Tag: Polityka

Czy tego chcemy czy nie, czy nam się to podoba czy nie, polityka niestety wpływa na naszą rzeczywistość. Częściej niestety wywołuje zgrzyt na twarzy, albo niesmak. Polityka potrafi sprawić, że w kieszeni otwierają nam się noże, a pięści zaciskamy mocniej, najczęściej z bezsilności. Wszech nam towarzysząca polityka.

Nie sposób się na nią obrazić, nie sposób stanąć wobec niej okoniem. Pozostaje próbować ją lepiej rozumieć,  Powinniśmy też czujnie przyglądać się „uprawiającym” ją politykom. Żeby przypadkiem nie poczuli się bezkarni i „wyjęci” spod obserwacji.

Czasem bezsilność prowadzi do determinacji, wiec dla części obserwatorów przychodzi moment, kiedy mówią dość i od biernego obserwowania, wchodzą do czynnej polityki.

Tu znajdziesz moje spostrzeżenia o polityce, politykach, władzy, także o języku, który jest w polityce wykorzystywany.

  • Język, a polityka

    Przestaliśmy się słuchać. My naród. Na każdym możliwym poziomie. Nie, nie przestaliśmy słuchać wczoraj. Nie słuchamy się od lat. Choć może nigdy tego nie robiliśmy, może zawsze chodziło o wykrzyczenie, a jeszcze lepiej narzucenie swoich racji. I nie w tym rzecz, że ktoś nie słucha teraz tego co my mamy do powiedzenia, ale zwróćmy uwagę że my także nie słuchaliśmy wcześniej tych, którzy teraz nie słuchają nas. I nie słuchaliśmy ich, bo oni nie słuchali nas, a wszystko to dlatego, że wcześniej… I tak można drążyć, i zawsze ktoś znajdzie okazje, żeby wytłumaczyć, że pierwsza to jednak była kura, przed, którą jednak było jajo..

    (więcej…)

  • A czy Ty weryfikujesz informacje, którymi się dzielisz?

    Od ponad dekady żyjemy w XXI wieku. Ta dekada upływa pod znakiem informacji. Nie pamiętamy (a coraz większa część z nas nie zna) świata bez Internetu, bez wszechobecnych telefonów komórkowych, bez wszechwiedzy dostępnej na wyciągnięcie ręki. Wszyscy wiemy, jak z niej korzystać. Już nie potrzebujemy gromadzić wiedzy, nie potrzebujemy zapamiętywać faktów czy reguł, nie potrzebujemy uczyć się tabliczki mnożenia. Być może już niedługo nie będziemy potrzebowali się nawet uczyć języka, bo albo usługa tłumaczeń „over the air” będzie – jak Internet – szybka, wygodna i wszechdostępna. Zapewne wkrótce ktoś sprytny znajdzie sposób na to, aby zacząć się komunikować na poziomie myśli, a nie słów i wtedy też będzie (przynajmniej pozornie) prościej.

    Czy XXI wiek oprócz przynoszenia tak wielu ułatwień i udogodnień, przyniósł nam jakieś nowe wyzwania?

    Blisko cztery lata temu pisałem o tym, ze Internet stał się współczesną stajnią Augiasza. Mamy tu przeładowany teatr rozmaitości, targ na którym znajdziesz wszystko. I o ile wtedy skupiałem się na tym, że dobrze by było ten targ uporządkować, o tyle tym razem mam wrażenie, że trochę problematyczne jest to „wszystko”. Bo wszystko, niestety nie oznacza wszystkiego co dobre. A raczej oznacza jedynie „wszystko co dobre”, w tym zbiorze znajdziemy też wszystko co głupie, śmieszne, straszne ale też wszystko co błędne. Błędne przypadkiem, lub błędne celowo. (więcej…)

  • Nie będę płakał po Platormie, czyli Polska po wyborach

    Króciutko… bo i tekst chyba po czasie… Platforma na swój wynik wyborczy pracowała długo. I nie chodzi nawet o ostatnie 8 lat (choć oczywiście również) ale też nic nie proponowała. Jedyne co mówiła, to – jak nie zagłosujecie na nas, przyjdzie PiS – bójcie się i z tego lęku zagłosujcie na nas. I co? Straszak za słaby, konkretów brak, te osiągnięte 24% to i tak cholernie dużo. Wciąż jeszcze stoi za Platformą elektorat, tylko że Platforma chyba nie wie, jak do niego mówić i zamiast szukać i dopracować pomysł na siebie, skupia się na tym, że oberwała w dwóch kolejnych wyborach. Kluczem jest perspektywa, ale zwykle jak się nie wie co się robi, to się robi głupoty. A Platforma sprawia wrażenie, że nie wie co robi. Serio Giertych? Serio Kamiński? Serio Niesiołowski? Cóż takiego wymieniona trójka miała do zaproponowania… Jeszcze Dorn, Napieralski…

    Nie będę płakał. Żalu do ustępującej władzy trochę mam – afery, nieudolność lub brak działania, grabież OFE, brak planu na przyszłość, brak wizji… Brak czegoś więcej niż skupienia się na przetrwaniu i „niebyciu PiSem”. Natomiast z wszystkich wyżej wymienionych najbardziej doskwiera – chcemy rządzić, bo chcemy władzy, ale co z tą władzą zrobić – nie mamy pojęcia. A tak swoją drogą, jeśli najlepszą odpowiedzią Platformy na porażkę w wyborach jest „każda władza się zużywa” to gratuluję głębokiej analizy i czekam na dalszy rozkład.

    Wciąż zaskakuje mnie to, że najlepsze wnioski i obserwacje tego, co się dzieje politycznie ma Aleksander Mem Kwaśniewski… może dlatego, że on już nie musi się w tym taplać.

    PiS… zwycięzca, który zgarnął wszystko i teraz za wszystko będzie odpowiadał. Ciężko będzie wytykać, że nie mogą czegoś zrealizować, bo nie pozwalają „przystawki”… Teraz przystawki nie będą potrzebne, za to wizja, którą kreślili idąc po władzę przeraża… Bo rozdawnictwo (staliśmy się nagle bardzo bogatym krajem, który wszakże jest „w ruinie”), bo obyczajowo zapowiada się ciekawie… I nie chodzi mi o to, że mam problem z tym, co myślą sobie bardziej konserwatywni ode mnie. Problem mam z tym, że bardziej konserwatywni ode mnie nie zostawiają miejsca na myślenie mniej konserwatywne od ichniego. Boję się trochę ludzi, którzy do władzy zostaną nominowani. I nie myślę tu o Antonim, trochę bardziej niepokoi mnie np. Jarosław Gowin… Niby nic wielkiego, ale wciąż nie mogę wyjść z podziwu jak były minister sprawiedliwości mógł nie wiedzieć jak działa przedłużenie ciszy wyborczej (to jeszcze z czasów wyborów prezydenckich). Zwyczajnie mam wrażenie, że raczej słaby rząd zastąpi równie słaba ekipa, która różnić się będzie tym, że będzie narzucać tylko swoją wizję rzeczywistości. Choć chcę wierzyć, że gdyby tak się miało wydarzyć, to ta władza nie wytrzyma czterech lat (co zresztą w czasach „nowożytnych” udało się tylko ekipie Tuska)…

    i jeszcze słówko o tej wizji „Polska w ruinie”… To co mnie przeraziło, to blisko 40% które, można odnieść wrażenie, uwierzyło w taką interpretację naszej rzeczywistości, z którą ja się nie zgadzam. I nie, nie chodzi mi o to, że jesteśmy krajem mlekiem i miodem płynącym. I nie. nie chodzi mi też o to, że nie ma czego naprawiać. Raczej o to, że nie uważam, aby Polska była w ruinie, co więcej, w moim odczuciu zaspokajanie najprostszych instynktów (jak choćby rozdawnictwo na dzieci, „ratowanie” kredytów frankowiczów (a jeszcze lepiej także tych złotówkowych), lub wysokie opodatkowanie wszystkiego, co jeszcze potrafi w Polsce pieniądze zarabiać) może nas do takiej ruiny doprowadzić. Bo nie stać nas na to, a skoro nas na to nie stać, to żeby móc takie kaprysy (tak właśnie, kaprysy) społeczeństwa spełniać, trzeba będzie albo zaciągać dalsze długi (zły pomysł) albo.. no właśnie, co? Podwyższyć podatki? A wszystko to w mocno niespokojnych czasach geopolitycznych. I to bardzo blisko nas. I dlatego gorąco proszę, o więcej rozwagi i ostrożności, a mniej ułańskiej fantazji, wywijania szabelką, pchania się na sztandary i zostania Chrystusem narodów.

  • Zew krwi a społeczeństwo piranii

    Znowu politycznie. I z każdym wpisem coraz smutniej.

    Miałem nadzieję, że wraz z ogłoszeniem wyborów emocje opadną. Że wrócimy do codzienności, zajmiemy się pracą, dziećmi, rozrywką. Przestaniemy zajmować się polityką i wytykaniem wszystkim wokół, że są źli i głupi. Tylko że wraz z końcem jednej kampanii płynnie przeskakujemy do kolejnej, a skoro dotychczas tak dobrze żarło i Internet okazał się taki fantastyczny i taki skuteczny, to po co przestawać? Mam wrażenie, że w wielu z nas (niezależnie od poglądów) budzi się duch Sikorskiego i słodko zajadłym głosem cedzi prosto do ucha „na co czekasz, teraz jest czas na dożynanie watahy”… Obrzydlistwo.

    Ci co przegrali liżą rany pakując walizki i lamentując jak to będzie źle. Podkreślają że „#toniemójprezydent” albo wypatrują wyskakującego zza węgła Macierewicza z Kurskim czy Błaszczakiem. Swoją drogą, jeśli PiS się czegoś powinien nauczyć, to tego, że tych ludzi trzeba trzymać z daleka od mediów… Może nauczą się do tego stopnia, że z nich zrezygnują, żeby nie robić sobie pod górkę (o obciachu nie wspominając…) To by był dopiero rechot historii – PiS musi się zmienić bo wygrywa…

    Platforma nie kuma. Nie rozumie, że obrywa za swoje 8 lat i pożegnanie Komorowskiego to może być jedynie przygrywka. Brakuje w PO chyba kogoś, kto by towarzystwo ustawił do pionu, wyznaczył kierunek i narzucił tempo… Brakuje organizatora, a im dłużej ten stan się będzie utrzymywać, tym bardziej gorąca będzie atmosfera, tym większe będzie ciśnienie i większa szansa, że żadne ramy tego nie wytrzymają i rozpierzchną się członkowie po ideowo bliższych i dalszych kręgach.

    Z coraz większym obrzydzeniem czytam co na TT pisze Jarosław Gowin… a wydawał się jakby poważniejszym człowiekiem. Cóż, kiedy włazisz między wrony, przypraw sobie dziób i ogon. I koniecznie rób wszystkich na szaro.

    Swoją drogą, coraz bardziej miałka ta nasza polityka. Już nie musi o nic chodzić, już nie trzeba mieć żadnego celu, nie warto przejmować się wartościami, po co komplikować sprawy. Te wybory wygrał Internet. Memy wygrały. Szydera wygrała. Nie możesz z kimś wejść w polemikę – wyśmiej go. Kłam, obiecuj, stosuj sztuczki. Krzycz, szukaj świrów – kamera kocha świrów… Pokaże takich telewizja, ludzie chcą oglądać pokracznych, zidiociałych, z parciem na szkło. Słabością demokracji zawsze było to że mądry i głupi mają tak samo istotny głos. Mało tego, mądrzejszy zawsze w demokracji z dwoma głupimi przegra. A głupich, smutna prawda, zwykle jest więcej. Ale w dobie internetu doszedł jeszcze jeden element – ponieważ każdy może krzyczeć, to krzyczą wszyscy. I znowu – głupców więcej, krzyczą głupio ale donośnie. W tym hałasie coraz trudniej wyszukać ludzi którzy a) wiedzą co mówią b) mówią z sensem c) mają jakąś wiedzę która uprawdopodabnia punkty a i b. Zwłaszcza że do tego, żeby coś mądrego powiedzieć, zwykle trzeba chwili namysłu. Byle jaki mem stworzyć znacznie łatwiej. A ciemny lud nie tylko kupi, ale i z rechotem będzie udostępniał.

    Ale nie to w tym wszystkim smuci mnie najbardziej. Przeraża mnie to, że idziemy w te gierki. Że wciąż na tych, którzy myślą inaczej niż my patrzymy z żądzą krwi w oczach i czekamy tylko, żeby im dokopać najchętniej dodając przy tym, że to ich wina, bo my święci. Oni są zmanipulowani, bo prawda jest nasza. Oni kłamią, ich prawda w oczy kole. A ponieważ teraz pluć na (wciąż jeszcze obecnego) prezydenta jest w modzie – plujemy. Wygraliśmy wybory, więc teraz będziemy rozdawać razy. Będziemy decydować o tym, kto prawomyślny, kto uczciwy, to winny. Będziemy rozliczać za wszystkie prawdziwe i domniemane wykroczenia i występki. Rozliczać kochamy jak nikt. Grzebać się w przeszłości i udowadniać własne racje. Żeby nam coś z tego przychodziło.. żeby to stanowiło jakąś wartość, jakiś fundament na którym można stawiać coś trwalszego… Jakoś mi się nie wydaje.

    Coraz częściej mam wrażenie, że nie chcemy i nie lubimy rozmawiać. Nie mamy ochoty posłuchać co do powiedzenia ma ktoś, z kim się nie zgadzamy. Wiemy lepiej i nasze musi być na wierzchu.Jakby od tego, że posłuchamy cudzego argumentu i go rozważymy miał się zawalić świat. Smutny to świat, który ślepy jest na wiedzę „z zewnątrz”. To fanatyzm… tylko gdzie nas on może doprowadzić? I tym sposobem mi smutno.

    Kilka razy pisząc tę notkę przerywałem spisywanie kolejnych myśli, zastanawiając się nad sensem ich pisania. Czy mam coś do napisania? Czy to coś zmieni… znowu to samo, znowu grzęźniemy w tym samym bagnie a i mi wątki składa i splata się coraz trudniej. Wszystko dlatego, że chcę wierzyć, że potrafimy inaczej, ale nas widać dużo bardziej bawią znane wojenki. Wszak teraz kto inny w ofensywie. A tylko głupiec nie napiera dalej, gdy przeciwnik oszołomiony. Tylko idiota nie próbuje udowodnić swojej siły kiedy ma do czynienia ze słabszym. Tylko idiota mając za sobą większość przejmuje się tym, co do powiedzenia mają ci w mniejszej grupie. Przecież nie o to chodzi w demokracji.

    Tylko wiecie… im dalej w las, tym więcej drzew i ciemniej jakby też. I za tę wędrówkę w głąb przyjdzie nam kiedyś zapłacić. No a kto zapłaci? Pan zapłaci, Pani zapłaci, społeczeństwo… Bo pamiętajcie, politycy są bogaci naszymi pieniędzmi i strasznie łatwo przychodzi im nimi szastanie. A tymi kosztami, co to je przyjdzie zapłacić w przyszłości nie przejmują się wcale.

  • Lata mijają, a Kali ma się dobrze

    Kilka luźnych spostrzeżeń powyborczych.

    Wieczór wyborczy śledziłem na twitterze. Ja wiem, Twitter nie jedno ma imię i jakich sobie wybierzesz obserwowanych, tak sobie potem czytasz. Jakiś czas temu, teraz już nie wiem na ile świadomie i na ile z premedytacją, wybrałem do grona obserwowanych ludzi o poglądach ode mnie zgoła odmiennych. No i potem co wszedłem na TT to mi jadem we mnie pluło. Korciło mnie, żeby ich ze swojej rzeczywistości wygonić, bo to przecież takie proste. Ale to że ich wygonię, nie oznacza, że ich nie ma. Są. I mają swoje poglądy. I zwykle moje poglądy się w ich rzeczywistości nie mieszczą. Bo oni mają rację, a ja zdradzam…

    Cisza wyborcza to fikcja. Ploty jak na bazarze. Wszyscy wszystko wiedzą, bez obciachu wszystko piszą. W jednym jesteśmy doskonali – w ignorowaniu prawa. Nie zależnie od tego, czy to prawo wyborcze czy drogowe. Ono jest po to, żeby go inni przestrzegali. Ja – o…o… mogę wszystko (gimbazy nie znajo).

    Społeczeństwo mamy takie, co nie umie w demokrację. I tu dwa niestety konteksty. Mały i duży.

    Mały – w związku z nieszczęśliwym zdarzeniem, śmiercią w jednej z komisji, cisza wyborcza przedłużona o 90 minut. I nagle gwałty, krzyki, ludzie nie rozumieją więc się drą. Że jakim prawem, że na co to komu, że teraz wszyscy będziemy czekać na jedną komisję, że skandal. Otóż, epitet, nie. Nie po to się jeden z drugim dogadał czas jakiś temu, że jak gdzieś jest obsuwa, to reszta czeka, żeby wszyscy obywatele mieli równe szanse i prawo (a – do zagłosowania, b – do tego żeby im nikt nad głową nie krzyczał na kogo mają głosować), żeby teraz dla wygody rozwrzeszczanych, rozemocjonowanych pyskaczy ten moment równości łamać. Tak, Kowale były w mniejszości. Ale na tym demokracja polega, że szanujemy mniejszości. Że potrafimy swój interes poświęcić czasem w imię wspólnej wartości. A jedną z ważniejszych wartości demokracji są – śmiem twierdzić – wolne wybory. Tak, stało się. Tak, poczekamy. Krzywda naprawdę nam się nie stanie.

    I jeszcze dygresja, mamy takiego byłego pana Ministra, co sądy ustawiał i za prawa stanowienie chciał się brać. Ministrem być przestał, więc zgubił notatki, prawa zapomniał i teraz całkiem poważnie pyta:

    Gowin pyta o ciszę wyborczą
    Gowin pyta o ciszę wyborczą

    Panie Ministrze, miałby Pan dość rozsądku o takie rzeczy publicznie nie pytać, bo wstyd. A jak Pan nie wie, to na miłość boską RTFM lub w najgorszym STFW! A nie zachowuj się Pan jak gimnazjalista na sprawdzianie.

    Duży – PIS wygrał pierwsze wybory od dawna i tu – niespodzianka – to pierwsze od dawna wybory, co to ich nikt nie sfałszował. Wszystkie inne były oszukane, ale te co my wygrywamy są ok. Dla mnie to zamach na rozsądek. I – niesamowite – znikopisów nie było. No nie może być. I komisje normalne? No szok.. Szok. W każdym razie jak Polska długa i szeroka przemknął okrzyk zwycięstwa, przykryty zaraz jękiem zawodu pokonanych. Drodzy moi współobywatele – na tym polega urok demokracji. Czasem wygrywają ci, z którymi się nie zgadzamy. Ci sami, którzy przez lata mieli problem z uznaniem wszystkich wyborów wygranych przez Twoich faworytów. Tylko że oni przez ostatnie 8 lat zagryzali zęby i pracowali na to, żeby u nas dało się żyć. Oni żyli w przekonaniu, że rządzący są źli, ale tu żyć trzeba. Wygrał ktoś z ich ugrupowania, więc teraz wszyscy zawiedzeni rzucają łaciną na prawo i lewo, bo oni w tym kraju mieszkać nie będą i że klęska i że trzeba wyjeżdżać. Serio? Pierwszy raz poczułeś od dawna smak goryczy (bo do uczucia niesmaku chyba już się przyzwyczailiśmy) i ajwaj to nie mój kraj, tu się nie da żyć. Jak Kalemu źle, to Kali zły…

    To czy się będzie dało żyć czy nie, nie zależy od nowo nam wybranego Mister Poland (który na pewno będzie walczył o pokój na świecie) ale od tego, czy będziemy uczciwie wobec swoich krajan żyć i pracować. Jak będziemy, to żadna polityka nam nie przeszkodzi.

    Aaa… i pamiętajcie – sondaże, to nie wybory. Gdyby to były narzędzia wymienne, nie trzeba by było wszystkich obywateli pytać o ich zdanie. Wystarczyłaby reprezentatywna próbka wyborców, magia statystyki i za śmieszne pieniądze wybierzemy / wylosujemy / wysondujemy sobie prezydenta. I tak, między innymi dlatego są różnice między sondażem a wyrokiem wynikiem wyborów. To nie oznacza fałszerstwa, to oznacza, że statystyka czasem kłamie i warto o tym pamiętać.

    Dygresyjka… Jakiś czas temu byłem pod wrażeniem politycznych wpisów Krzysztofa Stanowskiego. Miałem nadzieję, że człowiek dotychczas prawie wyłącznie o sporcie, który tak ciekawie zaczął pisać o polityce, będzie miał z każdą notką więcej ciekawego do powiedzenia. I niestety mam wrażenie, że im więcej słów, tym mniej treści, a więcej emocji. A emocje tak potrzebne w sporcie, często w polityce przeszkadzają. A w nadmiarze stają się – moim zdaniem – trudne do przyswojenia.

    I już zupełnie na koniec. Panie Prezydencie Elekcie Andrzeju Dudo, jest Pan totalnie nie z mojej bajki. Nie głosowałem na Pana i w wielu punktach się z Panem nie zgadzam (emerytury, dodatki, in vitro, Jedwabne – żeby wymienić kilka z gatunku „top of mind”). Niemniej jednak, życzę Panu powodzenia w budowaniu dobrego wizerunku Polski i efektywnej pracy nad jej rozwojem. Ma Pan niepowtarzalną szansę wiele osiągnąć. To, czy zostanie Pan zapamiętany jako dobry prezydent, czy jedynie marionetka w rękach innych, zależy przede wszystkim od Pana. Pan już nie ma nad sobą prezesa, ani partii, ani nikogo innego. Odpowiedzialność jest Pana. Niech Pan o tym pamięta.

  • Kandydatów debata nasza powszednia

    Chciałbym, żeby ten tekst był radosny i optymistyczny. Chciałbym dowodzić, że z zadawanych pytań i udzielanych odpowiedzi wynika chęć nawiązania porozumienia i wspólnego kombinowania nad lepszą przyszłością. Niestety, moim zdaniem nie wynika.

    Kandydaci nie słuchają pytań, a już na pewno nie udzielają na nie odpowiedzi.
    Moderatorzy nie mają sposobu aby towarzystwo skłonić do trzymania się reguł ani nie mają narzędzi by móc odpowiedzi na zadane pytania wyegzekwować
    Kandydaci nie mają planów ani konkretów, mają za to sztuczki i wytrychy, którymi chcą zaszachować swoich rozmówców.
    Rozmówców nie interesuje co ma do powiedzenia ich partner, bo to nie partner tylko kreatura, którą trzeba zniszczyć, ośmieszyć, pogrążyć.
    Dla rozmówcy najważniejsze jest by wygłosić swoje tezy, niezależnie od tego czy mówią na temat, ani czy ktokolwiek ich słucha.
    Nie próbują przekonać. Nie potrzebują sposobu na pozyskanie rządu nowych dusz, za to wszystko robią by utrzymać swoje w strachu i mobilizacji.
    Widzowie nie słuchają pytań, nie słuchają odpowiedzi, za to bardzo chętnie wypatrują klucza w mowie ciała, w wieżyczkach składanych palcami.
    Komentatorzy swoje komentarze mają poukładane zanim wypowiedziane zostaną pierwsze debaty słowa.
    Obserwatorzy szukają ciosów, fauli i szpilek rozdawanych przez uczestników.
    A wszyscy uczestniczący w tej zabawie dopatrują się oszustwa na każdym kroku.

    Debata mówi wiele nie tylko o naszych już-niedługo-panujących i niewiele-brakowało-panujących. Dużo więcej mówi o nas.

    Przestaliśmy słuchać, zapomnieliśmy jak się dyskutuje, nie próbujemy się niczego dowiedzieć. Wszyscy wszystko wiemy najlepiej, najchętniej zakrzykując wszystkich, którzy śmią myśleć inaczej. Bo tylko będąc głośniejszymi od innych krzyczących czujemy się pewnie. Bo krzycząc w grupie czujemy siłę i moc naszych bzdurnych argumentów. Odmawiamy wszelkich praw przeciwnikowi, wszak on jest nikim, nic nie wie, nic nie potrafi, na pewno kłamie i lży. Jest głupi i bezmyślny. Jest też niewątpliwie zdrajcą i będzie szkodzić rzeczywistości. A Ci co go słuchają są nawet gorsi. Piętnujemy, z łatwością i rozkoszą. Bo tak prościej. Odmawiamy wszystkim prawa do wizji świata innej, niż nasza. Bo tylko nasza ma rację bytu, każda inna jest zła.

    Debata dwóch panów co to startują na Mistera Poland (ten konkurs na prawdę znaczenie ma mniej więcej wyborów Miss Polonii) budzi w widzach emocje większe, niż niejedno mordobicie. Z tą różnicą, że mordobicie nie ma wpływu na naszą rzeczywistość, a tak emocjonalny spór przeniesie się na codzienność. Codzienność, którą – chcąc nie chcąc – musimy budować razem. A tu ciężko rozmawiać, skoro każdy sporny temat okazją jest do krzyku i zaciśniętych pięści, a nie do wypracowania kompromisu. Smutną widzę przyszłość, niestety. Niezależnie od zwycięzcy.

  • Dlaczego darmowa komunikacja miejska to zły pomysł

    Czas najwyższy zmienić tytuł bloga z „niecodzienny” na „maruder”, „malkontent” lub „za wszelką cenę krytykant”, bo ciągle mam do czegoś ale i nic mnie nie zachwyca. A nie prawda, zachwyca mnie wiele, tylko rzadziej o tym piszę. A nie napiszę że mnie coś zachwyca, kiedy nie zachwyca. No bo jak…

    Skąd mi się ta komunikacja miejska wzięła? Otóż drodzy państwo przed nami wybory samorządowe, więc w ramach kampanii co i rusz pojawiają się różne wyjątkowo dobre pomysły. Ostatnio na fali w różnych miastach, także w tych dużych, wydaje się być „darmowa komunikacja miejska”. Płacisz podatki – jeździsz za darmo. Taki deal. Tylko że… (więcej…)

  • Miasto moje pełne twarzy pięknych… jak z obrazka

    W Krakowie obrodziło nowymi twarzami. Ziorają na mnie zza każdego rogu, wychylają się zza co drugiego słupa, okupują każdą wolną ścianę i wysypują się wraz z kolejnymi ulotkami. Każda z tych twarzy szczerze się do mnie szczerzy, choć jesteśmy sobie obcy, ale też i trochę znajomi. Te nazwiska gdzieś już chyba widziałem… jak przez mgłę pamiętam… to było… tak. Cztery lata temu przy urnie wyborczej te same nazwiska już widziałem. Potem cztery lata ciszy i znowu się widzimy.

    Znam Was wszystkich, nie znając żadnego z Was. Każdy z Was może o sobie powiedzieć coś mniej więcej na tę modłę:

    Jestem przystojny, mądry, skuteczny. Zaradny, pomysłowy, pracowity. Zadbam o Twoje potrzeby, bezpieczeństwo, przyszłość. Dzięki mnie będziesz piękniejszy, sprytniejszy, bardziej potrzebny na rynku pracy. Rozwiążę Twoje problemy. Nie będę organizował igrzysk. Zdmuchnę problem smogu. Nie oszukam Cię. Będę się Tobą interesował. Będzie mnie interesować to, co masz do powiedzenia. Twój problem to mój problem. Jestem dobrze wykształcony, stoją za mną lata doświadczenia, wiem którą ręką sięgać po widelec, a którą po nóż.

    Mów co chcesz, potrzebujesz przecież tylko mojego głosu. Jedyne co krzyczysz, jedyne co słyszę to

    wybierz mnie, mnie wybierz, wybierz…

    Drogie moje piękne twarze… ileż bym dał, żebyście zainteresowali się tym co tam słychać u nas maluczkich częściej niż na miesiąc przed wyborami. Wiem, zarobieni jesteście po łokcie (zwłaszcza tym, żeby te łokcie na prawo i lewo rozdawać w nierównej politycznej walce). Ileż bym dał, abyście zrozumieli że można działać inaczej… ale przecież Wy swoją skuteczność mierzycie właśnie w ilości oklejonych ścian i rozdanej makulatury… Whatever works.

  • Pozorny chrzest bojowy pani premier

    Bawiąc się w domorosłą analizę wydarzeń politycznych, proponuję przyjęcie następujących warunków dla sytuacji początkowej:
    1) Następuje dymisja popularnego, efektywnego i efektownego (w opinii wielu Polaków i członków własnej partii) Premiera.
    2) W jego miejsce, w skutek rozmaitych gier partyjnych powołana zostanie pani Marszałek, o skuteczności której ciężko wiele powiedzieć (zwłaszcza w świadomości wielu Polek i Polaków)
    3) Prawie wszyscy wątpią w niezależność nowej pani Premier
    4) Zanim zaczną się poważne problemy, pani Premier ogłasza że jest kobietą i że to w kontekście polityki coś zmienia.
    5) poważne problemy się zaczną.

    Zadaniem jest zadziałać tak aby:
    Pani premier wyszła na stanowczą
    Pani premier wyszła na samodzielną
    Pani premier wyszła także na efektywna

    Proponowane rozwiązanie:
    1) Potrzebujemy zadymy w nowym rządzie, którą będziemy mogli szybko zamieść „niewielkim kosztem”
    2) Potrzebujemy dużej zadymy z członkiem starego gabinetu, który będziemy mogli szybko ugasić, najlepiej bezkosztowo
    3) Potrzebujemy jakiegoś strajku, który uda się szybko spacyfikować
    4) Potrzebujemy pokazać, kto tu całe towarzystwo trzyma uzdę.

    Co potrzebujemy, żeby to wszystko uwiarygodnić?
    1) Niewielkiej kasy, wystarczy jakieś pół miliona.
    2) Cóż… mamy specjalistę od wizerunku, który postanowił wszystkie wyznawane zasady wywalić w błoto i rzucić się na kasę
    3) Kazimierz-Juliusz… czemu nie, w końcu coś gdzieś zaraz i tak wybuchnie, a może tam wiemy jak sytuację łatwo rozwiązać
    4) Pani Premier potrzebuje okazji żeby się wściec a nie tylko siedzieć załamana.
    5) Dziennikarze nam nieprzychylni i tak nam za to wszystko dokopią i rzucą się nam do gardła, więc nas uwiarygodnią, a ci którzy nam są przychylni i tak znajdą argumenty żeby nas bronić (nawet jeśli to będą argumenty _GŁUPIE_ – o czym w osobnej notce). To sprawi że wszyscy będą wierzyć że punkty 1-3 są „normalną koleją rzeczy” a pkt 4 dowodem charakteru.

    No i cóż…
    1) Odprawa wzięta, minister zagrożona, odprawa przekazana (przypadkiem tylko do Radomia); W efekcie pani Premier jest efektywna, skuteczna, stanowcza i jeszcze pomaga swojemu regionowi.
    2) Zadyma zrobiona, geniusz wizerunku zbłaźniony i łasy na kasę, pani Premier wrażliwa, skuteczna, efektywna i stanowcza.
    3) Strajk – jeszcze się na dobre nie rozpoczął, a chyba już się kończy. Pani premier zaradna, wrażliwa, skuteczna i efektywna.
    Wszystko w niecały tydzień. To się nazywa dobra robota wizerunkowa. Od „jestem kobietą” do „jestem premierem skutecznym, zaradnym, efektywnym, ale kiedy zajdzie potrzeba, mam także wrażliwe oblicze”.

    Jedynym, który na tej całej zabawie mógł stracić jest… moim skromnym zdaniem, Igor Ostachowicz (którego z tego miejsca pozdrawiam, przypuszczam wpis że wyjdzie w monitoringu, ale docenię jeśli będzie mu się go chciało przeczytać 😉 ). Tylko że… jemu jest to wszystko jedno. Śmiem twierdzić, że te wszystkie zbiegi okoliczności to za dużo, aby były przypadkowe. Nieśmiało podejrzewam, że to właśnie specjalista od wizerunku wiedział, że potrzeba konkretną głowę położyć pod społeczny topór, aby lud to kupił. I dlatego wiedziony intuicją, podłożył swoją. I to mu zostanie zapamiętane. I to zostanie docenione 😉 Niekoniecznie w tak beznadziejnie prymitywnie oczywisty sposób jak posada w Orlenie.

    Wedle powyższego, śmiem twierdzić, że ów chrzest bojowy którego byliśmy świadkami, to… inscenizacja. Prawdziwe wyzwania dopiero przed panią premier, a dużo trudniej jest o skuteczne i efektywne rozwiązania gdy nie wszystkie role i kwestie zostaną za wczasu rozpisane.

  • Kogo rozgrywa Miller

    Post z cyklu mam pytanie, a nie mam zbyt wiele czasu na szukanie odpowiedzi.

    Z kim gra Leszek Miller zapraszając na kongres lewicy trzech prezydentów?

    Czy gra z Palikotem, wyciągając go z medialnego niebytu, a dając mu okazję do chwilowego pobłyszczenia wśród dziennikarzy?

    Czy gra z wewnętrzną opozycją, którą potrafi zgasić w ciągi zaledwie kilku godzin (vide Oleksy)

    Czy gra z Wałesą?

    A może po prostu chce skłonić Kwaśniewskiego do zastanowienia się, czy on naprawdę chcę wracać do lokalnej polityki (a może i jakiejkolwiek polityki). Jeden Miller, jedno zaproszenie, jedna zagrywka, a już jego szorstki przyjaciel musi wykazywać, określać, definiować. A tego politycy raczej nie lubią.

    (więcej…)