Blog

  • Internet od Netia – tyle mi zostało…

    Dziś wpis quasi ogłoszeniowy, ale za to w 100 procentach pokazujący, jak dziwne konsekwencje mają błahe decyzje. W sierpniu, jak już pisałem, poddałem się zachciance własnej i zamówiłem Internet od Pana Twarzy Netii. Jak też już pisałem,  wynikły z tego rzeczy śmieszne, straszne i męczące. Tyle tylko, że aby się o tym wszystkim przekonać, (jak już pisałem… ) potrzebny był modem, którego nie dostałem z zamówieniem, więc zakupiłem go na własną rękę. Modem – Linksys ADSL2+ wad nie ma, przynajmniej nie miałem okazji si ę o jego wadach przekonać. Natomiast…

    Kiedy pytałem w sklepie o możliwość zwrotu sprzętu, dowiedziałem się, że zostanie on przyjęty o ile nie będzie na nim śladów użytkowania, tak żeby inny klient również chciał go wziąć.. OK. Niech i tak będzie, będę użytkował ostrożnie. Tylko, że nie zawsze się da, a raczej nie ze wszystkim. Otóż, porty w tym modemie, jak chyba w każdym innym od Linksysa, są zaślepione naklejką, żeby najpierw odpalić płytkę CD. Wygląda to tak:

    linksys

    Prawda jakie ładne? No więc ja, żeby być grzeczny, naklejeczkę delikatnie odkleiłem i pac na spód routera, żeby się nie zgubiła, w razie jak bym chciał oddać (byłem bardzo przezorny). Potem – o czym, a jakże, pisałem – miała miejsce cała historia z moim niedoszłym nowym providerem, na końcu której zostałem jak debil z tym modemem. (Określenie modem – router stosuję wymiennie, co wprowadzało w konsternację technika z Netii, ale cóż, to urządzonko pełni obie role jednocześnie). Swoją drogą, coś jest ze mną źle. Naklejeczka, urządzonko… brrrr…

    Netię pożegnałem, teraz czas się pozbyć sprzętu. Grzecznie zapakowałem, naklejkę ze spodu przykleiłem na tył, całość do pudełka i do sklepu. W sklepie wszystko pięknie i zacnie, tylko że nie mogą przyjąć sprzętu, gdyż albowiem, jak się okazało, naklejka przyklejona na spód, została umieszczona tak niefortunnie, że przy odklejaniu zerwała numer seryjny i w związku z tym nic się nie da zrobić. ŻE CO? No bo widzi Pan, ta naklejka zerwała jedyny dowód na to, że Pan to urządzenie kupił u nas. Ale mam paragon – nie ważne, mam pudełko – nie ważne, na tym co zostało widnieje numer MAC urządzenia – ale ten numer można podmienić – nie ważne. Zgłupiałem. Jedynym miejscem gdzie widnieje numer seryjny urządzenia, jest jego spód i to jest to zamieszczone tak, że bez żadnego wysiłku dokonałem aktu zniszczenia, tracąc równocześnie prawo do oddania sprzętu jak i napraw gwarancyjnych, gdyż albowiem, nie ma żadnego dowodu na to, że to pudełko, ten paragon są związane z tym urządzeniem i pan może pana majstra w dupę pocałować*.

    Po zrobieniu bardzo dziwnej miny nosiłem się z zamiarem opuszczenia gardy i wyjścia ze sklepu, ale moja piękniejsza połowa uznała, że nie dość, że przytoczone argumenty są niepoważne, to ona ich nie uznaje i w związku z tym będzie walczyć. Przyjęcia sprzętu nie wywalczyła, ale sklep uznał, że może wziąć go niejako w komis i jak się pojawi klient, który by taki sprzęt chciał, to nie ma sprawy. OK. Miały być burze, miały być wyładowania elektromagnetyczne, miał być popyt. No to nie tym razem. Po blisko trzech miesiącach sprzęt odebrałem. Wciąż wygląda jak nowy, tylko równocześnie jest dla mnie totalnie bezużyteczny. Co prawda kusi mnie by sprawdzić, czy tym razem Netia wywiążę się ze swoich obietnic (na swoim serwisie w dalszym ciągu twierdzą, że są mi w stanie dostarczyć Internet na tych warunkach, które uważam za interesujące) ale masochistą chyba jednak nie jestem. Zatem, pozostaje zbycie. Drogi czytleniku, gdybyś więc potrzebował Linksysa ADSL2+ w rozsądnej cenie – służę pomocą;)

    * Dobrze Jasiu, tylko powinieneś zostawić trochę więcej niedopowiedzenia…

  • Dziwny świat dziwnych listów – polemika w trzech aktach

    Akt I – wprowadzenie

    W dzisiejszym „Dzienniku Gazecie Prawnej” możemy przeczytać Apel podpisany przez 118 osób w którym autorzy domagają się, a może postulują o uwolnienie Marcina Rywina, nieco bardziej chyba znanego jako Syn znanego producenta filmowego. Marcin Rywin jest oskarżony o wręczanie łapówki, celem zdobycia opinii lekarskiej, celem zwolnienia ojca z więzienia. Co więcej, są publikacje prasowe, w których znajdujemy informacje jakoby Marcin Rywin przyznał się do wręczania takich łapówek.  To tyle jeśli chodzi o zarys historyczny.

    Pewna grupa osób, która tak z imienia jak i nazwiska wiele mi nie mówi, uznała, że formą nacisku(?) na sądy(?) lub opinię publiczną jest wykupienie całostronnicowej reklamy w jednym z dzienników, gdyż jako „taki stan rzeczy powoduje ich obywatelskie zaniepokojenie i zmusza do publicznego zadania pytań o tempo prowadzenia tego dochodzenia; o sens przedłużania aresztu pod pozorem mataczenia w sprawie czynów, do których miało dojść ponad cztery lata temu; o to czy środki stosowane wobec całej rodziny Rywinów są adekwatne do zarzucanych im czynów.”

    apel_marcin_rywin

    Drobna dygresja – zważywszy na fakt, że Marcin Rywin już polskie sądownictwo oszukał lub usiłował je oszukać (zakup fałszywych opinii lekarskich) nie dziwię się, że sąd obawia się mataczenia.

    Wracając zaś do sedna…

    Akt II – rozwinięcie, czyli to co ważne

    W ostatnim czasie w naszym kraju pojawiła się moda na listy. Prawie każdy „znany ktoś” może liczyć na ciepłe słowa od innych „znanych ktosiów”, którzy wystąpią w jego obronie, aby przypadkiem nie działa mu się krzywda. Podobne listy były pisane w obronie Ojca Marcina Rywina, dziennikarze bronią dziennikarzy, ostatnio mieliśmy list w sprawie Romana Polańskiego (choć już kilka tygodni później, niektórzy podpisani nie pamiętali co podpisywali). Wielu gotów jest świadczyć, poręczać, tłumaczyć. Po prostu w ogień skoczyć. Przy czym czasem mam wrażenie, że podobnie jak sus w żar, tak i wszystkie te publiczne demonstracje są rzadko kiedy przemyślane.

    Czy odmawiam komuś obywatelskiej postawy – byłbym ostatnim, który odważyłby się na taki ruch. Chciałbym natomiast przypomnieć, że zrobić można znacznie więcej, niż pisać list. Jak to? Bardzo prosto. Po pierwsze, te listy pisane są do kogoś. Tylko, że ten ktoś też nie jest znikąd, co więcej, można w dość jasny sposób przedstawić ludzi, którzy sprawują władzę i mają pieczę nad tym, jak stanowione i respektowane jest prawo w naszym kraju. To MY, obywatele, wybieramy sobie posłów, którzy stanowią prawo. To MY, obywatele oddajemy głosy na prezydenta, który ma stać na straży konstytucji. To MY, obywatele mamy prawo wyboru, z którego nie potrafimy skorzystać.

    To od nas zależy kto rządzi. Czasem możemy się mylić, czasem możemy błądzić, czasem możemy decydować głupio. Ale to od nas zależy, czy będziemy potrafili wyciągać wnioski z tego, co wokół nas się dzieje. Zamiast apelować w próżnię, zamiast bawić się w rolę ostatnich sprawiedliwych, może warto zadbać o to, aby nikogo więcej nie dotknęła taka sytuacja. Niezależnie od tego, jak ma na nazwisko, czy też jaka literka stoi za imieniem. Może zamiast pytać o adekwatność środków zastosowanych w sytuacji konkretnej, warto pokusić się o rozwiązania jasne, klarowne i niezależne od jakiegoś widzimisię  czy potrzeby politycznej chwili. Niezależne od tego kto rządzi. A w razie przekroczenia takich przepisów, jasne konsekwencje wobec tych, którzy ich nie dotrzymali.

    I wreszcie, kto ma zabiegać o to, aby o takich sprawach mówić, aby o takie zmiany walczyć, jak nie ludzie, którzy gotowi są wydać mnóstwo pieniędzy na jednostronnicowy apel. Bo jeśli zależy im tylko na tym jednym przypadku, a cała reszta jest okej, to to jest kolesiostwo*.

    Akt III – przeciągnięty w czasie epilog

    Sygnotariusze apelu zwracają także uwagę, na długość postępowania i czas jaki oskarżony spędził już w areszcie… Niejako w sukurs idzie temu dzisiejsza wiadomość Tok FM dotycząca sporu jednego z prawników ze Stalexport – firmą obsługującą Austostradę A4. Rzecz zaczęła się w 2007. roku kiedy Mariusz Fras odmówił płacenia na bramkach wyjazdowych autostrady. Stalexport oskarżyła go o wyłudzenia, ale sąd się z tą opinią nie zgodził. Teraz  Fras walczy o odszkodowanie, za czas jaki musiał czekać na opuszczenie bramek bez płacenia. Dziś ruszył nowy proces. Następna rozprawa odbędzie się w… lutym. I niech mi ktoś powie, że to nie jest nasza własna, rodzima paranoia…

    * No ale też wszyscy wiemy, że Kumple to grunt…

  • Historia pewnego snajpera

    W 2002 r. John Allen Muhammad siał postrach w USA. W ciągu mniej niż trzech tygodni zamordował 10 osób, a dwie pozostałe poważnie ranił. Dziś nad ranem polskiego czasu został stracony.

    Poniżej przedstawiam materiał poświęcony wydarzeniom z września 2002 roku:

    Przy takich wydarzeniach, kara śmierci wydaje się mieć uzasadnienie. Po prostu pewne jednostki muszą być ze społeczeństwa eliminowane. I druga rzecz – mamy szczęście, że tego typu wydarzenia dzieją się tam, a nas dotykają jedynie na ekranach naszych telewizorów…

  • Piękne panie w Dzień Dobry TVN

    Coś mi się zdaje, że wyjdę na szowinistę. Co prawda tylko w potocznym tego słowa znaczeniu i zapewne tylko wobec tych, którzy kochają być politycznie, a może przede wszystkim, obyczajowo poprawni. Żeby jednak się pogrążyć, otwarcie przyznam, że mam słabość do pięknych kobiet, a jeśli urodę potrafią poprzeć inteligencją staję się wobec nich bezbronny. Zapewne nie ja jeden. W poprzedni weekend TVN postanowił widzów (raczej nie mnie, bo ja żadnych poranków nie oglądam) towarzystwem dwóch uroczych dam. Pierwsza odmieniła Kazimierza Marcinkiewicza, druga będzie odmieniać PZPN.

    Zobaczmy co ma do powiedzenia Izabela Marcinkiewicz. To znaczy Iza Marcinkiewicz, to znaczy Isabell Olchowicz-Marcinkiewicz. Mam nadzieję, że się nie pomyliłem. Jeśli się pomyliłem, to sorry…

    Chociaż, czego ja się czepiam. Pomijając, że o tej pani  nie mam żadnej wiedzy poza tym, że jest żoną pewnego nauczyciela fizyki, który swego czasu był naszym premierem. TVN zapewne chciało mi ją przybliżyć, a tu zonk. Pani nie włada bezbłędnie językiem polskim, choć rzekomo pisze wiersze. Nie ma nic do powiedzenia, co tym bardziej nie wróży specjalnie jej poezji… Ona sama zupełnie nie wiedziała co jest grane wokół niej i w najmniejszym stopniu nie interesowało ją, że dobiera się do niej (albo to ona się do niego dobierała) były premier. Może chodziło o jego intelekt. A może o jego pozycję, w końcu Kaziu nie jest byle kim, a Bankowcem. A dla niej przecież liczy się jej własna kariera.. Nie twierdzę, że małżeństwo jest dla niej sposobem na karierę, ale wiem na pewno, że gdyby nie fakt z kim sypia, nikt nigdy by o niej nie usłyszał. Oczywiście, mogę się mylić, ale tego już się nie dowiemy, choć nie zdziwię się, jeśli Kaziu będzie za jakiś czas musiał leczyć swoje złamane, ubrane w jeans, serce.

    Na deser nowa pani rzecznik PZPN.

    W sumie, powinienem zakończyć na pierwszym słowie pierwszej odpowiedzi na pierwsze pytanie jakie zostało zadane. Inna sprawa, że poprzedni rzecznik zostawił tak ubitą ziemię, że Nowa Twarz Centrali traktowana jest jako zbawienie. Co ciekawe, w rozmowach z nią, więcej się mówi o pani rzecznik niż o instytucji której rzecznikuje. Wynikać to może z dwóch powodów – albo niewiele jest na ten temat do powiedzenia (brak tematów związanych z PZPN? Niemożliwe…), albo… znacznie bezpieczniej jest rozmawiać o tej właśnie osobie. Z niewiadomych powodów lansujemy Panią Agnieszkę, zapewne większych głupot niż Redaktor Atlas nie zrobi, a przynajmniej jest na co popatrzeć. Pod warunkiem jednak, że nie włoży fioletowych rajstop:

    W tym miejscu powinienem się powstrzymać od dorzucania kolejnych materiałów. Chciałem nawet wrzucić legendarną już chyba wypowiedź Kingi Rusin o tym czym jest PR, ale wychodzi na to że ten zjawiskowy materiał po prostu zniknął z sieci.. Cud, istny cud…

    Mam tylko jedno pytanie. Co w tym towarzystwie robi Bartosz Węglarczyk. Rozumiem, że pokusa wystąpienia przed milionami widzów w porannym show jest nie do odparcia, nie mniej jednak mam wrażenie, że biedny musi się składać i kombinować jakie tu zadać pytanie, aby zostało ono zrozumiane przed rozmówcę i co-prowadzącą ten show. Z ogromną przyjemnością czytam Endgame i staram się lepiej poznać świat korzystając z wiedzy jaką Bartosz Węglarczyk dysponuje i dlatego właśnie tak przykro patrzeć, co z niego zrobił TVN.. no cóż, widać, że to magia telewizji:)

    Dla kontrastu, przykładowa wypowiedź Bartosza Węglarczyka.

  • Jak się (nie) nauczyć typować – lekcja IV

    Dzisiaj spróbuję przewidzieć wyniki 13. kolejki ekstraklasy, ale muszę się przyznać, że choć z mojego punktu siedzenia typy najwłaściwsze, to zdaniem buka ostro poszedłem po bandzie. Generalnie.. jak wygram, to wszystkim komentującym kupię koszulkę – Jestem Hardkorem;] A jeśli jeszcze takiej koszulki nie ma, to ją zaprojektuję. Słowo;)

    Cała zabawa zaczyna się już w piątek:

    17:45 Odra – Zagłębie czyli drugi odcinek serialu: Kto pokona Selekcjonera? Powiedzmy sobie otwarcie, w żadnym kryminale nie można już w drugim odcinku pokazać mordercy, bo wtedy nikt nie będzie chciał takiego serialu obejrzeć. Poza tym Odra też jakoś na killera nie wygląda, i choć Zagłębie to taki.. ligowy cherubinek, co to krzywdy nikomu nie zrobi. Odra od lat potrafi krzywdzić kibiców, więc i tym razem da sobie radę. Jak rzadko dziś zgadzam się z bukiem – wygra Zagłębie.

    20:00 Lechia – Korona – i tu zaczynają się schody. Po pierwsze, Lechia gra w tym sezonie naprawdę nieźle. Chłopaki nie odpuszczają i wychodzi im całkiem nie zła gra. Z drugiej strony Korona, ciężko walcząca ale i mająca problemy z gromadzeniem punktów. Wydaje mi się, że Koronie będzie bardzo zależeć na jakiejkolwiek zdobyczy punktowej. Do tego stopnia, że za cel postawi sobie remis. I moim zdaniem, ten remis osiągnie. (Buk mówi, że Lechia jej na to nie pozwoli).

    20:00 Wisła – Legia – starcie ligowych (hłe, hłe) gigantów. Wisła ma taki problem, że nie radzi sobie z mocnymi przeciwnikami. Jaki to jest mocny przeciwnik? Taki, który sam nie przestraszy się Wisły przed wejściem na murawę. Taki, który nie uzna jej za faworyta już jest groźny. Taki, któremu trzeba zwycięstwo wydrzeć z gardła jest niemalże dla Wisły nie do pokonania. Po drugiej stronie Legia… Legia, której największym ligowym przeciwnikiem jest Legia. Jak jej się chce – potrafi grać. Jak jej się nie chce, to nic jej nie pomoże. Z tego pojedynku nie polecą żadne iskry, żadne wielkie tarcie. Będzie wymęczony remis. (Buk mówi, że Wisła)

    Wszystko co dobre, szybko się kończy. Nasza Ekstraklasa grać będzie także w sobotę:

    14:45 Śląsk – Piast – Chyba po raz drugi szybko dogadam się z bukiem, który mówi, że Śląsk. No bo… brakuje mi argumentów, które mogłyby za Piastem przemawiać. Stadion nie, forma nie, piłkarze nie, trenerzy też jakoś nie, sponsorzy nie. Szybkie konsultacja z podświadomością i stawiam na Śląska.

    17:00 GKS – Arka – Podoba mi się gra Arki i wydaje mi się, że sami piłkarze uwierzyli w to, że można grać skutecznie i szczęśliwie. Ale gospodarze kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa… Czyli seria. A zgodnie z prawem serii, każda seria się kiedyś kończy i ta skończy się właśnie w te sobotę. Pocieszenie dla kibiców GieKaEsu? Jeden punkt zostanie w Bełchatowie. Arka jeszcze nie jest dość mocna, aby wygrywać na wyjazdach. Remis.

    18:15 Polonia Bytom – Lech – tu mamy ciekawy przypadek. Lech uznawany jest przez wszystkich za faworyta, chociaż nie ma ku temu (moim zdaniem) specjalnych wskazań, zwłaszcza w tym sezonie. Z kolei Polonia jeszcze nie dawno walczyła z Ruchem o pozycję wicelidera.. Coś mi się zdaje, że w sobotę kibice Kolejorza mogą się mocno zdziwić. Stawiam na Polonię.

    19:15 Polonia Warszawa – Cracovia – i znowu trudny mecz. Wyrównany pojedynek tych co nie potrafią, z tymi co nie umieją. Nie wiem, którzy kibice to wytrzymają, ale ponieważ to mecz zgód, może się zdarzyć, że nawet nie zwrócą uwagę na to co się będzie działo na murawie, tylko sumiennie będą topić smutku i wzajemnie się pocieszać. Piłkarze poczują nastrój, trenerzy sobie wzajemnie pogratulują, punkt zostanie na poprawę humoru w Warszawie i punkt pojedzie reperować klimat w Krakowie. Remis.

    Skoro nic nie trwa wiecznie, 13. kolejka także dobiegnie końca. Konkretnie w niedzielę

    14:45  Ruch – Jagiellonia – Coś mi się zdaje, że Ruch będzie czuł jeszcze gorycz warszawskiej porażki. Coś mi się widzi, że Jagiellonia skrzętnie to wykorzysta. W skrzętnym wykorzystywaniu nadzwyczaj skuteczny bywa Frankowski Tomasz. Co prawda Ruch też się łatwo nie podda, w końcu pozycja i dotychczasowe wyniki zobowiązują.. Zatem i tu Remis..

    Wyszła mi kolejka remisów.. Na poprawę własnego samopoczucia i podbudowanie własnej pewności siebie, proponuję posłuchać piosenki..

  • Kosztowne konsekwencje Big Zbig Show

    Nie znalazłem – jak na razie – dzisiejszej wypowiedzi pana europosła w formacie audio, słyszałem ją przelotnie w Tok.fm’ie i zamieszczę ją jeśli tylko gdzieś się pojawi. Nie mniej jednak przytoczę jej zapis, zamieszczony między innymi na stronach wp i interii, ponieważ nie rozumiem wielkiego zdziwienia Pana Zbigniewa.

    Całość dotyczy orzeczenia Sądu Najwyższego, który odrzucił wniosek Ziobry o kasację wyroku nakazującego mu przeproszenie doktora Garlickiego. Kosztowne przeproszenie, bo w tych telewizjach i tych mediach, które cytowały konferencję ówczesnego Ministra Sprawiedliwości. Ku zdziwieniu Pana Ziobry, występy w telewizji KOSZTUJĄ. I to nie mało, w tym przypadku rzecz rozbija się o 300 tysięcy złotych. Co zatem mówi pan Ziobro?

    – Ten wyrok jest bez precedensu, bo oznacza, że jeśli człowiek przekroczy granice wolości słowa, co może się zdarzyć np.: w emocjach, to skazuje się go de facto na konfiskatę majątku.

    – To w istocie konfiskata majątku i zabranie dorobku całego życia – mówił dodając, że prawdopodobnie będzie musiał sprzedać mieszkanie w Krakowie.

    O.. jej. Tak Panie Ziobro, prawdopodobnie będzie Pan musiał. I wie Pan co, nie żal mi Pana. Bo może następnym razem, zastanowi się Pan lub Pana koledzy po fachu (niezależnie od tego, do której należą partii) nad konsekwencjami wypowiadanych słów. A im mocniejsze słowa i im więcej kamer je rejestruje, tym większe powinny być konsekwencje. Wasze Immunitety nie są remedium na wszystkie popełniane przez Was wykroczenia. Za to co robicie przychodzi czasem zapłacić. I mam nadzieję, że Pan zapłaci. Dla przykładu.

    Nie może być tak, Panie Ziobro, że może Pan bezkarnie szkalować innych. Nie może być tak, że w każdej telewizji może Pan powiedzieć co tylko się Panu podoba a potem zgrywać idiotę i mówić że powiedział pan coś zupełnie innego, lub też, że się panu wypsło. Wypsnąć się może gdy nikt nie patrzy, a tu wszystko jest na widoku, wszystkie GWOŹDZIE leżały na stole. Nie pamięta Pan, co Pan mówił? Podejrzewa Pan polityczną manipulację? Niech pan sięgnie do kieszeni, może znajdzie się tam jeszcze to nagranie… W końcu była to chwila Pana tryumfu, na pewno zostawił ją Pan sobie na chwile politycznej niepogody.

    I wreszcie, Panie Pośle, propnuję posłuchanie kogoś, kto potrafi z wielką klasą dobierać słowa i skojarzenia. Specjalnie dla Pana, Wojciech Młynarski i „Róbmy swoje”. Polecam skupienie się zwłaszcza na suplemencie.

    Wróćmy słowom sens i treść!
    Twarz wróćmy słowu- bo bez twarzy
    Największe słowo nic nie waży!

    Aha.. jeszcze jedno Pośle. Wie Pan co trzeba robić, aby nie musieć opłacać takich kosztownych przeprosin? Wystarczy robić wszystko tak, aby nikogo za nic nie musieć przepraszać. I tego Panu życzę.

  • Tak się wygrywa ćwierć miliona złotych!

    Parę dni temu wrzuciłem filmik z panem Tomaszem Radko, który w milionerach niszczył Huberta Urbańskiego. Dziś kontynuował grę o naprawdę duże pieniądze i.. zrobił to z klasą. Zobaczcie:

    Panie Tomaszu, BRAWO. Wielkie, wielkie BRAWO!

    A zaklęcie, które przygotwał pan Tomasz, jest PIĘKNE, CUDOWNE i jak już pisałem, wchodzi do mojego słownika.

  • Mistrzowski popis w Milionerach;)

    Gość wymiata. Ostatecznie i definitywnie.

    Biję pokłony panu Tomaszowi Radko, mieszkańcowi – a jakże by inaczej, Krakowa;)

    Podejrzewam, że w niedziekę przed TVNem zasiądą tłumy;)

    Aktualizacja: 2009.11.01 – Nie wiem, czy zasiadły tłumy, ale pan Tomasz wyrał ćwierć miliona złotych. Brawo Panie Tomaszu! Zdecydowanie wielkie brawo! 😉

  • Innego końca (PZPN) nie będzie

    PZPN drży w posadach. Zachęceni odzewem mediów i zasięgiem akcji Pusty Stadion, kibice zgromadzeni wokół akcji koniecpzpn.pl poszli za ciosem i na tydzień przed świętem zmarłych odpalili akcję Znicz. Świetna koncepcja, fachowa realizacja, masowe poparcie tłumów sprawiło, że akcja wbrew intencjom organizatorów, spaliła na panewce. Takie przynajmniej mam wrażenie, zwłaszcza gdy widzę zdjęcia z Trójmiasta pokazujące rozmach akcji*…  Pusty Stadion był pomysłem błyskotliwym i trafił w świetny czas i okoliczności, poparty kamerami i mikrofonami mediów odniósł sukces. Do tego stopnia, że paru sponsorów postanowiło działać. A PZPN milczał…

    Minęło kilka dni, wróciła ekstraklasa i… temat przycichł. Co prawda wciąż wszechobecna jest nienawiść wobec Centrali, ale rozsądnych działań jakby mniej. Nie da się wysadzić, to można obśmiać – tak mówi pezetpeen.pl; Nie da się wysadzić, to może temat przedyskutujemy… tak mówi… Canal Plus.

    Tego się prawdę powiedziawszy nie spodziewałem. Nie sądziłem, że jedyny wieloletni dobroczyńca naszej ligi, który robi wszystko, żeby nasza ekstraklasa była towarem zjadliwym nie tylko dla tych, którzy lubią nieapetycznie wyglądające papki, wyciągnął rękę do Betonu.

    Z prawdziwą troską i niepokojem patrzymy na kondycję polskiej piłki, szczególnie na niepowodzenia zarówno polskiej reprezentacji w kwalifikacjach do następnych mistrzostw świata, jak i brak polskich klubów w europejskich rozgrywkach tego sezonu. Również z niepokojem obserwujemy brak dialogu pomiędzy wszystkimi stronami, którym z pewnością zależy na przyszłości polskiej piłki. Z tego powodu i z racji naszego wieloletniego zaangażowania w rozwój polskiego futbolu wychodzimy z inicjatywą zorganizowania OKRĄGŁEGO STOŁU DLA POLSKIEJ PIŁKI.

    Cały otwarty list C+

    A co na to PZPN? Ustami rzecznika mówi – Tak! Chcemy rozmawiać! Chcemy zadbać o rozwój polskiej piłki! Przecież wszystkiemu był winien Beenhakker, a my potrafimy zadbać o postęp… I nie jesteśmy przeciwni i nie boimy się rozmów.

    Wkrótce zamieszczę materiał z rozmowy jaka została przeprowadzona w TokFM, ale wychodzi na to, że oni już się dogadali. PZPN przetrwał, znalazł sojusznika i ani myśli wywieszać białej flagi. Akcja CanalPlus doprowadzi do tego, że temat prawie całkiem przycichnie, w końcu okrągły stół będzie gotowy dopiero w grudniu (swoją drogą, ciekawy dobór). W tak zwanym między czasie Smuda zostanie powołany na selekcjonera i trzeba będzie zadbać o dobrą atmosferę wokół reprezentacji, która przecież potrzebuje warunków do przygotwań na Euro2012; Kibice ośmieszą się jeszcze paroma akcjami porównywalnymi do „Akcji Znicz”, media znajdą sobie inną używkę, a Centrala będzie dalej żyć od zjazdu do zjazdu. Złośliwi sobie pokrzyczą, trochę mądrzejsi z całej sytuacji poszydzą, a cała reszta zapomni, o co szło. Jak za Michała Listkiewicza – najważniejsze jest przetrwać. Ale dlaczego całość wspiera Cplus?

    Może są przebiegli.. Może chcą kupić czas, może mają jakąś sprytną strategię aby wykolegować kolegów z Miodowej.. choć prawdę powiedziawszy wątpię. Nie poradzili sobie Ministrowie z SLD, z PIS, z PO… Nie poradził sobie biznes, nie poradził sobie kurator, nie poradził nawet Boniek, wychodzi na to, że nie poradzi sobie nikt. Podejrzewam, że Panowie z Cplus ogladają dobre filmy i wiedzą, że słów:

    nie wolno nigdy zapomnieć.

    Swoją drogą, politycy też się uczą. Minister Sportu już teraz mówi, że zmiany w PZPN mają być konsekwencją ruchów w samym związku.. W sumie, przynajmniej ten Pan Minister nie skompromituje się wycofaniem kuratora ze związku….

    Czyli co… możemy teraz zaśpiewać coś dla centrali.. Może.. „Słodkiego, miłego życia?”

    *tak swoją drogą, czy Ty drogi kibicu reprezentacji chcesz być utożsamiany z tymi Panami?
    a czy Ty drogi sponsorze, do tych właśnie Panów chcesz dotrzeć?…

    Materiał został także opublikowany na 11.pl

  • Jak się (nie)nauczyć typować – lekcja III

    Pierwsze podejście było spalone, drugie było już nieco lepsze, czyli nie jest całkiem źle. Wciąż biorę się za bary z naszą piłkarską ekstraklasą. Dwie trudne odpowiedzi na dwa proste pytania. Nie, nie znam się na piłce, więc wszystko co tu przeczytacie jest… w zasadzie wariacją na temat i nie, nie wygrałem dotychczas żadnego kuponu łącznego związanego z ekstraklasą. Wniosek – nie żyję przeszłością i wszystko co dobre jeszcze przede mną;)

    Co my tu mamy…

    Piątek:

    Arka Gdynia – Jagiellonia Białystok. Arka gra pięknie, Arka zdobywa punkty, Arka pokonała Koronę. Arka… przegra ten mecz. Każda fala wznosząca ma w sobie taki moment, że się załamuje. Podobnie jest z seriami – każda seria się kiedyś kończy. Dziś skończy się traumatyczna seria Jagiellonów – pierwsze zwycięstwo na wyjeździe od długiego, długiego czasu. Najwyższy czas. Poza tym… Jest szansa, że Kamil doszedł już do siebie po meczach obu reprezentacji.. wiecie ile tam było okazji… trzeba się było przywitać, pożegnać, znowu przywitać i znowu pożegnać.. i jeszcze te porażki.. no trzeba sobie z tym było jakoś poradzić.. Ale już teraz powinien być w formie – Mój typ – Jagiellonia.

    Polonia Bytom – Ruch Chorzów… i tu zaczynają się schody. W końcu gra wicelider z wice wice liderem. Jedna i druga drużyna zaskakują od początku tego sezonu, z nie całkiem zrozumiałych przyczyn dla postronnych obserwatorów zajmują wysokie miejsca w tabeli, ale jakoś zupełnie im to nie przeszkadza. Do czasu. Przychodzą takie chwile, że zaczynasz się zastanawiać, jak to możliwe, że jesteś tu, gdzie jesteś i dlaczego się wszyscy na Ciebie gapią. Zwłaszcza, jak po drugiej stronie, jest taki sam niespodziewanie dobrze grający przeciwnik. I wtedy własnie najlepiej zrobić zawieszenie broni i rozejść się w pokoju. Mój tym – Remis.

    Sobota:

    GKS Bełchatów – Polonia Warszawa – nic co dobre nie trwa wiecznie. A zgodnie z prawem serii, kiedy uda się ją przełamać, za chwilę wpada się w powtórkę z rozrywki. To tak jak w tenisie, zwłaszcza kobiecym. Jak któraś którąś przełamie, to za chwile mamy przełamanie powrotne. I to właśnie czeka piłkarzy Dusana Radolskiego. Chwile zwycięstwa są piękne, acz krótkie, a GKS to nie Odra, więc niestety, sorry chłopaki, ale w sobotę górą będzie GKS, który w ostatnich kolejkach postanowił punktów nie tracić. I w tej kolejce też raczej nie straci. Mój typ: GKS

    Legia Warszawa – Korona Kielce… I tu spotykają się drużyny, z których jedna nie może, a druga nie do końca wie, na co ją stać. Korci, żeby powiedzieć, że wracający na Łazienkowską Vuko pokaże trenerowi Urbanowi szczery uśmiech satysfakcji… może gdyby grali 1:1 coś by z tego było, ale niestety Korona ma przed sobą trudne chwile. Nie wstyd przegrać na Łazienkowskiej, nawet ze słabo grającymi Wojskowymi. Mój typ – Legia

    Wisła Kraków – Piast Gliwice – co prawda Wisła jest słabiutka. Co prawda nie ma kim grać, co prawda gra cały sezon na wyjeździe, co prawda ostatnio przegrała z Lechem Poznań.. ale jak to mówił znajomy rzecznik – są granice kitu, który lud przyjmie. Piast wyjdzie na ten mecz z prośbą o niski wymiar kary i niski wymiar kary dostanie. Wisła wymęczy zwycięstwo, wiecie, taki sezon. Mój typ – Wisła.

    Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin – Nie bez przyczyny mówi się, że Franciszek Smuda czyni cuda. Teraz wiele wskazuje na to, że będzie uzdrawiał naszą reprezentację (gdyby mistrzostwa były za rok, zapewne nie miałbym nic przeciwko, ale niech mi ktoś powie jak wyglądają drużyny po trzech latach prowadzenia przez Franza). Z uporem maniaka powtarzam, że trener Tarasiewicz też chce być selekcjonerem, więc spotka się dwóch panów z wielkimi ambicjami i trochę mniej wielkimi piłkarzami. I właśnie dlatego, przy Oporowskiej padnie (mój typ) remis.

    Niedziela

    Odra Wodzisław – Cracovia Kraków… Ojej.. Mecz tylko dla wytrwałych, najlepiej ze skłonnościami masochistycznymi. W starciu dwóch najsłabszych drużyn sezonu wygra… chyba troszkę na przekór idealnej i niezmąconej wysiłkiem fryzurze RadoMatu jednak Cracovia. Coś mi się zdaje, że Orest coś wymyśli, coś wykombinuje, coś zaszachrai, ktoś pier…nie na Dawidka i będzie po krzyku. A Odra.. obawiam się, że to naprawdę ich ostatni sezon w tej lidze. Mój typ – Cracovia

    Lechia Gdańsk – Lech Poznań… ooo.. tu się będzie działo. Podbudowany zwycięstwem nad Wielką Wisłą jeszcze Większy Lech przy Traugutta będzie walczył o to, aby zachować szansę na Mistrzostwo Polski. Zagra z zębem, z ambicją, z precyzją godną kandydata do tytułu, będzie biegał, walczył i zachwycał. A Lechia zrobi swoje i wygra. W tej lidze nie ma Wielkich.  Niestety. Mój typ – Lechia Gdańsk.

    Aha.. wszystkie typy są w zasadzie pewne, jasne oczywiste, rzekłbym nawet, że sprawdzone. Rzekłbym, gdyby nie to, że wystarczy że spadnie śnieg, temperatura zmieni się o stopień czy dwa, wiatr zawieje ze wschodu lub zachodu, albo w telewizji pokażą nie tą dobranockę co trzeba i wszystkie typy wezmą w łeb.. No ale próbować trzeba, c’nie?

    A jak wy typujecie najbliższą kolejkę?