Tag: Piłka Nożna

  • Przeczytane: „Sen o potędze”, który budzi wiele wspomnień

    Mateusz Miga spisał historię Wisły Kraków pod panowaniem Bogusława Cupiała. Dla mnie to opowieść o tyle wyjątkowa, że opisuje nie tylko tytułowy sen, ale przede wszystkim budzi wiele wspomnień. Nie tylko dlatego, że Biała Gwiazda to klub, którego losom się przyglądam, ale dlatego że jako „ultras” (a za takiego się przez lata uważałem) a następnie przez blisko trzy lata pracownik klubu, byłem jeśli nie uczestnikiem to przynajmniej bliskim świadkiem wielu opisanych w książce zdarzeń.

    „Sen” to świetna lektura, widać ogrom pracy włożony przez Mateusza, doskonale oddaje zawirowania wokół klubu, jego upadki i wzloty. Wyjaśnia kilka sytuacji, które przez lata obrosły w mit (jak choćby rzekomą bójkę w szatni po meczu z PAO), przypomina najjaśniejsze punkty minionych 18 lat, przedstawia głównych bohaterów dramatu, choć brakuje głosu właściciela. Szkoda, że nie udało się do niego dotrzeć.

    Jedyny niedosyt który przychodzi mi do głowy, choć to żaden do „Snu” przytyk, to skupienie się wyłącznie na perspektywie piłkarskiej, a przy Wiśle wiele się dzieje „dookoła”, zwłaszcza w warstwie kibicowskiej (kibicowskiej, nie kibolskiej). I tam też drzemie ogrom ciekawych historii i barwnych postaci. Cóż, to zapewne materiał na zupełnie inną opowieść.

  • Polska kibolska, czyli niczyj problem

    Na stadion nie zabrał mnie tata*, nie byłem wychowany na trybunach, nie byłem też zmuszany do kibicowania jednemu z krakowskich klubów przez wcześniej uświadomionych kolegów. Najpierw mecze oglądałem w telewizji, a potem chciałem dowiedzieć się, jak smakuje ten sport oglądany na żywo. To było dawno, ale nawet dziś pamiętam, że z pierwszych meczów nie pamiętam wiele. Tam nie ma powtórek, nie ma zbliżeń, nie ma komentatora. Jest za to żywioł kibiców, są wspólne śpiewy, jest wspólne przeżywanie meczu. Jest pozytywna energia i wielkie emocje jakich trudno doświadczyć gdzie indziej.

    Przez ostatnie lata nakłaniałem wielu, aby spróbowali wybrać się na mecz. Przekonywałem, że na stadionie jest bezpiecznie, że wszyskie te podawane przez media informacje są wyolbrzymione i nieadekwatne. Że to już nie te czasy, kiedy kibic oznaczał zadymiarza, że jest… lepiej. Że na stadionie można spotkać i dzieci i kobiety i całe rodziny i że wszyscy tam się bawią. Oczywiście, że idealizowałem. Oczywiście, że nader często ojcowie muszą zasłaniać uszy swych pociech, bo ten i ów postanowił zwyzywać sędziego lub piłkarza przeciwnej drużyny przez kilka pokoleń wstecz. Ale – czy ktoś w to wierzy czy nie – nawet to się zmienia. Coraz mniej jest bluzgów, coraz więcej głośnego dopingu. Oczywiście, są momenty.. ale to już nie jest reguła. Można było tłumaczyć – idzie lepsze. Poza tym, co jak co, ale na stadionie jest bezpiecznie. A raczej nie jest bardziej niebezpiecznie niż w pubie, czy na ulicy.

    Dziś wymiękam, odpuszczam. I nie chodzi mi o to, że kibole Legii pogonili się z kibolami Lecha. Bardziej smuci mnie to, że w tym piłkarskim towarzystwie nie ma winnych. Są oskarżycielskie media, są obserwatorzy, organizatorzy, kibice, są też anonimowi uczestnicy, ale nie ma winnych. I nie będzie. Ani dziś, ani jutro. Politycy pochylą się nad tematem póki podgrzewają go media, ale skończy się na samym podgrzewaniu, mądrych minach, surowych spojrzeniach, deklaracjach. Jutro, czy pojutrze, wszystko wróci do „normy”. I znowu będzie to samo i tak samo.

    Organizator (PZPN) mówi, że nic nie może zrobić. Kluby mówią, że nic nie mogą zrobić. Policja mówi że nic nie może zrobić, kibice mówia, że nic nie moga zrobić, Politycy nic nie mogą zrobić. Nikt nic nie może. A gdyby tak…

    PZPN i kluby mogą – mogą zmienić sposób orgazniacji meczów, bo ten którą przyjął obecnie, najwyraźniej się nie sprawdza. Trzeba wymyślić sposób dławienia pożarów w zarodku, a nie czekać aż się rozleją po gorących głowach kibiców. Trzeba wyłapywać i izolować prowodyrów, a nie czekać, aż pociągną za sobą tłum. PZPN musi zacząć o tym myśleć. Musi zacząć wychowywać kibiców – jeśli nie przez eliminację złych, to poprzez wzmacnianie pozytywnych wzorców. A że to nie da efektów dziś, ani jutro, tylko za 5 albo i 10 lat? No tak, ale im później zaczniemy, tym dłużej będziemy na normę czekać.

    Swoją drogą, naprawdę karykaturalnie słucha się np. Wawrzyniaka, który przekonuje, że kibice super, cacy, fantastyczni, tylko media beeee. Beeeee… Beeeee….

    Policja nie może? Może! Tylko musiałaby kartkować – stosując piłkarską terminologię – wszystkie drobne przekroczenia. Na stadionie i poza nim. A może przede wszystkim poza nim. Czy jest możliwe, aby normalny człowiek wchodząc na stadion, stawał się niebezpiecznym bandytą? Czy naprawdę na trybunach czujemy się bezkarni? A może bezkarni czujemy sie na codzień, a na trybunie to uczucie zostaje wzmocnione emocjami tłumu… Czasem trzeba przykładnie ukarać, ale wtedy trudno pisać prośby, o wpuszczenie ukaranego prowodyra na stadion…

    Kibice nic nie mogą zrobić. Kibice, wbrew pozorom, nie są bezmyślną tłuszczą, a mimo to legitymizują działania zadymiarzy. Wszyscy się oburzają – sam to robię – że media szukają wytrychów do naszej świadomości i tworzą „pseudokibiców”, „kiboli” czy „chuliganów” zamiast wprost powiedzieć, że to bandyci lub przestępcy. Przestępca, to osoba, która łamie prawo. Stadion piłkarski nie jest wyjęty z pod prawa. Barwy klubowe nie nadają nikomu immunitetu. Kibice muszą pamiętać, że normalnych fanów na meczu jest 95%, a mała grupka robi im pr. Cholernie szkodliwy pr. Mała grupa narzuca swoją wizję świata, a kibice potulnie się na to zgadzają. I kto tu jest społeczeństwem owieczek i baranków?

    Politycy… nie, ci naprawdę nic nie mogą. I lepiej, niech nic nie robią.

    To jak się będzie mówiło, pisało i myślało o piłce nożnej w Polsce zależy od wszystkich. Piłkarzy, klubów, kibiców, działaczy. I wszyscy powinni zmieniać to, co jest w ich zasięgu i możliwościach, a nie patrzeć po sobie i wmawiać wszystkim, że „na moim odcinku, wszystko cacy. To inni chuje”.

    Ale cóż. Wczoraj była zadyma, dziś jest news, jutro będzie dyskusja, za kilka dni będzie cisza. Do następnej zadymy. To już lepiej włączyć jakąś normalną ligę w telewizji. Tam przynajmniej w piłkę grają.

    *To znaczy na taki poważny stadion, z poważnym meczem. Bo z tatą byliśmy kiedyś oglądać Orły Górskiego, ale to już było oglądanie Tomaszewskiego jakieś 20 kilo poźniej.

  • Jak się (nie) nauczyć typować – Ekstraklasa XXII kolejka

    Piątek

    Górnik jest w tym sezonie tak nieobliczalny, że zdolny jest do wszystkiego. A ponieważ ostatnio była i porażka i remis, więc czas na zwycięstwo. Tym bardziej, że Lechia chyba wciąż nie wierzy w to, co spotkało ją w Krakowie, a jej bramkarz… well.. Franciszek Smuda nie mógł się mylić… prawda? Zatem 1.

    Wisła czy Bełchatów.. Raczej Wisła. Chociażby dlatego, że wreszcie zaczyna kolejkę i ma do dyspozycji – albo uciec na kolejne trzy punkty, i niech się reszta martwi, albo pozwolić sobie na stratę przewagi, tym samym zostawić ślady krwi na które tylko czekają „łowczy” (choć ci „łowczy” mocno na wyrost). Z kolei Bełchatów.. jak by to ująć… z niewiadomych przyczyn w tabeli wyjazdowej mają 13. miejsce.. Zatem 1.

    Sobota

    W meczu o Puchar Weszło… sytuacja jest gorsza, niż przy wróżeniu z fusów. Chłopakom Zielińskiego łatwo się było spiąć w pierwszym meczu, potem był Lech, ale na Bytom? Kto by się przejmował takim zespołem? No więc Bytom… ale gospodarze to też nie „iniemamocni”. Więc taki remisik.. jak to w pucharach, bo wiadomo, puchary rządzą się innymi prawami. Spodziewamy się X.

    Lech czy Legia… ehehehe… Z palcem w… zupie można przewidzieć, że tu nic nie jest do przewidzenia. Z jednej strony okazja dla piłkarzy Lecha, aby zrzucić jarzmo Bakero, który na pewno znowu coś zamiesza. Z drugiej strony, okazja dla Skorży, aby kontynuować swoją świetna pasję bez zwycięstwa. Trochę z przekory, trochę bez sensu, ale Legia. Na przekór i na pohybel 2

    Widzew czy Ruch… Czesuaw czy Waldemar. Ruchowi szło tak dobrze, aż przeszło. Widzew będzie chciał pokazać, że więcej takich okazji jak w meczu ze Śląskiem nie zmarnuje. Ponieważ Ruchowi gra się lepiej pod presją, przegra, aby potem wygrać móc. Raczej 1,

    Zagłębie czy Jagiellonia – tu sprawa jest prosta. Jan Urban ma w sobie więcej spokoju niż Michał Probierz (swoją drogą, jak ktoś ma okazję, niech obejrzy na ipla ostatni magazyn cafe futbol). Poza tym Zagłębie gra, a Jagiellonia… Jagiellonia się nie może zdecydować;) Będzie 1.

    Niedziela

    Mecz prawdy dla Pasów. Jak wygrają, poczują luz i okaże się, że zrobili niemożliwe. Jak przegrają, wyjdzie na to, że cały misterny plan poszedł w pis-doo… Z kolei dla Arki ostatnia szansa na to, aby zrobić krok w stronę utrzymania. W meczach o wszystko stać może się wszystko, ale Cracovia na wyjazdach zdobyła trzy punkty… Cuda się będą dziać, ale postawiona pod ścianą Arka nie ma alternatywy – musi wygrać. Dlatego 1.

    Śląsk vs Korona – znowu sprawa dość prosta. Śląsk jest pewny, że ma magiczny amulet, a Korona wierzy, że wszystko wraca do normy. Dlatego będzie remis.

    Plan kolejki:

    20:00 Gornik Zabrze ? – ? Lechia Gdansk typ: 1
    20:00 Wisla Krakow ? – ? Belchatow typ: 1

    14:45 Polonia Bytom ? – ? Polonia Warsaw typ: X
    15:45 Lech Poznan ? – ? Legia Warsaw typ: 2
    17:00 Widzew Lodz ? – ? Ruch Chorzow typ: 1
    19:15 Zaglebie Lubin ? – ? Jagiellonia Bialystok typ: 1

    14:45 Arka Gdynia ? – ? Cracovia Krakow typ:1
    17:15 Slask Wroclaw ? – ? Korona Kielce typ:X

    Za typy odpowiedzialności nie biorę;) Przy tych wynikach, za każdą postawioną złotówkę można zgarnąć 1325 – nie zachęcam, ale jak ktoś się zdecyduje i wygra, niech się (w drobnym stopniu) podzieli wygraną 😛

  • [14-4] Trzy mgnienia Empiku…

    Jak się człowiek czasem zderzy z namiastką kultury, to mu potem wyraz zdziwienia z twarzy zejść nijak nie może… I chodzi taki otumaniony, zaraz po tym gdy zobaczy że…

    … na półce bestsellerów znajdują się tuż obok siebie pozycje spisane przez Wojciecha Manna, Wojciecha Cejrowskiego i… Kingę Rusin, lub kogoś, kto choć Kingi Rusin nie przypomina, to może się za nią podpisać. Wiem o czym pisze Wojciech Mann i wiem, że akurat on ma coś do powiedzenia – „Rock.Mann czyli jak nie zostałem saksofonistą” jest jedną z książek, która leżakuje (dojrzewa, hie, hie) na półce i jest w trakcie czytania. Lektura to przyjemna, lekka ale przede wszystkim ciekawa i pokazująca nieznany powszechnie świat. O Podróżniku WC już pisałem i zdania nie zmieniam – to raczej pozycja dla tych, którzy są w Cejrowskim zaczytani, niż dla tych, którzy dopiero zaczynają z nim podróżnicze przygody – ale to też czyta się dobrze. Natomiast nie mam zupełnie ochoty dowiadywać się, co ma do powiedzenia Kinga Rusin, która… …czytaj dalej»

  • Pierwszy sprawdzian Henryka Kasperczaka

    Trener, który 15 marca objął Wisłę Kraków był dla kibiców i obserwatorów najpierw wielkim zaskoczeniem, a potem wielką niewiadomą. Zaskoczył wszystkich, w końcu nikt się nie spodziewał, że Henry, który z Wisłą rozchodził się w wielkich bólach, wróci na Reymonta i obejmie I drużynę. Ale też nie jest to ten sam trener, który w 2002 ogrywał Parmę i Schalke, ani trener który w 2004 roku opuszczał Białą Gwiazdę pozostawiając ją w zimie z wielopunktową przewagą nad rywalami. Obecny Henryk Kasperczak to wielka niewiadoma, przygnieciona przede wszystkim wynikiem osiągniętym rok temu z zabrzańskim Górnikiem.

    Jaki więc jest nowy Kasperczak? Najbliższy mecz będzie pierwszą szansą na znalezienie odpowiedzi. To pierwszy poważny mecz Wisły z nowym starym trenerem. Wszystkie ważne starcia tego sezonu Wisła przegrywała – i Levadia, i Lech, i Cracovia, i Legia i znowu Lech. Podobnie było w poprzednim, gdzie większość kluczowych spotkań kończyło się goryczą – przedwczesne pożegnanie z europejskimi pucharami, porażki z Legią (superpuchar), z Legią w lidze, z Lechem w pucharze i w lidze. Czy tym razem będzie inaczej? Czy może być inaczej?

    Może. Pod jednym warunkiem – że Wisła zagra inaczej, niż we wszystkich dotychczasowych kluczowych spotkaniach. Nie wyjdzie na mecz, z założeniem – jakoś to będzie, coś wymyślimy. Nie da się zaskoczyć przeciwnikowi. Wyjdzie i zawalczy o punkty, o zwycięstwo, o dominację. Nie musi bez opamiętania rzucić się na Kolejorza, ale musi w tym meczu narzucić swój styl gry. Musi dominować przez całe spotkanie, a nie przez pierwszy lub ostatni kwadrans. Musi pokazać, że liderem jest nie z przypadku i w konsekwencji głupich strat punktów przez rywali, ale z powodu umiejętności i klasy własnej. Aby zostać mistrzem, Wisła musi pokazać, że potrafi wygrywać również ważne mecze, a sobota jest do tego pierwszą i najlepszą okazją.

    Okazją również dla Henryka Kasperczaka, który potrzebuje tego zwycięstwa, aby zamknąć usta niedowiarkom i sceptykom. Kasperczaka, który musi pokazać, gdzie leży kluczowa różnica między jego Wisłą, a Wisłą Macieja Skorży. Kasperczak musi pokazać, że prowadzony przez niego zespół znów może być nieobliczalny, nieprzewidywalny i zwycięski. Że krakowski mikroklimat służy mu lepiej niż śląski, a wpadki z ostatnich lat były jedynie czasową obniżką formy, a nie trwałą tendencją spadkową.

    Łatwo nie będzie. Niezależnie od klasy rywala, Wisła boryka się z własnymi problemami. Z dziurą w obronie, z poszukującym formy Sobolewskim, z nieskutecznym Brożkiem (nie traktujmy tego, co pokazał w ostatnim meczu jako przełamanie, a raczej jako podstawę do luzu psychicznego, który na przełamanie może pozwolić). Z zagubionym Jirsakiem, nie pokazującym pełni swoich możliwości Łobodzińskim, z szalonym Małeckim. Tylko że… większość z wymienionych ma na swoim koncie co najmniej dwa tytuły mistrzowskie, większość to reprezentanci Polski… a to zobowiązuje. Po prostu zamiast szukać problemów, trener musi znaleźć rozwiązania. Od tego przecież jest. I zobaczymy, czy nieplanowana, blisko dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach została dobrze wykorzystana. Czy była czasem potrzebnym do lepszego poznania i poukładania drużyny. Jeśli właśnie było, Henry udowodni, że stary człowiek wciąż może. W przeciwnym razie, niewygodnych pytań może być z każdym dniem więcej.

    I wreszcie ostatnim zmartwieniem Białej Gwiazdy jest to, że jedyne czego potrzebuje Lech aby w sobotę być trudnym rywalem, to grać swoje…

  • Niesamowicie wyczesana reklama…

    Po obejrzeniu tego filmiku przychodzą mi do głowy tylko najpostsze słowa – czapki z głów, panowie. Czapki z głów. Heineken zrobił event, który pięknie pokazuje emocje związane z piłką nożną. I który każdy kibic doskonale zrozumie. Zresztą – nie ma co gadać – zobaczcie sami:

    I powtórzę. Czapki z głów.

    Znalezione u Bartosza Koplina

  • Zagadka matematyczna…

    Oj.. coś czuję, że pani rzecznik Olejkowska będzie moją faworytą moim ulubionym rzecznikiem. Zupełnie oczywiście bezpodstawnie, gdyż przemawia przeze mnie złośliwość, wyrachowanie i zawiść. Zazdroszczę jej no.. i to nie tylko tych… mrrrr… fioletowych rajstop.

    O co mi chodzi tym razem? PZPN zgubił milion euro. Podpisali kontrakt na 8 milionów, ale NIKE podpisał kontrakt na 7 milionów. Wiecie rozumiecie, sprawa się rypła. Ludzka rzecz* – mówi pani rzecznik. Ale pani rzecznik mówi także coś więcej.. posłuchajcie:

    I gdzie ta zagadka? Ja po prostu nie mam pojęcia, w jaki sposób zamiana kropki na przecinek jest w stanie z 7 milionów zrobić 8. Help! Czekam na Wasze rozwiązania tej… łamigłówki.
    I tak już zupełnie przy okazji. Jakiś czas temu, Michał Listkiewicz został oskarżony o niegospodarność. Pytanie brzmi, czy „zgubienie” miliona euro to też niegospodarność? To chyba zależy, gdzie się ów milion znajdzie… Czasem lepiej żeby się miał nigdzie nie znaleźć, niż gdyby ktoś go odkrył w jakiejś kieszeni.

    Wreszcie… o ile dobrze pamiętam, Nike wygrało przetarg na sponsora reprezentacji. Zapewne w przetargu jednym z warunków jest cena. Pytanie, jaka była propozycja kolejnego podmiotu… strach pomyśleć, co by było, gdyby to było nieco ponad 7 milionów euro…

    I na sam koniec. Grupo trzymająca władzę, na co wam było to całe tłumaczenie się, procedury, przesłuchania, wątpliwości. Przecież to był ludzki błąd…

    * swego czasu była taka reklama Ludzka rzecz pogadać.. odnoszę wrażenie, że pani rzecznik gadać lubi…

    ps. pytanie podchwytliwe, dlaczego żeby dobrze wkleić playera gazety, musiałem grzebać w kodzie i nie wystarczyło samo przeklejenie skryptu embed? Na to pytanie odpowiedzieć może tylko ktoś z gazety…

  • Liga bez emocji

    Wstęp. Chyba dopada mnie jesienna depresja. Jak inaczej mogę tłumaczyć fakt, że w dniu rozpoczęcia kolejki ligowej, zerkając na zestaw par, widząc kilka ciekawych piłkarsko rodzynków, odnoszę wrażenie, że będzie nudno? Niespodzianek nie będzie, wyjątkowych spotkań nie będzie, będzie za to szara ligowa rzeczywistość. Tylko pogoda sie nie chce dostosować…

    Piątek. Na dobry początek mamy derby Warszawy. Brzmi apetycznie, tylko co z tego, że brzmi… Polonia w tym sezonie to jedna z najsłabszych drużyn Ekstraklasy, która dwa razy więcej bramek traci, niż zdobywa. Z kolei Legia w 13 meczach zdobyła 19 bramek, czyli zazwyczaj wygrywa tylko jednym golem. To nie będzie wielki mecz, tym bardziej, że trener Bakero przede wszystkim nie będzie chciał przegrać w inauguracji, a nie podejrzewam, aby sprzedał Czarnym Koszulom patent na „Brasilianę w weekend”.

    Sobota. Lech gra z Ruchem. Gdyby to był Lech z zeszłego sezonu, byłoby co oglądać. Ale w obecnej sytuacji… Czysto teoretycznie zagra piąta i druga drużyna obecnego sezonu. Tylko że… Ruch już pokazał, że w starciach z mocniejszymi traci cały swój animusz, a Lech, cóż.. od dawna nie może znaleźć formy. Może to Wronki mu nie służą…

    Niedziela. Zaczęliśmy derbami i derbami skończymy. Wisła podejmie Cracovię. Ponieważ to derby Krakowa, mecz zostanie rozegrany w Sosnowcu. Wisłę i Cracovię dzieli dokładnie taka sama liczba miejsc w tabeli, co Legię z Polonią – dwanaście. Czy to coś znaczy? Absolutnie nie, przecież od zawsze wiadome jest, że derby to derby. Co prawda w zespołach rzadko kiedy grają zawodnicy związani z danym miastem, no ale skoro się coś mówi, to coś na rzeczy musi być. W Sosnowcu raczej nie spodziewam się fajerwerków, Wisła jest osłabiona i przetrzebiona kontuzjami. Cracovia… dość powiedzieć, że najmocniejszym punktem  w tej drużynie jest trener.

    Podsumowanie. W najbliższej kolejce, ważniejsze od wyników poszczególnych spotkań, będzie rywalizacja między trzema pierwszymi zespołami ligi. Wisła zapewne udowodni, że w spotkaniach ze słabszymi radzi sobie poprawnie, Ruch pokaże, że w starciu z mocnym rywalem nawet remis może cieszyć, a Legia… hmm… Legia albo głupio straci punkty, albo pokaże trenerowi Bakero, że Polacy nie gęsi i swój futbol znają.

    PS. Na zakończenie nie umiem się powstrzymać od zacytowania oświadczenia, jakie zostało przesłane przez nową panią rzecznik PZPN. W sprawie oskarżeń wysuniętych pod adresem Michała Listkiewicza, PZPN oświadcza:

    Obradujący  dziś Zarząd PZPN przyjął do wiadomości powyższą informację, wyrażając nadzieję, że organy wymiaru sprawiedliwości sprawnie i wnikliwie  przeprowadzą śledztwo, które zakończone zostanie podjęciem merytorycznej decyzji.

    Odnoszę wrażenie, że z panią rzecznik to my się nudzić nie będziemy.

  • Jak się (nie) nauczyć typowania – lekcja II

    Dwa tygodnie temu pokusiłem się o swoje pierwsze – mniej lub bardziej – poważne typy. Sądząc po przeliczniku, typy były oczywiście zupełnie nie poważne;) Ale nie zrażam się. Co prawda, najlepsza rada dla wszystkich którzy te typy przeczytają – typujcie dokładnie odwrotnie. Podobno najlepszy sposób to grać na przekór rynkowi.. stąd ta moja, jakże błyskotliwa rada;)

    Dzisiaj się wycwaniłem, ale tylko troszeczkę. Postawiłem dwa kupony – pierwszy zgodnie z sugestiami buka, drugi zawierający własne pomysły, uwagi i przekonania.

    Piątek:

    GKS Bełchatów – Śląsk Wrocław… Bukmacher mówi, że GKS. Ja mówię że… GKS. Trener Ulatowski po raz pierwszy od długiego czasu nie ma „ucieczek”  na reprezentację i nie ma też w reprezentacji oparcia. Efekt – GKS zaczyna zdobywać punkty. Z kolei Śląsk nie może się przemóc. Trener chce zostać selekcjonerem i to ich chyba paraliżuje. Chwilowo naprawdę nic z tego. Mój typ – GKS.

    Ruch Chorzów – Lechia Gdańsk – zapowiada się ciekawie. Niedoceniany Ruch z niedocenianą Lechią… Znowu się zgadzam z Bukmacherem – pozycja wicelidera zobowiązuje. Nie można tracić punktów u siebie z drużynami, które dopiero aspirują do bycia ugruntowanymi ligowcami. Nie chcę lekceważyć Lechistów, ale wydaje mi się, że jeszcze muszą na swoje najlepsze mecze po prostu zaczekać. Ale jestem dziwnie spokojny, że te mecze niedługo nadejdą. Dlatego mój typ to: Ruch

    Sobota:
    Korona Kielce – Arka Gdynia – Korona u siebie może naprawdę wiele. Arka co prawda ostatnio zdobyła punkt u siebie w meczu z Lechem i grała też całkiem niczego sobie, ale… To jeszcze za wcześnie na to, żeby zdobywać punkty na wyjeździe, tym bardziej, że piłkarze Marka Motyki są mocno zmotywowani. A do tego, każdy dzień pozwala lepiej wkomponować się w zespół niedawno pozyskanym Mijailoviciowi, Vukoviciowi, Edsonowi… Mój typ, a zarazem sugestia buka – Korona.

    Cracovia Kraków – Polonia Bytom, buk sugeruje, że to mecz dla Pasów.. Chyba pozwolę się sobie nie zgodzić. Nie widzę podstaw, po prostu. Matusiak – jakiś czas temu nawet i coś grał, teraz znowu nie gra nic. Ślusarskiego nie ma, a Cabaj – jak to Cabaj, pozostaje nieprzewidywalny. Z kolei Polonia Bytom… to mimo wszystko drużyna która w obecnym sezonie zrobiła trochę zamieszania. Stąd moim zdaniem – 2jeczka i trzy punkty z Krakowa, przez Sosnowiec, pojadą do Bytomia.

    Piast Gliwice – Legia Warszawa – Buk „mówi” 2. Ja mówię… e tam. Widziałem w jakiej formie byli ostatnio, jeszcze nie tak dawno byli na niezłej imprezie, więc wolą imprezować niż grać. Piast z kolei potrafi wiele, ale coś mi się zdaje, że nie mają jeszcze takiej wiary we własne siły i umiejętności jak Jagiellonia. Ponieważ w bramce Legii będzie Mucha, więc wiele bramek tam raczej nie padnie. Co prawda nie można niedoceniać Chinyamy, ale mimo wszystko stawiam na remis.

    Polonia Warszawa – Odra Wodzisław… oj, to będzie wielki mecz. Trudno mi sobie wyobrazić, że i tym razem Polonia nie zdobędzie trzech punktów. Po pierwsze, zgodnie z prawem serii, każda seria kiedyś się kończy. Po drugie, u siebie nie wypada tracić punktów z Odrą Wodzisław. Po trzecie.. rywalem jest Odra…  obecnie chyba najsłabsza drużyna naszej ekstraklasy – co prawda jeszcze tego nie widać wyraźnie w tabeli, ale odnoszę wrażenie, że to może być ostatni ekstraklasowy sezon Wodzisławian. Takie jakieś mam przeczucie. Mój typ zgodny z tym co sugeruje Buk – Polonia.

    Niedziela

    Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok… Pojedynek złotoustych.. Franz vs Probierz.. (ciekawa tendecja, zaczynamy mieć w lidze coraz więcej charakterystycznych trenerów, a coraz mniej charakterystycznych piłkarzy). Co to będzie, co to będzie.. będzie.. bidnie. Zimno i w ogóle nie fajnie. A co do wyniku… Bukmacher podpowiada, że Zagłębie a mi w duszy świszczy remis, remis, remis.. Perche? Bo.. Zagłębie słabiutkie, nawet u siebie, a Jagiellonii się chce. Co prawda na wyjazdach nie wygrywają, ale punkty gdzieś ciułać trzeba. Dlatego remis.

    Lech Poznań – Wisła Kraków… tak zwany mecz kolejki. Tak zwany klasyk. Rzadko kiedy się zdarza, aby klasyk był rozgrywany we Wronkach, ale skoro większość działaczy jest przejazdem we Wrocławiu, to klasyk może być we Wronkach. Lechowi nie idzie, całkiem nie idzie. Wszyscy wiedzą, że im nie idzie, tylko działacze nie wiedzą, dlaczego nie idzie. Ale popierają trenera, który odebrał Lechowi styl, którym zachwycał w zeszłym roku. Nie umiem oczekiwać od Kolejorza w niedzielę wielkiej gry. Sorry. Po drugiej stronie – Wisła… bez formy i bez przekonania i bez porażki. Taka liga. Chyba jeszcze nikt się nie zorientował, że z Wisłą można wygrać. Ale też nic nie wskazuje na to, aby pierwszym w tym sezonie był Lech. Moim zdaniem, w meczu dwóch potentatów całą pulę zgarnie Biała Gwiazda. Bukmacher mówi że Lech.. więc pewnie będzie remis;)

    Taki drobiazg. Gwarancji na typy oczywiście nie. Im więcej będzie zimy, tym mniej będzie piłki. W naszej lidze, od pewnego czasu nie ma faworytów. Są tylko drużyny, który nie potrafią wykorzystać błędów przeciwników. Za to jestem ciekaw, jak Wy typujecie najbliższą kolejkę;)

  • Bez żalu, ale i bez sensu

    Stało się! Nareszcie pożegnaliśmy koszmarne z każdego punktu widzenia eliminacje do piłkarskich Mistrzostw Świata 2010. Zakończyliśmy nie zdobywając w ostatnim meczu ani jednej bramki, ani jednego punktu, złośliwi i statystycy wyliczą, ile zdobyliśmy rzutów rożnych i jak wielką dało to nam przewagę w starciu z naszym rywalem. Dla spokoju duszy dodam, że ani żadna bramka, ani żaden punkt, ani żaden rzut rożny nie zmieniłby nic, w naszej pozycji. Mógłby być tylko szczyptą miodu w całej beczce futbolowego dziegciu.

    Co ciekawe, w tym ostatnim grupowym meczu nasi piłkarze chyba dali z siebie wiele. Wbrew pogodzie, wbrew działaczom, wbrew wycofującym się sponsorom, wbrew dziennikarzom, wbrew bukmacherom, po trosze wbrew kibicom i wcale nie jestem pewien, czy przypadkiem również nie wbrew trenerowi, pokazali, że potrafią grać, walczyć i że wkurza ich zarówno porażka, jak i własna niemoc. Ale może to właśnie o to chodziło – pokazać, że się coś potrafi w meczu, który nic nie zmienia, w warunkach, w których nic nie widać i dla trenera, którego niedługo nie będzie. Tak czy inaczej, cieszę się, że im się chciało. Choć szkoda, że dopiero teraz.

    Drugi wniosek jaki mi się nasunął po ostatnich meczach w naszej grupie, to stwierdzenie, że nasza reprezentacja musi być koszmarnie słabiutka, skoro nie potrafi pokonać koszmarnie słabych rywali. Wielcy Czesi upstrzeni gwiazdkami z zagranicznych lig mieli problemy, aby wygrać ze skleconą na prędce drużyną Majewskiego. Słowacy, musieli zadowolić się golem Gancarczyka, bo innego zagrożenia pod bramką Dudka w zasadzie nie stworzyli, za to mieli całą furę szczęścia przy okazjach jakie stworzyli sobie Biało-Czerwoni. Tyle tylko, że to wystarczyło do awansu. Wniosek – jesteśmy tak słabi, że nie potrafimy wykorzystać słabości innych.

    Pytanie co teraz.. Teraz trzy lata obietnic, snucia planów i realizacji rozwojowych wizji. Ten kto zostanie selekcjonerem (bo Majewskiego chyba nic nie obroni) będzie miał trzy lata spokoju i wygrzewania ciepłego stołka. Pierwsze „sprawdzam” pojawi się wraz z pierwszym meczem na Euro. Do tego czasu można bajać. Że przygotowania, że zmęczenie, że nowa taktyka, że nowy trener, że piłkarze zmęczeni sezonem, że dopiero budujemy formę, że dopiero się zgrywamy, że boisko nierówne, że rywal zagrał inaczej niż się spodziewaliśmy, że to tylko spotkanie towarzyskie, że jak zagramy na punkty to dopiero zadziwimy świat, że… bo ja wiem.. już oni coś wymyślą. Mają trzy lata, na szukanie wymówek.

    Marzy mi się jednak, że za trzy lata, najlepszą wymówką, odpowiedzią zamykającą każde usta i otwierającą każde drzwi był wynik. To takie proste;) A że równocześnie takie trudne i że nie wiadomo jak to zrobić? A kto powiedział, że marzenia mają być racjonalne?

    Tekst zostanie opublikowany (najprawdopodobniej) na 11.pl