5 - tyle minut czytania

Pisałem o tym, że czas jest walutą, która zyskuje na wartości. Im szybciej żyjemy, im więcej jest podmiotów, które chciałyby na nas zarobić, tym cenniejszy nasz czas się staje. Na moje oko powinniśmy nauczyć się nim obracać dokładnie tak samo, jak to robimy ze złotówkami czy dolarami… no dobra, to może nie jest najlepsze porównanie, biorąc pod uwagę naszą świadomość zarządzania pieniędzmi. W każdym razie, zachęcam, aby się nad tym zastanowić.

Myślałem, żeby temu tematowi były poświęcone dwie notki – o tym kto nam czas kradnie i o tym, żebyśmy unikali tego, aby się na drobne rozmieniać. Tylko że choć widzę granicę między tymi dwoma wątkami, to jest ona płynna. Kiedy próbuję wyjąć jeden z nich, coś mi kuleje i ciężko mi te elementy pozbierać w sensowną całość. Z drugiej strony, próba spisania tego „na raz” jest za długa. Więc zostaje mi rozbicie tego na części.


Tego wpisu możesz posłuchać, bo autor bawi się w radio;-)

Kilka słów o kradzieży czasu

Stajemy się niewolnikami powiadomień. Wszędzie dookoła atakują nas bodźce, mające skraść naszą uwagę. Chwycić naszą myśl, złapać nas na trybie odbioru. To może być żółty pasek informacyjny na ekranie stacji telewizyjnej, to może być czerwony telefon w radiowej stacji, bardzo ważna informacja emitowana na telewizorku w tramwaju, kolejna kopertka migająca na pasku komputera, albo najbardziej wciągające na świecie powiadomienia na ekranach naszych telefonów czy bardzo sprytnych zegarków. 

Każda aplikacja,  którą instalujemy, chce, pyta, prosi, domaga się dwóch rzeczy.

Pierwsza – Weź mnie oceń wysoko, niech się wyróżnię nad innymi aplikacjami;

Druga – pozwól mi wysyłać do Ciebie powiadomienia, bo ja mam Ci tyle do opowiedzenia;

W efekcie nasze ulubione urządzenie co i rusz bzyczy, przypomina, wybudza, kusi, zaprasza… zwykle nie mając nic do powiedzenia.

Nawyk i uzależnienie

Co więcej, jesteśmy jak pies Pawłowa – sięgamy po, dajmy na to telefon, nawet wtedy gdy nie bzyczy. Jak to nie bzyczy.. od trzech minut nie bzyczy? Zepsuł się? Nie ma sieci? NIe ma zasięgu? Nic się nie dzieje? To może jednak zrobię przegląd czy ktoś, gdzieś, czegoś ciekawego nie napisał. Nie napisał? Ojej.. szkoda… smuteczek.. to ja lepiej sprawdzę za trzy minuty. 

I tak non stop. Tracimy czas… oddajemy go za nic. Za chwilę bezwartościowego uśmiechu albo innego grymasu, pustego, nieistotnego zupełnie. Nic nie wnoszącego, nic nam nie dającego. My nawet nie potrafimy dobrze zapamiętać tego, co na tym cholernym powiadomieniu / fejsie / pasku widzieliśmy przed kwadransem, o tym co tam było dzień czy trzy dni temu nie wspominając. Ma to na nasze życie mniejszy wpływ niż przedwczorajszy deszcz. A jednak… ślinimy się do każdego powiadomienia.

Słówko o wielozadaniowości i podzielności uwagi

Podzielność uwagi nie istnieje. Jest przerzutność, czyli dzielenie swojej uwagi na małe fragmenciki i poświęcanie je na kolejne czynności w jakimś określonym cyklu. Tak to robią procesory komputerowe – wszystkie zgłaszane zadania dzielą na mikrozgłoszenia (proste operacje dodawania, mnożenia). Szybko wykonać, rzucić się na następne zgłoszenie. I tak z wysoką częstotliwością, aż do upadłego. Procesory nie mają problemu z szybkim „wejściem” w temat i błyskawicznym wskoczeniem w kolejny temat. My, człekoształtni, tak nie działamy. Do każdego zadania bierzemy rozbieg i potrzebujemy chwili żeby się zorientować… „ale o co chodziło”.

Mam z tym problem. Łapię się na tym, że nazbyt często szukam tego, co miałem zrobić, więc skaczę między okienkami, zakładkami, tematami. Szukam tego co powinienem zrobić, żeby móc pójść dalej, po czym jak już już już prawie to mam, to coś znowu moją uwagę wytrąca. 

Swoją drogą, raz jeszcze przypomnę za co lubię Kindle’a – za to, że jest urządzeniem nie rozpraszającym… Rok temu o rozproszeniu uwagi pisałem nawet lepiej – Gdyby tylko istniał Kindle dla piszących

Jak się bronić przed kradzieżą czasu?

To nie są gotowe rozwiązania. To nie są sprawdzone przeze mnie rozwiązania. Część z nich wdrażam, do wdrożenia pozostałych się szykuję… zbieram się na odwagę. Ale… coraz śmielej o nich myślę.

  • wyłączyć wszystkie powiadomienia w cholerę. Świat się nie zawali, a nam będzie ciut łatwiej żyć. Nie nie, nie od razu, najpierw potrzebny będzie detoks. Ale tak jak nauczyliśmy się, że nie trzeba odbierać wszystkich telefonów i dzwonek komórki juz nas na baczność nie stawia… Tego też się nauczymy. Maila nie trzeba sprawdzać w każdej minucie. On się nie przeterminuje na skrzynce. A jak się przeterminuje w ciągu kwadransa, to… nie było warto poświęcać mu czasu. Tu dobrze przytoczyć podpowiedź Davida Ogilvyego – chcesz żeby ktoś coś dla Ciebie zrobił? Nie pisz do niego, pójdź i powiedz mu to w twarz. Będzie mu trudniej odmówić;)
  • zmuszać się do okresów bez sprawdzania co tam nowego na świecie (bliższym i dalszym). Świadomie nie pozwalamy się wytrącać. Ograniczenie niepotrzebnego sprawdzania telefonu. Odwyk.

Oba powyższe rozwiązania są dla mnie trudne. Oba dopiero wdrażam. Oba wymagają ode mnie wysiłku. Wiem, że będzie bolało ale… coraz bardziej chcę tego spróbować. Żeby móc szybciej zrobić to co mam do zrobienia, bez tracenia uwagi na rzeczy nieistotne. To potrwa, ale chyba warto.

Także… teraz opublikuję ten tekst i żebyście o nim przeczytali, dostaniecie powiadomienie… 

Koniec części pierwszej, raczej nie ostatniej.