13 - tyle minut czytania
  1. Są takie wydarzenia, które zapamiętujemy niemal jak Stopklatkę i nawet po wielu latach jesteśmy w stanie odtworzyć (albo przynajmniej tak nam się wydaje) dość dużo szczegółów (a może raczej więcej szczegółów niż w przypadku innych wspomnień). Czasem pamiętamy jaki to był dzień tygodnia, czasem jesteśmy wstanie przywołać jakieś detale, których inne momenty w naszej pamięci są pozbawione.
  2. Takim momentem był atak na wieże WTC z 11 września (byłem w malutkiej wiosce Biała w puszczy Noteckiej, a te wydarzenia śledziliśmy na telewizorze zdaje się marki Rubin). Również dość dobrze pamiętam gdzie dowiedziałem się śmierci Papieża Jana Pawła II (pamiętam że to było kino, choć za nic sobie nie przypomnę na czym byłem… pamiętam natomiast, że byłem mocno zdziwiony, że informacje tę podała nam obsługa zaraz po seansie, a równocześnie samego seansu nie przerwano).
  3. Nie, to nie są moje jedyne wspomnienia. Ale chciałem odnieść się do tych, bo zapewne jest duże prawdopodobieństwo że Ty także dobrze wiesz, gdzie dowiedziałaś / dowiedziałeś się o tych właśnie sytuacjach. Dokładnie tak jak zapewne pamiętasz co robiłaś / robiłeś rankiem 10 kwietnia 2010 roku.
  4. Już wtedy nie miałem złudzeń, że to może być moment łączący dla polskiej polityki, polskiego społeczeństwa, choć równocześnie spodziewałem się tego, że to będzie moment mocno naszą historię definiujący. Fascynujące jest natomiast to, jak bardzo nasz świat podzielił, choć nie dzieliły nas fakty, a raczej tych faktów interpretacje. Interpretacje właśnie, bo fakty mają to do siebie, tu pozwolę sobie na cytat z Mistrza i Małgorzaty

Fakty, to najbardziej uparta rzecz pod słońcem.

Mistrz i Małgorzata, Michaił Bułhakow
  1. Niestety – naszą rzeczywistością, nasze poglądy definiują interpretacje, opowieści. Fascynujące jest to, że można przez 11 lat opowiadać „że już niedługo obnażymy wszystkie nieprawidłowości, wskażemy, skażemy i ukarzemy (język polski mnie czasem absolutnie zachwyca) zdrajców którzy podnieśli rękę na życie naszych bohaterów”. I co? I nic. A przypomnę tylko, że w zasadzie nikt już nie może stać na drodze do rozwiązania tej sprawy, bo od 5 lat pełnię władzy w naszym kraju pełni jedynie słuszna partia Prawa i Sprawiedliwości (w której mam wrażenie, ani prawa ani sprawiedliwości nie uświadczymy). Czyżby jedynym powodem dla którego nie udaje się potwierdzić żadnej z wersji „zamachowych” jest to, że tego zamachu po prostu nie było?
  2. Wszystkim gorąco polecam anatomię katastrofy Smoleńskiej która niestety krok po kroku obnaża przyczyny koszmarnego wypadku w Smoleńsku, pokazując równocześnie, że był to efekt w zasadzie systemowych zaniechań i polskiego przekonania że „mamy na to patent”. Nie ma tam krzty polityki. Są tylko zestawione ze sobą informacje prezentujące co prowadziło krok po kroku do tragedii.
  3. Na kanale braci Sekielskich można zobaczyć też interpretację polityczną wydarzeń i niektóre fragmenty są zwyczajnie nieprawdopodobne, a równocześnie mnóstwo ludzi w to nadal wierzy. Jest to dla mnie niepojęte.
  1. Inna rzecz, to naprawdę dobra wieść dla wszelkiej maści marketerów i szarlatanów bez skrupułów. Skoro masy ludzi kupują bezczelny bełkot i teorie Macierewicza, to czemu ktoś niemiałby kupić ich bełkotu i ich produktu. Może to rzeczywiście tylko i wyłącznie kwestia przyzwoitości…
  2. Znów jestem na etapie czytania kilku książek rownocześnie (to się nie może dobrze skończyć, a na pewno nie skończy się szybko). Próbuję dowiedzieć się tego, jak pracować z moim psem, i czytam już o tym kolejną książkę… Mój główny problem polega chyba na braku cierpliwości i zaufania. Zaufania, że to co robię i to jak to robię, da efekt jakiego oczekuję. Bo ja bym chciał żeby to było już, bo boję się, czy aby błędy które popełniam, a popełniam je na bank, nie zniweczą wszystkich starań psa, aby mnie zrozumieć. Innymi słowy, brakuje mi pewności, że to co i jak robię, da efekt jakiego oczekuję. Ale muszę to robić, bo bez tego pies mi się rozbisurmani… Więc czytam kolejną książkę.
  3. Czytam też i próbuję zrozumieć dlaczego Mistrz i Małgorzata to arcydzieło. I nie chodzi o to, że – tu cytując lub parafrazując Gombrowicza – jak mam mówić, że zachwyca, kiedy nie zachwyca, ile że.. nie zachwyca tak, jakbym chciał by zachwycało (Wit i jego nieprzystające do rzeczywistości oczekiwania – o tym będzie jeszcze słówko). Równocześnie czytam, czekając cierpliwie na przysłowiowe pier… na przysłowiowe (tu poloniści rwą włosy z głów bo takich przysłów nie ma) Wow.
  4. Choć jedno małe „wow” było, ale akurat w tym fragmencie, który rzekomo – zdaniem krytyków – Mistrzowi Bułhakowi nie wyszło, czyli obrazoburczy wątek Piłata, Jeszui i Mateusza Lewity, a mianowicie spostrzeżenie – a co jeśli wszystko, co jest podstawą naszej wiary i naszego kościoła jest oparte o zapiski, które wcale nie musiały być tak dosłowne, jak byśmy tego oczekiwali…
  5. Taki mały przerywnik, wypatrzone na linkedin:
  1. Wreszcie czytam też historię Władimira Putina i jego wpływ na współczesną Rosję i prawdę powiedziawszy jest to lektura cokolwiek przerażająca. Ilość niezwykłych i brutalnych wydarzeń, w które wpleciony jest (a może sam go wplatał) życiorys Putina i przeraża i poraża. A jeszcze nawet 1/3 książki nie przeczytałem.
  2. Czas na przerywnik, bo się zrobiło nie tak, jakbym chciał. Popatrz, tu facet pcha balona. Ito jak
  1. Zawsze mi się wydawało że perfekcjonizm jest domeną ludzi doskonałych. Doskonałych w rozumieniu pracowitych i zdolnych. Że tacy ludzie uwielbiają pieczołowicie doskonalić szczególiki aby powstawało coś idealnego. No bo co się stanie, kiedy na (niezdiagnozowany) perfekcjonizm zachoruje człowiek nie dość zdolny i nie dość pracowity.. Taki Wit powiedzmy. Powstanie (głównie w Wicie, bo z perspektywy świata to bez znaczenia) przede wszystkim permanentne niezadowolenie z osiąganej niedoskonałości.
  2. Jest taki słynny (bo wykorzystany w reklamie) cytat z Jordana
  3. I’ve missed more than 9000 shots in my career. I’ve lost almost 300 games. 26 times, I’ve been trusted to take the game winning shot and missed. I’ve failed over and over and over again in my life. And that is why I succeed.Michael Jordan

    I myślę sobie… Wiesz Michael, z całym szacunkiem, nobody cares, czego nie trafiłeś. Nikogo nie interesuje cmentarzysko Twoich porażek. Tzn tak, spoko, fajnie, że jesteś (trochę) człowiekiem, ale istotą jest to co „dowozisz”, a nie to, czego nie dowiozłeś.

    Wit, kumasz? Zmień perspektywę. Nie chodzi o wszystko to, co Ci się nie udało i czego nie zrobiłeś, ale wszystko to, co ostatecznie udało się zrealizować i zamknąć.

  4. Mówi się, że dzieci to najtrudniejszy widz dla iluzjonisty, bo iluzja sprowadza się do oszukiwania naszych przekonań i przeświadczeń, a jakim klientem jest dziecko dla barmana?
  1. Niedaleko pada… no właśnie. Kto pada niedaleko od barmana? Są takie filmy, które z jednej strony bardzo chcę zobaczyć, a z drugiej strony, bardzo się ich boję. Uwielbiam na przykład Leaving Las Vegas, ale za każdym razem wpadam w mocną fazę po tym filmie. Jak już na pewno wspominałem, nie odważyłem się nigdy obejrzeń „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, chociaż absolutnie oczarował mnie zwiastun, ale kiedy kupiłem sobie wersję rozszerzoną na DVD (dla bardzo młodszych czytelników to takie małe srebrne naleśniki które się kiedyś wkładało do komputera, dla bardzo starszych czytelników, to takie srebrne winyle) i puściłem sobie materiały dodatkowe, to poskładało mnie tak, że nie miałem śmiałości puścić filmu właściwego. Coś czuję że zjechałbym pod fotel, prawie jak na Pręgach.
  2. No i coś mi się zdaje, że przede mną kolejny film który będzie kusił by po niego sięgnąć…
  1. Tak mi się przypomniało… Mads Mikkelsen.. ależ by z Ciebie był dobry wiedźmin.
  1. Wracając do procentów, bardzo dobry (choć już nie pierwszej młodości) monolog Craiga Fergusona o alkoholu (przy okazji spostrzeżenie, jak trudno jest publiczności która przyszła się bawić i śmiać zrozumieć, że „teraz będziemy rozmawiać poważnie”):

I od razu podrzucę znakomity TEDx Waldemara Kasty o tym, co wiemy o nałogach.

  1. Od czasu do czasu przychodzi mi do głowy myśl – a może powinienem zmienić aparat, którym robię zdjęcia? Bo… tak, lubię je robić, ale on sobie waży.. zwłaszcza jak dołożę do niego szkiełko, a zwłaszcza teleobiektyw… To trochę komplikuje. Ale wtedy okazuje się, że zawsze najlepszym aparatem jest ten, który mamy pod ręką. A te, które mamy pod ręką, pozwalają robić takie zdjęcia.

No ale wiewiórki czy dzięcioła to komórką nie ustrzelę. Ani nie dorzucę.

  1. Także… coś mi się zdaje, że może jednak zamiast kupować nowy aparat, powinienem kupić wypasiony telefon z aparatem… kurczę… Ale jeśli ktoś by miał nadmiar gotówki, zaufanie do dziwnych inwestycji i wielki apetyt na iście kosmiczne wakacje, to już teraz, za bagatelka 5 milionów dolarów może sobie wykupić miejscówkę w kosmicznym hotelu za 6 lat.

Noo… nie powiem. Robi wrażenie. I coś mi chyba przypomina. Nie, nie tylko koło (w szczególności zębate).

  1. Trafiła mi się na FB taka oto historia…

I mam z niej oto takie dwie lekcje:

po pierwsze, czytajcie regulaminy, nigdy nie wiesz na czym się potkniesz

po drugie – nawet najlepszy regulamin nie poradzi na polską pomysłowość

  1. Coś drgnęło w temacie newsletter.pl; Przy czym zaznaczę – nieśmiało drgnęło. Popełniłem pierwsze opisy (Bullets.news i Chartr), troszeczkę też o samych newsletterach piszę (o tym że je lubię i o tym jakie newslettery można spotkać w swojej skrzynce). Wiem, wiem… malutko. Wiem, wiem, wersja robocza. Ale.. myślę sobie.. krok po kroczku może z tego lepianka wyjdzie.
  2. Równocześnie… spieszcie się czytać newslettery, niektóre niestety „się kończą”. I to smutne tym bardziej, kiedy kończą się te wartościowe, te, na które się czeka. Żeby było paskudniej, okazało się, że Michał, autor Bullet.News (tak, tego właśnie newslettera który opisałem), rzucił ręcznikiem. Cholernie szkoda… na całe szczęście, na Bullet.news jest ponad 600 ciekawie podsumowanych badań naukowych. Kurczę, będzie mi tego źródła brakowało.
  3. A miałem też wspomnieć o jednym z badań, które zostały tam właśnie przytoczone, o tym, że powinniśmy kończyć konwersację szybciej, niż nam się wydaje. Nie umiemy tego robić, nie umiemy odczytać dobrze potrzeb naszych rozmówców i naprawdę rzadko udaje nam się to zrobić we właściwym czasie. To co, będę powoli kończył?
  4. Tylko pamiętaj, już jutro poniedziałek i niektórym będzie pod górkę. Bądźmy życzliwi i lubmy ludziom dobrze. Jeśli nie przytuleniem, to chociaż kawą…
  1. Jeszcze tylko słówko o królewskiej grze. Wspominałem, że oglądam szachy. Wspominałem, że próbuję rozwiązywać szachowe zagadki i grać w szachy z komputerem. Nie wydawało mi się możliwe, że mógłbym zacząć grać w szachy w sieci, a… jednak. Ćwiczę się na razie w grach typu Rapid (10 minut dla gracza) i… coś tam sobie wygrywam. Rozegrałem 35 partii rankingowych i połowę (-1 remis) z nich wygrałem. O mamo jak to wciąga. Dość powiedzieć, że te 35 partii rozegrałem od.. wczoraj. I mam ochotę na kolejne.. może tak jedną partyjkę jeszcze przed snem… Gdybyś tylko miała/miał ochotę, to jestem dostępny na lichess.org pod nickiem (zaskakującym) WitN. To co, zagramy?
  2. Ponieważ to ostatni miesiąc kiedy składamy nasze roczne zeznania podatkowe, niezmiennie przypominam: jeśli jeszcze nie wiesz komu przekazać swój 1% podatku, przekaż go proszę na pomoc Iwonie Englert-Woźniak .

Dane do PIT’a:
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Słoneczko”
KRS: 0000186434
Cel szczegółowy: 23/E Iwona Englert-Woźniak

Cholera… nie wiem jak to możliwe, że kiedyś wysyłałem tygodniówki w piątek. Jak do tego wrócić.. no jak?

Podyskutujmy

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back to Top
Co Cię skłoni do otworzenia maila w niedzielę po 20?

Nową Tygodniówkę wysyłam raz w tygodniu - między piątkiem, a niedzielą. Ponad połowa zapisanych na nią czytelników, otwiera ją w ciągu pierwszych 12h od wysłania. Dołącz do nich

zostaw maila i otrzymuj nowe wydanie Tygodniówki prosto do swojej skrzynki.

Dlaczego proszę Cię o email? Poznaj moje argumenty »