Niecodzienne szorty – odsłona pierwsza

Dzisiejszy wpis będzie inny. Poszarpany. Pociachany. Dzisiaj po raz pierwszy „szorty”. Albo prawie po raz piewrszy, bo już raz mi się takie coś zdarzyło popełnić. O tu >

Czym są szorty? Poza tym że to takie krótkie spodenki (ha ha, no nie mogę, jeszcze mnie suszy) to są to krótkie tematy, które zapewne nigdy nie doczekają się rozwinięcia w dłuższą formę. Czy dlatego że nie potrafię lać wody? Potrafię. Ale nie chcę. I równocześnie nie chce tych tematów zgubić. Więc skoro nie doczekały się na pełną formę, zostają rzucone na czytelnicze pożarcie w taki oto sposób.

Szorty nie są w założeniu cykliczne ani regularne. Szorty będą wrzutkami sporadycznymi, kiedy się ich nazbiera więcej i kiedy zacznę czuć wyrzuty sumienia, że je za długo sezonuję.

Continue readingNiecodzienne szorty – odsłona pierwsza

Przekleństwo wiedzy

Zacznę od chyba wstydliwego w naszym kraju wyznania – czytam książki. Wstydliwego, ponieważ mało kto czyta. Wyniki badania czytelnictwa w Polsce w 2015 roku, przeprowadzone na próbie ponad 3049 osób pokazały, że 63% Polaków nie przeczytało żadnej książki 2015 roku, a kolejnych 17% przeczytało jedną lub dwie. Trochę to straszne, bardzo to smutne.

Ja czytam bo lubię. To dla mnie nie tylko sposób na urozmaicenie sobie podróży komunikacją miejską, nie tylko rozrywka, ale także połączenie przyjemnego z pożytecznym. Czytanie podobno poszerza horyzonty i rozbudza wyobraźnię (przynajmniej dzieciom). Czasem czytanie pozwala jeśli nie na naukę języka, to przynajmniej obcowanie z nim, dlatego czasem czytam także po angielsku.
Continue readingPrzekleństwo wiedzy

Zaczynam się bać swoich pomysłów

Trzy dni. Tyle zajęło mi odpalenie podcastu i podpięcie go na itunes. W sobotę zacząłem, w niedzielę skończyłem, dziś dostałem wiadomość, że oni moje zgłoszenie  „approved”. I prawie wcale nie przeszkadza mi to, że oni mnie approved, dlatego że oni moim narzeczem nie bardzo władają. I prawie wcale nie przeszkadza mi to, że oni mnie approved, dlatego, że to zapewne robi automat i sprawdza czy przypadkiem czymś mocno nielegalnym nie lecę, ale… Oni mnie approved. Więc skoro Oni mnie approved, to Wy teraz możecie mnie subscribe na itunes. Czaicie to? Nirski na itunes.

Trochę to mi przestawia dzień. Bardzo mi to podnosi nastrój. I nawet jak sobie pomyślę, że to samo z siebie nic nie znaczy i żaden to wielki przełom, ale… czujecie to? Nirski na itunes 😀

Continue readingZaczynam się bać swoich pomysłów

Tydzień w pigułce, odcinek 4.

Tydzień czwarty prawie za mną. Co dla mnie ważne, to to, że udało się utrzymać codzienne pisanie pomimo tego, że trzy dni były „wyjechane” . I to dość daleko wyjechane. Co jeszcze ważniejsze, to same teksty, które moim zdaniem naprawdę są niezłe. Powoli kształtuje się też proces pisania. Kalendarz już do łask chyba nie wróci. Na razie najskuteczniejsze są dwa foldery w Notatkach MacOS – ten w którym są teksty napisane i ten w którym są tematy do rozwinięcia. 

Poranne wstawanie nadal w mocy, choć wkradło się trochę rozluźnienia i pobudki kilka minut po godzinie 6. Jest też dyspensa w sobotę… Czy to kryzys? Mam nadzieję że nie, bo poranne wstawanie ma moc, nie chcę jej tracić. No i jest to dla mnie ważny, cenny czas. Zatem założenie jest takie, aby kolejny tydzień był z wczesnym wstawaniem;-)

Continue readingTydzień w pigułce, odcinek 4.

Niezłe jaja – Niecodzienny.net w formie podcastu

Gdyby mi ktoś powiedział, że jak zacznę wcześniej wstawać, to będą mi przychodziły do głowy tak dziwne pomysły… w takich ilościach i częstotliwości… a na koniec okaże się jeszcze, że będę miał dość bezczelności żeby ich próbować, to… pewnie bym się grzecznie odwrócił na drugi boczek i karnie poszedłbym spać dalej;-)

No to się popisałem. Piszę bezpośrednio w panelu, ledwie zacząłem i kliknąłem „opublikuj” więc teraz (choć to mało prawdopodobne) ktoś może na żywo podglądać co piszę. Także muszę pisać, jak to mawiają, biegusiem. To się chyba nazywa pisanie bloga live, czy coś…

A tu się chowa podcast  Niecodzienny na itunes. Trochę nie ogarniam;-)

Continue readingNiezłe jaja – Niecodzienny.net w formie podcastu

Zawsze genialny, idealny muszę być

Zawsze genialny, idealny muszę być
Codziennie o zmianie

 
 
00:00 / 7:21
 
1X
 

Ten temat po głowie chodził mi już od kilku dni. Pojawiał się w różnych kontekstach, w różnych przebraniach, w różne słowa ujęty, ale za każdym razem wszystko sprowadza się do jednego mianownika. Polub siebie i daj sobie tyle przestrzeni, ile tylko potrzebujesz.

Nie chodzi mi tylko o to, aby o sobie pamiętać i o siebie dbać – o tym pisałem wczoraj. Chodzi mi raczej o to, że mamy tendencję do tego, żeby od siebie wymagać dużo więcej niż od innych*- co z jednej strony jest dobre, bo nas to rozwija, z drugiej strony możemy zrobić sobie straszną krzywdę. Bo będziemy chcieli od siebie zawsze więcej (to męczy nasz mózg), zawsze będziemy z siebie niezadowoleni (to też męczy nasz mózg), bo to totalnie niezrozumiałe (ale tego to już nasz mózg nie ogarnie).
Continue readingZawsze genialny, idealny muszę być

A Ty dbasz o siebie, chłopie?

A Ty dbasz o siebie, chłopie?

 
 
00:00 / 5:44
 
1X
 

Jeśli nie mamy czasu na to, żeby się słuchać i zastanowić się nad tym, co jest dla nas ważne, to jak duża jest szansa, że o siebie dbamy? Czy przypadkiem nie jest tak, że jest mnóstwo rzeczy które musimy i całe nasze dni są wypełnione kolejnymi zadaniami z listy todo, a zadbanie o siebie jest czymś czego nie robimy, albo robimy przypadkiem, a jeśli już, to robimy to na samym szarym końcu, kiedy starczy nam na to czas (zwykle nie starcza).

Swój dzień układamy pod to, co musimy. Obowiązki, obowiązki. Pęd, byle zdążyć. Od samego rana, od pobudki. Ponieważ nie bardzo umiemy wstawać (a wstawanie jest ważne i wczesne wstawanie jest dobre). Wszystko jest podporządkowane czemuś innemu i komuś innemu. Bo ktoś inny potrzebuje, bo ktoś inny chce, bo trzeba rozwiązać cudze problemy.
Continue readingA Ty dbasz o siebie, chłopie?

No to kiedy będzie łatwo?

No to kiedy będzie łatwo?

 
 
00:00 / 6:49
 
1X
 

Wiesz, siedzę sobie, piszę, wymądrzam się, wstaję rano i ogólnie zmieniam swoje życie. Staram się, próbuje, zmagam, robie wszystko tak jak powinienem i chciałbym wiedzieć że to już, albo że przynajmniej tuż tuż. Że umiem, potrafię, że już nie długo nie będę musiał wyciągać z trzewi energii, aby działać. Że już za rogiem czeka na mnie ten moment, w którym wszystko zacznie przychodzić samo, a ja będę mógł być piękny i pachnieć. Albo przynajmniej pachnieć.

Musimy to sobie powiedzieć od samego początku. Ten moment nie nadejdzie. Nie nakręcasz żadnego perpetum mobile, żadnego wahadła które raz puszczone w ruch będzie teraz dostarczać Ci energię w nieskończoność i rozwiązywać za Ciebie problemy. Już prawie nigdy nie będzie łatwo.
Continue readingNo to kiedy będzie łatwo?

Wytrwać gdy i tym razem ziemia się nie zatrzęsie

Wytrwać gdy i tym razem ziemia się nie zatrzęsie
Codziennie o zmianie

 
 
00:00 / 8:27
 
1X
 

Na trzy sekundy zagłuszam swoją skromność, zdecydowanie niefałszywą. Na trzy sekundy pozwolę dojść do głosu przekonaniu, że kiedy się do czegoś przykładam, kiedy mi zależy, kiedy chce robić to co robię, robię to dobrze. W tym konkretnym przypadku chodzi o pisanie, w szczególności chodzi o pisanie Niecodziennego. Znam bolączki swojego bloga, znam wszystkie przewiny. Ale na te trzy sekundy je przemilczę.

Bo czasem mam wrażenie, że popełniam dobry tekst. I tak, chyba mogę palcem wskazać, który to. Więc popełniam, publikuje i… nic. Efekt jest mniej więcej właśnie taki, jak bym napisał tekst zły (chociaż może mniej wstydu) albo nie napisał go wcale (chociaż wtedy, jak znam siebie, dojrzewał by w mojej głowie i męczyłby mnie, aż bym go napisał). Tekst napisany, jestem z niego zadowolony, chciałbym żeby ziemia drgnęła. Choć ciut. Ziemia ma na ten temat swoje zdanie.

Continue readingWytrwać gdy i tym razem ziemia się nie zatrzęsie

Tydzień w pigułce czyli 3. Podsumowanie

Trzeci tydzień to zgodnie z zapowiedzią tydzień pisania bez kalendarza. Efekt? Jest mi Lżej, łatwiej, spokojniej. Pisanie (i planowanie pisania) wywołuje mniej stresu, mniej irytacji. Jest mi wygodniej. Wniosek? Trzeba to utrzymać – kalendarz zostaje w odstawce.

A co poza tym? Wstaje wciąż zgodnie z pomysłem (6 na 7 ostatnich dni), wyjątkiem była sobota, ale to wynikało z ciężkiej nocy rodzicielskiej. Wpisy powstają regularnie, pomysły wciąż wracają, zacząłem namawiać ludzi żeby spróbowali pobawić się tak jak ja z porannym wstawaniem i żeby zaczęli pytać samych siebie o swoje chcę.

Plan na pobudki w najbliższym tygodniu: 15 minut oddychania w ciszy (wspierane czymś na kształt medytacji), 5 minut uświadamiania sobie zachcianek, 5-10 minut rozruchu, 2-3 minuty na to, aby poszukać rzeczy pozytywnych z poprzedniego dnia i co pozytywnego może wydarzyć się dziś, a jeśli rzeczywistość pozwoli także kilka minut czytania (jednak).

Continue readingTydzień w pigułce czyli 3. Podsumowanie