Leniwy korporacyjny dzień pracy. Niedawno wybiła jedenasta. Siedzimy przy biureczkach, ktoś pewnie uciekł do kuchni na zasłużoną kawę. Dzwoni telefon, ktoś się niewyraźnie przedstawia, mówi także dość szybko z jakiej firmy dzwoni i zaczyna sprzedawać. Zwykle sprzedaje coś, czego absolutnie nie potrzebuję. Wtedy zwykle proszę o powtórzenie imienia rozmówcy, firmy, a następnie chcę aby w swoim systemie czy kajeciku zaznaczył, że nie życzę sobie więcej telefonów. Po tej prośbie zwykle życzę miłego dnia i temat zwykle jest zamknięty.
Tym razem rozmówca postanowił spróbować raz jeszcze i użył znienawidzonego przeze mnie zwrotu „ale zgodzi się Pan ze mną”. Na to jedno zdanie, a raczej jego początek mam alergię. Bo to nie jest przypadkowy zwrot. To wyćwiczona i wypracowana strategia aby podnieść efektywność tych „cold call”.