Blog

  • Sam bym na to nie wpadł…

    (…) Zakazuje się wnoszenia do klubu napojów i jedzenia, broni, noży, materiałów pirotechnicznych lub pożarowo niebezpiecznych, narkotyków i innych środków odurzających. (…)

    Tu zafascynowała mnie kolejność i… stopniowanie napięcia.

    (…) W przypadku łamania prawa, regulaminu klubu lub niszczenia mienia klubu pracownicy ochrony są uprawnieni do podjęcia decyzji o opuszczeniu przez gościa klubu terenu klubu, zastosowania siły fizycznej, zatrzymania osoby podejrzanej o drastyczne łamanie prawa do czasu przekazania podejrzanej osoby do przyjazdu policji. (…)

    Tu podoba mi się:
    – podjęcia decyzji o opuszczeniu przez gościa klubu terenu klubu (sic!)
    – rozróżnienie łamania prawa od drastycznego łamania prawa…
    – przekazywanie podejrzanego do przyjazdu (chyba się podmioty rozjechały)
    Zresztą, chociaż nie rozumiem tego co w regulaminie (tak, to regulamin!) jest napisane, odnoszę wrażenie, że jeśli nie będę wyglądał jak Pudzianowski, mogą mi zrobić krzywdę…

    Najbardziej niesamowite dla mnie jest to, że to autentyczny regulamin jednego z najbardziej znanych krakowskich klubów… A oto i dowód:

    Frantic_1

  • Gołąb w czereśniach

    Przynajmniej jak na Kraków, to nie jest to środowisko naturalne gołębi… przeklętych, to znaczy zaklętych rycerzy;)

    01

    Gołąb na czereśni:
    06

    i na zakończenie, gołąb meloman:
    frytka

  • Szkoła latania;)

    Mam nieodparte wrażenie, że tuż pod, a raczej nad, moim balkonem trwa szkolenie młodych adeptów ptasiego lotnictwa. Pisków i szaleństw przy tym co nie miara, a jeden z drugim „orłem” gonią się między gałązkami, podczas gdy ten co jeszcze nie-całkiem-lot, przeskakuje nieśmiało z gałązki na gałązkę…

    07

    Wszystkiemu, z mądrymi zapewne minami (obiektyw sprawdzić nie pozwala) przyglądają się z wysokości jaskółki, wypatrując zapewne przyszłych kompanów. No chyba że Jaskółki lubią się za młodziakami ogladać;)

    06

    Jest także druga możliwość. Pod / Nad moim balkonem zawiązał się jakiś ptasi węzeł komunikacyjny. Cóż.. na razie trwa dochodzenie;)

    ps. Tak tak.. zdjęcia póki co statyczne. Jak by to powiedzieć.. na razie one szybciej machają skrzydłami, niż ja pstrykam migawką;)

  • Co jesz Jeżyku?

    A cóż to za postać przemyka po ulicy..

    myślałem że to będzie błyskotliwy wstęp do notki.. cóż, nie jest. Google prawdę Ci powie i ta fraza jest zdecydowanie nadużywana. W każdym razie, mówiąc krótko i nie całkiem od rzeczy, wieczorny spacer zakończył się fotografowaniem nielada modelu – Jeż Jeżowy w swojej pełnej krasie. I to skubany cierpliwy był, bo dał sie obstrykać z obu stron.. albo go wkurzyłem, albo się wściekł.. w pewnym momencie powinienem był użyć chyba nawet redukcji czerwonych oczu… a tak..

    Proszę Państwa, oto Jeż:

    02

    w całej swojej krasie:

    _5

    Na koniec i na dobranoc żarcik, co to ma brodę dłuższą niż broda jeżyka i lat ma więcej niż jeżyk ma igieł na grzbiecie.. Tak więc raz spotkał Niedźwiedź Jeża w lesie, a że Jeż coś zakąszał, niedźwiedź zagadnał:
    – Co jesz?
    – Co niedzwiedź? – odparł Jeżyk

    (…)

    – Co jesz, jeżyku? – doprecyzował Niedzwiedź pytanie
    – Co niedźwiedź, misiu? – odrzekł Jeżyk:)

    Więcej na http://picasaweb.google.com/mphaust/20090615Jez

    Za lampę błyskową serdecznie przepraszam, nie szło bez;(

  • Za oknem wciąż nadaje ptasie radio…

    I to nawet w dwóch odsłonach.

    Pierwsza:
    04

    Ciekawe co on w tym dziobie niesie.. Pewnie kawałek sera.. tylko któremu sąsiadowi podprowadził?

    I druga:
    05

    I teraz właśnie zaczynam odczuwać brak odpowiedniego szkiełka.. No ale cóż, póki co, żadne szkiełko nie zastąpi używanego, więc wszystkie okoliczne ptaki mogą spać całkiem spokojnie. Chodzę na paluszkach, może kiedyś uda się podejść bliżej.. na razie nadstawiam ucha, skąd te piski dochodzą..

  • Grillowany weekend – po raz pierwszy

    Ponieważ Prawo i Sprawiedliwość zadbało o nasz dobrobyt i wolno nam już grillować ( i pomyśleć, że za jakiś czas ten „wysokich” lotów dowcip będzie dla większości postronnych czytelników zupełnie niezrozumiały), więc mając długi weekend przed sobą, trudno z tej jakże wyjątkowej możliwości nie spróbować. Cóż, dość powiedzieć, że są i tacy, ale skoro mają dobre wymówki – będzie im wybaczone. Zanim zaczniemy jeść pyszne dania z rusztu, trzeba mieć co na ruszt włożyć. Zatem zakupy.

    15

    I od razu, kilka uwag.

    Po pierwsze, do pierwszego przepisu nie będziemy potrzebować wszystkich pokazanych na zdjęciu elementów. Stół się przyda, ale jeszcze bardziej przyda się deska.

    Po drugie, nawet gdybyśmy chcieli odtworzyć wszystkie zaplanowane na ten weekend przepisy, okazałoby się, że jest tu kilka dodaktów nikomu do szczęścia nie potrzebnych. Na przykład Ocet winny, albo Balsamiczny (też ocet). Albo… Shaker. Chociaż nie, shaker się zawsze przyda. Wystarczy mieć co mieszać i wszystko smakuje lepiej.

    Po trzecie… kolejny błyskotliwy dowcip trafił szlag. Przystępujemy zatem do rzeczy.

    Zacznijmy od tego, co przygotujemy. Przygotujemy karkówkę i to od razu na dwa sposoby. Oba sposoby różnią się w szczegółach i to dopiero w etapie po którym następuje włożenie do lodówki. Poza tym, od początku do końca to samo. No i smakuje trochę inaczej. Na tyle inaczej, że czuć różnicę.

    Krok pierwszy: kupujemy karkówkę. Ponieważ się na karkówce (na razie) nie znamy, prosimy w sklepie żeby dali nam jakiś dobry kawałek. Jeśli jesteśmy leniwi, prosimy o pokrojenie. My nie byliśmy leniwi.

    Krok drugi: myjemy karkówkę. Można w garnku, można w misce, najlepiej w wodzie. Karkówka musi chwilę odmoknąć (nie wiadomo dlaczego) i nie należy jej w tym specjalnie przeszkadzać (w końcu też nie lubimy, gdy nam ktoś w kąpieli przeszkadza). Moczona karkówka (w ilości trzech kilo – tak, dużo, ale my też jesteśmy duzi. po zjedzeniu trzech kilo karkówki bedziemy nawet więksi tu i ówdzie, zwłaszcza ówdzie) wygląda tak:
    16

    Krok trzeci: jak już się wymoczy, można kroić. Cienko czy grubo… hmm.. według umiejętności, apetytu i ostrości noża, pamiętając jednak o tym, że wygrillowana karkówka zmniejsza swoją objętość wprostproporcjonalnie do czasu spędzonego na grillu, pod warunkiem, że grill jest rozpalony. Plastry mięsa powinny być rozsądnej grubości. Jesteście rozsądni, wiecie co robić. My zrobiliśmy to tak:

    17

    Krok czwarty: Pokrojone mięso trzeba zamarynować. Czym? Jak? A to już zależy od tego co macie pod ręką. Uwaga, to właśnie ten etap kiedy będziemy rozróżniać Karkówkę A od Karkówki C (Karkówki B nie ma, bo B można czytać jak „be” a „be” może nie smakować, albo takie przynajmniej sprawiać wrażenie).

    Wersja A: Bierzemy szklankę, do szklanki dajemy oliwę z oliwek i przyprawy: papryka, pieprz cayene, oregano, odrobina chili, oregano, sól, pieprz, można dodać trochę czosnku – do smaku. To znaczy jak ktoś lubi to doda na pewno, jak ktoś nie lubi, to niech spróbuje i przestanie wybrzydzać. Wszystko należy wymieszać  i zaczekać do kroku piątego.

    Wersja C: Bierzemy szklankę, do szklanki wlewamy oliwę z oliwek i trochę słodkiej papryki, można dodać odrobinę(!) miodu. Ważne aby pod ręką mieć kolendrę. Wszystko wymieszać (kolendrę mieć pod ręką).

    Krok piąty: smarujemy pokrojone mięso tym, co mamy w szklaneczce. Cierpliwie, plaster po plastrze. Jeśli wybieramy wersję C należy po przesmarowaniu mięsa marynatą posypać je świeżą, świeżo rozdrobnioną kolendrą (bo przecież mamy ją pod ręką). Nie przejmujemy się ty, że pachnie intensywnie. Jak by was rozcierali, też byście pachnieli intensywnie. A na grillu wszystko przechodzi i ładnie się komponuje. Musicie uwierzyć na słowo.

    Drobny dodatek do wersji A: można zalać winem. Najlepiej czerwonym, wytrawnym lub półwytrawnym. Dodatkowa uwaga dla miłośników czerwonego wina: Nie wypić wszystkiego przed zamarynowaniem. Czerwone wino będzie smakować także przy konsumpcji, a zamarynowane i zalane winem mięso będzie smakować wyśmienicie. Po tych wszystkich działaniach, mięso w misie wygląda mniej więcej tak: 21

    Misę należy teraz zabezpieczyć folią spożywczą i wsadzić do lodówki. Mięso zamarynowane musi się teraz wymoczyć w tej naszej tajemniczo pachnącej miksturze. A my? Zanim zaczniemy grillować, musimy posprzątać, ponieważ każdy szanujący się facet przygotowujący jakiś posiłek gotuje we wszystkich garnkach znajdujących się w domu (w razie deficytu można pożyczyć od sąsiada, no chyba że on też właśnie gotuje…) i to gotuje we wszystkich jednocześnie. Kobiety – to chwila dla Was, teraz możecie załamać ręce, ponieważ Wasza kuchnia w szczegółach i w ogólności ma wszelkie prawo wyglądać mniej więcej właśnie tak:

    22

    Ale wierzcie mi, warto.

    Krok szósty: tak przygotowane steki – od teraz możemy je tak nazywać i biada temu kto podważy nasze słownictwo! – ekspediujemy na całą noc do lodówki. Niech się przegryzie i niech się przygotuje na długie podpiekanie na wolnym ogniu.

    A co my mamy do zrobienia? Możemy wypić resztę wina.. nie oszukujmy się, zdążymy sobie jeszcze kupić nowe. Możemy też pojechać kupić jakiś grill. Przecież nie robiliśmy tego wszystkiego na darmo, nie?

    Wszystkim odważnym i zdeterminowanym życzę smaczego. Na zdrowie;) A.. jak steki wyglądają w wersji ostatecznej? Mniej więcej jakoś tak:

    36

    Krok siódmy, ostatni: Tak przygotowane steki konsumujemy. Nie szczędzimy sobie i kucharzowi pochlebstw i wina. Czekamy na komplementy i zachwyty ze strony współbiesiadników. I niech spróbują nie być wylewni…

    Uwaga końcowa – nieciekawe dygresje i małolotne żarciki nie wpływają na końcową jakość potrawy;)

  • Przesłuchanie z dostawą do domu

    Na wstępie, założenie wstępne. Notka będzie dotyczyć wydarzeń, które nastąpiły kilka dni po zgłoszeniu przez panią Cugier-Kotkę pobicia. Nie chcę kwestionować prawdziwości zdarzenia, jakie ją spotkało, a agresja jej okazana – niezależnie od formy – nie powinna była mieć miejsca. I jeszcze drobiazg – ta pani już nie jest aktorką. Była nią w spocie PO, była nią w spocie PiS, ale występując na wiecu tych drugich, wystąpiła z roli. No chyba ze założymy, że wszyscy tam obecni to byli aktorzy, którzy wydukali napisane wcześniej role. Wtedy smutne jest tylko to, że za dużo jej płacą. Pani C-K oburza się za to, że ktoś obraża ją, za to, że wykonuje swój zawód. Otóż nie. To nie jest aktorka która zagrała dziwkę, to nie jest aktorka która zagrała zakonnicę. To jest aktorka, która dała się wykorzystać politycznie. Albo z wyrachowania, albo z głupoty. Jedno i drugie nie usprawiedliwia jej zachowania i zdziwienia, ani nie usprawiedliwia żadnych wyrazów agresji jakie ją spotkały. O samej pani pisałem wczoraj. Dziś – uwaga dotycząca tego, co dzieje się kilka dni po upublicznieniu sprawy.

    Niesamowite. Wystarczy być aktorką spotu politycznego, a jeśli stanie Ci się krzywda i nie ruszysz własnych czterych liter na komendę, a jeśli już ruszysz, to będziesz zbyt zmęczona żeby złożyć zeznania, to policja przyjdzie do Ciebie do domu, by móc przy herbatce porozmawiać o tym, co Ci się stało. Jacy oni <wyraz powszechnie uznawany za wulgarny> wspaniali.

    Mało tego, pani aktorka zapomniała kto ją pobił. Nie chce robić portretu pamięciowego – zmęczona. Być może w piątek będzie przeglądać podobizny potencjalnych sprawców. Może sobie coś przypomni. Najpierw była w szoku, teraz ma amnezję. Obawiam się, że niedługo się okaże, że jej się przywidziało. Co więcej, mam wrażenie, że robi wszystko, żeby tych ludzi nie złapać. Ktoś ją obraził, pobił, a ona nie ma najmniejszej ochoty dochodzić sprawiedliwości. No chyba, że można opluć rządzących przed kamerami. Dziwne to. Chciałbym, żeby ta jedna sprawa została wyjaśniona do końca. Albo z wyłapaniem sprawców, albo… no właśnie. Dowolne inne albo tak naprawdę oznacza koniec dla dowolnej kariery pani C-K. I aktorskiej i politycznej.

    Szkoda mi jej rodziny. Nie zasłużyła sobie na taką jazdę.

  • Miau;)

    miau

    Cóż.. nieostre.. to fakt. Ale i tak kotek robi miau;)

  • Takie dziwne spostrzeżenie

    Akcja z panią aktorką ze spotów PO, potem PIS, jest kurde dziwna. To znaczy to żę ona jest dziwna, to żadne spostrzeżenie, bo to wyciągają dziennikarze. Natomiast – pomijając jej wielki szok, wielkie zmeczenie, brutalne pobicie i zaczepki słowne – i żeby nie było wątpliwości, ani jedno, ani drugie nie jest wybaczalne; Wydaje mi się, że cała akcja jest mocno naciąga i podciągana pod zagrywki polityczne.

    Ciekaw jestem komu do głowy przyszło polowanie na głowę pani aktorki, o której w zasadzie wszyscy zapomnieli. Przynajmniej do czasu, kiedy została  skopana.

    Ciekaw jestem, dlaczego pani aktorka, która utożsamia się z tym co gra, dzwoni na hotlajny _płatnej_służby_zdrowia_, (tej samej służby, która ma być flagowym projektem PO, projektem z którym ona się zdecydowanie nie zgadza).

    Ciekaw jestem, po co pani aktorka dzwoni do znajomych adwokatów, którzy – ZNAJOMI! – odmawiają jej pomocy ponieważ są sympatykami PO…

    Rozumiem szok i przerażenie, ale pierwszą rzeczą, o której mówi się dziennikarzowi  pytającego o eurowybory, to pobicie. Ale nie – nie powiedziałam, bo nie pytał…

    Nie chcę kwestionować zajścia, nie mam podstaw. Ale próba podciągnięcia go pod akcje polityczne, typu: Ci ludzie wyglądali na wykształconych… to po prostu nie na miejscu. Tej pani trzeba pomóc, a nie nakręcać tą sytuację. Bo dopiero to się może źle skończyć.

  • Trzymajmy się z daleka od kuchni

    Ostatnio usłyszałem radę, aby decydując się na konsumpcję w wybranej restauracji, sprawdzić jak utrzymane są toalety, ponieważ ich stan będzie odpowiadał higienie jaką spotkać można w kuchni. Uwaga cenna, dlatego ją przytaczam, ale też pasuje mi do dzisiejszego konceptu. W restauracji do kuchni nas nikt nie zaprasza. Bo nic nam do tego, jak wygląda jedzenie zanim trafi na nasz stół. Nic nam do tego, jakimi słowy swoich pomocników łaje kucharz. Nic nam do tego.

    Dziś odnoszę wrażenie, że podobnie rzecz ma się z telewizją, a przynajmniej z niektórymi jej bohaterami. Może bohaterzy to za duże słowo… postaci jest lepsze, bezpieczniejsze. Chcesz komuś znanemu wyciąć numer? Nic prostszego, nagraj go, gdy jest pewien, że kamera jest wyłączona. Przytrafiło się Lisowi, przytrafiło się Durczokowi. Ale ich troszkę rozumiem. Rozumiem ich poczucie odpowiedzialności za serwowany produkt. Rozumiem ich irytację gdy widzą tumiwisizm ekipy, z którą pracują, a której są twarzą. Bo jeśli w Faktach coś pójdzie nie tak, nikt nie będzie pamiętał o reżyserze, dźwiękowcu czy producencie, ale każdy zapamięta twarz i słowa spikera. Magia telewizji. (więcej…)