Blog

  • Potwory w mojej szafie #34 tygodniówka

    1. Wciąż jeszcze nie wiem jakie powinienem przyjąć kryterium doboru tematów do tygodniówki i na ile powinna być ona / może być ona mocno osobista. Na ile to jest czas i miejsce, abym z pewnymi tematami wychodził z szafy. Niemniej jednak, zaryzykuję i zacznę od tematu niezwykle mi bliskiego i od razu wytłumaczę czemu jest mi bliski.
    2. W #21 tygodniówce podrzucałem rozmowę Marka Sekielskiego z Borysem Szycem, pierwszą z cyklu rozmów o walce z uzależnieniem alkoholowym. Kiedy ją oglądałem pomyślałem sobie, że bardzo byłbym ciekaw w tym formacie Małgorzaty Halber, autorki książki, którą musisz przeczytać. Chciałem i dostałem. Oj… jest moc.
    1. Na początku rozmowy pojawia się nawiązanie do reklamy społecznej, która zrobiła wielkie wrażenie na pani Małgorzacie. To ta reklama: 

    Pani Małgorzata odnosząc się do pointy reklamy mówi „To jest to. Ten lęk czy moja matka kiedy zejdę na kolację, będzie piła, czy nie będzie piła… to było tak straszne, i ja ją tak bardzo kochałam”. To jest moment, w którym ktoś mi czyta myśli z głowy. W którym ktoś mi mówi moim życiem, moimi lękami. A może nazywa i pokazuje lęki, którym nie chciałem nadawać imion. Moc.

    1. Choć ten motyw pojawiał się na peryferiach mojego życia i świadomości wcześniej, w ubiegłym został powiedziany przez moją siostrę prosto w twarz, a teraz oglądając ten wywiad dostałem to znowu między oczy. Jestem DDA – dorosłym dzieckiem alkoholika. Nie chcę tego traktować jako tarczy, nie chcę tym obwiniać mojego taty, nie uważam tego za jakiekolwiek wyjaśnienie sposobu, w jaki żyję swoje życie, ale… trochę rzeczy tak dużo łatwiej mi teraz zrozumieć. Z czym mam problem, gdzie mam lęki, gdzie mam bariery i może trochę łatwiej mi zrozumieć skąd mam te bariery (co zdecydowanie nie ułatwia mi tych barier pokonywać).
    2. Kiedy rok temu wchodziłem w ten temat, trafiłem na kwestionariusz, który miał pomóc ocenić czy jestem właśnie DDA. To lista 25 pytań, na które odpowiada się tak lub nie. Idąc przez listę myślałem sobie „e, luz, co prawda kilka razy musiałem przyznać że tak, ale pewnie chodzi o to, że jeśli powiesz tak na większość to coś jest na rzeczy, sprawdź dalej”. Miałem rację co do mechaniki, nie miałem racji co do poziomu. Jeśli odpowiesz „tak” na trzy lub więcej pytań… Merde!
    3. I swoją drogą, z tego się nie wyrasta. Mam 37 lat, jestem ojcem, mężem, mogę powiedzieć że trochę już samo o sobie stanowiącym, może nawet nieco niezależnym, ale kiedy jedziemy w piękne okoliczności przyrody i spędzamy czas wakacyjny także z moimi rodzicami, w mojej głowie pojawia się to pytanie – „czy mój ojciec, kiedy zejdę na kolację, będzie pijany?”; To pytanie za każdym razem mnie pokonuje.
    4. Jedyne co mogę zrobić, to zadbać o to, aby mój syn nie miał takich lęków. Co prawda i tak będzie miał ze mną pod górkę (jak każde dziecko z każdym rodzicem), ale przynajmniej nie to.
    5. Witajcie na mojej terapii. Przepraszam, że Was na nią zwabiłem trochę jakby bez pytania. Ale… obejrzyjcie wywiad z Małgorzatą Halber, przeczytajcie jej książkę. Warto. I nie, nadal nie miałem odwagi obejrzeć „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, pokonały mnie same materiały dodatkowe.
    6. To co, dobrze by było zmienić temat na lżejszy. Czy wiesz, że warto mieć swojego Batmana? Swojego prywatnego i na własny użytek? Oczywiście zgodnie z myślą:

    W tym miejscu oczko puszczam do Kasi. Kasia wie, że to do niej puszczam oko, bo Kasia czyta. Prawda, że Kasia czyta?

    1. Ale z tym batmanem, to jednak na serio. Jeśli znajdziemy w sobie miejsce i przestrzeń dla superbohatera, to on nam pomoże. To, jak mówią, pomogło Beyonce i Adele, ale są też na to badania (a jakże), które pokazują korzyści z umiejętności „dystansowania się do siebie” kiedy mierzymy się z czymś, co dla nas trudne. Pozwala nam na złapanie innej perspektywy, a czasem nawet najmniejsza zmiana w podejściu może dać ogromną różnicę. Ma znaczenie to, czym się karmimy. Pielęgnujmy swojego superbohatera.
    2. Nie wiem czy Tobie też, ale mi ktoś kiedyś wmówił, albo przekonał mnie do tego, że „chodzi o to, aby robić rzeczy dobrze”. Nie. Chodzi o to, żeby robić rzeczy. A jeśli robisz rzeczy, to z czasem robisz je coraz lepiej, bo „lepszość” przychodzi ze świadomego podejmowania kolejnych prób. Nie znaczy to, że od razu będziesz maestro (i kurde nie musisz), ale będziesz się rozwijał. I nieprawda, że niedoskonałe lub wręcz błędne musi być od razu złe. Czasem może być sztuką. Słyszaliście kiedyś o Portsmouth Sinfonia? No to posłuchajcie: 
    1. Portsmouth Sinfonia to projekt, do którego dołączyć mógł każdy, niezależnie od tego, czy potrafił czy nie potrafił grać na instrumencie, a jeśli potrafił, to dawano mu inny, żeby mu / jej nie było za łatwo. I dało się. Żeby było ciekawiej, jak ktoś skomentował – z czasem zrobili się za dobrzy i już przestało być tak wyjątkowo.
    2. Przyszło mi też do głowy, choć chyba zainspirowałem się wypowiedzią na „slacku Pucka” (taki fandom tych, którzy czytają jego newsletter), że ludzie zatrudniają Cię ponieważ chcą skorzystać z błędów, które już popełniłeś, mając nadzieję, że już ich więcej nie popełnisz (przynajmniej nie za ich pieniądze). Spokojnie, popełnisz nowe.
    3. Bo trzeba umieć i wiedzieć, aby się tą wiedzą dzielić. No chyba że żyjesz w XXI wieku, masz dostęp do internetu i nie masz zahamowań. Wtedy możesz na ten przykład strollować szkocką Wikipedię. 
    https://twitter.com/r_speer/status/1298297872228786176?s=20
    1. W temacie trollowania… takie cudeńko

    Książki wyłapał Nicholas Pegg i są tam The Subtle Knife, Fahrenheit 451, Betrayed, The Resistance, The Toll, Crisis Point, Glass Houses, and The Twits, Exodus, Władca Pierścieni…

    1. Od czasu do czasu kiedy ogląda się to, co robią ludzie w Telewizji Polskiej, nie umiem wyjść z podziwu wobec kunsztu, jaki prezentują.

    choć gdybym kiedykolwiek z czymś takim wyskoczył na prezentacji, to… chyba by mi nie pozwolili jej dokończyć. A może byliby pod takim wrażeniem, jakim ja teraz jestem?

    1. Na całe szczęście, nie mamy na naszej planecie żadnych problemów więc możemy bawić się w trollowanie. Czasem trollujemy my, czasem trollują nas dzięki czemu skutecznie się rozgrzewamy. To znaczy dogrzewamy.
    https://twitter.com/veitchtweets/status/1296066993834070024?s=20
    1. Przy czym pamiętajmy, że często problem to kwestia wyłącznie przyjętej perspektywy
    1. Perspektywa, to także sposób prezentacji, użycie odpowiedniej metafory, aby było nam łatwiej niektóre rzeczy zrozumieć. Rzeczy, które trudno sobie wyobrazić, bo nasza wyobraźnia sobie z nimi nie radzi. Nie radzimy sobie z dużymi liczbami, nie radzimy sobie z dużymi odległościami. Dobrze wszystko sprowadzić do wspólnego mianownika, do obrazów, które umiemy ogarnąć. Na ten przykład – jaka jest odległość naszego układu słonecznego od najbliższej gwiazdy? Odpowiedź prawidłowa – W hu…k.
      Ale można to też przedstawić tak
    1. Nie będe podrzucał kolejnego zdjęcia kosmosu, nie będę podrzucał kolejnego zdjęcia kosmosu, nie będe podrzucał kolejnego zdjęcia kosmosu.

    Boże jaki jestem słaby.

    1. Tylko nie myśl sobie, że wszystko w kosmosie jest takie piękne.
    1. Dwa słowa o tym, czym się zajmuję zawodowo, czyli komunikacją. Jest taka znakomita książka o reklamie pt. Under the radar, talking to todays cynical consumer (zwróć uwagę na to, że consumer był powszechnie cynical już w 1997 roku), w której autor tłumaczy, a może raczej pokazuje, że sztuką dobrej reklamy jest umieć znaleźć sposób na taką konstrukcję i takie zamieszczenie przekazu reklamowego, żeby zaskoczyć tym odbiorcę. Nie chodzi o to, że musisz zawsze robić rzeczy wielkie, chodzi o to, żeby robić rzeczy mądre (których nie blokuje adblock). Jedną z firm, która robi to znakomicie, jest Burger King. 
    https://twitter.com/Ogilvy/status/1295707612315553799?s=20
    1. To co jest niesamowite to to, że robi to powtarzalnie. Choć może lepszym określeniem jest wielokrotnie. Niestety, większość reklamodawców woli po prostu zasypać wszelkie niedobory kreatywności lub braku odwagi wyróżnienia się większym workiem pieniędzy. I chyba tylko dlatego mamy błędne wrażenie, że w Polsce nie ma dobrych reklam.
    2. W temacie reklam, drogi Youtube, kiedy stałeś się Polsatem? W ostatnich dniach ilość (bo ich liczba przekroczyła policzalną dla mnie wartość) reklam, na które trafiam chcąc coś na YT obejrzeć, jest tak przytłaczająca, że mam rosnącą ochotę znaleźć alternatywę, a jeśli mi sie to nie uda, to zrezygnować z oglądania czegokolwiek. I nie, wbrew Twojej nachalnej propozycji, jakoś nie jest mi w smak płacenie Ci abonamentu. Sorry.
    3. Druga rzecz około zawodowa. Na Linkedin pani Marta Smyrska podzieliła się ciekawym wnioskiem dla każdego, kto przesyła gdziekolwiek swoje oferty. „Ze statystyk wynika, że średni czas przeglądania oferty przez klienta to od 2-6 minut.” To daje do myślenia.

    Pamiętajcie – Warto pisać krócej.

    1. Z tym krócej, prościej, dokładniej, to jest jednak niesamowite. Tu znajdziesz bardzo ciekawy wątek na TT o podejściu do efektywnego działania z punktu widzenia zarządzania ale ja wyciągnę jeden tweet. Bo każdemu z nas się wydaje, że innym łatwo upraszczać, bo mają prostszą dziedzinę. Hmm… Mają prościej, bo potrafią upraszczać. 
    1. Skupienie się polega na robieniu jednej rzeczy (żeby nie powiedzieć na jednym punkcie). Wiem, że mam z tym problem.
    2. Nie wiem czy to od zawsze było oczywiste i to czym się podzielę to truizm, czy też stało się to oczywiste, w momencie, w którym zostało nazwane. A co jeśli (moja ukochana) prokrastynacja nie ma nic wspólnego z umiejętnością zarządzania czasem, a wszystko z nieumiejętnością poradzenia sobie z konkretnymi nieprzyjemnymi emocjami związanymi z konkretnymi zadaniami? Ciekawy artykuł
    3. Na LinkedIn widziałem też znów zachwyt nad najsłynniejszym zdjęciem polskiej transplantologii, czyli Religa po operacji. Z jakiegoś powodu, wszyscy twierdzą, że to zdjęcie to dokumentacja sukcesu. 
    https://www.worldpressphoto.org/collection/photo/1988/34035/1/1988-James-L-Stanfield-ST2

    a ja od kilku lat naiwnie próbuję zachęcać, do wysłuchania tego, co na temat tego zdjęcia mówi dr. Zembala – to zdjęcie po nieudanej operacji, tego dnia robiliśmy dwa przeszczepy. Pacjent pierwszej operacji żył jeszcze 30 lat (zmarł w 2017 roku), pacjent drugiej – zmarł. Tu znajdziesz wywiad z dr Zembalą (tak, wiem, tvp info, ale też materiał jest z 2015 roku).

    1. Czujesz się wyjątkowy? Czujesz się inna niż inne? Zapraszam do zabawy, sprawdź jak popularna jest Twoja data urodzenia: 

    Swoje procenty wpisujcie w koment…. Ech, to by było zbyt proste.

    1. Kilka lat temu popełniłem tekst o tym, że Kindle jest znakomitym urządzeniem, wręcz pokusiłem się o tezę, że to urządzenie lepsze od tabletu. Tezę postawiłem w 2013 roku i nadal twierdzę, że się ona broni. Kindle ma jednak jedną, poważną z punktu widzenia producenta i sprzedawcy, wadę. Nie psuje się, ani nie starzeje się technologicznie w miarę upływu czasu przez co właściciel nie ma powodu aby kupować kolejne urządzenie. Ja swojego drugiego „kundelka” mam od 2015 roku i chwalę go sobie wielce. Pierwszy trafił w ręce Sylwii, i nadal jest chętnie używany i nadal świetnie działa (oba to paperwhite’y, odpowiednio drugiej i trzeciej generacji). Na osłodę Amazona dodam tylko, że przekonałem kolejne osoby (Mamę, Zbyszka, Natalię) do tego, aby po czytnik sięgnęły… więc może jednak Amazon jakoś na swoje wychodzi.
    2. Skąd akurat teraz ta uwaga o kindle? Bo kilka dni temu po raz kolejny odświeżyłem swojego iPada, na nieco wyższy (choć nie najwyższy ani nie najnowszy) model. Fanboj jak nic. To urządzenie niewiele się różni od poprzednich, ale jest pierwszym moim iUrządzeniem, które ma FaceiD. I jestem w zasadzie pewien, że kiedy ten „feature” był ogłaszany przez macherów z Cupertino, to musieli powiedzieć – „I can’t wait till you try it, it’s like magic.”; I wiecie co? To jest jak magic. I tego się nie da opowiedzieć. Oczywiście, to się opiera o zaufanie, że tylko moja piękna facjata urządzenie odblokuje, ale… szybkość z jaką to działa i brak jakiegokolwiek fizycznego kontaktu, żadnego guziczka… no like magic. A nie, zdaniem Craiga F – to jest „amazing experience”. Ja tam się upieram, że magic.
    3. O cholera… jest 33ci punkt tygodniówki, a ja jeszcze nie wspomniałem o tym, że do wyścigu o przejęcie TikToka ruszył Walmart. O.o; O ile w przypadku Microsoftu było to dziwne, ale jednak gdzieś synapsy stykały, to w przypadku Walmarta mam jednak duże o.O; No ale cóż, zaorali Jet.com, mogą zaorać i TikToka. Kto bogatemu zabroni.
    4. A jeśli jeszcze nie masz dość, to w wolnej chwili ku pamięci zmarłego w mijającym tygodniu Kena Robinsona posłuchaj jego wykładu o edukacji.
    5. Przed nami ostatni weekend wakacji. Raz jeszcze proszę, siadając za kółko jedźcie tak, jak potraficie najlepiej, czyli dobrze i mądrze. 

    i dojeżdżajcie bezpiecznie do celu. Tylko od wczoraj licznik ofiar śmiertelnych wzrósł o kolejne 5 osób.

    1. O jakości tygodniówki świadczy chyba to, jak duża część czytelników otwiera kolejne wydanie. No… wiec poprzednią tygodniówkę (wedle znanych mi statystyk) otworzyło 64% osób, które się na nią zapisały. O wow. Dziękuję.

    To jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki 😉

  • Kiedy trafia się moment „aha” – tygodniówka #33

    1. Dzisiejszą tygodniówkę zacznę od pytania. To jest piękne, ale co to jest? Obiecuję, że odpowiedź na to pytanie znajdzie się pod koniec tygodniówki.
    1. W zeszłym tygodniu wspominałem o tym, że są takie momenty, które sprawiają że człowiek przechodzi ze staniu „wiem”, do stanu „rozumiem”. Zwykle między jednym a drugim jest jakiś mały impuls, który mówi „niech stanie się jasność”. W ostatnich tygodniach miałem przynajmniej dwa takie momenty.
    2. Pierwszy był wtedy, kiedy z przyczyn zawodowych musiałem trochę pogmerać po stronach głównego urzędu statystycznego i podowiadywać się trochę rzeczy o tym, co tam panie w społeczeństwie. I niby wiem, że nie jest kolorowo, że dzietność nie taka jakbyśmy sobie tego życzyli, że starzejemy się wszyscy i jakby nas będzie coraz mniej (co nie jest złą wiadomością, planeta lubi to). I wszystko pięknie, dopóki nie zobaczyłem tego:
    1. Ten wykres nie wszystko pokazuje, więc Wam dopowiem. W 2002 roku w Polsce było 38 milionów ludzi, z czego około 8,6% było powyżej 70 roku życia. W 2050 roku w Polsce będze 33 miliony obywateli, z czego 24% będzie mieć powyżej 70 lat. Czujecie to? Jedna czwarta (jak komuś nie po drodze z procentami przechodzimy na ułamki) społeczeństwa będzie w wieku 70 lat i więcej. Aha.
    2. Równocześnie, raczej ciężko sobie wyobrazić, żeby ta „masa” seniorów miała się nagle skurczyć. Żyjemy dłużej bo higiena, medycyna, styl życia i jedzenie. I relatywnie mało wojen i katastrof. Więc, jeżeli nie stanie się nic specjalnie niespodziewanego, to ta grupa dzielnie dotrwa do 2050.
    3. Acha, te 70 lat i więcej, to już w zasadzie my. Z tego miejsca pozdrawiam panie i panów z ZUS. Trzymam za Was kciuki, choć prawdę powiedziawszy, nie spodziewam się abyśmy się wtedy zobaczyli (i z dwojga złego wolę, abyście nie dotrwali Wy, nie ja). Trochę przeraża mnie jak bardzo jestem na to nieprzygotowany. To jest ta myśl… niby dopiero za 30 lat, a równocześnie może być już jakby za późno.
    4. Kojarzycie Rapa Nui? Wyspy wielkanocne z ogromnymi posągami. Wyspy, które stały się bezludne, choć ewidentnie posągi stawiali ludzie. Co się stało z ludźmi? Jedna z teorii głosi (poznałem ją w „Ludzie – krótka historia o tym jak wszystko spieprzyliśmy”, że byli tak zafascynowaniu stawianiem kolejnych posągów do których stawiania potrzebowali drzew, że w którymś momencie zapędzili się i nie mieli już drzew do tego, żeby z wyspy odpłynąć, a brak drzew doprowadził też do katastrofy ekologicznej. Pytanie które postawił autor książki brzmiało – ciekawe o czym myślał człowiek ścinając ostatnie drzewo. Pytanie też, czy zauważyli moment przełomowy w którym ścieli o jedno drzewo za dużo i sytuacja była nie do odwrócenia. I jeśli z naszej perspektywy myślimy sobie – jacy głupi ci RapaNuiczycy, to czy aby na pewno my mamy pewność, że jesteśmy tak bardzo mądrzejsi i a) jesteśmy daleko od punktu przełomowego w którym ekologia jest do uratowania lub b) jesteśmy po właściwej stronie tego punktu?
    5. Kilka dni temu słuchając radia usłyszałem że „Dziś w Krakowie powietrze jest złej jakości”. W sierpniu. Nie w okresie grzewczym, ale w wakacje, w czasie pandemii, kiedy i ruch na ulicach mego miasta jest mniejszy a i ludzi jakby mniej. Równocześnie wpadł w me ręce artykuł (dobry) po raz kolejny przypominający – ej, to jest problem, ej kosztowny, ej od dawna, ej ludzie z tego powodu umierają. Na całym świecie.
    6. Ale co nas to obchodzi. My jesteśmy krajem, mlekiem i miodem płynącym, z dobrobytem na ustach a największe problemy naszego społeczeństwa komunikujemy szczekaczkami w ciężarówkach. I z jednej strony brawa dla Krzysztofa Gonciarza za obśmianie tego 
    https://www.instagram.com/p/CD1LbvWDpgr/

    a z drugiej strony – ludzie, ogarnijmy się. Proszę.

    1. Po co się mamy ogarniać? Hmm… Taki mały wykresik, pokazujący saldo budżetu naszego państwa od 2017 roku.

    Wygląda całkiem spoko. No to popatrzmy troszkę szerzej.

    Aha. może ja tego wykresu nie rozumiem, może będę za niego odszczekiwał, może super jest wydawać więcej niż się ma (skoro od 20 lat wydajemy więcej niż mamy)… ale takie wydatki (moim skromnym zdaniem) mogą być uzasadnione, kiedy inwestujemy, a nie kiedy gramy w grę „zastaw się, a postaw się”. Aha, na koniec tego roku mamy mieć deficyt w wysokości 109 mld złotych. Mind blown.

    1. Ten punkt miał być także zagadką, ale nią nie będzie. Bo zbyt drażliwy to, moim zdaniem, temat. Może sprawdzacie liczbę zgłaszanych przypadków zachorowań na CoVID w Polsce (utrzymuje się ostatnio między 700 a 900 dziennie). Może wiecie ile osób na tę chorobę zmarło w Polsce, ilu jest zarażonych na świecie. A czy wiecie ile osób jest w Polsce na kwarantannie? Tysiąc? Pięć tysięcy?

    103 tysiące osób w Polsce przebywa na kwarantannie. Aha. Ta populacja utworzyła by 38 największe miasto w Polsce.

    1. To jest też ten moment w którym chce mi się trochę wyć i trochę wygarnąć tym naszym rządzącym. Od serca. Werbalnie, z energią, wyraziście. I wtedy się łapie na tym, że to właśnie się odzywa moja bezsilność, oraz że to najlepszy moment na ten cytat: 
    1. Trochę z przyzwoitości muszę też dodać, że przytoczona w punkcie 7dmym teoria dotycząca historii Wysp Wielkanocnych jest jednym z proponowanych scenariuszy, a ostatnio przedstawiane są wersje, w których jednak mieszkańcy wysp ogarniali rolnictwo jak mało kto i zjadło ich coś innego. Także tak… nawet dobra wiedza nie bardzo im pomogła, wobec tego proponuję…
    1. Sztuczna inteligencja staje się coraz mądrzejsza. Nie tylko gromadzi wiedzę, ale też stara się z niej korzystać, przetwarzać ją i pisać bloga. Dokładnie tak. Wykorzystano GPT-3 (najnowszą interację algorytmu, który ma tworzyć tekst) do napisania kilkunastu tekstów na bloga. I… się klikało. Nie klikało się dlatego, że ktoś otwarcie powiedział – ten blog pisze AI, tylko klikały się teksty same z siebie. Teksty, które powstały na bazie tytułu zadanego przez badacza, a resztę.. cóż, resztę wymyślił sobie algorytm. Bardzo podobał mi się wybór kategorii bloga, jaka została zadana algorytmowi, aby wykorzystać jego najmocniejsze (użycie ładne języka) i zamaskować najsłabsze (ograniczona racjonalnośc) strony: So he picked a popular blog category that doesn’t require rigorous logic: productivity and self-help. W tym miejscu autor tygodniówki niezdrowo rechocze do samego siebie. W każdym razie… O Eksperymencie poczytacie tuBlog pisany przez sztuczną inteligencji znajdziecie tuperspektywę autora znajdziecie tu, a o GPT-3 możecie poczytać w newsletterze Bartka Pucka.
    2. Z tą sztuczną inteligencją to w ogóle jest niewesoło, bo zostały też przeprowadzone badania, w jaki sposób przestępcy mogą wykorzystać AI do swoich niecnych planów. Wśród zagrożeń wymieniono wykorzystanie autonomicznych pojazdów jako broni, lepszy i bardziej targetowany phishing, zakłócanie pracy systemów, zbieranie informacji z sieci aby przeprowadzać szantaż na wybranych ludziach, albo wspomaganie się przy tworzeniu fake newsów. I to właśnie tworzenie fałszywego contentu jest tym zagrożeniem, które naukowcy przedstawiają jako najpoważniejsze, ponieważ one uderzają w zaufanie, jakim możemy obdarzać przekaz audio i wideo (z małą dumą powiem – pisałem o tym ).
    3. Przy okazji, ponieważ mam oczka na tiktoka otwarte, tu artykuł o tym, że TikTok który znam jest zdecydowanie za bardzo „straight”, i że ten świat może być jeszcze dużo bardziej fancy. O tym jak bardzo fascynujący może być TikTok czasem wspomina mi Karolina, która jest niezastąpionym i niezwykle cennym źródłem wiedzy o tej platformie (i nie tylko tej platformie zresztą). Ale ja jestem trudnym rozmówcą. Bo ostatnio to nawet nie oglądam wiele na Youtube czy Netflix. Nawet Instagram poszedł kolejny raz w odstawkę.
    4. Korzystajmy z tego, że ludzie wciąż potrafią opowiadać historie lepiej, niż jakikolwiek algorytm. Gorąco, gorąco, gorąco polecam cały ten długi wątek (chyba najdłuższy z jakim miałem do czynienia na twitterze) o tym, jak powstawała gra chcąca odświeżyć postać Lary Croft i jak wiele niesamowitych rzeczy się wydarzyło po drodze. Rzeczy, które się nie miały prawa wydarzyć. Zróbcie sobie popcorn i czytajcie. Do końca.
    1. Dla osób, które od czasu do czasu potrzebują coś znaleźć w sieci – zbiór narzędzi globalnych i lokalnych (rozmaitych baz danych i podobnych) dostępny jest tu: 
    https://twitter.com/markpollard/status/1295846375901536259?s=20
    1. Korzystając z tego, że czas troszkę temu sprzyjał, podczytałem trochę Kahnemana, i co sobie podczytałem, to sobie zanotowałem i tym się z Tobą podzielę. The main benefit of optimism is resilience in the face of setbacks. Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The main obstacle is that subjective confidence is determined by the coherence of the story one has constructed, not by the quality and amount of the information that supports it.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The premortem. The procedure is simple: when the organization has almost come to an important decision but has not formally committed itself, Klein proposes gathering for a brief session a group of individuals who are knowledgeable about the decision. The premise of the session is a short speech: “Imagine that we are a year into the future. We implemented the plan as it now exists. The outcome was a disaster. Please take 5 to 10 minutes to write a brief history of that disaster.”

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The psychological value of a gamble is therefore not the weighted average of its possible dollar outcomes; it is the average of the utilities of these outcomes, each weighted by its probability.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Utility function explained why poor people buy insurance and why richer people sell it to them. The poorer man will happily pay a premium to transfer the risk to the richer one, which is what insurance is about.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    As the psychologist Daniel Gilbert observed, disbelieving is hard work, and System 2 is easily tired.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The sure loss is very aversive, and this drives you to take the risk.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    In science complexity is considered a cost, which must be justified by a sufficiently rich set of new and (preferably) interesting predictions of facts that the existing theory cannot explain.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Loss aversion does not imply that you never prefer to change your situation; the benefits of an opportunity may exceed even overweighted losses. Loss aversion implies only that choices are strongly biased in favor of the reference situation (and generally biased to favor small rather than large changes).

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Giving up a bottle of nice wine is more painful than getting an equally good bottle is pleasurable.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    As economists would predict, customers tend to increase their purchases of eggs, orange juice, or fish when prices drop and to reduce their purchases when prices rise; however, in contrast to the predictions of economic theory, the effect of price increases (losses relative to the reference price) is about twice as large as the effect of gains.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Mamy też jeszcze jedną poradę małżeńską:

    the long-term success of a relationship depends far more on avoiding the negative than on seeking the positive. Gottman estimated that a stable relationship requires that good interactions outnumber bad interactions by at least 5 to 1.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Remarkably, altruistic punishment is accompanied by increased activity in the “pleasure centers” of the brain. It appears that maintaining the social order and the rules of fairness in this fashion is its own reward. Altruistic punishment could well be the glue that holds societies together. However, our brains are not designed to reward generosity as reliably as they punish meanness.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Improbable outcomes are overweighted—this is the possibility effect. Outcomes that are almost certain are underweighted relative to actual certainty.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman
    1. Do tego jeszcze trafiłem na tekst o tym, jak lepiej zapamiętywać książki i więcej z ich czytania wynosić. Z porad w artykule zawartych wynika (ale to dopiero w drugiej połowie tekstu), że mniej więcej tak właśnie robię. Czytam, notuję, przetwarzam, dzielę się dalej. Oj, notka do całego Kahnemana będzie długa… i dzięki cytatom jakże treściwa 😉
    2. Inna rzecz że ostatnio coraz częściej trafiam na spostrzeżenia „czytanie 52 książek w roku to nierozsądne i niewnoszące wiele wyzwanie”, które wiąże się z – czytaj mądrze, nie szybko. Cóż, Kahnemana czytam zdecydowanie wolno 😉
    3. Ach, miało być jeszcze o piłce. Bo dzisiaj startuje kolejny sezon ekstraklasy. Jeszcze nie tak dawno byłoby to pewne… nie, nie święto w moim kalendarzu, ale dość ważna data. Dziś jest skwitowana głównie przez „aha”. Troszkę to wynika z poziomu naszej kopanej, może trochę z przesytu, może wiąże się z bólem oglądania walki Wisły o utrzymanie i obserwowania tego, jak klub ten szamocze się z rzeczywistością, własnymi ambicjami (które teraz i od lat już nie przystają do możliwości) i wreszcie z historią, która każe Wiśle być Wielką. Bolesna ta korekta.. i mam nadzieję, że przejściowa, a Biała Gwiazda wróci do czołówki ligi i będzie poziom ekstraklasy podnosić. Takie marzenia.
    4. Choć na piłce się nie znam i jej za bardzo nie rozumiem, do pracy w klubie wracam z ogromnym sentymentem. Z myślą – gdyby jeszcze raz się taka okazja pojawiła, to… ale to też wyłącznie mgliste marzenia. Na ten moment jestem od niedawna członkiem Socios i to musi za mój link z klubem wystarczyć.
    5. Taka refleksja mnie naszła po wysłaniu ostatniej tygodniówki, kiedy uświadomiłem sobie, że popełniłem wielbłąda. Dla kogoś, kto pisze bloga i styczność ma głównie z rzeczami internetowymi najgorszą rzeczą jest zorientować się, że popełnił błąd / gafę kiedy już wysłał maila. Bo na blogu można to łatwo i szybko poprawić, a w przypadku maila… cóż – kiedy już wysłałeś, to zapomnij, nie da się podmienić. Tekstu, tekstu nie da się podmienić, z obrazkami jeszcze można by było pokombinować.
    6. A były takie czasy, że można było biec do serwera aaaby wiadomość przygotowaną do wysyłki zatrzymać zanim wyruszy w wielki świat. Teraz niektóre programy pocztowe też mają taką opcję. Można odwołać wysłane wiadomości w Outlooku, można to zrobić w Gmailu, można to zrobić w sparku… Dobrze ze można, kiedy okazuje się, zę palce były szybsze od myśli, a zwłaszcza od świadomości.
    7. Na czym polegał mój wielbłąd? No cóż, usłyszałem ze Obama mówi Saludo, ale dopiero po kilku przesłuchaniach usłyszałem, że mówi Saludo de Paz. No a skoro głuchy jak nie usłyszy, to dowymymyśli, to w mailu poszła wersja dowymyślona. Na blogu poprawiłem, a subskrybentów przepraszam. A płyty słucham „do zdarcia”.
    8. Powoli zbliża się koniec wakacji, ale proszę, siadając za kółkiem miejcie oczy szeroko otwarte, mając na uwadze zachowanie swoje i innych uczestników drogi. 

    dojeżdżajcie bezpiecznie do celu.

    1. Odpowiedź na zagadkę z punktu pierwszego – zdjęcie rozszerzającej się Supernowej

    To jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

  • Czy jestem więźniem utylitarności? Tygodniówka #32

    1. Tygodniówka, co czasem zaznaczam, jest pisana w bardzo różnych okolicznościach. Czasem bladym świtem, czasem wyjazdowo, czasem zwyczajnie, w kuchni. Dziś w związku z realizowanym w domu projektem „coś by tu warto zmienić” jest pisana siedząc na podłodze, bez biurka, bez krzesła. Każde z powyższych byłoby doskonałą wymówką aby przestać. Ale z jakiegoś powodu nie jest. Bo chcę pisać. A Ty czytasz. Dziękuję.
    2. W związku z „coś by tu warto zmienić” mam chwilową alergię na śrubki. Zwłaszcza te siedmiocentymetrowe, tak dobrze w drewnie zapieczone. To może mieć coś wspólnego ze (śrubokrętem) śrubokrętami, z pomocą którego się z nimi mierzyłem. Dość powiedzieć, że najdłużej na placu boju wytrwał próbnik, który w zasadzie nie służy do mocowania się ze śrubami. Więc myśl na przyszłość – zadbaj o narzędzia, kup sobie dobre śrubokręty. Tylko po co, skoro następnym razem będę ich potrzebował zapewne za kilka lat…
    3. Usłyszałem niedawno pytanie, czy lubię, tak bez wyraźnego celu podróży, jeździć samochodem. Moją pierwszą refleksją było to, że tak jak jeździć samochodem lubię, to jednak jest to głównie sposób na przemieszczenie sie z punktu a, do dość dobrze określonego punktu b, aby zrealizować tam również jakąś „misję” . Moją drugą refleksją było to, że w zasadzie większość, jeśli nie wszystkie rzeczy, robię „po coś”. Bo, jak mawia Gruby Zawiadowca, trzeba być użytecznym Tomku. I myślę sobie, czy przypadkiem nie jestem więźniem utylitarności. A jeśli tak, to czy to aby na pewno jest dobre. Czy nie warto czasem jednak „wrzucić całkiem na luz”. Nie na pokaz i nie na wywczas, tylko na luz.
    4. Wojciech Cejrowski (cenię za opowieści podróżnicze, mam cholerny problem z głoszonymi poglądami politycznymi i sposobem w jaki są głoszone) w „Wyspie na prerii” przytacza, że Meksykanie nazywają ten stan „absolutamente nada para hacer”. I nie chodzi o lenistwo, tylko o NicNieRobienie. O moment zatrzymania się. O moment pustki, który tak bardzo zawsze staramy się czymś, czym prędzej zasypać.
    5. Zgodnie z tym, co pisałem w zeszłym tygodniu, próbuję pisać dziennik. Spokojnie, tygodniówka nie przejdzie w bardziej intensywny tryb. Dziennik nie będzie publiczny, bo jest intymny i mój. Próbowałem pisać bloga codziennie i… miałem chyba dużo rzeczy do wyrzucenia z siebie, bo starczyło na kilkadziesiąt wpisów, ale potem miałem też dłuższy post piśmienniczy. Musiałem zgłodnieć.
    6. Z tym moim dziennikowaniem to w ogóle jest zabawnie, bo kiedy sięgnąłem po notesik, który ma mi za dziennik służyć, okazało się, że pierwsze podejście mialem już w 2017 roku i od tamtej pory trochę stron zapisałem, a potem jeszcze raz w 2018… a potem w 2019 (ale tylko przez chwilę). Czy widać tu jakąś regułę? Efektem ubocznym pisania dziennika jest… czytanie dziennika i możliwość powrotu do pewnych sytuacji i przemyśleń sprzed nawet kilku lat. Bardziej efektywna metoda niż „będzie dobrze, zapamiętam”.
    7. Niełatwo mi pisać dziennik w czasach CoVIDu, kiedy niemal 23 z 24 godzin doby spędzam w mieszkaniu. Interakcji między ludzkich niewiele, sytuacji niespodziewanych i spektakularnych takoż, bo i co może zdarzyć się spektakularnego kiedy porannie parzysz pomidora na śniadanie. Mogę sparzyć się zamiast pomidora, ale kto by się do tego przyznał. Więc troszkę studzi mój zapał to, że niewiele mam do pisania. Ale obiecałem sobie pisać.
    8. Może być też tak, że właśnie trzeba pisać także te rzeczy codzienne, powtarzające się, rutynowe. Mieszkający na wyspie za małą wodą mają na to piękne słówko „mundane”. Co prawda google translate twierdzi, że najbliższym tłumaczeniem tego słowa jest „doczesny”, ale kiedy przytacza definicję, to ona brzmi „lacking interest or excitement; dull.”. Doczesny jak cholera. W każdym razie może sztuką jest właśnie ćwiczyć pisanie, kiedy akcji i wydarzeń jest jak w polskim filmie. Jak w Panu T. Kto widział, ten wie. Może właśnie warto pisać, bo inaczej nigdy nie dowiem się, jakie się słowa pojawią kiedy już zmęczy mnie pisanie o tym samym i tego samego. Może tam czycha jakieś zrozumienie, jakaś myśl której w innym wypadku nie znajdę, jeśli nie będę miał dość pisania o niczym.
    9. W ogóle to coraz bardziej podoba mi się myśl, na którą trafiłem w zeszłym roku czytając „Inner game of tennis”, a która tyczy się uczenia się. To swoją drogą też jest doskonały przykład różnicy między „wiedzieć” a „zrozumieć”. Wiemy (bo już nam to powiedziano nie raz) że więcej uczymy się z praktyki (działania), niż z teorii (słuchania, czytania). A w kwestii zrozumienia… Czy ktoś mi powie z jakich podręczników uczymy się chodzić? Z jakich instrukcji uczymy się biegać? Kto nas poinstruował jak skakać ze schodów nie łamiąc sobie przy tym kilku kości? Nauczyliśmy się tego próbując. A kiedy nam nie wychodziło, próbowaliśmy jeszcze raz i jeszcze raz i w końcu ogarnęliśmy tę wcale niełatwą umiejętność. No dobra, ale do czego piję? Do tego, że fajnie jest nie umieć i pozwolić sobie nie umieć i pozwolić sobie się uczyć przyjmując wszystkie ewentualne siniaki, które mogą temu towarzyszyć. Wolno nam nie umieć, wolno nam robić coś źle. I powinniśmy cieszyć sie z własnej niedoskonałości i nie przejmować się nią, bo z każdym kolejnym razem stajemy się w tym „czymś”, czymkolwiek to „coś” jest, coraz lepsi. Na początku nie ma żadnego znaczenia jak nam wychodzi. Na początku znaczenie ma tylko to, że podejmujemy kolejne próby. Bawmy się tym, jak dzieci. To czy się tym bawimy, jest tylko w naszych głowach. I miejmy na uwadze, że nawet najwięksi eksperci w każdej dziedzinie zaczynali kiedyś od zera.
    10. Postępy przychodzą z czasem.
    Po lewej jabłko robione w 2019 roku, po prawej jabłko AD 2020.
    1. Przy okazji polecam ciekawy wątek o nauce od podstaw opanowanych do perfekcji, zanim przejdzie sie na wyższy poziom: 
    1. Drażni mnie to przytoczenie przeze mnie Cejrowskiego. Ale może tu właśnie powinienem poratować się „Po Piśmie” Jacka Dukaja, w którym zachęca do tego, aby oddzielić czasem książkę i słowa od autora, gdyż choć autor te słowa pisze, to może jednak słowa stają się od autora niezależne, a potrzebowały go tylko aby na świecie się znaleźć. To słowa piszą autorem.
    2. „Po Piśmie” czytam i do czytania go zachęcam, choć to zbiór felietonów nie dający wiele nadziei. To teksty o człowieczeństwie, sztuce, pracy, nadziei w dobie wszechogarniającej nas i zastępującej nas technologii. O konsekwencji ułatwień, o konsekwencji rozwoju. Bardzo to dobre, tym smutniejsze, że niezmiernie ciężko mi podważyć te scenariusze, które autor kreśli. Ciężko znaleźc promyk nadziei na to, że jednak ludzkość, gatunek Homo Sapiens, nie jest na najlepszej drodze aby siebie samych wykluczyć z równania bycia komukolwiek do czegokolwiek potrzebnym. Jesteśmy tu przejazdem.
    3. Jedna z myśli, która w „Po Piśmie” mnie zauroczyła, to wartość dla naszego organizmu jaką niesie „dobrożyczenie” innym. Wszystko dlatego, że takie dobrożyczenie bliźnim wzmacnia nasz nerw błędny. Brzmi jak magia, ale skoro nic nie kosztuje… Do porannych afirmacji dokładam „niech mu się wiedzie, niech jej się szczęści”, chętnie wykraczając poza najbliższe grono. Rzyganie tęczą? Może. Ale też trochę eogistyczne.
    4. Podrzuciłbym chętnie parę cytatów, ale jako, że książkę mam w papierze, to trochę trudniej mi niż z Kindle’a zapiskami się dzielić. Po książcę też nie mam w zwyczaju kreślić, nie nauczyłem się też post’it-ami fragmentów zaznaczać. Musisz samodzielnie po ten tytuł sięgnąć, przeczytać. Moim zdaniem bardzo warto.
    5. Im dalej tę tygodniówkę piszę, tym bardziej robi się ona Witocentryczna. A nie całkiem taki jest tygodniówki cel. Ale to wciąż jeszcze nie koniec o mnie, gdyż głodówki.
      Po pierwsze, lubię je. Lubię piątki, kiedy już planowo nie jem. To weszło w rutynę, a rutyny ułatwiają nawet głodówki. Trochę chcę z tą rutyną pomajstrować i przenieść głodówki z piątku na poniedziałek (bo tak mądrzej, zdrowiej – bo lepiej brzuchowi zrobi odpocząć po jedzeniu weekendowym troszkę innym od codziennego, niż weekendować się po głodówce). Więc spróbuję ostrożnie zamienić piątek na poniedziałek. Pokusiłem się też o nową głodówkę.
    6. Post komputerowy. Odstawienie sprzętu w niedzielę. Jeszcze nie jestem takim hardcorem żeby odłożyć też i wyłączyć telefon, ale… w niedzielę nie siadam do komputera. Ponieważ na telefonie nie mam przeglądarki i nie mam gmaila, także od nich odpoczywam. Po pierwszej takiej niedzieli mam wrażenie, że głód od bitów jest inny od głodu kalorii. Częstszy. Wymagający większej dyscypliny, większej świadomości. Częstrzego przypominania sobie – „Wicie, obiecałeś sobie nie sięgać, dotrzymaj”. I już w niedzielę kolejne podejście.
    7. Ostatnio do moich miejsc, z których czerpię wiedzę o świecie doszedł New York Times, a dokładniej newsletter NYT. Codziennie rano dostaję krótki, dobrze wybrany przegląd najważniejszych wydarzeń ze świata, z drobnym komentarzem. Jest wystarczająco skondensowany, aby nie wymagać bardzo dużo czasu, na tyle dobrze napisany, że czytam, a nie skanuję, na tyle treściwy, że wykracza poza chwytliwy nagłówek. Poleceam zerknięcie.
    8. Podglądam i jestem ciekaw co się dzieje na Białorusi. Staram się zrozumieć lepiej, w czym jak zwykle pomaga Raport, pomaga przytoczony NYT, pomagają Outride.rs, pomaga Twitter. I pokazuje też, że protest może przyjmować zaskakujące oblicza: 
    1. Kontynuując wątek muzyczny, gorąco polecam posłuchanie

    Cała płyta Ibrahim Maalouf jest bardzo warta Twojego czasu.

    W tym fragmencie usłyszeć można Obamę, który składa ukłony czy też pozdrowienia (salud) składa „Saludo de Paz” czyli znak pokoju wobec Kubańczyków.. i tu taka drobna refleksja – o sile słów świadczy także ten, kto je mówi. Te same słowa składane nawet z tego samego urzędu nie są tym samym.

    Przywróćmy słowom twarz, bo bez twarzy, największe nawet słowo nic nie waży.

    1. Dygresja – coraz mniej mam ostatnio czasu na youtube i coraz mniej znajduję powodów aby tam swój czas spędzać, a ilość reklam przed każdym materiałem sprawia tylko moją irytację (równocześnie jakoś nie po drodze mi płacenie za youtube’a…); Do tego twórcy którzy mówią, że youtube ścina zasięgi. Ciekawe i wcale łatwe czasy przed tą plaformą wieszczę.
    2. Jednocześnie jeszcze jeden link zarówno youtube’owy, jak i muzyczny. A raczej o przeżywaniu muzyki. Zobacz nie tylko to, co pani o muzyce mówi. ale jak ją przeżywa. W moim odczuciu oglądanie tego ociera się o intymność. 
    1. Jak to wróżę problemy Youtube’owi. A kto by go miał niby zastąpić? TikTok? No coż, moje zdanie w temacie TikToka znacie, ale mam tu ciekawy artykuł o tej platformie. Nie tyle w kontekście tego co tam można zobaczyć, ale jak to się stało, że akurat tej aplikacji udało się przejść przez Wielki Mur Kulturowy pomiędzy Chinami a USA – mało którym aplikacjom czy narzędziom się to udaje. Więc jak zrobił to TikTok? Przeczytajcie.
    2. Ten artykuł to jest z resztą ciekawy przykład tego, jak te same treści docierają do mnie z bardzo różnych stron. Ten tekst widziałem polecany przez @vxel na Twitterze, widziałem go jako rekomendację do poczytania na slacku u Pucka, a także w newsletterze Benedicta Evansa (i przypuszczam że to on był pierwszym, który go polecił szerszej publiczności). To kim się otaczamy w sieci determinuje jakie treści do nas docierają. Dbajmy o tę higienę. Dbajmy o mądrych kuratorów.
    3. Mądre źródła, poszerzają naszą wiedzę. Od nich pierwszych dowiadujemy się o ciekawych rzeczach, nawet jeśli one są w „działaniu” od lat. W tym tygodniu z przytaczanego – do znudzenia – Raportu o stanie świata dowiedziałem się czym jest tokamak i że w nieodległym (bo kilkunastoletnim) horyzoncie czasowym może zmienić wszystko co wiemy o pozyskiwaniu energii, niezbędnej do działania naszej gospodarki. We Francji powstaje właśnie, w ramach projektu Iter, badawczy reaktor termojądrowy, który może pozwolić nam stworzyć… małe słońce 😉 O tym projekcie więcej przeczytacie w tym artykule a teoria zostanie przybliżona w tym materiale:
    1. Skoro patrzymy w gwiazdy, to zobaczmy Jowisza w podczerwieni:
    1. Technologia bywa absolutnie niezwykła, a rzeczy z filmów o Jamesie Bondzie są na wyciągnięcie ręki, tylko trzeba rozumieć co z czym się wiąże. A jak już się wie, to można zrobić takie cudeńko:

    A… czy zwróciliście uwage na paznokcie technika?

    1.  Żeby było ciekawiej, to jest rozwiązanie stworzone przez Celal Göger, tureckiego serwisanta, które znane było już w 2015 roku. O.o 
    1. A kiedy spojrzycie na wskazówki sabotażu działań i wpływania na organizacje stworzone w 1944 roku przez CIA, z jakiegoś powodu zaczniecie sie pod nosem nieśmiało uśmiechać… 
    1. Pojawiła się nowa opcja na Linkedin publikowania automatycznego wpisu informującego wszystkich o tym, że szukam pracy. Tak jak pisałem o tym na samej platformie, nawet jeśli jest to wygodne, to czy aby na pewno będzie skuteczne? Bo jak tu się wyróżnić, kiedy więcej osób z tego rozwiązania skorzysta?
    1. Zostawię Wam też jeszcze jedną rzecz do przemyślenia: 

    Równocześnie myślę sobie, że ta refleksja jest nam dobrze znana. Obcujemy i zżymamy się z nią na co dzień. Tu jedynie jest po francusku i doprawiona siwym włosem.

    1. Tak więc w świecie drobiu, dobrze być kogutem. Zwłaszcza takim kogutem.
    https://twitter.com/Tytusatomek1/status/1293789117084565506?s=20
    1. Jak co tydzień proszę Was, kiedy jedziecie na wakacje, bądźcie ostrożni, bądźcie rozważni za kierownicą. 

    I dojeżdżajcie bezpiecznie do celu.

    1. Niemal od zawsze mam problem z ilustrowaniem swoich tekstów. Czasem silę się na jakieś swoje rysunki, czasem opieram się o zdjęcia znalezione na unsplash, ostatnio jestem w fazie „zdjęcie które niedawno zrobiłem”, które może nijak się mieć do samego tekstu (wybaczcie). Równocześnie to jest niedoskonały sposób pokazania wam inaczej niż słowem lub cytatem, co mnie ostatnio zatrzymało i co próbowałem uchwycić na kliszy na karcie pamięci.

    To jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

  • W cieniu wielkiego wybuchu #Tygodniówka 31

    1. Są takie rzeczy, które sprawiają, że zatrzymuje się świat. Kiedy łapiemy głębszy oddech i z niedowierzaniem patrzymy na to, co mamy przed oczami. Dzięki Internetowi i powszechności kamer w telefonach komórkowych, a wcześniej dzięki telewizji w tym telewizji informacyjnej, wszystkiego jesteśmy bliżej. W tym tygodniu świat zatrzymał się w Libanie. Materiałów z wybuchu jest mnóstwo i pewnie mnóstwo ich widzieliście. Nie mam pojęcia czy jest sens zamieszczać kolejne, a równocześnie są to obrazy i nagrania, które zostają w głowie…

      To, jak uchwycona została fala uderzeniowa: 
    https://twitter.com/borzou/status/1290675854767513600?s=20

    To jak fala uderzeniowa przyszła z czasem:

    To jak surrealistycznie wygląda ta fala nagrana przy okazji sesji ślubnej… 

    1. Myślę że zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, z jak wielkim wyzwaniem mierzy się teraz Liban. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jakie było ich położenie przed wybuchem i w jak trudnej już byli sytuacji. Aby lepiej zrozumieć, warto posłuchać, jakżeby inaczej, Raportu na dziś poświęconego właśnie Libanowi.
    2. A właśnie. Ten Liban to gdzie jest? Ja prawdę powiedziawszy wiedziałem mniej więcej. Miałem większe pojęcie w porównaniu do tego gdzie jest Zbuczyn, ale gdybym miał trafić na mapie, to nie wiem czy bym trafił. Pewnie nie bardzo. Jest tu i jest wielkości polskiego województwa:
    1. To teraz jak już wiemy co się stało (nawet jeśli nie wiemy dlaczego), wiemy gdzie i wiemy w jak trudnej sytuacji, to możemy im trochę pomóc. Pomaganie innym jest fajne (i dla nich i dla nas). Na ten przykład na zbiórce PAH, albo tej zbiórce.
    2. I co począć, po takim wstępie, kiedy każdy inny temat wydaje się nie na miejscu. Podzielę się z Tobą fragmentem książki George i Wielki Wybuch, który jest kolejną opowieścią Lucy i Stephena Hawkinga o tajemnicach i niesamowitościach wszechświata. Tym razem dowiedziałem się jak wyglądały pierwsze sekundy wszystkiego, co możemy nazywać „coś”.
    1. W ubiegłą sobotę mieliśmy rocznicę Powstania Warszawskiego, z tej okazji obchody, dyskusje, koncerty. I właśnie na jednym z koncertów prawdziwy show tłumaczenia na język migowy dała pani Małgorzata Limanówka robiąc to: 
    1. Swoją drogą dość niezwykłe jest to, jak bardzo przewrotna bywa historia, która sprawia, że powstanie które przyczynia się do anihiliacji miasta staje się powodem do radości, a idee które przyświecały uczestnikom zostają podeptane przez ludzi, którzy często niosą ich (uczestników) na sztandarach, na ramionach, na ustach.
    2. W tym miejscu raz jeszcze nieśmiało przypomnę, mocno wierzę w to, że potrzebna nam jest Polska ZGodna.
    1. Tym bardziej, kiedy spojrzy się na wyniki badań o tym jak głębokie są podziały i jak mało rzeczy nas łączy. Jak mało rzeczy uznajemy za wspólne, nawet jeśli jesteśmy językowo spójni: 
    1. Językowo spójni, idelologicznie podzieleni. No prosto na twarz: 
    https://twitter.com/Sekurak/status/1290615583172710400?s=20

    Czasem Wiciowi witki opadają. Wszystkie.

    1. Ciekawy wątek na twitterze – co mógłbyś / mogłabyś robić przed 30 minut codziennie i poprawić swoje życie, ale tego nie robisz 
    1. Mi chodzi po glowie pisanie dziennika (tak, oprócz tygodniówki, jeszcze dziennika). Takiego tylko dla siebie. Takiego, żeby w nim zapisać ledwie kilka zdań, codziennie. I pisanie go ze świadomością, że lepszy może stać się z czasem, jak już zacznę pisać, bo dopiero kiedy wyrobię nawyk, i zrobię to kilkanaście razy źle, może to zacząć mieć wartość inną, niż strumień spisanej świadomości. Tak było z medytacją, tak było z rysunkiem, tak było z ćwiczeniami, tak jest z bieganiem. Niezwykłe jest to, że choć wiem że to tak działa (mały koszt, fajny efekt powstający z procenta składanego), i tak mam opory, żeby sie za to zabrać.
    2. Były takie czasy, kiedy Prezydent Stanów Zjednoczonych, to był ktoś. Miał łeb, miał klasę, znał języki. Mówił tak, że chciało się go słuchać, myślał tak, że było się ciekawym tego, co ma do powiedzenia. Rzadko kiedy był to Jed Bartlet (gorąco polecam West Wing), ale zwykle był kumatym przedstawicielem dumnego narodu (nie to żeby był idealny. czasem nic go nie łączyło ze stażystką, czasem był przyłapany na czytaniu książki do góry nogami). A teraz prezydentem stanów zjednoczonych jest on: 
    1. Na odtrutkę po tym wideo gorąco polecam rozmowę, jaką z Obamą przeprowadził pewien emerytowany dziennikarz telewizyjny. Tu zajaweczka: 

    całość do zobaczenia na Netflixie

    1. Natomiast myślę sobie, że tego obrazka będę chętnie i z lubością nadużywał: 
    1. Ciekawa rzecz dla osób, które szukają pracy. Moim zdaniem, w XXI wieku kiedy szukasz pracy jednym z Twoich zadań, jest ułatwienie innym przekazanie tej informacji dalej. Pisałem o tym w tekście „jak lepiej wykorzystać LinkedIn do poszukiwania pracy„, sam starałem się z tego korzystać pisząc o „Egzaminie w szkole latania„. Ale trafiłem na coś, o czym warto pamiętać – to ułatwienie to nie tylko „napisz jasno o co Ci chodzi”, ale czasem wręcz „przygotuj coś, czym człowiek może się dalej podzielić”. Dlaczego? Bo najtrudniejsze co Cię czeka, to zachęcenie kogoś innego do podjęcia akcji, a jak jeszcze będzie musiał(a) coś za Ciebie napisać, to może nie znaleźć na to czasu, ani sił, ani ochoty. Więc zrób to za nią. Jak? Przeczytaj jak przygotować taką wiadomość.
    2. Kiedyś, będąc pod wrażeniem jednozadaniowości Kindle, marzyłem sobie, że było by idealnie gdyby istniał kindle dla piszących. Taka maszyna do pisania na e-papierze. I w sumie były takie opcje, ale drogie i trochę za bardzo offline. I są tablety wykorzystujące epapierowe ekrany (Remarkable2) ale każde z tych rozwiązań jest drogie… a przecież wystarczyłoby spiąć ekran czytnika z klawiaturą fizyczną, dodać kilka prostych funkcji i voila. Czemu tego nikt nie zrobił? Korekta. Już zrobił.
    3. Jedną z rzeczy, którą zapamiętałem czytając Kahnemana (i ciągle czytam – skoro prezydent dostał dodakowe 5 lat aby się ciągle uczyć, to ja mam jeszcze chwilę żeby to doczytać) – jest to, że bardzo często niedoceniamy elementu szczęścia w naszym życiu, przyjmując że na zbyt wiele rzeczy mamy wpływ i są one efektami naszych działań. Nassim Taleb ma na ten temat do powiedzenia to:
    1. A kiedy wędrując po różnych miejscach w sieci spotkałem się z pytaniem – co czytać, kiedy chcę się czegoś nauczyć o statystyce w biznesie, i potem odpowiedź brzmiała „albo Janina, albo Taleb” to przypomniałem sobie co ostatnio widziałem ostatnio u Taleba w kontekście tego, co go śmieszy i czym się zabawia: 

    Także tę rekomendację czytam – albo sięgniesz po ilustrowany elementarz dla pierwszoklasisty, albo po encyklopedię Brittanicę. Mam nadzieje, że wiecie who is who w ten analogii. Przy czym i tak, jest dość niezwykłe że większość z Was zapewne wie, o jaką Janinę chodzi.

    1. W końcu trzeba będzie książki Taleba przeczytać, a nie tylko jego tweety. Przy czym nie wiem, czy mam dość śmiałości. Ani odpowiednio duże zasoby zdolności poznawczych.
    2. To chyba dobry moment na pojedynek memów. Conan + Feynman
    1. Jedną z ofiar napięć na lini USA – Chiny może być TikTok, a że biznes nie lubi tracić, to Chińczycy już kombinują co zrobić, aby TikTok w USA został. I tu okazuje się, że jednym z potencjalnie zainteresowanych zakupem (a przy okazji posiadający błogosławieństwo Białego Domu) jest Microsoft. Tylko motywacje giganta są niekoniecznie zrozumiałe. A może są zrozumiałe, tylko nie tyle biznesowo, ile politycznie. Ciekawe. Tym bardziej, że TikTok tak bardzo pasuje do posiadanych już przez Microsoft Minecrafta i LinkedIn. No zwłaszcza Linkedin.
    2. Zastanawialiście się kiedyś co czuje Sting, kiedy ktoś morduje jego piosenki? Już nie musicie się zastanawiać, możecie to nawet zobaczyć. 
    https://twitter.com/MarieAnnUK/status/1289534383922151424?s=20
    1. Ale na odtrutkę podrzucę Wam nagranie, które w jednym z talent showów zrobiło na mnie duże wrażenie. Oczywiście także Sting. 
    https://www.youtube.com/watch?v=JJbj7dmf7cQ
    1. To ja zaczekam, a jak już wrócisz mniej więcej za godzinkę po obejrzeniu wszystkich kompilacji najlepszych występów w talent showach, podrzucę Ci jeszcze wywiad piłkarski, który brzmi… który brzmi.. cokolwiek muzycznie. 

    bardzo mi to blisko tego:

    1. Miałem napisać powakacyjne refleksje fotograficzne. O tym, że jest coś przewrotnego w tym, że urządzenie, które mamy w kieszeni robi często lepsze zdjęcia od cyfrowej lustrzanki, nawet kiedy wyposażony jest on w całkiem jasny teleobiektyw. I oczywiście, że to zależy od tego co próbujemy sfotografować, ale… to jednak dość niezwykłe doświadczenie. I tak, wiedziałem, że komórka dużo rzeczy nadrabia i dużo rzeczy koloryzuje aaaaby wyglądały lepiej, ale kiedy mogę telefonem zrobić takie zdjęcia
    Więcej moich zdjęć na mojafotografia.comfotografia.com

    to nawet jeśli nie lubię robić zdjęć komórką, to coraz mniejszy widzę sens w braniu ze sobą „całego sprzętu”. Choć muszę przyznać, że tele pomaga w robieniu portretów (i tak, wiem, jest to niezgodne ze sztuką). W każdym razie, miałem pisać o fotografi komórkowej vs cyfrowa, ale ktoś to zrobił lepiej za mnie (bo ktoś to zrobił lepiej za niego).

    1. Kładąc się spać w niedzielny wieczór przyszła mi do głowy myśl, która mi się spodobała i zacząłem się nią trochę bawić. Pomyślałem sobie, że na pewno zapamiętam. A potem na wszelki wypadek zapisałem ją, bo już nie jedną taką myśl zapomniałem. Ta myśl brzmiała – kto może, sam do siebie, sam przed sobą powiedzieć „zrobiłem wszystko, co mogłem, osiągnąłem wszystko, co miałem do osiągnięcia”. A może to tylko moje skrzywienie…
    2. Rozważam uzupełnienie tygodniówki o formę audio, czyli powrót do zabawy z mikrofonem. Czy to jest coś, co chciałbyś / chciałabyś zobaczyć usłyszeć? Nie mam pojęcia jeszcze jak by to miało wyglądać, ale… daj proszę znać co o tym myślisz.
    3. Mam też drobny problem z newsletterem. To znaczy o ile tygodniówki wychodzą i docierają do Ciebie tak jak powinny, to okazuje sie, że od czasu do czasu jest problem z zapisaniem się nowych subskrybentów – nie dochodzą do nich wiadomości z linkiem potwierdzającym. Stąd gorąca prośba, jeśli jesteś jednym z takich czytelników / czytelniczek i nie dotarł do Ciebie taki mail, proszę – daj mi znać, chocby pisząc na blog[at]niecodzienny.net abym mógł to zrobić ręcznie. A ja w między czasie, mam nadzieję, ogarnę to sobie z operatorem wysyłek…
    4. Na koniec przypominam i gorąco proszę – kiedy wsiadacie za kółko, jedźcie z głową.

    I dojeżdżajcie bezpiecznie do celu.

    To chyba jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

  • Tygodniówka #30 – wciąż wyjazdowa

    1. Kiedy zaczynałem pisać tygodniówki, w ciągu tygodnia zbierałem różne linki wpisując je sobie w formie jednej notatki, którą później uzupełniałem. Potem, odkryłem możliwość stworzenia sobie „linkowni” w Notion, która okazuje się wygodnym i szybkim sposobem zbierania ciekawych linków, zwłaszcza kiedy korzystam z tabletu. Korzystając z tego ułatwienia, coraz mniej zapisywałem spostrzeżeń w formie notatki, co z kolei sprawia, że kiedy siadam do pisania nowego wpisu, nie mam nawet brudnopisu… Nauczka na przyszłość – korzystać z obu rozwiązań.
    2. Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi Polska jest krainą niemal mlekiem i miodem płynącą. Żyje nam się dobrze, szczęśliwie i błogo. Tak było, tak jest i tak będzie. Rządzą nami ludzie, którzy wiedzą co robią i rozwijają nasz kraj na cześć posępnego czerepu. I robią to jeszcze wbrew lewactwu (choć pieniądze – nie swoje, bo nasze – rozdaje lekką ręką). Robią to wbrew zawistnej Unii a w szczególności wbrew Niemcom. Głoszą wszem i wobec, że wszyscy powinni brać z nas przykład i nikt nie powinien marzyć juz o tym, aby być drugą Japonią czy innym tygrysem wschodu, ale wszyscy powinni chcieć być drugą Polską.
    3. Tylko… niektóre z tych wszelkich znaków zdają się mieć swój własny pomysł na to, jak to z tą Polską jest. Taki wskaźnik – inflacja, czyli informacja o wzroście przeciętnego poziomu cen. Jak ten wskaźnik wygląda w Europie? Dane za czerwiec 2020 – W strefie euro, wskaźnik wzrostu cen rok do roku utrzymuje się na poziomie 0,3%. Średnia dla całej Uni Europejskiej wynosi 0.8%. To jaka może być inflacja w Polsce? Podpowiem. Jesteśmy liderem także na tym polu, gdyż inflacja w Polsce wynosi 3,3% (wg. eurostatu 3,8%). Kto bogatemu zabroni. źródło
    4. Nie myślcie sobie jednak, że to koniec dobrych wieści. Bo – co dobrze wiedzą nasi rodzice – kiedy władza chce trzymać wskaźnik inflacji pod butem, uwzględnia w nim dobra, które są inflacyjną kotwicą, jak na przykład często i chętnie kupowane lokomotywy. A co kupujemy mniej chętnie i jest nam mniej potrzebne niż lokomotywy? Żywność. I jak wyglądają zmiany ceny żywności w Polsce? Podpowiem Wam, bo przecież nie chodzicie i nie kupujecie i nie wydajecie więcej. Otóż wskaźnik cen żywności w Polsce w pierwszym kwartale 2020 wzrósł o 7,7%; W drugim było lepiej, bo już jedynie o 6,4%. Źródło; Jesteśmy krainą mlekiem i miodem płynącą.
    5. Jesteśmy tak mądrze zarządzani, że korzystamy nawet z okazji, aby za zbędne prace likwidacyjne płacić innym i jeszcze na tym zyskiwać wizerunkowo. No prawie, bo nie będziemy promować siebie, tylko Szwajcarię… no ale być może Tom Cruise do nas przyjedzie. No ale.. jak wysadzać mosty na potrzeby filmów pokazał nam już Adaś w Nic śmiesznego. 
    https://www.facebook.com/KrakowZPB/posts/3392346757464167
    1. Człowieku, mnie możesz być takim materialistą. A na świat warto patrzeć z perspektywy. Możliwie odległej. Patrząc na rzeczy, na które warto patrzeć. 

    I tak, musimy pamiętać o tym, że na średni czas życia wpływa także spadająca śmiertelność dzieci, ale poprawa jest we wszystkich grupach wiekowych. I z tego miejsca polecam sięgniecie po „Factfulness”, aby wiedzieć jak nabrać odpowiedniej perspektywy.

    1. A jeśli chodzi o krainę mlekiem i miodem płynącą, gorąco polecam „Mleko i miód„.
    2. To ja może jednak wrócę do zajmowania się i pisania o rzeczach na których się troszkę znam. Na ten przykład o sobie. Po kilku miesiącach od wyjechania z Poznania miałem okazję ponownie odwiedzić to miasto i z prawdziwą przyjemnością odwiedzić ponownie miejsca, które pokazali mi Mateusz i Gośka, najlepsi sąsiedzi na świecie, a w których naprawdę dobrze karmią. Bo miesiące mijają a oni nadal doskonale karmią. Są to Warzywniak i FatBob, do tego polecam też lody w Marinie i – tu żal, że nie udało się odwiedzić – pizzę w Przyjemności; Widzisz Marta, miesiące mijają, a to co mi się podobało w pierwszych dniach w Poznaniu, nadal chętnie polecam.
    3. Nie ma to jak wspomnieć o jedzeniu w dniu, który wypada głodówka. To już chyba ósma z rzędu. I jeśli się czegokolowiek na tych głodówkach nauczyłem to tego, że… nic się nie dzieje, jeśli przez te kilkanaście (no dobra, bliżej 30) godzin nic nie zjem. Nie czuję się gorzej, nie opadam z sił, nie staję się (chyba) rozdrażniony. Więc to jest ta nauka. Nic się nie stanie, jeśli nie zjem teraz. Mogę zjeść za chwilę. Albo jutro.
    4. Muszę natomiast rozważyć picie kawy czasie głodówki, tym bardziej, że ta bardziej rygorystyczna forma mówi – nic nie jesz, pijesz tylko wodę. Ja przy pierwszym postowaniu poszczeniu zanim sięgnąłem po kawę z mlekiem roślinnym sprawdziłem co na to mówi wujek googiel. I wujek powiedział że mogę, bo przyjęcie do 50 kcal nie przerywa procesu poszczenia. I wtedy mi to wystarczyło. Ale, spotkałem się też z informacją, że to co pijemy w trakcie głodówki nie wpływa na sam metabolizm, ale nie robi dobrze dla naszych jelit , a zasada 50kcal choć powszechnie znana. nie została udowodniona w badaniach. Wniosek? Kawa w piątki też idzie w odstawkę. No co, jak się bawić, to się bawić.
    5. Skoro jesteśmy przy kawie, to jest taka firma, Oatly, która robi mleko z owsa. I do tego chwali się, że robi to inaczej i dzięki temu to ich mleko jest lepsze. Oprócz tego, że robi inaczej swój napój, to jeszcze robi inaczej swój marketing. Tu jak to wygląda z perspektywy ich człowieka od marketingu: 
    1. Tu jest ciekawy wątek na twiterze poświęcony tej marce i ich działaniom: 
    1. Podrzucam jeszcze jeden artykuł podchodzący do samego biznesu Oatly, i tego jak odnajduje się wśród konkurencji napojów roślinnych i na ile stabilny jest to pomysł na zdoby
    2. Oatly w Polsce bywa, choć wcale nie jest łatwo go kupić (choć nadal jesteśmy krainą mlekiem i miodem płynącą). Sam mam oczy szeroko otwarte za każdym razem kiedy odwiedzam sklepy z szerszą famą produktów Bio i Vegan. Wcale nie jest też łatwo go kupić w sieci. Przynajmniej było, ponieważ dziś trafiłem na taką wiadomość na linkedin:
    1. Na Linkedin czytam nie tylko o kawie, ale także o pomysłach i podpowiedziach podnoszenia produktywności. To że o nich czytam, nie oznacza jeszcze, że je stosuję. Mikołaj polecił artykuł o tym, co mogą zrobić programiści, aby być bardziej efektywnymi. Moim zdaniem większość tych uwag dotyczy absolutnie wszystkich, niezależnie od tego, czym się zajmują. W skrócie – dbajmy o nasz sen, róbmy przerwy, ograniczajmy rozproszenia, czytajmy. Wszystkie wymienione punkty wydają mi się dziwnie znajome.
    2. Świat się zmienia. Świat handlowo marketingowy. I tylko odrobinę. Ale jednak, w Stanach zaczynają majstrować przy Black Friday’u. Wallmart ogłasza, że w Święto Dziękczynienia ich sklepy będą zamknięte i nie będzie Czarno Piątkowej przedsprzedaży. A w ich ślady poszli kolejni duzi gracze. Gdyż „Let’s face it: Historically, deal hunting and holiday shopping can mean crowded events, and this isn’t a year for crowds.”
    3. Przechodzimy do przyjemniejszej części tygodniówki. Będzie o tym, czego nie wiedziałem, a co mnie zaskoczyło. Lubicie śpiew ptaków? A zastanawialiście się kiedyś, czemu to ich śpiewanie służy? No cóż, nie tylko komunikacji. 
    1. Wydawało mi się, że wiem jak można w nieoczywisty sposób korzystać z iPhone’a. No i coż, absolutnie mi się wydawało. Wow. 
    https://twitter.com/Kristy_Viers/status/1287189581926981634?s=20
    1. Czy wiecie czym się różni łapanie węży w różnych krajach? No to juz wiecie 
    https://www.youtube.com/watch?v=voyFCvjAe0s
    1. Chyba o tym nie wspominałem, ale jestem dysgrafikiem. Zdiagnozowanym. Jestem też zdiagnozowanym dyslektykiem. Oznacza to, że piszę jak kura pazurem. Tak przynajmniej dotychczas myślalem. Ale ja jednak chyba piszę po rosyjsku.  
    1. Będzie mała powtórka z historii, ale uważam że warto o tym pamiętać: 
    1. Korciło mnie, żeby i dziś pominąć cytaty z Kahnemana, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli teraz odpuszczę, to zrobi się z tego konkretna górka. Zatem, kilka cytatów z Kahnemana.

    the confidence that people have in their intuitions is not a reliable guide to their validity. In other words, do not trust anyone—including yourself—to tell you how much you should trust their judgment.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    If a strong predictive cue exists, human observers will find it, given a decent opportunity to do so.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Remember this rule: intuition cannot be trusted in the absence of stable regularities in the environment.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Whether professionals have a chance to develop intuitive expertise depends essentially on the quality and speed of feedback, as well as on sufficient opportunity to practice.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Here again, as in the case of subjective confidence, the experts may not know the limits of their expertise. The unrecognized limits of professional skill help explain why experts are often overconfident.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Because substitution occurs automatically, you often do not know the origin of a judgment that you (your System 2) endorse and adopt. This is why subjective confidence is not a good diagnostic of accuracy: judgments that answer the wrong question can also be made with high confidence.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    the proper way to elicit information from a group is not by starting with a public discussion but by confidentially collecting each person’s judgment. This procedure makes better use of the knowledge available to members of the group than the common practice of open discussion.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Using distributional information from other ventures similar to that being forecasted is called taking an “outside view” and is the cure to the planning fallacy.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    If you are genetically endowed with an optimistic bias, you hardly need to be told that you are a lucky person – you already feel fortunate.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman
    1. W tym miejscu mały przerywniki o tym, co nam robi bycie optymistycznymi
    1. Wracamy do Kahnemana. I nie, nie skończę go czytać w lipcu. Zbyt optymistycznie planowałem.

    The chances that a small business will survive for five years in the United States are about 35%.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Overall, the return on private invention was small, “lower than the return on private equity and on high-risk securities.” More generally, the financial benefits of self-employment are mediocre: given the same qualifications, people achieve higher average returns by selling their skills to employers than by setting out on their own. The evidence suggests that optimism is widespread, stubborn, and costly.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Leaders of large businesses sometimes make huge bets in expensive mergers and acquisitions, acting on the mistaken belief that they can manage the assets of another company better than its current owners do.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    President Truman famously asked for a “one-armed economist” who would take a clear stand; he was sick and tired of economists who kept saying, “On the other hand …”

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Extreme uncertainty is paralyzing under dangerous circumstances, and the admission that one is merely guessing is especially unacceptable when the stakes are high. Acting on pretended knowledge is often the preferred solution.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    There is no evidence that risk takers in the economic domain have an unusual appetite for gambles on high stakes; they are merely less aware of risks than more timid people are.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman
    1. W grudniu miałem okazję do zostania ocenionym przez świetnego HRowca, która patrząc na wypełnione przeze mnie testy i na podstawie rozmowy powiedziała o mnie „pan zdaje się nie dostrzegać ryzyk”. To mnie zaskoczyło, bo jedno co o sobie myślę to to, że jestem tchórzofretką i jedyne co widzę, to ryzyka. Ale potem zrozumiałem, że jest ciut inaczej. Tak – często widzę ryzyka, ale kiedy podejmę decyzję jestem tak bardzo przekonany o swojej racji, że ryzyka mi nie przeszkadzają, ponieważ… to ja mam rację.
    2. W tym miejscu aż się prosi o tę uwagę
    1. Proszę, w czasie wakacyjnym, jeźdźcie z głową
    1. Dla tych, którzy przyszli z Facebooka, albo Twittera, albo linkedin’a – na tych portalach nie wrzucałem dwóch poprzednich wakacyjnych tekstów ponieważ nie byłem pewien czy to dobry pomysł. Więc… gdybyście mieli ochotę, to tu przeczytacie Tygodniówkę z przed tygodnia, a tu tygodniówkę z przed dwóch tygodni

    To chyba jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

  • Wakacyjna odsłona tygodniówki (#29) część 2

    Dzisiejsza tygodniówka będzie inna niż dotychczasowe, bo trochę oszukana. Będzie w niej mniej znalezisk internetowych, gdyż… mniej korzystałem w ostatnich dniach z Internetu. I, co niezwykłe i niespodziewane, nie nastąpiła – wbrew moim oczekiwaniom – implozja znanego nam świata. Co gorsza, Internet nie zauważył mojej nieobecności. Nie wiem tylko, czy to on (Internet) okazał się niewdzięczny, czy ja nie godny zauważenia. Zamysł i zamiar jest taki, aby w kolejny piątek wrócić, do znanej i oswojonej formy, bo ta dzisiejsza jest… nieprzećwiczonym freestajlem, a – jak słyszałem wielokrotnie od Elżbiety Zapendowskiej najlepsze improwizacje są poparte godzinami ciężkiego treningu…

    1. Żeby było zabawniej, w tym tygodniu trafiła do mnie notka Ali Abdaala (przez którego zacząłem korzystać z Notion) o tym. dlaczego on nie napisał notki w zeszłym tygodniu i że to wcale nie musi być takie złe. No nie wiem, ja się boje flirtować z odpuszczeniem pewnej regularności (żeby nie wiem jak dobre korzyści to przynosiło). Za dobrze siebie znam, by nie wiedzieć, że wyjątek może stać się obowiązującą regułą, a Niecodzienny zamilknie do kolejnego pomysłu na formułę. Z drugiej strony (bo zawsze jest jakieś z drugiej strony), przeraża mnie pisanie dla pisania bez przypilnowania wartości dla tego, co piszę. Z drugiej strony drugiej strony (która wbrew logice nie jest pierwszą stroną), tylko nienapisanych tekstów jakość jest nieoceniona. A nie, czekaj, nie do ocenienia.
    2. W ostatnich kilku tygodniach w Ameryce wiele się działo w związku z „Black Lives Matter”, i jednym z kontekstów / konsekwencji tych wydarzeń jest próba / potrzeba zmierzenia się z historią i ocenienia ludzi, którzy tę historię tworzyli. Okazuję się, że historia zmienia swoją optykę, wraz ze zmianami moralności społeczeństwa, a to powoduje problemy, zwłaszcza, kiedy chcemy dokonywać weryfikacji i ponownie oceniać ludzi żyjących i świat modelujących. I pytanie co z tym zrobić, czy próbować postawić ich pod osąd naszej moralności i naszych standardów. A może jednak przyznać, że nie mamy prawa oczekiwać, że ludzie którzy już dawno nie żyją, będą musieli zmierzyć się z naszymi oczekiwaniami.
    3. Z pomocą tu przychodzi Nassim Taleb: 
    1. Swoją drogą, gdybyśmy uznali, że obowiązująca dla naszych przodków jest nasza współczesna moralność i to pozwala nam „gumkować” ich z historii, to stajemy przed ryzykiem mierzenia się z morzem białych plam w naszym dziedzictwie (do którego teraz niekoniecznie chcemy się przyznawać, skoro je weryfikujemy). Moja wyobraźnia w tym miejscu wysiada, kwitując to jedynie – moim zdaniem mamy problem z historią. Dlatego, że piszą ją zwycięzcy, dlatego że – kiedy współcześni mają taką potrzebę – możemy ją dowolnie przepisywać, dlatego że nie mamy powodu przypuszczać, że to wymysł wyłącznie XXI wieku, co z kolei może oznaczać że uczymy się fabularyzowanej wersji wydarzeń i próbujemy z tej fabuły wyciągać wnioski, a jak z kolei twierdzi Kahneman, nasze umysły przyjmą za właściwy ciąg skojarzeń prowadzący od punktu do punktu tak długo, jak długo będzie on wiarygodnie brzmiał (choć nie musi mieć nic wspólnego z faktami).
    2. Dlatego lubię matematykę i fizykę, gdzie jabłko zawsze odrywające się od gałęzi ląduje na ziemi, a dwa jabłka dodawane do dwóch jabłek dają cztery jabłka, niezależnie od tego, czy rzecz miała miejsce w wiekach ciemnych, czy światłych, w wieku XI i wieku XXI. A historia, cóż.. dwa razy się nie zdarza, prawda?
    3. Kiedyś już o tym pisałem: Kilka luźnych spostrzeżeń
    4. Pamiętajmy też o tym, że dla naszej planety ludzkość trwa tyle i ma mniej więcej taki wpływ, jak kichnięcie. O czym możemy się przekonać albo patrząc w głąb ziemi (i uświadamiając sobie, jak małym nalotem na jej powierzchni jesteśmy i będziemy za czas jakiś). Albo popatrzmy w kosmos i poczujmy się mali, mając świadomość, że nie wyściubiliśmy nosa za próg naszego domu, który jest tylko szałasem przy ruchliwej ulicy, wielkiego miasta, na jednej małej wysepce nieopodal jednego z kontynentów. My bardzo chcemy mieć jakieś znaczenie i jakiś wpływ. Ale i nasze znaczenie i nasz wpływ jest mimo wszystko znacząco ograniczone.
    5. O Black Lives Matter i o wydarzeniach na świecie warto się dowiadywać z wiarygodnych źródeł. Moim źródłem, co powtarzam, jest Raport (o Stanie Świata Dariusza) Rosiaka. I zachęcam mocno do odsłuchiwania. Równocześnie, w minioną środę opublikowana została półgodzinna rozmowa o szczepionce na CoVID i ze zdziwieniem skonstatowałem, że większość informacji w tej rozmowie zawartej, już znam (choćby z tej książki, czy kilku podcastów). Wniosek? Wiedzę i mądrość możemy czerpać z książek (choć nadal przewrotnie ostrzegam przed ich czytaniem).
    6. Słowo o wiedzy – wyjazd wakacyjny okazuje się okazją do poznania nowych ludzi i nowych obyczajów. Nowych sposobów spędzania wolnego czasu. Na przykład na quizach. I kiedy ktoś przepyta Cię z dziedzin wielu (od słów Oppenheimera po udanej próbie jądrowej, przez cytaty z Bułhakowa, Kilera, pytania o parseki i wartości jednostki astronomicznej, po Boya Georga, 2Unlimited oraz spodziewaną wielkość sekwoi i prędkość strusi), to czujesz się… zdecydowanie zdezorientowany. A mój własny imposter syndrome został skwapliwie nakarmiony.
    7. W tym tygodniu nie ma Kahnemana, choć Kahneman jest nadal wytrwale przeze mnie czytany. Kolejne cytaty – za tydzień.
    8. Pomyślałem sobie, żeby przytoczyć w tej tygodniówce teksty z przed lat. Bo okazuję się, że tych słów i tekstów trochę popełniłem, więc może jednak ta improwizacja jest jednak cokolwiek przećwiczona.
      1. Lipiec 2009 – Zgrzyty codzienności
      2. Lipiec 2009 – Nadchodzi chwila prawdy, a mi brak słów
      3. Lipiec 2010 – Getting down under
    9. To też okazja, żeby przypomnieć sobie trzy, no góra cztery fajne zdjęcia zrobione w Australii…

    Więcej zdjęć do zobaczenia na http://mojafotografia.com

    1. Na koniec zacytuję też tekst napisany 25 lipca 2006 roku, taki throwback 😉

    Nocną ciszę zakłóca ktoś, dźwiękiem ciemność przeszywa

    Witaj Wolf.. Dobrze Cię tu widzieć.. przyjemnie.. Człowiekowi od razu wydaje się, że bezpiecznie jest. Znajomo, przytulnie, ciepło.. jest dobrze. A jak by ktoś pytał, lepiej jest..

    Ten upał mnie rozkłada.. Na łopatki. Nie żebym narzekał, nie.. nie śmiem. Przecież tak długa była zima, że teraz grzechem było by na ciepło psioczyć. Tylko – litości – jak by tak było kilka stopni mniej.. choć odrobinę.. choć ciut;-) Człowiek przez miasto się przekrada w poszukiwaniu cienia.. Wody ledwie starcza, litr za litrem znika w przełyku a potem człowiek cały się lepi.. i na zdrowie, organizm oczyszcza… ale.. litości:-)

    Przetrwamy. Oczywiście, że przetrwamy. Nie Wolf.. nie przyszedłem dziś do Ciebie z przesłaniem, w tych temperaturach wszelkie przesłanie się roztapia i potem ciężko z takich płynących przez palce myśli sensownego coś złożyć. Nie żeby kiedykolwiek niosły znamiona sensu, nie mniej jednak.. wiesz jak jest…

    Zastanawiam się czasem, czy Ty aby na pewno rozumiesz to co ja tu do Ciebie mówię.. że gardło dla Ciebie zdzieram, że słów potok ze mnie płynie, że własne próbuję Ci myśli przekazać.. ale nadawać to jedno, odbierać drugie.. Pomijając już fakt, że pompuję w Ciebie te moje wynaturzone treści, dobrze by było wiedzieć a co Ty z tym tak właściwie robisz.. Najprościej by było powiedzieć, że na swój własny sposób i na potrzebę swoją przetwarzasz i potem w razie konieczności używasz lub z własnej świadomości wypędzasz.. Ale jak to rozumiesz?

    Podobno ludzie nazbyt często zakładają, że rozmówca posługuje się takim samym językiem co mówiący. Ciekawostka.. Zakłada się, że tak samo pojmujemy kolory, kształty, kierunki.. Z tego mogą wypływać niezrozumiałości.. Chciałbym wobec tego zrozumieć władzę naszą wspaniałą, choć nie wyrośniętą ( z wyjątkami, rzecz jasna). Chciałbym poznać mapę ich skojarzeń.. uwierzyć że wykracza ona poza „MY, Nasze, żądam, POniżam.. ” Może wtedy łatwiej przyszło by mi ich racje nie tyle za własne uznać, co choć cień rozsądku w nich znaleźć…

    Cały czas do sensu, rozsądku i idei się odwołuję.. W sumie po co.. Czy tak strasznie by było, gdyby okazało się, że nie ma wyższego celu i potrzeby naszego tu istnienia? Czyż nie było by to najlepsze wytłumaczenie tego chaosu co wszech i wobec nas ogarnia? Bo przecież wtedy wszystko stało by się jasne – nie odważę się powiedzieć, że wtedy miało by sens;-). Brak reguł, brak przesłanek, brak wniosków czy konsekwencji. Brak logiki i twierdzeń. Mniodzio;] Informatycy się ucieszą.. There is no spoon..

    Mam ręce w kieszeniach,
    A kieszenie – jak ocean..
    Powoli chodzę i rozglądam się

    I dziwię sie dużo.. Taki wytrzeszcz to chyba na mojej twarzy już się na stałe wyrysował.. Wykułby się, gdyby twarz moja była z marmuru.. Można by go wymodelować, gdyby Pan stworzył mnie z gliny, albo naspawać gdybym ze stali był.. A ja.. Z krwi i kości jestem.. Jak mogę czuć, skoro we mnie tylko związków chemicznych parę bulgocze sobie i reakcje najrozmaitsze zachodzą.. Kim jestem, skoro kiedyś tam nie było mnie.. Z pustki powstałem, z miłości, z przypadku? To juz nie do mnie pytanie.. Kim jestem? jak to jest że jestem jaki jestem a nie jak Michał W? Czemu włosów nie mam już i dlaczego nigdy nie były czerwone? Kto sprawił, że pytać o to wszystko śmiem? Dlaczego tak bardzo odpowiedzi pożądam.. dlaczego rządzą mną żądze?

    Nie pieniądze, nie.. Choć przyjemna to rzecz w kieszeni pełną kiesę mieć.. Na świat patrzeć z pozycji „mogę” a nie „chciałbym móc”.. To demoralizuje.. a potrzeby rosną wraz ze wzrostem apetytu.. Tylko czy aby na pewno? Znowu pytanie, znowu zwątpienie.. Znowu nie zabrakło odwagi, by po kilku głoskach, sylabach i słowach postawić ten śmieszny zawijas z kropką pod nim zawieszoną.. Niech ktoś da odpowiedź.. albo niech spróbuje choć..

    Nie jestem poetą, a chciałbym nim być.. W zdaniach zawierać sens, którego pozornie nie widać. W słów szermierce żonglować rytmem, rymem i emocją.. Umieć prostym tekstem naród za sobą porwać.. Naród zbawić lub pogrążyć, w zależności od kaprysu własnego.. Albo bukietem stworzonym z alfabetu liter, tego co go każdy zna, umieć rumieńiec na twarzy białogłowy zapalić, łzę z oczu jej wycisnąć ( bez pomocy gazu pieprzowego.. to juz niedozwolony doping), dziwnym przypadków zbiegiem kolana jej zmiękczyć i w głowie jej głosu wibracją zawrócić.. Zbyt piękne..

    Inna rzecz w tym, Wolf, by Tobie przypadkiem kolana nie zadrżały, oczy nie zaszły wilgocią, a umysł jasności nie stracił. Stworzyłem Cię na swoje podobieństwo, wybacz więc żeś zmuszony kobiety kochać, podziwiać i pragnąć.. Jak kania dżdżu, jak pustynia wody, jak ja…Z tego przymusu radość czerp, rozkoszuj się nią.. gdyć piękniejszego nic i tak nie spotka Cię.. śadnej cenniejszej nagrody, żadnego więcej sukcesu posmaku nie będzie Ci dane poznać, niźli (skąd ja te słowa biorę.. sam siebie czasem pytam.. kto mnie tak skrzywił?) przyjemności ze słabości niewiasty co właśnie w ramionach Twoich cały opór swój straciła..

    Pointa oczekiwana.. pointy brakuje mi.. Głos i muzykę oddam tym, co do swoich racji juŜ doszli, swoje wiedzą i swoją wiedzą dzielić się chcą..

    Szeptem na ucho powiem że..
    że ja,
    ja się tego wyrzekam…
    Wyrzekam bo…
    Nikt tak pięknie nie mówił, 
    że się boi miłości

    Jak Ty..

    No właśnie Wolf.. nikt tak pięknie nie mówi…

    1. Czas wakacji, to czas urlopów i podróży. Pamiętajcie o tym, aby jeździć z głową.

    Bezpiecznie dojeżdżajcie do celu.

    To chyba jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

  • Tygodniówka (#28) z widokiem na wakacje

    1. Z jednej strony – obawa, czy mądrym jest pisać nową tygodniówkę, kiedy nie jestem pewien, czy to będzie dobra tygodniówka. Z drugiej strony, przecież zobowiązałem się wobec osób, które zapisały się na wiadomości ode mnie, że bedą ode mnie raz w tygodniu wiadomość dostawać. Nie wypada, zdecydowanie nie wypada zawieść, tym bardziej, że ta regularność ma też być pomocna chcąc utrzymać rozwój samego niecodziennego. Więc… wolę zaryzykować trochę słabszą tygodniówkę, niż doprowadzić do tego, że tygodniówka nie powstanie.
    2. Czemu miała by nie powstać? Gdyż wakacje wytrącają z rytmu. Wytrącają także z tego, by zdobywać nowe zachwyty. Głowa trochę czym innym zajęta i też przestrzeni jednoznacznie do pisania przeznaczonej brak. Więc piszę tygodniówkę siedząc „na partyzanta” przy stole, gdzie współwakacjowicze grają w Qwirkle, a ja siedzę na podłokietnikach mebli ogrodowych, bo w przeciwnym razie pisałoby mi się dużo bardziej niewygodnie. Co nie oznacza, że teraz jest szczególnie wygodnie (gdyż podkłokietniki mają to do siebie, ze są drewniane i twarde). Wszytko to dla Was.
    3. Swoją drogą, to druga urlopowa notka i… drugi raz na te okoliczności „narzekam”. Wnioski? Po pierwsze, sygnalizować, że się na urlop wybieram (aby nie było zaskoczeń czytelniczych), a po drugie – za wczasu się na taki urlop blogów przygotować…
    4. Inna rzecz, zobowiązanie i przytaczana już kiedyś zasada Jerrego Seinfelda… Kluczem jest dodawać kolejne ogniwa łańcucha, gdyś przerwany łańcuch (a to już wiem z doświadczenia) czasem trudno na nowo podjąć…
    5. To jak, zachwyciło mnie coś w tym tygodniu? Ludzie potrafią zachwycić… zdolne ludzie:
    https://twitter.com/cctv_idiots/status/1284036930640936960?s=20

    Mam wrażenie, że ten rodzaj popisu widziałem już kiedyś w amerykańskiej… a może brytyjskiej wersji mam talent…

    1. Zachwycają mnie też planety… I jest to coś, czego absolutnie się nie spodziewałem. Że będę się gapił z rozdziawioną paszczą na Plutona (który zgodnie z nomenklaturą, nie jest nawet formalnie planetę). Ale… piękny jest:
    1. Skoro mamy czas wakacyjny, to zachęcam Was (nieco bardziej niż do grania we wspomniany Qwirkle) do poznania i zagrania w Tajniaków.
    2. Zaraz przejdziemy do Kahnemana, ale wśród innych ludzkich dziwactw, badacze odkryli, że… ludzie nie lubią „zbyt dokładnych liczb”. Nawet więcej – wolą liczby mniej dokładne a bardziej okrągłe, nawet kiedy te dokładniejsze są bardziej korzystne. Jesteśmy dziwni, a ja widzę w tym pewne piękno.
    3. Dziś krótki wybór z Kahnemana, bo wakacje… ale wciąż determinacja we mnie, aby skończyć z końcem lipca…

    Several studies have shown that human decision makers are inferior to a prediction formula even when they are given the score suggested by the formula!

    Thinking, Fast and Slow Daniel Kahneman

    Another reason for the inferiority of expert judgment is that humans are incorrigibly inconsistent in making summary judgments of complex information. When asked to evaluate the same information twice, they frequently give different answers.

    Thinking, Fast and Slow Daniel Kahneman

    Dawes showed that marital stability is well predicted by a formula:

    Frequency of lovemaking minus frequency of quarrels 

    You don’t want your result to be a negative number.

    Thinking, Fast and Slow Daniel Kahneman
    1. Czy znamy inny przykład kiedy formuła poprawia znacząco sytuację? Ocena niemowlaka poprzez skalę Apgar, czyli przyznanie 0, 1 lub 2 punkty za 5 kryteriów – tętno, oddychanie, reakcja na bodźce, napięcie mięśniowe i kolor. Ale nie zwróciło mojej uwagi to, jak ta punktacja działa, ale co wiemy o doktorze Apgar. Otóż, anestezjologiem, który w 1953 roku zaproponował wprowadzenie skali Apgar jest pani dr Virginia Apgar. Muszę przyznać, że płeć pani doktor mnie zaskoczyła. I jest mi z tym zaskoczeniem źle. Cieszę sie, że już się z błędu wyprowadziłem.
    2. Skoro było o polityce przed wyborami, niech będą ze dwa słowa komentarza po wyborach. Krótka analiza tego, czego nie zrozumiała opozycja, i dlaczego nie mogła wygrać okiem Galopującego Majora.
    3. Przy czym mnie zasmuciła ta obserwacja, która jest równocześnie tak bardzo w punkt:
    1. Inne spostrzeżenie o tym, czym się (nie) kierować przy wyborach. No.. ładne:
    1. I jeszcze jedno spostrzeżenie związane z wyborami, ciekawa rozmowa z Robertem Krasowskim (którego analizy i spostrzeżenia bardzo cenie) w Tygodniku Powszechnym. W skrócie – od nich naprawdę nic nie zależy. Gorąco polecam ten wywiad.
    2. I jeszcze pozwolę sobie podrzucić Wam bardzo ciekawą obserwację którą znalazłem w notce „Pikniku na skraju głupoty” o tym, jaki niespodziewany wpływ na obecną sytuację w Polsce miała wprowadzana w późnych latach dziewięćdziesiątych reforma administracyjna.
    3. I choć jest mi bardzo bardzo źle z koncepcją 500+ (bo uważam że można to było zrobić mądrzej i lepiej i bez szkody dla społeczeństwa), tak rozumiem, dlaczego to zadziałało i cieszę się, że części naszego społeczeństwa żyje się lepiej. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o trwałym poprawieniu ich sytuacji, a nie jedynie krótkowzroczne danie pieniędzy.
    4. Przedostatni punkt dzisiejszej tygodniówki, bardzo ciekawy artykuł o tym, jakie mechanizmy kształtują naszą wiedzę o świecie, o prawie pierwszeństwa i kto z tego korzysta. Że z sięganiem po informacje jest trochę jak z wybieraniem danych z bufetu. I że to dziwnie przypomina korzystanie z google’a. Cholera… wygodni jesteśmy. Bardzo polecam. A równocześnie nieśmiało podrzucę także swój ostatni tekst na ten temat. Z resztą, co mi tam, podrzucę dwa ;-). Ten o tym, że Facebook i algorytmy modelują nam świat, i ten o tym, co trzymamy pod ręką.
    5. Od czasu do czasu, kiedy szukam rekomendacji przed zakupem elektroniki, zdarza mi się korzystać z serwisu wirecutter i ufać ich rekomendacjom. Jak się okazuję, nie tylko ja tak robię…
    1. To już koniec tygodniówki. Na głodzie pisanej, bo szósty piątek z głodówką za mną. Spóźnionej i krótszej… Ale… Wakacje są potrzebne. Korzystajmy z nich.
    2. Tylko korzystajmy z nich z głową. Kolejna aktualizacja, niestety.

    Bądźcie bezpieczni. Jeździjcie z głową.

    1. Z kronikarskiego obowiązku – Notka pisana w Ulyssessie (bo wciąż jeszcze mam ważną subskrypcję..) ale… to raczej wynika z tego, że Notion nie obsługuje zakładek (tak, program, który tak zachwalam, ma wady… ale też upierają się, że brak zakładek lepiej robi skupieniu się na danym tekście)…

    To chyba jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

  • A gdyby tak… Polska Zgodna #tygodniówka 27

    1. Czas na piątek przed niedzielą. Ważna niedziela, ważne wybory. Nie wiem czy najważniejsze, ale ważne. Natomiast wybory, to tylko chwila. Kilkanaście godzin przez które otwarte są lokale wyborcze, kilka minut kiedy oddajemy głosy, kilka dni oczekiwania na wynik wyborów, ale krajobraz po wyborach… to dopiero wyzwanie.
    2. Nasz świat teraz wygląda tak:
    1. Mój komentarz do powyższego rysunku, a raczej tym rysunkiem zainspirowany…

    My wszyscy chcemy Polski Walczącej, tylko nikt nam nie wytłumaczył, że nie ze sobą mamy walczyć.

    Wit z Niecodzienny.net
    1. Może potrzebujemy nowych symboli, nowych idei, nowych pomysłów. Na przykład takiej Polski, w której ludzie ze sobą rozmawiają, zamiast do siebie krzyczeć. W której ludzie szukają tego, co ich łączy, a nie tego co ich dzieli. Bo wiecie, na tym jesteśmy skupieni ostatnio. Na tym, aby znaleźć każdy jeden możliwy powód do tego, aby się skłócić. A gdybyśmy, dla odmiany, tak poszukali tego, co nas godzi?
    2. Mój postulat – Polska Zgodna. Nawet mam koncepcję graficzną. I zwracam uwagę, że Zgodna zawiera także Godna. Bo wszyscy jesteśmy Godni, by tu żyć.
    1. Pamiętajcie proszę, szukajmy sposobu aby odejść z narracji „my i oni”. Zamiast tego, myślmy (a przynajmniej spróbujmy) – Ci z nas, którzy zagłosowali na Dudę. Ci z nas, którzy zagłosowali na Trzaskowskiego. Ci z nas, którzy nie poszli na wybory. Tym bardziej, że dzień po wyborach, to znowu będzie nasza Rzeczpospolita, w której wszyscy się musimy wzajemnie szanować. Wszyscy musimy być otwarci. Wszyscy musimy chcieć zrozumieć innych, a nie narzucać innych naszych idei i wartość. Możemy się różnić, ale nie musimy się dzielić. Ech, #naiwnyWit.
    2. Strasznie mnie smuci, że już tyle razy tym pisałem. O języku, o plemionach, hejcie… i wciąż jest tylko smutniej i straszniej.
    3. Wiecie co mnie zaskakuje? Jak bardzo (jako społeczeństwo) dajemy sobie wmówić, że mamy się bać wielkiego strasznego wilka, który przyjdzie i nas zje. Jak choćby rzekoma wielka (i oczywiście zła) ideologia LGBT. Wielka bo liczna. Groźna, bo w jakiś przedziwny sposób zaraźliwa (choć pojęcia nie mam jak mielibyśmy się nią „zarazić”?).
    4. Czy wiecie jaki procent społeczeństwa to ludzie, których możemy określić jako LGBT? Dane, które znalazłem(choć przyznaję, daleko nie szukałem), mówią że ludzie homo i bi seksualni to grupa między 4 a 6 % społeczeństwa. Te 4-6% społeczeństwa przekłada się na 870 tysięcy ludzi w wieku produkcyjnym mobilnym (18-44lat). Pytanie, jaki % polskiego społeczeństwa chce zawierać związek małżeński? Wg GUS (dane za 2018 rok) w Polsce zawieranych jest poniżej 200k małżeństw rocznie, co oznacza że współczynnik rzędu 5‰. Powiedzmy, że LGBT jest bardziej zdeterminowane, niech będzie to 10‰. Choć z drugiej strony, w 2018 r. mediana wieku mężczyzny zawierającego małżeństwo wyniosła 30 lat, a kobiety prawie 28 lat czyli duża część tortu odpada, jako „nie zainteresowana” małżeństwem. Czyli wracamy do 5‰. Czyli blisko 40 milionowy naród straszy się tym, jak szkodliwe dla niego byłoby umożliwienie jego tysięcznej części legalizowanie związku. Brawo my.
    5. Ale oni chcą legalizacji aby móc adoptować a potem krzywdzić adoptowane dzieci. Pytanie – ile dzieci jest adoptowanych w Polsce? NIK zwraca uwagę, że mało dzieci opuszcza pieczę zastępczą, czyli domy dziecka i rodziny zastępcze. W latach 2015 – 2017 ( I półrocze) z ok. 75 tys. dzieci w pieczy zastępczej tylko ok. 6 tys. zostało zakwalifikowanych do adopcji – ta liczba wynika z nieuregulowanych kwestii prawnych dzieci. Niemniej jednak 6 tysięcy adopcji na 2 i pół roku. Skala. Brawo my.
    6. Ale nie możemy pozwolić aby skrzywdzone zostało choćby jedno dziecko! Dlatego tak skutecznie działamy w wyciąganiu konsekwencji wobec księży, którzy dopuścili się pedofili. A, tak z czystej ciekawości, ilu mamy duchownych w Polsce? – Polsce jest obecnie ok. 25 tys. księży diecezjalnych, którzy pracują przede wszystkim w parafiach, z tego ok. 3 tys. w krajach Europy Zachodniej i na misjach. Jest także ok. 9. tys. zakonników, którzy przyjęli święcenia kapłańskie. I 17 tysięcy sióstr zakonnych. Niewielka część z nich dopuściła się zapewne skrzywdzenia dzieci, a mimo to nie umiemy sobie z tym poradzić.
    7. To co prawda nie jest wprost o polityce, ale i wobec polityków warto to stosować. Zwłaszcza w momencie, kiedy tak łatwo przychodzą im obietnice i tak łatwo sięgają do swoich… a raczej naszych portfeli. 
    1. Wspominam o tym, że musimy się szanować i równocześnie powiem Wam, że mam problem w zrozumieniu niektórych ludzi, którzy głosują z przekonaniem na Andrzeja Dudę. Nie wiem, jak kobiety mogą głosować na prezydenta Dudę, skoro on nie dba o ich prawa. Nie wiem jak prawnicy mogą głosować na obecnego prezydenta (kiedy Prezydent nie szanuje prawa), nie wiem jak lekarze mogą głosować na obecnego prezydenta, kiedy prezydent woli telewizję od służby zdrowia, nie wiem jak rodzice mogą głosować na obecnego prezydenta, kiedy ten prezydent nie czyni tworzy polski mocnym narodem przyszłości, nie wiem jak nauczyciele mogą głosować na prezydenta Dudę, który nie wstawił się za nimi. Każdy z nas ma w rodzinie i wśród znajomych kogoś, kogo dotknęła decyzja lub retoryka obecnego prezydenta a jednak wielu z nas wciąż chce tego człowieka jako pierwszego obywatela. Nie rozumiem.
    2. Zapewne usłyszę – ale prezydent przecież nikogo nie skrzywdził… Mam wrażenie, że Polskę skrzywdził i krzywdzi dalej, choć ma jej bronić. Ale mam też wrażenie, że nasz prezydent nikogo nie obronił. Żadnej mniejszości nie wspiera. Żadnej nie chroni przed większością. Kiepski obrońca z naszego prezydenta. A nie, czekaj, sorry. Hostii bronił.
    3. W tym miejscu dygresja – posłuchajcie o samcach Alpha i o tym, co ich wyróżnia w stadzie.
    1. Nie uważam prezydenta Dudę za dobrego prezydenta. Wręcz uważam go za złego i szkodzącego Polsce prezydenta. Równocześnie mamy też taki system, że jedynym narzędziem, jakiego prezydent może używać, to veto. I skoro nie mamy na ten moment innych możliwości powstrzymania i ograniczenia przeświadczenia władzy, że mogą wszystko, to musimy wykorzystać te wybory. Ze świadomością, że ponownie przyniesie to klincz. Że znowu może się to skończyć wojną o krzesła. Ale moim zdaniem lepszy taki klincz, niż przyspieszony tryb uchwalania jakiegokolwiek prawa i zasad, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnich latach. Lepszy taki klincz, niż władza, która kłamie (premier jest sądownie orzeczonym kłamcą), obraża (ma do tego lekką rękę prezes), gubi nasze pieniądze (Sasin, Szumowski), ogłupia społeczeństwo propagandą (KurWizja) i nadal uważa, że wszystkiemu jest winna opozycja. I, żebyśmy się zrozumieli, opozycja jest tylko odrobinę lepsza, ale nikt inny w tym momencie władzy i prezydenta nie może zatrzymać. Więc niestety klincz.
    2. Zobaczcie ten spot z Ameryki. No że wow. 
    https://twitter.com/brianklaas/status/1280520566773071872?s=20
    1. Wspomniałem o Pawle, a Paweł ruszył z nowym ciekawym projektem – Prosto z Ulicy – wystawa wirtualna.

    Kiedyś poprosiłem znajomych, żeby przywozili mi różne rzeczy znalezione na ulicy podczas ich podróży wakacyjnych. Zgubione, porzucone, niepotrzebne – odnalezione na nowo. Rzeczy, które są częścią miejsca, były kogoś – są częścią życia Prosto z ulicy. Oglądajcie, a ja zbieram dalej.

    Pawła możecie obserwować na Facebooku i Instagramie

    1. Czy wiecie że można zaplanować dietę na podstawie…. siusiu?
    imperial.ac.uk
    1. Skoro wjechał temat diet, to Wit znowu musi mieć coś o kaloriach. Taaak. No pewnie że tak. Wszystko dlatego, że czytam etykiety i sięgnąłem po opakowanie Nutelli (będąc przekonanym, że jest kaloryczną bombą i złem wcielonym)… i jest, ale spodziewałem się bardziej. W 100 gramach nutelli jest 539kcal. Dużo. Ale w 100 gramach orzechów jest więcej. 587kcal w 100gramach orzeszków ziemnych i 691 kcal w orzechach pekan. Orzechy makademia mają 716kcal. Więcej od nutelli ma też sezam, słonecznik i pistacje. Nawet orzech laskowy ma wiecej (629kcal) niż Nutella, której jest sztandarowym składnikiem. No strach jeść cokolwiek.
    2. Ok, oczywiście że przesadnio upraszczam sprowadzając wszystko do kaloryczności, która nie jest jedynym kryterium doboru żywności. Nutella jest kiepskim produktem spożywczym nie ze względu na ilośc kalorii, a ze względu na cukier i olej palmowy. Orzechy oprócz kalorii są także źródłem zdrowych tłuszczy i nie ma co się ich bać. Warto jeść z głową.
    3. I tak, jeśli dziś piątek, to Wit ma głodówkę. To już piąty raz. Niespodziewanie.
    4. Właściwie to… jak już jesteśmy przy błędach… 
    1. Chętnie przyznaję, że jestem pod wrażeniem działania Moniki Levinsky. I jestem pod wrażeniem, z jaką klasą odnosi się do historii, której stała się częścią. I czego nas z niej chce nauczyć. Jestem pod wrażeniem siły.
    1. Kiedy zaś rzecz się ma poprawiania błędów: 
    1. W tym miejscu aż się prosi kilka nowych cytatów z Kahnemana – którego nadal dzielnie czytam. Nawet sobie obiecałem, że do końca lipca go skończę. #NaiwnyWit

    A general limitation of the human mind is its imperfect ability to reconstruct past states of knowledge, or beliefs that have changed. Once you adopt a new view of the world (or of any part of it), you immediately lose much of your ability to recall what you used to believe before your mind changed.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    There is a clear outcome bias. When the outcomes are bad, the clients often blame their agents for not seeing the handwriting on the wall—forgetting that it was written in invisible ink that became legible only afterward.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The illusion that one has understood the past feeds the further illusion that one can predict and control the future. These illusions are comforting. They reduce the anxiety that we would experience if we allowed ourselves to fully acknowledge the uncertainties of existence.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    A very generous estimate of the correlation between the success of the firm and the quality of its CEO might be as high as .30, indicating 30% overlap. In a well-ordered and predictable world, the correlation would be perfect (1), and the stronger CEO would be found to lead the more successful firm in 100% of the pairs. If the relative success of similar firms was determined entirely by factors that the CEO does not control (call them luck, if you wish), you would find the more successful firm led by the weaker CEO 50% of the time. A correlation of .30 implies that you would find the stronger CEO leading the stronger firm in about 60% of the pairs—an improvement of a mere 10 percentage points over random guessing, hardly grist for the hero worship of CEOs we so often witness.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    we are prone to believe that the firm fails because its CEO is rigid, when the truth is that the CEO appears to be rigid because the firm is failing. This is how illusions of understanding are born.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The comparison of firms that have been more or less successful is to a significant extent a comparison between firms that have been more or less lucky.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Knowing the importance of luck, you should be particularly suspicious when highly consistent patterns emerge from the comparison of successful and less successful firms. In the presence of randomness, regular patterns can only be mirages.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Because of confidence by coherence, the subjective confidence we have in our opinions reflects the coherence of the story that System 1 and System 2 have constructed. The amount of evidence and its quality do not count for much, because poor evidence can make a very good story. The story was always the same: our ability to predict performance at the school was negligible. Our forecasts were better than blind guesses, but not by much.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Billions of shares are traded every day, with many people buying each stock and others selling it to them. The buyers think the price is too low and likely to rise, while the sellers think the price is high and likely to drop. The puzzle is why buyers and sellers alike think that the current price is wrong. What makes them believe they know more about what the price should be than the market does? For most of them, that belief is an illusion.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The illusion of skill is not only an individual aberration; it is deeply ingrained in the culture of the industry. Facts that challenge such basic assumptions—and thereby threaten people’s livelihood and self-esteem—are simply not absorbed. The mind does not digest them.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Finally, the illusions of validity and skill are supported by a powerful professional culture. We know that people can maintain an unshakable faith in any proposition, however absurd, when they are sustained by a community of like-minded believers.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The idea that the future is unpredictable is undermined every day by the ease with which the past is explained. Our tendency to construct and believe coherent narratives of the past makes it difficult for us to accept the limits of our forecasting ability.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    Those who know more forecast very slightly better than those who know less. But those with the most knowledge are often less reliable. The reason is that the person who acquires more knowledge develops an enhanced illusion of her skill and becomes unrealistically overconfident.

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman

    The first lesson is that errors of prediction are inevitable because the world is unpredictable. The second is that high subjective confidence is not to be trusted as an indicator of accuracy

    Thinking, Fast and Slow by Daniel Kahneman
    1. Są takie rzeczy, które jak oglądam, to potem zbieram szczękę z podłogi. To pierwsza z nich
    https://twitter.com/_Astro_Nerd_/status/1280599081883242500?s=20
    1. A to druga z nich (i tak, wiem, na tym polega druk, i cmyk, i wogóle, ale… i tak oglądanie tego w ten sposób robi mi „ale że jak to tak można”? 
    1. I jeszcze jedna:

    Tylko… że to nie prawda. Obrazek który widzisz powyżej ma 32kb (nie 400). Oryginał, z którego został zrobiony ten obrazek, też nie miał 400… A czy Mario rzeczywiście zajmował tak niewiele pamięci? Hmm… tu znajdziesz cały wątek, który próbuje to rozwikłać. Ciekawe.

    1. Ponieważ dobrzy ludzie wiedzą, że bywam trudny w terminy i raportowanie, przychodzą mi czasem z pomocą. I pokazują mi ciekawe rzeczy. O takie rzeczy: 
    https://www.facebook.com/watch/?v=813356959070833

    i to jest bardzo ładne i chwyta mnie za serduszko, a potem się okazuje ile to kosztuje i mój wewnętrzny skąpiec targa za uszy mojego wewnętrznego gadżeciarza, a obaj z wyrzutem patrzą na mojego wewnętrznego prokastynatora. A ja muszę z nimi wszystkimi żyć. W zgodzie.

    1. Jest jeszcze jedna, niestety, aktualizacja.

    Bądźcie proszę bezpieczni, jeździjcie z głową.

    1. Czy poprzednią tygodnówkę pisało mi się lepiej w Ulyssessie… hmm… nie widziałem różnicy. Czy łatwiej było mi przełożyć tygodniówkę do WordPressa albo mailerlite… nie… czy jest sens płacić za ulyssessa… no jeszcze nie wiem. Dość powiedzieć, że tę tygodniówkę pisałem znów w Notion. A Notion – za każdym razem to powtarzam – lubię. I nawet tydzień i rok sobie z nim planuję.

    To chyba jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

  • Dla kogo bezpieczna gra? Tygodniówka #26

    1. To będzie dobra tygodniówka. Wiem, co mam pochowane w linkowni, dzięki czemu mam nadzieję, że dzisiejsza tygodniówka będzie dodawała energii, uśmiechu i pozytywnych wibracji. Niestety, jest to też tygodniówka, która ze względu na okoliczności, musi zawierać politykę.
    2. Patrząc na wyniki I tury myślę sobie – pozamiatane. Prezydent ma dużą przewagę, opozycja gra w swoje gierki, będzie brzydko, agresywnie i bez sensu. Nikt nic nie zmieni. Będziemy rozmawiali o frekwencji i o tym jakie to trudne bo wakacje. Będziemy rozmawiali o twardych elektoratach. Będziemy rozmawiali o wszystkim tym, co się nie może udać, co jest problemem. I wiecie co? I don’t care.
    3. Wszyscy mówią, że wygra ten, kto popełni mniej błędów. No brawo. Tylko że z punktu wiedzenia całej tej zabawy, jak ktoś ma przewagę kilkunastu punktów procentowych, to może robić co mu się żywnie podoba byle tej przewagi nie stracić. Może grać bezpiecznie, może stosować uniki. Jest jak mistrz boksu wagi ciężkiej, który zdobył przewagę w pierwszych 6ściu rundach i teraz spokojnie czeka na szaleńcze, nieskoordynowane ataki. Nic nie musi. On już swoje pokazał, czeka tylko na ostatni ring żeby po raz kolejny ogłosić swój wielki sukces. Mistrzowi wolno.
    4. W tenisie mamy do czynienia z dwoma rodzajami błędów. Forced errors (wymuszone) i unforced errors (niewymuszone). Są gracze (jeśli dobrze pamiętam to głównie szkoła hiszpańska), którzy zrobią wszystko, aby wyczekać przeciwnika i zdobywać punkty po jego niewymuszonych błędach – w myśl zasady „jeśli odbiję każdą piłkę, to Ty w końcu skujesz”. Tu istotą jest „w końcu”. Pewnym jest, że Andrzej Duda popełni błąd. Nawet wielbłąd. Nie jeden już popełnił, tylko… a) co z tego, b) nie ma czasu czekać. Nie ma na co czekać. Trzeba go zmusić do popełniania błędów.
    5. Rafał Trzaskowski. Challenger. Definicja Challengera polega na tym, że rzuca wyzwanie mistrzowi. Rzuca wyzwanie. Zmusza go do popełnienia błędów. Nie czeka, nie pozoruje, tylko jest bardziej aktywny, bardziej pomysłowy, że mu bardziej zależy. No trochę tego nie widzę. Nie widzę aktywności, nie widzę przejmowania inicjatywy, nie widzę. Rafał Trzaskowski ma „once in a lifetime” okazję, aby zostać prezydentem Polski. I grzecznie czeka, aż konkurent popełni błąd. Good luck, and good night. W tych wyborach już mieliśmy człowieka, który był tak blisko i skończył na niewiele ponad 2%, a miał być wielką nadzieją białych, miast i wsi.
    6. Ważna rzecz. Rzucanie wyzwania nie sprowadza się do bycia bardziej agresywnym, tylko do bycia mądrzejszym i bardziej aktywnym. Do zadawania istotnych pytań, do wykorzystywania małych i dużych błędów. Do punktowania. Cierpliwie, precyzyjnie, z klasą. Nie potrzebujemy kolejnego krzyczącego polityka. Potrzebujemy polityka, który będzie z klasą punktował wszystkie błędy i pomyłki. Że to trudne? Bycie prezydentem, jest trudne. Zadaniem Trzaskowskiego nie jest przekonywanie przekonanych, tylko przekonanie ludzi, którzy są spoza jego świata. Tego oczekuję od polityka, który chce wygrać wybory. Jeżeli wystarcza mu udział w drugiej turze, to spoko. Oczekuję więcej.
    7. Tym bardziej, że mam poczucie dużej wagi tych wyborów. Mam wrażenie, że dochodzimy do kolejnego przyczółka normalności i nie bardzo chciałbym go stracić. Że dochodzimy do momentu, w którym polowa naszego społeczeństwa nie tylko ma inne poglądy niż ja, ale daje sobie prawo do tego, aby wymuszać na mnie swoje wzorce zachowań, tylko dlatego, że mają takie akurat widzimisię. Że mam robić to, czego oczekują, tak jak oczekują, bo im tak jest wygodniej. Przeszkadza mi to i czuje, że jest to dla mnie krzywdzące i problematyczne, a nie jestem w mniejszości kulturowej, seksualnej, rasowej. Tolerancja po polsku, która prowadzi do tego, że niestety dopuszczam myśl, w której to nie będzie mój świat i moja rzeczywistość. I to jest bardzo, bardzo smutna myśl. Powtórzę raz jeszcze, potrzebujemy plastra.
    8. W tym miejscu chce Ci polecić bardzo ciekawą rozmowę Joe Rogana z Johnem Stewartem. Niestety, bardzo nie śmieszną. Momentami nawet bardzo fatalistyczną. Ale… zachęcającą do myślenia. Myślę, że bardzo spodoba się Marcinowi, tym bardziej że trochę daje mu argumenty do okładania mnie nimi (spokojnie, wrócę mocniejszy).
    1. Z tej rozmowy zapamiętałem:
      1. Komentowanie współczesnej polityki, jest trochę jak komentowanie Amerykańskiego Wrestlingu i udawanie, że to wszystko jest na serio.
      2. Czy gdybyś miał oddać 25% więcej swoich pieniędzy, aby świat był w 50% lepszy, to co byś zrobił?
      3. Jeśli uznajemy ratowanie kredytobiorców za działanie potencjalnie szkodliwe (ponieważ jest to promowanie nieodpowiedzialnego zachowania), to jak nazwiemy ratowanie lekkomyślnych kredytodawców.
      4. Rozwój i samowystarczalność nie zawsze zależy od determinacji osobnika, którego rzecz dotyczy. Często jest determinowany przez warunki w jakich dany osobnik się znajduje, i niektórzy są systemowo upupieni. Nie oczekujmy więc, że będą mogli grać ze światem w tę samą grę na tych samych warunkach.
      5. Może najwyższy czas przejść od działań symbolicznych, do działań?
    2. Obiecywałem, że będzie przyjemniej.. dobrze by się było zacząć wywiązywać, ale… to jeszcze za chwilkę. Jeszcze za minutkę. Bo są jeszcze dwa ważne obrazki. Kilka tygodniówek temu, wspominałem Wam o dziwnych rzeczach finansowych, o ważności oprocentowania i o tym, że coś z naszym oszczędzaniem jest krucho. Nie wiem czy wiecie, ale kiedy Alior widzi, że zlecasz jakiś troszkę większy przelew, to pyta „staaary, a może jednak zostawisz ten pieniądz u mnie, na fajnych warunkach, no staaaaary”. No… takie fajne warunki:
    1. Równocześnie taka okazja może się nie powtórzyć. Bo teraz Alior dla swoich klientów ma wyjątkowo ciekawe oprocentowanie na koncie mocno oszczędnościowym.

    Normalnie aż chce się oszczędzać. Bo w niepewnych czasach jest sens trzymania pieniędzy w skarpecie… A zarządzający tym zamieszaniem robią wszystko, abyśmy jednak wydali wszystko teraz i przypadkiem nie mieli do czego sięgać, kiedy naprawdę będzie potrzeba.

    1. Ale za to kredycik dla Pana, taki od ręki, z mikrokosztami? Proszę bardzo, jedyne 13.38% RRSO. Albo jeszcze lepsza oferta, akurat na pana piękny uśmiech, pożyczka na selfie z bagatelka 16,74% RRSO. Ja tego nie wymyślam.
    2. I, dowyjaśnię, to nie jest wyłącznie wina akurat Aliora, to raczej wątek z #sorryTakiMamyKlimat. Pech Aliora polega na tym, że mam konto akurat w tym banku i akurat w nim sprawdzam takie rzeczy. Wyższa kultura, bank nowości.
    3. Przy okazji, kilka dni temu pojawiło się oświadczenie majątkowe Pana Prezydenta Andrzeja Dudy. I w tym miejscu mam dwie myśli. Pierwsza jest taka, że jak na człowieka który przez pięć lat jest prezydentem (i chyba wszystko za niego płacimy), a wcześniej był europosłem (całkiem spore zarobki, całkiem spora dieta), to pan Prezydent nie jest bardzo majętnym człowiekiem. Druga rzecz – w 2019 roku zarobił 243tysiące złotych, co by znaczyło, że pewnie podobną kwotę mógł zarobić przez poprzednie lata i… nie widać tego w oszczędnościach. Ciekawe na co wydawał… Natomiast, patrząc na stan majątku, sugerowałbym sięgnięcie po Finansowego Ninja.
    4. Trochę nie wiem jak podprowadzić ten materiał… Jest piękny. Ale smutny. Ale bardziej piękny… ale bardzo smutny. Ale jednak ciepły w wyrazie. No i dotyka tam, gdzie dotknąć powinien.
    1. W tym tygodniu skończyłem czytać Profesor, bankier i król samobójców i… nie wiem czy Wam ją polecać. To opowieść o tym, jak pewien bardzo bogaty człowiek postanowił grać w pokera z najlepszymi Hold’em owcami USA i co z tego wynikło. Trochę pokazuje różnicę między amatorem a zawodowcami, trochę pokazuje kaprys bogacza, trochę pokazuje ryzyko hazardu (który też próbuje w jakiś stopniu… bagatelizować). Troszeczkę odsłania świat pokera. Ciekawe – tak, porywające – nie.
    2. Skończyłem też „Anatomia Katastrofy Smoleńskiej – ostatni lot PLF 101” i jest to rzecz przerażająca. Jest sucha, merytoryczna, a na tyle na ile umiem to ocenić, obiektywna. Przedstawia fakty, czasem kilkukrotnie pokazując przebieg poranka 10 kwietnia 2010. Bez polityki, bez agitki. Raczej na zasadzie – powinno być, było, dlaczego tak było. Jest to przerażająca lektura, bo pokazuje, że to były błędy systemowe, a katastrofa mogła wydarzyć się 3 dni wcześniej, miesiąc wcześniej, albo za pół roku. Ale „polska szkoła latania” oznacza stosowanie rozmaitych „patentów” i „sztuczek”, które miały pilotom życie ułatwić, zamaskować ich brak umiejętności, nawet jeśli były one sprzeczne z wytycznymi konstruktorów samolotu. Gorąco polecam, ale jest to przerażająca rzecz.
    3. Z lektury wyciągam jeszcze jeden fragment odnoszący się do rozmowy braci Kaczyńskich:

    Wśród najwyższych rangą wojskowych krąży informacja, że rozmowę braci nagrały co najmniej trzy ośrodki wywiadu. Było to zresztą zadanie dość łatwe, bez względu na to, czy w telefonie w samolocie był moduł szyfrujący, czy nie. Rozmówca prezydenta miął powiem zwykły aparat, bez możliwości szyfrowania i deszyfrowania danych. Nagraniem niemal na pewno dysponują Amerykanie, Brytyjczycy oraz Rosjanie. Niewykluczone, że zapis mają Białorusini a także Polska Służba Kontrwywiadu.

    Anatomia Katastrofy Smoleńskiej – ostatni lot PLF 101

    Polska. Państwo z papy, paździerza, mchu i paprotek.

    1. Naprawdę siadając do tej tygodniówki wierzyłem w to, i nadal wierzę, że będzie miała pozytywny wydźwięk. Spróbujmy;)
    2. Dwa tygodnie temu pytałem jakiego koloru jest słońce. A teraz, w Twoje ręce oddaję nagranie które jest timelapsem 10 lat zdjęć słońca. No cholera rzeczywiście trochę zielonkawe.
    1. Lubię zagadnienia związane z tym, jak tworzą się nawyki, jak efektywnie pomagają nam automatyzować pewne aspekty codzienności, jak ciężko je zbudować i jak ciężko je potem przełamać, zwłaszcza wtedy, gdy stają się nałogiem. Ale okazuje się, że z pomocą może nam przyjść świadoma ciekawość:
    1. Nauka…
    1. Wakacje, to czas beztroski i szaleństw… niestety, czasem tracimy też głowę, albo pozwalamy sobie na pewną bezkarność, żeby nie powiedzieć, bezmyślność. Bezmyślność ma swoje konsekwencje. Często, może to być także nie nasza bezmyślność… Musimy mieć oczy szeroko otwarte. Zawsze. Jeźdźcie ostrożnie, dojeżdżajcie bezpiecznie:

    Aktualizacja, niestety, codziennie ;(

    1. A skoro już jesteśmy przy komunikacji drogowej, to… jakie to jest fajne:
    1. I jeszcze słówko o bezpieczeństwie, tym razem także dzieci. Czego, w kontekście bezpieczeństwa, powinien swoje dzieci uczyć każdy rodzić – taka mała checklista… nie wyczerpująca tematu, ale dobry punkt zaczepienia.
    2. Aby jednak nie było tylko o tym, co może się stać i jak tego uniknąć, mała podpowiedź jak można zająć dziecko aby mieć chwilę czasu dla siebie.
    offspring.lifehacker.com
    1. Wierzę tylko w to, co widzę. Hmm… Tylko, że czasem to co widzę, zależy od tego, z której strony patrzę:
    https://twitter.com/cctv_idiots/status/1277155684598132738?s=20
    1. A czasami od tego, jakiego używamy oświetlenia…
    https://www.instagram.com/p/CB5hXUCpcWI/
    1. A czasami to na nawet nie wiem, co ja widzę, ani jak to się robi. Za to zbieram szczękę z podłogi.
    https://twitter.com/TheFigen/status/1276888007379951618?s=20
    1. W temacie szczęki. Rzeczy, których nie chcecie wiedzieć. Ale całkiem serio, nie chcecie. Nie wierzycie? Hmm… to może jednak, na wszelki wypadek, odstawicie wszelkie płyny (proszę), przełknijcie ostatnie kęsy. Tylko żeby potem ktoś nie powiedział, że nie ostrzegałem.
    1. Różne (najczęściej złe) rzeczy myślę sobie o TikToku, ale ta formuła też ma swoich sprawnych użytkowników, którzy opierając się o ograniczenia formy, wypełniają ją zgrabnie treścią… i to z dobrym przekazem.
    https://twitter.com/nthnashma/status/1277555335054712834?s=20
    1. Suche stwierdzenie Stalina o statystykach znowu odsłania swoją piękną, brutalną zasadność. Kiedy na początku marca obserwowaliśmy dane CoVIDu, w duże emocje wprowadzały nas pojedyncze zachorowania. W tym momencie – 11 milionów chorych na świecie, przyrost na poziomie 200 tysięcy wykrytych zachorowań dziennie, blisko 5 tysięcy osób codziennie umiera na CoVID. A my tu widzimy tylko cyferki. To już nas nie dotyczy. To gdzieś tam. Przy okazji, w tym tygodniu w Polsce znowu wyjechaliśmy na poziom powyżej 300 zachorowań dziennie. Skoro juz wszystko inne macie gdzieś, noście te cholerne maseczki (argument 1 – matematyczny, argument 2 – literacki) . To nam naprawdę niczego nie ujmuje, a bez objawów także możemy roznosić to paskudztwo
    2. Pojawiła się piosenka promująca nową edycję Męskiego Grania. Dość bardzo przyjemna.. no bardzo ładna no…
    1. Ja jednak jestem #teamPoczątek
    1. Trochę się rozpisałem… ale dobra wiadomość jest taka, że to już koniec na dziś.
    https://twitter.com/humorandanimals/status/1275533843202748419?s=20
    1. No… prawie. Bo w tym tygodniu niespodziewanie, tygodniówka nie powstała w Notion. Nie dlatego że przestaliśmy się z Notion lubić, ale dlatego, że próbuję trochę usprawnić etap pisania tak, aby szybciej szło modelowanie notki, a potem modelowanie newslettera (leniwi tak mają). I próbuje Ulyssessa. Tylko jeszcze nie wiem, czy się polubimy. To ćwiczenie jeszcze przed nami.
    2. I tak, dziś głoduję. A jeśli chodzi o porządki w gmailu, to coś mi chyba nie wyszło…

    I nawet nie tyle wkurza mnie to, że mi się jakieś cyferki wyświetlają ile boję się tego, że nie ogarniając tych maili straciłem coś ciekawego. Muszę to jeszcze raz chyba poustawiać, gdyż ginę marnie

    To chyba jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉

    Post ilustrowany jest zdjęciem wykonanym przez Fallon Michael dostępnym na Unsplash

  • Czy powiemy sobie dość? Tygodniówka #25

    1. Tym razem siadając do tygodniówki zacząłem od rozkminiania, o czym będzie tym razem. Im dłużej siedziałem, tym mniej jasne było wokół czego tygodniówka będzie się kręcić (choć są wątki, wybaczcie, oczywiste). I wtedy właśnie przyszedł czas na przytoczenie cytatu, który jest tak bardzo do mnie…
    1. Swoją drogą, ja już kiedyś o tym pisałem… ale najwyższy czas pisać, zamiast marudzić. Jedziemy.
    2. Wszyscy wiemy, jak się nazywa pierwszy człowiek, który stanął na księżycu. Wiemy, że jeden mały krok dla człowieka, był wielkim krokiem dla ludzkości. Pytanie. Którą nogą Armstrong stanął jako pierwszą na księżycu?
    3. Zacznijmy od tego, że już nie jesteśmy młodzi. Wiecie skąd o tym wiem? Nie tylko dlatego, że matrix można oglądać na TCM Classic (serio, można i serio, nawet ten żart już zdążył zapuścić brodę). Wiem o tym, ponieważ fejsbuk (to jest taka wiedza, że muszę ją na kogoś zrzucić) pokazał mi to: 
    https://www.facebook.com/DzienDobryTVN/posts/3230784903651451
    1. Inna rzecz, że dokładnie tę reakcję w stylu „waaaaait whaaaaaat” Wywołał we mnie przytoczony przez Adama artykuł o tym, że algorytmy Google’a potrafią z 256 pikseli wyciągnąć twarz człowieka, na podstawie której ten 256 pikselowy obrazek został stworzony. To się nazywa reverse engeneering twarzy. Trochę strach.
    Science allert
    1. Skoro jesteśmy przy obrazkach, to Instagram. Od czasu do czasu, ktoś kto doskonale odnajduje się w rzeczywistości wirtualnej, nagle się budzi i mówi „heeej, to wcale tak nie wygląda, nasze życie wcale takie nie jest, my też jesteśmy brzydcy i mieszkamy w smutnych mieszkaniach”. Prawdę powiedziawszy, nie umiem dobrze ocenić, czy pani z tego profilu pokazuje, że bez retuszu, makeupu i filtrów wygląda trochę inaczej, czy próbuje odtworzyć kogoś innego (bo ona mi na tę samą osobę nie wygląda)
    https://www.instagram.com/p/B0ITHRBI1zu/

    Cała historia do przeczytania na insider

    1. I, tak sobie myślę, o tym też już pisałem. #przprszm.
    2. Więc to nie tylko mój problem 🤤
    https://twitter.com/vincentdnl/status/1275820987909648384?s=20
    1. Kilka dni temu jadąc autem słuchałem radia, w którym Majka Jeżowska opowiadała o koncercie, który miała na PolAndRock 2019 i że to było dla niej niezwykłe przeżycie, najlepszy występ w karierze. Na YouTube można zobaczyć fragment jak Majka Jeżowska daje czadu i… że nie zawsze wszystko co robi i mówi jest dla dzieci 😉
    1. Na mnie natomiast dużo większe wrażenie zrobiło nagranie z koncertu Agnieszki Chylińskiej. 

    Jak to napisał ktoś z komentujących – o klasie i odwadze artysty świadczy możliwość oddania zaśpiewania piosenki nieprzebranymi tłumom.

    1. Tu moment ekspiacji – kiedyś zasłuchiwałem się w tym koncercie Robbiego Williamsa w Knebworth. I pamiętam jak wielkie wrażenie robił na mnie ocean ludzi, przed którym ktoś śpiewa i myślę sobie, że po takich występach w głowie musi się coś przestawić.
    1. Wracając do PolAndRocku, to tam widać niezwykłą energię. Mam też wrażenie, że Maciek Budzich w rozmowie u… hmm.. chyba u Paciorka opowiadał o tym, jak dużo pozytywnych emocji na organizowanych przez Owsiaka i spółkę wydarzeniach, jak festiwal i WOŚP uczą odpowiedzialności i jak bardzo Polak Potrafi.
    2. Kilkanaście miesięcy temu zachęcając młodych ludzi do udziału w wyborach dość prężnie i aktywnie działało
    https://www.instagram.com/p/B2_dlwcIFZZ/

    Inny język komunikacji, inne bodźce, znane dla grupy odbiorczej nazwiska promujące tę akcję. Nie rozumiałem, ale nie miałem rozumieć. Miał być to być przykład pozytywnego fermentu. Akcji oddolnej. Było to jakieś.

    1. Teraz w sieci pojawił się film zachęcający do głosowania młode pokolenie. Ten spot
    https://twitter.com/naprawdejoanna/status/1275658438887038976?s=20

    I tak sobie myślę, że smuteczek. Zarówno w formie, jak i w przekazie. Wściekli młodzi, którzy chcą coś dostać i narzekają, że tego nie dostają, a im się należy. Otóż – wybaczcie – nie należy się. Nie to, że należy się innym, a akurat Wam się nie należy, albo że my nie dostaliśmy, więc Wam się nie należy. Istotą młodości jest chcieć mieć już, a rzeczywistość złośliwie karze czekać i zapracować. Aby mieć, trzeba cholera działać. A macie, droga młodzieży, najlepsze warunki od wielu pokoleń. Pomimo covidu. Możecie mieć pracę jaką chcecie, gdzie chcecie, jeśli umiecie z tego skorzystać. Że truizm gadam… well… Działania nikt wam nie broni. Macie siłę, macie umiejętności, możecie wszystko.

    1. Wiara, że jedno, nawet najważniejsze głosowanie coś zmieni, jest złudna. To głosowanie może w najlepszym razie nieco uspokoić… nie, ono nie uspokoi polityki. Ono ją zdecydowanie zaogni, bo kiedy prezydentem będzie ktoś inny niż obecny rezydent, to przed nami jazda bez trzymanki. Ale to będzie wewnętrzna jazda bez trzymanki, bo trudniej będzie psuć państwo bez „automatycznego podpisu w dużym pałacu”. Wiara w to, że ktoś Wam ozłoci życie, jest złudna. Może jedynie wam troszkę mniej przeszkadzać, ale abyście doświadczyli przeszkadzania, musicie działać. Świat zmienia się od działania, nie od chcenia. Macie moc zmiany świata. Niezależnie od tego, co się stanie w tę czy w niedzielę za dwa tygodnie.
    2. Dla odmiany, mamy też spot dla bardziej dorosłych wyborców. Taki bardziej grzeczny. Taki bardziej do zobaczenia na obiedzie z dziadkami. Taki trochę bardziej zieeeew.
    https://www.facebook.com/watch/?v=266220601319461
    1. W tym momencie Łukasz pyta – Witu, co Ty masz z tym hejtowaniem. To bardzo dobre pytanie, co ja mam, co my wszyscy mamy. Nie, tym razem tylko o tym, co ja mam. Pomijając już to, że jestem człowiekiem, który wszystko neguje, to przede wszystkim staram się szukać ulepszeń. Szukam znaleźć rzeczy, które moim zdaniem nie wykorzystują potencjału, albo niosą przestrzeń na poprawę. W spocie który ma mnie do czegoś zachęcić, potrzebuję emocji. W spocie „dorosłym” nie ma emocji. Są ładne i znane mi buzie, które mówią mi.. mi osobiście nic. Oni są już troszkę zgrani. Oni już przeciw wszystkiemu protestowali. Oni już próbowali i wiecie co.. nawet jak ich lubię, to wiara w to, że kolejny taki sam spot zmieni cokolwiek, jest moim zdaniem naiwna. Ciężko mi uwierzyć, że akurat ten spot przekona kogoś, do pójścia na wybory.
    2. Co nie zmienia w niczym faktu, że powinniśmy pójść na wybory. Nawet, jeśli z matematycznego punktu widzenia, to nic nie zmienia (sorry, nie zmienia). Nawet, jeśli nie mamy na kogo zagłosować, to to czego potrzebujemy, to zastanowić się, czy Polska w której żyjemy jest Polską, w której chcemy żyć. W tym miejscu… no cóż, „nie pragnę wcale byś była wielka, zbrojna po zęby od morza do morza, i nie chcę także by Cię uważano za perłę świata lub wybrankę Boga, chce tylko domu w Twoich granicach, bez lokatorów stukających w ściany, gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać, o sprawach które wszyscy znamy”.
    3. Smuci mnie Polska, która wyklucza. Bo niby po co i jakim prawem. I w imię czego. Chcę wierzyć, że każdy, kto nie krzywdzi innych powinien znaleźć miejsce w naszej przestrzeni i nie powinien być w tej przestrzeni niepokojony. Powinienen móc żyć, pracować, leniuchować, robić co mu się żywnie podoba, niezależnie od tego kim jest. Może być nawet białym marudą w średnim wieku. Może być homoseksualistą wierzącym w wielkiego potwora spaghetti. I Dont Care. I prawdę powiedziawszy, nikogo z nas nie powinno to obchodzić. Więc idę na wybory, bo mam dość polityki wykluczania i rozgrywania i napuszczania ludzi na siebie. Agresja i wykluczanie jest prymitywne. Nie chcę Polski prymitywnej i zaściankowej.
    4. Zapewne nikogo z Was to nie obchodzi, ale mimo wielu obiekcji w pierwszej turzę zagłosuję na Szymona Hołownię. Ma mój głos. Dlaczego? Bo mówi o perspektywie dłuższej niż 4 czy 5 lat. Bo nie próbuje mnie kupić obietnicami i rozdawnictwem. Bo pokazuje, że rozsądny katolik może domagać się rozdziału państwa od kościoła, co nie będzie niosło krzywdy ani dla państwa, ani dla kościoła. Bo jest najlepszym z kandydatów. Najlepszym, nie oznacza idealnym. Ale najlepszym.
    5. Na pocieszenie, wiersz, który znalazłem przez przypadek

    A year from now, you won’t
    remember everything you put on
    your checklist. You won’t remember
    how every single second was spent
    and every moment you felt the most 
    productive. But you will remember
    how you felt when you felt loved
    and seen. You will remember those 
    people you got to show love to, even
    when it was on the other side of a
    screen. You will remember that 
    even though you had moments of 
    restlessness, worry, and fear, it
    took courage, strength, love, and
    grace to make it another year. 

    Morganharpernichols

     I jest nawet to w wersji audio. Acz, ostrzegam, od czasów szkolnych „i do mumble”.

    1. Przyznam się Wam do mojego małego „mens crush”. Zupełnie niespodziewanie, jestem pod coraz większym wrażeniem Marcina Prokopa. Nie ze względu na jego występy w TVN, może troszkę ze względu na serię którą zrobił z Browarem Namysłów, troszkę pod wrażeniem jak (moim zdaniem) zjadł Paciorka w rozmowie na Imponderabiliach, ale co do zasady jestem pod wrażeniem lekkości i jasności myśli, które wyraża. Lekkości języka, którego używa. I tego, że pisze tak, jak mówi. W tym miejscu podzielę się też małym smuteczkiem… Marcin Prokop jest obecny na fejsbuku i wiele postów udostępnia publicznie, i gdyby dawał taką opcję, to bym go obserwował. Ale nie daje tej opcji.. stąd smuteczek. Przecież nie będę go podglądał… A czytałbym no…
    2. Wracając do rzeczy ważnych. Czy wiedzieliście, że na linkedIn jest ograniczenie ilości znaków w komentarzu? No więc jest 1250 znaków. Skąd wiem? No bo cóż…

    Wit nie umie w krótką formę.

    1. Linkedin w ostatnim tygodniu dwukrotnie zrobił zmianę w kolorystyce swojego serwisu (części lub całości). Najpierw mocniej zaakcentował czerń, aby zamanifestować swój udział w „black lives matter” a potem zmienił logo na tęczowe na znak wspierania miesiąca pride. Prawdę powiedziawszy… nie wiem co o tym myśleć. Wydaje mi się to mocno na pokaz i niewiele wnoszące, ale… może nie doceniam siły przekazu.
    2. Google poszedł kroczek dalej. Taki feature dodał 

    Sprawdzałem, działa 😉

    1. Jest takie nowe narzędzie do maili, które robi zamieszanie – hey.com; Chwali się tym, że rewolucjonizuje pomysł na zarządzanie skrzynką i że dzięki nim email odzyska należne mu miejsce w wygodnej komunikacji. Przy okazji się jeszcze trochę naparzają z Apple o to, czy należy oddawać 30% do „jabłuszka” za zakup przez ich system, tylko że ja nie o tym. Zobaczcie co Hey.com potrafi:

    a ja dla dwóch chętnych i uważnych czytelników mam zaproszenia (które chyba już nie są potrzebne ;( ).

    1. Z jednej strony bardzo się na hey zajawiłem, z drugiej strony mam zgryz. Bo do testów mam dwa tygodnie (Notion testowałem przez 4 miesiące). Z jednej strony zachęcają do tego, aby stworzyć nowy adres (bo dobrze zaczynać na nowo), z drugiej… na nowym adresie nie ma zwykle spamu, nie ma nawału maili bo ich nie ma, bo przecież tego adresu jeszcze nikt nie zna, więc nie sposób doświadczyć mocy proponowanego rozwiązania. Równocześnie, trudno podawać wszystkim wokół nowy adres, który jest testowany przez dwa tygodnie, a potem trzeba zapłacić 99$ za rok korzystania z usługi. Kurcze, drogo. 99dolarów (nawet jeśli usługa jest tego warta) to jest 10 miesięcy Netflixa. Po 14 dniach korzystaniu z usługi, z której nie mogę w pełni skorzystać. Którą gdzieś indziej mam za darmo. No… nie wiem. Chyba prędzej skuszę się za zapłacenie za zoho.com, z którego korzystam od kilku lat i z którego jestem bardzo zadowolony. Ale gdybyście tylko chcieli pomóc mi sprawdzić to narzędzie, to piszcie na wit.nirski[at]hey.com
    2. Dla tych, którzy zapomnieli, we środe był dzień ojca… tę okazję wykorzystał Apple to wypuszczenia filmu o Tatach. No kurcze… zwiastun robi mi ciary 
    1. Taka ciekawoska o tik toku która wyszła przy zmianach wprowadzanych w nowym systemie iOS od apple:
    https://twitter.com/jeremyburge/status/1275896482433040386?s=20
    1. Troche bardzo przerażające jest, jak bardzo nie wiemy co robią aplikacje na naszych telefonach. I jak bardzo ufamy, że nie robią nic, co mogłoby nam być szkodliwe.
    1. A jeśli jeszcze wam mało czytania, to może skusicie się na artykuł Nasima Taleba o tym, co jest nie tak z IQ ( w skrócie – mierzy nie to, co myślimy, że mierzy i wydaje nam się, że ma jakieś znaczenie, choć nie ma).
    2. Którą nogą Armstrong stanął na księżycu? Lewą. Tak przynajmniej donoszą Lucy i Stephen Hawking. Głupio Hawkingowi nie wierzyć;-)
    3. Inna rzecz, o której Hawking wspomina w książce „George i skarby wszechświata” jest to, że budynek, w którym składane były wahadłowce, jest tak wielki, że ma własną pogodę. Co mają? Pogodę. Chmury i te inne. I chociaż mam duże zaufanie do Hawkinga, to pomyślałem sobie – cholera… na pewno? Może jednak troszke konfabuluje… Wiec.. nie konfabuluje. I podobny problem mieli też w budynkach, w których składali Zeppeliny.
    4. Szybka aktualizacja w kwestii głodówki. Nadal zostaje w mocy, choć zmieniamy jej skalę. Zamiast przerwy od czwartkowej kolacji do sobotniego śniadania (38-40godzin) próbujemy wersji 24h (przerwa od śniadania do śniadania). Czemu tak? Bo to troszkę mądrzejsze (chyba) 😉

    To chyba jest ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki😉