Jestem Twoim idolem, silnym Twoją wielkością

Jestem Twoim idolem, silnym Twoją wielkością

Kadr z filmu "Popiół i diament" - chwila po tym kiedy Cybulski pchnął po blacie kieliszki ze spirutusem

Umarł ktoś znany. Umarł ktoś wielki. Ktoś, kogo wielu podziwiało. Kogo wielu nazywało mistrzem.
Musimy na to zareagować. Czujemy potrzebę powiedzenia o tym światu. Czujemy potrzebę wykorzystania tej chwili, kiedy wszystkich łączy to samo wydarzenie. Czujemy potrzebę wyrażenia swojego żalu. Potrzebujemy pokazać – to także mnie dotknęło. To także moje doświadczenie. W zasadzie nie ma znaczenia kogo już z nami nie ma. Musimy pokazać, co my w związku z tym mamy do powiedzenia światu. Bo musimy mieć coś do powiedzenia. Bo inni muszą widzieć, że mamy. W przeciwnym razie, będziemy niepełni. Nieludzcy. Nieczuli.

Protest nie może być dyskretny, musi boleć

Protest nie może być dyskretny, musi boleć

Drogie panie,

Są rzeczy, których nikt za Was nie zrobi, jeśli Wy nie zaczniecie działać. Są sprawy, o które nikt za Was i Waszym imieniu walczył nie będzie, tak długo jak Wy same nie rozpoczniecie walki. Są sytuacje, które przespane doprowadzą do tego, że nikt więcej się Wami nie będzie przejmował.  Bo skoro nie walczycie o swoje, to udowadniacie, że liczyć się z wami nie trzeba.

Nie wierzcie w to, że ktoś przedłoży Wasz interes nad swój. Nie wierzcie w to, że ktoś zaprosi Was do „big boys club” tylko dlatego, że będziecie grzeczne i będziecie rokowały nadzieję na talent. To tak nie działa.

Chcesz, aby ktoś zrozumiał Twój punkt widzenia, domagasz się czegoś? Określ to i uzbrój się w argumenty. I komunikuj. Jasno i wyraźnie. Nie zakładaj, że ktoś się domyśli o co Ci chodzi. Nawet jeśli to takie oczywiste.

Kindle zmienia czytelnika

Kindle zmienia czytelnika

Jest takie kłamstwo, a może obietnica, którą powtarza sobie każdy posiadacz Kindle (a zapewne także posiadacz dowolnego innego czytnika ebooków). „Nie kupię żadnej nowej książki, póki nie przeczytam wszystkich, które mam już na Kindle.”

Ha, ha, ha.

Wydaje mi się, że czytnik dzięki drobnym ułatwieniom, zmienia to, w jaki sposób czytamy. To nie są radykalne różnice, raczej drobiazgi, których suma wpływa na przyzwyczajenia i nawyki posiadacza Kindle.

List do pana Andrzeja, ojca

Panie Andrzeju,

Zwracam się do pana jako do Ojca. Nie polityka, nie urzędnika, nie prezydenta. Ojca. Nie ojca narodu. Ojca 21 letniej Kingi.

Jest niestety prawdopodobne, że podłożą panu papier do podpisu i że w tym właśnie momencie będzie pan trzymał w rękach jej życie. Życie swojej córki. A także życie pańskiego wnuka i matki pana wnucząt. Duża sprawa.

Pana córka, czego panu życzę, będzie zapewne matką. Życzę jej, aby rodziła zdrowe dzieci, aby jej ciąża przebiegała bez najmniejszych komplikacji, a poród siłami natury był możliwie bezbolesny.

Tylko wie pan, panie Andrzeju, mamy XXI wiek. I wiemy, że czasem nie możemy liczyć na matkę naturę. Że czasem nie wszystko idzie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Że czasem potrzebna jest interwencja lekarza, że czasem na szali kładzione jest życie kobiety, czasem już matki, która może osierocić swoje dzieci.

Brzmi jak fikcja? Panie Andrzeju, pan spojrzy w liczby i niech pan powie, czy chce mieć pan na sumieniu choć jedną kobietę, którą można było uratować?

I niech pan spyta sam siebie, co by pan zrobił, gdyby zagrożone było życie pana córki. Czy jakikolwiek przepis powstrzymałby pana przed działaniem? Chcę wierzyć, że nie. Więc proszę nie tworzyć sytuacji, w której zmusi pan innych do łamania prawa.

Czy Pan pamięta, panie Andrzeju pewien listopadowy wieczór sprzed 21 lat, kiedy trzymał pan swoją córkę pierwszy raz na rękach i obiecał jej Pan, że nie pozwoli pan jej nikomu skrzywdzić. Nikomu! Niech pan pamięta o tej obietnicy.

Pan porozmawia z żoną, matką pana córki, babką pana wnucząt co ona o tym sądzi. Bo wie pan, nawet najlepsza praca to tylko krótka chwila w życiu, liczy się to, jakim się jest człowiekiem. I są pewne decyzje, których żona i córka mogą panu nigdy nie wybaczyć. Niech pan o tym pamięta, panie Andrzeju.

Bo to będzie pana decyzja. Pana podpis.

Gdybyś miał w swoim życiu przeczytać tylko dwie książki…

Gdybyś miał w swoim życiu przeczytać tylko dwie książki…

Na całe szczęście tytuł wpisu to nie moja rozterka, ale biorąc pod uwagę ile czyta statystyczny Polak, trzeba mieć świadomość z jaką materią mamy do czynienia;-) Posłużę się zatem cytatem z „Poranku Kojota”, filmu, który potwierdza tezę, że czasem nawet w bardzo złym filmie (a Poranek to jest bardzo zły film) trafiają się dobre momenty, dobre cytaty, celne spostrzeżenia. Zatem cytat z Dzikiego:

– W moim życiu przeczytałem dwie książki…
– Doprawdy? Co to było? „Poczytaj mi, mamo”?
– Jedna z nich to „Ojciec chrzestny*”. Gdybyś ją przeczytał, to wiedziałbyś, że pieniądze to nie wszystko, że nie zdradza się przyjaciół i nie dmucha ich żon. Ale, niestety, napchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych. Nie, Krzysiu?

Krzyś to oczywiście Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, szef wszystkich szefów… tak, Poranek to naprawdę zły film. Ale ja nie o filmie chcę pisać, a o pewnej książce, ponieważ Dziki nie mówi, jaką drugą książkę w swoim życiu przeczytał, ale wydaje mi się, że wiem co to powinno być.

Czego nie blokuje adblock?

Czego nie blokuje adblock?

Od jakiegoś czasu natrafiam na komentarze wydawców internetowych (choćby tu) że korzystanie z adblocków to zwyczajne świństwo i praktyka nieuczciwa. Chyba nawet spotkałem się z porównaniem do kradzieży. Dzisiaj trafiłem na taką odpowiedź w kontekście wiary w to, że korzystanie adblocka poprawia jakość treści w Internecie:

– Jest to rozumowanie z gruntu błędne, ponieważ to głównie z wpływów reklamowych wydawcy finansują kreację nowych, wartościowych treści o charakterze informacyjnym, edukacyjnym czy rozrywkowym – tłumaczy Robert Wielgo, członek zarządu Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska.

Jak dodaje, to czytelny sygnał, że podejmowane przez IAB Polska inicjatywy informacyjne i edukacyjne powinny być kierowane nie tylko do branży i reklamodawców, ale także do ogółu użytkowników Internetu.

Bełkot marketing

Bełkot marketing

Jeśli masz styczność z marketingiem internetowym, na pewno wiesz, że content is the king. Różnie z tym contentem bywa, ale stawiam złotówki przeciw orzechom, że niezależnie od tego, czy masz do czynienia z niszowym produktem, rozwijasz swoją markę osobistą, czy opiekujesz się bytem o międzynarodowym zasięgu, już kilkukrotnie powiedziano Ci, że content marketing jest niemal idealną odpowiedzią na wszystkie Twoje zmartwienia i problemy. Poza tym, bez niego, ani rusz. Bo – argumentują – ludzie Cię kupią, jeśli będziesz odpowiedzią na ich potrzeby i pytania. A gdzie homo internetus zadaje prawie wszystkie swoje pytania?

Co warto przeczytać?

Mam do Ciebie drogi czytelniku prośbę. Zwykle to ja dziele się swoimi rekomendacjami odnośnie tego, co warto przeczytać, teraz chciałbym odwrócić rolę. Chciałbym Cię prosić o to, abyś – skoro już trafiłeś na ten post – zostawił mi w komentarzu jedną / dwie pozycję, które w ostatnim czasie zwróciły Twoją uwagę.

Mogę Ci zagwarantować, że zapamiętam Twoją propozycję (i jej uzasadnienie, jeśli się na nie pokusisz). Nie zagwarantuję, że od razu sięgnę po to, co zaproponujesz, ale będę miał na uwadze Twoją sugestię i przyglądnę się jej przy najbliższych książkowych zakupach.

Świat mobile, nasz świat

To będzie mało odkrywcza notka, ale to równocześnie trochę obserwacja rzeczywistości.

Przez długi, długi czas czekaliśmy kiedy nadejdzie wreszcie rok mobile, wielokrotnie go zapowiadaliśmy, a im bardziej go wypatrywaliśmy, tym bardziej on nie chciał przyjść. Wystarczyło spuścić temat na chwile z oczu, wystarczyło na moment spuścić gardę i oto okłada na po twarzach (ekranach, kieszeniach i rachunkach… Chociaż nie, po rachunkach zupełnie nie).

Polityka odarta z teatru – Polska 2005 – 2010

Polityka odarta z teatru – Polska 2005 – 2010

Czas Kaczyńskiego - fragment

Czasem wystarczy jedno zdanie, jeden gest, jedna obserwacja, aby określić człowieka. Zdefiniować go. Nie po to, aby go zaszufladkować, ale po to, aby zobaczyć go w innym świetle. Aby lepiej zrozumieć jego decyzje, zachowanie, motywacje.

Potrafił zrzucić na ziemię marynarkę nielubianej osoby i wytrzeć w nią buty.

Wydaje mi się, że to zachowanie moglibyśmy śmiało przypisać Frankowi Underwoodowi. To ten typ postaci, którą moglibyśmy posądzić o tak… prymitywną zagrywkę. Rzecz – wydawałoby się – nie do pomyślenia w polskich realiach. Oczywiście, mamy swoich czarusiów i swoich oszołomów, ale nikt normalny się tak nie zachowuje. Żaden minister. Żaden wicepremier. Żaden premier się tak nie zachowywał. No chyba, że premier Tusk. A deptaną była marynarka Rafała Grupińskiego. I podobno nie brakowało świadków tego wydarzenia. Pisał o tym w 2014 Piotr Zaremba, pisze o tym Robert Krasowski w „Czasie Kaczyńskiego” i o tej książce dwa słowa. A raczej trzy argumenty dlaczego warto ją przeczytać.

I wcale nie chodzi o to, że to książka o Kaczyńskim i o Tusku, choć to książka o Kaczyńskim, Tusku. Ale też o czymś dużo ważniejszym i dużo ciekawszym.