Blog

  • [3] Obejrzane – Za wszelką cenę

    Ktoś kiedyś powiedział, że Clint Eastwood jest jak wino. Im jest starszy, tym jest lepszy. I miał rację, miał rację…

    „Milion Dolar Baby” to nie jest nówka sztuka. To film z przed paru lat, film które już zdołał swoje wygrać i pewnych ludzi zachwycić. To też nie jest tak, że widziałem go po raz pierwszy, nie mnie jednak, za każdym razem, przy każdym obejrzeniu robi wrażenie. Świetny scenariusz, świetnie zagrany, świetnie opowiedziana historia. Żadnych fajerwerków – czyste mistrzostwo. I twist, i przesłanie, i kilka tematów do przemyślenia. Zdecydowanie warto obejrzeć. Polecam.

    A z Clintem zawsze – zupełnie nie wiedzieć czemu – kojarzy mi się ten kawałek:

  • [2] Obejrzane – Animal Kingdom – niech Was ręka Boska broni…

    Wersja szort – ciężkie, senne, kino gangsterskie moralnego niepokoju…
    Wersja long – Bo wiesz, życie jest jak busz.. są duże silne zwierzęta i małe, nie tak silne zwierzęta. Silne zwierzęta radzą sobie same, małe zwierzęta muszą szukać wsparcia. Czasem silne zwierzęta chronią te słabsze zwierzęta. Więc ja Was przestrzegam – nie idźcie tą drogą, nie idźcie na ten film.. no chyba że chcecie się poczuć jak uczestnik nierównej walki bokserskiej, z dużo silniejszym przeciwnikiem, który w każdej rundzie kładzie Was na deski, ale nie mocnym ciosem, na który czeka cała widownia, tylko tak skutecznie was usypia grożąc, że zaraz wyprowadzi ten wielki, potężny cios. Że zaraz zrobi coś.. Ale nie.. on tylko przeżywa…

    Powtórzę, to ciężkie, mocne – choć niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu – egzystencjalne kino gangsterskie moralnego niepokoju. Naprawdę chcecie na to iść? No… to żeby nie było, że nie ostrzegałem…

  • [7] Czy Plus to Wieprz?

    Mogłoby się wydawać, że w 2011. roku tym, którzy chcą robić interesy powinno zależeć na kliencie. „Dbać o klienta” to coś więcej niż słodkie pierdzenie przykryte uśmiechem. Dbać o klienta, to traktować go jak partnera i chcieć, żeby i on był uśmiechnięty, po tym jak umowa została zawarta. Dbać o klienta oznacza, że nie próbujemy go z uśmiechem na ustach opluwać.

    Kilka lat temu na rynku telekomu było miodnie. Wielka Trójka (Plus, Orange, Era) i tyle. Potem pojawili się mniejsi bracia, wreszcie pojawił się Play i cała masa operatorów wirtualnych. Do tej całej gromadki dołącza także Solorz, który chyba trochę namiesza. I co z tego? Ano to, że będzie trudniej zagarnąć swój kawałek tortu. Tym bardziej, że klientowi coraz łatwiej zmienić partnera telekomunikacyjnego. Już nie traci numeru, nie musi na przeniesienie czekać, nie musi za to płacić, nie musi wypełniać stosów dokumentów. …czytaj dalej»

  • [6] Nikomu niepotrzebne święto

    Obywatele, Obywatelki, bracia rodacy, siostry rodaczki…

    Witajcie w dobie dobrobytu, w dobie światłości Europy, w czasie rozwoju pełną parą i pełną gębą. W czasie, gdy nie ma zmartwień, problemów i widma kryzysu. Witajcie w świecie, w którym każdy z nas ciężko zapracował na chwilę odpoczynku. Minutkę? Kwadransik? Godzinkę? A co tam! Jedziemy z całym dniem! Dla każdego. Pa wsiem, pa równo… …czytaj dalej »

  • [5] Z braku laku – Niesiołowski

    Wiedziałem, że taki dzień przyjdzie. Taki moment, kiedy siądę przed klawiaturą zmuszony przez własne sumienie i złożoną sobie obietnicę aby napisać wpis na dziś, ale pisać nie będę miał o czym. Taki mało refleksyjny dzień nadszedł dziś – przerażająco szybko.

    Na kłopoty są jednak rozwiązania, tak jak na boleści są maści. Moim kołem ratunkowym jest Stefan Niesiołowski, gwiazda polskiego parlamentu, facet oczytany, znający języki, do tego władający polską mową tak, że nic tylko słychać. A potem się czerwienić, czerwienić, czerwienić…

    …czytaj dalej»

  • [4] Internet – dżungla czy współczesna stajnia Augiasza?

    Dzisiejszy wpis, to będzie stąpanie po cienkim lodzie… Kto wie, może trzeba będzie się z pewnych słów wycofać, coś odszczekać, coś wypluć, a jeszcze coś zamazać…

    Co jest najistotniejsze we współczesnej sieci? No jak to co.. najistotniejsze jest to, kto ma większego. To znaczy większą. To znaczy, kto ma więcej. A najważniejsze jest, kto ma więcej odsłon, odwiedzin, komentarzy i transfer. Mając więcej użytkowników stajesz się wyraźniejszy dla reklamodawców (działa to mniej więcej tak, łykanie Rutinoscorbinu Każdy użytkownik traci swoją twarz, gust i sens, za to staje się bardzo wymierną kwotą. W zależności od tego jaki jest, tyle kosztuje – więcej warta jest kobieta w okolicy 30stki, niż facet w okolicy 30. W ogóle kobieta to idealny target, bo kobieta więcej kupuje – a na pewno kupuje szybciej i mniej się nad zakupem zastanawia (nie, to nie jest seksizm ani szowinizm, tak to działa – wersja dla Was piękne panie – to Wy podejmujecie najważniejsze konsumenckie decyzje…). (więcej…)

  • [3] Nie kręcą mnie filmy kręcone w 3D

    Pamiętam, a choć było to dawno, pamiętam do dobrze, kiedy w Krakowie powstał pierwszy Imax. Wyprawa do kina była wtedy równoznaczna z podróżą przez całe miasto, wszak Imax powstał w Plazie. Pamiętam też, że pierwsze pozycje miały niewiele wspólnego z filmami fabularnymi – były to raczej filmy przyrodnicze, dokumentalne. Potem pojawiły się pozycje dla dzieci – coś o mikołaju i jakaś podróż koleją. Tak – to były pozycje, które zapadają w pamięć. Pamiętam, jak wielkie wrażenie robiła wielkość Imax’owego ekranu i to uczucie, że coś z niego wyłazi prosto do nas. Pamiętam, że kiedy startował prom kosmiczny to wszystko drżało, a w stronę widzów poleciały jakieś kamienie, przed którymi wspomniani widzowie się uchylali. Pamiętam też, że przebywający w stanie nieważkości astronauci częstowali nas m&m’sami czy innymi słodkościami. Tak – pewne rzeczy zapadają w pamięć.

    …czytaj dalej »

  • [1] Oglądam – Baju baju z Narnii

    Chyba się starzeję. Lub – jak mówi Michał Ż. – chyba dojrzewam. I jako taki typ się starzejący, nie powinienem chyba szukać radości w oglądaniu filmów dla młodzieży. Chociaż… doprecyzuję – w oglądaniu filmów dla dzieci, bo młodzież teraz ogląda filmy na poważne tematy, takie jak „Galerianki” czy coś…

    Opowieści z Narnii – Podróż wędrowca do świtu… na szczęście mój pobyt w kinie do świtu nie trwał. Film – jak film. Baśń, jak baśń. Dla dzieci – jak to dla dzieci. Pewne rzeczy są przesadzone, morał musi być wyrazisty, postaci wyraźnie zarysowane. Film – na szczęście – nie musi mi się podobać.

    Być może młodszej widowni się będzie podobać… Dla mnie… za dużo w tym wszystkim kiczu… Z jednej strony realizatorski rozmach, z drugiej wszystko tak paskudnie cukierkowe… I choć to ekranizacja, i nie powinno mnie to dziwić, wszystko w tym filmie jest do cna przewidywalne. Żadnego zaskakiwania widza.. no chyba, że kogoś zaskakuje brak suspensu… Miałem też wrażenie, że producent na siłę wsadził wszystko w „3D”, jakby chcąc tym przykryć całą kiczowatość… Jakby to, że coś jest nakręcone w 3D było wartością samą w sobie…

    Lubię od czasu do czasu pójść na zły film. Zły, czyli taki trochę niższej kategorii, taki, który nie udaje, nie aspiruje, nie obiecuje, ale i nie zawodzi, ale przy tym wszystkim doskonale bawi. Opowieści z Narnii w tą kategorię się nie łapią. To po prostu zły dobry film. Czyli taki, który trwoni swój potencjał, gdzie wszystko jest zbyt poważne, by potraktować to z przymrużeniem oka. Co ciekawe, pierwsza część Narnii była „lżejsza”, bardziej zabawna, pełniejsza radości… a może to ja byłem młodszy…

  • [2] Jazda pełna wzlotów i upadków

    Kilka lat temu w okolicach Prokocimia w Krakowie była sobie ulica przez tambylców nazywana „rodeo”. Dlaczego akurat tak? Ponieważ nie było takiej prędkości i takiej prostej łączącej dowolne dwa punkty znajdujące się na dowolnym – rozsądnej długości – odcinku tej drogi, nie przedzielonej dziurą. I to nie dziurą wielkości pchły szachrajki, tylko raczej wielkości płyty gramofonowej* na której owa pchła szachrajka była nagrana.

    …czytaj dalej »

  • [1] Czytam: Podróżnik WC*

    Oprócz notek głównych postaram się wrzucać (prze)czytane książki, oglądane filmy, znalezione filmiki i wszystko inne, co w głównym nurcie się nie zmieści. Nie obiecam, że znajdą się tu 52 książki, 52 filmy i 52 inne różności. To jest miejsce, w którym po prostu dzielę się tym, czym uważam, że dzielić się warto. Ot i tyle;)

    Na pierwszy ogień wstawiam tu starą nową książkę Cejrowskiego – Podróżnik WC. Nie proponuję, aby zaczynać czytanie WC od tej książki. Znacznie lepiej czyta się „Gringo wśród…” lub „Rio Anaconda”. O tym, że te nowsze książki są lepsze, niż Podróżnik informuje sam autor. Ma rację. Podróżnik to jedynie wybór krótkich tekstów, luźno ze sobą związanych. I – co ciekawe – Cejrowski dużo ciekawiej pisze o podróżach, niż o swoich poglądach.. a parę z nich (poglądów znaczy) potrafi wzburzyć człowiekowi krew. No ale cóż.. jego trzeba brać z całym dobrodziejstwem inwentarza. Czytać i być wyrozumiałym, lub nie czytać i.. tracić na tym nieczytaniu.

    O Wojciechu Cejrowskim, o jego książkach, poglądach i „jego świecie” przeczytacie na jego stronie internetowej – cejrowski.com

    *wydanie II poprawione

    PS. Dla tych, którzy już czytali. Ciekaw jestem tych 44 słów, o których wspomina na stronie 141… tych „muy fuerte, fuertissima”.. tych, które rozpoczynają się od „Vete cabron! No me sale de los cojones verte mas por aqui…” Mam dziwne przeczucie, że to wiązanka na miarę Koterskiego… Koterskiego seniora rzecz jasna.