Pierwszy tydzień z SGS+
Mali chłopcy lubią zabawki. Duzi chłopcy lubią gadgety. Czasem kupują je jako zachciankę, czasem potrzebują, albo wykorzystują do zakupu jakiś dobry pretekst. Dobry pretekst to np. moment przedłużenia umowy z operatorem sieci komórkowej. I ta okazja właśnie dla mnie nastała.
Swoją drogą, tą okazję miałem od kilku miesięcy, ale przez długi czas nie mogłem się zdecydować na żaden z dostępnych na rynku telefonów. Żaden mnie nie porywał (no może jedynie Motorola Razr, ale jako że nie mam w kieszeni wolnych 2-3 tysięcy złotych które mogę wydać na swoją fantazję, tematu nie podjąłem;-) ). Przez kilka dni krążyłem między stroną Play a Playowymi salonami zadając całą masę głupich pytań i prosząc o pomoc w doborze telefonu. Pytałem też znajomych i wszystkie źródła uparcie twierdziły, że w chwili obecnej najrozsądniejszym wyborem cena do jakości jest Samsung. Można sięgnąć po Ace, Wave, Galaxy S, ew. Galaxy S II, a ja się zdecydowałem na Galaxy S+... taki wybór trochę pośrodku:) Czy do zakupu byłem w stu procentach przekonany? Nie. Czy to telefon idealny? Nie. Czy jestem z zakupu zadowolony? Bardzo.
Jakimi kryteriami się kierowałem? Do czego mi ten telefon jest potrzebny?
Zależało mi na telefonie nieawaryjnym (a raczej mało awaryjnym, co w zasadzie oznacza - na telefonie mniej awaryjnym niż obecna średnia). Zależało mi na rozsądnym czasie pracy baterii przy rozsądnym użytkowaniu. Dobry ekran, system z dostępnymi aplikacjami, wygodny w obsłudze i pracy na serwisach społecznościowych (głównie FB). Nie miał znaczenia aparat ani telewizja.
Android czy IOS a może Symbian, Bada, Windows?
Symbianowi powiedzieliśmy już jakiś czas temu papa, Windows - swego czasu miałem styczność z Windows Mobile 6.5 (na Acerze i na HTC) i choć to zupełnie inna epoka sprzętowo-technologicznie-programistyczna, to jakoś do chłopaków od Gates'a nie mam przekonania. Bada? Wszystko fajnie, tylko to bardzo pozamykany system - może w przysżłości... IOS - fajna rzecz, tylko sprzęt który to obsługuje jest drogi. Relatywnie i obiektywnie. Został Android.
Pozytywne zaskoczenia:
Bateria. Telefon trzyma 4 dni. Tak, CZTERY dni. Jak to możliwe? Takie mnie spostrzeżenie napadło - to że coś pozwala Ci być online 24/7 nie oznacza wcale, że musisz być 24/7. To jest telefon. W dalszym ciągu do pracy wygodniejszy jest komputer, do przeglądania sieci - tablet. To jest telefon. To służy do dzwonienia, sms'owania. Można tu sprawdzić maila, można tu zerknąć w FB czy Twittera - i wszystko to bardzo fajne jest i bardzo przyjemne. Ale powtórzę - możliwość bycia online nie jest potrzebą ani nakazem. Nic nie tracę nie siedząc cały czas na 3G - a to pozwala zaoszczędzić baterię. Simple as that.
Obsługa głosowa. Wow. Rozpoznanie mowy - rewelacja, bajka. Oczywiście, nie doskonałe i nie bezbłędne, ale i tak wow. Jeśli telefon potrafi bez problemu zapisać nazwisko które nie jest popularnym rzeczownikiem, do tego ma "ę" i "si" to jestem pod wrażeniem.
Swype. Niemal bajkowy i magiczny sposób wprowadzania tekstu przez klawiaturę (po co wprowadzać przez klawiaturę, skoro ma taki doskonały sposób rozpoznawania mowy? Bo a)głosowe rozpoznanie potrzebuje dostępu do sieci, b) sieć żre baterię - wniosek skoro mogę łatwo pisać smsy, to po co mam je dyktować? Inna sprawa - obstawiam, że w ciągu najbliższych paru lat telefony będziemy obsługiwali głosowo... więc będziemy do nich gadać na non stopie;) Co to jest to swype? Dla tych którzy nie mieli okazji się z tym zetknąć:
Bajka;)
Intuicyjna obsługa. Bierzesz telefon do ręki i wiesz jak działa. Nie męczysz sie, nie wkurzasz, nie irytujesz. Nie uczysz się go.
Negatywne zaskoczenia:
Ilość ikonek i aplikacji, które dostajesz na start. IOS wita Cię kilkoma ikonami, podstawowymi funkcjami z których zapewne chętnie skorzystasz - cała reszta jest do ustalenia / zainstalowania przez Ciebie. A Android przywitał mnie nagonką ikonek i programów, z których prawie wszystkie chciałem na dzień dobry skasować. W menu zaatakowały mnie trzy ekrany badziewia - 16 ikonek na każdym ekranie, a jedyne z kŧórych korzystam to "Ustawienia". Well... przegięcie.
Telefon gubi dzwonek. Mamy XXI wiek, każdy telefon brzmi tak, jak chce użytkownik. Ściągamy więc mp3, wgrywamy ją na kartę lub bezpośrednio na telefon, ustawiamy jako dzwonek i koniec pieśni. No nie tym razem - za każdym razem kiedy telefon jest wyłączany, gubi to ustawienie. Można oszaleć. Oczywiście, jest rozwiązanie, wystarczy plik z muzyczka zapisać na karcie w katalogu /media w podkatalogu /audio i w podpodkatalogu /ringtones (dla dzwonków) lub w katalogu /media w podkatalogu /audio i w podpodkatalogu /alerts (dla muzyczki budzika) to jak widać jest cholernie wygodne i intuicyjne. Pamiętajmy - mamy XXI wiek,
Telefon zapomina o pobudce. To że ja chcę spać kilka minut dłużej to rozumiem, ale żeby telefon zapominał o ustawionym przeze mnie budziku to lekkie przegięcie. Zdarzyło mu się, co prawda dotychczas tylko raz (na 5 podejść) ale mimo wszystko sprawia to, że jestem wobec niego nieufny.. No cóż, może jednak mnie jeszcze przekona.
Podsumowując - z zakupu jestem zadowolony. Są pewne drobiazgi do których się muszę przyzwyczaić, pewne rzeczy znaleźć w sieci i ogarnąć lepiej, ale całość na bardzo duży plus. SGS plus;)
On, ona, gitara, pianino, piosenka… that’s just me
I jeszcze jedna reklama przyuważona (i zapamiętana!) z nocy reklamożeców. Po prostu taka.. fajniusia jest no... Po prostu ja...
I'm somewhat impulsive..
Dziewczyna liże… namocniejsza reklama Nocy Reklamożerców 2011 [18+]
Od razu zaznaczam, że owo 18+ to wymaganie Youtube'a, nie moje... W każdym razie, tą właśnie reklamę organizatorzy nocy reklamożerców zostawili na koniec wczorajszej uczty - uczty nie w 100% smakowitej, ale całkiem całkiem smacznej. Żeby nie przedłużać, zobaczcie sobie, dlaczego to robi wrażenie...
A zresztą, zanim coś prawdziwie dającego popalić, namiastka od Axe, czyli propozycja: "How to clean your balls":
Ok, wywołało to lekki uśmieszek, ale "nie bierze". Przynajmniej mnie, nie bierze aż tak, jak to:
And well... yes it sells.
Infolinia ZUS – tylko dla wybranych
Jak zapewne pamiętacie - a jeśli nie pamiętacie to jesteście ludźmi prawdziwie szczęśliwymi - jakiś czas temu (przeszło już rok) sprawdzałem stan mojego konta w ZUS. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, nawet rzecznik mi odpowiedział, że to przecież nie ich wina i czego ja się czepiam. A ja się czepiam z natury...
W każdym razie, parę dni temu dostałem informację o stanie konta na 31 grudnia 2010 (na piśmie pisze, jest napisane że na dzień 31 grudnia, ale to trochę masło maślane może być...) anyway... z informacji ZUS wynika, że składki na OFE dzielą się na dwa rodzaje. Te odprowadzone - w ilości X oraz te należne w ilości 2X. Sweet. Moje zasadnicze pytanie brzmi, skąd ta różnica i czy ZUS coś robi, aby ją zniwelować. Pod informacjami jest wzmianka, że jeśli tylko chcę, mogę dowiedzieć się więcej m.in. dzwoniąc na infolinię ZUS (numer na infolinię znajdziemy na stronie ZUS - w piśmie miejsca na ten krótki numer brak... na szczęście internet mam).
ZUS ma dwa pomysły na obsługę klienta (czyli mnie). Pierwszy to Automatyczny system informacyjny, drugi to Połączenie z konsultantem. Ponieważ do automatów podchodzę z pewnym dystansem, wybrałem połączenie z konsultantem. Mam do wyboru infolinię z numerem 801, lub telefon warszawski.Ponieważ od mniej więcej 7miu lat telefonu stacjonarnego nie używam, więc dzwonię na lokalny. Szybko nawiązane połączenie (plus dla Zus), zgłasza się konsultant i na moje pytanie o rozbieżność w składce, pani mnie informuje, że to nie do niej pytanie, tylko że muszę dzwonić na Automatyczny system informacyjny... Yeak ;/
ZUS podaje "Schemat struktury Telefonicznego Serwisu Informacyjnego" więc dość szybko można się zorientować jakie numerki wklepać, aby dowiedzieć się więcej o tym co się człowiek dowiedzieć chce. Niestety, ASI to tylko i wyłącznie lektor odczytujący informacje teoretyczne, nie mający wiele do powiedzenia w sprawie konkretnych przypadków. W związku z tym, w mojej sprawie absolutnie i totalnie nieprzydatny. Na całe szczęście jest jeszcze jeden numer infolinii, pod kŧórym powinienem móc się dowiedzieć, służy on bowiem w szczególności do:
Wyjaśniania przyczyn nieprawidłowości w "Informacji o stanie konta w ZUS" (np. braku lub nieprawidłowej wysokości składek na ubezpieczenie emerytalne).
Yes! O to chodzi pomyślałem. I już wybieram numer i już serce moje rośnie, gdyby WTEM! nie napadła mnie następująca informacja:

I tu zaczynam wbijać obolałą głową gwóźdź wpisu. JAKIM PRAWEM INFOLINIA ZUS DOSTĘPNA JEST TYLKO Z TELEFONÓW STACJONARNYCH ORAZ Z TELEFONÓW WYBRANEJ SIECI KOMÓRKOWEJ?! ZUS nie jest jakąś tam firmą. ZUS jest instytucją utrzymywaną z pieniędzy pracowników. Z moich pieniędzy. (A miałaby więcej moich pieniędzy, gdyby była łaskawa dbać o swój interes, a nie tylko przejadać, przejadać, przejadać). Żeby poznać numer infolinii, muszę mieć Internet. Żeby skorzystać z infolinii muszę być (w 90% przypadków) klientem TP. Bo najważniejsze jest, aby klient miał łatwy dostęp do informacji.
Nie zamierzam odpuścić;) Nie wykupię abonamentu w Orange, ani nie założę telefonu w TP. Zadzwonię do Was ze Skype ;P
Rakowice AD 2011
W zasadzie... w tym temacie nic się niestety / na szczęście (niepotrzebne skreślić) nie zmienia...
Tylko jakby więcej szmiry co rok... Balony z helem z HelloKitty... ale.. seriously?
1. wpis na blogu przygotowanym bez użycia klawiatury
Wczoraj po raz 1. wpadła mi w ręce aplikacja przygotowana na iPada – Dragon. Dragon potrafil rozpoznać mowę i zamienić ją na tekst pisany. po chwili zabawy przyszło mi do głowy aby spróbować jak sprawdzi się ta aplikacja w przygotowaniu wpisów na bloga nie jest to rozwiązanie idealne, ale przy odrobinie dobrej woli potrafi rozpoznać dokładnie to co mówię.
co prawda nie ma możliwości bezpośredniego przesłania nagranego tekstu na niecodziennego ale skorzystam z możliwości przesłania tekstu na maila następnie wstawię odpowiednie fragmenty z wykorzystaniem Myszki do nowego wpisu.
ponieważ dopiero poznaję możliwości tej aplikacji co kilka, kilkanaście słów sprawdzam jak rozpoznana została moja nowa. zabawa jest przednia, ale na ten moment trudno mi sobie wyobrazić aby wszystkie moje teksty przygotowywać w ten sposób.co ciekawe, Dragon dobrze radzi sobie również z trudnymi zdaniami takimi jak np: no i cóż, że ze Szwecji. Ten fragment był nagrany raz i nie musiałem go poprawiać. No dobra, trochę przesadziłem ponieważ musiałem ten fragment powtórzyć ale, aby oddać sprawiedliwości , powtórzyłem całość i całość została przez Dragona rozpoznana prawidłowo.
Podsumowując, jest to naprawdę ciekawa propozycja dla tych, którzy nie lubią wędrować palcami po klawiaturze . Na całe szczęście, oprogramowanie nie jest idealne , co z kolei oznaczaże dobrze znane nam klawiatury nie zostanąznikną nagle z naszego otoczenia. Zwiastuje to jednak pewne zmiany w tym jak będziemy obsługiwać komputery już niedługo. I to także po polsku.
po chwili korzystanie z Dagona, łapie się jednak na tym, że przygotowując tekst i pisząc nową notkę nie mam problemu Z zachowaniem myśli wątku czy koncepcji, co swoją drogą nie jest zawsze udaje mi się na blogu przekazać czytelnikom. natomiast kiedy tekst przygotowany jest w formie przemówienia tak jak ten wpis zapewnienie pewnego ciągu logicznego wymaga większego wysiłku i koncentracji, choć zapewne to może się zmienić, w miarę upływu czasu.
zauważam również, że ma on pewne problemy z rozpoznawaniem np. tego kiedy użyć małej a kiedy. mimo wszystko sprawdza się dużo, dużo lepiej niż mogłem to sobie wyobrażać. Tym bardziej, że nie ma naprawdę prawie żadnych problemów z rozpoznawaniem języka polskiego.
W ciekawy sposób rozwiązany został problem znaków interpunkcyjnych. Jak się okazuje aby wstawić taki znak wystarczy powiedzieć jego określenie i tym sposobem możemy osiągnąć,.!? () –
nauczyłem się również w jaki sposób rozpoczynać zdanie od nowej linii. Wystarczy powiedzieć ' od nowej linii ' i tym sposobem przechodzimy do nowego wiersza. Im więcej czasu spędzam przy tej aplikacji tym łatwiejsza staje się jej obsługę co naprawdę dobrze Dragonowi wróży . Do przeczytania zatem... Choć może powinienem powiedzieć, do usłyszenia: –)
Nadchodzą wybory obrzydzenia
Od kilku miesięcy stawiam sobie proste pytanie - na kogo zagłosuję. I, pomijając już fakt, że znowu znacznie łatwiej mi określić, na kogo nie zagłosuję, stoję przed cholernie niewdzięcznym zagadnieniem.
Nie pójście na wybory jest decyzją złą, o czym już pisałem. Nie zagłosuję na PiS, wcześniej odrąbałbym sobie prawą rękę i odgryzł lewą. Prezes i wdzięczne aniołki to zdecydowanie nie mój klimat, a poziom inteligencji Hofmana, który jest odwrotnie proporcjonalny do jego tupetu i poziomu bezczelności sprawia, że zaczynam zgrzytać zębami, na sam dźwięk jego nazwiska.
Nie zagłosuję na czerwonych, bo cytując Korwina (a ten cytat jest zawsze trafny):
Są tacy, którzy mówą, że białe jest białe a czarne jest czarne. Są inni, którzy mówią że białe jest czarne, a czarne jest białe. Ja Państwu powiem, że białe jest białe, a czerwone jest wredne...
Nie zagłosuję na Palikota, bo to oszołom. Wygadany, błyskotliwy, ale oszołom. Mógł coś zrobić, woli krzyczeć. I wspiera się Tymochowiczem. Może to i mądrzejsza wersja Leppera, ale wciąż jednak nie do przyjęcia.
Może i zagłosowałbym na PJN, bo cenię Pawła Kowala, ale... Kowal jest w europarlamencie, a ja nie mogę patrzeć na Jakubiak i nie mogę słuchać Poncyliusza, którego pomysły gospodarcze wołają o pomstę do nieba. Ktoś zwrócił uwagę, że on może gadać takie dyrdymały, bo w życiu nie będzie za gospodarkę odpowiadał, więc może w ten sposób zdobywać tani poklask, ale przez te jego ekonomiczne idoteorie wiem, że na PJN głosować nie wolno, bo to też złoooooo...
Jak zawsze, najchętniej zagłosowałbym na Korwina. Z czystym sumieniem, że głosuję na świra, ale to mój świr więc byłbym jakby spokojniejszy. Tylko że...
Wyobrażam sobie poranek 10 października 2011 roku. Budzę się po spokojnej, kto wie, być może nawet słonecznej niedzieli, i słyszę, że premierem naszego pięknego kraju jest Kaczyński lub Napieralski dzięki koalicji sejmowej PiS & SLD... Że co, że nie możliwe? Niestety, możliwe. Co więcej, oni w imię władzy są do tego zdolni. Że PiS nie dogada się z SLD? A z Samoobroną czy LPR mogli? Mogli. To i z czerwonymi się dogadają. W imię dobra narodu. W imię wyższych racji. W imię walki o Smoleńsk. W imię.. czegoś tam. Lud to kupi. I czarny i czerwony. Bo czerwoni mają potrzebę dorwania się do koryta. Byle z kim, byle by.
Wychodzi mi na to, że oddam głos na Platformę. Z najwyższym obrzydzeniem dla siebie i dla Platformy. Bo wolę Tuska, od Kaczyńskiego, bo wole Rostowskiego od Szydło, bo wolę Sikorskiego od Fotygi, a od Macierewicza, Brudzińskiego i wspomnianego Hofmana wolę kogokolwiek. Więc choć mi się rządy platformy nie podobają, to wiem, że Prezes i spółka w imię swoich racji gotowi są zgotować nam znacznie ciekawsze czasy... A te które idą, i tak będą ciężkie.
W ciężkich czasach potrzebujemy mądrego "wodza", który będzie nie tylko podejmował mądre (nierzadko trudne) decyzje ale wodza, który będzie umiał mówić do ludzi i być z ludźmi. A nie szaleńców, którzy chcą rozliczać przeszłość i trwonić resztki pieniędzy na zasiłki...
