Kategoria: Tygodniówka 2020

  • Obywatelskie nieposłuszeństwo – Tygodniówka #17.21

    1. W tym tygodniu mnie tchnęło drugie z moich ukochanych pytań. Pierwsze brzmi „po co”, a drugie „dlaczego”. Więc – „dlaczego się ich słuchamy”. Ponieważ się na tym nie znam, to się wypowiem. Co gorzej, jak nigdy wcześniej pisząc tygodniówkę mam taką myśl – Wicie, ale… nie masz tego sprawdzonego. Nie czytałeś o tym, nie słuchałeś, po prostu się chcesz powymądrzać. Nooo… chcę. W końcu o polityce i o piłce (i medycynie… i organizacji ruchu.. i epidemii.. i edukacji… i marketingu…) zna się w naszym kraju każdy. Nie mogę być gorszy.
    2. Więc… moje pytanie brzmi „dlaczego się ich, polityków, słuchamy”. Dlaczego im pozwalamy na to, żeby tak pięknie się bawili nieswoimi zabawkami. Czymże się oni wykazali, że mają prawo meblowania nam życia. Co takiego w swoim życiu osiągnął Jarosław lub Ryszard lub Zbyszek (dla równowagi dodajmy też Włodzimierza czy Borysa, choć Ci drudzy akurat tym się różnią od tych pierwszych, że chwilowo nie mają mocy „TyTuUrządzisz” nadanej w Ikea).
    3. „Bo taka jest umowa społeczna”, „bo tak to jest urządzone”, „bo w takim się kraju urodziłeś”, „bo tak” – to wszystko bardzo fajne odpowiedzi i pewnie dla wyżej wymienionych panów są nawet i wystarczające i chcieliby, żeby tak już zostało, żeby nikt tego nie kwestionował, tylko że… to trochę jak z „dlaczego hotele muszą tyle kosztować” – zakwestionowane przez AirB’n’B.. a dlaczego tyle musi kosztować taxi? Postanowił to zweryfikować choćby Uber (choć w PL mieliśmy protoplastów w postaci „ajKarów” czy „lokoterapii”. Więc nie, to że tak było, nie oznacza, że tak być musi, ani że tak będzie. Więc, dlaczego?
    4. Bo taki jest porządek społeczny. Bo taka jest demokracja. Bo gdyby próbowali rządzić wszyscy (i do tego na raz) to byłby z tego niezły chaos. Bez rządów mielibyśmy anarchię (tylko przez chwilę, bo szybko byśmy pewnie ustalili hierarchię z pomocą szybkorękich, a krótkokarkich), a to też nikomu nie służy. Więc zdecydowaliśmy wybrać sobie posłów, aby w naszym imieniu załatwiali nasze sprawy. Faken – zapisz to – nie pamiętam, żeby jakikolwiek poseł załatwił jakąkolwiek moją sprawę, a kiedy próbował o to wnioskować mój kuzyn, to skwapliwie na list nie odpisał mu nikt. Żodyn.
    5. No dobra, ale też nie jest tak, że ja chcę wywracać stolik przy którym wszyscy siedzimy. Bo są rzeczy, których potrzebujemy. Pewnych ram. Przepisów, które regulują relacje, które porządkują rzeczy podstawowe (jak ruch na ulicy, prawo właśności), które pozwalają stworzyć struktury, które mogą służyć obywatelom (policja, służba zdrowia, straż pożarna), i bronić obywateli (wojsko). Jako społeczeństwo, zwłaszcza w długim horyzoncie, korzystamy też z tego że mamy powszechną i darmową edukację. Pewnie dobrze by było zabezpieczyć niezależność energetyczną i zrobić tak, żebyśmy mieli, albo raczej mogli mieć co jeść. I żebyśmy jeszcze mieli przedstawicieli, którzy będą mogli zadbać o to, abyśmy mieli dobre relacje z sąsiadami. Czy potrzebujemy coś jeszcze? (Na pewno potrzebujemy, tak jak napisałem, nie zrobiłem odpowiedniego researchu, pewnie nie uważałem też na lekcjach WOS).
    6. W każdym razie, mam takie wrażenie, że wybieramy sobie tych ludzi, po to, żeby nam żyło się lepiej. Żeby rzeczywistość nam pomagała, a nie utrudniała życie. Że chcemy aby ich działania wzmacniały nasz kolektyw. Bo wydawało mi się, że oni trochę jakby od tego są. Ale chyba tylko mi się wydawało.
    7. Bo u nas to jakby jest postawione na głowie. Niby mamy demokrację, ale w wydaniu nowoczesnym, tzn większość okłada pałką wszystkich, kogo tylko zechce, bo może, a kiedy tylko okaże się, że pałka się zacina, to jest to oczywiście wina mniejszości. Nie chodzi też o to, żeby lepiej żyło się obywatelom, tylko krewnym i znajomym władzy (bo władza, przynajmniej póki trzyma się przy korycie, musi być skromna, jak – nie przymierzając – polscy biskupi – szaty złote, a skromne). I, jak każda władza, chce więcej władzy. Tym razem akurat, bez hamulców.
    8. Więc wrócę do postawionego pytania. Dlaczego im na to pozwalamy? I jak długo im będziemy na to pozwalać? Bo mam wrażenie zapomnieliśmy trochę, o co w tej grze chodzi i ktoś na tym korzysta. Się bogaci i się świetnie bawi, przykrywając swoją nieudolność i brak własnych kompetencji chamstwem i bezczelnością. A my nie tylko za to płacimy już, ale jeszcze przyjdzie nam za to grubo zapłacić. Bo z państwem jednak trochę jak z firmą, jak się ma dobrą kadrę zarządzającą, to i łatwiej konkurować na rynku i ludzie się rozwijają i perspektywy się jakieś rysują korzystne. A jak szefostwo niedomaga, do prędzej czy później szczęście i sytuacja rynkowa przestaje sprzyjać, kredyty przyjdzie spłacić i inwestycje ostatecznie realizować..
    9. W temacie szefostwa i sprawczości, pamiętając o tym, co pisał Kahneman i Tversky, że to wszystko często dużo bardziej rzecz szczęścia a nie umiejętności, to tu znajdziesz ciekawy artykuł o tym, czy Intel może się jednak odrodzić pod nowym zarządzającym i czy może powtórzyć historię Apple, po tym, jak wrócił do firmy Jobs. Bo jednak może chodzić o coś więcej, niż robienie kiepskich reklam, które próbują „pocisnąć” Mac’om.
    10. I jeszcze w temacie szefostwa… cholernie ciężko jest motywować ludzi. Może potrafił to Jobs, może potrafił to Jordan Belfort (Wilk z Wallstreet), ale… choć w paru spotkaniach motywacyjnych uczestniczyłem, i choć nie usłyszałem Gierkowego „to co, pomożecie?”, to okrutnie trudno jest odwrócić statek, który już ma obrany kurs. Wymaga to nie lada charyzmy i trzeba umieć porwać ludzi, a tego nie sposób się nauczyć. Więc zmiana u steru, a statek często jak płynął, tak płynie.
    11. Ostatnio nie mogę skończyć napoczętych książek, więc na wszelki wypadek rozpocząłem kolejną. Bad Food Bible, czyli rzecz o tym, dlaczego rzeczy, które wydaje nam się że wiemy o jedzeniu, nie są zawsze prawdziwe. Przy czym wiem, liczą się książki przeczytane, a nie te napoczęte.
    12. Wróciłem też na TT i zrezygnowałem z FB. Obie decyzje sobie chwalę. I polecam. Na TT trafiłem między innymi wątek

    i choć sam wiem, że w końcu dokończę książkę „Priceless”, to jest to dobry punkt zaczepienia tego tematu.

    1. Trafiłem też na wątek, w którym autor pokazuje, jak wykorzystać CSS (który zwykle odpowiada za to jak zachowują się poszczególne elementy na stronie www) do tworzenia różnych mniej lub bardziej pogmatwanych kształtów. Bardzo ładnie się pan przechwala.
    1. I jeszcze, skoro jestem na TT to jest rzut oka w kosmos, i proszę – oto Pluto
    1. Wracając na ziemię. Do Polski konkretnie, to czasem jeden obraz, to nie tylko tysiąc słów, ale także blisko 120 lat średnich temperatur. Może jak zobaczymy, to uwierzymy?
    1. I jeszcze jedno znalezisko (zobaczysko) z liqkedina? I tez ładnie obrazujące kwestię tego czy „przepraszam” wystarczy. Pamiętam słowa jednego ze swoich szefów – Wit, pamiętaj, rób tak, żeby nie musieć przepraszać. Bo tu ładnie pokazane jest, jak to z tym przepraszam jest:

    Czyżby zatem TikTok się czasem przydawał?

    1. A jeśli chodzi o piłkę (tę na której się wszyscy znają), to mam wrażenie, że Wisła Kraków ostatnio gra w piłkę tak, jak ja w szachy. Znaczy w zasadzie na ślepo. I nie chodzi o to, że to wina trenera, czy prezesów, to po prostu słabi zawodnicy są. A ich największą przewiną jest to, że grają w klubie, który w świadomości kibiców własnych i cudzych, ma grać piękną piłkę. Choć to przecież klub, który od mniej więcej trzech sezonów walczy jednak przede wszystkim o to, by przetrwać.
    2. A jak mi idzie w te szachy? no… Właśnie tak jak Wiśle w ekstraklasie. Dużo obrywam, czasem przegrywam, czasem remisuję – głównie z równie początkującymi lebiodami lebiegami co ja. Czyli jak Wisłę, chwilowo stać mnie co najwyżej na remis z Cracovią. Co niestety nie świadczy dobrze ani o Wiśle, ani o Cracovii, ani o mnie.
    3. Bo lebioda to roślina. Chwast, który jest polską komosą ryżową. Podobno. Tak mówi wujek googiel. Wujek wie, co mówi. Albo wie, co mu powiedzą.
    4. Ponieważ ostatnio dużo wiecej chodzę, bo chodzę z czworonogiem, to zauważam też (ponieważ czworonóg ma włączony tryb „odkurzam ulicę ze wszystkiego co się nadaje i nie nadaje do odkurzania”, że jesteśmy strasznymi śmieciarzami. I to cholernie leniwymi. Nawet do najbliższego śmietnika nie chce nam się śmieci własnych wyrzucać.
  • Zanim rzucę ręcznik – Tygodniówka #16.21

    1. Słyszałem o tym, że regularny wysiłek fizyczny prowadzi do takich zmian w organizmie, że w pewnym momencie, kiedy przychodzi pora ćwiczenia (i nie ma znaczenia czy to jest siłka, czy basen, czy bieganie), to nie-ma-to-tamto, nie-ma-że-boli albo że-mi-się-nie-chce, trzeba się ruszyć i poćwiczyć, bo organizm się domaga. To mogą być endorfiny, to może być dopamina, to może być nałóg. Jakby się nie nazywało, działa tak, że trzeba się poruszać i już.
    2. Niestety, tylko o tym słyszałem. Mój organizm jeszcze mi nigdy tak nie zrobił (a mój organizm potrafi mi zrobić różne dziwne rzeczy). Choć może też być tak, że ja nie umiem dobrze swojego organizmu wyczuć, bo mimo wszystko mam na „sumieniu” 1207 treningów conajmniej 7 minutowych w ostatnich 1210 dniach. I w pewnym momencie to już nie jest czy mi się chce czy nie, tylko jest to nieodłączny punkt programu. Co prawda z małymi wyjątkami, ale jednak.
    3. Mam też namiastkę tego uczucia w taki wieczór jak dziś. Bo z jednej strony, mam ochotę rzucić ręcznikiem i nie napisać tygodniówki (będąc przerażonym jakie to będzie niosło ze sobą konsekwencje, lub tego, że niemal nikt tego nie zauważy, więc i konsekwencji w zasadzie mieć nie będzie). A z drugiej… czuję, że jak nie siądę i nie napiszę, to będzie mi z tym cholera źle. Tym bardziej, że do północy jest jeszcze chwila. Więc siadam i piszę do Ciebie mój list, swoją tygodniówkę.
    4. Nie pamiętam już kto to napisał, ale odnosząc się do pisania tekstów na swojego bloga wspomniał – staram się pisać tak, żeby moje teksty były niezależne od czasu. Chodziło o to, żeby to co ma do pokazania było zrozumiałe niezależnie od tego, kiedy dany tekst będzie czytany, żeby nie musiał tłumaczyć czytelnikowi kontekstu, okoliczności. Podoba mi się to podejście.. nie tyle ponadczasowość ile umiejętność zrozumienia co jest i będzie ważne i przetrwa…
    5. Niemniej jednak są takie sytuacje, które budzą emocje, nawet jeśli trwają tylko sekundkę, czy godzinę, czy dzień. Niezmiennie smuci mnie to co w naszym kraju wyprawia nasza władza, obrzydza mnie do jakich ruchów skłonna jest sięgnąć, totalny niesmak budzi to, jakich ludzi stawia na piedestał i jak wiele jest w stanie swoich rzekomych ideałów poświęcić, byle tylko swoje doraźne cele osiągnąć. Jest takie jedno ujęcie, które w tym tygodniu jest dla mnie synonimem ohydztwa.
    1. I tak sobie myślę – bo tu przecież nie chodzi o samego Bodnara – jeżeli władza jest w stanie popełnić dowolne plugastwo byle tylko upokorzyć przedstawiciela i rzecznika swoich obywateli, który śmie mieć inne niż władza zdanie, to jak zwykły obywatel – nie mający za sobą żadnego urzędu, ani wielkich pieniędzy, ani wiedzy prawniczej będzie mógł sobie w ewentualnym starciu z tą władzą radzić…
    2. Równocześnie patrząc na to, jak sobie władza poczyna i jak w tym obozie wszystko trzeszczy i jaki fetor zaczyna się zewsząd unosić, mając w świadomości że „pycha kroczy przed porażką”, chciałbym mieć do rzeczonej porażki małą prośbę. Czy mogła by się pani pofatygować nieco szybciej? Tu ludzie czekają na powrót normalności.
    3. I pomyśleć, że ten „spektakl” który mieliśmy między wtorkiem a czwartkiem już przeszedł do stanu zapomnianego i stanu niebytu. Ot kolejny niusik. Naprawdę się nie zorientujemy, kiedy odbiorą nam wolność. Gdzieś w nocy z niedzieli na poniedziałek (bo w innych godzinach się nie da) prezes coś chlapnie, premier uchwali, marszałek zwoła, prezydent podpisze i obudzimy się w nowej rzeczywistości. Przepraszam, w Nowym Ładzie.
    4. Inna rzecz, ta nasza rzeczywistość w dobie niusików. W dobie „news cycle”, gdzie o wszystkim decydują umiejętności zarządzania uwagą, odwracania jej albo skupiania tam, gdzie chcemy. Nie, to nie jest nowa rzecz, mam wrażenie że to już dość dobrze było ogrywane w serialu „West Wing”, a to serial przecież z poprzedniej epoki (powstawał w latach 1999 – 2006). I to zdobywanie uwagi muszą umieć nie tylko politycy, ale także marketerzy.
    5. Są marketerzy, którzy unią w reklamę. W ładny obrazek, ładne copy. W 15-30 sekund materiału, w dobrą muzykę. W trafiony billboard. Podlane budżetem trafia, albo zalewa i robi, albo nie robi roboty. Ale są marketerzy, którzy o tym wszystkim myślą ciut inaczej. Nie robią reklamy, ale tematy do rozmowy. Zdaje się, ze mistrzem tego rodzaju marketingu był Richard Branson, ale pierwszym przypadkiem jaki ja świadomie zaobserwowałem, był skok Baumgartnera

    który oglądało się z wypiekami na twarzy.

    I tu dochodzimy do ciekawego artykułu będącego studium przypadku RedBulla, który nawet nie produkuje napoju, który sprzedaje, drugie źródełko tutaj;

    1. Chyba w ten właśnie sposób postanowili o swoim kraju opowiedzieć Egipcjanie:

    I nie jestem pewien, czy im wyszło, bo… ten kraj to (o ile pamiętam) trochę inaczej wygląda. Z drugiej strony, nie chodzi o to, jak co wygląda, a jak się to sprzedaje. To przecież o to chodziło w polskiej Mabenie. Tak przecież Paryż stał się miastem zakochanych, a Nowy Jork miastem wielkich możliwości. Wszystko wynika z opowieści i z obrazka. Więc może jednak im się udało? Ale jeśli im się udało, to czemu my nie umiemy?

    1. Zawsze byłem wyznawcą samodzielności. Wydawało mi się, że tego się uczymy, że tego się od nas wymaga, że powinniśmy i możemy tego wymagać od innych. Że o człowieku świadczy w dużej mierze to, co potrafi sam zrobić. I jeśli potrafi sam, to powinien. A przecież równocześnie dobra drużyna jest silniejsza niż suma umiejętności poszczególnych zawodników. Gdzieś jest granica, której nie umiem nazwać, kiedy trzeba przestać się bawić w Zosię Samosię i oddać rzeczy do zrobienia zawodowcom. Trochę jak Redbull – nie musisz wcale robić napoju, wystarczy że umiesz go sprzedać. Wniosek – naprawdę nie musisz wszystkiego robić sam.
    2. No chyba, że jesteś zdolny. Kiedyś miałem pomysł, żeby kupić resoraka i zrobić mu zdjęcie z tak bliska, żeby sprawiał wrażenie „pełnowymiarowego” samochodu. Chyba nawet i spróbowałem i okazało się, że to dużo trudniejsze niż się spodziewałem. Ale ostatnio Paweł robi dokładnie to, i jemu cholera to jakoś wychodzi. No ładnie mu wychodzi.

    Więcej do zobaczenia na Instagramie Pawła. Zdolna bestia z tego Pawła.

    1. Więc mówisz, że masz gorszy dzień? No cóż.. to poznaj historię człowieka, który stracił 20 miliardów dolarów w dwa dni. Szybko poszło, rzekłbym.
    2. Muszę coś zmienić. Albo wrócę na Twittera, albo zacznę więcej czytać, albo muszę mieć oczy szerzej otwarte, żeby Tygodniówki były ciekawsze. Żeby pozostawiały mniej do życzenia (a mi zostawiają niestety). Żebym nie zaczynał w piątek wieczorem bać się niedzielnego poranka ze świadomością „nie wiem o czym napisać”. Bo naprawdę często nie wiem. Może za mało czytam… może taki jest efekt właśnie nie bycia na TT (jakoś Instagrama mi nie żal). Może powinienem spróbować teraz pożegnać się z FB (zostając na Messengerze). Może tylko przez tydzień… Chyba spróbuję – zamienię FB na TT.
    3. Od kilku tygodni mój czas mocno jest zorganizowany przez psa. Jak nie pójdę z nim na spacer, to będę miał w domu kałuże. Jak nie pójdę z nim na spacer i nie wybiegam, to będę miał w domu nad aktywnego psa, który rozniesie domostwo. Także… priorytety. Ale też pies i spacery oznacza słuchanie podcastów (Raport o stanie świata, Pivot, Freakonomics, Polityka insight). Brakowało mi tego.
    4. Elementem obowiązkowym każdego spaceru jest obwąchiwanie się z innymi psami i jakoś tak się dziwnie składa, że większość spotykanych czworonogów ma gdzieś miedzy 6 a 11 miesięcy. Przypadek? Raczej namacalny efekt zwiększonego wolumenu zapytać „szczeniak” w Google.
    5. No i jeszcze szachy… gram po kilka partii dziennie. Przez większość tygodnia grałem na Lichess, od kilku dni na Chess.com, ale o ile jeszcze początek tygodnia był pod znakiem serii zwycięstw (i dojścia na Lichess do poziomu powyżej 1300 ELO – niski stan średni), tak od paru dni regularnie zbieram łomot. Co prawda określam to jako płacenie frycowego, ale… no już widziałem jakieś małe jaskółki zwiastujące, że jednak coś zaczynam na szachownicy widzieć. Ale ten etap zdaje się wciąż jeszcze przede mną. Stay tuned.
    6. Ponieważ to ostatni miesiąc kiedy składamy nasze roczne zeznania podatkowe, niezmiennie przypominam: jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Cóż… wychodzi na to, że i tym razem udało się ręcznika nie rzucić… choć mam też wrażenie, że jedynie próbuję oszukać przeznaczenie. Z drugiej strony… coś być musi do cholery za zakrętem.

    Ilustracją do wpisu jest zdjęcie autorstwa Ruben Mishchuk z serwisu Unsplash

  • Są takie momenty – Tygodniówka #15.21

    1. Są takie wydarzenia, które zapamiętujemy niemal jak Stopklatkę i nawet po wielu latach jesteśmy w stanie odtworzyć (albo przynajmniej tak nam się wydaje) dość dużo szczegółów (a może raczej więcej szczegółów niż w przypadku innych wspomnień). Czasem pamiętamy jaki to był dzień tygodnia, czasem jesteśmy wstanie przywołać jakieś detale, których inne momenty w naszej pamięci są pozbawione.
    2. Takim momentem był atak na wieże WTC z 11 września (byłem w malutkiej wiosce Biała w puszczy Noteckiej, a te wydarzenia śledziliśmy na telewizorze zdaje się marki Rubin). Również dość dobrze pamiętam gdzie dowiedziałem się śmierci Papieża Jana Pawła II (pamiętam że to było kino, choć za nic sobie nie przypomnę na czym byłem… pamiętam natomiast, że byłem mocno zdziwiony, że informacje tę podała nam obsługa zaraz po seansie, a równocześnie samego seansu nie przerwano).
    3. Nie, to nie są moje jedyne wspomnienia. Ale chciałem odnieść się do tych, bo zapewne jest duże prawdopodobieństwo że Ty także dobrze wiesz, gdzie dowiedziałaś / dowiedziałeś się o tych właśnie sytuacjach. Dokładnie tak jak zapewne pamiętasz co robiłaś / robiłeś rankiem 10 kwietnia 2010 roku.
    4. Już wtedy nie miałem złudzeń, że to może być moment łączący dla polskiej polityki, polskiego społeczeństwa, choć równocześnie spodziewałem się tego, że to będzie moment mocno naszą historię definiujący. Fascynujące jest natomiast to, jak bardzo nasz świat podzielił, choć nie dzieliły nas fakty, a raczej tych faktów interpretacje. Interpretacje właśnie, bo fakty mają to do siebie, tu pozwolę sobie na cytat z Mistrza i Małgorzaty

    Fakty, to najbardziej uparta rzecz pod słońcem.

    Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow
    1. Niestety – naszą rzeczywistością, nasze poglądy definiują interpretacje, opowieści. Fascynujące jest to, że można przez 11 lat opowiadać „że już niedługo obnażymy wszystkie nieprawidłowości, wskażemy, skażemy i ukarzemy (język polski mnie czasem absolutnie zachwyca) zdrajców którzy podnieśli rękę na życie naszych bohaterów”. I co? I nic. A przypomnę tylko, że w zasadzie nikt już nie może stać na drodze do rozwiązania tej sprawy, bo od 5 lat pełnię władzy w naszym kraju pełni jedynie słuszna partia Prawa i Sprawiedliwości (w której mam wrażenie, ani prawa ani sprawiedliwości nie uświadczymy). Czyżby jedynym powodem dla którego nie udaje się potwierdzić żadnej z wersji „zamachowych” jest to, że tego zamachu po prostu nie było?
    2. Wszystkim gorąco polecam anatomię katastrofy Smoleńskiej która niestety krok po kroku obnaża przyczyny koszmarnego wypadku w Smoleńsku, pokazując równocześnie, że był to efekt w zasadzie systemowych zaniechań i polskiego przekonania że „mamy na to patent”. Nie ma tam krzty polityki. Są tylko zestawione ze sobą informacje prezentujące co prowadziło krok po kroku do tragedii.
    3. Na kanale braci Sekielskich można zobaczyć też interpretację polityczną wydarzeń i niektóre fragmenty są zwyczajnie nieprawdopodobne, a równocześnie mnóstwo ludzi w to nadal wierzy. Jest to dla mnie niepojęte.
    1. Inna rzecz, to naprawdę dobra wieść dla wszelkiej maści marketerów i szarlatanów bez skrupułów. Skoro masy ludzi kupują bezczelny bełkot i teorie Macierewicza, to czemu ktoś niemiałby kupić ich bełkotu i ich produktu. Może to rzeczywiście tylko i wyłącznie kwestia przyzwoitości…
    2. Znów jestem na etapie czytania kilku książek rownocześnie (to się nie może dobrze skończyć, a na pewno nie skończy się szybko). Próbuję dowiedzieć się tego, jak pracować z moim psem, i czytam już o tym kolejną książkę… Mój główny problem polega chyba na braku cierpliwości i zaufania. Zaufania, że to co robię i to jak to robię, da efekt jakiego oczekuję. Bo ja bym chciał żeby to było już, bo boję się, czy aby błędy które popełniam, a popełniam je na bank, nie zniweczą wszystkich starań psa, aby mnie zrozumieć. Innymi słowy, brakuje mi pewności, że to co i jak robię, da efekt jakiego oczekuję. Ale muszę to robić, bo bez tego pies mi się rozbisurmani… Więc czytam kolejną książkę.
    3. Czytam też i próbuję zrozumieć dlaczego Mistrz i Małgorzata to arcydzieło. I nie chodzi o to, że – tu cytując lub parafrazując Gombrowicza – jak mam mówić, że zachwyca, kiedy nie zachwyca, ile że.. nie zachwyca tak, jakbym chciał by zachwycało (Wit i jego nieprzystające do rzeczywistości oczekiwania – o tym będzie jeszcze słówko). Równocześnie czytam, czekając cierpliwie na przysłowiowe pier… na przysłowiowe (tu poloniści rwą włosy z głów bo takich przysłów nie ma) Wow.
    4. Choć jedno małe „wow” było, ale akurat w tym fragmencie, który rzekomo – zdaniem krytyków – Mistrzowi Bułhakowi nie wyszło, czyli obrazoburczy wątek Piłata, Jeszui i Mateusza Lewity, a mianowicie spostrzeżenie – a co jeśli wszystko, co jest podstawą naszej wiary i naszego kościoła jest oparte o zapiski, które wcale nie musiały być tak dosłowne, jak byśmy tego oczekiwali…
    5. Taki mały przerywnik, wypatrzone na linkedin:
    1. Wreszcie czytam też historię Władimira Putina i jego wpływ na współczesną Rosję i prawdę powiedziawszy jest to lektura cokolwiek przerażająca. Ilość niezwykłych i brutalnych wydarzeń, w które wpleciony jest (a może sam go wplatał) życiorys Putina i przeraża i poraża. A jeszcze nawet 1/3 książki nie przeczytałem.
    2. Czas na przerywnik, bo się zrobiło nie tak, jakbym chciał. Popatrz, tu facet pcha balona. Ito jak
    1. Zawsze mi się wydawało że perfekcjonizm jest domeną ludzi doskonałych. Doskonałych w rozumieniu pracowitych i zdolnych. Że tacy ludzie uwielbiają pieczołowicie doskonalić szczególiki aby powstawało coś idealnego. No bo co się stanie, kiedy na (niezdiagnozowany) perfekcjonizm zachoruje człowiek nie dość zdolny i nie dość pracowity.. Taki Wit powiedzmy. Powstanie (głównie w Wicie, bo z perspektywy świata to bez znaczenia) przede wszystkim permanentne niezadowolenie z osiąganej niedoskonałości.
    2. Jest taki słynny (bo wykorzystany w reklamie) cytat z Jordana
    3. I’ve missed more than 9000 shots in my career. I’ve lost almost 300 games. 26 times, I’ve been trusted to take the game winning shot and missed. I’ve failed over and over and over again in my life. And that is why I succeed.Michael Jordan

      I myślę sobie… Wiesz Michael, z całym szacunkiem, nobody cares, czego nie trafiłeś. Nikogo nie interesuje cmentarzysko Twoich porażek. Tzn tak, spoko, fajnie, że jesteś (trochę) człowiekiem, ale istotą jest to co „dowozisz”, a nie to, czego nie dowiozłeś.

      Wit, kumasz? Zmień perspektywę. Nie chodzi o wszystko to, co Ci się nie udało i czego nie zrobiłeś, ale wszystko to, co ostatecznie udało się zrealizować i zamknąć.

    4. Mówi się, że dzieci to najtrudniejszy widz dla iluzjonisty, bo iluzja sprowadza się do oszukiwania naszych przekonań i przeświadczeń, a jakim klientem jest dziecko dla barmana?
    1. Niedaleko pada… no właśnie. Kto pada niedaleko od barmana? Są takie filmy, które z jednej strony bardzo chcę zobaczyć, a z drugiej strony, bardzo się ich boję. Uwielbiam na przykład Leaving Las Vegas, ale za każdym razem wpadam w mocną fazę po tym filmie. Jak już na pewno wspominałem, nie odważyłem się nigdy obejrzeń „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, chociaż absolutnie oczarował mnie zwiastun, ale kiedy kupiłem sobie wersję rozszerzoną na DVD (dla bardzo młodszych czytelników to takie małe srebrne naleśniki które się kiedyś wkładało do komputera, dla bardzo starszych czytelników, to takie srebrne winyle) i puściłem sobie materiały dodatkowe, to poskładało mnie tak, że nie miałem śmiałości puścić filmu właściwego. Coś czuję że zjechałbym pod fotel, prawie jak na Pręgach.
    2. No i coś mi się zdaje, że przede mną kolejny film który będzie kusił by po niego sięgnąć…
    1. Tak mi się przypomniało… Mads Mikkelsen.. ależ by z Ciebie był dobry wiedźmin.
    1. Wracając do procentów, bardzo dobry (choć już nie pierwszej młodości) monolog Craiga Fergusona o alkoholu (przy okazji spostrzeżenie, jak trudno jest publiczności która przyszła się bawić i śmiać zrozumieć, że „teraz będziemy rozmawiać poważnie”):

    I od razu podrzucę znakomity TEDx Waldemara Kasty o tym, co wiemy o nałogach.

    1. Od czasu do czasu przychodzi mi do głowy myśl – a może powinienem zmienić aparat, którym robię zdjęcia? Bo… tak, lubię je robić, ale on sobie waży.. zwłaszcza jak dołożę do niego szkiełko, a zwłaszcza teleobiektyw… To trochę komplikuje. Ale wtedy okazuje się, że zawsze najlepszym aparatem jest ten, który mamy pod ręką. A te, które mamy pod ręką, pozwalają robić takie zdjęcia.

    No ale wiewiórki czy dzięcioła to komórką nie ustrzelę. Ani nie dorzucę.

    1. Także… coś mi się zdaje, że może jednak zamiast kupować nowy aparat, powinienem kupić wypasiony telefon z aparatem… kurczę… Ale jeśli ktoś by miał nadmiar gotówki, zaufanie do dziwnych inwestycji i wielki apetyt na iście kosmiczne wakacje, to już teraz, za bagatelka 5 milionów dolarów może sobie wykupić miejscówkę w kosmicznym hotelu za 6 lat.

    Noo… nie powiem. Robi wrażenie. I coś mi chyba przypomina. Nie, nie tylko koło (w szczególności zębate).

    1. Trafiła mi się na FB taka oto historia…
    https://www.facebook.com/agata.romaniuk.589/posts/10225055182942145

    I mam z niej oto takie dwie lekcje:

    po pierwsze, czytajcie regulaminy, nigdy nie wiesz na czym się potkniesz

    po drugie – nawet najlepszy regulamin nie poradzi na polską pomysłowość

    1. Coś drgnęło w temacie newsletter.pl; Przy czym zaznaczę – nieśmiało drgnęło. Popełniłem pierwsze opisy (Bullets.news i Chartr), troszeczkę też o samych newsletterach piszę (o tym że je lubię i o tym jakie newslettery można spotkać w swojej skrzynce). Wiem, wiem… malutko. Wiem, wiem, wersja robocza. Ale.. myślę sobie.. krok po kroczku może z tego lepianka wyjdzie.
    2. Równocześnie… spieszcie się czytać newslettery, niektóre niestety „się kończą”. I to smutne tym bardziej, kiedy kończą się te wartościowe, te, na które się czeka. Żeby było paskudniej, okazało się, że Michał, autor Bullet.News (tak, tego właśnie newslettera który opisałem), rzucił ręcznikiem. Cholernie szkoda… na całe szczęście, na Bullet.news jest ponad 600 ciekawie podsumowanych badań naukowych. Kurczę, będzie mi tego źródła brakowało.
    3. A miałem też wspomnieć o jednym z badań, które zostały tam właśnie przytoczone, o tym, że powinniśmy kończyć konwersację szybciej, niż nam się wydaje. Nie umiemy tego robić, nie umiemy odczytać dobrze potrzeb naszych rozmówców i naprawdę rzadko udaje nam się to zrobić we właściwym czasie. To co, będę powoli kończył?
    4. Tylko pamiętaj, już jutro poniedziałek i niektórym będzie pod górkę. Bądźmy życzliwi i lubmy ludziom dobrze. Jeśli nie przytuleniem, to chociaż kawą…
    1. Jeszcze tylko słówko o królewskiej grze. Wspominałem, że oglądam szachy. Wspominałem, że próbuję rozwiązywać szachowe zagadki i grać w szachy z komputerem. Nie wydawało mi się możliwe, że mógłbym zacząć grać w szachy w sieci, a… jednak. Ćwiczę się na razie w grach typu Rapid (10 minut dla gracza) i… coś tam sobie wygrywam. Rozegrałem 35 partii rankingowych i połowę (-1 remis) z nich wygrałem. O mamo jak to wciąga. Dość powiedzieć, że te 35 partii rozegrałem od.. wczoraj. I mam ochotę na kolejne.. może tak jedną partyjkę jeszcze przed snem… Gdybyś tylko miała/miał ochotę, to jestem dostępny na lichess.org pod nickiem (zaskakującym) WitN. To co, zagramy?
    2. Ponieważ to ostatni miesiąc kiedy składamy nasze roczne zeznania podatkowe, niezmiennie przypominam: jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Cholera… nie wiem jak to możliwe, że kiedyś wysyłałem tygodniówki w piątek. Jak do tego wrócić.. no jak?

  • Bardzo nieidealna tygodniówka #14.21

    Idealna tygodniówka to taka, która pisze się niemal sama. Od początku do końca, w dobrym równym rytmie. Słowa układają się w zdania, zdania w akapity, akapity w całość. Czasem popełniam taką tygodniówkę, ale to nie jest ten przypadek. Co więcej, tym razem tygodniówka będzie inna, i nie w punktach.

    Zacznijmy od tego, że tygodniówkę pisze z myślą i chęcią podzielenia się tym co mam w głowie, z kimś mi bliskim. Może nie przyjacielem, ale dobrym kumplem, kolegą. Staram się ująć w tych tekstach to, co jest dla mnie ważne, ale też w sposób, który jest dla mnie ważny, albo który chciałbym zaszczepić / spróbować. Dlatego też czasem zwracając się wprost do czytelnika, sięgam po końcówki żeńskie, a nie męskie, żeby pokazać jak to brzmi, jak to dla nas jest nieoczywiste, a jest nieoczywiste tylko dlatego, że nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni.

    Tygodniówka jest próbą wyważenia dwóch rzeczy – z jednej strony chęcią podzielenia się znaleziskami, z drugiej znalezienie szacunku dla Twojego, czytelniczko / czytelniku czasu. I dzisiaj trochę o czasie będzie.

    To są rzeczy, o których kiedyś nie myślałem, potem włączyło mi się spostrzeżenie, że czas, to najcenniejsza waluta (co swoją drogą miało też część drugą – Czas, to pieniądz, uważaj na kieszonkowców, i trzecią czas to pieniądz, nie rozmieniaj się na drobne i nawet czwartą mój czas to pieniądz, a czas innych?).

    Minęło kilka lat i w mojej głowie pojawia się tez pytanie „czy coś po sobie zostawię”, „czy zdążę”, „czy to w ogóle jest mi pisane”, „jak to jest że niektórzy coś po sobie zostawiają” i czy to „zostawianie” jest cokolwiek warte. Ale te pytania sprawiają, że powoli zmienia się moje podejście. Nawet jeśli nie widać tego już teraz natychmiast w działaniach, to zmienia się w świadomości. Trochę tak, jakbym przymierzał się do tego, by zadawać sobie pytanie „na ile chcę w to wchodzić”, „na ile chcę się właśnie w to angażować”. Przypominać sobie o tym, że mogę powiedzieć nie.

    Cały urok nie polega w mówieniu „nie” tylko w sprawach wielkiej wagi, także warto od czasu do czasu zastanowić się nad tym, czy naprawdę chcę robić, to co robię teraz. Oglądać ten film, czytać tę książkę, jeść ten posiłek, scrollować ten serwis internetowy, oglądać ten mecz (za każdym razem kiedy oglądam ekstraklasę uświadamiam sobie, że jestem masochistą). Mnóstwo rzeczy robimy na autopilocie, trochę bez świadomości tego co robimy, po prostu robimy bo zawsze robiliśmy. A to za każdym razem jest nasz wybór (z którego często ochoczo rezygnujemy).

    Powodem do tego, aby znowu ten wątek poruszać był ten wpis o tym, dlaczego autor celowo czyni skontaktowanie się z nim trudnym. Cholernie go polecam, w szczególności kiedy popatrzymy na to, jak krok po kroku autor rozpisuje na co poświęca swój czas.

    Jasne, że to jest jakiś zarys, i pewne mocne uproszczenie, ale… spójrzmy prawdzie w oczy, doba ma tyle godzin ile ma i wycisnąć z niej możemy tylko tyle. Jasne, możemy krócej spać (co jest głupim pomysłem – przede wszystkim zdrowotnie, zarówno krótko jak i długo terminowo) ale nawet gdybyśmy tu skubnęli godzinę albo dwie, to – na co ją poświęcimy. Można by mniej czasu poświęcać na zakupy czy jedzenie (taki był mój wyjściowy odruch) ale to też determinuje co jemy (i znowu, kwestia zdrowia). Możemy z czegoś zrezygnować – z przytulania, albo z seksu, albo ćwiczeń – ale znowu – to nie jest dobry pomysł.

    Więc po co to wszystko piszę? Troszkę po to, żeby Ci to uświadomić, żeby Ci podpowiedzieć – to jest Twoje życie. Masz na nie cholerny wpływ. Ty decydujesz o tym, o co walczysz, o co zabiegasz. Co jest Twoim planem, co jest Twoim działaniem. Komu ma na tym zależeć, jeśli nie Tobie? I jak zawsze – masz niewielki wpływ na to, co już się wydarzyło. Ale masz totalny wpływ na to, co wydarzy się jutro. A jeśli się nie uda? To będziesz mieć kolejną szansę pojutrze. A potem kolejną za dwa dni. Nic nie zostało zdecydowane. Nic nie jest zapisane w gwiazdach. I nic nie jest aż tak daleko, by było nieosiągalne. Wymaga tylko obrania odpowiedniego kursu popartego odpowiednimi działaniami. Twoja chęć, Twój plan, Twoje działania, Twoja satysfakcja. Zdobywana dzień po dniu. Brzmi jakby było cholernie warto. Czekej.. czy ja już tego gdzieś nie pisałem? Może to była potęga chcę. Zjadam swój własny ogon.

    To czego ja bym chciał się nauczyć z tego przytoczonego wpisu, to „Deep Work”. I nie ogarnę od razu czterech godzin. To niestety nie na moją głowę (która jest tak totalnie porozbijana na tysiące głupot, że głowa mała). Ale chcę spróbować małymi kroczkami. Może zacznę od godziny. Skupienia, wyłączenia się. Ćwiczenia. Z czasem chce dodawać kolejne cegiełki.

    I muszę pomyśleć nad planowaniem, bo coś się trochę zaciąłem. Co prawda nadal stosuję wykminione rozwiązanie w Notion (działa najlepiej z tego co poznałem) ale… brakuje mi opcji wypisywania tego odręcznie.. cholernie bym chciał to jakoś połączyć.. muszę pokminić. A tu podpowiedź poświęcona bullet journalingowi w delikatnie humorystycznym ujęciu:

    Będzie jeszcze słówko o Wielkanocy. Smutne słówko, bo w tych tegorocznych okolicznościach przyrody totalnie tych świat nie czuję. Pomijając już to, że Wielkanoc ma się nijak klimatem do Bożego Narodzenia (i ja wiem, że w kościele katolickim Wielkanoc >> BN, ale klimatem tego nie ogarnęliście). Przy czym nie chodzi mi o to, że w tym roku świąt nie czuję, rzecz w tym, że mi z tym trochę źle.

    Nie powinno mi to przeszkadzać. Coraz śmielej myślę o sobie nie tylko jako „wierzący niepraktykujący”, ale raczej w kierunku „jeszcze zachowujący resztkę wiary agnostyk„; Ta resztka to „na początku był stwórca” ale religię to sobie jednak dorobili ludzie. Więc co mnie obchodzi brak świątecznego klimatu…?

    A jednak obchodzi. Tym bardziej, że podziwiam (i trochę im zazdroszczę) ludzi silnych w wierze. I zastanawiam się, czy rezygnując z tego, nie odbieram pewnych ważnych emocji mojemu synowi… z drugiej strony pozwalam sobie wierzyć, że jeśli poczuję tę potrzebę, jeśli zacznie zadawać sobie ważne pytania i sam odkryje wiarę, to dzięki tej (samo)świadomości, będzie mu łatwiej i będzie to cenniejsze.

    Przy okazji trafiłem na stronę nieodległej parafii i tam trafiłem na taki komunikat:

    Nie sądziłem że do takich czasów dożyję, że kościół katolicki w Polsce będzie się musiał otwierać na nowych, aktywnie pozyskiwać wiernych… Widziałem chyba takie rzeczy w amerykańskich filmach, ale w Polsce? Wychodzi na to, że wieloletni love brand musi jednak zacząć się bawić w marketing, bo klienteli ubywa… Witamy w XXI wieku.

    A skoro już w XXI wieku jesteśmy, to pokażę Ci / przypomnę Ci jeszcze kiedy ostatnim razem ludzkość wygrywała z komputerami w królewską grę. Ale tym razem ta potyczka zostanie okraszona komentarzem, dzięki czemu ten pojedynek może będzie dla Ciebie bardziej zrozumiały. Może był już wtedy, ja go skumałem ciut lepiej dopiero teraz.

    Ponieważ to ostatni miesiąc kiedy składamy nasze roczne zeznania podatkowe, niezmiennie przypominam: jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    Tak, wiem, chciałem i miałem wysłać tygodniówkę w sobotę, a wyszła znowu walka z czasem aby wysłać ją przed północą… Kolejną próbę podejmę już za tydzień, teraz się cieszę że tygodniówka się jednak dokonała (trochę zaczynałem wątpić).

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa ÉMILE SÉGUIN 🇨🇦 z serwisu Unsplash

  • Wszystko zaczyna się od koncepcji – Tygodniówka #13.21

    1. Nie wiem jak Ty, ale ja czuję się zmęczony. Czy może raczej przyznaję się przed Tobą / przed sobą do bycia zmęczonym. W kość daje to, że to zmęczenie się utrzymuje i nie jest wynikiem jakiegoś jednego, konkretnego wysiłku, jednego konkretnego zdarzenia, ale raczej efektem otaczającej / przytłaczającej rzeczywistości. Ta rzeczywistość nie tyle przygniata całą swoją gracją do gruntu, jedynie jest stałym ciężarem na barkach. Troszkę jakby ktoś wrzucił na grzbiet dodatkowe kilogramy, których za nic w świecie nie chce zdjąć. Na całe szczęście zmęczenie nie odbiera wszystkich sił, ale jedynie / aż nie pozwala dobrze wypocząć, albo działać w pełni. Takie efekty spędzania pewnie 90% czasu przez ostatnie 12 miesięcy w 60m kwadratowych.
    2. Kiedyś Rafał Ziemkiewicz, kiedy jeszcze pisał do Rzeczpospolitej (początek XXI wieku?) i nie odkleił się tak bardzo, jak miało to miejsce już jakiś czas temu, użył takiego porównania – że robienie w biznesu w Polsce ma się tak do robienia w biznesu w normalnych warunkach, jak pływanie w basenie pełnym kisielu do pływania w basenie pełnym wody. Dwie różne dyscypliny. No a ja mam wrażenie, że to zmęczenie objawia się tym, że wszystko co robię dzieje się w kisielu właśnie.
    3. Chciałbym nad tym zmęczeniem popracować. Wydaje mi się równocześnie, że jednak nie umiem upchnąć tego co robię lepiej w dostępnej mi jednostce czasu i sposobem na to, żeby ciut lepiej wypoczywać może być jednak ograniczenie ilości rzeczy, które próbuję robić. Chciałbym też (o naiwności) wrócić do wcześniejszego pisania tygodniówki. I nie wcześniejszego w znaczeniu w niedzielę przed 21, ale tak raczej w… chyba się nie odważę tego napisać – w piątek… W piątek to się może nie udać, ale może chociaż w sobotę? Naprawdę chcę spróbować. Więc może się zdarzyć (choć niczego nie deklaruję) że następna tygodniówka zaatakuje Cię drogi czytelniku w sobotę.
    4. W tym tygodniu ukłuła mnie nieprzyjemna myśl. Rok temu, kiedy pandemia się rozpoczynała, trochę nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Raczej spodziewaliśmy się, że i tym razem zagrożenie „przejdzie bokiem”. Kilka miesięcy później zrozumieliśmy, że to się tak nie potoczy, ale też widzieliśmy wzmożony wysiłek naukowców i mieliśmy nadzieję, że to da dobry efekt. Późna jesień przyniosła coraz lepsze wieści o szepionce, i z początkiem tego roku na całym świecie rozpoczęły się akcje powszechnych szczepień i to kilkoma rodzajami specyfików, co dawało nadzieję, że już wkrótce „temat będziemy mogli uznać za zamknięty”. No cóż, trzecia fala dobitnie pokazuje, że jeszcze nie i być może nawet długo, długo nie. W tym miejscu pojawia się ta nieprzyjemna myśl – a jeśli CoVID-19 nie będzie z nami przez kilkanaście miesięcy, ale kilka lat? Co jeśli przyjdzie nam się mierzyć z kolejnymi wariacjami tego paskudztwa… ta perspektywa mocno podcięła mi nastrój. Tym bardziej, że nie mam pojęcia jak bardzo nam to zmieni rzeczywistość, jak bardzo da nam w kość ta dziura w życiorysie…
    5. Jeszcze w połowie ubiegłej dekady wydawało nam się / mogło się nam wydawać, że żyjemy w dość uporządkowanym świecie, który rozwija się ku świetlanej przyszłości i jedynym naszym zmartwieniem powinno być to, kiedy przyjdzie zła sztuczna inteligencja i nas zje. Otwarte granice, wszystko tanie, nakręcony konsumpcjonizm – hulaj dusza, piekła nie ma. Zmartwień nie ma, wojen (w naszej części świata) nie ma. A teraz? Świat trochę jakby w klinczu. Już nie tylko Amerykanie groźnie patrzą na Chińczyków, ale teraz już coraz częściej wszyscy na wszystkich patrzymy spode łba. Brytole ogrywają Unię Europejską, Unia Europejska rozgrywa siebie wewnętrznie, Amerykanie szukają sporu z Europą… Wszystko zgodnie z myślą „#WeFirst”.
    6. Bartosz lubi przypominać, że teorie gier dowodzą, że zawsze najlepiej wychodzi się na kooperacji. No dobra, podkreśla Bartosz, prawie zawsze. Warunkiem chowającym się w „prawie” jest „tak długo, jak nie ma ograniczonych zasobów”. Kiedy nie wszyscy mają i mogą mieć wszystko pod dostatkiem, w łeb biorą wszystkie ustalenia i zasady, a góruje jedynie „historię piszą zwycięzcy” i trzeba zrobić wszystko, aby móc tę historię pisać właśnie. Zdaje się ze tylko Rosjanie i Chińczycy przyglądają się temu wszystkiemu dziwnie uśmiechając się pod nosem. Brawo my.
    7. No i rzecz jasna w tym wszystkim jeszcze my, wielki naród wybrańców. Jedyny kraj na świecie, który epidemię pokonał już tyle razy (copyright Marcin), tylko jakoś w całym zamieszaniu nikt nie poinformował samego wirusa. Trochę bardzo strach ceny, jaką (za)płacimy za każde z tych zwycięstw.
    8. Aaaaale dość już marudzenia i pisania o rzeczach, o których nie mam wszak pojęcia. Porozmawiajmy za tym, ecommerce (o którym pojęcie mam tylko troszkę większe). Zacznijmy od posta, jaki dwa tygodnie temu widziałem na LinkedIn:

    i… myślę sobie, że powoli dojrzewamy do tego, aby nasz ecommerce pod tym kątem przypominał chiński.

    1. W Chinach bardzo ważnym elementem ekosystemu ecommerce są influencerzy, którzy zachęcają do zrobienia zakupów. I nie robią tego w sposób zawoalowany czy w formule sponsoringu na swoim kanale, ale jest to część platformy ecommerce’owej. Jest to tak istotny element ich e-biznesu, że kiedy Jack Ma wziął udział w rywalizacji z pracownikami swojego przedsiębiorstwa, to zadania obejmowały nie tylko logistykę czy „pozowanie” do zdjęcia, ale wręcz „kto sprzeda więcej szminek”:
    1. Teraz kontekst – odnosząc się do dokumentów emisyjnych Allegro, penetracja Ecommerce w Chinach wynosi 27%, przy 8% w PL, 12% w DE, 15% w US i 18% w UK. Co to oznacza? Otóż oznacza to, że w Polsce (ale też w całej Europie) poziom konkurencji jest na jeszcze relatywnie niskim poziomie. Kilka lat temu sprzedając coś online wystarczyło mieć dobrą cenę i dobre zdjęcie, podstawowy opis. Teraz oczekiwania rosną – trzeba mieć więcej dobrej jakości treści, więcej zdjęć, najlepiej jeszcze mieć jakieś wideo i dużo dobrych opinii. Tylko że kiedy to wszystko już będzie standardem, jak się drogi sprzedawco wyróżnisz? Jak sprawisz, że ktoś zrobi zakupy właśnie u Ciebie? Jak go przekonasz, że ma wybrać ten a nie inny produkt – do tego będą pomocni właśnie zatrudnieni influencerzy.
    2. Uważam, że zaczniesz mądrze swoją ofertę promować, ponieważ okaże się, że będzie to tańsze rozwiazanie. Tzn będzie kosztować, ale będzie tańsze. Dotychczas nikt nie musiał tego robić, bo konkurencja tego nie wymuszała. Ale zacznie.
    3. Żeby było zabawniej, okazuje się że… „to się dzieje”. Konkretnie w Nordstrom. A że to może przypominać telezakupy mango? Hmm.. może to i chiński chłyt materkingowy, ale działa.. Pamiętaj że na YouTube znajdują się ludzie, którzy uważają że można w ten sposób poznawać gazetki marketingowe.
    4. I nie będę nic pisał o tym, że jakoś dwa lata temu zachęcałem do tego Lidla. Ani jednym słówkiem.
    5. Pamiętam, że jak młody chłopak, myślę że jeszcze przed 10. urodzinami, siedziałem w piwnicy i oglądałem ten album:
    1. Słowem wyjaśnienia – nie siedziałem w piwnicy za karę – moi rodzice uczynili z piwnicy bardzo przytulne pomieszczenie (brzmi coraz lepiej). Jasne, z drewnianą podłogą, i zapełnione regałami z książkami. No i ten album był jedną z nich.
    2. Salvador Dali… w mojej głowie jest gościem, który był artystą, ale tworzył – powtórzę, w mojej głowie, dość dawno. Dość dawno oznacza tak… pewnie najdalej w pierwszej połowie XX wieku. Tak to zakodowałem jako chłopak i tak już zostało.
    3. O ile skojarzyłbym go z tym obrazem:

    to raczej z tymi już nie

    I tak w ogóle, to bardzo zachęcam do zapoznania się z większą częścią jego prac; Ale ale… czemu o tym wspominam?

    1. Bo trafiłem na wywiad telewizyjny z Dalim. I mnie tchnęło – jak to możliwe, żeby on brał udział w takim przedsięwzięciu i żeby nie był to seans spirytystyczny.
      Tu mała, bardzo współczesna dygresja

    Wracając do Dalego, nic dziwnego, że mógł udzielać wywiadu w telewizji, skoro żył do 1989 roku, to nic w tym dziwnego… Rzeczony wywiad

    https://www.youtube.com/watch?v=QrFEyN2bx3E

    To co mnie absolutnie ujęło to fragment:

    – jak postępują prace nad portretem?

    Był gotowy w 15 minut.

    Stworzył pan całość w 15 minut?

    Koncept tak, teraz czas na realizację.

    Wow. To mi robi w głowie szum. Sztuka rozdzielana między konceptem, a realizacją.

    Tylko że nie zawsze sztukę, a twórcę w szczególności udaje się zrozumieć… tu inny wywiad, z tym samym twórcą:

    Przy czym zupełnie nie kumam tu prowadzącego, który zupełnie nie nadążał intelektualnie w rozmowie i próbował przez to wszystko obśmiać. Przykro się to ogląda. A kiedy już przyszło do autografu, deklasacja była namacalna niemal tak bardzo, jak gdyby Dali interlokutora okładał pięknie zdobioną laską.

    Dla odmiany, jeszcze jeden materiał TV gdzie uczestnicy próbują odkryć kto jest bohaterem odcinka. Pyszna zabawa.

    1. Dali malował wąsami, a współcześni potrafią malować w Playstation 5. I to jak:
    1. Jest coś niezwykłego w oglądaniu efektów 6 lat ćwiczeń zebranych w niespełna 15 minutowy film. Postęp w funkcji czasu.
    1. No cóż.. jak widać zachwyca mnie doskonalenie umiejętności, ale potrafi mnie też zachwycić fizyka, czyli… czy można umieścić 9 gwoździ na jednym gwoździu…
    1. Dwie ciekawostki o Facebooku. Jedna taka, że… razem z Amazonem są największymi lobbystami w Ameryce

    Wydają na ten cel więcej pieniędzy, niż choćby producenci papierosów…

    A równocześnie… zagadka – jeżeli FB ma 2,8 mld użytkowników (o.O), to… ile fałszywych kont usuwa ciągu kwartału?

    Skala robi wrażenie. I FB zatrudnia w tym celu armię 35 tysięcy moderatorów, a część z nich zgłasza się z objawami PTSD, z jakimi zwykle mierzą się żołnierze wracający z frontu…

    1. Na zakończenie jeszcze krótki materiał o tym, jak język kształtuje i determinuje nasze myślenie. Nie musimy być świadomi, to się po prostu dzieje…
    1. O czym pisałem w tygodniówce rok temu?
    • o tym, że coś jest nie tak z biznesem, który bankrutuje w ciągu miesiąca bez dochodu
    • o rysowaniu i rysowaniu z Apple Pencil
    • o nauce mycia rąk i jak dobrze można to pokazać
    • były szachy zrobione z Lego (trochę wierzyć mi się nie chce, że to było rok temu)

    Już o tym wspominałem, ale będę wspominał jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Małe jest piękne – Tygodniówka #12.21

    1. W tym tygodniu tygodniówka przegrywa ze swędzącymi zębami. Nie, nie moimi. Czworonoga. Układ jest prosty – jeśli ja nie zadbam o to, żeby jego swędziało mniej, to on zadba o to, aby wszystko co w zasięgu szczęk zostało sprawdzone na przydatność sprawiania ulgi zębom. Jedynym sposobem jest zmęczyć czworonoga. I tak właśnie zaczyna się tygodniówka.
    2. I tak miała się zacząć od szczeniaka, ponieważ to właśnie ten element najmocniej zmienił się w mojej rzeczywistości. Nowy członek stada, który skradł nie tylko serce, ale też skutecznie kradnie i uwagę i czas.

    Podtrzymuję też spostrzeżenie, że teoria teorią, przeczytane książki przeczytanymi książkami, a jak przychodzi co do czego, to pies i tak wie swoje i najczęściej wie lepiej. Bo nawet jeśli troszkę się dowiedziałem i zapamiętałem że:

    • psa uczy się nagradzając pożądane zachowanie
    • powinienem nagradzać częściej i chętniej bo i tak będę to robił za rzadko
    • pies uczy się powoli
    • pies na początku nic nie umie i nic nie rozumie (w sumie nic dziwnego, ma ledwie kilka tygodni, ciężko od niego wymagać dojrzałości), a już najmniej rozumie co się do niego mówi i czego się od niego oczekuje

    To jak przychodzi co do czego, to patrzę w te jego oczy (zmęczone jak moje) i próbuję się dowiedzieć czego chcesz człowieku.. to znaczy psie.

    1. Mam też nieodparte wrażenie, że to co działa na te inne opisywane i pokazywane psy, niekoniecznie działa na mojego. I nie dlatego że on jest nie kumaty, tylko dlatego że ja po prostu nie wiem jak się za to dobrze zabrać. Więc dokształcam się dalej. Jak wyglądał świat przed youtube’m? Nie mam pojęcia. Czekam też bardzo na moment, w którym będziemy mogli pójść na zajęcia do psiego przedszkola…
    2. Zresztą nie ja jeden. Rynek artykułów, produktów, usług związanych ze zwierzętami przeżywa prawdziwy rozkwit. W marcu 2015 pisano że ten rynek jest wart 2mld złotych. W 2020 to już 5 mld a wszystko przyspiesza także przez pandemię. Przytaczałem prezentację Romana Łozińskiego, jak zmieniało się zapotrzebowanie na towarzystwo zwierzaka, potwierdza to także zainteresowanie względem frazy szczeniak w Google:

    I jako że popyt nakręca ceny, to ceny rosną, ale nie, ten fenomen nie dotyczy tylko naszego kraju. Tak samo na punkcie zwierząt oszaleli choćby i Niemcy. I nie ma w tym nic złego o ile kiedy nastaną ciut normalniejsze czasy nasza słabość względem przygarniętych braci mniejszych, nie zamieni się w znużenie i porzucanie ich…

    1. Sam się tego cholernie boję. Przez dłuższy czas (mierzony w latach, nie tygodniach) studziłem rodzinne zapędy, powtarzając że to musi być dobrze przemyślana decyzja. <am nadzieję, że taką właśnie decyzję podjęliśmy i nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy tego zwierzaka kiedyś w przyszłości chcieć oddać, to i tak się boję, że nastawienie nastawieniem, a rzeczywistość może to i tak brutalnie zweryfikować.
    2. Nie tylko małe psy i kotki są piękne. Jak się okazuje, pancerniki też

    Swoją drogą, nie wiedziałem, że pancerniki są takie malutkie.

    1. Kiedy nastaną normalniejsze czasy… oj, obawiam się nie prędko. Wszystko dlatego, że nie widzę przesłanek, które miały by zwiastować poprawę. Raczej kłują mnie w oczy te rzeczy, które każą się bać.
    • Pierwsza wartość, którą znowu codziennie obserwujemy to liczba pozytywnych wyników testów jaka dzień po dniu ogłaszana jest przez ministerstwo zdrowia. Tyle tylko, że… mam takie dziwne przeczucie, że akurat tą wartością w jakiś magiczny sposób miłościwie nam rządzący mogą chcieć manipulować, wiedząc na czym skupia się uwaga tłumu. A gdzie tłum nie patrzy?
    • Tłum nie zwraca tak bacznej uwagi na to, jaka część testów daje wynik pozytywny, a nawet jeśli zwraca, to jakby tego do końca nie rozumie. No to zacznijmy od początku. Jaka część testów daje pozytywny wynik?
    • Na przykład wg danych z soboty 20 marca, 30% przeprowadzonych testów dało wynik pozytywny. W niedzielę 21 marca poinformowano, że blisko 35% testów dało wynik pozytywny. Ale znowu, to brzmi cokolwiek abstrakcyjnie. To może, dla porównania, spróbujemy się przekonać jaka część testów przeprowadzanych w Niemczech, Holandii, czy Hiszpanii daje wyniki pozytywne?
      W Niemczech 6,8%, w Holandii 7,4%, w Hiszpanii 4.9%. I to wszystko są wyniki z kilku ostatnich dni marca.
    1. Tak wygląda tabela krajów z najwyższymi odsetkami pozytywnych wyników z 18 marca:
    https://ourworldindata.org/grapher/positive-rate-daily-smoothed?tab=table

    Nie ma to tamto, jesteśmy w doborowym towarzystwie.

    1. Jak widzę ten wynik, to przypomina mi się taki stary dowcip o tym jak do celnika podchodzi mężczyzna i mówi:
      „proszę Pana, za chwilę przez granicę będzie przejeżdżał konwój 10 ciężarówek, w jednej z nich ukryta jest kontrabanda, i jeśli wskaże pan w której, to wygrywa pan premię za udaremnienie przemytu. To która?”

      „Trzecia”, bez namysłu odpowiada celnik.\

      „Brawo, zgadł Pan”\

      „Wiem, już od kilku tygodni zawsze trafiam”.
    2. Nie wiem, może jesteśmy doskonali w typowaniu osób które przechodzą CoVID i tylko ich kierujemy na badanie (albo przynajmniej robimy to powielokroć lepiej niż cały świat), albo… zupełnie nie wiemy co robimy.
    3. Chyba najbardziej mnie drażni to, że miłościwie nam rządzący nie mają pojęcia co się dzieje. Tzn patrzą na te wyniki z wypiekami, podejrzewam że minister zdrowia boi się odbierać poranny telefon, kiedy informują go o „wynikach za poprzedni dzień”. Ale czy robią coś poza poza obserwowaniem słupków z przekonaniem, że będzie lepiej. Kiedyś. Już za chwilę. Albo jednak trochę później. Słyszę o tym, że „idzie front, idzie burza, nikt nic nie wie”. W sumie nie było kiedy się przygotować, przecież tej epidemii nie ma co się bać, jej już w zasadzie nie ma. Szkoda że nikt o tym wirusa nie poinformował.

      Jestem bardzo ciekaw, czy ktoś prowadzi jakieś badanie, skąd te wzrosty. Gdzie są siewcy, gdzie są ogniska… Czy ktoś próbuje to jakkolwiek opanować, zastopować czy tylko uznajemy że „musimy w lockdown”, i że trzeba „tańczyć z młotkiem” (co jest nawiązaniem do amatorskiego tekstu z medium.

      Takie mam niestety wrażenie, że mamy u władzy amatorów… Z wyjątkiem Managera Najwyższej klasy, pana Obajtka. Ten jest geniuszem z Pcimia. Nie jesteśmy go godni.
    4. Niestety, ten cokolwiek amatorski sposób zarządzania sytuacją powoduje wzmożenie komunikatów spiskowych. Jakimś cudem doprowadzili do tego, że ludzie zamiast wiedzieć więcej i rozumieć więcej, zaczynają coraz głośniej widzieć w Pandemii zamach na ich wolność, na wprowadzanie wielkiego resetu, na dalsze ogłupienie mas, na powolne gotowanie społeczeństw nakazując im noszenie maseczek…

      Boję się, że te rozbudzone demony i demoniątka nie pójdą prędko spać i będą truć ludziom głowy.
    5. Lubiłem od czasu do czasu posłuchać Macieja Wieczorka. Miałem wrażenie, że w ciekawy sposób podsumowywał pewne nieroztropne zachowania finansowe, do ciekawych rozwiązań zachęcał, zwracał uwagę na cienie powszechnych i promowanych usług (jak choćby wynajem długoterminowy), ale… ostatnio widziałem jego materiał o tym, że prowadzenie JDG to finansowe samobójstwo, a w nim (przy kilku ciekawych spostrzeżeniach) dorzucił że (upraszczam) – zatrudniając się w swojej własnej spółce możesz płacić 1/8 składki ZUS zamiast całości. I prawdę powiedziawszy, witki mi opadły.

      Tak, rozumiem, przychód, zysk największą wartością, ale przy tym modelu to jest odbieranie pieniędzy, które państwo (społeczeństwo) potrzebuje. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – daleko mi do chwalenia ZUSu, ale to jest szukanie sposobu na bycie bardziej mądrym niż reszta, nie płacąc tego, co płacą inni. Innymi słowy – pielęgnowanie „polaka cwaniaka”. A na to mam przepotężna alergię. Umiemy kombinować.. czasem nazywamy to zaradnością, ale… naprawdę nie chcę żyć w kraju w którym każdy chce mnie zrobić…
    6. W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że można stworzyć sobie adres email z emotikonów. Ale dlaczego zatrzymywać się na adresie email. Jest już taka usługa Yat która pozwala Ci tworzyć swoją internetową personę składającą się z emotikonów, ponieważ jak twierdzą twórcy ciekawiej jest przedstawiać się 🤖👻👑, a nie [wit@niecodzienny.net]; No cóż, czuję się staro.
    7. Ponieważ czuję się staro, to lubię piosenki, które już słyszałem, ale chętnie dobrze zmiksowane. I zupełnym przypadkiem trafiłem na taki kawałek:

    a potem poszło błyskawicznie i zacząłem niekontrolowanie klikać…

    A potem jeszcze było to, i to, i jeszcze to… W tym momencie poczułem, że błądzę między tymi kawałkami jak nie przymierzając po pornhubie (to Wit wie czym jest pornhub…?).. więc w poszukiwaniu szczęśliwego zakończenia trafiłem jeszcze na ten kawałek, w którym pan robi jakieś takie rzeczy głosem, że zupełnie mi do pana nie pasuje

    na wideo które jest po prostu kreatywnie przepiękne (w moim rozumieniu estetyki i kreatywności)

    i jeszcze na koniec zostawię tę nutkę:

    1. Mówiłem ze to już koniec? Kłamałem. Jeszcze posłuchaj tego:
    1. A tak w ogóle, to czy wiesz co nam robi śpiewanie? Ja nie przypuszczałem, ale ten pan postanowił to sprawdzić:

    Najpiękniejsze zdanie w tym filmie brzmi „i’m asking for courage, not talent”. Jakie proste. Jakie ładne.

    1. Czas tygodniówkę kończyć, bo pies błagalnie patrzy, aby go zabrać na sikanie… Ma naprawdę dobre argumenty.
    1. Pamiętaj proszę o tym, aby przekazać swój 1% podatku potrzebującym. Jeśli jeszcze nie wiesz komu, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    I to już koniec na dziś. Do przeczytania za tydzień.

    Ilustracją wpisu jest zdjęcie autorstwa Cindy Tang z serwisu Unsplash

  • Trudna sztuka balansu – Tygodniówka #11.21

    1. W sobotę miałem możliwość przejechania się trochę po Małopolsce drogami lokalnymi i zrodziło to dziwne pytania i obserwacje. Dotychczas nawet jeśli jeździłem w jakąś dłuższa trasę, to zwykle – dla wygody, bezpieczeństwa, przepustowości – decydowałem się na drogi krajowe, ekspresowe, autostrady. Tym razem przejechałem się zupełnie inaczej i…
    2. Spostrzeżenie i pytania niewyszukane dla typowego mieszczucha – jak ci ludzie – mieszkańcy mijanych miast, miasteczek, miejscowości i wsi – żyją? Z czego żyją? Ile zarabiają, ile potrzebują na życie. Jak wygląda ich dzień? Jak by wyglądało moje życie w takich okolicznościach? Ile musiałbym pracować? Czy stać mnie teraz na to, żeby tak żyć? Jakbym się w takiej codzienności odnalazł? Jak bardzo by była inna od tej, którą znam… Z czego bym zrezygnował? Co bym zyskał?
    3. Wydaje mi się, że teraz to wszystko jest niemożliwe. Ale nie mam pojęcia, co będzie moją potrzebą za 3, 5, 10 lat. Jeszcze kilka miesięcy temu takie pytania w ogóle mi się w głowie nie pojawiały, a teraz… teraz są na wyciągnięcie ręki.
    4. W ogóle ta praca, dziwna rzecz. Kilka lat temu rzeczą oczywistą było – pracuje się 8h dziennie, 5 dni w tygodniu, jakieś 230 dni w roku. Tak wyglądała praca moich rodziców (choć mama z racji dyżurów pracowała chyba więcej), tata przez kilkanaście lat pracował na swoim biznesie też miał raczej nienormowany czas pracy. Dla mnie pewnym punktem odniesienia w głowie był etat. Tylko że…powoli dochodzę do momentu, w którym zaczynam myśleć o wycenianiu swojego czasu i tego, na co ten czas poświęcam. W tej perspektywie dziwnie kusząca pojawia się myśl – czy aby na pewno chcę całego etatu? Ale wtedy będę zarabiał mniej… Ale może wcale nie muszę zarabiać więcej, może to nie do końca o to chodzi?

    5. Więc o co chodzi? Nadal nie mam pojęcia, ale naprawdę rozumiem to, że warto złapać ten balans miedzy tym co niezbędne, tym co potrzebne, a tym co chciane. Dla mnie (Ciebie) indywidualnie. Bo nie ma takiego rozwiązania, które będzie odpowiednie dla wszystkich. Pracujemy aby żyć, ale kiedy to mamy zapewnione, zaczynamy gromadzić. Gromadzenie rzeczy jest niepotrzebne (oddajemy nasz przepracowany czas za coś, czego niekoniecznie potrzebujemy). Możemy też gromadzić środki… Ale gromadzenie dla gromadzenia… no nie wiem. Gromadzenie dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa – no tak bardzo tak, tylko ten poziom bezpieczeństwa może być absolutnie różny, w różnych okolicznościach i jeszcze do tego zmieniać się w czasie. Co trochę utrudnia (acz nie wyklucza) rozważania.

    6. Pierwszy przerywnik muzyczny:

    (choć aż się prosi, żeby nucić tę piosenkę)

    1. Teraz mnie tchnęło, choć wcale się za bardzo nie ukrywa, że system może promować tych, którzy odkładają i tych którzy wydają. Cóż, od kilku dobrych lat system zdecydowanie wspiera tych drugich (i jeszcze zachęca do tego, żebyśmy kupowali za pieniądze, których nie mamy).
    2. Jest jeszcze druga rzecz, która mnie tchnęła jadąc szosą w zasadzie asfaltową. Poczułem, że jestem skażony trochę rzeczywistością, którą znam, w której aby móc w ogóle funkcjonować, trzeba mieć rozmach nieomal światowy. To moja nieszczęsna perspektywa, którą wykształciło Tesco, Lidl, Biedronka (i nie chodzi że robię tam zakupy, tylko że dla każdej z tych firm pracowałem, i zawsze ogromną przyjemność czułem ze świadomości skali i rozmachu działań tych firm). Tę perspektywę podlewam też interesując się rozmaitymi startupami, czy obserwując perypetie firm, o oddziaływaniu jeśli nie niemal globalnym, to takich, które „dotykają” tysięcy ludzi. W związku z powyższym, celowanie w cokolwiek poniżej tego rozmiaru kapelusza wydaje się absolutnie mikro. Absolutnie pozbawione biznesowego polotu, wdzięku i materii. Tylko że kiedy tę ocenę wypowiadam, to czuję że to jest zła, błędna i strasznie krótka perspektywa. Musiałem to nazwać, aby zobaczyć.

    3. Kiełkuje we mnie myśl i świadomość, że można robić rzeczy o mniejszym zasięgu i żyć z tym szczęśliwie. Można robić biznes którego nie trzeba skalować na cały świat i to jest ok. Można robić biznes, który nie jest korporacją i to też może być sposób na dobre życie. Nie wiem jak to zrobić, ale… „Tworzenie Amazon killera” nie musi być misją, ambicją, celem każdego. I to wcale nie jest nic złego. Tylko że inne pomysły niż „podbijanie wszechświata” albo „bycie lider-killerem” nie rozpalają wyobraźni mas, nie zdobywają uwagi mediów, nie przynoszą sławy, chwały, pieniędzy inwestorów
    4. Jakieś dwa lata temu leżąc na kuszetce w pociągu relacji Kraków -> Poznań słuchałem tego odcinka podcastu Michała Szafrańskiego i zacząłem rozumieć, że na 99% nie będę przedsiębiorcą i na 99% nie będę człowiekiem bardzo bogatym. Pamiętam, że to spostrzeżenie przyszło z pewnym smutkiem, z czymś ocierającym się o przyznanie się (przed sobą samym) do porażki. To nadal nie jest przyjemna myśl, ale jakoś mi z nią łatwiej.
    5. Jest jeszcze jedna rzecz związana z pracą. Kiedy nie masz zajęcia, któremu się poświęcasz, praca jest doskonałym motywatorem. Kiedy nie masz własnego celu, nadaje Ci go zatrudniający. Oczywiście, że są chwile, kiedy możesz chcieć takiego właśnie braku doświadczyć, aby nabrać oddechu albo perspektywy, ale długotrwały brak – może wpędzić w duże problemy. I zdecydowanie nie mam tu na myśli problemów finansowych. Więcej o tym przeczytasz w „Po Piśmie” Jacka Dukaja.
    6. Wszystko co piszę, piszę z perspektywy gościa, który może korzystać z tego, co zgromadzili przodkowie. Dzięki wielu szczęśliwym zbiegom okoliczności, udało się rodzinie zebrać majątek, który pozwala mi na przykład żyć bez kredytu na mieszkanie. To sprawia, że nie muszę pracować przez kolejnych 10-15 czy nawet 30 lat pracować, aby móc spłacać zobowiązanie zaciągnięte w banku. Ja nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie to może być obciążenie dla głowy i jak bardzo nie ma wtedy czasu na takie rozkminy jak moja.
    7. Równocześnie doświadczamy przecież zmian w modelu pracy, które całkiem niedawno były nie do pomyślenia. Od niemal roku oswajamy się z HomeOffice’m i rozwiązanie, które dla wielu miałobyć tak pożądanym, okazuje się mieć więcej cieni niż blasków. Coraz więcej i coraz głośniej mówi się o zmianach w ilości czasu, jaki będziemy spędzali w pracy. Może doświadczymy krótszego, bo np. 7h dnia pracy.. a może dotknie nas czterodniowy tydzień pracy. Cieżko mi to sobie wyobrazić, ale może równie trudno było sobie wyobrazić wolne od pracy weekendy i niedziele niehandlowe. A jednak są. Jestem też ciekaw, czy – na co zwraca uwagę twórca aplikacji mmhmm, czy naprawdę wrócimy do tego, aby oddawać 2h dziennie codziennie na dojazd do pracy. W szalonych czasach przyszło nam żyć.
    8. Mam takie wrażenie, że na wszelki wypadek nie powinienem w najbliższym czasie wybierać się w jakiekolwiek podróże.
    9. Całkiem przypadkiem trafiłem na dobre słówko komentarza do popełnionego dwa tygodnie temu rogu obfitości
    1. Jeszcze w kwestii utrzymania balansu, pozwól że skradnę Ci kilka minut materiałem, który przecież nie ma prawa Cię zainteresować. No bo co może być ciekawego w zabawie piórkiem i kilkoma kawałkami drewna… To co, Ty klikasz, i wracamy do rozmowy za 5 minut.

    Aż się prosi zadać pytanie które spokojnie można przypisać Wojewódzkiemu – No wszystko to bardzo piękne, ale ciekawe co nam pani pokaże w następnym odcinku…

    1. Taka zabawa z piórkiem całkiem ładna jest. I taka wciągające. I nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałaś / nie widziałeś. Chyba że jednak lubisz gruzińskie masz talent i masz dobrą pamięć, to wtedy kilka lat temu mogłaś / mogłeś zobaczyć…

    Ej, chwila moment, przecież właśnie to widziałem. No ale skoro lubimy piosenki które już kiedyś widzieliśmy, to czemu nie performance który już ktoś popełnił. Cóż… świat nawet w sztuce zjada własny ogon. \

    Nie, nie jestem pasjonatem gruzińskich reality show. Ale śmiało i czasem z zaskakującymi wynikami korzystam z wyszukiwarki 😉

    1. A co kiedy człowiek słyszy klasykę… metalu po raz pierwszy, to jakich reakcji możemy się spodziewać? Zwłaszcza jeśli ten słuchający jest wyczesanym perkusistą i postanawia odtworzyć perkusję po jednorazowym odsłuchaniu… Takie rzeczy można zobaczyć o proszę tu:

    Co mi przypomina, że można by znowu obejrzeć Whiplash.

    1. W sieci można zobaczyć jak ten perkusista (Larnell Lewis) reaguje na to, jak inni grają jego muzykę. Albo zobaczyć, jak inni perkusiści komentują jak on gra jakiś kawałek po jednokrotnym odsłuchaniu. Aaaa.. jak reagują dzieci które słyszą po raz pierwszy Metallicę? Ooo tak:
    1. Tu się przyznam, że ja Metalliki zacząłem słuchać właśnie od Hardwired… no cóż, niektórzy dojrzewają naprawdę późno. A potem, jak pamiętacie, Metallica przyjechała do Polski (kiedy jeszcze można było koncertować) i zrobili to:

    Pamiętajmy też, że w Pradze zagrali… Jozina..

    1. Różne newslettery czytam, ale… kiedy na mojej drodze pojawia się wpis dotyczący domen, mailingów, emotikonów i TikToka, nie umiem mu się oprzeć. Poznajcie historie człowieka, który postanowił kupić 300 kazachskich domen z emotikonów, stworzyć na nich usługę obsługi maili i wypromował ją m.in. na TikToku; Roku 2021, naprawdę dajesz radę.
    2. Czy można grać w grę komputerową, wziąć udział w konkursie w którym 1. nagrodą jest 1000$, przegrać z co najmniej czterema zawodnikami, a i tak zostać milionerem? Cóż… Można, jeśli brałaś/brałeś udział w turnieju w 2011 roku, a za miejsce 4-8 nagrodą było… 25 BTC. Także tak… nagroda w funkcji czasu.
    3. W temacie Bitcoina, wspominałem że (dzięki Arkowi) jestem właścicielem jakiejś bardzo niewielkiego ułamka tej waluty. I jak pisałem na początku roku, kiedy ta posiadana przeze mnie cząsteczka była warta około 900 złotych rozważałem jej sprzedaż, ale tego nie zrobiłem. No to dziś, ta sama cząsteczka jest warta ponad 1450 złotych. #toNieJestNormalne.
    4. Jeszcze o tym, co nie jest normalne… Kiedy okazuje się, że łódki tym szybciej pływają, im mniej są w wodzie, to ja tu czegoś nie rozumiem. Ale takie rzeczy dziać się będą właśnie w Americas Cup, gdzie łódki (to jeszcze łódki) pływać będą z prędkością blisko 100km/h.
    5. W tym tygodniu świętowaliśmy międzynarodowy dzień kobiet. I prawdę powiedziawszy – choć jestem pewien że mi się za to oberwie – smutne to czasy, kiedy nadal tego święta potrzebujemy. Nie mam problemu z tym, żeby nie sprawiać przyjemności kobietom, mam problem z tym, że potrzebujemy do tego pretekstu.. i że nie robimy tego bez okazji, na co dzień. I – co ważniejsze – sprawiamy wrażenie, jakbyśmy uważali, że świętowanie 8marca załatwia sprawę na pozostałe 364 dni w roku. I że goździkiem rozwiązujemy różne płace, różne traktowanie…
    6. W ramach różnych dziwnych eksperymentów, w tym żywieniowych, chodzi mi po głowie jeszcze jeden. Jeść mniej węglowodanów. I nie chodzi mi o to, żeby jeszcze chudnąć (więc to nie będzie nowa dieta) ale… żeby spróbować sobie wybrać jeden dzień kiedy będę ich jadł mniej. Takie głupie pomysły przychodzą mi do głowy po wpisie u Michała Śliwińskiego i zerknięcia w artykuł u Tima Ferrisa o Slow Carb Diet.

    Dopiero potem uświadomiłem sobie, że w zasadzie poniedziałkowa głodówka to właśnie taki „dzień bez węglowodanów (między innymi)”. Jeszcze nie wiem co z tym zrobię.. Ale po głowie chodzi.

    1. Ilustracją dzisiejszego wpisu jest najnowszy domownik… A tu i on w całej swojej 8 tygodniowej krasie.
    Proszę państwa, oto Fokus

    Tak się chyba nazywa żebrolajkowanie…czy coś?

    1. Wspominałem o tym, że czytałem kilka książek o wychowaniu psa, że oglądałem filmiki o wychowywaniu szczeniaka, że staram się tu trochę swojej wiedzy zdobyć ale… kiedy przyszło co do czego, to absolutnie zgłupiałem i niemal wszystkiego zapomniałem. Tyle o przekładaniu teorii w praktykę.
    2. Pamiętaj proszę o tym, aby przekazać swój 1% podatku potrzebującym. Jeśli jeszcze nie wiesz komu, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    I to już koniec na dziś. Do przeczytania za tydzień.

  • Suma wszystkich strachów – Tygodniówka #10.21

    1. Kilka tygodni temu wspominałem (#5.21), że do wszystkich swoich zadań można podchodzić z myślą – „wiem, że to zrobię, wiem, że to rozwiąże”. I ta myśl nie jest pełna pychy, ale wiążę się z genialnym przekonaniem o tym, że umiejętności wsparte wiedzą, zaangażowaniem i determinacją zaowocują pożądanym rozwiązaniem. Oczywiście, czasem trafi się i twardy orzech, którego nie sposób napocząć i wtedy ta pewność siebie ma gorzki posmak, ale i tak uważam, że to jest znakomity punkt wyjścia. Obiecywałem też, że spróbuję się do tej metody stosować. No cóż, chwilowo mi nie wychodzi.
    2. Zachodzę w głowę, czemu w ostatnich tygodniach trudniej mi z tygodniówką. Czemu wymaga pewnej obowiązkowości, czemu podszyta jest wątpliwością „czy pisać, czy publikować, czy dawać znać, że napisałem”. Może lepiej zapalić panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek – tekst napisać i nikomu o tym nie mówić? Nigdzie się z nim nie wypuszczać…

    Tygodniówka ma jeszcze do tego jasno określony termin do wypełnienia i dotrzymania, a ja bardzo przepadam za deklaracjami, zobowiązaniami.

    1. Narasta we mnie przekonanie, że wszędzie wokół jest za dużo wszystkiego, treści zwłaszcza. Skąd tego tyle? Po co to komu? Kogo karmimy słowami, zdjęciami, danymi? Czy my – ludzkość – tego potrzebujemy? Czy potrzebujemy wiedzieć wszystko o wszystkich? Czy potrzebujemy podglądać jak inni żyją, co robią, co myślą?

    A jeśli my dzielimy się swoją rzeczywistością, to dlaczego to ma jakkolwiek determinować nasze doświadczanie? Dlaczego liczba polubień zdjęcia / statusu czegokolwiek może determinować jakość danej chwili. Przeżywanie zbiorowe? Pomijając już to, jak dużo wszystkiego jest na pokaz, cudze lubisie nie determinują smaku naszej rzeczywistości.

    1. Do zabawy rzecz jasna dołączają marki, które z jednej strony chcą być tam gdzie ludzie (żeby móc im coś sprzedać), chcą gadać po ludzkiemu (aby im coś sprzedać), chcą to robić intensywnie (aby sprzedawać więcej) i nie mogą oddać pola w żadnym miejscu (bo wtedy sprzedawać będzie ktoś inny). A ponieważ gramy na poletku ogarnianym przez algorytmy, to nie możemy nagle przestać treści produkować, bo algorytmy są tak ustawione, że brak nowości karze zapomnieniem, a zapomnienie oznacza brak sprzedaży. Więc wszystkiego musi być więcej, choć nie ma opcji, żeby ktokolwiek był w stanie to przetworzyć. Gonimy w piętkę, ciekawe czy kiedyś strzelą bezpieczniki.
    2. Od kiedy większą wartość od jakości ma ilość? To chyba pochodna wszystkich mądrych badań, które mówią „liczy się liczba kontaktów odbiorcy z komunikatem” (która musi cały czas rosnąć wraz ze wzrostem liczby komunikatów konkurencji) wsparta „musi być prosto, bo inaczej nie zapamięta”. Sam to przecież mówię i podpowiadam, bo wiem, że wszystko inne byłoby droższe i zapewne mniej skuteczne, a napewno bardziej ryzykowne. Myślę że Gombrowicz z Sienkiewiczem prychnęliby mi prosto w twarz.
    3. Może trzeba się często i dużo przypominać wtedy, kiedy nie ma się nic do powiedzenia? A kiedy się nie ma nic do powiedzenia, tym bardziej nie można pozwolić na zapomnienie?
    4. Swoją drogą, w czasie kiedy wszystko w Internecie musi być szybkie i zwięzłe, facet który ma miliony subów wrzuca blisko 50 minutowy materiał

    będący pogłębioną recenzją (i który sam w sobie jest perełką video). To co mnie fascynuje, to to, jak bardzo on – twórca – rozumie, że jego materiał wcale nie musi być oglądany liniowo i pomaga widzom się w nim odnaleźć. Spodziewam się, że tego będzie więcej. A przy okazji – jego wideo ma już ponad 2mln widzów.

    1. W zeszłym tygodniu (#9.21) pisałem o kreatywności, którą masowo uwalnia TikTok. To – bardzo możliwe – pozwala nam na odkrycie nieznanych talentów. Na wybicie się ludzi, którzy z różnych powodów bez tego narzędzia nie mieliby okazji do tego, aby zostać zauważonym, ale… jakim kosztem? Choć przecież „nie można przykładać ceny” do postępu i innowacji.
    2. Trafiłem też na ciekawą uwagę u Kuby Klawitera w ostatnim, choć może jednak bardziej poprzednim, techweeku:

    Ci wszyscy Kołczowie w internecie mówią, że należy zakładać podcasty i być aktywnym w social mediach (bo to jest droga do sukcesu – przypis Wita). A gdyby ci Kołczowie mówili, że wszyscy mamy zostać stolarzami, to też byśmy tak reagowali? Nie, bo nie chcemy żeby nam się krzesła pod tyłkiem rozpadały.

    Kuba Klawiter

    No… trochę bardzo w punkt. Jakoś tak łatwiej nam uwierzyć że wszyscy możemy być piękni młodzi i bogaci dlatego, że jesteśmy piękni i mądrzy i wszyscy chcą naszej mądrości (bo chcą mądrości innych), ale jakoś nikt nie chce być piękny młody i bogaty dlatego, że potrafi coś zrobić, bo zrobienie czegoś dobrze już nie jest takie łatwe i wymaga jednak coś umieć.

    1. Kiedy wydaje Ci się, że wszystko już wiesz i umiesz i rozumiesz, a w razie czego wymyślisz, i nagle przychodzi ktoś z drewnianym kijkiem i mówi Ci – patrz i podziwiaj.
    1. Czuję się zmęczony byciem stale online. Nie sądziłem, że to napiszę / poczuję. Ale tak jest. Nie czuję wartości w byciu online. Nie czuję też, żebym sam wnosił wartość będąc online. Wręcz zazdroszczę tym, którzy śmiało prowadzą życie w realu. Może, powolutku, dojrzewa we mnie myśl, żeby obrać ten kierunek… Choć na razie bardziej przeraża, niż kusi.
    2. Na cały ten świat pełen nikomu niepotrzebnej treści, pcham się jeszcze ja ze swoją tygodniówką. Brak mi pokory chyba. Ale na pewno nie brak mi wątpliwości. Tym bardziej, że z tygodniówka jest jak z robieniem prezentacji w dobie Covidu – Gapisz się w swój ekran dzieląc się swoją myślą i… nie widzisz w zasadzie reakcji. Masz tylko nadzieję, że po czasie nie usłyszysz – hej, możesz powtórzyć? Bo byłeś „on mute”.
    3. Wracając do kwestii „podejścia”. Można działać z przekonaniem „rozwiąże”, albo – i to jest częściej moja myśl – „to jest zapewne ten raz, kiedy się potknę”. Tzn zwykle zaczynam od „spróbuję, co mi szkodzi” ale zupełnie nie mam wyrobionego mechanizmu „odpuszczania” i… boję się odpuścić, bo to się źle kończy. Dlatego trwam w ćwiczeniach, trwam w głodówkach, trwam w zimnych prysznicach bo boję się, że odstępstwo od reguły zniszczy regułę i nie będzie powrotu. Silny świadomością własnej słabości.
    4. Tym bardziej, że jak nikt znam te moje projekty (?), które z czasem trafiały na zawieszenie. Tak było z Wolfem, tak było codziennym niecodziennym, tak było z nagraniami do podcastu… cmentarzysko moich projektów ma się dobrze, pielęgnuję je w głowie dość skwapliwie.
    5. W tym momencie niemal słyszę narastający szmer szeptów „terapia, terapia, terapia”, bo to na terapii możesz rozwiązać te wszystkie problemy z pomocą zawodowca. To jest bardzo możliwe, ale jeszcze do tego nie dorosłem. Nie w tym rzecz, że mam problem z samą koncepcją terapii. Myślę, że to co do zasady genialna rzecz, że to się staje pewną higieną i że zaczynamy o swoje zdrowie psychiczne dbać… tak jak dbamy o zęby i dbamy o oczy i chodzimy na siłkę, to pewnie warto zadbać też o swoją psyche, a skoro do kościołów nam jakby mniej po drodze (tzn. mi) to nic dziwnego że terapeuci wchodzą w to miejsce. Więc – znakomicie, że to przestaje być tabu. Mniej znakomicie że jeszcze nie umiem z tego skorzystać.
    6. To wszystko jest w głowie. I choć to cokolwiek (dla mnie) zaskakujące, to oddam głos zawodnikowi MMA, który właśnie przegrał swoją walkę, ale sposób w jaki odpowiada na pytania, sposób w jaki opowiada o swoim podejściu. Wow.
    1. Polecam zobaczyć całą jego (Israela Adesanya) obecność na konferencji. To co mówi, to jak mówi, to jak pięknie to kontrastuje choćby z typowym wywiadem z piłkarzem po zakończeniu meczu. Nie mogłem przestać słuchać.
    2. Jak wspominałem, książki po które ostatnio sięgam dotyczą wychowywania i zrozumienia psów, ponieważ w najbliższym czasie w mojej codzienności pojawi się czworonóg. Gorąco polecam Culture Clash autorstwa Jean Donaldson, choć im więcej czytałem, tym bardziej narastało we mnie przekonanie – mogę tego nie ogarnąć (co nie oznacza, że zamierzam złożyć broń). To w ogóle dość dziwne doświadczenie, że im więcej w danym temacie czytałem, tym więcej mam wątpliwości wobec sprawdzonego sposobu radzenia sobie z własnym psem. No cóż, zobaczymy.
    3. To co mnie tchnęło, to jest podkreślanie (a to już z kolei w kilku źródłach), że tym co ma ogromną wartość w szkoleniu dogadywaniu się ze zwierzęciem, jest umiejętność błyskawicznego nagrodzenia psa (w tym konkretnym przypadku) za zachowanie, którego sobie życzymy. Jeśli tego nie zrobimy – pies uzna, że nie warto tego zachowania powtarzać, ale też jeśli zrobimy to za późno, to pies uzna, że nagradzamy inne zachowanie, niż nam się wydaje, że nagradzamy. I to jest podchwytliwe. Ale po uszach dało mi inne spostrzeżenie.

    Jeżeli wiemy, że tak trudne jest dobre wychwycenie momentu wartego nagrody i umiejętność zaakcentowania tego u psa że wątpimy w skuteczność tej metody szkoleniowej, to skąd nasze przekonanie, że tak doskonale będziemy potrafili ukarać psa za niewłaściwe zachowanie (czego próbowanie, wedle książek, które czytałem, też nie jest najlepszym pomysłem, bo wcale nie będzie efektywne).

    1. Koty to jednak są… przekocury:
    https://www.youtube.com/watch?v=hrW5KX1cqIg

    i co, nadal uważasz, że kot coś strącił „przypadkiem”?

    1. A ta pani też jest przekocica:
    1. I jeszcze jedna pani, która jest zdecydowanie jak wino.
    https://www.instagram.com/p/B7tiAVYhND5

    To jaka jest Twoja wymówka? (A, tak poza wszystkim gorąco polecam rzucenie okiem na profil Kobieta zawsze młoda

    1. Wspominałem o tym, że oglądam jak inni grają w szachy? Wspominałem. I że się uczę trochę też wspominałem. Lepiej mi idzie oglądanie, niż się uczenie, ale stockfisha na poziomie 4 już parę razy ograłem… ale dużo więcej razy on ograł mnie… Do grania z pierwiastkiem ludzkim jeszcze nie mam śmiałości. W każdym razie, okazuje się, że… najstarsza gra na świecie, staje się również najchętniej oglądaną grą w Internecie.

    GenZ – Here we come, and we gonna take your toys.

    1. W zeszłym tygodniu wspominałem o tym, że krucho jest z naszą polityką prorodzinną, gdybyśmy próbowali ją mierzyć liczbą nowych urodzeń (która u nas spadła do poziomy 350k w roku 2020) to spodziewają się, że w Stanach Zjednoczonych będzie o 300 tysięcy urodzeń mniej w 2021. Nieoczywiste efekty koronawirusa.
    2. I jeszcze jedna ważna rzecz – większość z nas doświadcza tego, że zoomy (i wszelkiego rodzaju inne telekonferencje) męczą ponad miarę. Nic to, że siedzimy w domu, nie tracimy czasu na dojazdy, a jednak czujemy się cokolwiek jak zombie. Są po temu cztery powody:
    • Za dużo kontaktu wzrokowego (się okazuje, że nam nie służy)
    • Gapienie się nam siebie nam nie służy
    • brak ruchu nam nie służy
    • tele konferencje wymagają od nas większego zaangażowania
      Więcej w artykule podsumowującym wyniki badań Stanforda
    1. Nie wiem, czy ogarniasz bitcoina i blockchain. Czy rozumiesz czym są, czym się od siebie różnią, dlaczego to przyszłość finansów. Nie rozumiesz? Mam wrażenie, że mało kto rozumie (ale tak rozumie rozumie i potrafi wytłumaczyć). Ale aby podbić stawkę, spytam, co powiesz o… kolekcjonowaniu krytposztuki. Czego? Hmm… kolekcjonerskich dzieł cyfrowych, za które można płacić krypto walutą. Takie rzeczy oferuje między innymi SuperRare.co. Czuję się staro. Nawet bardzo. Ale może Ty coś z tego zrozumiesz.
    2. Nawiązując delikatnie do ilustracji dzisiejszego wydania, nieśmiało przypominam, że… „dzięcioł, dzięcioł, dzięcioł” jest do odsłuchania.

    A tu do zobaczenia

    1. A o czym była tygodniówka rok temu?
    • O tym jak sprzedawać nieruchomości
    • o wdzięczności
    • o newsletterach (to się chyba robi motyw przewodni)
    • o tym, że Charlize Theron nie umie śpiewać

    Nieustannie przypominam i będę wspominał o tym jeszcze mnie raz. Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

  • Lęk w rogu obfitości – Tygodniówka #9.21

    1. Ten wpis miał się nazywać „Cornucopia FOMO”, ale pomyślałem, że wszystkie spam filtry by raczej zwariowały, a Ty miałabyś / miałbyś wątpliwości czy ten mail w ogóle otwierać. Zostajemy przy „Lęk w rogu obfitości”.
    2. FOMO, to oczywiście akronim – fear of missing out, czyli lęk przed tym, że nas coś ominie. To jeden z tych powodów, dla których ciężko nam zrezygnować z serwisów społecznościowych albo informacyjnych. Boimy się (świadomie lub nie), że kiedy nie jesteśmy „na bieżąco”, to coś nas omija. Od tego, aby być na bieżąco i „online” mamy rzecz jasna pełne najciekawszych aplikacji smartfony i niemal darmowy Internet. Niemal zawsze, niemal wszędzie. Aby uniknąć nieprzyjemnego uczucia leżącego i podstaw FOMO zgadzamy się na bycie bombardowanym powiadomieniami (wciąż jeszcze nie nauczyliśmy się tego za dobrze kontrolować). One z kolei potrafią nam zrobić strzały dopaminy, abyśmy byli często na „małym” haju i tak to się kręci.
    3. Natalia Hatalska ostatnio postanowiła pójść niemal na czołowe zderzenie i przez miesiąc korzystała z „dumb phone”, ograniczonego do w zasadzie wyłącznie do funkcji rozmów i sms (choć czyniła od tego wyjątki). Jej wrażenia z tego miesiąca możesz przeczytać w tym wpisie
    4. Dziwnie się to czyta, kiedy samemu stosuję rozmaite sposoby „psucia” swojego telefonu, od szarego ekranu zaczynając, przez rezygnowanie z wielu aplikacji i niemal wszystkich powiadomień, na pożegnaniu z przeglądarką. No cóż.. nie najmądrzejszy ten mój smartfon.
    5. Kto mnie za, zapewne wie że często mówię o sobie per „leniwiec”. I tak też jest, takim siebie widzę. Przynajmniej do czasu, kiedy nie złapię się na tym, że w ciągu dnia, ale już po pracy, szukam czasu i sposobności na to, żeby pograć na ukulele, poszkicować, pouczyć się gry w szachy, zmierzyć trochę z wymyślonymi projektami, pokombinować z wordpressem, pouczyć się SEO, poczytać, napisać tygodniówkę, napisać trochę dziennika…

    Wszystko to staram się zmieścić w kilka godzin, które zostają mi „za dnia” to… zawsze mam wrażenie NieDośćDobrze.

    Nie dość dużo czytam, nie dość dużo szkicuję, nie dość dużo gram.

    Zawsze mi się wydawało, że to przede wszystkim efekt mojego braku organizacji czasu. Że pozwalam mu za bardzo przeciekać między palcami, że jestem zbyt rozkojarzony żeby robić te wszystkie rzeczy efektywnie. A co jeśli to nie tak?

    1. A co jeśli powodem jest to, że próbuję za dużo. I to nie tyle jest za dużo dla mnie, co po prostu za dużo. Teraz to pewnie przesadziłem. Natomiast… może jednak trzeba posłuchać przytaczanego już przeze mnie Buffeta i wybrać tylko kilka rzeczy, które chcę doskonalić, żeby to mogło przynieść efekty. Nie sądziłem, że kiedyś pomyślę, że taka selekcja mi będzie potrzebna.
    2. Stąd właśnie Cornucopia FOMO… Boję się cokolwiek odpuścić, żeby nie stracić… Bo też wszystko to co robię, sprawia mi pewną przyjemność (trudno mnie skłonić do robienia rzeczy, które nie są mi w smak).
    3. Na to wszystko trafiłem na taki cytat u Tima Ferrisa, którzy przypisuje trenerowi mistrzyni olimpijskiej:

    “Do as little as needed, not as much as possible.”

    Henk Kraaijenhof

    No.. sam nie wiem.. ale.. może skorzystam.

    1. Tylko że… nie zawsze umiem się powstrzymać od tego, aby biec po aparat, kiedy prosto z mojego okna mogę ustrzelić taką wiewiórkę..
    1. Pozostając w klimacie „rogu obfitości”, przyznam się, że w ramach przygotowań do newsletter.pl zakopałem się w takiej ilości newsletterów, że nie wiem jak się w nich podgarniać. Co gorsza, to też utrudnia przygotowywanie tygodniówki, bo dałem się przytłoczyć treścią. Zło. Muszę to sobie uporządkować. Co prawda, z tego też urodził się jeszcze jeden pomysł ale…

    Mniej, Wit.. na Boga, mniej. I po kolei.

    1. Znasz moje podejście do TikToka.. nie przepadamy za sobą. Ale… trafiłem na artykuł, który tłumaczy, że dzięki uproszczeniu wielu skomplikowanych funkcjonalności, Tiktok uwalnia kreatywność. Że to co dotychczas wymagało umiejętności, sprzętu i programu, teraz można załatwić bardzo prostym filtrem i uwolnić kreatywność. Na dowód swoich obserwacji, autor przytacza najciekawsze „trendy” i rozwiązania, które się na TikToku pojawiają, na ten przykład:

    I to jest ten moment, w którym sobie myślę, cholera… a może właśnie tak, może to jednak jest znakomity katalizator kreatywności, którego potrzebowała ludzkość…

    1. No i właśnie wtedy trafiam też na:

    i wtedy myślę sobie – nie, chyba jednak nie…?

    1. W czasie kiedy Generacja Z robi dziwne rzeczy do telefonu, grupa przedstawicieli trochę starszego posadziła na Marsie pojazd, którego jedną z części jest aparat, który robi takie zdjęcia:
    https://www.facebook.com/360creator/photos/751877672136721

    No że wow.

    1. NATOmiast (hłe, hłe) równie ciekawe jest zobaczyć, jak wyglądały nasze zdjęcia powierzchni Marsa sprzed prawie 60 lat:

    W ten sposób możemy właściwie zobaczyć postęp.

    1. W tym tygodniu Główny Urząd Statystyczny opublikował dane dotyczące stanu ludności w Polsce w 2020 roku. Tu znajdziesz cały ciekawy artykuł podsumowujący te wyniki ja natomiast zwrócę Twoją uwagę na: Urodzenia w ostatnich latach:

    2017: 400 tysięcy
    2018: 388 tysięcy
    2019: 375 tysięcy
    2020: 350 tysięcy,

    500 plus my ass.

    Dla równowagi, popatrzmy także na wyniki śmiertelności:
    2017: 402 tysiące
    2018: 413 tysięcy
    2019: 409 tysięcy
    2020: 476 tysięcy

    1. Zaczynając troszkę od końca. W roku 2020 było więcej o 67 tysięcy zmarłych, niż w 2019. To oznacza przyrost o ponad 16%. Brzmi naprawdę na to, że sobie z tą epidemią radzimy jak złoto.
    2. Równocześnie, jak informuje ministerstwo zdrowia, z powodu CoVID zmarło w sumie prawie 44 tysiące osób (stan na koniec lutego 2021). Czyli.. to prawie tak, jakby co 10 osoba, która zmarła w ciągu ostatnich 12 miesięcy zmarła na CoVID.
    3. To ja tylko tu zostawię, na deser. Ku pamięci

    Narciarskie mądrości prezydenta na wszelki wypadek przemilczę.

    1. Wracając do urodzeń – zła wiadomość jest taka, że jak z kolei informuje Dziennik gazeta prawna, styczeń 2021 przyniósł najmniej urodzeń spośród wszystkich „styczni” od dekady.
    1. Porozmawiajmy zatem o seksie. Ale tylko chwileczkę i tylko w wyjątkowo samczy sposób. Czy wiesz, dlaczego akurat punkt G? Gdyż G jest pierwszą literą nazwiska Gräfenberg, który prowadził badania m.in. nad kobiecą seksualnością ale… tak po prawdzie to nie on punkt G odkrył. Odkryła go Beverly Whipple ale nie chciała, aby punkt dostał imię(?) po niej. I takich rzeczy dowiaduje się człowiek oglądając niestosowne rzeczy na Youtube.
    2. To jeszcze słówko o YouTube, gdyż… okazuje się, że czasem od piosenki wykonywanej przez światowej sławy artystę, ciekawsze są komentarze pod filmem.
    1. O czym była tygodniówka rok temu?
    • O covidowej panice
    • o podcaście poświęconym Czernobylowi
    • o marketingu podkreślającym kobiecość
    • o książce dedykowanej strategii (dobrej i złej)
    • i o tym, że Murinho da się lubić
    1. Ponieważ powolutku nadchodzi czas składania deklaracji PIT (i chyba jednak nie da się tego zrobić na Macu;/) to…

    Jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .
    Dane do PIT’a:

    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”

    KRS: 0000186434

    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    W tym tygodniu Tygodniówka koszmarnie późno. I był taki moment, w którym już już już prawie złożyłem broń i pomyślałem – cholera, tym razem nic z tego nie będzie. Okazuje się jednak, że bardziej od napisania złej Tygodniówki przeraża mnie myśl, że jej nie napiszę i przerwę już całkiem spory łańcuszek. Więc… trochę bardzo przerażony stawiam ostatnią kropkę. A ponieważ jest późno, to o szachach napiszę za tydzień. W końcu.

  • „It’s a kind of magic” – Tygodniówka #8.21

    1. Dziś zacznę od cytatu, a raczej od prawa, ponieważ trzecie prawo Artura C. Clarke’a brzmi:

    Any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic.

    Artur C. Clarke

    I choć może się wydawać, że to wstęp do rozmów o technologii, to będzie jednak trochę o magii i o tym, że wynika ona z niezrozumienia. Dość często niezrozumienia matematyki.

    1. Zagadka, co by się stało, gdybyśmy wzięli nową talię kart, podzielili ją na dwie połowy (nazwijmy je stosami A i B), a potem przetasowali w taki sposób, że po każdej karcie ze stosu A jest jedna karta ze stosu B.

    Właśnie doświadczam tego, że opisywanie tasowania kart słowami jest cokolwiek karkołomne.

    Ale gdybyśmy tak karty przetasowali, to co byśmy mieli? W zasadzie to nic, poza tym, że mielibyśmy przemieszane naprzemian karty. Ale gdybyśmy zrobili to uważnie i zrobili to ponownie… a potem jeszcze 6 razy, to wrócilibyśmy do pierwotnego układu kart.

    Tylko z tą uważnością, jest mały haczyk.

    1. Otóż, ma znaczenie, czy za każdym razem kiedy tasujemy karty, to wierzchnia karta pozostaje na wierzchu po przetasowaniu, czy staje się drugą kartą. Przy pierwszym scenariuszu – potrzebujemy 8 przetasowań aby wrócić „na start”. Przy drugim – 52 przetasowania. A jak zaczniemy mieszać to… jeszcze nie wiem co się stanie. Choć mam wrażenie, że musi na to istnieć jakiś wzór.
    2. Tym bardziej, że dysponując odpowiednią kombinacją obu scenariuszy – opartą o system dwójkowy – możemy ułożyć wierzchnią kartę na dowolnym miejscu w talii. Taka sztuczka. Brzmi skomplikowanie, ale tak działa.

    Tak nam robi matematyka, której do końca nie kumamy, ale odpowiednio zastosowana może nam robić znak zapytania w oczach.

    1. Opisany wyżej sposób tasowania nazywa się „Faro shuffle”, pochodzi od gry w faro właśnie i wygląda tak:
    1. W każdym razie całą masę iluzji moglibyśmy lepiej zrozumieć, gdybyśmy znali podstawę matematyczną. Kombinacja zręczności, pamięci i pewnych zasad pozwala doskonale manipulować kartami i naszą percepcją. Nie chodzi o to, że to jest niemożliwe, czasem jest jedynie niewyobrażalne.
    2. Z tą naszą wiedzą i magią też jest tak, że bardzo często to, czego nie rozumiemy, tłumaczymy właśnie magią, przyrodą, zjawiskami nadprzyrodzonymi, Bogiem. W tym miejscu niestety nie mogę sobie przypomnieć gdzie to przeczytałem (bo to przecież nie jest moja myśl), przypuszczam że to mogło być w Sapiens Harariego, że wszędzie tam gdzie nie umieliśmy zrozumieć tego, co się wydarzało, widzieliśmy Boga (lub bogów). Im więcej wiemy, tym mniej przestrzeni w której moglibyśmy się doszukiwać dowodów na istnienie znajdujemy. Pozostaje nam wiara.
    3. Może to nie był Harari, tylko Gervais:
    https://www.youtube.com/watch?v=MBfeEIVH3n0
    1. Z rzeczy, których nie rozumiem… Czy raczej trochę nie bardzo umiem ją sobie ogarnąć moim małym rozumkiem, ale z racji zawodowych zderzyłem się z tym w zeszłym tygodniu i wciąż jeszcze nie umiem się otrząsnąć.
    https://www.facebook.com/psychoija/posts/1149115158880487

    Te liczby robią na mnie niesamowite wrażenie. I jasne, może to nie jest najbardziej rzetelnie przeprowadzone badanie, ale 39%.. 2 na 5 kobiet mierzyły się z sytuacją, w której nie stać je było na zakup środków higienicznych, które są im zwyczajnie potrzebne. 81%, czyli 4 na 5 kobiet doświadczyło sytuacji w której środków potrzebowało, a ich nie miało skąd zdobyć.

    Mam takie wrażenie, że gdyby to dotyczyło facetów sprawa byłaby dawno rozwiązana. Kobiece problemy kwitujemy „radź sobie z tym”, bo my teraz wysyłamy pojazd na Marsa.

    1. Świat się troszkę zmienia. Szkocja i Nowa Zelandia wyznaczają w tej sprawie nowe kierunki i wprowadzają darmowe środki higieniczne ale… robi mi to w głowie szum.

    Powszechność problemu, intymność i pewnego rodzaju „podstawowość” problemy, który trwa, choć można by go było relatywnie łatwo rozwiązać.

    1. Jest dość niezwykłe, jak czasami mała rzecz potrafi zmienić radykalnie sytuację. Jak czasem prosty zabieg sprawia, że zachowujemy się inaczej… ciut bardziej efektywnie. Jak można zoptymalizować czas wsiadania do metra? Tak:
    1. Ten typ działań nazywa się „Nudge” i w wielkiej Brytanii jest był nawet urząd, który się tym zajmował, tylko że się [trochę uniezależnił])https://www.bi.team). W teorii brzmi to pięknie – znajdować drobne rozwiązania, które dają duże efekty, niestety w rzeczywistości, nie wszystko złoto co się świeci.
    2. W tym tygodniu w szkole rysowania padło na uczenie się twarzy. A takie są tego efekty:
    I nie, szyderco, to nie jest mój autoportret.
    1. Trafiłem też przypadkiem na taki kawałek muzyczny i od kilku dni bardzo mocno mi on towarzyszy (dla mnie to doskonałe tło do działania w ramach metody Pomodoro):

    Nie wiem po co temu panu tyle strun w gitarze, ani nie mam pojęcia jak on to robi, ale muzycznie mi to bardzo odpowiada.

    1. We wrześniu pisałem że czasem warto dodać sobie jakiś znaczek przed imieniem na LinkedIn aby w ten sposób wyłapać czy ktoś do Was pisze z automatu. Przez długi czas wydawało mi się to zupełnie nieistotne, ale w tym tygodniu dostałem zaproszenie, które brzmiało bardzo fajnie, gdyby nie jedna mała rzecz:
    1. LinkedIn rady daje wszelakie. Na przykład podpowiada, jak efektywniej składać ubrania:
    1. A o czym tygodniówka była rok temu?
    • o Notatkach i Notion
    • Troszkę o Amazonie i strategii
    • O tym, czego oczekuje od swoich pracowników Tesla
    • O jednym procencie
    • O składaniu zeznań podatkowych na Macu (swoją drogą, sprawdziłem, w tym roku opisana metoda – delikatnie zmodyfikowana – nadal działa)
    • i o rekomendacji, którą otrzymałem, a którą cały czas traktuję jak powód do dumy.
    1. Tak jak w zeszłym roku zachęcam Cię do skorzystania z przysługującego Ci prawa i kiedy będziesz rozliczał swój podatek, pamiętaj aby przekazać swój 1% na Organizację Porządku Publicznego.
      Jeśli nie masz osoby / organizacji, której swój 1% przekazujesz, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

    Dane do PIT’a:
    Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
    KRS: 0000186434
    Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

    1. Tym razem tygodniówka jest krótsza. Gdyż przez pół tygodnia próbowałem się uczyć tasować karty…