Blog

  • English can be tricky

    Spacerując po krakowskim rynku można zostać dostrzeżonym przez miłe panie, które wręczają dziwne ulotki. Czasem jest to knajpa, czasem sklep, czasem szkoła językowa a czasem dom schadzek.

    Mi się trafiło to ostatnie. I pewnie bym nie zwrócił na nie żadnej uwagi, gdyby nie to, że uloteczka napisana jest w języku polskim i angielskim (jakby ktoś tam potrzebował coś czytać poza cennikiem). W każdym razie uloteczka wygląda tak:
    wizytowka

    I cóż.. pozostaje wierzyć, że tym z Wikingów którym ulotka wpadnie w ręce, już naprawdę nic nie będzie przeszkadzać.. inaczej zamiast uciech będą mieli dużo śmiechu…

    Chyba najbardziej podoba mi się udawanie faktur vat…

  • Mój kłopotek z posłem Kłopotkiem

    Kiedy gdzieś chcemy zdążyć, wiemy ile na to potrzebujemy czasu. Jeśli widzimy że się spóźnimy, jedziemy szybciej. A kiedy jedziemy za szybko i nas złapią, płacimy za to. Ale to, co dla nas jest oczywiste, dla pana Posła Kłopotka jest chyba ograniczeniem jego praw.

    Wideo z wypowiedzią pana posła

    Trzeba przyznać, że posłowie językiem potrafią mielić i mleć. Potrafią, bo chyba dzięki temu utrzymują się na powierzchni świadomości ludu. A ciemny lud – wszystko kupi. W końcu nasi politycy to reprezentacja naszego społeczeństwa, więc czemu tu się dziwić, że cwaniakują i cwaniaczą i oczekują, że płazem im to ujdzie, i uchodzi…

    Poseł Kłopotek, nie ma kłopotu z tym, by stwierdzić, że jak on się gdzieś śpieszy, to wolno mu łamać prawo, bo jego prawo nie obowiązuje. Jemu wolno jechać wbrew przepisom, bo się spieszy. Bo tu go przetrzymają, a tam na niego czekają, więc on musi jechać szybciej. Bo jemu się wydaje, że jak dostał ileś tam głosów, to już mu więcej wolno. W normalnych warunkach, wolno mu mniej, bo mu się na ręce patrzą. W Wielkiej Brytanii wielka afera, bo ktoś płaci za coś państwową kartą kredytową, a u nas można w żywe oczy śmiać się policji i nie stanie się nic.

    Mało tego, jak ktoś mówi, że można by to jednak uregulować, aby wobec prawa wszyscy byli równi, Poseł Kłopotek mówi, że to propozycja niepoważna…I mówi to ktoś na kogo w eurowyborach zagłosowało blisko 25 tysięcy ludzi. I pewnie zagłosują, bez względu na to, jaką jeszcze głupotę imć Kłopotek wymyśli. I z tym mam kłopotek też…

    Swoją drogą, chciałbym zobaczyć Pana Posła, który mówi – „Panie władzo, jadę prywatnie, ukarz mnie Pan!”. Znacznie łatwiej mi sobie wyobrazić Pana Posła, który pyta Pana Policjanta: Gdzie masz Chu.. czapkę?

    ps. Z posłem Kurskim też mam kłopotek. I też – między innymi – ze względu na jego wyczyny za kierownicą…

  • Słabości…

    Za mną długi weekend. Intensywny, ale bardzo przyjemny, choć w zasadzie meczący. Wszystko wskazuje na to, że jutro będę wyglądał mniej więcej tak:
    02

    A to i tak dość optymistyczna wersja;)

    Mimo swojej intensywności, udało mi się zrobić kilka zdjęć.. i tu kolejne wnioski.

    Po pierwsze, chyba nazbyt często wykorzystuję odbicie w okularach:
    01

    Po drugie, są owady, które lubie, pod warunkiem że są zajęte czymś innym, niż gonienie za mną:
    12

    Po trzecie, chyba jednak mam słabość do czereśni..
    14

    I wreszcie, jest mi cholernie trudno ustrzelić strzałę wystrzeloną z łuku… – jak nigdy przeczytałem ostatnie zdanie i poprawiam – cholernie mi trudno zrobić dobre zdjęcie strzały wypuszczonej z łuku refleksyjnego… ufff;)
    25

    Taak.. to był długi, przyjemny, meczący weekend. Chciałbym więcej takich:)

    ps. Tak.. wychodzi na to, że focenie to kolejny pochłaniacz mojego czasu.. ale cóż.. nie umiem odmawiać sobie przyjemności…

  • Wiele dobrych decyzji Beenhakkera

    Ja to się chyba na tego Leo uwziąłem. Może po prostu potrzebuję sobie na niego „ponaskakiwać” ponieważ wtedy ktoś mnie dostrzeże, może nawet przyzna mi rację, może mu się spodobam, może… E… chyba nie. Ja się po prostu czepiam. Bo lubię.
    W dzisiejszym (2009-07-03) Dzienniku opublikowany jest wywiad jakiego Beenhakker udzielił tej redakcji – co prawda nie mam pewności, czy przy okazji nie udzielił również wywiadu dla Faktu i Przeglądu Sportowego, ale to zupełnie inna para kaloszy. Ważne, co Beenhakker mówi, a mówi to:

    Z nowych twarzy, przeciwko Grecji, obiecał pan powołać Ludovica Obraniaka. Dotrzyma pan słowa?
    – Oczywiście, że tak. Kilka miesięcy temu zapowiedziałem, że gdy tylko Obraniak będzie miał polski paszport, dostanie powołanie, bym mógł go sprawdzić.

    I czego się pan po nim spodziewa?
    – Nie wiem, dlatego właśnie dostanie powołanie, żebym mógł zobaczyć, jak prezentuje się na treningu, jak sprawdzi się w meczu. Na razie wiem tyle, że to dobry piłkarz, który regularnie gra we francuskiej lidze. Teraz się okaże, czy będzie umiał wejść na poziom międzynarodowy, o którym mówiłem już chyba milion razy, że jest zupełnie inny, od tego ligowego.

    Przepraszam, bo nie rozumiem. Czy przypadkiem powołanie do reprezentacji dostaje gość tylko dlatego, że trener chce go zobaczyć? Rozumiem, może lubi oglądać młodych zdolnych chłopców, ale nie wiem czy to jest wystarczający dobry powód do tego, żeby gościa którego – jak rozumiem – na oczy nie widział, powoływać do kadry. Tej samej kadry, która jest rzekomo spełnieniem marzeń wszystkich piłkarzy – tych amatorskich i tych profesjonalnych – w Polsce. Może ja też jestem fajny i też warto mnie sprawdzić?

    Z drugiej strony, chyba nie powinno mnie to dziwić. Przecież Leo od zawsze próbował swoimi decyzjami zaskakiwać, rzadko kiedy kusząc się na ich wytłumaczenie.

    Inny fragment rozmowy z Leo, tym razem wypowiedź dotycząca naszej reprezentacji i tego czy należy nią wstrząsnąć przy okazji wspomnianego już, towarzyskiego meczu z Grecją. Otóż nie ma takiej potrzeby ponieważ:

    Ten zespół zagrał wiele bardzo dobrych meczów i wiem, że teraz, gdy przyjdzie czas na Grecję i dojdą piłkarze, których w RPA zabrakło, będą walczyć o zwycięstwo jak cholera.

    Leo… wiele bardzo dobrych? No to spróbujmy wymienić. Na pewno ten Czechami, na pewno ten z Portugalią, i powiedzmy jeden z Belgią. Na szybko i z głowy trzy. Do tego można dorzucić jeszcze potyczkę z Serbami. Lista tych trochę słabszych? Z Euro – starcia z Austrią i Chorwacją. Wcześniej USA, potem Słowacja i Irlandia. Sorry Leo, ale z tezą o bardzo wielu dobrych meczach pozwolę się sobie nie zgodzić. Może jednak przyda się wstrząs?

    Tyle w sprawie Leo. Bo jeszcze słówko o samym Dzienniku. W wydaniu papierowym, na pierwszej stronie Dziennik reklamuje wywiad jako: Selekcjoner sugeruje, że na zgrupowaniu w RPA działacze przeszkadzali mu w grze. A co czytamy w wywiadzie?

    Wiele osób ma pretensje o styl gry reprezentacji w RPA:
    – (…) To był okres wakacyjny, poza tym temu zgrupowaniu towarzyszyły różne okoliczności, nie do końca piłkarskie, o których niekoniecznie chcę mówić.

    Ma pan na myśli wycieczkę działaczy PZPN ze swoimi towarzyszkami życia?
    – Nie chcę o tym rozmawiać, nie namówi mnie pan na to.

    Yyy… może czegoś nie zrozumiałem, ale ja tej sugestii jako żywo nie dostrzegam.

    Tak czy inaczej, pracę Beenhakkera poznamy po owocach jakie zbierze reprezentacja. Jeśli awansują do Mistrzostw, ja będę musiał wszystkie swoje niecałkiem błyskotliwe uwagi odszczekać i przyznać rację wyznawcom Leo – co gotów jestem zrobić, choć przecież mną nikt sobie głowy zawracał nie będzie. Jeśli Leo nie awansuje.. cóż, nikt nie będzie się nim przejmował, bo zapewne z kadrą się pożegna, a mną.. cóż, wciąż nikt sobie głowy zawracał nie będzie. A Dziennik? Już niedługo znika z rynku.. więc może już nie warto się nim przejmować?

    Cały wywiad z Leo można przeczytać w internetowym wydaniu Dziennika »

    Materiał został także opublikowany na serwisie 11.pl

  • Mamo! Mamo! Złapałem motylka…

    05

    04

    I nie mówcie mi, że się nie liczy, bo Motylek nie uciekał..

    I nie mówcie że nie ostre, że światło nie teges, że mogłem to zrobić na innym ISO i że generalnie ktoś inny zrobi lepiej i fajniej.

    Tak wiem. I wiem, że są lepsi. I wiem, że wciąż jeszcze muszę się dużo nauczyć. I że.. wiem;)

    Ale i tak mi się podoba;) I coraz bardziej lubię swój balkon;]

    ps. Więcej i większe zdjęcia w mojej galerii

  • Krakowski upał…

    Proszę państwa, oto Kot(ka). Przypiekana w słoneczku na boczku:

    03

    A kot(ka) myśli sobie zapewnie: Ten lejący się z nieba żar rozleniwia mnie… sprawia, że się rozpływam…

  • …to rozstania i powroty…

    Nie wiedzieć dlaczego, za każdym razem kiedy w Polsce nieśmiało otwiera sie okienko transferowe, zadaję sobie dwa pytania, wciąż żałując że nie mogę zadać sobie trzeciego. Pytanie pierwsze – kto z polski wyjedzie, a raczej komu uda się uciec. Pytanie drugie – kto do polski wróci, z mniej lub bardziej niepyszną miną. Pytanie, którego sobie nie zadaję, to jaką gwiazdę uda się do naszej ligi ściągnąć.

    Jeśli chodzi o to ostatnie, to raczej nie spodziewajmy się wielkich nazwisk i wielkich kwot. Po pierwsze nas nie stać, po drugie mimo wszystko jesteśmy za słabi. No bo przecież kto mając troszkę w głowie, troszkę w nogach i odrobinę możliwości wybierze kraj, w którym wiele nie zarobi (na szczęście wiele także nie wyda), wiele się nie nauczy, a puchary skończą się gdzieś na przełomie sierpnia i września. No, może zahaczą o październik. W ostatnich latach szansa, że piłkarz trafi do klubu, który będzie grał w grudniu wynosiła 1/16. A to i tak jest jak na nasze warunki bardzo duża szansa. Gorsza wiadomość jest taka, że nie ma przesłanek, do tego by wierzyć, że piłka w Polsce się rozwinie. Nawet niechby drgnęła, niechby ktoś spróbował wyrwać, lub chociaż przepchnąć z tego błocka, w którym się znajduje. Póki co, z nikąd ratunku. Jedźmy dalej, nikt nie woła.

    Kto wróci… Ponieważ kilku piłkarzom udało się uciec, regularnie nadchodzi czas powrotów. Z miną raczej mało radosną, za to z bagażem doświadczeń i kilkoma golami strzelonymi na obczyźnie. Pretekstem do całego tego rozważania, jest powrót Marcina Mięciela do Legii, którego w Warszawie wtpatrują troszkę jak kania dżdżu, wierząc że oto pojawił się ten, co razem z Chinyamą zapewni Legii Mistrzostwo, zdobywając dla Wojskowych dziesiątki bramek. Dziesiątka do dobre słowo, ponieważ Miętowy tą magiczną liczbę strzelonych bramek w sezonie przekroczył raz. W 30 spotkaniach w 2000 i 2001 roku zdobył dla Legii 13 bramek. I… tyle. Wcześniej zdobywał mniej niż 10, a to wcześniej było… co najmniej 10 lat temu. Miętowy nie jest pierwszej świeżości napastnikiem, ma blisko 34 lata, ciężko będzie od niego oczekiwać przyspieszenia, zwrotności… Trudno mi uwierzyć, aby zbawił Legię.

    Wyjeżdza wielu, wracają prawie wszyscy, nieliczni wciąż mają dość sił i blasku by błyszczeć na krajowych boiskach, tylko że tych nielicznych to można na palcach policzyć. Co gorsza, więcej jest tych którzy wrócili, i wtopili się w ligową rzeczywistość, zarabiając a zarazem zajmując miejsce młodym. Inna sprawa, że młodych, ambitnych, gotowych walczyć o miejsce w składzie też wielu nie ma, ale to też nie całkiem ich wina.. Im ćwiczyć nie kazano, a raczej nie ma ich kto i gdzie uczyć piłkarskiego fachu.

    Zatem Ci co mają talent i – znowu – dość oleju w głowie, uciekają czym prędzej. Gwiazdy Mistrza Polski potrafią uciec do średniaka europejskiego z Niemiec czy Szkocji – i nawet tam nie pokazać nic, Nasi Najlepsi potrafią odejść do niższej ligi włoskiej czy hiszpańskiej, byle tylko nie grać u nas. Decydują się na Rosję, Turcję, Austrię, Norwegię, Ukrainę – bo tam są lepsze warunki (i te przy kasie i te na boisku) a i szansa gry w Europie lepsza. Więc uciekają. Tym razem uciekło Serce Lecha Poznań. Trochę za perspektywą lepszej gry, niewątpliwie nie lekceważąc pieniędzy, nie bardzo przejmując się tym, co dalej z europejską wizytówką polskiego futbolu AD 2009 – Lechem Poznań. Wizja gry o Ligę Europejską oraz walki o punkty w Ekstraklasie była wystarczającą motywacją wyjazdu do Kazania. Swoja drogą, to każe zapytać, czy skoro Lecha opuszcza Kapitan, to klub będzie się nadal rozwijał i na ile wynik sportowy był efektem wykonanej przez poznaniaków pracy – nie chodzi mi o korupcję, chodzi mi o to ile w wyniku Lecha było umiejętności, a ile szczęścia, które jak wiadomo bywa zmienne. No ale to temat na zupełną inną rozprawkę.

    Stawiam więc sobie pytania, na które odpowiemy za jakieś dwa miesiące. Kogo już nie zobaczymy, kogo zobaczymy znów, i kogo nie uda się ściągnąć.

    Tekst został także opublikowany na 11.pl

  • W przestworzach…

    Znaczy.. to nie ciąg dalszy szkoły latania, ani też ja się w przestworza nie wybiłem, za to udało się jednego czy drugiego latającego stwora złapać. Latali z okazji pikniku lotniczego zorganizowanego w Krakowie. Każda okazja do zrobienia zdjęć jest dobrą okazją do zrobienia zdjęć, więc nie należy jej sobie odmawiać. Tym bardziej, że każda jest okazją do tego, by udowodnić sobie, czego się jeszcze nie umie. A nie umiem jeszcze wiele, bo od czasu do czasu trafia się zdjęcie samolotu, z – za przeproszeniem Szanownych Pań i Panów – z pół dupą zza krzaka:

    07

    Na szczęście nie wszyscy byli tak chętni żeby za krzakami się kryć,  i udało się jednego czy drugiego ustrzelić (ale nieszkodliwie, nic nikomu na łeb nie spadło).

    Widok samolotu lecącego tuż nad lampami na Bora Komorowskiego.. robi wrażenie

    03

    Jak był bliżej, wygladał tak:

    04

    Inny, w mniej więcej tym samym miejscu wyglądał tak:

    05

    Zdjęcie ostatnie, pokazujące co ci piloci potrafią, a także to jak bardzo są nieobliczalni:

    08

    I dwie uwagi poczynione w czasie dzisiejszego pstrykania:

    1) Dobre zdjęcia można zrobić bez wchodzenia na imprezę. Lepsze.. pewnie na imprezie, ale do tego trzeba mieć

    2) Dobry sprzęt… Człowiek wpada w kompleksy, kiedy patrzy na lufy „starszych” kolegów.. cóż.. gdzieś trzeba w końcu zacząć… Kiedyś myślał o lustrzance, teraz zacznie myśleć o szkiełkach…

  • Czego się boją działacze PZPN?

    Dziś mamy nadzwyczajny zjazd PZPN. Niewątpliwie będzie ciekawie, ponieważ chociaż główny punkt to kasa – a wtedy zawsze jest ciekawie – to wszyscy liczą na to, że rozwiązana – raz na jutro – zostanie kwestia korupcji.
    Przytoczę dwie wypowiedzi Rzecznika Prasowego związku, ponieważ – moim zdaniem – pan rzecznik dał popalić. W krótkim wywiadzie dla Polskiego Radia przynajmniej dwukrotnie.

    Po pierwsze:

    Temat korupcji pojawi się na zjeździe, bowiem nie da się od tego uciec.

    Bravo, bravo, bravissimo… Odwrócenie słów rzecznika daje efekt piorunujący. Gdybyśmy tylko potrafili od tematu korupcji uciec, nie pojawiałby sie on w pracach PZPN. Czyli stosowalibyśmy taktykę strusia tak długo, jak długo but wymierzający kopniak w ptasi kuper byłby relatywnie mało bolesny. Ale ponieważ wyłapali już blisko dwustu naszych kumpli, to może jednak spróbujemy coś uradzić, bo zaraz za nas się zabiorą.

    Nie żywię tu żalu do rzecznika, bo i o co. Wszak na stanowisku jest ledwie parę miesięcy, jeszcze się nauczy zbijać trudne pytania z gracją Zbigniewa Koźmińskiego.

    Po drugie:

    Zgodnie z uchwałą abolicyjną kluby nie byłyby już karane degradacją za udział w korupcji. Karze podlegałyby jedynie osoby zamieszane w ten proceder, czyli zawodnicy, trenerzy, działacze, sędziowie. Natomiast wobec klubów można by stosować inne sankcje, jak kary finansowe, odjęcie punktów bądź zakaz prowadzenie transferów.

    Czyli chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby zabrać z pola widzenia społeczeństwa największy kij na toczącą polską piłkę chorobę. Dotychczas jedynym argumentem, który paraliżował wszystkich, była degradacja. Teraz – ponieważ tego sie nie da, tego nie trzeba, tego nie potrzebujemy, a najważniejsze, to to że tego się boimy – nie ma takiej potrzeby. Nikt nie spadnie (chyba że nazywa się ŁKS), a procesy wobec osób będą prowadzone na naszych warunkach i ciągnąć się będzie to tyle ile trzeba, a nie mniej. Już za cztery lata, nie będzie prezesa Laty, wróci Pan Michał i znowu będziemy mogli oglądać jego Przygody z polską piłką w tle..

    Jeśli PZPN zrezygnuje z degradacji, zapali się zielone światło wśród wszystkich chętnych do manipulacji. Bo zawsze będzie można kogoś podstawić, tak aby to jego dotyczyły ewentualne oskarżenia i kary, a co trzeba załatwić, się załatwi, tak jak się zawsze załatwiało. Bo ktoś musi uzdrowić polską piłkę. Więc dlaczego nie miałby tego zrobić PZPN?

    Materiał został także opublikowany na 11.pl

  • Trzy po trzy…

    Czereśnie to wdzięczny obiekt. Nie uciekają, nie marudzą, można pokombinować. Czasem lepiej, czasem gorzej..

    Trochę kwiecia <– Tu czeresieńka była pojedyńcza. Teraz „dopadłem” trzy. I tak…

    Ujęcie pierwsze:
    02

    I chyba to, co mi się podoba nieco bardziej, ujęcie drugie:
    03

    A ten tu nic, tylko siedzi. Siedzi i się gapi.
    05

    Więcej moich mniej lub bardziej udanych zdjęć znajdziesz w galerii