Tag: ekstraklasa

  • Jak się (nie) nauczyć typować – lekcja IV

    Dzisiaj spróbuję przewidzieć wyniki 13. kolejki ekstraklasy, ale muszę się przyznać, że choć z mojego punktu siedzenia typy najwłaściwsze, to zdaniem buka ostro poszedłem po bandzie. Generalnie.. jak wygram, to wszystkim komentującym kupię koszulkę – Jestem Hardkorem;] A jeśli jeszcze takiej koszulki nie ma, to ją zaprojektuję. Słowo;)

    Cała zabawa zaczyna się już w piątek:

    17:45 Odra – Zagłębie czyli drugi odcinek serialu: Kto pokona Selekcjonera? Powiedzmy sobie otwarcie, w żadnym kryminale nie można już w drugim odcinku pokazać mordercy, bo wtedy nikt nie będzie chciał takiego serialu obejrzeć. Poza tym Odra też jakoś na killera nie wygląda, i choć Zagłębie to taki.. ligowy cherubinek, co to krzywdy nikomu nie zrobi. Odra od lat potrafi krzywdzić kibiców, więc i tym razem da sobie radę. Jak rzadko dziś zgadzam się z bukiem – wygra Zagłębie.

    20:00 Lechia – Korona – i tu zaczynają się schody. Po pierwsze, Lechia gra w tym sezonie naprawdę nieźle. Chłopaki nie odpuszczają i wychodzi im całkiem nie zła gra. Z drugiej strony Korona, ciężko walcząca ale i mająca problemy z gromadzeniem punktów. Wydaje mi się, że Koronie będzie bardzo zależeć na jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Do tego stopnia, że za cel postawi sobie remis. I moim zdaniem, ten remis osiągnie. (Buk mówi, że Lechia jej na to nie pozwoli).

    20:00 Wisła – Legia – starcie ligowych (hłe, hłe) gigantów. Wisła ma taki problem, że nie radzi sobie z mocnymi przeciwnikami. Jaki to jest mocny przeciwnik? Taki, który sam nie przestraszy się Wisły przed wejściem na murawę. Taki, który nie uzna jej za faworyta już jest groźny. Taki, któremu trzeba zwycięstwo wydrzeć z gardła jest niemalże dla Wisły nie do pokonania. Po drugiej stronie Legia… Legia, której największym ligowym przeciwnikiem jest Legia. Jak jej się chce – potrafi grać. Jak jej się nie chce, to nic jej nie pomoże. Z tego pojedynku nie polecą żadne iskry, żadne wielkie tarcie. Będzie wymęczony remis. (Buk mówi, że Wisła)

    Wszystko co dobre, szybko się kończy. Nasza Ekstraklasa grać będzie także w sobotę:

    14:45 Śląsk – Piast – Chyba po raz drugi szybko dogadam się z bukiem, który mówi, że Śląsk. No bo… brakuje mi argumentów, które mogłyby za Piastem przemawiać. Stadion nie, forma nie, piłkarze nie, trenerzy też jakoś nie, sponsorzy nie. Szybkie konsultacja z podświadomością i stawiam na Śląska.

    17:00 GKS – Arka – Podoba mi się gra Arki i wydaje mi się, że sami piłkarze uwierzyli w to, że można grać skutecznie i szczęśliwie. Ale gospodarze kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa… Czyli seria. A zgodnie z prawem serii, każda seria się kiedyś kończy i ta skończy się właśnie w te sobotę. Pocieszenie dla kibiców GieKaEsu? Jeden punkt zostanie w Bełchatowie. Arka jeszcze nie jest dość mocna, aby wygrywać na wyjazdach. Remis.

    18:15 Polonia Bytom – Lech – tu mamy ciekawy przypadek. Lech uznawany jest przez wszystkich za faworyta, chociaż nie ma ku temu (moim zdaniem) specjalnych wskazań, zwłaszcza w tym sezonie. Z kolei Polonia jeszcze nie dawno walczyła z Ruchem o pozycję wicelidera.. Coś mi się zdaje, że w sobotę kibice Kolejorza mogą się mocno zdziwić. Stawiam na Polonię.

    19:15 Polonia Warszawa – Cracovia – i znowu trudny mecz. Wyrównany pojedynek tych co nie potrafią, z tymi co nie umieją. Nie wiem, którzy kibice to wytrzymają, ale ponieważ to mecz zgód, może się zdarzyć, że nawet nie zwrócą uwagę na to co się będzie działo na murawie, tylko sumiennie będą topić smutku i wzajemnie się pocieszać. Piłkarze poczują nastrój, trenerzy sobie wzajemnie pogratulują, punkt zostanie na poprawę humoru w Warszawie i punkt pojedzie reperować klimat w Krakowie. Remis.

    Skoro nic nie trwa wiecznie, 13. kolejka także dobiegnie końca. Konkretnie w niedzielę

    14:45  Ruch – Jagiellonia – Coś mi się zdaje, że Ruch będzie czuł jeszcze gorycz warszawskiej porażki. Coś mi się widzi, że Jagiellonia skrzętnie to wykorzysta. W skrzętnym wykorzystywaniu nadzwyczaj skuteczny bywa Frankowski Tomasz. Co prawda Ruch też się łatwo nie podda, w końcu pozycja i dotychczasowe wyniki zobowiązują.. Zatem i tu Remis..

    Wyszła mi kolejka remisów.. Na poprawę własnego samopoczucia i podbudowanie własnej pewności siebie, proponuję posłuchać piosenki..

  • Jak się (nie)nauczyć typować – lekcja III

    Pierwsze podejście było spalone, drugie było już nieco lepsze, czyli nie jest całkiem źle. Wciąż biorę się za bary z naszą piłkarską ekstraklasą. Dwie trudne odpowiedzi na dwa proste pytania. Nie, nie znam się na piłce, więc wszystko co tu przeczytacie jest… w zasadzie wariacją na temat i nie, nie wygrałem dotychczas żadnego kuponu łącznego związanego z ekstraklasą. Wniosek – nie żyję przeszłością i wszystko co dobre jeszcze przede mną;)

    Co my tu mamy…

    Piątek:

    Arka Gdynia – Jagiellonia Białystok. Arka gra pięknie, Arka zdobywa punkty, Arka pokonała Koronę. Arka… przegra ten mecz. Każda fala wznosząca ma w sobie taki moment, że się załamuje. Podobnie jest z seriami – każda seria się kiedyś kończy. Dziś skończy się traumatyczna seria Jagiellonów – pierwsze zwycięstwo na wyjeździe od długiego, długiego czasu. Najwyższy czas. Poza tym… Jest szansa, że Kamil doszedł już do siebie po meczach obu reprezentacji.. wiecie ile tam było okazji… trzeba się było przywitać, pożegnać, znowu przywitać i znowu pożegnać.. i jeszcze te porażki.. no trzeba sobie z tym było jakoś poradzić.. Ale już teraz powinien być w formie – Mój typ – Jagiellonia.

    Polonia Bytom – Ruch Chorzów… i tu zaczynają się schody. W końcu gra wicelider z wice wice liderem. Jedna i druga drużyna zaskakują od początku tego sezonu, z nie całkiem zrozumiałych przyczyn dla postronnych obserwatorów zajmują wysokie miejsca w tabeli, ale jakoś zupełnie im to nie przeszkadza. Do czasu. Przychodzą takie chwile, że zaczynasz się zastanawiać, jak to możliwe, że jesteś tu, gdzie jesteś i dlaczego się wszyscy na Ciebie gapią. Zwłaszcza, jak po drugiej stronie, jest taki sam niespodziewanie dobrze grający przeciwnik. I wtedy własnie najlepiej zrobić zawieszenie broni i rozejść się w pokoju. Mój tym – Remis.

    Sobota:

    GKS Bełchatów – Polonia Warszawa – nic co dobre nie trwa wiecznie. A zgodnie z prawem serii, kiedy uda się ją przełamać, za chwilę wpada się w powtórkę z rozrywki. To tak jak w tenisie, zwłaszcza kobiecym. Jak któraś którąś przełamie, to za chwile mamy przełamanie powrotne. I to właśnie czeka piłkarzy Dusana Radolskiego. Chwile zwycięstwa są piękne, acz krótkie, a GKS to nie Odra, więc niestety, sorry chłopaki, ale w sobotę górą będzie GKS, który w ostatnich kolejkach postanowił punktów nie tracić. I w tej kolejce też raczej nie straci. Mój typ: GKS

    Legia Warszawa – Korona Kielce… I tu spotykają się drużyny, z których jedna nie może, a druga nie do końca wie, na co ją stać. Korci, żeby powiedzieć, że wracający na Łazienkowską Vuko pokaże trenerowi Urbanowi szczery uśmiech satysfakcji… może gdyby grali 1:1 coś by z tego było, ale niestety Korona ma przed sobą trudne chwile. Nie wstyd przegrać na Łazienkowskiej, nawet ze słabo grającymi Wojskowymi. Mój typ – Legia

    Wisła Kraków – Piast Gliwice – co prawda Wisła jest słabiutka. Co prawda nie ma kim grać, co prawda gra cały sezon na wyjeździe, co prawda ostatnio przegrała z Lechem Poznań.. ale jak to mówił znajomy rzecznik – są granice kitu, który lud przyjmie. Piast wyjdzie na ten mecz z prośbą o niski wymiar kary i niski wymiar kary dostanie. Wisła wymęczy zwycięstwo, wiecie, taki sezon. Mój typ – Wisła.

    Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin – Nie bez przyczyny mówi się, że Franciszek Smuda czyni cuda. Teraz wiele wskazuje na to, że będzie uzdrawiał naszą reprezentację (gdyby mistrzostwa były za rok, zapewne nie miałbym nic przeciwko, ale niech mi ktoś powie jak wyglądają drużyny po trzech latach prowadzenia przez Franza). Z uporem maniaka powtarzam, że trener Tarasiewicz też chce być selekcjonerem, więc spotka się dwóch panów z wielkimi ambicjami i trochę mniej wielkimi piłkarzami. I właśnie dlatego, przy Oporowskiej padnie (mój typ) remis.

    Niedziela

    Odra Wodzisław – Cracovia Kraków… Ojej.. Mecz tylko dla wytrwałych, najlepiej ze skłonnościami masochistycznymi. W starciu dwóch najsłabszych drużyn sezonu wygra… chyba troszkę na przekór idealnej i niezmąconej wysiłkiem fryzurze RadoMatu jednak Cracovia. Coś mi się zdaje, że Orest coś wymyśli, coś wykombinuje, coś zaszachrai, ktoś pier…nie na Dawidka i będzie po krzyku. A Odra.. obawiam się, że to naprawdę ich ostatni sezon w tej lidze. Mój typ – Cracovia

    Lechia Gdańsk – Lech Poznań… ooo.. tu się będzie działo. Podbudowany zwycięstwem nad Wielką Wisłą jeszcze Większy Lech przy Traugutta będzie walczył o to, aby zachować szansę na Mistrzostwo Polski. Zagra z zębem, z ambicją, z precyzją godną kandydata do tytułu, będzie biegał, walczył i zachwycał. A Lechia zrobi swoje i wygra. W tej lidze nie ma Wielkich.  Niestety. Mój typ – Lechia Gdańsk.

    Aha.. wszystkie typy są w zasadzie pewne, jasne oczywiste, rzekłbym nawet, że sprawdzone. Rzekłbym, gdyby nie to, że wystarczy że spadnie śnieg, temperatura zmieni się o stopień czy dwa, wiatr zawieje ze wschodu lub zachodu, albo w telewizji pokażą nie tą dobranockę co trzeba i wszystkie typy wezmą w łeb.. No ale próbować trzeba, c’nie?

    A jak wy typujecie najbliższą kolejkę?

  • Wrażliwy jak… sędzia piłkarski

    Chyba potrzebny jest wstępniak. Nie podobało mi się dzisiejsze zachowanie trenera Macieja Skorży. Nie podobało mi się, bo szkoleniowiec Mistrzów Polski pozwolił na to, by jego zachowaniem kierowały przede wszystkim emocje. Zamiast być najspokojniejszym z przedstawicieli Wisły, zachowywał się jak młokos, zapominając, że jego gesty, słowa i wulgaryzmy są słyszane przez zawodników i najprawdopodobniej siał zamieszanie we własnych szeregach. Zupełnie niepotrzebnie.

    Nie interesuje mnie, czy dzisiejszy mecz Wisła wygrała, przegrała czy zremisowała. Mecz trwa 90. minut i wygrywa go ten, kto zdobywa więcej bramek. Nie liczą się okazje, szanse i strzały celne. Nie liczy się nawet pozostawione wrażenie, ani ilość wykonanych rzutów rożnych. Na końcu liczy się to, co wpadło do siatki. Wiśle nie wpadło nic – nie strzelając bramek, nie wygrywa się meczów (takie rzeczy potrafi tylko reprezentacja Słowacji).

    Więc o co mi chodzi? W dniu dzisiejszym, w trakcie meczu Lech Poznań – Wisła Kraków, sędzia Borski uznał, że zachowanie trenera Macieja Skorży mu uwłacza i postanowił go odesłać na trybuny. Nie zamierzam tłumaczyć Skorży, bo sam zrobi to najlepiej, a tłumaczyć jest się z czego, bo materiały z CanalPlus pokazują, że kilka niewybrednych epitetów z jego ust padło. Nie po raz pierwszy zapewne i nie po raz ostatni. Nie pierwszy to wkurzony trener, nie ostatni. Z resztą trener Jacek Zieliński w tym samym meczu również w słowach nie wybrzydzał, no ale on mecz zakończył na ławce trenerskiej…

    Trener Borski powiedział, że Trener Skorża powinien znać przepisy. Odnosił się do sytuacji kiedy trener przed rozpoczęciem II połowy zwlekał z opuszczeniem strefy sędziego technicznego. „Jeżeli w ciągu dwóch minut nie opuściłby strefy, zawody zostałyby przerwane. Tak mówią przepisy, nie miałbym wyjścia” – dodał Borski.

    Nie mam pojęcia, w którym momencie sędzia wyrzucił Skorżę z ławki trenerskiej. Podejrzewam, że pan sędzia oparł się o Artykuł 5, punkt 36 mówiący o tym, że gra może zostać wstrzymana, jeżeli zawodnik wykluczony z gry (czerwona kartka) odmówi opuszczenia pola gry i nie opuści go w ciągu 2 minut od wydania decyzji.

    Nie wiem czy gra może zostać wstrzymana przed jej rozpoczęciem, nie wiem czy trener to także zawodnik, skoro trenerowi nie można przyznać czerwonej kartki, nie wiem, czy trener Skorża rzeczywiście planował pikietowanie w strefie technicznej, ale moim zdaniem sędzia Borski powinien mniej gdybać, zwłaszcza, jeśli zarzuca komuś nieznajomość przepisów.

    Arbiter uznał również, że Małecki nie był faulowany w 35. minucie w polu karnym, ponieważ jego upadek był następstwem męskiej gry… Nie mam pojęcia czy arbiter widział powtórki – podejrzewam że tak, dziennikarze Cplus mają zwyczaj i możliwości techniczne pokazać kontrowersyjny fragment meczu osobie, z którą przeprowadzają wywiad. Jeśli nie widział, powinien mieć trochę więcej pokory do podejmowanych przez siebie decyzji. Jeśli widział, powinien umieć powiedzieć, że popełnił błąd. Przytoczę tylko kolejny fragment przepisów gry w piłkę nożną:

    Artykuł 12. punkt 18: Atakowanie przeciwnika barkiem, którego celem nie jest zagranie piłki bądź wejście w jej posiadanie stanowi formę przeszkadzania przeciwnikowi w poruszaniu się i podlega karze rzutu wolnego pośredniego, który wykona zawodnik drużyny przeciwnej z miejsca przewinienia.

    Artykuł 12. punkt 25: Przez grę brutalną rozumie się każdy rozmyślny i gwałtowny atak skierowany na zawodnika drużyny przeciwnej, którego celem nie jest piłka lecz wyłącznie działanie na szkodę przeciwnika w celu jego unieszkodliwienia. Zawodnik, który dopuszcza się takiego przewinienia musi być wykluczony z gry (czerwona kartka).

    Męska gra to bardzo szerokie pojęcie. Po obejrzeniu całego meczu nie rozumiem, dlaczego właśnie w tym momencie sędzia uznał, że można taką grę dopuścić, a przez pozostałe 90minut gry odgwizdywał każde przewinienie przeszkadzając i zabijając ducha gry w zarodku.

    Na zakończenie…
    Oględnie mówiąc trener Skorża zarzucił nam, że w porozumieniu ze spółką Ekstraklasa wyreżyserowaliśmy mecz, delikatnie mówiąc, aby uczynić rozgrywki bardziej interesującymi. (…) – Słowo złodziejstwo jest jednoznacznie obraźliwe pod adresem sędziów i spółki Ekstraklasa. Nie będę komentował reszty słów trenera, zajmą się tym odpowiednie organy – powiedział Sędzia Borski.

    Panie sędzio. Nie podyktowanie rzutu karnego w tej dość oczywistej sytuacji, przy bezbramkowym remisie jest złodziejstwem. Ukradł Pan Wiśle prowadzenie, a kto wie, czy nie ukradł jej pan punktów. Życzę miłego oglądania powtórek.

    Nie jestem sędzią, piłkarzem, działaczem, ani tym bardziej nie jestem nieomylny. W artykule wykorzystałem przepisy gry w piłkę nożną zamieszczone na stronach PZPN.

  • Jak się (nie) nauczyć typowania – lekcja II

    Dwa tygodnie temu pokusiłem się o swoje pierwsze – mniej lub bardziej – poważne typy. Sądząc po przeliczniku, typy były oczywiście zupełnie nie poważne;) Ale nie zrażam się. Co prawda, najlepsza rada dla wszystkich którzy te typy przeczytają – typujcie dokładnie odwrotnie. Podobno najlepszy sposób to grać na przekór rynkowi.. stąd ta moja, jakże błyskotliwa rada;)

    Dzisiaj się wycwaniłem, ale tylko troszeczkę. Postawiłem dwa kupony – pierwszy zgodnie z sugestiami buka, drugi zawierający własne pomysły, uwagi i przekonania.

    Piątek:

    GKS Bełchatów – Śląsk Wrocław… Bukmacher mówi, że GKS. Ja mówię że… GKS. Trener Ulatowski po raz pierwszy od długiego czasu nie ma „ucieczek”  na reprezentację i nie ma też w reprezentacji oparcia. Efekt – GKS zaczyna zdobywać punkty. Z kolei Śląsk nie może się przemóc. Trener chce zostać selekcjonerem i to ich chyba paraliżuje. Chwilowo naprawdę nic z tego. Mój typ – GKS.

    Ruch Chorzów – Lechia Gdańsk – zapowiada się ciekawie. Niedoceniany Ruch z niedocenianą Lechią… Znowu się zgadzam z Bukmacherem – pozycja wicelidera zobowiązuje. Nie można tracić punktów u siebie z drużynami, które dopiero aspirują do bycia ugruntowanymi ligowcami. Nie chcę lekceważyć Lechistów, ale wydaje mi się, że jeszcze muszą na swoje najlepsze mecze po prostu zaczekać. Ale jestem dziwnie spokojny, że te mecze niedługo nadejdą. Dlatego mój typ to: Ruch

    Sobota:
    Korona Kielce – Arka Gdynia – Korona u siebie może naprawdę wiele. Arka co prawda ostatnio zdobyła punkt u siebie w meczu z Lechem i grała też całkiem niczego sobie, ale… To jeszcze za wcześnie na to, żeby zdobywać punkty na wyjeździe, tym bardziej, że piłkarze Marka Motyki są mocno zmotywowani. A do tego, każdy dzień pozwala lepiej wkomponować się w zespół niedawno pozyskanym Mijailoviciowi, Vukoviciowi, Edsonowi… Mój typ, a zarazem sugestia buka – Korona.

    Cracovia Kraków – Polonia Bytom, buk sugeruje, że to mecz dla Pasów.. Chyba pozwolę się sobie nie zgodzić. Nie widzę podstaw, po prostu. Matusiak – jakiś czas temu nawet i coś grał, teraz znowu nie gra nic. Ślusarskiego nie ma, a Cabaj – jak to Cabaj, pozostaje nieprzewidywalny. Z kolei Polonia Bytom… to mimo wszystko drużyna która w obecnym sezonie zrobiła trochę zamieszania. Stąd moim zdaniem – 2jeczka i trzy punkty z Krakowa, przez Sosnowiec, pojadą do Bytomia.

    Piast Gliwice – Legia Warszawa – Buk „mówi” 2. Ja mówię… e tam. Widziałem w jakiej formie byli ostatnio, jeszcze nie tak dawno byli na niezłej imprezie, więc wolą imprezować niż grać. Piast z kolei potrafi wiele, ale coś mi się zdaje, że nie mają jeszcze takiej wiary we własne siły i umiejętności jak Jagiellonia. Ponieważ w bramce Legii będzie Mucha, więc wiele bramek tam raczej nie padnie. Co prawda nie można niedoceniać Chinyamy, ale mimo wszystko stawiam na remis.

    Polonia Warszawa – Odra Wodzisław… oj, to będzie wielki mecz. Trudno mi sobie wyobrazić, że i tym razem Polonia nie zdobędzie trzech punktów. Po pierwsze, zgodnie z prawem serii, każda seria kiedyś się kończy. Po drugie, u siebie nie wypada tracić punktów z Odrą Wodzisław. Po trzecie.. rywalem jest Odra…  obecnie chyba najsłabsza drużyna naszej ekstraklasy – co prawda jeszcze tego nie widać wyraźnie w tabeli, ale odnoszę wrażenie, że to może być ostatni ekstraklasowy sezon Wodzisławian. Takie jakieś mam przeczucie. Mój typ zgodny z tym co sugeruje Buk – Polonia.

    Niedziela

    Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok… Pojedynek złotoustych.. Franz vs Probierz.. (ciekawa tendecja, zaczynamy mieć w lidze coraz więcej charakterystycznych trenerów, a coraz mniej charakterystycznych piłkarzy). Co to będzie, co to będzie.. będzie.. bidnie. Zimno i w ogóle nie fajnie. A co do wyniku… Bukmacher podpowiada, że Zagłębie a mi w duszy świszczy remis, remis, remis.. Perche? Bo.. Zagłębie słabiutkie, nawet u siebie, a Jagiellonii się chce. Co prawda na wyjazdach nie wygrywają, ale punkty gdzieś ciułać trzeba. Dlatego remis.

    Lech Poznań – Wisła Kraków… tak zwany mecz kolejki. Tak zwany klasyk. Rzadko kiedy się zdarza, aby klasyk był rozgrywany we Wronkach, ale skoro większość działaczy jest przejazdem we Wrocławiu, to klasyk może być we Wronkach. Lechowi nie idzie, całkiem nie idzie. Wszyscy wiedzą, że im nie idzie, tylko działacze nie wiedzą, dlaczego nie idzie. Ale popierają trenera, który odebrał Lechowi styl, którym zachwycał w zeszłym roku. Nie umiem oczekiwać od Kolejorza w niedzielę wielkiej gry. Sorry. Po drugiej stronie – Wisła… bez formy i bez przekonania i bez porażki. Taka liga. Chyba jeszcze nikt się nie zorientował, że z Wisłą można wygrać. Ale też nic nie wskazuje na to, aby pierwszym w tym sezonie był Lech. Moim zdaniem, w meczu dwóch potentatów całą pulę zgarnie Biała Gwiazda. Bukmacher mówi że Lech.. więc pewnie będzie remis;)

    Taki drobiazg. Gwarancji na typy oczywiście nie. Im więcej będzie zimy, tym mniej będzie piłki. W naszej lidze, od pewnego czasu nie ma faworytów. Są tylko drużyny, który nie potrafią wykorzystać błędów przeciwników. Za to jestem ciekaw, jak Wy typujecie najbliższą kolejkę;)

  • (O)Błędne typy dla Ekstraklasy

    Pomyślałem sobie, że skoro jestem jednym z tych nielicznych Polaków, którzy przyznają się bez bicia, że na piłce się nie znają ani piłki nie rozumieją, co zupełnie nie przeszkadza mi do tego, żeby od czasu do czasu jakiś meczyk obejrzeć (no chyba że to nasi grają, wtedy mecz przemęczę)… Chwilunia.. bo chyba mi się konstrukcja zdania wyrwała spod kontroli, prawie jak Chlebowski Premierowi… więc jeszcze raz.

    Pomyślałem sobie, że skoro na piłce się nie znam, to z czystym sumieniem mogę zaproponować swoje typy na 9. kolejkę. Że powyższe zdanie nie jest logiczne? Piłka nie jest logiczna. Jest okrągła – nie ma w tym kszty logiki. Zaznaczam jednak, że nie mam odwagi by typować mecze Iwszej ligi. Tu każdy może wygrać z każdym, w każdych warunkach i z każdym wynikiem. To może być czysty przypadek, czysty sport, lub czysty ha… ha ha ha. Przecież korupcji już nie ma.

    Do tematu. Dziewiąta kolejka zaczyna się dziś.
    Cracovia podejmie Zagłębie. Drużyna z Krakowa podejmie rywala u siebie, w Sosnowcu, gdzie na codzień gra inne Zagłębie – (całkowite zaskoczenie) Sosnowiec. Ponieważ nie warto za wiele mówić o drużynach, warto pomówić o trenerach, ponieważ to właśnie oni będą mieli największy wpływ na to, co się będzie działo na boisku. Lenczyk vs. Smuda. Stawiam na Smudę. Po pierwsze młodszy – ma więcej sił i w razie czego w szatni może zrugać i wymóc na rywalach skupienie. Potrafił w Widzewie, Legii, Wiśle i Lechu. W Zagłębiu też wszyscy się go powinni bać. Trener Lenczyk już zrobił, co mial zrobić – pokazał że można urwać punkty Legii. Piłkarzom nie będzie się chciało urywać punktów Zagłębiu, a Cabaj bywa nieobliczalny. Mój typ – Zagłębie.

    ŚląskWisła… Nie jest łatwo. Po pierwsze, Śląsk nie przekonuje. Co prawda w sezon wszedł z przytupem, ale odkąd trener Tarasiewicz chce zostać selekcjonerem Tarasiewiczem, jego piłkarze udowadniają mu, że to jednak nie dla niego i wygrać nie mają ochoty. Z kolei Wisła straciła Sobolewskiego, Brożek niby jest a jakoby go nie było, ławka w Krakowie krótka – do tego stopnia że nie każdy kibic zna chłopaków, którzy na tej ławce siądą. Wychodzi mi na to, że będzie remis. No cóż, w końcu to mecz przyjaźni.

    OdraRuch. W Wodzisławiu wszystko zdarzyć się może – nie bez przyczyny Odra wciąż trwa w najwyższej klasie rozgrywek. Tym razem jednak zmiana trenera chyba nie wiele pomoże a idący na „fantazji” i rozpędzie Ruch zainkasuje raczej trzy punkty. Mój typ – Ruch, choć jak mówię, wszystko zdarzyć się może.

    JagielloniaLegia… Legia jest mocna, silna, zwarta i gotowa. Przecież przed tygodniem wykoleiła Lecha, w tygodniu przemknęła przez Puchar a Żelek strzelił bramkę. I właśnie dlatego przegra. Bo z Lechem to teraz nawet Iwszo ligowiec potrafi wygrać, a Żelek nie strzela bramek seryjnie. Za to Jagiellonia u siebie zdobywa punkty – w końcu gdzieś musi. A zwycięstwo nad Legią zawsze smakuje wybornie. Mój typ – Jagiellonia.

    GKSKorona… Oj… i zgryz. Co prawda GKS od czasu zmiany na stanowisku Selekcjonera reprezentacji (na pytanie co ma Selekcjoner do GKSu odpowiadam – asystenta) stał się kolekcjonerem punktów, ale wciąż jakoś tak bez przekonania. Z kolei Korona pokazała, że potrafi zdobyć trzy punkty nawet jeśli w drugiej połowie przegrywa już 0:2… Ponieważ trener Motyka chce zostać w Kielcach, musi wygrywać. I ja w niego wierzę. Mój typ – Korona.

    Polonia B.Lechia… Zdoniachy staną do starcia z Ambitnymi. To mój cichy faworyt na mecz kolejki. Co prawda zmierzą się drużyny, które w ostatnich latach nie były na ustach wszystkich, ale w tym sezonie wszystko się zmienia. W zeszłym sezonie nie do pomyślenia, w tym – Polonia wygrała już pięć spotkań, Lechia cztery. Nie odstawiają nogi, nie boją się walczyć, nie interesuje ich porażka. I dlatego własnie mój typ to remis.

    Polonia W.Piast… Co prawda Piast potrafił ograć Zagłębie i Bełchatów, ale to było dawno. Ostatnio już im się nie wiedzie, a Polonia musi w końcu wygrać. Prawo serii brzmi – każda seria się kiedyś kończy. A lepszej sytuacji Polonia chwilowo mieć nie będzie. Trzeba wygrać. Mój typ – Polonia.

    Ostatni mecz kolejki… Nieskuteczna Arka z nieskutecznym Lechem… Odwrotnie niż w przypadku starcia Polonii B i Lechii – w Gdynii spotkają się ci, którym nie wychodzi, nie idzie, a futbol jest ostatnią rzeczą która sprawia frajdę (co czują nawet i kibice)… Podejrzewam podział punktów, tylko dlatego, że będzie to starcie nieudolnych. Mój typ – ostatni mecz Jacka Zielińskiego (ale ja tak wieszczę od tygodni, a trener się trzyma i nic nie wskazuje, że się puści…)

    No.. to taki szybki przegląd zbrojeń. Zachęcam do prezentacji Waszych typów w komentarzach. A co, jak się bawić, to się bawić;)

    ps. Właśnie zrealizowałem powyższy typ u jednego z internetowych bukmacherów. Jak trafię, to za jedną postawioną złotówkę dostanę 4861,18 zł — bueheheheheeh…

  • To znowu my…

    W tygodniu miałem przyjemność obejrzeć wyjazdowy mecz Barcelony, która o ligowe punkty walczyła z Racingiem Santander. Wielka Barca znowu potrzebowała śmiesznej ilości minut, żeby wbić swojemu przeciwnikowi mało śmieszną liczbę bramek. Ibrahimović w 20., Messi w 23. i Pique w 26. minucie rozstrzygnęli mecz. Gdyby to była nasza liga, mógłbym w zasadzie spokojnie wyłączyć transmisję i uznać, że nie dość że jest pozamiatane, to jeszcze nic ciekawego się od tej pory nie zdarzy. Ale ja oglądałem La Liga…

    Komentarz ma być o Ekstraklasie, więc szybciutko wyłożę swoje argumenty. Po pierwsze, Katalończykom gra sprawiała frajdę i satysfakcję dawało im konstruowanie kolejnych akcji. Dominacja nad przeciwnikiem (do 72 minuty Barca posiadała piłkę przez niewiarygodne 76% czasu gry…) i nieustająca „Gra na tak”. Prowadzimy trzema bramkami? Nie ważne, jedziemy dalej, po czwartą bramkę. Jest dziesięć minut do końca? Świetnie, możemy zdążyć wbić jeszcze kilka goli, pokazać kilka kiwek.. Troszkę jak dzieci, które spieszą się z zabawą, żeby zdążyć zanim przyjdzie mama…

    Równocześnie chciałbym oddać sprawiedliwość zawodnikom Racingu, którzy mimo wysokiego prowadzenia rywala, nawet na moment nie zwiesili głów na piersi. Ba! Pomimo widocznej różnicy klas nie ustawali w kolejnych próbach walki o honorową bramkę – co im się udało, a apetyt mieli na więcej. Jestem niemal pewien, że każda polska drużyna po straceniu trzech bramek zaczęła by stawiać zasieki w obawie przed kolejnymi, Racing postanowił zagrać pressingiem, żeby odzyskać piłkę i żeby wrócić do gry.. I jeszcze drobiazg, przy dwóch drużynach grających ofensywnie, kiedy obie połowy były wypełnione ciągłymi atakami, w cały meczu zostało rozegranych tylko sześć rzutów rożnych. Bo każdy korner to zagrożenie. No, ale nie u nas;) U nas każdy stały fragment gry to okazja dla przeciwnika do wyprowadzenia zabójczej kontry…

    I właśnie, wracając do Ekstraklasy. Możemy ekscytować się meczem w Warszawie – znowu ważny mecz dla trenerów, bo ich pracodawcy zapewne chcieliby zobaczyć w niedzielny wieczór kolejne trzy punkty na koncie… W sobotę o swoją posadę walczył będzie trener Radolsky, a trener Skorża musi przekonać wszystkich, że mecz z tą drugą Polonią był wypadkiem przy pracy. Poza tym Jagiellonia będzie chciała wreszcie zdobyć punkty, które będą widoczne „na plusie”, a Korona zechce zapewne wrócić na szlak wyznaczony w pierwszej kolejce. Ja jednak sądzę, że ważniejsze od tego kto kogo pokona, będzie to, jak zaprezentują się wybrańcy P.O. Trenera Reprezentacji – Stefana Majewskiego.

    Zobaczymy co w bramce Polonii pokaże Przyrowski i czy zatrzyma Brożka (chociaż jego ostatnio zatrzymuje brak formy). Ciekaw jestem występu Bieniuka (który znany jest nie tylko z futbolu ale i z Kozaczka…) i Polczaka. Chciałbym gdzieś zobaczyć Euzebiusza Smolarka, ale na to chyba muszę zaczekać do kolejnych meczów reprezentacji. I w sumie dręczy mnie pytanie, czy powołany do kadry Kamil Grosicki rozstrzela reprezentacyjnego bramkarza (chyba przynajmniej jednokrotnie, a jeśli nie, to „Doktor” vel „Laptop” o to zadba) Marcina Cabaja.

    Kończąc – bo wszystko się kiedyś kończy – podzielę się myślą na przekór optymistyczną. Ponieważ gorzej być nie może, a na pewno może być śmieszniej, śmiem twierdzić Panie i Panowie, że ta reprezentacja ma szansę, powiem więcej, zasługuje na sukces. Kibice nie przyjdą na stadion i, kto wie, zapewne nie zasiądą przed telewizorami, więc nikt nie będzie z naszych szydził, no może z wyjątkiem komentatora. Przeciwnik naszych zapewne nie rozpozna odpowiednio i w tym nasza szansa. My ich po prostu całkowicie zaskoczymy, a dzięki sprzyjającym wiatrom awansujemy na Mundial. Bo My, proszę państwa, lubimy sytuacje nieprawdopodobne. I tak wrócimy do gry. Z Ole’m*.

    Tekst został opublikowany także na serwisie 11.pl

    *Dla tych, którzy nie wiedzą jak się wraca z Ole’m, z Ole’m wraca się tak (oczywiście niecenzuralnie):
    [youtube=http://www.youtube.com/watch?v=zJ85R88JTJQ]

  • Rozważania o władzy absolutnej

    Wisła Kraków, przechodząc na model angielski, zrezygnowała z dyrektora sportowego. Przyjęcie takiego rozwiązanie w polskich warunkach brzmi moim zdaniem groźnie. Nie dlatego, że szczególnie żal mi Jacka Bednarza, podejrzewam że akurat on sobie poradzi, tak jak zapewne poradzi sobie Wisła Kraków. Brzmi groźnie dlatego, że Wiśle nigdy nie służył czas, w którym brakowało osoby odpowiedzialnej wyłącznie za transfery. Ostatni taki okres zakończył się fatalnym – z punktu widzenia krakowskich działaczy/piłkarzy/kibiców(niepotrzebne skreślić) – 8. miejscem w sezonie 2006/2007. Brzmi groźnie również dlatego, że ostatni trener który w Krakowie mógł zrobić wszystko, długo odbijał się Wiśle czkawką.

    Oczywiście można wskazać pewne korzyści Wisły wynikające z pożegnania Jacka Bednarza. Po pierwsze, zakończył się czas nieustannych sporów pomiędzy trenerem a dyrektorem, o których coraz głośniej mówiło się w Krakowie, a które widoczne były chociażby przy kolejnych próbach zaangażowania przy Reymonta nowego bramkarza. Nie będzie już zatem kolejnych impasów negocjacyjnych, kiedy trenerowi będą proponowani piłkarze którzy go nie interesują, lub też nie będzie „dostawał” tych zawodników, którzy mu się wymarzą.

    Po drugie, teraz trener oczekując nowego transferu nie będzie z nadzieją wpatrywał się w oczy dyrektora, a jeśli będzie chciał stanąć twarzą w twarz z osobą za (udane i nieudane) transfery odpowiedzialną, będzie musiał stanąć przed lustrem. Wniosek – w najbliższych miesiącach, wszystkie kluczowe dla rozwoju sportowego Wisły decyzje będą podejmowane jednoosobowo, przez Macieja Skorżę. I to czyni go najważniejszą osobą w klubie.

    Nie śmiem kwestionować umiejętności czy wiedzy trenera Mistrzów Polski. Przez ostatnie dwa lata udowodnił, że w Polsce nie znajdzie równorzędnego sobie rywala, a pierwsze poważne problemy napotykał zwykle w potyczkach europejskich. Być może teraz, trzymając wszystkie sznurki w swoim ręku, podbije Europę. Tego mu życzę.

    Nie będzie jednak łatwo, ponieważ osoby dzierżące władzę absolutną, czując na sobie brzemię odpowiedzialności oraz znając siłę swoich decyzji, nader często rezygnują z podpowiedzi ludzi im życzliwych, obawiając się fałszu owej życzliwości. Co więcej, osobom zależnym od absolutnego władcy trudno jest przeciwstawiać się jego woli lub kwestionować jego opinię. Takie wystąpienia mogą być… co najmniej ryzykowne. A ponieważ w klubie wszystko jest podporządkowane wynikowi I drużyny, teraz to Maciej Skorża, jak nikt inny, będzie mógł zwalniać, zatrudniać i wymagać. Oj… ciężko będzie komukolwiek powiedzieć trenerowi „Nie”… A chyba dla wszystkich w Krakowie było by lepiej, aby Wisła nie zaczęła przypominać „Tęczy”:

    [youtube=http://www.youtube.com/watch?v=DhecpGGOP40]

    Wniosek? Władzę (niemal) absolutną sprawuje się niemal samodzielnie. A na pewno całkiem samotnie.

    Przed Trenerem trudne zadanie. Nie dość że musi szkolić, planować i czuwać nad aktualną formą swojego zespołu, musi – znając wszystkie wady swojej drużyny – szukać i koordynować poszukiwania zawodników, którzy będą dla Wisły wzmocnieniem, następnie negocjować warunki kontraktów z obecnymi i przyszłymi piłkarzami Białej Gwiazdy, musi mądrze oddzielać ziarna prawdy od plew pochlebstw czy łgarstw, musi dzielnie przyjmować krytyki i rozsądnie dzielić się sukcesami, a przede wszystkim i nade wszystko musi zwyciężać. Najlepiej wysoko i pięknie.

    Powtórzę się – życząc Maciejowi Skorży jak najlepiej – mam nadzieję, że w nawale obowiązków i niedoborze czasu, będzie pamiętał o dwóch rzeczach. Primo: nie ma ludzi nieomylnych, którzy podejmują tylko właściwe decyzje. Secundo: władza absolutna pociąga za sobą absolutną odpowiedzialność.

    Tekst zostanie także opublikowany na serwisie 11.pl

  • Może nie będzie tak źle…

    Może to będzie dobry sezon. Może będą w nim gwiazdy, może będą młode talenty, może będzie na co patrzeć i zdarzą się mecze, na które będziemy wyczekiwać. Tego typu marzenia zwykle snuję przed pierwszą kolejką nowego sezonu, po to tylko aby po piętnastu minutach pierwszego meczu wiedzieć, że po raz kolejny wszystko co dobre, może nadal spokojnie drzemać w mojej podświadomości. I niestety, tym razem zaczęło się podobnie.

    Nie będę wracał do tego, że moim zdaniem ekstraklasa powinna się zacząć z poślizgiem. Ja wiem, że z moim zdaniem nikt się liczyć nie musi, ale nie podoba mi się to, że wszyscy, którzy powinni dbać o to, aby nasze ligowe rozgrywki były prowadzone zgodnie z literą prawa, robią wszystko tak, jakby chcieli powiedzieć -„szybciej, szybciej, jak uciekniemy daleko w las, to nas nikt nie znajdzie”, i są święcie przekonani o tym, że gajowy ma nie nabitą flintę, a poza tym śpi, a wszyskie niedźwiedzie, wilki i jelenie zostały wybite przez kłusowników. Więc nie podoba mi się… ale cóż, Liga Gra…

    Pierwsze mecze odarły mnie ze złudzeń, tak jak Polonia odarła ze złudzeń bezradny Bełchatów, a Śląsk przypomniał Cracovii, że licencja to nie wszystko i do utrzymania trzeba jeszcze grać w piłkę. Na podkreślenie tej dobrej ligowej passy była jeszcze Wisła, która w iście mistrzowskim stylu rozbiła w proch i pył Ruch Chorzów, świętując każdą bramkę tak, jakby była ona na wagę.. bo ja wiem… awansu do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Ale do tej kwestii jeszcze wrócę.

    Liga zaczęła się więc zgodnie z oczekiwaniami i na przekór marzeniom. Po dwóch miesiącach czekania wiedzieliśmy znów, że do tego, aby zobaczyć dobrą piłkę, musimy poczekać jeszcze kolejny miesiąc, kiedy na boiska wybiegną Anglicy, Włosi, czy Hiszpanie, kiedy zaczną się poważne puchary i znowu będą emocje. Na szczęście tym razem niedziela była dla nas i wszystkie moje spekulacje okazały się warte mniej, niż funt kłaków.

    W niedzielę grali nasi pucharowicze. Legia pokazała, że jest w gazie i o ile między 10 a 16 kolejką nie złapie dziwnej zapaści będzie pewnym kandydatem na mistrza. Co prawda z Legią to jest tak, że niezależnie od tego co się dzieje i kto w niej gra, to Wojskowi są pewnym kandydatem na mistrza, ale tym razem, nie będzie to wynikało ze słabości ligi, tylko z siły, która wreszcie w drużynie Jana Urbana drzemie i buzuje pod powierzchnią zespołu. Tym razem im się chce i gra sprawia im przyjemność. A im więcej oni mają przyjemności, tym przyjemniej się ich ogląda. Będzie ciekawie.

    Lech chce udowodnić, że poprzedni sezon nie był przypadkiem, tylko przypadkowo skończył się nie tak, jak sobie tego życzyli trener Smuda i włodarze z Bułgarskiej. Maszynka do strzelania bramek ma nowego bramkarza, pewnych – w zasadzie – obrońców, pomysłowych pomocników i utalentowanych napastników. O skuteczności Kolejorza przekonali się już w Norwegii i Gliwicach, podejrzewam, że już niedługo przekonają się o tym kibice i zawodnicy w całej Polsce – bo jeśli chodzi o Europę nie zawsze niestety będzie tak łatwo jak w miniony czwartek. Jedyne pytanie brzmi – czy starczy aminucji.. bo animuszu Kolejorzowi nie brakowało nigdy.

    Polonia… Nie rozczarowała. Tak jak nie przekonywała w zeszłym sezonie, tak i w tym nie ma przekonujących argumentów. Co więcej straciła kadrowicza, który mógł w tej drużynie rządzić i dzielić, więc teraz wcale nieźli piłkarze wyglądają na trochę zagubionych. Ci wcale nieźli mieli w niedzielę kilka okazji do tego, aby na chwilę choć uciszyć kielecką publiczność, ale woleli za to z najbliższych odległości nie trafić w bramkę, lub trafić w bramkarza. Za to Korona…

    Korona zaskoczyła. Polot, odwaga, fantazja – to wszystko widać w konstruowanych przez krwisto-złotych akcjach. Co przyjemniejsze, Koroniarze nie mieli ochoty spocząć na laurach, bo przecież w drugiej połowie nie mieli potrzeby ani przymusu walczyć o wynik. Kibiców i sponsorów zadowoliłoby bezpieczne 2:0, które można było dowieźć do końca. Dużo trudniej było powiększyć przewagę, bo Polonia choć nie miała wielu atutów w ataku, nie zwykła tracić seryjnie bramek. Koroniarzom się chciało i za to należą im się słowa uznania. Po tym pierwszym meczu, nieśmiało wieszczę, że w tym sezonie Korona może jeszcze namieszać. Nie będzie to raczej sezon mistrzowski, ale to będzie dobry sezon i drużyna, której mecze warto oglądać.

    A Wisła… Po tak fatalnym pożegnaniu z pucharami, piłkarze powinni mieć świadomość, że czeka ich sezon pokutny. Czas, w którym trzeba udowodnić swoją siłę, przekonać postronnych, że dwumecz z Talinem podrażnił sportową złość profesjonalistów, którzy mają świadomość, że 180 minut przekreśliło ich szansę w sezonie 2009/2010 na sportowe przyjemności. Widząc reakcję piłkarzy po bramce na 2:0 widziałem euforię, która mogła by świadczyć, że wszystko co było, już było i nie ma po co do tego wracać. Cieszmy się tym co jest, bo Wisełka znów wielką jest… Euforyczna radość z dobicia słabeusza nie przystoi profesjonalnemu killerowi, który z zimną furią w oczach będzie wykańczał kolejnych przeciwników. Profesjonaliście, który jest przekonany o swojej sile i wartości, nie sprawia radości fakt, że tym razem coś mu się udało.

    Tekst został także zamieszczony na serwisie 11.pl