Blog

  • Galeria sztuki upalnej

    Za gorąco jest, żeby coś dodawać.. po prostu upał w Krakowie;)

    [nggallery id=42]

     

  • Mała rzecz, a cieszy…

    Od początku niecodzienny.net, od dziś także niecodzienny.pl; Podoba mi się;)

  • Społeczeństwo (jakby mniej) obywatelskie

    Zgodnie z bardzo ogólna definicją, przytoczaną za Wikipediią, społeczeństwo obywatelskie to społeczeństwo charakteryzujące się aktywnością i zdolnością do samoorganizacji oraz określania i osiągania wyznaczonych celów bez impulsu ze strony władzy państwowej.

    Społeczeństwo obywatelskie, w moim rozumieniu, to taka grupa ludzi, która nad Ja przedkłada My i działa niezależnie od tego, co zrobią Oni, czyli władza. Takie są założenia. Niestety, w naszej rzeczywistości, Oni robią wszystko, żeby Nam się chciało coraz mniej i żeby każdy z Nas skupił się tylko na swoim Ja, bo wtedy żaden z Nas nie będzie przeszkadzał Im. Trochę to straszne.

    Od dziesięciu lat mam prawo i uczestniczę w wyborach. Lokalnych i krajowych. I z każdymi wyborami, coraz trudniej mi wybrać tego, na którego głos oddam, ponieważ nieustannie dociera do mnie, że znowu nie głosuję za, ale przeciw, a także że głosuję nie dlatego, że wierzę w to,  że ta czy inna ekipa coś wprowadzi, ale po to, aby inna ekipa nie wprowadziła czegoś innego. Każde wybory, a potem każda kadencja odziera mnie ze złudzeń. Politycy robią co mogą, aby udowodnić mi, że jestem potrzebny raz na cztery lata, a w przerwach mam nie przeszkadzać w ich zabawie. I to niezależnie od szczebla. Świetnie bawią się ci na górze, świetnie bawią się ci na dole, tylko nam jakby mniej jest do śmiechu.

    Mi wciąż się chce. Mam świadomość, że nie pójście do wyborów jest gorszą decyzją. Zaczynam rozumieć, że oddanie nieważnego głosu to jak wołanie na puszczy i to decyzja błędna (o czym za chwilę). Tylko że… takich jak ja jest coraz więcej, a tym samym powiększa się grupa ludzi, którzy ze stanu „nie wierzę w to, ale głosuję bo to mój obowiązek” przechodzą do grupy „nie wierzę w to, mam dość wybierania mniejszego zła i wy frajerzy za nic w świecie mojego głosu nie dostaniecie”. Prawo do głosowania przestało być prawem i przywilejem. To tylko smutny, nic nie znaczący rytuał raz na jakiś czas.

    Ta skuteczność naszej klasy(?) politycznej jest zatrważająca i tworzy coś na kształt nakręcającej się spirali. Im mniej ludzi głosuje, tym gorsza niestety jest ekipa która dochodzi do władzy, bo mniejszej ilości głosów potrzebuje aby wygrać. Im gorsza jest ekipa, tym gorzej rządzi, tym mniej ludzi wierzy w politykę, tym mniej ludzi pójdzie do wyborów, tym mniej głosów potrzeba aby wygrać, tym gorsza będzie ekipa rządząca. Tak to działa, tak to się kręci. I cztery lata temu mogliśmy się łudzić, że dzięki zaangażowaniu młodych, coś się zmienia. Tylko że PO przyszło do władzy i nic nie zrobiło. Sfrajerzyli, rozczarowali, olali. Okazali się tacy sami jak wszyscy inni, nic nie mają do zaproponowania, poza tym, że chcą przy władzy trwać. Że nie mam racji? Ktoś powie, że się starają, że walczą i próbują? Ktoś może nawet powołać się na fakty i decyzje. Tylko jakie znaczenie mają fakty? Znaczenie ma to, jak sytuację postrzega ta coraz mniejsza grupka wyborców…

    Dlaczego nie pójście na wybory albo oddanie nieważnego głosu jest błędem? Przede wszystkim dlatego, że to działanie w konsekwencji legitymizuje wybraną władzę. Mówi się, że nie idąc do wyborów, tracisz prawo do komentowania i oceniania władzy.. Coś w tym jest, ale… Nie idąc na wybory, lub oddając głos nieważny, zmniejszasz pulę głosów, które decydują o wyniku. Co oznacza, że trzeba zgromadzić mniej głosów, aby wygrać wybory i przejąć władzę. Co oznacza, że nie idąc na wybory, głosujesz na zwycięzcę. I jesteś dokładnie tak samo odpowiedzialny jak Ci, którzy ich wybrali, a nawet bardziej, bo im to zwycięstwo ułatwiłeś – tym sposobem Twój głos liczył się podwójnie 🙂 Takie to sprytne. Pozwoliłeś, aby mniejsza grupa zadecydowała, kto będzie rządził naszym krajem. Dzięki temu, 40 milionowy naród rządzony jest za pomocą głosów zdobytych od śmiesznej procentowo grupy ludzi. W takim układzie, szczęśliwie nam panujący nawet nie muszą się czuć odpowiedzialni (no bo przed kim), choć ciężar gatunkowy ich decyzji jest ogromny.

    I na koniec dwie wiadomości. Dobra i zła. Zacznę od złej.

    Coraz większa część z nas, skupia się na tym, co zrobić aby jednostce (mnie) było lepiej, niż społeczeństwu (nam) i tłumaczy to tym, że tak musi, bo wszyscy tak robią. Skoro wiemy, że wszyscy mają gdzieś przepisy, my też mamy je gdzieś. Skoro wszyscy oszukują skarbówkę – to my też ułatwimy sobie życie. Skoro inni robią co mogą, aby nie płacić podatków i załatwiać co tylko się da na gębę i bez papierów, to i my możemy. Skoro inni parkują gdzie im się żywnie podoba, to i my stajemy gdzie popadnie. Skoro inni mają w dupie czerwone światła, to i my zaczniemy traktować je z równym pobłażaniem. Co ciekawe, im więcej z Nas ma gdzieś jakiekolwiek regulacje i zasady, tym więcej zasad jest wprowadzanych, bo komuś się wydaje, że liczba przepisów wpływa na ich przestrzeganie. Tak czy owak, zmierzamy w kierunku prawa dżungli, gdzie wygrywa silniejszy, sprytniejszy i szybszy. Tylko skoro się na takie zasady zgadzamy, nie boczmy się na to, że inni są więksi, silniejsi i sprytniejsi. I lepiej od nas potrafią wykorzystywać nadarzające się okazje i łamać prawo skuteczniej od nas. Tak właśnie wygląda las tropikalny w klimacie umiarkowanym.

    Gdzie więc ta dobra wiadomość? Jak tak dalej pójdzie, dojdziemy do ściany. Skumamy wreszcie, że tak się nie da. Ustalimy w końcu jakieś zasady, które będą nas obowiązywać i sami będziemy ich przestrzegać. Przestaniemy samodzielnie wybierać przepisy, które nam się podobają i te, które nam nie odpowiadają. Dojrzejemy do tego, że czasem grupa jest czymś więcej niż sumą tworzących ją jednostek i dojdziemy do tego, że warto respektować zasady taką grupę tworzącą. Zrozumiemy, że są pewne koszty, które trzeba ponieść, aby utrzymać grupę. Wcześniej czy później wśród tych zniechęconych pojawią się ludzie, którzy dostrzegą, że trzeba zmienić otaczającą rzeczywistość. Że zamiast narzekać, trzeba wykorzystać potencjał który w ludziach drzemie. Nie z pobudek idealistycznych, ale dlatego, że im silniejsze społeczeństwo, tym lepiej się żyje obywatelowi. Kiedyś do tego dojrzejemy. Nie prędko, może za jakieś sto lat…

    I tylko szybkie wyjaśnienie. Grupa / społeczeństwo nie oznacza socjalizmu. Nie musimy żyć w komunie, aby żyć w społeczności. Nie musimy się wszystkim dzielić, żeby było nam dobrze. Wystarczy, że ustalimy pewne zasady i pewne wspólne koszty, które każdy z nas gotów będzie ponieść. Tylko tyle i aż tyle.

    I tak zupełnie na koniec, polecam Wam obejrzenie serialu West Wing. Absolutnie genialne. Natomiast do tej notki pozwolę sobie przypomnieć wypowiedź Jeda Bartleta dotycząca tego właśnie tematu:

    Here’s an answer to your question that I don’t think you’re going to like. The current crop of 18-25 year olds is the most politically apathetic generation in American history. In 1972, half of that age group voted. In the last election, 32%. Your generation is considerably less likely than any previous one to write or call public officials, attend rallies, or work on political campaigns. A man once said this, „decisions are made by those who show up.” So are we failing you, or are you failing us? It’s a little of both.

    Season 1, episode 22 – What kind of day has it been.

  • Wroc… love

    Korzystając z okazji i możliwości kilka zdjęć z zaprzyjaźnionego… a w zasadzie zaprzyjaźnianego miasta Wrocławia. Dygresja przed zdjęciowa – Krakusowi po Wrocławiu najlepiej poruszać się piechotą, wszędzie trafi szybciej (zwłaszcza do restauracji i do knajpy). Próba poruszania się po mieście samochodem, bazująca na tym, co podpowie GPS względnie mapa kończy się wycieczką krajoznawczą i nadmiarem mostów.

    [nggallery id=41]

  • Wyczesana reklama Nike przed finałem Ligii Mistrzów

    Tam pracują ludzie kreatywni? Mało powiedziane… Jakość, klimat, pomysł – absolutne cudeńko.

    A tak poza wszystkim… Visca el Barca!

  • Reklama musi wychodzić do klienta…

    Już nie wystarczy niezły claim, już nie wystarczy naga pani (choć tej nigdy nigdy dość). Teraz trzeba umieść do człowieka wyjść, zainteresować go, zaskoczyć, wciągnąć do zabawy. Bo człowiek, to potencjalny klient.. A, co więcej, jak mu się (znaczy człowiekowi) spodoba, to lada moment powie o tym swoim kolegom i koleżankom i znowu zakres potencjalnych klientów się zwiększy. I tak oto akcja z Paryża dociera i do Was… a gdzie pójdzie dalej? No to już zależy tylko od Was…

    Tak to się robi po francusku;)

    I nóżka chodzi.. i bioderko chodzi.. i krzyże bolą…

  • Kichająca Panda, czyli na zdrowie!

    Na poprawę humoru, na dobry początek dnia, na dobry wieczór i na co tam chcecie;)

    Dzielcie się pandą ze światem:)

    PS. Nie dziwcie się pandzie.. nigdy nie wiadomo, co chyha za plecami…

  • Youtube niejedną ma twarz

    Programista, to z założenia geek. Taki gość siedzący w wyciągniętym swetrze, w okularach, które z mody wyszły mniej więcej wtedy, kiedy on przyszedł na świat i z poczuciem humoru dla ogółu całkowicie niezrozumiałego.

    Biznesman to taki bardzo poważny pan, co zamiast źrenic ma równie szybko rosnące $, który musi twardo stąpać po ziemi bo przecież takie są reguły tego naszego brutalnego świata.

    Na całe szczęście, od czasu do czasu w jednej z tych dwóch grup pojawiają się osobnicy, których możemy nazwać „jajcarze”, którzy lubią sobie z użytkownikami pożartować. Żartował z nami Windows – można było pobawić się w rozmaite „dodatkowe” proste gierki (tak tak, dali nam coś więcej niż pasjans:D ), można spróbować wyznaczyć trasę między Nowym Jorkiem a Tokyo w Google Maps by zobaczyć, że najlepszym sposobem na pokonanie Oceanu Spokojnego jest Kajak🙂

    A od jakiegoś czasu żartuje z nami Youtube, bo w Youtubie można zagrać w węża:P Tak, tego samego, który podbijał nasze serca w komórkach w latach 90tych… dla najmłodszych – tak, nas naprawdę rajcują takie gry:)

    Co trzeba zrobić? Trzeba otworzyć dowolny filmik (na przykład ten) zatrzymać jego ładowanie na 0:00, wcisnąć na chwilę strzałkę (kursor) w lewo, a następnie trzymając strzałkę (kursor) w lewo, wcisnąć strzałkę (kursor) do góry. Et voila – można grać:)

    Warto wiedzieć:
    Youtube’owy Snake działa też na pełnym ekranie;)
    Działa na każdym filmiku, ale lepiej poszukać takiego, który ma ciemne tło…
    Jeśli grając w snake’a naciśniecie spację, filmik ruszy;]

    No, to bawcie się grzecznie:)

  • (nie)Pewne typy na 26. kolejkę Ekstraklasy

    Wtorek
    Mecz o życie w Bytomiu. A raczej mecz o życie dla jednych i o względny spokój dla drugich. Dla Cracovii najlepszy i najważniejszy moment na przełamanie względem meczów wyjazdowych ale… Cóż… Cracovia na wyjazdach nie wygrywa – to fakt. A Polonia… wygrała z Jagiellonią, wygrała z Ruchem – to dobre przesłanki. Czy wystarczające? Moim zdaniem tak, więc mój typ to: 1

    Polonia Warszawa czy Jagiellonia, dobre pytanie, nawet bardzo dobre. Polonia z jednej strony musi coś udowodnić po dwóch porażkach, dla Jagielloni też te punkty są bezcenne jeśli częściej chcą myśleć o szansach na mistrzostwo niż na wicemistrzostwo. Tylko że.. Po pierwsze, Jacek Zieliński to nie Theo Boss, ani Jose Bakero, więc trzech porażek z rzędu raczej nie przewidujemy. Po drugie, Jaga w tej rundzie cholernie nieprzekonująca jest, więc raczej stawiam na Polonię. Mój typ: 1

    Górnik czy Legia… Niezły klasyk, można by rzecz. Przy Roosvelta zapewne będzie ciekawy mecz, ale Adam Nawalka i spółka powinni pałać rządzą rewanżu za jesienna, nieco frajerską (lub jak kto woli pechową i niesprawiedliwą) przegraną w Warszawie. Legia z kolei jest rozpędzona, wygrywa mecz za meczem, tzn już trzy. Ale czy to drużyna, którą stać na cztery kolejne zwycięstwa? Ale tak serio, serio? Nie, raczej nie. Mój typ: 1

    Zagłebie czy Śląsk. Zagłębie sobie radzi, ale lubi wynik 2:2. Śląsk nie przegrywa, ale o komplet punktów ostatnio też dość trudno. To raczej mecz w którym nikt nikomu krzywdy zrobic chciał nie będzie, więc będzie remis. Mój typ: X

    Środa
    Arka i Ruch… Dla Ruchu, wszystko co dobre w tym sezonie już się wydarzyło. Spokojny środek tabeli, męcząca podróż do Gdyni, a w Gdyni piłkarze, którzy z nożem na gardle walczą o ligowy byt. Ponieważ w Polsce większość spotkać wygrywają nie ci, którzy więcej potrafią, a ci którym sie bardziej chce, więc pomimo trudności, więcej szans widzimy po stronie gospodarzy. Dlaczego? Bo im się musi chcieć, tym bardziej, że trzeba nie tylko uciec Pasom, ale także dogonić bytomską Polonię. Mój typ: 1

    Widzew czy GKS – po tym co w ostatniej kolejce zrobiły oba zespoły, a przede wszystkim po tym co ostatnio robi GKS można całkiem spokojnie przyjąć, że trzy punkty zostaną w Łodzi. Bo argumentów świadczących na rzecz GKSu nie widzimy. Mój typ: 1

    Wisła czy Lech… fiu fiu… Ponieważ Jagiellonia i Legia grają dzień wcześniej, Wisła przystępuje do meczu w niejakim komforcie, wiedząc co zrobili najpoważniejsi rywale i mając trzeciego aspiranta (bardziej z tradycji niż obecnosezonowej pozycji ligowej). Tylko że Wisła jest.. niesamowicie chimeryczna. Nie jest ligowym średniakiem (jak chciałaby ją widzieć Gazeta) ale też nie można powiedzieć, żeby zdecydowanie naszej lidze przewodziła. Z kolei Lech jest nieobliczalny. Z przekory postawilibyśmy na wygraną gości, ale z drugiej strony Lech nie ma wielkich armat… więc może remis? W przypadku remisu znaczenie będzie miało także to, jaki doping piłkarze otrzymają z trybun. Poza tym, finisz niedługo, więc Holender chciałby się pewnie z dobrej strony pokazać przed włascicielem… Typuję zatem 1 ale… bez przekonania.

    Korona czy Lechia? Korona, wydawało się, ma przed sobą lepsze czasy. Lechia, wydawało się, ma przed sobą lepsze czasy. Obie ekipy jedno co ostatnio zbierają, to zbierają po łbie. Więc w tym meczu (bez historii, bez histerii) widzę remis. Tak, żeby nikogo nie skrzywdzić.

    Pary 26. kolejki:

    Wtorek
    16:15 Polonia Bytom – Cracovia Krakow
    18:30 Polonia Warsaw – Jagiellonia Bialystok
    20:45 Gornik Zabrze – Legia Warsaw
    20:45 Zaglebie Lubin – Slask Wroclaw

    Środa
    16:15 Arka Gdynia – Ruch Chorzow
    18:30 Widzew Lodz – Belchatow
    20:00 Wisla Krakow – Lech Poznan
    20:45 Korona Kielce – Lechia Gdansk

  • Kibice wkraczają do polityki…

    Nie lubię obłudy. Żadnej. Ani telewizyjnej, ani prasowej, ani żadnej innej. Nie lubię, kiedy ktoś kłamiąc w żywe oczy, próbuje odwracać kota ogonem. Nie lubię. Przez długi czas wydawało mi się, że żyjemy już w czasach, kiedy jesteśmy choć trochę odporni na manipulacje i na to, że ktoś nam będzie wciskał kit, bo ten powinien nam już wyłazić uszami. A potem oglądam takie coś:

    albo tu:

    Takie troszkę pomieszanie z poplątaniem, odnoszę wrażenie.

    Nie zapominajmy, że pan trybun ludowy, pan Piotr Staruchowicz ubliżał właścicielowi klubu, nie zapominajmy, że pobił piłkarza (może w emocjach, może sprowokowany(?), ale fakt pozostaje faktem). Przy okazji, pan Piotr Staruchowicz zaznacza, że nie widzi nic złego w odpalaniu rac, a to jest z polskim prawem i regulaminami stadionowymi niezgodne. Jest niebezpieczne – byc może nie w rękach pana Piotra Staruchowicza, ale w rękach róźnych ludzi, za których pan Piotr Staruchowicz odpowiedzialności nie bierze. Choćby nawet tak mówił i tak czuł, to jednak jej nie ponosi.

    Po drugie, przeraża mnie to, że kibice idą łapka w łapkę z PiS. Wydaje im się, że to oni dyktują warunki, wydaje im się, że teraz to oni rozdają karty. Że „wygrają ten bój tak, jak wszystko co dotychczas wygrali”. Tylko że oni są potrzebni prezesowi do ujadania premierowi. Tylko do tego i jak tylko ta zabawa się skończy, tak szybko przestaną być potrzebni. Ale uśmieję się, jeśli pan Piotr Staruchowicz wystartuje w jakichś wyborach – nie dlatego, że mu nie wolno, ale dlatego że – przypuszczam – wystartuje pod skrzydłami pana prezesa Kaczyńskiego. Ale o tym ciiii….

    Po trzecie, kilka dni temu pisałem, że nikt w naszym futbolu za nic nie odpowiada. Ani PZPN, ani kluby, ani kibice, ani policja – no nikt, normalnie nikt. A jak się wreszcie pojawił szeryf, to wszyscy mają mu za złe, że się wpier… wcina w nie swoje sprawy. Nie, nie uważam decyzji Premiera za słuszną, ale być może nie było czasu na inna. Skoro nikt się nie czuje odpowiedzialny, to trzeba uderzyć tam, gdzie najbardziej boli. Po kieszeni. Może to sprowokuje zainteresowanych, do lepszego zabezpieczenia swoich interesów. Może to skłoni kluby i związek do tego, by lepiej zabezpieczały stadiony i imprezy, może to skłoni kibiców, to większej odpowiedzialności za swoich rzucających sztachetami i niszczących trybuny kumpli. Bo, kto wie, może pan Donald się znowu wkurzy i nasz stadion też zamknie. Tak swoją drogą – nie trzeba zmieniać prawa, wystarczy je egzekwować. I to najlepiej na miejscu, wyłapując tych, którzy niszczą mienie. Że to może doprowadzić do eskalacji (o to się rzekomo bała policja w Bydgoszczy)… cóż… policja jest od tego, aby sobie z takimi problemami radzić.

    Po czwarte, tłum kibiców przypomina trochę tłum górników, którzy postanowili wyrwać trochę kasy dla siebie. (polecam wpis na blogu Azraela) Tylko strasznie będzie, jeśli ani z górnikami, ani z kibicami sobie rząd nie poradzi. Bo rząd nie jest od tego, aby ulegać jednej czy drugiej grupie, niezależnie od tego, jak silna będzie. Rząd ma być jak samiec alfa – ma dominować w stadzie. I jeśli pojawi się jakieś szczenię z zapędami do pokazania kłów i pazurów, powinien zostać z całą stanowczością nauczony pokory. A jeśli szczenię wygra, to samiec alfa z podkulonym ogonem powinien się zawijać z tego stada, bo słabe alfa, to złe alfa.

    Po piąte, czy to znaczy, że kibic ma siedzić cicho i grzecznie klaskać na stadionie? Nie. Tylko kibic musi zrozumieć, że jego „zadaniem” jest doping, a nie burda. Że sposobem wyrażania radości nie jest rzucanie krzesełkiem i wreszcie, że nie jest sposobem wyrażania swojej dezaprobaty obijaniem kogoś po głowie. Stadiony nie są miejscem wyjętym z pod prawa (wręcz przeciwnie, tu można zacząć wyraźnie to prawo egzekwować), i skoro nie robię czegoś na ulicy, np. jako kierowca, to czemu mam ochotę to robić jako kibic tej czy innej drużyny. Nie obijam innych pieszych ani kierowców pięściami? Dlaczego? Bo choć czasem mam na to wielką ochotę, to umiem się powstrzymać, bo takie są zasady. Jak z tych zasad zrezygnujemy, to zacznie obowiązywać prawo dżungli. A jeśli zacznie obowiązywać prawo dżungli, to cofniemy się o kilkatysięcy lat w rozwoju cywilizacyjnym…

    Po szóste wreszcie… Nie, nie uważam decyzji premiera za szczęśliwą. Nie uważam, że premier dobrze rządzi. Nie uważam, że to najlepszy rząd na jaki nas stać. Ale wydaje mi się, że i tak jest nieskończenie razy lepszy od rządu zgody narodowej czy tego, który został stworzony na pomy paktu dla polski (czy jak się porozumienie między PiS, LPR i Samoobroną nazywało). Wreszcie nie chcę wiedzieć, jakim samcem alfa będzie (dla niepoznaki nazywany) rząd ekspertów PiSu z SLD… I mam nadzieję, że się nie dowiem. A rząd Donalda Tuska lepszy nie będzie, bo w zaistniałej sytuacji chyba lepszy być nie może.

    Na koniec przytaczam materiał, który zrealizował Polsat Sport dla Cafe Futbol

    CafeFutbol – Dom Zły, czyli kilka (z tezą… przez ProTesster