Niecodzienny.net Nie codziennie nieco o codzienności

3wrz/100

Kto żyw – niech gna do muzeum

W dobie narastających wymagań klientów, zachwytów nad warszawskim Muzeum Powstania Warszawskiego oraz przy zachwytach nad projektem muzeum II wojny światowej w Gdańsku, 10 czerwca otwarta została w Krakowie Fabryka Schindlera, ze stałą wystawą - Kraków w czasach okupacji. Komu się nie chce czytać więcej, powiem krótko. Niezależnie od tego, czy jesteś pasjonatem historii, czy kręci Cię wojna i czy lubisz kulturę, Fabryka Schindlera to pozycja obowiązkowa. To niewątpliwe Must See. To miejsce, która otwiera oczy szeroko zamknięte.

Można wejść tam tylko na chwilę, albo spędzić tam długie godziny. Można oglądać Kraków z przed półwiecza, można zadumać się nad wspomnieniami dzieci, które doświadczyły wojny i okupacji. Można lepiej, niż na stronach podręcznika, zobaczyć, a nawet poczuć wydarzenia z września 1939roku i tych, które po wybuchu wojny nastąpiły.

Zobaczyć Kraków w swastykach, wytapetowany w obwieszczeniach Trzeciej Rzeszy, wizytowany przez Adolfa... Flagę Zdobywców zatkniętą nad Wawelem czy posadzkę w nazistowski wzorek... To wszystko jest bezcenne i zmusza do refleksji. To przestroga, to nauczka, to także punkt odniesienia, do wszystkich problemów, które uznajemy za ważkie, kluczowe czy nawet decydujące o naszym życiu.

Obraz, który na długo zostaje w pamięci:

Jedna z "uliczek" Muzeum Schindlera - fabryka Emalia.

Więcej o muzeum i wystawie znajdziecie na stronach MHK; I raz jeszcze powtórzę. Dla wszystkich Krakusów, to pozycja obowiązkowa. Zobaczycie Kraków, jakiego nie znacie... jakiego nie chcecie znać... Jakiego nigdy byście sobie nie wyobrażali...

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0 (from 0 votes)
18sie/100

Being Down Under – Spacerkiem po Brisbane

Kilka kolejnych zdjec z bardzo odleglej galaktyki... Zeby nie bylo - tak, mam pelna swiadomosc ze nie ja jeden poluje tu na ladne obrazki z aparatem. Co wiecej, nie ja jeden robie to Nikonem, ale musimy miec tez swiadomosc, ze sa tez inni swietni fotografowie, ktorzy swoje zdjatka strzelaja innym sprzetem. Takim sprzetem:

Trudna sztuka fotografowania...

Więcej zdjęć w rozwinięciu posta.

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: +1 (from 1 vote)
13sie/100

Being Down Under – gdy w Australii pada deszcz…

To musi on obyc oczywiscie olbrzymi. Co prawda powodzi udalo sie uniknac, ale i tak mokro jest. Podobno trafilismy na najwieksze sierpniowe opady od 123 lat... czy mi sie zdaje, czy ten rok po prostu obfituje w te zupelnie zbedne rekordy? A jesli dodac do tego zimny wiatr z poludnia (odnowy wiatr?), to ja bardzo przepraszam, ale tu zimno jest... brrr...

Gdy wieje i pada ocean plata figle, prezy musluly i pokazuje jak wielka ma sile... I od razu jakby nieco bardziej mokro jest...

Fala za fala...

Więcej zdjęć w dalszej części posta.

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: +1 (from 1 vote)
7sie/100

Being Down Under – kilka zdjec z Airlie Beach i WhitSunday Islands

Na poczatek odrobina prywaty. Wydaje mi sie, ze podroz powrotna (1124 km w ~13h, ze srednia 90km/h w kraju ktory nie ma nic wspolnego z Niemcami) jest calkiem niezlym personal best. Tym bardziej, ze przyszlo mi jechac pod prad.. caly czas;) No i wreszcie zrozumialem o co chodzi Clarksonowi z tymi przyczepami campingowymi.. To troszke tak, jak z dowcipami o Garfieldzie. Smiesza wszystkich, ale prawdziwe ich znaczenie doceniaja jedynie wlasciciele siersciuchow. I tak samo jest z tym nieszczesnym "karawaningiem". Dopiero kiedy na dluzszej trasie przychodzi czlowiekowi cierpliwie wlec sie za taka przyczepa, rozumie dlaczego TopGear'owi prowadzacy maja ochote zniszczyc wszystko, co z tym jest zwiazane...

Zanim jeszcze zdjecia, slow kilka o drogach. Po pierwsze, wcale nie sa rewelacyjne, po drugie wcale nie sa szerokie, po trzecie strasznie sa glosne. Szum przeokrutny. Za to wygladaja tak:

Naprawdę ładne zdjęcia do zobaczenia w rozwinięciu posta.

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: +1 (from 1 vote)
7sie/100

Being Down Under – australijskie znaki drogowe

Bo wiecie, cos byc musi do cholery za zakretem...

Wszystkie znaki sfotografowalismy w drodze z Brisbane do Airlie Beach i z powrotem. Wszystkie znaki zrobilismy niezawodnym (choc jak sie okazuje, nie calkiem wodoodpornym (sic!) ) Nikonem D90.

O znakach i podrozy na polnoc mozecie przeczytac wiecej w notce o podrozy na polnoc...

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0 (from 0 votes)
4sie/100

Being Down Under – pierwsze chwile w Airlie Beach

Kiedy człowiek wybiera się w ponad tysiąc kilometrową podróż, powinien liczyć, że u jej celu będzie miał conajmniej pozytywną odpowiedź na pytanie, czy warto się tam pchać... Postaram się udzielić takiej odpowiedzi pod koniej tej notki, a w post scriptum zamieszczę dwa austalijskie sposoby na zadawanie bólu przybyszom ze świata zewnętrznego...

Poprzedni wpis zakończyłem na St. Lawrence, miasteczku wyjętym z niskobudżetowego westernu. Kiedy tam zasypiałem, nie byłem pewien czy to bardziej Miasteczko Twin Peaks, czy motel z 'From dusk till down'. Z jeden strony grozę budziły najprzeróżniejsze dźwięki, które dochodziły nas zewsząd a conajwyżej tekturowe ściany nic nie tłumily. Ani muzyki country, ani niosących się głośnych rozmów biesiadników, ani nawet ciężkich kroków, które odbijały się szerokim echem w wąskim korytarzu w nocnych ciemnościach. Pozostało tylko liczyć na to, że pozostali zmęczeni podróżni nie okażą się krwiożerczą ekipą pod wezwaniem, a nawet jeśli, to że nas oszczędzą... Na szczęście nawet tak zwariowana noc kiedyś się kończy.

Rankiem spotkaliśmy się z częścią hotelowych gości i wymieniliśmy pełne zrozumienia spojrzenia i grupowo uznaliśmy, że pobyt w tym miasteczku zdecydowanie należy zapisać w swoim życiorysie jako 'once in a life time experience', co niniejszym robię.

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: +1 (from 1 vote)
4sie/100

Being Down Under – Dziki zachód w drodze na północ…

Przyszło nam do głowy wybrać się na północ. W końcu nie często nadarza się okazja aby oglądać Wielką Rafę Koralową. Ta ciągnie się setkami kilometrów wzdłóż wybrzeża i nęci. Trochę poszukiwań, odrobina kombinacji i już wiemy. Jedziemy do Airlie Beach, mamy do zrobienia jakiej 1100 kilometrów. Można się tam dostać pociagiem - drooogo. Samolotem - niewiele taniej. Autokarem, ale to wciąż absurdalne koszty. Można próbować na rowerze lub rolkach, ale to jednak trochę daleko. Dlatego wybraliśmy auto, wypożyczone, rzecz jasna. Podróż najlepiej rozpocząć od nowego tygodnia, dlatego w trasę wyruszyliśmy w poniedziałek, niedługo po wschodzie słońca, kiedy w Polsce trwała jeszcze niedziela...

Mialabyć Toyota Corolla... Wyszedł Mitsubishi Lancer ;D. Po odrobinie formalności można było zasiąść za kioerownicą auta, które wspomnianą kierownicę miało z drugiej strony. Skrzynia biegów tajemniczo automatyczna i choć po środku, to jednak wciąż z drugiej strony... Dziwnie. Najdziwniejsze było jednak to, że kierunkowskazy - coś o czym się zupełnie nie myśli - też były chyba z drugiej strony. Brrrr...

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: +1 (from 1 vote)
31lip/100

Being Down Under – Kilka zdjec z Surfers Paradise…

Dzis bedzie jeszcze mniej czczej pisaniny niz zwykle. Niech przemowia obrazki....

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0 (from 0 votes)
30lip/100

Being Down Under – Zwierzyniec w uniwersyteckim parku?

Prosba byla o wiecej miejskiego info... coz, nie bardzo mam poki co okazje poznawac te miejskie australijskie zwyczaje, chociaz moze i te uda mi sie poznac. Na razie chodze i podgladam zwierzatka... A - co ciekawe - nie trzeba wiele szukac, zeby zrobic zdjecie, ktore w Europie wymagaloby nielada wyczynow. Rzecz ktora w australi ma niewatpliwe znaczenie to rozmiar. Wszystko tu maja duze, albo bardzo duze a najchetniej w rozmiarze XXL. Zoo w ktorym bylismy w zeszla niedziele - olbrzymie. Plaza - najwieksza na swiecie, park przy uniwersytecie tak wielki, ze mozna sie kilka razy zgubic, samochody - oczywiscie wielkie z jeszcze wiekszymi silnikami. Yes, size is that, what matters. Nawet otylych tu maja tak wielkich, ze amerykanie by sie nie powstydzili... a co do zwierzatek, to miedzy ludzmi ktorzy wlasnie wyszli na popoludniowe polezenie w parku mozna spotkac:

Motylki
Australijski motylek

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0 (from 0 votes)
30lip/100

Being Down Under – nieco inne muzea

Zanim jednak muzeum, rzut oka na miasto. Bo takie widoki robia wrazenie...

Rzut oka na Brisbane

Jesli chodzi zas o aspekty kulturalne... Postanowilismy dowiedziec sie czegos wiecej o Australii i dlatego wlasnie wybralismy sie do muzeum. Trzy pietra poznawania roslinek, chrzaszczow, zolwiow, kangurow, samochodow, rowerow (ciekawy eksponat - rower strazacki dla czterech ratownikow (w podwojnym tandemie 2x2 [prawie 4x4 :D ] - z przyczepka pomiedzy i wezem ciagnietym za soba...) jesli nie potraficie sobie tego wyobrazic - popatrzcie:

VN:F [1.9.3_1094]
Rating: 0 (from 0 votes)