Blog

  • Dziewczyna liże… namocniejsza reklama Nocy Reklamożerców 2011 [18+]

    Od razu zaznaczam, że owo 18+ to wymaganie Youtube’a, nie moje… W każdym razie, tą właśnie reklamę organizatorzy nocy reklamożerców zostawili na koniec wczorajszej uczty – uczty nie w 100% smakowitej, ale całkiem całkiem smacznej. Żeby nie przedłużać, zobaczcie sobie, dlaczego to robi wrażenie…

    A zresztą, zanim coś prawdziwie dającego popalić, namiastka od Axe, czyli propozycja: „How to clean your balls”:

    Ok, wywołało to lekki uśmieszek, ale „nie bierze”. Przynajmniej mnie, nie bierze aż tak, jak to:

    And well… yes it sells.

  • Infolinia ZUS – tylko dla wybranych

    Jak zapewne pamiętacie – a jeśli nie pamiętacie to jesteście ludźmi prawdziwie szczęśliwymi – jakiś czas temu (przeszło już rok) sprawdzałem stan mojego konta w ZUS. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, nawet rzecznik mi odpowiedział, że to przecież nie ich wina i czego ja się czepiam. A ja się czepiam z natury…

    W każdym razie, parę dni temu dostałem informację o stanie konta na 31 grudnia 2010 (na piśmie pisze, jest napisane że na dzień 31 grudnia, ale to trochę masło maślane może być…) anyway… z informacji ZUS wynika, że składki na OFE dzielą się na dwa rodzaje. Te odprowadzone – w ilości X oraz te należne w ilości 2X. Sweet. Moje zasadnicze pytanie brzmi, skąd ta różnica i czy ZUS coś robi, aby ją zniwelować. Pod informacjami jest wzmianka, że jeśli tylko chcę, mogę dowiedzieć się więcej m.in. dzwoniąc na infolinię ZUS (numer na infolinię znajdziemy na stronie ZUS – w piśmie miejsca na ten krótki numer brak… na szczęście internet mam).

    ZUS ma dwa pomysły na obsługę klienta (czyli mnie). Pierwszy to Automatyczny system informacyjny, drugi to Połączenie z konsultantem.  Ponieważ do automatów podchodzę z pewnym dystansem, wybrałem połączenie z konsultantem. Mam do wyboru infolinię z numerem 801, lub telefon warszawski.Ponieważ od mniej więcej 7miu lat telefonu stacjonarnego nie używam, więc dzwonię na lokalny. Szybko nawiązane połączenie (plus dla Zus), zgłasza się konsultant i na moje pytanie o rozbieżność w składce, pani mnie informuje, że to nie do niej pytanie, tylko że muszę dzwonić na Automatyczny system informacyjny… Yeak ;/

    ZUS podaje „Schemat struktury Telefonicznego Serwisu Informacyjnego” więc dość szybko można się zorientować jakie numerki wklepać, aby dowiedzieć się więcej o tym co się człowiek dowiedzieć chce. Niestety, ASI to tylko i wyłącznie lektor odczytujący informacje teoretyczne, nie mający wiele do powiedzenia w sprawie konkretnych przypadków. W związku z tym, w mojej sprawie absolutnie i totalnie nieprzydatny. Na całe szczęście jest jeszcze jeden numer infolinii, pod kŧórym powinienem móc się dowiedzieć, służy on bowiem w szczególności do:

    Wyjaśniania przyczyn nieprawidłowości w „Informacji o stanie konta w ZUS” (np. braku lub nieprawidłowej wysokości składek na ubezpieczenie emerytalne).

    Yes! O to chodzi pomyślałem. I już wybieram numer i już serce moje rośnie, gdyby WTEM! nie napadła mnie następująca informacja:
    Dla kogo jest infolinia ZUS

    I tu zaczynam wbijać obolałą głową gwóźdź wpisu. JAKIM PRAWEM INFOLINIA ZUS DOSTĘPNA JEST TYLKO Z TELEFONÓW STACJONARNYCH ORAZ Z TELEFONÓW WYBRANEJ SIECI KOMÓRKOWEJ?! ZUS nie jest jakąś tam firmą. ZUS jest instytucją utrzymywaną z pieniędzy pracowników. Z moich pieniędzy. (A miałaby więcej moich pieniędzy, gdyby była łaskawa dbać o swój interes, a nie tylko przejadać, przejadać, przejadać). Żeby poznać numer infolinii, muszę mieć Internet. Żeby skorzystać z infolinii muszę być (w 90% przypadków) klientem TP. Bo najważniejsze jest, aby klient miał łatwy dostęp do informacji.

    Nie zamierzam odpuścić;) Nie wykupię abonamentu w Orange, ani nie założę telefonu w TP. Zadzwonię do Was ze Skype ;P

  • Rakowice AD 2011

    W zasadzie… w tym temacie nic się niestety / na szczęście (niepotrzebne skreślić) nie zmienia…

    [nggallery id=46]

    Tylko jakby więcej szmiry co rok… Balony z helem z HelloKitty… ale.. seriously?

  • 1. wpis na blogu przygotowanym bez użycia klawiatury

    Wczoraj po raz 1. wpadła mi w ręce aplikacja przygotowana na iPada – Dragon. Dragon potrafil rozpoznać mowę i zamienić ją na tekst pisany. po chwili zabawy przyszło mi do głowy aby spróbować jak sprawdzi się ta aplikacja w przygotowaniu wpisów na bloga nie jest to rozwiązanie idealne, ale przy odrobinie dobrej woli potrafi rozpoznać dokładnie to co mówię.

    co prawda nie ma możliwości bezpośredniego przesłania nagranego tekstu na niecodziennego ale skorzystam z możliwości przesłania tekstu na maila następnie wstawię odpowiednie fragmenty z wykorzystaniem Myszki do nowego wpisu.

    ponieważ dopiero poznaję możliwości tej aplikacji co kilka, kilkanaście słów sprawdzam jak rozpoznana została moja nowa. zabawa jest przednia, ale na ten moment trudno mi sobie wyobrazić aby wszystkie moje teksty przygotowywać w ten sposób.co ciekawe, Dragon dobrze radzi sobie również z trudnymi zdaniami takimi jak np: no i cóż, że ze Szwecji. Ten fragment był nagrany raz i nie musiałem go poprawiać. No dobra, trochę przesadziłem ponieważ musiałem ten fragment powtórzyć ale, aby oddać sprawiedliwości , powtórzyłem całość i całość została przez Dragona rozpoznana prawidłowo.

    Podsumowując, jest to naprawdę ciekawa propozycja dla tych, którzy nie lubią wędrować palcami po klawiaturze . Na całe szczęście, oprogramowanie nie jest idealne , co z kolei oznaczaże dobrze znane nam  klawiatury nie zostanąznikną nagle z naszego otoczenia. Zwiastuje to jednak pewne zmiany w tym jak będziemy obsługiwać komputery już niedługo. I to także po polsku.

    po chwili korzystanie z Dagona, łapie się jednak na tym, że przygotowując tekst i pisząc nową notkę nie mam problemu Z zachowaniem myśli wątku czy koncepcji, co swoją drogą nie jest zawsze udaje mi się na blogu przekazać czytelnikom. natomiast kiedy tekst przygotowany jest w formie przemówienia tak jak ten wpis zapewnienie pewnego ciągu logicznego wymaga większego wysiłku i koncentracji, choć zapewne to może się zmienić, w miarę upływu czasu.

    zauważam również, że ma on pewne problemy z rozpoznawaniem np. tego kiedy użyć małej a kiedy. mimo wszystko sprawdza się dużo, dużo lepiej niż mogłem to sobie wyobrażać. Tym bardziej, że nie ma naprawdę prawie żadnych problemów z rozpoznawaniem języka polskiego.

    W ciekawy sposób rozwiązany został problem znaków interpunkcyjnych. Jak się okazuje aby wstawić taki znak wystarczy powiedzieć jego określenie i tym sposobem możemy osiągnąć,.!? () –
    nauczyłem się również w jaki sposób rozpoczynać zdanie od nowej linii. Wystarczy powiedzieć ’ od nowej linii ’ i tym sposobem przechodzimy do nowego wiersza. Im więcej czasu spędzam przy tej aplikacji tym łatwiejsza staje się jej obsługę co naprawdę dobrze Dragonowi wróży . Do przeczytania zatem… Choć może powinienem powiedzieć, do usłyszenia: –)

  • Nadchodzą wybory obrzydzenia

    Od kilku miesięcy stawiam sobie proste pytanie – na kogo zagłosuję. I, pomijając już fakt, że znowu znacznie łatwiej mi określić, na kogo nie zagłosuję, stoję przed cholernie niewdzięcznym zagadnieniem.

    Nie pójście na wybory jest decyzją złą, o czym już pisałem. Nie zagłosuję na PiS, wcześniej odrąbałbym sobie prawą rękę i odgryzł lewą. Prezes i wdzięczne aniołki to zdecydowanie nie mój klimat, a poziom inteligencji Hofmana, który jest odwrotnie proporcjonalny do jego tupetu i poziomu bezczelności sprawia, że zaczynam zgrzytać zębami, na sam dźwięk jego nazwiska.

    Nie zagłosuję na czerwonych, bo cytując Korwina (a ten cytat jest zawsze trafny):

    Są tacy, którzy mówą, że białe jest białe a czarne jest czarne. Są inni, którzy mówią że białe jest czarne, a czarne jest białe. Ja Państwu powiem, że białe jest białe, a czerwone jest wredne…

    Nie zagłosuję na Palikota, bo to oszołom. Wygadany, błyskotliwy, ale oszołom. Mógł coś zrobić, woli krzyczeć. I wspiera się Tymochowiczem. Może to i mądrzejsza wersja Leppera, ale wciąż jednak nie do przyjęcia.

    Może i zagłosowałbym na PJN, bo cenię Pawła Kowala, ale… Kowal jest w europarlamencie, a ja nie mogę patrzeć na Jakubiak i nie mogę słuchać Poncyliusza, którego pomysły gospodarcze wołają o pomstę do nieba. Ktoś zwrócił uwagę, że on może gadać takie dyrdymały, bo w życiu nie będzie za gospodarkę odpowiadał, więc może w ten sposób zdobywać tani poklask, ale przez te jego ekonomiczne idoteorie wiem, że na PJN głosować nie wolno, bo to też złoooooo…

    Jak zawsze, najchętniej zagłosowałbym na Korwina. Z czystym sumieniem, że głosuję na świra, ale to mój świr więc byłbym jakby spokojniejszy. Tylko że…

    Wyobrażam sobie poranek 10 października 2011 roku. Budzę się po spokojnej, kto wie, być może nawet słonecznej niedzieli, i słyszę, że premierem naszego pięknego kraju jest Kaczyński lub Napieralski dzięki koalicji sejmowej PiS & SLD… Że co, że nie możliwe? Niestety, możliwe. Co więcej, oni w imię władzy są do tego zdolni. Że PiS nie dogada się z SLD? A z Samoobroną czy LPR mogli? Mogli. To i z czerwonymi się dogadają. W imię dobra narodu. W imię wyższych racji. W imię walki o Smoleńsk. W imię.. czegoś tam. Lud to kupi. I czarny i czerwony. Bo czerwoni mają potrzebę dorwania się do koryta. Byle z kim, byle by.

    Wychodzi mi na to, że oddam głos na Platformę. Z najwyższym obrzydzeniem dla siebie i dla Platformy. Bo wolę Tuska, od Kaczyńskiego, bo wole Rostowskiego od Szydło, bo wolę Sikorskiego od Fotygi, a od Macierewicza, Brudzińskiego i wspomnianego Hofmana wolę kogokolwiek. Więc choć mi się rządy platformy nie podobają, to wiem, że Prezes i spółka w imię swoich racji gotowi są zgotować nam znacznie ciekawsze czasy… A te które idą, i tak będą ciężkie.

    W ciężkich czasach potrzebujemy mądrego „wodza”, który będzie nie tylko podejmował mądre (nierzadko trudne) decyzje ale wodza, który będzie umiał mówić do ludzi i być z ludźmi. A nie szaleńców, którzy chcą rozliczać przeszłość i trwonić resztki pieniędzy na zasiłki…

  • To nie tak miało być, zupełnie nie tak…

    Czasem, często poniewczasie, trafia nas wieść… prosto w słoneczny splot… Niby nic, normalna rzecz, tak mamy urządzony świat.. a mimo wszystko.. wszystko jakieś takie w poprzek.. jakieś takie absolutnie zupełnie bez sensu…

    http://paulapruska.blogspot.com/2011/09/od-wczoraj-wszystko-na-zawsze-jest.html

  • Ważka AD 2011

    Wychodzi na to, że jak nie zrobię Ważce zdjęcia, to źle się czuję. Ja się źle czuję albo ważka czuje się źle… Co kto woli:) Inna sprawa, może dzięki takiej regularności, w końcu się nauczę ją fotografować 😉 A w gratisie pszczółka, konik polny i jagódka. Znaczy się znowu przyrodniczo;)

    [nggallery id=45]

  • Krótka wizyta w krakowskim ogrodzie botanicznym

    Wizyta zaowocowała trzema następującymi zdjęciami:

    [nggallery id=44]

    Tak… tu się robi powoli fotoblog…

  • Osa – zidentyfikowany obiekt latający

    Nie przepadam za owadami, zwłaszcza przy śniadaniu, zwłaszcza wtedy, gdy nie reagują na delikatne sugestie z prośba o opuszczenie lokalu. Ale po śniadaniu, kiedy mogę wziąć do ręki pożyczony aparat (Nikon d60 + 18-55) mogę się nad nimi poznęcać. I wtedy wychodzi tak:

    [nggallery id=43]

  • Flashmob – jednak nie wszystko i nie dla każdego

    To takie proste. Wymyślasz scenariusz, wciągasz w to ludzi, stawiasz kamery, potem kręcisz, montujesz, wstawiasz w sieć i już jest wypas. No chyba że nie jest. Wtedy wychodzi tak:

    Najbardziej podoba mi się zaangażowanie uczestników, przyjemność którą czerpią z całej zabawy. No wypas. Z czystej ciekawości, do której sekundy wytrzymaliście? Bo, jeśli Wam mało, to można obejrzeć jeszcze (nigdzie indziej nie publikowane) materiały nieoficjalne. Brzmi groźnie i równie groźnie wygląda – tylko dla odważnych.

    Czy można inaczej, czy można lepiej? Anglicy spróbowali tak:

    I z jednej strony mi się podoba, z drugiej.. chyba jednak nieco przekombinowane, na pewno za długie i można odnieść wrażenie, że przereżyserowane… Po chwili można odnieść wrażenie, że w sklepie są sami wykonawcy, co zaczyna być już absolutnie sztuczne.

    Tak czy inaczej – obu ekipom – za pomysł, za odwagę, za chęci – plus. W końcu nie popełnia gaf i błędów tylko ten, kto nie próbuje. Z drugiej strony… może czasami warto zadać pytanie przed publikacją, czy wyszło nam tak, jak byśmy tego chcieli…