Blog

  • Co odróżnia wielkich, od nas, tych troszkę mniejszych

    Jakiś czas temu oglądałem bardzo przyjemny film, „Good year” i chociaż mi się podobał, nie sądziłem, że będę się do niego często odwoływał. Zwłaszcza do jednego dialogu:

    – Ask me, what is the most important thing, in comedy?
    – What is the most important thing in comedy?
    – Timing!

    I, wychodzi na to, nie tylko w komedii istotne jest wyczucie czasu, ale także błyskotliwość i cięta riposta (na miarę Wujka Kazia, mistrza ciętej riposty). Dlaczego? A oglądaliście Rat Race? Ten z Rowanem Atkinsonem? Tak ten. Tam młody pan prokurator podrywa (znaczy się usiłuje poderwać) bardzo ładną dziewczynę, która go dość szybko gasi, on z kolei zapewnia, że juz za moment, już za chwileczkę wróci ze świetną kontrą.. no i może i wraca, tylko że po kilku minutach nawet widzowie nie bardzo wiedzą o co mu chodzi. I po co ten przydługi wstęp… Well..

    Apple gets shot:

    Apple shoots back:

    I’m lovin it ;]

    Bo w reklamie, najważniejsze k! jest wyczucie.

  • Polska kibolska, czyli niczyj problem

    Na stadion nie zabrał mnie tata*, nie byłem wychowany na trybunach, nie byłem też zmuszany do kibicowania jednemu z krakowskich klubów przez wcześniej uświadomionych kolegów. Najpierw mecze oglądałem w telewizji, a potem chciałem dowiedzieć się, jak smakuje ten sport oglądany na żywo. To było dawno, ale nawet dziś pamiętam, że z pierwszych meczów nie pamiętam wiele. Tam nie ma powtórek, nie ma zbliżeń, nie ma komentatora. Jest za to żywioł kibiców, są wspólne śpiewy, jest wspólne przeżywanie meczu. Jest pozytywna energia i wielkie emocje jakich trudno doświadczyć gdzie indziej.

    Przez ostatnie lata nakłaniałem wielu, aby spróbowali wybrać się na mecz. Przekonywałem, że na stadionie jest bezpiecznie, że wszyskie te podawane przez media informacje są wyolbrzymione i nieadekwatne. Że to już nie te czasy, kiedy kibic oznaczał zadymiarza, że jest… lepiej. Że na stadionie można spotkać i dzieci i kobiety i całe rodziny i że wszyscy tam się bawią. Oczywiście, że idealizowałem. Oczywiście, że nader często ojcowie muszą zasłaniać uszy swych pociech, bo ten i ów postanowił zwyzywać sędziego lub piłkarza przeciwnej drużyny przez kilka pokoleń wstecz. Ale – czy ktoś w to wierzy czy nie – nawet to się zmienia. Coraz mniej jest bluzgów, coraz więcej głośnego dopingu. Oczywiście, są momenty.. ale to już nie jest reguła. Można było tłumaczyć – idzie lepsze. Poza tym, co jak co, ale na stadionie jest bezpiecznie. A raczej nie jest bardziej niebezpiecznie niż w pubie, czy na ulicy.

    Dziś wymiękam, odpuszczam. I nie chodzi mi o to, że kibole Legii pogonili się z kibolami Lecha. Bardziej smuci mnie to, że w tym piłkarskim towarzystwie nie ma winnych. Są oskarżycielskie media, są obserwatorzy, organizatorzy, kibice, są też anonimowi uczestnicy, ale nie ma winnych. I nie będzie. Ani dziś, ani jutro. Politycy pochylą się nad tematem póki podgrzewają go media, ale skończy się na samym podgrzewaniu, mądrych minach, surowych spojrzeniach, deklaracjach. Jutro, czy pojutrze, wszystko wróci do „normy”. I znowu będzie to samo i tak samo.

    Organizator (PZPN) mówi, że nic nie może zrobić. Kluby mówią, że nic nie mogą zrobić. Policja mówi że nic nie może zrobić, kibice mówia, że nic nie moga zrobić, Politycy nic nie mogą zrobić. Nikt nic nie może. A gdyby tak…

    PZPN i kluby mogą – mogą zmienić sposób orgazniacji meczów, bo ten którą przyjął obecnie, najwyraźniej się nie sprawdza. Trzeba wymyślić sposób dławienia pożarów w zarodku, a nie czekać aż się rozleją po gorących głowach kibiców. Trzeba wyłapywać i izolować prowodyrów, a nie czekać, aż pociągną za sobą tłum. PZPN musi zacząć o tym myśleć. Musi zacząć wychowywać kibiców – jeśli nie przez eliminację złych, to poprzez wzmacnianie pozytywnych wzorców. A że to nie da efektów dziś, ani jutro, tylko za 5 albo i 10 lat? No tak, ale im później zaczniemy, tym dłużej będziemy na normę czekać.

    Swoją drogą, naprawdę karykaturalnie słucha się np. Wawrzyniaka, który przekonuje, że kibice super, cacy, fantastyczni, tylko media beeee. Beeeee… Beeeee….

    Policja nie może? Może! Tylko musiałaby kartkować – stosując piłkarską terminologię – wszystkie drobne przekroczenia. Na stadionie i poza nim. A może przede wszystkim poza nim. Czy jest możliwe, aby normalny człowiek wchodząc na stadion, stawał się niebezpiecznym bandytą? Czy naprawdę na trybunach czujemy się bezkarni? A może bezkarni czujemy sie na codzień, a na trybunie to uczucie zostaje wzmocnione emocjami tłumu… Czasem trzeba przykładnie ukarać, ale wtedy trudno pisać prośby, o wpuszczenie ukaranego prowodyra na stadion…

    Kibice nic nie mogą zrobić. Kibice, wbrew pozorom, nie są bezmyślną tłuszczą, a mimo to legitymizują działania zadymiarzy. Wszyscy się oburzają – sam to robię – że media szukają wytrychów do naszej świadomości i tworzą „pseudokibiców”, „kiboli” czy „chuliganów” zamiast wprost powiedzieć, że to bandyci lub przestępcy. Przestępca, to osoba, która łamie prawo. Stadion piłkarski nie jest wyjęty z pod prawa. Barwy klubowe nie nadają nikomu immunitetu. Kibice muszą pamiętać, że normalnych fanów na meczu jest 95%, a mała grupka robi im pr. Cholernie szkodliwy pr. Mała grupa narzuca swoją wizję świata, a kibice potulnie się na to zgadzają. I kto tu jest społeczeństwem owieczek i baranków?

    Politycy… nie, ci naprawdę nic nie mogą. I lepiej, niech nic nie robią.

    To jak się będzie mówiło, pisało i myślało o piłce nożnej w Polsce zależy od wszystkich. Piłkarzy, klubów, kibiców, działaczy. I wszyscy powinni zmieniać to, co jest w ich zasięgu i możliwościach, a nie patrzeć po sobie i wmawiać wszystkim, że „na moim odcinku, wszystko cacy. To inni chuje”.

    Ale cóż. Wczoraj była zadyma, dziś jest news, jutro będzie dyskusja, za kilka dni będzie cisza. Do następnej zadymy. To już lepiej włączyć jakąś normalną ligę w telewizji. Tam przynajmniej w piłkę grają.

    *To znaczy na taki poważny stadion, z poważnym meczem. Bo z tatą byliśmy kiedyś oglądać Orły Górskiego, ale to już było oglądanie Tomaszewskiego jakieś 20 kilo poźniej.

  • [Przeczytane] Kryminałem Skandynawia stoi

    Już o to chyba kiedyś pytałem – czym się różni kryminał skandynawski od amerykańskiego? Otóż bardzo prosto, w amerykańskim kryminale zaczyna się od morderstwa, potem jest śledztwo, a na końcu jest rozwiązanie. A w skandynawskim? W skandynawskim wszystko zaczyna się od mgły, mrozu i ogólnej chlapy. A potem leci jak w amerykańskim:)

    Oczywiście, Millenium Larsona po pierwsze rozbudziło wielki apetyt, a po drugie postawiło bardzo wysoko poprzeczkę. No i jak dobry kryminał, wyszło poza łamy samej powieści, nagle okazało się, że wcale nie jest pewne, czy autor jest autorem i czy przypadkiem czytelnik, aby w pełni mógł zrozumieć co (nie)autor miał na myśli, potrzebuje do książki klucza. Zaraz po Larsonie otworzył się wysyp podobnych książek. Oczywiście, nie znaczy to wcale, że wcześniej nie było niczego, wcześniej był Kurt Wallander stworzony przez Mankela, ale o nim przydała by się osobna notka. Aby zaspokoić wielki głód skromnej części społeczeństwa – przypominam, wg badań Biblioteki Narodowej, jedynie 12% polskieog społeczeństwa czyta 6 i więcej książek rocznie – zaczęto ściągać skandynawskich pisarzy na tony. Lackberg, Marklund, Persson, Nesbo, Nesser – wszyscy oni zagościli na półkach naszych księgarni. I każdemu z nich, moim zdaniem, daleko do klasy Larsona. Ale o dwóch autorach i dwóch seriach tu wspomnę.

    Po pierwsze, Leif GW Persson zaprasza w zupełnie inny świat, a może raczej ten sam świat, za to w zupełnie innym stylu. Na obwolucie „Między tęsknotą lata, a chłodem zimy” przeczytałem, że zdaniem Bartosza Węglarczyka jest to lepsze niż historia Lisbeth i Blomkvista.. Nie jest. Ale też dopiero w połowie drugiego tomu zrozumiałem, że nie jest to też tak złe, jak mi się z początku wydawało. Persson zaprasza w świat karykatury, satyry i szydery. W świat bez znieczulenia, gdzie prawie każdy policjat to pijak, erotoman i debil. W najlepszym razie faszysta. Długo przyszło mi wchodzić w ten klimat, ale jak już się człowiek rozezna i wyczuje, jest co smakować. Warto przeczytać, choćby po to, aby poznać Szwecję z nieco innej perspektywy.

    Po drugie Nesbo, czyli cięta norweska riposta na szwedzkie dania. Niezła. Co prawda akcja dość wolno się rozwija, ale jak już człowiek przysiądzie, to nie będzie mógł się oderwać. Bo to smaczne.. okazuje się, że historia rozpitego komisarza z Oslo, który nie słucha sie nikogo i nader często łamie wszelkie obowiązujące zasady, który pakuje się w trudny związek z piękną kobietą, a do tego traci bliskich przyjaciół… no ta historia jest ciekawa. A to wystarcza. Swoją drogą, po tym opisie, mam wrażenie, że Nesbo po prostu wsadził House w rolę gliny, a zamiast vikodyny wsadził mu w rękę flaszkę. Wychodzi na to, że my lubimy takich bydlaków, pod warunkiem jednak, że nie będziemy zmuszeni zetknąć się z nimi twarzą w twarz…

    Ciekawe co jeszcze wyłoni się z tej północnej, wilgotnej mgły…

  • Flashmob(?) w Krakowie

    Jak zawsze podkreślam – bardzo lubię tą formę reklamy i zabawy, bo dobrze zrobiony flashmob ma wielki potencjał wiralowy. Jest coś takiego w nas, że chcemy patrzeć jak się ludzie bawią i chętnie się tą pozytywną energią dzielimy. Bo to właśnie o energię chyba chodzi.. Oglądając dobry viral, oglądając dobry flashmob powinniśmy mieć uczucie niedosytu, wynikające z tego, że tam nas nie było. Jeśli tego brakuje, to znaczy, że coś poszło nie tak. Moim zdaniem, w tym konretnym przypadku – kwietniowy flashmob (?) taneczny nie dokońca zaskoczył… Zresztą, zobaczcie sami:

    I jak? Nóżka podryguje, rączki rwą się do tańca? Eee… no nie, no właśnie nie. Dlaczego? Bo to nie flashmob, tu nie ma tłumu, który porywa. Tu mamy event taneczny, na który się patrzy, ale żeby w nim uczestniczyć, żeby o nim opowiadać, żeby się nim dzielić? Jeśli dzielić, to właśnie z pytaniem – ale co im nie wyszło, czego zabrakło?

    Niezłe miejsce, tylko jakby ludzi mało. Niezłe kawałki, tylko trochę tego za dużo. Układ fajny, ale nie do powtórzenia. No i nie bierze.. kurcze, nie bierze. Ciar na plecach też nie ma. Pozostaje niedosyt..

  • (Nie)Pewne typy na XXIV kolejke Ekstraklasy

    Piątek

    Mocne uderzenie na dobry początek. Wielka Legia z Wielkim Widzewem.. no dobra, tak było jeszcze parę lat temu, dzisiaj to brzmi cokolwiek karykaturalnie. Podobno na Legii wstydem jest teraz nie wygrać, więc cóż.. Witamy w Piekle (Skorży), witamy w raju (Michniewicza), bo Widzewowi bardziej się będzie chcieć, a Legia przecież w tym sezonie chce powalczyć o Puchar Polski… Punkty przez Wojskowych zostaną stracone.. Pytanie tylko, czy uda im się uratować jeden… Zresztą, gdyby się nie udało, kibice mogliby nie wytrzymać. Typ: X

    Z kolei na otarcie warszawskich łez w Lubinie punkty straci Mistrz Polski. Dlaczego? Bo Zagłębie gra i pod okiem Jana Urbana radzi sobie co raz lepiej, czego o Lechu Poznań (niezależnie od tego, jak wiele razy Bask będzie wyciągał statystyki) powiedzieć nie można. No i jeszcze ten Puchar Polski… Dlatego właśnie Lech od Miedziowych wyjedzie zdecydowanie niepyszny. Typ: 1

    Sobota
    GKS czy Korona… trudniejszych pytań nie było? I dlaczego nie można powiedzieć „ani, ani”? Chociaż chyba należało by.. Inna bajka, że Korona sobie nie radzi ani na wyjazdach ani u siebie, a punkty zdobywa raczej z przypadku ostatnio… Zatem… Zatem GKS. Choć bez wielkiego przekonania. Typ: 1

    Zaraz potem Wisła podejmie nieobliczalnego Górnika. Tylko że Górnik Wiśle krzywdy nie zrobi, a Wisła nie będzie chciała zepsuć weekendu majowego, perspektywą trwogi o samodzielne lidze liderowanie. Poza tym, na swoim stadionie Wisła raczej nie pozwala się ostatnio zdominować. Typ: 1

    Polonia Bytom czy Jagiellonia? Skłaniamy się ku Jagielloni, chociaż gdyby Polonistom przyszło do głowy powetować sobie stratę Pucharu Weszło… A przede wszystkim 14. pozycja wydaje się być niezmiernie motywująca do walki… Dlatego nieśmiało zaproponuję remisik… Nikogo nie satysfakcjonujący, ale jednak remisik. Typ: X

    Z kolei Czarne Koszule odrodzone dzięki Jackowi Zielińskiemu zmierzą się ze Śląskiem i Orestem Lenczykiem, który zaskakuje nie tylko ripostami na konferencjach prasowych, ale także nadwyraz skuteczną taktyką w bojach z faworytami. Każda seria kiedyś się kończy, np. seria trenera Zielińskiego. I dlatego właśnie Śląsk z Warszawy wywiezie punkt. Bo wiecie, nie byłoby normalne, gdyby Polonia, której jeszcze niedawno groziło widmo dolnych rejonów tabeli, przytuliła się znacząco do podium. Tego nawet spłaszczona tabela nie tłumaczy;) Typ: X

    Niedziela
    Ruch podejmuje Pasy i tym razej Cichą w milczeniu opuszczać będą raczej Krakusy, bo chłodny oddech I ligi owieje ich karki… A Ruch? Czterech punktów brakuje mu do podium, dwóch do miejsca 14. To też niezła motywacja;) I dlatego właśnie Typ: 1

    Derby Trójmiasta… o wielkiej stawce, dla jednych utrzymanie, dla drugich puchary. Ale ponieważ puchary to zaszczyty i wizje i marzenia, a spadek to przede wszystkim strach, a strach ma wielkie oczy i pęta nogi, więc raczej łatwo o punkty nie będzie. Arce do zdobycia punktów zabraknie być może tylko jednej bramki, ale niezmienia to nic w jej sytuacji… Typ: 2

    Plan kolejki:

    Piątek
    20:00 Legia Warszawa – Widzew Łódź
    20:30 Zagłębie Lubin – Lech Poznań

    Sobota
    14:45 Belchatow – Korona Kielce
    16:15 Wisla Krakow – Gornik Zabrze
    17:00 Polonia Bytom – Jagiellonia Bialystok
    19:15 Polonia Warsaw – Slask Wroclaw

    Niedziela
    15:15 Ruch Chorzow – Cracovia Krakow
    17:30 Arka Gdynia – Lechia Gdansk

  • T-Mobile viraluje o królewskim ślubie.. tylko, czy ja już tego gdzieś nie widziałem?

    Zazwyczaj rozpływam się nad kolejnymi realizacjami viralowymi T-Mobile, bo większość z nich jest a) wyjątkowa b) świetnie zrealizowana i wreszcie c) skuteczna. Były tańce, śpiewanie, otwarcie 24 sezony Oprah – za każdym razem był szoł. Teraz t-mobile postanowił wykorzystać szum, jaki narasta w związku ze ślubem księcia Williama… Zapewne miało być fajnie, wychodzi skutecznie, ponieważ jak pisze Interaktywnie.com filmik oglądnęło już kilka milionów ludzi, a pewnie będzie więcej – zobaczcie sami:

    Tylko że… Cóż, po pierwsze, czynnika „wow” nie zauważyłem, viralowości jakoś tez nie bardzo (może targetowane jest to bardziej na Wielką Brytanię), a co gorsze, co najgorsze i co nieco dyskwalifikujące, ja to już gdzieś widziałem. O tu to widziałem:

    I to zdecydowanie ta pierwsza wersja podoba mi się bardziej. No ale cóż.. Duży może więcej?

  • Jak się (nie) nauczyć typować – Ekstraklasa XXII kolejka

    Piątek

    Górnik jest w tym sezonie tak nieobliczalny, że zdolny jest do wszystkiego. A ponieważ ostatnio była i porażka i remis, więc czas na zwycięstwo. Tym bardziej, że Lechia chyba wciąż nie wierzy w to, co spotkało ją w Krakowie, a jej bramkarz… well.. Franciszek Smuda nie mógł się mylić… prawda? Zatem 1.

    Wisła czy Bełchatów.. Raczej Wisła. Chociażby dlatego, że wreszcie zaczyna kolejkę i ma do dyspozycji – albo uciec na kolejne trzy punkty, i niech się reszta martwi, albo pozwolić sobie na stratę przewagi, tym samym zostawić ślady krwi na które tylko czekają „łowczy” (choć ci „łowczy” mocno na wyrost). Z kolei Bełchatów.. jak by to ująć… z niewiadomych przyczyn w tabeli wyjazdowej mają 13. miejsce.. Zatem 1.

    Sobota

    W meczu o Puchar Weszło… sytuacja jest gorsza, niż przy wróżeniu z fusów. Chłopakom Zielińskiego łatwo się było spiąć w pierwszym meczu, potem był Lech, ale na Bytom? Kto by się przejmował takim zespołem? No więc Bytom… ale gospodarze to też nie „iniemamocni”. Więc taki remisik.. jak to w pucharach, bo wiadomo, puchary rządzą się innymi prawami. Spodziewamy się X.

    Lech czy Legia… ehehehe… Z palcem w… zupie można przewidzieć, że tu nic nie jest do przewidzenia. Z jednej strony okazja dla piłkarzy Lecha, aby zrzucić jarzmo Bakero, który na pewno znowu coś zamiesza. Z drugiej strony, okazja dla Skorży, aby kontynuować swoją świetna pasję bez zwycięstwa. Trochę z przekory, trochę bez sensu, ale Legia. Na przekór i na pohybel 2

    Widzew czy Ruch… Czesuaw czy Waldemar. Ruchowi szło tak dobrze, aż przeszło. Widzew będzie chciał pokazać, że więcej takich okazji jak w meczu ze Śląskiem nie zmarnuje. Ponieważ Ruchowi gra się lepiej pod presją, przegra, aby potem wygrać móc. Raczej 1,

    Zagłębie czy Jagiellonia – tu sprawa jest prosta. Jan Urban ma w sobie więcej spokoju niż Michał Probierz (swoją drogą, jak ktoś ma okazję, niech obejrzy na ipla ostatni magazyn cafe futbol). Poza tym Zagłębie gra, a Jagiellonia… Jagiellonia się nie może zdecydować;) Będzie 1.

    Niedziela

    Mecz prawdy dla Pasów. Jak wygrają, poczują luz i okaże się, że zrobili niemożliwe. Jak przegrają, wyjdzie na to, że cały misterny plan poszedł w pis-doo… Z kolei dla Arki ostatnia szansa na to, aby zrobić krok w stronę utrzymania. W meczach o wszystko stać może się wszystko, ale Cracovia na wyjazdach zdobyła trzy punkty… Cuda się będą dziać, ale postawiona pod ścianą Arka nie ma alternatywy – musi wygrać. Dlatego 1.

    Śląsk vs Korona – znowu sprawa dość prosta. Śląsk jest pewny, że ma magiczny amulet, a Korona wierzy, że wszystko wraca do normy. Dlatego będzie remis.

    Plan kolejki:

    20:00 Gornik Zabrze ? – ? Lechia Gdansk typ: 1
    20:00 Wisla Krakow ? – ? Belchatow typ: 1

    14:45 Polonia Bytom ? – ? Polonia Warsaw typ: X
    15:45 Lech Poznan ? – ? Legia Warsaw typ: 2
    17:00 Widzew Lodz ? – ? Ruch Chorzow typ: 1
    19:15 Zaglebie Lubin ? – ? Jagiellonia Bialystok typ: 1

    14:45 Arka Gdynia ? – ? Cracovia Krakow typ:1
    17:15 Slask Wroclaw ? – ? Korona Kielce typ:X

    Za typy odpowiedzialności nie biorę;) Przy tych wynikach, za każdą postawioną złotówkę można zgarnąć 1325 – nie zachęcam, ale jak ktoś się zdecyduje i wygra, niech się (w drobnym stopniu) podzieli wygraną 😛

  • Ucz się dziecię ucz…

    Nader często staram się odwoływać do kwestii logicznych, moim zdaniem rozsądnych. Staram się argumentować, staram się wnioskować, staram się wreszcie przekonać do swoich racji, ponieważ uważam je za zasadne. Dopuszczam (czasem), że się mylę, ale zazwyczaj proszę o kontrargumenty. Zwykle wtedy dowiaduję się, że nie da się ze mną dyskutować, albo że dyskutować nie potrafię. Wtedy właśnie znajduję się w kropce, ale możecie mi wierzyć lub nie, staram się zmieniać i szerzej otwierać na zdania alternatywne.

    Dyskusja ma znaczenie i sens wtedy, gdy można spierać się o fakty, kiedy można bazować na wiedzy – kiedy są jakiekolwiek punkty, stanowiące podporę do przyjmowania takiego lub innego stanowiska. Kluczem jest więc wiedza, którą najlepiej i najczęściej wynosimy ze szkoły. Tzn. wynosiliśmy, bo mam wrażenie, że w ostatnich latach i to się zmienia… i to nie w tą stronę, którą powinno…

    czytaj dalej »

  • [79-?] Czy umiemy zadawać pytania?

    Jak na razie trwa wielka ofensywa wpisowa – po sali przebiegł cichy szept niedowierzania – że jak to, że drugi wpis w ciągu dwóch dni… szok, absolutny szok. Anyway ad rem.

    Rok 2011 to kolejny rok, w którym wszystko w polskiej polityce będzie podporządkowane wyborom. Może nam się wydawać, że jest inaczej, ale miejmy świadomość, że to nam się tylko wydaje. Politycy będą wiele mówić, wiele obiecywać, zapewniać i czarować. Będą sobie robili całą masę uśmiechniętych zdjęć (choć niekoniecznie zębatych, bo to mogą się komuś skojarzyć z wilkiem, a jak ktoś ma wilcze spojrzenie i wilcze kły, to nikt normalny na niego nie zagłosuje, c’nie?), będą ubierali niebieskie koszule, błękitne krawaty, będą nakładali na siebie tony pudru i będą robili wszystko, aby nam się przypodobać. A my, w całej absurdalnej większości, polecimy na to, jak mucha do… nie, to już lepiej powiedzieć że polecimy jak mucha do kwiatowego kielicha. Przynajmniej kwiatowy kielich lepiej pachnie.

    …czytaj dalej »

  • [78-?] Sondażowe tworzenie nierzeczywistości

    Od jakiegoś czasy mierzę się ze swoim własnym oporem materii. Do głowy przychodzą tematy i spostrzeżenia warte tego, aby je tu przelać, ale pomimo tego że się pojawiają w mojej głowie, na blogu nie pojawia się nic. Niestety… Cóż, postaram się to w najbliższych dniach nadrobić, czas na wielką ofensywę wpisową… zapewne wyjdzie z niej to, co wyszło z każdej dotychczasowej ofensywy rządu Donalda Tuska – szumne zapowiedzi i mało efektów.

    Oglądacie telewizję? Mi się w zasadzie nie zdarza. Nie dlatego, że kradnie czas, ani nie dlatego że jest złem z założenia. Niestety, dostarczana nam telewizja jest zła. Co prawda wciąż to ona odpowiada za kreowanie pewnych wzorców, wynajdywanie gwiazd i celebrytów, ale niestety zamiast podwyższać – obniża standardy. Nie robi tego ze względu na swoją polityczną opcję, czy politycznych przełożonych. Najprawdopodobniej nie robi tego z premedytacją, robi to, bo tak łatwiej. Zawsze było łatwiej rozmawiać o pogodzie, niż o filozofii. O urodzie i stylu, niż o ekonomii. O tematach łatwych, niż trudnych. Tyle tylko, że kiedyś o tym wszystkim mówili ludzie mądrzy. Teraz mówią ludzie. Gwiazdą telewizji może zostać każdy. Nie ma znaczenia wygląd, dykcja, wiedza, umiejętności. Każdy. Są spadające meteory jak Jola Rutowicz (przeraża mnie sam fakt, że wiem o jej istnieniu), są też satelity jak Kinga Rusin. Gwiazdami telewizji stają się pogodynki i pogodynkowie… A szczytem dziennikarstwa staje się podstawienie mikrofonu i zadanie świętego pytania „No i co?” No i gówno, chciałoby się powiedzieć.

    …czytaj więcej »