nie zdajemy sobie sprawy, jaką krzywdę nam to robi w doświadczaniu bardzo nieidealnej rzeczywistości, jaka nas otacza… My jeszcze znamy, być może pamiętamy świat bez filtrów, ale młodsi? Jak oni się odnajdą, kiedy przestaną patrzeć na świat przez komórkę. \
    No chyba że wcześniej wjadą po całości filtry AR.

    1. Z drugiej strony, tym którzy to nakręcają i organizują, to zdecydowanie nie przeszkadza. Oni na nas zarabiają i to całkiem nieźle.

    Zarabiają na każdym z nas. A że nas jest sporo, to Facebook w ostatnim kwartale zarobił 26 miliardów dolarów. Całkiem nieźle, jak na serwis, który mógłby wreszcie paść. Przypomniało mi się zdanie zasłyszane na Forum IAB chyba w 2012 roku, gdzie komentując spadek ceny akcji Facebooka ktoś powiedział:

    Does it mean, that Facebook is worthless?

    No, it just mean that it’s worth less, than few days ago.


    I cóż… od tamtej pory wartość FB tylko rośnie, ale za to we mnie rośnie coraz bardziej przeświadczenie, że jest coraz bardziej worthless..
    źródełko: chartr.co

    1. Tylko że… jest taka kryptowaluta „Dogecoin”:

    Jest to kryptowaluta która powstała dla żartu, ale że za tym żartem stoi Elon Musk, to kiedy w kwietniu okazało się, że weźmie on udział w Satruday Night Live, to kurs na PiesełMonetę stał się taki:

    Stał się taki, ponieważ wszyscy uznali, że dogecoin będzie częścią jakiegoś skeczu, co nakręci zainteresowanie, więc można tu zarobić. Waluta mem wystrzeliła niczym rakieta SpaceX stając się w pewnym momencie czwartą najważniejsza krytpowalutą świata… Żeby było jasne, to co widać na prawej krawędzi wykresu to jest spadek wartości tej waluty po tym, jak Musk już w SNL wystąpił. Kto miał zarobić pewnie już zarobił…

    Tak.. to może być ten moment, w którym ktoś mi może powiedzieć – Wit, jak Ty się na tym bardzo nie znasz, jak Ty tego bardzo nie rozumiesz…

    1. No ale nie traćmy głowy. I nie traćmy sił
    https://twitter.com/MazurArtur/status/1390620087426629632

    ech ta fizyka.

    1. Ponieważ zaraz obok fizyki jest chemia, to jest związany z nią układ:
    https://twitter.com/knowIedgehub/status/1388870969310072842

    Jakie to jest zacne…

    1. Skoro mamy fizykę i mamy chemię, to porozmawiajmy o kosmosie. O tym, co w kosmosie nieprzebrane i wydaje się strasznym marnotrawstwem miejsca.

    Czuję się malutki.

    1. Wydaje mi się, że to naprawdę dobry komentarz do powyższego punktu:
    1. Tymczasem w Polsce, czyli na druga nóżkę, dla zachowania równowagi i zdrowego spojrzenia na świat
    1. W związku z tym, że już za miesiąc rozpocznie się (delikatnie spóźnione) Euro 2020, to… przygotowuję (już kolejny raz) typera, czyli zabawę w obstawianie wyników meczów mistrzostw. Całość odbywać się będzie na stronie: https://jakiwynik.com i bardzo zapraszam Cię do wspólnej zabawy. W poprzedniej edycji wzięło udział blisko 50 osób i większość sobie zabawę chwaliła. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, masz jakieś pytania – daj proszę znać – odpisz proszę na tego maila a postaram się wyjaśnić co i jak działa 🙂

    W tym tygodniu ilustracją wpisuj jest zdjęcie autorstwa Christophe Hautier z serwisu Unsplash

  • Niech się święci – Tygodniówka #18.21

    1. Zacznę od złożenia zażalenia. Co to za majówka, co trwa trzy dni, w tym dwa i tak wolne? I co to za majówka, która jest zimna i wietrzna. To nie przystoi. Inna rzecz, co to za pierwszy maja, w którym nie ma pochodów (choć jestem z pokolenia które o pochodach pierwszomajowych głównie słyszało… choć o ile pamiętam (bardzo, bardzo przez mgłę) jakiś pochód widziałem… ale poza tym, że przez mgłę i że byłem wtedy noszony „na barana” to nie pamiętam nic. Równie dobrze mogło mi się przyśnić.
    2. W każdym razie, w związku z wymienionymi okolicznościami, tygodniówka będzie krótka jak tegoroczny weekend majowy.
    3. To co z tej majówki zapamiętam, to kolejki do szczepień. Co prawda sam się na to majówkowe szczepienie nie wybrałem (choć mam już(?) skierowanie i mam już(?) termin, i postanowiłem zaczekać na umówione szczepienie, ale i tak to parcie na szczepienia mnie cieszy. Choć właśnie… parcie?
    4. W materiale oko.press czytam, że 42% mężczyzn w wieku 18-39 lat (czyli to wciąż mój zakres) nie chce się szczepić. I co ja mogę na to powiedzieć? No jedyne co mogę, to chyba

    A może nawet bardziej

    Chłopaki, jakby to Wam powiedzieć… już niedługo i Wy przestaniecie grać na kodach i w „God Mode”. [Copyright – o ile wiem – Miszewski]

    1. W sumie, to nie wiem jakich argumentów używać. Straszyć, że to nie żart i że z powodu tej choroby w Polsce zmarło już ponad 68 tysięcy osób z jakąś koszmarnie wysoką średnią w kwietniu. Straszyć, że to choróbstwo zostawia po sobie ślady także neurologiczne? Tłumaczyć, że potrzebujemy się zaszczepić masowo, żeby to zatrzymać (a brak szczepienia, czyli brak odporności oznacza także umożliwienie mu mutowania, czyli także ryzykowanie że pojawi się jakaś inna, bardziej zajadła odmiana). Może trzeba jak w żarcie, siąść na ambicję „Ja wiedziałem, Polak, że Ty się nie zaszczepisz”… Choć to wszystko metoda kija. A może trzeba metody marchewki.
    2. Szczepienie uwalnia. Daje nadzieję na przywrócenie jakiejś formy normalności. Odzyskania tego, co przez ostatnie blisko półtora roku straciliśmy. Jest też – podobnie jak cholerna maseczka – formą wyrazu odpowiedzialności i patriotyzmu. Taki nieoczywisty patriotyzm XXI wieku.
    3. My chyba nie całkiem zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo szczęśliwymi jesteśmy ludźmi, że możemy szczepionką odpowiedzieć na chorobę i to w tak krótkim czasie i to pomimo nieudolności wszelakiej akurat naszych rządzących. Nie chodzi o to, czy wierzymy w szczepionkę czy nie. Doświadczamy dobrodziejstwa nauki i otrzymujemy ją za darmo. Może gdyby szczepionka kosztowała tyle co nowy ajfon i była dostępna tylko dla 10% populacji to byśmy o nią prosili. Ale my, przynajmniej część z nas, wie lepiej.
    4. Swoją drogą, dziś (bo coś mi się zdaje, że tygodniówka wyjdzie po północy) mamy święto Konstytucji 3. Maja (inna rzecz, dziś (kiedy piszę, czyli wczoraj kiedy czytasz) mieliśmy zdaje się flagi państwowej… I tak mi chodzi po głowie – a może trzeba odebrać symbol narodowcom. Nie, nie siłą. Ale pokazać / pokazywać im, że Polska flaga jest naszą flagą. Że nie mają wyłączności. Że patriotyzm ma nie tylko siłowe i wykluczający odmienność (poglądów) oblicze.
    5. W tym tygodniu napadła mnie też refleksja – czy chciałbym obejrzeć film o sobie. Ale nie taki, który miałby być cukierkową ekranizacją, z dobrymi aktorami, świetnymi dialogami… Raczej taki, który pokazuje jaki jestem. Możliwie obiektywnie. Czy podobałby mi się główny bohater. Czy rozumiałbym go (znaczy siebie), czy raczej, no wiesz…
    1. I tak mi jakoś po głowie chodzi taka jedna piosenka…
    1. A właśnie.. film. Bo nie wiem czy wiecie, w zeszłą niedziele były Oscary. Te takie bardzo ważne nagrody filmowe, dla których kiedyś się zarywało nocki, a teraz już się jakoś nie zarywa. No więc w każdym razie, duński film o którym wspominałem tydzień temu – „Na rauszu” – zdobył Oskara za najlepszy film zagramaniczny.
    2. W tym tygodniu odsłuchałem – i to było nieco wymagające, bo to nie jest jakoś szczególnie ciekawy w formie wywiad – rozmowy Tomasza Sekielskiego z dziennikarzem Oko.Press o polskich biznesmenach w sutannach i cokolwiek to jest jednak niesmaczne.
    1. YouTube potrafi zaskoczyć. I zachwycić. Chemią. Tu: Co wygląda jak jakaś szalona animacja:

    lub tu – z dedykacją dla tych, którzy lubią jak bawełna wybucha i płonie.:

    Lub tu, dla tych, którzy lubią jak coś zjada złoto:

    1. I w temacie złota – czy to możliwe, że cyfrowa waluta jest bardziej zasobożerna niż złoto? Wydaje się niemożliwe, ale… No tu piszą, że jest właśnie tak… A tu jeszcze więcej o tym, jak bardzo kosztowna jest ta waluta

    A dla dociekliwych jeszcze jedno źródełko;

    1. Robert polecił mi – rzuć okiem na tego gościa:

    i prawdę powiedziawszy zgłupiałem. Bo to przecież wygląda niemal jak animacja, albo film rodem z Boston Dinamics. A potem się okazało…

    1. Że ten chłopak, to Polak.

    https://www.tiktok.com/@saintfluencer i to z całkiem sporą dawką dystansu do siebie i świata. Nie to, że rzucę się dla niego na TikToka (no jednak cały czas nie) ale… może troszeczkę zaczynam kumać dlaczego ludzie tam się odnajdują.

    1. Bo czy ten gość mógłby się odnaleźć na YouTube? Mógłby. Ale tu chyba nie o to chodzi.

      Brawo Wit, zaczynasz – być może – kumać. To troszkę jak w przypadku Vine (śpij słodko aniołku). Chodzi o możliwość wyrażania się w krótkiej formie bez zobowiązań. Tzn z zobowiązaniem pewnie też można, ale chodzi o to, że TikTok nie ogranicza, a nawet wręcz zachęca do tego, żeby cały czas próbować się wymyślić na nowo. Na YouTube to nie jest tak proste – bo jednak format, bo widownia, bo dłuższa forma, bo trzeba scenariusz, montaż i takie tam.

      A TikTok to żywioł. Zabawa. Wrzutka kilkunasto sekundowa – wyjdzie – super, nie wyjdzie – nic się nie stanie, wrzuci się za chwilę następną. Trochę to też zapewne wynika ze sposobu konsumpcji – swipe, swipe, swipe. Może to to.
    2. Wspominałem o książce „Bad Food Bible” którą sobie podczytuję, i tam jest wzmianka o tym, że wiele twierdzeń które dotyczy tego, co wiemy o jedzeniu, opiera się o niesprawdzone badania rozdmuchane przez koncerny albo dziennikarzy albo ideologów tej czy innej diety. I myślę sobie – guilty as charged.

      Jako marketer (trzeba spojrzeć prawdzie w oczy) wiem, że kiedy przygotowuję jakąś komunikację, nie ma lepszej rzeczy niż choćby jedno badanie o które mogę się oprzeć, żeby wzmocnić swoją tezę. Trochę mniej interesuję się tym, na ile to jest prawda, w końcu nie jestem naukowcem tylko reklamiarzem, więc skoro „amerykańscy badacze dowodzą”, to nieważne jak dowodzą, ani skąd ten ich dowód. Nie ważne jak zrobili badanie, ważne że mam argument. Potem ten argument podlewa się odpowiednią ilością gotówki (jeśli reklamodawca ową gotówkę posiada) i już możemy przystąpić do przekłamywania rzeczywistości. Nie ma za co.
    3. A na linkedin Marcin polecił, więc się zainteresowałem tym wpisem. Cóż, zbyt często nie rozumiemy koncepcji reklamiarza aż nastąpi błysk:

    Choć musimy pamiętać także o tym, że czasem żaden błysk nie następuje (bo i koncepcja nie była najlepsiejsza).

    1. W tym tygodniu, a może od tego tygodnia zamierzam spróbować nowej rzeczy. W trosce o to, aby tygodniówka była trochę bardziej na czas, spróbuję pisać tygodniówkę przez 10 minut dziennie, codziennie. Brzmi łatwo, brzmi prosto, może się udać (choć z drugiej strony chciałem tego spróbować już tydzień temu i nie wyszło – brakuje mi widać dyscypliny). A wszystko to zainspirowane tym filmikiem:
    1. Jest jeszcze jedna rzecz której zamierzam próbować. Bo wszystko rzeczą jest nastawienia. Propozycja odpowiedzi na pytanie „jak się masz” podsłuchana w „Pivot”.

    I’ve never been better.

    I tego właśnie sobie i Tobie w nadchodzącym tygodniu życzę. Abyśmy czuli się tak, że nigdy nie było nam lepiej.

    Do przeczytania za tydzień.

  • Obywatelskie nieposłuszeństwo – Tygodniówka #17.21

    1. W tym tygodniu mnie tchnęło drugie z moich ukochanych pytań. Pierwsze brzmi „po co”, a drugie „dlaczego”. Więc – „dlaczego się ich słuchamy”. Ponieważ się na tym nie znam, to się wypowiem. Co gorzej, jak nigdy wcześniej pisząc tygodniówkę mam taką myśl – Wicie, ale… nie masz tego sprawdzonego. Nie czytałeś o tym, nie słuchałeś, po prostu się chcesz powymądrzać. Nooo… chcę. W końcu o polityce i o piłce (i medycynie… i organizacji ruchu.. i epidemii.. i edukacji… i marketingu…) zna się w naszym kraju każdy. Nie mogę być gorszy.
    2. Więc… moje pytanie brzmi „dlaczego się ich, polityków, słuchamy”. Dlaczego im pozwalamy na to, żeby tak pięknie się bawili nieswoimi zabawkami. Czymże się oni wykazali, że mają prawo meblowania nam życia. Co takiego w swoim życiu osiągnął Jarosław lub Ryszard lub Zbyszek (dla równowagi dodajmy też Włodzimierza czy Borysa, choć Ci drudzy akurat tym się różnią od tych pierwszych, że chwilowo nie mają mocy „TyTuUrządzisz” nadanej w Ikea).
    3. „Bo taka jest umowa społeczna”, „bo tak to jest urządzone”, „bo w takim się kraju urodziłeś”, „bo tak” – to wszystko bardzo fajne odpowiedzi i pewnie dla wyżej wymienionych panów są nawet i wystarczające i chcieliby, żeby tak już zostało, żeby nikt tego nie kwestionował, tylko że… to trochę jak z „dlaczego hotele muszą tyle kosztować” – zakwestionowane przez AirB’n’B.. a dlaczego tyle musi kosztować taxi? Postanowił to zweryfikować choćby Uber (choć w PL mieliśmy protoplastów w postaci „ajKarów” czy „lokoterapii”. Więc nie, to że tak było, nie oznacza, że tak być musi, ani że tak będzie. Więc, dlaczego?
    4. Bo taki jest porządek społeczny. Bo taka jest demokracja. Bo gdyby próbowali rządzić wszyscy (i do tego na raz) to byłby z tego niezły chaos. Bez rządów mielibyśmy anarchię (tylko przez chwilę, bo szybko byśmy pewnie ustalili hierarchię z pomocą szybkorękich, a krótkokarkich), a to też nikomu nie służy. Więc zdecydowaliśmy wybrać sobie posłów, aby w naszym imieniu załatwiali nasze sprawy. Faken – zapisz to – nie pamiętam, żeby jakikolwiek poseł załatwił jakąkolwiek moją sprawę, a kiedy próbował o to wnioskować mój kuzyn, to skwapliwie na list nie odpisał mu nikt. Żodyn.
    5. No dobra, ale też nie jest tak, że ja chcę wywracać stolik przy którym wszyscy siedzimy. Bo są rzeczy, których potrzebujemy. Pewnych ram. Przepisów, które regulują relacje, które porządkują rzeczy podstawowe (jak ruch na ulicy, prawo właśności), które pozwalają stworzyć struktury, które mogą służyć obywatelom (policja, służba zdrowia, straż pożarna), i bronić obywateli (wojsko). Jako społeczeństwo, zwłaszcza w długim horyzoncie, korzystamy też z tego że mamy powszechną i darmową edukację. Pewnie dobrze by było zabezpieczyć niezależność energetyczną i zrobić tak, żebyśmy mieli, albo raczej mogli mieć co jeść. I żebyśmy jeszcze mieli przedstawicieli, którzy będą mogli zadbać o to, abyśmy mieli dobre relacje z sąsiadami. Czy potrzebujemy coś jeszcze? (Na pewno potrzebujemy, tak jak napisałem, nie zrobiłem odpowiedniego researchu, pewnie nie uważałem też na lekcjach WOS).
    6. W każdym razie, mam takie wrażenie, że wybieramy sobie tych ludzi, po to, żeby nam żyło się lepiej. Żeby rzeczywistość nam pomagała, a nie utrudniała życie. Że chcemy aby ich działania wzmacniały nasz kolektyw. Bo wydawało mi się, że oni trochę jakby od tego są. Ale chyba tylko mi się wydawało.
    7. Bo u nas to jakby jest postawione na głowie. Niby mamy demokrację, ale w wydaniu nowoczesnym, tzn większość okłada pałką wszystkich, kogo tylko zechce, bo może, a kiedy tylko okaże się, że pałka się zacina, to jest to oczywiście wina mniejszości. Nie chodzi też o to, żeby lepiej żyło się obywatelom, tylko krewnym i znajomym władzy (bo władza, przynajmniej póki trzyma się przy korycie, musi być skromna, jak – nie przymierzając – polscy biskupi – szaty złote, a skromne). I, jak każda władza, chce więcej władzy. Tym razem akurat, bez hamulców.
    8. Więc wrócę do postawionego pytania. Dlaczego im na to pozwalamy? I jak długo im będziemy na to pozwalać? Bo mam wrażenie zapomnieliśmy trochę, o co w tej grze chodzi i ktoś na tym korzysta. Się bogaci i się świetnie bawi, przykrywając swoją nieudolność i brak własnych kompetencji chamstwem i bezczelnością. A my nie tylko za to płacimy już, ale jeszcze przyjdzie nam za to grubo zapłacić. Bo z państwem jednak trochę jak z firmą, jak się ma dobrą kadrę zarządzającą, to i łatwiej konkurować na rynku i ludzie się rozwijają i perspektywy się jakieś rysują korzystne. A jak szefostwo niedomaga, do prędzej czy później szczęście i sytuacja rynkowa przestaje sprzyjać, kredyty przyjdzie spłacić i inwestycje ostatecznie realizować..
    9. W temacie szefostwa i sprawczości, pamiętając o tym, co pisał Kahneman i Tversky, że to wszystko często dużo bardziej rzecz szczęścia a nie umiejętności, to tu znajdziesz ciekawy artykuł o tym, czy Intel może się jednak odrodzić pod nowym zarządzającym i czy może powtórzyć historię Apple, po tym, jak wrócił do firmy Jobs. Bo jednak może chodzić o coś więcej, niż robienie kiepskich reklam, które próbują „pocisnąć” Mac’om.
    10. I jeszcze w temacie szefostwa… cholernie ciężko jest motywować ludzi. Może potrafił to Jobs, może potrafił to Jordan Belfort (Wilk z Wallstreet), ale… choć w paru spotkaniach motywacyjnych uczestniczyłem, i choć nie usłyszałem Gierkowego „to co, pomożecie?”, to okrutnie trudno jest odwrócić statek, który już ma obrany kurs. Wymaga to nie lada charyzmy i trzeba umieć porwać ludzi, a tego nie sposób się nauczyć. Więc zmiana u steru, a statek często jak płynął, tak płynie.
    11. Ostatnio nie mogę skończyć napoczętych książek, więc na wszelki wypadek rozpocząłem kolejną. Bad Food Bible, czyli rzecz o tym, dlaczego rzeczy, które wydaje nam się że wiemy o jedzeniu, nie są zawsze prawdziwe. Przy czym wiem, liczą się książki przeczytane, a nie te napoczęte.
    12. Wróciłem też na TT i zrezygnowałem z FB. Obie decyzje sobie chwalę. I polecam. Na TT trafiłem między innymi wątek

    i choć sam wiem, że w końcu dokończę książkę „Priceless”, to jest to dobry punkt zaczepienia tego tematu.

    1. Trafiłem też na wątek, w którym autor pokazuje, jak wykorzystać CSS (który zwykle odpowiada za to jak zachowują się poszczególne elementy na stronie www) do tworzenia różnych mniej lub bardziej pogmatwanych kształtów. Bardzo ładnie się pan przechwala.
    1. I jeszcze, skoro jestem na TT to jest rzut oka w kosmos, i proszę – oto Pluto
    1. Wracając na ziemię. Do Polski konkretnie, to czasem jeden obraz, to nie tylko tysiąc słów, ale także blisko 120 lat średnich temperatur. Może jak zobaczymy, to uwierzymy?
    1. I jeszcze jedno znalezisko (zobaczysko) z liqkedina? I tez ładnie obrazujące kwestię tego czy „przepraszam” wystarczy. Pamiętam słowa jednego ze swoich szefów – Wit, pamiętaj, rób tak, żeby nie musieć przepraszać. Bo tu ładnie pokazane jest, jak to z tym przepraszam jest:

    Czyżby zatem TikTok się czasem przydawał?

    1. A jeśli chodzi o piłkę (tę na której się wszyscy znają), to mam wrażenie, że Wisła Kraków ostatnio gra w piłkę tak, jak ja w szachy. Znaczy w zasadzie na ślepo. I nie chodzi o to, że to wina trenera, czy prezesów, to po prostu słabi zawodnicy są. A ich największą przewiną jest to, że grają w klubie, który w świadomości kibiców własnych i cudzych, ma grać piękną piłkę. Choć to przecież klub, który od mniej więcej trzech sezonów walczy jednak przede wszystkim o to, by przetrwać.
    2. A jak mi idzie w te szachy? no… Właśnie tak jak Wiśle w ekstraklasie. Dużo obrywam, czasem przegrywam, czasem remisuję – głównie z równie początkującymi lebiodami lebiegami co ja. Czyli jak Wisłę, chwilowo stać mnie co najwyżej na remis z Cracovią. Co niestety nie świadczy dobrze ani o Wiśle, ani o Cracovii, ani o mnie.
    3. Bo lebioda to roślina. Chwast, który jest polską komosą ryżową. Podobno. Tak mówi wujek googiel. Wujek wie, co mówi. Albo wie, co mu powiedzą.
    4. Ponieważ ostatnio dużo wiecej chodzę, bo chodzę z czworonogiem, to zauważam też (ponieważ czworonóg ma włączony tryb „odkurzam ulicę ze wszystkiego co się nadaje i nie nadaje do odkurzania”, że jesteśmy strasznymi śmieciarzami. I to cholernie leniwymi. Nawet do najbliższego śmietnika nie chce nam się śmieci własnych wyrzucać.
  • Zanim rzucę ręcznik – Tygodniówka #16.21

    1. Słyszałem o tym, że regularny wysiłek fizyczny prowadzi do takich zmian w organizmie, że w pewnym momencie, kiedy przychodzi pora ćwiczenia (i nie ma znaczenia czy to jest siłka, czy basen, czy bieganie), to nie-ma-to-tamto, nie-ma-że-boli albo że-mi-się-nie-chce, trzeba się ruszyć i poćwiczyć, bo organizm się domaga. To mogą być endorfiny, to może być dopamina, to może być nałóg. Jakby się nie nazywało, działa tak, że trzeba się poruszać i już.
    2. Niestety, tylko o tym słyszałem. Mój organizm jeszcze mi nigdy tak nie zrobił (a mój organizm potrafi mi zrobić różne dziwne rzeczy). Choć może też być tak, że ja nie umiem dobrze swojego organizmu wyczuć, bo mimo wszystko mam na „sumieniu” 1207 treningów conajmniej 7 minutowych w ostatnich 1210 dniach. I w pewnym momencie to już nie jest czy mi się chce czy nie, tylko jest to nieodłączny punkt programu. Co prawda z małymi wyjątkami, ale jednak.
    3. Mam też namiastkę tego uczucia w taki wieczór jak dziś. Bo z jednej strony, mam ochotę rzucić ręcznikiem i nie napisać tygodniówki (będąc przerażonym jakie to będzie niosło ze sobą konsekwencje, lub tego, że niemal nikt tego nie zauważy, więc i konsekwencji w zasadzie mieć nie będzie). A z drugiej… czuję, że jak nie siądę i nie napiszę, to będzie mi z tym cholera źle. Tym bardziej, że do północy jest jeszcze chwila. Więc siadam i piszę do Ciebie mój list, swoją tygodniówkę.
    4. Nie pamiętam już kto to napisał, ale odnosząc się do pisania tekstów na swojego bloga wspomniał – staram się pisać tak, żeby moje teksty były niezależne od czasu. Chodziło o to, żeby to co ma do pokazania było zrozumiałe niezależnie od tego, kiedy dany tekst będzie czytany, żeby nie musiał tłumaczyć czytelnikowi kontekstu, okoliczności. Podoba mi się to podejście.. nie tyle ponadczasowość ile umiejętność zrozumienia co jest i będzie ważne i przetrwa…
    5. Niemniej jednak są takie sytuacje, które budzą emocje, nawet jeśli trwają tylko sekundkę, czy godzinę, czy dzień. Niezmiennie smuci mnie to co w naszym kraju wyprawia nasza władza, obrzydza mnie do jakich ruchów skłonna jest sięgnąć, totalny niesmak budzi to, jakich ludzi stawia na piedestał i jak wiele jest w stanie swoich rzekomych ideałów poświęcić, byle tylko swoje doraźne cele osiągnąć. Jest takie jedno ujęcie, które w tym tygodniu jest dla mnie synonimem ohydztwa.
    1. I tak sobie myślę – bo tu przecież nie chodzi o samego Bodnara – jeżeli władza jest w stanie popełnić dowolne plugastwo byle tylko upokorzyć przedstawiciela i rzecznika swoich obywateli, który śmie mieć inne niż władza zdanie, to jak zwykły obywatel – nie mający za sobą żadnego urzędu, ani wielkich pieniędzy, ani wiedzy prawniczej będzie mógł sobie w ewentualnym starciu z tą władzą radzić…
    2. Równocześnie patrząc na to, jak sobie władza poczyna i jak w tym obozie wszystko trzeszczy i jaki fetor zaczyna się zewsząd unosić, mając w świadomości że „pycha kroczy przed porażką”, chciałbym mieć do rzeczonej porażki małą prośbę. Czy mogła by się pani pofatygować nieco szybciej? Tu ludzie czekają na powrót normalności.
    3. I pomyśleć, że ten „spektakl” który mieliśmy między wtorkiem a czwartkiem już przeszedł do stanu zapomnianego i stanu niebytu. Ot kolejny niusik. Naprawdę się nie zorientujemy, kiedy odbiorą nam wolność. Gdzieś w nocy z niedzieli na poniedziałek (bo w innych godzinach się nie da) prezes coś chlapnie, premier uchwali, marszałek zwoła, prezydent podpisze i obudzimy się w nowej rzeczywistości. Przepraszam, w Nowym Ładzie.
    4. Inna rzecz, ta nasza rzeczywistość w dobie niusików. W dobie „news cycle”, gdzie o wszystkim decydują umiejętności zarządzania uwagą, odwracania jej albo skupiania tam, gdzie chcemy. Nie, to nie jest nowa rzecz, mam wrażenie że to już dość dobrze było ogrywane w serialu „West Wing”, a to serial przecież z poprzedniej epoki (powstawał w latach 1999 – 2006). I to zdobywanie uwagi muszą umieć nie tylko politycy, ale także marketerzy.
    5. Są marketerzy, którzy unią w reklamę. W ładny obrazek, ładne copy. W 15-30 sekund materiału, w dobrą muzykę. W trafiony billboard. Podlane budżetem trafia, albo zalewa i robi, albo nie robi roboty. Ale są marketerzy, którzy o tym wszystkim myślą ciut inaczej. Nie robią reklamy, ale tematy do rozmowy. Zdaje się, ze mistrzem tego rodzaju marketingu był Richard Branson, ale pierwszym przypadkiem jaki ja świadomie zaobserwowałem, był skok Baumgartnera

    który oglądało się z wypiekami na twarzy.

    I tu dochodzimy do ciekawego artykułu będącego studium przypadku RedBulla, który nawet nie produkuje napoju, który sprzedaje, drugie źródełko tutaj;

    1. Chyba w ten właśnie sposób postanowili o swoim kraju opowiedzieć Egipcjanie:

    I nie jestem pewien, czy im wyszło, bo… ten kraj to (o ile pamiętam) trochę inaczej wygląda. Z drugiej strony, nie chodzi o to, jak co wygląda, a jak się to sprzedaje. To przecież o to chodziło w polskiej Mabenie. Tak przecież Paryż stał się miastem zakochanych, a Nowy Jork miastem wielkich możliwości. Wszystko wynika z opowieści i z obrazka. Więc może jednak im się udało? Ale jeśli im się udało, to czemu my nie umiemy?

    1. Zawsze byłem wyznawcą samodzielności. Wydawało mi się, że tego się uczymy, że tego się od nas wymaga, że powinniśmy i możemy tego wymagać od innych. Że o człowieku świadczy w dużej mierze to, co potrafi sam zrobić. I jeśli potrafi sam, to powinien. A przecież równocześnie dobra drużyna jest silniejsza niż suma umiejętności poszczególnych zawodników. Gdzieś jest granica, której nie umiem nazwać, kiedy trzeba przestać się bawić w Zosię Samosię i oddać rzeczy do zrobienia zawodowcom. Trochę jak Redbull – nie musisz wcale robić napoju, wystarczy że umiesz go sprzedać. Wniosek – naprawdę nie musisz wszystkiego robić sam.
    2. No chyba, że jesteś zdolny. Kiedyś miałem pomysł, żeby kupić resoraka i zrobić mu zdjęcie z tak bliska, żeby sprawiał wrażenie „pełnowymiarowego” samochodu. Chyba nawet i spróbowałem i okazało się, że to dużo trudniejsze niż się spodziewałem. Ale ostatnio Paweł robi dokładnie to, i jemu cholera to jakoś wychodzi. No ładnie mu wychodzi.

    Więcej do zobaczenia na Instagramie Pawła. Zdolna bestia z tego Pawła.

    1. Więc mówisz, że masz gorszy dzień? No cóż.. to poznaj historię człowieka, który stracił 20 miliardów dolarów w dwa dni. Szybko poszło, rzekłbym.
    2. Muszę coś zmienić. Albo wrócę na Twittera, albo zacznę więcej czytać, albo muszę mieć oczy szerzej otwarte, żeby Tygodniówki były ciekawsze. Żeby pozostawiały mniej do życzenia (a mi zostawiają niestety). Żebym nie zaczynał w piątek wieczorem bać się niedzielnego poranka ze świadomością „nie wiem o czym napisać”. Bo naprawdę często nie wiem. Może za mało czytam… może taki jest efekt właśnie nie bycia na TT (jakoś Instagrama mi nie żal). Może powinienem spróbować teraz pożegnać się z FB (zostając na Messengerze). Może tylko przez tydzień… Chyba spróbuję – zamienię FB na TT.
    3. Od kilku tygodni mój czas mocno jest zorganizowany przez psa. Jak nie pójdę z nim na spacer, to będę miał w domu kałuże. Jak nie pójdę z nim na spacer i nie wybiegam, to będę miał w domu nad aktywnego psa, który rozniesie domostwo. Także… priorytety. Ale też pies i spacery oznacza słuchanie podcastów (Raport o stanie świata, Pivot, Freakonomics, Polityka insight). Brakowało mi tego.
    4. Elementem obowiązkowym każdego spaceru jest obwąchiwanie się z innymi psami i jakoś tak się dziwnie składa, że większość spotykanych czworonogów ma gdzieś miedzy 6 a 11 miesięcy. Przypadek? Raczej namacalny efekt zwiększonego wolumenu zapytać „szczeniak” w Google.
    5. No i jeszcze szachy… gram po kilka partii dziennie. Przez większość tygodnia grałem na Lichess, od kilku dni na Chess.com, ale o ile jeszcze początek tygodnia był pod znakiem serii zwycięstw (i dojścia na Lichess do poziomu powyżej 1300 ELO – niski stan średni), tak od paru dni regularnie zbieram łomot. Co prawda określam to jako płacenie frycowego, ale… no już widziałem jakieś małe jaskółki zwiastujące, że jednak coś zaczynam na szachownicy widzieć. Ale ten etap zdaje się wciąż jeszcze przede mną. Stay tuned.
    6. Ponieważ to ostatni miesiąc kiedy składamy nasze roczne zeznania podatkowe, niezmiennie przypominam: jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Cóż… wychodzi na to, że i tym razem udało się ręcznika nie rzucić… choć mam też wrażenie, że jedynie próbuję oszukać przeznaczenie. Z drugiej strony… coś być musi do cholery za zakrętem.

    Ilustracją do wpisu jest zdjęcie autorstwa Ruben Mishchuk z serwisu Unsplash

  • Są takie momenty – Tygodniówka #15.21

    1. Są takie wydarzenia, które zapamiętujemy niemal jak Stopklatkę i nawet po wielu latach jesteśmy w stanie odtworzyć (albo przynajmniej tak nam się wydaje) dość dużo szczegółów (a może raczej więcej szczegółów niż w przypadku innych wspomnień). Czasem pamiętamy jaki to był dzień tygodnia, czasem jesteśmy wstanie przywołać jakieś detale, których inne momenty w naszej pamięci są pozbawione.
    2. Takim momentem był atak na wieże WTC z 11 września (byłem w malutkiej wiosce Biała w puszczy Noteckiej, a te wydarzenia śledziliśmy na telewizorze zdaje się marki Rubin). Również dość dobrze pamiętam gdzie dowiedziałem się śmierci Papieża Jana Pawła II (pamiętam że to było kino, choć za nic sobie nie przypomnę na czym byłem… pamiętam natomiast, że byłem mocno zdziwiony, że informacje tę podała nam obsługa zaraz po seansie, a równocześnie samego seansu nie przerwano).
    3. Nie, to nie są moje jedyne wspomnienia. Ale chciałem odnieść się do tych, bo zapewne jest duże prawdopodobieństwo że Ty także dobrze wiesz, gdzie dowiedziałaś / dowiedziałeś się o tych właśnie sytuacjach. Dokładnie tak jak zapewne pamiętasz co robiłaś / robiłeś rankiem 10 kwietnia 2010 roku.
    4. Już wtedy nie miałem złudzeń, że to może być moment łączący dla polskiej polityki, polskiego społeczeństwa, choć równocześnie spodziewałem się tego, że to będzie moment mocno naszą historię definiujący. Fascynujące jest natomiast to, jak bardzo nasz świat podzielił, choć nie dzieliły nas fakty, a raczej tych faktów interpretacje. Interpretacje właśnie, bo fakty mają to do siebie, tu pozwolę sobie na cytat z Mistrza i Małgorzaty

    Fakty, to najbardziej uparta rzecz pod słońcem.

    Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow
    1. Niestety – naszą rzeczywistością, nasze poglądy definiują interpretacje, opowieści. Fascynujące jest to, że można przez 11 lat opowiadać „że już niedługo obnażymy wszystkie nieprawidłowości, wskażemy, skażemy i ukarzemy (język polski mnie czasem absolutnie zachwyca) zdrajców którzy podnieśli rękę na życie naszych bohaterów”. I co? I nic. A przypomnę tylko, że w zasadzie nikt już nie może stać na drodze do rozwiązania tej sprawy, bo od 5 lat pełnię władzy w naszym kraju pełni jedynie słuszna partia Prawa i Sprawiedliwości (w której mam wrażenie, ani prawa ani sprawiedliwości nie uświadczymy). Czyżby jedynym powodem dla którego nie udaje się potwierdzić żadnej z wersji „zamachowych” jest to, że tego zamachu po prostu nie było?
    2. Wszystkim gorąco polecam anatomię katastrofy Smoleńskiej która niestety krok po kroku obnaża przyczyny koszmarnego wypadku w Smoleńsku, pokazując równocześnie, że był to efekt w zasadzie systemowych zaniechań i polskiego przekonania że „mamy na to patent”. Nie ma tam krzty polityki. Są tylko zestawione ze sobą informacje prezentujące co prowadziło krok po kroku do tragedii.
    3. Na kanale braci Sekielskich można zobaczyć też interpretację polityczną wydarzeń i niektóre fragmenty są zwyczajnie nieprawdopodobne, a równocześnie mnóstwo ludzi w to nadal wierzy. Jest to dla mnie niepojęte.
    1. Inna rzecz, to naprawdę dobra wieść dla wszelkiej maści marketerów i szarlatanów bez skrupułów. Skoro masy ludzi kupują bezczelny bełkot i teorie Macierewicza, to czemu ktoś niemiałby kupić ich bełkotu i ich produktu. Może to rzeczywiście tylko i wyłącznie kwestia przyzwoitości…
    2. Znów jestem na etapie czytania kilku książek rownocześnie (to się nie może dobrze skończyć, a na pewno nie skończy się szybko). Próbuję dowiedzieć się tego, jak pracować z moim psem, i czytam już o tym kolejną książkę… Mój główny problem polega chyba na braku cierpliwości i zaufania. Zaufania, że to co robię i to jak to robię, da efekt jakiego oczekuję. Bo ja bym chciał żeby to było już, bo boję się, czy aby błędy które popełniam, a popełniam je na bank, nie zniweczą wszystkich starań psa, aby mnie zrozumieć. Innymi słowy, brakuje mi pewności, że to co i jak robię, da efekt jakiego oczekuję. Ale muszę to robić, bo bez tego pies mi się rozbisurmani… Więc czytam kolejną książkę.
    3. Czytam też i próbuję zrozumieć dlaczego Mistrz i Małgorzata to arcydzieło. I nie chodzi o to, że – tu cytując lub parafrazując Gombrowicza – jak mam mówić, że zachwyca, kiedy nie zachwyca, ile że.. nie zachwyca tak, jakbym chciał by zachwycało (Wit i jego nieprzystające do rzeczywistości oczekiwania – o tym będzie jeszcze słówko). Równocześnie czytam, czekając cierpliwie na przysłowiowe pier… na przysłowiowe (tu poloniści rwą włosy z głów bo takich przysłów nie ma) Wow.
    4. Choć jedno małe „wow” było, ale akurat w tym fragmencie, który rzekomo – zdaniem krytyków – Mistrzowi Bułhakowi nie wyszło, czyli obrazoburczy wątek Piłata, Jeszui i Mateusza Lewity, a mianowicie spostrzeżenie – a co jeśli wszystko, co jest podstawą naszej wiary i naszego kościoła jest oparte o zapiski, które wcale nie musiały być tak dosłowne, jak byśmy tego oczekiwali…
    5. Taki mały przerywnik, wypatrzone na linkedin:
    1. Wreszcie czytam też historię Władimira Putina i jego wpływ na współczesną Rosję i prawdę powiedziawszy jest to lektura cokolwiek przerażająca. Ilość niezwykłych i brutalnych wydarzeń, w które wpleciony jest (a może sam go wplatał) życiorys Putina i przeraża i poraża. A jeszcze nawet 1/3 książki nie przeczytałem.
    2. Czas na przerywnik, bo się zrobiło nie tak, jakbym chciał. Popatrz, tu facet pcha balona. Ito jak
    1. Zawsze mi się wydawało że perfekcjonizm jest domeną ludzi doskonałych. Doskonałych w rozumieniu pracowitych i zdolnych. Że tacy ludzie uwielbiają pieczołowicie doskonalić szczególiki aby powstawało coś idealnego. No bo co się stanie, kiedy na (niezdiagnozowany) perfekcjonizm zachoruje człowiek nie dość zdolny i nie dość pracowity.. Taki Wit powiedzmy. Powstanie (głównie w Wicie, bo z perspektywy świata to bez znaczenia) przede wszystkim permanentne niezadowolenie z osiąganej niedoskonałości.
    2. Jest taki słynny (bo wykorzystany w reklamie) cytat z Jordana
    3. I’ve missed more than 9000 shots in my career. I’ve lost almost 300 games. 26 times, I’ve been trusted to take the game winning shot and missed. I’ve failed over and over and over again in my life. And that is why I succeed.Michael Jordan

      I myślę sobie… Wiesz Michael, z całym szacunkiem, nobody cares, czego nie trafiłeś. Nikogo nie interesuje cmentarzysko Twoich porażek. Tzn tak, spoko, fajnie, że jesteś (trochę) człowiekiem, ale istotą jest to co „dowozisz”, a nie to, czego nie dowiozłeś.

      Wit, kumasz? Zmień perspektywę. Nie chodzi o wszystko to, co Ci się nie udało i czego nie zrobiłeś, ale wszystko to, co ostatecznie udało się zrealizować i zamknąć.

    4. Mówi się, że dzieci to najtrudniejszy widz dla iluzjonisty, bo iluzja sprowadza się do oszukiwania naszych przekonań i przeświadczeń, a jakim klientem jest dziecko dla barmana?
    1. Niedaleko pada… no właśnie. Kto pada niedaleko od barmana? Są takie filmy, które z jednej strony bardzo chcę zobaczyć, a z drugiej strony, bardzo się ich boję. Uwielbiam na przykład Leaving Las Vegas, ale za każdym razem wpadam w mocną fazę po tym filmie. Jak już na pewno wspominałem, nie odważyłem się nigdy obejrzeń „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, chociaż absolutnie oczarował mnie zwiastun, ale kiedy kupiłem sobie wersję rozszerzoną na DVD (dla bardzo młodszych czytelników to takie małe srebrne naleśniki które się kiedyś wkładało do komputera, dla bardzo starszych czytelników, to takie srebrne winyle) i puściłem sobie materiały dodatkowe, to poskładało mnie tak, że nie miałem śmiałości puścić filmu właściwego. Coś czuję że zjechałbym pod fotel, prawie jak na Pręgach.
    2. No i coś mi się zdaje, że przede mną kolejny film który będzie kusił by po niego sięgnąć…
    1. Tak mi się przypomniało… Mads Mikkelsen.. ależ by z Ciebie był dobry wiedźmin.
    1. Wracając do procentów, bardzo dobry (choć już nie pierwszej młodości) monolog Craiga Fergusona o alkoholu (przy okazji spostrzeżenie, jak trudno jest publiczności która przyszła się bawić i śmiać zrozumieć, że „teraz będziemy rozmawiać poważnie”):

    I od razu podrzucę znakomity TEDx Waldemara Kasty o tym, co wiemy o nałogach.

    1. Od czasu do czasu przychodzi mi do głowy myśl – a może powinienem zmienić aparat, którym robię zdjęcia? Bo… tak, lubię je robić, ale on sobie waży.. zwłaszcza jak dołożę do niego szkiełko, a zwłaszcza teleobiektyw… To trochę komplikuje. Ale wtedy okazuje się, że zawsze najlepszym aparatem jest ten, który mamy pod ręką. A te, które mamy pod ręką, pozwalają robić takie zdjęcia.

    No ale wiewiórki czy dzięcioła to komórką nie ustrzelę. Ani nie dorzucę.

    1. Także… coś mi się zdaje, że może jednak zamiast kupować nowy aparat, powinienem kupić wypasiony telefon z aparatem… kurczę… Ale jeśli ktoś by miał nadmiar gotówki, zaufanie do dziwnych inwestycji i wielki apetyt na iście kosmiczne wakacje, to już teraz, za bagatelka 5 milionów dolarów może sobie wykupić miejscówkę w kosmicznym hotelu za 6 lat.

    Noo… nie powiem. Robi wrażenie. I coś mi chyba przypomina. Nie, nie tylko koło (w szczególności zębate).

    1. Trafiła mi się na FB taka oto historia…
    https://www.facebook.com/agata.romaniuk.589/posts/10225055182942145

    I mam z niej oto takie dwie lekcje:

    po pierwsze, czytajcie regulaminy, nigdy nie wiesz na czym się potkniesz

    po drugie – nawet najlepszy regulamin nie poradzi na polską pomysłowość

    1. Coś drgnęło w temacie newsletter.pl; Przy czym zaznaczę – nieśmiało drgnęło. Popełniłem pierwsze opisy (Bullets.news i Chartr), troszeczkę też o samych newsletterach piszę (o tym że je lubię i o tym jakie newslettery można spotkać w swojej skrzynce). Wiem, wiem… malutko. Wiem, wiem, wersja robocza. Ale.. myślę sobie.. krok po kroczku może z tego lepianka wyjdzie.
    2. Równocześnie… spieszcie się czytać newslettery, niektóre niestety „się kończą”. I to smutne tym bardziej, kiedy kończą się te wartościowe, te, na które się czeka. Żeby było paskudniej, okazało się, że Michał, autor Bullet.News (tak, tego właśnie newslettera który opisałem), rzucił ręcznikiem. Cholernie szkoda… na całe szczęście, na Bullet.news jest ponad 600 ciekawie podsumowanych badań naukowych. Kurczę, będzie mi tego źródła brakowało.
    3. A miałem też wspomnieć o jednym z badań, które zostały tam właśnie przytoczone, o tym, że powinniśmy kończyć konwersację szybciej, niż nam się wydaje. Nie umiemy tego robić, nie umiemy odczytać dobrze potrzeb naszych rozmówców i naprawdę rzadko udaje nam się to zrobić we właściwym czasie. To co, będę powoli kończył?
    4. Tylko pamiętaj, już jutro poniedziałek i niektórym będzie pod górkę. Bądźmy życzliwi i lubmy ludziom dobrze. Jeśli nie przytuleniem, to chociaż kawą…
    1. Jeszcze tylko słówko o królewskiej grze. Wspominałem, że oglądam szachy. Wspominałem, że próbuję rozwiązywać szachowe zagadki i grać w szachy z komputerem. Nie wydawało mi się możliwe, że mógłbym zacząć grać w szachy w sieci, a… jednak. Ćwiczę się na razie w grach typu Rapid (10 minut dla gracza) i… coś tam sobie wygrywam. Rozegrałem 35 partii rankingowych i połowę (-1 remis) z nich wygrałem. O mamo jak to wciąga. Dość powiedzieć, że te 35 partii rozegrałem od.. wczoraj. I mam ochotę na kolejne.. może tak jedną partyjkę jeszcze przed snem… Gdybyś tylko miała/miał ochotę, to jestem dostępny na lichess.org pod nickiem (zaskakującym) WitN. To co, zagramy?
    2. Ponieważ to ostatni miesiąc kiedy składamy nasze roczne zeznania podatkowe, niezmiennie przypominam: jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Cholera… nie wiem jak to możliwe, że kiedyś wysyłałem tygodniówki w piątek. Jak do tego wrócić.. no jak?

  • Bardzo nieidealna tygodniówka #14.21

    Idealna tygodniówka to taka, która pisze się niemal sama. Od początku do końca, w dobrym równym rytmie. Słowa układają się w zdania, zdania w akapity, akapity w całość. Czasem popełniam taką tygodniówkę, ale to nie jest ten przypadek. Co więcej, tym razem tygodniówka będzie inna, i nie w punktach.

    Zacznijmy od tego, że tygodniówkę pisze z myślą i chęcią podzielenia się tym co mam w głowie, z kimś mi bliskim. Może nie przyjacielem, ale dobrym kumplem, kolegą. Staram się ująć w tych tekstach to, co jest dla mnie ważne, ale też w sposób, który jest dla mnie ważny, albo który chciałbym zaszczepić / spróbować. Dlatego też czasem zwracając się wprost do czytelnika, sięgam po końcówki żeńskie, a nie męskie, żeby pokazać jak to brzmi, jak to dla nas jest nieoczywiste, a jest nieoczywiste tylko dlatego, że nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

    Tygodniówka jest próbą wyważenia dwóch rzeczy – z jednej strony chęcią podzielenia się znaleziskami, z drugiej znalezienie szacunku dla Twojego, czytelniczko / czytelniku czasu. I dzisiaj trochę o czasie będzie.

    To są rzeczy, o których kiedyś nie myślałem, potem włączyło mi się spostrzeżenie, że czas, to najcenniejsza waluta (co swoją drogą miało też część drugą – Czas, to pieniądz, uważaj na kieszonkowców, i trzecią czas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne i nawet czwartą mój czas to pieniądz, a czas innych?).

    Minęło kilka lat i w mojej głowie pojawia się tez pytanie „czy coś po sobie zostawię”, „czy zdążę”, „czy to w ogóle jest mi pisane”, „jak to jest że niektórzy coś po sobie zostawiają” i czy to „zostawianie” jest cokolwiek warte. Ale te pytania sprawiają, że powoli zmienia się moje podejście. Nawet jeśli nie widać tego już teraz natychmiast w działaniach, to zmienia się w świadomości. Trochę tak, jakbym przymierzał się do tego, by zadawać sobie pytanie „na ile chcę w to wchodzić”, „na ile chcę się właśnie w to angażować”. Przypominać sobie o tym, że mogę powiedzieć nie.

    Cały urok nie polega w mówieniu „nie” tylko w sprawach wielkiej wagi, także warto od czasu do czasu zastanowić się nad tym, czy naprawdę chcę robić, to co robię teraz. Oglądać ten film, czytać tę książkę, jeść ten posiłek, scrollować ten serwis internetowy, oglądać ten mecz (za każdym razem kiedy oglądam ekstraklasę uświadamiam sobie, że jestem masochistą). Mnóstwo rzeczy robimy na autopilocie, trochę bez świadomości tego co robimy, po prostu robimy bo zawsze robiliśmy. A to za każdym razem jest nasz wybór (z którego często ochoczo rezygnujemy).

    Powodem do tego, aby znowu ten wątek poruszać był ten wpis o tym, dlaczego autor celowo czyni skontaktowanie się z nim trudnym. Cholernie go polecam, w szczególności kiedy popatrzymy na to, jak krok po kroku autor rozpisuje na co poświęca swój czas.

    Jasne, że to jest jakiś zarys, i pewne mocne uproszczenie, ale… spójrzmy prawdzie w oczy, doba ma tyle godzin ile ma i wycisnąć z niej możemy tylko tyle. Jasne, możemy krócej spać (co jest głupim pomysłem – przede wszystkim zdrowotnie, zarówno krótko jak i długo terminowo) ale nawet gdybyśmy tu skubnęli godzinę albo dwie, to – na co ją poświęcimy. Można by mniej czasu poświęcać na zakupy czy jedzenie (taki był mój wyjściowy odruch) ale to też determinuje co jemy (i znowu, kwestia zdrowia). Możemy z czegoś zrezygnować – z przytulania, albo z seksu, albo ćwiczeń – ale znowu – to nie jest dobry pomysł.

    Więc po co to wszystko piszę? Troszkę po to, żeby Ci to uświadomić, żeby Ci podpowiedzieć – to jest Twoje życie. Masz na nie cholerny wpływ. Ty decydujesz o tym, o co walczysz, o co zabiegasz. Co jest Twoim planem, co jest Twoim działaniem. Komu ma na tym zależeć, jeśli nie Tobie? I jak zawsze – masz niewielki wpływ na to, co już się wydarzyło. Ale masz totalny wpływ na to, co wydarzy się jutro. A jeśli się nie uda? To będziesz mieć kolejną szansę pojutrze. A potem kolejną za dwa dni. Nic nie zostało zdecydowane. Nic nie jest zapisane w gwiazdach. I nic nie jest aż tak daleko, by było nieosiągalne. Wymaga tylko obrania odpowiedniego kursu popartego odpowiednimi działaniami. Twoja chęć, Twój plan, Twoje działania, Twoja satysfakcja. Zdobywana dzień po dniu. Brzmi jakby było cholernie warto. Czekej.. czy ja już tego gdzieś nie pisałem? Może to była potęga chcę. Zjadam swój własny ogon.

    To czego ja bym chciał się nauczyć z tego przytoczonego wpisu, to „Deep Work”. I nie ogarnę od razu czterech godzin. To niestety nie na moją głowę (która jest tak totalnie porozbijana na tysiące głupot, że głowa mała). Ale chcę spróbować małymi kroczkami. Może zacznę od godziny. Skupienia, wyłączenia się. Ćwiczenia. Z czasem chce dodawać kolejne cegiełki.

    I muszę pomyśleć nad planowaniem, bo coś się trochę zaciąłem. Co prawda nadal stosuję wykminione rozwiązanie w Notion (działa najlepiej z tego co poznałem) ale… brakuje mi opcji wypisywania tego odręcznie.. cholernie bym chciał to jakoś połączyć.. muszę pokminić. A tu podpowiedź poświęcona bullet journalingowi w delikatnie humorystycznym ujęciu:

    Będzie jeszcze słówko o Wielkanocy. Smutne słówko, bo w tych tegorocznych okolicznościach przyrody totalnie tych świat nie czuję. Pomijając już to, że Wielkanoc ma się nijak klimatem do Bożego Narodzenia (i ja wiem, że w kościele katolickim Wielkanoc >> BN, ale klimatem tego nie ogarnęliście). Przy czym nie chodzi mi o to, że w tym roku świąt nie czuję, rzecz w tym, że mi z tym trochę źle.

    Nie powinno mi to przeszkadzać. Coraz śmielej myślę o sobie nie tylko jako „wierzący niepraktykujący”, ale raczej w kierunku „jeszcze zachowujący resztkę wiary agnostyk„; Ta resztka to „na początku był stwórca” ale religię to sobie jednak dorobili ludzie. Więc co mnie obchodzi brak świątecznego klimatu…?

    A jednak obchodzi. Tym bardziej, że podziwiam (i trochę im zazdroszczę) ludzi silnych w wierze. I zastanawiam się, czy rezygnując z tego, nie odbieram pewnych ważnych emocji mojemu synowi… z drugiej strony pozwalam sobie wierzyć, że jeśli poczuję tę potrzebę, jeśli zacznie zadawać sobie ważne pytania i sam odkryje wiarę, to dzięki tej (samo)świadomości, będzie mu łatwiej i będzie to cenniejsze.

    Przy okazji trafiłem na stronę nieodległej parafii i tam trafiłem na taki komunikat:

    Nie sądziłem że do takich czasów dożyję, że kościół katolicki w Polsce będzie się musiał otwierać na nowych, aktywnie pozyskiwać wiernych… Widziałem chyba takie rzeczy w amerykańskich filmach, ale w Polsce? Wychodzi na to, że wieloletni love brand musi jednak zacząć się bawić w marketing, bo klienteli ubywa… Witamy w XXI wieku.

    A skoro już w XXI wieku jesteśmy, to pokażę Ci / przypomnę Ci jeszcze kiedy ostatnim razem ludzkość wygrywała z komputerami w królewską grę. Ale tym razem ta potyczka zostanie okraszona komentarzem, dzięki czemu ten pojedynek może będzie dla Ciebie bardziej zrozumiały. Może był już wtedy, ja go skumałem ciut lepiej dopiero teraz.

    Ponieważ to ostatni miesiąc kiedy składamy nasze roczne zeznania podatkowe, niezmiennie przypominam: jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Tak, wiem, chciałem i miałem wysłać tygodniówkę w sobotę, a wyszła znowu walka z czasem aby wysłać ją przed północą… Kolejną próbę podejmę już za tydzień, teraz się cieszę że tygodniówka się jednak dokonała (trochę zaczynałem wątpić).

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa ÉMILE SÉGUIN 🇨🇦 z serwisu Unsplash

  • Wszystko zaczyna się od koncepcji – Tygodniówka #13.21

    1. Nie wiem jak Ty, ale ja czuję się zmęczony. Czy może raczej przyznaję się przed Tobą / przed sobą do bycia zmęczonym. W kość daje to, że to zmęczenie się utrzymuje i nie jest wynikiem jakiegoś jednego, konkretnego wysiłku, jednego konkretnego zdarzenia, ale raczej efektem otaczającej / przytłaczającej rzeczywistości. Ta rzeczywistość nie tyle przygniata całą swoją gracją do gruntu, jedynie jest stałym ciężarem na barkach. Troszkę jakby ktoś wrzucił na grzbiet dodatkowe kilogramy, których za nic w świecie nie chce zdjąć. Na całe szczęście zmęczenie nie odbiera wszystkich sił, ale jedynie / aż nie pozwala dobrze wypocząć, albo działać w pełni. Takie efekty spędzania pewnie 90% czasu przez ostatnie 12 miesięcy w 60m kwadratowych.
    2. Kiedyś Rafał Ziemkiewicz, kiedy jeszcze pisał do Rzeczpospolitej (początek XXI wieku?) i nie odkleił się tak bardzo, jak miało to miejsce już jakiś czas temu, użył takiego porównania – że robienie w biznesu w Polsce ma się tak do robienia w biznesu w normalnych warunkach, jak pływanie w basenie pełnym kisielu do pływania w basenie pełnym wody. Dwie różne dyscypliny. No a ja mam wrażenie, że to zmęczenie objawia się tym, że wszystko co robię dzieje się w kisielu właśnie.
    3. Chciałbym nad tym zmęczeniem popracować. Wydaje mi się równocześnie, że jednak nie umiem upchnąć tego co robię lepiej w dostępnej mi jednostce czasu i sposobem na to, żeby ciut lepiej wypoczywać może być jednak ograniczenie ilości rzeczy, które próbuję robić. Chciałbym też (o naiwności) wrócić do wcześniejszego pisania tygodniówki. I nie wcześniejszego w znaczeniu w niedzielę przed 21, ale tak raczej w… chyba się nie odważę tego napisać – w piątek… W piątek to się może nie udać, ale może chociaż w sobotę? Naprawdę chcę spróbować. Więc może się zdarzyć (choć niczego nie deklaruję) że następna tygodniówka zaatakuje Cię drogi czytelniku w sobotę.
    4. W tym tygodniu ukłuła mnie nieprzyjemna myśl. Rok temu, kiedy pandemia się rozpoczynała, trochę nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Raczej spodziewaliśmy się, że i tym razem zagrożenie „przejdzie bokiem”. Kilka miesięcy później zrozumieliśmy, że to się tak nie potoczy, ale też widzieliśmy wzmożony wysiłek naukowców i mieliśmy nadzieję, że to da dobry efekt. Późna jesień przyniosła coraz lepsze wieści o szepionce, i z początkiem tego roku na całym świecie rozpoczęły się akcje powszechnych szczepień i to kilkoma rodzajami specyfików, co dawało nadzieję, że już wkrótce „temat będziemy mogli uznać za zamknięty”. No cóż, trzecia fala dobitnie pokazuje, że jeszcze nie i być może nawet długo, długo nie. W tym miejscu pojawia się ta nieprzyjemna myśl – a jeśli CoVID-19 nie będzie z nami przez kilkanaście miesięcy, ale kilka lat? Co jeśli przyjdzie nam się mierzyć z kolejnymi wariacjami tego paskudztwa… ta perspektywa mocno podcięła mi nastrój. Tym bardziej, że nie mam pojęcia jak bardzo nam to zmieni rzeczywistość, jak bardzo da nam w kość ta dziura w życiorysie…
    5. Jeszcze w połowie ubiegłej dekady wydawało nam się / mogło się nam wydawać, że żyjemy w dość uporządkowanym świecie, który rozwija się ku świetlanej przyszłości i jedynym naszym zmartwieniem powinno być to, kiedy przyjdzie zła sztuczna inteligencja i nas zje. Otwarte granice, wszystko tanie, nakręcony konsumpcjonizm – hulaj dusza, piekła nie ma. Zmartwień nie ma, wojen (w naszej części świata) nie ma. A teraz? Świat trochę jakby w klinczu. Już nie tylko Amerykanie groźnie patrzą na Chińczyków, ale teraz już coraz częściej wszyscy na wszystkich patrzymy spode łba. Brytole ogrywają Unię Europejską, Unia Europejska rozgrywa siebie wewnętrznie, Amerykanie szukają sporu z Europą… Wszystko zgodnie z myślą „#WeFirst”.
    6. Bartosz lubi przypominać, że teorie gier dowodzą, że zawsze najlepiej wychodzi się na kooperacji. No dobra, podkreśla Bartosz, prawie zawsze. Warunkiem chowającym się w „prawie” jest „tak długo, jak nie ma ograniczonych zasobów”. Kiedy nie wszyscy mają i mogą mieć wszystko pod dostatkiem, w łeb biorą wszystkie ustalenia i zasady, a góruje jedynie „historię piszą zwycięzcy” i trzeba zrobić wszystko, aby móc tę historię pisać właśnie. Zdaje się ze tylko Rosjanie i Chińczycy przyglądają się temu wszystkiemu dziwnie uśmiechając się pod nosem. Brawo my.
    7. No i rzecz jasna w tym wszystkim jeszcze my, wielki naród wybrańców. Jedyny kraj na świecie, który epidemię pokonał już tyle razy (copyright Marcin), tylko jakoś w całym zamieszaniu nikt nie poinformował samego wirusa. Trochę bardzo strach ceny, jaką (za)płacimy za każde z tych zwycięstw.
    8. Aaaaale dość już marudzenia i pisania o rzeczach, o których nie mam wszak pojęcia. Porozmawiajmy za tym, ecommerce (o którym pojęcie mam tylko troszkę większe). Zacznijmy od posta, jaki dwa tygodnie temu widziałem na LinkedIn:

    i… myślę sobie, że powoli dojrzewamy do tego, aby nasz ecommerce pod tym kątem przypominał chiński.

    1. W Chinach bardzo ważnym elementem ekosystemu ecommerce są influencerzy, którzy zachęcają do zrobienia zakupów. I nie robią tego w sposób zawoalowany czy w formule sponsoringu na swoim kanale, ale jest to część platformy ecommerce’owej. Jest to tak istotny element ich e-biznesu, że kiedy Jack Ma wziął udział w rywalizacji z pracownikami swojego przedsiębiorstwa, to zadania obejmowały nie tylko logistykę czy „pozowanie” do zdjęcia, ale wręcz „kto sprzeda więcej szminek”:
    1. Teraz kontekst – odnosząc się do dokumentów emisyjnych Allegro, penetracja Ecommerce w Chinach wynosi 27%, przy 8% w PL, 12% w DE, 15% w US i 18% w UK. Co to oznacza? Otóż oznacza to, że w Polsce (ale też w całej Europie) poziom konkurencji jest na jeszcze relatywnie niskim poziomie. Kilka lat temu sprzedając coś online wystarczyło mieć dobrą cenę i dobre zdjęcie, podstawowy opis. Teraz oczekiwania rosną – trzeba mieć więcej dobrej jakości treści, więcej zdjęć, najlepiej jeszcze mieć jakieś wideo i dużo dobrych opinii. Tylko że kiedy to wszystko już będzie standardem, jak się drogi sprzedawco wyróżnisz? Jak sprawisz, że ktoś zrobi zakupy właśnie u Ciebie? Jak go przekonasz, że ma wybrać ten a nie inny produkt – do tego będą pomocni właśnie zatrudnieni influencerzy.
    2. Uważam, że zaczniesz mądrze swoją ofertę promować, ponieważ okaże się, że będzie to tańsze rozwiazanie. Tzn będzie kosztować, ale będzie tańsze. Dotychczas nikt nie musiał tego robić, bo konkurencja tego nie wymuszała. Ale zacznie.
    3. Żeby było zabawniej, okazuje się że… „to się dzieje”. Konkretnie w Nordstrom. A że to może przypominać telezakupy mango? Hmm.. może to i chiński chłyt materkingowy, ale działa.. Pamiętaj że na YouTube znajdują się ludzie, którzy uważają że można w ten sposób poznawać gazetki marketingowe.
    4. I nie będę nic pisał o tym, że jakoś dwa lata temu zachęcałem do tego Lidla. Ani jednym słówkiem.
    5. Pamiętam, że jak młody chłopak, myślę że jeszcze przed 10. urodzinami, siedziałem w piwnicy i oglądałem ten album:
    1. Słowem wyjaśnienia – nie siedziałem w piwnicy za karę – moi rodzice uczynili z piwnicy bardzo przytulne pomieszczenie (brzmi coraz lepiej). Jasne, z drewnianą podłogą, i zapełnione regałami z książkami. No i ten album był jedną z nich.
    2. Salvador Dali… w mojej głowie jest gościem, który był artystą, ale tworzył – powtórzę, w mojej głowie, dość dawno. Dość dawno oznacza tak… pewnie najdalej w pierwszej połowie XX wieku. Tak to zakodowałem jako chłopak i tak już zostało.
    3. O ile skojarzyłbym go z tym obrazem:

    to raczej z tymi już nie

    I tak w ogóle, to bardzo zachęcam do zapoznania się z większą częścią jego prac; Ale ale… czemu o tym wspominam?

    1. Bo trafiłem na wywiad telewizyjny z Dalim. I mnie tchnęło – jak to możliwe, żeby on brał udział w takim przedsięwzięciu i żeby nie był to seans spirytystyczny.
      Tu mała, bardzo współczesna dygresja

    Wracając do Dalego, nic dziwnego, że mógł udzielać wywiadu w telewizji, skoro żył do 1989 roku, to nic w tym dziwnego… Rzeczony wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=QrFEyN2bx3E

    To co mnie absolutnie ujęło to fragment:

    – jak postępują prace nad portretem?

    Był gotowy w 15 minut.

    Stworzył pan całość w 15 minut?

    Koncept tak, teraz czas na realizację.

    Wow. To mi robi w głowie szum. Sztuka rozdzielana między konceptem, a realizacją.

    Tylko że nie zawsze sztukę, a twórcę w szczególności udaje się zrozumieć… tu inny wywiad, z tym samym twórcą:

    Przy czym zupełnie nie kumam tu prowadzącego, który zupełnie nie nadążał intelektualnie w rozmowie i próbował przez to wszystko obśmiać. Przykro się to ogląda. A kiedy już przyszło do autografu, deklasacja była namacalna niemal tak bardzo, jak gdyby Dali interlokutora okładał pięknie zdobioną laską.

    Dla odmiany, jeszcze jeden materiał TV gdzie uczestnicy próbują odkryć kto jest bohaterem odcinka. Pyszna zabawa.

    1. Dali malował wąsami, a współcześni potrafią malować w Playstation 5. I to jak:
    1. Jest coś niezwykłego w oglądaniu efektów 6 lat ćwiczeń zebranych w niespełna 15 minutowy film. Postęp w funkcji czasu.
    1. No cóż.. jak widać zachwyca mnie doskonalenie umiejętności, ale potrafi mnie też zachwycić fizyka, czyli… czy można umieścić 9 gwoździ na jednym gwoździu…
    1. Dwie ciekawostki o Facebooku. Jedna taka, że… razem z Amazonem są największymi lobbystami w Ameryce

    Wydają na ten cel więcej pieniędzy, niż choćby producenci papierosów…

    A równocześnie… zagadka – jeżeli FB ma 2,8 mld użytkowników (o.O), to… ile fałszywych kont usuwa ciągu kwartału?

    Skala robi wrażenie. I FB zatrudnia w tym celu armię 35 tysięcy moderatorów, a część z nich zgłasza się z objawami PTSD, z jakimi zwykle mierzą się żołnierze wracający z frontu…

    1. Na zakończenie jeszcze krótki materiał o tym, jak język kształtuje i determinuje nasze myślenie. Nie musimy być świadomi, to się po prostu dzieje…
    1. O czym pisałem w tygodniówce rok temu?
    • o tym, że coś jest nie tak z biznesem, który bankrutuje w ciągu miesiąca bez dochodu
    • o rysowaniu i rysowaniu z Apple Pencil
    • o nauce mycia rąk i jak dobrze można to pokazać
    • były szachy zrobione z Lego (trochę wierzyć mi się nie chce, że to było rok temu)

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Małe jest piękne – Tygodniówka #12.21

    1. W tym tygodniu tygodniówka przegrywa ze swędzącymi zębami. Nie, nie moimi. Czworonoga. Układ jest prosty – jeśli ja nie zadbam o to, żeby jego swędziało mniej, to on zadba o to, aby wszystko co w zasięgu szczęk zostało sprawdzone na przydatność sprawiania ulgi zębom. Jedynym sposobem jest zmęczyć czworonoga. I tak właśnie zaczyna się tygodniówka.
    2. I tak miała się zacząć od szczeniaka, ponieważ to właśnie ten element najmocniej zmienił się w mojej rzeczywistości. Nowy członek stada, który skradł nie tylko serce, ale też skutecznie kradnie i uwagę i czas.

    Podtrzymuję też spostrzeżenie, że teoria teorią, przeczytane książki przeczytanymi książkami, a jak przychodzi co do czego, to pies i tak wie swoje i najczęściej wie lepiej. Bo nawet jeśli troszkę się dowiedziałem i zapamiętałem że:

    • psa uczy się nagradzając pożądane zachowanie
    • powinienem nagradzać częściej i chętniej bo i tak będę to robił za rzadko
    • pies uczy się powoli
    • pies na początku nic nie umie i nic nie rozumie (w sumie nic dziwnego, ma ledwie kilka tygodni, ciężko od niego wymagać dojrzałości), a już najmniej rozumie co się do niego mówi i czego się od niego oczekuje

    To jak przychodzi co do czego, to patrzę w te jego oczy (zmęczone jak moje) i próbuję się dowiedzieć czego chcesz człowieku.. to znaczy psie.

    1. Mam też nieodparte wrażenie, że to co działa na te inne opisywane i pokazywane psy, niekoniecznie działa na mojego. I nie dlatego że on jest nie kumaty, tylko dlatego że ja po prostu nie wiem jak się za to dobrze zabrać. Więc dokształcam się dalej. Jak wyglądał świat przed youtube’m? Nie mam pojęcia. Czekam też bardzo na moment, w którym będziemy mogli pójść na zajęcia do psiego przedszkola…
    2. Zresztą nie ja jeden. Rynek artykułów, produktów, usług związanych ze zwierzętami przeżywa prawdziwy rozkwit. W marcu 2015 pisano że ten rynek jest wart 2mld złotych. W 2020 to już 5 mld a wszystko przyspiesza także przez pandemię. Przytaczałem prezentację Romana Łozińskiego, jak zmieniało się zapotrzebowanie na towarzystwo zwierzaka, potwierdza to także zainteresowanie względem frazy szczeniak w Google:

    I jako że popyt nakręca ceny, to ceny rosną, ale nie, ten fenomen nie dotyczy tylko naszego kraju. Tak samo na punkcie zwierząt oszaleli choćby i Niemcy. I nie ma w tym nic złego o ile kiedy nastaną ciut normalniejsze czasy nasza słabość względem przygarniętych braci mniejszych, nie zamieni się w znużenie i porzucanie ich…

    1. Sam się tego cholernie boję. Przez dłuższy czas (mierzony w latach, nie tygodniach) studziłem rodzinne zapędy, powtarzając że to musi być dobrze przemyślana decyzja. <am nadzieję, że taką właśnie decyzję podjęliśmy i nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy tego zwierzaka kiedyś w przyszłości chcieć oddać, to i tak się boję, że nastawienie nastawieniem, a rzeczywistość może to i tak brutalnie zweryfikować.
    2. Nie tylko małe psy i kotki są piękne. Jak się okazuje, pancerniki też

    Swoją drogą, nie wiedziałem, że pancerniki są takie malutkie.

    1. Kiedy nastaną normalniejsze czasy… oj, obawiam się nie prędko. Wszystko dlatego, że nie widzę przesłanek, które miały by zwiastować poprawę. Raczej kłują mnie w oczy te rzeczy, które każą się bać.
    • Pierwsza wartość, którą znowu codziennie obserwujemy to liczba pozytywnych wyników testów jaka dzień po dniu ogłaszana jest przez ministerstwo zdrowia. Tyle tylko, że… mam takie dziwne przeczucie, że akurat tą wartością w jakiś magiczny sposób miłościwie nam rządzący mogą chcieć manipulować, wiedząc na czym skupia się uwaga tłumu. A gdzie tłum nie patrzy?
    • Tłum nie zwraca tak bacznej uwagi na to, jaka część testów daje wynik pozytywny, a nawet jeśli zwraca, to jakby tego do końca nie rozumie. No to zacznijmy od początku. Jaka część testów daje pozytywny wynik?
    • Na przykład wg danych z soboty 20 marca, 30% przeprowadzonych testów dało wynik pozytywny. W niedzielę 21 marca poinformowano, że blisko 35% testów dało wynik pozytywny. Ale znowu, to brzmi cokolwiek abstrakcyjnie. To może, dla porównania, spróbujemy się przekonać jaka część testów przeprowadzanych w Niemczech, Holandii, czy Hiszpanii daje wyniki pozytywne?
      W Niemczech 6,8%, w Holandii 7,4%, w Hiszpanii 4.9%. I to wszystko są wyniki z kilku ostatnich dni marca.
    1. Tak wygląda tabela krajów z najwyższymi odsetkami pozytywnych wyników z 18 marca:
    https://ourworldindata.org/grapher/positive-rate-daily-smoothed?tab=table

    Nie ma to tamto, jesteśmy w doborowym towarzystwie.

    1. Jak widzę ten wynik, to przypomina mi się taki stary dowcip o tym jak do celnika podchodzi mężczyzna i mówi:
      „proszę Pana, za chwilę przez granicę będzie przejeżdżał konwój 10 ciężarówek, w jednej z nich ukryta jest kontrabanda, i jeśli wskaże pan w której, to wygrywa pan premię za udaremnienie przemytu. To która?”

      „Trzecia”, bez namysłu odpowiada celnik.\

      „Brawo, zgadł Pan”\

      „Wiem, już od kilku tygodni zawsze trafiam”.
    2. Nie wiem, może jesteśmy doskonali w typowaniu osób które przechodzą CoVID i tylko ich kierujemy na badanie (albo przynajmniej robimy to powielokroć lepiej niż cały świat), albo… zupełnie nie wiemy co robimy.
    3. Chyba najbardziej mnie drażni to, że miłościwie nam rządzący nie mają pojęcia co się dzieje. Tzn patrzą na te wyniki z wypiekami, podejrzewam że minister zdrowia boi się odbierać poranny telefon, kiedy informują go o „wynikach za poprzedni dzień”. Ale czy robią coś poza poza obserwowaniem słupków z przekonaniem, że będzie lepiej. Kiedyś. Już za chwilę. Albo jednak trochę później. Słyszę o tym, że „idzie front, idzie burza, nikt nic nie wie”. W sumie nie było kiedy się przygotować, przecież tej epidemii nie ma co się bać, jej już w zasadzie nie ma. Szkoda że nikt o tym wirusa nie poinformował.

      Jestem bardzo ciekaw, czy ktoś prowadzi jakieś badanie, skąd te wzrosty. Gdzie są siewcy, gdzie są ogniska… Czy ktoś próbuje to jakkolwiek opanować, zastopować czy tylko uznajemy że „musimy w lockdown”, i że trzeba „tańczyć z młotkiem” (co jest nawiązaniem do amatorskiego tekstu z medium.

      Takie mam niestety wrażenie, że mamy u władzy amatorów… Z wyjątkiem Managera Najwyższej klasy, pana Obajtka. Ten jest geniuszem z Pcimia. Nie jesteśmy go godni.
    4. Niestety, ten cokolwiek amatorski sposób zarządzania sytuacją powoduje wzmożenie komunikatów spiskowych. Jakimś cudem doprowadzili do tego, że ludzie zamiast wiedzieć więcej i rozumieć więcej, zaczynają coraz głośniej widzieć w Pandemii zamach na ich wolność, na wprowadzanie wielkiego resetu, na dalsze ogłupienie mas, na powolne gotowanie społeczeństw nakazując im noszenie maseczek…

      Boję się, że te rozbudzone demony i demoniątka nie pójdą prędko spać i będą truć ludziom głowy.
    5. Lubiłem od czasu do czasu posłuchać Macieja Wieczorka. Miałem wrażenie, że w ciekawy sposób podsumowywał pewne nieroztropne zachowania finansowe, do ciekawych rozwiązań zachęcał, zwracał uwagę na cienie powszechnych i promowanych usług (jak choćby wynajem długoterminowy), ale… ostatnio widziałem jego materiał o tym, że prowadzenie JDG to finansowe samobójstwo, a w nim (przy kilku ciekawych spostrzeżeniach) dorzucił że (upraszczam) – zatrudniając się w swojej własnej spółce możesz płacić 1/8 składki ZUS zamiast całości. I prawdę powiedziawszy, witki mi opadły.

      Tak, rozumiem, przychód, zysk największą wartością, ale przy tym modelu to jest odbieranie pieniędzy, które państwo (społeczeństwo) potrzebuje. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – daleko mi do chwalenia ZUSu, ale to jest szukanie sposobu na bycie bardziej mądrym niż reszta, nie płacąc tego, co płacą inni. Innymi słowy – pielęgnowanie „polaka cwaniaka”. A na to mam przepotężna alergię. Umiemy kombinować.. czasem nazywamy to zaradnością, ale… naprawdę nie chcę żyć w kraju w którym każdy chce mnie zrobić…
    6. W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że można stworzyć sobie adres email z emotikonów. Ale dlaczego zatrzymywać się na adresie email. Jest już taka usługa Yat która pozwala Ci tworzyć swoją internetową personę składającą się z emotikonów, ponieważ jak twierdzą twórcy ciekawiej jest przedstawiać się 🤖👻👑, a nie [wit@niecodzienny.net]; No cóż, czuję się staro.
    7. Ponieważ czuję się staro, to lubię piosenki, które już słyszałem, ale chętnie dobrze zmiksowane. I zupełnym przypadkiem trafiłem na taki kawałek:

    a potem poszło błyskawicznie i zacząłem niekontrolowanie klikać…

    A potem jeszcze było to, i to, i jeszcze to… W tym momencie poczułem, że błądzę między tymi kawałkami jak nie przymierzając po pornhubie (to Wit wie czym jest pornhub…?).. więc w poszukiwaniu szczęśliwego zakończenia trafiłem jeszcze na ten kawałek, w którym pan robi jakieś takie rzeczy głosem, że zupełnie mi do pana nie pasuje

    na wideo które jest po prostu kreatywnie przepiękne (w moim rozumieniu estetyki i kreatywności)

    i jeszcze na koniec zostawię tę nutkę:

    1. Mówiłem ze to już koniec? Kłamałem. Jeszcze posłuchaj tego:
    1. A tak w ogóle, to czy wiesz co nam robi śpiewanie? Ja nie przypuszczałem, ale ten pan postanowił to sprawdzić:

    Najpiękniejsze zdanie w tym filmie brzmi „i’m asking for courage, not talent”. Jakie proste. Jakie ładne.

    1. Czas tygodniówkę kończyć, bo pies błagalnie patrzy, aby go zabrać na sikanie… Ma naprawdę dobre argumenty.
    1. Pamiętaj proszę o tym, aby przekazać swój 1% podatku potrzebującym. Jeśli jeszcze nie wiesz komu, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    I to już koniec na dziś. Do przeczytania za tydzień.

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa Cindy Tang z serwisu Unsplash