Blog

  • [1] Sylwester z OFE w tle

    Dziś słów kilka o OFE, życzeniach noworocznych i bieganiu na nartach.

    Po pierwsze, bardzo mi się nie podoba to, że pan premier z kolegami koalicji postanowili zapuścić żurawia do naszych kieszeni. Ktoś może powiedzieć, że przecież to tylko 5%, i że to są pieniądze, których i tak nie możemy wydać, bo trafiają na jakieś dziwne konta i różnica jest tylko taka, że zamiast w instytucji o ładnej nazwie OFE trafiają do innego trzyliterowca, czyli ZUS. Mimo wszystko…

    …czytaj dalej »

  • [-2] Przygotowania

    Koncepcja pojawiła się jakiś czas temu. Potem pojawiła się domena, serwer i engine. Znalazłem skórkę, nad którą się teraz (niech potomni mi wybaczą) pastwię. Plan na dziś – zrobić tak, żeby wszystko działało:) Tak, aby od pierwszego stycznia można było ruszyć, z mocnym postanowieniem działania. Cóż, do wytrwałych świat należy:)

  • Hu, hu, ha, nasza zima zła…

    My się zimy nie boimy, na sankach jeździmy:)

    [nggallery id=37]

    Zdjęcia popełnione Nikonem d90 w krakowskim Lasku Wolskim. I tak, to się nazywa piękna zima;)

  • Namiot bezcieniowy prosto z IKEA

    Naszło mnie, na próby i eksperymenty. Pomyślałem sobie, że skoro od czasu do czasu popełniam zdjęcia rzeczy małych i błyszczących, można by nieco zainwestować i poszukać namiotu bezcieniowego, którego ideą jest (o ile dobrze rozumiem), aby równomiernie rozprowadzać światło na fotografowanej powierzchni i obiekcie przede wszystkim. Ponieważ zwykle jest tak, że jak sobie coś wymyślę, to chcę to na już i na teraz, zerknąłem w sieć. Znalazłem sprzęty rozmaite, bardzo profesjonalne i wcale nie takie drogie. Znalazłem też sposób, zrobienia takiego namiotu samodzielnie, albo wykorzystując sprzęty z IKEA. Pojechałem, poszukałem, znalazłem pudełko skubb. A efekt pracy z pudełkiem jest taki:

    Więcej, własnoręcznie robionej biżuterii znajdziecie na stronie Kasi – tam też możecie się dowiedzieć, jak stać się właścicielem takiej właśnie biżuterii. A… Kasia ostatnio zaczęła robić bardzo oryginalne zakładki do książek – polecam każdemu czytającemu:)

  • (nie)Pewne typy na 14. kolejkę Ekstraklasy…

    Koncepcja jakiś czas temu zaniechana, niemal porzucona, ale jednak jeszcze żywa. Ponieważ jednak Ekstraklasa to byt nieprzewidywalny, a próba wytypowania w niej wyników to zabawa tylko dla straceńców, pozwalam sobie na przedstawienie tego, co w mojej szklanej kuli wypatrzyłem. Wraz z nieudolnym – rzecz jasna – uzasadnieniem…

    PIĄTEK

    20:00 Legia – Arka; Mój typ: 1
    Arka na wyjazdach nie zdobywa bramek, nie zdobywa punktów, a Legia nie będzie przecież obrywać od każdego. Co prawda oberwała od Wisły, ale to raczej na własne życzenie.  Tu nie ma wiele miejsca na kombinowanie, Arka niestety (dla Gdynian) w stolicy polegnie. Ale oni i tak są chyba nastawieni na zdobywanie punktów w domu.

    20:00 Górnik – Korona; Mój typ: 1
    Górnik to drużyna nieprzewidywalna. Potrafi wygrać z Wisła i przegrać wysoko ze Śląskiem. Bywa wiceliderem, a potem zbiera łomot w Gdańsku. Potrafi wygrywać do 88. minuty a potem dostać złoty strzał między oczy. Korona? Chyba jednak troszkę niespodziewanie jest tak wysoko. Nie zdziwiłbym się, gdyby była w pierwszej szóstce, ale 2.gie miejsce… Nieco na wyrost. W Zabrzu będzie się działo, ale Górnicy nie lubią tracić punktów seriami i dlatego stawiam na nich.

    SOBOTA

    14:45 Śląsk – Ruch; Mój typ: 1

    Śląsk odbił się od dna, Orest znowu robi magię. I ta magia trwać będzie zwłaszcza w bojach z chimerycznym Ruchem.  Tym bardziej, że Ruch na wyjazdach generalnie (cztery z siedmiu) przegrywa. I tak też będzie tym razem.

    16:00 Lechia – Widzew; Mój typ: 1
    No taaak… Chociaż nie;P Znowu raczej prosto. Chyba mimo wszystko nie cenię przesadnie Czesuawa (już wolę, gdy Czesuaw Śpiewa) i dlatego bliżej mi do stawiania na Kafarskiego. Co prawda, Widzew ma argumenta w postaci chociażby Robaka, ale Lechia ma niezły sezon, niezłą drużynę i już jest okrzepłym ligowcem, który ma aspiracje, a nie ma ochoty na tracenie punktów z beniaminkami. Górnik wyjechał z piątką, Widzew tego raczej nie przebije, ale na zwycięstwo bym raczej nie liczył. No chyba że Czesuaw zastosuje jakiś magiczny diament w środku pola…

    17:00 Lech – Polonia B.; Mój typ: X
    Ale jak to? Przecież Lech się odbija, odradza i walczy! Aha… A Polonia gromadzi punkty. Z drugiej strony, Lech u siebie nie obrywa… Ale najprawdopodobniej Polonię zlekceważy. Poza tym, jak już przejedziemy Bytomian (mogą myśleć Poznaniacy) będziemy mogli na poważnie myśleć o poważnych bojach z poważnymi drużynami… A Polonia gromadzi punkty. I jeden punkt może uciułać.

    19:15 Jagiellonia – Cracovia; Mój typ: 1
    Już? Pośmialiśmy się? Pożartowaliśmy? Dostrzegliśmy wielką formę Pasów? Genialny bramkarz, cudowna obrona, niepowtarzalny środek pola i diabelnie skuteczny atak. No… To sprawę załatwi Frankowski z Grosickim. I tyle.

    NIEDZIELA

    14:45 Wisła – Zagłębie; Mój typ: 1
    Wisła to (podobnie jak Legia i Lech w tym sezonie) bardzo dziwna drużyna. Ale buduje sobie serię. Wygrali z Cracovią, wygrali z Legią więc przecież nie po to, by się położyć na Zagłębiu… I tak, każda seria się kiedyś kończy, ale niekoniecznie Wiśle i niekoniecznie w niedzielę. Zagłębie z wyjazdów dotychczas przywiozło 4 punkty. Na piąty, ani tym bardziej 7dmy się nie zanosi. Poza tym, kto wie, może Brożek wciąż jest w aurze powołania?

    17:15 GKS Bełchatów – Polonia W; Mój typ: X
    Typuję remis, choć od razu zaznaczam, że to wynik dla tych którzy nie potrafią, z tymi co nie umią. Tych którzy nie chcą, z tymi, którym nie wychodzi. Tych co nie mają szczęścia, z tymi co mają pecha. Z tymi co zmienili pół składu z tymi, co mają Wojciechowskiego. Proste, c’nie?

    Gdyby zaryzykować i postawić na powyższy zestaw wyników 1 złotówkę w kombinacji, to wygrać można 340 złotych. Ale znacznie bezpieczniej kupić za tę złotówkę precla i go zjeść. Bo lepszy precel w garści, niż kupon u buka…

  • Wszystkie kolory jesieni…

    Oczywiście, tytuł nieco na wyrost, ale jakże poetycki.. i przecież znacznie lepiej brzmi niż „wiele kolorów jesieni” lub „prawie wszystkie kolory jesieni”… Tak czy inaczej, pięknie jest… Nieco mgliście, mokro ale pięknie.

    [nggallery id=35]

    Przy okazji, dziś zasłyszane przysłowie – Jak kogut pieje na ziemi, znak że coś się zmieni. Jak kogut pieje na grzędzie – żadnej zmiany nie będzie…

    Jakby się ktoś pytał – kogut piał na ziemi…
    Zdjęcia nieustająco i niezmiennie popełniam Nikonem D90 i chwalę go sobie bardzo…

  • To nie jest kraj dla uczciwych ludzi

    Kilka dni temu pisałem o 'poradzie’ jaką Gazeta Prawna miała dla przedsiębiorców, którzy dostali sądowy nakaz spłaty. Rada była krótka – nie płać i odwlekaj, jak długo się da. A jak długo się da? Moim skromnym zdaniem, za długo. W mojej sprawie (w której oczywiście obiektywny być nie mogę) wygląda to tak…

    – od 2008 roku byłem zatrudniony na podstawie umowy o pracę
    – 1wszego września br. zerwałem umowę ze względu na ciężkie naruszenie prawa pracy przez pracodawcę (brak wynagrodzenia za dwa miesiące i galopujący trzeci…) wnioskując o wypłatę zaległego wynagrodzenia oraz odszkodowanie przysługujące mi z tytułu naruszenia prawa pracy..
    – 1 wszego października złożyłem pozew do sądu z wezwaniem do zapłaty.
    – 14 października sąd wydał nakaz zapłaty
    – 4 listopada pozwany złożył sprzeciw
    – 15 listopada dowiedziałem się, że sąd wyznaczył rozprawę na… 15 lutego 2011..

    Więc czego się czepiam? Że sądownictwo nierychliwe, że zawalone sprawami, że brak rąk do pracy (hłe, hłe…) czepiam się tego, że wszyscy mają mnie w dupie. I nie tylko mnie.

    Po pierwsze, moja sprawa jest akurat prosta jak budowa cepa. Albo moje roszczenia na podstawie umowy o pracę są zasadne i wtedy fajnie by było, gdybym te wnioskowane środki odzyskał, ponieważ mogą one być podstawą mojej dalszej egzystencji, albo – moje roszczenia są bezzasadne i powinienem się odstosunkować, a nie zabierać czas Najjaśniejszemu Sądowi i psuć krew byłemu pracodawcy. Co w tej sprawie zmieni się do lutego? Ja mogę zgodnie z literą prawa zdechnąć, pracodawca może zwinąć żagle lub… No właśnie, lub co? A skoro nic, to po co to odwlekać?

    Co więcej, mam prawo przypuszczać, że nie jestem jedynym, który jest wierzycielem mojego byłego pracodawcy. Jeszcze więcej, ten człowiek nadal zatrudnia ludzi, nawet wówczas, gdy jak twierdzi, nie ma środków na płacenie bieżących zobowiązań. To podmiot, który ma kilkunastomiesięczne zaległości w płatnościach do ZUS… A teraz ma jeszcze listopad, grudzień, styczeń i luty na dalsze prowadzenie swojego bardzo uczciwego interesu, który najprawdopodobniej zaowocuje kolejnymi pismami procesowymi pracowników i podwykonawców…

    Decyzja Sądu, nawet podjęta w dobrej wierze i uwarunkowana zablokowaniem wszystkich wolnych terminów od dziś do 15 lutego (90 dni, czyli jakieś 60 dni roboczych zawalonych papierami i robotą po sufit) prowadzi do kilku wniosków. Po pierwsze, uczciowość jest przeżytkiem. Po drugie, nieuczciwość nie jest problemem. Po trzecie – sądy w Polsce ułatwiają życie tym, którzy z prawa i pracowników kpią. Po czwarte – opieszałość decyzji doprowadzi do pogorszenia sytuacji większej grupy ludzi. Efekt zbitej szyby – zamiast podjąć decyzję o przecięciu wrzodu, odkładamy diagnozę w czasie, bo przecież tak ładnie ropieje… Szkoda tylko, że to wrzód na mojej du…szy..

    Swoją drogą, nauczka na przyszłość. Iść do sądu aby bronić swoich racji i praw? Tylko w ostateczności, tylko dla wytrwałych, tylko dla głupców?

  • Wujek Dobra Rada mówi: Nie płać

    A jak Cię złapią? Nie złapią, nie płać. A jak Cię chwycą za rękę? Nie płać, to przecież nie Twoja ręka. A jeśli uznają że jednak trzeba? Nie płać, sprzeciwiaj się, odwołuj, krzycz. Rzucaj błotem, rzucaj łaciną, wierzgaj, ale nigdy, przenigdy powiadam Ci – nie płać…

    Jeśli będziecie szukać w Google hasła „Sądowy nakaz zapłaty” to znaczna część wpisów i pytań sprowadza się do: Dostałem nakaz zapłaty, co mam teraz zrobić, jak go uniknąć. I na wielu forach rozpoczynają się dyskusje co zrobić, jak zrobić i w jaki sposób tego płacenia uniknąć. No tak, trzeba biednemu pomóc, przecież ktoś kto z takim nakazem występuje, to złodziej, hochsztapler i oszust, więc jak on śmie pieniędzy żądać…

    Od Nakazu można się rzecz jasna odwołać – w końcu wszystko musi być zgodne z prawem. Więc wpiszmy „Sprzeciw do  sądowego nakazu spłaty” w tą popularną wyszukiwarkę. Na drugiej pozycji mamy propozycję Infora (taki wydawca mało znanej kiedyś Gazety Prawnej, a teraz Dziennika Gazeta Prawna”. I pod tym linkiem jest porada GP, która brzmi:

    Wnieść sprzeciw powinno się w każdej sytuacji, przede wszystkim wówczas, gdy wymagane świadczenie nie jest zasadne. Wniesienie sprzeciwu spowoduje bowiem odwleczenie w czasie zapłaty wymaganej sumy. W sytuacji bowiem, gdy sprawa jest kierowana na normalną rozprawę, nie trzeba płacić kwoty, na którą opiewa nakaz. Ewentualny obowiązek zapłaty zostanie sformułowany w wyroku sądu I instancji. Od niekorzystnego wyroku można jeszcze odwołać się w drodze apelacji.

    W każdej sytuacji. Niezależnie od tego, czy masz komuś coś zapłacić czy nie – sprzeciwiaj się. Zrób to w terminie, zrób to zgodnie z wymogami formalnymi i NIE PŁAĆ. Niech się martwi ten, któremu pieniądze jesteś winien. Wszak liczy się tylko ta kasa, którą masz we własnej kieszeni. A on? Niech się gryzie i spada na drzewo. Nie, lepiej – niech się sądzi.

    W ramach anegdotki, usłyszane od jakiegoś wielkiego polskiego biznesmana czy dyrektora:

    Kiedy przychodzi do płacenia zobowiązań zgodnych z podpisanymi umowami, musisz się zastanowić, czy bardziej Ci się opłaca zapłacić w terminie, czy nie płacić wcale, biorąc na siebie ryzyko kary.

    I za każdym razem, kiedy sobie te słowa przypominam, łapię się na tym, że chciałbym takich ludzi z rynku eliminować profilaktycznie. Ale nie da się, trzeba się obwarowywać paragrafami. Co za naród, co za nacja…

  • Złota polska jesień…

    A ile tej jesieni jeszcze jest przed nami?

    [singlepic id=261 w=640 h=400 float=none]

    Zdjęcie zrobione w Parku Lotników w Krakowie.

  • Najważniejsze pytanie współczesnego świata

    Już nie ma znaczenia „na kiedy”, „kto” ani „z kim”. Tak po prawdzie nie ma również znaczenia, „ile to jest warte”. Nikt nie zwraca uwagi na to, „czy to jest potrzebne”, „czy to ma sens” ani „czy to się komuś podoba”. Jedyne pytanie jakie każdy sobie co chwilę stawia, to „za ile”. I tyle. Chociaż nie, mamy też najważniejszą odpowiedź – „za dużo”.