Kategoria: Tygodniówka 2020

  • Tylko to się w życiu liczy… Tygodniówka #6.21

    1. Spodziewam się, że to będzie krótka tygodniówka… Obawiam się, że może być – co nawet gorsze – uboga w treść. Mając do wyboru lanie wody, albo przyznanie się (także przed samym sobą), że tym razem nie odrobiłem zadania domowego, wybieram jednak to drugie. W jakiś taki niezwykły sposób w sukurs z pomocą przychodzi Piotr Bukartyk z piosenką:

    1. Na przewrotną osłodę mogę tylko dopowiedzieć, że zeszłotygodniowa tygodniówka była lepsza (o czym nie wiedzieć czemu mniejsza niż zwykle grupa czytelników zdołała się przekonać). Druga dobra wiadomość jest taka, że najprawdopodobniej przyszłotygodniowa też będzie lepsza. Tak bardzo duże znaczenie ma kontekst.

    2. Dowód znaczenia kontekstu – ten sam szary kolor w otoczeniu jaśniejszym sprawia zupełnie inne wrażenie, niż w otoczeniu ciemnym. Więc… nawet jeśli to to samo, to wygląda zupełnie inaczej.

    Kwadraty opisane A i B są tego samego koloru.

    Żeby było zabawniej, nawet jeśli wiesz, że to ten sam kolor, to Twoje oczy i Twój mózg twierdzą coś zupełnie innego. O tym mówi nam choćby Kahneman.

    źródełko: Wikipedia

    1. W tym tygodniu zostałem zapytany, w zupełnie niespodziewanych okolicznościach, o Niecodziennego.
      – Czy ja z tego żyję?
      Oj nie, bardzo nie.

      – Ale to jest trochę dzielenie się swoją intymnością
      No cóż.. trochę inaczej nie umiem.

    Nie chce wracać do tego, dlaczego piszę (kiedyś próbowałem to już rozwikłać), ale może dwa słowa o tej intymności. Może być wszakże tak, że choć sam się do tego nie przyznam, jest we mnie jakaś dziwna nutka ekshibicjonisty, która znajduje ujście właśnie w taki sposób.

    Czy to jest intymne…? nie umiem tego ocenić. Ani jakości, ani wartości. Jest we mnie ogromny podziw dla ludzi, którzy mają wewnętrzne niezachwiane przekonanie o jakości swojej pracy. Mi jest nawet ciężko powiedzieć, czy to intymne.

    1. Ja już to kiedyś o swoim pisaniu usłyszałem.

    „Wit, czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że to jest pornografia”?

    Żeby było ciekawiej, to nie była uwaga to żadnych tekstów erotycznych. To była uwaga osoby, która zarabiała na życie pisząc, i w ten sposób oceniła moje teksty do Wolfa pisane. Wtedy zupełnie tego nie zrozumiałem, czy teraz rozumiem lepiej? Wcale nie jestem pewien.

    Do kompletu mogę dodać tylko, że tak, wiem, nie da się mnie / moich tekstów komentować.

    1. Zaproszę Cię jeszcze do krótkiej podróży w czasie. W podstawówce do której chodziłem, funkcjonowały tzw. Indeksy, w których oprócz ocen wyrażanych liczbą, nauczyciele mieli za zadanie wpisywać także oceny opisowe po każdym semestrze. Dziś właśnie trafiłem na opisy sprzed, ach joj, 25 lat:

    Deszyfrować?

    Staraj się o większą komunikatywność, jasność wywodu. To samo dotyczy stylu pisania.

    Podtrzymuję swoją opinię sprzed roku, szczególnie o roztrzepaniu. Wit ma zawsze swój interesujący, choć b. trudny do wyrażenia jak i do obrony punkt widzenia.

    No cóż, lata mijają, Wit się wiele nie zmienia.

    1. Będzie jeszcze humor ze szkolnego dzienniczka

    Mam niejasne wrażenie, że treść uwagi była inspirowana przez absolutnie genialną polonistkę, p. Ulę.

    1. Mamy podróż w czasie, to tu jest ciekawy zestaw informacji o tym, czego do końca nie kumamy w związku ze starzeniem się. Taki najbardziej podstawowy wniosek jest taki, że… nie wszyscy będziemy starzeć się tak samo i to jak się będziemy starzeć, zależy także bardzo od nas.

    Od tych nudnych rzeczy, takich jak styl życia, odżywianie się ruch, sen. Wszystkie te rzeczy mogą wpłynąć na to, czy dotknie nas demencja (a wedle autora dotyka 14% powyżej 70 roku życia, co z kolei oznacza, że 86% osób powyżej tego wieku demencji nie ma), oraz wpływa na nasza sprawność seksualną.

    Więc – musisz dobrze spać, aby mieć długo dobry seks. To ja Ci życzę dobrej nocy. Tzn. jeszcze nie teraz, ale tak na koniec tygodniówki, to bardzo chętnie.

    1. A tak w ogóle, to naukowcy potrafią „odpalić” mózg człowieka, który spędził wiele lat w śpiączce. Mózg startuje się ultradźwiękami. No że wow.

    2. W kontekście humoru coś, czego się w tygodniówce sam nie spodziewałem, a zatem żart prowadzącego:

    Żyły sobie myszy. Wszyscy na nie polowali, wszyscy chcieli zeżreć. W obawie o byt biologiczny gatunku myszy postanowiły wysłać poselstwo do mądrego puchacza, który cieszył się sławą nieomylnego na cały las.

    Przybyło poselstwo na miejsce i powiada:

    – Mądry puchaczu, wszyscy na nas polują, wszyscy zżerają. I koty… I sowy… I bociany… Co mamy robić?

    Zanurzył puchacz myśl w swą mądrość niezmierzoną i odrzekł:

    – Uważam, że powinnyście zmienić się w jeże… mając kolce obronicie się przed każdym napastnikiem.

    Powróciło ucieszone poselstwo do rodzinnej nory:

    Puchacz znalazł radę! Zmienimy się w jeże!

    Wśród powszechnej radości znaleźli się także wśród mysz malkontenci:

    – No ale jak my się w te jeże zmienimy?

    Chwila konsternacji. Postanowiono wysłać poselstwo do puchacza jeszcze raz. Przybyli pod puchaczowe drzewo i proszą:

    Mądry puchaczu, powiedz nam, jak mamy się w te jeże zmienić…

    Natręctwo myszy wyprowadziło puchacza z równowagi.

    Nie zawracajcie mi głowy głupimi szczegółami! Ja jestem od strategii i wytyczania kierunków!

    1. Znowu wróciłem do czytania zbyt wielu książek na raz, przez co żadnej skończyć nie mogę. Mam tylko nadzieję, że potem kończył je będę hurtowo. W tym momencie na rozkładzie mam „Talk triggers” (b. Dobra), „The strategy journal”, „Priceless”, Mistrza i Małogarzatę (choć będę musiał spytać internetów czemu jest ona uznawana za największe arcydzieło) oraz The Culture Clash. Cytaty będą, jak tylko skończę. Czyli nie prędko.
    2. Ta ostatnia pozycja jest o tym, że ludzie za bardzo psów nie kumają, i nie powinni się dziwić że pies będzie robił wszystko za jedzenie, a nie wszystko dlatego, że „w ten sposób zaspokoi ego ukochanego właściciela”.

    No, ale psy za jedzenie potrafią naprawdę mocne rzeczy. Na przykład takie:

    Nie wiem czym tego psa karmią, że w połowie biegu potrafi wrzucić hamulec zadem… coś mi się zdaje, że kawiorem.

    1. Pozostając w temacie karmienia – robot wspomagający:

    1. Ciekawy zbiór uwag dotyczących finansów osobistych od Morgana Hausela, autora Money Psychology. Na zachętę:

    No one is as impressed with your possessions as much as you are

    Most financial mistakes come when you try to force things to happen faster than is required.

    Embrace and accept your flaws and build a financial plan around them

    1. I jeszcze dorzucę nową odsłonę wykresu, który pokazywałem w zeszłym tygodniu:

    I z jednej strony akcja GameStop jest wciąż warta 10krotnie więcej niż była warta w sierpniu 2020, ale jak ktoś kupował pod koniec stycznia, to mogło go zaboleć. Tym bardziej, że mamy w zwyczaju (ponownie Kahneman) błyskawicznie księgować mentalnie zyski, i kiedy są one mniejsze niż zaksięgowaliśmy, to nas to boli.

    1. Ale my bardzo chcemy osiągać cele szybko. Najlepiej od razu. Najlepiej bez wysiłku. Najlepiej dzięki szczęściu. I dlatego właśnie gorąco polecam obejrzenie materiału:

    który to wszystko ładnie policzył.

    1. Na drugą nóżkę dopowiem tylko, że gdyby tylko władza chciała, to mogłaby wykorzystać naszą naiwność wobec loterii i zastosować ją jako mechanizm do nauki oszczędzania, ale… władzy to chyba nie po myśli. Władza uważa, że kiedy ludzie oszczędzają, to gospodarka ma się gorzej, więc lepiej, żebyśmy nie oszczędzali. No cóż, ja mam w tej kwestii interesujący, choć trudny do wyrażenia i obronienia punkt widzenia.

    2. A o czym była tygodniówka w zeszłym roku?

      • o procentach i ich odwracalności
      • o dobrej i złej strategii
      • o dziennikach więziennych Archera
      • o newsletterach (a jakże)
      • o niespodziewanych konsekwencjach płacenia tylko gotówką

    Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. 

    Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Głęboko wierzę w to, że za tydzień będzie lepsza tygodniówka. Time will tell.

  • ♪ When you’re strange ♪ – Tygodniówka #5.21

    1. Skąd ten tytuł? Otóż od kilku dni ten kawałek chodzi mi po głowie. Wszystko dlatego, że zgodnie z tym co napisałem w zeszłym tygodniu, próbuje nieco poprawić swoją wiedzę o szachach. Moja chęć i ciekawość jest dokarmiana przez sposób, w jaki o szachach opowiada wspomniany już „GothamChess„. Oprócz tego, że tłumaczy otwarcia i obrony, streamuje także swoje gry i komentuje w ich trakcie swoje obserwacje. Przerażające jest jak gość potrafi rozciągnąć czas gry. Dla mnie pojedynek 5 czy 10 minutowy trwa 5 czy 10 minut, a on mimo upływu tego samego czasu, potrafi wcisnąć tam często wiele scenariuszy i rozwiązań, których zarysu czy zalążku nadal na szachownicy nie jestem w stanie nas zobaczyć.
    2. W trakcie jednego z takich pojedynków, zaczął sobie nucić

    People are strange when you’re a stranger

    Faces look ugly when you’re alone

    Women seem wicked when you’re unwanted

    1. Tekst robi robotę, tempo robi robotę, okazuje się wreszcie, że to the Doors:

    Well.. Brawo Wicie za Twoją edukację muzyczną. Niemniej jednak ta właśnie melodia jest ze mną od tygodnia.

    1. Co ciekawe, nie wiedziałem, że jest film o the Doors z narracją Johnnego Deppa:
    https://vimeo.com/288955462
    1. Z tą piosenką, jest związany jeszcze jeden punkt. We wtorek nie bardzo mogłem spać i obudziłem się o 5tej. Uznałem że to nieprzyzwoitość o tej porze wstawać, więc posiłowałem się jeszcze przez kilka minut, potem poddałem uznając – może tak właśnie zaczyna się tegoroczny cykl porannego wstawania (na który bardzo czekam).

    Co można zrobić z tak pięknie rozpoczętym porankiem? Można pomedytować, poczytać, popisać dziennik. Można też posłuchać piosenki. Zrobiłem to właśnie, i wtedy mnie tchnęło:

    Jakie to jest dziwne, robić jedną rzecz na raz.

    było to tak dziwne, że musiałem to zaraz zapisać (żeby nie zapomnieć). Ale też musiałem opanować potrzebę robienia czegoś równocześnie (np. czytania). A niezwykłą siłę miało siąść na tył krześle, włożyć słuchawki, zamknąć oczy, posłuchać muzyki.

    1. Proszę, zrób to. Spróbuj. To tylko dwie minuty. Doorsi się do tego nadają, ale może masz coś co pasuje Ci bardziej. Posłuchaj muzyki i wyłącznie na tym się skup.
    2. Jest takie określenie, które kocha każde korpo – „to nie problem, to wyzwanie (w przebraniu)„. Wszystko dlatego, że nikt, a zwłaszcza przełożeni, nie lubi słuchać o problemach. Często zdarza się, że w rozmowie pojawia się dokładnie to mądre sformułowanie, które ma pomóc odpowiednio się do zadania nastawić. Prawdę powiedziawszy, zawsze mi ono zgrzyta i wydaje mi się takim… niezręcznie stosowanym wytrychem, który wcale nie demonstruje umiejętności dobrego motywowania.

    Ale w tym tygodniu usłyszałem też sposób podejścia do zadania, który wydaje mi się absolutnie genialny.

    Za każdym razem kiedy przystępuję do zadania, wiem, że je rozwiąże.

    Rozbraja mnie prostota i siła tego nastawienia. Wiem, że to będzie trudne, wiem że to będzie wymagające, ale wiem, że dam radę.

    Czy to rozwiązanie ma jakieś cienie? Tak, osobie ambitnej trudno czasem odpuścić, kiedy zadanie jest np. niewykonalne, albo wymaga więcej szczęścia niż umiejętności. Ale i tak jestem zachwycony tą metodą. Zamierzam z niej skorzystać.

    1. Kojarzysz Claude Monet? To ten impresonista, który potrafił namalować Kobietę z parasolką:

    albo taki mostek i taką rzekę

    1. Rzecz w tym, że ten gość w liście do przyjaciela, napisał tak:

    I have gone back to some things that can’t possibly be done: water, with weeds waving at the bottom. It is a wonderful sight, but it drives one crazy to try to paint it. But that is the kind of thing I am always tackling.

    Claude Monet

    Zwrócę tylko uwagę, że ten most narysował w 1874, a ten list napisał w 1890.

    Natomiast te słowa poprzedziła także taka uwaga:

    I am distressed, almost discouraged, and fatigued to the point of feeling slightly ill. What I am doing is no good, and in spite of your confidence I am very much afraid that my efforts will all lead to nothing.

    Claude Monet

    Ktoś coś mówił o niemocy twórczej? Albo o trudnościach?

    1. Zaskakuje mnie, że jednak skorzystam z tego, poniższego znaleziska, ale jakże mi ładnie do wątku pasuje. Quora podrzuca mi ostatnio „prawdy o życiu o których nie chcemy pamiętać” albo „prawdy o życiu których sobie nie uświadamiamy” i choć większość z nich trąci Coelho, to czasem trafiają się ciut bardziej szczęśliwe zestawy, a w tym zestawieniu znalazłem:

    You quit in 2 situations:

    When a challenge is tougher and you have beginner level skills.
    When you have advanced level skills and the challenge is too easy.

    1. A Monetowi Lilie wyszły, między innymi tak:

    No cóż, zdaje się, że warte paru monet 😉

    1. Wszystkie ilustracje zaczerpnąłem wprost z Arts and Culture od Google. Dość mocno wjechała tam grywalizacja, bo dostałem taką odznakę

    „Udało Ci się poświęcić czas na obejrzenie obrazu”. Równocześnie mnie to i śmieszy i przeraża.

    1. Czy hasło „GameStop” coś Ci mówi? Wcale nie musi, ale… może powinno. Rzecz bowiem tyczy się amerykańskiej giełdy i spółki, która nagle wystrzeliła jak rakieta, sprawiając, że drobni inwestorzy zarabiają krocie, a niektóre fundusze inwestycyjne drżą w posadach. W tle pojawia się Elon Musk (którego przedstawiać nie trzeba) i Michael Burry (którego zna ten, kto czytał / oglądał Big Short).

    Warto zwrócić na to uwagę, bo są głosy które twierdzą, że to może konkretnie rozbujać całą amerykańską giełdę, a to z kolei może mieć wpływ na światową gospodarkę. Jeśli chcesz zrozumieć i dowiedzieć się więcej, zerknij w ten artykuł o GameStop i jego ciąg dalszy

    1. Przy czym, proszę, zanim uwierzysz ze to walka Dawida z Goliatem (i pamiętaj że ta historia ma drugie dno, porównaj z Outliers Gladwella), że WallStreet nie pozwala bogatym upaść a biednym zarobić i że to wszystko spisek aby uciśniać uciśnionych, spróbuj dowiedzieć się więcej.

    Posłuchaj podcastu Pivot, gdzie Galloway zwraca uwagę na to, że „ej, wzrosnąć z 4 dolarów do 40 można, kiedy ktoś źle ocenia wartość, ale kiedy cena winduje do 400 to dzieje się coś jeszcze”. Dowiedz się, dlaczego niektóre aplikacje musiały wstrzymać obsługę niektórych transakcji; Zastanów się, co będzie, kiedy tłum który wali drzwiami oknami po akcje, nagle będzie chciał tymi samymi drzwiami i oknami wyjść. Równie szybko.

    1. A przede wszystkim, patrz na wykres.

    Ale nie ten, bo ten niewiele mówi. Jeśli możesz, patrz na dłuższą perspektywę:

    I zadaj sobie pytanie – co jest normą, co jest odstępstwem, co jest ryzykiem i czego należy się spodziewać w nieodległej przyszłości.

    lecz nagle możesz zacząć spadać w dół. A to już nie to samo.

    1. Nieźle się 2021 zaczyna. Natomiast tu jeszcze, w ramach przerywnika, dostępny na Netflixie „Death to 2020”, podsumowujący minione 12 miesięcy.

    Netflix nazywa to „Oryginal Comedy Event”. Im dłużej to oglądałem, tym bardziej uświadamiałem sobie, jak bardzo różnimy się z Netflixem z rozumieniem „Comedy”. To wytrawna satyra, która z gracją kopie tam, gdzie boli najbardziej. Śmiech? Chyba w przebraniu.

    1. Wracając do przerwanego wątku – czym w ogóle się ten GameStop zajmuje? To tradycyjny (czyli taki, który ma fizyczne sklepy) sprzedawca gier komputerowych i wszystkiego co z nimi związane. Sprzedawca, który kombinuje jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości i stać się nowym Netflixem.
    2. Skoro o zarabianiu na grach mowa, taki ładny wykresik o tym, jak zmieniały się dochody w branży gier w ostatnich 50 latach:

    i cały artykuł zagadnieniu poświęcony

    1. Gry i dochody, a więc gry i wydatki. Dziś przed moje oczka trafiła gra Rip Them Off, którą chyba nabędę drogą kupna. Tower Defense with Economic management i to jeszcze podlana minimalistycznym sosem Zdaje się, że przepadłem…
    1. Podzielę się Wami także podsumowaniem badania o kompetencjach finansowych polskich, choć nie tylko, uczniów. Jest nie najgorzej, Polscy 15 latkowie demonstrują wiedzę i zachowanie lepsze od średniej dla badanych krajów, wyniki plasują ich też na miejscu 4 z 20 przebadanych krajów. Ale… cały czas jest jeszcze pole do poprawy.

    Nastolatkowie wiedzę czerpią przede wszystkim z domu (94%) i z Internetu (79%). Nie mają podręczników (13%) i kiedy pojawiają się pytania o konkretne, podstawowe pojęcia, to potrafią dobrze zdefiniować 7 z 18 badanych pojęć.

    Dziewczęta niemal we wszystkich badanych krajach okazały się być bardziej niezależne w wydawaniu pieniędzy. Chłopcy częściej deklarowali, że pytają rodziców o zgodę.

    Polscy piętnastolatkowie znacznie rzadziej niż rówieśnicy z badanych krajów posiadają konto w banku. Średnia OECD to 54%, z kolei tylko 34% uczniów z Polski ma dostęp do konta. Jest to niekorzystne, ponieważ dostęp do konta bankowego i płatności kartą podnosi kompetencje finansowe o odpowiednio 5,4 i 4%.

    1. Od kilku lat, z różną intensywnością pojawia się w różnych krajach pomysł wprowadzenia minimalnego, gwarantowanego dochodu. Ja mam z tym zgrzyt, bo wcale nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, ale niektórzy to badają, żeby decyzje nie były podejmowane na czuja.

    To badanie dowodzi, że minimalny przychód gwarantowany (w wysokości 20% zarobków) nie wpływa negatywnie na produktywność. Choć jak się człowiek wczyta w to badanie, to nie jest to klasyczne „czy się stoi, czy się leży”, ale raczej zagwarantowanie pewnej podstawy, w ramach wynagrodzenia.

    W związku z tym nie jestem pewien, czy to jest minimalny dochód, czy zwiększanie przychodu, i gdyby to udowadniało, że pracujemy mniej efektywnie, to było by krucho.

    1. Jak sądzisz – jaka część rzutów w NBA to rzuty za 3 punkty? (Już o tym kiedyś było w tygodniówce).

    20 lat temu, to było 17%.

    10 lat temu 22%.

    5 lat temu 28%.

    W tym momencie zbliża się do 40%, a równo połowa drużyn oddaje więcej, niż 40 rzutów na 100 zza lini 724 centymetrów od kosza (co ciekawe, w Europie „3jki” rzuca się z bliższa, bo wystarczy stać 6,75 od kosza).

    To jest zdaje się optymalizacja efektywności. Źródełko: WSJ

    1. Polska taka piękna. Taka różnorodna. Z jednej strony można trafić na znakomitą kampanię o tolerancji:

    (brawo Karolina!)

    A z drugiej, potrafimy z miłością do bliźniego na ustach i w sercach robić…

    Ja nie wiem co ja myślę.

    1. Podtrzymując cykl, o czym pisałem w tygodniówce rok temu?
      • o wszechobecnej inspiracji
      • porady od seniorów
      • o okienkach żywieniowych i liczeniu kalorii
      • o finansach i edukacji finansowej (no się bardzo nie spodziewałem)
      • i ile trzeba mieć w portfelu, żeby móc w USA chorować na emeryturze

    Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego.

    Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Odkryłem też magiczny sposób na wcześniejsze wysłanie tygodniówki. Muszę ja wcześniej zacząć pisać.

    Ilustracją dzisiejszej tygodniówki jest ptaszek, który był łaskaw w tym tygodniu podglądać mnie przy pracy.

  • Licząc na owoce wytrwałości – tygodniówka #4.21

    1. Zacznijmy od szachów. Nie sądziłem, że Gambit Królowej będzie tym impulsem, który popchnie mnie do odświeżenia sobie tej gry, ale… skoro nikt z czytelników nie chce ze mną grać (nikt wyzwania nie podjął) postanowiłem zmierzyć się z tym „wołaniem” sam. Z pokorą (bo wołanie to przez kilkanaście lat nie było w żaden sposób adresowane), ale też z pewną determinacją – tym razem będę bardziej wytrwały.

    2. Mogłem pójść na chess.com (gdzie kilka lat temu założyłem konto, ale nie chciałem płacić za wersję premium), ale w Klanie Michała Szafrańskiego ktoś polecił serwis Lichess i tam się skierowałem. Serwis pozwala na granie z ludźmi, z komputerem (na różnych poziomach), także rozwiązywanie szachowych łamigłówek. Spróbowałem łamigłówek, żeby sobie troszkę odświeżyć pamięć i sposób szachowego myślenia, a potem spróbowałem zagrać. Na początek z komputerem, bo to na bycie ośmieszonym przez innego gracza nie miałem śmiałości (zbieranie bęcków od procesora mniej boli… może mniej szyderczo się śmieje).

    3. O jej… bolało. Najgorsze nawet nie było to, że że nie przegrałem (spodziewałem się tego). Ale bolała przede wszystkim pustka w głowie po pierwszym ruchu. Tzn ruszyłem piona (zresztą dokładnie tak, jak ruszyłem go w zaproponowanej Tobie wersji), komputer odpowiedział, a mnie sparaliżowało. Nie miałem pojęcia co robię, więc… zamarłem. To była pierwsza lekcja pokory. A potem była spodziewana klęska.
    4. Nic nie widzę na szachownicy. Tak bardzo, że czasem zaskakuje mnie jak bardzo wpycham się w paszczę lwa. Nawet nie lwa, byle lwiątka, które jeszcze ma mleko pod nosem. Nie, to nie był przypadek. To było po prostu upokarzające. W związku z czym zacząłem szukać ratunku.

    5. Tak trafiłem na kanał GothamChess i spróbowałem się dowiedzieć jakichkolwiek podstaw o otwarciach, żeby wiedzieć chociaż odrobinę więcej o tym co tu się wydarza. Nie spodziewałem się, że to może być tak interesujące, ale niepostrzeżenie zacząłem spędzać na tym kanale więcej czasu (co z kolei może się odbić na jakości tygodniówki).
    6. Kto by pomyślał, że będę oglądał jak ktoś rozgrywa kolejne partie z botem Beth Harmon… I że to będzie tak rozrywkowe.

    Czy ja właśnie oglądam, jak ktoś gra w gry? Chyba właśnie dopadł mnie e-sport.

    1. Czy ta cała edukacja mi w czymkolwiek pomogła? Cóż.. nie. W kolejnych próbach znów byłem rozgromiony bez cienia wyrozumiałości. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi determinacji i zacznę jednak cokolwiek ogarniać i nie zostanę taką lamą bardzo długo.

    2. A jak tam idzie z moim pisaniem bezwzrokowym?

    No więc… dziwnie.

    To nieustająca walka z własnymi przyzwyczajeniami. Rzecz nie w tym, ze nie umiem pisać bez skupiania się na tym gdzie który klawisz jest, ale co i rusz łapie się na tym ze moje ręce i moja głowa samodzielnie wraca do pisania trzema, czterema palcami, zamiast 10 na czym mi zależy.

    Wraca, bo tak już umie, bo tak jest szybciej, bo tak jest mniej wysiłkowo. Pisanie 10 palcami wymaga i skupienia i kontroli. Świadomości pisania. A przy okazji est jedynie obietnicą, że będzie lepiej. Kiedyś. Równocześnie – choć nie umiem tego wyjaśnić, mam wrażenie, że jestem bliżej przejścia na ten system, niż byłem kiedykolwiek wcześniej.

    Znowu, pytanie czy wytrwam.

    1. Jak dziś pamiętam moment, w którym wpadła w moje ręce książka „Rysuję krok po kroku postacie” (Ta książka jest w kilku wersjach i każda bajecznie skłania do prostych a rozróżnialnych rysunków). Pamiętam, że wsiąkłem od pierwszego rysunku, od kucharza, którego naszkicowałem sobie na paragonie po zakupie książki z resztą. Od tego zaczęła się moja przygoda z rysowaniem, które daje lepsze i gorsze efekty. Ogromnie dużo frajdy miałem z książką kurs rysowania zwierząt z kreskówek i tak nauczyłem się rysować m.in. tygryska. A teraz razem z najnowszym nabytkiem rysowanie dla przyjemności piłuję sobie kota.

    Ewolucja kota, po mojemu

    Ciekawe gdzie mnie to zaprowadzi.

    1. Na wszelki wypadek powstrzymam się od donoszenia Ci, jak idą moje postępy w graniu na ukulele. W trosce o Twoje uszy.

    2. A skoro już była mowa o kotach, to czy wiesz, że w Krakowie obowiązuje roczna opłata, za posiadanie psa? To niby żadne wielkie pieniądze i jest mnóstwo wykluczeń, ale… podatek od posiadania psa? Serio?
    3. Miłośniku czworonogów – pilnuj swojego portfela…

    1. Będzie odrobinę bliżej mojej przestrzeni zawodowej, ale… tu przeciekawy artykuł o tym, czy aby na pewno eCommerce wygrał rok 2020

    Co zwróciło moją uwagę?

    po pierwsze my (nerdy, geeki, czytacze) łakniemy trendów i cały czas wyprzedzamy świat i widzimy rzeczy, które jeszcze nie dzieją się w masie, do tego mamy trochę skrzywioną psychikę i „szukamy znaków”.

    Po drugie – przy całym wielkim wzroście eCommerce i warunkach które mu tak bardzo sprzyjały, wciąż 84% handlu dzieje się w sklepach brick&mortar (US).

    Po trzecie – może właśnie obserwujemy zmiany w handlu tradycyjnym, i rola sklepów będzie bardzo inna (podobnie mówi Galloway pokazując po co apple’owi były i są sklepy offline).

    A przy okazji możecie dowiedzieć się po co sklepom zrobiła klimatyzacja i jaki wpływ na handel miały schody ruchome.

    1. Taką reklamę wypatrzyłem na LinkedIn:
    1. Z tą jedną myślą chciałbym Cię zostawić, jeśli po głowie chodzą Ci pytania związane ze swoją produktywnością, efektywnością…
    1. Przyznam Ci się też do mojego małego mancrush – jest nim Mathew McConaughy, co prawdę powiedziawszy zaskakuje mnie nawet bardzo. Zaskakuje, nie dlatego, że McConaughy zyskał sławę w „Czasie zabijania” (co jak sam mówi, stało się „w przeciągu jednej nocy”). Skorzystam z okazji i przytoczę tę znakomitą scenę

    Absolutnie nie pamiętałem jaka plejada aktorów grała w tym filmie. Szkopuł w tym, że McConaughey potem wpadł w rolę gościa od filmów romantycznych i jakoś zupełnie wyleciał mi z radaru. Owszem, była chwila kiedy znów się przypomniał w Podwójnej grze, ale na dobre (dla mnie) wrócił w kombo Detektyw, Wilk z Wall Street (stąd przecież pochodzi mruczando otwierające moje nagrania) i Dallas Buyers Club (wszystkie gorąco polecam). Potem rzecz jasna był Interstellar, a ja nadrobiłem w między czasie Lincoln Lawyer.

    1. Drobny przerywnik muzyczny, z ostatniego wymienionego filmu. No po prostu uwielbiam.

    Choć może powinienem był zalinkować tę wersję… jako ze miła i dla ucha i dla oka.

    1. Wracając do McConaughey’a, bo gość ciekawie mówi (nie tylko Alright, alright, alright, ciekawie motywuje (już go w tygodniówce przytaczałem), czasem realizuje przewrotne projekty (np. przez godzinę pije kawę w deszczu… naprawdę, wiem, że nigdy nie zrozumiem Youtube’a), ale potrafi też wysłać człowieka do spania, o czym uroczo opowiada Michael Buble:

    1. Tu możesz posłuchać opowieści i dać się porwać Mathew do snu. I nie, nie musisz za to płacić 80 dolarów.

    https://www.youtube.com/watch?v=DrInLTXcL-w
    1. Przedostatnia rzecz związana odrobinę z Mathew, która doskonale wpisuje się w koncept „uważaj co opowiadasz, czasem jeszcze ktoś to zapamięta„. Niektóre rzeczy powstają przypadkiem, a potem Cię prześladują, przez całe życie.

    1. John Cena… i pomyśleć, że to gość o którym usłyszałem, po raz pierwszy w życiu na przetargu dla brand hero dla jednej z sieci handlowych. Serio. Serio. I to spotkanie tez było bardzo serio. Tylko niełatwo było utrzymać serio miny.

    To jeszcze na deser, tu John Cena uczy Wolverin’a, jak robić grzeczny trashtalk. O matko, za dużo youtube’a wjechało.

    1. No dobra, to już ostatni kawałek… z małą dedykacją. Kiedyś Ola wspomniała, że jeśli ktoś chce jej zrobić przyjemność, to powinien jej pokazać półnagiego mężczyznę w czapce. Olu, jeśli czytasz:

    1. okazuje się też, że… mogę Cię też zachęcić do zerknięcia w to, o czym pisałem rok temu. I to będzie nowy cykl – o czym rok temu była tygodniówka:

      • był impeachment Trumpa
      • był Feinman, który raczy żartować
      • był Gombrowicz
      • o próbach ze Spotify
    2. Są takie zespoły w F1, które potrafią pokrzyżować plany swoim kierowcom w sposób iście koncertowy. I takie, które potrafią dokonać na torze (dosłownie) cudu.
    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    1. Od kilku tygodni obiecuję sobie, że następną tygodniówkę napiszę i wyślę wcześniej. I od kilku tygodni okazuje się, że tygodniówka kończy się pisać coraz później. Nie chcę się zarzekać, ale… może następnym razem się uda?

    2. Dla najwytrwalszych – popis niezwykłych umiejętności można dać nawet, kiedy jesteś przebrany za Donuta, czy nawet mniej wyróżnialne coś…

    https://www.youtube.com/watch?v=QZShA_a-5r8
  • „To digress” znaczy błądzić – Tygodniówka #3.21

    1. Czasem łatwiej mi myśli wyrazić w języku obcym. Zwięźlej, prościej. Nie chodzi tylko o to, że można jednym obcym słowem ująć to, co wymaga wielu słów opisowych w naszym, ale pewnie ze względu na wszechobecność języka obcego, wchodzą nam te słowa i są ciut bardziej pod ręką.
    2. Czasem jednak trafia się błędne wykorzystanie zwrotu (bo byłem przekonany, że znaczy co innego), a czasem ten zwrot ma drugie znaczenie, które też potrafi być zaskakująco trafne. I tym sposobem, dochodzimy to tytułu.
    3. Bo ja uwielbiam dygresje. Wtrącenia. Dopowiedzenia. Wycieczki (czasem także krajoznawcze). Otwieranie kolejnych szufladek w kolejnych szufladkach bo akurat mi się coś przypomniało. Jestem człowiekiem od zbyt długich wstępów i zbyt częstych dygresji. Dotychczas byłem przekonany że to efekt elokwencji, oczytania, chęci podzielenia się jakąś dodatkową ciekawostką, ale w tym tygodniu, trochę bardzo przypadkiem dowiedziałem się, że

    A to dużo zmienia.

    1. Za chwilę do błądzenia wrócę, tylko wcześniej drobne wtrącenie. Od czasu do czasu Tygodniówka zmienia się w moją małą sesję terapeutyczną i tak będzie i tym razem, ponieważ podzielę się z Tobą myślą wprost z mojego dziennika.. dzienniczka.. z moich zapisków, które akurat dziś wyglądały tak:
    Tak, naprawdę tak do siebie piszę. Tak, naprawdę na różowo.
    1. Na wszelki wypadek zrobię małą transkrypcję tego co widzisz i dopiszę to, czego nie widzisz, bo to że oprogramowanie iPadOS potrafi mnie rozczytać, nie znaczy że Ty potrafisz. Zatem

    Czy znam swój cel? Czy wiem co chcę osiągnąć? No więc nie. Nawet nie za bardzo go szukam. Trochę mnie tego nauczyło życie, ze rzeczy „zdobywam” along the way, robiąc przy tym inne rzeczy. Czy boję się postawić cel, bo boję się że go nie zrealizuję? A może dlatego, że boję się mu poświęcić? Zagryźć zęby i robić z większym zobowiązaniem to, co sobie postanowiłem.

    Tu dopisek – bo najgorsze co może się stać, że postawię sobie cel, i zagryzę zęby i wtedy mi się nie uda.. i co wtedy?

    Ale niestety często jest też tak, że osiągam (coś, przyp. Autora) – bez poświęcania temu 1000 godzin. To może być efekt szczęścia, to może być efekt „good enough” albo trochę „pr’u” i tego, że jestem wyszczekanym typem. Równocześnie, mam do siebie pretensje, bo wiem, ile w tym przypadku, wiem ile szczęścia i wiem, czy raczej przypuszczam, że gdybym miał w sobie „drive” i determinację mojej siostry (albo dowolnego innego człowieka który umie w systematyczność), to byłoby lepiej.

    Czy ja się właśnie zorientowałem, że próbuję sprostać czysto wirtualnemu przeciwnikowi? Czy naprawdę próbuję przeskoczyć nieistniejącą poprzeczkę, której istnienie znam tylko ja, i nie umiem sobie odpuścić, że jej nie mogę pokonać?

    1. Łącząc kropki, zamykając szufladki – wychodzi mi na to, że zamiast określać cele i do nich dążyć, rozmieniam się trochę w dygresje, przez co błądzę, zamiast przybliżać się do celu. Przytaczana już w tygodniówce zasada Warrena Buffeta – określ pięć rzeczy i na nich się skup, zamiast rozpisywać listę w nieskończoność.

      No właśnie, a ja nawet za bardzo listy nie spisałem. Cholera.
    2. Napisałem, że moje „zdobycze” dzieją się przy okazji, nie w efekcie rozmyślnego planu. Trochę sobie mieszam w głowie, bo tu jest kilka wątków.

      Niektóre rzeczy powstają, bo pozwalam sobie próbować. Rzadko kiedy z przekonaniem „to będzie długi, utrzymany w czasie projekt”. Zazwyczaj „spróbuję i jakoś to będzie”.
      – Rzeczy pisane „do Wolfa” powstały, bo uznałem – a może zacznę pisać. Tym sposobem powstało 60 tekstów w niespełna 2 lata.
      – Niecodzienny powstał chwile później i trwa już ponad 10 lat. W jego ramach powstał dziennik, bo czemu miałbym nie spróbować pisać codziennie (i napisałem w tym cyklu prawie 60 notek).
      – Powstały też 53 nagrania w ramach Niecodziennego na głos i nagrałem kilkadziesiąt fragmentów bajek.
      – Teraz piszę 55 tygodniówkę…

      Notka do samego siebie – zaczynam przypadkowo, zazwyczaj przerażony koniecznością wytrwałości i dalekim horyzontem trwania projektu, ale dość we mnie wytrwałości, żeby kolejne cegiełki dobudowywać.

      Nigdy nie miałem w głowie głodu nagród, a mimo to, mam „na swoim sumieniu” m.in. srebrne Effie, Mixxy, Kreatury (liczba mnoga w każdym przypadku nieprzypadkowa), ale one nie były celem. One pojawiły się przy okazji otwierając kolejne możliwości.

      Może to w tym rzecz – w tych drobnych, błahych decyzjach, które możemy podjąć, które owocują w najprzedziwniejszych momentach.

      Pracę w Tesco dostałem, ponieważ umiałem bawić się słowem „na zawołanie” i napisać krótki wierszyk o winogronach (tez przypadek że akurat tę stronę gazetki otworzył Arek). Pracując w Tesco miałem okazję (przypadek) współuczestniczyć, a czasem prowokować projekty z Heniem (brand hero), które przyniosły nagrody. Dzięki nagrodom Arek poszedł w świat, a ja mogłem zmierzyć się z większym poletkiem i pracować nad serwisem kulinarnym, co z kolei (być może) pozwoliło mi lepiej pracować przy Kuchnii Lidla, co z kolei przyniosło Effie (choć byłem tylko ostatnim elementem bardzo długiej sztafety).

      Wszystko to dzięki szczęściu, ale też umiejętnościom zdobywanym po drodze. I wykorzystywaniu okazji.
    3. Strach pomyśleć, co by było gdyby było w tej mojej podróży więcej celowości, a mniej dygresji.
    4. Czy Ty też zwróciłaś / zwróciłeś uwagę że moje „piśmiennicze” projekty dziwnie urywają się w okolicach progu 50-60 tekstów? Czy Ty też poczułaś że Tygodniówka niebezpiecznie zbliża się do tego progu?
    5. Pisz dziennik (albo prowadź dowolną formę zapisków). Pisz ją ręcznie (bo wolniej wtedy myślisz). To pomaga myśleć. To pomaga odkrywać siebie. Nie wiesz, do jakich dojdziesz wniosków, jeśli nie spróbujesz. Nie wiem czy to coś od razu będzie rewolucją w Twojej czasoprzestrzeni, ale bardzo warto.
    6. A o wartości dziennika możecie posłuchać też jednej z rozmów Tima Ferrisa. Tym razem to rozmowa z Jimem Loehrem, o tym jak wspierać własną psychikę. W tej rozmowie pojawia się wątek naszego wewnętrznego głosu, że jest bezkarny i nie bierze za nic odpowiedzialności, za to przyjmuje bardzo wygodną pozycję recenzenta.

      Ale jest też pytanie, co by zobaczył świat, gdyby ten nasz wewnętrzny głos został wyświetlony nad naszą głową. I najważniejsza myśl:

    That’s the greatest thing a parent can do is to kind of help their sons and daughters develop magnificent voices of wisdom that are coaching them all the time with the right stuff. So kind of the rule of thumb that we use, let’s say you’re a competitor, the way you speak to yourself as the way you would speak to someone you deeply cared about during that competitive event, what would you say to them?

    Tim.blog
    1. Moją rolą jako rodzica jest nie tylko poradzić sobie z moim własnym głosem wewnętrznym (a mamy sobie trochę do powiedzenia), ale jest odpowiednio nastroić głos w głowie Jaśka. Chciałbym, żeby słyszał spokój, i przekonanie, że ogarnie. Takie moje świadome zadanie.
    2. Na linkedin trafiłem taką historię

    W skrócie – ktoś wyrzucił 18kg mięsa. To o czym zapominamy, to to, że te 18kg mięsa musiało zostać wyprodukowane (60 kg dwutlenku węgla za kilogram) a potem przetransportowane dając łącznie 1.1 ton CO2 emisji. Wykorzystano też na tę produkcję 270,000l wody. A na koniec ktoś to wyrzuca do śmieci. Nie dajemy sobie sprawy z… wagi? ciężaru niektórych naszych decyzji.

    1. W ramach zamykania minionego roku Marta poleciła mi ćwiczenie Kompas Roku – darmowe ćwiczenie / kwestionariusz, który ma pomóc w podsumowaniu roku 2020 i dobrze wejść w i dobrze zaplanować 2021. Na razie jedyne czego się o sobie dowiedziałem to to, że mam problem z pisaniem o swoich emocjach. Nawet kiedy wszystko zamyka się w przestrzeni kartki, którą zobaczę, wypełnię i przeczytam tylko ja.
    2. Świat się zmienia, czy nam się to podoba, czy nie. Zmienia się kultura, zmienia się sztuka, zmienia się rozrywka. Nie tylko dlatego że CoVID, CoVID tylko pewne rzeczy przyspieszył. Skoro ludzie coraz mniej czasu spędzają oglądając telewizję (i słusznie, bo tam niewiele jest do oglądania), a coraz więcej z nas gra w rozmaite gry, nic dziwnego, że i w grach się pojawiają reklamy i marketerzy.

      Pamiętam, że kiedy słyszałem o tym lata temu przy okazji bodaj któregoś wydania Fify, pomyślałem sobie – serio? Ktoś będzie kupował reklamę na wirtualnych bandach wirtualnych stadionów? No cóż.. to dowodzi tylko mojej ograniczonej wyobraźni. Gorąco polecam prezentację o tym, jak moda dzieje się w wirtualnych światach i dlaczego wolimy wydawać pieniądze na wirtualne ciuchy zamiast wirtualnych map.
    Prezentacja autorstwa Joanny frety Kurkowskie https://www.canva.com/design/DAETAm_dUlo/GTXkdi4QnSbSAe5m_LgiKQ/view
    1. Na drugą nóżkę smutny i przekrojowy artykuł o tym, czemu CyberPunkowi nie całkiem wyszło. Co gorsza, z tego artykułu wynika, że za bardzo nie mogło wyjść.
    2. W tym tygodniu nie skończyłem czytać żadnej książki (ale kilka napocząłem), natomiast zapisałem się też na kurs SEO, konkretniej na kurs PapaSEO. Nie zamierzam zostać macherem od SEO, ale uznałem, że… to wiedza, która może mi się przydać (choćby przy subksrybcjach, ale i w bardziej codziennej pracy).

      Na razie jednak robię sobie czasem drobne poprawki przy tekstach na niecodziennym i jedną z nich jest korekta przy Jak lepiej wykorzystać LinkedIn do szukania pracy. Nadal uważam że to dobry tekst i dobra porada, więc poprawiłem mu odrobinę opis metą. I wtedy mnie tchnęło, aby dodać jedną myśl i zwrócić uwagę na jeden aspekt tym, którzy są poszukujący, czy jak to teraz lubi pokazywać LinkedIn „Open to Work”

      Kiedy szukasz pracy, to to jest Twój problem. Nie oczekuj, że ludzie będą rozwiązywać Twój problem (czy Ty rozwiązywałaś / rozwiązywałeś cudze problemy? Bezinteresownie? Z zaangażowaniem?). Ludzie nie mają potrzeby pamiętać o Twoim problemie. Ludzie nie chcą Twoich problemów.

      Kiedy szukasz pracy, skup się na tym co potrafisz i jakie problemy umiesz rozwiązać. Jaki ból umiesz uśmierzyć. To musisz przekazać, to muszą zapamiętać, to muszą wiedzieć chcąc Cię polecić dalej. Nie zakładaj że ludzie zobaczą Twoje umiejętności zapisane od linijki (lub nie) w cv, skojarzą fakty i pomyślą – tego człowieka nam trzeba. Daj się znaleźć jako rozwiązanie.

      Że tak trudniej? Trudniej. Ale Ty podobno chcesz znaleźć pracę
    3. kiedy okazuje się, że do Augumented reality nie potrzebujesz żadnych drogich glassess, tylko potrzebujesz bardzo dobrego pomysłu. Pomysł ważniejszy od budżetu.
    1. W zeszłym tygodniu wspominałem, że rozważam sprzedaż bitcoinów (czego ostatecznie nie zrobiłem), ale za to jest człowiek, którego pamięć może być warta jakieś 200 milionów dolarów (lub troszkę mniej, w zależności od tego, jaki będzie akurat kurs). W każdym razie, pan ma jeszcze dwie próby aby odgadnąć swoje hasło do portfela, gdzie przechowuje dane o swoich bitcoinach. Trzymam kciuki.
    2. A skoro o pieniądzach mowa, to okazuje się, że autor wspomnianych w zeszłym tygodniu „Psychology of Money” prowadzi bloga (na który trafiłem absolutnym przypadkiem, jeszcze łapiąc się na tym – ej, ten koleś pisze znajomo). W każdym razie, na tym blogu zebrał m.in. „prawa rządzące wszechświatem” a wśród nich wypisał następujące:

    Brandolini’s law: “The amount of energy needed to refute bullsh*t is an order of magnitude bigger than to produce it.”

    Parkinson’s Law: Work expands to fill the time available for its completion.

    Wiio’s laws: “Communication usually fails, except by accident.”

    Z dopiskiem:

    “If a message can be understood in different ways, it will be understood in just that way which does the most harm.”

    Co wie każdy mężczyzna który choć raz rozmawiał z kobietą;)

    1. Artykuł o tym, w jaki sposób algorytmy Facebooka prowokują do bycia bardziej radykalnym, nagradzając radykalność i ostrość opinii większymi zasięgami. Tym sposobem, nawet jeśli tylko przypadkiem, Facebook zamiast radzić sobie z problemem, zmienia ludzi w trolli. Zło. Więc podtrzymuje, Facebook jest jak cukier, jedno i drugie trzeba poddać regulacjom.
    2. Kiedyś wydawało mi się, że Rowan Atkinson to Jaś Fasola i kropka. A potem raz po raz przekonywałem się, ile krzywdy (choć pewnie i całkiem sporo dolarów) Jaś Fasola Atkinsonowi przysporzył. Przyjemne odkrycie:
    1. Pozostajemy w wątku muzycznym. Zacznijmy od instrumentalistów. Choć całe nagranie warte jest wysłuchania, to w szczególności polecam ostatnie 4 minuty. Bo ja nie wiem jak ten pan tymi palcami na tych strunach wywija, że mu taki dźwięk wychodzi:

    Thunderstruck. Na cztery nuty i smyczek. Zbieram szczękę.

    1. No ale są też ludzie, którzy nie potrzebują żadnego instrumentu.

    Czy wiesz skąd znasz tego pana? Gdzie go widziałaś / widziałeś pierwszy raz?

    1. W temacie oglądania rzeczy zaległych, wreszcie skusiłem się na Gambit Królowej i zaczynam rozumieć czemu wzrosło zainteresowanie szachami. Partyjkę anyone? Jeśli chcesz ze mną zagrać, to wybacz że nie będzie losowania, ja zagram białymi i otworzę grę – Pion na E4.

    Chcesz zagrać? Wyślij mi swój ruch na blog[at]niecodzienny.net

    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak.

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Noworoczne porządki – Tygodniówka #2.21

    1. Kiedy skończyłem pisać poprzednią tygodniówkę, miałem poczucie niedosytu. Wrażenie, że z tą tygodniówką się w jakimś stopniu spieszyłem. Nawet jeśli była wysłana jeszcze później, niż zwykle. I nie chodzi o to, że była urwana, albo że zapomniałem jakiegoś wątku, że czegoś Ci czytelniczko / czytelniku poskąpiłem. To było niejasne poczucie – „umiem lepiej”. Zaraz obok tej myśli, było też przerażenie – że Ty, czytelniczko, czytelniku to doskonale wyczujesz. Może nieświadomie, ale podskórnie będziesz to czuć. I jeśli to stanie się regułą, to mogę stracić Twoje zainteresowanie… niebezpieczna gra. Tym bardziej że guziczek „zrezygnuj z tygodniówki” masz bardzo pod ręką.
    2. Z drugiej strony, naiwnością moją jest wierzyć, że każda tygodniówka będzie znakomita (jeśli będę miał trochę szczęścia, to znakomitych będzie jedna na kilka, a nie na kilkanaście). Prawo równania do średniej (tak, tak, Kahneman. Dziś zresztą będzie zaskakująco dużo Kahnemana, nawet jeśli nie będzie go wprost wywołanego). Tylko że jedynym sposobem pisania tych lepszych tekstów, jest pisanie w ogóle. A z pisaniem w ogóle wiąże się pisanie przeciętne. I trzeba się z tym pogodzić.
    3. To w sumie jest ciekawa myśl, jaki warto obrać cel, jak mierzyć swoją własną efektywność? Czy patrzeć przez pryzmat liczby zdobytych szczytów (jednostkowe sukcesy), czy dbać o to, aby konsekwentnie być powyżej średniej. Bo z tym powyżej średniej to brzmi na prostsze zadanie, ale zdaje się ze „konsekwentnie” jest właśnie drogą do komplikacji.Tak, w tej tygodniówce znowu będzie o sile procenta składanego w funkcji czasu.
    4. Wracając do punktu 2. Aby móc mieć na koncie rzeczy bardzo dobre, trzeba pogodzić się z tym, że trzeba mieć na koncie także rzeczy przeciętne (a nawet – o zgrozo – słabe). Tym, co pomaga, to wytrwałość, z angielskiego „perseverance”.
    5. Małe wtrącenie. Już to w tygodniówce pokazywałem, ale przypomnę, bo z tym słowem tego człowieka kojarzę. Czyli o znaczeniu wytrwałości w negocjacjach:

    (inna rzecz – przykleiło mi się to dokładnie dlatego, że on na to zwrócił uwagę i sposób w jaki to zrobił).

    1. Sztuka wytrwałości… ja już kiedyś o tym pisałem, że warto trwać, nawet gdy ziemia nadal nie zadrżała

    2. Zawsze też przypominam o tym, że po drugiej stronie wytrwałości, jest umiejętność odpuszczenia i benefity, które się z tym wiążą. Bo kiedy odpuszczasz jakiś cel i związane z nim marzenia (Kahneman nazywał to sunk cost), to równocześnie odzyskujesz czas i energię i zapał. Tak, warto pamiętać o upside of quitting.

    3. Czy ja już wspominałem, że bardzo nie umiem odpuszczać? Że bywam często uparty jak osioł? Nie zawsze robię wszystko raz po raz tak samo łudząc się, że tym razem osiągnę inny efekt – to definicja szaleństwa. Czasem jednak niepotrzebnie fiksuję się na jakimś aspekcie domagając się, aby rzeczywistość mi sprzyjała. Poświęcam temu zbyt dużo czasu. Może warto nad tym popracować? Inna sprawa, że często robię rzeczy nie mając jasno określonego celu działania. Co też jest średnio mądre.

    4. Siła procentu składanego w funkcji czasu na dwóch obrazkach (z wstępem opisowym). Od kilku lat, jest moim rytuałem, aby po nowym roku wkopać choinkę bożonarodzeniową. Wybierana na święta choinka jest niewielka (bo musi się zmieścić w mieszkaniu, bo musi się zmieścić do auta, bo muszę mieć dość sił aby ją do mieszkania i z mieszkania wynieść), więc po wkopaniu zwykle wygląda tak:

    Choinka AD 2020 na tle mroźnej polskiej zimy

    Ale jeśli pozwolić by działała na nią funkcja czasu, to ani człowiek się obejrzy, efekt jest taki:

    Trzeba mieć „tylko” czas i miejsce. I trochę szczęścia, aby po drodze jakieś robactwo, albo kataklizm (powódź / susza / pożar) się do naszej inwestycji choinki nie dobrało.

    1. W tym tygodniu skończyłem czytać Psychology of Money. Wspominał o niej Ali Abdaal, jestem niemal pewien że miał ją na swojej liście Bartek Pucek, albo przewinęła się na jego slacku.

    To zbiór felietonów traktujących o podejściu do pieniędzy i o tym, dlaczego ich nie rozumiemy, albo rozumiemy je źle. O czym zapominamy i czego nie chcemy brać pod uwagę, kiedy w grę wchodzą pieniądze. Także o tym, że finansom osobistym bliżej do prognozy pogody, niż planowaniu podróży w kosmos. Kilka cytatów z tej książki:

    1. Effectively all of Warren Buffett’s financial success can be tied to the financial base he built in his pubescent years and the longevity he maintained in his geriatric years. His skill is investing, but his secret is time. That’s how compounding works.

      Many bets fail not because they were wrong, but because they were mostly right in a situation that required things to be exactly right.

      Mostly right… aua.

      Control over doing what you want, when you want to, with the people you want to, is the broadest lifestyle variable that makes people happy.

      i dlatego zaczynamy dzień od wdzięczności. Bo to ustawia nasz kontekst, bo to dba o nasz nerw błędny, bo to nas nic nie kosztuje.

      I think most people, deep down, want to be wealthy. They want freedom and flexibility, which is what financial assets not yet spent can give you. But it is so ingrained in us that to have money is to spend money that we don’t get to see the restraint it takes to actually be wealthy.

      Every bit of savings is like taking a point in the future that would have been owned by someone else and giving it back to yourself.

      One-degree increase in body temperature has been shown to slow the replication rate of some viruses by a factor of 200.

      A tego o gorączkach nie wiedziałem…

      what you should learn when you make a mistake because you did not anticipate something is that the world is difficult to anticipate. That’s the correct lesson to learn from surprises: that the world is surprising.

    2. Graham was constantly experimenting and retesting his assumptions and seeking out what works—not what worked yesterday but what works today.

      Genialna rzecz. Wiedzieć że coś działało – to jedno. Wiedzieć dlaczego, drugie. Rozumieć żę to zę działało kiedyś nie oznacza, ze będzie działało jutro- trzecie. Nie ma co się przywiązywać do swoich własnych dotychczasowych rozwiązań.

      The simple idea that most people wake up in the morning trying to make things a little better and more productive than wake up looking to cause trouble is the foundation of optimism.

      Pessimism just sounds smarter and more plausible than optimism.

      to brzmi zdecydowanie za bardzo jak ja (por. człowiek, który wszystko neguje

      Only 2.5% of Americans owned stocks on the eve of the great crash of 1929 that sparked the Great Depression.

      To mnie cokolwiek zaskakuje. Jak to jest, że zjawisko, które dotykało bezpośrednio ledwie 2.5% amerykanów, zmiotło całą gospodarkę i wywołało wstrząsy na całym świecie..

      Beating the market should be hard; the odds of success should be low. If they weren’t, everyone would do it, and if everyone did it there would be no opportunity. So no one should be surprised that the majority of those trying to beat the market fail to do so.

      I tu wracamy do istoty średniej. Wcale nie jest łatwo być lepszym niż średnia. A kiedy trwale chcesz być lepszym, od swojej własnej przeciętności, to… stale się rozwijasz. Jak to ubrać w funkcję czasu, to efekty mogą być niezwykłe… tylko trzeba czekać. Tylko że zbyt często chcę już. Umieć, mieć, już.

    3. Jeszcze o średniej. Wszyscy jesteśmy przekonani o tym, że jesteśmy lepsi niż średnia. Może nie znamy się lepiej niż przeciętny człowiek na fizyce jądrowej, ale jesteśmy przekonani, że jesteśmy kierowcą lepszym niż przeciętny i kochankiem lepszym niż średnia.

      Ostatnio zdarzyło mi się o tym myśleć. O tym jakim jestem kierowcą, rzecz jasna. Oczywiście że jestem przekonany o tym, że umiem dobrze prowadzić samochód tylko… skąd niby to moje przekonanie?

      Smutna konstatacja jest taka, że kiedy patrzę na to jak się zachowuję za kierownicą, to w miejsce mojego przekonania, powinienem zainwestować wiele w świadome prowadzenie. Mniej uwag do świata, więcej do siebie i ułatwianie innym korzystanie z drogi, zamiast zakładanie „zdążę, zmieszczę się, wykorzystam jego / jej reakcję”. Coś mi się zdaje, że w korzystaniu ze wspólnej drogi chodzi o to, abyśmy wszyscy bezpiecznie dojechali do celu, a nie my dojechali pierwsi.

      Bądźmy świadomymi kierowcami. (A Tobie życzę bycia lepszym (od przeciętnego) kochankiem).
    4. Wątkiem, który dość mocno przebija się przez całą „psychologię pieniądza” jest to, że lekceważymy wagę czasu. Jako niezbędnego elementu siły procenta składanego, ale także jego wpływu na to, jak my się zmieniamy. Jak w miarę upływu lat zmieniają się nasze doświadczenie, nasze możliwości, nasze potrzeby. I jak bardzo zmienią się w raz z upływem kolejnych. Nad tym drugim chyba wcale się nie zastanawiamy.

    5. Czytając „Psychology…” miałem też niejasne przeczucie, że dojrzewa we mnie czas na zmiany w sposobie, w jaki piszę. Nie tyle zmiana pisania, ile zmiana w pisaniu. Czytałem książkę o pieniądzach, a równocześnie narastało we mnie przekonanie, że powinienem poświęcić trochę uwagi sposobowi w jaki tworzę narrację. Albo wręcz, że powinienem pomyśleć o narracji. To jest jeszcze mgliste, ale… może uda się to uchwycić. Jeśli uchwycę, jeśli wdrożę.. na pewno poczujesz to w tygodniówce.

    6. Taki jestem mądry bo czytam te wszystkie książki. O tym jak inwestować, o tym co w inwestowaniu mądre, a co niewłaściwe. O tym co i kiedy przynosi zyski. O właściwych i niewłaściwych strategiach. A jak przychodzi co do czego i widzę taki wykres:

    To mam taką myśl (choć bitcoinów mam tylko tyle, ile dostałem na prezent i tylko dlatego na to patrzę) – a gdyby tak teraz sprzedać, poczekać jak spadnie i za te same pieniądze znowu kupić…

    1. I wtedy właśnie, na całe moje szczęście, idę z tym pomysłem do Arka (który od kilku lat dzieli się wiedzą o bitcoinach i innych kryptowalutach) i pytam, czy jest coś na rzeczy, bo mam taki pomysł żeby zamieszać, kupić sprzedać, zarobić, na co Arek podsumowuje mnie krótko:

    Taki chciałem być mądry i oczytany, a jak przychodzi co do czego, to robię to, czego robić w zasadzie nie należy. Ech, Wicie, Wicie, Wicie.. idź Ty z tymi swoimi książkami w cholerę.

    1. Aaa.. będzie jeszcze jeden wykresik, albo dwa. Od kilku lat chodzi mi po głowie zakup złota. Nie za żadne wielkie pieniądze, nie chce w to wkładać całych swoich oszczędności, ale chociaż trochę kruszcu mieć bym chciał. W 2020 roku ceny złota trochę oszalały podskakując sobie o 25% i w efekcie wykresik za ostatnie 5 lat wygląda tak

    a za 20 lat…

    Ale jak się popatrzy w perspektywie lat 40, to okaże się że..

    właśnie wróciliśmy do poziomu z roku 1980 i średnia stopa zwrotu w tym okresie wynosi jakieś -0.2%. Tarąąąąą. Bądź tu mądry.

    1. Istota cierpliwości. 10 lat temu bardzo chciałem mieć różne rzeczy, taki a taki telefon, taki a taki komputer. Wtedy nie było mnie stać na iPhone’a. Jeszcze 6 lat temu Mac był poza moim zasięgiem. I pamiętam, że byłem przekonany, że tak już będzie. Zupełnie nie czułem tego, że moje możliwości rosną na tyle szybko, że już niedługo to wszystko będzie w moim zasięgu.A teraz gdy jest… po pierwsze, boję się tego, żeby się do tego nie przyzwyczaić. Nie uznać, że „to już mój poziom na zawsze”, bo zdecydowanie zbyt łatwo człowiek się do dobrego przyzwyczaja, a los potrafi sobie z takich przyzwyczajeń zadrwić.I po drugie… okazuje się, że kiedy już mogę, to wcale nie zawsze chcę (inna rzecz, że mogę, także dlatego, że umiałem sobie czasem odmówić). Przewrotna rzecz, ten czas.

    2. Noworoczne porządki dotykają także niecodziennego. Wszystko dlatego, że przez ostatni rok przyzwyczaiłem się do tygodniówek, a w mojej głowie tygodniówka to nawet bardziej mailing niż wpis na bloga – za to blog jest bardzo zgrabny, repozytorium treści. Postanowiłem więc pozmieniać trochę stronę, aby lepiej tę zmianę oddawało. Teraz mam niecny pomysł pozmieniać troszkę mailing (żeby się go dobrze czytało). Muszę tylko znaleźć kogoś, kto mi w tym pomoże, bo mnie osobiście to przerasta. Tzn wiem mniej więcej czego chcę, ale absolutnie nie umiem w estetykę, więc czas zwrócić się do specjalistów. Uwaga! Szukam!

    3. To wszystko zbiegło się też z tym, że poczytałem trochę o tagowaniu wordpressowym i jego wpływie na SEO i choć robiłem to zupełnie nie w związku z Niecodziennym, to i tu nastał czas zmian, gdyż jest tu trochę do poprawy. A ponieważ zmieniać to albo wszystko, albo wcale, to…

    Więc gdyby się okazało że coś nie działa – to wszystko moja wina.

    1. Czy Niecodzienny wróci na Facebooka? Kurczę… nie wiem. Wiem natomiast, że z sikania pod wiatr niewiele dobrego wynika więc może nie warto się z rzeczywistością boksować, tylko grzecznie dawać szansę się znaleźć. Więc… może jednak wróci.

    2. Ale z tym Facebookiem to nie jest zbyt kolorowo. Trochę zachłanny jest i wszystko chce wiedzieć i zewsząd chce wiedzieć. W ostatnim tygodniu pojawiła się informacja, że zamierza wspólnie gromadzić dane z WhatsApp i Facebooka (co miało być bardzo trudne i wręcz nieracjonalne do wykonania). W ramach rekontry dostali m.in. takie coś:

    A ja przy okazji podrzucę pod rozwagę jeszcze te argumenty:

    https://www.linkedin.com/posts/jakubjeziorny_privacy-prywatnoagjafd-activity-6753993841445023744-sNRC
    1. więc… ja bym chętnie przeszedł na Signal, ale korzystam z tego, z czego korzystają moi znajomi. Więc… chodźcie na Signal. Albo Telegram. Albo coś innego, ale proszę zostawmy tego cholernego Facebooka, niech bawi się sam. Karmimy (i to głupio) algorytmy, które nam nie służą.

    2. W kontekście rzeczy, które nam nie służą, zgodnie z obietnicą i zapowiedzią (!) popełniłem kolejny tekst na subskrypcjach. Żeby było ciekawiej, to tekst o tym, że na subskrypcje trzeba uważać i mieć je pod kontrolą. Mam wrażenie, że zanim napiszę o tym, co w subskrypcjach fajnego, muszę się obwarować wszystkim, co trzeba mieć na uwadze, kiedy z subskrypcji się korzysta. Więc następny tekst będzie o tym, jak z najpopularniejszych subskrypcji można się wypisać.

    3. Pozostając w temacie usług płatnych, mam dwa pytania:

      • Czy kontrolujesz swoje subskrypcje? Jeśli tak, to jak? Masz do tego jakąś aplikację? A może excel? A może idziesz na żywioł?

      • Czy wiesz jaki jest miesięczny poziom Twoich usługowych wydatków? Tych całkiem prywatnych. Mnie zaskoczyło, że przebiłem poziom 400 złotych miesięcznie. A na pewno nie policzyłem (jeszcze) wszystkiego.

    4. Wspominałem kiedyś o tym, że lubię kawę i że z czasem moje podejście do kawy się zmieniało, i że nawet rozważałem zakup automatycznego ekspresu do kawy. Stanęło na tym, że kupiłem sobie kawiarkę (a jakże, Bialetti) i z czasem kupiłem także młynek żarnowy (Baratza Virtuoso). Wiedziałem, że aby otrzymać dobrą kawę, trzeba umieć ją dobrze zmielić. Wiedziałem, że do kawiarki trzeba mielić trochę grubiej, niż do ekspresu. No więc mieliłem… Dopiero dziś się przekonałem, że mieliłem… za grubo. Bo zmielona powinna być jak sól stołowa, a ja mieliłem trochę bardziej jak sól morska. Jak człowiek Wit nie doczyta, to dowymyśli.

    5. Nowe porządki objęły także newslettery, do których jestem zapisany. Wszystko dlatego, że zacząłem korzystać z aplikacji StoopInbox, która jest klientem pocztowym z nowym adresem, ale dedykowanym do newsletterów. Brzmi skomplikowanie, ale jest zdecydowanie prostsze w użyciu. Chodzi o to, żeby zapisując się do newsletterów korzystać z tej dedykowanej aplikacji (i dedykowanego adresu e-mail). Co to daje? Po pierwsze, Wszystkie newslettery w jednym miejscu. Po drugie, wszystkie inne maile (nie bójmy się tego słowa – ważniejsze maile) w innym miejscu. Mam nadzieję, że dzięki temu będę miał upragniony porządek i w skrzynce i w newsletterach. Mam też nadzieję, że dobrze dobrane newslettery zaowocują ciekawymi tygodniówkami.

    6. Niebezpiecznie dużo osób wokół mnie zaczęło morsować. Ja już wiem jak to się skończy. Wcale nie wiem czy mi się to podoba, ale wiem jak to się skończy. I wtedy się okaże, że branie zimnych pryszniców to nie to samo.

    7. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego. Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    A na koniec zostawię CIę jeszcze z płytą, która ostatnio mi dobrze robi na uszy, nawet jeśli nie jest już pierwszej młodości. I zanim zaczniesz wytykać palcami, pamiętaj – Ty także nie jesteś już pierwszej młodości. Ale nic to, najlepsze przed nami.

  • Czas na nowy sezon tygodniówki – S02E01

    1. No więc zaczynamy nowy tygodniówkowy sezon. To jest trochę nie do pomyślenia. I od razu napotykam drobny problem z nazewnictwem. Czy powinienem raczej stosować kolejną numerację (i to by była tygodniówka 52), czy jednak zacząć od zera, ale w drugim sezonie, wtedy stosując zapis Tygodniówka 1.2021 albo Tygodniówka S02E01. Ja i moje problemy pierwszego świata.
    2. Dzisiejsza tygodniówka będzie krótsza (słowo). Wszystko dlatego, że jestem wciąż jeszcze w trybie świątecznym, przez co było ostatnio więcej grania w gry planszowe niż internetów. To bardzo dobra opcja, polecam. Ty grasz (z przyjemnością) a świat nadal się kręci, czy tego chcesz, czy nie.
    3. Lubimy to, co przynosi nowy rok. Nowe otwarcie, nowa czysta kartka, czyste konto. Tak już kiedyś otwierałem nowe, na niecodziennym. Ten nowy początek to całkowicie abstrakcyjna rzecz, bo dzieje się tylko w naszej głowie, ale daje pozytywny bodziec do działania. Trochę jak spowiedź – uwalnia, choć wszechświat ma absolutnie gdzieś daty zapisywane w notesach i kalendarzach. Taki nowy, regularny początek, dobra rzecz. Gdyby go nie było, trzeba by go wymyślić.
    4. Ten nowy początek, to także okazja do tego aby raz jeszcze spróbować rzeczy, których nie udało się zrealizować w poprzednim roku. Tym sposobem w jakiś przedziwny sposób znów próbuje się nauczyć pisać bezwzrokowo na klawiaturze.

      Nie jest łatwo, bo już umiem tak pisać, tylko że teraz (znowu) chce to robić mądrze i właściwie. Mądrze i właściwie oznacza pisanie dziesięcioma palcami, a nie tylko czterema czy pięcioma jak dotychczas to robiłem.

      Tak, dokładnie o tym pisałem w lutym zeszłego roku. I przyzwyczajenie wygrało z poprawnością. Zupełnie bez przekonania w miniony wtorek siadłem znów do aplikacji KeyKey która ma uczyć bezwzrokowego pisania i… wciągnęło mnie. Na tyle, że tę tygodniówkę próbuję pisać właśnie w ten sposób i.. muszę się pilnować. Żeby trzymać ręce na klawiaturze, żeby odpowiednie palce naciskały odpowiednie klawisze.

      Na razie oznacza to dużo bardziej świadome pisanie, wymagające więcej wysiłku (tak, to także stąd zapowiedź krótszej tygodniówki). Niemniej jednak powolutku widzę małe postępy, więc może tym razem się uda. Co jeśli się nie uda? Nic. Warto próbować i tak.
    5. A skoro przypomniałem tekst o gromadzeniu wiedzy, będzie o szczepionce. Zacznijmy ode mnie.

      Dotychczas myślałem, że mam na ten temat wyrobione zdanie – szczepionki są spoko, ta była zrobiona dość szybko (może nawet za szybko) więc nie mam się gdzie spieszyć. Jak przyjdzie moja kolej to może będzie wiadomo o niej więcej.

      Bardzo ładnie Wicie. Bardzo dyplomatycznie i w ogóle. Nawet usłyszałem że moje podejście może być wynikiem oceny ryzyka i pewnie może to mieć trochę sensu. Ale… brzmię trochę jak wyszczekany antyszczepionkowiec, który w dodatku ukrywa się w szafie. Bo z mojej wypowiedzi wybrzmiewa powątpiewanie, tylko zawoalowane w ładne słówka. Co do zasady mówię przecież – nie spieszno mi, bo mam wrażenie, że to mi może zaszkodzić.

      No to jak z Tobą Wicie jest?
    6. W tym miejscu jest czas na dwa artykuły. O tym, dlaczego w ogóle możliwy był tak szybki proces wypracowania rozwiązania. Gdyż podeszliśmy do tego bardzo naukowo. Jak już zrozumieliśmy powagę sytuacji, to niemal kto żyw rzucił się, żeby tego wirusa pokonać.

      A przy okazji, mieliśmy furę szczęścia. To nie jest tak, że w ciągu kilku miesięcy wymyśliliśmy nową szczepionkę. Całkiem sporo pracy już było wykonane, trochę się na taki scenariusz szykowaliśmy, pojawiły się środki, wolontariusze, pozytywne wyniki – dzięki temu mamy nie jedną, a kilka szczepionek.
    7. Więc… Chcę się zaszczepić. Tak szybko, jak to będzie możliwe. Bo tym sposobem pomagam nie sobie, a innym ludziom. Pomagam pozbyć się tego świństwa i wzmacniam odporność. Ułatwiam podejmować decyzję innym. Chcę wrócić do normalności możliwości pracy z ludźmi i spotykania się z ludźmi. Chcę dawać przykład, a nie dzielić włosa na czworo.
    8. W nowy roku zaczynamy nową listę przeczytanych książek. Pierwsza która trafia na właściwą stronę jest „Powiedziała” autorstwa Megan Twohey oraz Jodi Kantor. Mocna rzecz. Spodziewałem się tekstu skupionego przede wszystkim na Weinsteinie i ruchu #MeToo (i od razu podrzucę swój tekst na ten temat ale dostałem dużo więcej.

      Autorki poruszyły też wątki związane z aferami Trumpa (jestem bardzo ciekawy czy po opuszczeniu Białego Domu nie zaczną się pojawiać rozmaite doniesienia o tym złotym chłopcu), oraz o Brecie Kavanaugh.

      Przytłaczająco smutny tekst, pokazujący jak wolno zmienia się świat. Pokazujący też jak bardzo różni się świat kobiet i mężczyzn. Że to nie odkrywcze? No może i nie… ale z jakiegoś powodu pozwalamy aby te nierówności trwały sobie w najlepsze, trochę jakby czekając na to, aż przyjdzie ktoś i to za nas posprząta, poukłada. Niestety, rzeczy nie dzieją się same. Bardzo polecam lekturę.
    9. W książce jest też ciekawy wątek zatrudnienia przez Weinsteina izraelskiej agencji, której zadaniem było z jednej strony szerzenie dezinformacji w kręgu autorów nieprzychylnego tekstu, ale także zadbanie o to, aby „przejąć” wyszukiwarkę i pozycjonować pomyślne producentowi teksty pod kluczowymi frazami. Koszty operacji szły w setki tysięcy dolarów.. no cóż, czyżby w internecie nie wszystko było za darmo?
    10. Kilka tygodni temu pisałem o tym aby zamiast mówić o szczęściu pracować nad zadowoleniem. Tym razem trafiłem na taki cytat:
      Niech i Wam towarzyszy.
    11. Czy wiecie, że Amazon podobnie jak Google i Apple będzie oferował mapy? Ciekawe co nam to przyniesie i jak jeszcze poprawi jakość rozwiązań, z których już teraz korzystamy. Ciekawe też na czym będą zarabiać…
    12. Więc mówisz że działasz sam, a może raczej z trzema kuplami po godzinach piszecie jakiś mały projekcik, ale nikt się tym przecież nie przejmie ani nie zainteresuje… Cóż… okazuje się, że we czterech można napisać grę, w którą będzie grało w miesiącu pół miliarda ludzi. Trochę dla mnie ta skala jest niepojęta.
    13. Dokończyłem też obiecywany w zeszłym tygodniu tekst podsumowujący mój rok 2020. Wyszło mi z tego ponad 2,5 tysiąca słów… więc jeśli czujesz niedosyt po dzisiejszej tygodniówce, zapraszam Cię do tego podsumowania – 10 rzeczy, które każą mi zrezygnować ze słowa nigdy.
    14. A czy pojawiło się coś nowego na subskrypcje? Niestety nie. Ale… chciałbym w tym tygodniu napisać tekst o tym, dlaczego uważam, że potrzebujesz trzymać rękę na pulsie swoich subskrypcji (choć wcale nie musisz mieć do tego aplikacji).
    15. Informacja techniczna – udało mi się (dzięki podpowiedzi życzliwych ludzi) dodać jeszcze jeden element do domeny, rejestr DMARC. Dzięki temu tygodniówka powinna trafiać do czytelników nawet lepiej. Ciekawe czy to coś da..

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie alessandro fazari z serwisu Unsplash

  • To ostatnia tygodniówka (w tym roku) – Tygodniówka #51

    1. W tym tygodniu tygodniówka będzie krótsza (choć to wcale nie oznacza, że będę miał dla Ciebie mniej do czytania… wręcz przeciwnie, zdaje się). Ale krótsza jest dlatego, że zgodnie z zapowiedzią, popełniam tekst podsumowujący ostatnie 12 miesięcy w moim wykonaniu, raz jeszcze w kontekście „nigdy nie sądziłem że”. Z jakiegoś powodu wydaje mi się taki właśnie kontekst właściwym. Zatem, jak wygląda „nigdy nie sądziłem że zrobię AD 2020

    2. To co jest ciekawe w tych podsumowaniach, to to, że z tego poprzedniego wiele rzeczy wciąż trwa i trwa mać.

      • Nadal trzymam się wagi (to już trzy lata… o.O),
      • nadal biorę zimne prysznice i to nadal regularnie, choć przyznaję też, że są one ciut bardziej letnie (dziwnie się z tym czuję).
      • Finanse osobiste są dla mnie ważne i mam je mocno na uwadze.
      • Od dozowania youtube’a przeszedłem do eliminowania innych serwisów społecznościowych (czy raczej eliminowania siebie z innych serwisów)
      • nadal czasem rysuję (choć niestety dużo, dużo, dużo mniej), i ostatnio jakby częściej na tablecie:
    Co ja mam z tymi oczami?
      • znowu kupiłem iPada (co oznacza, że jestem przypadkiem beznadziejnym)
      • znowu był czas ulicznych demonstracji

      • niezmiennie cholernie mi żal potraconych kontaktów. Tych o których pisałem wtedy i tych, które „posypały” się od tamtej pory.

    • To czego mi z ostatniego podsumowania brakuje to…

    • porannego wstawania (ale bardzo mocno wierzę w to, że to wróci).

    Jeśli jesteś ciekawa tego mojego podsumowania, zapraszam do tego wpisu

    1. Nie tylko ja robię podsumowania. Dość ciekawym zestawieniem podzielił się ze mną Marcin – 52 rzeczy, których autor nauczył się w ostatnim roku

    2. Skończyłem czytać Kahnemana. Naprawdę skończyłem czytać Kahnenmana. Bez żadnych skrótów i tricków. To oznacza że w tygodniówce pojawi się kolejna garść cytatów, ale najpierw odniosę się do wzmianki sprzed wielu, wielu tygodniówek, czyli tej, że „Pułapki myślenia” kończy ledwie kilka procent czytelników (dokładnie 7%). Skąd akurat ta wartość?

      Otóż Jordan Ellebnerg postanowił oszacować tę wartość na podstawie tego, z której części książki pochodzi 5 najpopularniejszych cytatów i choć to dziwna miara, to lepszą nie dysponuję, więc biorę ją na wiarę. Żeby było ciekawiej, mój ostatni cytat z Kahnemana to dosłownie ostatnie słowa w książce.

    3. Ostatni wybór cytatów z Kahnemana:

    As we have seen again and again, an important choice is controlled by an utterly inconsequential feature of the situation.

    The experiencing self is the one that answers the question: “Does it hurt now?” The remembering self is the one that answers the question: “How was it, on the whole?” Memories are all we get to keep from our experience of living, and the only perspective that we can adopt as we think about our lives is therefore that of the remembering self.

    Odd as it may seem, I am my remembering self, and the experiencing self, who does my living, is like a stranger to me.

    Confusing experience with the memory of it is a compelling cognitive illusion—and it is the substitution that makes us believe a past experience can be ruined. The experiencing self does not have a voice. The remembering self is sometimes wrong, but it is the one that keeps score and governs what we learn from living, and it is the one that makes decisions.

    What we learn from the past is to maximize the qualities of our future memories, not necessarily of our future experience.

    Tastes and decisions are shaped by memories, and the memories can be wrong.

    We want pain to be brief and pleasure to last. But our memory, a function of System 1, has evolved to represent the most intense moment of an episode of pain or pleasure (the peak) and the feelings when the episode was at its end.

    Most important, of course, we all care intensely for the narrative of our own life and very much want it to be a good story, with a decent hero.

    The satiation level beyond which experienced well-being no longer increases was a household income of about $75,000 in high-cost areas (it could be less in areas where the cost of living is lower). The average increase of experienced well-being associated with incomes beyond that level was precisely zero.

    “The easiest way to increase happiness is to control your use of time. Can you find more time to do the things you enjoy doing?”

    The use of time is one of the areas of life over which people have some control.

    Nothing in life is as important as you think it is when you are thinking about it.

    Adaptation to a new situation, whether good or bad, consists in large part of thinking less and less about it. In that sense, most long-term circumstances of life, including paraplegia and marriage, are part-time states that one inhabits only when one attends to them.

    the voice of reason may be much fainter than the loud and clear voice of an erroneous intuition, and questioning your intuitions is unpleasant when you face the stress of a big decision.

    Decision makers are sometimes better able to imagine the voices of present gossipers and future critics than to hear the hesitant voice of their own doubts. They will make better choices when they trust their critics to be sophisticated and fair, and when they expect their decision to be judged by how it was made, not only by how it turned out.

    1. Jak podpowiada Amazon, w całej książce zaznaczyłem 193 fragmenty – je wszystkie możesz zobaczyć we wpisie poświęconym tej książce. Kreślenie po książce, stosowanie highlitów – owszem, zdarzało mi się sporadycznie, ale nigdy w takim natężeniu. Spodziewam się też, że to nie jest ostatni raz kiedy po Kahnemana sięgam. Przypuszczam też, że to nie jest ostatni raz kiedy po „Pułapki Myślenia” będę sięgał, bo wcale nie mam pewności, że wszystko dobrze pamiętam, choć…

      jeśli chcemy lepiej zrozumieć, czemu jesteśmy tak mało racjonalni, tak bardzo przekonani o naszych racjach i tak często nie rozumiemy racji innych – warto po tę książkę sięgnąć. Gdyby to z moich tygodniówek nie wynikało – bardzo, bardzo polecam.

    2. Kiedy pomyślisz, że już się uwolniłem od książek o behawiorystce, rozwieje to przypuszczenie, ponieważ właśnie czytam „Priceless: The Myth of Fair Value”, i nie uwierzysz – tam też są nawiązania do Kahnemana i Tverskiego właśnie. Nawet więcej, w kolejce do czytania ustawiłem sobie jeszcze „Nudge” Thalera (które grzecznie długie miesiące „kurzy” się na czytniku), oraz „The Psychology of Money” i jeszcze „Blindsight”.

      Tym też sposobem układa się lista książek z którą chce niekoniecznie tanecznym krokiem wejść w nowy rok. Takie zapowiada się planowanie.

    3. Nie spodziewałem się, że czytając książkę poświęconą teoriom określania cen, dowiem się że:
      • ile trzeba patrzeć w słońce, żeby trwale uszkodzić sobie wzrok.

        Autor powołuje się na przypadek belgijskiego lekarza (Joseph-Antoine Ferdinand Plateau), któremu wystarczyło patrzenie w słońce przez 25 sekund. Poszukałem w sieci i okazuje się, że to jak szybko można trwale pogorszyć swój wzrok zależy od pory dnia, zachmurzenia i tego jak szeroko będziesz mieć otwarte źrenice, ale wystarczy 100 sekund, aby oślepnąć.

        Czy można tego uniknąć? Można i to dość prosto – nie patrzymy w słońce.

      • Zapewne wiesz, że na kubeczkach z kawą w McDonaldzie jest napisane „uwaga gorące”.

        To pokłosie sprawy sądowej z lat 90’tych, w której przysięgli zasądzili 2.9mln dolarów od McDonalda jako zadośćuczynienia kobiecie, która poparzyła się kawą.

        Pytanie dlaczego przyznali akurat tyle? Wynikało to z prośby jej oskarżyciela, ale on nie podał wyłącznie kwoty, ale powiedział –

        mojej klientce należy się odszkodowanie równowarte przychodom z globalnej sprzedaży kawy w McDonaldzie przez jeden lub dwa dni.

        Te 2,9 mln dolarów to przychód jaki sieć fastfoodów generuje na sprzedaży kawy przez dwa dni. Mnie zachwyciła nie tyle kwota, ile sposób sformułowania (który miał się nijak do krzywdy – był totalnie abstrakcyjny). Ale został wybrany przykład, który ludzie mogli w czasie obrad zapamiętać. Zatem… uważaj co mówisz, bo to może zostać ludziom w głowach.

      • To ile ludzi uratowało się z dwóch wież WTC w 2001 roku było pochodną m.in. tego jak szybko potrafimy wyczuć odchylenie od pionu.

        Ale że co?

        Kiedy budowano WTC chciano zarobić jak najwięcej dzięki jak najwyższej konstrukcji (wyższe piętra sprzedają się drożej). Inwestorzy wiedzieli, że im wyższy budynek, tym bardziej się gibie, ale nikt nie wiedział, jak bardzo może się gibać, żeby ludzie wciąż chcieli te powierzchnie wykupić. Stąd badanie przeprowadzone przez ORI (Oregon Research Institute) i wzmocnienie struktur, które z kolei pozwoliło wieżom stać dłużej po ataku, dzięki czemu większa liczba ludzi mogła z nich uciec. W ten sposób chciwość chęć wyższego zarobku uratowała 14 tysięcy osób.

    4. Czy korzystaliście w tym roku z paczkomatów wysyłając prezenty na święta? A zauważyliście, że nawet jeśli wysyłaliśmy prezenty na ostatnią chwilę (tak jak zwykle) to one docierały przed świętami, a nie po? Że w tym roku nie musieliśmy odbierać przesyłek z samochodów przy paczkomatach i że nie było problemu z dostarczeniem ich do maszyn?

      Ja swoich przyzwyczajeń nie zmieniłem i przesyłkę wysyłałem bardzo na ostatnią chwilę, ale InPost rozwinął się niesamowicie i dał radę mimo świątecznej gorączki. Dość powiedzieć, że chwalą się już 10 tysiącami paczkomatów w Polsce. No że wow.

    5. Jednym z motywów jaki dość często przewija się w tygodniówkach jest iluzja. Uwielbiam „małą” iluzję, tzn tę wynikającą z umiejętności „magika” a nie osprzętu, którym włada. Traktuję ją jako niezwykłe połączenie zwinności i sprawności dłoni, z umiejętnością odwracania uwagi. Ostatnio absolutnie zachwycił mnie ten człowiek:

    6. A skoro jesteśmy przy zachwytach… O tej bajce słyszałem już jakiś czas temu, ale dopiero teraz do niej przysiadłem.

      Przyznawać się czy nie przyznawać się… Przyznam się. Ta bajka potrafi wzruszyć do łez blisko 40 letniego 38 letniego faceta. To się nazywa moc. Ląduje zaraz obok „W głowie się nie mieści” jako absolutnie wyjątkowa rzecz.

    7. Z rzeczy, które zostawiają mi w głowie „wow” podrzucam Wam… rzeźbę autorstwa Idy Łukaszewicz.

    no Wow.

    1. Świąteczna piosenka o pracy w agencji. Taki opis brzmi bardzo niespecjalnie, ale… myślę że każdy, kto choć trochę liznął agencyjną pracę reklamową doskonale się w tym tekście odnajdzie

    2. Choć i tak w tej materii naprawdę trudno przebić „meksykanina”.

      Ciut dziwnie się czuję dorzucając w tym miejscu cytat z satyryka ze szczęśliwie minionej epoki (który w tej epoce się odnalazł jakby mniej). Tako rzecze Jan Pietrzak:

      proszę państwa, jakby to nie była prawda, to ja bym nie mówił, bo by nie było śmieszne.

    3. Wspominałem, że mam czujki ustawione na finanse osobiste, stąd podrzucam dwa artykuły.
      • ten o tym, jak wielkie znaczenie w inwestycjach ma czas.

        Że sposobem na sukces nie jest wygrać na loterii raz, tylko wygrywać po troszeczkę, ale regularnie. Kahneman (i Tversky) podpowiadają – patrz na efekt wszystkich zakładów, a nie przejmuj się pojedyńczymi stratami, ale tu autor dopowiada – daj szansę działać magii procenta składanego.

      • ten o tym, jak podejść do swoich finansów w 2021 roku (na 50 sposobów).

        Chyba najbardziej podoba mi się punkt 4 i 11, mam trochę zgryz z punktem 1, a 17 i 22 pasuje mi dziwnie dobrze do subskrypcje.pl

    4. Co tam słychać na subskrypcje.pl pytasz…

      W zeszłym tygodniu wspomniałem o zrębie tekstu, który już teraz jest opublikowany na stronie i póki co jest to też treść którą zamieściłem jako stronę główną, choć docelowo będzie jedynie zakładką. W głowie pojawiły się dwa kolejne pomysły:

      • (o tym czy potrzebujesz subskrypcji linkedin – coś mi się zdaje, że nie,
      • i o tym czy potrzebujesz aplikacji do zarządzania swoimi subskrypcjami – coś mi się zdaje, że tak)

      Jeśli chodzi o ruch na stronie, to jest absolutna plaża. Czy mnie to dziwi? Nie. Czy mnie to martwi… nie. Jeszcze nie. Czy nadal jestem tak samo pewien swojego pomysłu jak byłem kilka tygodni temu… nie. Aaale… traktuję to jako naukę i przypominam sobie, że muszę po prostu w tym temacie gromadzić wiedzę. Więc będę się o subskrypcjach uczył, aby móc o subskrypcjach pisać. Nieśmiało dopowiem też, ze o wszystkim co dzieje się na tej stronce, piszę w dedykowanym temu zagadnieniu dzienniku.

    5. W tym tygodniu uczę się wordpressa. Tak dokładniej, to uczę się optymalizować wordpressa, żeby ładował się szybciej (ponieważ szybkość ma znaczenie), ale nawet jeśli świat it to wie, to twórcy szablonów i wtyczek zdają się o tym troszkę zapominać. Żeby było jeszcze ciekawiej, wcale nie ma tak wiele źródeł, z których można by czerpać wiedzę.

      Zapowiada się długi i żmudny proces, w czasie którego niecodzienny może zachowywać się… dziwnie (co widać w małych i dużych rzeczach). No ale poprawiłem jego czas ładowania na komórkach z 30+ na 65+ (skala do 100) więc idzie opornie, ale z sukcesami. Przy okazji różnych dziwnych rzeczy odkryłem (znalazłem) sposób na wyłączenie statystyk WordPressa. Wiem, że to dobry krok (porównaj z czego nie mówią nam statystyki) ale ukrycie ich nie wystarczyło – wiedziałem gdzie się chowają. Teraz wyłączyłem je na dobre i choć kokpit WordPressa wygląda łyso (mam też jeden powód mniej by tu zaglądać), to uważam to za dobrą decyzję.

      ale spokojnie, nie oślepłem statystycznie tak bardzo. Teraz będę zerkał w Analytics.

    6. Zgodnie z zapowiedzią piszę w markdown i… to jest dość wygodne i w zasadzie nie boli. Co prawda potem eksportuję wszystko do html i tenże html wprowadzam w panel WordPressa (co już nie jest tak wygodne) ale… mam wrażenie że to krok w dobrą stronę.

      Dopisek związany z tym punktem po tym, jak spędziłem 40 minut ogarniając wordpressa… Mam ochotę całego WordPressa spakować w szary papier, okleić znaczkami pozwalającymi wysłać go w kosmos, z fałszywym adresem nadawcy, a potem pójść do dentysty i poprosić niech ratuje moje zęby od efektów nadmiernego zgrzytania. WordPressie… Mam Cię dość.

    7. W kolejnej tygodniówce będzie dużo o planowaniu. Bo cholernie w to planowanie wierzę (nawet najbardziej niedoskonałe i – co więcej – niekoniecznie prowadzące do zdobycia obranego celu). Nie całkiem wierzę że to mówię, ale cieszę się na planowanie roku 2021.

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa Marten Newhall z serwisu Unsplash

  • Jak prezydent – ciągle się uczę; Tygodniówka #50

    1. Naprawdę korciło mnie, aby wzorem wielu innych maili, tygodniówka numer 50 była podsumowaniem mijających 12 miesięcy, ale uznałem że – to jednak za wcześnie. Ten wybieg zamierzam zastosować za tydzień, aby z kolei styczniową tygodniówkę (bo… chyba będzie tygodniówkowy ciąg dalszy w roku 2021) zacząć od rzucenie okiem na śmiałe lub nie śmiałe1 plany na rok 2021.

    2. Nie spodziewałem się natomiast, że przyjdzie mi do głowy, aby zamieszczać w tygodniówce życzenia świąteczne, tym bardziej że uważam je za rzecz bardzo osobistą i bardzo rodzinną (na więcej pozwolę sobie przedsylwestrowo).

      Bożonarodzeniowo pozwolę sobie życzyć Ci czasu spokoju i odetchnięcia od mocno pokręconej w tym roku codzienności. Czasu spędzonego z samą / samym sobą. Tak, życzę Ci właśnie chwili dla siebie.

    3. Skoro jednak uznałem, że nie czas na podsumowania, to staję przed zadaniem popełnienia regularnej tygodniówki i temu wyzwaniu zamierzam sprostać. A że o wyzwaniach mowa…

      Wspominałem o tym, że przymierzam się do zmiany sposobu wysyłania tygodniówki – postanowiłem pożegnać MailerLite na rzecz GetResponse, ale napotkałem trudności. Jedną jest kwestia przyzwyczajenia (bo wiem co i gdzie i jak w MailerLite działa), drugą jest to że pewnych funkcjonalności, z którymi już się w ML zaprzyjaźniłem, w GetResponse nie znajduję.

      Wydaje mi się także, że to może być błąd techniczny w procesie pisania i przygotowywania tygodniówki. Do tej pory wyglądało to tak, że zbierałem materiały w ciągu tygodnia w linkowni, którą przygotowałem sobie w Notion, potem zaczynałem pisać całość w ramach dedykowanej strony w Notion właśnie, następnie przerzucałem całość do WordPressa (gdzie dokonywałem poprawek językowych, i robiłem korekty techniczne, wrzucałem poszczególne materiały do zaembedowania, wgrywałem zdjęcia) tak aby całość dobrze wyglądała na blogu.

      Po opublikowaniu notki mogłem przystąpić do przygotowania wysyłki w MailerLite na podstawie RSS’a do wpisu, ale żeby to dobrze zadziałało, musiałem jeszcze raz zrobić korektę techniczną (obrazki zaciągane prosto z bloga pogarszają czytelność mailingu na komórki), zadbać o dobre wskazanie materiałów video, zrobić wysyłkę testową, poprawić jakieś drobiazgi, wysłać mailing właściwy.

      Zwykle właśnie wtedy okazywało się, że zrobiłem głupi błąd w linkowaniu, i to co powinno kierować do notki z tego tygodnia kieruje do notki z zeszłego. Brawo Wit, taki jesteś internetowy.

      Nie pomagał też sposób w jaki piszę tygodniówkę. Bo nie tylko piszę ją w punktach, to jeszcze uznałem że te punkty powinny być czasem zagnieżdżone, poprzetykane często jakimś materiałem wideo, jakimś zdjęciem, a żaden edytor tego nie lubi i chętnie się w tej mojej „strukturze” gubi, co z kolei oznacza, że niejednokrotnie w ustach moich musiałem mleć przekleństwa.

      Co gorsza, miałem pełną świadomość niedoskonałości tego rozwiązania, zwłaszcza że błędy wyłapane na etapie wysyłki dobrze poprawić także na blogu, co nie zawsze robiłem, a to z kolei oznacza, że niektóre tygodniówki z maila różnią się z tymi które są zamieszczone na blogu. Jedyne co mogę w tym miejscu dodać od siebie, to ¯\_(ツ)_/¯

      No więc tak, ciągle się uczę. Głównie na swoich błędach.

    4. Teraz to wszystko postanowiło wystrzelić mi prosto w nos w momencie, w którym pomyślałem o zmianie. Co gorsza, zdaje się, że nie ma lepszej drogi, jak siąść do całego procesu jeszcze raz i pomyśleć nad mądrzejszym sposobem pisania tygodniówki. Wiem że:
      • systemy mailingowe są kapryśne. Każdy oferuje swoje wyczesane rozwiązania, ale mało który z nich pozwoli na wygodne przekładanie treści między systemami. Wniosek – dobrze by się było od nich uniezależnić.
      • To z kolei oznacza, że dobrze by było wymyślić i pracować na własnym szablonie mailingu, z którego byłbym zadowolony, a nie dostosowywać się do tego, co w danym momencie oferują usługodawcy. Nawet skłonny byłbym za niego zapłacić (coś ostatnio mój krakowski wąż jakby słabiej kąsał w kieszeni). Tylko cóż z tego, że skłonny jestem zapłacić, skoro nie widzę takiego, który jest wart kupienia. Inna rzecz – nie całkiem to rozumiem, nie rozumiem dlaczego tak skwapliwie ignorujemy siłę email marketingu, uznając ją za mało sexy. Ja bardzo wierzę w emaila. Nie kumam. Ale to oznacza, że nie kumam tego, że ludzie nie rozumieją na co wydają pieniądze.
      • Nie mam ochoty pisać tygodniówki w html, ale chciałbym mieć tygodniówkę gotową w html. Przewrotne, wiem. I pozornie się wykluczające, ale na całe szczęście wcale tak być nie musi.
        Dlaczego chcę mieć tygodniówkę w html? Bo wtedy właśnie uzyskuję niezależność od systemu wysyłkowego (pod warunkiem, że pozwoli mi ten html wgrać… tak, to też będzie kryterium wyboru). Mój szablon html pozwoli mi też chociaż trochę kontrolować to jak treść wygląda na komórce (a tu kluczowa jest dla mnie czytelność).
        Dlaczego nie chce pisać w html? Bo to kurczę nie jest wygodne. A z drugiej strony, źle przygotowany tekst (tzn taki który jest pełen niepotrzebnych znaczników, preformatowany przez edytor, czyni przekładanie na html niewygodnym i czasochłonnym). Czy jest rozwiązanie pośrednie?
      • no właśnie jest – Markdown; Uproszczony system tagowania tekstu, który łatwo przekłada się m.in. na html, a równocześnie nie jest koszmarkiem do pisania. Wygodny, bo to system, który można stosować choćby w notatniku czy notatkach, nie wymaga instalowania niczego dodatkowego, natomiast potrzebuje potem interpretatora Markdown->html (i tu z pomocą przychodzi choćby Dillinger) Czy to rozwiązanie ma wady? Ma. Muszę się go nauczyć i się z nim zaprzyjaźnić. A to nie zawsze jest łatwe.
      • Czy mogę to robić w Notion… no właśnie chyba niestety nie. Coś się niedobrego dzieje przy przeklejaniu (albo ja jeszcze niedoskonale z tego korzystam). Poza tym jestem wygodny, i na etapie w którym się Markdown uczę, chciałbym jednak mieć podgląd tego, jak to wygląda i dlatego stosuję iA Writer który ma wbudowaną opcję podglądu, oraz – co równie ważne – możliwość eksportowania do wybranego, także zdefiniowanego szablonu. Ma też wadę, jest ustrojstwem płatnym (ha! A jednak mój wąż wciąż ma się dobrze), ale na razie korzystam z dwutygodniowego darmowego okresu próbnego. I… cholera, wygodne to jest. Jeśli tylko będzie działało tak jak mi się marzy, to może to właśnie będzie poszukiwane rozwiązanie.
      • Równocześnie chciałbym, marzy mi się, aby dla Ciebie nie robiło to żadnej różnicy. Chociaż nie, chciałbym, aby Tobie było zdecydowanie wygodniej.
    5. Czy powyższe zdania przynależą do tygodniówki? Innymi słowy, czy jestem pewien, że to wszystko co opisałem jest interesujące dla Ciebie, czytelnika? Trochę się boję, że Cię znudziłem, acz z drugiej strony widzisz jak działa i jakie konsekwencje ma siła przyzwyczajenia, wytrzymałość rozwiązań prowizorycznych, opisałem Ci błędny proces i wstępne rozwiązanie zmierzające do naprawienia go (naprawa zaczyna się od obserwacji), pokazałem Ci też że jest coś takiego jak Markdown i wspomniałem o nowej aplikacji IA Writer. I jeszcze na to wszystko przyznałem się do trudnej myśli, że może jednak Notion nie jest tak idealny jakby, chciał wierzyć, że jest. Więc… tak, to ważna część tygodniówki.

    6. Cały czas mam z tyłu głowy pytanie – czy to oznacza że zbliżam się do końca mojej fascynacji Notion? Nie, raczej nie. Bo Notion doskonale sprawdza mi się jako organizator (przy całej mojej dezorganizacji), i jest doskonały do gromadzenia treści, pracy na wielu urządzeniach, i współpracy z innymi. Tak, moja słabość do Notion nadal ma się dobrze;)

    7. Trochę w tle tych rozważań pojawia się myśl, czy to wszystko nie wpłynie jakoś na niecodziennego… Bo wpłynąć niebezpiecznie może. Kolejnym usprawnieniem jest pisanie tekstu gotowego do publikacji w obu miejscach… ale to zapewne niesie za sobą konsekwencje dla serwisu. Co gorsza, nie znajduję na to pytanie odpowiedzi w sieci. Jakbym robił coś zupełnie uparcie „po swojemu”. Przecież musi się dać to zrobić proście. No cholera musi.

    8. Czy zgodnie z zeszłotygodniową zapowiedzią, zrobiłem coś z subskrypcje.pl? Nie tyle ile bym chciał, niestety. Powstał zrąb pierwszego tekstu, ale jeszcze nie jestem gotowy, by go opublikować. Tak, wiem, nie ma mną co czekać.

    9. Dostałem w tym tygodniu prezent Trochę to przewrotne. Bo albo troszkę złośliwe (na zasadzie dopingu – Wicie, nie bądź miękka buła, tylko skończ czytać coś zaczął), albo – jeśli prezent nie był moimi z Kahnemanem zmaganiami inspirowany, to muszę przyznać że dostałem w prezencie genialną książkę i genialne jest także to, że ktoś pomyślał, że może mi się spodobać.

    10. Jedna ciekawa obserwacja z tym związana, choć Kindle pokazuje % pozostały do końca książki, prawdę powiedziawszy już zwątpiłem, że w tym roku uda mi się ją skończyć. Ale… sprawdziłem w wydaniu książkowym gdzie jestem i… może jednak nie jest tak źle. Może wciąż się to udać do końca grudnia (tym bardziej że jeszcze kilka luźniejszych dni przede mną)… Nie spodziewałem się, że to się może udać, więcej – ja już postawiłem na tej opcji krzyżyk. Ale skoro meta ha horyzoncie, spinam poślady;)

    11. Kahneman wywołany co tablicy krzyczy: cytuj. Co też niniejszym czynić zamierzam.

      When you pay attention to a threat, you worry—and the decision weights reflect how much you worry. Because of the possibility effect, the worry is not proportional to the probability of the threat.

      people who face very bad options take desperate gambles, accepting a high probability of making things worse in exchange for a small hope of avoiding a large loss. Risk taking of this kind often turns manageable failures into disasters. The thought of accepting the large sure loss is too painful, and the hope of complete relief too enticing, to make the sensible decision that it is time to cut one’s losses. This is where businesses that are losing ground to a superior technology waste their remaining assets in futile attempts to catch up. Because defeat is so difficult to accept, the losing side in wars often fights long past the point at which the victory of the other side is certain, and only a matter of time.

      People overestimate the probabilities of unlikely events. People overweight unlikely events in their decisions.

      You do not always focus on the event you are asked to estimate. If the target event is very likely, you focus on its alternative.

      there is general agreement on one major cause of underweighting of rare events, both in experiments and in the real world: many participants never experience the rare event!

      The probability of a rare event will (often, not always) be overestimated, because of the confirmatory bias of memory. Thinking about that event, you try to make it true in your mind. A rare event will be overweighted if it specifically attracts attention. Separate attention is effectively guaranteed when prospects are described explicitly (“99% chance to win $1,000, and 1% chance to win nothing”). Obsessive concerns (the bus in Jerusalem), vivid images (the roses), concrete representations (1 of 1,000), and explicit reminders (as in choice from description) all contribute to overweighting. And when there is no overweighting, there will be neglect.

      When it comes to rare probabilities, our mind is not designed to get things quite right. For the residents of a planet that may be exposed to events no one has yet experienced, this is not good news.

      (Nie wypada mi komentować Kahnemana, ale trochę o tym w zeszłym tygodniu pisałem – nie ogarniamy tego, jak krótko jesteśmy na tym świecie. Jako jednostka, ale też jako gatunek. Tylko bardzo nie umiemy sobie tego wyobrazić)

      “We shouldn’t focus on a single scenario, or we will overestimate its probability. Let’s set up specific alternatives and make the probabilities add up to 100%.”

      Closely following daily fluctuations is a losing proposition, because the pain of the frequent small losses exceeds the pleasure of the equally frequent small gains.

      we refuse to cut losses when doing so would admit failure, we are biased against actions that could lead to regret, and we draw an illusory but sharp distinction between omission and commission, not doing and doing, because the sense of responsibility is greater for one than for the other.

      In the presence of sunk costs, the manager’s incentives are misaligned with the objectives of the firm and its shareholders, a familiar type of what is known as the agency problem. Boards of directors are well aware of these conflicts and often replace a CEO who is encumbered by prior decisions and reluctant to cut losses. The members of the board do not necessarily believe that the new CEO is more competent than the one she replaces. They do know that she does not carry the same mental accounts and is therefore better able to ignore the sunk costs of past investments in evaluating current opportunities.

      people expect to have stronger emotional reactions (including regret) to an outcome that is produced by action than to the same outcome when it is produced by inaction.

      Their recommendation is that you should not put too much weight on regret; even if you have some, it will hurt less than you now think.

      A bad outcome is much more acceptable if it is framed as the cost of a lottery ticket that did not win than if it is simply described as losing a gamble.

      Gdybym czytał w papierze, miałbym bardzo pokreśloną książkę (a nie lubię po książkach kreślić).

      Równocześnie oswajam się z myślą, że będę Kahnemana czytał po polsku. Na wszelki wypadek, aby mieć pewność, czy wszystko zrozumiałem. I tak, obok Finansowego Ninja i Najgorszego Człowieka na świecie, trafi do listy książek bardzo polecanych.

    12. Oprócz tego, że wróciłem do Kahnemana, sięgnąłem w tym tygodniu także po „To ja, Szpilka” Ciszewskiego. Lektura miła, łatwa, lekka (choć kryminał) i przyjemna. Połknięta w trzy wieczory. Można, jeśli potraktujemy jako czystą rozrywkę, ale nie, nie jest to pozycja obowiązkowa. Natomiast jeśli to początek serii, to zapewne po kolejne części też sięgnę – wszystko przez słabość do głównej bohaterki.

    13. W moje oczy rzucił się w tym tygodniu I widzę tu mały smaczek, który będzie dotyczył mojej zawodowej przyszłości, a mianowicie widzę tu przesłankę do tego, jak będzie wyglądała przyszłość reklamy. Widzę ją tym bardziej, że troszkę już o tym pisałem. Bo to co widzimy wyżej, to jest przykład (niekoniecznie zamierzonej) ale jednak reklamy. I to takiej reklamy, której nie blokuje Adblock.
      Bo nam się wydaje, a raczej ostatnie lata nas umacniały w przekonaniu, że – każdy powinien się reklamować, każda reklama działa, i że reklama może być tania. No więc właśnie nie. Myślę, że powoli dochodzimy do momentu, w którym marketerzy (zwłaszcza marek masowych) chcąc wbić się do głów mas, będą musieli sięgnąć po nowy arsenał. Muszą / musimy skumać, że ludzie nie oglądają telewizji, w internetach skłonni są za możliwość wyciszenia reklamy zapłacić, a to z kolei oznacza, że trzeba będzie szukać nowych sposobów dotarcia. I jeśli sposobem jest dotarcia dzięki serialowi na Netflixie, to wierzcie mi panie i panowie, tanie i łatwe to nie będzie. Skąd wiem? Otóż wiem stąd, że wiem ile polskich (i nie tylko polskich) reklamodawców pomyślało sobie – machniemy sobie serial na YouTube. I wiecie co? Chyba nikomu się nie udało. Co nie jest szczególnie zaskakujące – stworzyć dobry serial to sztuka, a każdy twórca jeśli ma taką możliwość, woli realizować swoje wizje i swoje projekty, a nie świadczyć usługę użyczania kreatywności producentowi dowolnego produktu, a potem słuchać że „logo ma być większe i bardziej na środku”.

    14. Inspiracja i sztuka potrafi bezczelnie czychać wszędzie. Nawet w taksówce w Bombaju

    15. To jeszcze nie koniec inspirowania się taxi. Tym razem jednak przeniesiemy się w trybie natychmiastowym do innej stolicy, bo do Londynu i zerkniemy w kilka tajemnic jakie przekazał czytelnikom taksówkarz; Ta, która spodobała mi się najbardziej to:

      Kiedy słyszymy, że klient/klientka jedzie na rozmowę o pracę to dobrze jest zatrzymać się kilkadziesiąt metrów przed wejściem lub poczekać przed wjazdem do biura kilka minut i dać ochłonąć nerwom. To nie mój pomysł. To sugestie pasażerów przez te kilka lat.

      O nerwach nieodłącznych rozmowie o pracę powinien pamiętać każdy szukający nowego pracownika do zespołu. Przecież wiesz, że sytuacja jest stresująca. Poświeć 10 minut na to, żeby Twój rozmówca poczuł się komfortowo. Czymże jest te 10 minut w kontekście wielu tygodni, miesięcy, a może i lat które będziecie wspólnie pracować. Głupio by było stracić dobrego pracownika dlatego, że nerwy go zjadły. Więc, jak zawsze, dbaj o innych aby dbać o siebie.

    16. Tygodniówkę zacząłem od tego, że w moje oczy trafiają różne podsumowania. Robią je Ci całkiem duzi. Google na przykład na wiele sposobów dzieli się z nami tym, co było dla nas ważne w mijających miesiącach i udostępnia takie podsumowanie: Ale robi też podsumowanie w formie wideo . Zachęcam też do zobaczenia strony Year 2020 in search, gdzie można zerknąć w dedykowane wyniki dla Polski.

    17. Jest też jeszcze krótka rozmowa z Muskiem, i kogo jak kogo, ale jego biznesmeni powinni posłuchać. Bo chyba warto dowiedzieć się, co akurat ten gość ma do powiedzenia na temat znaczenia zysku i jego roli:
      Tu natomiast znajdziesz ciekawy wybór wniosków z tej rozmowy, warty Twojej uwagi

    18. Tygodniówka zadomowiła się niedzielenie. Mi się zadomowiła – bo mam więcej czasu na jej przygotowanie w niedzielę, niż w piątek, ale i czytelnikom się także zadomowiła, bo ostatnią jej edycję otworzyło blisko 60% czytelników. Więc spodziewam się, że w najbliższym czasie niedzielną zostanie.


    1. Nie uznaję tego, za błąd ortograficzny, to celowe igranie i figle z Twoim i moim językiem. ↩︎

    To już koniec #49 tygodniówki. i to ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki.

    Ilustracją tygodniówki jest zdjęcie autorstwa Tim Mossholder z serwisu Unsplash

  • Taki chcę być, Internetowy – Tygodniówka #49

    1. Zazwyczaj książki czytam tylko raz, choć i od tej reguły są wyjątki. Kilkakrotnie czytałem Millenium (za każdym razem z dużą przyjemnością), wróciła też do mnie saga Sapkowskiego, wrócił Marsjanin… Mam wrażenie, że nie ma jednej zasady określającej, po którą książkę sięgnę ponownie. To musi być mieszanka „przyjemności wynikającej z czytania”, połączona z przekonaniem, że jest w tej książce jakaś wartość. Czasem ciekawość, czy przy drugim czytaniu odkryję tam coś jeszcze. Tak, ponowne czytanie książek potrafi zaskoczyć.
    2. W tym tygodniu zrobiłem sobie powtórkę z Mleka i Miodu, czyli debiutancki tomik wierszy Rupi Kaur. I po pierwsze, niezmiennie gorąco polecam sięgnięcie po ten tomik, a po drugie… choć czytałem go już wielokrotnie (bo to i dość szybka lektura), tym razem wydał mi się… dużo bardziej wytrawny i ciut mniej optymistyczny, niż go zapamiętałem. Rupi nie bierze jeńców.
    3. Inna rzecz, czytając jej poezję i wczytując z niej jej historię i doświadczenia, byłem przekonany, że Rupi jest panią pewnie 40+. O jakże się zdziwiłem, że to dziewczę urodzone w latach 90. O.o; Co nawet ciekawsze, choć „znamy” się od ponad dwóch lat, nigdy jej nie widziałem, nigdy jej nie słyszałem. A tu proszę – można ją zobaczyć o Jimmiego Fallona: 
    1. Inna rzecz jeśli chodzi o książki, sam jestem ciekaw, ile z nich zapamiętuję. Tzn sądząc po tym jak często zdarza mi się używać zwrotu „czytałem ostatnio w takiej jednej książce”, to chyba nie ma tu dramatu, ale… Pytanie na ile mogę się tak na swojej pamięci bezkarnie opierać… tym bardziej że nasza pamięć bywa bardzo przewrotnie ułomna.

    Póki co, najlepszym jedynym sposobem jaki stosuję, jest od czasu do czasu robienie notatek i zaznaczanie „highlitów” i dzielenie się nimi w tygodniówce, zapisywanie ich także w odpowiednich miejscach. Ale to ułomne (tym bardziej, że jak już coś napiszę, rzadko kiedy do tego wracam). Tak, dostrzegam tu pewną systemową niedoskonałość. Bartek (tym razem dla odmiany nie Pucek) zachęca mnie to stosowania Zettelkasten… dotychczas się jeszcze nie zdołałem przekonać.

    1. Lubię nowe początki. Nadmieniam o tym nie dlatego, że zbliża się początek roku (i że warto pomyśleć o planowaniu siebie na kolejne 12 miesięcy), ale dlatego, że… próbuję czegoś nowego.

      Wszystko zaczęło się od potrzeby zawodowej, w ramach, której potrzebowałem sprawdzić jakie są w Polsce dostępne usługi subskrypcyjne (a raczej czy konkretny produkt jest w subskrypcji dostępny). Od tego już było o krok od sprawdzenia co też się kryje pod domeną subskrypcje.pl i przekonania się, że to domena wystawiona na sprzedaż. Zanotowałem, zapomniałem, poszedłem robić swoje.

      Pewnie ze dwa dni później, temat wrócił, bo pomyślałem sobie, że chyba mam pomysł na te rzeczone subskrypcje.pl; Że widzę jakie treści można tam zamieszczać (przegląd dostępnych usług zarówno dla klientów końcowych, dla klientów biznesowych), że widzę – gdyby to miało się udać – na czym ten serwis mógłby zarabiać i że wiem, jakie koszty muszę ponieść.

      Jeszcze tego samego dnia byłem właścicielem domeny, nowego serwera, postawiłem znowu wordpressa…

      Trochę zaskakujące było to (także dla mnie samego), że od pomysłu „wiem co z tym zrobić” do momentu „ok, kupujemy i działamy” minęło mniej niż 12h. A po kolejnych kilku, już mam jak zamieszczać tam treści (teraz „tylko” treści brakuje). Tak, to znowu ten moment kiedy boję się swoich pomysłów.

      Uznałem, że w najgorszym razie będę miał kolejny temat i pretekst do dodania trochę treści na niecodziennego.
    2. Trzy uwagi do tego mojego podejścia, bo mam wątpliwości (tak, ja zawsze mam wątpliwości):

      Primo – czy powinienem o tym pisać, zanim cokolwiek tam zrobię? Czyli jak duża jest szansa, że to słomiany zapał i mi to spali na panewce… Może lepiej przygotować wersję alfa alfa alfa i dopiero potem pokazywać ją światu. No cóż, pokazuję ją Tobie, bo jesteś w moim cokolwiek bliższym kręgu, oraz zaspokajam też w ten sposób swoją potrzebę opowiedzenia o tym, przemyślenia tego. I tak, to jest równocześnie zaproszenie – jeśli masz tu coś do dopowiedzenia – jestem więcej niż ciekaw tego, co myślisz. Bądź moją zewnętrzną konsultantką / zewnętrznym konsultantem.

      Secundo, czyli po drugiej primo – czy nie boję się, że spalę ten pomysł dla siebie dzieląc się nim ze światem. Hmm… Świat pełen jest dobrych pomysłów, ale liczą się tylko te zrealizowane. Jeśli ktoś już to robi, albo zrobi to lepiej, albo zrobi to szybciej… Oczywiście że może, oczywiście że ma do tego prawo. Ale myślę sobie, że ludzie, którzy chcą i potrafią realizować takie rzeczy, mają za dużo swoich dobrych pomysłów, żeby chcieć podbierać mi akurat mój.

      Tertio – Czy ja to aby na pewno przemyślałem? Czy dobrze oceniłem potencjał (czy go w ogóle oceniałem), czy wysokość inwestycji jest tego warta? A może działając tak szybko i tak na „jeźdźca bez głowy” nie wydałem głupio pieniędzy. To bardzo, bardzo prawdopodobne. Jedyne co mogę powiedzieć – to chyba mnie w tym momencie akurat na taki wydatek było stać. W najgorszym razie, przepaliłem trochę pieniędzy. O jej… dobrze być w tym miejscu głową (choć widzę też niebezpieczeństwo takiego wydawania większej części moich zasobów i to by już było głupie, więc wąż w kieszeni zaciąga ręczny hamulec).
    3. Marzy mi się, aby z Subskrypcje.pl (obiecuje, to już ostatni raz o tym wspominam) poszło w ślady „Okna Johari” czy „Jaki Wynik” czyli bytów, które przeszły / przechodzą próbę czasu i są ludzie, którzy z nich korzystają.

      Nie mówiłem Ci o tym, ale z Okna Johari skorzystało już ponad blisko 200 osób, z których ponad 150 jest dla mnie totalnie anonimowymi. I nie chodzi mi o to, że te 200 osób wypełniło czyjeś okno. Chodzi mi o to, że jest założonych blisko 200 okien. To może być też sygnał, żeby ten skrypt jeszcze trochę dopieścić…

      Chciałbym żeby moje właśnie poczęte internetowe dziecko poszło tą ścieżką. To co mi się w tym pomyśle podoba najbardziej, że to może być serwis o bardzo konkretnym (choć szerokim) profilu. Mogę w jednym zdaniu powiedzieć, jakie treści tam się będą znajdować. Mogę powiedzieć – wejdź tam, jeśli chcesz poznać dostępne usługi oparte o subskrypcje i wybierz tę, która odpowiada Ci najbardziej. Tego w przypadku niecodziennego stosować nie mogę. Bo pewną reklamą niecodziennego może być – chodź na mój serwis aby poznać… mnie. Tylko póki co mało jeszcze kogo interesuje co Wit sobie myśli. Ciebie interesuje, więc… witaj w elicie.

      A nowe dziecko to także okazja do tego, aby pouczyć się mechanizmów SEO.
    4. Robiąc podstawowe rozpoznanie sprawdzałem też inne bliskie tego modelu domeny (bo słowo „subskrypcje” wydaje mi się trudne do wymówienia… nawet jeśli uważam to za dobry key word). subskrypcje.com wykupiłem na rok za 60 złotych
      sybskrybuj.pl jest dostępne za… echem… 4900000 euro. Tak, dobrze czytasz, blisko pięć milionów Euro (za domenę bez historii i bez ruchu) Jakby ktoś był zainteresowany, to taniej swoją sprzedam 😉 
      subskrypcja.pl – jest w użyciu, a jej właściciel jest otwarty na sprzedaż za 30 tysięcy złotych (nie mój próg wejściowy).

      Także… mam cichą nadzieję, że nawet gdybym z domeną robił nic, to jej wartość poniżej poziomu, za który ją kupiłem nie spadnie. Mam też nadzieję, że nie będę jej sprzedawał.
    5. W tym tygodniu odbyło się w końcu wspominane szkolenie z „Digitalu i ecommerce’u” do którego się szykowałem czas już jakiś. Napotkałem przy nim pewne małą trudność związaną z wideokonferencjami.

      O ile bowiem można całkiem swobodnie transmitować głos i obraz, to trudniej (z jakiegoś powodu) jest płynnie transmitować nagranie wideo, o nagraniu wideo z dźwiękiem nie wspominając. Może Zoom to potrafi, Skajpajowi idzie z tym średnio, Teams na Macu tego nie potrafią (bo potrzeba jest przepiąć źródło dźwięku). Rozwiązanie, które znalazłem, to było… streamowanie via YouTube treści przygotowywanej w aplikacji mmhmm.app. W mmhmm.app połączyłem mikrofon zewnętrzny, kamerkę z iPada (za pomocą Camo, bo trochę lepsza jakość) i dodałem osobno slajdy z materiałami wideo i.. choć wyglądało to dziwnie:
    Jest też bardzo profesjonalne oświetlenie

    To naprawdę działało: przynajmniej na etapie testowania:

    To nagranie z testowej transmisji live

    Jak przyszło co do czego, to okazało się że robią się jakieś dziwne lagi… i cały misterny plan skończył się na niedoskonałościach i prezentowaniu w teamsach. #smuteczek. A taki chciałem być internetowy.

    1. Jakoś tak się składa, że w konsekwencji działań zawodowych oswajam się z serwisem Głównego urzędu statystycznego. A ponieważ lubię cyferki rozmaite, od czasu do czasu lubię też sobie jakiś wykresik machnąć. Na przykład taki:

    Powinienem się nauczyć wykresy od razu pospisywać, żeby się potem nie musieć tłumaczyć, ale najgorsze w nim jest to, że chyba możesz się domyślić, co na tym wykresie jest. Nie chcę z tego robić zagadki, więc od razu dopowiadam.
    To wykres liczby zgonów w Polsce w kolejnych tygodniach.

    Każda seria (każda linia) to osobny rok. Pogrubione jest średnia z lat 2015-2019 oraz rok 2020. Jedynym słowem który ciśnie mi się na usta, jest chyba ulubiony przecinek Polaków.

    1. Podrzucę też jeszcze film, który Tomasz Sekielski zrobił dla Onetu. „Rok we mgle”.
    https://youtu.be/15WZuOz8lvI

    Strasznie smutne jest to, że jedyne co potrzebował zrobić autor to otworzyć kalendarz i data po dacie pokazywać, co mówili politycy i zderzać to potem z rzeczywistością. Moim zdaniem, w blisko godzinnej pigułce jest to mocno niewygodna rzecz. I narastające przekonanie, że wielu tematów nawet nie liźnięto. link a teraz popatrz proszę raz jeszcze na wykres, który wrzuciłem wcześniej.

    1. Czasem jest tak, że musisz coś załatwić z urzędem. Czasem masz jakiś wniosek, albo potrzebujesz zaświadczenie. Czasem chcesz to zrobić przez Internet. Wtedy zwykle chcą, żebyś założył sobie konto, a kiedy zrobisz to czego chcą, piszą do Ciebie tak:

    Nie ma to tamto. Spisałem się świetnie, jestem zwycięzcą.

    1. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wielką moc ma muzyka. Jak bardzo potrafi nas uspokoić, rozluźnić. Dobrze się przy niej biega, dobrze się przy niej ćwiczy. Albo chodzi, jak… 

    a, swoją drogą, ktoś powinien zrobić narzędzie do mapowania publicznych playlist ze spotify na Apple Music.

    1. Skoro muzyka, to dźwięk. Skoro dźwięk, to proszę bardzo ASMR, czyli (za wikipedią) zjawisko przyjemnego mrowienia w okolicach głowy, szyi i innych obszarach ludzkiego ciała. To zjawisko można wywoływać rozmaitymi bodźcami (wizualne, dotykowe, zapachowe, ale także dźwiękowe), i generalnie chodzi o to, co robi nam dobrze.

      No więc tu pan robi nam dobrze przez uszy czekoladą. 

    Ja nie wiem co ja o tym myślę.

    Dla równowagi (bo po tej ilości czekolady czuję się zasłodzony strasznie) pani, która robi dobrze przez uszy jedząc korniszony.

    Jakim sposobem ten materiał ma 35 milionów odtwo… odsłuchań?

    1. W jakiś magiczny sposób wylądowaliśmy niebezpiecznie blisko pornfoodu. I to podprowadzenie było od zaskakująco dziwnej strony. Więc… pozostając w tym klimacie, porozmawiajmy… o majonezie. Jak to jest, że łącząc płynne z płynnym osiągamy coś, co pozwala wbić w to nóż i ten nóż w tym, za przeproszeniem, stanie.

    Mało tego, że nóż w tym staje, to jeszcze całkiem nieźle smakuje. Pomijam wątek kalorii w tym przypadku… no dobra, może i pomijam, ale sprawdzam. Majonez ma 680kcal w 100g. Nutella ma około 550.

    Majonezie, Ty przebiegła bestio…

    1. Hipnotyzujące i niespodziewanie interesujące było dla mnie dowiedzenie się, jak wyglądała kontrola jakości i ostatnie poprawki na „taśmie” produkcyjnej Trabanta.. 

    Przy okazji, jak się dowiadujemy w opisie, przez 34 lata wyprodukowano 3 miliony trabantów (w zdecydowanej większości (2,8mln) był to model – tak! Trabant występuje w czterech wersjach – P601, a średni czas oczekiwania na „swoje 4 kółka” wynosił 15 lat. A jeszcze w 2017 roku w Niemczech było zarejestrowanych powyżej 30 tysięcy tych samochodów. Dla porównania, Opel tylko w 2016 roku wypuścił 1,2 mln pojazdów.

    1. Skoro jesteśmy przy produkcji, to gorąca prośba o przeczytanie następnego zdania bardzo powoli i bardzo ostrożnie.

      W ciągu tygodnia ludzkość produkuje tyle „rzeczy”, że ich masa jest równoważna uśrednionej masie całej żyjącej ludzkości.
      Jeszcze raz.
      Rzeczy, które produkujemy co tydzień, ważą tyle, ile waży cała żyjąca obecnie ludzkość.

      Plastiku mamy wyprodukowanego tyle, ile ważą wszystko wodne i lądowe zwierzęta.
      To co jako ludzkość stworzyliśmy jest cięższe od całej biomasy ziemi. Mamy rozmach
    2. Mniej więcej połowa tego, cośmy stworzyli, to beton. Ludzkość z betonu. Źródło: https://www.scientificamerican.com/article/human-made-stuff-now-outweighs-all-life-on-earth/
    3. A że czasem produkujemy głupie rzeczy… jak na przykład bardzo ekskluzywny telefon iPhone 12 w obudowę którego wmontowano fragment oryginalnego golfa Steve’a Jobsa.

    Bardzo bym chciał, ale nie, nie zmyśliłem tego.

    Naprawdę się dziwimy, że kilkaset lat temu ludzkość śliniła się na myśl o relikwiach?

    1. Ta cała ludzkość… Bo zawsze mi się wydawało, że my tu jesteśmy od hohoho i to o czym się uczyliśmy na lekcjach historii to było bóg wie jak dawno temu. Tzn nie bóg, tylko pan / pani od historii.

      Czytając sapiens wiemy, że tak w zasadzie to Homo Sapiens zaczął swój podbój świata jakieś 70 tysięcy lat temu, czyli – musimy mu to oddać, dość dawno temu. Nie tak dawno jak świat czy dinozaury, ale co do zasady dawno temu (35 razy tyle ile od nas do narodzin Chrystusa – co też jest ciekawe, że jednak Boże Narodzenie wygrywa z Wielkanocą przynajmniej w kategorii „datowanie kalendarza”).

      Ad rem Wicie, bo pojechałeś w dygresję.

      No więc ta ludzkość, to… jeśli przyjąć że na sto lat mamy cztery pokolenia (a już niedługo pewnie trochę bardziej trzy), to w zasadzie nie jest tak wiele pokoleń… Ciekawe jak wyglądał świat, w którym żył dziadek dziadka mojego dziadka to było… Jakieś 210 lat temu. Czyli jesteśmy na początku XIX wieku. Ujarzmiamy światło gazowe i elektryczne, zrobione pierwsze zdjęcie (i to chyba nie był selfiak), tworzymy (znaczy my ludzkość) mikrofon, telegraf i lodówkę. W Polsce mamy zabory, trzy powstania, księstwo, nadzieje związane z Napoleonem. A to wszystko mógł oglądać / poznawać właśnie dziadek, dziadka mojego dziadka.

      Ciekawe jak będzie wyglądała rzeczywistość wnuka wnuka mojego wnuka.
    2. Zanim wybieganiemy tak daleko w przyszłość, popatrzmy na najnowszy pomysł ludzkości – notowanie na giełdzie kontraktów na wodę. Nie całkiem jestem pewien, czy mi się to podoba. Bo o ile wyobrażam sobie ludzkość bez ropy naftowej, to trudno mi sobie wyobrazić ludzkość bez wody, a skoro zaczynamy na niej zarabiać, to możemy zacząć nią spekulować. Możemy też uznać, że ona wcale nie musi być dobrem powszechnym. Dziwne to jakieś takie… Choć może nam też uświadomić wartość wody właśnie…
    3. Wspominałem o tym, że mam nowe podejście do Facebooka – daję sobie prawo tam wejść, nie daję sobie prawa do scrollowania. Czy raczej bardziej się pilnuję przy scrollowaniu i upominam się, aby tego nie robić. To co mnie zaskoczyło, to zdjęcie / reklama, którą mi FB w neswfeedzie zaproponował

    Wiesz co w tym zdjęciu jest dla mnie najbardziej zaskakującego? Że tej tygodniówki nie było na FB. Nie linkowałem jej, nie udostępniałem, a chłopaki, dziewczyny i algorytmy od Zuckerberga i tak wiedzą co i jak. Permanentna inwigilacja. Chyba nie ominą Was regulacje.

    1. Tygodniówka ostatnio jest bardziej niedzielna, niż piątkowa – wybacz. To nie jest zaplanowane. Równocześnie brakuje mi słów żeby wyrazić wdzięczność wobec czytelników, którzy wiadomość wysyłaną w niedzielny wieczór otwierają jeszcze przed północą, a tak robi ponad 40% spośród tych, do których tygodniówkę wysyłam.

      Rośnie we mnie przekonanie, że powinienem tego użyć w jakiś sprytny sposób zachęcając innych do zapisu. Tylko że o ile te 40% robi wrażenie na marketerach (którzy wiedzą jak dobry to jest wynik) o tyle dla zwykłego Kowalskiego to będzie po prostu jakaś liczba i niedowierzanie – to co, ponad połowa czytelników ma Cię w nosie? Pewnie lepszą opcją byłoby dać tam jakiś „ludzki argument”. Tylko jaki…

      Może najlepiej by było zapytać czytelnika – dlaczego czytasz Tygodniówkę? To pytanie do Ciebie, skoro czytasz ten 24 punkt, to znaczy że coś Ciebie i Twoją uwagę tu trzyma. Więc… powiedz mi proszę, dlaczego czytasz Tygodniówkę? Będę zobowiązany za przyzwolenie mi użycia Twojego zdania razem z Twoim imieniem.

    W tym tygodniu miała też nastąpić zmiana techniczna (której mam nadzieję, nie odczujesz). Przenoszę się od MailerLite do GetReponse, ponieważ mam prawo przypuszczać, że są skrzynki / domeny, na które wiadomości z MailerLite nie dochodzą (w szczególności o2, choć był czas kiedy to dotykało Gmaila). A jedyne co MailerLite powiedział po zwróceniu im na to uwagi było „Dziwne, u nas działa, nie widzimy problemu”.

    No cóż.. ja za to wiem, że niektórzy subskry… zapisani na Tygodniówkę nie widzieli tygodniówki. Ponieważ problem się utrzymuje, przyszła pora na zmianę.

    Choć skłonny byłem to zrobić na wariackich papierach i bez testów, to zlekceważyłem siłę przyzwyczajenia, i to co w MailerLite umiem zrobić, w GetResponse wydaje się nie do realizacji i dziś temu nie podołam. Mam nadzieję, że uda się to zrobić za tydzień.

    To już koniec #49 tygodniówki. i to ten moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki.

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa Danielle MacInnes z serwisu Unsplash

  • Galimatias, czyli tygodniówka #48

    1. Dzisiejsza tygodniówka nie ma motywu przewodniego, to co łączy zebrane materiały to chyba efekt pewnego niedowierzania, które we mnie wywołują. To małe i duże rzeczy. Prawdziwy galimatias, ale mam nadzieję, że dzięki temu tygodniówka będzie miła, łatwa i przyjemna.
    2. Zaczniemy od pozornie błahej obserwacji, którą podzielił się ze mną znajomy: „Jaka część maili, jakie otrzymuje, jest korespondencją prywatną… większość to powiadomienia z banków, oferty marketingowe, czasem jakiś newsletter. To po co mi ten cały mail?”. W jego przypadku wiąże się to też z utrzymywaniem serwera, domeny.

      Dobra obserwacja. Podejrzewam, że całą masę komunikacji „ze znajomymi” przenieśliśmy do do komunikatorów – messengerów, whats’appów i innych. Bo to szybsze, łatwiejsze, wygodniejsze. Mniej zobowiązujące i bardziej zbliżone do rozmowy.

      Równocześnie mam też taką małą nadzieję, że tego piątkowo-niedzielnego maila ode mnie traktujecie troszkę bliżej tej kategorii „mail od znajomego” niż „oesu newsletter wpadł”. Bo ja mam chyba właśnie taką myśl – pisząc tygodniówkę, piszę go do znajomych. I, przy okazji kolejne spostrzeżenie, tygodniówka, choć jest integralną częścią Niecodziennego, jest bardziej newsletterem // mailem niż wpisem blogowym. No takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem.
    3. W najbliższym tygodniu zapewne czeka mnie to szkolenie, które zapowiadałem już parę razy w tygodniówkach (przekładane, oj przekładane). Ale w ramach przygotowań popełniłem też taką zapowiedź:

    I… nie powiem, mam niemałego stresa z tymi warsztatami związanego. Mam takie wewnętrzne przekonanie, że muszę to sobie przećwiczyć, że dopracować, że to wciąż jeszcze nie to (tak, wiem, powinno być dawno odpicowane). Jest też kilka rzeczy, o których musze pamiętać – przećwiczyć, poprawić, dopieścić. Mówić prosto, mówić mniej. Kondensować.

    1. Pamietam jak jeszcze pracowałem w Tesco, koleżanka przygotowywała prezentację dla naszego działu z pomysłu na komunikację jaką przygotowała agencja kreatywna. Prezentacja była piękna, kolorowa, pełna treści. Wręcz była przepełniona treścią. Ponieważ byłem świeżo po przeczytaniu książki poświęconej temu, jak działa nasza głowa w kontekście zapamiętywania, podszedłem do Pauli i spytałem ją, co z tej prezentacji chciałaby żeby ludzie zapamiętali.
      „Jak to co” – spytała zdziwiona – „wszystko”.

      No cóż, to tak nie działa. Ale rozumiem chęć i pokusę przekazania wszystkiego.
    2. Tu jest całkiem przyjemny Ted o tym, jak można uniknąć śmierci z rąk PowerPointa:

    a jeśli jeszcze komuś mało, to zachęcam do zerknięcia w te kilka slajdów:

    https://www.slideshare.net/thecroaker/death-by-powerpoint/61-Alexei_Kapterev_wwwkapterevcom_Theres_also_a_book
    1. David JP Philips ma jeszcze jeden ciekawy wykład o tym, jak opowieści wpływają na nasze hormony, a przez to na nasz mózg. Jeśli więc chcesz dowiedzieć się co mają historie do dopaminy, oksytocyny czy kortyzolu i co Ci to robi w głowie – obejrzyj:

    Był taki moment w oglądaniu tej prezentacji, w którym poczułem, że prelegent swojej opowieści poszedł za daleko (a nie wiem czy przytaczał prawdziwe zdarzenie, czy potrzebował jedynie użyć tak obrazowego przykładu…)

    1. Skoro już jesteśmy przy mózgu, to okazuje się, że o grzybowej kawie i zbawiennym wpływie halucynogenów można słuchać nie tylko w hAmerykańskich podcastach (u Ferrisa, u Rogana), ale też zaczynają się mieć całkiem dobrze w Polsce – tu bardzo polecona mi rozmowa z panią Dr Joanną Podgórską na podcaście „Sznurowadła Myśli”. Także o tym, jak wielkie znaczenie dla naszego ciała, ma nasza głowa i czy przyznanie „że to wszystko symulacja” może poprawić nam zdrowie nie tylko psychiczne.
    2. Jedna z myśli, która towarzyszyła mi przy słuchaniu tej rozmowy to – Wicie, skoro wiesz że to (jakaś forma medytacji) jest ważne, jest pomocne, jest łatwe, to… czemu robisz to tak rzadko, tak nieregularnie?

      Nie wiem czemu nie robię tego tak często jakbym chciał. To nie jest kwestia czasu. Skoro potrafię znaleźć czas na to, aby codziennie poświęcić chwilę na ćwiczenia fizyczne, to powinienem też poświęcić chwilę na „bycie tu i teraz”.

      Przecież wiem, że warto.
    3. W zeszłym tygodniu podrzucałem Ci występ zwariowanej orkiestry dętej (i jednego bardzo poważnego perkusisty). Ten zwariowany zespół nazywa się Lucky Chops, a jego najbardziej charakterystyczny z muzyków brał udział choćby w BBC Proms. 

    Mam w zasadzie tylko jedno pytanie – w którym momencie ten człowiek oddycha?

    1. Nie wiem czy się nad tym kiedykolwiek zastanawialiście, ale okazuje się (wedle badań z 2018 roku) że średni wiek samochodów osobowych w Polsce, to… blisko 14 lat.

      W pierwszym odruchu pomyślałem – cholera… staruszki, środowisko cierpi (przy czym musimy pamiętać, że ogromna część całego śladu węglowego jaki zostawia za sobą samochód powstaje… w fabryce).

      W drugim odruchu pomyślałem – eeej, usłyszałeś tę wiadomość w radiu jadąc samochodem, który niedawno wkroczył właśnie w ten wiek.

      W trzecim – skoro ponad 73% samochodów w Polsce ma powyżej 10 lat, to coś tu chyba nie gra, i pewnie jesteśmy na szarym końcu Europy.

      Nie jesteśmy. Tzn do średniej wieku jaką mają Brytyjczycy (8 lat), Francuzi (9 lat) czy Niemcy (9.5 roku) jest nam daleko, ale za to jesteśmy w tym samym świecie co Słowacy czy Łotysze, i mamy „młodsze” samochody niż Czesi, Węgrzy czy Litwini (tu źródełko).

      Troszkę bardziej martwi mnie, że na 1000 mieszkańców mamy 580 samochodów (niewyobrażalne trochę), ale to tłumaczy korki na ulicach.
    2. Wspominałem też, że we wrześniu zarejestrowano więcej elektryków niż diesli w Europie – tu możesz zobaczyć zmiany w udziałach w całym Q3 2020.
    1. Teraz będą dwa zaskoczenia w jednym. Bo z jednej strony absolutnie zaskakuje mnie treść, ale chyba nawet bardziej zachwyca mnie forma jej podania. New York Times, wydawca gazety, który kilka lat temu postanowił bardzo mocno zainwestować w swój dział digital, po latach zbiera plony (zyskując dzięki ogromnej liczbie subskrybentów), ale też jest tym wydawcą internetowym, który potrafi w jakiś magiczny sposób zaproponować taką formę podania treści, jakiej nie spotyka się często w sieci.

      Temat jest ciekawy, bo tyczy się stosowania algorytmów do tego, że komercyjnie stosuje się generowanie nieistniejących twarzy.

      Czekaj – czego? Czekaj – po co?

      Otóż po to, by a) uniknąć wysokich kosztów modelów lub stocków, a równocześnie by b) móc na swoich stronach / w swoich materiałach wykorzystywać bezkarnie ludzkie twarze, które podnoszą wiarygodność przekazu (jest rzeczą przewrotną, że stosujemy fake twarze aby uwiarygodnić swój przekaz… ). I najzabawniejsze jest to, że to są jakieś abstrakcyjnie niskie koszty – mniej więcej 3 dolary za fikcyjnego człowieka.

      Wirtualni influencerzy, wirtualni ludzie, co dalej?

    Jest duża szasna, że tak podanej treści nie widziałaś – zachęcam, zerknij bo to bardzo ciekawy artykuł w niesamowicie atrakcyjnej formie 

    1. Nie będę ciągnął wątku tego, co mogą zrobić algorytmy (choć podpowiem, że tu możecie przeczytać że algorytm rozwiązał zadanie, z którym nie potrafili sobie poradzić od 50 lat chemicy) ale ciekawsze jest dla mnie to, jak dalej rozwijają się nasze moce obliczeniowe. I nie chodzi mi o ten skok, jaki miał się dokonać w sprzęcie osobistym i przyspieszeniu jakim chwali się Apple. Bo okazuje się, że wielkie rzeczy dzieją sie w Chinach, gdzie powstał oparty na „świetle” komputer kwantowy, który wykonuje w niespełna cztery minuty obliczenia, który tradycyjnemu (nie kwantowemu) komputerowi zajęło by pół miliarda lat.

      Stary, dokąd Ty się tak spieszysz?
    2. I pomyśleć że to wszystko dzieje się w czasie i przestrzeni, kiedy niejeden samiec ma problemy z zawiązaniem krawata. Na całe szczęście własnie wtedy z pomocą przychodzi Internet.

    Prawdę powiedziawszy, nie wiem czy to jest dla mnie bardziej nie zrozumiałe, czy bardziej hipnotyczne. Nie wiem też czy mam śmiałość samodzielnie próbować.

    1. Jeszcze wracając do wątku fałszu w naszej rzeczywistości – na HBO można obejrzeć After truth. Smutna rzecz.
    1. Okazuje się, że umiemy już hodować masowo mięso z kurczaka bez kurczaków (to prawie tak dobre jak twarze bez ludzi), ale mnie zafrapowała inna myśl z tego artykułu. Jeśli popatrzymy na masę wszystkich ssaków na świecie, to ludzkość odpowiada za 36%, 4% stanowią dzikie zwierzęta, natomiast cała reszta, czyli 60% to zwierzęta hodowane, „żywy dobytek”. Przytłacza mnie ta informacja.
    2. Rzućmy też okiem na pięknie zwizualizowaną gęstość ludzkości na świecie:
    1. Czy wiecie, że mBank udostępnia rodzicom książkę (obecne eBook) zachęcającą małe i trochę większe dzieci do zaprzyjaźnienia sie z matematyką? Brawa za tę inicjatywę.
    2. Wiadomość która mnie trochę zmroziła – nie wiem czy wiecie, ale jak podają badacze, w kilku zachodnich krajach zwiększyła się liczba blokowanych / cenzurowanych serwisów. Niektóre z tych serwisów, które objęła cenzura były z założenia szkodliwe ze względu na zamieszczaną treść, ale podobno także w Polsce wzrosła liczba zablokowanych serwisów newsowych, czy poświęconych prawom człowieka. I to już jest trochę niepokojące. Źródełko.
    3. Równocześnie, jak się okazuje rośnie liczba osób, które szukają w sieci… Legginsów odpornych na przysiady…

    Czyli takich, które nie rozciągają się w tych miejscach, które najmocniej pracują w czasie przysiadów właśnie. Wow. Czego to ludzie nie potrzebują.

    1. Okazuje się też, że jedna mała rzecz potrafi mocno zmienić komfort korzystania z innej rzeczy. Zawsze kupując tablet kupowałem też do niego etui, pozwalające na wykorzystanie go jako stojaka. Tym razem (choć to było kilka miesięcy temu) kupiłem urządzenie od razu z etui, które tej funkcjonalności nie ma, wiec tablet niejednokrotnie był stawiany na pudełku chusteczek i opierany o ścianę (działająca prowizorka ma się dobrze). W tym tygodniu kupiłem stojak i komfort korzystania z tabletu wzrósł…
    Tak powstawała dzisiejsza tygodniówka
    1. Tak. Mój tablet niebezpiecznie zaczyna przypominać laptopa. Do tego stopnia, że pomyślałem – kurcze… tu była by wygodna myszka… (złoooo). Natomiast mam też takie wrażenie, że docelowo będziemy mieli pewnie jedno urządzenie, którego rolą będzie zapewnienie bezpiecznego dostępu do konta, które obsługiwać będziemy przez peryferia, a całe obliczenia (bo komputery to jednak maszyna licząca) będą się dokonywać w chmurze. Dzięki takiemu rozwiązaniu, będziemy mieli zawsze dostęp do wszystkich plików, do których tylko nam się zamarzy, wszędzie gdzie tylko będziemy. I wszędzie będziemy mogli szukać takich legginsów, na jakie tylko nam przyjdzie ochota.
    2. Ponieważ zbliża się przełom roku, będziemy zapewne obsypywani rozmaitymi podsumowaniami ostatnich 12 miesięcy (sam rozważam pokuszenie się o nową odsłonę tekstu „13 rzeczy, których nigdy nie sądziłem, że zrobię”) ale co jeszcze ważniejsze – warto pomyśleć o tym, czego chcemy od roku 2021 (mocno wierzę, że będzie on ciut bardziej po naszej myśli niż rok 2020).
      I właśnie dlatego będę Cię zachęcał do zerknięcia w narzędzie, które przygotowałem w oparciu o Notion kilka miesięcy temu, czyli „planowanie roku i tygodnia w Notion”, choć gorąco zachęcam do poświęcenia chwili na przygotowanie sobie tego, co nazywam „Manifestem roku”. Wydaje mi się, że to może być niezwykle pomocne, i na co dzień i w dłuższej perspektywie. I ten Manifest porządkuje bardziej, niż niejedna lista zadań do zrobienia.
    3. „Ale ja tego nigdy nie robiłam, nie wiem jak się za to zabrać” – ważny punkt. Tylko że ja ze swojego doświadczenia wiem, że jeśli spróbujesz napisać pierwszą, nawet najbardziej niedoskonałą wersję planowania, to głowa temat potraktuje poważnie i już za chwilę podpowie Ci, jak możesz to zrobić lepiej. Jak to skorygować, jak udoskonalić. Ale aby móc udoskonalić, potrzebuje do tego pierwszej wersji. Stąd zachęcam – spróbuj. Co Ci szkodzi, w najgorszym razie zmarnotrawisz kilkanaście minut.

    I to już koniec #48 tygodniówki i najlepszy moment, w którym prawdziwie wytrwałych (a wciąż ciekawych) mogę zachęcić do przeglądnięcia wcześniejszych wydań tygodniówki.

    Ilustracją tygodniówki jest zdjęcie autorstwa Tyler Nix z serwisu Unsplash