Blog

  • Tango zaufania, (nie)fajna edukacja, Man-ah

    1. Na dobry początek zacznijmy od podzielenia się pomysłami na kreatywne wykorzystanie dostępnego czasu w warunkach domowych. Ponieważ ostatnio rodzice spędzają z dziećmi dużo więcej czasu, niż mieli w zwyczaju i mogły im się skończyć pomysły jak własne dzieci zabawiać, tu kilka propozycji z gatunku Edukacyjnego „DYI”.
    1. Wspominałem że korzystam z aplikacji do medytacji Oak i że w ramach tej aplikacji można teraz skorzystać z darmowego kursu medytowania z mantrą. Jedną z pierwszych rzeczy, którą się robi, jest wybór własnej frazy do medytacji. Ja wybrałem „man-ah”. Wszelka zbieżność jest absolutnie przypadkowa. No prawie.
    https://www.youtube.com/watch?v=7_cyiiFaOlw
    1. Niemniej jednak – czy to w ogole ma sens? Moim zdaniem, ma. Cieszę się, że wróciłem do częstszego medytowania. Że znajduję na to czas. Jaki widzę efekt? Spokój. Taki moment ciszy i skupienia się na.. cóż, praktycznie niczym, rodzi we mnie świadomy spokój. A jeśli powiem, że mam wrażenie, że przez chwilę byłem trochę świadomością obok ciała to mi przecież nie uwierzycie.. sam sobie nie wierzę.
    2. Jednym z efektów mojego medytowania jest to, że zmieniają się moje afirmacje i to, że nieco bardziej świadomie z nich korzystam. Zajęło mi to, bagatelka, ponad dwa lata. Ale moje poranne afirmacje brzmią teraz:
      1. Planuję, ale jestem otwarty na zmianę planów. Chętnie mówię „Tak”.
      2. Jestem cierpliwy.
      3. Jestem ciekaw tego, czego nie umiem. Próbuję i sięgam po to, co dla mnie nieznane. Otwieram się na to, co nowe i nieznane.
      4. Widzę w sobie wartość, daję sobie prawo głosu, słucham siebie, ufam sobie, szanuje siebie, podziwiam siebie, kocham siebie. To jest źródełko mojego szczęścia, na które nikt inny nie ma wpływu. Daje sobie prawo głosu
      5. Dbam o swoje ciało, tym co jem, tym co robię.
      6. Staram się zawsze dawać coś od siebie, doceniać i wspierać innych. Słucham innych. Dbam o to, aby być głową i ciałem w jednym miejscu.
      7. Jestem ogrodnikiem mojej energii, dbam o to, aby dawała dobre owoce
      8. Lubie się uśmiechać, lubię się uczyć, lubię robić to co robię, najlepiej jak potrafię.
      9. Jestem wdzięczny
      10. Dziś będzie dobry dzień. Jestem ciekaw dziś, lets go
    3. Ostatnie słówko o moich medytacjach i afirmacjach. Mam wrażenie, że pisząc o nich, pisze coś dla Was i dla świata absolutnie oczywistego. Że przecież wszyscy to robią i zapewne robią to lepiej ode mnie, wiec gdzie ja się wychylam ze swoimi amatorskimi, młodzikowymi obserwacjami czy korektami do tego, co robię. Mam równocześnie poczucie, że to co robię, można (i pewnie należy) robić lepiej. Że jeszcze mam dużo do skorygowania. Tekst, słowo pisane, nie zawsze oddaje emocje, więc chciałem żebyście wiedzieli, że mówiąc Wam o tym, brzmię trochę jak 6-7 letnie dziecko, które w ekscytacji mówi „tato, tato, zobacz co zrobiłem, zobacz jak mi dobrze wyszło”. Wtedy ważniejsze od tego, na ile efektywne jest to, co dziecko zrobiło, jest obserwowanie tym jak bardzo się jara swoimi nowo zdobytymi umiejętnościami. Więc dziele się z Wami emocjami początkującego jaracza, widząc w Waszych oczach cierpliwe zrozumienie „dorośnie, zrozumie”. No ale eeeeej, Jaram się.
    4. Ważne ogłoszenie. Jeśli chciałabyś / chciałbyś wykorzystać czas ograniczonego wychodzenia z domu do poprawienia swoich umiejętności językowych, to mam dla Ciebie człowieka. Bartosz, ma ponad 20 letnie doświadczenie w tłumaczeniu konferencyjnym, ale też bardzo szerokie horyzonty i wiedzę z bardzo wielu dziedzin. Jakie to ma znaczenie? Otóż takie, że potrafi w języku angielskim rozmawiać (to dla poszukujących konwersacji) oraz uczyć na w zasadzie każdym poziomie. A teraz możesz przekonać się czy odpowiada Ci jego sposób prowadzenia lekcji, ponieważ przez pierwszy tydzień będzie dla Ciebie za darmo. Gorąco polecam, tym bardziej, że Bartosz ciężko pracował lata temu, żeby wyszlifować wyheblować moje umiejętności językowe. Jeśli jesteś zainteresowana / zainteresowany – odezwij się proszę do mnie, skontaktuję Was.
    5. Pisałem już o tym, że Internet łączy ludzi i pozwala pewne znajomości odświeżyć. Jak się okazało, Katarzyna, która naprawdę nieprzyzwoicie odległy czas temu była „Panią Kasią”, która uczyła mnie i moich klasowych kolegów i koleżanki języka polskiego, napisała książkę. Być może w ramach odreagowania. W każdym razie, fragmenty tej książki czytają różni zdolni ludzie i pomyślałem sobie, że ja też chcę. Zanim mój wewnętrzny osioł się zdążył zorientować co jest grane, Kasia się zgodziła, a ja miałem zadanie zmierzyć się z tematem. Tak wyszło:
    1. Gdybyście natomiast chcieli zobaczyć jak czytają inni, albo zobaczyć co to za książka jest, to idzie i poznajcie Naszyjnik z Turmalinem. Na zdrowie.
    2. Człowiek to jest jednak kreatywna bestia. Na przykładzie treningu rosyjskiej pływaczki olimpijskiej Julii Jefimowej

    No wow. Zbieram zęby.

    1. Ze specjalną dedykacją dla Karoliny, matki chrzestnej mojej świadomości TikTokowej… ale i tak zobaczyłem to na Twitterze
    https://twitter.com/i/status/1251604609560383489
    1. No dobra. Więc jednak sięgnąłem po Netflixowego Wiedźmina. Z duszą na ramieniu. Spodziewając się najgorszego. I.. no cholera nie rozczarowałem się. Czy raczej niestety, nie rozczarowałem się. Nie wiem za bardzo z czego to wynika, ale w mojej głowie opowieść snuta przez Sapkowskiego jest „jakaś”. Bohaterowie są „jacyś”. A tu wszystko jest jakieś takie… Nie mam pojęcia czy chciałbym poznawać tę historię dalej, gdybym jej już nie znał (tak, czuję paradoksalność w konstrukcji gramatycznej tego zdania). Geralt w tym wydaniu sprawia wrażenie totalnie płaskiego. Nie znajduję w nim absolutnie nic interesującego. Yennefer – no też jakoś zupełnie nie. Broni się troszkę Ciri, ale też jeszcze wiele nie pograła. Jedyne co – chyba przypadkiem – wyszło, to Toss a coin to your witcher. Wpada w ucho. Ze smutkiem patrzę na to, jak spłaszczona właśnie została opowieść.. i mając w pamięci, że polska produkcja też tego nie dźwignęła, zastanawiam się, czy ten tekst jest w ogóle przekładalny, czy może oczekiwania wobec niego są zbyt wielkie.
    2. Prawie zapomniałem. Nigdy, przenigdy nie próbujcie oglądać Wiedźmina z polskim dubbingiem. Podobno Żebrowskiemu głos podkłada Wiedźmin, ale to musi być legenda miejska, bo nie wierzę, że ktokolwiek wytrwał oglądanie tego serialu w tym modelu dłużej niż 2 minuty.
    3. KIlka razy w ostatnim tygodniu usłyszałem że „świat / życie już nie będzie takie samo”. Hmm… życie nigdy nie jest takie samo. Pantha Rei, pamiętacie? NIhil novi, tylko (hłe, hłe) w nowej odsłonie. Życie już jest inne i paradoksalnie zapominamy jakie było kiedyś. Będzie inne (bo takie już jest). Chyba że będziemy żyli przeszłością. Ale to trochę podwójna strata czasu.
    4. Algorytm Youtube’a potrafi zaskoczyć, proponując zupełnie w niezrozumiały dla mnie sposób materiały trochę z innego świata. I ta wędrówka poprawdziła mnie do 

    a zaraz potem, na drugą nóżkę wpadło

    1. Ciekawostka – czy wiecie, ile czasu zajęłoby Wam przeczytanie warunków korzystania z serwisu takiego jak Facebook, Twitter, Tiktok czy usługa Microsoftu? I cóż z tego, że nikt ich nie czyta 
    1. W zeszłym tygodniu pokazywałem wam wykresy stóp procentowych z banków centralnych. No to jeszcze jeden wykresik do kompletu. Coś tu dziwnie wygląda.

    Dowyjaśnienie wykresiku: Oś pionowa to wartość wyrażona w milionach dolarów. Oś pozioma to lata. Na szaro zaznaczone są kryzysy finansowe, a ta kreseczka to informacja o tym, ile pieniędzy trzymane jest przez banki w gotówce powyżej rezerw jakich oczekuje od nich FED. I jak na to nałożyć wysokość stóp (bliskich zeru) to coś tu mocno zgrzyta. Pamiętajmy, mało kto umie w pieniądz lepiej, niż banki.

    1. Jestem zafiksowany na edukacji (pisałem o tym w tygodniówce, pisałem o tym juz kilka ładnych lat temu). Martwi mnie to jak traktujemy nauczycieli i jakie to ma konsekwencje dla społeczeńśtwa, dla gospodarki. A teraz zobaczcie, jakie to ma konsekwencje dla dzieci:
    https://www.facebook.com/przemek.staron.5/posts/10157918123911590
    1. O co mi chodzi pytacie, jakie konsekwencje mam na myśli?

    (…) zobaczyłam, że na lekcji uwaga W SZKOLE można się czuć dobrze i nie tak jakby się było tam z przymusu (…).

    Pisze to mądra dziewczyna (wnoszę z całości wypowiedzi) i ona zobaczyła, że w szkole może czuć się dobrze. W miejscu, w którym przez 12 lat spędza kilka godzin dziennie, przez około 200 dni w roku? Jak totalnie różne mogłbyby być efekty edukacji, gdyby młodzi chcieli i widzieli sens chodzenia do szkoły, dlatego że to może być ciekawe, interesujące. Uczenie się, może być fajne. Interesujące. Otwierające. A uczennica zauważa, że może się na lekcji czuć dobrze. Where did we go so wrong.

    1. I żeby nie było, że ta młodzież taka cudowna: 
    https://www.linkedin.com/posts/maciejkawecki_you-matter-kompilacja-20202021-activity-6659066150434942976-7m2s
    1. Michał Szafrański zakłada Klan Finansowych Ninja. O programie można przeczytać więcej tu: https://www.klanfinansowychninja.pl ; Moja pierwsza reakcja „ooo, na bogato”. Dokładnie taka była.

    Dokładnie tak napisałem do Marty, z którą komentujemy sobie rzeczywistość. Uznałem, że propozycja rocznego kosztu rzędu 450 złotych (w przedsprzedaży) do nawet 800 złotych na takie miano zasługuje.

    1. A potem poszedłem poćwiczyć, pod prysznic i przespałem się. I muszę przyznać, że zacząłem weryfikować swoją opinię. no bo tak:
      1. Patrzę przez pryzmat zakupu za 450 złotych / rok. I myślę sobie – to (jednorazowo) duży wydatek. Ale równocześnie, wydaję powyżej tej kwoty na codzienne ćwiczenia, i jakoś za przesadnie drogie tego nie uważam.
        — dygresja—
        W tym miejscu musze złożyć na siebie donos, bo obiecywałem sobie, że wykupię to (Seven App) w końcu na rok i przynajmniej trochę tu oszczędzę. Do it Wit.
        — koniec dygresji—
        Rozważałem zakup Masterclass za blisko 800 złotych rocznie… i też się nie zdecydowałem, bo uznałem za drogie. Jestem patronem i płacę 15 złotych miesięcznie wspierając czysto rozrywkowego twórcę. A wiedza Michała jest cenna. Więc… nie, to nie jest drogo. Ale to nie oznacza, że to jest dla mnie.
      2. Poza tym, Wicie, porządkując swoje finanse uznałeś, że warto poświęcać też trochę pieniędzy na edukację. A wiesz też, że dużo się od Michała i jego wiedzy nauczyłeś.
      3. Bo tu druga rzecz, co to jest za produkt.. Mam trochę wrażenie, że tu jest jeden podstawowy byt, nazwijmy go „early access” opakowany w wiele „nice to have” rzeczy, ale raczej niewiele dodających do „twardej” wartości”. Plus, jest to forma zaufania wobec tego co Michał stworzy.
      4. Tylko cały czas pytanie, czy to jest dla mnie. Czy skorzystam z tego. A jeśli nie skorzystam, to czemu ma mnie boleć, za ile Michał to sprzedaje? I to pytanie – czy to jest dla mnie – jest kluczowe. Bo merytorycznie znając Michała, będzie dobrze.
      5. I jeszcze jedna rzecz – jeśli przez rok choć raz pojawi się jedna myśl / jedna oferta / jedno zdanie, które wpłynie na moją codzienność, wpłynie na moją efektywność, wpłynie na moje zarobki, to te 450 złotych może się bardzo szybko zwrócić.
      6. Tak więc mam czas do 12 maja na decyzję. Ale jak moje przemyślenia bedą się zmieniać w tym tempie, to mam wrażenie, przypuszczenie graniczące z pewnością, że wiem jak to się skończy.
    2. Kilka zdań o zaufaniu w dobie wirusa. Zaufanie podkopywane przez brak umiejętności (bo my Ci zaufaliśmy. Zaufaliśmy, że umiesz i potrafisz, a teraz widzimy, mamy obawę, że jednak nie umiesz za bardzo i to nasze zaufanie nadwyręża). To trochę jak kupienie sobie drogich butów, albo uszycie drogiego garnituru. Płacisz i ufasz, że oddałeś zadanie w ręcę specjalisty. Głupio się dowiedzieć, że kiedy chcesz zacząć korzystać z butów czy garnituru, one obcierają, podeszwa jest dziurawa, sznurówki się drą, a garnitur ma ciut przy krótki rękaw, trochę za bardzo pije pod pachami i w kroku. Nawet jeśli to nie jest niemożliwe do chodzenia, to jednak na każdym kroku przypomina o tym, że robota jest spieprzona.

      To teraz pytanie jakim zaufaniem (i jakie powinnismy mieć oczewiwanie) wobec partnera biznesowego, któremu oddajemy blisko polowe wszystkiego co zarobimy? Codziennie, co rok. Ponieważ „blisko połowę” brzmi dość abstrakcyjnie, skorzystam z pojęcia dnia wolności podatkowej. Mówiac blisko połowę Wszystkie pieniądze które zarobiłaś / zarobiłeś w 2019 roku do 8czerwca 2019 wydałeś na Państwo. Całkiem spora inwestycja. Całkiem spore, rokrocznie zobowiązanie.

      Więc… ja bym jednak chciał być zadowolony z tego, co kupuje za taki pieniądz, poświęciłbym trochę czasu na to, na co je wydaje.
    3. A jeśli ktoś mówi, żebym nie kozaczył (@Marcin), bo to ile wydajemy na państwo jest najwyraźniej niewystarczające, dopowiem, że kiedy ktoś oczekuje od nas inwestycji premium, najpierw fajnie by było, żeby pokazał jak umie mądrze zarządzać produktem podstawowym, a nie obiecywał, że dopiero jak rozbije bank to on nam wszystkim pokaże. Poza tym, zdaje się, że przez ostatnie lata, odkąd wstaliśmy z kolan i przestaliśmy być w ruinie, płynnie przeszliśmy do trybu krainy mlekiem i miodem płynącej.
      Wszyscy chcielibyśmy pracować w lovebrandach, a jednak (wbrew obietnicom szarlatanów) nie wszyscy mogą lovebrandem być.
    4. Zaufanie może być także podkopywane przez to, co się mówi, czego się nie mówi i jak się to mówi. Bartek Pucek pokazał, jak o zarażeniach informuje Islandia. Tylko że… nawet gdyby tak dane pokazywało nasze Ministerstwo i Minister Zdrowia, czy Premier czy Telewizja publiczna, to w obecnej sytuacji, nadal ciężko by mi było im zaufać. To co mówią, to jak mówią, to jak zmieniają zdanie w krótkim czasie bez słowa wyjaśnienia, to jak traktują pytających, to jak bezczelni są na każdym kroku sprawia, źe im nie ufam.
      I to jest problem, bo oni w którymś momencie będą chcieli żebym zaufał ich diagnozie „teraz już możesz wyjść”. Będą chcieli, żebym zaufał państwu. Nie tylko ze swoimi zarobionymi pieniędzmi, ale ze swoim zdrowiem i źyciem. Ze zdrowiem i życiem moich ludzi. Mam z tym problem.
    5. To nie jest tylko problem w PL, bo można odnieść wrażenie, że nikt nigdzie na świecie nie ogarnia tego, w jakiej skali epidemii żyjemy (plus nie umiemy tego ogarnąć, bo ludzie nie ogarniają wyobraźnia dużych liczb) ale mój problem polega na tym, że mieszkał w Polsce, Polsce,, tu tu tu tu tu. I telewizja Polska państwowa rządowa jak ją zwał, na każdym kroku mi mówi, że jest super i o co mi chodzi, mamy świetny rząd i super prezydenta, ci ludzie to Naprawdę wspaniali fachowcy. No jakoś im nie wierze.
    6. Ech, miałem już o tym nie pisać. Chciałem ten czas przeznaczyć na czytanie, ale czytając pojawiły się w mojej głowie skojarzenia, a od tych skojarzeń przylazłem składać punkty. I cztery (z tym pięć) pojawiły się za jednym zamachem.
    7. Kiedy pojawiły się pierwsze komentarze dotyczące CoVID-19, mówiliśmy (w tym ja) albo że „hola hola, grypa jest groźniejsza”, i zderzaliśmy się z drugą opinią „ej, ale to nie jest grypa!”. I wiecie co, chyba wszyscy mieliśmy racje. CoVID-19 nie jest grypą, ale grypa może być groźniejsza i nie, nie jesteśmy na nią lepiej przygotowani. Rzecz w tym, że z grypą jesteśmy oswojeni (bo co roku jest sezon na grypę), a po drugie na grypę mamy przecież szczepionki. Tylko że (i tu muszę znaleźć źródełko) ze skutecznością tych szczepionek może być różnie. Ważna uwaga – nie dołączam do grona antyszczepionkowców, nie próbuję twierdzić że szczepionki są złe, podnoszę tylko argumenty, zachęcające do sprawdzenia efektywności szczepionek na grypę, bo tu możemy się mocno zdziwić (ja się zdziwiłem, spodziewając się skuteczności porównywalnej do tego, jak radzi sobie np. szczepionka na ospę, czyniąc te chorobę niemal nieistniejącą).

    A catastrophic influenza pandemic will unfold like a slow-motion tsunami, lasting six to eighteen months. In 1918, there were three distinct waves of disease over a two-year period, and that is what we could face again.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs

    Our best estimate today is that only $35 to $40 million of public and industry support globally is being spent on researching game-changing influenza vaccines. This investment pales in comparison to the $1 billion spent annually on HIV vaccine. Imagine what we could do if research on a game-changing influenza vaccine was funded at a similar level to HIV and done in a coordinated and collaborative manner.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs
    1. I jeszcze ostatni cytat spinający wątek polityczny i wirusowy.

    what gets counted is what gets acted upon. Therefore, I have always stressed disease surveillance: the science of finding and counting cases. This is critical. If we don’t know about a disease or outbreak, we can’t do anything about it.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs
    1. To były chyba ostatnie cytaty z tej książki, gdyż jest ona na szczęśliwym wykończeniu. Czasem strach ją czytać. A równocześnie, ciężko odłożyć i przestać.
    2. Zaznaczę jeszcze, że tak jak wspominałem na FB – obiecałem sobie nie patrzeć na statystyki i chociaż czasem musiałem się gryźć w plecy i nadgarstki, udało się. Popatrzę dopiero jutro, po opublikowaniu tego numeru.
    3. Ci z Was, którzy są zapisani na mailowe powiadomienia, powinni znowu dostawać dobrze maile. Mam nadzieję. Korzystam z mailerlite.com i z jednej strony korzystam z dobrze poukładanego UX serwisu, z drugiej dzięki dobremu działowi obsługi udało się (aczkolwiek to się okaże dopiero przy wysyłaniu tej tygodniówki) rozwiązać problem wpadania wiadomości do spamu. Gdybyście mieli jakieś uwagi względem maili, które otrzymujecie – dajcie proszę znać.
    4. To też jest miejsce w którym słówko należy się nazwa.pl; To firma, w której mam hosting i trzymam domeny i która jest droga i często trudna (jak choćby wymagając listownego potwierdzenia chęci otrzymania kodu transferującego domenę) i jednym z moich zadań na rok 2020 jest pożegnać się z tym usługodawcą, to muszę równocześnie przyznać, że narzędzia które oferuje do samodzielnego ustawienia rekordów DNS domeny oraz wsparcie przez czat jest wygodne. I ładnie szybko działa. Natomiast cały czas mam ochotę się z nimi pożegnać. Tylko alternatywy jakoś znaleźć nie mogę.
    5. Wszystko wskazuje na to, że to był ostatni numer tygodniówki przygotowany na darmowej wersji Notion, gdyż chwilę sprawdziłem i okazuje się, że zbliżam się do końca darmowego obszaru i… cholera, po ponad dwóch miesiącach korzystania z tego narzędzia, wiem, że weszło mi w nawyk, wciąż jeszcze wykorzystuję ledwie niewielką cząstkę jego możliwości, ale błyskawicznie stał się moim podstawowym edytorem tekstu wszelakiego. Będzie płacone… Tzn dopiero za chwilę, bo mam jeszcze niewykorzystane „kredyty” w wysokości niewiele ponad $20 co pozwala na 4-5 miesięcy korzystania z płatnej wersji bez sięgania do mojego portfela (a jeśli ktoś z Was skusi się skorzystać z narzędzia wykorzystując mój link afiliacyjny, to nawet i dłużej, ale i dla Was będzie to korzystne;-)). Piszę to wszystko żeby wam powiedzieć – zaprzyjaźniliśmy się z tym narzędziem.

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

  • Mafia, rocznica, niewygodna tolerancja i neko-neko. Taki właśnie tydzień.

    1. 10 kwietnia. 10 lat temu. 10 rocznica największej współczesnej polskiej tragedii. Zobrzydzona wszystkim do tego stopnia, że nawet nie ma obchodów. Koszmar. To nie była ani nie jest tragedia, która dotyczyła jednego człowieka. To była i jest tragedia narodu, którą, mam niestety wrażenie, sprywatyzował.
    2. A przy okazji doskonała sposobność dla pewnego niewysokiego posła, aby upokorzyć wszystkich dookoła siebie. Jak to jest, że na życzenie człowieka, który formalnie nie sprawuje żadnej władzy, przepisy łamią marszałek sejmu, premier państwa. Jakim cudem na czele państwa mamy układ mafijny? Który, przy tym wszystkim, toczy otwartą wojnę z sądami. Przecież tym się powinna zająć prokuratura… aa.. no właśnie.
    3. Dziwne były te święta. Takie… ekstremalnie w strefie profanum.
    4. Czy wiecie jaki jest największy nominał amerykańskiego banknotu? W europie mamy 500Eur, w Polsce – 500zł. A w Ameryce? Studolarówka jest najwyższym nominałowo banknotem. Niby oczywiste, ale nie spodziewałem się.
    5. W dobie samodzielnego regularnego gotowania, kiedy zaraz po papierze toaletowym najbardziej poszukiwanym (i niedostępnym) produktem stały się drożdże, oto on. Przepis który uratuje Wam życie:
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10158271479431719&set=a.10150547374211719

    A przy okazji, mąkę możecie zamienić na dwa ziemniaki. Ugotowane i rozgniecione.

    1. Myślę, że ostatnie czego się po mnie można spodziewać, ale po tym, jak sprawiłem że mój telefon jest czarno biały (a nie zepsuty), że pochowałem mnóstwo aplikacji, że zablokowałem Safari (serio, juz drugi miesiąc to trwa i nie żałuję), teraz zaproponuję Wam grę. Taką… inną 😉 Grę, bez której nie dowiedziałbym się, czym jest Neko-Neko, Agetori czy Akihi. Ani że są takie kraje na świecie, które mają swoje własne określenie na przerzucanie jedzenia w buzi, bo jest zbyt gorące, aby je połknąć.

    Gra nazywa się Stiky Terms

    1. Z rzeczy przyjemnych, trochę w tym tygodniu wróciłem do medytowania. Troszkę wcześniej udaje mi się wstawać i regularnie sięgam po chwilę na skupienie na oddechu. I akurat teraz (taka koronawirusowa promka) jest darmowy kurs medytacji z mantrą w apce Oak Meditation.
    2. Czy te wykresy z czymś się Wam kojarzą?

    Zapewne nie, a trochę powinny. To są zebrane historyczne dane dotyczące poziomu stóp procentowych banków centralnych odpowiednio w Stanach, Europie i w Polsce. I generalnie determinują, na ile opłacalne jest oszczędzanie. I można odnieść wrażenie, że od dłuższego czasu jakby nie jest. Co razem z rosnącą inflacją i nadchodzącymi trudnymi ekonomicznie czasami jest cholernie nieprzyjemną perspektywą. To co w tych wykresach mi się najmniej podoba, to trend, który się od dawna utrzymuje i dowodzi mi raczej, że wszelkie hamulce puściły.

    1. Że te stopy procentowe są pojęciem abstrakcyjnym z innej planety? Nie wiem kiedy ostatnio sprawdzaliście oprocentowanie na Waszym koncie oszczędnościowym, bo ja dziś dostałem od Aliora informację, że konto oszczędnościowe będzie miało oprocentowanie 0,5 %; Nie, nie pomyliło mi się miejsce przecinka. Trzymanie pieniędzy w banku ma efektywność trzymania pięniędzy w szufladzie. Poczytajcie u Samcika, poczytajcie na bankierze. Ja się na tym nie znam. Na pewno coś pomyliłem.
    2. Za to kredyt mogę wziąć w Aliorze na 13%, 17% albo 24% RRSO. Pyszne to jest. Przepyszne. Tylko trochę cierpkie.
    3. Zawsze mi się wydawało, że na wszystko mam czas. Niezależnie od tego, że nie ze wszystkim z czym powinienem być (zawodowo), byłem na czas, miałem takie przeświadczenie, że na wszystko na czym mi zależy, mam czas. Że zdążę. Że mam więcej czasu, niż rzeczy, na które będę go poświęcał. Cały czas mam na myśli swoje rzeczy.

      Nie mowie tu o perspektywie tego, co zrobię w życiu (gdzie pojadę, co zjem, kogo spotkam, jaki projekt zrealizuje). Raczej mam na myśli taką najbardziej codzienną z codzienności.

      Że będę miał czas na czytanie książki, szkicowanie, pisanie, uczenie się, słuchanie podcastów, bycie na bieżąco z wybranymi newsletterami i… i cholera czuję, ze nie wyrabiam się na zakrętach. Co gorsza, to jest ten moment, w którym czuję, że muszę zacząć wybierać sobie to, na co chcę swój czas poświęcić. Bardzo, bardzo mi się to nie podoba, ale z drugiej strony, nie ma wyjścia. Bo robienie wszystkiego na aby aby jest bez sensu.
    4. To podejście wymusza racjonalizację. Ile czasu poświęcę na bloga i newsletter. Ile czasu poświęcę na rysowanie. Ile na czytanie. Z czego zrezygnuję. Z czegoś muszę. Na razie mocno wjechało ograniczenie youtube’a i Netflix’a (i pokrewnych). Rykoszetem obrywają newslettery, które już się spiętrzyły. Boję się tego, co będzie kolejne.
    5. Jeśli to jest ta dorosłość, to oficjalnie oświadczam, ona mi się bardzo nie podoba.
    6. Z mojej głowy nie znika wątpliwość związana z sensownością moich tygodniówek. Nadal zachwyca mnie utrzymywana w kolejnych tygodniach własna regularność, tak głowię się, czy zasadnym jest poświęcanie na to czasu i pozwalanie też na to, aby uwagę kradły statystyki (czy może ktoś z Was jednak czyta). Przyznaję, troszkę w związku z punktem 12 przeszło przez mi myśl – Wicie, to się efektywnościowo nie spina. Ten czas mógłbyś pewnie lepiej wykorzystać. Więc.. tak, mam to pytanie z tyłu głowy.
    7. I właśnie wtedy, szukając sposobów na lepsze wykorzystanie Notion* (bo cały czas mam wrażenie, że wykorzystuję go w bardzo niewielkim stopniu), trafiam na materiał o budowaniu w nim kalendarza notatek z tego co się czyta, ogląda, słucha.
    1. Więc.. właśnie trafiliście na taki mój nieuporządkowany notatnik skojarzeń wszelakich.
      * zaszywam linkę afiliacyjną. A Was zachęcam do skorzystania z Notion właśnie.
    2. Kilka kolejnych cytatów z kursu o finansach, który nadal realizuję:

    But see there’s a fundamental human error here, that we focus on little things and we panic at little bets. You should be doing, I don’t know if you’re ready for it. If I actually offer it, I should have asked for a show of hands, if I offered you a coin toss like that, you’d take it, right?

    I assume, at least if you learn anything from this course about rationality, you should do it. Any time you get a bet like, it’s a small bet, you should, with a positive expected value, expected utility theory says you take it because there’s not much concavity to the utility function, but people don’t.

    Robert Shiller

    You’re always worried about little losses today.

    We worry so much about losing money, we don’t have the idea that on average I’ll be fine. I just don’t, but you don’t feel you don’t feel that way. Any time that you make a loss, you kick yourself and you feel bad. So you don’t want it, you don’t want to take that chance.

    Robert Shiller

    We live in an economy that incentivizes people to capitalize on your psychological quirks. And they strongly incentivize people to do that. That’s what the profit motive is all about.

    Robert Shiller
    1. Jeszcze jedno dziwne pytanie. Tak dobre, jak pytanie o to, co się dzieje z kaloriami, które zjadamy;) Co czyni gospodarkę niemiecką tak wiele lepszą od innych gospodarek europejskich. Bo że są mocniejszym gospodarczo państwem od nas, to zawsze tłumaczymy efektywnością komunizmu i tego, że Polacy zawsze oszukiwali wrogi system. Więc mamy wymówkę w postaci kilkudziesięciu lat „niedoróbki”. Ale co czyni Niemców bardziej efektywnymi od Francuzów. Albo Anglików? Czy to jest kwestia narodowościowa? Wychowania? Uporu? Niby jesteśmy podobni, mamy tyle samo rąk, tyle samo nóg. Jemy mniej więcej tyle samo i nasza doba też trwa 24godziny. Co sprawia, że są inni? A może nie są inni, o to wszystko efekt inaczej składanego procentu…. Hmm… chyba muszę doczytać. 
    2. Cały czas mamy wrażenie, że obecna epidemia jest czymś historycznie wyjątkowym. Że to niby czarny łabędź. Zjawisko, którego nie sposób przewidzieć, bo historia go nie zna. Hmm… Tylko że nie trzeba sięgać daleko (w czasie) aby zobaczyć bardzo podobne wydarzenia – rozprzestrzenianie się SARS czy MERS w odpowiednio 2003 roku i 2012. I wiecie co jest najgorsze? Nie to, że nie potrafiliśmy go przewidzieć, najsmutniejsze jest to, że nie potrafiliśmy wyciągnąć wniosków i się przygotować. Jedyne co różni SARS i MERS od Covid-19 jest to, że w przeciwieństwie do poprzedników, ten wirus jest tu. Kilka smutnych cytatów dotyczących SARS. Smutnych, bo cholernie znajomo brzmiących.

    “The only tools we had to control SARS were ones we’ve had for hundreds of years.”

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs

    And it’s not just the emerging world that isn’t prepared. As Klain noted, “There is not a city in the U.S. with more than three isolation beds, other than New York. New York has eight.”

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs

    What eventually stopped the spread was not high-tech medicine, since there wasn’t any specific treatment for SARS. Instead it was implementing impeccable infection control, including isolating patients and making healthcare workers wear protective gear, and then intensive follow-up of both healthcare workers and community contacts, with immediate isolation if they showed any early symptoms of SARS. By mid-May, it looked like the outbreak had tapered off, and Ontario lifted its state of emergency. Within days of the proclamation, the hospitals started filling up again with infected patients. Containment efforts went back into a full-court press, and it took another five weeks before SARS was truly under control in Toronto.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs

    That’s the challenge of proactive public health practice. If you prevent something from happening because of your actions, you’ll always be second-guessed as to whether the action was necessary.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs
    1. Mam z tym cholernym wirusem jeszcze jedno spostrzeżenie. Jesteśmy tacy przekonani, że szczepionka jest już za rogiem. Że nasza nauka taka mądra i taka efektywna. I tacy już jesteśmy wszystkopanowujący. No to… Cóż… Taki wirus HIV jest z nami od lat 60 XX wieku, od 1981 zaczęliśmy się z nim mierzyć na poważnie, i już 20.. 40 lat póżniej mamy jedynie blisko 40 milionów chorych i około 800 tysięcy śmierci rocznie, związanych z tym wirusem. Za to szczepionka na SARS, który też był poważnym problemem ludzkości, nie tylko nie powstała, ale jeszcze zostawiła branżę farmaceutyczną z niemałymi długami. Nie próbuję powiedzieć – nie znajdziemy szczepionki na CoVID-19 (serio, nie chciałem sie uczyć tego nowego słówka). Chcę powiedzieć – jeśli jesteś pewna / pewien, że szczepionka jest już tu, hold your horses.
      źródło danych HIV: https://www.unaids.org/en/resources/fact-sheet
    2. A może jednak czegoś się przy okazji tej epidemii nauczyliśmy?
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=3955896621101993&set=a.567419879949701&type=3&theater
    1. Choć prawdę powiedziawszy spodziewam się, że na pytanie „czego nauczyła nas epidemia Covid-19” odpowiedź będzie brzmiała:
    1. Na zakończenie myśl o tolerancji. Oczekujemy jej, zwłaszcza od innych. I jesteśmy tolerancyjni, zwłaszcza wobec rzeczy, wobec których należy być / wypada być tolerancyjnym. I jesteśmy tacy mądrzy i tacy ponad wszystkich innych nie tolerancyjnych. A próbowaliście być tolerancyjni wobec ludzi, z którymi się fundamentalnie nie zgadzacie? Na przykład wobec wyborców tej drugiej opcji? Już nie tak łatwo, już nie tak przyjemnie. Sztuką tolerancji jest być tolerancyjnym, akceptować i szanować, kiedy dla nas to jest niewygodne.
    2. Z jakiegoś powodu na mojej skrzynce pojawił się (wyrwał się wszystkim filtrom antyspamowym) mailing od Instapaper, narzędzia z którego nie korzystam od bardzo dawna (można liczyć to w latach). Było to dla mnie na tyle zaskakujące, że dążąc do Inbox zero rzuciłem okiem co tam się znalazło i trafiłem na taki cytat:

    You should, intentionally and tactically, decide which piece of information you can do without, for now. But you should also, intentionally and strategically, decide when to pay back that debt.

    https://amir.rachum.com/blog/2016/09/15/knowledge-debt/

    Za pierwszym razem nie bardzo zrozumiałem w czym rzecz , wiec postanowiłem zerknąć czego ta myśl dotyczy. A dotyczy uczenia się, i tego, że nie zawsze i nie wszystko musisz od razu rozumieć, żeby robić coś nowego, innymi słowy – najpierw praktyka, złap bakcyla, a potem zacznij szukać wiedzy aby zrozumieć lepiej, co tak właściwie robisz. Nie mniej jednak, przyjdzie moment kiedy teorii Ci zacznie brakować i będziesz nadrabiać.

    1. Jak (być może) pamiętacie przygotowałem newsletter. Przygotowałem zapis, który na stronie się ładnie prezentuje (choć Łukasz twierdzi, że jest cudownie podobny do reklamy węgierskiego kursu językowego), przygotowałem nawet wysyłkę i wiecie co… #nikogo. No nic, nie tracimy nadziei. Może kiedyś nauczę się / zacznę jednak stosować jakąkolwiek formę reklamy. Choć pewnie nie.

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Wcześniejsze wpisy, które powstały w ramach tygodniówki:

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
    Gdy żyjemy tylko jednym tematem
    Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas
    Tygodniówka w terminie. Akurat do porannej kawy.
    Tydzień pod znakiem edukacji
    Pstryczek w nos prokrastynacji i… tanio na newsletter zapiszę

  • Pstryczek w nos prokrastynacji i… tanio na newsletter zapiszę

    1. Kiedyś z Martą przy okazji spaceru po Poznaniu szliśmy obok trwającej budowy na której w najlepszy pracowały Żurawie. Wszyscy widzieliśmy żurawie już w trakcie pracy (zwykle pojawiają się na wiosnę – prawda, inżynierze Polewa?) ale… jak takie żurawie się stawia? tak: 
    1. Whats wrong with me? Szukam ćwiczeń do rysowania, a trafiam na takie rzeczy.  I cholera.. do mnie trafiają. Cieszą mnie takie znaleziska.
    1. Od czasu do czasu, robię porządki na Niecodziennym. Często z doskoku, często bez głębokiego rozmysłu, bardzo często są to rozwiązania ad hoc’owe, po których potem muszę sprzątać. Pomyślałem sobie, że skoro udaje się utrzymać pewien rytm, to może warto jednak nieco poważniej pomyśleć o budowaniu bazy newsletterowej. Bo ja mocno wierzę w e-mail marketing, tylko dotychczas w swoich prywatnych projektach rzadko kiedy z tego korzystałem. Więc.. pojawiła się nowa forma zapisu – będzie wyjeżdżać przy scrollowaniu tego postu – spokojnie, zauważycie. Próbuję też pożenić tę wtyczkę, z systemem wysyłki maili (mając nadzieję, że nie będą wpadać do spamu). Zamierzam też troszeczkę zmienić to, jak będą wyglądały trafiające do Was powiadomienia o nowych wpisach. Dużo zmian na raz. Coś musi pójść nie tak;-) Wytrwajcie.
    2. Czy ja już mówiłem, że drażnią mnie rzeczy sprzedawane w abonamencie? Poszukując wtyczki, która pomoże w ogarnięciu formularza i narzędzia do obsługi wysyłki newslettera, większość rozwiązań sprowadza się do opcji miesięcznego kosztu. I o ile nie mam dużego problemu z regularnym opłacaniem się za wysyłkę maili, o tyle nie rozumiem, czemu plugin formularza ma być co miesięcznym kosztem. Ja wiem że twórcy chcą na nim zarabiać, ale o nawet jeśli byłbym skłonny zapłacić raz, to nie czuję się komfortowo z oczekiwaniem płacenia kolejnego abonamentu. Zdecydowałem się na Hustle (darmowe) i MailerLite (na moją skalę darmowe, a linkę daję afiliacyjną). Widać, żem Krakus, c’nie?
    3. No to jak już wybrałem MailerLite, to przygotowałem też dwa maile, które do Was.. tzn do tych z Was, którzy się zapiszą, na mój newsletter, trafią. Te maile są trochę przewodnikiem, co na Niecodziennym można znaleźć, ale też będzie zestaw 10 tekstów które uważam za swoje najlepsze. I nie, nie było mi łatwo je wybrać. Jakie teksty wybrałem? No żeby się o tym przekonać, trzeba się na newsletter od Wita zapisać. A jak się na ten newsletter zapisać, którędy? Tędy:

    I możecie się spodziewać że Was będę prześladował z tym komunikatem w różnych dziwnych miejscach na blogu. Ale tylko troszeczkę.

    1. Jeszcze w temacie wykorzystywania wiedzy zawodowej do projektów prywatnych.. no cóż, nie stosuję się do swoich rad. Nie bez przyczyny mówi się, że szewc bez butów chodzi. Tu niby obów jakiś jest, ale z reklamowaniem samego siebie i swoich treści jakby trudniej.
    2. Planowanie. Staram się od początku roku trochę lepiej podejść do tematu organizacji siebie i planowania swojego czasu. Książka „stop prokrastynacji” i wszystkie inne mądre ludzie wspominają o tym, żeby nie tylko zadbać o ograniczenie rozpraszaczy, ale żeby lepiej określić zadania, mieć je spisane. Próbowałem do tego wykorzystywać Notion, ale o ile znakomicie mi się sprawdza do pisania notatek (jak choćby tej) to nie do końca wygodnie planuje mi się z nim mój czas. Szuka narzędzia, które pozwoli mi w poniedziałek rano poświecić 30 – 45 minut na to, żeby określić co w tym tygodniu chcę zrobić, a potem – w razie potrzeby – wejść na poziom dnia. Chciałbym móc to rozbić na trzy aspekty – praca, dom, blog. I chciałbym, żeby to było wygodne. I dostępne (jak notion) na każdym urządzeniu, z którego korzystam. Ja to mam wymagania.
    3. Tak, wiem, kartka papieru by wystarczyła.
    4. Próbowałem wielu różnych programów i programików. I rzadko kiedy udawało mi się trafić na takie, ktore by mi na dłuższa mete pomagaly. Zatem mamy podejscie numer fyfnaście. Tym razem próbujemy pracować na any.do;
    5. Wracamy do proby pisania bezwzrokowego zgodnie z prawidlami tej sztuki. jest pokracznie. trudna sztuka odzwyczajabnla sie ze złych nawyków. a te klawisze, ktorch szukam, sa nadal w tych samych miejscach w ktorych byly, tylko moje palce sa w innych, aua. czuje sie pokracznie
    6. Ksiażki. Gdyby tworzyć listy rankingowe osób mierzonych w książkach kupionych, a nie przeczytanych byłbym w tym mistrzem. Kolejne dwie kupione. Tym razem padło na Building a StoryBrand: Clarify Your Message So Customers Will Listen oraz Loonshots: How to Nurture the Crazy Ideas That Win Wars, Cure Diseases, and Transform Industries. Czy mam coś na swoje usprawiedliwienie? Tylko tyle, że promka była. I że kupuję elektroniczne wydania. Tak, już nie raz obiecywałem sobie, że nie kupię już ani jednej, dopóki nie przeczytam wszystkich, które mam na czytniku. Troszkę się wstydzę.
    7. Odnośnie punktu 6. W poszukiwaniu rozwiązania, które miałoby mi służyć do organizowania pracy, zmarnowałem/straciłem/przeznaczyłem już godzinę czy dwie. Moja głowa taka mądra. Mam nadzieję, że to jednak inwestycja i planowanie wejdzie w trochę lepszy, ciut bardziej efektywny tryb.
    8. Miałobyć efektywnie, ale czy wiedzieliście 404 na amazonie? Bo ja widziałem. A wygląda o tak:
    1. Ładna. Gdybyście byli ciekawi, to psy amazona możecie spotkać tu: https://blog.aboutamazon.com/working-at-amazon/how-much-does-amazon-love-dogs-just-ask-one-of-the-6-000-pups-that-work-here?utm_source=gateway&utm_medium=404
    2. Nie wiem czemu dopiero teraz o tym pomyślałem, ale zderzając sie z potrzebą, uznałem, że czasem dobrze by było móc dodać sobie coś w rodzaju opisu do pliku na komputerze. Nie tag, nie filtr, nie flagę, tylko komentarz. Jak się na przykład ma dużo prezentacji z różną treścią, a nie chce się kilka razy do pliku zaglądać, żeby sobie przypomnieć, że to jednak jest w innym miejscu, to może być przydatne. Jak się okazuje, na MacOS można dodawać takie właśnie komentarze do pliku i wyświetlać je / mieć do nich wgląd na poziomie findera. Można potem także z wykorzystaniem spotlighta szybko wyszukać. Mega wygodne. Z jednej strony korci mnie, żeby wam to opisać dokładniej, z drugiej to będzie niepotrzebne rozwleczenie tego wpisu. Zapewne będzie z tego krótka notka;-)
    3. Zwątpiłem w Notion i musiałem szybciutko z podkulonym ogonem do Notion wracać. Okazało się, że programy typu todo są nadal programami todo i trochę jednak nie tego szukam. Tzn trochę tak, a trochę nie do końca. W każdym razie po mniej więcej trzech minutach okazało się, że Any.Do, który sprawia wrażenie bardzo fajnego rozwiązania, jest… nie dla mnie.
      Ja potrzebowałem narzędzia, które pozwoli mi zaplanować na jednej stronie (przestrzeni) zgrubne tematy na dany tydzień podzielone względem obszarów, a potem w razie czego da miejsce na podzielenie tego na poszczególne dni. I jak zacząłem pisać to sobie w any.do, to zaraz się okazało, że na wpisaniu czegoś w „muszę to zrobić tego a tego dnia” cała zabawa się kończy. A ja potrzebuję żeby można bylo w to kliknąć i się w danym miejscu wypisać. I jeszcze chciałbym, żeby można bylo stworzyć taki szablon, który będę mógł wypełniać w każdym tygodniu. I wtedy uświadomiłem sobie, że takie rzeczy, to ja mogę tylko w Notion robić.
    4. I jeszcze było by fajniej, gdyby można było dodać kolorki, żeby to było miłe dla oka. I wiecie co, to też się da zrobić. I dzięki temu mój szablon tygodnia prezentuje się tak:
    1. I jest też przewygodna opcja dodawania kolejnych tygodni i rzut oka na wszystko:

    A ten plusik tam pod New oznacza, że mogę sobie szybko nowy tydzień wygenerować. A ten statusik tam kolorkiem zaznaczony, pokazuje mi szybciutko, który tydzień jest teraz wagi najważniejszej. Lubię to.

    1. Czy ja właśnie dałem w nos swojej prokrastynacji? To pewnie za dużo powiedziane, ale… wypełnianie tego planera robi mi dobrze. Także.. przepraszam Notion, dziękuję Notion.
    2. Swoją drogą, to zwykle pisałem na końcu notatki, ale teraz jest do tego doskonała okazja. Polecam spróbowanie tego… rozwiązania (czyli Notion właśnie). Do robienia notatek. Do planowania rzeczy. Do planowania tygodnia. Do przygotowywania wpisów na blogu. Ta Notka powstała w Notion, a ja zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).
    3. Małym witałem po sieci przeszły widoczki gór, które wyglądają jak śpiąca kobieta. Ładne obrazki, nie powiem. Zdecydowanie robią wrażenie. Ale czytajmy komentarze i miejmy świadomość że są całkowicie wirtualne:

    A tu obrazki w większej rozdzielczości: https://www.behance.net/gallery/94021209/Winter-Sleep

    1. Chyba nie znalazłem skuteczniejszej motywacji do dokładnego mycia rąk 😉 
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2623078347802176
    1. To jest jednak niezwykłe, jak bardzo gadanie z ludźmi robi robotę. Dzięki temu pojawiają się pomysły, rozwiązania… dzięki temu główka pracuje. Czasem coś z tych rzeczy wychodzi, a czasem są jedynie dywagacją. Przyjemnie jest pogłówkować czasem z Tomaszem, Martą, Miłkiem czy Łukasz z Marcinem. Cholernie to lubię. Dziękuję, że chcecie ze mną czasem główkować.
    2. Niezwykłe jest to, co sytuacja wirusowa potrafi obudzić w ludziach i jakie rozwiązania im podsyła. Niektórym. 
    1. Ablerard Giza napisał list. Taki.. rzekłbym w punkt. I kropka. 
    https://www.facebook.com/abelard.giza/videos/823990658087129/
    1. W sumie to może i powinienem napisać jeszcze ze dwa słowa o byłym premierze Gowinie, co się nikomu w pas nie kłania (bo bez kręgosłupa ciężko), jak decyduje się na spektakularne gesty, to nic nie wygrywa, a kiedy chce coś zmieniać, to tylko z pomocą opozycji, bo wiecie, rozumiecie, będąc z rządem on nic nie może. Ale nie napiszę nic ponad to, że za głos oddany na pana Gowina kilka lat temu jest mi nieustająco, niezmiennie wstyd.
    2. Jeśli doczytaliście do końca, mam do Was prośbę. Miejcie oczy otwarte. Wszędzie dookoła Was / Nas, są ludzie, którzy mierzą się z efektami epidemii i zapewne radzą sobie gorzej od nas. Nie chcę, żebyście zaraz robili coś za nich, ale chcę poprosić, żebyście byli gotowi z nimi porozmawiać. I nie czekajcie, czy sami się z tym do Was zwrócą, zapytajcie sami „jak się czują”. A jeśli widzicie, że komuś jest ciężko, dodajcie otuchy. To nic nie kosztuje, a może przynieść tyle dobra… Ludzie, róbcie ludziom dobrze…
    3. Jakoś tak zupełnie niepostrzeżenie przyszły święta Wielkanocy. Zatem to, czego Wam życzę, to odrodzenia. I niesłabnącej nadziei, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Wcześniejsze wpisy, które powstały w ramach tygodniówki:

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
    Gdy żyjemy tylko jednym tematem
    Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas
    Tygodniówka w terminie. Akurat do porannej kawy.
    Tydzień pod znakiem edukacji

  • Tydzień pod znakiem edukacji

    1. Co piątek, po opublikowaniu tygodniówki mam moment ulgi (bo kolejny raz udało się spisać swoich kilkanaście punktów), za którym zaraz zaczyna się moment małego przerażenia, bo wiem, że przede mną właśnie otworzyła się pusta notka, którą przez kolejne dni będę chciał zapełnić, pytanie tylko, czy mi się to uda.. czy będę miał o czym pisać. Czy podtrzymam tę chęć „co tygodniowego wpisu”. Nawet jeśli to zobowiązanie, które mam wyłącznie w głowie i… nic się nie stanie, jeśli tego nie zrobię (tzn tekst nie powstanie, Wy go nie przeczytacie, ale tego nikt nie zauważy, to będzie tylko jakaś drobna porażka / drobne potknięcie w moim blogowaniu – nie przełoży się na nic wielkiego). Więc, nie ma presji, gdy tego nie zrobię. Ale gdy klikam w publikuj jest uderzenie endorfin. Jak po treningu. Uzależnia. Pytanie na ile skutecznie.
    2. Równocześnie, ja to wiem, ale o tym nie piszę, bo to moja tygodniówka, więc czemu miałbym robić sobie pod górkę;-) W każdym razie – w tygodniówce nie wspominam o tym wszystkim, czego nie zrobiłem, o tym wszystkim o czym zapomniałem, o wszystkich nieprzeczytanych książkach, nienapisanych tekstach. Także, @Marcin, przecież wiesz, że ten punkt to dla Ciebie piszę. Tygodniówką zakrzywiam postrzeganie rzeczywistości, dobierając wybiórczo fakty, abym mógł jakoś że sobą żyć. Ale ja to wiem, najlepiej.
    3. O czym nie pamiętałem w zeszłym wpisie – kilka podpowiedzi o tym, jak wykorzystać czas ze swoim dzieckiem, którego nagle mamy w nadmiarze:
    https://www.facebook.com/wholebeingscollective/posts/1604940379644026
    1. Na Fejsie i we wszelkich socjalach mnóstwo komentarzy o tym, jak to ciężko z dziećmi wytrzymać. Jak to bardzo chcą naszej uwagi, jak to bardzo chcą żebyśmy im poświęcili swój czas. Niech to się skończy, niech ich ktoś weźmie, niech im ktoś zorganizuje czas. Jak to o nas świadczy, jako o rodzicach? I to po ledwie kilku dniach.
    2. Pamiętam jak kilka ładnych lat temu Wojtek opowiadał, że mniej więcej po dwóch tygodniach od zostania ojcem powiedział „No wszystko bardzo fajnie, ale kiedy wszystko wróci do normy? A… od teraz to jest norma”. No właśnie. Rodzicem nie jest się z kaprysu, tylko rodzicem się człowiek staje i w tym stanie już trwa.
    3. W tym miejscu będzie też samokrytyka. Bo zbyt często czuję, ze mógłbym być lepszym ojcem (nikt mi nie broni, pewnie nawet powinienem być), ale widzę też, że mam genialnego syna (co staram się mu mówić przy każdej okazji), któremu też nie jest łatwo. Który wolałby się bawić na polu (a jak!), albo z kolegami i koleżankami w przedszkolu. A musi użerać się ze mną, gościem trudnym w obsłudze.
    4. I oczywiście że jazda na nauczycieli, czego to nie robią, a co powinni robić i że powinni to robić lepiej. Wiecie co? Teraz macie okazję, aby błyszczeć. Aby pokazać że potraficie to lepiej. Że umiecie okiełznać swoje dziecko tak, jak oczekujecie tego od nauczycieli. Albo zobaczyć, że jednak nie jest tak łatwo organizować czas istotom, które niezwykle łatwo się nudzą 😉 Pokażcie, co potraficie. I czy potraficie lepiej.
    Karma, kumasz?
    1. To, swoją drogą, nie jest tylko specyfika Polski. Wszędzie zderzamy się z „social distancingiem” i jego konsekwencjami. Nikomu nie jest łatwo. Ani rodzicom, ani uczniom, ani nauczycielom. Wszyscy zostaliśmy złapani w pół kroku.
    2. Na całe nasze szczęście, Internet i Youtube nie pojawiły się wczoraj. Są ludzie, którzy dają lekcje przez internet, całe kursy. O wszystkim, na każdym poziomie zaawansowania. Ta sama wiedza, przekazywana na dziesiątki jeśli nie setki sposobów. Ludzie z pasją, ludzie z konikiem, ludzie z pomysłami. Często ludzie bez budżetów. Przecież Internety nie są tylko dla przerysowanych influencerów z wynajętych mieszkań. Są też pełne normalnych ludzi, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą. Można z tego brać garściami.
    1. Wtedy na scenę wchodzą oni, cali na biało. TVPiS z swoją karykaturalną wizją szkoły w telewizji i Prezydent na TikToku. To był ten moment ubiegłego tygodnia kiedy mój żenadometr eksplodował.
    2. O prezydencie nie będę się wyrażał, bo to człowiek, który jest swoją własną najlepszą cezurą. O ludziach którzy próbują robić telewizję edukacyjną mogę powiedzieć tylko – przykro mi. Nie umiecie tego robić w telewizji, zostaliście wsadzeni na minę, ludzie nie dadzą wam żyć. To jedno potrafimy niesamowicie dobrze, zagryźć dla uciechy własnej i otoczenia. Jesteście słabi, popełniacie błędy, nikt nie powinien wam na to pozwolić. Tylko, że ktoś na to pozwala. Ktoś uznaje, że ta chora wizja jest warta pokazywania bez wstydu. Gorzej – ktoś może uznawać, ze taki model jest wart upubliczniania i przedstawiania polskiej szkoły właśnie w ten sposób. Bo jeśli nie masz dziecka w szkole, to skąd masz wiedzieć, jak wyglądają lekcje? Jak do tych lekcji przygotowani są nauczyciele? W tym kontekście dziwnie cierpko smakuje ten nasz rechot. Nie moje to spostrzeżenie – poczytajcie tu: https://oko.press/upiorna-groteska-lekcji-z-tvp-tak-wladza-widzi-szkole-i-nauczycieli/
    3. Na osłodę i na przełamanie. Znam paru bardzo zdolnych ludzi, cholernie im zazdroszczę. Pawłowi na przykład, zazdroszczę umiejętności rysowania. I to takiego, że trzy kreski postawi i wszystko widać. Paweł ma swój styl i swoją misję. Rozweselać ludzi chce. Dawać im powód do uśmiechu (nie mylić z rechotem). Więc żarty codziennie poranne na fejsbuku publikuje. Jakiś czas temu Paweł spytał mnie… a może raczej pytanie w przestrzeń puścił, a ja akurat w przestrzeni sie znalazłem, czy sens jest w tym co robi, czy sensu szukać powinien gdzie indziej. Więc, zazdrością kierowany, powiedziałem Pawle rysuj, boś zdolny. No i on rysuje. No zobaczcie sami, że zdolny:
    1. I tak sobie myślę, że… fajnie jest pokazywać zdolnych ludzi. Pokażcie mi proszę zdolnych ludzi. Może warto stworzyć taką nieoczywistą galerię? A jak już w Jaworskiego zerknęliście, to powiedzcie, który z obrazków Wam przypadł do gustu.
    2. Słówko o emocjach. Każdemu polecam obejrzenie „w głowie się nie mieści”, bo to bajka, która pięknie uczy i uświadamia rolę emocji i pewne etapy w życiu rozjaśnia, ale dzisiaj wspominając w rozmowie akurat ten film uświadomiłem sobie, że w przypadku emocjI też można sie posłużyć metaforą kulinarną (czyli moją najukochańszą forma metafor) – „emocje są jak kubki smaki na języku. Wszystkie są potrzebne, bo bez nich, nic nie będzie smakować nam tak samo”
    3. Znalezione ćwiczenie ocierające się trochę o medytację dla dzieci. 
    1. Skoro w tym tygodniu motywem przewodnim jest edukacja, to musze się przyznać, zapuściłem się z sięganiem po kolejne książki. To ogólnie jest też refleksja szersza, dotyczące tego, jak wraz z powrotem do Krakowa zmieniła się ilośc czasu, którą mogę rozporządzać. Jest to powiązane z kwarantanną, ze stałą obecnością wszystkich mieszkańców w domu, w tym że w zasadzie nie ma czegoś takiego jak samotność i prywatność. Duża zmiana, w porównaniu z tym, ze jeszcze miesiąc temu nie miałem czasem do kogo gęby otworzyć. A miało być o edukacji…
    2. Kilka punktów wyżej wspominałem o tym, że sieć jest pełna wiedzy. Także darmowej. I tutaj dzięki rekomendacji znalezionej na Appfunds, rozpocząłem kurs o globalnych rynkach finansowych. Z Yale. Prowadzony przez Noblistę. Przecież to jest niepojęte… Ponieważ chciałbym się dowiedzieć troszkę więcej o tym, jak można inwestować pieniądze, wybrałem się na kilkutygodniowy kurs, który ma pozwolić troszkę zrozumieć rynek finansowy, prowadzony przez gościa, który dzięki swojej wiedzy, dostał BardzoWażnąNagrodę. I ja mogę z tego korzystać. Nie ruszając tyłka z fotela. XXI wiek ma jednak plusy 😉 https://www.coursera.org/learn/financial-markets-global/home/info Ciekawe czego się nauczę…
    3. Na razie zrobiłem półtorej tygodnia materiału w tydzień. I… czuję się trochę jak wolny słuchacz. Słucham z zainteresowaniem, ale nie zapisuje wielu notatek. Tzn zapisuję notatki, ale bardziej związane z obserwacjami o świecie, niż ze wzorami jakie wykładowca podaje. Co też sobie zanotowałem?

    So there aren’t that many things that you can do as an individual that are useful, you have to join an organization.

    Robert Shiller

    Because finance is a real technology. They’re (poor countries) not so interested in getting foreign aid, they don’t need foreign aid, they just need the right principles and the wealth appear on it’s own.

    Robert Shiller

    You can’t really escape the fundamental problem that business involves intuitive judgment, risk taking, you’ll never know all of the risks, you know, that you have to be at some point, just think, „hey, I’m just going to try it.” And you might get a bad outcome but I think…

    Robert Shiller
    1. Swoją drogą, tak, mam świadomość że z tym uczeniem się o finansach jestem spóźniony o jakiś miesiąc. No góra 10 lat. I że teraz zdecydowanie nie jest czas na to, żeby na gwałt kupować cokolwiek, bo jak się człowiek rzuca na spadające noże, to może sobie zrobić krzywdę. Aaaale… ten szalony czas niedługo się skończy, a jeśli nam się uda, nasze życie będzie trwać i to właśnie będzie ten moment, w którym dobrze by było zacząć się zastanawiać nad wykorzystaniem teraz gromadzonej wiedzy. Albo zostać z nią jak Himilsbach z tym angielskim.
    2. Jeszcze o tym szalonym świecie. Tak go komentuje Krzysztof Gonciarz (trochę bardzo krzycząc). Ale porównanie do próby kostiumowej jest tak bardzo, bardzo, bardzo w punkt. I spostrzeżenie, że było nam tak dobrze, że wymyślaliśmy sobie problemy, które trzeba rozwiązać. Z resztą, co wam bedę opowiadał, sami zobaczcie:
    1. To jest ten moment, kiedy ten tekst tak bardzo dobrze trafia.
    1. No więc…

    via GIPHY

    1. Wracając do rzeczy ważnych. Skoro w sklepach nie ma drożdży, a wszyscy wiemy, że pieczywo nie jest zdrowe… Od jakiegoś czasu eksperymentujemy w domu z samodzielnie przygotowywanymi likierami (wszystko zaczęło się od tego, ze trzeba było coś zrobić z trzema litrami Finlandii, które stały w piwnicy od pępkowki… która była 6lat temu.. wiem, wiem, Mariusz, nawet teraz Ci wstyd za to spożycie, ale cóż, nie jestem statystycznym Polakiem, nie pije (za dużo wódki). A jeśli już piję, to Janusz Gajos style. Wracając do likierów… robiliśmy na kukułkach, na tofifi, na kinderbueno, na werthersach,, na wertersach byl dotychczas najlepsze, ale wreszcie upolowalem cukierki Kopiko i ten likier to jest mistrzostwo. A przepis banalny…
      1. składniki: 300gr kopiko cappuccino, 500ml mleka skondensowanego gostyńskiego niesłodzonego, 450g wódki Finlandia (tak, wiem, wódkę zwykle podajemy w ml.. nie jestem statystycznym Polakiem).
      2. Co z tym robimy? Cukierki miksujemy (thermomix 10sekund obroty 10). Dolewamy mleko skondensowane, gotujemy 7minut w temperaturze 70stopni obroty 3, dolewamy powoli wódkę, gotujemy jeszcze 5:30 w temperaturze 70stopni. Potem rozlewamy do buteleczek, schładzamy i chowamy do lodówki. Wieczorem pijemy.
    2. Nie myślcie sobie, ze przepisem się dziele bezinteresownie. Ja muszę mieć notatkę, żeby moc go odtworzyć…:)
    3. A jak już mamy likier, to można zrobić Tyrajmisia. I się zajadać 😉
    1. Prawie na zakończenie, małe ogłoszenie… duszpasterskie. Składające się z dwóch podpunktów.
      1. Po pierwsze, damy radę. Serio. Przejdziemy przez ten syf. Przez tę chorobę i przez ten kryzys, który zaraz za nią człapie. Niestety wątpię czy wyjdziemy mądrzejsi, ale przejdziemy. To wynika trochę z naszej natury, trochę z uporu, a trochę z tego, że nie mamy innego wyjścia.
      2. Po drugie, jeśli nie masz się do kogo odezwać, a czujesz, że chciałbyś / chciałabyś pogadać – odezwij się do mnie. Proszę. Tak, to ja proszę Ciebie, żebyś jeśli czujesz, że Ci źle, odezwał / odezwała się do mnie. Może będę umiał pomóc (niestety, może nie), ale… nie chcę, żebyś czuł / czuła się z tym sama. Proszę, odezwij się. Zrób to w komentarzu, zrób to na fejsie, zrób to gdzie Ci wygodnie. Najlepiej już.

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
    Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
    Gdy żyjemy tylko jednym tematem
    Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas
    Tygodniówka w terminie. Akurat do porannej kawy.

  • Tygodniówka w terminie. Akurat do porannej kawy.

    1. Zobaczyć, aby zrozumieć. Ten filmik pokazywałem już na FB, ale mam wrażenie że on najlepiej pokazuje jak i – przede wszystkim dlaczego – powinniśmy myć ręce dłużej. I nie chodzi o żadne śpiewanie pod nosem „happy birthday” (choć jako Wiślak uważam że doskonale się sprawdza „jak długo na Wawelu” 😀 ), ale o to, żeby to robić dokładnie. I to jest też doskonała podpowiedź dla wszystkich chcących coś wytłumaczyć – jeśli możesz – pokaż, nie opisuj.
    https://www.facebook.com/GoVetOficial/videos/2922309251329214/UzpfSTE2MTU5ODE2MDA6MTAyMTk4NjU5ODQzNTI3ODU/
    1. Za mną kolejny odcinek nauki robienia kawy w kawiarce Bialetti. Jeszcze nie umiem ogarnąć grubości mielenia (gdyż nie posiadam dobrego młynka) aaale już wiem, że – do kawiarki wlewamy gorącą wodę (aby skrócić czas ekstrakcji i możliwie krótko gotować kawę – dłuższe gotowanie = gorycz), stawiamy kawę na średni ogień (na indukcji daję 6tkę), i kiedy kawa zaczyna bulgotać – zdejmujemy ją. Wtedy jest delikatniejsza.
    2. Cały czas mam problem z kaloriami. Ze zrozumieniem kalorii. Chciałbym wiedzieć, jak kalorie przekładają się na wagę. I – jeszcze ważniejsze – ile trwa odkładanie sie kalorii, czyli „ile czasu potrzebuje nasz organizm, aby zamienić kalorie na masę”. Nie umiem wyobraźnia ogarnąć tego, jak 100g orzeszków solonych może mieć 612 kcal, a te 612kcal to mniej więcej 1/3 dziennego zapotrzebowania energetycznego. I jak ta energia się przekłada na masę. No jak?
    3. Bo, gdybyście o tym nie wiedzieli, kiedy chcemy zrzucić trochę kilogramów, to nie robimy tego przez pot (relatywnie niewiele wagi tą drogą tracimy), ale przez wydech (wydalając CO2). Przez wydech? Ale jak to? Przecież to nie możliwe. No cóż… To popatrzmy na to inaczej, trochę na odwrót. Skąd bierze się masa drzewa? Z wody? Ze słońca? Z nawozu? Nie, z powietrza. Serio, z powietrza. Ale jak to jak to jak to? No tak to, że przy procesie fotosyntezy, drzewo zamienia CO2 na C i O2. O2 oddaje, C zatrzymuje. C robi masę.
    1. To swoją drogą jest przyczynek do tego, jak nas (nie) uczą, albo jak bardzo się nie umiemy uczyć. Uczymy się by zapamiętać, nie by zrozumieć. To mnie za każdym razem smuci.
    2. Wracając do moich kalorii. Wychodzi na to, że nie ma jakiejś jednej „złotej zasady”. Raczej wszystko zależne jest od aktywności, trawienia i indywidualnego metabolizmu. Awrrrr… I klucz kryje się w metaboliźmie. Skomplikowane to nasze ciało. Szukam i czytam dalej, Nadal próbuję zrozumieć, ile czasu ciało potrzebuje na zamianę tej garści orzeszków na energię i decyzję, czy wykorzysta, czy zmagazynuje…
    3. O rysowaniu… Pamiętam że moja przygoda z odświeżonym rysowaniem zaczęła się przypadkowo od książki „jak rysować postacie” i zakochałem się w tym, ze mogę (umiem) narysować kucharza na paragonie i on wygląda jak kucharz. To było dla mnie olśnienie, które doprowadziło do tego, ze teraz rysuję oczy, które chyba wyglądają jak oczy. Natomiast tu jest inna podpowiedź jak rysować: 
    https://www.facebook.com/Schrittanleitungen/posts/653305885507549
    1. Jeszcze w temacie rysowania i tego że kiedy mózg coś sobie ubzdura i tego chce, to to dostanie. Kiedy Apple pokazało Pencil’a po raz pierwszy, pomyślałem – nigdy tego nie kupię. Wtedy nawet nie myślałem, że kiedykolwiek będę cokolwiek rysował. Kiedy wypuścili dwójkę, byłem przekonany – nigdy tego nie kupię. Potem zacząłem sobie szkicować, potem Bartek powiedział że on bardzo lubi notatki z pomocą Pencila robić… wrrrr… Przecież mi to nie potrzebne… ale zacząłem wokół tego chodzić. Ale to niepotrzebnie drogie.. zacząłem kombinować. Szukać z drugiej ręki… powtarzać sobie, żę tego nie potrzebuję. No ale żeby nie przynudzać… Od miesiąca mam Pencila. I Procreate. I uczę się rysować z jego pomocą… I cholera to jest tak zupełnie inne od szkicowania…
    Procreate, Pencil, Kawa, Wit
    1. Ale ludzie z Pencilem i Procreate cuda potrafią zrobić: 
    1. Jest takie danie, które robię raz na pięć lat. Lasagna z przepisu z Australijskiego Masterchefa. To niezmiennie pół dnia spędzonego w kuchni, które potem można podsumować 30 sekundowym filmikiem, ale… o mamo, jakie to jest smaczne. Nieskromny w tym względzie jestem…
    1. Mówi się, czasem o tym, że życie jest najlepszym nauczycielem. No to teraz przyjdzie nam się pouczyć ekonomii. O tym, że nie wszystko może być „just in time”, o tym, że wiele z tego co mieliśmy za pewnik, jest jednak fikcją. O tym, że kiedy jest dobry czas, to trzeba oszczędzać na gorsze momenty, a nie wierzyć, że tak jak jest, będzie zawsze (dotyczy i obywateli i firm i państwa). Bo to naprawdę słabe, kiedy załatwia nas miesiąc przestoju. My nie wiemy co będzie za tydzień, ale już teraz mówimy, że będziemy masowo potrzebowali pomocy. To źle świadczy także o nas. Bo to znaczy, że żyjemy wyłącznie z dnia na dzień. Że nie umiemy przewidywać. I jasne, że ciężko jest się przygotować na takie coś jak ta choroba, ale dotychczas przyszedł jedynie strach i już on nas rozkłada na łopatki.
    2. I dobrze by było coś produkować, bo produkcja potrzebnych artykułów, ma dużo większą wartość niż najlepsza nawet usługa. To jedna z moich bolączek – ja nie produkuję nic namacalnego. Nie stawiam muru, nie wytwarzam nic, nawet maseczki nie umiem uszyć. Nic z moich 15 lat zawodowej pracy nie jest realne, rzeczywiste. To kiepsko o mnie świadczy. Bieżąca sytuacja może nas nauczyć weryfikacji tego co namacalne. Może jednak przestaniemy wierzyć w tokeny wartości osobistej (mój prywatny rzyg). Nikt chyba nie wie jak bedize wyglądał świat za tym wirażem, ale jak już zaczniemy wracać do jakotakiej równowagi, to bedziemy musieli przypomnieć sobie jak się stawia fundamenty. Na usługi przyjdzie pora w drugiej, trzeciej, czwartej kolejności. A my w większości usługami stoimy. I jesteśmy do tego trudnego czasu nieprzygotowani (nikt nam w tych przygotowaniach nie pomagał, ale do tej pory bardzo chcieliśmy mówić o tym, że trzeba pielęgnować w sobie samodzielność).
    3. Jest jeszcze problem tego, że różne są usługi i różna jest ich wartość. Możemy uznać, że bezpieczeństwo czy edukacja są formą usługi świadczonej przez część ludzi, tylko z jakiegoś przedziwnego powodu, uznaliśmy, że mamy usługi, za które jesteśmy skłonni więcej płacić niż policjantowi, pielęgniarce czy nauczycielowi. A teraz jak trwoga, to pędzimy do nich z prośbą „ratuj”.
    4. Ostatnia rzecz, która może nam się w tym wszystkim najmniej podobać. Może się zdarzyć, że na usługę, którą świadczymy teraz zapotrzebowanie będzie mniejsze, za to będziemy mogli / musieli robić inne rzeczy, które dotychczas nie były w obszarze naszego chcę. Mało przyjemna perspektywa, zwłaszcza w świecie, w którym przecież każdy może być każdym.
    5. Słówko o epidemii i o tym jak bardzo spadła na nas ona niespodziewanie. Że nikt tego nie mógł przewidzieć. Że to czarny łabędź. Czytam książkę, która opisuje przerażająco dokładnie stan obecny, próbuje wyjaśnić co z czym jest skorelowane, co z czego wynika, co ile wymaga czasu (np. wytworzenie szczepionki), pokazuje też ile to będzie kosztować. Taka mądra ksiażka. Kilka cytatów:

    Since the fall of the Soviet Union, the world has changed. The nonprofit Fund for Peace’s Fragile States Index was much higher in 2016 than a similar study would have showed in 1975, and it is more difficult now than it was forty years ago to get the international community to work together to achieve a common goal. Today, there are more than forty countries with no more than a marginal ability to govern.

    Today, we live in a just-in-time-delivery economy where virtually nothing is warehoused for future sales, let alone stockpiled for a crisis situation. Not even the parts and components necessary to manufacture these critical supplies are warehoused or stockpiled. When a rolling global pandemic takes its toll on the working population of a city in Asia, for example, the products and supplies that come from that city—and perhaps nowhere else—that we need to respond to a rapidly growing pandemic will not be available. No amount of money can buy
    something that doesn’t exist.

    Pandemic can shut down regional, national, or even international commerce, which in turn can lead to economic chaos, which in turn can lead to destruction of confidence in unstable governments. If a government’s authority is shaky to begin with, the stress of a pandemic can lead to a failed state, which in turn can lead to anarchism and terrorism. At the same time, while the pandemic is occurring, other endemic and noninfectious diseases are still affecting the population, the combination of which can eventually tax or even break the existing healthcare
    delivery system.

    Every time there is a new, serious viral outbreak, such as Ebola in 2012 and Zika in 2016, there is a public outcry, a demand to know why a vaccine wasn’t available to combat this latest threat. Next a public health official predicts a vaccine will be available in x number of months. These predictions almost always turn out to be wrong. And even if they’re right, there are problems in getting the vaccine production scaled up to meet the size and location of the threat, or the virus has receded to where it came from and there is no longer a demand for prevention or treatment.

    As vaccine development progresses, there are various internal tests, and then animal testing. Then there are three phases of human trials. Phase I tests safety. Phase II tests various dosage levels for safety and effectiveness. Phase III tests the actual effectiveness of the drug or vaccine on a large enough cohort of human subjects to allow for variations in response, factoring in considerations such as how the vaccine affects children, teens, persons over sixty-five, persons with an immunocompromising condition, pregnant women, and so on. Today a pharmaceutical company can expect that getting a new vaccine licensed will take more than a decade of work and a billion dollars of investment.

    The irony is that there’s really no reward for being the one who anticipates the challenge.

    Deadliest Enemy: Our War Against Killer Germs by Michael T. Osterholm, Mark Olshaker
    1. I wiecie co, najsmutniejsze w tej ksiażce jest to, ze ona została napisana w 2017 roku. Badum tsss.
    2. Pamiętam o tym, że ocenianie jakości proroctwa z perspektywy efektów, jest okraszone znacznym błędem (gdyż widzimy wyraźnie to proroctwo, które się spełniło, a nie wszystkie inne, które też zostały przygotowane przez bardzo mądrych ludzi). O tym efekcie pisał już Gladwell. Ale to, jak bardzo lekceważymy znane zagrożenia, to zdecydowanie przerażająca wizja.
    3. Bardzo zgrabnie wykorzystał to pewnego razu FORD przewidując wszystko, co stanie się na torze wyścigu LeMans. Jak to zrobili? Przeczytajcie: https://www.shots.net/news/view/93728-ford-predict-results-of-24-hours-of-le-mans (dzięki Łukasz).
    4. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że o wszystkim się dyskutuje, że politycy analizują, opowiadają, ich konferencje trwają zdecydowanie za długo. No do dla odmiany, zobaczmy jak to robi wojsko. 
    1. Często jest tak, że spodziewamy się, że ktoś zrobi za nas. Że zadecyduje, zbada, rozwiąże. Cóż… wychodzi mi na to, że mamy czasy w których powinniśmy przestać liczyć na naszych rządzących (bo… nawet jeśłi nas nie okłamują wprost, to dobierają fakty i narrację do swoich potrzeb), i zrozumieć, że to w naszej gestii pozostaje wiele rzeczy. Dostosowanie, zależne od nas, nie od rządzących. Mogę to robić i jednostki i organizacje, które – tak de facto – nie muszą, bo działają w biznesie. Ale czują odpowiedzialność wobec ludzi (czego niestety zbyt często nie mogę powiedzieć o politykach, ale to chyba dlatego, że zbyt wielu wśród nich małych ludzi). Tak to robią choćby w Anglii: 
    https://www.facebook.com/waitroseandpartners/photos/rpp.81027643206/10157321707358207/
    1. Ciekaw jestem, czy jest taki moment w życiu jednostki, kiedy stwierdza, że zasięg jego odpowiedzialności daleko wykracza poza jego najbliższy krąg rodzinny. Że jego sprawczość wynikająca z pozycji zawodowej, autorytetu przeniosła się na wyższy poziom i teraz od tego czy coś się zadzieje czy nie, zależy od niego. Ciekaw jestem, czy to rodzi się / budzi się w człowieku samodzielnie (w odpowiedniej chwili), czy może wynika z ludzi, którzy go kształtują i uczą a w pewnym momencie to także uświadamiają… a może potrzebuje bodźca i takiego stuknięcia w czoło – Wodzu, to właśnie teraz. To Ty jesteś tą jednostką, której warto, żeby inni słuchali. Masz moc. Masz sprawczość. Ciekawe…
    2. Wpadłem na pomysł dodania drobnego elementu do strony Okna Johari. Uznałem, że zainteresowanym może być łatwiej skusić się, na zrobienie sobie tego ćwiczenia, kiedy zobaczą przykładowy rezultat. Więc dodałem „Przykładowe Okno Johari„. Wiecie co, może kiedyś się nauczę, nie robić rzeczy na produkcji. Zapewne zaraz po tym, jak nauczę się stawiać środowisko testowe. Póki co, wszystko stoi, także.. trzymajcie kciuki 😉
    3. Potrzeba matką wynalazku. Kiedy Twój syn ma za dużo czasu i energii, a Ty nie chcesz żeby siedział cały dzień przed ekranem, stajesz na głowie, aby zorganizować mu czas. Jak się okazuje, można zrobić szachy prawie z niczego. Wystarczy chcieć i oto powstają Lego Szachy. Samodzielnie ogarnięte. Zwracam uwagę, że każda figura jest odpowiednio dobrana 😉 Nic tylko grać 😉

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
    Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
    Gdy żyjemy tylko jednym tematem
    Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • Spóźniona tygodniówka, na dziwny czas

    1. W tym tygodniu nie będzie o samym KoronaWirusie, raczej o tym jakie piętno na naszej (mojej) rzeczywistości odciska. O KoronaWirusie pisze się dużo, bardzo dużo, często błędnie i nadmiar informacji (a często tylko nadmiar słów) nie pomaga. Musimy czekać i zdać się na specjalistów. Fascynuje mnie natomiast to, że najwięcej o tym wirusie mogę dowiedzieć się śledząc dobrze wybranych ludzi na TT albo oglądając wartościowe materiały na YT. To są moje źródła informacji. Przechodząc do tygodniówki…
    2. Mam wrażenie, że od początku 2020 zapisałem się na więcej newsletterów niż to miało miejsce przez ostatnie 10 lat. I z dużo wiekszą świadomością, przyjemnością i celowością. Vive le email.
    3. Równocześnie teraz się okazuję, że nie mam strategii (joke’s on me) na to, jak sobie z tymi newsletterami poradzić. Cierpię na syndrom „inbox 0” i… teraz sam sobie robię krzywdę, zapisując się do kolejnych. Chyba będzie potrzeba zastosowania jakiejś „rule of thumb”, poprzez ograniczenie tych newsletterów na które mam czas i głowę i tych które będą wyłącznie się gromadzić i kurzyć. Jakieś podpowiedzi, anyone?
    4. Swoją drogą, wydawało mi się, że kiedy będę w domu, moja tygodniówka będzie puchła. Będę czytał więcej, słuchał więcej, ogólnie że będę lepszym człowiekiem. A potem jeszcze pojawił się motyw „Social distancing” i „siedź w domu, dla siebie i dla społeczeńśtwa”, co też powinno oznaczać – masz więcej czasu. Tyle tylko że siedzenie w domu z sześciolatkiem, który też ma dużo czasu (i jeszcze więcej energii), sprawia że moja przestrzeń jest radykalnie przeorganizowywana. I zamiast mieć więcej czasu, mam mniej, trudniejszego w zaplanowaniu czasu (wymówka). Do tego stopnia, że nawet nie wiem, czy jest sens pisać tygodniówkę. Bo ona będzie jeszcze bardziej o „ja ja ja” niż zwykle.
    5. Skoro już siedzimy w domu, to może produktywnie. Wykorzystajmy czas na porządki, także w książkach. Trwa próba zrobienia selekcji książek w domowej bibliotece, które a) będą jeszcze (raz) czytane, b) nie będą czytane, można je dać do ludzi, c) te z którymi nie wiem co zrobić. Najciekawsza jest oczywiście grupa c. Obiecuje sobie poświecić każdej książce z tej grupy 15 minut i ocenić, czy zostaje, czy idzie w świat.
    6. Na pierwszy ogień poszła króciutka „Szczęście czy fart”, czyli kolejna pozycja z gatunku ocierającego się o kołczowanie. Ale bez indoktrynacji, za to ze zwróceniem uwagi, że szczęście to organizowanie przestrzeni i sprzyjających warunków. Czyta się błyskawicznie, czy zmienia radykalnie pogląd.. nie, raczej przypomina. Zawsze i wszędzie zaczynamy od siebie i pamiętamy o tym, że wiele od nas zależy. Cieszę się, że to przeczytałem.
    7. Kilka innych książek sprawdzonych i pozostawionych do przeczytania, to „50 minutów psychologii współczesnej”, „jak nakarmić dyktatora”. Ale muszę poczekać, bo na razie cała na biało wjechała książka o Epidemiach autorstwa Michaela Osterholma, którego można posłuchać w przeciekawym wywiadzie u Joe Rogana.
    1. Cały czas nie umiem ogarnąć, jak to jest, że facet, którego kojarzę głównie z gal UFC przeprowadza tak cholernie ciekawe wywiady. Ameryka to jest jednak niezwykły kraj. A w kwestii epidemii… no nie, nie będę zdradzał zakończenia. W kolejne ustawiłem też Dżumę, Camus.
    2. Porządki objęły także filmy. Druga selekcja. W pierwszej odpadło jakieś 300-400 filmów, w drugiej kolejne 150. Z bólem serca zostawiam / skłonny jestem oddać te filmy, ale… duża część z nich jest dostępna w niektórych streamingach (przynajmniej przez czas / co czas jakiś), ale też łapię się na tym że już nie mam w domu sprzętu, na którym mógłbym te zgromadzone filmy odtworzyć. Na szczęście „na wsi” jeszcze jakiś odtwarzacz DVD jest. Ciekawe czy działa.
    3. Co zostawiłem? M.in. Skyfall, Dziewczynę z Tatuażem, Ojca Chrzestnego, Piratów z Karaibów, Leaving Las Vegas, Wszyscy jesteśmy Chrystusami (którego nadal nie mam odwagi obejrzeć), sześć sezonów West Wing, Pan życia i śmierci, Nolanowa trylogia Batmana…
    4. Apropos sprzętu… Ponieważ jest kryzys, to kminie nad wydatkami, i ponieważ jest kwarantanna, to myślę o konsoli do grania. Miałem PS2, miałem PS3, teraz obie są sprzedane. Jakoś nie umiem się odnaleźć w przestawieniu na Xboxa, więc po głowie chodzi zakup PS4, zaczekać na PS5, a może jednak skusić się na Nintendo Switch o którym słyszałem wiele dobrego. Aaaale… Jestem tak bardzo casualowym graczem, nie bardzo mogę grać w strzelanki (mój błędnik na ma to swoje świetne pomysły) że rozważam… Apple Arcade. Tzn. jak na moje potrzeby (i umiejętności) Arcade jako rozrywka – wystarcza. Ale żeby wykorzystać ciut większy ekran, chciałbym skorzystać z połączenia z Apple TV. Tylko teraz zgryz, czy kupować teraz rozwiazanie z przed kliku lat (Apple TV 4K), czy zaczekać na nową generację, która albo będzie warta kupienia, albo będzie sprawcą obniżenia kosztów 4K. Tylko kiedy to nastąpi… i bądź tu mądry.
    5. W temacie Apple i tego, że nowy IPad coraz bardziej przypomina komputer, włącznie z tą wyczesaną klawiaturo / stojako / obudową.. za 1500 złotych. Klawiatura za 1500 złotych, IPad niezmiennie za 4.500; I z jednej strony mam wrażenie – takiego wyczesanego stojaka dotychczas nie widziałem, ale ta cena mnie nokautuje.
    6. I wreszcie w temacie nokautujących cen, a zatem finansów osobistych i oszczędności… Teraz dość mocno jesteśmy skupieni na walce z Covid-19, ale jak już się z tym uporamy (a uporamy, nie wiemy tylko jakim kosztem) to przyjdzie nam zmierzyć się z kryzysem. Dużym, bo problemy sieją się szeroko. Branża turystyczna, eventową, gastronomiczna, usługi wszelakie, wynajem krótkoterminowy – to wszystko oberwie. Wróć, to wszystko już obrywa. To będzie miało przełożenie na system bankowy (bo kredyty nadal trzeba będzie spłacać, a w czasach prosperity kredyty były dawane z szerokim gestem… cholera, to już gdzieś graliśmy). Dorzućmy do tego fakt, że problemy są globalne, cena ropy poleciała na pysk (tak tak, mamy wojnę na tym rynku, a cena ropy jest najniższa od 2002 roku, bo duzi chłopcy chcą sobie coś udowodnić). I jeszcze linie lotnicze będą w tarapatach. Ostatnią szczyptą którą doprawimy to danie będzie jeszcze kryzys zaufania. Powszechnego. Wszystkiego do wszystkich. Ludzi do władzy i ludzi do ludzi (bo tak długo, jak nie będziemy wiedzieli jak sobie z wirusem poradzić, tak długo każdy jest potencjalnym zagrożeniem. Zagrożeniem dla mnie i dla mojej rodziny, więc wybacz, to nic osobistego, ale trzymajmy się na dystans). Czyli… tak na moje rozeznanie, za rogiem czycha kryzys.
    7. Skoro jestem taki mądry, to pewnie się do tego kryzysu przygotowałem. Cóż… nie. I to jest w tym wszystkim najbardziej dla mnie irytujące. Niby mam dość, żeby być spokojnym w perspektywie miesiąca, dwóch, pięciu (tak długo jak długo złotówka jeszcze lekko dycha), natomiast to co mam bardzo szybko może być warte zdecydowanie mniej, jeśli nie nic, a ja nie umiem za bardzo zrobić teraz cokolwiek, żeby temu zapobiec (na to jest za późno, na to za mało umiem). A równocześnie mam za mało, żeby kryzys wykorzystać do zgromadzenia więcej (bo tak, historia raz po raz udowadnia, że kryzys to najlepszy czas na to, żeby się wzbogacić.. jeśli się tylko umie.. albo ma dość cojones).
    8. To czego nie rozumiem, to tego czemu nasze Państwo postanawia czynić pieniądz tańszym (obniżając stopy procentowe), ale utrzymując zobowiązania wobec przedsiębiorców, które mogą ich tylko dobić, udając że zasiłek w wysokości 5 tysięcy złotych cokolwiek zmieni. Nic nie zmieni, co skwapliwie wykazał Robert Gwiazdowski.
    9. Ważna rzecz – tylko dzięki temu, że kilka lat temu zacząłem robić jakiekolwiek oszczędności, teraz mam jeszcze resztki włosów na głowie i jeszcze dość dobrze śpię. Udało mi się zgromadzić poduszkę finansową, która mimo złożenia wypowiedzenia ze efektem na połowę marca (brawo Wit, zawsze miałeś wyczucie czasu), pozwala mi spokojnie (jeszcze przez chwilę) czekać na to, co będzie za zakrętem. I równocześnie przeraża mnie, jak (wedle statystyk) niewielu ludzi ma ten komfort… Z tego miejsca, raz jeszcze wielkie dzięki @Michał Szafrański i @Maciej Samcik. A jak ktoś woli w obrazku, to tu kilka podpowiedzi jak zacząć.
    1. Niezmiennie przypominam – oszczędzanie nie musi być trudne. Za to trzeba zacząć. Nawet od bardzo małych kwot. I najlepiej tak, żeby nie było potrzebne nasze zaangażowanie – tu o tym, jak można oszczędzić 1000 złotych bez wysiłku.
    2. I tu dochodzimy do jednego wniosku. Jak już się sytuacja troszeczkę uspokoi, zacznę się uczyć inwestowania. Z dwóch powodów. Po pierwsze, bo to już ten czas (kiedy trzymanie więcej pieniędzy na koncie / lokacie przestaje być dowodem rozsądku, a raczej przesłanką do podkreślenia niezaradności). Po drugie… bo każda nauka zaczyna się od stanu 0. Skoro (mam wrażenie) mnie na to stać, to nie warto tracić czasu i odwlekać tego. Trzeba zacząć.
    3. W sumie wątek nauki wymaga komentarza. Bo nagle okazało się, że nauczyciele są ważni i potrzebni, bo ktoś jednak pomaga nam w wychowaniu dzieci i pomaga w zorganizowaniu im kilku godzin dziennie, codziennie. Nagle zostali zauważeni przez rodziców i przez władzę. Tę samą władzę, która rok temu postanowiła zastąpić nauczycieli na egzaminach leśnikami i strażakami. Równocześnie nagle wzrosło też zapotrzebowanie na lekarzy i pielęgniarzy (obu płci). Podpowiedź dla władzy – szanujcie ludzi wszystkich zawodów, bo jak się okazuje, każdego kogo obrażacie, potem nagle potrzebujecie. To wam jeszcze wybuchnie w twarz.
    4. Smutne też jest to, że wydaje nam się, że będziemy mogli przenieść dotychczasową edukację z dnia na dzień ze szkoły do chmury. I nagle uważamy za zasadne oczekiwanie, że wszyscy nauczyciele w ciągu kilku dni przejdą do płynnego obsługiwania nowych narzędzi i że nauczą tego nasze dzieci. I że mają na to sprzęt, którego przecież nikt im nie dostarcza. A wszystko zrobi to grupa ludzi, których nie szanujemy i którym nie płacimy, ani nie rozwijamy. Przecież to się kupy nie trzyma.
    5. Aha, i jak zawsze wszyscy lepiej od nauczycieli wiemy, jak powinni uczyć w czasie epidemii. Nie wiemy. Nie znamy się na tym. Nie musimy być we wszystkim najmądrzejsi. Weźmy na wstrzymanie, proszę.
    6. Skoro nie mam czasu pisać i czytać, rysuję. Wróciłem do piłowania oka.

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
    Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments
    Gdy żyjemy tylko jednym tematem

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • Gdy żyjemy tylko jednym tematem

    Dziś tygodniówka inna, bo i czasy cokolwiek szalone. Część pierwsza o wszystkim innym. Część druga o tym, o czym wszyscy mówią.

    1. Nie przepadam za modelem subskrypcyjnym. Uważam, że to jest skubanie po złotówce. I nie rzecz w tym, że to zło z założenia, ale mam wrażenie, że ostatnio wszyscy oszaleli na tym punkcie i robią co mogą, aby rozwiązanie jednorazowej płatności zamienić na płatność wielorazową. Irytujące jest to (moim zdaniem) zwłaszcza w przypadku oprogramowania. Niektóre firmy DTC (direct to customer) próbuja przejść na ten model relacji z klientem, gdyż jest on dobrym zabezpieczeniem – pozwala przewidzieć ile towaru będziemy potrzebować, jaki wpływ mamy mniej więcej zagwarantowany. Co prawda, czasem to też jest fikcja (million dolar shave club wygląda bardzo ładnie, ale to chyba była wydmuszka zrobiona specjalnie dla Gillette). Słyszeliście o abonamencie do kawiarni? A o tym że inni próbowali i nie zawsze im wychodziło? https://info.trendwatching.com/innovation-of-the-day-panera
    2. Czasem są takie rzeczy, które otwierają oczy i zachwycają. W miejscach, których bym o to nie podejrzewał. O turbo wow. 
    https://www.facebook.com/photoagedor/photos/a.884365094930090/1260843107282285

    źródło: https://mymodernmet.com/arianne-clement-senior-citizen-portraits/

    1. Kiedy wszyscy zachwycają się marketingiem Pornhubu (choćby jego ostatnią otwartością premium dla Włoch), ja zaczynam mieć z nim problem. A równocześnie, to trochę problem ze sobą samym. Bo problem pornhub’a osadza się o problem z porno. I teraz tak… Czuję się jakbym, wychodził z szafy, choć mam wrażenie, że to absolutnie pozorne. Więc…

      O tym się nie mówi, ale pornografia jest czymś co lubimy (choć samo słowo zgrzyta jak piach w ustach). O tym się nie mówi, to się ogląda w ciemności, to się ogląda pokątnie i po kątach. Ale się ogląda. Ja oglądam (to jest mój coming out). Ja lubię. Nie w nadmiarze (chyba) ale… oglądam. Także na pornhubie, który jest taki fajny, taki współczesny, taki marketingowy, że niemal lajfstajlowy. To pierwszy problem.

      Pornografia to nie lajfstajl. Podobnie jak Mission Impossible nie jest Twoim (moim) codziennym dniem w pracy. Ani Dexter. Ani nawet Klan. A już na pewno nie „Moda na sukces”. Nie i już.Druga rzecz, to to, że jestem przyzwyczajony do tego, że oglądając coś na Youtube, albo na Netflixie, albo na HBO to widząc obsadę wiem, że ludzie biorący udział w tym przedsięwzięciu, zrobili to świadomie i wyrazili na to świadomą zgodę. I przenoszę domniemanie tej zgody także na pornhuba. Jakbym nigdy w życiu nie słyszał o kobietach zmuszanych do seksu i prostytucji.

      Czy świadomie oglądałem film z kimś kto był do seksu zmuszony? Nie. Czy mam absolutną pewność, że ludzie których oglądałem wyrazili na to obopólną zgodę… no… nie. Czy dla mnie to jest spoko? Nie. Także przy najlepszym marketingu świata, chyba jednak muszę przemodelować swoje zachowanie. Bo taki jest problem z pornhubem; https://traffickinghub.com
    2. W tej części miało nie być o Wirusie i nie bedzie o wirusie, ale co racja, to racja: 
    1. Mam listę książek, które są trochę moim wyrzutem sumienia, zaczęte a niedokończone. A tu ktoś wyciągnął lęki prosto z mojej głowy:
    https://www.facebook.com/jarek.kozlowski.rysunki/posts/3619850311389539
    1. Sprzedajecie czasem coś przez Internet? Czy to coś co sprzedajecie, ma w sobie kartę pamięci? Albo sprzedajecie karty pamięci? A jesteście pewni, że je wyczyściliście? Skutecznie? Znakomicie. To teraz poczytajcie co z kart można wyciągnąć 😉 https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/co-wygrzebalismy-z-kupionych-kart-pamieci-opowiesci-ku-przestrodze/

    Druga lista związana jest oczywiście z KoronaWirusem. Z czym by innym.

    1. Staram się być możliwie spokojny. Bez świrowania. Bez czytania czego popadnie. Bez snucia wniosków o rzeczach, na których się nie znam. Bez nakręcania paniki. Bez dzielenia się tym, co ktoś gdzieś usłyszał, a co zawsze jest pewną informacją od znajomego znajomego z ministerstwa. To nakręca panikę. Przy wszystkich zastosowanych działaniach, nie jest mi łatwo. A uważam się za rozsądnego człowieka.
    2. W tym wszystkim, doceniam tych, którzy tonują nastroje swoich najbliższych. Którzy zarażają spokojem. Są bezcenni i niezastąpieni. Panika osłabia. Spokój podpowiada jak sobie radzić. Spokój dostaje ogromne wsparcie od wiedzy. Szukajmy wiedzy, nie emocji.
    3. Patrzymy na to, co dzieje się we Włoszech bojąc się, że i u nas sytuacja będzie tak wyglądała. Tak, może tak wyglądać, ale to zależy w równym stopniu od nas, co od władz. Przygotowana lub nieprzygotowana władza to jedno. Zachowanie ludzi to drugie. Czy cały świat wygląda jak Italia? Nie. Czy wszystko zaczęło się we Włoszech? Nie. Więc zobaczmy czy gdzieś indziej dzieje się inaczej, niż we Włoszech:
    4. Zatem jest dość prosta metoda. #StayTheFuckHome czyli #ZostańKurwaWDomu.
      Akcja mająca na celu powstrzymanie pandemii COVID-19 | #StayTheFuckHome
    5. Jeden ważny artykuł który pokazuje, jak czytać liczby, dlaczego źle je czytamy, na co powinniśmy patrzeć. I że strach powinien nas motywować do działania a nie paraliżować. Mamy wpływ na otoczenie, mamy wpływ na efekt. Bardzo dobry artykuł. Gorąco polecam. Są tam dane, wykresy, statystyki. Lubię artykuły, które podpowiadają nam zrozumienie. To taki właśnie artykuł.
    6. W szczególności jeden z poruszonych w nim wątków daje do myślenia. To nie są ćwiczenia, to nie jest zabawa, to nie jest fantastyka. To się dzieje.
    1. Wszystkich, którzy uważają że msza jest spoko pomysłem zachęcam do poszukania informacji o 31. pacjencie w Korei Południowej.
    2. A teraz jeszcze dwa filmiki, które pomagają trochę się w tym odnaleźć. Pierwszy to Uwaga Nagłowy Bełkot (który mógłby zaniechać takiego właśnie tytułu odcinka), ale dał mi dużo spokoju ducha.
    1. A tu wywiad z człowiekiem który spokojnie mówi o tym co działa:
    1. A ponieważ nie możemy cały czas żyć w lęku, czasem trzeba się pośmiać. Więc…

    I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że komunikat jest prawdziwy 😉

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    Notka powstała w Notion. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
    Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.
    WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • WWW. Wartość, wdzięczność, wyrozumiałość. In-between moments

    1. Nie całkiem przypadkiem, ale bardzo niespodziewanie zacząłem czytać o sprawdzonych technikach sprzedaży nieruchomości w USA (Ninja Selling: Subtle Skills. Big Results.). Narasta we mnie przekonanie, że zaproponowane narzędzia można stosować w każdym biznesie, nie są dedykowane wyłącznie nieruchomościom i nie tylko w Stanach, przy czym trzeba brać poprawkę na to, że ja zdecydowanie nie umiem sprzedawać. Nie mniej jednak, całą koncepcję można sprowadzić do „żeby robić biznes, trzeba mówić do ludzi”, a także „żeby robić dobry biznes, trzeba mówić do ludzi i dostarczać im wartość”. Bardzo chcę, żeby to właśnie tak działało.
    2. O samej książce zapewne więcej będzie za tydzień, ale dziś jeszcze jeden kontekst, który ma znaczenie zanim zaczniemy myśleć o sprzedaży (czy czymkolwiek czym się akurat chcemy zajmować). Wiele w codzienności zależy od naszego nastawienia (dlatego warto się dobrze nastrajać), a jedna z podpowiedzi brzmi – pamiętaj, aby codziennie rano okazać wdzięczność wobec świata. Bądź wdzięczny, bądź pokorny. Potem ruszaj w świat i zdobywaj go. Potrzebowałem chwili żeby znaleźć mój powód do wdzięczności.
    3. Jestem wdzięczny za wolność, niezależność. Za to, że nie ciąży mi kredyt, za to że nikt nie ma nade mną władzy i kontroli. Za to, że mogę dość spokojnie patrzeć w przyszłość. Że ta wolność jest niezwykłą dla mnie wartością. Piszę to (i powtarzam to sobie rankiem) z pewną ostrożnością, nie chcąc zapeszyć, nie chcąc sprowokować losu do pokazania mi gdzie moje miejsce. Ja wiem gdzie moje miejsce i wiem, że wszystko co mam jest nic nie warte, kiedy przyjdzie się zmierzyć z Poważnym Problemem. Nie próbuję z niego drwić ani go wywoływać. Ale uświadomienie sobie tej wolności, daje mi dużo, tym bardziej że…
    4. No cóż, po raz kolejny w swoim życiu zaczynam „the in-between moment”. No wiecie, ten moment gdy to co trwało dotychczas już się kończy, a to co ma jeszcze być, dopiero nadejdzie.  
    https://www.facebook.com/JoeGordonLevitt/videos/1145778445445818/
    1. To jest znów ten moment, kiedy przychodzi do mnie kolejny Egzamin w szkole latania. Po dwóch latach od lądowania w Poznaniu, przyszedł czas pożegnać miasto koziołków. Robię krok w nieznane, będąc równocześnie przekonanym że nie jest to krok wstecz. Poznałem tu wyjątkowych ludzi, nauczyłem się nowych rzeczy, przyczyniłem się do zdobycia dwóch fajnych marketingowych nagród i zepsułem TyTubo. Not bad 😉
    2. Specjalnie dla Pawła, który zna się na żartach, a którego możecie oglądać na YouTube, przyszła kolej na garść statystyk. W ostatnich dwóch latach trasę Kraków Poznań lub z powrotem przemierzyłem w sumie 160 razy, robiąc ponad 73tysiące kilometrów, spędzając tak zdecydowanie za dużo czasu. Ale byłem grzeczny, cierpliwy, wyrozumiały gdyż #kochamPKP.
    3. Na pożegnanie się z agencją zobaczyłem na tablicy taką definicję:

    Strateg i Mediowiec to tacy akanci, tylko że jeden jest od kontaktowania się z rzeczywistością, a drugi z technologią.

    Karolina

    I myślę sobie… to ładne co Karolina wymyśliła. Ale zdolni kopyrajterzy tak mają. Potrafią kondensować.

    1. W ostatnich dniach mojej agencyjnej rzeczywistości przyszło mi do głowy pytanie – Wit, czym dla Ciebie jest dobra reklama? Czy to:
      1. Przekaz z pierwiastkiem boskim, który ludzie raz widząc, zapamiętują i potrafią przytoczyć, czy
      2. Komunikat, który wsparty odpowiednio dobrym budżetem zostanie z ludźmi przez powtórzenie i wmłotkowanie im tego do głów.
    2. Dla mnie, to zawsze była bramka numer 1. Wierzyłem w to, że komunikat > powtórzenie. A mądrzejsi ode mnie (Arek, Piotr) mówili – Wit, przyjdą inni i zasypią Cię, a raczej Twoje wymyślne kreacje milionami monet jak tylko będą chcieli. Że dobry komunikat to wisienka na torcie mediowym. Nie wierzyłem. Potrzebowałem lat, żeby tego doświadczyć i nadal nie mogę się z tym pogodzić. Pogodzić z tym, że komunikat (zwłaszcza reklamowy), który ma większą siłę i znaczenie od budżetu, to cholerny czarny łabędź. A istotą czarnego łabędzia jest to, że jest rzadki. Tak rzadki, że prawie niewystępujący w przyrodzie..
    3. Tylko, że ja widziałem czarnego łabędzia. I wciąż wierzę, że zobaczę kolejne. O naiwności.
    4. O zarządzaniu czasem. Kiedy zaczynasz dzień od sprawdzenia skrzynki odbiorczej, pozwalasz, aby cudze problemy organizowały Twój dzień. Masz do wyboru – podporządkować swój dzień pod swoją agendę, albo żyć i mierzyć się z agendami innych. Mój problem polega na tym, że nie mam agendy, więc pozwalam na to, aby cudza agenda planowała mi rzeczywistość. To nie jest dobre.
    5. Wracam do pomodoro. To wymaga pewnej celowości. Więc wracam. Bo sobie poszedłem, zapomniałem, zapuściłem. Zatem jeszcze raz. Zacznijmy powoli. Zróbmy sobie w najbliższym tygodniu przynajmniej jedno zadanie w tym modelu. Przekonajmy się.
    6. Dlaczego jedno zadanie? żeby nie spalić. Się. Żeby nie było zajarania, które kończy się w popiołach. Nawyki buduje się cierpliwością i małymi kroczkami, a nie radykalną zmianą (radykalna zmiana zachowania może się wydarzyć, kiedy dzieje się radykalna zmiana otoczenia, resztę nawyków budujemy ostrożnie i cierpliwie).
    7. O newsletterach. Już o tym pisałem, że wierzę w to, że właśnie przeżywają renesans. Że po zachłyśnięciu się sołszalami, zaczniemy doceniać (zapewne nie wszyscy) wartość w newsletterze. Także dlatego, że newsletter nie podlega kaprysowi żadnego algorytmu, tylko naszego świadomego działania. Widzę, coraz bardziej, że doceniam dobre newslettery. Że pilnuję, aby ich czytać. Ze muszę pilnować, aby mnie nie zasypały. Ale… to jest właśnie moje źródło wiedzy. Natomiast widzę po sobie, że w ostatnich tygodniach otworzyłem się na więcej treści w ten sposób dostarczanej. I dobrze mi z tym.
    8. Newslettery potrafią być źródłem wiedzy także niespodziewanej. Wspominałem o tym, że chcę liczyć kalorie (przestałem, poległem). Ale zapisując się do aplikacji, zapisałem się także (bez celowości, a już na pewno bez przekonania że będę z tego korzystał) do newslettera MyFitnessPall. Choć z aplikacji juz nie korzystam, stała się rzecz dziwna i zacząłem zauważać i czytać newslettery, które do mnie przesyłali. Bo miały dobry tytuł. Bo zawierały ciekawe artykuły. Bo trafiały w moją ciekawość.
    9. Kluczem w dostarczaniu treści, jest – podobnie jak w sprzedaży nieruchomości w USA 😀 – dostarczanie wartości dodanej. Wartość dodana jest chciana, nawet jeśli newsletter jest nie chciany. Był niechciany, przyniósł wartość, stał się chciany. Bez nagabywania. Po prostu przynosząc odpowiedź na pytania, które mnie zaintrygują.
    10. Jakie pytania? Te o pomysły na śniadania – proszę, 10 pomysłów na śniadania do przygotowania, albo to, kiedy nie umiem sobie w głowie poukładać, jak duże znaczenie ma nie tyle to, ile jedzenie waży, na ile jest objętościowe, a to ile ma kalorii. Zwyczajnie moja głowa nie do końca ogarnia tego, jak zdradziecka może być garść (albo dwie) orzechów. Tu jest mała podpowiedź: https://blog.myfitnesspal.com/7-portion-size-mistakes-youre-probably-making/ Nie znalazłbym tego, gdyby nie newsletter. Drzemie w nich siła, tylko trzeba trafiać z wartością do szukających wartości. Nie byle czym do wszystkich. Chyba że masz za dużo pieniędzy, wtedy patrz punkt 7.
    11. Dziwne pomysły. Tym razem od Ferrisa. A może tak, kiedy ktoś pyta Cię o „to co robimy”, „gdzie idziemy”, „co jemy”, nie odpowiadać „A na co masz ochotę” tylko wyjść z inicjatywą i „to może dzisiaj spróbujemy XXX” czyli uczenia się wychodzenia z propozycją. Brzmi… niezwykle prosto. Wychodzić z inicjatywą. Biorę pod rozkminę.
    12. Jak to tiktok może człowieka zaskoczyć.

    Ale czekaj, przecież to jest TyTubo a nie TikTok… No tak, ale wszedłem tam nie tylko dla legginsów, i nagle się okazało, ze jest tam Jessica Alba (nie rozumiem do końca po co) i jest tam Charlize Theron i ona ma chyba pomysł. No i opublikowała ten skecz. A ze jest śmieszny, to się nim dzielę. A Tiktoka (jako że oddaję telefon do firmy) na mojej komórce nie ma, to się chyba więcej nie spotkamy. Przynajmniej przez chwilę.

    1. Nie wiem jak to się dzieje, że tak dobrze nam wychodzi bycie obrzydliwymi. Nie rozumiem. Oczywiście, powinienem pamiętać aby nigdy, przenigdy nie czytać komentarzy w Internecie bo to jest zło. Tym razem się skusiłem i jest mi wstyd. 
    https://www.facebook.com/koscierzyna24info/videos/809337309545673/
    1. Jacy my wszyscy jesteśmy mądrzy i idealni i wszystko potrafimy najlepiej. Wszyscy z partii ĘĄ. uech.
    2. Natomiast oczywiście że zawsze można liczyć na życzliwych. 

    Przecież to jakaś paranoja..

    1. Aż nie wierzę, że to robię, bo mam z tym człowiekiem problem. Tak mi się przynajmniej dotychczas wydawało. Ale to pewnie dlatego, że oglądam świat i poznawałem go przez szkiełko telewizora. A on kurde kłamie (mam prawie 40 lat i wciąż na nowo zaskakuje mnie spostrzeżenie, że telewizja kłamie… czasem świadomie, a czasem nieświadomie przekłamuje… ). Może zatem przestanę… może zatem nauczę się wyrabiać zdanie przez poznanie, a nie przez podglądanie. No w każdym razie, podzielę się z Wami fajną, krótką historią miłosną.
    https://www.facebook.com/lgbt.kph/videos/479357512969255/

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko"
    
    KRS: 0000186434
    
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal
    Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • Gromadź wiedzę. Zatrzymaj panikę.

    Zapiski mojego nowego tygodnia

    1. Ten tydzień był trochę pod znakiem walki o ogień ze składaniem PITa. To powinno być proste. To jeszcze rok temu było proste. Ale dla mnie już nie bardzo jest, niestety, wiec zżymam się z deklaracyjną rzeczywistością, zamiast grzecznie wydrukować i wysłać zeznanie pocztą…
    2. Korona wirus. Do momentu kiedy opublikuję tę notkę (a ten punkt piszę we środę) będziemy już mieli potwierdzony przypadek korona wirusa Covid-19 w Polsce. Panika zacznie się nakręcać. To tak dla nadania kontekstu:
    • W 2019 roku w Polsce zginęło ponad 2 tysiące osób na drogach, co oznacza prawie 180 osób miesięcznie, co oznacza 6 osób dziennie. Ale tak, to Coronavirus jest grożny.
      Źródło: https://www.fakt.pl/pieniadze/motoryzacja/smiertelne-wypadki-na-polskich-drogach-kto-ich-powoduje-najwiecej/
    • Zastanawia mnie, jak długo będziemy uważać za kluczowe, że przypadku tego wirusa nie potwierdzamy w PL. Czy to cokolwiek zmienia? Czy zmienia nasze przygotowanie? Czy możemy być zieloną wyspą? A może jest tak, że jeszcze nie znaleźliśmy tego przypadku? A może lepiej nie mówić, ze znaleźliśmy, bo tak jest wygodniej? Bo ciut mniej siejemy paniką?
    • Tu są codziennie aktualizowane dane na temat koronawirusa https://www.worldometers.info/coronavirus/
    • Tu podsumowanie wiedzy o CoronaWirusie, w tym to, co jest najważniejsze – czym wyróżnia się na tle innych chorób, w szczególności grypy:

    Why is this worse than normal influenza, and how worried are the experts?

    We don’t yet know how dangerous the new coronavirus is, and we won’t know until more data comes in. The mortality rate is around 2% in the epicentre of the outbreak, Hubei province, and less than that elsewhere. For comparison, seasonal flu typically has a mortality rate below 1% and is thought to cause about 400,000 deaths each year globally. Sars had a death rate of more than 10%.

    https://www.theguardian.com/world/2020/feb/27/what-is-coronavirus-symptoms-wuhan-china-pandemic-spread-covid-19

    Another key unknown is how contagious the coronavirus is. A crucial difference is that unlike flu, there is no vaccine for the new coronavirus, which means it is more difficult for vulnerable members of the population – elderly people or those with existing respiratory or immune problems – to protect themselves.

    https://www.theguardian.com/world/2020/feb/27/what-is-coronavirus-symptoms-wuhan-china-pandemic-spread-covid-19

    Hand-washing and avoiding other people if you feel unwell are important. One sensible step is to get the flu vaccine, which will reduce the burden on health services if the outbreak turns into a wider epidemic.

    https://www.theguardian.com/world/2020/feb/27/what-is-coronavirus-symptoms-wuhan-china-pandemic-spread-covid-19
    • I jeszcze 8 porad od Rafała
    https://www.facebook.com/ragni.net/posts/2992598947457597
    1. Uczę się pisać szybciej na klawiaturze. Co prawda nie jestem dzięciołem, ale też nie piszę wykorzystując wszystkich palców, co jest.. jeśli nie irytujące, to mało efektywne..
      Nauka pisania na klawiaturze jest też dość karkołomna – gdyż to walka ze swoimi przyzwyczajeniami. Niestety, na 10fastfingers o których wspominałem nie ma dobrego modelu uczenia się, dlatego właśnie rozpoznajemy się z https://www.ratatype.com.
      Jakie to jest dziwne, wiedzieć gdzie są które klawisze i uczyć się na nowo pisać. Przedziwne.I teraz teoria teorią, ćwiczenia ćwiczeniami, a kiedy przychodzi co do czego, to wracam do starych nawyków… to będzie dłuższa zabawa;)
    2. Gdybym pisał swoje notatki w zeszłym roku, na 99% zamieściłbym tu rekomendację obejrzenia serialu Czarnobyl ze stajni HBO. Dziś zachęcam do posłuchania serii podcastów towarzyszących temu serialowi.
    1. Jak bardzo pozmieniał się nasz wielki polityczny świat w ciągu ostatnich kilku lat, to jest nie do pojęcia. Nie tylko nasz lokalny, ale też ten wielki, hAmerykański. Doskonale to widać w rozmowie Baracka z Davidem Lettermanem (do zobaczenia na Netflixie), ale też w tym jak Obama prezentował się choćby na corocznym spotkaniu z prasą:
    1. Jestem pewien, że już widziałeś ten film

    To jest świetny film. Gdybym tylko miał coś dodać (a mam niestety zwyczaj dodawania o jedno ziarenko za dużo) dodałbym:
    Be yourself I say.

    1. Okazją do publikacji tego filmu jest zbliżający światowy dzień kobiet. A dla mnie to pretekst do przypomnienia najlepszej (in my not so humble opiniom) realizacji: 
    1. Ale w tym temacie mam jeszcze jedno, mocne znalezisko 

     Hmm… czy już jestem feministą? Jeśli tak, to chcę być przynajmniej tak mądrym feministą jak Lady Pasztet.

    LulluDolls
    1. W czasach kiedy coraz wiecej zabawek jest na licencji, prosto z amerykańskiej estetyki made in China, można znaleźć takie polskie, ręcznie robione lale. Cena kosmiczna, ale jakie one są piękne…
      więcej na https://lulludolls.com
    1. W temacie estetyki i sztuki, nie wierzę ze to mówię, ale jest taka wystawa Impresjoniści 3d. To wystawa, która zaskakuje. Z jednej strony zaskakuje bardzo skromną formą. To jedynie 60 obrazów na sztalugach poustawianych jedno obok drugiego. Mało to spektakularne. Potem jeszcze dostajesz do oglądania okularki czerwono niebieskie jak z taniej gazetki, więc oczekiwania nie mogą rosnąć. Wreszcie stajesz przed tymi obrazami i… wymiękasz.

      Wymiękasz, bo nagle zderzasz się z impresjonistami, którzy wciągają Cię w swój świat. Wiesz że patrzysz na obraz, a masz wrażenie, że patrzysz na projekcję. Tak przedstawione obrazy mistrzów zmuszają Cię do skupienia, do obserwacji, do bycia tu i teraz. Zapominasz o tym gdzie jesteś, zapominasz o ludziach, którzy wokół Ciebie, zapominasz o wszystkich rozpraszających cię bodźcach z zewnątrz i chłoniesz. Chłoniesz portrety, morze, pejzaże, ogrody.

      Bardzo polecam odwiedzenie tej wystawy. Będzie jeszcze w Gdańsku i w Warszawie.
    2. Jakie to jest dziwne… słuchanie tego, czego ktoś próbował 

    i łapanie się na tym, jak wielu rzeczy z tego o czym on mówi sam próbowałem… I jak wiele z tych prób trwa… No ja nie wymiękłem po 30 dniach zimnych pryszniców. Robię to od ponad dwóch lat i śmiem twierdzić robię to ciut mniej jak lama 😉

    1. W moim ekosystemie pojawiła się aplikacja do oddychania. Więc okazuje się, że możemy stosować inny oddech na rozbudzenie się, inny oddech na zasypianie. Oddychanie ma znaczenie. Oddychać też nas nikt nie uczył, ale najwyższa pora poćwiczyć.  https://www.oakmeditation.com
    2. Zasada 60/30. Wszystko zaczęło się od tego, że Bartek Pucek zrobił ankietę o swoim newsletterze, do której ja chciałem coś jeszcze dodać, a potem się okazało ze Bartek ma swoją stronę, na której ma książki, które poleca ( oeeeesssu ile dobrego czytania przede mną) i ma też swoje „Principles„.
      Punkt 22 (oby nie był to paragraf 22) tychże Principles brzmi – Eksploruj i próbuj nowego. Stosuj zasadę 60/30.

      Co to jest zasada 60/30? Otóż – przez najbliższe 30 dni poświęć codziennie 60 minut dla siebie.Poświęć / zainwestuj czas w to, co dla Ciebie ważne. Nie czekaj. Nie odkładaj. Nie będzie lepszego czasu jutro. 60 minut dziennie, przez 30 dni. Bądź dla siebie ważny.
    3. To jest wkurzające. Zamiast grać, oglądać, robić nic mam niby poświęcić czas dla siebie.. Równocześnie, mogę poświęcić czas dla siebie, zamiast oddawać go grze, serialowi albo TyTubo. Fuck.
    4. W tym tygodniu skończyłem czytać Good strategy Bad strategy Richarda Rumelta. Już o tej książce pisałem. Jeszcze będę o niej pisał. Świetna pozycja, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Powinienem był ją przeczytać wcześniej. Jakieś dwa lata wcześniej. Byłbym lepszym strategiem. Albo spokojniejszym strategiem.
      Od czasu do czasu polecam książki, polecam takie, które powinni przeczytać wszyscy, i tę książkę też powinni przeczytać wszyscy wanna be stratedzy.
    5. Co też sobie w tej książce zaznaczyłem? Choćby to:

    Treating strategy like a problem in deduction assumes that anything worth knowing is already known – that only computation is required. A good strategy is, in the end, a hypothesis about what will work. Not a wild theory, but an educated judgment.

    Good Strategy, Bad strategy

    If you fail to identify and analyze the obstacles, you don’t have a strategy. Instead, you have either a stretch goal, a budget, or a list of things you wish would happen.

    Good Strategy, Bad strategy

    Importantly, opportunities, challenges, and changes don’t come along in nice annual packages.

    Good Strategy, Bad strategy

    The need for true strategy work is episodic, not necessarily annual.

    Good Strategy, Bad strategy

    “Without action, the world would still be an idea.”

    Good Strategy, Bad strategy
    1. I jeszcze uwaga do samego siebie 😉
      „When we do come up with an idea, we tend to spend most of our effort justifying it rather than questioning it.”
      Wicie… nie przestawaj pytać, także samego siebie.
    2. Rumelt wspomina o analizowania potencjału danego biznesu w oparciu o Pięć Sił Portera:
      • Na ile unikalnych jest produkt
      • Na ile klienci mają opcję negocjowania ceny
      • Na ile dostawcy mają wpływ na negocjowanie ceny
      • Jaka jest konkurencja
      • Jak duże jest ryzyko pojawienia się konkurencji –

    I odpowiedź na te pięć kryteriów pozwala ocenić i kondycję i potencjał biznesu. Nie żeby to była bardzo pogłębiona analiza, ale może służyć za dobry punkt wyjścia i wskazanie ewentualnych problemów i słabości.

    Źródełko: https://en.wikipedia.org/wiki/Porter’s_five_forces_analysis

    1. Swoją drogą, czytając przytoczonego wyżej Rumelta, albo wcześniej sięgając po Feynmana wydaje się tak oczywiście prosta i na wyciągnięcie ręki możliwość współpracy z największymi tuzami światowego biznesu czy polityki. Tu pojawia się uwaga Scotta Gallowaya – to kwestia umiejętności i pracy, ale też szczęścia i odwagi rodziców. Rodziców, którzy będą mieli odwagę przenieść się w tę część świata gdzie „dzieje się” i szczęścia aby móc trafić w te właśnie odpowiednie miejsca. A potem czytamy o tym książki.
    2. Myśl pod rozkminę. Kiedy następnym razem będziesz przygotowywał jakąś strategię, spróbuj ją potem przedstawić w formie, która będzie zrozumiała dla 5 latka. Czy jesteś w stanie w prosty sposób wydobyć z niej to, co najważniejsze i przekazać w sposób zrozumiały?
    3. Chyba tego nie mówiłem, ale cholernie lubię dostawać rekomendacje. Czy raczej dostawać polecenia od innych tego, co uważają za warte mojego czasu. W tym tygodniu Tomek podpowiedział mi:

    Mam sugestię książkową do punktu 18 – George McKeown „Essentialism – The disciplined pursuit of less„. W temat minimalizmu/esencjalizmu wkręciłem się jakiś czas temu dostrzegając jak bardzo rozciągam się pomiędzy x tematów zamiast wybrać 2-3 istotne.

    To o czym napisał Tomek wpisuje się jakże trafnie w niedawno czytane rzeczy. Jest bliskie zasad ograniczenia prokastynacji, wybraniu priorytetów w procesie planowania, istoty skupienia się na wybranych elementach strategii. Rozpoznam i pewnie wrócę do tego.

    1. Dobre rzeczy przychodzą do cierpliwych. W kontekście spotu BurgerKinga – Moldy
    https://www.youtube.com/watch?v=oSDC4C3_16Y

    mam do dodania tylko jeden cytat od czlowieka, który za nią odpowiada:

    “‘Moldy Whopper’ is an idea that we had on the table for the past three years,” he said. “We had to wait until the products were clean so that we could do it.”

    Fernando Machado, warc.com

    Czekanie trzech lat na to, aby produkt był gotowy do kampanii reklamowej. Trzeba mieć cojones. Trzeba wierzyć w siłę koncepcji. I to jest koncepcja, która wykracza dalece poza komunikację. „Bo wiesz, mamy taki pomysł na kampanię, ale do tego trzeba pozmieniać wszystko w tym jak przygotowujemy nasz produkt.”

    „Ok, robimy to.”

    1. Znowu zmieniam mój pomysł na kawę, a dokładniej na to, jaką kawę piję. Odszedłem od kaw rozpuszczalnych, odszedłem od kaw mlecznych, odszedłem od kaw słodzonych. Nawet zacząłem kupować kawę ziarnistą i dbać o dobrą kawę w domu. Teraz odchodzę od kaw z mlekiem roślinnym i sięgam po espresso. Najchętniej podwójne. Bez dodatków. Tylko teraz muszę znaleźć to ziarno, które będzie najsmaczniejsze.
    2. Z zupełnie innego świata. Jak wszyscy wiemy są na świecie rzeczy ważne, ważniejsze i jest też piłka nożna. A w piłce nożnej jest też Jose Mourinho, który wszedł do szatni Tottenhamu i… stała się magia. Odżył on, odżył klub, kibice go pokochali. No ale powiedzcie mi, jak nie pokochać trenera, który tak reaguje na konferencji prasowej…
    1. Zapewniałem, że będę się z tą aplikacją oswajał, stąd zaznaczam, że ta notka powstała w Notion*. Chyba się polubimy;-). Z Notion i notatkami jest jak ze Spotify i Apple Music. Bardzo szybko staje się wygodne w codziennym użyciu i nie tęskni się za wcześniej stosowanym rozwiązaniem. To dobry prognostyk.
      * Zostawiam tu link, z którego jeśli skorzystasz i spróbujesz tej aplikacji, ja dostanę ekstra środki na korzystanie z tego narzędzia (wolę, żeby to było jasne).
    2. Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "Słoneczko"
    
    KRS: 0000186434
    
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    [wd_hustle id=”3″ type=”embedded”/]

    To jest też ten moment, w którym nieśmiało zostawię linki do wcześniejszych tygodniówek, bo istnieje pewne niebezpieczeństwo, że to jednak będzie nosiło znamiona regularności.

    Czy w 2020 będę pisał więcej? Może…
    Dotrzymując obietnicy, wyrabiając nawyk – tydzień 2
    Zabawa co tydzień zaczyna się od pustej kartki
    Inspiracja bezczelnie czycha wszędzie – moja tygodniówka
    Nawet na urlopie tygodniówka się sama nie napisze…
    Tydzień możliwie spokojny, ale za to czwartek na wkurzeniu
    Na księżycu jest piasek, a ja czuję, że dostałem medal

    Od dziś kartka znowu będzie pusta…

  • Na macOS e-deklaracji PIT za 2019 rok nie złożysz… zbyt łatwo. Za 2020 też się da.

    1. Każdy z nas musi płacić podatki, bo tylko dwie rzeczy są pewne w życiu – śmierć i podatki. Raz do roku składamy zeznanie PIT. Ponieważ mamy XXI wiek, możemy to robić przez Internet. Tzn chyba możemy. Jeszcze w zeszłym roku mogliśmy. Ale teraz nic już nie jest takie pewne.
    2. Całe zamieszanie pojawia się w momencie, w którym Ty chcesz złożyć e-deklaracje, odpalasz dedykowany i przygotowany przez ministerstwo program (który przecież rok temu na to pozwalał), a teraz po wyborze właściwego formularza okazuje się, że… formularz się nie ładuje. Więc zaczynasz szukać powodu. Aktualizacja Readera? Aktualizacja Air? Aktualizacja e-deklaracji? A może to konsekwencja przejścia na Catalinę (wszystkie te scenariusze rozważałem i każda z tych opcji podobała mi się coraz bardziej).

    Aktualizacja 15.02.2021: Sprawdzone na MacBook Air M1 z BigSur – ciągle działa, tylko zmienił się sposób pobrania pliku Adobe Readera.

    Skąd można pobrać odpowiednią wersję Adobe?

    Tu strona www: https://www.adobe.com/devnet-docs/acrobatetk/tools/ReleaseNotesDC/continuous/dccontinuousseptember2018ooc.html

    Ale będzie się domagała skorzystania z FTP. Polecam FileZilla, logowanie bez nazwy użytkownika i hasła, ścieżka:

    /pub/adobe/reader/mac/AcrobatDC/1801120063

    i pobieramy pkg albo dmg


    Z tego artykułu dowiesz się co zrobić, jeśli przy próbie ładowania formularza w e-deklaracje program przestaje reagować.

    Aby wszystko zadziałało poprawnie, potrzebujesz wcześniejszej wersji Adobe – dokładniej Acrobat Readera wersji 18.011.20063.

    Nie możesz mieć zainstalowanej innej wersji Readera, a nawet jeśli instalowałeś go dopiero niedawno, może się okazać że potrzebujesz zainstalować go ponownie.

    Jeśli mimo przeinstalowania Adobe formularz nie chce się załadować – sprawdź jakie wtyczki do przeglądarek masz zainstalowane i czy przypadkiem nie siedzi tam Adobe PDFViewer.plugin <– może być potrzebne odinstalowanie tej wtyczki.


    1. Ten punkt muszę dopisać, ponieważ uwagę zwrócono mi na Twitterze

    Stąd tu muszę dodać, że sytuacja którto ma znaczenie w momencie, kiedy próbuję złożyć deklarację samodzielnie przygotowaną, a nie tę którą przygotował za mnie / dla mnie urząd skarbowy. W szczególności i w moim przypadku jest to Pit 28 (którego urząd nie przygotowuje). Ale sprawdziło się także przy Pit36.

    1. Możliwe było robienie tego przez odrębną aplikację, przez wtyczkę do Adobe Readera i przez portal Twój e-Pit.
    2. W 2020 roku, jak już pisałem, Ministerstwo Finansów postanowiło przestać wspierać e-deklaracje na Mac’a:

    jeśli ktoś, jak ja, wypełniał pit 28, a potem postanowił po miesiącu wypełnić pit 36, to całą operację (odinstalowanie Acrobat Readera, pobranie instalatora, zainstalowanie Acrobat Readera DC, wskazanie w edeklaracjach programu do obsługi PDF) trzeba powtórzyć. Ale – i to jest najważniejsze – działa.

    SZCZEGÓŁY ROZWIĄZANIA: HTTPS://MOBIRANK.PL/2019/03/17/CO-ZROBIC-JESLI-E-DEKLARACJE-2019-NIE-DZIALAJA-NA-KOMPUTERZE-MAC/

    Czasem przeinstalowanie Adobe nie wystarcza

    Jeśli przeinstalowanie Adobe nie pomogło, winne utrzymania się problemu mogą być wtyczki safari. Wejdź do katalogu library/internet plugins i zobacz, czy siedzi tam Adobe PDFViewer.plugin, jeśli siedzi – usuń i sprawdź czy i tym razem eDeklaracje się wykrzaczą po próbie uruchomienia formularza.

    Aha, nie wierz proszę we wszystko co przeczytasz w Internecie, kiedy radzą Ci usuwanie czegokolwiek z Twojego komputera. Rób to z głową. O tym sposobie usuwania tej wtyczki możesz przeczytać na oficjalnej stronie Adobe;

    Jeśli utknęłaś / utknąłeś w tym miejscu i mimo dalszych prób nie udało Ci się rozwiązać tego problemu – daj proszę znać. Postaram się pomóc.

    Niestety, absurdów w podejściu ministerstwa jest więcej ;( Wracam do przerwanej wyliczanki i (nie) skutecznych rozwiązań dla Mac’owców, które ministerstwo przedstawia.

    1. Nie działają (zbyt łatwo) edeklaracje „stand alone”, więc może pomoże wtyczka do Adobe Readera? Bardzo chętnie. Wtyczka jest dedykowana pod system Windows. Wiec.. nie, nie wyślesz eDeklaracji bezpośrednio z Adobe (i tak, na Windows to możliwe).
    2. No to może usługa Twój e-PIT. Spróbujmy. W Safari? Nie. To może w Chrome… cóż, nie gdyż:
    1. To może Firefox? Cóż.. Firefox odpala Adobe, który – patrz punkt szósty – nie ma wtyczki, więc mogę sobie powachlować.
    2. Ok. Może jednak jestem debilem i nie widzę jakiegoś prostego rozwiązania. Przecież nie wykluczą z buta Mac’owców. Nie są tacy. Widać ja jestem komputerowo bardziej lewy niż mi się wydawało. Poproszę Ministerstwo o informację, jak powinienem ustawić sprzęt. Mam do wyboru
    1. To może czat? Po doświadczeniach z Appointy, uwierzyłem że czat może być pomocny. Więc czat.
    1. Bo i po co komu porada specjalisty w okresie kiedy będzie składał zeznanie. Infolinia najlepiej działa wtedy, kiedy jest nieczynna. I nie, nie przywidziało mi się.
    1. No to lecimy z mailem, a w nim krótkie pytanie:
      Chciałbym się dowiedzieć, jak należy mieć skonfigurowany system / aplikację macOS aby móc złożyć zeznanie PIT28 za rok 2019 przez Internet.

      Swoje pytanie, zgodnie z podana instrukcją, musiałem podlać całkiem zacną dawną swoich danych.

    2. Mail wysłałem w piątek, 21 lutego w południe. Pit28 muszę złożyć do 2 marca. Stan na godzinę 13 w środę – poza obietnicą udzielenia odpowiedzi najszybciej jak to możliwe, to brak dalszych wieści.
    3. Jest czwartek, mam odpowiedź:

    Dzień dobry.W odpowiedzi na zgłoszenie informujemy, że na stronie https://www.podatki.gov.pl/komunikaty-techniczne/ dla użytkowników Win XP/Vista, Linux i MacOS korzystających z aplikacji e-Deklaracje Desktop zamieszczono stosowny komunikat https://www.podatki.gov.pl/komunikaty-techniczne/e-deklaracje-desktop-koniec-wsparcia-dla-win-xp-vista-linux-i-macos/.

    Jednocześnie informujemy, iż w związku z usunięciem z formularzy VAT pola „data urodzenia” dla osoby fizycznej w zakładce Wtyczka do przesyłania interaktywnych formularzy PDF (https://www.podatki.gov.pl/media/5645/e-deklaracje-wtyczka_v-7-1-1.msi) opublikowano nową wersję wtyczki (plug-in). W celu podpisania deklaracji danymi autoryzującymi konieczne jest pobranie i zainstalowanie w systemie nowej wersji wtyczki 7.1.1.

    Dla poprawnego składania deklaracji drogą elektroniczną do Systemu e-Deklaracje za pomocą udostępnionych narzędzi konieczny jest. min. system Windows 7.

    Serdecznie przepraszamy za utrudnienia.

    Odpowiedź od Zespołu Pomocy Technicznej Portalu Podatkowego
    1. Przemilczam już formę przytoczonej odpowiedzi, a może raczej jej kolejność. Ale w każdym razie, na moje rozeznanie na macOS nie złożysz deklaracji Pit (macOS nie obsługuje wtyczek instalowanych przez msi). Sorry Winnetou. Deal with it.
    2. Jakie znalazłem rozwiązania?
      1. Przeinstalowanie „na czysto” / od nowa Adobe Readera do 18.011.20063 odinstalowując inne wersje tego oprogramowania, zrobienie tego przez eDeklaracje – udało się, a zatem da się, choć.. no cóż, wiąrze się to z koniecznością wielokrotnej zabawy a Adobe Acrobat Readerem.
      2. Zainstaluję parallels, albo inną wirtualną maszynę i zainstaluję Windowsa na swoim komputerze (kto jeszcze tego nigdy nie robił rączka do góry)
      3. Znajdę kogoś, kto ma w domu PCeta (czyli pójdę do rodziców) i tam to zrobię.
      4. Wyślę deklarację papierową. Taki będę internetowy.

    A miało być tak pięknie.

    Ważna informacja dodatkowa. Skoro czytasz tego maila, to jesteś na etapie wypełniania swojego PIT’a. Jeśli tak, zachęcam Cię do skorzystania z opcji i przekazania 1% na wybraną przez siebie OPP. Jeśli już to robisz i robisz to od lat – dziękuję. Jesteś małym wielkim bohaterem. Jeśli jeszcze tego nie robisz, lub nie wiesz komu swój 1% miałbyś przeznaczyć, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak