Impas decyzyjny i co z nim zrobię?

Wpis w skrócie: Rozważam następującą myśl: co jest większym problemem – zła decyzja i jej konsekwencje, czy ilość czasu (swojego i cudzego) i energii (swojej i cudzej), które się marnują gdy decyzji lub działania brak? I jakie znam sposoby na to, by ułatwić sobie podejmowanie decyzji i zrzucanie tematów z głowy.

Jestem też ciekaw, jakie mechanizmy Ty stosujesz w tym kontekście i chciałbym Cię poprosić o podzielenie się nimi w komentarzu;)

Brak podejmowania decyzji lub działania to zjawisko, które ma bardzo fachowe i trudne do zapamiętania określenie – prokrastynacja. 

Prokrastynacja lub zwlekanie (z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) – tendencja, utożsamiana z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia.

Tylko że nazywanie pewnych rzeczy, to także oswajanie się z nimi, uznawanie ze są Ok. Odwlekanie działania to jeden z moich demonów i to zdecydowanie nie jest moim zdaniem Ok. [pstryk] Skoro już go znam i go nazwałem, to chciałbym się z nim zmierzyć, nawet jeśli już parę razy próbowałem i dotychczas postępy były… dyskretne. Równocześnie – jak nie będę próbował, to nic z tego nie wyjdzie. Continue readingImpas decyzyjny i co z nim zrobię?

O co chodzi z wczesnym wstawaniem

Musze dziś trochę pooszukiwać, czyli prawie wizualizować. Aby ten post mógł się pojawić jutro o 6. rano, musze go napisać dziś wieczorem. Czyli piszę niby codziennie, ale z nakładką. Może się też zdarzyć tak, że jutro napiszę dwa posty… Albo że będę miał jutro czas na to, aby przygotować sobie czas na pojutrze (czyli „Co masz zrobić dziś, zrób jutro będziesz miał dwa dni wolnego” tylko trochę na opak;-) ); Pewnie gdybym to robił z głową i z planem, to miałbym czas nawet na naukę interpunkcji. Hmm… Interpunkcja… to nie może być trudne.

Od mniej więcej trzech tygodni wstaję bez wyraźnego zewnętrznego powodu w okolicach 6. Co ciekawe, choć zawsze lubiłem siedzieć przy komputerze długo w noc i nadrabiać potem sen w godzinach rannych, to nowe wstawanie nie boli. Nawet więcej, chyba się polubiliśmy. Oczywiście, przestawia trochę zwyczaje, raczej uniemożliwia zarywanie nocki, ale… dogadujemy się;) Continue readingO co chodzi z wczesnym wstawaniem

Czy trudno mi pisać o sobie?

Trudno jak cholera. Cały czas w głowie pojawiają się hamulce. Bo przecież sieć nie jest od tego, żeby się tak uzewnętrzniać (wbrew temu co wszyscy robią). Zwłaszcza że nie jestem nastolatką / nastolatkiem, która zapisuje swoje rozterki w pamiętniczku, tylko facetem w czwartej dekadzie swojego życia. Czwartej. O.o

Z drugiej strony, trochę tego potrzebuje. Bo to mi układa myśli, bo to mnie motywuje do obserwowania siebie i codzienności, bo przy okazji sprawdzam swoją determinację i trochę życia (choć zaiste pokręconego) staram się w swojego bloga tchnąć.  Continue readingCzy trudno mi pisać o sobie?

Tydzień w pigułce czyli wrażenia po rozruchu

Króciutko.

5 z ostatnich 7 pobudek to pobudki o 6. rano. I wciąż zamierzam się tego trzymać. A kolejna już jutro…

Od momentu podjęcia tematu, trzymam się tego, aby codziennie coś napisać. Z drugiej strony to było ledwie 5 dni temu, a zatem to ledwie 5. wpis. Dotychczas w ramach kategorii dziennik powstały:

Continue readingTydzień w pigułce czyli wrażenia po rozruchu

Jak już się zacznie, to trudno przestać

Nie bardzo wiedziałem co zrobić z sobotą. Z jednej strony, obiecałem sobie – spróbuj pisać codziennie. Codziennie, a nie codziennie od poniedziałku do piątku. Z drugiej strony, weekend to czas odpoczynku.. Dobrze by było wziąć zatem oddech i przestać grzebać w swojej głowie. Tym bardziej, gdy boję tego, żeby za szybko wszystkiego  co mam w głowie w słowa nie ubrać, bo potem będę siedział smutno patrząc w dal rozpaczając trochę nad własną pustką. 

Codziennie… Codziennie.. Codziennie… Spróbuj.

A czy ktoś to będzie czytał?

Dla kogo dziś piszę?

Dobre pytanie. Dziś piszę dla siebie. Piszę, bo to jest moja potrzeba. Tak, chcę sprawdzić czy to pisanie jest funta kłaków warte, ale, obiecałem sobie, że nie chcę być niewolnikiem statystyk. Najpierw określam kierunek, potem próbuję w jego kierunku iść, dopiero jak dam sobie szansę przekonać się czy to mi odpowiada, sprawdzę czy to przynosi efekty, ewentualnie jakie przynosi efekty. 

Chyba czas najwyższy potraktować czytelników jak dorosłych ludzi. Albo uznają że mam coś do powiedzenia i przeczytają nawet treść codzienną, albo uznają że nie mam nic do powiedzenia i wtedy częstotliwość nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Piszę dla siebie i należy zakończyć poszukiwanie wymówek.

Muszę pisać dla siebie, w końcu robię to, bo tego chcę. Ja tego potrzebuję.  Continue readingJak już się zacznie, to trudno przestać

Potęga chcę

Mam problem z określaniem czego chcę. Brzmi to cokolwiek zabawnie, kiedy weźmie się pod uwagę, że ledwie wczoraj pisałem o tym, jak ważne jest to by wiedzieć czego się chce w życiu, nawet to swoje nowo odkryte chcę przedstawiłem. Przy czym ja wiem, że mam z tym problem, zwłaszcza kiedy próbuję określić swoje codzienne chcę.

Moje osobiste „chce”. Nie umiem ubrać ich w słowa, zapisać, wypowiedzieć. Póki rzeczy są niewypowiedziane i niezapisane, można przyjąć że ich nie ma. Nikt nie widział, nikt nie słyszał, nikt nie wie, nikt nie rozliczy. Nikt nie potraktuje jako argumentu w dyskusji:

A pamiętasz, chciałeś, tak bardzo chciałeś, tak bardzo o tym mówiłeś i co? I psińco. Taki malutki jesteś, tak malutkie są Twoje możliwości, działania i determinacja żeby to co rzekomo „chcesz” się dokonało.

Równocześnie mam na to sposób. Działa pewnie od jakichś 25 lat. Nie dopuszczać „chcę” do głosu. Ignorować, przemilczać, dusić. Bo „chcę” w mojej głowie oznacza chciejstwo. „Chcę” w mojej głowie oznacza roszczeniowość i życzeniowość. „Chcę” oznacza „co prawda nie dostanę, ale tak miło byłoby mieć”.

Chyba nikt mnie nie nauczył (jakże zgrabnie przerzucam na innych odpowiedzialność) że „chcę” może oznaczać „dostanę”. Że „chcę” może oznaczać „mogę mieć”. Czy przypadkiem nie jest tak, że aby „mieć” trzeba umieć „chcę” postawić jako cel i zacząć kombinować jak do niego dojść? Continue readingPotęga chcę

Co chcesz robić w życiu

Co chcesz robić w życiu

 
 
00:00 / 7:38
 
1X
 

W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.

Kiedy słyszysz te słowa, to niemal na pewno widzisz młodego gościa jarającego blanta gdzieś na balkonie starej warszawskiej kamienicy. W końcu to Laska, który chce być ambasadorem jak Tony Halik… A Ty, wiesz co chcesz robić w życiu?

Ja nie wiem i dotychczas nie bardzo się nad tym zastanawiałem, bo to też mało komfortowe pytanie. Zbyt nieokreślone, zbyt odległe, przecież na odpowiedź i określenie celu, na dążenie do tego celu, na życie mam jeszcze czas. Zdążę. Przecież czasu mi nie braknie. 

Continue readingCo chcesz robić w życiu

Nowy początek, czyli czując potrzebę zmiany

Nowy początek, czyli czując potrzebę zmiany
Codziennie o zmianie

 
 
00:00 / 8:54
 
1X
 

Reset. Zaczynam znowu od nowa, choć tym razem trochę inaczej. Plan jest taki, aby pisać krócej, częściej, sumienniej. Taka obietnica składana samemu sobie. 

O czym pisać? O zmienianiu siebie i o tym czego się uczę (jeśli się uczę). Jak się czyta książki i słucha ciekawych audycji i mądrych ludzi, to człowiekowi najpierw robią krzywdę i wywracają trzewia, a potem ma się dwie możliwości – posłuchać i spróbować albo posłuchać i zazdrościć. Więc chcę próbować. A „dziennik” ma mi pomóc w tym wytrwać. Łatwo nie będzie. Boje się, że będzie nieco przesadnie ekshibicjonistyczne.  Może ciut pornograficznie. Może też być nudno i depresyjnie. Może być jak w polskim filmie, koń, krowa, kaczka, kura… droga na Ostrołękę. Nie mam pewności, że tę drogę wieńczy sukces. No ale jak się nie wie gdzie iść, to krok w każdą stronę jest dobry.

Na wyjaśnienie przyczyn przyjdzie czas, nie jestem gotowy i nie chcę zaczynać od pokazywania pełnego tła czemu znowu* to robię. To będzie potrzebne, bo dużo w tym chowam frustracji, czyli energii, którą warto przekuć do działania. Dziś wydaje mi się, że potrzebuję czegoś w rodzaju dziennika, który pozwoli mi uporządkować moją codzienność i wytrwać w pomyśle zmieniania się. Może nawet świadomego zmieniania się. Albo odpowiadania sobie, na świadomą potrzebę zmieniania się. Ja to potrafię skomplikować. Continue readingNowy początek, czyli czując potrzebę zmiany

[15-4] Parytety sposobem na wszystko…

Usłyszane w radiu: prezydent Francji proponuje, aby w zarządach spółek obowiązywał parytet płci i w ciągu najbliższych lat wymogiem będzie, aby rady składały się w połowie z kobiet i mężczyzn bo tak jest lepiej. Równouprawnienie jego mać.

Nie mam tu nic do kobiet, wręcz przeciwnie – uważam, że powinny mieć prawo robić wszystko co chcą. Chcą rządzić, zarządzać, dyrektorować – proszę bardzo. Jedno co mi się nie podoba, to dawać komuś coś tylko dlatego, że jest brunetem a nie blondynem. Że jest gejem, a nie heterykiem.

Jako szowinista widzę tą sytuację następująco – jakaś pani zostaje dokoptowana do władzy nie dlatego, że jest świetna, ma rewelacyjne pomysły lub fantastyczne wyniki, ale dlatego że.. wie pani, potrzebujemy spełnić wymogi parytetowe. W tej sytuacji warto wziąć najgłupszą z kobiet, bo przynajmniej nie będzie a) stanowić konkurencji b) nie będzie się upierać, że coś wie lub umie skoro… no i c) taką nieco głupszą będzie znacznie łatwiej sobie podporządkować. Skąd Państwo (w rozumieniu władza) wie, że dla jakiegokolwiek biznesu znaczenie ma to, czy zarządzają nim sami faceci i jaki wpływ na dalszy los firmy będzie miał fakt obsadzenia rady w 50% kobietami? What the fuck?

…czytaj dalej»

[14-4] Trzy mgnienia Empiku…

Jak się człowiek czasem zderzy z namiastką kultury, to mu potem wyraz zdziwienia z twarzy zejść nijak nie może… I chodzi taki otumaniony, zaraz po tym gdy zobaczy że…

… na półce bestsellerów znajdują się tuż obok siebie pozycje spisane przez Wojciecha Manna, Wojciecha Cejrowskiego i… Kingę Rusin, lub kogoś, kto choć Kingi Rusin nie przypomina, to może się za nią podpisać. Wiem o czym pisze Wojciech Mann i wiem, że akurat on ma coś do powiedzenia – „Rock.Mann czyli jak nie zostałem saksofonistą” jest jedną z książek, która leżakuje (dojrzewa, hie, hie) na półce i jest w trakcie czytania. Lektura to przyjemna, lekka ale przede wszystkim ciekawa i pokazująca nieznany powszechnie świat. O Podróżniku WC już pisałem i zdania nie zmieniam – to raczej pozycja dla tych, którzy są w Cejrowskim zaczytani, niż dla tych, którzy dopiero zaczynają z nim podróżnicze przygody – ale to też czyta się dobrze. Natomiast nie mam zupełnie ochoty dowiadywać się, co ma do powiedzenia Kinga Rusin, która… …czytaj dalej»