Blog

  • Dom nad rozlewiskiem – nowa żenada TVP

    Jak prawie nigdy w niedzielny wieczór spędzałem mając w tle naszą rodzimą TVP. Moja lepsza połowa chciała zobaczyć nowy serial z Joanną Brodzik w roli głównej. Z lepszą połową kłócić się nie warto, więc grzecznie wtuliłem się w fotel…

    Odcinek pierwszy, scena pierwsza, a ja już widzę, że coś jest nie tak. Po pierwsze, całość zaczyna się jakimś dziwnym podtytułem, a potem jest tylko lepiej. Montażysta gdzieś się pogubił, scena imprezy do niczego nie jest podobna, reżyser pokazuje nam zebranie od du…szy strony, pokazując plecy mówiącego i tło, które nic nie mówi ani nie wnosi.. Potem mamy typowe polskie serialowe aktorstwo i równie błyskotliwe polskie teksty… Do tego Brodzik, która miała być gwiazdą serialu, czyta swoje własne myśli z taką werwą, że żaden ślimak by się nie powstydził…

    Mam wrażenie, że kolejne sceny nie mają ze sobą żadnego związku, wątku przewodniego też jakoś nie, poza tym że mamy do czynienia z polską serialową rzeczywistością. Bogaty pan, bogata pani, cudowna babcia i przezdolna córka (która w ciągu 10 minut emisji zdążyła dwa razy zaśpiewać tą samą rzewną piosenkę, tak abyśmy mieli pewność – ona umie grać… na klawiszach)… Pan nie ma czasu dla pani i pewnie ją zdradza, pani dotychczas nie zdradzała, ale chyba zacznie…

    O co chodzi – pytam sam siebie od jakiegoś kwadransa, choć wiem, że nie mam szans zrozumieć, bo przecież nie dla mnie to kręcą… Ale nagle olśnienie – Pani jeździ Swiftem, ma laptopa Toshiba i korzysta z sieci bezprzewodowej iPlus… Od kwadransa wzbiera we mnie potrzeba puszczenia PAWIA. Dlaczego pawia? Otóż dlatego, że…

    No… to w dalszym ciągu nie włączam TVP. Od dziś już nawet przypadkiem.

    ps. O książce, bo to podobno na podstawie książki kręcone jest, ktoś napisał: Pełna ciepła, codzienności, naszych problemów i naszych uśmiechów. To książka o nas – ludziach.
    To ja poproszę, żeby następny raz ktoś nakręcił coś dla ludzi.

  • Internet – tu nie wystarczy być

    Powolutku, choć naprawdę wielkimi krokami, zbliżają się do nas wybory. Zawsze jakieś wybory się zbliżają, tym razem zbliżają sie wybory polityczne. Nigdy nie jest za wcześnie na wybory parlamentarne – przecież wystarczy rozwiązać parlament. Gorzej z wyborami prezydenckimi, tu trzeba czekać całą kadencję. Tak czy inaczej, powolutku dają o sobie znać przyszłoroczne wybory. Zaczyna się robić bagienko, zaczynają się kręcić aferki, jest czym zająć media. Tak… Kampania już niedługo rozkwitnie.

    Rozkwitnie zapewne także w Internecie, w końcu to ważne medium. Będziemy mieli walkę na spoty, słowa, docinki i takie tam. Dlatego też każdy się do interneta pcha. Bo powiedziano, że trza być. Jak być? A to zupełnie inna kwestia.

    Każdy ma coś do powiedzenia. Każdy ma dostęp do tych samych, praktycznie darmowych narzędzi. Skończyła sie era blogów, ponieważ świat przyspieszył i nikt już nie ma czasu na pisanie całymi zdaniami (a może nikt już nie ma nic do powiedzenia w całym zdaniu) i nastała era mikroblogów*. Co to są te mikroblogi i jak je jeść i dlaczego warto z nimi być za pan brat, w sposób miły łatwy i przejrzysty wyjaśnia Paweł Loedl

    Rzecz w tym, że tu (w InterneTU) nie wystarczy być. Trzeba jeszcze mieć coś do powiedzenia. Nie wystarczy mieć konto na Twitterze, Facebooku czy NaszejKlasie. Oczywiście, czynnym politykom jest łatwiej – dostają bonus za bycie celebrytą, za to że mają znane nazwisko i każdy chce.

    — Dygresja —
    Warta zobaczenia prezentacja Pawła Tkaczyka o reputacji w sieci:
    Prezentację obrobił i wrzucił w sieć MediaFun
    — End Of Dygresja —

    Każdemu politykowi marzy się bycie Barackiem Obamą. Każdy więc potulnie zakłada konto na Twitterze i twittuje, ponieważ to jest remedium na całe zło… No to zerkam. Barack ma na Twitterze 2 miliony 296 tysięcy followerów. Nasi politycy – Richar Henry Czarnecki 126, Zbigniew Girzyński 156, Sławomir Nowak – 541… porażająca siła rażenia, chociaż Nowaka cytowali już w TVN24… Swoją drogą, nie bardzo wiem czemu politycy ukochali sobie Twittera… Casus Obamy? Być może… Ale tak jak w Polsce bardziej popularna od Facebooka jest Nasza Klasa, Gadu Gadu od MSN Messengera, tak większą siłę oddziaływania będzie miał zapewne Blip niż Twitter (ale jak to ktoś powiedział, tam można snuć bajeczki, na Blipie trzeba by się zmierzyć z trudniejszą opozycją…)

    Internet działa troszeczkę inaczej, niż tradycyjne media. Po pierwsze, to nie jest kanał do komunikacji, tylko do rozmowy. Po drugie, tu wszystko co dobre/śmieszne/istotne rozchodzi się szybko, a cały syf musi zostać odseparowany (znowu, przyznając rację Pawłowi Tkaczykowi – zaczynamy coraz skuteczniej filtrować treść). Tu nie wystarczy zrobić filmik okraszony iście bawarskim dowcipem, by tłumy piały z zachwytu. Tu nie wystarczy wpleść w oświadczenie treści antyniemieckie, by oszalał cały internetowy świat. Tu wszystko zostaje zapamiętane i wszystko zostaje zweryfikowane. Szybko. Być może dla naszych polityków za szybko.

    Od jakiegoś czasu słyszę, że PiS chce podbić serca internautów. Nie udało się ich zlekceważyć, nie udało się ich obrazić ani ośmieszyć, to teraz będziemy ich w sobie rozkochiwać. Tymi samymi metodami, rzecz jasna. Tylko ja nie jestem pewien, czy Internautów ktokolwiek pytał o zdanie. Nie wystarczy powiedzieć – od dziś jesteśmy z Wami. Nie wystarczy szydzić z konkurentów, by zdobyć poklask. Trzeba mieć coś konstruktywnego do powiedzenia. Podstawowa zasada Internetu. Tu nie chodzi o to, żeby coś wrzucić w sieć i przecież jesteśmy tak genialni, że to zadziała jak wirus. Tu to działa troszkę, jak szukanie „sposobu na blondynkę”. Trzeba zrozumieć, co jest dla niej ważne, trzeba wiedzieć, jak będzie tego szukać, wreszcie trzeba to wprowadzić w sieć tak, żeby sama to znalazła i uznała za interesujące. I – to prawda – znacznie łatwiej pójść do dowolnej TV, siąść przed dowolną kamerą i zacząć nawijać panu dziennikarzowi makaron na uszy. No i jaki efekt od razu…

    Odnoszę wrażenie, że nasi politycy nie mają pomysłu na to, jak sieć wykorzystać. Powielają cudze schematy naiwnie wierząc, że to wystarczy. Nie wystarczy. Internet ma w sobie coś z PR’u. Trzeba znać rozwiązania innych, żeby wiedzieć co jest dobre, ale także po to, aby przypadkiem nie zrobić idealnej kopii czegoś, co już w danym środowisku funkcjonuje, bo to się nie sprawdzi. Fakt – NaszaKlasa nie jest innowacyjnym pomysłem w skali świata, ale w Polsce była pierwszym serwisem, który zagospodarował tą konkretną niszę. Żaden inny serwis społecznościowy (żeby nie wiem jaką miał funkcjonalność) nie podbije serc kopiując schematy NaszejKlasy. Trzeba wymyślić coś nowego i tym zdobyć serca internautów. A na to naszych polityków nie stać. Każdy ma bloga, więc żaden się nie wyróżnia. Każdy ma mikrobloga, ale żaden sie nie wyróżnia. A to chyba nie o to chodzi, aby być polityce takim, jak każdy.

    *W sprawie ery mikroblogów – oczywista bzdura. Mikroblog nie wypiera blogu. On tylko dramatycznie zmienia sposób komunikowania światu nowych informacji. 140/160 znaków wystarczy, żeby sprzedać ciekawostkę, temat, myśl, ale nie wystarczy do tego, aby temat wyczerpać. Mikroblog to po prostu doskonałe miejsce, aby nawiązać kontakt, zaciekawić odbiorcę i sprzedać mu nasze przemyślenia. Taka skuteczniejsza i prostsza metoda, niż zwykły kanał rss, przywiązania do siebie odbiorcy. No i pozwala na dialog, zamiast jednostronnej komunikacji.

  • Próżnia świata celebrytów

    Tym razem króciutko. Obserwacja smutna w związku ze smutnym wydarzeniem. Obserwacja, którą chcę się podzielić, jest rzecz jasna oczywistością, ale choć przekonanie do niej narastało we mnie od jakiegoś czasu, dziś próbuję ubrać to w słowa.

    Śmierć ważnych ludzi XX wieku obnaża nie tylko brak ich następców. W sposób okrutny pokazuje, w jak dziwną stronę podryfował świat i nasza świadomość. Kiedy umiera „ktoś” z przed lat, w małym ekranie pojawiają się ludzie, którzy nie tylko mają coś do powiedzenia, ale także potrafią mówić. Nie spieszą się, nie chcą szokować, nie szukają taniej sensacji. Mówią spokojnie, wyraźnie, choć nie bez emocji. Nie rzucają się na nikogo, nikogo nie obrażają. Wiele wskazuje, że Ci ludzie, których zaprasza się przed kamery gdy trzeba powiedzieć coś z sensem, są tacy na codzień. Oni nie silą się na błyskotliwość, nie potrzebują taniego poklasku, z gracją posługują się językiem.

    Potrafią to robić nie tylko gdy trzeba zachować powagę. Pamiętam urodzinowe przemówienie Władysława Bartoszewskiego, którego słuchałem z zapartym tchem. Porównanie tego, do papki serwowanej nam przez wszystkie media, było jak… Chateaubriand skonfrontowane z BigMac’iem..

    Coś jest nie tak. Kiedyś, nie było mediów, za to ludzie, których się słuchało, byli mądrzy, rozważni, wartościowi. Dziś, mediów mamy w bród i trzeba bardzo się starać żeby nie wpaść pod kamerę, a jakoś sensu w tym wszystkim brak. Wszystko Junk… Wszystko musi być miłe, łatwe, przyjemne, newsowe, tabloidowe. Musi szokować i musi być błyskawicznie zostać zastąpione następnym ścierwem. Żeby przypadkiem nie pozwolić komuś myśleć, nie zmusić szarych komórek do intensywnej pracy…

    Smutne jest to, że takie samo ścierwo zalewa Internet, jedyne miejsce, do którego dostęp ma każdy i każdy może tworzyć co chce. Ale nawet tu, popularność zdobywa przede wszystkim to, co łatwo przyswajalne. I tak, już niedługo zamiast żegnać ludzi wartych Wspomnienia, będziemy świadkami pożegnań ludzi nie wartych zapamiętania.

  • (O)Błędne typy dla Ekstraklasy

    Pomyślałem sobie, że skoro jestem jednym z tych nielicznych Polaków, którzy przyznają się bez bicia, że na piłce się nie znają ani piłki nie rozumieją, co zupełnie nie przeszkadza mi do tego, żeby od czasu do czasu jakiś meczyk obejrzeć (no chyba że to nasi grają, wtedy mecz przemęczę)… Chwilunia.. bo chyba mi się konstrukcja zdania wyrwała spod kontroli, prawie jak Chlebowski Premierowi… więc jeszcze raz.

    Pomyślałem sobie, że skoro na piłce się nie znam, to z czystym sumieniem mogę zaproponować swoje typy na 9. kolejkę. Że powyższe zdanie nie jest logiczne? Piłka nie jest logiczna. Jest okrągła – nie ma w tym kszty logiki. Zaznaczam jednak, że nie mam odwagi by typować mecze Iwszej ligi. Tu każdy może wygrać z każdym, w każdych warunkach i z każdym wynikiem. To może być czysty przypadek, czysty sport, lub czysty ha… ha ha ha. Przecież korupcji już nie ma.

    Do tematu. Dziewiąta kolejka zaczyna się dziś.
    Cracovia podejmie Zagłębie. Drużyna z Krakowa podejmie rywala u siebie, w Sosnowcu, gdzie na codzień gra inne Zagłębie – (całkowite zaskoczenie) Sosnowiec. Ponieważ nie warto za wiele mówić o drużynach, warto pomówić o trenerach, ponieważ to właśnie oni będą mieli największy wpływ na to, co się będzie działo na boisku. Lenczyk vs. Smuda. Stawiam na Smudę. Po pierwsze młodszy – ma więcej sił i w razie czego w szatni może zrugać i wymóc na rywalach skupienie. Potrafił w Widzewie, Legii, Wiśle i Lechu. W Zagłębiu też wszyscy się go powinni bać. Trener Lenczyk już zrobił, co mial zrobić – pokazał że można urwać punkty Legii. Piłkarzom nie będzie się chciało urywać punktów Zagłębiu, a Cabaj bywa nieobliczalny. Mój typ – Zagłębie.

    ŚląskWisła… Nie jest łatwo. Po pierwsze, Śląsk nie przekonuje. Co prawda w sezon wszedł z przytupem, ale odkąd trener Tarasiewicz chce zostać selekcjonerem Tarasiewiczem, jego piłkarze udowadniają mu, że to jednak nie dla niego i wygrać nie mają ochoty. Z kolei Wisła straciła Sobolewskiego, Brożek niby jest a jakoby go nie było, ławka w Krakowie krótka – do tego stopnia że nie każdy kibic zna chłopaków, którzy na tej ławce siądą. Wychodzi mi na to, że będzie remis. No cóż, w końcu to mecz przyjaźni.

    OdraRuch. W Wodzisławiu wszystko zdarzyć się może – nie bez przyczyny Odra wciąż trwa w najwyższej klasie rozgrywek. Tym razem jednak zmiana trenera chyba nie wiele pomoże a idący na „fantazji” i rozpędzie Ruch zainkasuje raczej trzy punkty. Mój typ – Ruch, choć jak mówię, wszystko zdarzyć się może.

    JagielloniaLegia… Legia jest mocna, silna, zwarta i gotowa. Przecież przed tygodniem wykoleiła Lecha, w tygodniu przemknęła przez Puchar a Żelek strzelił bramkę. I właśnie dlatego przegra. Bo z Lechem to teraz nawet Iwszo ligowiec potrafi wygrać, a Żelek nie strzela bramek seryjnie. Za to Jagiellonia u siebie zdobywa punkty – w końcu gdzieś musi. A zwycięstwo nad Legią zawsze smakuje wybornie. Mój typ – Jagiellonia.

    GKSKorona… Oj… i zgryz. Co prawda GKS od czasu zmiany na stanowisku Selekcjonera reprezentacji (na pytanie co ma Selekcjoner do GKSu odpowiadam – asystenta) stał się kolekcjonerem punktów, ale wciąż jakoś tak bez przekonania. Z kolei Korona pokazała, że potrafi zdobyć trzy punkty nawet jeśli w drugiej połowie przegrywa już 0:2… Ponieważ trener Motyka chce zostać w Kielcach, musi wygrywać. I ja w niego wierzę. Mój typ – Korona.

    Polonia B.Lechia… Zdoniachy staną do starcia z Ambitnymi. To mój cichy faworyt na mecz kolejki. Co prawda zmierzą się drużyny, które w ostatnich latach nie były na ustach wszystkich, ale w tym sezonie wszystko się zmienia. W zeszłym sezonie nie do pomyślenia, w tym – Polonia wygrała już pięć spotkań, Lechia cztery. Nie odstawiają nogi, nie boją się walczyć, nie interesuje ich porażka. I dlatego własnie mój typ to remis.

    Polonia W.Piast… Co prawda Piast potrafił ograć Zagłębie i Bełchatów, ale to było dawno. Ostatnio już im się nie wiedzie, a Polonia musi w końcu wygrać. Prawo serii brzmi – każda seria się kiedyś kończy. A lepszej sytuacji Polonia chwilowo mieć nie będzie. Trzeba wygrać. Mój typ – Polonia.

    Ostatni mecz kolejki… Nieskuteczna Arka z nieskutecznym Lechem… Odwrotnie niż w przypadku starcia Polonii B i Lechii – w Gdynii spotkają się ci, którym nie wychodzi, nie idzie, a futbol jest ostatnią rzeczą która sprawia frajdę (co czują nawet i kibice)… Podejrzewam podział punktów, tylko dlatego, że będzie to starcie nieudolnych. Mój typ – ostatni mecz Jacka Zielińskiego (ale ja tak wieszczę od tygodni, a trener się trzyma i nic nie wskazuje, że się puści…)

    No.. to taki szybki przegląd zbrojeń. Zachęcam do prezentacji Waszych typów w komentarzach. A co, jak się bawić, to się bawić;)

    ps. Właśnie zrealizowałem powyższy typ u jednego z internetowych bukmacherów. Jak trafię, to za jedną postawioną złotówkę dostanę 4861,18 zł — bueheheheheeh…

  • Dariusz Wdowczyk Story, sorry

    Znowu jestem spóźniony. Wszyscy już to widzieli, wszyscy już o tym napisali, tylko ja się ślamazarze na samym koniuszku. Może dlatego, że dopiero wczoraj obejrzałem sobie „spowiedź” Dariusza Wdowczyka (teraz już można pełnym rodowodem pisać), który kajał, przepraszał, niemal obiecywał poprawę. No i prawie mu uwierzyłem.

    Materiał jest do obejrzenia na stronie http://www.tomaszlisnazywo.pl/; Czy warto oglądać… nie jestem pewien. Tomasz Lis z wdziękiem rozgrzesza przed milionami gościa, który oszukał tysiące kibiców. Żadnych trudnych pytań, żadnego dociekania, nic. Trochę jak u Oprah Winfrey, albo jak Anna Maruszeczko w Wybacz Mi, po prostu Darek, Ujęła nas Twoja historia.

    Dariusz Wu, w skrócie:
    211 spotkań rozegranych w polskiej lidze, 119 w szkockiej, 82 w angielskiej – szybko licząc 400 oficjalnych spotkań ligowych. Do tego 53 krotny reprezentant Polski. Jako trener, w 2000 roku zdobywca tytułu Mistrza Polski, zwycięzca Pucharu Ligi i Superpucharu Polski.

    Trzy lata później prowadzi III ligową Korone Kielece i walczy o awans. W pierwszym sezonie nie udało się – nie mogliśmy walczyć na poziomie sportowym – mówi teraz Trener Wdowczyk. W nowej rundzie przychodzi do niego nieznany nikomu, młodszy od niego o niemal 15 lat człowiek (Wdowczyk urodzony w 1962 roku w 2002 miał 40 lat) i obiecuje mu, że da mu awans. I on – człowiek z tytułami, z papierami, doświadczeniem, renomą i naprawdę dużą k(l)asą – traci korupcyjne dziewictwo i w to wchodzi.

    Wchodzi, ale nie mówi o tym szefostwu. Wchodzi, ale nie przeszkadza mu to brać premii za ustawione przez siebie mecze. Wchodzi, ale nie czuje skrępowania, aby wziąć niebagatelną, bo wynoszącą 120tysięcy złotych premię za awans. Oczywiście w II lidze w awansie nikt mu już nie pomagał. Wszystko czyste, wszystko… jak łza…

    Zapewne ta sama łza, która mu stała w oku u Lisa. Trener dostał w końcu wielką karę, ma oddać 100 tysięcy (z wypremiowanych 120) kary. Ma przez 3 lata nie brać udziału w profesjonalnym sporcie (co nie przeszkadza mu być konsultantem Korony (lol) Góra Kalwaria. I prosi o to, aby dać mu szansę na więcej.

    Prośbę tą podlewa przeprosinami. Przeprasza kibiców, którzy w niego wierzyli i ufali mu. Przeprasza rodzinę, która wsparła go w trudnych chwilach. Więcej nie przeprasza. Nie przeprasza na przykład kibiców drużyn przeciwnych, których w III lidze oszukał, orżnął, okradł… Ich nie. Nie przeprasza kolegów po fachu, którzy stawali z nim do (nie)równej walki na boisku. Nie oddaje nieuczciwie zarobionych pieniędzy. Nie wyraża skruchy za to, że awans mu się nie należał. Nie obchodzi go bezradność piłkarzy drużyn przeciwnych, których ogrywał po karnych, których nie było… karnych dyktowanych po tym jak skończył się regulaminowy czas gry – bo przecież wynik miał się zgadzać z ustaleniami. Typowa moralność Kalego. Kiedy w pierwszym sezonie Korona była oszukiwana, było źle. Kiedy Korona oszukiwała innych – było cacy.

    I najbardziej podoba mi się stwierdzenie – po co to wszystko? Byliśmy tak bardzo zdeterminowani aby awansować. No to well done, chłopaki. Well done.

    Rozumiem, że zjawisko korupcji było powszechne i namacalne. Rozumiem, że było ciężko mu się przeciwstawić. Ale tego, że decyduje się na to 40letni facet z doświadczeniem i tytułami… nie rozumiem. Tak się zeszmacić… dla awansu z III ligi? Może rzeczywiście pierwszy milion trzeba ukraść.

    Tekst zostanie opublikowany na serwisie 11.pl

  • Chwilowa schizofrenia..

    Wszystkich odwiedzających pragnę poinformować, że od wczoraj zmienia się nieco „siedziba” bloga. Niby to samo, ale nie tak samo;)

    I tak, od wczoraj już, tym lepszym – bo zdecydowanie własnym i krótszym – adresem jest http://niecodzienny.net

    i to TU Was właśnie nieśmiało ale bardzo serdecznie zapraszam;)

    Do zobaczenia:) – Mam nadzieję;)

  • Nowe Tvp Info – zabrakło kasy na klasę?

    Przed chwileczką obejrzałem fragment nowej porannej audycji TVP INFO prowadzonego przez Igora Zalewskiego, gościa, którego skąd innad lubiłem tak z czasów kiedy był naczelnym Filmu, jak i z czasu kiedy prześmiewał co i kogo się tylko dało we Wprost. Odnoszę jednak wrażenie, że w telewizji proponowana przez niego formuła się nie sprawdza. Może dlatego, że kiedy człowiek pisze, ma możliwość potem to czy tamto skreślić, poprawić, wycyzelować. Na wizji nie zawsze się da.

    Igor Zalewski zaprosił do studia Millera i panią od mody po to, żeby porozmawiać o zakazach stosowania niektórych symboli, w tym symboli socjalistycznych. Przy prezentacji koszulki z PZPR spytał czy się Panu Premierowi łezka w oku nie kręci, a skoro nie, to oznacza to, że Pan Premier jest cynikiem… Odnoszę wrażenie, że taka uwaga mogła by przejść u cioci na imieninach, w studiu telewizji aspirującej do miana informacyjnej raczej nie pasuje. No ale pan redaktor musiał być oburzony, że zaproszony gość nie chciał z nim rozmawiać… Tak mi przykro, nie złapał pańskiego poziomu, panie redaktorze. Inna sprawa, że może były Premier wie, że trudno się ogrzać w blasku TVP Info…

    Temat rozmowy, poziom prowadzenia – niziutki. Swego czasu Zalewski z Mazurkiem prowadzili w tvp2 lekką jazdę i ten program też nie zyskał sympatii widzów, i chyba stąd obecność tego akurat redaktora w nieco niszowej trójce…

    Drugim prowadzącym poranki w TVP Info ma być Rafał A. Ziemkiewicz. Też go lubiłem, zwłaszcza za prozę. Nieco zmieniłem sposób postrzegania RAZ’a po tym jak mu w TVP „wycięli Durczoka” i wyemitowali kilka bluzgów na przewodniczącego państwowej komisji wyborczej o czym już zresztą pisałem.

    Swoją drogą, tak sobie myślę, że żadna z komercyjnych stacji (no może Superstacja… ale ona nie aspiruje do bycia traktowana poważnie) nie pozwoliłaby sobie na taki poziom żenady… Ale może Zalewskiemu chodziło o to, żeby na oburzonym Millerze zrobić sobie darmową reklamę w Internecie… Gazeta.pl już podchwyciła, zapewne inni też się na ten smakowity kąsek rzucą, więc może… Inna bajka, że Miller przynajmniej pokazał klasę – on w tym cyrku uczestniczył nie będzie.

  • Apostazja – trudne słowo, płytka rozmowa

    W miniony piątek w TokFM usłyszałem rozmowę Anny Laszuk z feministką, nauczycielka filozofii, niejaką Ewą Rutkowską*. Potem tą samą rozmowę słyszałem w piątkowy wieczór i po raz kolejny zagotowałem. Dlaczego? Postaram się to wyjaśnić w kilku słowach, a wszystkich chętnych zapraszam do przesłuchania audycji, która wciąż jest dostępna na stronach Tok’u.

    Nie mam nic, do cudzej wiary. Nie wiele mnie to obchodzi i nie śmiem wtykać nosa w nie swoje sprawy. Nie mniej jednak nie lubię, gdy ktoś wychodzi z założenia, że tylko jego spojrzenie na wiarę (tak własną, jak i cudzą) jest tym, które powinno obowiązywać. Nie obchodzi mnie to, że ktoś decyduje się na wystąpienie z Kościoła rzymsko-katolickiego – jego prawo. Przeszkadza mi natomiast, gdy w dostępnym ogólnie radiu wypowiada się o tym w konwencji „mój pierwszy raz” i „wiesz, zobacz to takie fajne i takie kul”. Z mojego punktu widzenia to nie jest ani łatwe, ani proste, ani kul. To osobista decyzja każdego człowieka, którą powinien podjąć w zgodzie z własnym sumieniem i – niepytany – zachować dla siebie. Rozmowa w Toku to był poradnik „jak odejść z kościoła” bo wiele osób boi się, że to trudne.. To mi zapachniało „Zrób To Sam” by Adam Słodowy. Tak, drogi słuchaczu wspaniała słuchaczko. Ty też możesz dokonać apostazji! Po co płacić podatki na kościół??? Przecież najgorsze co Cię może spotkać, to brak pochówku w obrządku i brak ślubu kościelnego… O mamusiu jakie śmieszne…

    wdech… wydech… wdech… wydech…

    Pani Filozof dziwi się, że ksiądz pyta dlaczego ktoś decyduje się wyrzec swojej wiary, dziwi się, że chciał by to przemyślała. Dziwi się, po co świadkowie takiego wyznania, a redaktor Laszuk podchwytuje, bo na pewno chodzi o spis niewierzących.. Idzie się załamać. Kościół ma wiele wad i nie jest moim zadaniem go wybielać. Ale też jest to Twór, który przetrwał dwa tysiące lat… I radzi sobie nawet współcześnie. Świadkowie są najprawdopodobniej po to, aby poświadczyć akt apostazji. Bo nawet jeśli dla pani Rutkowskiej nie jest to wielkie halo, jest to ważne wydarzenie dla kościoła.

    Swoją drogą twierdzenie, że odejść z kościoła jest trudno, bo trzeba odbyć trzy rozmowy, podpisać cztery dokumenty, i przedstawić dwóch świadków, jest moim zdaniem absurdalne. Więcej czasu i aktywności jest potrzebne, kiedy człowiek decyduje się zostać – bo ja wiem – legalnym kierowcą pojazdu.

    I nie, nie podoba mi się to, że ktoś ze swoim ateizmem się obnosi, podobnie, jak drażni mnie dewotyzm. Powtórzę się, to jest prywatna sprawa każdego człowieka. Rodzice mają prawo chcieć, lub nie chcieć wychowywać swoje dzieci w wierze (jeśli należą do kościoła i złożyli ślub przed Bogiem i ludźmi, są do tego nawet zobligowani…), a dziecko chłonie wszystko zewsząd, nie zawsze samodzielnie potrafiąc zadecydować co jest ważne, a co nie. Co ma sens, a co nie. Co będzie dla niego dobre, a co nie. Jeśli będzie pełnoletnie – proszę bardzo, niech stanowi o sobie. Do tego czasu, decyzje za nie podejmują rodzice. Nie pani nauczycielka filozofii.

    Czy temat nie jest wart audycji – jak najbardziej jest. Ale wolałbym, żeby zostało to potraktowane troszkę poważniej, może z przedstawieniem racji lub chociaż komentarza kogoś z duchownych. W przeciwnym razie można sobie pofolgować, bo przecież każdy ksiądz który przychodzi z wizytą duszpasterską obgaduje wszystkich parafian i nie parafian. Hulaj dusza, piekła nie ma. No chyba że….

    ps. Niedługo się pewnie okaże, że jestem zatwardziałym katolem. Nie, chyba jednak nie.

    *Ewa Rutkowska – za feminoteka.pl – ukończyła studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie obroniła feministyczną pracę magisterską pod kierunkiem dr hab. Magdaleny Środy, studiuje w Szkole Nauk Społecznych PAN, gdzie przygotowuje pracę doktorską pod kierunkiem profesor Anny Titkow. Od 2003 roku trenerka samoobrony i asertywności dla kobiet i dziewcząt WenDo. Przez pięć lat pracowała ucząc filozofii w gimnazjum przy Raszyńskiej, obecnie pracuje w liceum przy ulicy Górskiej, a także w Centrum Edukacji Obywatelskiej. Przez kilka lat prowadziła wspólnie z Ewą Majewską i Joanną Tomaszewską fakultet feministyczny dla młodzieży licealnej w szkołach, w ramach Gender Studies a także podczas III Letniej Szkoły Feminizmu w Słubicach.

  • Włóczykij w Krakowie…

    Każdy o nim słyszał, ale nie wielu tak naprawdę wie, jak wygląda. W Wikipedii napisali o nim, że Lubi grać na harmonijce i palić fajkę, uwielbia dobrą kawę, jest osobą, która woli samotność niż przebywanie w gronie przyjaciół, ale mimo to jest przyjacielski, empatyczny i mądry. Lubi piesze wędrówki, nienawidzi wszelkich zakazów… Napisano też, że przyszedł do Doliny Muminków, ale opisu jak nie było, tak nie było…

    Nieco bardziej postarali się Ci, co wpisują się w Nonsensopedii:
    – posiada długie włosy koloru brązowego sięgające nieco za ramiona. Według niektórych są to dredy.
    – nosi długi, wyblakły przez lata nieprzerwanego użytkowania płaszcz koloru zielonego i brązowe glany ze sznurowadłami prawdopodobnie wykonanymi z piór Czeskich strusi emo.
    – niektórzy twierdzą, że posiada także szalik, plecak, namiot jednoosobowy i brązowe lub czarne spodnie, nie jest to jednak naukowo nonsensopedycznie potwierdzone.

    A ja mam odkrycie. Drogie panie, szanowni panowie, Włóczykij jest w Krakowie i nieco się zmienił. Zgubił kapelusz, już nie włóczy kija, tylko siodła konia (ale żeby nie było za prosto, siodła konia na oklep). Nie ma płaszcza tylko jakiś taki zlepek cusiów. Ma dredy, ale nawet jeśli miał kiedyś brązowe włosy, to było to dawno, dawno temu…

    Piękne Panie, szanowni Panowie, współcześcnie Włóczykij wygląda tak

    01

    Nieco bliżej:02

    A że Kłapouch nie wielbłąd, ani nie chomik, jeść musi…
    01

    Włóczykij zagadnięty, że stanowi dość niezwykły widok w Krakowie, odpowiedział że i owszem, ale że to się od dziś dnia zmieni.

    Więcej (a do tego większych) zdjęć znaleźć można w galeriach

    ps. Fakt, to wcale nie musi być Włóczykij. Wnosząc po obuwiu, to może być daleki krewny Wojciecha Cejrowskiego…

  • To znowu my…

    W tygodniu miałem przyjemność obejrzeć wyjazdowy mecz Barcelony, która o ligowe punkty walczyła z Racingiem Santander. Wielka Barca znowu potrzebowała śmiesznej ilości minut, żeby wbić swojemu przeciwnikowi mało śmieszną liczbę bramek. Ibrahimović w 20., Messi w 23. i Pique w 26. minucie rozstrzygnęli mecz. Gdyby to była nasza liga, mógłbym w zasadzie spokojnie wyłączyć transmisję i uznać, że nie dość że jest pozamiatane, to jeszcze nic ciekawego się od tej pory nie zdarzy. Ale ja oglądałem La Liga…

    Komentarz ma być o Ekstraklasie, więc szybciutko wyłożę swoje argumenty. Po pierwsze, Katalończykom gra sprawiała frajdę i satysfakcję dawało im konstruowanie kolejnych akcji. Dominacja nad przeciwnikiem (do 72 minuty Barca posiadała piłkę przez niewiarygodne 76% czasu gry…) i nieustająca „Gra na tak”. Prowadzimy trzema bramkami? Nie ważne, jedziemy dalej, po czwartą bramkę. Jest dziesięć minut do końca? Świetnie, możemy zdążyć wbić jeszcze kilka goli, pokazać kilka kiwek.. Troszkę jak dzieci, które spieszą się z zabawą, żeby zdążyć zanim przyjdzie mama…

    Równocześnie chciałbym oddać sprawiedliwość zawodnikom Racingu, którzy mimo wysokiego prowadzenia rywala, nawet na moment nie zwiesili głów na piersi. Ba! Pomimo widocznej różnicy klas nie ustawali w kolejnych próbach walki o honorową bramkę – co im się udało, a apetyt mieli na więcej. Jestem niemal pewien, że każda polska drużyna po straceniu trzech bramek zaczęła by stawiać zasieki w obawie przed kolejnymi, Racing postanowił zagrać pressingiem, żeby odzyskać piłkę i żeby wrócić do gry.. I jeszcze drobiazg, przy dwóch drużynach grających ofensywnie, kiedy obie połowy były wypełnione ciągłymi atakami, w cały meczu zostało rozegranych tylko sześć rzutów rożnych. Bo każdy korner to zagrożenie. No, ale nie u nas;) U nas każdy stały fragment gry to okazja dla przeciwnika do wyprowadzenia zabójczej kontry…

    I właśnie, wracając do Ekstraklasy. Możemy ekscytować się meczem w Warszawie – znowu ważny mecz dla trenerów, bo ich pracodawcy zapewne chcieliby zobaczyć w niedzielny wieczór kolejne trzy punkty na koncie… W sobotę o swoją posadę walczył będzie trener Radolsky, a trener Skorża musi przekonać wszystkich, że mecz z tą drugą Polonią był wypadkiem przy pracy. Poza tym Jagiellonia będzie chciała wreszcie zdobyć punkty, które będą widoczne „na plusie”, a Korona zechce zapewne wrócić na szlak wyznaczony w pierwszej kolejce. Ja jednak sądzę, że ważniejsze od tego kto kogo pokona, będzie to, jak zaprezentują się wybrańcy P.O. Trenera Reprezentacji – Stefana Majewskiego.

    Zobaczymy co w bramce Polonii pokaże Przyrowski i czy zatrzyma Brożka (chociaż jego ostatnio zatrzymuje brak formy). Ciekaw jestem występu Bieniuka (który znany jest nie tylko z futbolu ale i z Kozaczka…) i Polczaka. Chciałbym gdzieś zobaczyć Euzebiusza Smolarka, ale na to chyba muszę zaczekać do kolejnych meczów reprezentacji. I w sumie dręczy mnie pytanie, czy powołany do kadry Kamil Grosicki rozstrzela reprezentacyjnego bramkarza (chyba przynajmniej jednokrotnie, a jeśli nie, to „Doktor” vel „Laptop” o to zadba) Marcina Cabaja.

    Kończąc – bo wszystko się kiedyś kończy – podzielę się myślą na przekór optymistyczną. Ponieważ gorzej być nie może, a na pewno może być śmieszniej, śmiem twierdzić Panie i Panowie, że ta reprezentacja ma szansę, powiem więcej, zasługuje na sukces. Kibice nie przyjdą na stadion i, kto wie, zapewne nie zasiądą przed telewizorami, więc nikt nie będzie z naszych szydził, no może z wyjątkiem komentatora. Przeciwnik naszych zapewne nie rozpozna odpowiednio i w tym nasza szansa. My ich po prostu całkowicie zaskoczymy, a dzięki sprzyjającym wiatrom awansujemy na Mundial. Bo My, proszę państwa, lubimy sytuacje nieprawdopodobne. I tak wrócimy do gry. Z Ole’m*.

    Tekst został opublikowany także na serwisie 11.pl

    *Dla tych, którzy nie wiedzą jak się wraca z Ole’m, z Ole’m wraca się tak (oczywiście niecenzuralnie):
    [youtube=http://www.youtube.com/watch?v=zJ85R88JTJQ]