4 - tyle minut czytania

Jak już pisałem, od jakiegoś czasu wstaję wcześniej. Z własnej woli, dla samego siebie. Co gorsza, to mi się podoba i choć wraz z przestawieniem zegarków o godzinę do przodu, wstaję teraz przed świtem, robię to bez marudzenia. Czy widzę jakieś korzyści z porannego wstawania? Czy coś się w moim życiu zmieniło? Radykalnie nie. Ale.. jednak jest inaczej. 

„Post hoc ergo propter hoc” – taki tytuł nosi drugi odcinek bardzo dobrego serialu „West Wing”*. Zapamiętałem ten tytuł, bo to moim zdaniem wyjątkowy zwrot. „Po tym, a zatem z powodu tego”. Nie tylko dobrze brzmi, ale też podkreśla błąd logiczny. Nie wszystkie następujące po sobie, są ze sobą związane, a jednak my często następstwo i korelację traktujemy jako jedno. A jak jest w tym przypadku, czy jest jakieś uzależnienie wczesnego wstawania i większych możliwości wstającego?

Korzyści z porannego wstawania

Najważniejsze jest chyba to, że pokazuję sobie, że mogę. Że coś, co jeszcze niedawno było niewyobrażalne, może stać się codziennością. Gdyby ktoś mnie w styczniu spytał, czy wyobrażam sobie regularne, nieprzymusowe wstawanie godzinę przed wszystkimi, powiedziałbym, że to dla mnie nieosiągalne. Dziś wiem, że to „nieosiągalne” wymagało jedynie tego, żeby powiedzieć sobie „spróbuj”. Myślę, chcę, działam, mam. I to „mogę” przekłada się na inne obszary. Moje chcę ma moc, pod warunkiem że oprócz „chcę” jest jeszcze „działam”

Druga rzecz, to zysk czasu dla siebie. Czasu, z którym mogę zrobić wszystko, przeznaczyć na co tylko chcę. Na posiedzenie – proszę bardzo, na pomilczenie – proszę bardzo, na przygotowanie kawy – proszę bardzo. Na spróbowanie czegoś nowego? Na wymyślenie czegoś dla siebie? Proszę bardzo.

Całkowita wolność, nikt nie podgląda, nikt nie ocenia. Mam świadomość cenności tego czasu i chce go wykorzystywać z sensem. Nie mam ochoty go przepuścić przez palce bezsensownie, raczej staram się go przynajmniej w części wykorzystać na coś dla siebie. Na przykład na poczytanie książki, z czym ostatnio mam kłopot (za dużo jazdy autem, za mało komunikacji miejskiej).

Kolejna sprawa to to, że zupełnie inaczej się wstaje. Nawet najbardziej ramowy plan na poranek przygotowany i „zaakceptowany” wieczorem, pomaga w dobrym rozpoczęciu dnia. Plan poparty świadomością, że robię to dla siebie, jest nie do zastąpienia. To mnie inaczej nastawia na cały dzień. To widzę także w małych rzeczach – dzięki temu, że mam więcej czasu, nie musze się spieszyć. Mogę w spokoju wypić kawę, zjeść śniadanie, ogarnąć się do pracy. Chęć wstawania ogranicza prawdopodobieństwo porannej pogoni za utraconym czasem. Poranne wstawanie ułatwia też kładzenie się spać, bo przecież przyjemnie się wstaje 😉

Co przyczyną co skutkiem?

Nie wiem, ale i nie bardzo się nad tym zastanawiam. Korzystam. Z powiewu nowości, z umiejętności dotrzymywania sobie obietnic, ze znajdowania czasu dla siebie, ze znajdowania czasu na to, aby posłuchać siebie. Z pomysłów, które przychodzą w tym czasie. Z efektów, które przynosi próbowanie tych pomysłów. Z przekonania, że nie tylko warto wstać, ale że warto trochę poświęcić czasu choćby na to, aby popisać na bloga.

Czy dla korpoludka jakim jestem,  jest coś, co może wymagać większego poświęcenia niż poranne wstawanie? A skoro wstaję z przyjemnością, to z czego jeszcze mogę czerpać przyjemność. I jakie jeszcze zmiany przede mną?

Nie liczyłem na to, że przed szóstą świat pełen jest jednorożców które spozierają na mnie tęczą (spoiler alert – nie jest). Byłem natomiast ciekaw czy to coś zmienia i… teraz chodzę po świecie i mówię „przekonaj się, spróbuj”. Wszak właściwie… co Ci szkodzi? Najwyżej się raz czy drugi nie wyśpisz. A bo to pierwszy raz? Więc przeżyjesz, a może skorzystasz… Tego Ci życzę;-) Daj znać jak się zdecydujesz i jak się obudzisz. W komentarzu


* Polski tytuł to „prezydencki poker”. To serial z czasów, kiedy prezydentem był młodszy Bush, a telewizja postanowiła stworzyć alternatywny świat w którym prezydentem jest demokrata. Serialu zapewne nie znasz, bo był emitowany w ostatnich miesiącach ubiegłego wieku, czasów tak zamierzchłych, że telewizja nadawała w formacie 4:3. W czym pytasz? Dzięki, czuję się staro.