Historia jest absurdalnie krótka i dowodzi, że choć jestem centusiem z Krakowa, bywam też wydatkowo nierozsądny i impulsywny. Wszystko zaczęło się od linku podrzuconego przez Pawła. Nie było nawet jednego komentarza, było jedynie wrzucone – https://patronite.pl/maltreting; Od kliknięcia (bo zwykle wierzę Pawłowi i klikam w to co podeśle) do decyzji „wspieram” minęło niewiele czasu. Impuls, dobrze pomyślana nawigacja i już jestem chudszy o kilkanaście złotych. Sorry Maltreting, ale jeszcze nie zdecyduję się na najwyższy pakiet. Ale może jeszcze kiedyś, kto wie…

Nie chodzi więc o to jak to zrobiłem, ale dlaczego. Dlaczego z własnej nieprzymuszonej woli zdecydowałem się płacić za coś, co mogę mieć w zasadzie za darmo. Bo w Internecie wszystko jest za darmo 😉 Moją motywacją nie było także to, co autor obiecuje w swoim profilu… Nie to, że to nie są fajne rzeczy, ale… no nie dla mnie. Więc dlaczego? Czytaj dalej

Przychodzi taki moment, że żółw łapie zadyszkę. Nawet jeśli się specjalnie nigdzie nie spieszył, po prostu zabrakło tchu. Miało być łatwiej, miały zostać wyrobione nawyki, wzmocnione pozytywnym sygnałami, miała być wiosna i dłuższe dnie i wszystko to miało czemuś służyć. Przyszedł moment nieuwagi, trochę zmęczenia, odrobina nieregularności i… zawias. 

Moje przypuszczenie jest takie, że trochę się zachłysnąłem. Tym że mogę dorzucać sobie kolejne pomysły. Że dźwignę je sam. Że na wszystkie znajdę czas i na pewno nie braknie mi sił. Że siłą rozpędu zakrzyczę wątpliwości. Że rzeczywistość nie postawi weta i nie zacznie się domagać swojej działki. Brzmi tak, jakby mi zabrakło pokory. Czytaj dalej

Zacznę od prehistorii. Kilka lat temu miałem ogromną przyjemność prowadzić szkolenia przygotowujące liderów i rachmistrzów do Narodowego Spisu Powszechnego w zakresie obsługi telefonu i aplikacji mobilnej, która ten spis wspierała. Sama praca była nader ciekawa, możliwość sprawdzenia się w nowej roli, duża intensywność i przy okazji niezwykłe doświadczenie „występowania” przed ludźmi. Przeprowadziłem pewnie koło 40 szkoleń, w tym 30 samodzielnie a 10 w duecie. Do dziś pamiętam, jak ważna była herbatka i coś na gardło w każdej przerwie.

Każde szkolenie kończyłem klasycznym:

„Szanowni Państwo, za chwilę rozdam karteczki, które pozwolą Państwu ocenić tak samo szkolenie, jak i prowadzącego. Gorąco zachęcam do przekazania mi uwag, zwłaszcza krytycznych, gdyż jest to jedyny sposób, aby ułatwić życie następnych uczestników”.

Brzmi jak frazes, ale dla mnie to było ważne. Oczywiście, super się czyta, że wszystkie szkolenia powinny być takie jak to, które przeprowadziłem, ale to z czego mogłem czerpać najwięcej, była rzeczowa krytyka. Wskazanie błędu. Nie pastwienie się, ale zwrócenie uwagi – tu i tu był taki a taki błąd. Pamiętam „powinien Pan być bardziej asertywny” i „mówimy ‚tę’ a nie ‚tą’.” Z asertywnością chyba nie mam problemu, co się zaś tyczy kwestii „tę” i „tą” o ile pamiętam, obie formy są dopuszczalne w mowie, acz „tę” jest bardziej poprawna. Czytaj dalej

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Pierwszy dzień w nowej pracy. Pierwsza wizyta na drugim piętrze w korporacyjnym biurze i pierwsze w życiu zderzenie z open space, na którym siedziało ponad 150 osób. Pamiętam też towarzysząca mi gwałtowną potrzebę ucieczki. Na przekór zostałem 😉 I tak trwam.

Właśnie rozpoczyna się siódmy rok mojej pracy w Tesco, a to nadal nie jest szkic na mój pożegnalny mail. Wczoraj usłyszałem – pilnuj się, bo jak się zapomnisz, to następnym razem ockniesz się przy dwucyfrówce.
Czytaj dalej

Bardzo dobre pytanie. Lubię takie. Trochę w moim stylu. Nawet bardzo w moim stylu, skoro sam je nie raz zadałem. Nawet publicznie. O tu je zadałem. Oczywiście, że na fejsbuku… Tym bardziej że do Fejsa stosunek mam nieco… chłodny. Ooo tu – Fejsbuku cześć i dzięki za ryby, Fejsbuka kiepski pomysł czy Kto nam psuje social media.

A mimo to, od miesiąca Niecodzienny jest na fejsie i choć spektakularnych wyników brak, to powodem tego braku jest chyba przede wszystkim moje nieogarnięcie tematu i brak pomysłu na komunikację tam. I pewne wątpliwości, czy ja naprawdę i aby na pewno chcę tam z Niecodziennym być. I jak to jest, że na fejsbuku niecodzienny jest, skoro moje podejście do tematu w zasadzie się nie zmieniło… Czytaj dalej

Z zupełnie innej bajki
Niecodzienne bajki

 
 
00:00 / 25:19
 
1X
 

Jedno z najpiękniejszych i najprzyjemniejszych uczuć jakie towarzyszą blogowaniu jest to, że na niecodziennym o wszystkim decyduję ja. I jeśli przychodzi mi do głowy zrobienie czegoś z zupełnie innego świata i uznaję to za dobry pomysł, to najzwyczajniej w świecie to robię. I tak właśnie jest dziś.

Część z Was wie, że bawię się w podcast. Ale prawie nikt z Was nie wie, że czasem zabieram ze sobą mój zestaw małego podcastowicza kiedy idę czytać bajkę na dobranoc, a już na pewno prawie nikt nie wie, co tam wtedy czytam. Ani jak… Zdaje się, że parę razy skrzywdziłem Kłapouchego. Czas na mały, bajkowy coming out. Posłuchajcie… Czytaj dalej

Zastanawialiście się kiedyś, czym jest miłość? Nawet więcej, zastanawialiście się, kto nas uczy tego, czym jest miłość? Co pomaga nam definiować to uczucie, co wchodzi w jego skład? Na wszelki wypadek dorzucamy sobie jeszcze takie określenia jak „wielka miłość”, „prawdziwa miłość”.

I doprecyzuję, że chodzi mi tu o miłość między dwojgiem początkowo obcych sobie ludzi. Nie chodzi mi o miłość braterską, która jest chyba pewną wersją przyjaźni. Nie chodzi mi także o miłość macierzyńską/tacierzyńską, bo ta jest raczej… Gatunkowo ewolucyjna i bliska chęci przetrwania. Chodzi mi o tę miłość, którą chłopak (dziewczyna) chce wyznać dziewczynie (lub chłopakowi) ze swoich marzeń i snów. Czytaj dalej

Dziś będzie wpis o mediach, komunikacji i polityce. No tak jakoś wyszło. Przyczynkiem do wpisu jest sytuacja, jaka miała miejsce w zeszłym tygodniu, kiedy ktoś opiekujący się profilem społecznościowym Ministerstwa Kultury i dziedzictwa narodowego postanowił życzyć maturzystom powodzenia, ale niestety język giętki oddawszy to, co pomyślała głowa, wywinął mu jeszcze orzełka i życzenia złożył maturzystą. W tym miejscu przepraszam wszystkich językowych purystów, no ale wiecie – klawiatura nie takie rzeczy potrafiła przyjąć. Tu wpisujący się zreflektował i dość szybko błąd iście bolesny* poprawił, ale Internet nie wybacza, nie zapomina, a na to wszystko Facebook pozwala podglądnąć historię zmian w poście.  

No stało się. O czym ja chcę pisać? Otóż nie o błędzie, ale o reakcji na niego. Chwilę po tym, jak ktoś edycję postu zauważył, ludzie obecnej władzy nieprzychylni postanowili potknięcie wykorzystać, rozpowszechnić i napiętnować. Heheszki w służbie poważnej, brutalnej politycznej naparzance. Ktoś chyba nawet został oddelegowany do innych zajęć za ten, jak widzicie, śmiertelny w swych konsekwencjach błąd. Czytaj dalej

Majówka mnie rozregulowała. Zamiast dać oddech i pozwolić znaleźć czas na wszystko, wszystko było w pogoni. W efekcie zamiast zrobić nadmiar, mam niedosyt, niedoróbkę i wrażenie nieco wytracanego impasu. Może to oznaki zadyszki… Mocno rwany tydzień z mną. Tydzień znaczony potknięciami, ale też pozwalający zweryfikować na czym mi zależy i dający nadzieję, że po potknięciach można się podnieść i wrócić. Cóż, dobre i to, choć wolałbym się nie potykać.

Raz po raz wraca myśl – nie znajdę na wszystko czasu. Zwłaszcza, że lubię pospać, zwłaszcza że jestem leniwcem. No i nadal mam kłopoty z robieniem jednej rzeczy na raz i skupieniem się na niej tak, aby móc ją rozpocząć, przepracować i zamknąć. Wciąż się rozpraszam. Wciąż szukam. Wciąż próbuję kilka sroczek za ogon złapać. I to bardzo chaotycznie. Przydałoby się to jakoś uporządkować. Czytaj dalej

Lubimy podpatrywać innych. Przyglądać się cudzym zachowaniom, podziwiać ich śmiałość lub krytykować bezczelność. Patrząc tylko na jakiś fragmencik cudzej rzeczywistości, jesteśmy przekonani, że temu komuś na pewno jest lepiej, na pewno jest łatwiej i na bank jego działania przynosi lepsze efekty. Jesteśmy przekonani, że jego wątpliwości są mniejsze, lub nie ma ich wcale. Skupiając się na tym, co widzimy, przychodzi nam do głowy, że może warto się zainspirować.. A kiedy inspiracja nie wystarcza, próbujemy naśladować, nawet kopiować. 

Z jakiegoś przedziwnego powodu, dość łatwo przychodzi nam kwestionowanie swoich wyborów (cholera, a może to tylko ja tak mam… ) Swojej intuicji (o tym miał być cały wpis… i będzie). Kiedy najważniejszy jest dla nas szybki efekt, korci nas wejście w cudzą formę. Równocześnie przekładamy formę nad treść. Bo to się sprawdziło, bo to działa, bo tędy droga. Czy aby na pewno?

Próba wiarygodnego odwzorowania kogoś obcego jest… karkołomna. Prawdopodobieństwo powodzenia raczej niewielkie, za to ryzyko dopuszczenia się karykatury znaczne. A jednak zafascynowani rzekomymi efektami osiąganymi przez kogoś innego lecimy w to rozwiązanie. jak ćma do ognia. Będzie bolało.
Czytaj dalej