Blog

  • Bo duże, bywa też szybkie…

    Jak się wychodzi do ringu z gościem od siebie większym, silniejszym i groźniejszym, to trza mieć jaja… Dlatego trzeba oddać Marcinowi Najmanowi (ten testosteron to lepiej niech sobie zmieni na coś bardziej użytecznego…), że jest odważny… Ale Pudzian go po prostu zmiótł… Jeden strzał i obrona pękła.. Gdyby tak bronili Częstochowy…

    Jak to mówią, tą walkę można w całości pokazać w teleexpresie.. albo nawet w czasie zapowiedzi teleekspresu.. sami zobaczcie:

    I już się pojawiają nietuzinkowe komentarze… np: Nowa ksywka: 'Mariusz „Demotywator” Pudzianowski’ …

  • Jak się (nie) nauczyć typować – lekcja V

    Dzisiejszy wpis, jakże by inaczej, nosi wielce błyskotliwy podtytuł – ta ostatnia niedziela. Dlaczego taki? Z prostego powodu, po prostu wszystko co dobre kiedyś się kończy. Na szczęście, nie tylko to co dobre ma swój koniec, więc i runda jesienna ma się zakończyć właśnie w najbliższą niedzielę. Tak, tak… jeszcze trzy dni i nasi piłkarze pojadą na urlopy, a trenerzy będą mieli dwa miesiące czasu na to, by poprawić wszystkie bolączki. Będą mogli namieszać w składzie, przygotować nowe zagrania i… nowe wymówki. Po 10 tygodniach przerwy piłkarze nie mogą przecież być w rytmie meczowym, nie mogą być od razu w formie, nie mogą zachwycać.. a że runda wiosenna skończy się zanim się tak naprawdę zacznie… cóż… nie możemy brać przecież za wszystko odpowiedzialności… Wracając jednak do tego co tu i teraz…

    Piątek:
    17:45 Piast – Ruch… zaczynamy z wysokiego Ce… Ruch powinien być podrażniony tym, że przegrywa wszystkie ważne mecze. Ruch powinien być zdeterminowany by jakimś miłym akcentem zakończyć rok 2009, bo jeśli przegra, to zamiast wspomnienia świetnej rundy będą mieli nosy spuszczone na kwintę bo co można było zawalić – zawalili… Z kolei Piast… oni chyba chcą już tylko dotrwać do końca rundy. Nad horyzontem pojawiły się czarne chmury, które nie wróżą dobrze przyszłości klubu, a to nigdy nie sprzyja.. Mój typ – Ruch

    20:00  Wisła – Zagłębie heh.. Wisła jest jak na razie jedyną drużyną, która w jakimś stopniu jest przewidywalna. Przegra każdy mecz o stawkę, całą resztę wygra bez wielkich trudności. Zagłębie – cóż, panie Selekcjonerze, chyba już czas, na przypomnienie sobie goryczy porażki. Niestety.. Zagłębie mając w pamięci 0:4 z początki sezonu, będzie walczyć o remis. A gra na remis w tym przypadku nie jest bezpieczna. Wisła chce mieć spokojną zimę, dlatego też mój typ – Wisła

    Sobota
    14:45  Lechia – Cracovia – dobrze radząca sobie Lechia z naszym przyszłym reprezentantem w Lidze Mistrzów.. Tak sobie myślę, że jeśli Pasy mają być naszym następnym reprezentantem w LM, to naprawdę długo na ten awans poczekamy… Co najmniej kilka dekad.. do tego czasu mogą rozwiązać Champions League… Co do Lechii mam jedną wątpliwość. Tycią, maleńką, w zasadzie mało znaczącą – dwa tygodnie przerwy od ostatniego meczu. To jest dużo.. Ale z drugiej strony… może przystąpią zrelaksowani do będącej na fali Cracovii… tym bardziej, że każda fala – tak jak każda seria się kiedyś załamuje, o czym najlepiej wiedzą nad morzem. Panie Prezesie – Wisła będzie miała mniej do doganiania, bo z pomorza wracacie bez punktu – mój typ – Lechia

    16:15  Lech – Korona –  ojej…od jakiegoś czasu, Koroniarzom lepiej wychodzi zmiana szkoleniowca niż zmiana stylu gry. Z kolei Lech (ależ mi wyszła kolejarska gra słów… ) jedzie od przystanku do przystanku. We Wronkach gra im się lepiej, na wyjazdach nieco gorzej… U siebie raczej nie zwykli przegrywać, a jeśli chcą zachować szanse na walkę o tytuł w przyszłym roku, muszą wygrać. Wniosek – mój typ Lech

    17:00  Polonia B. – Odra… Jak by to ująć.. mam dylemat. Odra gra straszny piach.. Ostatnio chwycili dwie czerwone i pozostają czerwoną latarnią ligi. I choć gotowi są oddać pieniądze, a zarząd gotowy jest im tych pieniędzy nie płacić, wszystko wskazuje na to, że tak pozostanie. Polonia… U siebie zatrzymała Lecha, zatrzymali Jagę, na wyjeździe nie podłożyli się GKSowi.. trudny wybór.. Mimo wszystko, chyba jednak wytypuje Polonię B.

    19:15  Śląsk – Polonia W. – Chciałoby się powiedzieć, że nowy trener Polonii kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, ale on kroczy od remisu do zwycięstwa do remisu. Jeśli to sinusoida, to teraz czas na porażkę. Jeśli to jakiś ciąg, to raczej zwycięstwo… ale… Śląsk po tym co pokazał w meczu z Cracovią, powinien być zdeterminowany, aby pokazać coś więcej w meczu z Polonią i to coś więcej powinno być dobrym prognostykiem. Poza tym Bakero musi mieć temat do przemyśleń na długie zimowe wieczory i dlatego właśnie punkty zostaną we Wrocławiu… (pytanie czy zostanie tam też jakiś sędzia.. albo piłkarz.. albo inny jeszcze ktoś).

    Niedziela
    14:45  Jagiellonia – GKS, Jagiellonii w Białymstoku nie jest groźny nikt. Tym bardziej, że zima się zbliża i będzie cokolwiek chłodno, a oni mogą być do takich warunków lepiej przygotowani. Po drugie, GKS to taka maszynka co postanowiła kolekcjonować zwycięstwa i punkty i postanowiła nie tracić bramek, aż ktoś powiedział że teraz to on nie zapłaci, że zapłaci jak będzie miał, jakoś za tydzień, miesiąc, a tak właściwie to na koniec rundy. Bardzo sprytnie powiedział i zupełnie nie zaskakuje mnie reakcja piłkarzy. Jakby chciało się mniej.. albo tylko udawało się mniej. I dlatego właśnie, mój typ na ten mecz to… Remis. Nie może być tak, że wszystkie mecze wygrają gospodarze, nie?

    14:45  Legia – Arka… No i byłby zgryz, ale go nie ma;) Legia u siebie nie przegrywa, a ostatnio choć nie zachwyca punkty gromadzi. Poza tym, trener Urban zapewne chce się pożegnać z klasą z Łazienkowską (pragnę zaznaczyć, że nie precyzuję czy chodzi mi o pożegnanie z rokiem 2009 czy z posadą… ) i punkty mu się przydadzą. Z kolei Arka to wciąż nie jest drużyna, która może na Ł3 powalczyć o komplet, albo chociaż o jeden punkt… Mój typ: Legia

    Oczywiście, żadnej odpowiedzialności za wyżej wystawione typy, nie biorę;)

    aaa… byłbym zapomniał. Czas na jakiś muzyczny element całej zabawy… Miała być ta ostatnia niedziela.. ale że pojawiła się kwinta, niech będzie Kwinto…

  • Kto obroni polską piłkę…*

    Właśnie się zorientowałem, że chciałem swój wpis zacząć prawie tak, jak uczynił to Jacek Sarzało. Tak, wiem, trochę tym sobie schlebiam, ale ja również do idei okrągłego stołu nastawiony byłem mocno sceptycznie, o czym pisałem tu, a cała akcja Canal Plus wydała mi się jedynie wyciągnięciem ręki do związkowych działaczy. Pomyliłem się. Tu nie chodziło o to, by pomóc związkowi, to była doskonała okazja, aby zrobić dobrze wszystkim. Wszyscy zgodzili się w Okrągłym Stole uczestniczyć, ale równocześnie wszyscy przystąpili do „obrad” w trosce o swoje własne interesy.

    Canal Plus chciał pokazać, że mu zależy. Że nie tylko daje kasę, ale też jest dobrym wujaszkiem, który potrafi dobrą radą pomóc wyjść z bagna. To, że w bagnie siedzą ci, którzy skutecznie kopali pod polską piłką doły im nie przeszkadza. To, że środowisko jest w znacznej mierze skorumpowane, im nie przeszkadza – na pytanie o to, dlaczego okrągły stół został zorganizowany dopiero po czterech latach od rozpoczęcia procesu ws. korupcji w futbolu, rzecznik C+ odpowiada, że to pytanie ich nie dotyczy, a okrągły stół jest poświęcony innym problemom… Na pytania dotyczące samej koncepcji, odpowiada w tak strasznym piarowo-marketingowym bełkocie, że aż żal cytować. Przy okazji polecam tekst Dominika Panka (autora pilkarskamafia.blogspot.com) dotyczący okrągłego stołu w kontekście korupcji

    PZPN chciał pokazać, że nie są tacy zabetonowani. Że chętnie posłuchają, co ci wszyscy mądrale mają do powiedzenia. Przy okazji kupią trochę czasu, za który zapłacą jakąś deklaracją poprawy i obietnicą walki o wyższe dobro. No i będą mieli sposobność do tego, by wykazać się sukcesami z lat 80. tych i poskarżyć się na krzywdzące ich opinie, których nie brak w mediach.

    Politycy uznali, że Okrągły Stół, to doskonała sposobność do tego, aby pogrzać się w blasku kamer, pochylić się z poważną miną nad ważkimi sprawami, zademonstrować troskę i zapewnić, że zrobią wszystko co w ich mocy, aby czuwać nad dotrzymaniem postanowień, choć przecież:

    – Klucz do naprawy polskiej piłki posiada biznes. Tylko sponsorzy mogą wywrzeć odpowiedni wpływ na PZPN i doprowadzić do niezbędnych zmian. Liczę, że związek podejdzie do debaty z dużą uczciwością – oceniła szefowa sejmowej komisji sportu Elżbieta Jakubiak.

    No tak… zapomniałem, była pani minister nie ma nic do tego…

    Biznesmeni mieli swoje sprawy. Po pierwsze, była to kolejna okazja o to, aby zadbać o przyszłe zyski. W końcu na kiepskim produkcie nie da się zarobić, a że produkt jest kiepski wie każdy, włącznie z szefem jednego z koncernów medialnych, a zupełnie przypadkowo jeden z właścicieli Legii Warszawa:

    Piłka nożna, jako produkt, cuchnie. Starczy otworzyć telewizor, by najmłodsi nauczyli się całej gamy stadionowego chamstwa. Najbliższe dwa lata trzeba spędzić nie na myśleniu o naprawie piłki od podstaw, ale na tym, by uniknąć kompromitacji w mistrzostwach Europy w 2012. – powiedział Mariusz Walter

    Pojawili się także kibice, ale o co im chodzi tak naprawdę nikt nie wie. W zależności od klubu mają swoje problemy i swoje sposoby na to, aby sobie z nimi radzić. Pozwolili się zepchnąć do roli obserwatorów, którzy nie mają wiele do powiedzenia (choć przez chwilę mieli), którzy muszą słuchać, co uradzą mądre głowy. A potem zasiąść na stadionie i wchłaniać produkt im podany,

    Taka dygresja… czy ktoś wie, dlaczego istniej polska piłka? Po co są ci piłkarze, sponsorzy, działacze… Dla kogo są te stadiony, reklamy i akcje marketingowe? Czy ktoś wie dla kogo robi się szaliki, koszulki i inne gadżety? Czy ktoś wie, kto to kupi, kiedy kibice się znudzą?

    Wreszcie mieliśmy wielkie gwiazdy mediów, którzy mogli nadać odpowiednią oprawę całemu widowisku, aby było ono wielkie, szacowne, historyczne i rewolucyjne. I żeby powiedzieć tak dużo i tak mądrze, aby przypadkiem czegoś nie zmienić.

    Aha… tak na wszelki wypadek, aby okazji do pokazania wiekopomnych wydarzeń piłkarskich nie straciły inne telewizje, kolejna kluczowa dla polskiej piłki debata odbędzie się już 13 grudnia, przed kamerami TVP…

    *…przed obrońcami polskiej piłki

    Materiał zostanie także opublikowany na 11.pl

    —-

    źródła:

    http://www.tvn24.pl/12694,1632239,0,1,pilkarski-okragly-stol-jest-porozumienie,wiadomosc.htmlhttp://sport.tvp.pl/pilka-nozna/wideo/engel-materna-i-zimoch-o-grzechach-polskiej-pilki

  • 669 minut

    Czy ponad 7 godzin to dużo czy mało czasu? To zależy… Zgodnie z dowcipem, to ile trwa jedna minuta zależy od tego, po której stronie drzwi od toalety się znajdujesz… I pamiętajmy, tu jest mowa o jednej tylko minucie. Łukasz Sapela nie puścił gola od tytułowych 669 minut…

    Zresztą to nie pierwsza wielka seria Łukasza Sapeli. W 2006 roku zanotował passę 10 godzin bez wpuszczenia piłki do bramki GKSu, a teraz ten wynik śrubuje. Co jeszcze ciekawsze, akurat ten golkiper jest jedynym, który w XXI wieku łapie się do czołówki polskich bramkarzy rekordzistów. Trzy lata temu „wskoczył” na jedenaste miejsce w rankingu, w tym momencie załapał się już 5 lokat wyżej, a jeśli wytrwa kolejnych 360 sekund będzie w „Top 5”. Nigdzie nie widać też innego zawodnika, który w najbliższym czasie miałby go z tego miejsca zepchnąć.

    Swoją drogą, GKS Bełchatów to drużyna, która w chwili obecnej powinna być postrachem całej ligi. Właśnie GKS a nie Legia, Lech czy Wisła. To oni nie stracili punktów w ostatnich 7 meczach, a dzięki postawie Sapeli i całej defensywy, nie stracili nawet bramki. To właśnie GKS po słabym początku od 26 września maszeruje w górę tabeli bez najmniejszych oznak zadyszki.

    Złośliwi powiedzą, że Bełchatowianie dotychczas nie mieli trudnego rywala. Kolejno rabowali przecież z punktów Koronę, Śląska, Polonię Warszawa, Cracovię, Arkę i Lechię, więc dopiero w meczu z kimś z czołówki będą musili pokazać, co tak naprawdę reprezentują. Tylko że ta czołówka w chwili obecnej nie ma czym straszyć. Najbliższy rywal – Legia – będzie zmęczony środowym 120 minutowym pojedynkiem pucharowym. Chociaż nawet gdyby Warszawiacy byli świeżutcy jak właśnie upieczone bułeczki, to tak naprawdę Wojskowych nie trzeba się bać. Co więcej – bać się nie wolno, trzeba przełamać strach i nawiązać walkę. I wygrać, co w tym sezonie potrafiły już i Odra i Jagiellonia.

    GKSowi zdecydowanie służy cisza. W cieniu „wielkich” naszej ligi, robią swoje. Zarząd, który przetrwał nieprzyjemny start rozgrywek teraz zbiera znakomite plony i cieszy oczy grą swoich zawodników. Trenerowi Ulatowskiemu służy rozbrat z reprezentacją, wreszcie pracuje na swoje nazwisko, a nie jest tylko asystentem wielkiego Leo. No i ma w bramce Sapelę, co piłce się nie kłania.

    Tekst został także opublikowany na 11.pl

  • WOŚP grzecznie prosi – Dawać kasę!

    Dawno dawno temu, przy jednym z pierwszych finałów WOŚP sam biegałem po Krakowie z puszką, zbierając datki od spacerowiczów. Ponieważ sam byłem za młody, zostałem „podczepiony” pod starszego kolegę z identyfikatorem. Mieć identyfikator – to było coś.

    Od tamtej pory, rok w rok wrzucam kilka złotych – w miarę możliwości – do puszki. Co prawda odnosiłem wrażenie, że ze świetnej zabawy i wspólnego celu, zrobił się show i wyścig, wzajemna licytacja kto zbierze więcej, kto przyniesie bardziej wypasioną puchę, kto znajdzie lepszy punkt, w którym będzie więcej ludzi, żeby móc zebrać więcej kasy. Przy okazji telewizja zrobiła swoje, przy Jerzym Owsiaku pojawiła się cała masa dziwnych ludzi, którzy chcąc dobroczynić cały rok, wygrzewają się w blasku jego gwiazdy akurat w styczniową niedzielę. Cóż.. widać taka jest cena, robienia dobrze.

    W tym roku wszystkim zaczęło brakować pieniędzy. W zasadzie każdy wydaje mniej, chociażby dlatego, że boi się, czy na pewno w najbliższym czasie starczy mu na wszystkie potrzeby. Problemy mają mali i duzi, problemy są w budżetach domowych i w budżetach miejskich. W Krakowie, o problemach finansowych słychać od dawna. Oszczędności są wszędzie i na wszystkim, miasto zrezygnowało z niektórych festiwali i imprez. Padło także na WOŚPowe światełko do nieba. Co na to WOŚP?

    – W piątek w Krakowskim Biurze Festiwalowym usłyszeliśmy, że zabrakło pieniędzy na organizację styczniowego koncertu WOŚP, bo jest kryzys – mówi Piotr Błoński, szef jednego z ośmiu sztabów WOŚP działających w Krakowie. – To niewyobrażalne, żeby w drugim co do wielkości mieście w Polsce zabrakło finałowego wydarzenia – podkreśla.

    Niewyobrażalne, prawda? Ale ponieważ „niewyobrażalne” to za mało, Piotr Błoński dodaje jeszcze drobiażdżek:

    Z danych WOŚP wynika, że w krakowskich szpitalach używa się sprzętu zakupionego przy pomocy Fundacji WOŚP wartego ponad 11,5 mln zł. Szkoda, że miejskiej kasy zabrakło akurat dla nas – mówi Błoński

    W takim zestawieniu czegoś nie rozumiem. Może się mylę, ale czytam to tak – Daliśmy Wam tyle, wy nam nie chcecie dać, więc może się zdarzyć, że następnym razem kasy dla Was nie starczy… Być może dokonuje nadinterpretacji, ale nie do końca rozumiem stanowiska WOŚP. W TokFM pojawia się jeszcze fragment wypowiedzi pana Błońskiego, który mówi, że brak finału na rynku, to mniej ludzi na rynku, to mniej kasy. Jeśli dobrze pamiętam, kiedyś w tej zabawie kasa była tak naprawdę przy okazji, ale teraz tylko to jest celem. Zebrać więcej, za wszelką cenę. Odnoszę wrażenie, że WOŚP mówi – Nam się należy.

    Hmm… być może się należy, ale czy na pewno należy się tego domagać w tej formie?

    cytaty w pochodzą z artykułu gazeta.pl

  • Zagadka matematyczna…

    Oj.. coś czuję, że pani rzecznik Olejkowska będzie moją faworytą moim ulubionym rzecznikiem. Zupełnie oczywiście bezpodstawnie, gdyż przemawia przeze mnie złośliwość, wyrachowanie i zawiść. Zazdroszczę jej no.. i to nie tylko tych… mrrrr… fioletowych rajstop.

    O co mi chodzi tym razem? PZPN zgubił milion euro. Podpisali kontrakt na 8 milionów, ale NIKE podpisał kontrakt na 7 milionów. Wiecie rozumiecie, sprawa się rypła. Ludzka rzecz* – mówi pani rzecznik. Ale pani rzecznik mówi także coś więcej.. posłuchajcie:

    I gdzie ta zagadka? Ja po prostu nie mam pojęcia, w jaki sposób zamiana kropki na przecinek jest w stanie z 7 milionów zrobić 8. Help! Czekam na Wasze rozwiązania tej… łamigłówki.
    I tak już zupełnie przy okazji. Jakiś czas temu, Michał Listkiewicz został oskarżony o niegospodarność. Pytanie brzmi, czy „zgubienie” miliona euro to też niegospodarność? To chyba zależy, gdzie się ów milion znajdzie… Czasem lepiej żeby się miał nigdzie nie znaleźć, niż gdyby ktoś go odkrył w jakiejś kieszeni.

    Wreszcie… o ile dobrze pamiętam, Nike wygrało przetarg na sponsora reprezentacji. Zapewne w przetargu jednym z warunków jest cena. Pytanie, jaka była propozycja kolejnego podmiotu… strach pomyśleć, co by było, gdyby to było nieco ponad 7 milionów euro…

    I na sam koniec. Grupo trzymająca władzę, na co wam było to całe tłumaczenie się, procedury, przesłuchania, wątpliwości. Przecież to był ludzki błąd…

    * swego czasu była taka reklama Ludzka rzecz pogadać.. odnoszę wrażenie, że pani rzecznik gadać lubi…

    ps. pytanie podchwytliwe, dlaczego żeby dobrze wkleić playera gazety, musiałem grzebać w kodzie i nie wystarczyło samo przeklejenie skryptu embed? Na to pytanie odpowiedzieć może tylko ktoś z gazety…

  • Liga bez emocji

    Wstęp. Chyba dopada mnie jesienna depresja. Jak inaczej mogę tłumaczyć fakt, że w dniu rozpoczęcia kolejki ligowej, zerkając na zestaw par, widząc kilka ciekawych piłkarsko rodzynków, odnoszę wrażenie, że będzie nudno? Niespodzianek nie będzie, wyjątkowych spotkań nie będzie, będzie za to szara ligowa rzeczywistość. Tylko pogoda sie nie chce dostosować…

    Piątek. Na dobry początek mamy derby Warszawy. Brzmi apetycznie, tylko co z tego, że brzmi… Polonia w tym sezonie to jedna z najsłabszych drużyn Ekstraklasy, która dwa razy więcej bramek traci, niż zdobywa. Z kolei Legia w 13 meczach zdobyła 19 bramek, czyli zazwyczaj wygrywa tylko jednym golem. To nie będzie wielki mecz, tym bardziej, że trener Bakero przede wszystkim nie będzie chciał przegrać w inauguracji, a nie podejrzewam, aby sprzedał Czarnym Koszulom patent na „Brasilianę w weekend”.

    Sobota. Lech gra z Ruchem. Gdyby to był Lech z zeszłego sezonu, byłoby co oglądać. Ale w obecnej sytuacji… Czysto teoretycznie zagra piąta i druga drużyna obecnego sezonu. Tylko że… Ruch już pokazał, że w starciach z mocniejszymi traci cały swój animusz, a Lech, cóż.. od dawna nie może znaleźć formy. Może to Wronki mu nie służą…

    Niedziela. Zaczęliśmy derbami i derbami skończymy. Wisła podejmie Cracovię. Ponieważ to derby Krakowa, mecz zostanie rozegrany w Sosnowcu. Wisłę i Cracovię dzieli dokładnie taka sama liczba miejsc w tabeli, co Legię z Polonią – dwanaście. Czy to coś znaczy? Absolutnie nie, przecież od zawsze wiadome jest, że derby to derby. Co prawda w zespołach rzadko kiedy grają zawodnicy związani z danym miastem, no ale skoro się coś mówi, to coś na rzeczy musi być. W Sosnowcu raczej nie spodziewam się fajerwerków, Wisła jest osłabiona i przetrzebiona kontuzjami. Cracovia… dość powiedzieć, że najmocniejszym punktem  w tej drużynie jest trener.

    Podsumowanie. W najbliższej kolejce, ważniejsze od wyników poszczególnych spotkań, będzie rywalizacja między trzema pierwszymi zespołami ligi. Wisła zapewne udowodni, że w spotkaniach ze słabszymi radzi sobie poprawnie, Ruch pokaże, że w starciu z mocnym rywalem nawet remis może cieszyć, a Legia… hmm… Legia albo głupio straci punkty, albo pokaże trenerowi Bakero, że Polacy nie gęsi i swój futbol znają.

    PS. Na zakończenie nie umiem się powstrzymać od zacytowania oświadczenia, jakie zostało przesłane przez nową panią rzecznik PZPN. W sprawie oskarżeń wysuniętych pod adresem Michała Listkiewicza, PZPN oświadcza:

    Obradujący  dziś Zarząd PZPN przyjął do wiadomości powyższą informację, wyrażając nadzieję, że organy wymiaru sprawiedliwości sprawnie i wnikliwie  przeprowadzą śledztwo, które zakończone zostanie podjęciem merytorycznej decyzji.

    Odnoszę wrażenie, że z panią rzecznik to my się nudzić nie będziemy.

  • Kraj Janosików, to kraj bezprawia

    Zanim zacznę, zaznaczam że nie jestem prawnikiem. Mam dziwne wrażenie, że dużo ciekawiej o tej sprawie napisze Olgierd, ale… czasem po prostu idzie załamać ręce.

    W dniu dzisiejszym krakowski sąd umorzył postępowanie Ilony Rosiek-Koniecznej, która wystawiła 2 tysiące recept i wyłudziła 101 tysięcy złotych z NFZ. Równocześnie, niewątpliwie, pomogła przynajmniej dwóm tysiącom osób, którzy z tych recept skorzystali, dlatego też nie śmiem krytykować jej postępowania, ale nie mogę się powstrzymać od komentarza dotyczącego wyroku sądu.

    Na samym początku pragnę podkreślić, że odnoszę się do wyroku, nie do oskarżonej. Jej działanie można uznawać za rozpaczliwe, bohaterskie, wyjątkowe i nieprawdopodobnie ludzkie. Pytanie brzmi, czy godne naśladownictwa…

    Sąd umorzył sprawę, ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu. Takie uzasadnienie było możliwe, ponieważ „prokurator nie ustalił wysokości szkody, tj. nie wydzielił recept wystawionych dla konkretnych osób, uprawnionych do refundacji, od tych recept, które były przeznaczone dla osób nieuprawnionych”. Super. Czyli ciągniemy kogoś do sądu, a potem nie przedstawiamy konkretnych zarzutów. Brawa dla pana prokuratora… A może… właśnie o to chodziło, żeby nie skazać pani doktor.. tylko po co w takim razie ciągać ją do sądu…

    Sąd uznaje, że wyłudzenie tych 100 tysięcy złotych, to niska szkodliwość społeczna czynu, ponieważ wyłudzenia były efektem miłości pani doktor do ludzi. Pani doktor nie brała dla siebie, tylko dla innych. Pani doktor nie zabrała pieniędzy nikomu konkretnemu, ona je po prostu wzięła z powietrza. A skąd te pieniądze się w tym powietrzu wzięły? Mam dziwne wrażenie, że z naszych składek. NFZ nie bierze pieniędzy z własnych inwestycji czy sprzedaży, on je ma z naszych zarobków. Wniosek? Pani Doktor sięgnęła do naszej kieszeni, i dla dobra innych je wydała. Ale branie od nas, to niska szkodliwość społeczna. Spróbujcie nie zapłacić podatków, spróbujcie nie zapłacić mandatu i tłumaczcie się potem, może traficie na wyrozumiałego sędziego.

    Albo jeszcze lepiej, napadnijmy na bank. Zabierzmy 100 tysięcy złotych.. mało, zabierzmy milion złotych i oddajmy je potrzebującym. Po pierwsze, kradniemy nie cudze pieniądze, tylko pieniądze banku. Po drugie, nie bierzemy dla siebie, tylko dla biednych i potrzebujących, po trzecie… nie mam po trzecie, ale na pewno coś się wymyśli. I co? Dalej to niska szkodliwość społeczna? Jakoś mi się nie wydaje…

    Spróbujmy zatem inaczej.. Co będzie, jeśli będziemy mieli nie jedną panią Janosikową, ale 10 Janosików. Albo stu.. i to takich, nieco bardziej operatywnych… Niech każdy z nich wyłudzi z NFZ 200 tysięcy złotych, niech da je potrzebującym, niech czyni dobro. Będzie super. Nikt nikomu nie wyrządzi krzywdy, tylko potem nie dziwmy się, że NFZ nie ma pieniędzy, a lekarze mają podłe pensje. Wiesz, stary, rozumiesz. Przyszedł Janosik, on lepiej wie jak wydać naszą kasę.

    Trochę to niesamowite… Wystarczy działać z miłości i już wszystko jest super. Sąd sam uzna, które przepisy są warte tego, aby je respektować, a które są tylko jakimiś tam mało istotnym ciągiem słów poprzedzonych jakimś takim dziwnym pokręconym znaczkiem. Spróbujcie jadąc po krajowej drodze dobierać sobie znaki, które będziecie uznawać za sensowne. Załóżcie, że inni kierowcy wybiorą sobie własne. Jazda po naszych drogach będzie istną przyjemnością..

    Raz jeszcze powtórzę. Nie śmiem domagać się czegokolwiek od pani doktor. Podziwiam jej odwagę i siłę. Podziwiam upór, z jakim niosła pomoc potrzebującym. Jestem pewien, tym bardziej teraz, gdy sprawa została nagłośniona, że gdyby nałożono na nią grzywnę, znaleźliby się ludzie chętni jej pomóc. Ale umarzać tą sprawę? Oznajmiać wszem i wobec, że jest niewinna? Wysoki Sądzie… Nie rób jaj. Jesteś od tego, aby utwierdzać nas w przekonaniu, że prawo znaczy prawo. A Ty co? Puszczasz oko pod publiczkę??

    Na zakończenie… kołacze mi się po głowie taki amerykański dowcip, który – moim zdaniem – przynajmniej troszkę do tej sytuacji pasuje.. Co prawda skojarzenie niebezpośrednie, ale mimo wszystko skojarzenie;)

    I recently asked my friends’ little girl what she wanted to be when she grows up. She said she wanted to be President some day. Both of her parents, liberal Democrats, were standing there, so I asked her, 'If you were President what would be the first thing you would do? ’

    She replied, 'I’d give food and houses to all the homeless people.’

    Her parents beamed.

    ’Wow…what a worthy goal.’ I told her, 'But you don’t have to wait until you’re President to do that.. You can come over to my house and mow the lawn, pull weeds, and rake my yard, and I’ll pay you $50.

    Then I’ll take you over to the grocery store where the homeless guy hangs out, and you can give him the $50 to use toward food and a new house. ’

    She thought that over for a few seconds, then she looked me straight in the eye and asked, ’ Why doesn’t the homeless guy come over and do the work, and you can just pay him the $50?

    I said, 'Welcome to the Republican Party.’

    Her parents still aren’t speaking to me.

  • Tak się wygrywa ćwierć miliona funtów…

    Jakiś czas temu zamieściłem materiał z występów Tomasza Radko w Milonerach. On potrzebował jakichś 40 minut żeby wygrać 250 tysięcy złotych.. Jak się okazuje, znacznie łatwiej jest wygrać ćwierćmiliona funtów.. Nie wierzycie? To popatrzcie:

    Niejaki Stuart Tinner dostał piłkę do rugby, stanął na 30 metrze boiska i kopnął. Trafienie w poprzeczkę dawało mu 250 tysięcy funtów. I co? I trafił…

    Zazdroszczę mu wygranej, zazdroszczę szczęścia, nie zazdroszczę angielskim kibicom cheerleaderek..

    A swoją drogą, ta konkurencja to chyba specjalnie przygotowana dla Marka Motyki.

  • Nieoczekiwanego cudu nie było

    W sobotnie popołudnie Nowa Reprezentacja Polski pod batutą nowego selekcjonera miała się zmierzyć ze starymi grzechami. Wychodzi na to, że pokuta wymaga czasu, wysiłku i cierpienia. Najważniejsze jest chyba jednak to, abyśmy nie zwątpili, nie szukali już teraz winnych i nie wieszali na nikim psów.

    Miało być pięknie, a póki co, jest jak jest. Wciąż gramy chaotycznie, wciąż nie potrafimy wykorzystać nadarzających się okazji, jak na razie od czterech spotkań nie potrafimy pokonać bramkarza rywali (chociaż udało nam się umieścić piłkę we własnej bramce). Zgodnie z zapowiedziani miało być agresywnie i ambitnie, ale jak na razie jest… przeciętnie. Póki co, nie mamy drużyny. Jak na razie mamy Franciszka Smudę i zawodników, którzy potrzebują czasu na to, aby zrozumieć siebie wzajemnie i aby zrozumieć koncepcje trenera. Potrzeba czasu.

    Bismarck kiedyś powiedział, że ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi kiełbasę i politykę. Czy powinni widzieć jak się robi futbol? We współczesnym świecie wszyscy chcą wiedzieć wszystko, mieć do wszystkiego wgląd i podnoszą rwetes, gdy im się tego odmawia. Franciszek Smuda postawił na otwartość. Nie organizuje zamkniętych treningów, nie robi tajemnic z taktyki czy wyjściowego składu, nie ucieka przed kibicami, wręcz przeciwnie można odnieść wrażenie, że chce, aby mu towarzyszyli. Co chce pokazać?

    Jaki człowiek nie ma żadnych tajemnic? Taki, który nie ma nic do stracenia. Taki, który chce coś udowodnić i ma coś do udowodnienia. Taki, który wie, że z tej otwartości płyną przede wszystkim korzyści. Bo wie, że najprostszym sposobem zyskania sobie przychylności, jest praca z otwartą przyłbicą. Bo tylko w ten sposób może pokazać swój warsztat, swoje koncepcje, swoje atuty.

    Franciszek Smuda potrzebuje sojuszników. Potrzebuje, aby kibice mu zaufali. Potrzebuje ich wsparcia, ponieważ to ich dezaprobata może doprowadzić do tego, że pożegna się ze stanowiskiem. Pytanie, ile wytrzymają kibice. Czy przekona ich otwartość? Czy przełkną gorycz kolejnej porażki, kolejny występ bez wyrazu? Ile czasu dadzą Franciszkowi Smudzie na przygotowanie im potrawy, którą będą pałaszować ze smakiem i przyjemnością?

    A tak przy okazji. Metoda Franza Smudy to doskonałą postawa obronna. Selekcjoner zawsze będzie mógł powiedzieć – zobaczcie, ja zrobiłem wszystko co tylko mogłem, sami widzieliście, lepiej się po prostu nie dało. Chociaż swoją drogą, nikt nie pytał jaką wodę przemienić w wino…

    Trenerze.. sugerowana melodia na dziś: