6 - tyle minut czytania

Zacznę od chyba wstydliwego w naszym kraju wyznania – czytam książki. Wstydliwego, ponieważ mało kto czyta. Wyniki badania czytelnictwa w Polsce w 2015 roku, przeprowadzone na próbie ponad 3049 osób pokazały, że 63% Polaków nie przeczytało żadnej książki 2015 roku, a kolejnych 17% przeczytało jedną lub dwie. Trochę to straszne, bardzo to smutne.

Ja czytam bo lubię. To dla mnie nie tylko sposób na urozmaicenie sobie podróży komunikacją miejską, nie tylko rozrywka, ale także połączenie przyjemnego z pożytecznym. Czytanie podobno poszerza horyzonty i rozbudza wyobraźnię (przynajmniej dzieciom). Czasem czytanie pozwala jeśli nie na naukę języka, to przynajmniej obcowanie z nim, dlatego czasem czytam także po angielsku.

Tego wpisu możesz posłuchać, bo autor bawi się w radio;-)


Rozważam zamieszczenie na blogu pełnej listy książek które przeczytałem, ale nie po to, aby się swoim czytelnictwem napawać, ale aby móc mieć pod ręką zestaw książek, które uważam za warte polecenia. Będzie tam dużo kryminałów, ale nie tylko powieści sensacyjne czytam. W opublikowanej jakiś czas temu spowiedzi z czytanych książek wspominałem, że lubię także teksty z pogranicza socjologii i ekonomii. Sięgam po nie, ponieważ przytaczają one rozmaite anegdoty i badania, które powinny pozwalaj lepiej zrozumieć i „czytać” to co się dzieje na świecie. 

Co ma wspólnego czytanie książek z przekleństwem wiedzy?

Z książek się uczymy. Nie tylko z podręczników i poradników. Uczymy się z opowieści i fabuł. Czasem to może być wiedza podana wprost, czasem to raczej obserwacja ludzkiej natury podrzucona przez autora opłotkami. I tej wiedzy z książek zdobytej, nikt nam nie odbierze. Im więcej czytasz, tym więcej wiedzy gromadzisz. I choć nie powinny, to tu właśnie mogą zaczynać się problemy. Zbyt łatwo zakładamy, że to co wiemy my, jest oczywiste dla wszystkich, z którymi mamy kontakt.

Bracia Heath w tekście „Curse of knowledge” przytaczają opis eksperymentu , który dowodzi że kiedy coś wiesz i jest to dla Ciebie oczywiste, od razu przyjmujesz że jest to oczywiste także dla Twojego rozmówcy, co z kolei utrudnia Wam komunikację. To nie wynika ze złej woli odbiorcy, ale z tego, że zbyt łatwo zakładamy, że wystarczy mówić tym samym językiem i używać tych samych słów, aby się rozumieć. Pamiętaj o tym, że to pułapka.

Kiedy wiedza ogranicza

Mówi się, że kiedy trafiasz na zadanie niemożliwe do realizacji, powierz je komuś, kto o tym nie wie – będzie miał większe szanse na powodzenie. Wiedza niestety wytacza ścieżki naszym myślom. Lubimy szukać wzorców, a ponieważ nasz mózg lubi sobie sprawy ułatwiać, bardzo łatwo wpadamy w utarte, lub nauczone schematy. Im więcej wiemy, tym bardziej ograniczamy naszą kreatywność – zamiast możliwości widzimy pewne kryteria, których musimy się trzymać – są badania, które pokazują że przedszkolaki są kreatywnymi geniuszami, które przechodząc edukację szkolną z tej pomysłowości są ograbiane. Wiedza ma także cienie.

Im więcej wiesz, tym więcej oczekujesz. Od tego co robisz na codzień, od tego co czytasz, od tego co oglądasz. Czego i kogo słuchasz. Co rozumiesz. Od tego, czym się zajmujesz. Twoja wiedza determinuje co uznajesz za dobre i wartościowe. Od tego co smaczne, co zdrowe, co rozsądne, co efektywne. Utrudnia życie.

Wiedza determinuje naszą umiejętność oceny sytuacji, wyciągania z niej wniosków i podejmowania działań. Określa, na jakie rozwiązania gotowi jesteśmy przystać i jak się z nimi czujemy. Co gorsza, wiedza rzadko kiedy jest jednoznaczna – często spotykamy się z informacjami ze sobą przeciwstawnymi, albo rozbieżnymi i musimy umieć ocenić, która z interpretacji jest właściwą. Dołóżmy jeszcze do tego, że żyjemy w dobie post-prawdy i każdą przytoczoną wiedzę musimy nauczyć się filtrować pod kątem prawdziwości… Chyba nikomu już nie można wierzyć.

Nie zapominajmy też o tym, że im więcej wiesz, tym więcej wiesz czego nie wiesz. I ile masz jeszcze do dowiedzenia się. Cokolwiek paradoksalne.

What has been seen cannot be unseen

Jeszcze słówko o tym, że wiedzy nam nikt nie odbierze. I że potrafimy ukryć „coś” na widoku i pozostanie on niezauważalny dla ogółu, tak długo jak ktoś nie przyjdzie i palcem nie wskaże gdzie mamy patrzeć. Brzmi to jak ukłon w stronę masonów czy innych tajnych stowarzyszeń które rzekomo rządzą naszym światem, ale ja nie o tym. Ja chcę Ci właśnie palcem pokazać coś, na co zapewne wielokrotnie już patrzyłeś i spróbuję Ci udowodnić, że nie widziałeś. Przynajmniej ja nie widziałem, dopóki mi tego na tacy nie podano.

Jest taka francuska firma handlowa Carrefour, obecna na naszym rynku od wielu, wielu lat. Za każdym razem gdy patrzyłem na ich logo, byłem cokolwiek zafascynowany, cokolwiek skonfundowany, bo zupełnie tego logotypu nie rozumiałem. No bo co tu jest do rozumienia. Jakiś czerwony trójkącik, jakaś niebieska strzała. Pewnie – cytując mumio – jedno jest czegoś alegorią a drugie jest czegoś metaforą. Mądrzy ludzie nad tym siedzieli, tam coś musi być. Zresztą popatrzcie. 

To teraz popatrzcie się bardziej i pożegnajcie się z tym postrzeganiem tego logo, ponieważ właśnie zamierzam to zmienić. Bo w logo Carrefoura jest coś jeszcze.

Jest litera.

I to jest litera C.

Widzicie ją? Mam nadzieję, że jeszcze nie.

 

 

A teraz?

 

 

 
Nie ma za co. Ale teraz już zawsze tą niewidzialną literę, będziecie widzieć. Od tego nie ma powrotu. Swoją droga, chce poznać tych ludzi, którzy szefostwu C4 logotyp sprzedawali. Mam wrażenie, że od nich trzeba się uczyć, ponieważ potrafią sprzedać absolutnie wszystko.

Czytajmy i otwierajmy oczy, nawet jeśli ciąży nad tym klątwa

Dokładnie tak samo jest z tym, co przeczytacie w książkach – wiedza zostanie z Wami na zawsze. Tym bardziej ważne jest, aby czytać dobre książki, z których można zapamiętać ważne rzeczy;-)

 Tylko trzeba pamiętać o tym, że niestety małe jest prawdopodobieństwo, że inni czytali te same książki co wy. I właśnie dlatego trzeba im o dobrych książkach mówić – to raz, a dwa, warto w trakcie rozmowy upewniać się, że rozmawiacie o tym samym.

Im więcej się czyta, tym większe jest prawdopodobieństwo że przyjdzie taki moment, w którym będziesz wiedzieć żę gdzieś to czytałeś ale.. .nie wiesz gdzie. I mózg się męczy, i szuka i gmera. A odpowiedź jak nie chciała przyjść, tak nie chce.

Mnie na przykład frustruje to, że nie mogę sobie przypomnieć gdzie przeczytałem o tym, że edukacja jaką znamy, czyli taki a nie inny format klasy, przedmiotów, lekcji – wynika z potrzeby przeniesienia społeczeństwa rolniczego z pola do manufaktury… ale gdzie to przeczytałem? Nie pamiętam;(

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu