5 - tyle minut czytania

Na wszelki wypadek uzupełnię, w pytaniu nie chodzi mi o każdą kawę. Pytanie nie dotyczy tej kupowanej na stołówce w pracy, ani tej, którą kupujesz w jednej z modnych krakowskich kawiarenek. Na to pytanie odpowiadali natomiast założyciele Starbucksa. Bodaj to oni pierwsi zmienili kontekst pytania – „ile powinna kosztować kawa”. W jaki sposób? Otóż postawili pytanie nie ile powinna kosztować, ale ile można za kawę sobie zażyczyć, pod warunkiem, że to wokół niej będzie się kręcił cały biznes. Poczytajcie sobie tu*… Ale ja dziś nie o tym. Mi dziś przyszło do głowy, ile kosztuje kawa, którą robię sobie w domu.

Pytanie nawiązuje trochę do tego, które nie tak dawno usłyszałem… a dlaczego tyle za kawę (ziarnistą) zapłaciłeś. Wtedy odpowiedziałem, że „ale nie przesadzajmy, mniej więcej tyle kosztują trzy kawy na wynos gdzieś na mieście”. Z drugiej strony, zapłaciłem tyle za 250g kawy (taki miałem szalony gest). Za te same pieniądze mógłbym kupić mniej więcej 600gr jakiejś kawy rozpuszczalnej** popularnej marki. Bo, tak po prawdzie, to kto normalny by liczył, ile kosztuje go kawa… I po co?

Cóż, ja policzyłem. Po co? Dla sportu. I przede wszystkim dlatego, że młynek mi się zepsuł. Nagle zamiast wypluwać zmieloną kawę zaczął wypluwać całe ziarna i wtedy poczułem, że coś jest z nim nie tak 😉 Zmieniłem się w złotą rączkę, po raz kolejny przekonałem się, że po wielokroć łatwiej urządzenie rozkręcić, niż je potem poskładać. I choć nie zostały mi żadne dodatkowe śrubki (bo tych były aż dwie) to jak przy niemal każdym składaniu, ilość bluzgów odpowiadała narastającemu przekonaniu, że ci, co to urządzenie składali przy produkcji, mają jakieś magiczne sztuczki, bo-to-przecież-niemożliwe-aby-to-ze-sobą-bez-użycia-młotka-złożyć-jego-mać. I gdyby było miejsce na młotek, nie zawahałbym się go użyć. Dość powiedzieć, że chciałem odbijać spód młynka, bo przecież bez tego nie będzie się go dało naprawiać (inna sprawa, że gdyby powiodło mi się odbijanie spodu, to zapewne młynka nie dałoby się używać).

Efekt poboczny walki z materią był taki, że zacząłem kombinować też nad samą kawą. Wiem (na oko) ile ziaren kawy potrzebuje zmielić do zaparzenia jednej filiżanki. Ale ile to gram? No, tego to już na oko policzyć się nie da – chyba, że ktoś w handlu gramami biegły. Szybkie ważenie i już wiem – 12g. Ponieważ tym razem za głosem rozsądku kupiłem trochę tańszą kawę, te 12g kosztuje 1,2zł. Ja piję kawę z mlekiem, choć jak mówią Ci co mnie znają, piję mleko z kawą. Taki napój mleczny z odrobiną kawy dla zachowania pozorów i przyzwoitości. Zatem mleko. Ile tego mleka? Tu zabawy było trochę więcej, bo najpierw wlałem do dzbanuszka (w którym mleko spieniam) co trochę obliczenia utrudniło, ale… zważyć dzbanek z mlekiem, zważyć dzbanek bez mleka, różnicę zapisać. Zważyć pusty karton, zważyć pełny karton, zapisać. Pobawić się w proporcję z ceną i już po chwili wiem, że mleko które wlewam sobie radośnie i beztrosko do mojej kawy za 1,2 kosztuje mnie 28 groszy. No zaokrąglę do 30stu – kto mi zabroni. Kawa za złoty pięćdziesiąt. Jasne, nie policzyłem wody, nie policzyłem prądu, nie policzyłem czasu i tego, że jak już wypiję, to będę musiał filiżankę / kubek wymyć. Nie policzyłem amortyzacji ekspresu. Do duszy z taką kalkulacją. Ale nawet przy tych wszystkich niedoskonałościach, nawet jeśli przyjmę, że moja kawa kosztuje mnie 2 złote. A to z kolei oznacza, że niemal zawsze przepłacam i to kosmicznie za kawę kupowaną dlatego, że „mam na nią ochotę”.

I nie chodzi mi w tym wpisie o to, aby odmawiać sobie kawy na mieście. Raczej jedynie zwracam uwagę, że jesteśmy skłonni wielokrotnie przepłacić za usługę, zupełnie się tym nie przejmując. Nawet wówczas, gdy jesteśmy wrażliwi na cenę. Innymi słowy, kawa do bardzo prozaiczny dowód na to, że nie za produkt płacimy. I że nader często nam to zupełnie nie przeszkadza.

* Chciałem tym miejscu zaznaczyć źródło, w którym to przeczytałem, tylko… cholera… wstyd się przyznać, nie pamiętam gdzie to przeczytałem. Gorzej, że zdarza mi się to nie po raz pierwszy i to strasznie bywa irytujące. Ja wiem, że byłoby łatwiej, gdybym czytał tylko jedną książkę, wówczas ona by była źródłem wszelkiej mojej wiedzy, a tak… no cholera, nie pamiętam. Jak znajdę (a mam pewne podejrzenia, których nie mogę teraz potwierdzić, bo książka o której myślę jest u dobrych ludzi…) – uzupełnię.

**Swoją drogą, trochę strach pić tę rozpuszczalną. Nie, nie wiem co oni tam wrzucają, ale wiem ile potrzebuję gram dobrej kawy zmielić i zaparzyć, żeby mieć dobrą kawę, a ile potrzebowałbym wsypać rozpuszczalnej… I na ile mi starcza 200g jednej i 200g drugiej. A wiecie, nie wierzę, że ktoś w biznesie daje mi coś za darmo (więcej kawy) tylko dlatego, że chce mi robić dobrze. Raczej skłonny jestem uwierzyć w to, że daje mi coś co jest tańsze w produkcji aby móc na tym zarobić kosztem jakości (niezależnie od tego w jak ładne opakowanie to wsadzi).

**

PS. Młynek udało się naprawić;) I to tak, że działa 😉 Duma!

Spodobał Ci się ten tekst? Zostaw swój adres email, a poinformuje Cię o każdym nowym wpisie na blogu