Tag: Polityka

Czy tego chcemy czy nie, czy nam się to podoba czy nie, polityka niestety wpływa na naszą rzeczywistość. Częściej niestety wywołuje zgrzyt na twarzy, albo niesmak. Polityka potrafi sprawić, że w kieszeni otwierają nam się noże, a pięści zaciskamy mocniej, najczęściej z bezsilności. Wszech nam towarzysząca polityka.

Nie sposób się na nią obrazić, nie sposób stanąć wobec niej okoniem. Pozostaje próbować ją lepiej rozumieć,  Powinniśmy też czujnie przyglądać się „uprawiającym” ją politykom. Żeby przypadkiem nie poczuli się bezkarni i „wyjęci” spod obserwacji.

Czasem bezsilność prowadzi do determinacji, wiec dla części obserwatorów przychodzi moment, kiedy mówią dość i od biernego obserwowania, wchodzą do czynnej polityki.

Tu znajdziesz moje spostrzeżenia o polityce, politykach, władzy, także o języku, który jest w polityce wykorzystywany.

  • 1% podatku dla partii politycznych? Jestem na tak!

    Dziś rano w radiu TokFm Jacek Żakowski w rozmowie z Łukaszem Gibałą przekonywał, że koncepcja aby przekazywać jeden procent podatku na partie polityczne w sposób podobny do tego, jak wolno nam przekazać część płaconego podatku na organizację pożytku publicznego to zło wcielone. Jednym z używanych argumentów jest twierdzenie, że przy takim rozwiązaniu to bogaci będą decydować o władzy a zwykli ludzie będą mieli mniej do powiedzenia i że to doprowadzi do tego by bogaci się bogacili a biedni pozostawali biedni… Pozwolę się sobie z tą tezą nie zgodzić.

    Po pierwsze, takie rozwiązanie pozwala na płacenie tym, którym chcemy płacić. Nie tym, którzy akurat w tej chwili są przy żłobie/korycie/władzy. Co więcej, pozwala nam podejmować decyzję co rok, a nie co cztery lata. Oznacza to, że nasi kochani politycy musieliby się częściej starać o nasze „tak”. Może zaczęli by coś robić… Poza tym, może trudniej zdobyte pieniądze (bo trzeba za nimi pochodzić) wydaje się inaczej, niż te, które wpaść muszą.

    Po drugie, bogaci zazwyczaj nie są bogaci dlatego, że są głupi. Zwykle aby zdobyć pewien kapitał, trzeba wykazać się determinacją, skutecznością (czasem bezwzględnością), ale aby te pieniądze utrzymać, trzeba umieć je liczyć i wydawać. Jak wydasz za dużo – tracisz. Jak wydasz źle – tracisz. Jak przechomikujesz – tracisz. Jaki z tego wniosek? Bogaci znają wartość pieniędzy. Co więcej, bogaci to czasem także ludzie rozsądni, wyrachowani, znający związek między przyczyną i skutkiem. Państwo powinno być wyrachowane, rozsądne, wypłacalne. Powinno wiedzieć ile ma i ile może wydać. Wniosek – wolę, żeby ewentualny większy wpływ na wybór władzy mieli ludzie, którzy pracują pieniędzmi, niż ludzie, którzy oczekują, że ktoś im pieniądze da. Poza tym, nie oszukujmy się, bogate oszołomy znajdują po każdej stronie sceny politycznej.

    Mądrych jest raczej mniej, niż głupich. Wykształconych, utalentowanych, pracowitych jest mniej niż leniwych, małorozgarniętych i sfrustrowanych. Niewielu jest ludzi, którzy odnoszą sukces. Ale wg opinii pana Jacka perspektywa, w której odrobinę większy wpływ na naszą rzeczywistość mają ludzie, którzy coś osiągnęli, jest przerażająca. No tak, być rządzonym przez ludzi, którzy coś wiedzą… Brrrr… Ohydztwo… Nie takeśmy się walcząc o demokrację umawiali…

  • Kibice wkraczają do polityki…

    Nie lubię obłudy. Żadnej. Ani telewizyjnej, ani prasowej, ani żadnej innej. Nie lubię, kiedy ktoś kłamiąc w żywe oczy, próbuje odwracać kota ogonem. Nie lubię. Przez długi czas wydawało mi się, że żyjemy już w czasach, kiedy jesteśmy choć trochę odporni na manipulacje i na to, że ktoś nam będzie wciskał kit, bo ten powinien nam już wyłazić uszami. A potem oglądam takie coś:

    albo tu:

    Takie troszkę pomieszanie z poplątaniem, odnoszę wrażenie.

    Nie zapominajmy, że pan trybun ludowy, pan Piotr Staruchowicz ubliżał właścicielowi klubu, nie zapominajmy, że pobił piłkarza (może w emocjach, może sprowokowany(?), ale fakt pozostaje faktem). Przy okazji, pan Piotr Staruchowicz zaznacza, że nie widzi nic złego w odpalaniu rac, a to jest z polskim prawem i regulaminami stadionowymi niezgodne. Jest niebezpieczne – byc może nie w rękach pana Piotra Staruchowicza, ale w rękach róźnych ludzi, za których pan Piotr Staruchowicz odpowiedzialności nie bierze. Choćby nawet tak mówił i tak czuł, to jednak jej nie ponosi.

    Po drugie, przeraża mnie to, że kibice idą łapka w łapkę z PiS. Wydaje im się, że to oni dyktują warunki, wydaje im się, że teraz to oni rozdają karty. Że „wygrają ten bój tak, jak wszystko co dotychczas wygrali”. Tylko że oni są potrzebni prezesowi do ujadania premierowi. Tylko do tego i jak tylko ta zabawa się skończy, tak szybko przestaną być potrzebni. Ale uśmieję się, jeśli pan Piotr Staruchowicz wystartuje w jakichś wyborach – nie dlatego, że mu nie wolno, ale dlatego że – przypuszczam – wystartuje pod skrzydłami pana prezesa Kaczyńskiego. Ale o tym ciiii….

    Po trzecie, kilka dni temu pisałem, że nikt w naszym futbolu za nic nie odpowiada. Ani PZPN, ani kluby, ani kibice, ani policja – no nikt, normalnie nikt. A jak się wreszcie pojawił szeryf, to wszyscy mają mu za złe, że się wpier… wcina w nie swoje sprawy. Nie, nie uważam decyzji Premiera za słuszną, ale być może nie było czasu na inna. Skoro nikt się nie czuje odpowiedzialny, to trzeba uderzyć tam, gdzie najbardziej boli. Po kieszeni. Może to sprowokuje zainteresowanych, do lepszego zabezpieczenia swoich interesów. Może to skłoni kluby i związek do tego, by lepiej zabezpieczały stadiony i imprezy, może to skłoni kibiców, to większej odpowiedzialności za swoich rzucających sztachetami i niszczących trybuny kumpli. Bo, kto wie, może pan Donald się znowu wkurzy i nasz stadion też zamknie. Tak swoją drogą – nie trzeba zmieniać prawa, wystarczy je egzekwować. I to najlepiej na miejscu, wyłapując tych, którzy niszczą mienie. Że to może doprowadzić do eskalacji (o to się rzekomo bała policja w Bydgoszczy)… cóż… policja jest od tego, aby sobie z takimi problemami radzić.

    Po czwarte, tłum kibiców przypomina trochę tłum górników, którzy postanowili wyrwać trochę kasy dla siebie. (polecam wpis na blogu Azraela) Tylko strasznie będzie, jeśli ani z górnikami, ani z kibicami sobie rząd nie poradzi. Bo rząd nie jest od tego, aby ulegać jednej czy drugiej grupie, niezależnie od tego, jak silna będzie. Rząd ma być jak samiec alfa – ma dominować w stadzie. I jeśli pojawi się jakieś szczenię z zapędami do pokazania kłów i pazurów, powinien zostać z całą stanowczością nauczony pokory. A jeśli szczenię wygra, to samiec alfa z podkulonym ogonem powinien się zawijać z tego stada, bo słabe alfa, to złe alfa.

    Po piąte, czy to znaczy, że kibic ma siedzić cicho i grzecznie klaskać na stadionie? Nie. Tylko kibic musi zrozumieć, że jego „zadaniem” jest doping, a nie burda. Że sposobem wyrażania radości nie jest rzucanie krzesełkiem i wreszcie, że nie jest sposobem wyrażania swojej dezaprobaty obijaniem kogoś po głowie. Stadiony nie są miejscem wyjętym z pod prawa (wręcz przeciwnie, tu można zacząć wyraźnie to prawo egzekwować), i skoro nie robię czegoś na ulicy, np. jako kierowca, to czemu mam ochotę to robić jako kibic tej czy innej drużyny. Nie obijam innych pieszych ani kierowców pięściami? Dlaczego? Bo choć czasem mam na to wielką ochotę, to umiem się powstrzymać, bo takie są zasady. Jak z tych zasad zrezygnujemy, to zacznie obowiązywać prawo dżungli. A jeśli zacznie obowiązywać prawo dżungli, to cofniemy się o kilkatysięcy lat w rozwoju cywilizacyjnym…

    Po szóste wreszcie… Nie, nie uważam decyzji premiera za szczęśliwą. Nie uważam, że premier dobrze rządzi. Nie uważam, że to najlepszy rząd na jaki nas stać. Ale wydaje mi się, że i tak jest nieskończenie razy lepszy od rządu zgody narodowej czy tego, który został stworzony na pomy paktu dla polski (czy jak się porozumienie między PiS, LPR i Samoobroną nazywało). Wreszcie nie chcę wiedzieć, jakim samcem alfa będzie (dla niepoznaki nazywany) rząd ekspertów PiSu z SLD… I mam nadzieję, że się nie dowiem. A rząd Donalda Tuska lepszy nie będzie, bo w zaistniałej sytuacji chyba lepszy być nie może.

    Na koniec przytaczam materiał, który zrealizował Polsat Sport dla Cafe Futbol

    CafeFutbol – Dom Zły, czyli kilka (z tezą… przez ProTesster

  • [79-?] Czy umiemy zadawać pytania?

    Jak na razie trwa wielka ofensywa wpisowa – po sali przebiegł cichy szept niedowierzania – że jak to, że drugi wpis w ciągu dwóch dni… szok, absolutny szok. Anyway ad rem.

    Rok 2011 to kolejny rok, w którym wszystko w polskiej polityce będzie podporządkowane wyborom. Może nam się wydawać, że jest inaczej, ale miejmy świadomość, że to nam się tylko wydaje. Politycy będą wiele mówić, wiele obiecywać, zapewniać i czarować. Będą sobie robili całą masę uśmiechniętych zdjęć (choć niekoniecznie zębatych, bo to mogą się komuś skojarzyć z wilkiem, a jak ktoś ma wilcze spojrzenie i wilcze kły, to nikt normalny na niego nie zagłosuje, c’nie?), będą ubierali niebieskie koszule, błękitne krawaty, będą nakładali na siebie tony pudru i będą robili wszystko, aby nam się przypodobać. A my, w całej absurdalnej większości, polecimy na to, jak mucha do… nie, to już lepiej powiedzieć że polecimy jak mucha do kwiatowego kielicha. Przynajmniej kwiatowy kielich lepiej pachnie.

    …czytaj dalej »

  • [78-?] Sondażowe tworzenie nierzeczywistości

    Od jakiegoś czasy mierzę się ze swoim własnym oporem materii. Do głowy przychodzą tematy i spostrzeżenia warte tego, aby je tu przelać, ale pomimo tego że się pojawiają w mojej głowie, na blogu nie pojawia się nic. Niestety… Cóż, postaram się to w najbliższych dniach nadrobić, czas na wielką ofensywę wpisową… zapewne wyjdzie z niej to, co wyszło z każdej dotychczasowej ofensywy rządu Donalda Tuska – szumne zapowiedzi i mało efektów.

    Oglądacie telewizję? Mi się w zasadzie nie zdarza. Nie dlatego, że kradnie czas, ani nie dlatego że jest złem z założenia. Niestety, dostarczana nam telewizja jest zła. Co prawda wciąż to ona odpowiada za kreowanie pewnych wzorców, wynajdywanie gwiazd i celebrytów, ale niestety zamiast podwyższać – obniża standardy. Nie robi tego ze względu na swoją polityczną opcję, czy politycznych przełożonych. Najprawdopodobniej nie robi tego z premedytacją, robi to, bo tak łatwiej. Zawsze było łatwiej rozmawiać o pogodzie, niż o filozofii. O urodzie i stylu, niż o ekonomii. O tematach łatwych, niż trudnych. Tyle tylko, że kiedyś o tym wszystkim mówili ludzie mądrzy. Teraz mówią ludzie. Gwiazdą telewizji może zostać każdy. Nie ma znaczenia wygląd, dykcja, wiedza, umiejętności. Każdy. Są spadające meteory jak Jola Rutowicz (przeraża mnie sam fakt, że wiem o jej istnieniu), są też satelity jak Kinga Rusin. Gwiazdami telewizji stają się pogodynki i pogodynkowie… A szczytem dziennikarstwa staje się podstawienie mikrofonu i zadanie świętego pytania „No i co?” No i gówno, chciałoby się powiedzieć.

    …czytaj więcej »

  • [46-?] Quo Vadis Platformo?

    Jarosław Makowski dziś na łamach Rzeczpospolitej opublikował tekst poświęcony Leszkowi Balcerowiczowi i jego koncepcjach ekonomiczno politycznych. Tekst można przeczytać tu: http://www.instytutobywatelski.pl/pressroom/91/makowski_balcerowicz_ubostwiony

    Znaczenie ma natomiast to, kim jest Jarosław Makowski – to dyrektor ThinkTanku Platformy, Instytutu Obywatelskiego. Można zatem przyjąć, że jego rozważania i jego obserwacje, są podstawą do tworzenia rozwiązać systemowych, jakie wdrażać będzie lub wdrażać chciałaby Platforma. A może – co jeszcze istotniejsze – czego wdrażać nie będzie.

    …czytaj dalej»

  • [28-?] Czyżby kolejne pokolenie utraconych złudzeń*?

    Kilka dni temu Zbigniew Hołdys opublikował w sieci felieton Piramida zwierząt, który nie został opublikowany we Wprost. Powinienem chyba w tym miejscu zaznaczyć, że bardzo lubię jego teksty, zwłaszcza te dotyczące naszej rzeczywistości. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy czytałem po nocach jego  blog, który kiedyś prowadził na interii, a który potem niestety chyba popadł w niełaskę lub zapomnienie, a na pewno nieregularność. Teraz pisze do wspomnianego Wprost, a od czasu do czasu można na niego wpaść na blipie. Podejrzewam też, że każdy blipowicz Wam powie, że ZH jest typem człowieka, obok którego ciężko przejść obojętnie. Jednych zmusza do myślenia, innych irytuje i wkurza. Ja jestem z tych zmuszanych, choć chyba sam przywoływany ma na ten temat inne zdanie (lub zdania nie ma, wszak o mnie wiedzieć nie musi:P )

    A teraz ad rem (lub do adremu, jak kto woli:P). Przeczytajcie Piramidę, bo tam pojawia się ostra krytyka wobec naszej klasy politycznej i naszych politycznych „gwiazdorów” w szczególności pana viceMarszałka i pani posłanki rodem z PiS. Jest też wzmianka o tropicielu wszelkich agentów i ministrze od armii… Diagnoza jest prosta – klasa polityczna jest zła, przeżarta i niezmienna. I ta niezmienność jest tym, co jest bardzo złą wróżbą – bo, jak myślicie, spośród kogo wybierać będziemy za kilka miesięcy? I czyje twarze oglądać będziemy kiedy ruszy nowa kadencja? No właśnie – te same…

    …czytaj dalej»

  • [21-?] Dewaluacja słów… i innych takich tam…

    Hańba! Zdrada! Tchórzostwo! Honor! Wstyd! Żenada! I cała masa innych równie czułych słówek, rzucana, wypowiadana, wreszcie cedzona przez ludzi, którzy… nie mają już nic do powiedzenia. Ich słowo nic nie znaczy, zmieniają poglądy jak rękawiczki, a najlepiej się czują, kiedy mogą rzucać w swoich rozmówców błotem i jeszcze udawać, że im przystoi… Że oni są moralnie upoważnieni do takiego zachowania.. wstyd mi wtedy… a straszne jest to, że im już jest wszystko jedno. Nie mają nic innego, moją jedynie jadzić… a im mniej maja do powiedzenia, tym większych słów używają, aby zwrócić na siebie uwagę… wiec będzie tylko gorzej.

    A kolejni już stoją w kolejce. Ponieważ nie istnieją bez mocnych słów, twardych kwestii i skandalu, będą szukać okazji. I zawsze będą na nie… Taki pan Dubieniecki… mąż swojej żony, zięć swego teścia… roku temu – zwykły człek. Dziś – wielka persona świata polityki. Rozdaje karty, sufluje Wielkiemu Wujowi (mniejszemu), kto wie, może będzie z tego kariera.. Może zostanie posłem, może ministrem… A wszystko dlatego, że wie kiedy w odpowiednim czasie rzucić jakiś pikantniejszy kawałek…

    …czytaj dalej»

  • [4] Obejrzane – Tego się nie da oglądać…

    „Jak to się robi” czyli wielka blaga Piotra Tymochowicza. Hardcore totalny, a jak się to ogląda, to się wszystko w człowieku przewraca. A co jest najgorsze to to, że po pierwsze – ci ludzie w to wierzą, po drugie inni ludzie wierzą w to co wierzą ci pierwsi, a po trzecie.. i nie wiem czy to jest najgorsze czy najbardziej rozbrajające – jak się tych wszystkich „mądrości” posłucha, to potem wychodzą wszystkie „genialne” zagrania Palikota… I chyba jednak ogłoszenie współpracy z macherem politycznego wizerunku było ostatnim, wcale nie najważniejszym etapem współpracy – to troszkę jak spuszczenie wody po wizycie w kiblu – ma niespecjalne znaczenie, ale jak się tego nie zrobi, to zostaje smród. Potem pozostaje jedynie umyć ręce.

    No, ale jak się okazuje Piotr T jest rozchwytywany. Zna go Miller, Lepper do niego dzwoni, zna posłankę, która zna marszałka… ech.. paw i ściema ściema ściema. A jak macie wątpliwości, to dzwońcie do Wałęsy.

    Jedyny pozytyw filmu, to Hugo Bader, który próbuje wytrwać… Ja bym chyba odpuścił…

  • [11-2] Dwaj przyjaciele z ekranu…

    Palikot odjeżdża. Możemy mu już pomachać białą chusteczką na drogę, a potem otrzeć łzy i wrócić do rzeczywistości własnej, siermiężnej, codziennej. Janusz pali kota i łapie się brzytwy. Łapie się blagiera, który kiedyś wiedział, co mówi, a teraz już tylko mówi – gada i ględzi i coraz mniej w tym sensu i smaku i uroku.

    Palikot ogłasza wielki polityczny transfer i robi konferencję pod biurem PO – dlaczego właśnie tam? Ano po to, aby skusić media ciekawym kąskiem – ktoś się z PO wyłamał. I co? I figa – pokazuje się Pepe Tymochowicz, który mówi – „to ja jestem ten wielki transfer, to dla mnie tu przyszliście” – słabe, oj słabe.. a jeszcze po chwili dodaje – „Nie prawdą jest, że Janusz Palikot coś tam coś tam”. Piotrze Tymochowiczu.. nie idźcie tą drogą, nauczcie się polskiego, najlepiej od Leppera i przestańcie robić borutę… …czytaj dalej»

  • [5] Z braku laku – Niesiołowski

    Wiedziałem, że taki dzień przyjdzie. Taki moment, kiedy siądę przed klawiaturą zmuszony przez własne sumienie i złożoną sobie obietnicę aby napisać wpis na dziś, ale pisać nie będę miał o czym. Taki mało refleksyjny dzień nadszedł dziś – przerażająco szybko.

    Na kłopoty są jednak rozwiązania, tak jak na boleści są maści. Moim kołem ratunkowym jest Stefan Niesiołowski, gwiazda polskiego parlamentu, facet oczytany, znający języki, do tego władający polską mową tak, że nic tylko słychać. A potem się czerwienić, czerwienić, czerwienić…

    …czytaj dalej»