Zaczynam się bać swoich pomysłów

Trzy dni. Tyle zajęło mi odpalenie podcastu i podpięcie go na itunes. W sobotę zacząłem, w niedzielę skończyłem, dziś dostałem wiadomość, że oni moje zgłoszenie  „approved”. I prawie wcale nie przeszkadza mi to, że oni mnie approved, dlatego że oni moim narzeczem nie bardzo władają. I prawie wcale nie przeszkadza mi to, że oni mnie approved, dlatego, że to zapewne robi automat i sprawdza czy przypadkiem czymś mocno nielegalnym nie lecę, ale… Oni mnie approved. Więc skoro Oni mnie approved, to Wy teraz możecie mnie subscribe na itunes. Czaicie to? Nirski na itunes.

Trochę to mi przestawia dzień. Bardzo mi to podnosi nastrój. I nawet jak sobie pomyślę, że to samo z siebie nic nie znaczy i żaden to wielki przełom, ale… czujecie to? Nirski na itunes 😀

Czytaj dalej »

Tydzień w pigułce, odcinek 4.

Tydzień czwarty prawie za mną. Co dla mnie ważne, to to, że udało się utrzymać codzienne pisanie pomimo tego, że trzy dni były „wyjechane” . I to dość daleko wyjechane. Co jeszcze ważniejsze, to same teksty, które moim zdaniem naprawdę są niezłe. Powoli kształtuje się też proces pisania. Kalendarz już do łask chyba nie wróci. Na razie najskuteczniejsze są dwa foldery w Notatkach MacOS – ten w którym są teksty napisane i ten w którym są tematy do rozwinięcia. 

Poranne wstawanie nadal w mocy, choć wkradło się trochę rozluźnienia i pobudki kilka minut po godzinie 6. Jest też dyspensa w sobotę… Czy to kryzys? Mam nadzieję że nie, bo poranne wstawanie ma moc, nie chcę jej tracić. No i jest to dla mnie ważny, cenny czas. Zatem założenie jest takie, aby kolejny tydzień był z wczesnym wstawaniem;-)

Czytaj dalej »

Niezłe jaja – Niecodzienny.net w formie podcastu

Gdyby mi ktoś powiedział, że jak zacznę wcześniej wstawać, to będą mi przychodziły do głowy tak dziwne pomysły… w takich ilościach i częstotliwości… a na koniec okaże się jeszcze, że będę miał dość bezczelności żeby ich próbować, to… pewnie bym się grzecznie odwrócił na drugi boczek i karnie poszedłbym spać dalej;-)

No to się popisałem. Piszę bezpośrednio w panelu, ledwie zacząłem i kliknąłem „opublikuj” więc teraz (choć to mało prawdopodobne) ktoś może na żywo podglądać co piszę. Także muszę pisać, jak to mawiają, biegusiem. To się chyba nazywa pisanie bloga live, czy coś…

A tu się chowa podcast  Niecodzienny na itunes. Trochę nie ogarniam;-)

Czytaj dalej »

Zawsze genialny, idealny muszę być

Zawsze genialny, idealny muszę być
Codziennie o zmianie

 
 
00:00 / 7:21
 
1X
 

Ten temat po głowie chodził mi już od kilku dni. Pojawiał się w różnych kontekstach, w różnych przebraniach, w różne słowa ujęty, ale za każdym razem wszystko sprowadza się do jednego mianownika. Polub siebie i daj sobie tyle przestrzeni, ile tylko potrzebujesz.

Nie chodzi mi tylko o to, aby o sobie pamiętać i o siebie dbać – o tym pisałem wczoraj. Chodzi mi raczej o to, że mamy tendencję do tego, żeby od siebie wymagać dużo więcej niż od innych*- co z jednej strony jest dobre, bo nas to rozwija, z drugiej strony możemy zrobić sobie straszną krzywdę. Bo będziemy chcieli od siebie zawsze więcej (to męczy nasz mózg), zawsze będziemy z siebie niezadowoleni (to też męczy nasz mózg), bo to totalnie niezrozumiałe (ale tego to już nasz mózg nie ogarnie).
Czytaj dalej »

A Ty dbasz o siebie, chłopie?

A Ty dbasz o siebie, chłopie?

 
 
00:00 / 5:44
 
1X
 

Jeśli nie mamy czasu na to, żeby się słuchać i zastanowić się nad tym, co jest dla nas ważne, to jak duża jest szansa, że o siebie dbamy? Czy przypadkiem nie jest tak, że jest mnóstwo rzeczy które musimy i całe nasze dni są wypełnione kolejnymi zadaniami z listy todo, a zadbanie o siebie jest czymś czego nie robimy, albo robimy przypadkiem, a jeśli już, to robimy to na samym szarym końcu, kiedy starczy nam na to czas (zwykle nie starcza).

Swój dzień układamy pod to, co musimy. Obowiązki, obowiązki. Pęd, byle zdążyć. Od samego rana, od pobudki. Ponieważ nie bardzo umiemy wstawać (a wstawanie jest ważne i wczesne wstawanie jest dobre). Wszystko jest podporządkowane czemuś innemu i komuś innemu. Bo ktoś inny potrzebuje, bo ktoś inny chce, bo trzeba rozwiązać cudze problemy.
Czytaj dalej »

No to kiedy będzie łatwo?

No to kiedy będzie łatwo?

 
 
00:00 / 6:49
 
1X
 

Wiesz, siedzę sobie, piszę, wymądrzam się, wstaję rano i ogólnie zmieniam swoje życie. Staram się, próbuje, zmagam, robie wszystko tak jak powinienem i chciałbym wiedzieć że to już, albo że przynajmniej tuż tuż. Że umiem, potrafię, że już nie długo nie będę musiał wyciągać z trzewi energii, aby działać. Że już za rogiem czeka na mnie ten moment, w którym wszystko zacznie przychodzić samo, a ja będę mógł być piękny i pachnieć. Albo przynajmniej pachnieć.

Musimy to sobie powiedzieć od samego początku. Ten moment nie nadejdzie. Nie nakręcasz żadnego perpetum mobile, żadnego wahadła które raz puszczone w ruch będzie teraz dostarczać Ci energię w nieskończoność i rozwiązywać za Ciebie problemy. Już prawie nigdy nie będzie łatwo.
Czytaj dalej »

Wytrwać gdy i tym razem ziemia się nie zatrzęsie

Wytrwać gdy i tym razem ziemia się nie zatrzęsie
Codziennie o zmianie

 
 
00:00 / 8:27
 
1X
 

Na trzy sekundy zagłuszam swoją skromność, zdecydowanie niefałszywą. Na trzy sekundy pozwolę dojść do głosu przekonaniu, że kiedy się do czegoś przykładam, kiedy mi zależy, kiedy chce robić to co robię, robię to dobrze. W tym konkretnym przypadku chodzi o pisanie, w szczególności chodzi o pisanie Niecodziennego. Znam bolączki swojego bloga, znam wszystkie przewiny. Ale na te trzy sekundy je przemilczę.

Bo czasem mam wrażenie, że popełniam dobry tekst. I tak, chyba mogę palcem wskazać, który to. Więc popełniam, publikuje i… nic. Efekt jest mniej więcej właśnie taki, jak bym napisał tekst zły (chociaż może mniej wstydu) albo nie napisał go wcale (chociaż wtedy, jak znam siebie, dojrzewał by w mojej głowie i męczyłby mnie, aż bym go napisał). Tekst napisany, jestem z niego zadowolony, chciałbym żeby ziemia drgnęła. Choć ciut. Ziemia ma na ten temat swoje zdanie.

Czytaj dalej »

Tydzień w pigułce czyli 3. Podsumowanie

Trzeci tydzień to zgodnie z zapowiedzią tydzień pisania bez kalendarza. Efekt? Jest mi Lżej, łatwiej, spokojniej. Pisanie (i planowanie pisania) wywołuje mniej stresu, mniej irytacji. Jest mi wygodniej. Wniosek? Trzeba to utrzymać – kalendarz zostaje w odstawce.

A co poza tym? Wstaje wciąż zgodnie z pomysłem (6 na 7 ostatnich dni), wyjątkiem była sobota, ale to wynikało z ciężkiej nocy rodzicielskiej. Wpisy powstają regularnie, pomysły wciąż wracają, zacząłem namawiać ludzi żeby spróbowali pobawić się tak jak ja z porannym wstawaniem i żeby zaczęli pytać samych siebie o swoje chcę.

Plan na pobudki w najbliższym tygodniu: 15 minut oddychania w ciszy (wspierane czymś na kształt medytacji), 5 minut uświadamiania sobie zachcianek, 5-10 minut rozruchu, 2-3 minuty na to, aby poszukać rzeczy pozytywnych z poprzedniego dnia i co pozytywnego może wydarzyć się dziś, a jeśli rzeczywistość pozwoli także kilka minut czytania (jednak).

Czytaj dalej »

Niespodziewane efekty codziennego blogowania

Niespodziewane efekty codziennego blogowania

 
 
00:00 / 5:02
 
1X
 

To już dwa tygodnie z haczykiem naparzam w klawiatury komputera, telefonu, tabletu zbierając myśli, składając je w słowa, wnioski i obietnice. Co to przyniosło? Trochę życia w blog udało się tchnąć, kilka komentarzy doszło, statystyki drgnęły. Tak, miałem w nie nie patrzeć i się tego postanowienia trzymam, ale tez na niecodziennym ruch największy od… Ho ho i jeszcze trochę (najlepszy miesiąc od conajmniej 3 lat). Mam nadzieje, że tendencja się utrzyma także w kwietniu, nawet gdy patrzył nie będę;) Choć wiem, że aby to się mogło wydarzyć, dobrze by było utrzymać rytm pisania i no chyba jednak pokombinować z jakąś formą promocji. 

Ale nie wszystko co obserwuję jest zgodne z moimi przewidywaniami. Zaskakuje mnie nieco to, że tematy wciąż do mnie przychodzą, i że wciąż znajduję czas i drzemie we mnie determinacja i dyscyplina. Ciekawe także jest to, że tematy przychodzą bez bólu i wysiłku (ale może to też takie tematy:) ). Co zupełnie nieplanowane to to, że kolejne wpisy – przynajmniej w mojej głowie – kleją się zagadnieniami. Przypadek? Przypuszczam, że wątpię.  Raczej do głosu i pióra dochodzą kwestie, które są dla mnie ważne, w głowie siedzą i widać wokół tych samych punkcików krążą.
Czytaj dalej »

Czego nie mówią liczby i jak bardzo odwracają uwagę?

Jeśli powiem, że lubię liczby paru czytelników, którzy mnie znają uśmiechnie by się znacząco pod nosem. Uznają uwagę za niedopowiedzenie, a ja ich reakcję uznaję za komplement. Dziwny to komplement, choć dla mnie bardzo cenny.

Lubię liczby, bo pozwalają zilustrować świat, który próbuję zrozumieć i to w sposób, który powinien być dość łatwy do przekazania dalej. Liczby nie kłamią. Ale równocześnie, liczby są bardzo niedoskonałe i dość dyskretne* (w bardzo matematycznym rozumieniu tego słowa). Liczby upraszczają świat… choć nie kłamią, to nie mówią wszystkiego i nie można im całkiem zaufać.

Chyba nie jestem jedynym, który w liczby wierzy. Wszędzie wokół świat w liczbach przedstawiamy. W słupkach, w tabelkach, w kółeczkach. Opieramy się o liczby i bardzo się do nich przywiązujemy. Przy czym chyba zapominamy, że liczby nas ograniczają. Czytaj dalej »