Blog

  • Being Down Under – australijskie znaki drogowe

    Bo wiecie, cos byc musi do cholery za zakretem…

    Wszystkie znaki sfotografowalismy w drodze z Brisbane do Airlie Beach i z powrotem. Wszystkie znaki zrobilismy niezawodnym (choc jak sie okazuje, nie calkiem wodoodpornym (sic!) ) Nikonem D90.

    O znakach i podrozy na polnoc mozecie przeczytac wiecej w notce o podrozy na polnoc…

  • Being Down Under – pierwsze chwile w Airlie Beach

    Kiedy człowiek wybiera się w ponad tysiąc kilometrową podróż, powinien liczyć, że u jej celu będzie miał conajmniej pozytywną odpowiedź na pytanie, czy warto się tam pchać… Postaram się udzielić takiej odpowiedzi pod koniej tej notki, a w post scriptum zamieszczę dwa austalijskie sposoby na zadawanie bólu przybyszom ze świata zewnętrznego…

    Poprzedni wpis zakończyłem na St. Lawrence, miasteczku wyjętym z niskobudżetowego westernu. Kiedy tam zasypiałem, nie byłem pewien czy to bardziej Miasteczko Twin Peaks, czy motel z 'From dusk till down’. Z jeden strony grozę budziły najprzeróżniejsze dźwięki, które dochodziły nas zewsząd a conajwyżej tekturowe ściany nic nie tłumily. Ani muzyki country, ani niosących się głośnych rozmów biesiadników, ani nawet ciężkich kroków, które odbijały się szerokim echem w wąskim korytarzu w nocnych ciemnościach. Pozostało tylko liczyć na to, że pozostali zmęczeni podróżni nie okażą się krwiożerczą ekipą pod wezwaniem, a nawet jeśli, to że nas oszczędzą… Na szczęście nawet tak zwariowana noc kiedyś się kończy.

    Rankiem spotkaliśmy się z częścią hotelowych gości i wymieniliśmy pełne zrozumienia spojrzenia i grupowo uznaliśmy, że pobyt w tym miasteczku zdecydowanie należy zapisać w swoim życiorysie jako 'once in a life time experience’, co niniejszym robię.
    (więcej…)

  • Being Down Under – Dziki zachód w drodze na północ…

    Przyszło nam do głowy wybrać się na północ. W końcu nie często nadarza się okazja aby oglądać Wielką Rafę Koralową. Ta ciągnie się setkami kilometrów wzdłóż wybrzeża i nęci. Trochę poszukiwań, odrobina kombinacji i już wiemy. Jedziemy do Airlie Beach, mamy do zrobienia jakiej 1100 kilometrów. Można się tam dostać pociagiem – drooogo. Samolotem – niewiele taniej. Autokarem, ale to wciąż absurdalne koszty. Można próbować na rowerze lub rolkach, ale to jednak trochę daleko. Dlatego wybraliśmy auto, wypożyczone, rzecz jasna. Podróż najlepiej rozpocząć od nowego tygodnia, dlatego w trasę wyruszyliśmy w poniedziałek, niedługo po wschodzie słońca, kiedy w Polsce trwała jeszcze niedziela…

    Mialabyć Toyota Corolla… Wyszedł Mitsubishi Lancer ;D. Po odrobinie formalności można było zasiąść za kioerownicą auta, które wspomnianą kierownicę miało z drugiej strony. Skrzynia biegów tajemniczo automatyczna i choć po środku, to jednak wciąż z drugiej strony… Dziwnie. Najdziwniejsze było jednak to, że kierunkowskazy – coś o czym się zupełnie nie myśli – też były chyba z drugiej strony. Brrrr…

    (więcej…)

  • Being Down Under – Kilka zdjec z Surfers Paradise…

    Dzis bedzie jeszcze mniej czczej pisaniny niz zwykle. Niech przemowia obrazki….

    [nggallery id=11]

    Jesli by to kogos interesowalo, wszystkie zaprezentowane zdjecia zostaly wykonane niezawodnym i niemal wszystko majacym Nikonem D90

  • Slowotworstwo…

    Pracobiorca – czasem pracownik – ten co bierze prace i bierze place…

    Pracodawca – ten co prace daje i za prace placi…

    Tak chyba jest w normalnym kraju, normalnych firmach…

    A moze to jak z legendami – niby jest w tym ziarnko prawdy, ale dzialo sie to bardzo dawno temu, za gorami, za lasami, w swiecie, gdzie byly takze krasnoludki…

  • Being Down Under – Zwierzyniec w uniwersyteckim parku?

    Prosba byla o wiecej miejskiego info… coz, nie bardzo mam poki co okazje poznawac te miejskie australijskie zwyczaje, chociaz moze i te uda mi sie poznac. Na razie chodze i podgladam zwierzatka… A – co ciekawe – nie trzeba wiele szukac, zeby zrobic zdjecie, ktore w Europie wymagaloby nielada wyczynow. Rzecz ktora w australi ma niewatpliwe znaczenie to rozmiar. Wszystko tu maja duze, albo bardzo duze a najchetniej w rozmiarze XXL. Zoo w ktorym bylismy w zeszla niedziele – olbrzymie. Plaza – najwieksza na swiecie, park przy uniwersytecie tak wielki, ze mozna sie kilka razy zgubic, samochody – oczywiscie wielkie z jeszcze wiekszymi silnikami. Yes, size is that, what matters. Nawet otylych tu maja tak wielkich, ze amerykanie by sie nie powstydzili… a co do zwierzatek, to miedzy ludzmi ktorzy wlasnie wyszli na popoludniowe polezenie w parku mozna spotkać:

    [nggallery id=12]

    Nieustajaco i niezmiennie wszystkie zdjecia tu przedstawione zostaly zrobione niezawodnym i prawie wszystko majacym Nikonem D90.

  • Being Down Under – nieco inne muzea

    W dzisiejszej notce: Rzut oka na miasto. Bo takie widoki robia wrazenie…

    Jesli chodzi zas o aspekty kulturalne… Postanowilismy dowiedziec sie czegos wiecej o Australii i dlatego wlasnie wybralismy sie do muzeum. Trzy pietra poznawania roslinek, chrzaszczow, zolwiow, kangurow, samochodow, rowerow (ciekawy eksponat – rower strazacki dla czterech ratownikow (w podwojnym tandemie 2×2 [prawie 4×4 :D] – z przyczepka pomiedzy i wezem ciagnietym za soba…) jesli nie potraficie sobie tego wyobrazic – zerknijcie do galerii na końcu posta.

    Co dalej… Dalej byly tez wypchane zwierzatka, weze w formalinie, materialy audiowizualne i wszstko to, czego w muzeum mozna sie spodziewac. Czego sie nie spodziewalismy? Mikroskopow dostepnych dla kazdego. Tak wlasnie – sa stanowiska, do ktorych zwiedzajacy moze sobie podejsc, i obejrzec w doskonalym powiekszeniu muche, motyla, mrowke czy jakiegos innego owada, a jak sie wykaze odpowiednia pomyslowoscia, to nawet wlasna obraczke moze sobie kilkadziesiat razy powiekszyc. Wszystkie rysy widac:P

    Sa tez monitory, na ktorych mozna ogladac to, co nad czym siedza pracownicy badawczy muzeum. Taka troszke permanentna inwigilacja. Sa tez stanowiska przeznaczone specjalnie dla dzieci – na trzech pietrach sa postumenty, na ktorych mozna odrysowac rozmaite ksztalty, a po obejsciu calej wystawy ma sie przed soba caly kilkunastoelementowy rysunek. Frajde sprawia to nawet nieco dojrzalszym zwiedzajacym.

    Wiele eksponatow jest do pomacania, do zabawy, do wlasnego doswiadczania. Mozna na przyklad poczuc sie jak nietoperz – przymierzajac i machajac skrojonymi na wzor nietoperzowych skrzydel. Jest okazja aby porownac sie do najwyzszego czlowieka w historii (2.7m), najwyzszej kobiety (2,3m) ale tez hobbita (1m). Mozna sobie obejrzec czaszke walenia, ktory choc mial przed soba jeszcze troche dorastania, leb mial o przekatnej 4 metrow… i tak dalej, i tym podobne…

    Najwieksza przyjemnosc czekala nas jednak w muzeum techniki. Kilkadziesiat stanowisk kazde traktujace o jakims zjawisku techniczno fizycznym. Mozna bylo zrobic burze w rurze, ZOBACZYC fale dzwiekowa (na wodzie), bawic sie z roznokolorowym cieniem, sprawdzic jak dlugosc ramienia wplywa na latwosc w podnoszeniu ciezarow, przekonac sie, ze gramofon musi miec okreslona predkosc katowa, zmierzyc sie w pojedynku biegowym z gepardem, zobaczyc jak pracuje nasz szkielet kiedy jedziemy na rowerze, stac sie przewodzicielem pradu…

    Poczytac brailem, zagrac w trojwymiarowe kolko i krzyzyk, wejsc do tunelu ktory zaburza orientacje, polozyc glowe na polmisku z jabluszkami, dowiedziec sie, jak szybko leci wyrzucona pilka, uslyszec konkretna czestotliwosc, dotknac pioruna i wreszcie poczuc sie jak dziecko…

    Jesli ktos tylko bedzie mial okazje – polecamy. Zabawa przednia. Caly dzien mozna tam spedzic i szalec, szalec, szalec…

    Wszystkie zdjecia wykonane niezmiennie niezawodnym Nikonem D90 ( i za ta reklame naprawde nikt mi nie placi…)

    [nggallery id=19]

  • Being Down Under – Brisbane, miasto kontrastow

    Nie pamietam dokladnie, czego spodziewalem sie jadac do Australii. Poza kangurami, koalami i takimi tam. Nie, nie podejrzewalem, ze czas zatrzymal sie w miejscu, ale tez nikt nie powiedzial mi, zeby spodziewac sie krajobrazow iscie amerykanskich. Tyle tylko, ze – przynajmniej w centrum – wiezowce mieszaja sie z architektura starsza…

    Od razu – tytulem wstepu i wyjasnienia – australijczycy chca miec swoje patio, wiec kazdy woli mieszkac we wlasnym domku, a nie w bloku. Efekt? Miasta rozciagaja sie na dziesiatki kilometrow w niskiej zabudowie. I – nie powiem – wyglada to wcale ladnie.

    Druga rzecz… Czytaliscie w Pustyni i w Puszczy? No pewnie, ze czytaliscie. Pamietacie na jakim drzewie, a raczej w jakim drzewie chowali sie Stas i Nel? No pewnie, ze w Baobabie. A czy ktos z was wie, jak taki Baobab wyglada? Bo to ni cholery do naszego debu nie podobne…

    Przed chwila pisalem cos o wiezowcach w centrum, wydaje mi sie, ze slowa nie calkiem oddaja rozmiar i skale tego, co oni tu sobie „wyhodowali”. Tak wiec w galerii znajdzie się też panoramka na centrum z South Bank (czyli z poludniowego brzegu tego czegos co tu plynie, najprawdopodobniej, Brisbane River)

    Jak dobrze widzieliscie, maja tu rzeczke. Skoro jest rzeczka, sa i ptaki. A skoro sa ptaki, a ja mam aparat, to zaczelo sie wielkie polowanie… Sa takie ptaszki, ktore wolaly dac drapaka, niz dac sie zlapac na matrycy…

    Byly tez takie, co bez krepacji chcialy pokazac sie w calej swojej mewiej okazalosci. A skrzydla panie, to maja z tamtad, tam…

    Wreszcie, zeby nie bylo ze uganiam sie tylko za tymi, co maja biale skrzydelka, cos mniejszego, i jakze bardziej kolorowego.. i to w zieleni…

    Ale tez, warto czasem pokazac jakas scenerie z oddali, tak aby ujac nieco wiecej w kadrze, gdyz wlasnie tam, kryc moze sie cos ciekawego…

    [nggallery id=20]

    Nie wiem czy kogos to interesuje, ale zdjecia i filmy zostaly wykonane niezawodnym Nikonem D90;]

  • Being Down Under – z wizyta w australijskim zoo

    Gdyby komus przyszlodo glowy wybrac sie w okolice Brisbane, polecam wybranie sie do lezacego nieopodal (jedyne – jak na ten kontynent, to jedyne 100 kilometrow) Zoo. Kilkugodzinny spacer bedzie obfitowal w naprawde fantastyczne widoki, w czasie przechadzki mozna spotkac:

    [nggallery id=13]

    A krokodyl – ten ze zdjęcia potrafi bardzo groznie zaatakować…

    Nie wiem czy kogos to interesuje, ale zdjecia i filmy zostaly wykonane niezawodnym Nikonem D90;]

  • Being Down Under – dzien pierwszy

    Nie lubie australijskiego internetu. Wkurza mnie. Wlasnie zjadl mi wpis, gdzie bylo nieco o australijskim internecie, mewach, oceanie, jetlagu i o tym, dlaczego pisze bez polskich znakow… Coz… to zamiast marudzenia i wspominkow, bedzie kilka zdjec.

    Odkad pojawilo sie jedzenie, mewy staly sie naszymi najlepszymi przyjaciolmi. Najpierw pojawila sie delegacja powitalna…

    Mewy Gold Coast Australia

    Mewia delegacja

    W miare uplywu czasu towarzystwo sie zlatywalo..

    Mewy Gold Coast Australia

    Przepraszam, czy tu karmia?

    W koncu mewy uznaly, ze czas na wyklad…

    Mewy Gold Coast Australia

    Po wykladzie, byly zajecia praktyczne:
     

    A kiedy sie znudzily, przypomnialy nam, dlaczego Hitchcock ptakami straszyl…

    Mewy Gold Coast Australia

    Malo groznie wyglada? To zobaczcie film…

    Poki co przetwarza go YouTube, ale coz… byffa i tak.

    I, zeby nie bylo, ze tylko takie ptactwo tu maja…

    Mewy Gold Coast Australia

    Nie wiem czy kogos to interesuje, ale zdjecia i filmy zostaly wykonane niezawodnym Nikonem D90;]