Mleć czy być

Zaczynamy nowy tydzień, a wraz z nim przede mną 6 nowych postów do napisania. Każdy post to pusty ekran, który dopiero zasypię literkami. Za każdym razem mały i duży stresik. Jak tym razem wyjdzie? Na ile uda mi się przekazać myśl. Co będzie, jeśli się zatnę w połowie myśli. Nic się nie stanie, zobowiązanie zaciągnąłem tylko u siebie, nikt mnie nie rozlicza. Równocześnie boję się wyłomu w regule. Odstępstwa. Nadkruszonego postanowienia. Wyjątku, który zacznie podważać przyjęte zasady. Tym bardziej dobrze się pilnować.

Są takie chwile w życiu żółwia, kiedy czuje, że powinien podjąć decyzję. Zapewne jest tak, że ciężar tej decyzji widzi tylko żółw. Otaczający świat pędzi pochłonięty swoimi ważnymi sprawami, a żółw się zatrzymał i duma. Słucha siebie i czuje, że go coś od wewnątrz zżera. Może sam niepotrzebnie kombinuje. Może to wszystko jest bardzo proste, tylko nie wszystko widać z perspektywy żółwia. Żółw, jak to żółw z każdej bajki, nie lubi pośpiechu, źle się czuje będąc raptusem. Żółw duma.

Czytaj dalej »

Tydzień w pigułce, odcinek piąty choć tydzień szósty

Wracam do koncepcji podsumowania tego, co się w ostatnim tygodniu wydarzyło. Wracam, ponieważ w zeszłym tygodniu (święta) podsumowania zabrakło (bo święta). Dobrze, że były święta, bo mam wymówkę;-)

Projekt pt. „zmiana” trwa i zdobywa nowe przyczółki i oblicza. Wpisów w kategorii „dziennik” jest już blisko 40. Podcastów nagrałem już ponad 20… dwadzieścia. Niecodzienny otworzył się na Facebooka, itunes, tunein, znalazłem też opcję dla Androida. 

Dobry tydzień za mną i wydarzyło się to głównie dzięki Wam. Dziękuję. Czytaj dalej »

Porozmawiajmy o emailu

Email ważna rzecz. Dość osobista, nawet jeśli masz ich kilka (a najprawdopodobniej masz ich kilka). Ten oficjalny, ten zawodowy, ten prywatny, ten spamerski. I jeszcze ten o którym nikt nie wie. I jeszcze jeden o którym to już naprawdę nikt nie wie. co ja mówię, taki mail to mam tylko ja. Masz też kilka skrzynek, o których zapomniałeś. Albo bardzo chcesz zapomnieć;) I pewnie masz też kilka skrzynek, o których nawet nie wiesz.

Email wiele rzeczy ułatwia, ale trafia na niego tak wiele spamu i syfu, że ciężko się czasem w tym odnaleźć. Mail czasem kradnie uwagę, może doprowadzić do kradzieży Twoich pieniędzy lub innych majętności. Trudno sobie wyobrazić naszą rzeczywistość bez maili. Jak byśmy wtedy pracowali? Pewnie efektywniej…

Dlaczego chcę rozmawiać o mailu? Bo chcę Ci wytłumaczyć, dlaczego Twój mail jest dla mnie ważny. Chcę Ci też wytłumaczyć, dlaczego miałbyś / miałabyś chcieć dać mi namiar na siebie 😉
Czytaj dalej »

Czas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne

Czas kończyć tę trylogię;-) Część pierwsza o walucie, część druga o złodziejaszkach. Część trzecia będzie najważniejsza. Dotyczy tego, co sam mogę i powinienem zmieniać w swoim podejściu do tego, w co się angażuję i jak panuję nad swoim czasem. O czym pamiętać może każde z nas i co każdemu z nas może ułatwiać codzienność.

Mamy dużo na głowie. Dużo planów, zadań, pomysłów. Często chcielibyśmy zrobić wszystko, najlepiej wszystko na raz. Ale… to nie może się udać. Próbujemy upchnąć jak najwięcej, próbujemy skondensować ile się da, łapiemy wszystkie sroczki za ogon. Nie chodzi nawet o to, że wypełniamy dzień pod korek, ale… tu nie rozchodzi się tym razem o rozplanowanie dnia, ale o zasadę ciut szerszą.

W rzeczach małych, chodzi o to, żebyśmy się nie pozwalali okradać z drobniaków. Bo tak jak z pozornie małych rzeczy można zrobić 1000 złotych w rok, tak z rzeczy krótkich, kilkunasto sekundnowych, robią się rzeczy minutowe. Tak powstają nie tyle zbędne, co złe nawyki, a czas przecieka nam przez palce. Tylko nawet jeśli zdołamy załatać dziury, pytanie brzmi co z tym „uratowanym” czasem zrobimy?
Czytaj dalej »

Ludzie, róbcie ludziom dobrze

Dziś miałem napisać coś zupełnie innego. W ogóle, tematów, które w głowie siedzą ostatnio dość dużo się nagromadziło i muszę powoli je zacząć zrzucać, ale… no dziś nie mogę. Dziś muszę inaczej.

To był dobry dzień. Od samego początku, aż do szczęśliwego końca. Tak, trochę mu w tym pomogłem – o czym zaraz dwa słowa, ale… dużo dobrej energii dostałem dziś od innych (samemu też starałem się przekazywać dalej). I całkiem bezczelnie proszę o więcej i do więcej Was zachęcam.

Czytaj dalej »

Co jest najważniejsze w planowaniu 

Święta, święta i po świętach, ale ja nie o świętowaniu. Raczej o tym, jak świętowanie (i inne okoliczności) wpłynęły na moje blogowe plany i jak się z tym czuję… Zerknijmy na ostatnich kilka dni…

Wielki piątek: dzień jest na tyle spokojny, że mogę pokusić się o Krótki poradnik jak się budzić. Uważam go za całkiem niezły, wiem, że będę przygotowywał jego wersję głosową.

Wielka sobota: sobotę od jakiegoś czasu traktuję jako dzień odstępstwa, pozwalam sobie zaplanować dłuższe spanie – z premedytacją. Ale wieczorem wymyśliłem, żeby niedzielny poranek umotywować (zgodnie z własnym poradnikiem) nagraniem. Poza tym, sobota nie była taka całkiem bezowocna, popełniłem wpis: Ale zgodzi się pan ze mną

Wielka niedziela: trudniejsza pobudka, bo poprzedzona późniejszym położeniem się spać. Poranek bogaty w rzeczy do zrobienia, ograniczony czasowo bo jesteśmy poumawiani. Mam dwie możliwości:

Zagryźć zęby i zrobić wszystko, co sobie zaplanowałem. Najlepiej na raz i równocześnie 

Dać sobie kilka sekund i zrozumieć co z perspektywy dzisiejszego poranka jest ważne i urealnić to, co zrobić się uda.

Czytaj dalej »

Ale zgodzi się pan ze mną

Leniwy korporacyjny dzień pracy. Niedawno wybiła jedenasta. Siedzimy przy biureczkach, ktoś pewnie uciekł do kuchni na zasłużoną kawę. Dzwoni telefon, ktoś się niewyraźnie przedstawia, mówi także dość szybko z jakiej firmy dzwoni i zaczyna sprzedawać. Zwykle sprzedaje coś, czego absolutnie nie potrzebuję.  Wtedy zwykle proszę o powtórzenie imienia rozmówcy, firmy, a następnie chcę aby w swoim systemie czy kajeciku zaznaczył, że nie życzę sobie więcej telefonów. Po tej prośbie zwykle życzę miłego dnia i temat zwykle jest zamknięty.

Tym razem rozmówca postanowił spróbować raz jeszcze i użył znienawidzonego przeze mnie zwrotu „ale zgodzi się Pan ze mną”. Na to jedno zdanie, a raczej jego początek mam alergię. Bo to nie jest przypadkowy zwrot. To wyćwiczona i wypracowana strategia aby podnieść efektywność tych „cold call”. 

Czytaj dalej »

Krótki poradnik jak się budzić – tak się zaczyna każdy dobry dzień

Lubię pisać swoje teksty tak, żeby pointa była na ich końcu, często będąc zaprzeczeniem tezy postawionej w tytule. Dziś będzie inaczej, na wypadek gdybyś przeczytał / przeczytała tylko jeden akapit z całej notki, tylko dwa zdania. Te zdania:

Masz ogromny wpływ na to, jaki będzie Twój dzień i bardzo niewiele trzeba, aby był dobry. Wystarczy, że obudzisz się z chęcią sprawienia sobie małej przyjemności.

Tu nie ma żadnego innego sekretu. Żadnego tajnego przejścia ani ukrytego znaczenia. Nie ma zaklęcia, żadnego „abrakadabra”. Jest tylko zwrócenie uwagi na drobny kontekst i podpowiedź jak go wykorzystać. Prawie jak ze „zrozumieniem logo Carrefoura„. Pokazanie, zachęcenie i uśmiech na drogę. Nie zamierzam Cię do niczego zmuszać, powiem Ci tylko, że z mojej perspektywy, to ma sens i działa. I szkoda by było, żebyś tego nie spróbował.

Inne teksty o porannym wstawaniu znajdziesz tu:

Czytaj dalej »

Niecodzienne szorty – odsłona pierwsza

Dzisiejszy wpis będzie inny. Poszarpany. Pociachany. Dzisiaj po raz pierwszy „szorty”. Albo prawie po raz piewrszy, bo już raz mi się takie coś zdarzyło popełnić. O tu >

Czym są szorty? Poza tym że to takie krótkie spodenki (ha ha, no nie mogę, jeszcze mnie suszy) to są to krótkie tematy, które zapewne nigdy nie doczekają się rozwinięcia w dłuższą formę. Czy dlatego że nie potrafię lać wody? Potrafię. Ale nie chcę. I równocześnie nie chce tych tematów zgubić. Więc skoro nie doczekały się na pełną formę, zostają rzucone na czytelnicze pożarcie w taki oto sposób.

Szorty nie są w założeniu cykliczne ani regularne. Szorty będą wrzutkami sporadycznymi, kiedy się ich nazbiera więcej i kiedy zacznę czuć wyrzuty sumienia, że je za długo sezonuję.

Czytaj dalej »

Przekleństwo wiedzy

Zacznę od chyba wstydliwego w naszym kraju wyznania – czytam książki. Wstydliwego, ponieważ mało kto czyta. Wyniki badania czytelnictwa w Polsce w 2015 roku, przeprowadzone na próbie ponad 3049 osób pokazały, że 63% Polaków nie przeczytało żadnej książki 2015 roku, a kolejnych 17% przeczytało jedną lub dwie. Trochę to straszne, bardzo to smutne.

Ja czytam bo lubię. To dla mnie nie tylko sposób na urozmaicenie sobie podróży komunikacją miejską, nie tylko rozrywka, ale także połączenie przyjemnego z pożytecznym. Czytanie podobno poszerza horyzonty i rozbudza wyobraźnię (przynajmniej dzieciom). Czasem czytanie pozwala jeśli nie na naukę języka, to przynajmniej obcowanie z nim, dlatego czasem czytam także po angielsku.
Czytaj dalej »