Czas to pieniądz – uważaj na kieszonkowców

Pisałem o tym, że czas jest walutą, która zyskuje na wartości. Im szybciej żyjemy, im więcej jest podmiotów, które chciałyby na nas zarobić, tym cenniejszy nasz czas się staje. Na moje oko powinniśmy nauczyć się nim obracać dokładnie tak samo, jak to robimy ze złotówkami czy dolarami… no dobra, to może nie jest najlepsze porównanie, biorąc pod uwagę naszą świadomość zarządzania pieniędzmi. W każdym razie, zachęcam, aby się nad tym zastanowić.

Myślałem, żeby temu tematowi były poświęcone dwie notki – o tym kto nam czas kradnie i o tym, żebyśmy unikali tego, aby się na drobne rozmieniać. Tylko że choć widzę granicę między tymi dwoma wątkami, to jest ona płynna. Kiedy próbuję wyjąć jeden z nich, coś mi kuleje i ciężko mi te elementy pozbierać w sensowną całość. Z drugiej strony, próba spisania tego „na raz” jest za długa. Więc zostaje mi rozbicie tego na części.

Czytaj cały wpis

Dlaczego nie umiem kupić ekspresu do kawy?

Przedziwna sytuacja. Od kilku miesięcy chodzi za mną potrzeba aby kupić do domu ekspres do kawy. Wszystko zaczęło się kiedy przestałem pić kawę rozpuszczalną, do codziennych łask wrócił ekspres kolbowy, a ja zacząłem szukać kawy ziarnistej, która mi posmakuje.

Policzyłem sobie ile kosztuje kawa, zacząłem dowiadywać się czym jest robusta, czym arabica, doszło nawet do tego, że odpuściłem mleko i piję tylko małą czarną. Dla kogoś, kto zwykle pił napój mleczny z domieszką kawy, to dość radykalna zmiana. No i z tego eksperymentowania dowiedziałem się, że kawa ma smak i warto dobrej kawy szukać. Dowiedziałem się że nie lubię kawy kwaskowej i gorzkiej, ale nie przeszkadza mi wyrazistość smaku. Czytaj cały wpis

Jak oszczędzić tysiąc złotych bez wysiłku w rok

Dawno temu, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem, rodzice kupili w Kalwarii Zebrzydowskiej fotele. Fotele jakich wiele, nie wydaje mi się żeby czymś się szczególnie wyróżniały, chociaż na pewno były wygodne. Miały natomiast jedną szczególną cechę, na którą zapewne nie zwrócił uwagi żaden z domowników poza mną  – siedzisko nie przylegało idealnie do boków fotela. Nie było żadnej widocznej szpary, nie wpływało to na komfort siedzenia, ale od czasu do czasu mogło tam wpaść coś, co akurat miał w kieszeniach siedzący – jakiś papierek, jakiś paragon. Żadne wielkie rzeczy. Żadne kosztowności – fotel nie pożerał pierścionków.

Nie wiem czy często się Wam to zdarza, ale moi rodzice od czasu do czasu nosili w kieszeniach resztę z zakupów, głównie monety. Monety też wpadały między oparcie, a siedzisko, ale tym się różniły od papierków, że były dość ciężkie, aby wpaść „pod fotel”. Wykonawca wykańczając fotel obił go od spodu płótnem, mocując go do fotela przemysłowymi spinaczami. Tym sposobem monety z kieszeni moich rodziców bezdźwięcznie lądowały na płótnie. To, czego (chyba) nie zauważył żaden z innych domowników było to, że przy odpowiednim ustawieniu fotela i „odpięciu” jednego lub dwóch spinaczy, można było odzyskać monety.

Tak, fotel stał się moją skarbonką, i tym sposobem mogłem mieć dodatkowe środki na zaspokajanie swoich cukrowych potrzeb, czyli kupować chery coke albo jakieś lody od Algidy. „Utarg” był tym większy, im rzadziej z zasobów fotela korzystałem. Rodzice chyba nie zauważali tego wycieku monet, a ja czułem się bogaty:) A jak to się ma do zaoszczędzonego tysiąca? Czytaj cały wpis

Człowiek, który wszystko neguje

Kilka miesięcy temu podczas pewnego ważnego wystąpienia na pewnym ważnym forum, osoba, z której zdaniem bardzo się liczę powiedziała o mnie „mój kolega, który wszystko neguje”. Tylko 5 słów, raczej nie istotnych w kontekście całej prezentacji. Do tego powiedziane z ogromną (chcę w to wierzyć) sympatią. Zapewne były wymyślone z potrzeby dookreślenia tła wypowiedzi, ale zapisały się dość mocno w mojej pamięci. Pewnie dlatego, że to naprawdę niezła i celna definicja. Przyjąłem, pozornie zaakceptowałem, może nawet sam przed sobą obiecałem poprawę. Czytaj cały wpis

Jestem Twoim idolem, silnym Twoją wielkością

Umarł ktoś znany. Umarł ktoś wielki. Ktoś, kogo wielu podziwiało. Kogo wielu nazywało mistrzem.
Musimy na to zareagować. Czujemy potrzebę powiedzenia o tym światu. Czujemy potrzebę wykorzystania tej chwili, kiedy wszystkich łączy to samo wydarzenie. Czujemy potrzebę wyrażenia swojego żalu. Potrzebujemy pokazać – to także mnie dotknęło. To także moje doświadczenie. W zasadzie nie ma znaczenia kogo już z nami nie ma. Musimy pokazać, co my w związku z tym mamy do powiedzenia światu. Bo musimy mieć coś do powiedzenia. Bo inni muszą widzieć, że mamy. W przeciwnym razie, będziemy niepełni. Nieludzcy. Nieczuli.

Czytaj cały wpis

Protest nie może być dyskretny, musi boleć

Drogie panie,

Są rzeczy, których nikt za Was nie zrobi, jeśli Wy nie zaczniecie działać. Są sprawy, o które nikt za Was i Waszym imieniu walczył nie będzie, tak długo jak Wy same nie rozpoczniecie walki. Są sytuacje, które przespane doprowadzą do tego, że nikt więcej się Wami nie będzie przejmował.  Bo skoro nie walczycie o swoje, to udowadniacie, że liczyć się z wami nie trzeba.

Nie wierzcie w to, że ktoś przedłoży Wasz interes nad swój. Nie wierzcie w to, że ktoś zaprosi Was do „big boys club” tylko dlatego, że będziecie grzeczne i będziecie rokowały nadzieję na talent. To tak nie działa.

Chcesz, aby ktoś zrozumiał Twój punkt widzenia, domagasz się czegoś? Określ to i uzbrój się w argumenty. I komunikuj. Jasno i wyraźnie. Nie zakładaj, że ktoś się domyśli o co Ci chodzi. Nawet jeśli to takie oczywiste. Czytaj cały wpis

List do pana Andrzeja, ojca

Panie Andrzeju,

Zwracam się do pana jako do Ojca. Nie polityka, nie urzędnika, nie prezydenta. Ojca. Nie ojca narodu. Ojca 21 letniej Kingi.

Jest niestety prawdopodobne, że podłożą panu papier do podpisu i że w tym właśnie momencie będzie pan trzymał w rękach jej życie. Życie swojej córki. A także życie pańskiego wnuka i matki pana wnucząt. Duża sprawa.

Pana córka, czego panu życzę, będzie zapewne matką. Życzę jej, aby rodziła zdrowe dzieci, aby jej ciąża przebiegała bez najmniejszych komplikacji, a poród siłami natury był możliwie bezbolesny.

Tylko wie pan, panie Andrzeju, mamy XXI wiek. I wiemy, że czasem nie możemy liczyć na matkę naturę. Że czasem nie wszystko idzie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Że czasem potrzebna jest interwencja lekarza, że czasem na szali kładzione jest życie kobiety, czasem już matki, która może osierocić swoje dzieci.

Brzmi jak fikcja? Panie Andrzeju, pan spojrzy w liczby i niech pan powie, czy chce mieć pan na sumieniu choć jedną kobietę, którą można było uratować?

I niech pan spyta sam siebie, co by pan zrobił, gdyby zagrożone było życie pana córki. Czy jakikolwiek przepis powstrzymałby pana przed działaniem? Chcę wierzyć, że nie. Więc proszę nie tworzyć sytuacji, w której zmusi pan innych do łamania prawa.

Czy Pan pamięta, panie Andrzeju pewien listopadowy wieczór sprzed 21 lat, kiedy trzymał pan swoją córkę pierwszy raz na rękach i obiecał jej Pan, że nie pozwoli pan jej nikomu skrzywdzić. Nikomu! Niech pan pamięta o tej obietnicy.

Pan porozmawia z żoną, matką pana córki, babką pana wnucząt co ona o tym sądzi. Bo wie pan, nawet najlepsza praca to tylko krótka chwila w życiu, liczy się to, jakim się jest człowiekiem. I są pewne decyzje, których żona i córka mogą panu nigdy nie wybaczyć. Niech pan o tym pamięta, panie Andrzeju.

Bo to będzie pana decyzja. Pana podpis.

Świat mobile, nasz świat

To będzie mało odkrywcza notka, ale to równocześnie trochę obserwacja rzeczywistości.

Przez długi, długi czas czekaliśmy kiedy nadejdzie wreszcie rok mobile, wielokrotnie go zapowiadaliśmy, a im bardziej go wypatrywaliśmy, tym bardziej on nie chciał przyjść. Wystarczyło spuścić temat na chwile z oczu, wystarczyło na moment spuścić gardę i oto okłada na po twarzach (ekranach, kieszeniach i rachunkach… Chociaż nie, po rachunkach zupełnie nie). Czytaj cały wpis

Przyszłość, która mnie przeraża i z którą nie podyskutujesz

Czy bycie bateryjką to nasza przyszłość

Chyba wszyscy lubimy zerkać w przyszłość. Sięgamy po prognozy pogody, horoskopy, przepowiednie. Snujemy plany, lubimy przewidywać, co też bliska lub daleka przyszłość nam przyniesie. Mamy tendencję do widzenia przyszłości raczej w jasnych, różowych barwach. Bagatelizujemy to co nieprzyjemne, minimalizujemy ryzyko i prawdopodobieństwo wystąpienia nieprzychylnych nam zdarzeń losowych.

Mam na to jakiś dowód? Żadnego. Ale taki oto eksperyment wykorzystał reklamie amerykański ubezpieczyciel:

Bierzmy poprawkę na to, że to reklama i nawet jeśli eksperyment nie został odpowiednio „podprowadzony” to reklamodawca chciał osiągnąć taki, a nie inny efekt. Ale i tak śmiem twierdzić, że dość łatwo przychodzi nam myśleć że przyszłość niesie to, co dobre. Nie zostawiamy sobie miejsca na czarnowidztwo. Czytaj cały wpis

Ile kosztuje kawa?

Na wszelki wypadek uzupełnię, w pytaniu nie chodzi mi o każdą kawę. Pytanie nie dotyczy tej kupowanej na stołówce w pracy, ani tej, którą kupujesz w jednej z modnych krakowskich kawiarenek. Na to pytanie odpowiadali natomiast założyciele Starbucksa. Bodaj to oni pierwsi zmienili kontekst pytania – „ile powinna kosztować kawa”. W jaki sposób? Otóż postawili pytanie nie ile powinna kosztować, ale ile można za kawę sobie zażyczyć, pod warunkiem, że to wokół niej będzie się kręcił cały biznes. Poczytajcie sobie tu*… Ale ja dziś nie o tym. Mi dziś przyszło do głowy, ile kosztuje kawa, którą robię sobie w domu.

Pytanie nawiązuje trochę do tego, które nie tak dawno usłyszałem… a dlaczego tyle za kawę (ziarnistą) zapłaciłeś. Wtedy odpowiedziałem, że „ale nie przesadzajmy, mniej więcej tyle kosztują trzy kawy na wynos gdzieś na mieście”. Z drugiej strony, zapłaciłem tyle za 250g kawy (taki miałem szalony gest). Za te same pieniądze mógłbym kupić mniej więcej 600gr jakiejś kawy rozpuszczalnej** popularnej marki. Bo, tak po prawdzie, to kto normalny by liczył, ile kosztuje go kawa… I po co?
Czytaj cały wpis